Małe wstrząsy - Katarzyna Hewa - ebook + audiobook

Małe wstrząsy ebook i audiobook

Katarzyna Hewa

5,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Lara miała wszystko – karierę w Nowym Jorku, prestiż, plany na przyszłość. Traci to przez jeden błąd i zdradę najbliższej osoby. Z wilczym biletem i złamanym sercem wraca na Podlasie, do domu, z którego kiedyś uciekła. Tam czeka na nią nie tylko rodzinny biznes, lecz także dwuletnia kuratela bezwzględnego prezesa, Lucasa – mężczyzny chłodnego, zdystansowanego i wyraźnie przekonanego, że Lara jest ostatnią osobą, która powinna mieć wpływ na firmę. Ich relacja od początku iskrzy, ale pod warstwą niechęci zaczyna tlić się coś, czego żadne z nich nie chce nazwać.

Powrót do rodzinnego miasta otwiera jednak znacznie głębsze rany. Spotkanie z uzależnionym ojcem i konfrontacja z apodyktyczną babką zmuszają Larę do zmierzenia się z bolesną prawdą o własnym dzieciństwie. Wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, które burzą starannie budowany wizerunek seniorki rodu – kobiety silnej, lecz toksycznej. Lara dostrzega, jak bardzo sama stała się do niej podobna i zaczyna rozumieć, że nie nauczyła się być dorosłą, odpowiedzialną kobietą.

Małe wstrząsy to opowieść o powrotach, które bolą, o miłości, która rodzi się wbrew rozsądkowi, oraz o traumach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. 

Czy po serii małych wstrząsów te dwie kobiety – wnuczka i babka – odważą się na największą zmianę: pokochanie samej siebie?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 441

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 29 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jagoda Małyszek

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Klaudia_Seweryn

Nie oderwiesz się od lektury

Kolejna świetna książka spod pióra autorki. Pełna napięcia i emocji. Polecam!
00



Copyright © by Grupa Wydawnicza Literatura Inspiruje Sp. z o.o., 2026 Copyright © by Katarzyna Hewa

Wszelkie prawa zastrzeżone

All rights reserved

Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Redakcja: Katarzyna Woźniak

Korekta: Sylwia Drożdżyk-Reszka

Projekt graficzny okładki: Magdalena Czmochowska

Grafiki na okładce: Copyright © by Layer-Lab (kwiaty) i Doftday (mgła), grafika dziewczyny wygenerowana za pomocą sztucznej inteligencji  – Canva Pro

DTP: Justyna Jakubczyk

ISBN 978-83-68249-85-9

Warszawa 2026

Wydawnictwo [email protected] www.literaturainspiruje.pl

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

ROZDZIAŁ I

Pociąg zakończył bieg. Gorące powietrze buchnęło spod kół prawie pod nogi wysokiej blondynki w kraciastej koszuli.

„A więc... stało się” – pomyślała, zasłaniając usta przydługim rękawem.

Przez chwilę nikt nie wychodził. Kobieta oddychała ciężko. Ostatnie dni sierpnia były niezwykle upalne. Deszcz nie padał od miesiąca i byle podmuch wiatru wzbijał w powietrze tumany gorącego pyłu.

Oprócz niej na peronie stało jeszcze parę osób. Nagle drzwi wszystkich wagonów otworzyły się jednocześnie. Zmęczeni pasażerowie zaczęli wysiadać z pociągu i witać się z czekającymi na nich bliskimi.

„No, gdzie ty jesteś?” – pytała w duchu każdą mijającą ją szatynkę.

Obróciła się za jedną z dziewczyn, która wyglądała na zagubioną. Daria już chciała otworzyć usta i zapytać, czy przypadkiem...

– Hej! Idę o zakład, że to na mnie czekasz – usłyszała za plecami głośny i dźwięczny świergot.

Obróciła się i zobaczyła dziewczynę swojego wzrostu, o szerokiej twarzy, na której rysowały się wystające kości policzkowe i pełne usta. Nienaturalnie duże zielone oczy przykuwały uwagę. Mleczna skóra i kasztanowe włosy oraz ciemna oprawa oczu kontrastowały ze sobą nieznośnie.

„Piękna” – pomyślała Daria, pogrążając się w chwilowej zadumie.

– Dasza, tak? – upewniła się nieznajoma i wyciągnęła rękę, skracając dystans jeszcze o krok. – Jestem Lara. Wiem, że to musi być dziwne spotkać w końcu kogoś, kogo do tej pory znało się jedynie z opowiadań.

Nastała cisza.

– Tutaj kobiety nie podają ręki innym kobietom, a tym bardziej mężczyznom – odpowiedziała Daria tonem wypranym z emocji, chociaż jej celem było zamanifestowanie odrazy. – A oprócz tego nikt tu nie podchodzi do nieznajomych na odległość oddechu – wysyczała, zwiększając dystans między nimi. – Dasza tylko dla bliskich. Daria.

Wszystko w nowo przybyłej dziewczynie denerwowało Daszę. Wszystko! Szczególnie to, że całe życie przeminęło jej w cieniu tej „prawdziwej wnuczki” i „prawdziwej córki”. Widmo przyjazdu Lary wisiało nad nią dwadzieścia lat, a teraz zmaterializowało się w idealnej postaci przybyszki.

– Nie sądziłam, że Barbara wyśle cię na peron, pewnie wiedziała, że mnie odpowiednio przywitasz.

Nie przestawała się uśmiechać, chociaż przez chwilę w jej oczach widoczne były zalążki łez. Dasza jednak postanowiła nie karcić się za swoją surowość.

– Bierz walizkę i chodź. Samochód stoi po drugiej stronie dworca.

***

Droga do miasta, gdzie mieszkała babka Lary, mijała im w milczeniu. Dziewczyna przypatrywała się uważnie drzewom i polom, mając nadzieję, że rozpozna cokolwiek. Bezskutecznie. Obróciła się w stronę Darii i bezwstydnie zaczęła ją obserwować. Krzepka i męska, z lekką nadwagą, jednak absolutnie niepozbawiona uroku. Prawie białe włosy upięła w ciasny kok. Była grubo po trzydziestce.

– O co chodzi? Chcesz o coś zapytać? – rzuciła w jej stronę Dasza, nie odrywając wzroku od drogi.

– Daleko jeszcze do wioski?

– Trzy kilometry do miasta – zaakcentowała ostatnie słowo. – Które zresztą istnieje już czterdzieści lat, mieszka tam ponad osiem tysięcy ludzi – powiedziała z nieskrywaną dumą. – Coś jeszcze?

– Nic! – burknęła Lara.

– Co? Nie masz nastroju, czy jesteś zmęczona? Nieważne. Nie odpoczniesz sobie u nas. Babcia szykuje ci istny bieg z przeszkodami z tą waszą firmą. A tato mówił, że nie za bardzo lubisz pracować. Będziesz jeszcze żałować, że samolot nie spadł do morza – zaśmiała się w głos.

Złość mało nie rozerwała Lary od środka.

„Tato?”

Przełknęła ślinę i starała się opanować oddech. Samo wspomnienie o ojcu przyprawiało ją o mdłości. Zamknęła oczy i przygryzła język. W końcu nikt nie mówił, że będzie łatwo. Przyjazd był skokiem na głęboką wodę.

„Skokiem z zawiązanymi rękoma i nogami” – dodała w myślach.

Daria jednak nie zamierzała milczeć i specjalnie dalej jątrzyła. Lara słyszała w jej głosie nie złośliwość, a raczej niepewność. Podobną do tej, którą czują dzieci, szturchając patykiem żmiję.

– Ja jedynie stwierdzam fakt – podjęła. – Pochodzisz ze świata luksusu, a tu jest robota od rana do wieczora. Babcia ciężko pracowała całe życie na to, co ma. Może to i dobrze, że w końcu przekaże komuś obowiązki. Pytanie tylko, czy wybrała godnego następcę. Niby masz superamerykański dyplom, ale wszyscy wiedzą, jaka jest tam edukacja...

Dasza wypluwała z pośpiechem każde słowo. Lara doszła do prostej konkluzji, iż chciała w ten sposób wyrzucić z siebie wszystkie żale i kompleksy, które zbierały się latami, zanim uzna je za bezsensowny bełkot. Dziewczyna bardzo dobrze wiedziała, że ostatnią motywacją do przyjazdu byłaby chęć konkurowania z przyszywaną siostrą o względy babki, a tym bardziej znienawidzonego ojca.

– Przykro mi, że w taki sposób musisz się dowartościowywać. Chciałam rozpocząć naszą znajomość najmilej, jak się da i bez zbędnych spięć. Widzę, że nie jesteś na to jednak gotowa.

– Och, to chyba słowa z modnych programów psychologicznych, nieprawdaż? Na wioskę jedzie panienka z wyższych sfer. Mam nadzieję, że na podwórku rozwinięto czerwony dywan.

– Ty naprawdę tak myślisz? Tak mało czasu potrzebujesz, by ocenić człowieka?

Dasza uśmiechnęła się złowieszczo.

– To jedynie obraz złożony z opinii o tobie. Tato na przykład mówił kiedyś...

Lara nie słuchała. Odpłynęła myślami, skupiając się na czubkach mijanych sosen. Wmawiała sobie, że zielony kolor uspokaja, co i tak nie pomogło ostudzić gotującej się w niej krwi.

– Powiedz mi, Dasza, jak to jest nazywać ludzi, którzy nie są twoją rodziną, tatą i babcią? Hm? Wedle tej logiki powinnaś mówić do mnie maleńka siostrzyczko. Nie zabrniemy jednak aż tak daleko, mam nadzieję. – Intuicja podpowiadała Larze, by przestać, gdy zobaczyła, że twarz kobiety przybrała surowy wyraz, ale język jak zwykle ją wyprzedził. – I tak, Dasza pasuje do ciebie perfekcyjnie. Idealnie przaśne imię, śmierdzące potem z wiejskiej dyskoteki.

Blondynka zahamowała gwałtownie.

– Właśnie tego się spodziewałam. Na taką pogardę z twojej strony byłam nastawiona.

– Nie wiem, czy znasz moją babkę. To u nas rodzinne – odpowiedziała z ironią Lara.

– Jeszcze jedno słowo i cię tu wysadzę. Nie żartuję!

– Zaraz, przecież to ty zaczęłaś mnie obrażać! – obruszyła się Lara.

– Jeśli dotknęły cię słowa, że od natłoku pracy, która cię czeka, będziesz żałowała, że samolot nie spadł do morza, to powinnaś się poważnie zastanowić nad swoim poczuciem humoru.

– Dowieziesz mnie, jeśli ci powiem, że samolot z USA leci nad oceanem, a nie nad morzem? – zapytała, mimo że groźba pieszej wycieczki była wypisana na twarzy blondynki. Lara jednak nie mogła się powstrzymać i dodała: – Jeden zero dla amerykańskiej edukacji.

– Zawiozę twoje walizki, jeśli wyjdziesz w tym momencie. Cały czas prosto i za cmentarzem w prawo.

– Jeśli ci się wydaje, że będę cię prosić na kolanach, to się mylisz.

Lara opuściła auto z godnością. Pochyliła się do wnętrza samochodu, by powiedzieć jeszcze coś obraźliwego, ale jedynie posłała Darii gniewne spojrzenie i z całej siły trzasnęła drzwiami. Blaszana puszka zatrzęsła się i odjechała z piskiem opon.

„Ach... należało jej jeszcze nagadać! Albo od początku się zamknąć... Ewidentnie! Hm... przynajmniej nie jest nudno”.

Zacisnęła zęby, powstrzymując się od płaczu z rozżalenia i bezradności. Ciśnienie tętniło jej basem w uszach. Nie mając innego wyboru, rozpoczęła marsz.

Daria wysadziła ją w miejscu, gdzie oprócz asfaltu był tylko sosnowy las z zerowym dostępem do światła. Pokonała kolejny odcinek drogi, wspinając się na wzgórze. Dzięki przerwie w ścianie drzew mogła podziwiać rozpościerający się przed nią pejzaż miasta, nad którym kończył się dzień.

Spokój spłynął na Larę jak cisza po męczącym dniu. Ciepło ostatnich promieni słonecznych padało na jej twarz. Pozwoliła sobie na chwilę odprężenia. Niespodziewanie dla samej siebie zaśmiała się pod nosem.

„Nic w moim życiu nie może być normalne. Zawsze ściągam na siebie totalny kataklizm” – przeszło jej przez myśl.

***

Lara szła bardzo szybkim tempem. Zupełnie nie zwracała uwagi na zmęczenie i ból obtartej stopy. Musiała zdążyć przed zmierzchem. Asfaltowa ulica w środku lasu, gdzie słońce przegrywało z nadchodzącym mrokiem, wyglądała złowieszczo. Dochodząc do cmentarza, zobaczyła zawieszony na bramie plecak i stojącą obok walizkę.

– Już cię nienawidzę, wieśniaro! – krzyknęła w przypływie gniewu.

Zabrała swoje rzeczy. Bagaż wyraźnie spowolnił jej marsz. Miejscowość, do której zmierzała, znajdowała się na szczęście tuż za zakrętem.

Lara podążała dalej jedyną drogą do wioski i stanęła jak wryta. Przez chwilę zastanawiała się, czy poszła w dobrym kierunku. Jej oczom ukazał się potężny most z prawdziwego zdarzenia, górujący nad zakolem Narwi. Wcześniej znajdowała się tu tylko betonowa kładka, którą można było przejść nad otoczoną zaroślami rzeką.

Teraz wszystko wyglądało na o wiele bardziej zadbane. Most był nowy, a jego rozmiary wywołały w dziewczynie zachwyt. Świecące po bokach pomarańczowe latarnie sprawiły, że przez chwilę poczuła lekki powiew nadziei. Spłynęło na nią uczucie otulenia ciepłem. Może wszystko w jej życiu się zmieni?

Od marszu jej łydki zaczęły wykręcać skurcze. Weszła na główną ulicę, przy której były otwarte kawiarnie i bary. Sporo ludzi stało przed nimi, pijąc piwo i paląc papierosy.

Zaniepokojona Lara wzięła szybki wdech i na chwilę zamarła.

„Nie zachowuj się jak ofiara, to nikt cię nie zaczepi” – pomyślała i z nachmurzoną miną ruszyła wzdłuż ulicy. Nie kroczyła chodnikiem, by nie wejść w drogę jakiemuś pijaczynie.

Wcisnęła głowę w barki jak bokser i starała się nie patrzeć na nikogo. Ulica była trzykrotnie szersza niż przeciętna droga, dlatego jednocześnie pełniła funkcję deptaku.

Młodzi ludzie rozmawiali, śmiali się głośno i ze względu na wczesną godzinę nie byli jeszcze pijani. Lara nieco się rozluźniła, gdy zrozumiała, że nikt nie zwraca na nią uwagi. Już prawie minęła ostatnią grupkę mężczyzn, kiedy jeden z nich krzyknął:

– O, kogoś wyrzucili z autobusu!

Cała ulica ryknęła śmiechem.

– Za pierdzenie! – dodał inny chłopak, co wywołało kolejną salwę śmiechu.

W tej całej zabawowej atmosferze dziewczyna uświadomiła sobie, że wszystko wygląda obco. Ani jeden budynek czy deptak i odchodzące od niego ulice nie wywoływały w niej żadnego wspomnienia. Wystraszyła się, że zabłądzi o tak późnej porze.

– Słuchajcie – zwróciła się do grupy mężczyzn. – Halo! Przepraszam. Możecie mi powiedzieć, gdzie mieszka Barbara Grossmann?

Śmiech i rozmowy ucichły. Lara patrzyła to na jedną osobę, to na drugą, szukając kogoś, kto nie odwracałby wzroku.

– Nie znam adresu...

– My też nie znamy. To nie nasza sprawa – powiedział jeden ze starszych mężczyzn, stojący najbliżej.

– Ale... o co chodzi? – zmarszczyła brwi.

„Babka tu wszystkich, do cholery, zastraszyła?” – głowiła się, nie rozumiejąc, co się dzieje.

– My cię nie znamy. Żadnej Grossmann też nie. Idź swoją drogą – burknął ktoś za jej plecami.

W tym momencie z baru wyszedł młody mężczyzna w skórzanej kurtce, który ewidentnie wyróżniał się drogim ubiorem. Wyciągnął paczkę papierosów i już miał zapalić, gdy Lara zwróciła się do niego:

– Przepraszam, może pan wie, gdzie mieszka Barbara Grossmann?

Chłopak wyjął papierosa z ust i ze zdziwioną miną popatrzył jej w oczy. Lara poczuła dyskomfort.

– A co, jeśli podam fałszywy adres? Zadawanie takich pytań nie jest bezpieczne – odpowiedział z uśmiechem.

Reszta mężczyzn potakiwała i patrzyła na nią jak na dziwadło. Inni znowu się zaśmiali i zaczęli szeptać między sobą.

– Boże! Co to za miejsce! – westchnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem.

Bezsilność zaczęła ją w tym momencie przerastać. Odwróciła się i po prostu ruszyła wzdłuż chodnika, ciągnąc za sobą walizę. Chciała odejść jak najdalej i spokojnie zastanowić się, gdzie jest dom, który pamiętała jak ze snu, z nadzieją, że rozpozna go na jawie.

Gdy odeszła dostatecznie daleko, śmiech towarzystwa odbijał się od budynków coraz cichszym echem. Pożądane wspomnienia o drodze prowadzącej od głównego placu do domu niestety nie nadeszły. Niespodziewanie Larę uderzyła fala wstydu, którą tak dobrze znała z dzieciństwa.

Jej ojciec również wystawał przed barami, w tym samym miejscu, co mężczyźni, których mijała. W każdy poniedziałek dzieci w szkole wytykały ją palcami. W domach rozmawiano o pijackich ekscesach Grossmanna. Największe wybuchy śmiechu wywoływały relacje drugoklasistów z tego, jak Barbara goniła po parku swojego syna do domu. Najgorsze upokorzenie było jednak wtedy, gdy brała ze sobą ośmioletnią Larę.

Dziewczyna myślała, że dziecięcy wstyd, który czuła podczas tamtych dni, rozpłynął się w czasie i wyblakł, niczym materiał zbyt długo pozostawiony na słońcu. Prawda była niestety zupełnie inna. Skrzywiła się z obrzydzenia. Nikt nie mógł wzbudzić w niej większej odrazy niż ojciec.

***

Lara spojrzała przez ramię i zobaczyła, że trzy osoby zmierzają szybkim krokiem w jej kierunku. Przyspieszyła, szarpiąc się z kółkiem walizki, które utknęło między płytami chodnika.

Po chwili już prawie biegła. Było ciemno. Na pustych ulicach widoczna była jedynie jej obca, zagubiona sylwetka.

„Idealna ofiara. Znajdą mnie po miesiącu i nakręcą serial dokumentalny, w którym babka będzie zbierać po krzakach nad rzeką moje rozczłonkowane zwłoki... Okej. Tylko bez paniki” – uspokajała się mimo wszystko.

Na domiar złego jakieś ciemne auto zatrzymało się tuż obok niej. W sekundę sto czarnych scenariuszy zawładnęło jej wyobraźnią, więc kiedy zobaczyła, że kierowca opuszcza samochód, prawie krzyknęła. Zbliżał się w jej stronę. Lara gwałtownym ruchem podniosła ciężką walizę nad głowę.

– Jeszcze jeden krok i cię zabiję! – krzyknęła.

Dyszała ciężko. Nerwy, stres i adrenalina wzięły górę. W tamtym momencie nie była w stanie adekwatnie ocenić swojego zachowania oraz tego, na ile sytuacja, w której się znalazła, stanowi dla niej zagrożenie.

– Zabijesz mnie walizką? – roześmiał się mężczyzna.

To był facet w skórzanej kurtce.

– Uspokój się, nie chciałem cię wystraszyć. – Podniósł ręce i podszedł do niej powoli. – A teraz pomogę ci odstawić walizkę na ziemię, dobrze?

Lara trzęsła się jak zając. On się zbliżał, a jej oczy napełniały się łzami ze strachu. Na szczęście nie uroniła ani jednej. Po chwili chłopak wyciągał już dłonie do walizki.

– Ręce precz! – ryknęła.

Oddalił się na parę kroków.

Mężczyźni idący chodnikiem omijali szerokim łukiem ten teatr.

– Hej, Piotrek! Nowa dziewczyna z domu wariatów?

Zaczepka spotkała się z zerową reakcją z jego strony. Wesołe trio poszło dalej. Mężczyzna cały czas trzymał ręce w górze.

– Nic ci nie zrobię. Teraz jeszcze raz spróbujemy wspólnie postawić walizkę, dobrze?

Lara poddała się i pozwoliła mu odstawić śmiercionośną broń na ziemię.

– Jakie ciężkie! Jak cała szafa! Nieźle cię przestraszyłem, skoro dałaś radę ją dźwignąć na taką wysokość. Lepiej z tobą nie zadzierać! – zaśmiał się dobrodusznie.

– Czego ty chcesz? – Lara złapała za rączkę bagażu i odsunęła się gwałtownie.

– Żebyś nie nocowała na świeżym powietrzu – odpowiedział i znowu posłał jej uspokajający uśmiech. – Piotr – przedstawił się, wyciągając machinalnie dłoń.

– Tu mężczyźni nie podają kobietom ręki na przywitanie – oznajmiła, pamiętając lekcję otrzymaną na dworcu od Daszy i manifestując swoją nieufność.

– Ale ty przecież nie jesteś stąd. – Zabrał rękę. – Lara Grossmann... Barbara pewnie się o ciebie martwi. Znam ją, odwiozę cię.

– Gdybyś ją znał, to byś wiedział, że ona się o nikogo nie martwi! – syknęła, nieco zszokowana, że nieznajomy wie, jak ma na imię.

Cisza. Ulica była dobrze oświetlona. Lara wypuściła powietrze, które zmagazynowało się w jej płucach gdzieś przy kawiarniach. Starała się normalnie oddychać, ale jedyne, co z tego wyszło, to głośne dyszenie przez usta.

Piotr dał jej czas, żeby się uspokoiła. Nie podchodził i się nie odzywał. Mierzył ją wzrokiem, a Lara odwzajemniła się tym samym. Był ubrany w dżinsy, czarne buty i rozpiętą kurtkę, pod którą biały T-shirt wręcz się świecił. Krótka fryzura z lekko wijących się blond włosów niezwykle pasowała do jego podłużnej twarzy o miękkich rysach, typowego dla tych stron nieostrego nosa i spokojnych oczu.

– Skąd znasz moje imię?

– Znam je, bo znam twoją babkę... i ojca zresztą też. Dasza miała cię odebrać z dworca. O takich szczegółach żaden morderca albo porywacz raczej nie miałby pojęcia.

„To na pewno ktoś z rodziny albo z bliskich znajomych babki. Piotr...” – próbowała sobie przypomnieć, czy znała wcześniej kogoś o tym imieniu. Olśnienie nadeszło po sekundzie.

– Tylko mi nie mów, że jesteś jednym z synów wspólnika babki, Mi... – Już chciała wypowiedzieć do końca nazwisko, gdy przypomniała sobie, że ostrożności nigdy za wiele.

Chłopak westchnął.

– Ale ty jesteś... – Wyjął z tylnej kieszeni spodni portfel i pokazał prawo jazdy.

„Piotr Milton” – widniało na dokumencie.

– Jesteś taka, jak mówili.

Przypatrywał się Larze z uśmiechem. Włosy opadały jej na oczy, więc założyła je za uszy, odsłaniając pobladłą twarz. Była na skraju wytrzymałości.

– Znam to nazwisko – stwierdziła, kiwając potakująco głową. Uspokajając się w myślach, powtarzała sobie, że wszystko będzie dobrze. – Zawieź mnie do domu, proszę – wyszeptała, ze wstydu nie patrząc mu w oczy. – Przepraszam za ten cyrk.

– Gdybym był na twoim miejscu... – zaczął pocieszająco. – Nie! I tak nie zachowywałbym się jak świr – roześmiał się, otwierając bagażnik i kładąc tam walizkę. – Zapraszam.

Otworzył przed nią drzwi. Wsiedli do auta, a po chwili lunął deszcz.

– Przywiozłaś ze sobą ulewy. Świetnie! – Piotr odpalił samochód i spojrzał w jej stronę. – To znaczy... była susza całe lato, to pierwszy deszcz od nie wiem kiedy! – wyjaśnił. Nie posiadał się z radości.

– Możemy już jechać?

– Oczywiście.

Jego szeroki i szczery uśmiech zmusił Larę do takiej samej reakcji.

– Widzisz? To nie takie trudne! Ta mina bardziej ci pasuje.

***

Lara w ogóle nie rejestrowała drogi, którą jechali. Zmęczenie wzięło górę. Dziewczyna ożywiła się dopiero wtedy, gdy samochód wjechał na ogromną posesję. Zatrzymali się na podjeździe przed marmurowymi schodami, nad którymi w tejże sekundzie włączył się reflektor.

Barbara czekała już u ich szczytu.

Dziewczyna z trudem powstrzymała napływ łez wzruszenia. Przypomniała sobie, jak malutka przybiegała do babci, która stała z tym samym spokojnym wyrazem twarzy, bez żadnych emocji.

„Tylko brudasy siedzą w piaskownicach. Mądre dzieci czytają książeczki, kochana” – Lara zaśmiała się pod nosem na wspomnienie tych słów i spojrzała na Piotra.

– Dziękuję.

W odpowiedzi tylko skinął głową.

Dziewczyna wyskoczyła z samochodu, wbiegła po schodach i – nie spodziewając się czułej reakcji Barbary – objęła ją. Staruszka odsunęła ją od siebie. Lara wiedziała, że od tej kobiety nie ma co oczekiwać okazywania głębszych uczuć. Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy babcia chwyciła w obie dłonie jej twarz.

– Dzięki Bogu, dziewczyno – wyszeptała i otarła łzę. – Już jesteś w domu.

Następnie starsza kobieta zwróciła się do Piotra, wyjmującego z bagażnika walizkę.

– Jak dobrze, że ją znalazłeś, mój drogi. Ale z tymi bagażami to zaczekaj. Dom Lary jest za garażem. Chyba będziesz tak miły i nie pozwolisz, by z walizą tuptała jeszcze sto metrów?

– W sensie... dom? Jaki dom? – Lara była przekonana, że będą mieszkały razem.

– Oto twoje klucze. – Barbara nie wahała się ani sekundy. – W lodówce jest jedzenie. Kominek był dziś rozpalany, więc powinna być ciepła woda w kranie. Nie ma firanek... Co jeszcze?

Stwierdzenie, że Lara była w szoku, byłoby dużym niedopowiedzeniem.

– Żartujesz?!

– A to klucze do twojego auta, stoi zaparkowane pod domkiem. – Babka podała jej kolejny komplet. – Radzę ci ich nie pogubić, bo nie mam zapasowych – ciągnęła dalej najspokojniej w świecie.

– Nie widziałyśmy się ponad dwa lata i to jest powitanie, na które twoim zdaniem zasługuję?

– Nie rób scen przy obcych. – Wskazała głową na Piotra. – Co do Daszy, to zrobię z nią porządek za to, że cię zostawiła. To okropna dziewucha, zero inteligencji...

– Wiesz, sama się o to prosiłam. Zostaw ją w spokoju.

Dopiero teraz doszło do niej, ile cierpienia babka sprawiała wszystkim ludziom, którzy decydowali się na przebywanie w strefie jej promieniowania.

Zza ramienia starszej kobiety wyłoniła się Daria. Widok Piotra wyraźnie ją zaskoczył.

– Co ty tutaj robisz? Z nią? – wypaliła do mężczyzny.

– Pytanie brzmi, jak można było tak postąpić z gościem – wysyczała babka i ruchem głowy nakazała jej powrót do domu, po czym skupiła się na Larze. – Kolacja gotowa, zapraszamy.

– Przyjdę jutro rano. Mam już dosyć tego dnia.

Lara po prostu się odwróciła. Spojrzała na Piotra, który ewidentnie nie spodziewał się, że będzie świadkiem podobnej rozmowy.

– Wiem, gdzie jechać – zakomunikował bezzwłocznie.

Po takim powitaniu dziewczyna była całkowicie zbita z pantałyku.

„Okej. Weź, daj spokój... Czego oczekiwałaś, głupia dziewucho?! – krzyczała na siebie w myślach – Tego, że stara, narcystyczna socjopatka otworzy przed tobą serce? Tylko nie rycz! Słyszysz? Nie rycz!”

Jechali wewnętrzną brukowaną ścieżką, która przecinała całe podwórko od domu Barbary do nowego lokum Lary.

– Co za kolosalna posesja. Nie pamiętam, by była tak ogromna.

– Babcia odkupiła część po śmierci sąsiada, paręnaście lat temu. To dopiero połowa – powiedział Piotr, zatrzymując swoje auto obok czarnego Forda Mondeo, za którym z ciemności wyłaniała się jasna ściana domu.

Dom Lary był niewielki.

– Twoje nowe lokum znajduje się ponad sto metrów od głównej drogi, mniej więcej na środku posesji. Jeśli pojedziesz dalej tą wybrukowaną uliczką, dotrzesz do bramy, za którą jest żwirówka.

– I ty to wiesz... skąd? – Lara zmarszczyła czoło w oczekiwaniu na sensowne wyjaśnienia. – Jesteście przyjaciółmi? Jesteś jej lokajem? Co to za instrukcje?

– Rozumiem, że to wygląda dziwnie, ale nasze rodziny są ze sobą połączone. Firma i w ogóle... A Barbara po prostu nie chciała zabierać ci wolności i bała się, że nie będziesz chciała z nią mieszkać, dlatego wybudowała ten dom i...

– Specjalnie wybudowała dom? Boże... – westchnęła. – Pomożesz mi z walizką?

Wysiedli z samochodu. Nad wejściem zapaliła się żarówka. Wysoki fundament, schody z drewna i tynk w kolorze jasnego beżu dawały poczucie rodzinnego ciepła.

Weszła po schodach i przekręciła klucz. Dębowe, ciężkie drzwi, które otworzyły się przed nią, prowadziły od razu do salonu przedzielonego blatem na część kuchenną i wypoczynkową. Na to, że reszta pomieszczenia pełni rolę pokoju dziennego, wskazywała tylko sofa i kominek.

Piotrek z walizką i plecakiem szedł zaraz za nią.

– Tutaj jest salon połączony z kuchnią, na górze sypialnia, garderoba i łazienka. Jak widzisz, nie ma tu zbyt wielu mebli. Barbara doszła do wniosku, że sama je dokupisz. Czy mam wnieść walizkę do garderoby? – zapytał.

Lara włączyła światło i obróciła się w jego stronę.

Mężczyzna, obiektywnie rzecz ujmując, był przystojnym trzydziestolatkiem z szelmowskim uśmiechem i roztargnionym wzrokiem. Lara bez problemu mogła stwierdzić, że mu się spodobała. Jego oczy błądziły po jej twarzy, zatrzymując się co jakiś czas na ustach.

„Wmawiasz sobie. A nawet jeśli, to typowy dyskotekowy podrywacz” – pomyślała.

– Nie. Poradzę sobie. – Uśmiechnęła się, czując, że jego obecność coraz bardziej wprawia ją w zakłopotanie.

„Uspokój się, durna!” – skarciła się w myślach.

– Dziękuję za twoją pomoc i przepraszam, że zmarnowałam ci wieczór.

– Totalnie nie masz za co ani dziękować, ani przepraszać. – Piotr rozciągnął twarz w uśmiechu i dalej natarczywie jej się przyglądał. Nagle ruszył w stronę drzwi. – Jeszcze się zobaczymy, Laro. Trzymaj się.

– Dzięki, pa – zdążyła powiedzieć, zanim zatrzasnął za sobą drzwi.

***

Lara obiegła cały dom w kilka sekund. Na górze w pełni umeblowana była jedynie łazienka. W sypialni stało samotnie szerokie łóżko.

„Przynajmniej pościelone”.

W garderobie znajdowała się szafa z przesuwnymi drzwiami i lustrem, szeroka na całą ścianę. W każdym pomieszczeniu była ta sama jasna, drewniana podłoga i ściany w kolorze śnieżnej bieli. W salonie szara sofa, biała kuchnia i znowu szary blat.

„Maksymalnie bezosobowo” – pomyślała.

– Może to i lepiej – powiedziała na głos i wzruszyła ramionami.

„Życie pod jednym dachem ze starą sklerozą to żadna rozrywka”.

Otworzyła walizkę w poszukiwaniu piżamy.

– Tylko nie użalaj się nad sobą... – mówiła sama do siebie. – Nic się nie stało. Było wiadomo, że ona coś wymyśli, by się odizolować... Bez różnicy. Jest! – Wyjęła piżamę i kosmetyczkę. Resztę rzeczy zostawiła na podłodze w salonie. Przekręciła klucz w drzwiach. – Spokojnej nocy, Lara.

***

W domu bez firan i zasłon pobudka nastąpiła zaraz po godzinie szóstej. Lara starała się ignorować słońce, które wtargnęło do sypialni. W tak jasnym pokoju dalsze leżakowanie było jednak całkowicie niemożliwe, nawet biorąc pod uwagę kolosalne zmęczenie i fakt, że wciąż męczył ją jet lag. Uświadomiła sobie, że w Nowym Jorku musi być około pierwszej w nocy i przykryła twarz poduszką. Na próżno. Sen ostatecznie ją opuścił.

Dziewczyna wstała z łóżka i leniwie się przeciągnęła. Spojrzała przez okno i oniemiała. Jej oczom ukazał się krajobraz, o którego istnieniu całkowicie zapomniała, mieszkając w miejskiej dżungli. Przez bezkresną trawę ciągnęła się brukowana droga, którą wczoraj z Piotrem przyjechali. Wiodła wprost do wielkiej żelaznej bramy, za którą znajdowała się żwirówka, a dalej...

– Rzeka i las aż po horyzont! Niesamowity widok.

Lara wbiegła schodami na kompletnie pusty i czysty strych, jak to bywa w niedawno postawionych domach.

– Mmm... pachnie jeszcze budową – mruknęła.

Okna strychu wychodziły na dwie przeciwległe strony. Na środku pomieszczenia można było się nawet wyprostować.

Patrząc przez jedno z okienek, Lara studiowała rzekę, która ginęła w oddali między polami uprawnymi. Równinny teren ciągnął się aż do lasu, w którego cieniu stały różne budynki w industrialnym stylu. Prowadziła do nich asfaltowa droga, pełniąca funkcję obwodnicy.

„Czy to nie jest aby firma Barbary?” – zastanowiła się przez chwilę.

Drugie okno wychodziło na miasto.

„Dokładnie, miasto” – pomyślała, gdy jej oczom ukazała się mocno odmieniona Narew. Rynek z wielkim placem, cerkiew, kościół i rozbudowane, zmodernizowane segmenty mieszkalne i handlowe – to rzucało się w oczy w pierwszej kolejności. Duża ilość nowych budynków wprawiła dziewczynę w zachwyt.

„Coś niesamowitego, a widać stąd tylko część miasteczka...”.

Przebrała się i wyszła z domu. Kliknęła kluczykiem od auta i światła się zaświeciły.

„Jedźmy trochę pozwiedzać” – pomyślała z entuzjazmem.

Humor dopisywał jej do momentu, gdy podjechała pod dom Barbary i zobaczyła Daszę.

Zgasiła silnik i wysiadła z samochodu.

– Cześć. Babcia jeszcze śpi? – rzuciła, od razu wbiegając po schodach i pukając do drzwi.

– Wejdź po prostu. Są otwarte – powiedziała posępnie Daria, jednak Lara przyjęła to jako oznakę serdeczności.

„W końcu mogła burknąć tylko: «Nie wiem!»”.

Weszła do środka i zapukała we framugę drzwi dzielących korytarz od salonu.

– Halo! Jest tu kto?

– Jesteś w końcu! – Barbara wychyliła się z kuchni. – Robię naleśniki. Zjesz trochę?

– Nie wiedziałam, że tak teraz wyglądają poranki w tym domu. Gotowanie... Coś zadziwiającego.

– Właśnie! Doszłam do wniosku, że za młodu od stania przy garnkach trzymała mnie z dala jedna rzecz. Zmywanie – roześmiała się babcia, wskazując na zmywarkę. – Te nowe technologie mnie rozpieszczają.

Lara rzuciła okiem na kuchnię i przeszła się po salonie.

– Tutaj nic się nie zmieniło. Te same stare meble, krzesła, podłoga, ściany i okropne lalki porcelanowe jak z horroru...

– Ściany były odmalowane dziesięć lat temu. A lalki to już zabytki – westchnęła Barbara, zmieniając ton na o wiele łagodniejszy. – Przepraszam za wczoraj. Nie wiedziałam, że mój prezent zostanie przez ciebie odebrany jako oznaka wrogości. Pragnęłam po prostu zrobić ci przyjemność. Podarować własne miejsce.

– Dlatego witałaś mnie na schodach z kamienną twarzą? Chciałaś, żebym czuła się tu niemile widziana?

Staruszka wytrzeszczyła oczy.

– Naprawdę tak to wyglądało? Wybacz, ale Dasza swoim wczorajszym zachowaniem wyprowadziła mnie z równowagi. Przecież widziałaś, że się cieszyłam na twój widok. W końcu mam cię u siebie – powiedziała, stawiając talerz z naleśnikami przed nosem Lary.

„W końcu mam cię u siebie... – odbiło się echem w głowie dziewczyny. – Cokolwiek to ma oznaczać”.

– A jak to się stało, że Piotr cię znalazł? Niesamowity facet, prawda?

Lara tylko wywróciła oczami, starając się nie zaczerwienić i nie uśmiechnąć na te słowa. Już miała włożyć widelec do ust, gdy usłyszała, że ktoś schodzi na parter z pierwszego piętra, głośno ziewając.

„To mężczyzna...”.

– Antoni, założyłbyś chociaż spodnie! – krzyknęła Barbara.

Gdy Lara obróciła się w stronę przedpokoju, ujrzała podstarzałego lowelasa, aczkolwiek na pewno młodszego od siedemdziesięcioletniej babki. Stał w samych slipach i kapciach. Nie wydawał się wcale zawstydzony.

– Ale niezręczna sytuacja... Mimo wszystko dobre wychowanie nie pozwala mi pozostać przed panienką incognito.

Lara zachichotała na dźwięk tych słów.

– Antoni Kalski – przedstawił się mężczyzna.

– Lara, bardzo mi miło. – Wstała i ukłoniła się grzecznie.

– Ach, uciekaj z powrotem na górę! – wrzasnęła babka i machnęła ścierką.

Antoni umknął w stronę schodów.

– No i kolejna rzecz... – zaczęła Barbara. – Nie wiedziałam, jak zareagujesz. My... ja i Antoni żyjemy ze sobą. Dlatego chciałam, abyś miała własny dom. Poddasze już zajmują Daria i Adam. – Barbara była wyraźnie zawstydzona, ale gdy spostrzegła, że Lara praktycznie pęka ze śmiechu, całkowicie zmieniła ton. – Dosyć głupstw. Nie będziemy się ze sobą cackać. Ani ja z tobą, ani ty ze mną nie musisz. Widzę, że nie smakują ci naleśniki. Zostaw i wstawaj. – Zdjęła fartuch. – Musimy wyjeżdżać, jeśli chcemy zdążyć do notariusza. Mamy spotkanie o ósmej.

Dziewczynie udało się pochwycić naleśnika, zanim babka zabrała talerz.

– Wow! Dobrze, że zmieniłaś ton. Już się bałam, że Antonio przez sen karmi cię watą cukrową, bo jesteś taka słodka. I nie mam nic przeciwko. Z chęcią zatańczę na waszym weselu. Błogosławię wam, dzieci moje! – zaśmiała się. – A notariusz? Jaki notariusz? Jest sobota. Chciałam zwiedzić miasto.

– Nazwiedzasz się jeszcze. Jedziemy!

***

Gabinet notariusza prezentował się co najmniej dziwacznie. Ściany, podłogi, a nawet sufity były obite ciemnym drewnem. Obie panie siedziały i czekały przed wielkim dębowym biurkiem.

– Ale wystrój – szepnęła Lara.

– Za każdym razem, kiedy tu przychodzę, czuję się jak na próbie własnego pogrzebu. Trumna, nie biuro – powiedziała babcia.

– Jestem, jestem! – dźwięczny głos należał do niskiego mężczyzny z wyraźną nadwagą, który z wielką gracją zajął miejsce za biurkiem. – Piękna wnuczka pięknej babci.

– Przejdźmy do rzeczy. Czy dokumenty są już gotowe? – zapytała zniecierpliwiona Barbara.

– Tak, oczywiście. Akt własności auta, domu i trzydziestu trzech procent posesji oraz dwudziestu czterech procent udziałów w firmie Land Servis.

Larę przeszedł dreszcz i ze zdziwienia otworzyła usta. Mężczyzna rozkładał przed nimi dokumenty i podsuwał babce do podpisania. Barbara parafowała je kartka po kartce w prawym dolnym rogu.

– O co chodzi? – szepnęła Lara do nieporuszonej babki.

– Wyjaśnij jej wszystko, proszę – zwróciła się staruszka w stronę mężczyzny.

– Akt własności auta o numerach BHA AX754 oraz udziałów w przedsiębiorstwie wchodzi w życie z datą dwudziestego sierpnia, czyli od poniedziałku. Ostatni, czyli trzeci akt własności domu oraz ziemi, na której się znajduje, będącej jedną trzecią całej posesji, również wchodzi w życie dwudziestego sierpnia.

Nie spodziewała się, że to potoczy się tak błyskawicznie. Babka znowu ją zaskoczyła, zrzucając wszystko na jej barki już na samym starcie. Była przekonana, że najpierw pomoże jej się zaaklimatyzować, zarówno w mieście, jak i w firmie. A przede wszystkim, że będzie mogła się w każdym momencie wycofać.

– Dasza dostanie przednią część podwórza i stary dom. Oprócz mnie nikt o nią nie zadba... Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. – Babcia spojrzała na Larę, składając ostatni podpis. – Podpisuj, tak jak ja. Na każdej stronie i na końcu każdego dokumentu, z datą. – Przekazała jej długopis.

– Co tu się dzieje? – zapytała Lara zszokowana tym, jak babka potrafi działać za plecami ludzi i stawiać ich w sytuacji bez wyjścia.

Barbara chwyciła wnuczkę za rękę.

– Muszę przepisać wszystko na ciebie, póki żyję. Nie mogę pozwolić, żeby twój ojciec i jego kochanka rozprzedali wszystko, co mamy. Za długo pracowałam na to, by firma funkcjonowała jak należy – wyjaśniła i westchnęła ciężko, widząc niezrozumienie na twarzy dziewczyny. – Uważam, że jedynie ktoś z twoim wykształceniem może stawić czoła temu wszystkiemu. Albo nie wiem sama... Sprzedaj te udziały, gdy już będę martwa. Po prostu chcę, abyś to ty zadecydowała, oczywiście razem z naszymi wspólnikami, jaki będzie los firmy. Po ostatnim nawrocie raka jestem już na skraju. Nie mogę upilnować nawet zapłaty rachunków na poczcie. Gdyby nie Dasza, nie wiedziałabym, jaki dziś dzień.

– W pani stanie to nic dziwnego – zauważył notariusz.

– W jakim stanie? Co za brednie z firmą i... Jesteś znowu chora?

– Jestem stara, Laro, i co rusz czepiają się mnie jakieś zarazy. W zeszłym roku, gdy miałam do ciebie przylecieć na Boże Narodzenie... – głos jej się łamał. – Wykryto u mnie nowe przerzuty. Na szczęście udało się je zwalczyć. Ale od tamtej pory nie czuję się dobrze. Mój organizm był za słaby na operację i normalne życie po niej okazało się niemożliwe, a codzienność stała się udręką. Wtedy poznałam Antoniego, pracował u nas w fabryce... Mnie już nic nie cieszy, a oprócz niego, ciebie i Darii nic mi nie zostało.

– I chcesz powiedzieć, że to mało, żeby mieć chęć do życia?

– Tu nie chodzi o chęć, tu chodzi o siłę. Ja już nie mam siły myśleć, co się dzieje w firmie, co wyrabiają z moimi dwudziestoma czterema procentami – wysyczała z pasją.

– To dlatego mnie tu ściągnęłaś? Żebym to właśnie ja zajmowała się twoimi akcjami, twoim stanowiskiem? Jaka ja byłam naiwna. Myślałam, że...

– Że zbudujemy naszą rodzinę od nowa? – dokończyła Barbara.

– Coś w tym stylu – potwierdziła cicho.

– Ja zawsze będę twoją rodziną, kochana. Ale prawdziwe życie dopiero przed tobą, jeśli dasz radę je sobie ułożyć i znajdziesz kogoś, kto ci w tym pomoże, tak jak Daria znalazła Adama – westchnęła babka. – Wiem, że twój ojciec robił wszystko, żeby zniszczyć ci życie, jednak...

– Tylko nie zaczynaj o ojcu! – Dziewczyna spojrzała na notariusza, który udawał, że niczego nie słyszy.

Zapadła cisza.

Lara nie wiedziała w tamtym momencie, co ma myśleć. Zdawała sobie sprawę, że babcia nie cieszy się najlepszym zdrowiem, chociaż sama nigdy się na nic nie skarżyła. Nie spodziewała się jedynie, że jej pobyt tutaj to w dużej mierze umowa biznesowa.

„Jak chcesz. Niech będzie, jak uważasz!”

– Gdzie dokładnie mam podpisać te cholerne papiery? – zwróciła się do mężczyzny.

– Najpierw dokładnie proszę wszystko przeczytać – upomniał ją notariusz.

– Ależ oczywiście.

Zmęczony wzrok nie był najlepszym doradcą i po przejrzeniu paru stron dziewczyna pozwoliła sobie na podpisywanie kartek bez większej refleksji.

***

– Jedź wolniej. Lara chciała zobaczyć miasto – powiedziała Barbara siedząca z tyłu obok wnuczki, a Adam bezzwłocznie wykonał polecenie.

Wzrok dziewczyny padł na dłonie odzianej w czerń staruszki. Były kościste, obciągnięte suchą skórą. Barbara mocno ściskała srebrną kulkę, będącą zakończeniem laski.

„Ma dopiero siedemdziesiąt lat, a wydawać by się mogło, że stuknęła jej setka”.

Jej twarz wyglądała tak, jakby trzymała się jedynie dzięki upiętym w ciasny kok włosom. Lara odniosła wrażenie, że gdyby babka uwolniła je z upięcia, to wszystkie zmarszczki spłynęłyby w dół, w okolice ust.

Cała sylwetka kobiety była uosobieniem wiotkości i starczej niemocy. Bez wątpienia znaczącą rolę odegrały choroby, cierpienie, ale również zgryzota. Główną emocją, jaka według Lary towarzyszyła Barbarze przez całe życie, było jednak obrzydzenie. Ono również wycisnęło swoje piętno na jej obliczu. Manifestowała je przecież tak często w stosunku do ludzi, nowych sytuacji, problemów. Każdy niespodziewany epizod codzienności spotykał się najpierw z napięciem warg i przymrużeniem oczu, które mówiły: „Jak śmiesz!” bądź „Zejdź mi z drogi!”.

Dopiero teraz potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie nurtujące ją latami: dlaczego jej mama tak nie znosiła Barbary? Dlaczego nigdy nie chciała się z nią widywać, gdy ta przylatywała w odwiedziny? Matka zawsze podwoziła Larę na miejsce spotkania, a później odjeżdżała, nie wysiadając nawet z samochodu. „To twoja babcia i masz prawo mieć z nią kontakt. Ja jednak nie chcę się z nią spotykać ani rozmawiać” – to wszystko, co miała do powiedzenia na temat swojej byłej teściowej.

Lara za to od zawsze łaknęła uwagi babki. Czekała na jej telefony i przyjazdy. Imponowała jej niezłomność Barbary i temperament – agresywny, trzymany na grubym łańcuchu. A najbardziej to, że nikt nie mógł jej zranić. Było to całkowicie niemożliwe.

Ciekawe, co matka powiedziałaby na to, że wróciła do ich rodzinnego domu i żyje z Barbarą.

„To dopiero heca. Żart losu”.

– Nie patrz tak – zaczęła groźnie babcia, wyrywając Larę z zamyślenia. – Przecież wiedziałaś, co cię czeka. Wszystko poszło jak należy.

– Po prostu trochę inaczej to sobie wyobrażałam. Myślałam, że więcej czasu spędzimy razem na wprowadzaniu mnie w nowe obowiązki.

– Przecież masz tyle lat doświadczenia zawodowego. Czego ja cię mogę jeszcze nauczyć? – obruszyła się staruszka. – Ludzie z kierownictwa będą cię instruować przez pierwsze miesiące. – Cmoknęła, jakby coś wpadło jej do ust. – Ja się po prostu cieszę, że pozbyłam się problemu. Zobacz, to kościół! – Wskazała pożółkłym palcem.

Lara nawet nie spojrzała. Dreszcz przebiegł jej po plecach. Uświadomiła sobie, że właśnie o tym mówiła Daria w drodze do miasta. Jej głównym zadaniem miała być praca w odziedziczonej firmie. Gdyby nie to, dalej spotykałyby się z Barbarą raz w roku albo raz na kilka lat, jedynie z poczucia przykrego obowiązku, który kierował babką.

Pomimo rozczarowania, był też jeden ogromny plus tej całej sytuacji.

„Nikt tutaj nie wie, co się wydarzyło w Nowym Jorku. Nikt nie ma pojęcia o Johnie. Jestem wolna i mogę rozpocząć wszystko od nowa!” – pomyślała.

Iskra szczęścia rozbłysła w jej sercu, ale po chwili zgasła, gdy przypomniała sobie, że w jednej z rozmów telefonicznych, pod wpływem emocji opowiedziała Barbarze co nieco o swoich niepowodzeniach.

„Ona myśli, że to zwykły zawód miłosny. I niech tak lepiej zostanie! Jeszcze by tego brakowało, gdyby się dowiedziała, że zawdzięczam jej ratunek z tonącego statku. Dlatego głowa do góry! Wszystko będzie dobrze albo jakoś to będzie!” – pocieszała się w duchu.

– W końcu jesteśmy! – zakomunikowała Barbara, kiedy auto wjechało na podwórze. – Połóż się, dziewczyno. Wyglądasz strasznie – skrzywiła się z odrazą, na co Lara jedynie parsknęła. Chciała odpowiedzieć, że babka mogłaby być twarzą kampanii reklamowej hasła: „Nie krzyw się, bo ci tak zostanie”.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Powieści obyczajowe, kryminały, thrilleryWciągające i niebanalneZaczytaj się!

www.prozami.pl

Księgarnia wysyłkowawww.literaturainspiruje.pl