Burza. Czarci pomiot - Margaret Atwood - ebook
Opis

Felix, reżyser teatralny, zostaje bezceremonialnie usunięty ze

stanowiska dyrektora artystycznego festiwalu w Makeshiweg.

Odcina się od świata. Gdy po latach życia w samotności

podejmuje się prowadzenia zajęć teatralnych w więzieniu,

niespodziewanie nadarza się okazja do zemsty…

Burza w interpretacji Margaret Atwood skrzy się od intryg

i zachwyca pisarskim rozmachem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 310

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału
Hag-Seed. The Tempest Retold
Fotografia na okładce
© macau/Fotolia
Ilustracja na wyklejce
© Clare Curtis
Projekt okładki
ILONA GOSTYŃSKA-RYMKIEWICZ
Redakcja
BARBARA MAJEWSKA
Korekta
BOGUSŁAWA OTFINOWSKA
Redakcja techniczna
ADAM KOLENDA
Copyright © Margaret Atwood 2016
First published as Hag-Seed. The Tempest Retold by Hogarth
Polish edition © Publicat S.A. MMXVI (wydanie elektroniczne)
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,
w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
All rights reserved
Wydanie elektroniczne 2016
ISBN 978-83-271-5642-6

Patronat

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

To jest pewne, że człowiek, co knuje zemstę,

zachowuje świeże swe rany, które w przeciwnym razie

zagoiłyby się i zarosły.

Francis Bacon, O zemście, tłum. Czesław Znamierowski

Choć na scenie wielu jest ludzi miłych,

są i tacy, którzy jeżą włos na głowie.

Charles Dickens

O, wiele

Musi być jeszcze innych kwietnych wysp

Na morzu Życia naszego i Męki!

Wiele łaskawych duchów się unosi

PROLOG
SEANS

Środa, 13 marca 2013 roku

Światła gasną. Widownia cichnie.

NA DUŻYM EKRANIE PLAZMOWYM:Poszarpane litery na czarnym tle:

BURZA

według Williama Shakespeare’a

z udziałem

Trupy Teatralnej Zakładu Karnego we Fletcher

NA EKRANIE:Narrator w krótkiej fioletowej pelerynie, w jednej ręce trzyma gęsie pióro, w drugiej – sztywną kartkę z odręcznym napisem, którą unosi w stronę kamery.

NAPIS NA KARTCE: NAGŁA BURZA

NARRATOR: Za chwilę na morzu rozpęta się sztorm:

Słychać wichru wściekłe wycie, marynarze klną obficie,

Drą się w głos pasażerowie, cali drżą o swoje zdrowie:

Będzie dużo mocnych wrażeń, wrzaski jak w sennym koszmarze,

Lecz co jest prawdą, a co ściemą?

Z tym was zostawiam.

Uśmiecha się.

Już mnie tu nie ma.

Robi gest piórem. Cięcie. Błyskawica rozświetla ciężką burzową chmurę. Urywki z kanału meteorologicznego. Zdjęcie morskich fal. Zdjęcie deszczu. Odgłosy wichury.

Najazd kamery na jacht-zabawkę na tle rozfalowanej zasłony prysznicowej w ryby, poruszanej od spodu przez niewidoczne dłonie.

Zbliżenie na bosmana w czarnej czapce. Spoza kadru chlusta w niego woda. Jest do cna przemoknięty.

BOSMAN: Żwawo, bo się roztrzaskamy!

Dalej, odwagi!

Postawić żagle!

Ruszać się, zuchy!

Nie dajmy tej burzy

się zanurzyć!

GŁOSY SPOZA KADRU: Utoniemy!

BOSMAN: Z drogi! Nie włazić mi pod nogi!

Chlust! Strumień wody spoza kadru trafia go w twarz.

GŁOS SPOZA KADRU: Hola! Uważaj, co mówisz, draniu!

Masz tu przed sobą wielmożnych panów!

BOSMAN: Fale nie dbają o to wcale!

My tu z wichurą walczymy o życie,

A wy stoicie i się gapicie!

GŁOS SPOZA KADRU: Pijak!

BOSMAN: Kretyn!

GŁOS SPOZA KADRU: Już po nas!

GŁOS SPOZA KADRU: Rety!

Zbliżenie na Ariela w błękitnym czepku kąpielowym i opalizujących goglach narciarskich, z dolną połową twarzy pomalowaną na niebiesko. Ubrany jest w półprzezroczysty plastikowy płaszcz przeciwdeszczowy w biedronki, pszczoły i motyle. Za jego lewym ramieniem widać dziwny cień. Ariel śmieje się bezgłośnie, unosi prawą dłoń w niebieskiej gumowej rękawiczce. Błysk, grzmot.

GŁOS SPOZA KADRU: Do modlitwy!

BOSMAN: Tonący chwyta się brzytwy.

GŁOSY SPOZA KADRU: Zaraz nas na dno pośle wichura!

Nie zobaczymy już naszego króla!

Skaczcie za burtę, płyńcie do brzegu!

Ariel odrzuca głowę do tyłu i śmieje się uradowany. W rękach trzyma dwie szybko migoczące latarki o dużej mocy.

Ekran ciemnieje.

GŁOS Z WIDOWNI: Co jest?

INNY GŁOS: Wysiadło zasilanie.

INNY GŁOS: To pewnie burza śnieżna. Musiało zerwać linię.

Ciemno jak w grobie. Hałas na korytarzu. Krzyki. Wystrzały.

GŁOS Z WIDOWNI: Co się dzieje?

GŁOSY Z KORYTARZA: Alarm! Alarm!

GŁOS Z WIDOWNI: Kto tu dowodzi?

Trzy kolejne strzały.

GŁOS Z SALI: Nie ruszać się! Spokój! Wszyscy zostają na swoich miejscach!

ICZELUŚĆ MINIONEGO CZASU[1]
1Na brzegu

Poniedziałek, 7 stycznia 2013 roku

Felix myje zęby. Najpierw jedne, a potem drugie, te sztuczne, które następnie wsuwa sobie do ust. Choć nałożył warstwę różowego kleju, nie siedzą tak, jak powinny. Może usta mu się kurczą? Uśmiecha się: jego uśmiech to iluzja. Pozór, udawanie, lecz kto by się domyślił?

Dawniej zadzwoniłby do dentysty i umówił się na wizytę. Komfortowy fotel obity skajem, troskliwa twarz o miętowym oddechu, lśniące narzędzia w sprawnych dłoniach. Ach, tak, już wszystko widzę. Proszę się nie martwić, zaraz poprawimy. Coś jak szybki przegląd samochodu u mechanika. Przy odrobinie szczęścia dostałby nawet słuchawki z muzyką i środek na uspokojenie.

Ale teraz nie stać go na tak profesjonalne zabiegi. Przysługuje mu tylko podstawowa opieka dentystyczna i dlatego jest zdany na łaskę i niełaskę swoich kapryśnych zębów. Niedobrze, jeszcze tego mu trzeba przed zbliżającym się występem: awarii protezy. Nase zabawy skońcone. Aktozy... To by dopełniło miary jego upokorzenia; nawet płuca oblewają mu się szkarłatem na samą myśl. Gdy słowa nie wybrzmiewają jak powinny, bez fałszu, z subtelnymi modulacjami, czar pryska. Widzowie zaczynają się wiercić, pokasłują, w antrakcie opuszczają teatr. To prawie jak śmierć.

– Ma me mi mo mu – mówi do upstrzonego pastą lustra nad kuchennym zlewem. Ściąga brwi, wysuwa podbródek. Wyszczerza zęby niczym osaczony szympans, jednocześnie groźny, wściekły i zrozpaczony.

Ależ nisko upadł. Co za poniżenie. Zapomniany przez wszystkich, żyje w norze na odludziu, bez jakichkolwiek wygód, podczas gdy Tony, ten obłudny gnojek i karierowicz, baluje z baronami, żłopie szampana, objada się kawiorem, językami skowronków i mlecznymi prosiętami, chadza na gale i pławi się w uwielbieniu swojej świty, oddanych fagasów...

[...]

Źródła cytatów

Tytuł Czarci pomiot pochodzi z Burzy w przekładzie Piotra Kamińskiego.

[1] [W mrocznych] czeluś[ciach] minionego czasu – Burza