Najlepsza - Aleksander Woźniak - ebook
NOWOŚĆ

Najlepsza ebook

Aleksander Woźniak

0,0

Opis

Jeśli coś wydaje się idealne... ma swoją mroczną stronę

Artur to młody, ambitny nauczyciel, który ma w sobie pasję i potrafi nią zarażać innych. Zatrudnienie w prywatnej szkole prowadzonej przez psychoterapeutkę Jolantę wydaje mu się idealną szansą na rozwój kariery.

Szybko jednak okazuje się, że kolorowe wizje roztaczane przez pracodawczynię nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Część nauczycieli otwarcie skarży się na warunki pracy, inni milczą, jakby związani niewidzialną umową.

Z każdym dniem Artur coraz boleśniej odczuwa, że trafił do miejsca, z którego trudno się wyrwać. Gdy próbuje przeciwstawić się panującym zasadom, staje się persona non grata, a w tej szkole za sprzeciw płaci się wysoką cenę…

Bo są ludzie, którzy nie tolerują oporu. Zwłaszcza, gdy wierzą, że mają nad innymi pełną kontrolę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 154

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Aleksander Woźniak

Najlepsza

À rebours

Część I.

Przedmowa

Jeśli chodzi o początki, to nigdy nie były one dla niego proste. Od dziecka lubił obserwować, jak ludzie się zachowują. Uważał, że jest to o wiele ciekawsze niż oglądanie 258912 odcinka Esmeraldy, w której to Juan Carlo zdradza Jesus Gonzales z Jesusem Teresą i Sergio Mondalesem. Jak każdy miał wiele wad, jednak to jedno można było o nim powiedzieć – był indywidualistą. Jak na swój wiek dojrzalszym niż większość jego rówieśników. Dlatego też duży problem sprawiało mu dogadywanie się z nimi. Kiedyś od jednego z nauczycieli usłyszał, że życie to nieustanna sztuka odgrywania ról, a nasze zachowanie i postawa zależą od tego, którą maskę włożymy. Czy będziemy jak „Brytyjczycy”, zawsze uśmiechnięci i życzliwi, a w myślach powiemy sobie, co myślimy o tej osobie, czy przybierzemy bardziej postawę „wieprza”, w której zwyzywamy i damy w mordę bez względu na to, czy ta osoba na to zasłużyła, czy też nie. Z jednej z książek o mowie ciała dowiedział się o „czytaniu ludzi” – było to zajęcie, które bardzo szybko stało się jego hobby, a i w późniejszym życiu oraz pracy zawodowej okazało się przydatne. Artur był nauczycielem – tak nazywa się zawód, który sześć lat temu, w pełni świadomy, sam wybrał. Kiedy zaczynał, nie bał się powiedzieć, gdzie pracuje. Obecnie coraz częściej się tego wstydził. Wiele razy słyszał o powszechnym mniemaniu części społeczeństwa, że jest nieudacznikiem, który nigdzie indziej nie znalazł zatrudnienia lub który nie miał pomysłu, co ze sobą zrobić. Co akurat w jego przypadku było nieprawdą. Niechętnie opowiadał o swojej pracy. Kilkukrotnie, podczas wspólnego spotkania towarzyskiego, usłyszał od nich: „Pracuje osiemnaście godzin w tygodniu, odbębni, wypierdzi w stołek, kasę weźmie i się nie narobi”. Dlatego od pewnego momentu zaczął pomijać ten wątek. Sam o sobie nie powiedział nigdy, że jest nauczycielem. Wolał określenie dydaktyk. To, co sprawiało mu bowiem największą frajdę w pracy, to możliwość pokazania świata (tego prawdziwego, a nie tylko pisanego czy mówionego), jego sposobu funkcjonowania czy choćby rozwijania i kształtowania umiejętności. Lubił uświadamiać młodych ludzi, że bycie patriotą to nie tylko głoszenie „jedynie słusznych haseł i poglądów”, określonych przez pewną grupę ludzi, wieszanie flag czy maszerowanie w „szarym marszu” na 11 listopada w towarzystwie palących się rac i języku nienawiści, często uwłaczającym godności człowieka. Starał się uświadamiać, że jest to przede wszystkim dbanie o wspólne dobro oraz środowisko. Bardzo często zadawał sobie pytanie: Czy jestem nauczycielem z powołania? Tego dalej nie wiedział, aż któregoś dnia kolega z pracy powiedział mu: „Jeśli masz wątpliwości, to nadajesz się do tej pracy. Mało kto robi autorefleksje nad swoją pracą, zwłaszcza w tym zawodzie, i dopuszcza myśl, że może się mylić”. Jego pierwszym miejscem pracy była mała prywatna szkoła prowadzona przez psychoterapeutkę. Żeby móc dokładnie opowiedzieć o tym czasie, cofnijmy się do roku dwa tysiące dziewiętnastego, a dokładnie do dwudziestego sierpnia.

Część II.

Rozmowa

Środa zapowiadała się na upalny i słoneczny dzień. Artur tego dnia był umówiony na rozmowę kwalifikacyjną w małej prywatnej szkole. Mieściła się ona w dzielnicy, gdzie tramwaj linii numer trzy miał swoją pętlę. Mężczyzna cieszył się jak dziecko. Ubrał się w długie, czarne spodnie, różową kratkowaną koszulę oraz kamizelkę tego samego koloru. Wyszedł z kwadratowego budynku, w którym wynajmował pokój, i zatrzasnął drzwi. Niespodziewanie rozległ się brzdęk. Popatrzył na betonową płytkę, którą dość mocno nadszarpnął czas, dostrzegając leżącą na niej klamkę od bramki wejściowej. Była cała zardzewiała. Dom, w którym wynajmował pokój o powierzchni dziesięciu metrów kwadratowych, znajdował się na ulicy Dąbrowskiego, niedaleko portu lotniczego. Codziennie o szóstej rano budziły go dźwięki startującego samolotu typu Bombardier CRJ-900, potocznie zwanego „odkurzaczem”.

Artur znany był ze swojej punktualności, dlatego też i tego dnia wyszedł z domu dwie godziny przed planowaną rozmową. Spokojnym i miarowym krokiem szedł pod wskazany adres. Niespodziewanie jego oczom ukazał się parterowy budynek, pomalowany na szaro. Zatrzymał się przed nim, a jego twarz skamieniała. Przez chwilę stał w miejscu. Wyglądał, jakby zobaczył bazyliszka. Budynek bardziej przypominał magazyn niż szkołę.

Zbliżała się dziewiąta trzydzieści, była to godzina umówionego spotkania. Wszedł do środka przez plastikowe drzwi z wielką szybą umieszczoną na ich środku. Od progu powitał go wąski korytarz zastawiony szarymi szafkami. Na jego końcu znajdowały się drugie przeszklone drzwi. Otworzył je i wszedł na korytarz, który był pusty. Po lewej stronie od wejścia, znajdowało się pomieszczenie, skąd dobiegał gwar rozmów osób dorosłych zagłuszany przez przekrzykujących się uczniów podstawówki oraz liceum.

Wszedł w głąb pomieszczenia pomalowanego na szaro. W środku, przy stołach, siedziała grupka ludzi w wieku podobnym do jego. Rozmawiali między sobą, nie zwracając większej uwagi na to, że ktoś obcy pojawił się w budynku. Mężczyzna czuł się trochę zagubiony w przestrzeni. Panował tu niekontrolowany chaos.

Próbując odnaleźć się w miejscu, które za chwilę mogło być jego „drugim domem”, wyszedł z powrotem na korytarz i starał się dostrzec drzwi z napisem „Sekretariat”. To tam miał się zgłosić na rozmowę. Jednak wszystkie drzwi były białe i wyglądały identycznie. Przez kilka minut krążył po korytarzu, odbijając się od drzwi do drzwi, zza których było słychać niekontrolowany krzyk dzieci w wieku od sześciu do trzynastu lat.

W końcu stanął na chwilę zagubiony w przestrzeni szkolnej, gdy niespodziewanie w obrazie swoich okularów dostrzegł stojącą za nim dziewczynę. Miała około trzydziestu lat i była ubrana w jasną sukienkę i miała splecione blond włosy. Przysunęła się bliżej niego i ze sztucznym uśmiechem na twarzy zapytała:

– Co ty tu robisz i kim jesteś?

– Dzień dobry, przyszedłem na rozmowę w sprawie pracy jako nauczyciel biologii – odpowiedział spokojnym, miarowym tonem.

– Aha, to usiądź sobie i poczekaj, Jola zaraz będzie – powiedziała blondynka, otwierając drzwi do sali klasy pierwszej, w której biegały krzyczące dzieci. Wyniosła z niej białe, plastikowe krzesło i postawiła obok niego. Sama wróciła do pierwszoklasistów i czym prędzej zamknęła za sobą drzwi.

Artur usiadł na korytarzu i czekał na dyrektorkę. Wskazówki zegara, który wisiał na ścianie, przesunęły się na godzinę dziewiątą czterdzieści.

Od dziesięciu minut powinienem widzieć swoją przyszłą dyrekcję – pomyślał.

Co jakiś czas, nie zwracając specjalnej uwagi na mężczyznę, korytarzem przebiegały kolejne fale uczniów, którzy byli wzorowym przykładem wychowania bez przemocy. Wśród nich znajdowały się dzieci prezesów, przedsiębiorców i członków zarządu fundacji, która prowadziła szkołę.

Artur przesiedział czterdzieści minut w korytarzu. W końcu do szkoły wpadła jak bomba kobieta dość słusznej postury. Jej włosy były potargane i każdy układał się w inną stronę.

– Dzień dobry – powiedział Artur, skinąwszy lekko głową, jednak ona się nie odezwała.

Skarciła go wzrokiem i weszła do części, która nazywana była „kuchnią”. W rzeczywistości spełniała zadanie pokoju nauczycielskiego, pokoju śniadaniowego dla uczniów oraz pomieszczenia rozmów z rodzicami, jak to w niektórych szkołach prywatnych bywa. Kobieta z rozmachem rzuciła dwiema płóciennymi torbami na stół, który znajdował się na środku pomieszczenia.

– Coffee! Coffee! Bo bez coffee to nic today! – powiedziała, miotając się po kuchni, czym sprawiała wrażenie osoby bardzo zapracowanej. Włączyła ekspres, po czym przeszła do kanciapy, która mieściła się po lewej stronie od wejścia do szkoły. Zatrzasnęła za sobą drzwi, a w szkole ponownie zapanowała idealna cisza.

Artur siedział dalej na korytarzu, wpatrując się we wskazówki zegara, które wolno się przesuwały. Zbliżała się godzina dziesiąta dwadzieścia, kiedy kobieta wybiegła z kanciapy z białym kubkiem i kilkoma kartkami. Wlała kawę do kubka, a następnie skierowała się w stronę mężczyzny.

– To… – zawiesiła na chwilę głos, biorąc łyk kawy – może pójdziemy tam, do pokoju. – Wskazała palcem drzwi znajdujące się po prawej stronie od głównego wejścia do budynku, po czym zniknęła na dziesięć minut w kuchni.

Artur wszedł do środka. W odróżnieniu od innych to pomieszczenie było pomalowane na biało, miało około dwudziestu metrów kwadratowych, a na jego środku stały dwa wysłużone fotele w kolorze turkusowym. Przez chwilę myślał, czy usiąść, jednak czuł się bardzo niekomfortowo. Zdecydował, że poczeka na kobietę. Na półce, która stała pod ścianą, po prawej stronie od drzwi wejściowych, zobaczył małe, czarne skrzyneczki z podpisanymi imionami uczniów. Zaczął zbliżać się w ich stronę, gdy niespodziewanie weszła Jolanta – dyrektorka szkoły. Kobieta zmierzyła srogim wzrokiem mężczyznę.

– Trzeba było usiąść… – westchnęła ciężko, przewracając oczami. – Przecież to już po dziesiątej, a ja nie mam całego dnia. – Odstawiła kubek na podłogę i usiadła w turkusowym fotelu. Wskazała Arturowi gestem ręki, aby ten zajął drugi fotel, o wiele bardziej wysłużony i odrapany, z plamą bliżej nieznanego pochodzenia na środku siedzenia.

Kobieta poprawiła okulary na swoim szpiczastym nosie i przeszła do serii pytań, które miała chaotycznie nabazgrane na żółtej kartce.

– Dlaczego odbywałeś staż w leśnym przedszkolu? – zaczęła rozmowę, przekładając kartki, które to po kolei wysypywały jej się na podłogę.

Pierwszą część rozmowy oparła na psychologicznej obserwacji Artura. Mężczyzna nie wiedział, że jest dokładnie oceniany pod kątem możliwości przyszłej manipulacji nim. Druga część była poświęcona przedmiotom, a przede wszystkim finansom.

– Ile chciałbyś zarabiać? – został zapytany.

Odpowiedział skromnym głosem:

– Dwa i pół, trzy tysiące netto.

Dyrektorka popatrzyła na niego przeszywającym wzrokiem i powiedziała:

– Zdaję sobie sprawę, że specjalistów trzeba odpowiednio nagradzać, dlatego oferuję ci trzy i pół tysiąca netto za etat, trzydzieści godzin przy tablicy tygodniowo. Co ty na to? – dopytywała dyrektorka, gryzmoląc coś nerwowo różowym długopisem.

Artur zgodził się, zadowolony, że będzie zarabiał trochę więcej niż do tej pory. Na twarzy Jolanty pojawił się uśmiech wiedźmy.

Bardzo dobrze, nada się – pomyślała. Musiała przecież sprawdzić, czy będzie idealną osobą. Pierwsze wrażenie było takie, jakiego się spodziewała. Młody, durny, łatwy do manipulacji, wręcz idealny. Poprawiła swojej słusznej postury ciało w fotelu i po chwili, zapatrzona gdzieś w przestrzeń, dodała:

– Cieszę się, że udało mi się znaleźć osobę kompetentną i młodą, która dołączy do naszego zgranego zespołu. – Na jej twarzy zagościł fałszywy uśmiech. – A… – Zawiesiła na chwilę głos, chcąc zadać Arturowi pytanie, jednak dźwięk przychodzącej wiadomości odwrócił jej uwagę. Przeczytała ją i wróciła do rozmowy: – Czy nie chciałbyś też uczyć geografii? Nasza obecna nauczycielka zaszła w ciążę, dlatego będziemy potrzebowali kogoś na zastępstwo, a fajnie byłoby, gdyby była to jedna osoba. Wiesz… zależy mi na tym, aby można było pokazać dzieciom, że można łączyć ze sobą przedmioty przyrodnicze – mówiła nerwowo, obserwując przy tym mimikę Artura.

– Rozumiem, jednak już jedną pracę mam… – odpowiedział, spuszczając na chwilę wzrok.

– Ja ci tu proponuję cały etat… – delikatnie próbowała wymusić jego zgodę. – A wiem, że praca w dwóch miejscach na raz może być niemożliwa do pogodzenia – mówiła dalej, jednocześnie zapisując coś na kartce.

Artur podniósł wzrok i odpowiedział:

– Tak, też wolałbym pracować w jednym miejscu, jednak obiecałem już wziąć świetlicę…

Jolanta natychmiast mu przerwała:

– Wspaniale! To bierzesz też i jeszcze świetlicę u nas, masz jedno miejsce pracy i nie musisz jeździć nigdzie indziej!

Artur się skrzywił. Jego twarz wyrażała zniesmaczenie, lecz oczy mówiły co innego. Kobieta ponownie poprawiła się na fotelu i założyła nogę na nogę. Dostała to, czego chciała. Grymas mężczyzny dał jej przewagę. Wiedziała, że na pewno się zgodzi. Była to tylko kwestia czasu.

– Powiem tak: szesnaście godzin biologii plus dziewięć geografii i mamy etat. Proponuję trzy i pół tysiąca złotych netto, aha, aha… jeszcze kwestia wychowawstwa w grupie siedem i osiem, ale to jeszcze byśmy ustalili – zakomunikowała, nie odrywając wzroku z jego twarzy.

– Grupy siedem–osiem? – zapytał zdziwiony. – Wolałbym zostać przy tym, co w ogłoszeniu – odpowiedział Artur.

– Słuchaj, my tu pracujemy interdyscyplinarnie. Wiąże się to między innymi z tym, że klasy w naszej szkole są łączone, a wychowawca musi być, także zastanów się nad propozycją, ale czuję, że twoja odpowiedź będzie pozytywna.

– W takim razie muszę to przemyśleć – odpowiedział.

Kobieta skrzywiła się i podała mężczyźnie rękę, wstając z fotela. Odwzajemnił uścisk i oboje skierowali się w stronę drzwi wyjściowych.

– Zastanów się i daj mi odpowiedź do końca tygodnia, ale jestem dobrej myśli – powiedziała uśmiechnięta, kiedy wychodził przez drzwi.

Mężczyzna skinął przytakująco głową i wyszedł. Do końca nie był przekonany, czy to dobry pomysł. Po rozmowie z Jolantą poczuł się bardzo niezadowolony. Na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się w porządku, jednak jego wewnętrzne odczucia sugerowały co innego. Wieczorem tego samego dnia doszedł do wniosku, że jednak zaryzykuje i weźmie pracę na pełny etat. Odpisał, że przyjmie ofertę pracy.

22 sierpnia 2019

Dwa dni po rozmowie, dokładnie o godzinie siódmej trzydzieści, Artur stawił się w nowym miejscu pracy zgodnie z treścią wiadomości wysłaną wieczór wcześniej przez Kamilę – nauczycielkę podstaw przedsiębiorczości. Kamila była partnerką życiową dyrektorki i największym kretem w szkole. Donosiła jej o wszystkim, dlatego kadra jej unikała.

Pierwsze miesiące pracy zapowiadały się ciekawie. Było dużo swobody co do sposobu prowadzenia zajęć. Jednak już od początku Artur słyszał głosy niezadowolenia. Dotyczyły one głównie warunków pracy, postawy dyrekcji oraz częstej i dużej liczby nagłych odejść pracowników, a także uczniów ze szkoły.

– Nawet nie wierz w to, co ci mówi! Sama ostatnio do mnie podeszła i pytała się, jak oceniam twoją pracę… bo ona wielka pani pedagog, psycholog, która nie potrafi – zakpił z niej Szymon, polonista, gdy siedzieli na trawie przed szkołą podczas przerwy. – Przecież ona tak każdemu mówi, że źle wszystko robi, a jak poprosiliśmy, żeby przeprowadziła lekcję pokazową dla nas, to usłyszeliśmy, że to niemożliwe, bo jest tak świetnym dydaktykiem, że gdyby to zrobiła, to musiałaby nas wszystkich zwolnić. Kim ona jest? Psychologiem, a uważa się za pedagoga? Powinna iść do tych swoich pacjentów, im wciskać tandetę za pięć złotych, bo tu jak coś się dzieje, to tylko potrafi zwyzywać kadrę i zamiatać pod dywan, a pomocy żadnej. Taka z niej dyrektorka… – kontynuował coraz mocniej wzburzony. – Dyrektorka, która jest znaną psychoterapeutką, prowadzącą dwa gabinety psychoterapeutyczne, tym się afiszuje, ale to, że ktoś prowadzi dwa gabinety psychoterapeutyczne, jeszcze nie oznacza, że potrafi zarządzać – dodał. – Wiadomą rzeczą jest to, że jesteśmy omylni i wszystkiego też nie wiemy, dlatego dobrze jest posłuchać, dowiedzieć się czegoś nowego, zwłaszcza od osoby doświadczonej, która podzieli się swoją praktyczną wiedzą, ale tu… – Wziął głęboki oddech i zachłysnął się powietrzem, które wleciało mu do gardła. Chciał kontynuować, jednak jego zapał powstrzymała Kamila, która pojawiła się w okolicy. – Zresztą sam się przekonasz, tylko… wiesz, ty jesteś jeszcze młody, a ona… poluje na takich – wyszeptał Arturowi do ucha, po czym zamaszyście wstał i wyszedł poza teren szkoły.

Część III.

Wypłata

11 września 2019

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Najlepsza

ISBN: 978-83-8423-603-1

© Aleksander Woźniak i Wydawnictwo Novae Res 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Jędrzej Szulga

KOREKTA: Małgorzata Giełzakowska

OKŁADKA: Izabela Surdykowska-Jurek

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek