Klucz Czasu. Saga Niebios i Otchłani tom 2 - Agata Konefał - ebook

Klucz Czasu. Saga Niebios i Otchłani tom 2 ebook

Konefał Agata

4,5
49,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Płomień odwiecznego konfliktu między aniołami i demonami wznieca się na nowo.

Aeron i jego wojownicy odpierają ataki anielskich legionów, które przybywają na Archipelag. W chaosie, który ogarnia jego królestwo, próbuje wytropić zdrajców, którzy do tego doprowadzili. To jednak jedne z wielu jego zmartwień. Podniebne wyspy zaczynają upadać.

Sharleen budzi się w labiryncie z cierni. Nie pamięta, co ją spotkało ani jak wiele czasu tu spędziła. Gdy udaje jej się opuścić to tajemnicze, niepokojące miejsce, odkrywa, jak daleko archaniołowie zaszli w swoich intrygach. Decyduje się zrobić wszystko, aby ich powstrzymać.

Mainard zamierza pomóc pół-aniołom podnieść bunt przeciwko władzy. Ułatwia mu to nagły atak potworów z pogranicza Otchłani, spotkanie z Królem Demonów oraz przejęcie stanowiska głowy rodu. Ma jednak wątpliwości, czy to słuszna droga. Cena wolności może być zbyt wysoka.

Wypełnia się kolejny wers przepowiedni. Wkrótce na niebo wzejdzie czarny księżyc, a wraz z nim na żer wyjdą bestie. Tylko przerwanie proroctwa może je zatrzymać.

Druga część Sagi Niebios o Otchłani zachwyci fanów Sarah J. Maas.

Agata Konefał – wielbicielka fantastyki od baśni po horrory. Tworzy i czyta historie w tym właśnie gatunku. Autorka Trylogii Dnia i Nocy, Dylogii Róży oraz Sagi Niebios i Otchłani. Od kilku lat pasjonuje się walką wręcz i łucznictwem. Amatorka ziołolecznictwa oraz kolekcjonowania minerałów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 986

Oceny
4,5 (44 oceny)
25
14
5
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
olakonior

Całkiem niezła

Znacznie słabsza niż 1 tom
00
Angela1975

Dobrze spędzony czas

Potrzebuje kolejnej części na już… Polecam !
00
michalinagagajewska

Całkiem niezła

Nie wiem,dlaczego jest oceniana tak dobrze. dwa tomy po 800stron. ciągle te same zwroty akcji. Niby pisana jak " od wrogow do kochankow", ale abstrahując już od nudnej i przewidywalnej fabuły- dwie sceny seksu pisanego jak przez licealistkę. przyznaje, był duzy potencjał, ale już po pierwszych 10 rozdziałach zauważamy schemat powielania. Bohaterowie idą sobie, idą ...nagle atak, wszyscy cali, idą znowu j idą znowu atak, znowu przeżyli. później później jest już tylko gorzej. Naprawdę szkoda, że taki potencjał się rozmył, bo zarówno postać Mainarda jak i Eriala jest dobra. Ale kiedy Nie będę spoilerowala, ale żałuję prze zytania tych 2 to.ów. Brak napięcia i prawdziwej akcji. no i po pierwszej i jedynej scenie seksu głowni bohaterowie zdają się być jak brat i siostrą... Zero napięcia, rozwinięcia... To mogło być coś bardzoooo dobrego. Żałuję, że wszystko,co zacznę czytać- nieważne jak słabe się okazuje- muszę doczytać do końca. Dla mnie ogromny wasting-time.
00
Ametyst_

Nie oderwiesz się od lektury

Dałabym takie 4,5. Mniej mi się podobała niż 1 część, ale i tak była bardzo dobra. Końcówka mnie trochę zawiodła, ogólnie w książce cały czas coś się dzieje.
00
Aster22

Dobrze spędzony czas

Pierwszy tom zdecydowanie lepszy. Wg mnie można było ograniczyć akcje do maksymalnie 500 stron.
00



Agata Konefał

Klucz Czasu

Saga

Klucz Czasu. Saga Niebios i Otchłani tom 2

Mapy: Aleksandra Skrzycka

Korekta i redakcja: Ortograf, Aleksandra Bednarek

Copyright ©2024, 2025 Agata Konefał i Saga Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788727229423

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.

Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania

Dla tych, którzy doświadczyli miłości trudnej lubnieszczęśliwej. Obyście znaleźli kogoś, kto zatroszczysię o Wasze serca aż po grób.

Rozdział 1

Aeron

WOJNA była nieunikniona. Aniołowie jej pragnęli, jakby potrzebowali jej do życia równie mocno, jak powietrza. Dali wyspiarzom złudną nadzieję, iż po pierwszym nieudanym napadzie odpuszczą, wszak uciekli jak najgorsi tchórze, lecz ponad dwie doby później wrócili. Liczniejsi i lepiej przygotowani zjawili się za dnia nad Archipelagiem niczym chmara much nad truchłem zwierzęcia.

Wartownicy wypatrzyli ich na długo przed tym, zanim najeźdźcy zbliżyli się do pierwszej wyspy. Natychmiast zaraportowali o tym Aeronowi, co dało mu cenny czas na ułożenie taktyki obronnej. Gdy wrogowie przybyli, demony i smoki były gotowe ponownie dać im nauczkę.

Króla rozpierała duma, gdy patrzył po swoich wojownikach. Minione doby nie były dla nich najłaskawsze, wszyscy trwali w niepewności, czy nie znikną wraz z podniebnym lądem następnego dnia, ale po upadku Lix żadna inna wyspa nie runęła ani nie powtórzyły się wstrząsy. Mimo to każdy był gotowy na natychmiastową ewakuację, gdyby jednak do tego doszło.

A z pewnością dojdzie. W bliższej lub dalszej przyszłości.

Pierwszy anioł zjawił się już dość blisko. Na tyle, że Aeron mógł zobaczyć wyraz jego twarzy. Drapieżny uśmiech podkreślał błękit przesyconych szaleństwem oczu. Monarcha rozpoznał tę gębę od razu.

Zarcus.

Potrzebował aż trzech dni, żeby odzyskać pewność siebie na tyle, by mieć odwagę tu wrócić. Prowadził liczny oddział, co najmniej dwa tuziny większy niż podczas poprzedniego ataku. Wszyscy nosili jasne mundury i byli uzbrojeni w miecze lub długie sztylety. Lecieli na szeroko rozpiętych skrzydłach, w pewien sposób majestatyczni, ale bardziej — zwłaszcza w oczach demonów — odstręczający.

Wreszcie znaleźli się w odpowiedniej odległości, żeby ukrócić ich bezmyślny nalot. Król uniósł rękę, zaciskając pięść, i wtedy przed aniołami eksplodowały płomienie. Ogień rozrósł się wściekle, odgradzając drogę nieprzyjaciołom. Przez moment palił się intensywnie, a potem przygasł, uginając się pod wolą swego stwórcy.

Żar częściowo ograniczył wrogom pole widzenia, więc Aeron opuścił kryjówkę. Rozprostował skrzydła, po czym wzbił się w powietrze, górując ponad manifestacją swojej magii. Odczekał jeszcze chwilę, zanim całkowicie cofnął zaklęcie. Jego oczom ukazali się purpurowi ze złości aniołowie. Niektórzy z nich mieli nadpalone mundury.

– To ty! – zawołał Zarcus. Był dziwnie radosny jak na te okoliczności. – Przeżyłeś!

Król Demonów zignorował przygłupa i skupił się na innych celach. Musiał ich anihilować, zanim oni podniosą ostrza na jego poddanych. Już wystarczająco ludzi zginęło z ich winy tamtej nocy.

Najeźdźcy poruszyli się niespokojnie. Każdy chciał jego głowy, co mieli wyryte na posągowych obliczach.

Monarcha zmrużył oczy, zaciskając dłonie na glewii, następnie zaś obrócił bronią w rękach, tym samym dając znak swoim podwładnym do szarży. Horda demonów natychmiast opuściła kryjówki w cieniu drzew i osaczyła Eadoran, a później zaatakowała.

Aniołowie od razu przystąpili do kontry. Jeden z nich rzucił się na Aerona, ale nie zdołał nawet go zadrasnąć. Władca przebił go na wylot ostrzem glewii, a później rozprawił się z kolejnym przeciwnikiem.

– Nie bądź taki, nie ignoruj mnie! – zaśmiał się ciemnowłosy szaleniec, zrywając się w locie w stronę króla. – Zabawmy się!

Aeron zacisnął zęby tak mocno, że rozbolała go szczęka. Odwrócił się do Zarcusa, który już był przygotowany do ciosu. Rozcapierzył palce, wydłużając szpony, i wbił je z impetem w pierś mężczyzny. Rozorał mięśnie, zmiażdżył kości, aż sięgnął serca, po czym wyrwał je bez wysiłku z ciała napastnika. W powietrze bryznęła posoka, przesycając je metalicznym, dławiącym zapachem.

Twarz anioła zastygła w wyrazie zdumienia, gdy zerknął na ziejącą w jego piersi dziurę. Momentalnie zbladł, a z jego ust i nozdrzy spłynęła gęsto krew. Blask w jego oczach zgasł. Zaczął opadać bezwładnie ku płynącym w dole obłokom i rozpadł się na tysiące ulatujących ku Niebiosom świateł.

– A więc to tak – wycedził mrocznym tonem Aeron, odwracając się do znieruchomiałych z oszołomienia walczących poniżej. – Mordowanie moich poddanych to dla was świetna zabawa. To może my przyłączymy się do zawodów, ale wygra ten, który wyrwie najwięcej waszych parszywych serc! – Odrzucił bijący jeszcze organ niedbale, jakby pozbywał się z ręki najgorszego śmiecia, i ten wreszcie zaczął znikać.

Obrócił glewią w dłoniach i wziął półpełny zamach. Jego podwładni od razu wiedzieli, co zamierza, więc wycofali się błyskawicznie, a wtedy Aeron opuścił ostrze. Powietrze się sprężyło, po czym wystrzeliło ku oszołomionym z przerażenia wrogom.

Chcieli, żeby stał się demonem z zamierzchłych opowieści, proszę bardzo. Będą drżeć na samo brzmienie jego imienia.

Trzem aniołom nie udało się uciec. Skończyli przepołowieni przez wietrzne ostrze. Krew chlusnęła obficie, by zaraz ulotnić się wraz z resztą ciał. Król nie czekał, aż znikną do końca, tylko przebił się przezeń napędzany gniewem. Zaatakował najbliższych najeźdźców, strasząc ich widokiem swoich kłów i szponów.

Bawiło go to. Niby byli mistrzami umysłów, a swoje własne zamknęli w ciasnych klatkach, by spoza nich patrzeć ze wzgardą na wszystko, co inne. Mieli jedną definicję doskonałości — piękna cielesnego i osobowościowego — ale nie widzieli zepsucia, które się z nich wylewało.

Byli puści jak antyczne dzbany. Ładne, ale do niczego.

Uderzył w prawo, a potem w lewo, siekając glewią. Miażdżył przeciwników brutalną siłą oraz magią, która tętniła pod jego skórą.

Niemalże nie zauważał, co działo się wokół niego. Wiedział, że ma swoich gwardzistów przy sobie. Rodzeństwo i przyjaciół, którzy pragnęli zemsty za odebrany wyspom spokój. Nie zamierzali puścić nikogo żywego.

Pewnie przydałby się jeniec, z którego Aeron mógłby wyciągnąć potrzebne informacje, tylko po co? To, co konieczne, już wiedział. Aniołowie mogli czytać w myślach, ale jeśli demony pozwalały pochłonąć się szałowi bitewnemu, działały instynktownie, tamci nie potrafili przewidzieć ich ruchów. Raz czy dwa monarcha wyczuł, że ktoś próbuje wedrzeć się do jego głowy, ale był to słaby atak, który nie zdołał złamać jego woli.

Mimochodem zastanowił się, czy gdyby trafił na kogoś lepiej obeznanego z własną mocą, nie zdołałby się obronić. Ile czasu by potrzebował, żeby uwolnić się spod władzy anioła, i czy w ogóle było to możliwe? Gdzie znajdowała się granica ich magii, którą obawiali się przekroczyć? Sharleen twierdziła, iż mogą zmusić dowolną osobę do odgryzienia sobie palca.

Zacisnął zęby. Ledwo o niej pomyślał, a już poczuł gorycz w gardle. Ścisnęło go w piersi, rozproszyło go wspomnienie jej twarzy, przez co obecny przeciwnik zdołał drasnąć jego bark. Syknął boleśnie, po czym spojrzał z żądzą mordu na zadowolonego z siebie mężczyznę.

Czymś się wyróżniał na tle pozostałych. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak każdy z obecnych nad morzem chmur Eadoran, ale jego spojrzenie… Widniało w nim pragnienie osobistej zemsty, nie zaś ślepa nienawiść.

Aeron przyjął postawę bojową, bez reszty skupiając się na rudowłosym aniele.

– Zabiłeś mojego przyjaciela – oznajmił lodowato nieznajomy. – Zapłacisz mi za to!

– Jakże mi przykro – prychnął. – Zapewne twój przyjaciel by żył, gdyby nie zamarzyła się wam ta wojenka.

Anioł zacisnął mocno zęby, ale zaraz odetchnął i uniósł miecz.

– Pożałujesz wszystkich swoich grzechów. Ja, Ofar Beralihavt, członek Dwunastu Jeźdźców Śmierci, znany jako Byk, zetnę ci głowę!

– Ustaw się w kolejce.

Przeciwnik prychnął lekceważąco.

– Jesteś aż nazbyt pewny siebie. Myślisz, że jesteś naszym priorytetowym celem?

– A nie jestem? – Uśmiechnął się półgębkiem.

W odpowiedzi Ofar zaatakował zajadle, wydając okrzyk bojowy. Aeron sparował cios, wciąż mając na twarzy ten sam lekceważący uśmieszek, czym doprowadzał oponenta do pasji. Wiedział, że nie powinien tego robić, ale to było teraz silniejsze od niego. Chciał upokorzyć aniołów w każdy możliwy sposób.

Król Demonów zablokował kolejne trzy ataki, zanim wymierzył kontrę. Ofar musiał wprawniej czytać w jego myślach, bo udało mu się zrobić unik. Potem przewidział, z której strony monarcha wznowi natarcie i sam wyprowadził cios. Aeron w ostatniej chwili zasłonił się stalową rękojeścią glewii. Zacisnął zęby i odepchnął anioła, gdy ten zaczął niebezpiecznie zbliżać swój miecz do jego czoła.

– Przyjmij karę za swoje czyny! – warknął wściekle rudzielec, kiedy władca wysp go odepchnął.

– Tobie jakoś do tego się nie pali. – Zrobił unik przed kolejnym ciosem.

– Nie mam krwi twoich przyjaciół na rękach.

– Nie przypominam sobie, bym z dumą nurzał się w posoce twoich.

– Wyrwałeś Zarcusowi serce, śmieciu!

– Aa. – Pokiwał głową. – Cóż, nie doszłoby do tego, gdyby nie nazwał swoich morderczych zamiarów zabawą.

– Zarcusa dotknęło szaleństwo, przez co nie zawsze potrafił odpowiednio wyrazić swoje intencje.

– Mhm. – Zacisnął lekko usta, patrząc na Ofara jak na wariata. – Jak dla mnie obaj macie kuku. Tyle że on swoim nie musi się już martwić.

– Przestań ze mnie kpić! – krzyknął wzburzony. Znów zaczął siekać mieczem, tym razem niemal na oślep.

Aeron wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Ataki przeciwnika straciły na finezji, były zbyt przewidywalne. Nie musiał czytać mu w myślach, żeby płynnie unikać lub blokować każdy z nich.

Ofar robił się coraz czerwieńszy na twarzy, a jego oczy błyszczały żądzą mordu. Popchnęło go to do uniesienia miecza wysoko nad głowę, by dźgnąć króla, ale wtedy sam został przebity ostrzem na wylot. Bynajmniej nie przez swojego przeciwnika.

– Ostatni – powiadomił Arden, zrzucając martwego anioła z klingi swojego oręża.

– Ponieśliśmy jakieś straty w szeregach? – zapytał władca, spoglądając po oczyszczonym z pierzastej zarazy niebie. Zaczęło zachodzić słońce.

– Dwóch zabitych i osiemnastu rannych, w tym jeden ciężko – zaraportował wypranym z emocji głosem. – Już przenieśliśmy ich na Evvel, by sylfy się nimi zajęły.

Aeron skinął głową. Wszystkie emocje opadły i nagle poczuł się bardzo zmęczony. Najchętniej zaszyłby się teraz w jakimś spokojnym, miłym miejscu, ale nie mógł. Czekały go obowiązki.

Zaledwie przed trzema dniami, gdy zegar wyznaczał kolejną datę, aniołowie wypowiedzieli jego królestwu wojnę. Wybrali porę, w której zamierzał rozprawić się z kapłanami, którzy zdradzili Archipelag poprzez współpracę z rządzącymi kontynentem. Wszystkim duchownym udało się zbiec. Pozostali jedynie ich uczniowie, w tym ten, którego trzymali najbliżej — Zaredim.

Przez wzgląd na niepokoje, które wywołał atak wrogiego oddziału, Aeron nie mógł zająć się jeńcami. Skupił się na umocnieniu wysp. Musiał nie tylko je obwarować, przydzielić do ochrony każdej z nich grupy silnych wojowników, ale także sprawdzić stan podtrzymującego je zaklęcia.

Robił to kilkakrotnie w ciągu doby, odmawiając sobie porządnego snu, gdyż widok spadającej do oceanu Lix prześladował go w koszmarach. Bał się, iż to się powtórzy z udziałem innej wyspy, w tym tej głównej, z którą były powiązane pozostałe.

Nadal nie potrafił odnowić czaru podtrzymującego, jednak udało mu się wpleść w maleńką część Archipelagu własny. Umocnił ziemię, nasączył ją mocą powietrza i wody. Pod najmniejszymi z pozostałych lądów udało mu się już stworzyć wiry, które — miał nadzieję — spowolnią proces upadku i pozwolą ewakuować mieszkańców do bezpiecznego miejsca.

Dziś zamierzał kontynuować to dzieło, ale najpierw powinien skontrolować usprawnianie obrony Archipelagu. Oraz — jeśli zdoła — porozmawiać z Zaredimem i pozostałymi uczniami. Nie mógł tego dłużej odwlekać.

Przetarł twarz dłonią, po czym spojrzał na zbierających się wokół niego podwładnych. Czekali na nowe rozkazy.

– Austinie, wybierz tuzin wojowników i zróbcie powietrzny zwiad wokół królestwa. – Spojrzał na rudowłosego demona, a on przytaknął. – Aiko, ty i Asterion wrócicie do szkolenia najmłodszych. Odwołacie też oddział Ami z Płomiennej Polany i wyślecie tam Aquę z jej wojowniczkami.

– Tak jest! – Rodzeństwo oddało mu honory, po czym od razu wzięło się do wypełnienia jego woli.

– Gdzie jest Amos?

– Ranny, panie – odpowiedział Jahat, występując nieco przed szereg.

Aeron zacisnął usta, lecz szybko ukrył emocje i zwrócił się do pozostałych gwardzistów:

– Adiram, Absolom, Anzem… wy zajmiecie się patrolem wschodnich wysp. Alf, Alyssa i Arhegra udadzą się na zachód. Sprawdźcie portale i upewnijcie się, że kapłani nie dołożyli nam zmartwień. Odwołajcie też Drystana, Falę i Correntina od ich obowiązków. Powinni wypocząć.

– Rozkaz! – Wszyscy wywołani uderzyli się w pierś prawą dłonią, kolejno zaś, wraz z poddanymi ich poleceniom wojownikami, się oddalili.

– Akmo, Alscilo, zajmiecie się ochroną zamku. Atterine i Adimie przydzielam odpowiedzialność za bezpieczeństwo Wodnego Labiryntu. – Popatrzył uważnie na siostry. – Przekażcie Alegorii, że ma odpocząć i czekać na dalsze instrukcje.

Demonice przytaknęły, po czym odleciały, zabierając ze sobą dużą część wojowników. Została niewielka grupa pod dowództwem Ardena i Aspisa, którzy trzymali się nieco z tyłu. Czekali, aż otrzymają własne zadania. Aeron odwrócił się do kuzynów i oznajmił:

– To nie może się ciągnąć w nieskończoność. Aniołowie czują się pewni, bo dotychczas to oni atakowali nas. Podczas ostatniej napaści zabili zdecydowanie zbyt wielu wyspiarzy.

Gwardziści skinęli głowami. Obaj doskonale zdawali sobie sprawę, że mimo obecnego przygotowania do odpierania wrogów, za pierwszym razem zareagowali za późno. Przez to mnóstwo zwykłych ludzi straciło życie.

– Co planujesz? – zapytał Aspis.

– Zaatakujemy ich, gdy tylko Archipelag zbliży się do kontynentu. Jedno przypadkowe miejsce. Pozwolimy im poczuć grozę, jaką możemy na nich zesłać, jeśli nie odpuszczą.

– To może oznaczać regularną wojnę – zauważył Arden.

– Wiem, ale nie mamy wyboru. Nie mogę spojrzeć poddanym w oczy, dopóki nie pomszczę ich rodzin.

– Nie powiedziałem, że cię nie popieram. – Szatyn uśmiechnął się drapieżnie. – Też chcę się zemścić.

– Cieszę się, że to słyszę. – Obrócił glewią w dłoni, po czym podrzucił nią wysoko, żeby zniknęła w płomieniach. – Na razie odłóżmy plany ataku. Teraz potrzebuję, byście w czymś mi pomogli. Wszystko wyjaśnię wam na miejscu.

Obaj skinęli głowami. Dali znak swoim podkomendnym, żeby ci udali się odpocząć, a sami podążyli za królem.

Przelecieli ponad całą Evvel, obserwując z góry, jak toczy się tam życie. Ludzie, sylfy i smoki pozornie wrócili do normalności, ale towarzyszące im napięcie i niepokoje były odczuwalne nawet z daleka. Aeron nie wiedział, jak temu zaradzić. Nie miał odwagi uspokajać poddanych kłamstwami, więc pozwalał im rozmyślać nad sytuacją kraju samodzielnie. Wkrótce coś będzie musiał im powiedzieć, coś w ich sprawie zadecydować, lecz na razie skupił się na zapewnieniu im ochrony. Na zwyciężaniu w tej wojnie, która z każdą minutą stawała się coraz bardziej jego własną.

W głowie usłyszał słowa matki, które powiedziała mu po tym, jak wdał się w pierwszą bójkę z Arranonem: „Kiedy raz zachowasz się jak potwór, już na zawsze nim pozostaniesz”.

Uśmiechnął się ponuro.

„Przepraszam, mamo”.

Skupił wzrok na odległej krawędzi morza chmur, pośród którego widniała jedna z mniejszych wysp, Kea. Zawiódł matkę już wielokrotnie, szczególnie po jej śmierci. Stał się taki, jak się obawiała. Bezwzględny i mściwy.

Zmrużył oczy, gdy uderzył w niego silniejszy podmuch wiatru. Wraz z nim przeszył go chłód. Niemal identyczny do tego, który poczuł, kiedy Ami zasugerowała zdradę Sharleen.

Nadal nie wierzył, że mogłaby to zrobić. Ufał jej, byłby gotów powierzyć jej własne życie.

Jednak co w takim razie się z nią stało? Dlaczego zniknęła? Tamtej nocy osobiście odprowadził ją do jej komnat, ona zaś miała oczekiwać, jak potoczą się sprawy. Azzy twierdziła, że niczego nie słyszała ani nie widziała. Nikt nie był świadkiem jej porwania lub walki z aniołami, a Aeron przepytał każdego wyspiarza, pragnąc odnaleźć jakąś wskazówkę co do jej aktualnego miejsca pobytu.

Ale nie znalazł. Sharleen odeszła bez słowa. Pozostawiła po sobie pustkę, której w żaden sposób nie potrafił wypełnić. To cholernie bolało.

Teraz gdy już na dobre wstąpił na wojenną ścieżkę z aniołami, to, co między nimi było, jeszcze mocniej się skomplikuje.

Skrzywił się. Co to właściwie było? Rozmowy w świetle gwiazd. Jej uśmiech w blasku świec. Kilka pocałunków.

To mogło być wszystkim.

A obracało się w nicość.

Było niczym.