Kronika mojej ziemskiej wędrówki - Daniel Mason - ebook

Kronika mojej ziemskiej wędrówki ebook

Daniel Mason

0,0
40,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Ile miejsca w pamięci świata zajmuje życie jednego człowieka?

Odpowiedź na to pytanie kryje się w historiach fascynujących bohaterów: matki zatrwożonej chorobą swego jedynego dziecka, lekarza nękanego atakami, podczas których odkrywa drugą, być może lepszą wersję samego siebie czy przyrodnika wypatrującego listu od swojego mistrza, Karola Darwina. 

„Kronika mojej ziemskiej wędrówki” to zapis momentów granicznych, w których lęk przed kruchością i nietrwałością prowadzi nas do najszczerszego zachwytu nad światem. Mason tworzy galerię postaci zawieszonych między pasją a rozpaczą, próbujących za wszelką cenę nadać sens swemu istnieniu. Zanim czas zatrze ślady ich ziemskiej wędrówki.

Zabawne, zuchwałe i głęboko poruszające historie stanowiące zwieńczenie trwającego aż piętnaście lat projektu literackiego Daniela Masona, finalisty Nagrody Pulitzera w kategorii fikcja.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 215

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: A Registry of My Passage Upon The Earth

Copyright © 2020 by Daniel Mason Published by Agreement with United Talent Agency, USA and Book/lab Literary Agency, Poland Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026 Copyright © for the Polish translation by Elżbieta Janota, 2026

Redaktorka inicjująca • Paulina Surniak

Redaktorka prowadząca • Agata Ługowska

Marketing i promocja • Agata Gać, Katarzyna Schinkel-Barbarzak

Redakcja • Małgorzata Sikora-Tarnowska

Korekta • Agnieszka Ewa Zygmunt, Anna Gądek

Projekt typograficzny wnętrza • Mateusz Czekała

Łamanie • Magdalena Rząsa

Projekt okładki • Greg Kulick, Hachette Book Group Inc.

Ilustracja na okładce • FineArt | Alamy

Adaptacja okładki oryginalnej i strony tytułowe • Magda Bloch

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

ISBN 978-83-68889-07-9

Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o. ul. Fredry 8, 61-701 Poznań tel. 61 853-99-10redakcja@wydawnictwopoznanskie.plwww.wydawnictwopoznanskie.pl

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Dla Raphaela i Petera

.

Śmierć pięściarza albo słynne starcie Jacoba Burke’a ze Ślepym McGrawem

1. Kim był Burke? Jego początki

Jacob Burke, który owego pamiętnego dnia 1824 roku miał stawić czoła wielkiemu McGrawowi, był zimowym dzieckiem – przyszedł na świat w bristolskich slumsach, wśród nadbrzeżnej góry śmiecia przez wszystkich zwanej Szczurem, jako syn robotnika portowego Isaaca Burke’a i szwaczki Anne Murphy. Ojciec pochodził z Bristolu, z linii tragarzy: Jamesa, Toma i Zebedee’ego. Matkę zrodziły Dublin i przeklęte Bliźnięta, Nędza oraz Płodność: Jacob był dwunastym z osiemnaściorga dzieci, trzecim z ocalałych ośmiorga.

Dzieciństwo upłynęło mu, jak to zwykle bywa na nabrzeżu, pod znakiem dorywczych prac i czyszczenia butów, ropnej anginy, krupu i nieodpartej pokusy nurkowania z pomostów. Rósł szybko. Ów chłopiec o grubej szyi, szerokich barach, pięściach ze stali, zaciśniętych wargach i masywnym czole nie poznał żadnej litery ani jakiejkolwiek słodyczy aż do dziesiątego roku życia, kiedy to w ciągu jednego miesiąca nauczył się odczytywać znak na szyldzie Mulloy’s Arms i ukradł jabłko wędrownemu handlarzowi na drodze do Bath. Dwaj jego bracia, mający się za istnych Dicków Turpinów, zeszli na drogę występku, Jacob jednak, dzięki codziennym modlitwom matki i pasowi ojca, pożegnał się ze smakiem jabłek i zwrócił ku skromnej uczciwości, którą miał we krwi, i dołączył do Burke’a seniora w dokach.

I tam pozostał, dźwigał beczki pełne ryb i żelazne sztaby zimne od morskiego powietrza, aż plecy mu się rozrosły, a przedramiona jęły rozsadzać mankiety.

2. Burke w drodze na szczyt, w tym także: Zamieszki. Oprócz tego: początki kariery i jej zmienne koleje

W dziewiętnastym roku życia Burke zyskał rozgłos.

Na nabrzeżu pracował mężczyzna nazwiskiem Sam Jones, który wraz z Burkiem od świtu do nocy dźwigał ciężary. Był już stary, skończył lat czterdzieści, gdy któregoś ranka jego stopa natrafiła w dokach na przegniłą deskę i skończył przygnieciony ładunkiem flądry, stu pięćdziesięcioma funtami ryby w skrzyni z dębowych deszczułek, która przygwoździła go za szyję do poręczy, aż cały zwiotczał i bezwładny zsunął się do morza.

Sam Jones miał otrzymać zapłatę za cały miesiąc pracy, jednak Firma nie wypłaciła wdowie należności, więc robotnicy usiedli w porcie, by unieruchomić wszystkie statki. Wówczas właściciele wysłali zbójów, którzy natarli na strajkujących z pałkami i pogrzebaczami, a utarczka szybko przerodziła się w słynne zamieszki na Nabrzeżu.

Pewien dziennikarz z Londynu pierwszy ujrzał, jak Jacob Burke wymierza cios. Gdy zamieszki dobiegły końca (choć pensji Jonesa nadal nie wypłacono), ów człek odszukał go przy statkach – z dziewięćdziesięciofuntowym worem pszenicy przerzuconym przez ramię na wzór martwego ciała mruczał smutną piosnkę tragarzy, gdy lawirował wśród worków i beczek na molo.

Gazeciarz przemawiał rozwlekle. Burke, nieprzywykły do długich wywodów, pozwolił spojrzeniu błądzić, obserwował mewę skaczącą po barierce pomostu, odpowiadał: Tak, proszę pana, jak nauczono go mówić do ludzi w garniturach i starszych, i od czasu do czasu zmieniał rozłożenie ciężaru na ramionach. Wreszcie jegomość wyciągnął wizytówkę. No? Co myślisz? Walczyłeś już kiedy?, zapytał, na co Burke odrzekł: A są tacy, co nigdy nie walczyli?

Na karcie wizytowej widniała nazwa magazynu położonego na przystani, gdzie w następnym tygodniu Jacob Burke powalił trzech mężczyzn. Byli to twardzi zawodnicy, którzy stawili się w ostatniej chwili, jak gdyby chodziło o byle walkę kogutów. Żadnych sekundantów, żadnych lin, nagroda wypłacana w brudnych monetach. Wśród tłumów ani śladu wytwornych wielbicieli boksu, jeśli nie liczyć garstki łowców talentów. Trzeciego wieczoru zjawił się człowiek nazwiskiem Cairn, który złożył Burke’owi ofertę.

3. „Siłacz”

Pierwszego roku odbywa się dziewięć walk. Cichych pojedynków staczanych w magazynach, wiejskich gospodach lub na groblach na wschód od miasta. Cieniuchne wygrane, pięć, dziesięć pieniążków, jeśli mu się poszczęści. Zasady Broughtona. Gołe pięści. Ring mierzący dwadzieścia cztery stopy. Koło dobiega końca, gdy któryś z zawodników padnie. Trzydzieści sekund odpoczynku, przy czym walka trwa do momentu, aż jeden z pięściarzy nie będzie w stanie dowlec się na linię startu. Żadnej szarpaniny, żadnego gryzienia, żadnych ciosów poniżej pasa. Żadnych udawanych upadków, by zyskać chwilę odpoczynku.

Cairn zostaje jego sekundantem. W narożniku stoi też jego asystent trzymający butelkę z wodą, Jankes, który był kiedyś mistrzem Nowego Orleanu. Z pewnością otrzymał na chrzcie jakieś imię, lecz gdy ktoś o nie pyta, szybko zmienia temat. Porusza się niczym krab, w półprzysiadzie, i często wspina się na palce – to zdaniem Burke’a nawyki wyniesione z ringu.

Cairn i Jankes są dla Jacoba Burke’a dobrzy, traktują go jak syna. Gdy zimą jego ojca zmaga kaszel, dają Burke’owi zaliczkę na poczet przyszłych wygranych. Sprawiają mu bryczesy i buty z kolcami, czytają doniesienia bokserskie z „Weekly Dispatch”, dostarczają wiktuały, choć te są drogie. Kupują prezenty jego młodszym braciom. Zabierają go do domu uciech, gdzie przedstawiają go dziewczętom jako przyszłego mistrza Anglii. Pośród krepy i tafty Burke czuje zażenowanie poświęcaną mu uwagą, a gdy opiekunowie robią przedstawienie z uiszczania opłaty, twarz płonie mu rumieńcem. Ma wrażenie, jakby trafił z powrotem na ring, niemal spodziewa się, że Cairn z Jankesem pójdą za nim i dziewczyną, aby się przyglądać.

Przed każdą walką Cairn bierze go na stronę i opowiada, jaką kanalią jest ten drugi, sprawia, że Burke wychodzi na kogoś w rodzaju anioła zemsty wymierzającego sprawiedliwość gromadzie morderców, złodziei i profanatorów dziewic. Jednak Burke niezbyt o to dba. Lubi zadawać ciosy i patrzeć, jak przeciwnik pada. Jego potyczki opisuje bristolski szmatławiec za pół pensa, w którym sprawozdania pięściarskie zajmują całą stronę, choć wygląda na to, że pismacy nie mogą się zdecydować na przydomek: wpierw zwą go Portowym Zabijaką, potem Burkiem Tragarzem, Siniaczącym Burkiem, wreszcie Siłaczem – i właśnie to przezwisko wybiera Cairn do celów reklamowych. Elegancko, myśli Jacob. Kupuje gazetę i przynosi ją do domu, pokazuje matce, które słowo oznacza Siłacza. Zapisuje je dla niej wielkimi literami na skrawku papieru pakowego od rzeźnika, a ona składa go i wsuwa do kieszonki, w której trzyma grzebień. Rozradowany Burke chwyta dwóch młodszych braci w pasie i ze śmiechem sadza sobie na ramionach.

Zaczyna natłuszczać i zaczesywać włosy do tyłu, co nieszczególnie poprawia jego aparycję, jedynie podkreśla masywność czoła. Słucha opowieści o zawodowych bokserach. Chce być jak Gully, więc wiąże szalik niczym krawat. Wygrane pęcznieją, stosiki pieniędzy po piętnaście, dwadzieścia sztuk. Kupuje pierwszorzędny cylinder i nosi go na bakier, podobnie jak Cairn. Cairn, który, jak wieść głosi, też umiał porządnie przyłożyć.

Niedługo jednak zadaje szyku. W czwartej walce przeciwnik naciera na niego, młóci i wymachuje rękoma niczym ryba trzepocząca się w porcie. Wbija Burke’owi kciuk w oko, tak że ten przez tydzień musi nosić opatrunek z brązowego papieru nasączonego octem. Trawi go gorączka, lecz Cairn opłaca chirurga, który upuszcza krwi, i pacjent wraca do zdrowia.

W piątym starciu Burke pokonuje Ulubieńca Bristolu. To nie miało się zdarzyć: walka była ustawiona, pomyślana jako widowisko, w którym czempion zabłyśnie, nokautując wyjątkowy okaz w osobie Siłacza – jednak to Siłacz triumfuje.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki