Doktor Stanton - T.L. Swan - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Doktor Stanton ebook i audiobook

T.L. Swan

4,4

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

26 osób interesuje się tą książką

Opis

Niesamowita historia bestsellerowej zagranicznej autorki! 

Ashley Tucker nigdy nie zapomni tamtej nocy, którą spędziła w klubie w Vegas. W końcu spotkała wtedy niesamowitego mężczyznę, który uratował ją przed natrętem, udając, że jest jej mężem. Para po kilku drinkach skonsumowała swoje „małżeństwo”.

Ale przecież Ashley nie jest dziewczyną, która sypia z przypadkowymi facetami. Tym razem jednak postanowiła się tym nie martwić. W końcu była w Vegas, a jej prawdziwe życie toczyło się w Nowym Jorku. Zresztą oboje od początku okłamywali siebie nawzajem: kim są, gdzie mieszkają, czym się zajmują. 

Ashley nigdy nie przypuszczałaby, że ta noc nie pozostanie tylko wspomnieniem. Pięć lat później tamten mężczyzna ponownie stanął na jej drodze. Kłamał, kiedy mówił, że jest mechanikiem. Seksowny nieznajomy okazał się kardiologiem, a Ashley przez najbliższy rok będzie na stażu pod jego „opieką”.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                        Opis pochodzi od wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 885

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 21 godz. 25 min

Lektor: T.L. Swan
Oceny
4,4 (1989 ocen)
1290
390
185
77
47
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
zuzannawierzbicka

Nie polecam

Ta książka jest tak tragiczna że aż brak słów. Bohaterowie są okropni, niezrozumiale się zachowują. Jest taki chaos. Kilka razy miałam ochotę nie kończyć tej książki, ale się zmusilam i w sumie żałuję. Już dawno nie trafiłam na takiego gniota. Mam wrażenie że serie o braciach Miles pisał ktoś inny..
Sylwiajabl

Z braku laku…

poziom bardzo kiepski. skąd w ogóle tak duża ilość gwiazdek, skoro recenzje są słabe? to jakiś błąd Legimi?
MizzuAyo
(edytowany)

Nie polecam

Mi także ta książka nie przypadła do gustu. Uwielbiam książki tej autorki, ale ta jest zdecydowanie najgorsza. Mam wrażenie jakby autorka sama nie wiedziała o czym chce pisać. W połowie książki się pogubiłam. Główna bohaterka tak narzekała, jak musiała odesłać syna, a przez te dwa tygodnie wcale o nim nie wspominała. Myślałam, że będzie chociaż codziennie z nim rozmawiać przez telefon. W ogóle co to za wyjawienie tej wielkiej „tajemnicy”?! Nie czułam tego. Trochę tak nie potrzebnie wciśnięty wątek. Jestem po prostu rozczarowana całą książką. Zapowiadało się naprawdę fajnie. Nawet brakowało tutaj tego napięcia pomiędzy główną parą. Miałam nadzieje, że główny bohater będzie musiał się trochę napracować, aby ją zdobyć, ale ona już zaraz wskoczyła mu do łóżka. Nawet jak dzieciak wrócił, to bardziej martwiła się o przyszłość swojego „związku”, niż o to jak zareaguje Cam oraz jej syn. Te ich kłótnie były irytujące. Kłócili się naprawdę o głupoty. Ashley czepiała się dosłownie wszys...
koziolek88

Z braku laku…

Po sukcesie serii z braćmi Miles wydawnictwo zasypuje nas kolejnymi historiami spod pióra autorki, niestety mam wrażenie, że z książki na książkę bohaterzy (zwłaszcza męscy) są coraz bardziej żenujący. Cameron zachowuje się irracjonalnie i infantylnie, Ashley kilkukrotnie nazywa go w myślach rozpieszczonym bachorem. Myślę, że to określenie dobrze oddaje jego charakter. Co do samej Ashley jej zachowanie też bywało rozczarowujące, myślałam że wykarze się większą asertywnością w końcu Cameron niemal dwukrotnie chciał odebrać jej syna.
112
mirelka20
(edytowany)

Z braku laku…

Uwielbiam książki tej autorki, ale ta wydaje się zbyt rozwleczona i nudna. Sam początek zapowiadał się świetnie, ale później jest już gorzej i książka daje taki Wattpadowy vibe.
112

Popularność




Tytuł oryginału

Dr. Stanton + Dr. Stanton’s The Epilogue

Copyright © 2017 by T.L. Swan

All rights reserved

Copyright © for Polish edition

Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne

Oświęcim 2023

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Angelika Oleszczuk

Korekta:

Katarzyna Chybińska

Karolina Piekarska

Redakcja techniczna:

Paulina Romanek

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN:  978-83-8320-406-2

Rozdział 1

Ashley

Klub nocny 1 OAK, Vegas

Marszczę brwi, gdy jakiś spocony gość próbuje się do mnie przytulić.

Och, na litość boską.

– Nie przeszkadza ci, że zaczepiasz tutaj każdą dziewczynę? – Wyrywam ramię z jego uścisku. W klubie słychać głośną muzykę, a ja siedzę przy barze.

– W ogóle – odpowiada.

Boże.

Gdy spoglądam na przyjaciółki, uśmiechają się do mnie i podnoszą kieliszki. Niech je szlag trafi. Ten wyjazd na weekend panieński przypomina mi, dlaczego jestem wieczną singielką. Robię dobrą minę do złej gry.

Suki.

– Mówię poważnie, kochanie. Zatańcz ze mną.

– Nie mogę. Czekam na kogoś, więc powinieneś już sobie iść – oznajmiam, po czym przewracam oczami.

– Niby na kogo? – pyta mężczyzna.

Odpuść w końcu, nachalny sukinsynu.

Nagle obok nas przechodzi wysoki, ciemnowłosy facet. Od razu chwytam go za rękę, a on odwraca się w naszą stronę i marszczy czoło.

– Ekhm… na niego. – Na mojej twarzy pojawia się uśmiech.

Obleśny koleś wykrzywia usta, przyglądając się swojemu konkurentowi. Ja też mierzę wzrokiem mężczyznę, którego złapałam za dłoń, i muszę przyznać, że jest przystojny. Dobrze to rozegrałam. Widzę, jak unosi brew. Spogląda najpierw na mnie, a potem na gościa, który się do mnie przystawiał.

– To mój mąż. – Uśmiecham się, splatając nasze palce.

Wydaje się sympatyczny. Jestem pewna, że uchroni mnie przed tym dziwakiem.

Znów unosi brew. Przygląda mi się, zdziwiony, po czym uśmiecha seksownie.

– A ty jesteś moją… żoną? – szepcze.

– Mhm.

Tylko nie zepsuj mojej przykrywki.

Atrakcyjny, dobrze zbudowany, ciemnowłosy dżentelmen obejmuje mnie ramieniem w talii i kieruje wzrok na stojącego przed nami debila.

– Widzę, że poznałeś już moją wspaniałą żonę.

Przymykam powieki, słuchając jego głosu. Po akcencie wnioskuję, że facet jest Australijczykiem.

Obrzydliwy typ patrzy na nas podejrzliwie zmrużonymi oczami.

– Nie znasz go – rzuca. – Nie wierzę ci.

Bardzo przystojny, wysoki brunet unosi kąciki ust. Pochyla się, chwyta mnie za głowę i przyciąga do siebie. Dotyka językiem moich warg, po czym zaczyna muskać je swoimi. Jego język wchodzi głębiej do moich ust, nie biorąc po drodze jeńców.

Co jest, do cholery?

Mężczyzna jedną rękę przesuwa na mój tyłek, a drugą trzyma na moim policzku.

O mój Boże, tego nie było w planach.

Odsuwa się i oblizuje wargi, spoglądając najpierw na moje piersi, a później znów na twarz.

Uśmiecham się do niego fałszywie. Mam całkowitą pustkę w głowie.

– Huh. – Oblizując usta, patrzę na obleśnego typa. Jasna cholera. Co to był za pocałunek? – Hmm.

Przystojny, wysoki, ciemnowłosy facet splata nasze palce.

– Odpierdol się, stary. Ona jest ze mną. – Po tych słowach zaczyna prowadzić mnie przez tłum, trzymając za rękę.

Co? Czekaj! Gdzie my idziemy?

Zerkam na przyjaciółki. Właśnie biją mi brawo za przypadkowy pocałunek z cholernie atrakcyjnym gościem. Czy powinnam wyrwać się z jego uścisku? Po co, do diabła, miałabym to robić? Ten facet jest niesamowicie uroczy.

Kuźwa.

Gdy zbliżamy się do jego przyjaciół, obejmuje mnie ramieniem w talii i przyciąga do siebie.

– Panowie – zwraca się do sporej grupy mężczyzn. – Na pewno ucieszy was wiadomość, że w drodze powrotnej z baru wziąłem ślub. Poznajcie moją nową żonę.

Zebrani patrzą na siebie, zdziwieni, i potakują, śmiejąc się.

– Cześć. – Na ich twarzach maluje się radość.

– Miło cię poznać. – Jeden z nich podaje mi rękę.

Szczerzę się, gdy mój fikcyjny mąż mocno mnie do siebie przytula.

– Najwyższy czas – odzywa się inny facet, ściskając moją dłoń. – Gratulacje, stary. Jak ma na imię twoja wybranka?

Mój towarzysz spogląda na mnie w zamyśleniu, ale już po chwili dostrzegam na jego twarzy seksowny uśmiech.

– Blossom?

Śmieję się głośno.

Jego przyjaciele mierzą mnie wzrokiem od stóp do głów, a potem wracają do rozmowy, jakby to, co właśnie się stało, było u nich na porządku dziennym.

On sam znów kieruje wzrok na moje piersi.

– Oczy mam tutaj – informuję.

Nawet nie próbuje udawać, że nie gapi się na mój biust.

– Ale o co chodzi? – Podnosi butelkę, a następnie upija łyk piwa.

– O to… że cały czas wpatrujesz się w moje cycki.

– Zauważyłaś?

– No tak. Przecież nie mam zwidów. – Otwieram usta, zaskoczona.

– To jest dokładnie to, co robię. – Patrzy na mnie, popijając alkohol.

Moment później wraca jego przyjaciel, trzymając tacę pełną drinków.

– Murph! – woła mój fikcyjny mąż. – Poznaj Bloss.

Facet unosi brew.

– Cześć. – Uśmiecha się, ściskając moją dłoń. Później podaje mi szkło.

– Dziękuję. – Posyłam mu pełen wdzięczności uśmiech.

Spoglądam na sześciu gości towarzyszących mojemu wybawicielowi. Wszyscy są przystojni… i bardzo kulturalni. Mają na sobie drogie ubrania. Zerkam na przyjaciółki po drugiej stronie baru i przygryzam wargę.

Wypiję drinka, a potem do nich wrócę. Przecież po jednym nic mi nie będzie.

Kumpel cudownego, wysokiego, ciemnowłosego mężczyzny zaczyna rozmawiać z pozostałymi, a on sam ponownie patrzy na moje cycki.

– Co robisz? – Kręcę głową.

– Wyobrażam sobie bardzo przyjemną rzecz.

– A niby co takiego sobie wyobrażasz? – Unoszę brew.

– Jak te cycuszki będą się prezentowały, gdy włożę między nie kutasa i będę je pieprzył dziś wieczorem.

Kiedy otwieram usta, zszokowana, posyła mi niesamowicie seksowny uśmiech.

– Wiesz, jednak z tym drugim facetem byłaś bezpieczniejsza.

Wpatruję się w jego oczy. Nie wiem, co powiedzieć. Brakuje mi słów.

– Ponieważ, w przeciwieństwie do niego, przekonam cię, żebyś zrobiła to, na co będę miał ochotę – dodaje. – A dzisiaj chciałbym pieprzyć twoje wielkie, soczyste cycki.

Mózg odmawia mi posłuszeństwa, gdy wyobrażam go sobie nagiego, stojącego nade mną i wsuwającego kutasa między moje…

Wow. Już od dłuższego czasu tak nie fantazjowałam.

– N-nic takiego nie będzie miało miejsca – jąkam się.

Szuka czegoś w kieszeni marynarki, a chwilę później wyciąga pięćdziesięciodolarowy banknot.

– Chcesz się o to założyć?

– Ale z ciebie zadufany kutas. – Kręcę głową. Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby facet wypróbował na mnie tak tani podryw. – Ale tak… – Wyrywam mu banknot. – Założę się z tobą o pięćdziesiąt dolarów, że dzisiaj wieczorem nie wsadzisz kutasa między moje cycki.

Mruga do mnie, a później uderza swoim szkłem o moje, unosząc seksownie brew.

– Dziękuję. Potraktuję to jako osobiste wyzwanie.

Kręcę głową, popijając drinka.

– Czy ten tani podryw działa na kobiety?

– Byłabyś zaskoczona. – Na jego twarzy pojawia się uśmiech, a on sam bezczelnie puszcza do mnie oczko.

Wyginam kąciki ust w ironicznym uśmiechu. Ten koleś jest wyjątkowo szczery i otwarty. Nie udaje kogoś, kim nie jest. To rzadko spotykane.

I na swój sposób czarujące.

Znów chwyta mój tyłek, po czym ściska go, śmiejąc się pod nosem i mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów.

Unoszę brew.

– Możesz przestać gapić się na mnie tak, jakbym była twoją następną dziwką. Dzisiaj wieczorem nie będzie między nami żadnego kontaktu fizycznego. Nie jestem aż tak łatwą dziewczyną.

Ignoruje moją wypowiedź. Zamiast jakoś na nią zareagować, pochyla się i znowu łączy nasze wargi.

– Przestań w końcu gadać. – Uśmiecha się. – Sprawiasz, że to wyzwanie jest dla mnie o wiele przyjemniejsze. Wiesz, że jestem człowiekiem dążącym do wyznaczonego celu?

– Szczęśliwa żona to szczęśliwe życie – odpowiadam sarkastycznie.

– Blossom, poważnie myślisz, że nie mogłabyś być szczęśliwa jako moja żona, gdybym naprawdę tego chciał? – Unosi brew.

Wybucham śmiechem.

– Zamknij się, głupku. Czy jeśli ktoś mówi takie rzeczy, uchodzi mu to na sucho?

Śmieje się głośno i kolejny raz kładzie ręce na moich plecach.

Dwie godziny i sześć drinków później…

Widok jego wielkiego kutasa wsuwającego się między moje piersi doprowadza mnie do szaleństwa. Znajdujemy się w jego pokoju. Nie potrafimy opanować naszych żądzy i zachowujemy się jak zwierzęta. To przygodny seks w najlepszym wydaniu. Ten facet jest wspaniały: inteligentny, zabawny oraz seksowny jak cholera. Nie wspominając o tym, że jest napalony niczym pieprzony ogier. Umarłam i znalazłam się w niebie Vegas. Mężczyzna klęczy nade mną i wpatruje się we mnie dużymi, ciemnobrązowymi oczami, a moje ciało wygina się w łuk. Nie umiem zahamować pożądania.

Chcę się z nim pieprzyć. Jak mu się udało przyprowadzić mnie tutaj? Co takiego zrobił? Nie należę do tego typu dziewczyn, ale – do diabła – ten facet sprawia, że bycie tą złą jest cholernie przyjemne.

Pochyla się i łączy nasze wargi. Uwodzicielsko splata swój język z moim.

– Jesteś mi winna pięćdziesiąt dolarów. – Uśmiecha się tuż przy moich ustach.

– Gnojek. – Śmieję się głośno.

– Czas, byś odpracowała dług – informuje, przysuwając się bliżej, i wkładając kutasa między piersi. Gdy je ściska, przymyka powieki z rozkoszy. – Masz najlepsze, kurwa, cycki, jakie kiedykolwiek widziałem – stwierdza.

Przewracam oczami.

Boże, myślę, że to jest wystarczająca zapłata. Czy może być coś lepszego od takiego widoku?

Zaczyna mocno posuwać moje piersi, aż łóżko się trzęsie, a cipka zaciska z przyjemności. Ja pierdolę, potrzebuję tego ogromnego kutasa w sobie.

Śmieję się głośno. To niewiarygodne. Jak, do cholery, ten mężczyzna nakłonił mnie, żebym przyszła do jego pokoju i zapłaciła pięćdziesiąt dolarów za ten przywilej?

Obdarza mnie seksownym uśmiechem, rozchylając usta z rozkoszy.

– Arrête de rire ou je vais remplir ta bouche avec ma bite1 – oznajmia, patrząc mi prosto w oczy.

Niespodziewanie moje ciało przeszywa dreszcz, gdy odpowiadam:

– Je pourrais la prendre toute entière2.

Unosi brew, zaskoczony.

– Tu parles français?3 – pyta, zakładając gumkę.

Chwytam go za głowę i przyciągam do siebie.

– Je sais baiser aussi en français4 – deklaruję.

Miażdży moje usta w pocałunku. Czuję, jak wsuwa twardego kutasa w wilgotną cipkę. Wchodzi i wychodzi naprzemiennie. Jestem niemal pewna, że na mojej twarzy pojawia się wyraz błogiej rozkoszy. Postanawiam podkręcić tempo.

– Obwohl, wenn ich auf deutsch ficke, bin ich in meiner besten Form5 – oświadczam, a poziom mojego podniecenia sięga zenitu.

Mężczyzna śmieje się w moje usta, kładzie moje nogi na swoich barkach, a następnie wbija się we mnie z całej siły. Przez chwilę się nie ruszamy. Zamykamy oczy z powodu ogarniającej nas przyjemności.

Ja pierdolę.

Ten gość jest naprawdę niezły… i ma ogromnego kutasa.

– Du solltest darauf achten, was du sagst, da Deutsch mein Schwachpunkt ist6 – szepcze w moje usta. Wysuwa penisa, a później znów wkłada go do wilgotnej cipki.

Wyginam plecy w łuk. Och, Boże, to jest zbyt piękne. Nie dość, że ma seksowne ciało, to jeszcze bystry umysł. Nie znam nikogo, kto posługiwałby się tak dobrze dwoma językami naraz. Ta wymiana zdań przyprawia mnie o zawrót głowy.

– Ich wollte deinen Schwanz im Mund7. – Biorę głęboki wdech.

Momentalnie ze mnie wychodzi, podciąga się na łokciach i wkłada kutasa do moich rozchylonych ust. Czuję smak własnego słonawego podniecenia. Cholera. Ten facet jest po prostu zajebisty.

– Tes désirs sont des ordres, ma chère femme8.

Obejmuję wargami ogromnego penisa. Gdy mężczyzna wsuwa mi go głęboko do gardła, rozgrzana i wilgotna cipka zaczyna pulsować.

– Je voudrais que tu gicles dans ma bouche. Si j’étais vraiment ta femme, j’avalais tout9.

Kręci głową, posyła mi seksowny uśmiech i odgarnia włosy z mojego czoła.

– Putain, moi je le veux aussi. Tu m’as vachement surpris10 – szepcze jakby przez gruby koc nagromadzonego podniecenia.

Z uśmiechem na twarzy przesuwam językiem po czubku kutasa. Mężczyzna klęczy nad moją głową. Płynnymi ruchami wysuwa penisa i wkłada go z powrotem do moich ust. Patrzy na mnie ciemnymi oczami, gdy z trudem staram się w całości objąć jego fiuta.

Ten facet ma ciało boga i umysł anioła.

Jestem w niebie.

–  Je veux te goûter11.

Wyjmuje ogromnego kutasa z moich ust, zsuwa się niżej, po czym zagłębia twarz między moje nogi. Przesuwa językiem po nabrzmiałych wargach.

Kurwa. Próbuję zbliżyć do siebie kolana i tym samym zapanować nad nadmiarem doznań sensorycznych. Widząc to, przyciska moje nogi do materaca, a jego język przejmuje kontrolę.

– Jak smakuję? – pytam, chwytając go za głowę.

Słyszę jego jęki, kiedy mnie pieści, i dostrzegam, że zamyka oczy z rokoszy. Liże mnie kolistymi ruchami i muska nabrzmiałe wargi. Moje ciało zaczyna drżeć. Och, Boże, to już za długo trwa. Zaraz dojdę.

– Dojdź w końcu. – Czuję jego oddech na cipce. – Chcę, żebyś doszła na moim języku. Daj mi trochę swoich soków, wystrzałowa Bloss.

Ja pierdolę, zwariuję przez tego człowieka.

Przygryza delikatnie łechtaczkę, co sprawia, że drżę jeszcze bardziej. Liżąc mnie, jęczy z przyjemności. Ponownie chwytam go za głowę, chcąc, by na chwilę przerwał, bo czuję, że jestem już coraz bliżej.

– Przestań – mówię. To zbyt wiele. Moje ciało jest teraz niezwykle wrażliwe na dotyk.

Ale on mnie ignoruje. Ssie mocniej, przewracając oczami.

– Jesteś cholernie seksowna – stwierdza.

Później podciąga się na łokciach i przygniata mnie ciężarem swojego ciała, żeby po sekundzie wejść we mnie płynnym, szybkim ruchem.

Wpatruję się w sufit, a palcami przeczesuję jego zmierzwione włosy. Ledwo mogę złapać oddech. Jego kutas jest ogromny.

Mężczyzna opiera się na kolanach i przytrzymuje moje nogi w powietrzu. Obserwuje, jak wilgotna cipka próbuje przyjąć wielkiego penisa. Delikatnie drażni kciukiem łechtaczkę, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że dzięki temu mięśnie się rozluźnią i będzie mógł bez problemu we mnie wejść.

Jest bardzo doświadczony i wie, jak rozpieścić kobietę.

Przyglądam mu się, z trudem nabierając powietrza. Czuję się tak, jakbym była gdzieś pomiędzy niedowierzaniem, uczuciem zapomnienia a całkowitą ekstazą. Nie miałam pojęcia, że seks może być taki cudowny. Nigdy takiego nie doświadczyłam. Sądziłam, że moje życie seksualne jest udane, ale teraz przeżywam to…

I zdaję sobie sprawę, że byłam w błędzie.

Mężczyzna delikatnie całuje moją kostkę, znajdującą się tuż przy jego uchu, po czym posyła mi seksowny uśmiech. Wpatruję się w niego przez dłuższą chwilę, wstrzymując oddech, a on delikatnie odgarnia włosy z mojej twarzy, przesuwając kciukiem po dolnej wardze.

Boże.

Zamykam oczy. Usiłuję opóźnić nadejście niesamowitego orgazmu. Ten pieprzony facet jest nieziemski.

– Regarde-moi12 – rozkazuje.

Po jego słowach z trudem uchylam powieki, a następnie kieruję na niego wzrok.

– Tu es la plus belle femme foutue avec qui j’étais13 – szepcze.

Przywiera swoim ciałem do mojego, muskając ustami moje wargi. Całujemy się przez dłuższy czas, jakbyśmy zapomnieli, że jego fiut ciągle znajduje się w mojej cipce. Jest między nami niesamowita bliskość – z jednej strony piękna, z drugiej przerażająca. Jest tak, jak lubię. Powoli, delikatnie i z czułością.

Przestań. Nawet go nie znasz. Pewnie będzie to znajomość tylko na jedną noc.

– Arrête d’être sentimental et baise-moi14 – rzucam.

Uśmiecha się tuż przy moich ustach.

– To coś nowego. – Posuwa mnie niespiesznie, rozbawiony.

– C-co masz na myśli? – pytam.

– Nigdy żadna laska nic takiego mi nie powiedziała. – Wychodzi ze mnie, by po chwili znów wbić się z całą siłą, pozbawiając mnie powietrza. Znów zaczyna mnie pieprzyć. – Ale jeśli chcę się kochać ze swoją żoną, to mam do tego, kurwa, pełne prawo.

Uśmiech nie znika z jego twarzy. Ponownie kładzie moje nogi na swoich barkach i daje mi popalić. Rozstawia szeroko kolana, żeby zyskać lepszy dostęp. Widzę, jak pracuje każdy mięsień jego brzucha, jak jego penis się porusza. Wchodzi we mnie bardzo mocno, jakby chciał mnie ukarać. Łóżko się trzęsie, a rama z impetem uderza o ścianę.

Och, niełatwo będzie go zapomnieć.

Po raz kolejny zaczynam drżeć, a on, zapewne wyczuwając nadejście mojego orgazmu, wykrzywia szyderczo wargi. Zna się na kobiecym ciele lepiej niż niejeden facet.

Cholera.

Oczywiście, że się zna.

Jesteśmy zlani potem. Znowu przymykam powieki, chcąc opóźnić nadciągającą eksplozję. Pragnę, by ta chwila trwała jak najdłużej.

Bardzo tego potrzebuję.

– Nie chcę… jeszcze… dochodzić – informuje.

– Ja też nie. – Z trudem łapię oddech, zbliżając swoje usta do jego. – Obiecaj mi, że po krótkim odpoczynku znów będziemy się kochać.

Wybucha śmiechem.

– Możemy to robić przez całą noc, Bloss.

Wyginam kąciki ust ku górze, gdy podnosi mój tyłek. Po tym, jak wchodzi we mnie z całej siły, jęczę, a cipka zaciska się na jego ogromnym kutasie.

– Kurwa, tak! – krzyczy. Pochyla głowę i gwałtownie dochodzi.

Później leżymy nieruchomo, zlani potem, próbując złapać oddech.

Jezu Chryste… Co to było, do cholery?

Nasze wargi się stykają. Mężczyzna całuje mnie delikatnie, ściskając moją szczękę. Uśmiecham się tuż przy jego ustach, a on ponownie obdarza mnie namiętnym pocałunkiem.

– Jesteś wspaniałą żoną.

Chichoczę, gdy odwraca się tak, że leżę na jego umięśnionym ciele. Opieram głowę o jego klatkę piersiową, usiłując głębiej nabrać powietrza.

Muska ustami moje czoło.

– Nie próbuj zasypiać. – Wsuwa rękę między moje nogi i rozchyla je tak, że znajdują się po obu stronach jego ciała. Znów zaczyna mnie pieścić. Wkłada trzy palce w mokrą i nabrzmiałą cipkę. – To był dopiero wstęp. Teraz będzie dziesięciodaniowy posiłek.

***

Cztery godziny i kilka pryszniców później leżę z fikcyjnym mężem w częściowo zaciemnionym pokoju. Pomieszczenie oświetla wyłącznie światło, które wpada przez szparę w zasłonach. Moja głowa leży na torsie mężczyzny, a on obejmuje mnie umięśnionymi ramionami.

Ta noc była niesamowita. Pochłanialiśmy nawzajem swoje ciała i gdyby nie zabrakło mu gumek, pewnie nadal byśmy to robili. Wydaje mi się, że zużyliśmy całe pudełko.

– Gdzie mieszkasz? – pyta.

– W Nowym Jorku – odpowiadam. Wzdrygam się, słysząc swój ochrypły głos. Bez wątpienia jest to efekt wczorajszego picia tequili i obciągania temu przystojniakowi. – A ty?

– W Teksasie. A pochodzę z Australii.

Delikatnie całuję jego klatkę piersiową. Na mojej twarzy pojawia się błogi uśmiech.

– Spędziłam z tobą niesamowitą noc poślubną.

Całuje mnie w czoło, po czym stwierdza:

– Ja z tobą również. – Muska ustami moją skórę. – Pewnie przez jakiś czas nie będziesz mogła chodzić.

Chichoczę.

– W sumie masz rację. Czy mógłbyś zorganizować mi wózek inwalidzki, żeby zawieźć mnie z powrotem do mojego pokoju?

– Z chęcią, ale myślę, że sam będę go potrzebował.

Przez chwilę leżymy w milczeniu. Masuje moje plecy tak, jakby chciał zapamiętać każdy ich centymetr.

– Czy stosujesz zasadę rachunku prawdopodobieństwa, by ocenić, jaki mam tyłek?

Śmieje się głośno i przewraca mnie na plecy, trzymając mnie za ręce nad moją głową.

– Twoja inteligencja jest kurewsko podniecająca. – Bierze głęboki wdech, a następnie delikatnie wkłada mi język do ust.

Nie potrafię nasycić się tym facetem.

– Mogłabym powiedzieć to samo. Nigdy nie uprawiałam dwujęzycznego seksu. – Uśmiecham się do niego.

Cholera, większość gości, z którymi do tej pory spałam, nie umiała mówić do mnie nawet po angielsku, kiedy się pieprzyliśmy, nie mówiąc o używaniu na zmianę trzech języków.

Po chwili mężczyzna przygryza moją dolną wargę i przyciąga mnie do siebie.

– Moi non plus. Je vais devenir dependant de toi15.

Odkąd pamiętam, uwielbiam uczyć się języków obcych. Dzięki temu odreagowywałam stres, gdy chodziłam do szkoły średniej, a rodzice byli w trakcie rozwodu. Zamykałam się wtedy w pokoju i słuchałam nagrań językowych przez słuchawki, żeby nie słyszeć ich kłótni. Patrząc wstecz, mogłam stwierdzić, że wszystkie godziny, które poświęciłam na samotną naukę, były tego warte, ponieważ właśnie spędziłam niesamowitą noc z moim fikcyjnym mężem.

Rzucił mi wyzwanie, ale ja odpowiedziałam mu tym samym i wiem, że go zaskoczyłam. Cholera, zaskoczyłam samą siebie.

Możliwość dotrzymania kroku tak inteligentnej osobie jest bardzo budująca. Kiedy nasze spojrzenia się spotykają, coś się zmienia, a ja czuję ukłucie w żołądku.

– Czym się zajmujesz? – Zmieniam temat.

Leży tuż obok, nagi, i mocno ściska moją pierś.

– Jestem mechanikiem.

Przygryzam wargę, aby powstrzymać się od śmiechu. Przecież jego dłonie są delikatniejsze od moich. Nie ma mowy, żeby był mechanikiem.

Tak się bawimy?

– A ty czym się zajmujesz na co dzień? – rzuca.

– Pracuję w lodziarni.

Nie potrafi ukryć uśmiechu.

– Jesteś straszną kłamczuchą. Nie ma, do cholery, takiej możliwości, żebyś sprzedawała lody.

– Ty okłamałeś mnie pierwszy.

Przechyla głowę i całuje mój sutek. Potem zaczyna go ssać.

– Zaiste.

– W takim razie co według ciebie robię w życiu? – pytam.

Mruży podejrzliwie oczy.

– Patrząc na twoje seksowne ciało, powiedziałbym, że jesteś instruktorką fitness. Ale biorąc pod uwagę twoją inteligencję, obstawiam raczej, że jesteś naukowcem.

Zbliżam swoje usta do jego.

– Muszę już iść – oznajmiam, siadając na łóżku.

Marszczy brwi, opierając się na łokciu.

– Co? Dokąd chcesz iść?

Wstaję, a on cały czas na mnie patrzy.

– Muszę wracać do Nowego Jorku – odpowiadam.

– Wracasz już do domu? Dzisiaj?

Przytakuję. Rozglądam się po pomieszczeniu, szukając rozrzuconych ubrań.

– Mhm. – Biorę do ręki telefon i sprawdzam godzinę. – Za trzy godziny mam samolot. Powinnam się zbierać.

– Ale… – Opuszcza głowę.

– Ale co? – Podnoszę z podłogi biustonosz, po czym go zakładam.

– Chciałbym cię jeszcze zobaczyć – oznajmia, obserwując, jak się ubieram.

Pochylam się nad łóżkiem, aby złożyć pocałunek na tych cudownych ustach.

– Hmm. Przepraszam, ale weekend panieński już się skończył.

Chwyta mnie za głowę, przyciągając mnie z powrotem do siebie.

– Zostań ze mną na kolejną noc.

Boże, chciałabym.

Znów łączy nasze wargi.

– Mam kupiony bilet na dzisiaj.

– Zostań ze mną, a kupię ci kolejny na jutrzejszy lot – proponuje.

Przez krótką chwilę zastanawiam się nad jego propozycją.

– Zostaję do jutra – informuje. – Moglibyśmy spędzić kolejną wspólną noc. – Posyła mi seksowny uśmiech.

Mogłabym z nim zostać?

Kogo ja oszukuję? Nawet nie znamy swoich imion, a on po prostu mnie okłamał i powiedział, że pracuje jako mechanik. Poza tym jestem spłukana. Nie byłabym w stanie zapłacić nawet za dzisiejszy obiad. A niech to.

– Przepraszam, kochanie, ale muszę odmówić. – Wsuwam na tyłek koronkowe majtki, a on wciąż mi się przygląda. – Właśnie w tym momencie musimy zakończyć nasze udane małżeństwo.

Zakłada ręce za głowę. Na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech, który odwzajemniam.

– Co?

– W pewnym sensie lubię być twoim mężem.

Otwieram szeroko oczy, rozbawiona.

– Wiem. Szokujące wyznanie, prawda?

Wkładam sukienkę przez głowę i naciągam ją na siebie.

– Wracaj do łóżka – dodaje. – Jeszcze z tobą nie skończyłem.

Siadam na materacu i ponownie składam na ustach mężczyzny gorący pocałunek.

– Ja z tobą też nie, ale muszę już iść.

Marszczy brwi i niechętnie wstaje.

Spoglądam na jego nagie ciało. Jest cholernie przystojny: wysoki, wysportowany, umięśniony, z szeroką klatką piersiową oraz włosami w nieładzie. Jego kosmyki są czekoladowobrązowe, nieco dłuższe na czubku głowy, dzięki czemu wyglądają jak pierdolony bałagan. Ma ciemnobrązowe oczy i dwudniowy zarost. Kieruję wzrok niżej, na krótkie, ciemne i zadbane włosy łonowe, które okalają jego wielkie klejnoty. Ten mężczyzna został hojnie obdarzony i… cholera, doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Podejrzewam, że każda kobieta, z którą sypia, zakochuje się w nim do szaleństwa. Widać, że jest przy kasie. Bije od niego zapach pieniędzy. Wystarczy spojrzeć na ubrania, które miał na sobie poprzedniego wieczoru. Nie wspominając o rolexie. Ponadto otacza się grupą ludzi, ubranych tak porządnie jak on. Myślę, że jego buty kosztowały przynajmniej kilka tysięcy dolarów. Poza tym zatrzymał się w luksusowym pokoju. Nie jest to zwyczajne pomieszczenie, a prawdziwy apartament… I na pewno nie można go porównać z gównianym, wspólnym pokojem, z dwoma pojedynczymi łóżkami obok siebie, który dzielę z dwiema przyjaciółkami, ponieważ nie było nas stać na nic lepszego.

Moment później mężczyzna wkłada szorty i koszulkę.

– Czy mogę cię zaprosić na śniadanie?

Patrzę po sobie. Choć wyglądam okropnie, udaję, że tak nie jest.

– Nie, ale dziękuję za propozycję.

Marszczy czoło, gdy znów mnie do siebie przyciąga.

– Czyżbyś próbowała ode mnie uciec?

– Nie. Po prostu muszę już iść.

Nie odrywa ode mnie ust.

Do diabła z twoim skromnym budżetem.Zostań i pieprz się z tym gościem do utraty tchu, głupia.

Wyrywam się jednak z jego uścisku i biorę torebkę.

– Poczekaj chwilę. Włożę buty i odprowadzę cię do twojego pokoju.

Po tych słowach znika w łazience.

Nie wahając się ani sekundy, wyjmuję z portfela pięćdziesiąt dolarów, kładę je na szafce nocnej, po czym zapisuję pewne słowa w hotelowym notatniku, który leży obok telefonu.

Ktokolwiek powiedział, że hazard nie popłaca,

nigdy nie przegrał z Tobą

xx

Potrzebowałam tych pieniędzy, ale zakład to zakład.

Wygrał go uczciwie.

Pieprzył moje cycki do bólu. Tak, jak obiecał.

– Jesteś gotowa? – pyta, wychodząc z łazienki.

Przytakuję, uśmiecham się do niego, następnie podążam za nim na korytarz.

– Dzień dobry – wita się z jakimś facetem w garniturze, który stoi obok drzwi.

– Dzień dobry – odpowiada mu tamten.

Rozglądam się wokół. Przed wszystkimi drzwiami stoją mężczyźni w czarnych garniturach.

Mój fikcyjny mąż chwyta mnie za rękę i zaczynamy iść przed siebie.

– Kim oni są? – rzucam, zdziwiona.

– Pracownikami ochrony – wyjaśnia ze spokojem, nie zatrzymując się ani na moment.

Z trudem udaje mi się dotrzymać mu kroku.

– Ale po co tutaj są?

– Mój brat jest w tym hotelu… – Waha się przez chwilę. – Ma przy sobie sporą ilość gotówki. – Przewraca oczami. – W sumie już w ogóle nie zwracam na nich uwagi. Przyzwyczaiłem się do ich obecności.

– Och. – Mrużę powieki. Dziwna jest ta cała sytuacja. Odwracam się i dostrzegam, że jeden z mężczyzn idzie za nami. – On nas śledzi – informuję.

– Spokojnie. Zignoruj go. – Śmieje się i całuje moją rękę.

– Okej. – Marszczę brwi, patrząc na podążającego za nami faceta.

Dochodzimy do windy, a ja wyjmuję z torebki kartę hotelową, żeby przypomnieć sobie, jaki był numer mojego pokoju.

– Nic nam nie będzie – mówi mój fikcyjny mąż do ochroniarza, gdy wchodzimy do kabiny, a ten kiwa głową i zostaje na swoim miejscu.

Winda jest pełna ludzi, dlatego ustawiamy się przy drzwiach. Mężczyzna wciąż trzyma mnie za rękę. Posyłam w jego stronę szeroki uśmiech.

– Nie mogę uwierzyć, że zostawiasz mnie w pierwszym dniu naszego małżeństwa – oznajmia tak głośno, żeby wszyscy słyszeli.

Otwieram szeroko oczy, zszokowana jego postępowaniem.

Co on robi?

– Więc po prostu postanowiłaś mnie wykorzystać, molestując przez całą noc, tak?! – krzyczy.

Kobieta za nami sapie, oburzona. Inni udają, że nas nie podsłuchują.

Łajdak! Ale skoro chce się bawić w ten sposób…

– Tak, cóż, co się dzieje w Vegas, zostaje w Vegas. A tak w ogóle w łóżku byłeś kompletnie do dupy – odpieram.

– A co z naszymi dziećmi? – Udaje obrażonego.

Spuszczam głowę, żeby ukryć uśmiech. Ten facet jest naprawdę kimś wyjątkowym.

– Twoje dzieci to bękarty. Któraś z twoich pozostałych żon może je wychować. Mam już tego dość. Wracam do prostytucji.

– Tylko odpuść sobie seks analny. Wiesz, że twój tyłek należy do mnie. – Wzdryga się, choć usiłuje zachować pełną powagę.

Robię zdziwioną minę. Nie powiedział tego, prawda?

– O mój Boże – zaczyna kobieta za nami.

– Ciii – uspokaja ją jej mąż.

Mój towarzysz opuszcza głowę, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem, i ściska moją rękę, a ja ściskam jego, przygryzając wargę.

Drzwi windy rozsuwają się i wychodzimy na korytarz. Ruszamy w stronę, po której mieści się mój pokój.

– Jaki numer?

– Trzy dwa dwa – mówię.

W końcu docieramy do właściwych drzwi, a ja odwracam się do mężczyzny.

– Tutaj nocujesz?

– Tak. – Uśmiecham się.

Och, nie chcę wchodzić tam sama. Chciałabym przeżyć z nim kolejną cudowną noc.

– Podasz mi swój numer? – pyta, wyciągając smartfon z kieszeni.

– Dlaczego? – rzucam, unosząc brew.

– Żeby sprzedać go temu, kto da mi najwięcej – odpowiada z przekąsem. – A jak myślisz? Po co mógłbym chcieć twój numer telefonu?

– Mieszkam w Nowym Jorku, więc wiesz…

– Wiem. Ale w następny weekend przylatuję do Nowego Jorku.

– Od dawna planowałeś tę podróż? – Marszczę brwi, zdziwiona.

– W sumie teraz na to wpadłem. – Całuje mnie namiętnie. Zwilża językiem moje wargi. – Donnez-moi ton numéro pour te faire venir à nouveau chez moi 16.

Czy ten facet może być jeszcze zabawniejszy?

Dostrzegam, że w nazwie kontaktu wpisał „żona”.

– Nie możesz zapisać mnie w kontaktach jako żonę.

Śmieje się głośno.

– A kto tak powiedział?

– Ja.

Łapie mnie za tyłek i przyciska do drzwi.

– Dopóki nie wyjedziesz z Vegas, jesteś moją żoną. Jeśli chciałbym cię teraz pieprzyć pod tymi drzwiami, nikt mi w tym nie przeszkodzi – mruczy z ustami tuż przy mojej szyi.

Odsuwam go od siebie. Biorę do ręki jego telefon i wpisuję swój numer, a on się uśmiecha, przybliżając swoje usta do moich.

– W następny weekend przylecę do Nowego Jorku i zarezerwuję dla nas hotel. Gdzie chciałabyś spędzić ze mną kolejną upojną noc?

– Jesteś stuknięty. – Chichoczę.

– A ty jesteś cholernie uzależniająca. – Obejmuje mnie mocno.

Z uśmiechem na twarzy całujemy się po raz ostatni, a potem on znów zbliża wargi do mojej szyi.

– Żegnaj, moja piękna żono – szepcze, wpatrując się w moje oczy.

Serce zaczyna mi szybciej bić.

– Żegnaj. – Unoszę lekko kąciki ust.

Rusza w kierunku windy, ale nagle się odwraca.

– Więc zobaczysz się ze mną w następny weekend?

Zakładam ramiona na piersi, uśmiechając się znacząco.

– Nie marnuj czasu na pakowanie, bo nie będziesz potrzebowała żadnych rzeczy – informuje.

Kąciki moich ust ponownie wyginają się ku górze. Stoję tak jeszcze przez chwilę, a później kręcę głową. Boże, on jest prawdziwym maniakiem seksualnym.

Dostrzegam, że obok niego przechodzi portier, którego od razu zaczepia.

– Przepraszam, czy ma pan na zbyciu jakiś wózek inwalidzki?

Zakrywam usta, żeby stłumić chichot. Nie zapytał go o to, prawda?

Pracownik hotelu patrzy na jego nogi, pewnie zastanawiając się, co mu jest, że potrzebuje wózka inwalidzkiego.

– Och, nie chodzi o moje nogi. Kutas bardzo mocno mnie boli. – Wskazuje na swoje krocze. – Miałem dość trudną noc.

Portier marszczy czoło, patrząc w dół.

Wybucham śmiechem, a oni odwracają się, by na mnie spojrzeć. Zawstydzona, wchodzę do pokoju i zamykam za sobą drzwi. Z niedowierzaniem kręcę głową na samą myśl o szalonych wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Z szerokim uśmiechem na twarzy opieram się o zamknięte drzwi.

Wow.

Cóż to była za niesamowita noc.

A do tego jeszcze ten przystojny mężczyzna…

Rozdział 2

Cameron

Popijam szkocką, żeby zatuszować uśmiech, i wpatruję się w oczy swojemu przyjacielowi Joshui, który siedzi ze mną przy stole. Jest trzecia w nocy, a my gramy w pokera w jednym z kasyn w Vegas.

Joshua unosi nieznacznie kąciki ust, po czym potrząsa głową, jakby nie dowierzał w to, co widzi. Zapala cygaro i obserwuje moje ręce. Właśnie się zorientował, że liczę karty.

Do oszukiwania zachęcił mnie dreszczyk emocji związany z tym, że mogę zostać przyłapany na gorącym uczynku. Nie ma to nic wspólnego z korzyściami finansowymi. Nie potrzebuję pieniędzy. Ale uwielbiam przypływ adrenaliny, a to jest najlepsza zabawa, w której uczestniczyłem od lat, nie licząc oczywiście ostatniej nocy z moją Bloss. Wyobrażam sobie ją nagą i czuję, jak kutas lekko twardnieje mi w spodniach.

Boże, ona była zajebiście perfekcyjna.

Jej nieziemska inteligencja.

Boskie ciało.

Sposób myślenia.

Dwóch mężczyzn po drugiej stronie stołu kłóci się o coś, więc korzystając z chwili przerwy, zerkam na telefon. Przeglądam zdjęcia, by odszukać fotkę, którą zrobiłem Bloss, gdy spała. Była wtedy naga i leżała na boku, trzymając ręce pod swoją anielską twarzą. Długie, miodowe włosy były rozrzucone na poduszce, a biała pościel przykrywała seksowne ciało. To naprawdę dziwne, nigdy nie miałem potrzeby zrobienia zdjęcia śpiącej kobiecie, ale ona wyglądała tak cudownie, leżąc w tym łóżku… Nie mogłem się oprzeć. Kiedy przesyłam zdjęcie do chmury, aby je zachować, słyszę sygnał dźwiękowy informujący o nadejściu SMS-a.

Joshua: Jeśli dostanę przez Ciebie zakaz wstępu do tego kasyna, skręcę Ci kark.

Nie jestem w stanie powstrzymać się od śmiechu. Rozglądając się wokół, dostrzegam, że pracownicy ochrony czuwają nad wszystkim. Joshua jest milionerem. Dorobił się na aplikacji, którą sam stworzył. Jego ochroniarze wszędzie za nim chodzą, a ponieważ jest moim najlepszym przyjacielem, ja też nie mogę się od nich uwolnić. Już się do tego przyzwyczaiłem. Ale ma rację: jeżeli zostanę przyłapany na oszustwie, rozpęta się piekło. Gdy mrugam do niego porozumiewawczo, robi sarkastyczną minę i unosi brew. Zaczyna się nowe rozdanie, więc ponownie przystępuję do liczenia kart.

– Ten facet liczy karty! – krzyczy mężczyzna z naprzeciwka.

Otwieram usta, udając przerażonego, a na twarzy Joshuy pojawia się zawadiacki uśmieszek.

Drań chce, żeby złapali mnie na gorącym uczynku.

– O czym ty, kurwa, mówisz? – Tasuję karty.

– Ten facet, do chuja, oszukuje. Mówię ci! – wrzeszczy.

– Nie oszukuję. – Przewracam oczami. – Zamów sobie kolejną whiskey, alkoholiku.

Wariat wpada w szał. Podnosi stół, a następnie popycha go, co sprawia, że drinki i karty lądują na podłodze. Po chwili zauważam, że zaczyna machać rękami, chcąc mnie uderzyć. Na szczęście nie potrafi się bić, więc za każdym razem pudłuje. Nie mija nawet minuta, gdy ze wszystkich stron podbiegają do nas bramkarze.

– Zabiję cię! – krzyczy.

– Cóż, celując, gdzie popadnie, masz na to gówniane szanse. – Wyśmiewam go, odsuwając się na bok, aby uniknąć ewentualnego ciosu.

Joshua wybucha śmiechem, obserwując tego głupka. Wygląda to naprawdę idiotycznie, kiedy uderza na oślep i nie trafia mnie ani razu.

– Zamknij się, bo ciebie też zabiję! – wrzeszczy do Joshuy.

– Czy to jest groźba? – Przyjaciel unosi brew.

– Nie. Obietnica.

– Spróbuj, kutasie – warczy Joshua, robiąc krok naprzód z groźną miną, po czym mocno uderza gościa w klatkę piersiową.

Nagle ten debil rzuca się na mnie, a ja walę go po mordzie. Moment później zostaję obezwładniony przez bramkarzy i wyprowadzony z rękami za plecami.

– Zabierzcie go na policję! – woła jeden z ochroniarzy do swojego współpracownika.

– Co? – Cholera, to może mieć wpływ na moją kartotekę kryminalną. – Nie zrobiłem nic złego, a oni nawet nie wypłacili mi wygranej.

– Tamten mężczyzna powiedział, że oszukiwałeś.

– Jest pijany jak jebany niemowa. Dlaczego miałbyś wierzyć w jakiekolwiek słowo, które wyszło z ust tego idioty? – spieram się z nim. Ale nic to nie daje, bo nadal prowadzi mnie w stronę wind.

Bramkarze spoglądają na siebie, gdy zdają sobie sprawę, że nic na mnie nie mają. Jeden z nich popycha mnie z całej siły, przez co prawie upadam na podłogę

– Natychmiast wracaj do swojego pokoju. Masz kategoryczny zakaz wstępu do tego kasyna.

Uwalniam się z uścisku.

– I tak nienawidzę waszego pieprzonego, brudnego kasyna. – Strzepuję wyimaginowany kurz z koszuli.

Patrzę na dwóch ochroniarzy Joshuy, którzy wyszli za mną do holu. Odprawiam ich, mówiąc:

– Wracam do pokoju. Jestem wykończony. Przekażcie pozostałym chłopakom, że spotkam się z nimi jutro.

– Dobrze. – Odwracają się i wchodzą z powrotem do kasyna.

Wjeżdżam windą na swoje piętro. Uśmiecham się pod nosem, idąc korytarzem. Szczerze mówiąc, była to niezła zabawa. Szkoda tylko, że nie udało mi się nic ugrać.

Może następnym razem pójdzie lepiej.

Boże, jestem tak cholernie zmęczony. Ta laska wykończyła mnie wczoraj wieczorem. Sama myśl o tym sprawia, że na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Zadzwonię do niej teraz i powiem, jak bardzo za nią tęsknię.

Sięgam do kieszeni po telefon i orientuję się, że go nie ma.

Co?

Sprawdzam po kolei wszystkie kieszenie w spodniach.

Cholera, gdzie jest moja pieprzona komórka?

Zastanawiam się, gdzie mogłem ją zostawić. Gdy sobie przypominam, otwieram usta z przerażenia.

Kurwa mać. Leżała na stole, który tamten idiota niestety przewrócił. Więc w tym momencie może być wszędzie.

Odwracam się i biegiem wracam do kasyna. Przed drzwiami dostrzegam tych samych ochroniarzy, którzy wcześniej mnie stąd przepędzili. Blokują przejście.

– Cześć, zostawiłem w środku telefon. To zajmie dosłownie chwilę.

– Nie wejdziesz. – Największy bramkarz kręci głową.

– Tak, wiem, że mam zakaz wstępu. Chcę tylko wziąć swój telefon.

– Nie.

Wykrzywiam twarz.

– Och, odpierdol się. Chcę tylko swój telefon. – Staram się obok nich przejść, jednak zagradzają mi drogę.

– Niech ktoś inny zrobi to za ciebie.

– Gdybym miał przy sobie telefon, to zadzwoniłbym, kurwa, do kogoś i poprosił, by mi go przyniósł. Ale jak zauważyłeś, nie mam przy sobie telefonu! – krzyczę z całych sił.

– Trudno.

– Przecież to śmieszne. Potrzebuję tego telefonu. – Ja pierdolę, jest w nim numer do tamtej laski. Jeśli nie odzyskam komórki, nie będę miał jak się z nią skontaktować. Coraz bardziej się denerwuję. – Okej, wchodzę – oznajmiam.

– Tak, kurwa. Na pewno.

Próbuję się między nimi przecisnąć, co kończy się bójką. Nie mija nawet minuta, a wypychają mnie z powrotem za drzwi.

– Wracaj do swojego pokoju albo wezwiemy policję, żeby cię aresztowała.

Cholera.

– Słuchaj, stary, mam w telefonie numer do naprawdę gorącej laski. Dlatego koniecznie muszę go odzyskać. Czy możesz pójść do moich przyjaciół i poprosić, żeby go za mnie poszukali?

Idiota rozkłada ręce.

– A czy ja wyglądam jak twój niewolnik?

– Wyglądasz jak pieprzony pawian na sterydach. – Coś we mnie pęka.

Gość przyciska łapy do mojej klatki piersiowej i popycha mocno, a ja odwdzięczam mu się tym samym.

– Potrzebuję tego pieprzonego telefonu.

– A ja chcę teraz rozpierdolić twoją gębę. Wynoś się stąd albo będę zmuszony to zrobić.

– Spróbuj – szydzę z niego.

Drugi z bramkarzy bierze do ręki komórkę i zaczyna wybierać numer.

– Czy mam wezwać na miejsce policję?

Kurwa.

Odsuwam się, rozważając różne możliwości. Jeśli tutaj zostanę, policja mnie aresztuje, a jako lekarz nie mogę mieć kryminalnej przeszłości.

Wypuszczam powietrze, zrezygnowany

– Pierdol się – mówię do niego, po czym odwracam się i odchodzę.

Mam nadzieję, że Joshua, Murph lub jeden z pracowników ochrony znajdzie tę komórkę. Pewnie leży pod zakrwawionym stołem.

Rozmyślając nad tym, co się stało, podążam korytarzem w kierunku pokoju. Jestem pewien, że ktoś odszuka telefon, ale nie mogę niestety zadzwonić do żadnego z moich przyjaciół i poprosić, by się za nim rozejrzeli. Nigdzie nie zapisałem sobie ich numerów ani tym bardziej nie znam ich na pamięć. Wszystkie kontakty znajdują się w tym pieprzonym smartfonie. Mocno na siebie wkurzony, wracam do pokoju. Kładę się do łózka i momentalnie zasypiam, wykończony ostatnimi wydarzeniami.

***

– Personel pokładowy, przygotować się do startu.

Opieram głowę o zagłówek, zirytowany. Samolot akurat kołuje na pasie startowym.

Telefon rozpłynął się w powietrzu. Nikt go nie widział, a kiedy rano wróciliśmy, żeby go poszukać, już go nie było.

Jestem po prostu wkurwiony.

– Może ktoś go znajdzie? – Wzrusza ramionami Murph. Siedzi w fotelu naprzeciwko mnie i popija drinka.

Patrzę na niego ze smutkiem w oczach.

Joshua, siedzący obok Murpha, unosi kąciki ust.

– Przepadł. Już go nie odzyskasz.

– Nie pomagasz, Joshua. – Wzdycha Murph.

Przewracam oczami.

Adrian Murphy to nasz najlepszy przyjaciel. Zwracamy się do niego „Murph”. Zajmuje stanowisko dyrektora generalnego w firmie Joshuy. Jest dość młody, bardzo przystojny i cholernie pedantyczny. Bije od niego niesamowity optymizm i w każdej sytuacji potrafi znaleźć plusy.

– Ale przecież telefon jest zsynchronizowany z chmurą, prawda? – pyta Joshua. – Jeśli tak, to nie jest aż tak źle.

– W tym pierdolonym telefonie jest tylko jeden numer, który chcę odzyskać. Niestety nie synchronizowałem na bieżąco listy kontaktów z chmurą.

– Pewnie chodzi ci o numer do tamtej laski… – stwierdza bez chwili zawahania.

Wyglądam przez okno, gdy słyszę dźwięk tarcia kół samolotu o asfalt.

– Może do ciebie zadzwoni – mówi Murph.

Kręcę głową.

– Nie poprosiła mnie o pieprzony numer – informuję, zdenerwowany.

Joshua z Murphem patrzą na siebie i zaczynają się śmiać.

– Pewnie chciała wydostać się z twojego pokoju tak szybko, jak tylko mogła – żartuje Joshua.

– Ta laska mogła być panią Stanton, naprawdę. Była nie z tego świata.

– Jak miała na imię? – odzywa się Murph.

– Szczerze to nawet nie wiem. – Przewracam oczami.

Obaj wybuchają śmiechem.

– To… to nie zapytałeś nawet, jak ma na imię? – jąka się zaskoczony Murph.

– Mówiłem do niej „żono” i „Bloss”.

– Więc nic dziwnego, że ta biedna suka uciekła – ironizuje Joshua, a potem stuka się szkłem z Murphem. – Kto nazywa laskę swoją żoną podczas pierwszej wspólnej nocy? – Z obrzydzeniem potrząsa głową. – Robi tak tylko jakiś pieprzony sukinsyn.

– To nie jest śmieszne, dupki. W przyszły weekend powinienem lecieć do Nowego Jorku, żeby się z nią spotkać, a nawet nie mam jej cholernego numeru.

Zszokowany Joshua unosi brew.

– Zamierzałeś polecieć w przyszły weekend do Nowego Jorku tylko po to, by się z nią zobaczyć?

Przytakuję i wypuszczam powietrze, przyglądając się otoczeniu przez okno.

Ja pierdolę, ale jestem na siebie wkurwiony.

– Poleciałbym nawet na Księżyc, by ponownie ją ujrzeć. Miała seksowne ciało, za które mógłbym umrzeć. Mówię wam, ta laska była zajebista. – Opieram głowę o zagłówek. – Ty pieprzony idioto! – krzyczę na siebie.

– Więc wyjaśnijmy to sobie: po dwudziestu siedmiu latach spotykasz kobietę, którą lubisz bardziej niż siebie, a następnego ranka gubisz jej numer telefonu, zgadza się? – dopytuje Murph. – Właśnie dlatego jesteś najgłupszym człowiekiem, jakiego znam. Przy tobie złota rybka wygląda na mądrą.

Joshua zaczyna się śmiać, popijając drinka.

– I co? Zaskoczony?

Spoglądam na niego.

– Z przyjemnością cię zabiję, z uśmiechem na twarzy. Przygotuj się na cierpienie, skurwielu.

Gdy samolot wzbija się w powietrze, wszyscy na moment milkniemy.

– Jaka była ostatnia rzecz, którą jej powiedziałeś? – rzuca nagle Murph.

Przymykam powieki i zastanawiam się, co odpowiedzieć.

– Poinformowałem ją, że w następny weekend przylecę do Nowego Jorku i zarezerwuję nam hotel. I dodałem, żeby nie zawracała sobie głowy pakowaniem ubrań, bo nie będzie ich potrzebowała.

– Dowcipny jesteś – podsumowuje oschle Murph. – Cieszę się, że zgubiłeś telefon. Jeżeli ona jest tak inteligenta, jak mówisz, to i tak rzuciłaby cię w ciągu tygodnia, jeśli użyłeś takiego tekstu, by ją poderwać.

– Skoncentruj się na ssaniu kutasów, dupku. – Przewracam oczami.

Murph mruga do mnie bezczelnie.

– Cóż, ten tekst jest o wiele lepszy niż ciągłe słuchanie o podrywach na złotą rybkę.

– Więc jutro wyruszasz do Kamalii? – pytam Joshuę, próbując zmienić temat.

– Tak, wyjeżdżamy z samego rana. Jedziemy na trzy tygodnie. A wy co będziecie robić?

– Pracować – odpiera Murph. – Ktoś przecież musi wziąć ciężar prowadzenia firmy na swoje barki.

– W przyszły weekend lecę do Nowego Jorku – oznajmiam, podejmując spontaniczną decyzję.

– Zamierzasz przeszukać cały Nowy Jork, żeby znaleźć jakąś tajemniczą laskę, której imienia nie znasz? – Śmieje się Joshua.

– Może. – Spoglądam przez okno na chmury.

– Spieprzyłeś. Po prostu to przyznaj. Ona zniknęła z twojego życia na dobre.

Sobotnia noc, Nowy Jork

Siedzę w zatłoczonym barze Luco w Nowym Jorku. Wybrałem miejsce, które ma okno z widokiem na ulicę, dzięki czemu mogę obserwować przechadzających się tam i z powrotem ludzi. Przylot tutaj to najbardziej szalona rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem. Zastanawiałem się nad tym przez tydzień, a dzisiaj rano wsiadłem w samolot do Nowego Jorku, aby odszukać dziewczynę, której imienia nie znam.

Musiałem tak postąpić. Nie potrafiłem o niej zapomnieć, odkąd zostawiłem ją samą w pokoju hotelowym w niedzielę rano.

Nie powiedziałem nikomu więcej, że lecę do Nowego Jorku. Wiem, że wydaje się to bardzo popieprzone, jednak dla mnie to jedyna logiczna rzecz, jaką mogłem uczynić. Ale niestety nie mam pojęcia, jak odnaleźć Bloss.

Wyciągam z kieszeni nowy telefon i wchodzę na dysk w chmurze, żeby przyjrzeć się zdjęciu przedstawiającemu tę wspaniałą istotę. Od sześciu dni w każdej wolnej chwili wpatruję się w fotkę, która jest jedynym dowodem na to, że ta kobieta w ogóle istnieje.

Kim jesteś?

To dziwne. Jako kobieciarz – a w sumie to zawodowy podrywacz – nie rozmyślam o laskach, z którymi sypiam, i na pewno nigdy wcześniej nie zdecydowałbym się na coś tak desperackiego dla żadnej dupy.

Może na starość robię się za bardzo uczuciowy.

Może ona jest inna?, szepcze do mojej podświadomości jakiś irytujący głos.

Przyglądam się tłumowi na ulicy i marszczę brwi. Szczerze mówiąc, nie wiem nawet, czy rozpoznałbym ją na pierwszy rzut oka. Podchodzę do baru i siadam na stołku.

– Co podać? – Uśmiecha się barmanka.

– Poproszę szkocką Blue Label z lodem. – Rozglądam się dookoła.

Kobieta przygotowuje drinka, a niedługo później odwraca się do mnie i stawia szkło na ladzie.

– Przyszedłeś tutaj sam?

Wzruszam ramionami i z jakiegoś powodu czuję, że muszę jej się wyżalić.

– Wierz mi lub nie, ale przyleciałem dzisiaj z Los Angeles, żeby odnaleźć dziewczynę, którą poznałem w zeszły weekend w Vegas. Nie mam pojęcia, jak ma na imię.

Zatrzymuje na mnie wzrok.

– To szalenie romantyczne.

– Nie jestem romantyczny. To raczej szaleństwo.

Barmanka zaczyna obsługiwać mężczyznę obok mnie, podczas gdy popijam alkohol. Po kilku minutach wraca.

– Może daj ogłoszenie w serwisach ogłoszeniowych?

– Co? – Marszczę czoło, patrząc na drinka.

– Zamieść takie ogłoszenie, które będzie zrozumiałe tylko dla niej.

Śmieję się, przeczesując włosy palcami.

– Przecież to jakieś wariactwo.

Bierze do ręki szmatkę i przeciera nią bar.

– Nie, wcale nie. To szalenie romantyczne.

Podchodzi do następnego klienta, a ja zastanawiam się nad tym, co mógłbym napisać. W końcu zabieram szklankę z alkoholem, po czym wracam do stolika przy oknie, pogrążony w myślach.

Hmm… jak mogłoby brzmieć to ogłoszenie?

Gdy obok mnie przechodzi kelnerka, pytam:

– Przepraszam, czy pożyczyłaby mi pani długopis?

Sięga do kieszeni i podaje mi czarny długopis oraz serwetkę.

– Dziękuję.

Marszczę brwi, próbując znaleźć odpowiednie słowa.

Do żony hazardzisty, która pracuje w lodziarni.

Spotkaliśmy się w ostatni weekend w Vegas, kiedy potrzebowałaś męża na jedną noc.

Zgubiłem telefon.

Je n’ai aucun moyen de te retrouver17.

Wer auch immer eine Wette mit dir gewinnt, mag niemals wieder er selbst sein18.

Jestem w Nowym Jorku i szukam Cię.

Appelle-moi19.

0423788900

Siedzę, wpatrując się w napisaną na serwetce wiadomość.

Oficjalnie straciłem nad sobą panowanie.

Ashley

Uśmiecham się do kelnera, który stawia na stole margarity. Jest sobotni wieczór, a ja umówiłam się z moją najlepszą przyjaciółką, Jenną, na kolację.

– Dziękujemy – mówimy jednocześnie do mężczyzny, sięgając po bardzo potrzebne nam drinki.

– I co się wtedy stało? – Marszczę czoło.

– Więc ten mały gówniarz przystawiał się do niej, a ona go odrzuciła.

– Ale przecież chodziła z nim, prawda?

– Całowała się z nim. – Jenna wzrusza ramionami.

– I to wszystko wydarzyło się na imprezie?

Przytakuje, popijając margaritę.

– Tak. Oboje byli wtedy bardzo pijani.

Rozmawiamy o tym, że ten mały kretyn dobierał się do jej młodszej siostry, która ma dopiero piętnaście lat.

– I co było później?

– Zaproponowała mu spacer.

Kręcę głową.

– Strasznie głupie posunięcie z jej strony.

– Co nie? Ona twierdzi, że niczego nie chciała. Pragnęła tylko się przejść. – Przewracam oczami, a Jenna potakuje. – I poszli na ten spacer, a on powiedział, że chce wsadzić kutasa w jej cipkę, na co ona mu odmówiła i odepchnęła go od siebie. On zaczął robić się agresywny i wszystko się posypało.

– Poważnie? Ile ten gówniarz ma lat?

– Zaledwie szesnaście. Pokłócili się, a on wrócił na imprezę i powiedział wszystkim, że nie chciała się z nim kochać, bo ma chorobę weneryczną.

– Żartujesz? – Otwieram usta, zszokowana.

– Kurwa, chciałabym.

Z wrażenia zakrywam usta dłońmi.

– Jasna cholera, co za palant. – Popijam drinka, próbując poukładać to sobie jakoś w głowie. – Pewnie nikt mu nie wierzy?

Jenna wzrusza ramionami.

– Przypomnij sobie, jak to jest mieć piętnaście lat. Każda plotka na twój temat jest dla ciebie bardzo krzywdząca. Nawet jeśli nie ma nic wspólnego z prawdą.

– Kurwa mać. I co zamierzasz zrobić?

– Powiem ci, co zrobię: pójdę do jej szkoły i zmasakruję twarz tego skurwiela.

– To na pewno da mu do myślenia. – Śmieję się, wpatrując w margaritę.

– Nie żartuję. Jaki dzieciak może zrobić takie świństwo nastolatce?

Kręcę głową.

– Gdybym wiedziała, co się dzieje w mózgu każdego mężczyzny, byłabym już milionerką. – Wzdycham. – Cały pieprzony tydzień czekałam przy telefonie, aż zadzwoni do mnie facet, którego poznałam w Vegas. Ale oczywiście tego nie zrobił. Z dnia na dzień coraz bardziej traciłam nadzieję, że jeszcze go zobaczę.

Serio myślałam, że coś nas łączy.

Jen przygląda mi się przez chwilę.

– Nie mogę uwierzyć, że do ciebie nie zadzwonił.

– No niestety – stwierdzam ze smutkiem. – Wiedziałam, że jest zbyt idealny, żeby mógł być prawdziwy. – Uśmiecham się sztucznie. – Znasz to stare powiedzenie „co się dzieje w Vegas, zostaje w Vegas”. – Macham ręką. – Poza tym on mieszka w Teksasie.

– Sądzisz, że faktycznie mieszka w Teksasie? A może to było kolejne kłamstwo?

Ta cała sytuacja jest przygnębiająca.

– Boże, prawdopodobnie kolejne kłamstwo. Poza tym na pewno nie jest pieprzonym mechanikiem, chociaż tak mi powiedział. Kto wie, w jakiej jeszcze sprawie mnie okłamał?

– Nigdy nie wiadomo… Może los będzie ci sprzyjał i jeszcze go zobaczysz.

Przewracam oczami.

– Przestaniesz w końcu pieprzyć o tym całym przeznaczeniu? Gdybyśmy mieli być razem, w tej chwili by do mnie zadzwonił i byśmy się spotkali. Później patrzyłabym mu prosto w oczy, siedząc z nim przy stoliku w restauracji, zamiast prowadzić tę rozmowę z tobą.

Jen wzrusza ramionami, a potem chwyta moją rękę ponad stołem.

– Tak, chyba masz rację. Czy on naprawdę był taki idealny? Na pewno było z nim coś nie tak.

Kręcę głową, rozczarowana.

– Jen, nie mam pojęcia, od czego zacząć. Był seksowniejszy niż ktokolwiek inny. W dodatku dowcipny i przystojny. Przewyższał mnie nawet inteligencją.

Przyjaciółka wpatruje się w drinka i stwierdza:

– Szczerze w to wątpię. A poza tym musi być pieprzonym idiotą, skoro do ciebie nie zadzwonił.

Stukamy się szkłem, a ja uśmiecham się z wdzięcznością. Kocham Jen nad życie. Zawsze potrafi wyciągnąć mnie z tarapatów.

Kelnerka przynosi dania, które zamówiłyśmy, a ja usiłuję pozbyć się uczucia przygnębienia.

– Tak czy inaczej, w tym momencie zapominam o facecie z Vegas. Być może na zawsze zniszczył moją psychikę, ale zamierzam wziąć się w garść i otrząsnąć z tego – informuję, podnosząc kieliszek. – Już nigdy więcej o nim nie pomyślę.

– I tak trzymaj! – Na twarzy Jen pojawia się szeroki uśmiech. – Pójdziemy później do Luco, żeby spotkać się z pozostałymi?

Biorę do ust kęs sałatki z grillowanym serem halloumi.

– Hmm, jakie to pyszne. – Wskazuję palcem jedzenie. – Wiesz, nie za bardzo mam dzisiaj ochotę iść do Luco.

– Dlaczego?

Macham ręką.

– Nie wiem. To dobre miejsce na randkę i wcale nie chodzi o to, że przypadkowo zobaczę tam mężczyznę z Vegas, który będzie na mnie czekał.

Jen chichocze z pełnymi ustami.

– Chciałabyś.

Śmieję się, popijając drinka.

– Dziś wieczorem idziemy tańczyć. Pieprzyć bar Luco.

Rozdział 3

Ashley

Pięć lat później

Ciężarówki do przeprowadzek zatrzymują się na środku szerokiej ulicy, a ja spoglądam na tylne siedzenie swojego samochodu.

– Jesteśmy na miejscu, kochanie. – Uśmiecham się.

Z nerwów strasznie boli mnie brzuch, gdy Owen patrzy przez okno na nasz nowy dom.

Wydaje się w porządku.

Budynek z wytartymi, żółtymi deskami jest dwupiętrowy. Otacza go duża weranda. Po słupach pną się róże, a do frontowych schodów prowadzi brukowana ścieżka. Wygląda to bardzo zachęcająco. Rozglądam się po okolicy i dostrzegam zadbane trawniki przed sąsiednimi nieruchomościami.

– Jest ładny, prawda? – Unoszę kąciki ust, zerkając na Owena w lusterku wstecznym.

Przytakuje, trzymając kurczowo koc. Z twarzy wygląda jak aniołek. Z zachwytem obserwuje otoczenie.

Będzie to dla nas nowy początek, którego potrzebujemy.

Ostatnie kilka lat było najtrudniejsze w moim życiu. Wielkie marzenia, jakie miałam, obecnie są tylko odległym wspomnieniem.

Poznałam mężczyznę, później się z nim zaręczyłam i byłam szczęśliwa, dopóki nasz związek się nie rozpadł. Kiedy byliśmy razem, studiowałam medycynę. Pragnęłam zostać najlepszym chirurgiem na świecie. Ale po tym, jak zaszłam w ciążę, wszystkie plany legły w gruzach. Ciąża nie była planowana i nadal nie wiem, jak do tego doszło, ale stało się. Dowiedziałam się o tym, dopiero gdy miałam dostać okresu. Wcześniej ginekolog zrobił mi zastrzyk antykoncepcyjny, który powinien chronić przed zajściem w ciążę przez kolejne dwanaście miesięcy. Nigdy bym nie pomyślała, że znajdę się w dwóch procentach populacji kobiet, na które ta metoda nie zadziała. Nie dostałam wtedy okresu, jednak nie tęskniłam za nim.

Wiadomość o tym, że jestem w ciąży, była dla mnie szokująca i przerażająca, lecz teraz uważam siedzącego na tylnym siedzeniu chłopca o cudownej twarzy za największe błogosławieństwo w życiu. Dzięki temu maluchowi wydoroślałam.

Moim przeznaczeniem było go urodzić, żeby został moim synem.

Choć kilka lat temu nie był to odpowiedni dla mnie moment, bym zaszła w ciążę, mam to już za sobą. Nauczyłam się żyć z piętnem samotnej matki. Zapomniałam o smutku związanym z porzuconymi marzeniami.

Nie mam ochoty wychodzić na miasto i spotykać się ze znajomymi na imprezach. Przykro mi też, że straciłam szansę na zakochanie się w odpowiednim facecie. Chciałam wyjść za mąż z pasji i z prawdziwej miłości. Jestem jednak zadowolona ze swojego życia i z tego, że sama pościeliłam sobie łóżko, w którym teraz leżę. Jeśli uda mi się zaliczyć ostatni rok stażu w szpitalu, będziemy mogli przeprowadzić się z Owenem do uroczego miasteczka. Otworzę tam własną praktykę lekarską i będę pracowała jako lekarka rodzinna, dzięki czemu zarobię wystarczająco dużo pieniędzy, żeby opłacić wszystkie rachunki. Mam nadzieję, że zaoszczędzę trochę kasy na lokacie i kupimy sobie z Owenem wymarzony dom.

Uśmiecham się na samą myśl o naszych nieograniczonych możliwościach.

Kto wie? Może za dziesięć lat, kiedy mój syn będzie trochę starszy, poznam miłego, rozwiedzionego mężczyznę z dorosłymi dziećmi i zakocham się w nim. Największą przykrością jest dla mnie chyba to, że Owen wychowuje się bez ojca, z którego mógłby brać przykład. Mój były narzeczony nie chciał utrzymywać kontaktu z małym. Zastanawiam się, czemu w ogóle się zaręczyliśmy.

Pewne jest natomiast to, dlaczego się rozstaliśmy. Stało się tak, ponieważ co noc wymyślałam różne wymówki, aby nie położyć się obok niego w łóżku. Nie chciałam nawet, żeby mnie dotykał. Jak mogłam kiedykolwiek rozważać poślubienie go?

Tak naprawdę byłam z nim tylko dla dobra Owena. Ale gdy zrozumiałam, że narzeczonego nie obchodzi, czy będzie mógł się widywać z małym, czy też nie, postanowiłam od niego odejść.

Owen i ja zasługujemy na kogoś lepszego.

I tak oto dotarliśmy do Los Angeles. Do naszego nowego rodzinnego miasta. Jenna przylatuje dzisiaj wieczorem i będzie mieszkała z nami przez sześć miesięcy, żebym mogła się zadomowić, znaleźć pracę na pół etatu oraz poszukać opiekunki dla małego. Jenna jest moim aniołem. Bez niej nie dałabym rady.

Parkuję samochód, po czym wysiadam i otwieram tylne drzwi.

– Idziemy, Owie.

Uśmiecha się do mnie, bierze z siedzenia kocyk i książkę, a potem niezręcznie wysiada na zewnątrz. Pochylam się nad nim, by poprawić mu koszulę i spodnie.

– Jesteś gotowy zobaczyć nasz nowy dom? – szepczę z podekscytowaniem.

Owen patrzy z podziwem na budynek. Stoimy tak jeszcze przez chwilę, a później idziemy ramię w ramię w kierunku naszego nowego życia.

Szukam w torbie kluczy, które odebraliśmy od agenta nieruchomości. Ta rezydencja wydaje się dla nas zbyt ekstrawagancka, ale mam plan, jak ją opłacić.

Nie chciałam mieszkać kilka godzin od mamy i być nieszczęśliwa w jakiejś norze. Pragnęłam każdego dnia wracać do pięknego domu. Chcę, by Owen był dumny z tego, że może zapraszać do nas przyjaciół. Marzę o tym, aby poznać znajomych i kumpele, których będę zapraszać na kolacje, nie wstydząc się tego, gdzie mieszkam.

Jutro idę na rozmowę kwalifikacyjną w klubie, gdzie miałabym pracować za barem. Nigdy nie robiłam czegoś takiego, ale dzięki swobodzie, jaką daje mi przeprowadzka do miejsca, w którym nikt mnie nie zna, już się tym nie przejmuję. Po raz pierwszy w życiu mam gdzieś, co pomyślą na mój temat ludzie. Przez dłuższy czas byłam przeciwna pracy w klubie nocnym. Zupełnie jakbym wstydziła się tego, kim się stałam…

Samotną matką pracującą w nocnym klubie, żeby zarobić na utrzymanie dziecka. Życiową ciamajdą.

Pomyślałam, że jeśli Jenna wróci do siebie, a nam zabraknie pieniędzy, to mogłabym poszukać w szpitalu młodej kobiety, która chciałaby z nami zamieszkać i opłacać rachunki po połowie. Zawsze jest to jakiś plan awaryjny.

Bez pośpiechu otwieram duże, dwuskrzydłowe drzwi wejściowe. Owen już nie może się doczekać, a ja mu się przyglądam.

– Wow! – krzyczy.

Przygryzam wargę, aby powstrzymać się od uśmiechu, a jednocześnie rozglądam się po dużym pomieszczeniu. Po lewej stronie zauważam ogromny hol z wysokim sufitem i pokój wypoczynkowy. Kiedy otwieram drzwi po prawej, moim oczom ukazuje się garaż na dwa samochody.

Owen jest zachwycony, a ja śmieję się głośno.

Gdy docieramy do końca korytarza, dostrzegam przestronną, nieco przestarzałą kuchnię, drugi salon oraz jadalnię, a przy tej ostatniej łazienkę. Po drugiej stronie mieści się wielka sypialnia z osobnym wejściem – tutaj będzie spała Jenna. Po lewej znajduje się jeszcze jedna, mniejsza sypialnia. Zakrywam usta dłonią, nie dowierzając w to, co widzę.

Och, mój Boże, ten dom jest fantastyczny. Już go uwielbiam.

Owen z ekscytacją wbiega na górę po wyłożonych dywanem schodach.

– Gdzie jest mój pokój?! Gdzie jest mój pokój?! – woła.

Szybko ruszam za nim, a na piętrze zatrzymuję się na chwilę.

Jasna cholera. To jest… Czy my jesteśmy we właściwym miejscu?

Trzy sypialnie, łazienka i dwuskrzydłowe drzwi na końcu szerokiego korytarza. Podchodzę do nich, a kiedy je popycham, otwieram usta, zszokowana. Jest tutaj pomieszczenie, gdzie mogą odpoczywać rodzice. Przechodzi się z niego dalej, do wielkiej sypialni z oddzielną łazienką i szafą na całą ścianę. Dostrzegam również drzwi prowadzące na balkon z widokiem na ulicę. Ten budynek jest nieco przestarzały, ale, do diabła, to najlepsza nieruchomość, jaką kiedykolwiek widziałam.

Uśmiecham się szeroko, słysząc okrzyki zachwytu Owena.

– Ten pokój! Chcę właśnie ten pokój!

Biegnę korytarzem na drugi koniec domu i zauważam synka w salonie. Podchodzę do niego i przytulam go.

– Podoba ci się, kochanie?

Po raz pierwszy od dłuższego czasu jestem z siebie dumna.

Mały przytakuje, chwytając mnie za nogi, a odgłos jadącej z naprzeciwka ciężarówki powoduje, że przez moment stoimy, nic nie mówiąc.

– Lubię Los Angeles, mamo. – Śmieje się głośno Owie.

Tulę go mocno.

– Ja też, kochanie. Ja też.

***

Siedzę w poczekalni i obserwuję inne kobiety, które przyszły na rozmowę kwalifikacyjną. Wzdrygam się, kiedy patrzę na swój strój.

Mam na sobie za wiele ciuchów.

I nie chodzi mi o to, że przesadnie się wystroiłam. Ja dosłownie włożyłam zbyt dużo ubrań. Czekające ze mną dziewczyny są przepiękne. Wyglądają jak laski z okładki: śliczne, prowokująco ubrane, z wielkimi biustami.

Marszczę czoło, gdy przez głowę przebiega mi niepokojąca myśl.

Kurwa! Co to za klub?

Odruchowo wyciągam z torebki telefon i wpisuję w Google:

Klub Exotic, LA

Zanim zobaczę wynik wyszukiwania, minie wieczność. Czuję się tak, jakbym miała na palcu pierścionek z trucizną. Zerkam w kierunku pomieszczenia, w którym odbywa się rozmowa kwalifikacyjna. Na szczęście drzwi nadal są zamknięte.

Cholera, pospiesz się i załaduj tę stronę, debilu.

Może będę musiała uciekać niczym wiatr, żeby jak najszybciej się stąd wydostać. W podaniu o pracę nie było napisane nic podejrzanego… A może jednak? Coś pominęłam? Po chwili wchodzę na skrzynkę pocztową i otwieram wiadomość z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną. Czytam ją pośpiesznie, spanikowana.

Nie. Na pewno nie ma tutaj nic podejrzanego.

Przerażało mnie stanie za barem, lecz może jestem właściwie ubrana do takiej pracy?

Uśmiecham się, myśląc o tym, jak bardzo różnią się od siebie rozmowy kwalifikacyjne na stanowisko lekarki oraz barmanki.

Temat: Zaproszenie

Od: Klub Exotic

Do: Ashley Tucker

Gratulacje, Ashley.

Udało Ci się dostać na rozmowę kwalifikacyjną. Z niecierpliwością czekamy na spotkanie z Tobą w klubie Exotic, pod adresem: 59 Palmer Street, LA. Rozmowa odbędzie się o godzinie jedenastej siódmego dnia następnego miesiąca.

Płacimy ponadprzeciętne wynagrodzenie, mamy doskonały plan rozwoju kariery i chcemy zatrudnić dziesięciu nowych pracowników, aby dołączyli do naszej ukochanej załogi.

Prosimy, poinformuj nas, czy przyjdziesz na spotkanie, w ciągu siedmiu dni od daty otrzymania tej wiadomości.

Klub Exotic

Marszczę czoło i przewijam do góry. Kiedy został wysłany ten e-mail? Piątego dnia ubiegłego miesiąca. Hmm, ta rozmowa była powodem, dla którego musieliśmy przylecieć do LA wczoraj wieczorem. Dlaczego podejrzane firmy zatrudniają ludzi na godzinę przed rozpoczęciem ich zmiany, a nie na przykład miesiąc wcześniej? Spoglądam na dziewczynę siedzącą naprzeciwko mnie. Ma na sobie rajstopy z lycry ze wzorem cętek geparda i niebotycznie wysokie szpilki. Gdy na nią patrzę, przez głowę przebiegają mi słowa piosenki Selfie Song.

Kto nosi rajstopy ze wzorem cętek geparda?

Kto, kurwa, nosi takie rajstopy?

Jej wielkie, obwisłe cycki aż się wylewają, a czarne odrosty na farbowanych blond włosach wyglądają jak pas do lądowania. Czuję, jak skręca mnie w żołądku, gdy obserwuję pozostałe kobiety czekające na swoją kolej. Mój instynkt uciekinierki zaczyna działać trochę mocniej. Jedna z tych lasek ma na sobie crop top, spod którego wystaje stanik. Druga jest ubrana w sukienkę tak krótką, że wygląda jak koszulka. Każda z tych dziewczyn jest nie tylko atrakcyjna, ale też opalona do granic możliwości.

Cholera. Muszę stąd wyjść. Kurwa mać. Chciałam, żeby zapłacili mi trzydzieści pięć dolarów za godzinę.

Wstaję, chcąc jak najszybciej uciec, ale nagle ktoś otwiera drzwi od gabinetu.

– Ashley Tucker? – Sympatycznie wyglądająca kobieta rozgląda się po pomieszczeniu.

Och, czyli będzie ze mną rozmawiała kobieta? Marszczę brwi. Nie spodziewałam się tego. Wyobrażałam sobie raczej aktora porno w średnim wieku.

– Ashley?! – woła, unosząc brew.

– Tak, jestem. – Kiwam nerwowo głową.

– Tędy, moja droga. – Wskazuje ręką biuro.

Na mojej twarzy pojawia się fałszywy uśmiech, kiedy wchodzę do pokoju. O rany, mogłam stąd wyjść dwie minuty wcześniej.

– Usiądź, moja droga. Przepraszam, że tak długo czekałaś – mówi, po czym zwraca się do pozostałych: – To nie potrwa długo, dziewczyny.

– W porządku – odpowiadają zgodnie.

Siadam w fotelu, kładąc torebkę na kolanach. Lepiej, bym miała ją blisko siebie, na wypadek gdybym musiała uciekać.

Kobieta zamyka drzwi i wpatruje się we mnie z zainteresowaniem. Sprawia wrażenie miłej pani. Szczerze mówiąc, przypomina mi typową mamuśkę. Na pewno skończyła czterdzieści lat, co nie zmienia faktu, że jest bardzo atrakcyjna i czarująca. Gdy rozglądam się po pomieszczeniu, zauważam srebrne i złocone ramy na przepięknych, ciemnogranatowych ścianach. Po drugiej stronie biura widzę ogromne lustro. Znajduje się tutaj również mnóstwo roślin, a także duży, czarny, skórzany fotel, co dodaje wnętrzu charakteru.

Pani mierzy mnie wzrokiem od stóp do głów, rozkładając ręce.