Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jeśli zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby można było cofnąć się w czasie – to książka specjalnie dla Was!
Pięćdziesięcioletnia Joanna budzi się pewnego dnia w dawnym mieszkaniu swoich rodziców. Obok odrabia lekcje jej szesnastoletnia siostra, a ona sama ma aparycję dwudziestolatki. Gdy w przedpokoju spotyka swoją wciąż młodą matkę, zdaje sobie sprawę, że cofnęła się w czasie o jakieś 30 lat. Jak do tego doszło? Kim naprawdę teraz jest – młodziutką Asią czy stateczną Joanną? Czy uda jej się wrócić do przyszłości, czy może lepiej, by do niektórych momentów swojego życia jednak nie wracała?
„Moje młodsze ja” to kolejna powieść Anny Magosz, której fabuła toczy się wokół podróży w czasie. Nie jest to jednak książka fantasy, lecz powieść obyczajowa ukazująca perypetie dziewczyny, której dane było przeżyć swoje życie na nowo. Czy podąży drugi raz znaną już sobie drogą?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 181
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Opieka redakcyjna
Agnieszka Gortat
Redaktor prowadzący
Monika Bronowicz-Hossain
Korekta
Słowa na warsztatAgata CzaplarskaMonika Bronowicz-Hossain
Opracowanie graficzne i skład
Marzena Jeziak
Projekt okładki
OMYDEER
© Copyright by Anna Magosz© Copyright for this edition by Borgis 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone
Wydanie I
Warszawa 2026
ISBN 978-83-68768-33-6ISBN (e-book) 978-83-68768-34-3
Wydawca
Borgis Sp. z o.o.ul. Ekologiczna 8 lok. 10302-798 [email protected]/borgis.wydawnictwowww.instagram.com/wydawnictwoborgis
Wydrukowano w Polsce
Druk: Sowa Sp. z o.o.
Obudziło mnie szarpanie za ramię i usłyszałam:
– Aśka, no wstawaj w końcu, bo w nocy nie będziesz mogła zasnąć.
Byłam bardzo zaspana, nie chciało mi się otwierać oczu. Głos należał do mojej młodszej siostry, ale z tego, co pamiętam, miała jechać z mężem kupić garnitur, jeszcze wczoraj napisała mi esemesa o zaproszeniu na ślub. Zaraz, czyj to ślub? Ależ mi ciężko skupić myśli. Może jej syna? Nie, przecież on ma już żonę... zresztą nieważne. Tylko dlaczego szarpie mnie tak paskudnie? Naprawdę ciężko mi się było dobudzić, czułam się jak na potężnym kacu. Do tego powieki kompletnie sklejone. Dlaczego tak trudno mi zebrać myśli? Przecież nic nie piłam. Przy moich kłopotach z żołądkiem unikam alkoholu, więc nie to było przyczyną. Otworzyłam w końcu oczy i zdębiałam. Byłam w mieszkaniu moich rodziców, a nie u siebie w domu. Tylko dlaczego tata przerobił pokój z powrotem na starą modłę? Czyżby z sentymentu? A może po śmierci mamy wpadł na dziwaczny pomysł, żeby odtworzyć wystrój z lat osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych? Potrząsnęłam głową, bo ciężko było mi się skoncentrować, jakby mgła dosłownie oblepiła mi mózg. Spojrzałam wreszcie w kierunku głosu, ale zamiast mojej podstarzałej, lekko zaokrąglonej siostry zobaczyłam podlotka.
– O Boże! – Aż podskoczyłam z wrażenia. – Bożena, jakim cudem tak młodo wyglądasz?
– Ty wariatko – skwitowała. – Piłaś coś w pracy? Bo pleciesz jak pijana. Sama opowiadałaś tyle razy, jak to nie cierpisz swojej kierowniczki, a tu pijesz z nią w pracy.
– Jakiej kierowniczki? – Mętlik w mojej głowie był coraz większy.
– A ile masz kierowniczek w tym waszym Społem? Mnie mówiłaś tylko o jednej. Tej, co cię gnębi.
– Ale ja przecież nie pracuję w Społem od trzydziestu lat, od kiedy poszłam na urlop macierzyński.
– Macierzyński? Jak ci się dzieci marzą, to sobie najpierw znajdź dla nich ojca. Po tym, jak cię chłopak zostawił dla tych „lepszych” Niemiec, to jakoś nikogo nie umiałaś sobie znaleźć. „Nie jestem gotowa, nie jestem gotowa” – przedrzeźniała czyjeś słowa, prawdopodobnie moje. – Musisz być porządnie pijana, skoro ci się dzieci zachciewa. Po co ja cię budziłam? Jeszcze mama usłyszy i będzie narzekać.
– Mama? Nasza mama? Przecież ona nie żyje od pięciu lat.
Bożena, a może jakaś nastolatka grająca rolę mojej siostry, podeszła znowu do mnie, po czym porządnie mną potrząsnęła.
– Mama jest w pokoju rodziców, jak usłyszy, że życzysz jej śmierci, to obie będziemy miały przechlapane, więc lepiej się przymknij. Niby starsza siostra, zawsze mi ciebie stawiają za wzór, a schlałaś się jak świnia. Siedź cicho, bo mi przeszkadzasz w lekcjach.
Zwinęłam się w kłębek, zamknęłam oczy. To niemożliwe. Co się stało? Może ja naprawdę się upiłam i nie pamiętam tego faktu? A może miałam wypadek, a to są moje halucynacje? Przecież dobrze wiem, że mam pięćdziesiąt jeden lat, męża, syna, synową, wnuczkę, zniszczony żołądek i nie znęca się nade mną żadna kierowniczka, bo to ja jestem kierowniczką zespołu, a właściwie menadżerem, choć to na jedno wychodzi. Więc co ja tu robię? To musi być sen. Wystarczy go dośnić, a obudzę się z tego koszmaru. No tak, ale kiedy Bożenka mną potrząsnęła, to naprawdę zabolało. Może nie śnię, może to raczej jakaś projekcja mojej wyobraźni. Muszę uważać, żeby sobie nie zrobić krzywdy, bo skoro ból jest realny, to lepiej nie narażać się na odczuwanie kolejnego. Ciekawe, jak z jedzeniem albo piciem?
– Czy mogę poprosić o szklankę wody? – zaryzykowałam, uderzając w błagalny ton.
– „Ha, ha, ha” zaśmiała się księżniczka i poszła prać skarpetki – odpowiedziała dziewczyna z głosem mojej siostry, czym totalnie zbiła mnie z tropu.
– To oznaczało tak czy nie? – próbowałam dokopać się sensu.
– Jasne, bo ja jestem twoją służącą.
Odpowiedź nie była grzeczna, ale osiągnęłam efekt. Dostałam wodę w kubku z ubitym uchem.
– Nie wiem, czy nie upuścisz, pij z garnuszka. Lepiej nie ryzykować szklanki, jeszcze stłuczesz.
Wypiłam całą wodę na raz. Zamulenie mózgu jakby przechodziło i zaczęłam przyglądać się uważniej pokojowi, w którym nagle się znalazłam. Wypisz wymaluj jak wtedy, gdy byłyśmy nastolatkami. Nawet ta młoda dziewczyna, łudząco przypominająca Bożenkę, siedzi zupełnie jak moja prawdziwa siostra, powykręcana, jakby nie potrafiła odrabiać lekcji w normalnej pozycji. Miała na sobie bluzkę w jakieś dziwne wzory, niemodne od ponad trzydziestu lat; spojrzałam na siebie, chcąc zobaczyć, w co jestem ubrana. Wzrok mój padł na ręce, ale zamiast znajomych pooranych zmarszczkami dłoni zobaczyłam piękną, młodą, gładką skórę. Odruchowo sięgnęłam do włosów. Od dobrych dziesięciu lat ścinam je na krótko, bo zaczęły mi się lekko przerzedzać, a tu natrafiłam na gęste pasma do ramion. Pociągnęłam mocno, żeby sprawdzić, czy to nie peruka. Znowu zabolało. Nie do końca rozumiałam, co tu się dzieje, ale skoro znów mam długie włosy, to siedząca obok nastolatka jest moją młodszą siostrą.
– Bożenko, podałabyś mi lusterko? – zapytałam, choć serce zamierało mi ze strachu, co w nim zobaczę.
– Po co? – mruknęła, nawet nie odwróciwszy się w moim kierunku.
– Chcę zobaczyć, czy mam mocno przekrwione oczy. – Liczyłam na to, że jakiś rzeczowy argument nakłoni ją do współpracy.
– Możesz iść do łazienki sama. – Jednak nie dała się namówić na tę uprzejmość.
Nie, nie mogłam iść do łazienki sama, bo bałam się tego, co zobaczę poza granicami mojego, czy też naszego, pokoju. Siedziałam bez ruchu, niezdolna do znalezienia logicznego wytłumaczenia tego, co teraz widzę, a wtedy otworzyły się drzwi i stanęła w nich mama. Żywa, nawet młodsza ode mnie, wyglądała na jakąś czterdziestkę.
– Bożenko, córciu, nie krzycz tak na cały budynek, bo sąsiad znowu będzie stukać w kaloryfer. Naprawdę nie możesz uczyć się po cichu? – zasugerowała lekko rozdrażnionym tonem.
Zerwałam się z łóżka i rzuciłam się jej na szyję. Łzy same pociekły mi z oczu.
– Mamo, jak dobrze cię widzieć. Nie wiem, co tu się dzieje, ale najważniejsze, że znowu jesteś żywa – mówiłam, ściskając ją i całując w oba policzki.
– Aśka chyba ma grypę – skomentowała moje zachowanie Bożenka. – Miała jakiś koszmar o twojej śmierci, mamuniu, gada straszne bzdury, daj jej coś na gorączkę.
Mama przyniosła mi polopirynę i szklankę wody. Wypiłam posłusznie, a kiedy wyszła, zdecydowałam się pójść do toalety. W przedpokoju kolejny szok. Ściany w odcieniu „żółć złocista”, a do tego srebrny wałek tworzący wzór listków. Jaka dbałość o szczegóły. Powinnam więc po wejściu do pokoju rodziców znaleźć tam tatę zagłębionego w lekturze gazety. Zajrzałam. Nie mogłam powstrzymać emocji, widząc go młodego, jeszcze w pełni sił. Wyściskałam zaskoczonego ojczulka, podczas gdy mama tłumaczyła coś o gorączce. W łazience spoglądała na mnie z lustra moja młodsza ja. Aśka w wieku dziewiętnastu, może dwudziestu lat. Sam widok był czymś przyjemnym i przyszło mi do głowy, że niepotrzebnie miałam w młodości tyle kompleksów. Nie doceniałam zębów jak perełki, wstydziłam się chudych nóg, podczas gdy teraz marzyłabym o takich. Obejrzałam się ze wszystkich stron i spodobało mi się to, co zobaczyłam. Postanowiłam na razie nie dociekać, czy to halucynacje, sen, czy może umarłam. Co mi tam, pożyję trochę tym życiem, które właśnie odwiedzam. Zapragnęłam najpierw uzupełnić luki w pamięci i dowiedzieć się paru szczegółów od siostry, a potem dobrze się bawić, zanim wybudzą mnie ze śpiączki i przywrócą do życia.
– Podziękuj mi! – zażądała siostra, gdy tylko weszłam z powrotem do pokoju. – Nakłamałam, że jesteś chora i mama wcale nie zauważyła, że piłaś.
– Dziękuję – odparłam posłusznie. – A opowiesz mi coś o mojej pracy? Co ci do tej pory mówiłam? – zapytałam grzecznie, jednocześnie rozglądając się za torebką, bo skoro jestem młodą dziewczyną, to na pewno w torebce mam kalendarzyk kieszonkowy z zaznaczonymi wszystkimi ważnymi wydarzeniami.
Siostra przypomniała mi, jak wiele razy płakałam przez wstrętną kierowniczkę, ale w jej głosie nie było współczucia. Wyraziła opinię, że jestem głupia, bo daję się wykorzystywać. Ona na moim miejscu pojechałaby do centrali w Zenicie, napisała oficjalną skargę i tyle by ją widzieli.
– W Zenicie?
– Dziewczyno, tobie alkohol zupełnie zmącił mózg! – Siostra powoli traciła do mnie cierpliwość. – Zenit w centrum Katowic, naprzeciwko Skarbka, mówi ci to coś? Tam jechałaś z papierami, bo mają tam centralę.
Teraz przypomniał mi się cały ten czas. Faktycznie zaraz po maturze podjęłam pracę, ale nie miałam tam lekko. Jako młoda dziewczyna nie byłam ani przebojowa, ani wystarczająco sprytna, żeby ustawić się jak inni koledzy, toteż padłam ofiarą niezłego mobbingu, z którego nie do końca zdawałam sobie sprawę. Potem poznałam Arka i przy jego wsparciu potrafiłam jakoś przetrwać kolejne dwa lata, nie zmieniając zatrudnienia, aż do urodzenia dziecka. Hmm... Skoro nie mam teraz żadnego chłopaka, jak twierdzi Bożenka, to znaczy, że nie poznałam jeszcze mojego przyszłego męża. Zaczęłam kartkować kalendarzyk. Rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty. Tyle się wtedy wydarzyło: matura, pierwsza praca, poznanie Arka. Bardzo intensywny rok. Pamiętam, że zawsze skrupulatnie wpisywałam w moim kalendarzyku wszystkie plany, a potem skreślałam to, czego nie udało się zrealizować, z kolei zakreślałam w kółko to, co zrobiłam. A więc mamy aktualnie wrzesień. Tylko którego? Ostatnie skreślenie pochodziło z piątku siódmego września, a potem kilka pustych dni.
– Bożenko, jaki dziś dzień tygodnia? – odezwałam się grzecznie.
– Wtorek.
Aha, czyli dzisiaj mamy wtorek jedenastego września tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku. Za kilka lat ta data wryje nam się w pamięć jako wspomnienie ogromnej tragedii, teraz dla wszystkich jest to normalny dzień. Przejrzałam zawartość torebki: notesik, kalendarzyk, dwa długopisy, chusteczka do nosa... Przez moment rozrzewniłam się. Kto dziś używa jeszcze chusteczek do nosa. Nie znalazłam chusteczek higienicznych, chociaż wydawało mi się, że to czas, kiedy powinny właśnie pojawić się w sklepach, podobnie jak pampersy i podpaski ze skrzydełkami. A może to było trochę później? Komórki oczywiście się nie doszukałam, choć odruchowo próbowałam ją gdzieś wypatrzeć. Za to wpadła mi w ręce ładnie poskładana torba reklamowa z napisem „Nike”. Taa, kiedyś to był punkt honoru – mieć ładną reklamówkę zamiast znienawidzonych siatek materiałowych, a teraz plastik jest w odstawce, za to ekologiczne materiały znalazły się na propsie. Nagle zalała mnie fala entuzjazmu, poczułam się znowu jak nastolatka. Otwarłam szafę i przeglądałam jej zawartość, potem zerknęłam do innych szafek, sprawdziłam nawet bieliznę. Siostra kręciła głową z dezaprobatą, okazując, jak bardzo nie podoba jej się mój aktualny stan umysłu. A umysł miałam już w tej chwili całkiem sprawny. Jak na zawołanie podsunął mi kolejną teorię. A jeżeli nie zwariowałam, tylko z jakichś przyczyn przeniosłam się w czasie? Wszystko wydaje się tak realne, może powinnam zaakceptować to, że jest rok dziewięćdziesiąty? Tylko skoro przeniosło mnie więcej niż trzydzieści lat w przeszłość, to dlaczego pamiętam całe moje życie? A może mój mąż, rodzina, praca, dorobek kilku dekad to jakaś fikcja? Nie, tego jednego byłam pewna: moje wspomnienia są prawdziwe. W wieku dziewiętnastu lat nie mogłabym sobie wyobrazić na przykład porodu i nosić w pamięci każdej minuty z wszystkimi drastycznymi detalami. Pewnie byłabym w stanie utworzyć jakąś uproszczoną wersję mojego życia, ale nie te miliony zdarzeń i chwil. Tak wielu wzlotów i upadków, radości i cierpień nie można sobie ot tak wymyślić. Nie sposób też udawać, że kocha się nieistniejącego męża czy dziecko, skoro mogę opowiedzieć każdy szczegół z ich życia. Nie, ja na pewno mam swoje pięćdziesiąt jeden lat i w jakiś sposób zostałam wessana z teraźniejszości we własną przeszłość. Dlaczego? Przez kogo lub co? W jakim celu? Postanowiłam, że muszę uporządkować myśli, najlepiej spisując wszystko na kartce. Zacznijmy od daty, kiedy ostatni raz widziano mnie w przyszłości. Zajęłam się tym z całą gorliwością i nawet nie zauważyłam, kiedy siostra zaczęła mi czytać przez ramię.
– Rok dwa tysiące dwadzieścia jeden? Piszesz fantastykę? Pewnie, żeby się dostać do Klubu Miłośników Literatury Fantastycznej, o którym nam mówili w szkole. – Przybrała mądrą minę. – Tylko nie pisz o potworach, to się już przejadło: Obcy ósmy pasażer Nostromo, Terminator, Predator, to już było. Napisz coś o klonowaniu...
– O jakim klubie fantastyki mówisz? – Jej uwaga zaintrygowała mnie. Może właśnie tam powinnam szukać odpowiedzi?
– Robią nabór nowych członków, u nas wczoraj rozdawali ogłoszenia – mówiąc to, wyciągnęła dwie małe kartki papieru odbite na nędznym ksero.
Wzięłam jedną z nich do ręki i chciwie zaczęłam czytać. Dla mnie czarno-biała ulotka była w tej chwili piękniejsza od kolorowych zdjęć „National Geographic”, które oglądałam niedawno na wystawie. Zbierają się w czwartki w Pałacu Młodzieży, dwudziestego odbędzie się spotkanie ze znanym pisarzem, który będzie promować swoją nową książkę o przyszłości planety Ziemia. Przyszłość! Tak! Zajrzeć w przyszłość! To jest to. Trzeba się tam dostać i poszukać odpowiedzi na moje pytania. Kurczę, mogą mnie nie wpuścić na swoje zebranie ot tak, z ulicy, muszę się najpierw zapisać, wpłacić jakąś składkę albo wpisowe. Zajrzałam do portfela. Znalazłam dwa banknoty po sto tysięcy oraz jeden o nominale pięćdziesiąt tysięcy złotych. Boże, trafiam na inflację. Jak ja to teraz poprzeliczam? No i jak się dowiem, czy to dużo, czy mało? Postanowiłam w razie czego spakować więcej pieniędzy, żeby być przygotowana na ewentualne większe wydatki. Tylko skąd ja wezmę gotówkę? Trzeba ostrożnie podpytać siostrę.
Cała książka dostępna w pełnej wersji e-booka
Start
Table of Contents
Cover
