Ebook i audiobook dostępne w abonamencie bez dopłat od 19.05.2026
Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
ŚLEDZTWO, KTÓRE POŁĄCZY – ALBO PODZIELI NA ZAWSZE.
Misia Kuleczka wiązała z tymi studiami wielkie nadzieje. Elitarny kierunek i perspektywa pracy w wymiarze sprawiedliwości miały nadać jej życiu sens i poczucie sprawczości. Szybko jednak odkrywa, że nawet w tym pozornie uporządkowanym świecie nie wszyscy postępują zgodnie z zasadami.
Gdy ginie jeden z profesorów – gwiazda wydziału – Misia staje przed propozycją, która wywraca jej życie do góry nogami. Wraz z nowo poznanymi znajomymi dołącza do nieformalnej grupy śledczej. Młodzi ludzie próbują nie tylko rozwikłać zagadkę śmierci profesora, lecz także zbudować bliższe więzi, co okazuje się trudne – każdy z nich pochodzi z innego świata i skrywa własne tajemnice.
Czy te sekrety mają związek ze śmiercią profesora? Czy Misia odkryje prawdę, jak również bez problemów ukończy studia? I wreszcie – czy mimo ran z przeszłości, uda jej się odnaleźć swoje miejsce w świecie?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 306
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Marta Moeglich, 2025
Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone
Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.
Wydanie I, Poznań 2026
Projekt okładki: Zofia Stybor
Zdjęcie na okładce: © Botond/depositphotos
Redakcja: Katarzyna Wojtas
Korekta: Olga Smolec-Kmoch, „DARKHART”
Skład i łamanie: „DARKHART”
PR & marketing: Andżelika Wojtkiewicz
ISBN: 978-83-8441-109-4
Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.
ul. Kleeberga 2
61-615 Poznań
wydawnictwofilia.pl
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.
Dla wszystkich kobiet, które boją się uczuć
Profesor otarł kącik oka, rozbawiony żartem, który przed chwilą opowiedział. Nie przeszkadzało mu, że grupa milczała i nawet zwyczajowi klakierzy nagle szczegółowo badali sposób zawieszenia lamp w sali wykładowej. W powietrzu unosił się zapach rozgrzanych kaloryferów i kurzu. Ktoś kaszlnął.
Misia zacisnęła usta. Palec wskazujący rytmicznie drapał skórkę przy jej kciuku. Wpatrywała się w koleżankę z grupy, która stała niedaleko biurka z laminatu. Teraz zamknęła prezentację i zatrzasnęła klapę od komputera. Obraz z rzutnika zgasł, ale w powietrzu wciąż widać było drobinki kurzu unoszącego się tam, gdzie przed chwilą padał snop światła. Misia była pod wrażeniem opanowania Julie, która zdawała nic sobie nie robić z przytyków profesora i naciągnąwszy siateczkowe rękawiczki, które miała tego dnia na dłoniach, zapytała pewnym siebie głosem:
– Zaliczyłam?
Profesor Stefan Renier powolnym gestem założył okulary w grubych oprawkach. To przynajmniej trzecia para, którą widziała. Musiał je dobierać do stroju. Pokręcił głową w zwolnionym tempie, jakby nad czymś głęboko myślał. Misię denerwowała ta gra, bo nie było się tutaj nad czym zastanawiać. Prezentacja Julie była znakomita. Dziewczyna złączyła ręce i kiwając się na piętach, ze spokojem spoglądała na nauczyciela.
– Zastanowię się jeszcze. Pani myli poważny wydział z jakimś zlotem miłośników kreskówek. – Wykładowca pochylił się nad własnym komputerem, dając w ten sposób znak, że to wszystko. Oko rzutnika ponownie rozbłysło, a na ścianie pojawiła się prezentacja z dzisiejszym wykładem.
Julie, która na co dzień ubierała się w stroje żywcem wzięte z japońskiej mangi, zwęziła delikatnie oczy, a potem wzruszyła ramionami i zebrawszy swoje rzeczy, wróciła na miejsce. W sali panowała ciężka cisza, ale profesor zdawał się jej nie zauważać. Energicznie podniósł się od biurka, zrobił kilka sprężystych kroków i z przerażającego, opryskliwego nauczyciela przemienił w gwiazdę wydziału, którą wszyscy kochają.
– Mili państwo, dziś pochylimy się nad wstępem do analizy policyjnej…
Misia mocno walczyła, by nie dać się porwać charyzmatycznemu głosowi profesora. Noga podskakiwała jej, ocierając się o blat długiego biurka, wspólnego dla wszystkich w jej rzędzie. Siłą woli zmusiła się do tego, by ją uspokoić. Nie wierzyła, że to się dzieje. Kiedy dwa miesiące temu rozpoczęła studia na kryminologii wydziału prawa na Uniwersytecie w Leuven, skakała z radości. Ciężko pracowała cały poprzedni rok, by po traumatycznych przejściach związanych z morderstwem popełnionym na progu domu jej brata Teodora, nadać swojemu życiu sens. Morderstwo, bycie zakładniczką czy w końcu zdrada przez osobę, którą uważała za przyjaciela, sprawiło, że stwardniała. Po raz kolejny upewniła się, że świat nie jest sprawiedliwym miejscem.
Miała dość bierności; chodzenie na protesty i wszystko, co robiła do tej pory, by uczynić świat lepszym miejscem, przestało jej wystarczać. Potrzebowała konkretnego działania. A ponieważ miała jeden z lepszych europejskich uniwersytetów tuż pod nosem, żyła w centrum unijnego prawodawstwa, postanowiła stać się jego trybikiem. Poświęcić życie temu, by świat był bardziej sprawiedliwy. Jeśli innym na tym nie zależało, ona, Misia, będzie ciężko pracować, żeby świat był choć trochę mniej straszny.
Ale teraz? Wydział prawa, który miał być przecież ostoją sprawiedliwości, okazał się kolejnym miejscem, w którym nie liczą się jasne reguły ani zdrowy rozsądek, a władza i układy. Skarciła się w myślach, że przesadza, sprowadzając cały wydział do działań jednego profesora, ale niestety tak to działało. Gwiazda wydziału, autor bestsellerowych książek i częsty gość programów telewizyjnych, którego słowa wszyscy spijali jak najlepszy nektar, był jednocześnie bucem, szowinistą i zapatrzonym w siebie megalomanem.
Rozczarowanie, które przeżyła Misia już na pierwszym wykładzie dwa miesiące temu, było naprawdę ogromne. Początkowo, tak jak inni, była zachwycona, że ogrzeje się w blasku tej gwiazdy i będzie mogła uczyć się od najlepszych. Kilka seksistowskich żartów później jej serce wypełnił gorący zawód. Znowu to samo.
Odetchnęła głęboko i skupiła się na wykładzie. Tak czy siak, chciała skończyć te studia i realizować swój plan. Jeden bufon nie sprawi, że zrezygnuje z marzeń. Zwłaszcza że kiedy Stefan Renier opowiadał o niuansach policyjnej procedury, robił to jak wirtuoz. A słuchający, chcąc nie chcąc, zapominali o pokazie megalomanii i dawali się ponieść barwnym opowieściom profesora. Młodzi ludzie siedzący w niewygodnych ławkach nie byli już zniesmaczonymi studentami kryminologii. Pod wpływem słów swojego nauczyciela stawali się kimś więcej. Każda z osób, która jeszcze przed chwilą czuła zażenowanie, teraz płynęła w stronę niesamowitej kariery, niesiona pięknem opowieści o literze prawa.
* * *
Czerwone skórzane sofy wyglądały jak wyniesione z amerykańskiej knajpy, w której znudzona kelnerka w fartuszku dolewa kawy prosto z dzbanka. Misia z rozmarzeniem pomyślała, że taka usługa na wydziale byłaby czymś wspaniałym. Rozejrzała się dookoła siebie. Większość osób, które zajmowały kanapy w obszernym hallu budynku de Valk 1 wydziału prawa, wyglądała, jakby potrzebowały solidnej dawki kofeiny. Potrząsnęła swoim termosem, ale był lekki i pusty.
– Będę zaraz szła po kawę, mogę kupić i tobie. – Julie siedziała naprzeciwko Misi, opierając głowę o oparcie. Miała zamknięte oczy.
Misia uśmiechnęła się pod nosem. Nie przyjaźniły się z Julie, bo obie zdecydowanie nie miały na to czasu, realizując swoje własne plany z zapałem, jaki tylko mogą mieć zdeterminowane na sukces młode kobiety. Lubiła jednak jej towarzystwo.
– Skąd wiedziałaś, o czym myślę? I tak, poproszę, choć nie powinnam pić już ani jednej kawy więcej. Tylko chciałam posiedzieć jeszcze w bibliotece, a bez tego na pewno nie dam rady. – Misia przeciągnęła się, odsłaniając tym gestem pępek. Przechodzący obok studenci, których nie znała, cmoknęli z aprobatą. Misia pokazała im środkowy palec.
– Nauczyłam się patrzeć z zamkniętymi oczami na bardzo nudnych lekcjach francuskiego w liceum. Polecam tę umiejętność.
– Rzeczywiście mogłabym się od ciebie uczyć przymykania oczu. Jak dałaś dzisiaj radę? – Misia uważnie przyglądała się koleżance, ale ta pozostała niewzruszona. Odgarnęła ufarbowane na różowo włosy z twarzy.
– Masz na myśli Reniera? Świat jest pełen takich dupków. Moja metoda na nich? Ignorować ich i robić swoje.
– Ale nie wkurza cię to? Te komentarze? – Misia nie odpuszczała, czując wzbierającą złość. – I co, jak nie zaliczy ci prezentacji?
Julie wyprostowała się i zaczęła zbierać swoje rzeczy, jednocześnie posyłając Misi pokrzepiający uśmiech.
– Nie słuchasz mnie. Mówię wyraźnie: ignorować i robić swoje. A moje jest zawsze na najwyższym poziomie. Nie ma opcji, żeby mi tego nie zaliczył. On to wie, ja to wiem, więc nie zamierzam tracić ani minuty mojego cennego czasu na przejmowanie się jego komentarzami. I niedocenianiem tej wspaniałości. – Dziewczyna obróciła się wokół własnej osi, szeleszcząc kilkoma warstwami halek pod czarną, krótką spódniczką. Misia nie mogła się nie uśmiechnąć. – Widzimy się w bibliotece! Czarną, bez cukru, prawda?
Kiedy Julie odeszła, wkładając jednocześnie długi czarny płaszcz, Misia posiedziała jeszcze jakiś czas z zamkniętymi oczami, oddychając głęboko. Starała się to robić, zamiast na przykład bezmyślnego scrollowania social mediów.
Następnie zebrała swoje rzeczy i ciężkim krokiem ruszyła do wydziałowej biblioteki. Musiała przejść tylko kilka kroków do budynku naprzeciwko, więc darowała sobie wkładanie kurtki. Chciała się jeszcze trochę pouczyć. Ona również wyznawała zasadę, że jej praca ma być na najwyższym poziomie. Otworzyła szklane drzwi i stanęła gwałtownie, chowając się za jednym z filarów zadaszenia. Przed wejściem do budynku stał profesor Renier, wrzeszcząc na swojego doktoranta i asystenta w jednym, Adama. Chłopak, zmarznięty w samym swetrze, przestępował z nogi na nogę z zaciętym wyrazem twarzy. Blokowali wejście do budynku, więc musiała poczekać, aż sobie pójdą, nie miała bowiem zamiaru mieszać się między tę dwójkę.
– Naprawdę przyniesienie mi kawy musi trwać tyle czasu? Adam, to nie jest wielki problem! Jak chcesz obronić ten doktorat, jeśli nie umiesz nawet tego?
Misia zacisnęła zęby. Nie tylko ze względu na zimno. Po raz kolejny w ciągu dwóch godzin musiała patrzeć, jak ktoś dostaje niezasłużoną burę. Adam Marteens był jedną z bystrzejszych osób, jakie znała, i była pewna, że czeka go świetna kariera. Gdy w końcu uwolni się od swojego promotora. Do tego Adam tak samo jak i ona nie był zbyt rozmowny i trzymał się na uboczu, co sprawiało, że Misia automatycznie go szanowała. Jego zajęcia były nudne, ale bardzo konkretne i wiele się z nich dowiedziała.
Profesor dwoma łykami wypił małe espresso, które trzymał w dłoni, a kubek rzucił w kierunku kosza stojącego przed budynkiem. Pojemniczek odbił się jednak od krawędzi i wpadł w krzaki za niskim murem. Mężczyzna zignorował to, że chybił, i wziął od Adama drugi kubek mocnego napoju. Szczycił się bowiem tym, że zawsze pił kawę w ten sposób, dwa espresso, jedno po drugim. Mówiąc o tym, jak kawa trzyma go przy życiu, ruszył do wnętrza budynku. Jego asystent bez słowa podążył za nim.
Misia przewróciła oczami. Od prawie roku pracowała w jednej z sieciowych kawiarni w mieście i szczególnie nie lubiła klientów, którzy rozpoczynali zamówienie od tego, że nie potrafią żyć bez kawy. Uważała ich za pozerów i nierobów, ale z uśmiechem parzyła im ich latte na owsianym.
Kiedy droga była wolna, Misia oderwała się od słupa i ziewając przeciągle, również weszła do biblioteki. Prócz zmęczenia czuła też zniesmaczenie. To miejsce miało być ostoją sprawiedliwości, a okazało się dokładnie takie samo jak wszystkie inne.
Za oknem zdążyło się już ściemnić, więc w bibliotece paliły się ostre jarzeniowe światła. To pomagało studentom nie zasnąć, ale wcale nie robiło za dobrze szczypiącym oczom. Misia przesunęła książkę po blacie. Siedziała tu dosłownie pięć minut, a już się czuła, jakby przeczytała milion stron. A przecież powinna rozpracować dzisiaj przynajmniej dwa artykuły. Uważnie, robiąc notatki. Wypuściła powietrze przez usta. Delikatne prychnięcie zwróciło uwagę siedzącego obok niej Thomasa, kolegi z grupy, który pomachał ręką przed nosem, jakby poczuł bąka. Chłopak nawet nie udawał, że się uczy, tylko bez zażenowania scrollował coś w telefonie. Misia się uśmiechnęła. Żarty na poziomie sześcioletniego Kosmy u studenta kryminalistyki. Świat jest w świetnych rękach.
Siedzieli ściśnięci przy małym stoliku. Te większe były zarezerwowane dla doktorantów, którzy dostawali łaskawie własne biurka. W pomieszczeniu znajdowało się też kilkoro drzwi prowadzących do profesorskich gabinetów. Większość z nich była otwarta na oścież, dając w ten sposób znać studentom, że akademicy są w środku, gotowi przyjmować interesantów. Starym zwyczajem wszystkie rozmowy również prowadzone były przy otwartych drzwiach. Tej umownej zasady nie przestrzegał tylko jeden profesor. Stefan Renier. Drzwi do gabinetu, który dzielił z opiekunką roku Misi, Glorią Barrazą, były zawsze zamknięte, kiedy on był w środku.
Teraz pod drzwiami gabinetu kręciła się blondwłosa piękność, przypominająca postać z renesansowych obrazów. Szybkim ruchem założyła złotorude włosy za ucho i strzepnęła niewidzialny pyłek z białego kaszmirowego golfu. Clara, która również należała do ich grupy, była jedną z najwierniejszych fanek profesora Reniera i chyba jako jedyna na roku postanowiła nie widzieć jego prawdziwego charakteru. Była regularną bywalczynią jego gabinetu. Już miała wejść do środka, gdy zza regału wyłonił się Adam, przepchnął koło dziewczyny i z impetem wszedł do pomieszczenia. Clara zrobiła się czerwona ze złości, ale szybko się opanowała i wygładziła włosy, cierpliwie czekając na swoją kolej.
Do stolika Misi podeszła Julie z dwoma kubkami kawy i wzrokiem wskazała stojącą pod drzwiami koleżankę. Obie przewróciły oczami, a gest ten zauważył Thomas, który teraz sam objął się ramionami, odwrócił do dziewczyn tyłem i udawał, że z kimś się maca. Parsknęły śmiechem, co starym bibliotecznym zwyczajem ściągnęło na nie gniew innych uczących się.
Misia z powrotem pochyliła się nad własnym telefonem. W międzyczasie napisała do niej jej bratowa, Marta. Mimo różnicy wieku były ze sobą blisko, a wspólne przeżycia i przetrzymywanie obu jako zakładniczek w zeszłym roku jeszcze bardziej je do siebie zbliżyło. Marta pytała, kiedy Misia będzie w domu. Czasami ta opiekuńczość była naprawdę wkurzająca i chociaż bratowa nie chciała źle, Misia czuła się jak mała dziewczynka, która musi tłumaczyć się z każdego ruchu. Odpisała jednak, dodając przy okazji kilka zdań o tym, że wkurzenie na profesora skutecznie odebrało jej apetyt.
Drzwi znowu się otworzyły i Adam, czerwony jak burak, wyszedł z gabinetu. Clara, która oddaliła się na chwilę po coś do swojego stolika, nie zdążyła jednak do nich podejść, bo tym razem wyprzedził ją Thomas. Puszczając oko do Misi i Julie, wszedł do gabinetu dosłownie przed nosem Clary. Dziewczyny parsknęły i tym razem zostały spiorunowane wzrokiem przez swoją koleżankę.
Misia znowu pochyliła się nad telefonem, ale jednym okiem patrzyła na drzwi profesora. Była ciekawa, jaki pretekst wymyślił sobie Thomas, który z pewnością nie miał zamiaru konsultować się z nikim z nauczycieli. Naukowo wyrabiał podstawowe minimum i mimo niewątpliwej inteligencji miał mocne braki w materiale, więc od kadry trzymał się raczej z daleka. Dziwne, że w ogóle był w bibliotece, a nie na piwie.
W końcu drzwi się otworzyły i Thomas z bardzo poważną miną wyłonił się z gabinetu. Szarmancko ukłonił się Clarze, szepcząc jej coś na ucho, i wrócił do swojego stolika.
– Co jej powiedziałeś? – Julie pochyliła się nad swoją książką w stronę Thomasa.
– Żeby uważała, bo stary jest nie w humorze. – Chłopak przeciągnął się, tłumiąc ziewnięcie. – Okej, ja się chyba będę zbierać.
– Stary? On nie jest aż tak stary. – Misia dołączyła do konspiracyjnego szeptania.
– Dla mnie jest. – Chłopak puścił do niej oko i zaczął zamykać leżące przed nim książki. – A jeśli o tym mowa, mam dziś randkę, więc naprawdę spadam. Michael nie znosi spóźnialskich.
Misia z zazdrością pomyślała o randkowaniu, ale nie miała pojęcia, kiedy mogłaby to wcisnąć w swoje już i tak rozciągnięte do granic możliwości dni. Nie wspominając o tym, że po ostatnim miłosnym fiasku jej entuzjazm do randkowania, łagodnie mówiąc, opadł. Julie wróciła do czytanego podręcznika, a Misia znowu zerknęła w stronę gabinetu Stefana, żeby zobaczyć, czy Clara w końcu wejdzie do środka.
Dziewczyna stała pod drzwiami, a te ponownie otworzyły się i wyszła z nich opiekunka ich roku Gloria Barraza. Misia automatycznie się uśmiechnęła, bo uwielbiała tę kobietę. Kiedy będzie duża, chce być taka jak ona. Sama profesorka dosłownie do dużych nie należała, a dość niski wzrost maskowała niebotycznie wysokimi szpilkami, na których normalny śmiertelnik nie mógłby się poruszać. Ona robiła to jednak z gracją i energią. Obdarzyła Clarę ciepłym uśmiechem i wymieniły kilka zdań. Trwało to chwilę, ale kobieta z czajnikiem bezprzewodowym w ręce ruszyła w stronę łazienek, stukając rytmicznie obcasami.
Misia obserwowała Clarę, która nieumiejętnie maskowała wyraz niechęci. Była zazdrosna o przyjaźń Stefana i Glorii i nie potrafiła za dobrze tego ukryć. Dziewczyna w końcu weszła do środka i zamknęła drzwi. Misia, zerkając w tamtym kierunku, odpisywała na wiadomość Marcie, z którą dzieliła się bolączkami mijającego dnia:
Dziwne, studiujemy kryminologię, żeby na świecie było lepiej, ale nic nie robimy, kiedy widzimy takie gówniane zachowania. Ktoś powinien coś z tym zrobić.
W momencie, w którym kliknęła ikonkę wysłania wiadomości, biblioteczną ciszę przeszył rozpaczliwy krzyk.
* * *
Pod gabinetem profesora Reniera tłoczyło się sporo osób. Spokojne wnętrze biblioteki wypełniały podniesione głosy i próby otworzenia drzwi. Przez tłum przepchała się Gloria.
– Co się dzieje?
– Clara weszła do środka. Słyszeliśmy krzyk, ale nie da się wejść. Ona chyba leży przy drzwiach i je blokuje.
– Cholera. Niech ktoś zadzwoni po straż, może trzeba będzie się dostać od zewnątrz? Stefan?! Clara?! – Profesorka sama zaczęła napierać drobnym ciałem na drzwi. Te jednak uchylały się tylko o kilka centymetrów i czymś przyblokowane nie chciały otworzyć się szerzej. – Wezwijcie też karetkę! Wydaje mi się, że ona tam leży. Stefan, co się tam dzieje?!
Glorii próbowali pomóc inni, ale nie siła była tu problemem. Mimo gwaru, który robiło zbiegowisko akademików, nagle dało się usłyszeć ze środka jakiś hałas, a potem ku swojemu zdziwieniu Misia usłyszała głos Julie, dobiegający z wewnątrz:
– Przestańcie walić! Ona się zaklinowała! Czekajcie!
Zaskoczony tłumek po bibliotecznej stronie drzwi zamilkł. Misia rozejrzała się dookoła, jakby chciała sprawdzić, czy Julie rzeczywiście nie ma obok. Przepchnęła się bliżej drzwi.
– Julie? To ty? Nie ma cię tu, a jesteś tam?
– Jestem… Julie… Schrödingera… – Odpowiedź przerywana stękaniem i dźwiękami siłowania się. – Ta karetka już jedzie?! Chyba się nie przyda!
– Julie, co tam się dzieje?! Stefan, słyszysz mnie!? Stefan! – Gloria skubała pasmo włosów, naciągając sprężyste loki na palec.
Zamiast odpowiedzieć, Julie wreszcie otworzyła drzwi na oścież. Powiało chłodnym powietrzem od szeroko otwartego okna. Gloria natychmiast wpadła do pomieszczenia, a Misia wiedziona odruchem weszła za nią, tak samo jak kilka kolejnych osób. Wszyscy jednak gwałtownie się zatrzymali, gdy dostrzegli, że przy jednym ze starych, drewnianych biurek leżał profesor Renier. Nie było go widać od razu, bo gabinet należał do tych większych i zagracony był wieloma starymi meblami, pudłami, książkami, kilkoma ogromnymi kwiatami doniczkowymi i innymi przedmiotami. Na to, że coś jest bardzo nie tak, wskazywało przewrócone krzesło, a potem nogi ubrane w jeansy, rozrzucone, jakby kopały niewidzialnego przeciwnika.
Misia odważyła się wychylić jeszcze trochę i wtedy zobaczyła, że profesor Stefan Renier wygłosił dzisiaj swój ostatni wykład. A śmierć, której doświadczył, nie należała do łagodnych.
Wszyscy studenci i pracownicy wydziału zgromadzili się na powrót w hallu przy czerwonych kanapach. Adrenalina zaczęła opadać, ustępując miejsca zmęczeniu, co dało się poznać po przygarbionych sylwetkach i szarych twarzach zebranych tu osób. Julie podsunęła Clarze pod nos gorącą czekoladę, którą przyniosła z okupowanego teraz automatu na napoje. Cała ich grupa zgromadziła się razem, dyskutując o wydarzeniach, których byli świadkami.
– Jak to się stało, że się zaklinowałaś? – Misia przykucnęła obok Clary.
Kolor twarzy dziewczyny niebezpiecznie zbliżał się do odcienia jej białego swetra. Uchyliła wyschnięte wargi, ale nic nie powiedziała.
– Upadając, rąbnęła w te takie kartony, co stały zawsze za drzwiami. A one popchnęły wieszak na ubrania, który ułożył się idealnie wzdłuż Clary i drzwi. I jedno ramię wbiło się przy zawiasie. Cud, że Clara tym nie oberwała. Nie oberwałaś, prawda? – Julie prześlizgnęła wzrokiem po trzęsącym się ciele dziewczyny.
– A ty jak się tam znalazłaś? – Misia nie czekała na odpowiedź koleżanki.
– Normalnie, oknem. – Julie wyszczerzyła równe, białe zęby. – Gabinet jest akurat nad tym daszkiem, co łączy budynki. Było jasne, że trzeba się tam dostać, więc pobiegłam i wlazłam po murku i słupie. – Julie mówiła takim tonem, jakby codziennie wchodziła do profesorskich gabinetów w ten właśnie sposób.
– I okno było otwarte? O tej porze roku?
– Jak szłam z kawą, to widziałam, że Renier w nim stał na szybkiej fajce. Wiesz, on jest ponad zasadami i może palić w budynku. – Skrzywiła się. – Był poza zasadami. Więc liczyłam, że nie będzie dobrze zamknięte albo przynajmniej zajrzę do środka.
Misia zorientowała się, że rozmowy wokół nich ucichły i cała grupa przysłuchuje się opowieści Julie. Kilka osób z uznaniem pokiwało głową lub poklepało dziewczynę po ramieniu.
– Renier już tak leżał?
– Tak. Widzieliście, jak wyglądał, nie było sensu go ratować, więc skupiłam się na Clarze. Ona na szczęście normalnie oddychała, więc pozostało mi tylko odblokowanie drzwi…
Julie starała się mówić nonszalanckim tonem, ale Misia widziała, że dziewczyna jest zadowolona z siebie. Nic zresztą dziwnego. To była świetna akcja i wszyscy byli dumni z tego, że to ich koleżanka okazała się bohaterką. Jak wiadomo, sukces ma wielu ojców. I matek. Do niedawna ekscentryczna Julie w swoich cosplayowych strojach nie była najpopularniejsza na roku. Teraz opowieść o jej brawurowej akcji krążyła po hallu.
Studenci wrócili do rozmów w mniejszych grupach. Misia spojrzała na telefon, czas dać znać, że wróci później. Zgodnie z przewidywaniami chwilę po tym, gdy wysłała do Marty wiadomość o tragicznych wydarzeniach, ta próbowała się do niej dodzwonić. Misia odrzuciła jednak połączenie, nie miała siły teraz rozmawiać. Napisała jeszcze jedną wiadomość, że nie może odebrać, bo musi pogadać z policją.
To było prawdą, bo do budynku weszło kilku funkcjonariuszy i funkcjonariuszek z notesami w dłoniach. Rozpierzchli się między grupami i zaczęli zbierać zeznania.
* * *
Zbliżała się już dwudziesta pierwsza, kiedy hall zaczął pomału pustoszeć. Tylko grupa, w której znajdowała się Misia, nie mogła zdecydować się na wyjście. Nie była duża, liczyła ledwo dwadzieścia osób, a i tak nie wszyscy byli obecni tego felernego momentu w bibliotece. Stali blisko siebie, jakby niepewni, co dalej. Próbowali nieśmiało żartować. Niektórzy po raz kolejny pocieszali Clarę, inni raz jeszcze gratulowali Julie. Mieszanka młodych, ambitnych ludzi, nie tylko Belgów, lecz także studentów dosłownie z całego świata, których prestiż uniwersytetu i śmiałe pomysły na karierę ściągnęły do tego zakątka. Czy teraz żałowali?
Misia sama próbowała odpowiedzieć sobie na to pytanie. Mimo wszystkich wad uwielbiała te studia i miała jasno wytyczony cel w życiu. Wstydziła się, że ma takie myśli, ale równolegle do śmierci profesora martwiła ją sprawa dalszego losu tego kursu. W jaki sposób zaliczą przedmiot i zdobędą punkty ECTS, jeżeli prowadzący nie żyje? Mieli z nim aż dwa kluczowe przedmioty. Nie wierzyła, że inni w grupie się nad tym nie zastanawiają. Każdy z obecnych włożył masę pracy, by móc studiować tu, gdzie studiuje. Ale oczywiście nikt dzisiaj o tym głośno nie powie. Niemniej fakt, że nikt jeszcze nie poszedł do domu, zdawał się potwierdzać teorie Misi. Wszyscy czekają na Glorię, licząc, że dowiedzą się jeszcze czegoś.
Wreszcie ich wytrwałość została nagrodzona. Stukot obcasów w pustym korytarzu uciszył niemrawe rozmowy. Wszystkie głowy natychmiast odwróciły się w kierunku zbliżającej się do nich profesorki.
– Tak sądziłam, że was tu jeszcze spotkam. Powinniście iść do domu. Wszyscy jesteśmy padnięci.
Odpowiedziały jej niezrozumiałe pomruki.
– Słuchajcie, spotkamy się jutro tutaj o dziewiątej. Nie wiem, co się będzie działo na wydziale, ale pogadamy wtedy na spokojnie, znajdziemy sobie jakieś miejsce. Teraz naprawdę idźcie odpocząć. – Posłała im zmęczony, ale pokrzepiający uśmiech. – Wybaczcie, wrócę do biblioteki, zaraz będą zabierać Stefana i chciałabym przy tym być.
Odwróciła się, smutno zwieszając głowę. Wszyscy wiedzieli, że profesorów łączy wieloletnia przyjaźń. To musiał być dla niej ogromny cios. Mimo wszystko próbowała zadbać o swoich studentów. Misia była jej wdzięczna.
* * *
Dziesięć minut później budynek opustoszał. Julie, Misia i Clara wychodziły jako ostatnie. Owijały się ciasno kurtkami i czapkami, bo chłód wieczoru przenikał ich zmęczone dniem i jego wydarzeniami ciała na wskroś. W chwili gdy studentki opuściły budynek, drzwi naprzeciwko otworzyły się i wyszli z nich pracownicy karetki, pchając wózek, na którym leżało ciało profesora Reniera.
Dziewczyny cofnęły się o kilka kroków i wiedzione siostrzanym odruchem, złapały się za ręce. Szczególnie mocno ściskały stojącą w środku Clarę. Widok czarnego worka i turkot kółek na nierównym bruku robił upiorne wrażenie. Kiedy jednak ten koszmarny orszak zniknął w ciemności bramy wychodzącej na Leduzeplain, natychmiast się puściły i chrząkały zmieszane.
– To tędy wlazłaś? – Misia pokazała brodą na wysoki murek, przy którym kilka godzin wcześniej widziała profesora Reniera krzyczącego na Adama. – Swoją drogą, ktoś widział Adama? Chyba go tu nie było?
– Tak, tędy. Patrzcie, tu można się łatwo złapać tej rury i podciągnąć. – Julie cofnęła się i pokazała swoją trasę.
Misia i Clara podążyły za nią. Okno gabinetu świeciło się jasnym światłem. Jakby w środku jakiś akademik pracował nad kolejnym artykułem albo sprawdzał prace studentów.
Nagle w jasnej poświacie mignął charakterystyczny zarys głowy pokrytej burzą loków.
– Barraza? Też to widziałyście? – Clara po raz pierwszy powiedziała coś więcej niż mruknięcie.
– Tak, to dziwne, prawda? Chyba nie powinna tam wchodzić?
– Zdecydowanie…Nie trzeba być studentką kryminologii, żeby wiedzieć, że to miejsce zbrodni!
– Może brała swój płaszcz? – Misia próbowała znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie.
W tej chwili jednak drzwi po raz kolejny się otworzyły i Gloria wyszła z nich ubrana do wyjścia.
– Dziewczyny, co tu jeszcze robicie?
– Już idziemy, tylko akurat profesor wyjeżdżał i…
Pokryta delikatnymi zmarszczkami twarz ulubionej profesorki była łagodna, a teraz duże brązowe oczy zaszły jej łzami. Bez słowa mocno ścisnęła ramię każdej ze swoich studentek.
– Idziemy do domu, drogie panie! – Starała się mówić lekkim tonem. – Poza tym nie mówcie tego nikomu, ale właśnie złamałam część procedur, o których będziecie się uczyć w drugim semestrze. Jeden z techników był u mnie na kursie w dwa tysiące osiemnastym roku i pozwoliłam mu odrobić jakąś nieobecność, więc był mi winny przysługę. Weszłam do gabinetu po wasze prace zaliczeniowe. Wiem doskonale, co chodzi wam po głowie, a ten gabinet pewnie będzie długo niedostępny. Stefanowi one w niczym nie pomogą, a wam pewnie tak. A teraz, marsz do łóżek! I proszę koniecznie coś zjeść, wiem, jak taki szok działa na organizm.
Profesorka uśmiechnęła się słabo raz jeszcze i odeszła w kierunku ciemnej bramy.
– Co to jest za kobieta… – Julie pokręciła głową.
– Ja tam się cieszę, że o tym pomyślała. Jej to już pewnie tak nie rusza, musiała widzieć tyle rzeczy w swojej karierze…
– Ale to i tak dziwne, że tam weszła. – Clara jako jedyna nie była pod wrażeniem opiekunki roku.
Stąpały z nogi na nogę, próbując się ogrzać.
– Clara, dasz radę dojść do domu? Odprowadzić cię? Ja chyba idę w tym samym kierunku? – Julie przejęła inicjatywę.
Ruszyły razem kilka kroków, a wtedy z bramy, w której przed chwilą zniknęła profesorka, wyłoniła się kolejna postać. Spod obszernego kaptura wystawały jej długie białe włosy, a kiedy stanęła w świetle słabej latarni, dało się dostrzec bliznę przecinającą policzek.
– O fuck, wiedźminka! – Julie nie kryła się z uwielbieniem do gier komputerowych, nic zatem dziwnego, że kojarzyła postać sławnego wojownika. Ciekawe, czy znała też książki polskiego autora?
– To nie wiedźminka… – Misia uśmiechnęła się pod nosem, a kiedy kobieta zbliżyła się do nich, kontynuowała – …tylko moja bratowa. Marta, poznaj Julie i Clarę. Co tu robisz?
– Przyszłam cię zabrać do domu – odpowiedziała kobieta, zdejmując kaptur, pod którym kryła się różowa puchata czapka. – Przyniosłam też herbatkę w termosie, chcecie się napić ciepłego, dziewczyny?
– I mówisz, że z ust wydobyła mu się piana? – Thérèse Goossens z namysłem smarowała kromkę chleba masłem.
Teodor Kuleczka, brat Misi, który właśnie wlewał spienione mleko do kawy, odstawił dzbanek z trzaskiem na kuchenny blat. Kobiety jednak nic sobie nie robiły z tego gestu.
– Tak. – Misia mówiła z pełnymi ustami. – Całe ciało wyglądało, jakby umierał w konwulsjach.
– Do cholery, dzieci są kawałek dalej! – Teodor, który ledwo zdążył usiąść przy stole, syczał znad swojego talerza. – Poczekajcie, aż pójdą myć zęby.
– One czy ty? – zapytała niewinnie Marta Kuleczka, jego żona.
Teodor wstał bez słowa, wziął swój talerz i poszedł dokończyć śniadanie do połączonej z kuchnią jadalni, ostentacyjnie wyjmując telefon.
Był wczesny ranek i wszyscy zgromadzili się w kuchni Kuleczków. Tego dnia Helenka i Kosma nie szli do szkoły, bo nauczyciele mieli jakieś szkolenie, więc starsza sąsiadka Thérèse zgodziła się nimi zaopiekować na czas nieobecności innych domowników. Kiedy ponad rok temu te dwa domy połączyła tajemnicza śmierć na progu jednego z nich, starsza pani i rodzina Polaków stali się sobie naprawdę bliscy.
– Czyli to nie była przypadkowa śmierć?
Misia zastanowiła się chwilę.
– Chyba nie, skoro tak nas wszystkich przesłuchiwali. Gdyby to był, nie wiem, zwykły zawał, to chyba by wyglądał… spokojniej?
– Różnie to bywa, schatje. Sama wiesz, że muszą przede wszystkim zrobić sekcję zwłok.
Rozmawiały jeszcze przez chwilę, kończąc śniadanie. Teodor ponownie podszedł do kuchennego stołu i dołożył sobie warzyw. Plasterek pomidora wyślizgiwał mu się spod widelca.
– Ale wiecie co, najgorszy był widok zwłok w czarnym worku. Nie sądziłam, że to robi tak piorunujące wrażenie.
Teodor wypuścił widelec i zostawiwszy pomidora w spokoju, wrócił do jadalni.
– Co on taki wrażliwy? – Marta uśmiechnęła się pod nosem. – Nieważne w sumie. Pomyślałam sobie, że ta sprawa jest jak jakiś klasyczny kryminał. Jeśli dobrze rozumiem to, co nam opowiedziałaś, i jeśli rzeczywiście to było morderstwo, to podejrzani znajdowali się w bibliotece. I musiał to zrobić ktoś, kto wchodził do gabinetu.
Tym razem to Misia wypuściła widelec. Wczoraj zasnęła niemal natychmiast i nie myślała o tym w ogóle, ale jej dwie przyjaciółki od rana wałkowały temat i nie sposób było odmówić im logiki. Do tej pory Misia nawet się nie zastanawiała, jak umarł profesor i czy jego śmierć była naturalna. Momentalnie straciła apetyt.
– Och, kochana, przepraszam, nie chciałam cię przestraszyć. – Marta położyła dłoń na ręce szwagierki. – To przecież twoi przyjaciele.
O tym też Misia wcześniej nie pomyślała. Wczoraj jej głównym problemem było to, co stanie się dalej ze studiami, w które zainwestowała tak dużo. Teraz okazuje się, że jej problemy mogą być o wiele większe.
– Nie myślałam o tym, martwiłam się raczej, co ze studiami – powiedziała na głos Misia, po czym wyrwała rękę i wstała od stołu. – Będę się już zbierać.
Kiedy najmłodsza z kobiet wyszła, dwie starsze posłały sobie pełne troski spojrzenia.
– Ona haruje jak wół, zobacz, jakie to niezdrowe. Tragedia na wydziale, a martwi się tym, czy uda jej się skończyć studia? – Marta mówiła szeptem.
– Wiesz, że ciężko na to pracowała. Sam kurs przygotowawczy do magisterki zajął jej rok nadrabiania prawniczej wiedzy. Do tego praca w kawiarni, praktycznie zero życia osobistego. Wszystko podporządkowała tym studiom i swojemu planowi.
– Wiem, wiem i podziwiam ją za to! Po prostu… – Marta szukała dobrych słów – …zwyczajnie się martwię. Po tym, co się stało rok temu i nagle zainteresowała ją ta kryminologia, nadal nie wiem, czy to nie jest jakaś vendetta z jej strony.
– Nawet jeśli, to całkiem niezły sposób, prawda?
Marta pokręciła energicznie głową.
– Nie wiem. Mam przeczucie, że może doprowadzić do niekoniecznie takich efektów jak trzeba. Misia zawsze robiła, co chciała. A w takich instytucjach trzeba przestrzegać zasad, procedur…
– Więc dobrze, że ją tego nauczą. – Thérèse również podniosła się z miejsca, zabierając ze sobą talerz. – Za bardzo się o nią martwisz. To dzielna i mądra dziewczyna. Daj jej przestrzeń.
Marta wiedziała, że Thérèse ma rację. Mimo to i tak czuła dziwny niepokój. Otuliła się ciaśniej kardiganem i w dwóch łykach dopiła swoją kawę.
* * *
Grupa Misi bez problemu znalazła wolną salę wykładową. Nawet za dużą na ich potrzeby, ale wszyscy byli w jakimś nieuzasadnionym pośpiechu, więc zadowolili się tym, co mieli. Do Misi i Julie przysiadł się Thomas.
– Jak się udała randka?
– W ogóle się nie udała, a gdybym wiedział, jakie atrakcje tutaj będą, to bym na nią nie szedł. – Thomas poprawił się na krześle. – Julie, słyszałem, że jesteś bohaterką wydziału?
– Oj, spadaj.
Do sali weszła, jak zwykle stawiając sprężyste kroki, opiekunka ich roku Gloria Barraza. Szmer rozmów natychmiast ucichł.
– Dzień dobry, moi państwo – mówiła dźwięcznym głosem i gdyby nie wyraźne sińce pod oczami, nie byłoby po niej widać, że wieczór wcześniej straciła przyjaciela. Jej angielski był perfekcyjny i tylko pojedyncze głoski zdradzały latynoskie pochodzenie. – Bardzo mi przykro, że musimy się spotkać w takich okolicznościach. Nic tu nie jest normalne.
Zawahała się na chwilę.
– Przejdę od razu do konkretów. Wcześnie rano mieliśmy zebranie wydziału i ustaliliśmy kilka rzeczy. Po pierwsze od popołudnia w gabinecie dziekana będzie dyżurował psycholog, gdyby ktoś z was potrzebował wsparcia. Zachęcam do skorzystania.
Rozejrzała się po sali, ale młode twarze nie wyrażały żadnych emocji.
– Na wasze profile przyjdą maile z tymczasowym planem zajęć. Budynek biblioteki jeszcze przez jakiś czas będzie wyłączony z użytku, ale postaramy się, żeby reszta zajęć odbywała się normalnie. Tragedia, która spotkała profesora Reniera, jest czymś dewastującym nas wszystkich, jednak wydział musi działać dalej…
– Zaraz powie, że właśnie tego chciałby Renier – szepnęła Misia do Julie.
– Wszyscy wiemy, że właśnie tego chciałby profesor Renier, dla którego to miejsce było jak drugi dom. Drogie panie, co was tak śmieszy?
– Nic, przepraszamy, pani profesor, to reakcja na stres…
Kobieta posłała im ostre spojrzenie.
– Jeśli chodzi o przedmioty profesora Reniera… Jesteśmy w trudnej sytuacji. Jak wiecie, nasz kierunek to bardzo wąska specjalizacja. I zebranie osób, które nie dość, że mają wiedzę, ale jeszcze są gotowe się nią dzielić, to nie jest łatwe zadanie… Do tego Renier był gwiazdą, więc nie każdy będzie chciał wejść w jego buty.
Misia myślała o tym, żeby ich opiekunka przeszła wreszcie do sedna. Zamykają kierunek? Urlop dziekański? Ktoś go zastąpi? Do brzegu, kobieto!
– Wpadłam na dość nietypowy pomysł i chociaż rada wydziału początkowo oponowała, ja uważam, że to jest wyjście idealne. Upieczemy dwie pieczenie przy jednym ogniu. Choć zaznaczam, to bardzo niekonwencjonalne i wydział przygotował też bardziej tradycyjną opcję.
W sali słychać było szuranie czyjegoś krzesła i pojedyncze burczenie w brzuchu. Nikt nie śmiał się odezwać.
– Opcja zaproponowana przeze mnie wygląda następująco. Jesteście rzuceni na głęboką wodę i… pomagacie prowadzić śledztwo. – Gloria Barraza z napięciem spojrzała na swoich studentów. Młodzi ludzie wytrzeszczyli na nią oczy, kilka osób kiwało głowami z dezaprobatą. – Oczywiście, nie sami. Jesteście włączeni do ekipy dochodzeniowej, pod moją opieką, a ja na bieżąco wyjaśniam wam wszystko, co się dzieje. Zdobywacie wiedzę w praktyce. Na koniec będziecie musieli jednak zdać egzaminy pisemne z tych dwóch przedmiotów, żeby nikt nigdy nie przyczepił się do waszej wiedzy. Do kolejnego semestru uczelnia powinna już wypełnić lukę po Stefanie i będziecie kontynuować program według planu. Oczywiście pozostałe przedmioty pozostają bez zmian.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
FRUSTRACJA
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Dedykacja
Meritum publikacji
