Księga moich żyć. Wspomnienia. Tak jakby - Margaret Atwood - ebook

Księga moich żyć. Wspomnienia. Tak jakby ebook

Margaret Atwood

0,0
71,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Margaret Atwood, autorka głośnej Opowieści podręcznej, zabiera nas w autobiograficzną wędrówkę przez własne życie – a raczej wiele żyć.

Wychowywana przez rodziców o umysłach ścisłych Atwood co roku spędzała długie miesiące w bezkresnych lasach północnego Quebecu, które fascynowały zarówno jej ojca entomologa, jak i niezależną, zaradną matkę. Dzieciństwo pisarki było koczownicze i pełne wolności, niekiedy samotne, ale też ekscytujące i piękne.

Zaczynając od najdawniejszych wspomnień, Margaret Atwood opowiada najbardziej osobistą z historii – historię swojego życia. Łączy jego kluczowe momenty z książkami, które ukształtowały krajobraz światowej literatury: od okrutnych lat szkolnych opisanych później w Kocim oku po napięcie wyczuwalne w latach osiemdziesiątych XX wieku w Berlinie, gdzie zaczęła pisać Opowieść podręcznej. Na kartach tej literackiej autobiografii ożywają świat przyrody, magia czytania i książek, najważniejsze wydarzenia polityczne oraz dozgonna miłość autorki do charyzmatycznego pisarza Graeme’a Gibsona. Spotkamy tu również poetów, niedźwiedzie, hollywoodzkie gwiazdy i nietuzinkowe postaci żywcem wyjęte z powieści Atwood.

„Najwybitniejsza pisarka naszej epoki”. SUNDAY TIMES

„Wzięła na tapet nasze czasy i uświadomiła nam ich znaczenie”. ALI SMITH

„Przecież to Margaret Atwood – ona może wszystko”. ANN PATCHETT

Margaret Atwood (ur. 1939)– kanadyjska pisarka, poetka i kry­tyczka literacka. Jest autorką ponad pięćdziesięciu książek, w tym powieści, zbiorów opowiadań, poezji i esejów krytycznych. Napisała m.in. Kocie oko, Zbójecką narzeczoną, Grace i Grace, Ślepego zabójcę oraz trylogię MaddAddam. Uważana za klasykę literatury Opowieść podręcznej z 1985 roku doczekała się kontynuacji – w 2019 roku ukazały się Testamenty, światowy bestseller, za który Atwood otrzymała drugą Nagrodę Bookera. W ostatnich latach pisarka wydała tomiki poetyckie Wiersze przychodzą późno i Paper Boat, wybór esejów Palące pytania oraz zbiór opowiadań Wdowi las. Pracowała też jako rysowniczka, ilustratorka, librecistka, dramatopisarka i lalkarka. Mieszka w Toronto.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla mojej rodziny, przyjaciół i czytelników.

I dla Graeme’a, jak zawsze

Byłaś takim wrażliwym dzieckiem!

– MOJA MATKA

Ale teraz jestem raczej twarda jak kamień.

– JA

Tak, to prawda.

– MOJA CÓRKA

Pewnego dnia twój bystry umysł i niewyparzony język przysporzą ci problemów.

– MÓJ OJCIEC, GDY BYŁAM NASTOLATKĄ

Byłaby wspaniałą ekspertką w dziedzinie literatury wiktoriańskiej.

– JERRY BUCKLEY, MÓJ PROMOTOR

Twoja matka zostałaby poczytną pisarką, nawet gdyby mnie nie poznała, ale nie bawiłaby się tak dobrze.

– GRAEME GIBSON, MÓJ PARTNER, W ROZMOWIE Z NASZĄ CÓRKĄ

Nie wkurzaj jej, bo cię uwieczni.

– JULIAN PORTER, MÓJ PRZYJACIEL

WSTĘP

Niemal oczekiwałem, że ujrzę własnego sobowtóra, jak zwiewa przed tłumem, ale pętla czasowa najwyraźniej funkcjonowała inaczej1.

– RANSOM RIGGS, OSOBLIWY DOM PANI PEREGRINE

Kilkanaście lat temu poproszono mnie o występ w programie komediowym w celach promocyjnych. Prowadzący, Rick Mercer, szykował cykl filmików, w których osoby znane z jakichś dokonań, powiedzmy pisarstwa, mają zaskoczyć widzów czymś zupełnie innym, na przykład zrobić skręta.

– Chcę, żebyś wcieliła się w bramkarkę hokejową – powiedział Rick.

– Och, nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – odparłam. – Może upiekłabym ciasto lub coś w tym rodzaju?

– Nie! Musisz być bramkarką.

– Dlaczego?

– Bo to będzie zabawne. Zaufaj mi.

Tak więc stanęłam na bramce, w pełnym rynsztunku: dostałam ochraniacze, rękawice i kij. Nadal można zobaczyć na YouTubie, jak daję z siebie wszystko, i rzeczywiście, jest to dość zabawne.

Naciągnęłam czarne skarpetki na własne łyżwy figurowe, żeby przypominały te do hokeja. Ale w figurowych nie da się zrobić wślizgu ani upaść na bok i osłaniać bramki ułożonymi jedna na drugiej nogami w ochraniaczach, dlatego musiała to za mnie zrobić dublerka – doświadczona hokeistka. Ponieważ na twarzy miała maskę, nie widać, że to nie byłam ja. Rola dublera polega na podejmowaniu ryzyka, na które sami jesteśmy zbyt stateczni, tchórzliwi lub niedoświadczeni.

Chciałabym mieć takiego dublera w prawdziwym życiu – pomyślałam. To by było bardzo przydatne.

Oczywiście mam go. Zresztą jak każdy pisarz. Dubler pojawia się, kiedy zaczynamy pisać. Jak mogłoby być inaczej? Przecież istnieje nasze „ja” codzienne oraz ta druga osoba zajmująca się pisaniem. Nie są ze sobą tożsame.

Jednak w moim przypadku jest ich więcej niż dwie. Tak naprawdę jest ich wiele.

Kilka miesięcy po ukazaniu się mojej szóstej książki, Opowieści podręcznej, brałam udział w wydarzeniu promocyjnym. Gdy przyszła kolej na pytania od publiczności – każdy mógł dostać mikrofon, co niektórzy wykorzystywali, by wygłaszać kazania – pewien mężczyzna wyraził swoją opinię.

– A więc Opowieść podręcznej to autobiografia – powiedział i to nie było pytanie.

– Nie, skąd – odrzekłam.

– Ależ tak.

– W żadnym razie. Przecież dzieje się w przyszłości – zauważyłam.

– To żadna wymówka – skwitował.

Nie muszę mówić, że się mylił. Żyję tyle lat, a nigdy nie musiałam wkładać czerwonego stroju z białym czepkiem ani nie zmuszano mnie do prokreacji z wierchuszką hierarchii teologicznej. Jednak w szerszym znaczeniu mężczyzna miał rację. Wszystko, co trafia do tekstu, w taki czy inny sposób przechodzi przez nasz umysł. Można mieszać, dobierać i tworzyć nowe chimery, ale pierwotny materiał musiał odbyć podróż w naszej głowie. Czy „autobiografia” to jedynie seria zdarzeń, które przytrafiły nam się w świecie fizycznym, czy może również zapis wewnętrznej podróży? Czy bliżej jej do Robinsona Crusoe Defoe (jak zbudowałem chatę), czy raczej do Apologia pro vita sua Newmana (dlaczego zmieniłem wiarę)?

Kiedy po raz pierwszy pojawił się pomysł napisania „wspomnień literackich” (Kto go wysunął? Pamięć mnie zawodzi, ale na pewno ktoś ze świata wydawniczego), odparłam:

– To by było nużące. Jak w tym kiepskim żarcie o starym rybaku ze Wschodniego Wybrzeża, który liczy ryby. Jedna ryba, dwie ryby, jeszcze jedna i kolejna... Moje wspomnienia literackie wyglądałyby mniej więcej tak: „Napisałam książkę, potem drugą książkę, napisałam jeszcze jedną i kolejną...”. Nudy na pudy. Kto chciałby czytać o tym, że ktoś siedzi przy biurku i bazgrołami zapełnia czyste kartki?

– Och, nie to mam na myśli – odrzekł pomysłodawca. – Chodzi o wspomnienia, no wiesz, w literackim stylu!

Poczułam się zbita z tropu. Niby jak by to miało wyglądać? Coś na modłę osiemnastowiecznych dwuwierszy heroikomicznych?

Gdy brzasku Jutrzenka rozsuwa zasłony,

Zasiadam do biurka, bijąc w sztuki dzwony.

A może coś ekstrawaganckiego w stylu gotyckim, jak u Poego?

Tysiączki jasnobarwnych obrazów wirowały w mym oszołomionym umyśle, gdy groźne widma kłębiły się w cienistych kątach mojej obleczonej w arrasy komnaty. W gorączkowym nastroju schwyciłam zaczarowane pióro, ignorując ogromnego kleksa, który właśnie przybierał demoniczny kształt na olśniewającym arkuszu śnieżnobiałego pergaminu...

Nie, to nie przejdzie.

W 1967 roku udzieliłam jednego z pierwszych wywiadów dla gazety. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu – i ogólnie zdumieniu wszystkich – za swój debiutancki zbiór poezji The Circle Game [Gra w kole] właśnie otrzymałam Nagrodę Gubernatora Generalnego, jedyną liczącą się nagrodę literacką w tamtych czasach w Kanadzie. Mieszkałam wówczas w Cambridge w Massachusetts, gdzie robiłam studia podyplomowe na Harvardzie. Pewna kanadyjska gazeta postanowiła docenić mój sukces i przysłała na wywiad ze mną reportera wojennego, który właśnie wracał z Wietnamu. Podejrzewam, że koledzy się z niego nabijali: „Przepytywałeś ostatnio jeszcze jakieś młode poetki?”.

Miałam na sobie czerwoną sukienkę mini oraz kabaretki. Reporter nie był może ubrany w kurtkę artylerii przeciwlotniczej, ale niewiele brakowało. Siedzieliśmy w kawiarni. Patrzył na mnie, a ja na niego. Oboje czuliśmy się zagubieni.

W końcu poprosił:

– Proszę powiedzieć coś interesującego. Na przykład, że pisze pani poezję pod wpływem narkotyków.

Czy o takich rzeczach powinnam pisać w moich wspomnieniach literackich? Alkoholizm, rozpustne imprezy, zażywanie narkotyków, rażące transgresje seksualne, a samo pisanie jako produkt uboczny, który wyciekł albo wyrósł z kompostu mojego skandalicznego zachowania? Ale przecież nie tak spędzałam czas, a przynajmniej nie jego większość.

– Chyba się jednak nie zdecyduję – powiedziałam osobie, która zasugerowała mi wspomnienia literackie.

A może mówiłam to do siebie? Tak czy inaczej, znaczące było to „nie”.

Jednak lata mijały i pomysł napisania wspomnień zalśnił jaskrawym, fosforyzującym blaskiem. „Czy to by nie było kuszące?”, szepnęło moje podstępne alter ego. Mogłabym przedstawić siebie w korzystnym świetle, okryć mgiełką moje co głupsze i podlejsze poczynania, zrzucając winę na innych. Mogłabym również podziękować moim dobroczyńcom, nagrodzić przyjaciół, zmieszać z błotem wrogów i wyrównać rachunki, o których dawno zdążyli zapomnieć wszyscy, tylko nie ja. Mogłabym puścić farbę, publicznie wyprać brudy.

W 1970 roku, po tym, jak ukazała się Piąta osoba dramatu, zapytano niemal sześćdziesięcioletniego powieściopisarza Robertsona Daviesa, dlaczego po wczesnych sukcesach komediowych tyle lat zwlekał z powrotem do pisania powieści. Odpowiedział w dwóch słowach: „Ludzie... poumierali”.

To prawda. Ludzie umierają, a kiedy to nastąpi, można już mówić na ich temat to, co dotychczas trzymało się w tajemnicy. Jednak – powiedziałam sobie – nie musiałabym się ograniczać do tego rodzaju podejrzanej moralnie buchalterii. Mogłabym się wybrać na poszukiwanie mojego autentycznego wewnętrznego „ja”, zakładając, że ono w ogóle istnieje. A przynajmniej miałabym szansę przeanalizować liczne wizerunki mojej osoby, które pojawiały się i znikały przez lata: kilka z nich sama wymyśliłam, ale wiele – mniej pozytywnych, a niekiedy wręcz przerażających – było cudzą projekcją. Zadawano mi doprawdy dziwaczne pytania. „Dlaczego ma pani takie małe usta?”, dociekał ktoś w liście. „Czemu w pani książkach pojawia się tyle butelek?”, padło na wieczorze literackim. „Czy pani włosy naprawdę tak wyglądają, czy to sprawka fryzjera?” To jedno z moich ulubionych pytań, które zadano mi po spotkaniu z czytelnikami w sali gimnastycznej w małym miasteczku w Ottawa Valley, dokąd wcześniej nie zapuścił się nikt z żyjących pisarzy.

Istnieją różne warianty mnie. Czasami w trakcie wywiadu zatrważam moich rozmówców, innym razem doprowadzam polityków do żałosnego skamlania. Wystarczy, że łypnę złowrogo, a silni mężczyźni szlochają, osłaniając krocza, żeby gonady im nie skamieniały od spojrzenia mych oczu Meduzy.

Te oczy idą w parze z włosami Meduzy, o których wspominano zresztą w recenzjach moich książek, kiedy jeszcze inwektywami rzucano z większą swobodą, a naigrawanie się z czyjegoś wyglądu było normą, szczególnie gdy to mężczyźni recenzowali kobiety. Straszna rzecz: włosy kręcone, kędzierzawe lub prerafaelickie, a jeśli jeszcze kobieta ośmiela się nosić je rozpuszczone, to na pewno jest niesforna lub obłąkana – musi być potomkinią tych literackich tworów płci żeńskiej z XIX wieku, które włóczyły się po wsiach lub skakały z zamkowych dachów, ewentualnie tworów wcześniejszych, co to spływały rzekami, pogrążone w obłędzie, z rozwianym puklem, jak Ofelia. Nic więc dziwnego, że dawniej pisarki wybierały ciasno upięte koki albo – to już później – starannie spryskane lakierem trwałe ondulacje.

Czarownice, rzecz jasna, rozpuszczały włosy, by rzucać zaklęcia, rozpętywać tornada i uwodzić mężczyzn: możliwe, że nadal wierzyli w nie poniektórzy mężczyźni zajmujący się komentowaniem kultury w połowie XX wieku, i stąd wzięła się moja reputacja wiedźmy. Albo może tego związku należy doszukiwać się gdzieś w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych XX wieku, kiedy to kobietę pisującą cokolwiek innego niż rubryki kobiece uważano za kogoś obdarzonego nienaturalną mocą lub wręcz osobę bliską szaleństwa. A może to było w latach siedemdziesiątych, gdy zdecydowany język w kobiecym wydaniu przyrównywano do palenia staników, zarzynania mężczyzn oraz innych zajęć, które nie przystoją paniom. Powieściopisarka Margaret Laurence – przedstawicielka wcześniejszego pokolenia – nieraz się skarżyła, że ponieważ ma dzieci, jest traktowana nie jak poważna pisarka, ale jak nieszkodliwa mamuśka wypiekająca ciasteczka: „to tylko gospodyni domowa”. Z kolei ja uskarżałam się na odwrotny problem: kiedy nie latałam po niebie pod postacią nietoperza, zdarzało mi się ogłosić, że potrafię przygotować całkiem smaczne ciasto na Boże Narodzenie i jeszcze własnoręcznie wydziergać kilka sweterków. Jest to bardzo stara dychotomia: z jednej strony kobieta, która robi rzeczy kobiece, a z drugiej poważna pisarka skrywająca w rękawie nóż.

– Pisze jak mężczyzna – powiedział o mnie kolega po piórze na początku lat siedemdziesiątych, traktując to jak komplement.

– Przejęzyczyłeś się – zwróciłam mu uwagę. – Miałeś na myśli: „Pisze, chociaż nie jest mężczyzną”. – Wtedy bardzo mi się przydawały podobne riposty.

Dumałam nad tym, czy gdybym zaryzykowała napisanie wspomnień, mogłabym wziąć pod lupę moje różne wizerunki, a także kilka innych, o których zwykle nikt nie mówi. Czy w głębi serca jestem tą słodką kruszynką, stepującą i całą w loczkach, jaką byłam w 1945 roku? A może rockandrollową dziewczyną w krynolinach i dwukolorowych półbutach z roku 1955? Albo pracowitą, obiecującą poetką i autorką opowiadań z 1965 roku? Niepokojącą powieściopisarką, która już coś wydała, a do tego prowadzi farmę, tak jak to robiłam w 1975? A może tą prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalną wersją mnie: z trudem piszę na maszynie i właśnie zaczynam w Berlinie Opowieść podręcznej, którą skończę w Tuscaloosie w Alabamie? Kiedy wydano ją w 1985 roku, recenzje były różnorakie.

Później pojawiły się kolejne interpretacje mojej osoby. Z biegiem lat bywałam w centrum uwagi opinii publicznej, to znów zainteresowanie mną słabło – nieuniknione było tylko to, że się starzałam. Niekiedy przygasałam, czasami czymś błysnęłam, buchałam ogniem i krzesałam iskry, otaczała mnie aureola świętości, to znów rosły mi rogi. Kto by nie chciał zgłębić podobnych obrazów jak z gabinetu krzywych luster?

A może jestem bytem z pogranicza, skrywającym dwie różne natury, strażniczką progów, w niemal dowolny sposób zmieniającą kształt – jak baba jaga, czasem dobrotliwa, innym razem odwetowa, mieszka w leśnej chatce na kurzej nóżce lub podróżuje w moździerzu, wiosłując tłuczkiem, i nuci sobie wesołą, ale też groźną melodię.

W moim wypadku najpewniej byłaby to piosenka maszerujących do pracy krasnoludków z disnejowskiej wersji Królewny Śnieżki, która w dzieciństwie spowodowała u mnie uraz psychiczny. Pracoholicy niskiego wzrostu, do których zresztą należę, czcili tę piosenkę, ale to nie ona była przyczyną mojego urazu: jako sześciolatka skamieniałam ze zgrozy, oglądając scenę przeobrażenia, gdy atrakcyjna królowa wypija magiczną miksturę, po czym zielenieje i przemienia się w pokrytą brodawkami starą wiedźmę. Jakież to straszne, ale również konieczne! Śliczna, harmonijna Śnieżka jest obiektem działań z zewnątrz, jednak sama ich nie podejmuje – to właśnie niecna królowa dostaje najlepsze sceny. Każdy pisarz wie, że to prawda. Wie też, że bez niecnej królowej i jej różnych wcieleń – inwazji obcych, huraganu, uwodzicielek mężów lub uwodzicieli żon, ponurego zabójcy, węży w samolocie, mordercy w domu na wsi – zwyczajnie nie ma intrygi.

Pisarz łączy w sobie przynajmniej dwa byty: jeden prowadzi życie, drugi zajmuje się pisaniem. Na spotkaniach autorskich sesja pytań i odpowiedzi jest rodzajem iluzji, bo czytelnicy spotykają się z tym pierwszym bytem, a nie tym drugim. Pisarz nie może być tam obecny, skoro w danej chwili nie pisze. Podobnie jak doktor Jekyll i pan Hyde, oba byty mają wspólną pamięć, a nawet garderobę. I choć wszystko, co zostaje napisane, musiało przejść przez ich umysły (lub umysł), nie są jednym bytem.

Ten, który pisze, ma dostęp do wszystkiego, co znajduje się w banku pamięci. Ten, który prowadzi życie, może mieć pewne pojęcie o tym, czym zajmuje się byt piszący, chociaż znacznie mniejsze, niż można by się spodziewać. Kiedy piszemy, nie obserwujemy siebie w trakcie pisania, bo gdybyśmy w tym czasie zaczęli analizować własny proces twórczy, nie bylibyśmy w stanie pisać.

Czy pisanie to stan transu, jak można by wywnioskować z opowieści Coleridge’a o tym, jak tworzył Kublę Chana? Niezupełnie: można zrobić sobie przerwę, pójść na kawę, odebrać telefon, wykazywać wszelkie oznaki normalności. Przynajmniej ja tak potrafię. Jednak nie da się zignorować tego wrażenia, że coś przejmuje nad nami kontrolę: zbyt wielu pisarzy może o tym zaświadczyć. Stan przepływu, inspiracja, bohaterki i bohaterowie przejmujący inicjatywę od swoich autorów, wizje senne, doświadczenia wyjścia z ciała – zbyt często się o nich mówi, by można je lekceważyć.

Do tego jeszcze należałoby dodać, że prawdopodobnie istnieją (przynajmniej) dwa rodzaje pisarzy: wyznawcy brzdąkającego na lirze Apolla, przykładającego wielką wagę do struktury i harmonii, otoczonego stadkiem muz, a z drugiej strony ci, co zwracają się do Hermesa, boga sztuczek, żartów i posłannictw, który skrywa i odkrywa sekrety, patrona podróżników i złodziei, przewodnika dusz w wędrówce w zaświaty. Poprawiając pierwszą wersję swojego tekstu, potrzebujemy Apolla, lecz jeśli utknęliśmy w połowie fabuły, zwrócimy się raczej do Hermesa, który otwiera drzwi, chociaż trudno powiedzieć, co za nimi znajdziemy. To, że ci dwaj bogowie są jak papużki nierozłączki, wynika nawet z mitów o ich pochodzeniu: przecież to Hermes podarował Apollowi lirę. W większości kultur można dostrzec jakąś wersję tej dualności, gdyż do każdego dzieła sztuki potrzebna jest zarówno forma, jak i energia.

Dodajmy jeszcze do tego Bachusa, boga wina, orędownika boskiego upojenia, który pomaga wyzbyć się zahamowań. Wiele osób pisało pod wpływem tego czy owego. W moim wypadku to była kofeina.

Niektórzy pisarze z upodobaniem mówią o swoim „materiale”. Marian Engel, autorka powieści Bear [Niedźwiedź], opowiedziała mi o swoich druzgocących doświadczeniach z wczesnego dzieciństwa, kiedy ją i jej siostrę bliźniaczkę oddano do adopcji: musiały zostać rozdzielone, ponieważ siostra atakowała ją w agresywny sposób. Na koniec Marian zaznaczyła: „Prawa autorskie”. W znaczeniu: ten materiał należy do niej, nie do mnie. Zaczęła spisywać te doświadczenia, lecz wkrótce zmarła.

Skąd jednak bierze się ten różnorodny „materiał”? Jego źródłem jest to, co można ogólnie określić jako życie i czasy konkretnej osoby. Coś się nam przytrafia lub o czymś słyszymy. Coś ważnego, coś pomniejszego. Niektóre zdarzenia mają na nas duży wpływ albo z nami zostają. Nie można uciec od konkretnej czasoprzestrzeni, w której się żyje. Nikt tego nie potrafi. To w niej się pisze, z nią jest powiązane pisanie, nawet jeśli książka dzieje się na innej planecie lub w innym stuleciu. Inaczej po prostu się nie da.

W takim razie, nieuchronnie, chcąc rzucić światło na całe to pisanie, będę musiała przedstawić cechy moich czasoprzestrzeni. Przygotujcie się więc na opisy przestarzałych technologii, takich jak lodownie czy szafki na mleko, oraz objaśnienia archaicznych rytuałów społecznych, jak potańcówki w skarpetkach czy chodzenie ze sobą. A także na pobieżną charakterystykę mody z różnych epok, na przykład spodniumów, spódniczek mini, trapezowych sukienek lub stylu etnicznego.

Poruszam się w czasie, a kiedy piszę, czas przepływa przeze mnie. To samo tyczy się nas wszystkich. Nie można zatrzymać czasu ani go pochwycić – zawsze się wymyka, jak rzeka Liffey w Finneganów trenie Jamesa Joyce’a. Wspomnienia bywają sugestywne, ale nie można na nich polegać – pamiętniki nierzadko zniekształcają obraz. Niemniej jednak na każdy żywot składają się konkretne smaki i tekstury, a ja postaram się przywołać te z mojego.

Ponieważ wspomnienia należy opatrzyć zdjęciami, przedarłam się przez cały ich tabun: albumy mojej matki i ojca z początku XX wieku – z czarno-białymi fotografiami zatkniętymi za rogi. Dziadkowie, cioteczne i stryjeczne babki, stare automobile, które wtedy były nowe, konie, kryte mosty. Później lata trzydzieste i czterdzieste: przychodzę na świat, turlam się po podłodze, wstaję, rosną mi włosy, potem zęby. W wieku ośmiu lat dostałam aparat skrzynkowy Kodak Brownie i fotografowałam mojego kota ubranego w czepek, mego brata, który rzuca śnieżkami i stroi miny, nietypowe drzewa, dzieci, których już nie poznaję. W innych albumach można znaleźć zdjęcia ze szkolnych balów, uroczystości wręczenia dyplomów, amatorskich występów teatralnych. Moich pierwszych wieczorków poetyckich.

Potem zdjęcia na okładki książek. Coraz więcej. Tu już robi się literacko. Później fotografie do gazet i czasopism, niektóre ziarniste, niektóre pozowane – na tych drugich zwykle jestem w coś przebrana, bo wtedy pojawili się już styliści. Nie zapomnę sesji zdjęciowej, gdy poproszono mnie, żebym zdjęła własne czarne ubrania, po czym dano mi czarny strój, w którym wyglądałam identycznie. Innego razu wybrałam się do Finlandii, a tam usadzono mnie w charakteryzatorni pewnej stacji telewizyjnej. W okamgnieniu nawinięto mi włosy na wałki termiczne, żeby spróbować je wygładzić i okiełznać: Finowie nie nawykli do takich włosów jak moje. Chyba chcieli mnie ocalić od publicznej kompromitacji. (Nie oni pierwsi ani nie ostatni podejmowali takie próby. Mało komu się to powiodło). Bardziej osobista pula zdjęć przedstawia moją rodzinę, w różnym wieku, na różnych etapach.

Przedzieranie się przez tę lawinę fotografii jest przytłaczające. Co można zrobić z takim bezmiarem? Udało mi się odsiać zdjęcia, na których przez przypadek uchwyciłam podłogę, własne stopy, wnętrze torebki, ale cała reszta...? Unoszą się w powietrzu, jeszcze nie całkiem wyblakłe – przebłyski tego, co się przeżyło. Czy danego dnia było zimno, co jedliśmy na lunch, czy byliśmy szczęśliwi?

Wracając do mojej pisarskiej przeszłości, niekiedy miewałam dziwne sny. Rozmawiałam ze zmarłymi: zwykle nastawionymi przyjaźnie. Odkrywałam swoje wczesne i na szczęście nigdy niewydane teksty, czytając je z zażenowaniem. Starałam się odtworzyć stan swojego umysłu z danej chwili. Błędy, krynoliny, porzucone pomysły na książki, nylony ze szwami, pływanie kanadyjką i utracone miłości. Wszystko to stanowi materiał. Tylko co z nim zrobię?

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

ROZDZIAŁ 1

POŻEGNANIE Z NOWĄ SZKOCJĄ

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 2

DZIECKO BUSZU

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 3

ASCENDENT W BLIŹNIĘTACH

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 4

PSOTLANDIA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 5

KOCIE OKO, PREQUEL

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 6

DZIECKO NA HALLOWEEN

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 7

KRAINA SYNTETYKÓW

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 8

PIERWSZY ŚNIEG

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 9

TRAGEDIA MOONBLOSSOM SMITH

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 10

WĘŻOWA PANI

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 11

BOHEMIAN EMBASSY

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 12

PODWÓJNA PERSEFONA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 13

OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ, PREQUEL

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 14

POD NIEBIESKIE NIEBO

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 15

GRA W KOLE, PREQUEL

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 16

KOBIETA DO ZJEDZENIA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 17

GRACE I GRACE, PREQUEL

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 18

ZWIERZĘTA W TYM KRAJU

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 19

GRAEME, PREQUEL: CZĘŚĆ PIERWSZA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 20

WYNURZENIE

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 21

GRAEME, PREQUEL: CZĘŚĆ DRUGA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 22

PAŃSTWO ZJADLIWI

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 23

GRAEME, PREQUEL: CZĘŚĆ TRZECIA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 24

PRZETRWANIE

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 25

MONOPOL

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 26

PANI WYROCZNIA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 27

CZAS BUNTOWNIKÓW

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 28

ŻYCIE PRZED MĘŻCZYZNĄ

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 29

OKALECZENIE CIAŁA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 30

OPOWIEŚĆ PODRĘCZNEJ

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 31

KOCIE OKO

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 32

ZBÓJECKA NARZECZONA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 33

GRACE I GRACE

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 34

ŚLEPY ZABÓJCA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 35

TRYLOGIA MADDADDAM

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 36

TESTAMENTY

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 37

WIERSZE PRZYCHODZĄ PÓŹNO

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 38

WDOWI LAS

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 39

ŁÓDKA Z PAPIERU

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

JAK ZOSTAŁEM ENTOMOLOGIEM

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

PODZIĘKOWANIA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Źródła

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Dzieła Margaret Atwood

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Zdjęcia

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Przypisy

1 Przeł. Małgorzata Hesko-Kołodzińska [wszystkie przypisy dolne pochodzą od tłumaczki i redakcji]. ↩

Tytuł oryginałuBook of Lives. A Memoir of Sorts

Projekt okładkiSuzanne Dean, Kelly Hill, Emily Mahon

Zdjęcie na okładce i zdjęcie autorki na wyklejceRuven Afanador

Zdjęcie na tylnej okładceRon Bull/Toronto Star via Getty Images

Adaptacja okładkiKarolina Żelazińska-Sobiech

Redaktor prowadzącyBartłomiej Kaftan

RedakcjaAnna Walenko

KorektaAnna Burger, Edyta Domańska-Bożek

Copyright © 2025 by O. W. Toad, Ltd. Copyright © for the Polish translation by Olga Dziedzic, 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., 2026

Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

ISBN 978-83-8360-437-4

Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.