Koszmary Edynburga - Amelia M - ebook

Koszmary Edynburga ebook

Amelia M

0,0

Opis

To prawdziwa historia życia Amelii – dwudziestokilkulatki, która ucieka z Polski, zostawiając za sobą wszystko, co znała: dom, przyjaciół, a przede wszystkim dawną siebie – dziewczynę naznaczoną życiem z ojcem alkoholikiem, który po śmierci ukochanej mamy zamienia jej teraźniejszość i przyszłość w piekło na ziemi. Znęcając się nad nią psychicznie i fizycznie, doprowadza ją do punktu, w którym Amelia podejmuje decyzję mającą zaważyć na całym jej życiu. Wyjeżdża do Edynburga i tam zaczyna walczyć o przetrwanie. Trafia do świata nocnych ulic, niebezpiecznych układów i prostytucji – świata, który z jednej strony daje jej szansę na utrzymanie, z drugiej zaś powoli odbiera poczucie bezpieczeństwa i godności. Wśród namiętności, zdrad i narastającej nieufności wobec otaczających ją osób Amelia zakochuje się w mężczyźnie stojącym na straży tego mrocznego świata. Uczucie, którego doświadcza, staje się zarówno jej ratunkiem, jak i największym zagrożeniem oraz przekleństwem.

 

"Koszmary Edynburga" to szczery do bólu pamiętnik oparty na faktach – opowieść o przetrwaniu, miłości i cenie, jaką czasami trzeba zapłacić, by zacząć żyć, a przede wszystkim odnaleźć siebie.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 420

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

Podziękowania

Są w życiu każdego z nas osoby, bez których byśmy nie byli tacy, jacy jesteśmy. Ja mam to szczęście, że mam dwie szalone laski w swoim życiu, dzięki którym wciąż jestem i istnieję. Pamcia, od której dzieli mnie dwa i pół tysiąca kilometrów, a która mimo to od jakichś czterdziestu lat chce być obecna i jest. Mój anioł. Babeczka o niesamowitej, pozytywnej energii, która mimo swoich małych potyczek jest inspiracją dla wielu kobiet. To ona pcha mnie i swoje psiapsióły do przodu. Wierzy w nas niezmiennie, a kiedy trzeba, skopie dupsko. To dzięki niej mam lepsze spojrzenie na świat i to, jak go odbierać. To ona jest zawsze, kiedy jej potrzebuję, i to dzięki niej wierzę w lepsze jutro.

Następna niesamowita babeczka to Maria, moja hiszpańska gwiazda. Laska potrafiąca obrócić złe doświadczenia w najlepsze, jakie mogły się przydarzyć. To dzięki niej mam siłę do parcia do przodu i bycia lepszą wersją siebie. Dziewczyny nigdy się nie poznały, ale łączy je jedno: są dla mnie i ze mną!!! To dzięki nim historia mojego pojebanego życia została napisana i to dzięki ich wierze i motywacji jestem, kim jestem.

Dziękuję, że jesteście.

Początek koszmaru

Która jest godzina?

Nie rozumiałam, co się działo i gdzie ja w ogóle byłam, a przede wszystkim – jakim cudem zgodziłam się na to szaleństwo. Cóż, zawsze mówiłam, że blond zobowiązuje. Musiałam uporządkować myśli, pozbierać się i ogarnąć, w co ja się w ogóle wpakowałam. Głowa mi pękała od nadmiaru alkoholu wypitego poprzedniej nocy, nie pamiętałam, abym w życiu wypiła tyle czystej zmieszanej, z czym się dało. No i podróż też zrobiła swoje.

– O kurwa, a co z dziewczynami? – zapytałam sama siebie.

Z tego, co pamiętałam, to zeszłej nocy zebrałam ich pijane ciała z podłogi, chyba w salonie. Ale teraz najważniejsze – wody, dajcie mi wody, zanim żołądek wyskoczy mi przez gardło.

Musiałam pozbierać swoje zwłoki i poszukać czegoś zimnego do picia, a przede wszystkim – łazienki. No i tu był mały problem. Jak ja miałam stąd wyjść, skoro nie za bardzo wiedziałam, gdzie byłam i kto tu jeszcze mógł być? Zastanawiałam się nad tym trochę przestraszona. Kojarzyłam tych dwóch, którzy odebrali nas wczoraj z Waverley Station w Edynburgu. Pierwszy – krzykliwy kurdupel z ciemnymi włosami, ciągle gadający bez sensu i biegający wokół nas, jakby w spodnie narobił, i ten drugi – wysoki, dobrze zbudowany, opanowany brunet z bardzo poważnym wyrazem twarzy. Domyślałam się, że to on tu rządzi. Pożyjemy i zobaczymy, w co my się wpakowałyśmy i jak się z tego wyplątać. Pamiętałam, że na stacji kolejowej ten mały i wygadany czekał na nas z tabliczką z moim imieniem i jak nas zobaczył, zaczął coś krzyczeć i zachowywać się jak nienormalny. No ale musiałyśmy pójść za nim do głównego wyjścia kierującego nas na ulicę, gdzie czekał na nas ten drugi z bardzo zaciekawioną miną. Obejrzał nas od góry do dołu, po czym wskazał nam auto, do którego… No i właśnie tu przeżyłam pierwszy szok! Czy ktoś jeszcze pamięta Forda Ka? Takie małe gówienko, do którego miałyśmy zmieścić się my trzy, nasze bagaże i jeszcze tych dwóch. Gdy zobaczyli moją rozczarowaną minę i usłyszeli wybuch śmiechu dziewczyn, zmieszali się i wyglądało, jakby było im wstyd. Cóż, nikt by się nie spodziewał, że alfonsi jeżdżą autem sprzed dwudziestu lat, kosztującym tyle, co para niezłych butów. Wymieniłyśmy spojrzenia z dziewczynami i od razu wiedziałyśmy, że coś tu jest nie tak. Po długim czasie, jaki zajęło nam załadowanie wszystkich i wszystkiego do auta – co było niezłym wyczynem – ruszyliśmy w drogę do miejsca, gdzie miałyśmy spędzić kolejne tygodnie naszego życia. Nie wiedziałyśmy, co ono przyniesie i jakie będą dla nas konsekwencje podejmowanych pochopnie decyzji, które przesądzą o naszym być albo nie być. Żadna z nas nie była na to gotowa i wolałybyśmy cofnąć czas, żeby uniknąć sytuacji, w którą się wpakowałyśmy.

Po około dziesięciu minutach jazdy dotarliśmy do celu – miejsca, które miało być naszym domem i miejscem pracy jednocześnie. Było już bardzo późno i nie dało się zbyt dużo zobaczyć. Widziałyśmy jedynie starą kamienicę i – po wejściu na klatkę schodową – olbrzymie zabytkowe schody prowadzące do piwnicy. To właśnie tam zaprowadzili nas nasi nowi opiekunowie. Znajdowało się tam śliczne czteropokojowe mieszkanie z wielkim salonem, piękną kuchnią i dwoma łazienkami. Panowie pokazali nam nasze pokoje i poprosili o spotkanie w salonie.

Ewa, Magda i ja ogarnęłyśmy się w miarę szybko i poszłyśmy się dowiedzieć, jak będzie wyglądała nasza przyszłość. No i uwaga – nastąpił szok numer dwa! Decydując się na przyjazd do pracy w Szkocji, wiedziałyśmy, że naszymi nowymi szefami będą Włosi w dobrze prosperującym burdelu, a tu… Zupełnie się tego nie spodziewałyśmy, ale nasi szefowie po chwili zapoznania – podczas którego ten wiecznie krzyczący, z mrówkami w gaciach, przedstawił jako Fabio, a ten duży, całkiem przystojny, jako Lorenzo – zaczęli rozmawiać ze sobą po turecku.

– Ja pierdolę, co tu się, kurwa, odpierdala – spytała Magda, tak samo zszokowana jak ja i Ewa.

– Nie wiem, ale najwyższa pora zadzwonić do Kingi – oznajmiłam.

W tym czasie panowie wyszli i zostawili nas całkiem same.

– Kurwa, nie odbiera – powiedziałam do czekających dziewczyn. – Nic mi się tu nie podoba, wszystko jest nie tak, jak miało być, a księżniczka Kinga ma nas w dupie – dodałam.

– Dajmy jej chwilę, pewnie zaraz oddzwoni – uspokajała mnie Ewa.

– Co my mamy teraz robić? – spytałam.

– Jak dla mnie, to musimy ogarnąć, o co w tym wszystkim chodzi i jak się z tego wyplątać – odezwała się Magda.

– Szczególnie dobrze to nie wygląda, że te dupki nas zostawiły i nawet nie raczyły poinformować kiedy, a raczej czy w ogóle wrócą – dodała Ewa

I w tej chwili mężczyźni wrócili z wielką ilością jedzenia i jeszcze większą ilością alkoholu.

– Drogie panie – zaczął bardzo oficjalnie Lorenzo – powinniśmy się troszkę poznać i zjeść kolację, szczególnie, że musicie być zmęczone po tak długiej podróży, więc odrobina relaksu wszystkim dobrze zrobi.

– Zależy, jaki relaks masz na myśli – odpowiedziała Magda. – Bo jeśli chodzi o mnie, to muszę się napić, i to porządnie, bo coś mi tu śmierdzi. I to bardzo.

– O interesach porozmawiamy jutro, a teraz cieszmy się kolacją. Jak minęła podróż? – spytał Lorenzo.

– Ty lepiej nie pytaj, tylko polej – nakazała Magda bez skrępowania i tak się zaczęła noc pełna pijaństwa, jedzenia i wzajemnych obserwacji.

Panowie nie wytrzymali tempa picia Magdy i Fabio poległ po godzinie, co prawda dziewczyny wcale nie były lepsze i padły niedługo później na podłodze koło siebie. Nie mogłam tak ich zostawić, więc ostatkiem sił próbowałam zaciągnąć je do pokoju, w czym raczył mi pomóc Lorenzo. Dopiero wtedy miałam chwilę, aby mu się przyjrzeć. Był wysoki, dobrze zbudowany, z wyraźnie wyrzeźbionymi mięśniami ramion i ud, a jego oczy były czarne jak węgiel. Wyglądał na jakieś czterdzieści lat i trzeba przyznać, że z tym zniewalającym spojrzeniem był atrakcyjnym facetem. I tu moja pamięć się urwała, jak pękająca bańka mydlana.

Po zebraniu myśli i odwagi wyszłam z pokoju, szukając kuchni. Znalazłam ją na końcu korytarza i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to butelka z Coca-Colą – najlepsze, co mnie mogło teraz spotkać. Była chłodna, mocno gazowana i taka orzeźwiająca. Tego potrzebowałam najbardziej na świecie. Po ugaszeniu pragnienia ruszyłam na poszukiwanie dziewczyn. Spały w pokoju na drugim końcu korytarza, wtulone w siebie jak małe dziewczynki. Nie wiedziały, tak jak i ja, co nam przyniesie przyszłość. Trochę uspokojona, sięgnęłam po papierosa i delektując się colą, zastanawiałam się, co tu się odpierdalało i dlaczego byłam taka głupia, że dałam się Kindze w to wciągnąć.

Kinga. Całkiem o niej zapomniałam; musiałam do niej zadzwonić i ustalić, o co chodzi. Wybrałam jej numer, oczywiście nie odebrała.

Próbując zebrać myśli, zwróciłam uwagę na niesamowity kominek w centralnej części salonu. Był piękny, na moje oko z XIX wieku, otoczony starymi kafelkami, z paleniskiem w głównej części i potężnym mosiężnym pogrzebaczem wiszącym z lewej strony.

– Ciekawe, czy nadal można go używać? – zastanowiłam się na głos.

– Tak – usłyszałam odpowiedź.

To Lorenzo, który przyglądał mi się uważnie.

– Wszystko u ciebie w porządku? – spytał.

– Nie, nie wiem, co się dzieje i co ja tu właściwie robię, bo nic nie jest, jak powinno być.

Moja odpowiedź mu nie pasowała, ale miałam to w dupie, dopóki nie dowiem się, o co tu chodzi. Zebrałam się szybko, a gdy go mijałam, widziałam złość na jego twarzy.

Dotarłam w końcu do łazienki, przestronnej, z dużym prysznicem i – uwaga, uwaga – szok numer trzy. Umywalka miała dwa krany. Czułam się jak w Polsce w czasach komunizmu, chociaż nawet wtedy nie było takich wynalazków. Myśląc tylko o prysznicu, rozebrałam się i wskoczyłam pod niego, czekając na zbawienny strumień wody, a tu nic. Kręciłam kurkami w prawo i lewo, ale nadal bez efektu. Ze złości, że blondynka nie może poradzić sobie z czymś tak prostym, krzyczałam i klęłam pod niebiosa. Już dawno nie używałam tylu przekleństw naraz z powodu narastającej we mnie frustracji. I, o dziwo, kran zaczął działać. Alleluja! – cieszyłam się jak głupia. Odwróciłam się i zobaczyłam Lorenza w drzwiach, ciągnącego za sznureczek pod sufitem.

– Co jest, kurwa?! – krzyknęłam.

A on, jak gdyby nigdy nic, patrząc na mnie nagą, tłumaczył, po co ten sznurek zwisa z sufitu.

– Wypierdalaj!!! – darłam się dalej na całe gardło.

Ja pierdolę, miałam, kurwa, dość i chciałam jak najszybciej zabrać swój tyłek z tego całego gówna.

Pięć minut później byłam już w salonie i tłumaczyłam temu gnojowi, że fakt, że daję dupy za kasę, nie znaczy, że ma jakiekolwiek prawo do wchodzenia do łazienki czy gdziekolwiek indziej bez mojej zgody, a przede wszystkim poinformowania mnie o tym. Co za kawał gnoja.

– Nie pozwalaj sobie za dużo – usłyszałam w odpowiedzi.

– Słuchaj – zaczęłam, jeszcze bardziej wkurwiona jego reakcją. – Żeby było jasne, i nie będę się powtarzać, to ja jestem dla ciebie, a nie ty dla mnie. Będę krzyczeć i robić, co chcę, bo to ty zarabiasz na mnie, a nie ja na tobie. Burdeli jest masa i naprawdę nie muszę tu być, tym bardziej, że jakoś nie widać tu dobrze prosperującego interesu. Więc jak ci nie pasuje, to ja mogę teraz wyjść.

– Tak to my rozmawiać nie będziemy. – Widziałam, jak para wylatuje mu z uszu ze złości.

– A jak? – spytałam.

– Ubierz się i idziemy, zabiorę cię na śniadanie, to może wtedy ochłoniesz.

– I ty też powinieneś – dodałam.

– Masz pięć minut, czekam w aucie. I jedyne, co chcę usłyszeć, to walnięcie drzwi wyjściowych.

No to mam przejebane – tylko tyle przyszło mi do głowy.

– Kurwa, co tu się dzieje?! – usłyszałam krzyk Ewy. – Jesteś cała?!

– Tak, daję radę, ale mam przejebane.

Opowiedziałam, co się stało, i zobaczyłam załamaną minę Ewy. Po krótkiej naradzie doszłyśmy do wniosku, że powinnam z nim iść, a ona i Magda będą próbowały skontaktować się z Kingą, w końcu to przez nią tu jesteśmy.

Miałam pewne obawy, wychodząc z mieszkania, ale raczej uważałam, że nic mi nie zrobi, gdziekolwiek będziemy. Zobaczyłam go w aucie zaparkowanym po drugiej stronie ulicy. Podeszłam z obawami, które pewnie wyczuł, gdyż usłyszałam:

– Przecież cię nie zabiję na środku ulicy.

– Bardzo śmieszne.

Widząc namiastkę uśmiechu na jego ustach, troszkę się uspokoiłam i dałam zawieźć, gdzie chciał. Za oknem tego gówienka widziałam piękną pogodę, słońce grzało delikatnie i czuć było lekką bryzę znad Morza Północnego. Jechaliśmy powoli wąskimi uliczkami Edynburga, a ja nie mogłam nacieszyć oczu widokami z auta. To miasto było niesamowite: stare, betonowe, z Górą Artura w samym jego środku. Powoli zakochiwałam się w tym miejscu.

– Amelia, słyszysz mnie? – Dotarł do mnie głos Lorenza.

– Tak, jesteśmy na miejscu? – spytałam.

Dojechaliśmy do małej tureckiej knajpki w samym centrum miasta, przy Royal Mile, jednej z głównych i jednocześnie turystycznych ulic stolicy Szkocji. Stolik mieliśmy przy oknie, skąd doskonale mogłam obserwować tłumy turystów i niesamowitą architekturę starego miasta.

– Jak Ewa i Magda? – Słowa Lorenza wyrywały mnie z zamyślenia.

– Lepiej niż ja.

– Proponuję rozejm. Musimy się jakoś dogadać z wami… z tobą. Myślisz, że to możliwe? – spytał.

– Po pierwsze, mam strasznego kaca, po drugie, jestem głodna, po trzecie, bez dziewczyn nie rozmawiam. Tak więc zamówmy coś do jedzenia i pogadamy, jak będziemy wszyscy razem, ale chcę, żeby było jasne: to był pierwszy i ostatni raz, kiedy naruszyłeś moją prywatność.

– Co do tego na pewno się dogadamy – odpowiedział.

– Na to liczę.

– Nasza współpraca będzie świetną zabawą.

– To się okaże. A teraz możemy zamówić? – spytałam, jeszcze bardziej głodna.

Pierwszy raz w życiu jadłam tureckie żarełko, delikatne, lekkie, po prostu pyszne. Lorenzo śmiał się ze mnie, bo szybko pochłonęłam talerz pełny pieczywa, serów, słodkich konfitur i jajek przygotowanych na różne sposoby. Po raz pierwszy również zobaczyłam w nim całkiem fajnego faceta – z niesamowitym uśmiechem, poczuciem humoru i do tego całkiem przystojnego. Kiedy mój telefon zaczął wydzwaniać jak szalony, szybko zamówiliśmy posiłki dla Ewy i Magdy i ruszyliśmy w drogę powrotną do mieszkania. Tym razem przez korki na Royal Mile i High Street – kolejnej głównej ulicy Edynburga. Jechaliśmy w przeciwnym kierunku, koło szkockiego parlamentu, który nie zrobił na mnie wrażenia, ale za to niedaleko znajdował się letni pałac królowej Elżbiety II i jej rodziny – centralnie na wprost Góry Artura. To jest coś. Piękny pałac i góra w samym centrum miasta, wśród starych budynków z XVII wieku.

Piętnaście minut później byliśmy już w kuchni z dziewczynami, które głodne jak ja godzinę temu, pałaszowały śniadanie. Atmosfera trochę się rozluźniła, do momentu, jak wkurwiony Fabio wpadł jak burza, standardowo drąc gębę, z pretensjami, dlaczego nie jesteśmy jeszcze gotowe na wieczorne przyjęcie.

– Jakie, kurwa, przyjęcie? – spytała skołowana Ewa.

– Co się dzieje i dlaczego my nic o niczym nie wiemy? – wtórowała jej Magda.

– No więc możesz nam to wyjaśnić zamiast drzeć gębę i siać panikę? – spytałam tego konusa, Fabia.

No i się zaczęło. On darł się na potęgę. Ewa i Magda krzyczały jeszcze bardziej niż on, a Lorenzo próbował uspokoić wszystkich. Tłumaczył Fabiowi, żeby zamknął jadaczkę, a dziewczynom, żeby dały szansę wytłumaczyć mu, o co chodzi.

Cyrk na kółkach, ja pierdolę, co ja tu, kurwa, robię? – to pierwsze, co przyszło mi do głowy.

I w tym momencie stało się coś, czego nikt się nie spodziewał.

– Hello. – Głos Kingi zawibrował jeszcze bardziej niż zwykle.

Księżniczka – winna całego tego zamieszania – stanęła w drzwiach salonu z jakimś na oko pięćdziesięciolatkiem o śródziemnomorskiej urodzie. Jak gdyby nigdy nic przywitała się z nami i usadowiła tyłek na kanapie. Jej piękny uśmiech i promienna twarz wykazywały totalne zaskoczenie sytuacją, która właśnie miała miejsce.

– Gdzie ty, kurwa, byłaś i dlaczego od wczoraj nie odbierasz telefonu? – Napadłam na nią.

– Ale o co ci chodzi? – wysyczała wkurzona.

– Jak to o co mi chodzi? Przewlekłaś nas przez pół Europy do jakichś dwóch upośledzonych alfonsów, którzy nie mają pojęcia, co się dzieje, i nie prowadzą żadnego burdelu. Miałyśmy tu pracować i zarabiać kasę, a nie użerać się z jakimiś debilami, myślącymi, że są jakąś mafią czy coś. Spójrz, im się wydaje, że są Michaelem i Vitem Corleone z Ojca chrzestnego. W coś ty nas wpakowała? – spytałam wkurwiona.

– Po pierwsze, to się uspokój, wszystko jest pod kontrolą. Musimy się ogarnąć na wieczorną imprezę.

– Jaką, kurwa, imprezę, o czym ty i oni pierdolicie? Albo zaraz się dowiemy, o co tu chodzi, albo ja się zbieram, a dziewczyny pewnie pójdą za mną.

No i dzieje się to, na co wszystkie czekałyśmy: nastąpił moment prawdy.

Oczywiście żadnego interesu nie było, a my przyjechałyśmy, żeby go dopiero rozkręcić. Stąd to dzisiejsze przyjęcie i cały ten cyrk. Ograniczeni – czytaj Lorenzo i Fabio – zaplanowali imprezę dla swoich przyjaciół i znajomych, aby się zapoznali z ich nowym cudownym interesem, no i oczywiście z nami. Więc o dwudziestej przyjedzie jedzonko z kelnerem, a my mamy wyglądać jak miss świata i zabawiać, czytaj: obsługiwać zainteresowanych. Porażka jak chuj. Dlaczego ja w ogóle dałam się namówić Kindze na przyjazd bez ustalenia szczegółów? Być tak głupią i naiwną to tylko ja potrafię!!!

Emocje w końcu opadły i każdy zaczął ogarniać swoje nerwy. Prawie każdy – krzykliwy konus jak zwykle miał obiekcje co do wszystkiego, ale jakoś nie za bardzo ktokolwiek się nim przejmował. Po długich rozmowach, już w spokoju, dogadaliśmy szczegóły, powiedzmy współpracy, i przyszedł czas przygotować się na największą porażkę w dziejach tego starego, pięknego miasta.

Imprezę czas zacząć

Po wstępnych ustaleniach zebrałyśmy się w jednym z pokoi z Magdą i Ewą, aby obgadać to, co właśnie zaszło.

– No to mamy przejebane. – Ewa prawie krzyczała ze złości.

– To mało powiedziane – dodała Magda.

– Jakim cudem my się w to wszystko wplątałyśmy?

– Hello girls. – W drzwiach ukazała się główna winna całego zamieszania.

Nasza księżniczka Kinga, jak gdyby nigdy nic, pojawiła się z drinkiem w ręku cała w skowronkach.

– Dlaczego macie takie miny? Pora się szykować na party.

Uśmiechnięta, nie rozumiała, że wpakowała nas w straszny galimatias. Dla niej to była super okazja na dobry zarobek, a dla nas – totalne nieporozumienie. My, z doświadczenia z Polski, dobrze wiedziałyśmy, że nic dobrego nas tu nie czeka, a ona tylko myślała o zabawie w gronie chuj wie kogo.

– No dalej, dziewczyny, raz, raz. Szykować się – nakazała, jakby to ona tu rządziła.

– Nie wkurwiaj mnie. – Magda powoli traciła cierpliwość.

– Daj jej spokój – uspokoiła ją Ewa. – Widzisz, że jest pijana.

Czwarta po południu, a księżniczka już się zatacza, może być tylko gorzej – pomyślałam, ale nie chciałam jeszcze bardziej zaogniać sytuacji.

– No cóż, dziewczyny, nie mamy za bardzo wyboru, pora ogolić pizdęcia i się ogarnąć na ten cały cyrk. – Magda jako jedyna myślała w miarę realnie.

Rozeszłyśmy się do swoich pokoi w bardzo ponurych humorach. Nie uśmiechało mi się to wszystko, ale tak naprawdę nie miałyśmy wyjścia. Utknęłyśmy z tymi dwoma upośledzonymi i Kingusią, plus tym gościem, co z nią przyjechał. Co prawda mało się odzywał, ale w jego spojrzeniu było coś niepokojącego.

Od czego tu zacząć? – zastanawiałam się, totalnie rozbita. Najpierw naszykuję kieckę, bieliznę i buty, a później kąpiel.

O tak, tego potrzebowałam najbardziej: długiej, gorącej kąpieli w dużej ilości piany. Po godzinie byłam gotowa na makijaż i włosy, ale najpierw poszłam sprawdzić, jak dziewczyny dawały radę, bo mi jakoś średnio szło. Wchodząc do pokoju Ewy, zobaczyłam, że Magda już tam jest, totalnie załamana, jak ja.

– Och, dziewczęta, a wy jeszcze niegotowe? Może to i dobrze – usłyszałyśmy głos Lorenza wchodzącego do pokoju.

– Słuchaj, gościu, tu się puka do drzwi. To, że jest to twój burdel, nie oznacza, że możesz robić, co chcesz. Jakby któraś z nas robiła laskę klientowi, też byś wparował jak do siebie? – spytałam.

Wyraźnie zmieszany, coś tam pogadał do siebie po turecku, po czym z bardzo zadowoloną miną wniósł trzy wielkie torby.

– Tu są dla was takie małe prezenty ode mnie i Fabia na początek współpracy.

Spojrzałyśmy na siebie, odbierając od niego podarunki, nie za bardzo wiedząc, co się właśnie stało.

Podał każdej z nas po jednej torbie i z szarmanckim uśmiechem krzyknął:

– No dalej, otwierajcie!

W każdej torbie była sukienka. Jedna piękniejsza od drugiej, do tego każda warta majątek. Tak bardzo mnie zatkało, że nie mogłam nic powiedzieć, ale Magda szybko odzyskała głos.

– My nie przejechałyśmy tu dla kiecek po kilka tysięcy złotych, tylko te kilka tysięcy zarobić i spadać stąd jak najszybciej. – Dała mu do zrozumienia, że nie musi się wysilać na niepotrzebne gadżety, tylko ma ogarnąć sytuację, żebyśmy mogły zarabiać. Przecież po to tu byłyśmy.

Czarujący uśmiech zniknął z jego, cóż, przystojnej twarzy. Dało się zauważyć, że próbuje się z nami może nie zakolegować, ale mieć normalne stosunki.

– Daj mu już spokój, stara się, a my mu nie ułatwiamy zadania. Fakt, spierdolił po całości ten swój durny plan, jak się szybko dorobić, ale my nic nie poradzimy na to, że jest głupi – powiedziałam po polsku, żeby go nie urazić.

Laski zaczęły się śmiać, a on chyba odebrał to jako dobry znak. Zostawił nas same, a ja przypomniałam sobie o Kindze.

– A gdzie księżniczka? – spytałam. – Idę jej poszukać.

Znalazłam ją po chwili totalnie zalaną na kanapie w salonie. Przy pomocy Magdy ulokowałyśmy ją w jednym z pokoi, tak żeby nie było jej widać, gdyż mogło to oznaczać jeszcze więcej problemów dla nas. Chwilę później pojawili się Lorenzo z Fabiem i kolacją. Doszli do wniosku, że możemy być głodne, a miałyśmy być gotowe za dwie godziny, więc była chwila na posiłek przed tym całym cyrkiem. Ze smakiem, tym bardziej że wciąż jeszcze na kacu, pochłonęłyśmy kebaba z kurczaka z frytkami i sosem czosnkowym oraz czosnkowe bułeczki, popijając to wszystko orzeźwiającą colą. Niby to samo żarełko mamy w Polsce, ale jakże się różniło od tego, co znamy. Teraz byłyśmy gotowe na ciąg dalszy przygotowań chuj wie, do czego.

Po około godzinie gwiazdy wieczoru, czyli my, pojawiły się w salonie. Dwóch kelnerów uwijało się z szykowaniem bufetu na stole ustawionym przy kominku. Powiem szczerze – ilość przekąsek i zapas alkoholu były imponujące. W pewnym momencie obydwaj kelnerzy spojrzeli na nas i chyba ich troszkę zatkało. Fakt, nie byłyśmy może jak miss świata, ale mało który facet by nas nie przeleciał, podczas gdy oni, ubrani w białe koszule, czarne spodnie w kant i muszki w tym samym kolorze, przypominali obsługę dansingu w Polsce za czasów komunizmu. Miałyśmy pół godziny do rozpoczęcia tej farsy i właśnie dotarło do nas, że Kinga ciągle dogorywa w pokoju na końcu korytarza. Jakie było nasze zdziwienie, gdy wpadłyśmy tam z paniką i zobaczyłyśmy ją robiącą laskę temu gościowi, co z nią przyjechał. On rozłożył się na łóżku, a ona na kolanach przed nim mu obciągała. Widać było po jego minie, że się nie spodziewał naszego wtargnięcia i nie był zadowolony z powodu przerwania im.

– Dziewczyny, to Steven, mój, powiedzmy, przyjaciel – przedstawiła go, zostawiając jego pałę na widoku.

– Miło nam, na nas pora, nie przeszkadzajcie sobie. – Ewa ratowała sytuację, po czym w totalnym szoku wróciłyśmy do salonu.

Usiadłyśmy po drugiej stronie kominka totalnie rozwalone widokiem, który miałyśmy okazję zobaczyć, nie wiedząc, co o tym sądzić.

– Ona tak dla siebie to robiła i to jeszcze bez kasy? – spytała Ewa. – Cóż, każdy robi, co lubi, ale ja tu jestem dla kasy i tylko kasy. – Po raz setny wyjaśniła cel naszego pobytu.

– Hey girls! – Dało się usłyszeć piskliwy głos Fabia wpadającego do salonu z takim wyrazem gęby, jakby wygrał w totka. – Jakie piękne, eleganckie. To dopiero będzie impreza roku! – darł się wniebogłosy, czym sprowadził Lorenza.

– Czy ty zawsze musisz tak krzyczeć? – spytał mimowolnie.

– Oj tam, oj tam – oburzył się kurdupel.

– Papierosa? – spytał nas i właśnie wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.

Pierwsza fala gości przybyła. No i nasz kolejny szok!!! Wszyscy, którzy wchodzili, byli Turkami. Dla nas nie oznaczało to nic dobrego. Było ich pięciu. Przyjacielsko przywitali się z gospodarzami, dostali po drinku od kelnerów i rozwalili dupska na kanapach ustawionych wokół ścian salonu. Przyglądali się nam bez żadnego skrępowania, a ja czułam się jak małpa w zoo oglądana przez zaciekawione dzieciaki, które coś wiedzą o tych zwierzętach, ale nie do końca, i próbują jak najwięcej się dowiedzieć, wpatrując się w nie jak sroka w świecidełka.

Pierwszy z nich miał około trzydziestu pięciu lat, był średniego wzrostu, z oczami jak węgiel. Ogólnie całkiem niczego sobie. Co taki gościu robił w burdelu? Mógłby wyrwać laskę w klubie i pobzykać za darmo. Drugi to jego totalne przeciwieństwo: niski, gruby, łysy i totalnie naćpany. Obojętnie, na którą trafi, to każda będzie mieć przejebane przy tej ilości koksu, który wciągnął. Kolejny w ogóle mi nie pasował do tego miejsca. Wysoki, szczupły, z jasnymi krótkimi włosami, widać, że nie odnajdował się tu – w przeciwieństwie do pozostałych. Ostatnich dwóch wyglądało tak samo: niskiego wzrostu, z długimi kręconymi włosami. Oni byli chyba troszkę bardziej normalni, w przeciwieństwie do tego naćpanego. Dało się wyczuć, że atmosfera była napięta i nikt z nas nie do końca wiedział, co miał robić. No prawie nikt. Fabio jak zwykle biegał, jakby w spodnie narobił, i darł gębę co pięć sekund. Lorenzo, mimo całego swojego zaangażowania, widział, że ten wieczór to totalna porażka przez duże P.

I właśnie wtedy nastąpił cud w postaci Kingi. Księżniczka wkroczyła na salony jak tygrysica na łowy. Ona jednak miała to coś w sobie, co powodowało zainteresowanie wszystkich i błysk w oczach płci brzydkiej. Nawet mając na sobie te białe kozaki na koturnie i zbyt krótką jeansową spódniczkę, wyglądając jak laska stojąca przy drodze, zbierała całe zainteresowanie gości. Nie rozumiem i chyba nie chcę zrozumieć, co my, Polki, widzimy w tych okropnych białych kozakach. Może to jakiś fetysz czy coś, ale niezależnie, która i gdzie, każda wygląda w nich jak Bułgarka zarabiająca na autostradzie A4.

Dziewczyny, sądząc po ich minach, czuły dokładnie to co ja, a po wysłuchaniu całego przedstawienia głównej artystki na scenie brakowało tylko, aby Kinga zaprezentowała swoją beznadziejną grę aktorską, jak Ariel przed kultową sceną finałową w filmie Footloose z lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia.

– Gdzie jest muzyka, dlaczego jest tak cicho? No i oczywiście… Polejcie mi! – Cała Kinga.

Panowie się ożywili, zaczęli nie tylko się nam przyglądać, ale również podejmować rozmowy. Cyrk, normalny cyrk. Co ja robiłam na tej imprezie dla przedszkolaków? Dorośli faceci w burdelu bawią się w podchody. Gorzej być nie mogło.

A jednak się myliłam, mogło być gorzej, i było, ale jeszcze nie w tej chwili.

Lorenzo włączył muzykę, o dziwo, całkiem na topie, kelnerzy, widząc cały ten cyrk, zaczęli polewać drinki i jedyne, co mi pozostało, to być jak Kinga.

– Wódki mi dajcie, i to dużo, bo nie wiem, jak to mam przeżyć! – zawołałam, a dziewczyny zaczęły mi wtórować.

Chuj, jak się bawić, to się bawić. Po dwóch drinkach miałam już nieźle w czubie, biorąc pod uwagę wczorajszego, a raczej dzisiejszego kaca, i to mi w zupełności wystarczyło. Wyszłam do ogrodu, aby się przewietrzyć, i o dziwo, odkryłam tam Lorenza w totalnej rozsypce, siedzącego na ławeczce.

– Mogę się przyłączyć? – spytałam trochę zaniepokojona.

– Co ja, do kurwy, zrobiłem źle? – Pytanie, które mnie totalnie zaskoczyło.

– Wszystko – odpowiedziałam z całą swoją śmiałością.

– Jak wszystko? Przecież mieliśmy plan, kasę, byliśmy gotowi na otwarcie.

– Gówno byliście, nie macie zielonego pojęcia, o co w tym interesie chodzi. Myśleliście, że jak ściągniecie sobie laski z Polski i macie lokal, to interes sam się poprowadzi, a tu wielka dupa. Sami jesteście sobie winni. Osobami pokroju Fabia i Kingi daleko nie zajdziecie. Mówię z doświadczenia, co prawda polskiego, ale wszędzie burdele prosperują tak samo. – Właśnie go dobiłam.

– Wyszczekana jesteś.

– Nie, tylko szczera – odpowiedziałam. – Ja wracam do środka, a ty jak chcesz, to tu zostań, a jak nie, to idź i pokaż, kto tu rządzi.

Jego spojrzenie było inne, nie wyrażało nic złego, wręcz przeciwnie, tak jakby zrozumiał, co do niego mówię i… Tak, wyrażało ulgę.

Dwie minuty później byłam już w środku całkiem niezłej imprezy. Ewa dotrzymywała towarzystwa temu wysokiemu blondynowi, który okazał się jubilerem i właścicielem jednego z salonów na Leith Walk w Edynburgu. Magda, o dziwo, szalała z tym naćpanym kolesiem i miałam wrażenie, że dobrze się bawi. Cóż, każdemu należy się rozrywka, nawet w tej branży. No i bez niespodzianek: Kinga rozpływała się w ramionach gościa numer jeden. Pana żonatego ze Szkotką, mającego dwójkę dzieci i pracującego jako kucharz w kawiarni i – co najważniejsze – profesjonalnego gracza w pokera. Moje pojawienie się wzbudziło zainteresowanie jednego z długowłosych kolesi, ale jak szybko się zaczęło, tak jeszcze szybciej się skończyło w chwili, kiedy Lorenzo pojawił się w drzwiach. Cóż, nie chciałam się tym dziś przejmować, miałam totalnie dość. Jutro będę umierać gorzej niż rano. Pora na łóżko – to jedyne, o czym marzyłam. Próbowałam wymknąć się niespostrzeżenie, ale na drodze stanął mi najebany i wkurwiony Fabio, a jak miałam okazję się przekonać, to problem do kwadratu.

– A ty dokąd się wybierasz?! – wydarł mi się do ucha.

– A tobie co do tego? – spytałam.

– Jak to co?! Pracujesz dla mnie i masz tu być! – wykrzyczał.

– Weź nie rób z siebie większego debila, niż jesteś.

– Coś ty powiedziała?! Kim ty jesteś, żeby mi pyskować?!

– Kimś, na kogo dupie zarabiasz, więc weź się odpierdol, konusie.

– Ja ci dam konusa…

I w tym momencie Lorenzo złapał go za ramię i wydarł się po turecku. Jego głos był dosadny, barytonowy, aż mnie ciarki przeszły ze strachu. Fabio momentalnie zrobił się jeszcze mniejszy, niż był, a wszystkie mięśnie Lorenza napięły się do granic możliwości. Dopiero teraz zobaczyłam, jak ma idealnie wyrzeźbione ramiona i barki. Jego oczy zrobiły się czarne jak węgiel, a brwi uniosły ze złości. Dla mnie to był znak, że nie powinno mnie tu być. Zabrałam swoje cztery litery i uciekłam do pokoju. Padając na łóżko, zapomniałam o tym, co się działo, i odpłynęłam w głęboki sen.

Co jest, do cholery? Obudził mnie dziwny dźwięk. Byłam tak zaspana, że ani nie wiedziałam, która była godzina, ani nie mogłam rozpoznać, co słyszałam. Zaraz, czy ktoś tu porno ogląda, czy kręci? Nie potrafiłam ogarnąć, co się działo ani o co chodziło. Ledwo zwlekłam się z łóżka i poszłam szukać źródła tych dziwnych odgłosów, które chyba dochodziły z salonu. Powoli zbliżyłam się do otwartych drzwi i zobaczyłam coś, co wolałabym odzobaczyć. Przy świetle telewizora, w którym leciał dość ostry pornol, dostrzegłam Kingę pod Fabiem, za to na Stevenie. Ja pierdolę. Jeden wkładał jej penisa w dupę, a drugi w pizdę, podczas gdy ona leżała oparta nogami na tym pierwszym, a drugi nad nią posuwał ją jak pies sukę. O kurwa, tego się nie spodziewałam. Już miałam wychodzić, gdy zobaczyłam Lorenza siedzącego po drugiej stronie salonu na kanapie, z opuszczonymi spodniami, robiącego sobie dobrze ręką. Kurwa, kurwa, kurwa! Wybiegłam stamtąd i wróciłam do pokoju. Nie wiedziałam, co miałam o tym myśleć ani co zrobić w sytuacji, w której się znalazłam przez własną głupotę.

– Mogę wejść? – Usłyszałam pukanie do drzwi i głos Lorenza.

Już miałam odpowiedzieć, że nie, gdy jego duża postać wpakowała się do pokoju.

– Chcę wyjaśnić to, co właśnie widziałaś.

– Nie interesuje mnie to, nie moja sprawa. A teraz daj mi spać. Widzimy się rano – odparłam zmieszana.

Usłyszałam odgłos zamykanych drzwi. Co tu się jeszcze odpierdoli i jak mamy z Ewą i Magdą się z tego wyplątać?

Co dalej?

Po tylu wrażeniach nie mogłam zasnąć, natłok myśli w mojej głowie falował jak wzburzone morze. Co ja, a raczej my mamy teraz zrobić? Po tym, czego byłam mimowolnym świadkiem, doszłam do wniosku, że Kinga, nasza nibykoleżanka, ukartowała to wszystko od samego początku. Jak ja mogłam się dać w to wkręcić? Przecież nie mam nastu lat i nie jestem głupia. A może jednak tak? No ale przecież nie jestem tu sama. Ewa i Magda też dały się Kindze w to wciągnąć.

Idiotka, idiotka, i to jaka – powtarzałam sobie w myślach.

– Amelia, śpisz? – Usłyszałam głos za drzwiami.

– Nie, wchodźcie – powiedziałam do dziewczyn.

– Chodź, musisz to zobaczyć – poprosiła Ewa.

Skierowałam się za nią do salonu, gdzie zobaczyłam Kingę śpiącą na kanapie. Ubrana była tylko w top, który miała zeszłej nocy na sobie. Leżała rozwalona jak żaba na liściu, bez majtek, z całą pizdą na wierzchu. Obraz upadku kobiety!!! Ja wszystko rozumiem, sama daję dupy za kasę, ale jak to ktoś powiedział: „Prostytutka to zawód, a kurewstwo to charakter”, i tego się trzymam. Wierzę, że można się sprzedawać, ale nadal mieć swój honor i znać własną wartość. Dla mnie praca w burdelu jest jak w biurze – zaczynasz i kończysz o danej godzinie, i wracasz do swojego życia poza. Niczym się to nie różni, też obsługujesz klientów, z tą różnicą, że masz ich na godzinę i płacą kilkanaście razy więcej, a to, co z nimi robisz, to już twoja sprawa. Jak by nie było, jest to zwykły interes, nic poza tym.

A tu miałyśmy przed sobą obraz laski upadłej.

Czy powinnam powiedzieć dziewczynom, czego byłam świadkiem dzisiejszego poranka? – pytałam sama siebie.

Raczej powinny wiedzieć, w co się wpakowałyśmy z chęci zysku. Każda z nas była tu dla kasy. Ewa, żeby zarobić na studia. Magda, jako samotna matka, dla dziecka, a ja, żeby zarobić na własne gniazdko, co pozwoli mi uciec od piekła, które zgotował mi ojciec alkoholik. Dla nas ta praca to kwestia żyć i przeżyć. Nie potrzebujemy kasy na ciuchy, kosmetyki czy zagraniczne wycieczki. Po prostu chcemy normalnie żyć.

Kinga była naszą przeciwnością. Jedynaczka, rozpieszczona do granic możliwości, wierząca, że jest najlepsza we wszystkim. Przekonana o swojej doskonałości, z nienaganną figurą i dużym, jędrnym biustem. A te jej włosy, piękne, gęste, w odcieniu słonecznego blondu… Odkąd ją znam, zawsze powtarzała, że odpowiednia długość włosów u kobiety potrafi zachęcić każdego faceta.

Przemogłam się i opowiedziałam dziewczynom, co widziałam w nocy, a czego wolałabym nie zobaczyć. Ewa, najcichsza i najbardziej opanowana z nas, tleniona blondynka o barczystej posturze, która przy jej wzroście dawała obraz całkiem wielkiej laski, i Magda, niska brunetka przy kości z ciemnobrązowymi włosami, która swoją pogodą ducha potrafiła zjednać każdego, były w jeszcze większym szoku niż ja zeszłej nocy.

– No to mamy jeszcze bardziej przejebane, niż myślałam – stwierdziła załamana Ewa.

Zapadła niezręczna cisza, która wyrażała nasze wszystkie emocje, głównie totalną bezsilność.

Nawet nie wiem kiedy, Kinga wtoczyła się do mojego pokoju. Obraz nędzy i rozpaczy. Rozmazany makijaż, potargane włosy, jakby ją piorun jebnął, i opuchlizna na twarzy utwierdziły dziewczyny w przekonaniu, że mówiłam prawdę.

– O, tu jesteście – stwierdziła, jak gdyby nigdy nic.

– A co, potrzebujesz nas do szukania majtek? – Ewa nie mogła powstrzymać się od złośliwości.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi, przecież nic się nie wydarzyło – wymamrotała Kinga.

Jej głos był ledwo słyszalny, pewnie przez te wszystkie laski, które zrobiła przez ostatnie dwanaście godzin.

– Dziewczyny, nie kłóćcie się. – Magda próbowała ratować sytuację, zanim doszło do poważniej awantury.

– Kinga, proszę, idź, ogarnij się, może prysznic pomoże, i daj nam zająć się naszymi sprawami – powiedziałam bardziej zrezygnowana niż wkurwiona.

Cała ta sytuacja zaczynała mnie przerastać. Miałam mętlik w głowie, którego nie mogłam poukładać, a do tego ponownie kaca. Nie wiem, co było gorsze. Kinga posłuchała i zabrała swoje porządnie przeruchane dupsko, i zostawiła nas same.

– Co robimy dalej? Czy mamy jakieś opcje w tej sytuacji? – zastanawiała się zrezygnowana Magda. – Musimy porozmawiać z tymi dwoma debilami i ustalić plan działania, a jak nie, to ogarniemy kasę na powrót i tyle nas widzieli – kombinowała dalej.

Nie sposób było się z nią nie zgodzić. Poszłam szukać debila numer jeden, aby umówić się z nim na poważną pogawędkę, co z naszą przyszłością w tym pierdolniku. Książę siedział w salonie z jakimiś rachunkami i zobaczywszy mnie, podskoczył jak oparzony.

– Dobrze, że jesteś – stwierdził. – Musimy poważnie porozmawiać.

– O, chociaż w jednym się zgadzamy. Salon, siedemnasta, pasuje? – spytałam.

– Tak, jak najbardziej.

– To jesteśmy umówieni we czwórkę.

– Jak we czwórkę? – zdziwił się.

– Ty, ja, Ewa i Magda. Bez Kingi i Fabia. Pasuje?

– Zgoda, a teraz możemy pomówić o tym, co widziałaś nad ranem?

– Nie ma o czym, już ci mówiłam, że to nie moja sprawa.

Opuściłam salon i wróciłam do moich lasek.

Była najwyższa pora, aby odreagować całe to dwudniowe zamieszanie, więc udałam się na spacer zobaczyć, gdzie my w ogóle jesteśmy. Wymknęłam się niepostrzeżenie, zaraz po poinformowaniu dziewczyn o naszym spotkaniu po południu.

Pogoda była piękna. Wyszłam na ulicę i uznałam, iż musi to być jedna z głównych arterii miasta. Ruch na niej był naprawdę duży, masa aut i pieszych niemających pojęcia, że tuż obok w piwnicy jednego z budynków dzieją się rzeczy nienormalne dla przeciętnego człowieka.

Kamienica, stojąca w ciągu wielu takich samych po obu stronach ulicy, wyglądała jak z pocztówki. Kiedyś byłam całkiem niezła z historii i wydaje mi się, że zostały wybudowane w XVII lub XVIII wieku. Po prostu piękne.

Pora zorientować się, pod jakim adresem się znajdowałyśmy. Na skrzyżowaniu dwóch ulic dostrzegłam małe tabliczki. Ta, która mnie interesowała, nosiła nazwę South Clerk Street, a prostopadła do niej – Lutton Place. To już jakiś początek. Udałam się w prawą stronę, podążając za tłumem. Byłam zachwycona budynkami – każdym osobno, a jednocześnie wszystkimi naraz. Zatrzymywałam się przy bardziej interesujących i w końcu odkryłam Surgeon’s Hall Museums. Stary, mały budynek chyba z tej samej epoki, co wszystkie pozostałe, z tablicą informującą o przechowywanych tam szczątkach ludzkich w formalinie. O zgrozo!!! Następnie doszłam do skrzyżowania South Bridge z Royal Mile. Kojarzyłam je z drogi na śniadanie z Lorenzem. Nie wiedząc do końca, gdzie iść, skręciłam w lewo. Tu właśnie zaczynała się High Street. Liczba ludzi na niej troszkę mnie przytłoczyła. Idąc pod górkę, minęłam Katedrę św. Idziego. Każdy budynek na tej ulicy wydawał się starszy od poprzedniego. Dla mnie ona cała wygląda jak z innej epoki. Podziwiając każdy zakamarek, dotarłam do samego końca, gdzie znajdował się zamek z placem, skąd można było podziwiać niesamowitą panoramę miasta. Doskonale widać było ogrody królowej, główną ulicę miasta i majestatyczny monument przy niej, jak również dwa pokaźne budynki – National Galleries Scotland: Portrait i National Gallery of Scotland. Tak przynajmniej informowały tablice na barierkach zabezpieczających.

Mogłabym mieszkać w takim mieście zamiast w powalonej Warszawie. To miasto ma ten urok, charakter jak z innej epoki. I właśnie gdy rozkoszowałam się widokiem oddalonego morza, usłyszałam dzwoniący telefon. Dlaczego właśnie w tym momencie, kiedy cieszyłam się chwilą?

– Gdzie jesteś? – napadła na mnie Ewa.

– A to dobre pytanie – odpowiedziałam spokojnie.

– My się zamartwiamy, dzwonię jak szalona, a ty nawet nie masz zamiaru odebrać! – krzyczała gorzej niż Fabio.

Dopiero wtedy zobaczyłam kilka nieodebranych połączeń.

– Uspokój się, nie do końca wiem, jak stąd wrócić. Jestem pod zamkiem. Postaram się być z powrotem jak najszybciej.

– Już ty się nigdzie nie wybieraj, wysyłam po ciebie Lorenza.

– Co? Nie. Wrócę sama. – Starałam się sprzeciwić, ale nie miało to sensu, Ewa była nieugięta.

Tego mi tylko brakowało. Po półgodzinie dostrzegłam znajomą postać pędzącą w moją stronę. Z daleka mogłam stwierdzić, że nie był zadowolony.

– Nie można cię zostawić na pięć minut samej. Same problemy z tobą. Albo pyskujesz i się rzucasz o wszystko, albo wycieczki sobie urządzasz po mieście, w którym jesteś od czterdziestu ośmiu godzin. Ja pierdolę, co za babsztyl. Chodź ze mną i już nic nie mów. Mam już dość na dziś – gadał sam do siebie.

Próbowałam coś powiedzieć, ale uciszył mnie swoim twardym spojrzeniem. To chyba znaczyło, że miałam się bać. No idiota, jeśli mu się wydawało, że coś wskóra. Debil jak nic.

Czas niespodzianek

Panowie chcieli, żeby dać im chwilę do namysłu. Wyszli i zostawili nas same w mieszkaniu. Nie dawało mi spokoju, dlaczego Lorenzo pozwolił mi iść spać ostatniej nocy. Przecież przyjechałam tu zarabiać kasę, a nie byczyć się w łóżku, nawet jeśli byłam zmęczona i zniesmaczona całą zaistniałą sytuacją. Postanowiłam porozmawiać z dziewczynami, aby zrozumieć, co się działo po moim wyjściu z salonu. Ewa jak to Ewa, szczera do bólu, powiedziała tylko, że konus bardzo się oburzył, ale Lorenzo był nieugięty i kazał mu zostawić mnie w spokoju. Podobno ich kumple pytali o mnie, ale on kazał im mówić, że jestem niedysponowana. Jak ja miałam w takim razie zarabiać tu kasę i dlaczego on to zrobił? Musiałam koniecznie wyjaśnić z nim tę sytuację, bo przecież byłam tu dla pieniędzy, a nie na wakacjach.

Po jakichś dwóch godzinach wrócili i zwołali pilną naradę za pół godziny w salonie. Nie za bardzo miałam ochotę słuchać ich pomysłów na rozbudowę interesu, ale nie było wyjścia. Zdecydowałyśmy się zostać na miesiąc i pomóc, więc mus to mus.

Fabio, jak zwykle nakręcony sytuacją, nie mógł usiedzieć w miejscu, tylko ciągle biegał z kąta w kąt po całym salonie. On na pewno ćpał, bo nie ma siły, żeby tak się zachowywać bez wspomagaczy.

– No więc mamy kilka rozwiązań na to, co się dzieje – zaczął poważnie Lorenzo. – Dziś jest piątek, więc za bardzo nie mamy jak dać ogłoszenia w lokalnej prasie, w „Evening News Na Weekend”, bo ukaże się ono dopiero w poniedziałek. Co do nowych dziewczyn, to Kinga ze Stevenem przyślą nam swoje, ale dopiero w przyszły weekend. Mają być w piątek rano. Jeżeli chodzi o recepcjonistkę, to tu mamy problem, nie znamy nikogo, kto mógłby się tym zająć, więc pomyśleliśmy, Amelia, że ty mogłabyś nią zostać.

Moja mina musiała być bezcenna, bo od razu przedstawił plan moich dochodów.

– Będziemy ci płacić za każdego kolesia, który przyjdzie i skorzysta z usług, plus premię na koniec tygodnia – oznajmił.

– Czy to jakiś żart? – spytałam. – Przecież ja w życiu nie zarobię, a jak nawet coś, to nie opłacało mi się przejeżdżać pół Europy dla tych groszy, bo tyle to ja w Warszawie zarobię, będąc w domku.

– To fakt, że może na początku być to mały problem, ale z czasem na pewno dobrze na tym wyjdziesz.

– Jak dobrze? Ja potrzebuję kasy, a nie kieszonkowego – oburzyłam się.

– Właściwie to wiedzieliśmy, że tak będzie, więc możemy płacić ci tygodniówkę plus od klientów osobno – próbował ratować sytuację.

– Teraz możemy zacząć rozmawiać – oznajmiłam.

– Zastanów się, jaka kwota by cię interesowała, a my zobaczymy, czy będzie nas na to stać. Wierzę, że się dogadamy. Natomiast w ten weekend spodziewamy się bardzo ważnego klienta. Jest on Włochem i…

Tu wszystkie zaczęłyśmy się śmiać, a jemu zrobiło się strasznie głupio.

– Jednym z najbogatszych w Edynburgu, posiada masę nieruchomości, restauracji i dużo innych interesów, tak więc, proszę, Ewa i Magda, zajmijcie się nim odpowiednio.

– Ja pierdolę, jeszcze jakie wymagania ma – oburzyła się Ewa. – Może mamy mu jeszcze jakąś promocję zrobić albo dorzucić coś w gratisie? No jebnięty, po prostu jebnięty.

Lorenzo nie rozumiał polskiego, zorientował się tylko, że coś jest nie tak, ale nie wnikał, o co chodziło.

– No i właśnie o tym mówię. – Skierował się w moją stronę. – Musimy mieć kogoś, kto tu będzie pilnował porządku, a ty jesteś tak wyszczekana, że nikt ci nie podskoczy – dodał.

Ja pierdolę, mam zostać burdelmamą. Tego jeszcze nie grali. Sama nie wierzę w to, co słyszę.

Cóż, musiałam się nad tym wszystkim porządnie zastanowić. Z jednej strony kasa na pewno nie będzie mi się zgadzać, a to przecież dla niej dawałam dupy, ale z drugiej nie będę musiała się sprzedawać. Nigdy nie planowałam być prostytutką na dłuższą metę, ale miałam swój cel przed sobą: uwolnić się od ojca. Tak, wiem, rodziców się nie wybiera, ale to on niszczył mi życie. Ile można znosić ciągłe awantury, bicie i strach, jak bardzo pijany wróci i o co się dzisiaj przyjebie. Czy dostanę wpierdol, czy padnie i da mi spokój, a może znowu będzie się nade mną pastwił psychicznie? Potrzebowałam uzbierać jak najszybciej na wkład na małe, ale własne mieszkanko, jak najdalej od niego, i zapomnieć, że w ogóle istniał. Tak jak dał mi życie, tak odkąd pamiętam, mi je zabierał, szczególnie po śmierci mamy. Wcale się nie dziwię, że zmarła tak młodo, skoro musiała mierzyć się z życiem u jego boku. No i właśnie wtedy uzmysłowił sobie, że w domu jestem jeszcze ja, i to na mnie wyładowywał wszystkie swoje frustracje. Nie miałam nikogo, kto by mnie przed nim obronił. Nikogo, kto stanąłby za mną i zabrał od niego bardzo, bardzo daleko.

Plan miałam dobry: zarobić i wynieść się z tego piekła na ziemi. A tu nie musiałabym więcej oglądać obleśnych zboków z wymaganiami jak Bóg wie kto, tylko dlatego, że płacą za seks, którego nikt im nie jest w stanie dać. Jakie to musi być upokarzające dla facetów, żeby płacić za coś, czego potrzebują, ale nie ma osoby, która z własnej woli dałaby im to, czego oczekują. Nie mówię, że wszyscy są tacy sami, bo wyjątki też się zdarzają, ale większość to tacy ze zrytą banią, którym się wydaje, że za kasę wszystko mogą. Tak to nie działa. Jak w tym filmie Pieniądze to nie wszystko, ale niestety bez pieniędzy to chuj, czy jak to tam było. Sens pozostaje ten sam. Nauczyłam się radzić sobie z nimi i jakoś do tej pory nie miałam większych problemów, ale niektóre laski miały mniej szczęścia i kończyły z poważnymi uszczerbkami na zdrowiu.

Wracając do tematu – może mogło to mieć swoje dobre strony. Bycie burdelmamą to też nie kariera, ale może właśnie dzięki temu udałoby mi się chociaż na chwilę skończyć z dawaniem dupy za kasę. Musiałam to wszystko poważnie przemyśleć, a nie miałam na to zbyt dużo czasu. Ten cały Włoch miał być dzisiaj i trzeba było się określić, czy pasuje mi propozycja Lorenza. Koniecznie musiałam z nim porozmawiać, i to jak najszybciej.

Znalazłam go w kuchni, wcinającego pizzę.

– Masz ochotę? Proszę. – Poczęstował mnie.

– Nie, dzięki, muszę z tobą porozmawiać o twojej propozycji. Jak to widzisz od swojej strony, jaką tygodniówkę możesz mi zaproponować i czy ja w ogóle dam radę? – Zarzuciłam go pytaniami, pełna obaw.

– Że dasz radę, to na pewno. Nikt w to nie wątpi, a jeżeli mówimy o pieniądzach, to myślę, że…

I tu padła kwota, która totalnie mnie zaskoczyła. Nie musiałam się dwa razy zastanawiać. Głupia bym była, gdybym się nie zgodziła.

– Ale mamy z Fabiem kilka warunków. Jesteś tu non stop. Wolne raz w tygodniu, dopóki czegoś innego nie wymyślimy, i to, co się tu dzieje, jest na twojej głowie. Co ty na to?

Miałam ochotę rzucić mu się na szyję. Nawet nie sądziłam, że on może mieć ludzkie odruchy i zaproponować mi tak korzystną ofertę. Jak na skrzydłach poleciałam do dziewczyn z nowinkami, które, jak by nie było, dotyczyły również ich.

– Oficjalnie zostałam burdelmamą! – krzyczałam od chwili otworzenia drzwi do pokoju Ewy.

– No i super, pamiętaj tylko, że my cię tu potrzebujemy i żebyś nie obrosła w piórka po awansie. – Ewa zaczęła się ze mnie nabijać. – No to, szefowo, od czego zaczynamy?

Magda, słysząc nasz śmiech, przyszła sprawdzić, co się dzieje.

– Oto nowa burdelmama! – krzyknęła Ewa, wskazując na mnie.

Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że Magda nie była zachwycona moim awansem.

– No to szybko się ustawiłaś – stwierdziła sarkastycznie. – Najpierw nie każe ci sypiać z klientami, a na drugi dzień zostajesz jego prawą ręką. Uważaj, kochana, żebyś się w coś nie wpakowała przez przypadek. Widziałaś, jak on czasami na ciebie patrzy i cię obserwuje? Bądź czujna – poradziła mi, po czym wyszła z pokoju.

Ewa, widząc moje zdziwienie, kazała mi się nie przejmować, tłumaczyła zachowanie Magdy zazdrością. Chociaż przyznała, że może rzeczywiście powinnam uważać, bo ona też zauważyła, iż Lorenzo bacznie mnie obserwuje. Dlaczego one to widziały, a ja nie?

Muszę zwrócić na to uwagę – to pierwsze, co przyszło mi do głowy.

Pan F.

Fabio jak zwykle wpadł do mieszkania, robiąc straszne zamieszanie. O tym, że Włoch ma być niedługo, słyszałyśmy ze sto razy w ciągu pół godziny. Całą instrukcję obsługi tego typa ze szczegółami wygłaszał z dziesięć razy.

Zastanawiałyśmy się z Magdą, co on bierze. Powinien dilera zmienić, bo to, co mu sprzedaje, dobrze na niego nie działa.

Całe to zamieszanie w końcu udzieliło się również Magdzie. Niepotrzebnie zaczęła się stresować i panikować.

– Jak wyglądam, dobrze? A jak włosy i makijaż, sukienka odpowiednio podkreśla cyce?

– Madzia, wyluzuj, to tylko klient – uspokajała ją Ewa. – Wyglądasz bosko jak zawsze.

Biegając po salonie ze świeczkami, sprayami i tego typu rzeczami, nie miałam szansy, żeby się jej dobrze przyjrzeć, ale na pewno jak zawsze była naj.

Chwilę później pojawił się Lorenzo, a za nim facet… jak facet. Nie rozumiałam zachwytu Fabia tym panem. Ogólnie okej – garnitur szyty na miarę, bardzo drogi zegarek, ale poza tym to co w nim takiego szczególnego? Ciemne kręcone włosy, sięgał Lorenzowi do ramienia, czyli kolejny konus, no i niewielki brzuch.

Rozsiadł się na kanapie, obejrzał najpierw Ewę, a potem Magdę i, o dziwo, rozpoczął z nimi rozmowę. Było dużo pytań, jak na przesłuchaniu przez gliny, ale bardzo kulturalnie, z angielskim z wyższej półki. To go wyróżniało od pozostałych panów, których do tej pory spotkałyśmy w tym salonie.

Dopiero teraz miałam szansę zweryfikować zachowanie Magdy. Nie wiem, co się jej stało, ale to nie była laska, którą znałam. Zaczęła zachowywać się jak nakręcona wariatka, bardzo przypominając… Kingę.

– Co jej odwaliło? – spytałam Ewę, podając kawę.

– Nie mam pojęcia, ale coś z nią jest nie tak – utwierdziła mnie w moim przekonaniu.

Ta radosna dziewczyna z poczuciem humoru i zaraźliwym uśmiechem zachowywała się jak diwa na jakiejś wiejskiej potańcówce. Żenada.

Nawet Lorenzo był zniesmaczony jej zachowaniem, nie wspominając pana F. Nie wiem, dlaczego Fabio tak go nazwał, ale może po prostu dla zachowania anonimowości.

Widać było, że zachowanie Magdy wprawiało gościa w zakłopotanie, a mina Lorenza wskazywała, że ze złości para wylatuje mu z uszu.

Jakieś pół godziny później pan F. zaproponował Ewie zmianę otoczenia, co wprawiło Magdę w taką wściekłość, że nawet Fabio miał serdecznie dość jej zachowania i wyprowadził ją do kuchni. Myślałam, że gorzej już być nie mogło. Złudne nadzieje.

Zanim minęła godzina, poszłam zapukać do pokoju Ewy, aby dać znać, że czas przyjemności się kończy, gdy usłyszałam dźwięki, które trochę mnie zaniepokoiły.

Oby z Ewą wszystko było w porządku – pomyślałam, ale z drugiej strony, co mogło być nie tak?

I właśnie w tym momencie Ewa wyszła z pokoju wkurwiona na maksa. Mijając mnie w korytarzu, rzuciła tylko, że to zbok pierdolony, i pokazała mi swoje włosy umazane czymś, co przypominało spermę. Wpadła do łazienki i zabarykadowała drzwi, klnąc przy tym pod niebiosa.

Ja pierdolę, co tu się właśnie odjebało?

Zapukałam do drzwi i poprosiłam, aby mnie wpuściła, ale usłyszałam tylko odgłos branego przez nią prysznica. Może to pomoże jej ochłonąć.

Udałam się do salonu, żeby sprawdzić, co się stało, ale zobaczyłam tylko, jak Lorenzo żegna pana F. przy drzwiach wyjściowych, a na jego twarzy maluje się ten zjebany uśmiech. To zapewne oznaka zadowolenia, ale czy aby na pewno? Musiałam poczekać, aż Ewa wróci i wszystko mi opowie, bo od razu widać, że zaszło coś, czego się nie spodziewała. Pozostało mi tylko czekać na nią w salonie, paląc papierosy jeden za drugim.