Lato w Zapomnianym Schronisku - Julia Furmaniak - ebook + audiobook + książka

Lato w Zapomnianym Schronisku ebook i audiobook

Julia Furmaniak

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

W Zapomnianym Schronisku rozpoczyna się sezon letni! Nad głowami Klaudii i Rafała w końcu zaświeciło słońce. Mimo gąszczu piętrzących się obowiązków małżeństwo odnalazło nić porozumienia. Nie wszyscy mają jednak tyle szczęścia… Monika po raz kolejny zawiodła się na Aleksandrze. Chcąc stłumić uczucia, rzuca się w wir pracy.  Tymczasem Aleks postanawia niczego  jej nie ułatwiać i zatrudnia się w Zapomnianym Schronisku. Olga wciąż nie potrafi pogodzić się z tym, że wkrótce zostanie mamą. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy dziewczyna wyznaje rodzicom skrywaną tajemnicę. Wraz z napływem turystów lato przynosi pracownikom Zapomnianego Schroniska nie tylko słońce, ale i prawdziwe emocjonalne burze. Czy w Zapomnianym Schronisku – nie tylko za sprawą upalnego lata – zrobi się nieznośnie duszno? 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 290

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 17 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Anna Szymańczyk

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Julia Furmaniak 2026

Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofi lmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: Michał Grosicki

Redakcja: Katarzyna Wojtas

Korekta: Paulina Jeske-Choińska, Agnieszka Czapczyk

Skład i łamanie: Teodor Jeske-Choiński

PR & marketing: Sławomir Wierzbicki

ISBN: 978-83-8441-594-8

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

Rozdział 1

Monika Rowińska trzasnęła drzwiami tak mocno, że aż futryna zatrzeszczała, a wprawiony w drganie obrazek niemal spadł ze ściany. Jednak ona się tym nie przejęła. Energicznym krokiem ruszyła przez wąski korytarz, a kiedy dotarła do głównego holu, zaczęła przepychać się przez tłum turystów chcących dostać się do środka schroniska na szczycie Szczelińca Wielkiego.

Pragnęła to miejsce opuścić jak najszybciej! Jej nogi pokonywały odległość dzielącą ją od drzwi tak prędko, że kiedy przekroczyła próg, o mało nie wpadła na kamienny murek otaczający wąski ganek. Mężczyzna, którego Rowińska przez przypadek trąciła w ramię, posłał jej oburzone spojrzenie. Ale ona, nie zważając na to, chwyciła się kamiennego murku i tylko walczyła ze łzami uparcie cisnącymi się jej do oczu. Za plecami Moniki ludzie falami wchodzili i wychodzili ze schroniska, a w głowie dziewczyny kłębiły się nerwowe myśli. Przez ostatnie cztery miesiące Aleks był z Weroniką? Są w związku? Dlaczego jej o tym nie powiedział? Po co ją pocałował? I do cholery, z jakiego powodu czuła się tak głęboko tym wszystkim zraniona?!

Słońce wspięło się już wysoko i zapowiadało piękny majowy dzień. Ale Monika tego nie dostrzegała. Unosząc załzawione oczy, postanowiła w myślach: Aleksander Ciesielski nigdy więcej mnie nie dotknie! I zbiegła z kamiennych stopni wprost na podwórze, nim pierwsza z łez spłynęła po jej policzku.

W pierwszej chwili nogi poprowadziły ją przed wejście na trasę turystyczną do Skalnych Labiryntów, lecz stanęła jak wryta, lustrując wzrokiem kolejkę do kasy. Ciągnęła się w nieskończoność. Monika zacisnęła mocno usta, a w środku cała zagotowała się ze złości. Nie obchodziły ją widoki ani formacje skalne. Jedyne, czego chciała, to w możliwie jak najkrótszym czasie znaleźć się jak najdalej od Aleksa!

***

Kiedy Aleksander Ciesielski wrócił do pokoju, Moniki już tam nie było. W pierwszej chwili pomyślał, że może udała się do stołówki, by tam na niego poczekać, lecz później chwycił komórkę w dłoń, i wtedy domyślił się, kto tak głośno trzasnął drzwiami przed momentem. Palce zacisnął na krawędziach telefonu, a krew odpłynęła mu z twarzy, kiedy przeczytał wiadomość od Weroniki. Zamknął oczy, łapiąc parę niespokojnych wdechów. Połączył te fakty i szybko zrozumiał, że ma ostro przechlapane. Jeszcze mocniej zacisnął palce na telefonie. Dobrze znał Monikę. Nie była dziewczyną, która szukała jednonocnych przygód. Nie była też taką, która umówiłaby się z mężczyzną wplątanym w relację z inną kobietą. Nie interesował jej przelotny romans, a już na pewno nie z facetem… takim jak on.

– Kurwa! – przeklął siarczyście, kolejny raz zdając sobie sprawę z tego, jakim skończonym palantem się okazał.

Wczepił palce we włosy i zrobił parę niespokojnych kroków. Dlaczego w ogóle ukrywał przed Moniką fakt, że spotyka się z Weroniką? Puścił włosy, po czym wbił pusty wzrok w ścianę.

Bo wiedział, że związek z tamtą kobietą i tak nie ma żadnej przyszłości, odpowiedział sobie w myślach, niemal od razu czując skradające się po plecach poczucie winy. Wera była miłą dziewczyną, czasem zabawną i cholernie seksowną. Ale wstyd się przyznać, że gdyby dzisiaj spakowała swoją szczoteczkę do zębów, ściągnęła z wieszaków tych parę sukienek, które trzymała w jego szafie, i zgarnęła z półki kilka książek, które od tygodni tam zalegały, to chyba by go to nie obeszło.

Z głośnym westchnięciem wypuścił z płuc nagromadzone powietrze. Od czterech miesięcy czuł się skołowany i wiecznie nie na miejscu. Starał się. Naprawdę chciał, żeby to Weronika była w jego sercu. Ale w jakiś niezrozumiały dla niego sposób to Monika wdarła się tam i rozgościła się na dobre!

Nie planował jej całować! Pragnął tego, owszem, ale to pragnienie pozostawało tylko w sferze jego fantazji. Całowanie jej było marzeniem, na które czasem pozwalał sobie u schyłku dnia. W tych odważniejszych myślach nie tylko gładził kciukami jej policzki i sięgał do ust, ale posuwał się też znacznie dalej. Puszczał wodze fantazji, bo przecież nigdy nie miało się to ziścić!

Monika była narzeczoną jego zmarłego przyjaciela. Nieosiągalna. Powtarzał to sobie tak wiele razy, aż zaczął żyć ze złudnym przeświadczeniem, że zdoła utrzymać dystans i nie przekroczyć granicy, za którą prócz wyrzutów sumienia nie czekało nic więcej. Był na siebie wściekły. Czuł się jak dupek zarówno w stosunku do Weroniki, której wiadomość pozostawił bez odpowiedzi, jak i w stosunku do Moniki, z którą nigdy nie był do końca szczery.

Zarzucił plecak na barki, ostatni raz omiótł spojrzeniem ośmioosobowy pokój. Małe okno, żółte ściany, a wzdłuż nich rząd piętrowych łóżek. Zatrzymał wzrok na tym tuż obok wejścia. Mimowolnie przywołał w myślach Monikę. To nie był dobry pomysł. Znów widział ją w swoich objęciach. Jej rozsypane na poduszce jasne włosy, jej drobne ramiona i usta, które z łatwością zapierały mu dech. Zacisnął szczęki, poprawił ramiączko plecaka i szybko opuścił ten nieszczęsny pokój.

W normalnych okolicznościach pożegnałby się z obsługą schroniska na Szczelińcu Wielkim. Rzuciłby parę miłych słów i obiecał powrót w te strony. Dziś jednak nie miał czasu na uprzejmości. Przepchnął się do wyjścia, wzrokiem sunąc po nieznanych mu twarzach. Miał nadzieję, że gdzieś tam, w tłumie ją wyłapie.

Na zewnątrz ostre promienie słońca zaatakowały mu oczy. Aleks zmrużył powieki. Obszedł schronisko, a po drugiej stronie budynku dostrzegł kolejkę na trasę turystyczną ciągnącą się długim wężem spod kasy. Szybko przypomniał sobie, w co Monika była ubrana. Nerwowo przełknął ślinę, pobieżnie lustrując osoby stojące w kolejce. Żadna z obecnych tam dziewczyn nie miała na sobie białej koszulki zakończonej czerwonymi rękawami. Przeszło mu przez myśl, że przecież opuściła pokój parę chwil przed nim. Nie było więc szans, by kupiła bilet na tę trasę. Musiała więc… Aleks obrócił się energicznie, po czym jeszcze szybciej ruszył w stronę kamiennych stopni.

***

Niewymagające górskie szlaki mają to do siebie, że bywają zatłoczone. Tak też było na kamiennych schodach, którymi Aleks pędził w dół. Co rusz trącał kogoś w ramię lub nieporadnie wymijał. Nie był w stanie zliczyć, ile razy w pośpiechu rzucił przeprosiny, nawet nie zerkając na mijane przez siebie osoby. Znajdował się niemal w połowie zejścia ze Szczelińca Wielkiego i wciąż nigdzie nie było śladu Moniki. Już zdążył pomyśleć, że może jednak udało jej się przepchnąć na początek kolejki na trasę do Skalnych Labiryntów, lecz wtedy ją zauważył. Jej wysoki koński ogon ułożony z jasnych włosów mignął mu tuż przed zakrętem.

– Monika! – krzyknął, na krótką chwilę spuszczając wzrok na swoje stopy, ponieważ jedna z nich ześlizgnęła się z kamiennego stopnia. – Monia, poczekaj! – Przyspieszył kroku, a jego podniesiony głos zwrócił uwagę turystów pnących się w górę. – Do cholery, zatrzymaj się! – wrzasnął.

Nie zatrzymała się. Musiała go usłyszeć, bo przecież darł się wniebogłosy, a jednak kiedy jej stopa dotknęła drewnianej kładki, zauważył, jak Monia niemalże przez nią przebiegła.

Aleks zeskoczył z przedostatniego stopnia i puścił się biegiem. O mało nie przewrócił kobiety, która zatrzymała się, by podziwiać widoki. Kolejny raz w geście przeprosin uniósł dłonie i znów przyspieszył kroku. W końcu znalazł się tuż za Moniką.

– Monia! – Chwycił ją za łokieć.

Ku jego zaskoczeniu nie wyrwała się, za to gdy odwróciła głowę, dostrzegł w jej szarych oczach gniew i ogrom rozczarowania. To drugie ukłuło go bardziej.

– Czego chcesz? – warknęła przez zaciśnięte zęby.

Aleks zerknął niespokojnie na parę z dwójką dzieci, która ich właśnie mijała. Postawny mężczyzna rzucił w jego stronę ostrzegawcze spojrzenie i zwolnił kroku, jakby kalkulował, czy należy się wtrącić i udzielić pomocy młodej kobiecie. Aleks przełknął ślinę i popatrzył na Monikę.

– Porozmawiać – wydyszał, wciąż nie odzyskawszy równego oddechu.

Niewiele miało to wspólnego z brakiem kondycji. Na to przecież nie mógł narzekać. Regularnie odwiedzał Klif, gdzie wspinał się na ścianki, Bartek wciągnął go do osiedlowej drużyny, która w piątki okupowała boisko do kosza, a biegał tak często, że czekał go zakup nowych butów, bo te, które miał, już się wysłużyły. To stres i panika ścisnęły mu płuca. Natomiast widok jej rozwścieczonej twarzy sparaliżował jego serce. Od szybkiego marszu jej policzki oblały się purpurą, a parę spoconych kosmyków uciekło z wysoko związanej kitki. Ciężko wypuszczała powietrze przez nos, lecz próbowała ukryć emocje, zacisnąwszy mocno usta.

Monika na krótki moment zerknęła na palce zaciśnięte na jej ramieniu i odparła:

– Nie mamy o czym gadać.

Spróbowała wyrwać ramię z jego uścisku.

– Daj mi wyjaśnić – nalegał.

W jej szklistym spojrzeniu odbił się promień słońca.

– Niby co? – Monika zmrużyła oczy. – Dla mnie wszystko jest jasne!

Prawie wszystko było dla niej jasne, ale nie miała ochoty na tę rozmowę. Cztery ciche miesiące, w ciągu których związał się z Weroniką, dowodzą tego, że nie brakowało mu Moniki w życiu. W porządku. Gdyby wiedziała, naprawdę potrafiłaby to zrozumieć. Ale on wrócił, zabrał ją do tego schroniska, pokazał najpiękniejszy ze wschodów słońca i… Zatrzymała wzrok na jego ustach. Zachodziła w głowę, jaką grę z nią rozpoczął, w momencie gdy ich wargi się zetknęły?

– Chodź. – Aleks wykorzystał moment, w którym Monika odpłynęła myślami zbyt daleko, i zszedł z kładki, delikatnie ciągnąc dziewczynę za sobą.

O dziwo, nie stawiała oporu. Z tłumu ludzi chcących odwiedzić schronisko niejeden zatrzymywał się, by z ciekawością zerknąć w ich stronę. Aleks wiedział, że robili niemałe widowisko. Być może ona też tak uważała.

– Czyli co jest dla ciebie jasne? – spytał, dopiero kiedy znaleźli się pod wielką formacją skalną.

– Przede wszystkim to, że jesteś skończonym dupkiem! – warknęła, nie powstrzymując złości.

Z jej oczu strzelała wściekłość, z ust wyrwało się sapnięcie, a stopą energicznie tupnęła o piaszczyste podłoże. Gdyby miała pod ręką kij bejsbolowy, pewnie zdzieliłaby chłopaka przez łeb. I rzeczywiście, należałoby się mu. Aleks, nie widzieć czemu, uśmiechnął się do tej myśli.

– Okej, tu się z tobą zgodzę.

Chcąc się opanować, na moment odwrócił twarz.

– Jesteś też kłamcą i pieprzonym donżuanem! Tu również się zgodzisz, prawda? – Monika splotła ręce na brzuchu i znacząco uniosła brew.

Widziała, jak te słowa odbiły się grymasem na jego twarzy, ale nic nie odpowiedział. W zasadzie nie musiał. Sytuacja była przecież jasna jak słońce. Cisza przeciągnęła się o kolejne sekundy, szorstki materiał plecaka drażnił jej barki. Poza tym naprawdę nie widziała sensu w tej niedorzecznej rozmowie. Poprawiła ramiączko i chciała wyminąć Aleksandra, lecz on zagrodził jej drogę. Nie spuszczał z niej wzroku, a ona dużo siły musiała włożyć w to, by wytrzymać to spojrzenie.

– Monia, nie planowałem cię pocałować. – Aleks westchnął, gdy zorientował się, że zbyt długo lustrował jej twarz. – To się po prostu… stało.

Obserwując gromy, które ciskała oczami, wiedział, że tymi słowami wymierzył sobie kolejny policzek. Ale tą drogą było… bezpieczniej. To nie był dobry moment, by wyznać jej cokolwiek, co zahaczyłoby o prawdę. Może gdyby rano, o świcie, kiedy pierwsze promienie słońca muskały jej policzki, zdobył się na odwagę i powiedział, że ostatnie cztery miesiące bez niej były tymi najtrudniejszymi? Że choć trzymał się od niej z daleka, to nie potrafił wyrzucić jej ze swojej głowy? Może gdyby odważył się wyznać, że przez ten czas próbował oddać swoje serce komuś innemu, i gdyby wyjaśnił, dlaczego to robił… Lecz w obecnej sytuacji…

Aleks uniósł wzrok, napotykając jej pełne napięcia spojrzenie. Westchnął, bo wiedział, że ona nie uwierzyłaby w ani jedno jego słowo.

Monika nerwowo przestąpiła z nogi na nogę. Nie chciała tego słuchać!

„To się po prostu stało?” Teraz miała ogromną ochotę strzelić mu w twarz! Przeniosła wzrok na jego ramię, które wciąż blokowało jej drogę ucieczki.

Jego słowa bolały bardziej, niż była gotowa przyznać. Bardziej niż to, że…

– Pocałowałeś mnie, będąc w związku z Weroniką – przypomniała mu oskarżycielskim tonem. – Zapomniałeś mi o tym powiedzieć, bo to też się po prostu… stało?! – spytała, ironizując.

– Nie powiedziałem ci, bo nawet nie wiem, czy naszą relację można nazwać związkiem.

Jej oczy zmrużyły się groźnie.

– Jesteś taki głupi czy tylko udajesz?

Aleks wyprostował się, palcami ścisnął wewnętrzne kąciki oczu. Wiedział, że rozmowa zmierza w złym kierunku, a potem usłyszał swoje żałosne wyjaśnienia.

– Spotykamy się, owszem. Czasem ze sobą sypiamy, ale…

– Przestań! – przerwała mu, wysoko unosząc dłoń. – Niedobrze mi się robi od słuchania tego. – Rzuciła mu pełne pogardy spojrzenie. – Zresztą… Nie musisz mi się z niczego tłumaczyć. To nie moja sprawa, czy z nią sypiasz, czy nie – dodała z nerwowym śmiechem.

Boże! Uniosła oczy, by opanować łzy. Tak bardzo była teraz na niego wściekła. Gdyby tylko wiedziała, że spotyka się z Weroniką, nigdy, przenigdy nie pozwoliłaby na ten pocałunek!

– Wyjaśnijmy sobie tylko jedno. – Zadarła mocniej brodę, gdy zdołała się odrobinę opanować. – Nigdy więcej mnie nie pocałujesz. – Zaakcentowała każde wypowiedziane przez siebie słowo, a napięcie w jej oczach stało się niemal namacalne.

Aleks poczuł ścisk w podbrzuszu. Przecież całowanie jej było wszystkim, czego chciał, a jednocześnie tym, czego próbował uniknąć od chwili, gdy w zasypanym śniegiem schronisku niespodziewanie poczuł w sercu… coś.

Kiedyś relacja z kobietą oznaczała dla niego bliskość cielesną. Tylko to i nic więcej. Długo myślał, że tak po prostu jest. Później pogodził się z myślą, że najzwyczajniej w świecie ma jakiś uczuciowy defekt. Bo nigdy nie przypuszczał, że czas spędzony na długich rozmowach o wszystkim i o niczym można by uznać za niezmarnowany. Nie sądził, że potrafi czerpać przyjemność ze wspólnego picia kawy. Że odkrywanie tego, co ona lubi, o czym marzy i czego się obawia, może być dla niego równie satysfakcjonujące, co pozbawianie jej kolejnych warstw odzieży.

Ale ku jego niemałemu zaskoczeniu z Moniką tak właśnie było. Zaczęło się od spojrzeń, od jej głosu głęboko zapadającego mu w pamięć, od rozbrajającego uśmiechu. Zawładnęła jego sercem na długo przed tym, zanim ich usta złączyły się w pocałunku. A ten z kolei okazał się tym właściwym. Tak by go określił. Bo kiedy trzymał jej drżące ciało w objęciach i całował ją zachłannie, to czuł, że po wszystkich wybojach i ostrych zakrętach, które serwowało im życie, w końcu dokądś dotarli. Do miejsca, z którego mogliby zacząć prawdziwie żyć, a nie smutno egzystować. Wiedział na pewno, że nigdy nie czuł się tak, całując inną kobietę, i zaryzykowałby stwierdzenie, że przy żadnej się już tak nie poczuje. Więc nie całować jej? Nie. Zdecydowanie nie tego chciał i nie wchodziło to w grę. Ruszył w jej stronę.

Monika z obawą obserwowała, jak Aleksander zrobił kolejny krok, choć już wcześniej stał blisko. Instynktownie cofnęła się, by zachować dzielący ich dystans, lecz jej stopa napotkała przeszkodę. Głaz za jej plecami i z lewej strony zamykał drogę ucieczki. Z tej drugiej, na wysokości jej ramienia, Aleks znów oparł dłoń. Była w potrzasku. Jego oczy górowały nad nią.

– Nigdy więcej cię nie pocałuję… – obiecał, choć zrobił to całkowicie wbrew sobie. Bacznie zlustrował jej twarz. Obserwował, jak najpierw pojawił się na niej zawód, później jej szare oczy błysły żalem, a w kolejnym ułamku sekundy jej broda zadrżała. – Chyba że… – Tęsknie przemknął wzrokiem po jej ustach. – Chyba że sama będziesz tego chciała.

Nie miał pewności, czy dobrze odczytał to, co pokazała mu przed chwilą jej mimika, ale wiele już nie miał do stracenia. Więc zaryzykował.

Monika poczuła ścisk w podbrzuszu, gdy tembr jego głosu przeniknął jej skórę. Mocno zamknęła usta, jakby miało to jej pomóc zachować zimną krew. Jego słowa odbiły się po jej ciele dreszczem i była pewna, że właśnie otrzymała jedną z tych zagrywek, po których dziewczynom miękły kolana. Jej też pewnie by zmiękły, gdyby nie fakt, że była na niego wściekła i tak bardzo zraniona. Przez moment milczała, a potem odchrząknęła.

– No to mamy jasną sytuację – odparła, udając, że nie straciła rezonu. – To się już nigdy więcej nie powtórzy – dodała oschle i wykorzystując moment, w którym Aleks się zmieszał, wymknęła się tuż pod jego ramieniem.

Rozdział 2

Chłodne dłonie Olgi wylądowały na podbrzuszu. Urwany oddech ugrzązł jej w gardle, kiedy zimnymi opuszkami dotknęła delikatnej skóry. Wciąż nie mogła pojąć, że w jej ciele rozwija się nowe życie. Przecież dalej nosiła spodnie, które upolowała na zimowej wyprzedaży w styczniu. Przechyliła lekko głowę, obserwując ruch swoich drżących palców. Zawsze myślała, że w okolicy trzeciego miesiąca brzuch się już zaokrągla. W ogóle ten stan wyobrażała sobie jakoś… inaczej.

Pamiętała, że jej ciotka, Klaudia, od pierwszych dni ciąży promieniała szczęściem. Jej włosy układały się, jakby codziennie dbał o nie fryzjer. Na zdjęciach, które wówczas kobieta przesyłała Oldze, wyglądała wprost obłędnie. Cerę miała gładką, oczy błyszczące radością, a z tygodnia na tydzień brzuch ciotki uroczo się zaokrąglał. W jej przypadku ten stan naprawdę można było nazwać błogosławionym. A Olga? Ona nie roztaczała wokół siebie żadnej aury. Jej żołądek żył własnym życiem, a włosy przetłuszczały się już w okolicy południa, choć myła je o poranku.

Dziewczyna wiedziała o ciąży od kilku tygodni, ale długo nie dopuszczała do siebie tej myśli. W jej przypadku ten stan nie był wyczekiwanym cudem, raczej przykrą niespodzianką, a teraz, kiedy ten sekret dzieliła z ciotką, jeszcze trudniej było zagłuszyć głos w głowie, uparcie przypominający, że w jej ciele bije już nie tylko jedno serce.

Ze starego kranu miarowo kapała woda, a kciuk Olgi drgnął, jakby chciała pogładzić nim delikatną skórę podbrzusza. Uniosła wzrok i dostrzegła w lustrze swoje zmieszane odbicie. Czy było jej wolno to zrobić? Zielone oczy posyłały jej spłoszone spojrzenie. Przecież nawet nie chciała tego dziecka…

Nagle rozległy się ciężkie uderzenia do drzwi i zaskoczona dziewczyna szybko odrzuciła dłonie na boki, jakby coś ją oparzyło.

– Olga, wyłaź, do cholery! – Podniesiony głos Daniela dobijał się do niej zza zamkniętych łazienkowych drzwi.

– Co się tak drzesz?! – odwarknęła, w popłochu zapinając spodnie. – Muszę się ubrać! – Chwyciła z wieszaka koszulkę i wciągnęła ją szybko przez głowę.

– Siedzisz tam już prawie godzinę!

Rzeczywiście spędziła w łazience dużo więcej czasu, niż powinna, ale nie zamierzała przyznawać mu racji.

– Przestań marudzić! Daj mi pięć minut i wychodzę!

– Masz trzy i ani minuty więcej – odparł twardo. – W innym wypadku wyważę drzwi – zagroził.

Olga chwyciła swoją szczoteczkę do zębów i szybko nałożyła na nią pastę. Nie chciała ryzykować, że przy kolejnej próbie dostania się do łazienki Daniel rzeczywiście wyważy drzwi. Co prawda szczerze powątpiewała w taką możliwość. Był chudy jak patyk, a ręce miał bardzo szczupłe, więc ciężko było jej wyobrazić sobie, jak chłopak wyważa ciężkie drzwi. Ale w sumie Daniel potrafił sprawnie posługiwać się śrubokrętem i wkrętarką, więc kto go tam wie…

– Naprawdę jesteś jak wrzód na dupie – warknęła chwilę później, mijając się z nim w drzwiach pokoju.

Daniel oparł dłoń o framugę drzwi.

– I mówi to Olga, która ma dziś drugą zmianę, a mimo to pierwsza wskoczyła do łazienki – odpowiedział kpiąco.

W normalnych okolicznościach Olga rzuciłaby ciętą ripostę, żeby poszło mu w pięty. Zresztą miała kilka naprawdę dobrych w zanadrzu. Ale tego poranka Moniki i Aleksa nie było w pobliżu, ona miała nadzieję, że ciotka i wuj świętowali rocznicę ślubu, a w schronisku zrobił się spory ruch, więc zrozumiała, że nerwowość Daniela miała podstawy.

Wzruszyła więc tylko ramionami i przełknęła wszystkie słowa, które cisnęły jej się na usta.

– Następnym razem po prostu wcześniej wstań – burknęła tylko pod nosem, kiedy kątem oka dostrzegła, jak Daniel przewiesił sobie ręcznik przez ramię i ruszył w stronę łazienki.

***

Kiedy Klaudia patrzyła o świcie na wschód słońca, który w jej starej sypialni namalowała Monika, była zdecydowanie bardziej zdeterminowana, by się tu pojawić. Od przekroczenia bramy cmentarza dzielił ją jeden mały krok, ale odwaga uleciała z niej wraz z oddechem, który wydostał się przez drżące usta. Palce jej dłoni zrobiły się zimne, więc splotła je ze sobą. Drobnymi ramionami kobiety wzdrygnął nagły dreszcz, choć na niebie górowało majowe słońce.

Rafał zatrzymał się w pół kroku i uważnie spojrzał na żonę. W terenówce zamienili raptem parę słów. Zamyślona wciąż odwracała głowę w stronę okna. Nie naciskał. Nie próbował sztucznie podtrzymać dialogu. Przecież wiedział, że to, z czym się teraz mierzyła w swoich myślach, było niewyobrażalnie trudne. Uciekała przed tym długie dwa lata… Chwilę obserwował, jak Klaudia nerwowo wygładziła materiał kwiecistej sukienki, którą włożyła dzisiejszego poranka. Znów pomyślał, że być może żona w ogóle nie przekroczy progu cmentarza. Przez cały czas brał tę opcję pod uwagę. Przecież Klaudia jeszcze nigdy tu nie była, choć on zdążył się już oswoić z tym miejscem.

Pamiętał, że kiedy musiał organizować pochówek, na zewnątrz panował siarczysty mróz i wszystko skuwał lód. Śnieg uparcie padał na głowy, a między cmentarnymi alejkami hulał mroźny wiatr i wkradał się pod płaszcze żałobników. Cmentarze nigdy nie były na liście miejsc ulubionych przez Rafała, jednak ten odwiedzał bardzo często. A z każdą kolejną wizytą kroki, które tu stawiał, stawały się lżejsze. Z biegiem czasu sam cmentarz przestał wywoływać w nim bolesne uczucia, choć z założenia nie był miejscem tryskającym radością. Podczas licznych odwiedzin Rafał obserwował, jak w ciągu czterech pór roku cmentarz zmieniał się niczym las. Letnie promienie słońca tańczyły na mieniących się nagrobnych płytach, jesienią liście tworzyły kolorowe dywany na alejkach, zimą biały puch otulał miejsca pochówku. Teraz znów przyszła wiosna, pomiędzy nagrobki wciskały się polne kwiaty, a grób małej Ali zdobiły różowe różyczki. Rafał pomyślał, że może to choć trochę pomoże Klaudii przełamać lęk. Bez słowa wyciągnął dłoń w jej kierunku, a kiedy spojrzała na niego spłoszonym wzrokiem, uśmiechnął się wyrozumiale.

Trzymając się za dłonie, mijali kolejne cmentarne alejki. Rafał czuł, że w tej chwili nie powinien o tym myśleć, ale tak dawno nie trzymał dłoni żony, że nie potrafił ignorować tego radosnego łaskotania w okolicy lędźwi. Ostatnia noc była spełnieniem jego marzeń. Przez tak długi czas nieosiągalnym, a jednak zdołał je uchwycić. I nie miał zamiaru już nigdy wypuścić z rąk.

W milczeniu przemierzyli północną część cmentarza. W końcu Rafał zatrzymał się przy rozłożystej tui.

– To tu – szepnął do ucha żony, mocniej ściskając jej dłoń.

Skok adrenaliny zakłuł Klaudię w skronie. Alejka, którą Rafał wskazał, nie wyróżniała się niczym wśród pozostałych, które minęli, a i tak jej rozszalałe serce zadudniło w piersi. Rafał ruszył przed siebie, więc i ona starała się dotrzymać mu kroku. Mijali kolejne groby, aż stanęli przy najmniejszym. Odliczyła w myślach trzy uderzenia serca i uniosła wzrok.

Jasny kamień mienił się w słońcu i różane płatki wygrzewały się w jego promieniach. Grób maleńkiej Ali otulały pierwiosnki, a w rzędzie kolorowych zniczy wciąż palił się płomień. Obserwowała, jak motyl przysiadł na płycie i rozłożył leniwie skrzydełka, nic nie robiąc sobie z jej obecności. W oczach Klaudii zebrały się łzy, więc później niewiele już widziała. Podniosła szklisty wzrok na męża. Pomyślała o wszystkich tych łamiących serce decyzjach, które przyszło mu podjąć w tamtym czasie. On stanął na wysokości zadania, ona – zawiodła.

– Przepraszam… – wyszeptała. – Przepraszam, że mnie wtedy przy tobie nie było – dodała łamiącym się głosem i ukryła twarz w jego ramieniu.

– Oboje wiemy, w jakim byłaś stanie. – W głosie Rafała brakło żalu. – Nie przepraszaj. – Przycisnął usta do jej skroni.

Spokojnym ruchem dłoni sunął po jej włosach, choć wspomnienia otwierały mu wyrwę w zabliźnionym sercu.

Po załamaniu się stropu schroniska Klaudia leżała w szpitalu wiele dni, walcząc o każdy oddech, mimo iż lawina odebrała sens jej życia. Jej operację, druzgocącą informację od lekarzy i pogrzeb córki, która nie zdążyła się narodzić, Rafał przetrwał, bo działał zadaniowo. Nie zamknął się w domu. Słuchał rad osób gotowych mu ich udzielić, spisał listę formalności, odhaczał każdy z jej punktów. Tylko w taki sposób zdołał przebrnąć przez to piekło. A kiedy Klaudia z początkiem marca opuszczała szpital, kurczowo trzymał się myśli, że wszystko, co najgorsze, już za nimi. Ale chwilę później ponownie wpadł w szeroko otwarte piekielne bramy, bo stało się dla niego jasne, że choć czas wyleczył fizyczne rany Klaudii, to lawina odebrała mu żonę… Po jej odejściu nie miał już nic, czego mógłby się chwycić, by przetrwać. Wpadł w otchłań żałoby i rozpaczy. Mimo całego bólu i cierpienia, którego przyszło mu doświadczyć po wyjeździe Klaudii, nigdy nie miał do niej żalu o to, że stracili dziecko.

– Nigdy, przenigdy nie miałem do ciebie o to żalu – powiedział z mocą, bo chciał, żeby to wybrzmiało. Mocniej objął ją ramieniem.

– Mogę? – spytała niepewnie Klaudia, wpatrując się w jasny nagrobek. Rafał tylko kiwnął głową, a wtedy kucnęła przy maleńkiej mogile. Dwie pszczoły odwiedziły rosnące tuż obok pierwiosnki, a źdźbła trawy łaskotały ją w łydki. – Cześć, córeczko – szepnęła, pociągając nosem. Objęła szklistym wzrokiem rzeźbionego aniołka, który wyglądał, jakby na chwilę przysiadł na szczycie nagrobka. W kamiennej płycie ozdobną czcionką wyryto epitafium, którego nie była w stanie przeczytać. Widziała jednak, że Rafał zadbał o każdy, najdrobniejszy szczegół. – Ja bym tego lepiej nie zrobiła – wyszeptała drżącym głosem do siebie i córki. Nie wiedziała, czy te słowa do niej dotrą i czy w ogóle wypada tak mówić na głos do zmarłych.

Rozejrzała się dookoła. Obok grobu stała mała drewniana ławeczka, lecz Klaudia wolała kucać tuż przy nim. Wyciągnęła dłoń, którą przed chwilą trzymała blisko siebie. Czy jej wolno? Zawahała się na moment. Pod dłonią jasny kamień okazał się ciepły w dotyku. Życia tu brakło, a mimo to słońce nie szczędziło swych promieni. Lekki wiosenny wiaterek zaplątał się w jej włosy, a ona przymknęła oczy, wyobrażając sobie, że to małe paluszki bawią się tymi kosmykami. To wyobrażenie miażdżyło jej serce, lecz tu, będąc blisko, czuła, że może sobie na nie pozwolić.

– Nie spodziewałam się, że to miejsce będzie tak zadbane. – Pociągnęła nosem i uchyliła powieki.

Rafał kucał obok niej. Odgarnął niesforne włosy z jej twarzy.

– Odwiedzam Alę przy każdej okazji, kiedy tylko jestem w Karpaczu. Wiem, że pan Mietek również do niej zagląda – wyjaśnił.

– To bardzo miłe z jego strony. – Klaudia uśmiechnęła się nieśmiało i wróciła spojrzeniem do nagrobka. – Nie wiem, co powinnam teraz mówić, co powinnam jej powiedzieć…

Rafał przez chwilę patrzył na żonę.

– Nie musisz nic mówić – odpowiedział spokojnie. – Możemy pomilczeć i to też jest w porządku.

***

– Kiedyś byłam pewna, że po naszym schronisku będą biegały małe stópki. – Klaudia odezwała się dopiero w połowie drogi do bramy wyjściowej z cmentarza. – Później życie pokazało nam swoje plany… – Smutny uśmiech przemknął jej przez usta, a Rafał poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku. – A teraz znów staje się to prawdopodobne.

Idący obok żony Rafał spojrzał na nią tak, jakby mówiła od rzeczy. Przecież to niemożliwe, że po dzisiejszej wspólnej nocy mogłaby… Znów na nią zerknął z lekką rezerwą. Skąd miałaby to już wiedzieć? Oblał go zimny pot. Nie wiedział, jak na te słowa zareagować.

– Nie jestem w ciąży. – Zaśmiała się nerwowo, dobrze odczytując konsternację, której nie zdołał ukryć. Odwróciła się w jego stronę i wspięła się na palce, by dosięgnąć jego ucha. – Nie mówię o naszym dziecku… Mówię o Oldze – szepnęła. – Olga jest w ciąży – wyjaśniła, zatrzymując się na chwilę.

Rafał patrzył na nią osłupiały.

Tego kompletnie nie spodziewał. Ale wtedy wszystko poskładało mu się w całość. Złe samopoczucie Olgi, jej niekontrolowane wybuchy złości i ich wspólne przygotowania do rocznicy.

– Więc dlatego… – powiedział na głos, w głowie dodając jedno do drugiego. – Dlatego tak zaangażowała się w to, żeby nas pogodzić.

– Bardzo możliwe – przyznała Klaudia. – Ale nie mam jej tego za złe. – Zerknęła na niego ukradkiem. – Już dość miałam samotnych nocy i tych naszych ostrożnych rozmów o niczym – dodała, głębiej zaglądając mężowi w oczy.

Rafał popatrzył na nią ciepło.

– Jak nikt inny, dobrze cię rozumiem. – Sięgnął po jej dłoń. Niestety musiał ją puścić, kiedy w bramie mijali się ze starszym małżeństwem. – Ale wracając do Olgi… – Rafał podjął temat, wyjmując z kieszeni kluczyki od samochodu.

– Tak?

– Jak rozumiem, wyznała ci to w sekrecie. – Klaudia przytaknęła. – I… tylko tobie? – uściślił pytanie, nim wsiedli do samochodu.

– Nie jest jeszcze gotowa, by o tym mówić – odpowiedziała mu Klaudia już w samochodzie, zapinając pas. – Zresztą wcale jej się nie dziwię – dodała. – Znasz moją siostrę. – Spojrzała na Rafała znacząco.

– Ale to jednak jej matka – odparł, nim rozległ się ryk silnika. – Powinna wiedzieć.

Rafał rozejrzał się w obie strony, nim wjechał na drogę.

– Olga sama im powie. Jak będzie gotowa. – Klaudia była przekonana. – Ja jednak dłużej nie mogłam tego przed tobą ukrywać… – dodała, zanurzając się w swoich myślach.

Terminy wizyt u lekarza nie zawsze wpasują się w grafik ustalony w schronisku, poza tym, jak długo Olga zdoła pracować? Prędzej czy później musiałaby powiedzieć Rafałowi, co się święci i skąd liczne zmiany w grafiku.

Olga miała osiemnaście lat, wciąż była bardzo młodą osobą, ale Klaudia w żadnym wypadku nie miała zamiaru wtrącać się w to, kiedy siostrzenica zdecyduje się poinformować rodzinę o swoim stanie. Swoją siostrę znała aż za dobrze, by przewidzieć, jak Marta zareaguje na te wieści. Gdyby Olga była jej córką… Westchnęła w duchu. Gdyby tak było, to wzięłaby ją w ramiona, pewnie przepłakałyby razem wieczór, a później zapewniłaby ją, że zawsze, bez względu na wszystko może na nią liczyć. Zresztą właśnie to zrobiła, gdy tylko się dowiedziała. Ale Olga nie była jej córką, a Marta nie należała do tych roztaczających ciepłą aurę matek. Wiedziała to ona i zdawała sobie z tego sprawę Olga, i pewnie dlatego wciąż się nie przyznała.

– I co my teraz z tym zrobimy? – Głos męża wynurzył Klaudię z zamyślenia.

– My?

Rafał oparł łokieć o drzwi samochodu, a w palce chwycił swoją brodę.

– Ciężarna pracownica w środku sezonu letniego… – zastanawiał się na głos. – To nie jest dobry pomysł, wiesz o tym – dodał, zerkając w stronę żony.

– Mamy przecież panią Lusię, Daniela, Monię i Aleksa…

– Aleks zostaje z nami tylko przez parę dni – przypomniał jej.

– Jesteś pewny?

– Tak. Rozmawiałem z nim, zanim wyjechali do Szczelińca.

– Cóż… Może uda się nam nakłonić go do tego, by został dłużej?

Rozdział 3

– Proszę, powiedz, że to głupi żart! – Monika zaśmiała się nerwowo i przykleiła plecy do oparcia drewnianego krzesła.

Siedziały z Klaudią w sali biesiadnej. Zdążyły wypić do połowy kawę, przy której omówiły grafik na najbliższe dni, ale w tej chwili Monika desperacko łudziła się, że Klaudia po prostu sobie z niej żartuje! W całym pomieszczeniu unosił się zapach porzeczkowego ciasta drożdżowego, a przy stoliku obok mała dziewczynka śmiała się wniebogłosy, kolejny raz zrzucając kredkę na podłogę. Dzierżawczyni schroniska spojrzała na Monikę z rezerwą.

– Myślałam, że się ucieszysz. – Klaudia wyraźnie się zmieszała.

Nawet w najśmielszych myślach nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Reakcja Moniki na wieści nie była tą, której oczekiwała. Naciągnęła rękawy cienkiego swetra na nadgarstki i bacznie przyjrzała się swojej rozmówczyni.

– Aleks nie może tutaj zostać! – zawołała Monika spanikowanym głosem.

– Już się zgodził – odparła Klaudia, rozdmuchując resztki nadziei, które jeszcze tliły się w Monice. – Zostaje z nami do końca wakacji. Przyda nam się jego pomoc.

Monika chciała wykrzyczeć, że wystarczy im rąk do pracy! Że nim Aleks pojawił się w schronisku, radzili sobie bez zarzutu! Że jego obecność tylko mąci spokój, który tu osiągnęła, i że naprawdę nie wyobraża sobie współpracy z nim! To wszystko cisnęło jej się na usta, jednocześnie dobrze wiedziała, kto dzierżawi Zapomniane Schronisko, więc tylko spuściła głowę i wymamrotała pod nosem:

– To naprawdę kiepski żart.

Potem ukryła twarz w dłoniach i westchnęła żałośnie.

Nie tak wyobrażała sobie swój pierwszy sezon tutaj. Gości wreszcie zaczęło przybywać, kuchnia bez przerwy wydawała potrawy i sprzątaniu nie było końca. To właśnie na tym miała się w pełni skupić. Jak miało wyglądać zbliżające się lato w Zapomnianym Schronisku, skoro teraz tę małą przestrzeń miała dzielić razem z nim? Nie chciała tego! Co prawda od powrotu ze Szczelińca Wielkiego wpadli na siebie tylko raz. Ale ta krótka wymiana spojrzeń, które rzucili sobie w progu kuchni, wystarczyła, by Monika wiedziała, że Aleksander Ciesielski utrudni jej życie… Bo kiedy tak popatrzył jej prosto w oczy, dostrzegła w tych ciemnych tęczówkach, że pocałunek o świcie wcale nie wziął się z przypadku… Zdołała wtedy butnie unieść brodę i udać, że niczego nie zauważyła. Ale sił wystarczyło tylko na ten jeden raz! Jak miała powtarzać to dzień za dniem?

– Monia… – Klaudia złapała jej spojrzenie. – Co tam, na Szczelińcu, wydarzyło się między wami? – spytała ostrożnie.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji