Kłamstwa między nami - Jennifer Bray - ebook

Kłamstwa między nami ebook

Jennifer Bray

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Każda rodzina ma swoje tajemnice. Niektóre są niewinne. Inne mogą zniszczyć życie.

Trzy siostry: skompromitowana była policjantka Lucy, która musiała odejść z zawodu, znana i ceniona powieściopisarka Susanna oraz średnia siostra, Tamara.

W malowniczej nadmorskiej wiosce w Irlandii znaleziono ciało kobiety. Tego samego ranka Susanna wychodzi z domu i znika bez śladu.

Lucy desperacko próbuje odkryć prawdę o zniknięciu siostry i zapobiec kolejnej zbrodni. Prowadzone przez nią śledztwo wskrzesza nie tylko duchy z jej własnej przeszłości, ale także bolesne i szokujące, dawno pogrzebane rodzinne sekrety. Im więcej się dowiaduje, tym bardziej wszystko wydaje jej się zagmatwane i mroczne.

A mroczne sekrety to ich rodzinna specjalność.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 311

Data ważności licencji: 9/9/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: The Lies Between Us

Projekt okładki: Emma Rogers

Redaktorka inicjująca: Katarzyna Lipnicka-Kołtuniak

Redaktorka prowadząca: Magdalena Zabrocka

Redakcja: Dorota Kielczyk

Redakcja techniczna: Grzegorz Włodek

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Zuzanna Pasikowska, Barbara Milanowska (Lingventa)

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2026

© for the Polish translation by Magdalena Sommer

© Copyright © 2026 by Jennifer Bray

ISBN 978-83-287-4009-9

MUZA SA

Wydanie I 

Warszawa 2026

–fragment–

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz

Alanowi i Michaelowi

CZĘŚĆ PIERWSZA

1

Gwałtowne pukanie wyrywa mnie ze snu. Czyjeś knykcie uderzają o drewno.

Zapada krótka cisza, moment, gdy jestem zawieszona między snem a jawą. Siadam oszołomiona na łóżku, staram się rozróżnić w ciemności zarysy przedmiotów. Przez okno wpada słaba bursztynowa poświata ulicznej lampy. W końcu przypominam sobie, gdzie jestem. W letnim domu naszej matki. Po powrocie z plaży dosłownie padłam jak kłoda. Na dole Susanna przygotowuje kolację.

Po chwili słyszę, jak zaznacza swoją obecność stukaniem obcasów o płytki. Podmuch powietrza dociera na piętro i wdziera się pod drzwi. Dźwigam się niezgrabnie na łóżku i zastanawiam, czy to może być prawda.

Naprawdę Tara tu przyjechała? Po tylu latach?

Czyjś groźny ton dobiega do mnie zza drzwi. To nie Tara, tylko jakiś mężczyzna. Nie potrafię rozróżnić słów.

– Wynocha z przejścia – mówi Susanna.

Zsuwam się z łóżka i podchodzę do niewielkiego okna. Morze, niebo i chmury stopiły się w jedną granatowo--czarną skłębioną masę. Pogoda się zmieniła; jest w niej coś groźnego. Widzę wierzchołki wzburzonych fal liżących wysoki mur oddzielający plażę od drogi prowadzącej na wzgórze za naszym domem. Poprzez huk morza z trudem mogę dosłyszeć, co dzieje się na dole. Wytężam wzrok i dostrzegam w mroku sylwetkę mężczyzny. Tym razem jego słowa dobiegają do mnie wyraźnie.

– Wyjedziesz dzisiaj albo przysięgam na Boga…

Reszta zdania ginie w nagłym podmuchu wiatru świszczącego za szybą. Drzwi zatrzaskują się z taką siłą, że cały dom drży w posadach. Obserwuję, jak mężczyzna wymyka się przez furtkę prowadzącą na wspólny parking, jego sylwetka jest zniekształcona przez szybę, a rysy twarzy rozmyte w mroku. Zanim wyjdzie na drogę, stawia kołnierz, rozgląda się i skręca w lewo. Patrzę, jak znika w hotelu.

Schodzę po schodach, które dzielą dom na pół i prowadzą wprost do granatowych drzwi frontowych. Po jednej stronie rozciąga się salon z jadalnią. Po drugiej, za ścianą oddzielającą schody od reszty otwartej przestrzeni na parterze, znajduje się kuchnia. Wszystko zaprojektowano w przemyślany sposób, zachowując przytulny, wiejski klimat – na litość boską, nawet drzwi wejściowe pochodzą ze stajni – nadając wnętrzu lekkość i nowoczesność. Kiedy schodzę na sam dół, widzę, że Susanna nakryła stół obrusem w kolorze rubinowej czerwieni, ustawiła na nim zabytkową porcelanę i kryształowe kieliszki, a dwa przeciwległe końce ozdobiła dwoma wysokimi, smukłymi świecami. Susanna to typ osoby, która szoruje swoje kosze na śmieci od środka: jest perfekcjonistką w każdym calu. Susanna.

Gdy powiedziała, że zaprosiła Tarę, byłam wstrząśnięta – moje siostry nie rozmawiały ze sobą od lat po wydarzeniach w Nowym Jorku. Teraz nakryła stół dla czterech osób. Czyżby spodziewała się jeszcze kogoś?

– Kto to, u diabła, był? – Zaglądam do kuchni.

Susanna stoi odwrócona do mnie plecami. Ubrana jest w powłóczystą, jedwabistą suknię w odcieniu malwy. Cieniutkie jak sznurowadła ramiączka eksponują jej obnażone ręce i ramiona. Coś jest nie tak. Napiera dłońmi na blat, cała sztywna od nerwów. Czuję narastające napięcie we własnych barkach. Jednak gdy odwraca się do mnie, wygląda, jakby właśnie wróciła z tygodniowego pobytu w luksusowym spa. Jej zielone oczy błyszczą spod eleganckiego makijażu, a długie, brązowe włosy są gładkie i lśniące. Od wieków nie wyglądała tak dobrze.

– Kto taki? – pyta, lecz zanim zdążę odpowiedzieć, kontynuuje: – Lucy, co ty masz na sobie?

Spoglądam na swój strój – niebieskie welurowe spodnie od dresu i męski sweter z Penneys.

– Czy to ważne? Sass, kto to był? Z kim się pokłóciłaś?

Siadam przy stole, skąd widzę wnętrze kuchni. Zastanawiam się, czy podczas tego wyjazdu moim przeznaczeniem jest zadawanie niekończących się pytań, bo już na tym etapie mam ich tak wiele.

– Och, wiesz – mówi, zaczynając krzątać się po kuchni. – Jeden z sąsiadów dwa domy dalej twierdzi, że zajęłam mu miejsce parkingowe. Wszyscy faceci w pewnym wieku stają się strasznie upierdliwi. Nie potrafią nad tym zapanować.

Podnosi ton nieco zbyt wysoko, a gdy zaczyna drapać się po nadgarstku, czuję pieczenie na własnym ciele – to irytujące, ale w skali udręk, z którymi muszę się mierzyć przez moją przypadłość, to drobnostka.

Przez całe życie zmagam się z synestezją dotykową. Odbieram na własnym ciele to, co czują inni. A także ich stany emocjonalne. Na przykład gdy ktoś odczuwa niepokój, nerwowo stuka stopą o podłogę, nie może odetchnąć głębiej, w krótkim czasie zaczynam doświadczać tego samego.

Bycie tak silnie zestrojonym z innymi oznacza również, że potrafię bezbłędnie rozpoznać kłamcę. A Susanna kłamie. Znam moją siostrę, być może lepiej niż kogokolwiek innego. Jest zamknięta w sobie, ostrożna i zawsze gotowa do obrony. Nie ma sensu pytać jej, co się dzieje. Otworzy się po kilku kieliszkach wina. Mimo że się martwię i mimo że nie podoba mi się to, co usłyszałam przy drzwiach, zawieszam na razie to konkretne przesłuchanie.

Zamiast tego zadaję inne pytanie, które nurtuje mnie od rana. Bezskutecznie usiłowałam się tego dowiedzieć już kilkukrotnie.

– Sass, co to jest Morze luster?

Mam nadzieję, że zdrobnienie jej imienia złagodzi trochę powagę tematu.

Ale znowu trafiłam na zły moment. Moja siostra otworzyła właśnie drzwiczki piekarnika i popełniła błąd, zaglądając do środka, bo kłąb gorącej pary bucha jej prosto w twarz. Odskakuje, wrzeszcząc:

– Mój makijaż!

Wzdycham i głośniej ponawiam pytanie.

– Co to, do diabła, jest Morze luster?

Po śniadaniu znalazłam szkic jej nowej powieści – tak mi się przynamniej wydawało. Przejrzałam tylko kilka stron, ale to wystarczyło, żeby mnie całkiem wyprowadzić z równowagi. Główna bohaterka nosi imię Lucy, co wydało mi się dziwne, lecz uznałam, że to pewnie tymczasowe rozwiązanie, które potem zostanie zmienione podczas redakcji. Gdy jednak fikcyjna Lucy okazała się policjantką, potem zaś trafiłam na scenę rozgrywającą się w Dunmore East, zakręciło mi się w głowie. Usłyszałam, że Susanna schodzi na dół, więc czym prędzej wsunęłam maszynopis z powrotem do teczki, ale potem myślałam o nim przez cały dzień. Byłam tak wyczerpana, że musiałam się zdrzemnąć przed dziwną rodzinną kolacją, którą zaplanowała moja siostra.

Udaje mi się w końcu przyciągnąć jej uwagę, ale nie wygląda, jakby czuła się winna.

– Prawda jest dziwniejsza od fikcji – rzuca jedynie, przecierając nieistniejący zaciek na kieliszku do wina.

Obserwuję, jak się krząta, wyjmuje z lodówki butelkę sauvignon blanc, a potem z zamrażarki torebkę z lodem do obłożenia wina. Wszystko robi nieco przesadnie, ale zawsze w niej to podziwiałam – to, jak się stara. Ja jestem jej przeciwieństwem. Susanna dopracowuje swój wygląd w najmniejszych szczegółach, łącznie z idealnym odcieniem szminki Chanel. Ja chodzę w męskich ciuchach.

Kiedy przynosi wino, otwieram je i nalewam sobie niemal po brzegi kieliszka. Pewnie uchodzimy za alkoholików, bo to nasz rodzinny zwyczaj.

– Napisałaś książkę o mnie? Nie zgadzam się na to. – Czuję, jak głód potęguje moją irytację.

Susanna spogląda na swój nadgarstek. Wstaję od stołu, przechodzę przez pokój i podnoszę jej telefon ze stolika przy drzwiach wejściowych. Nigdy nie nosiła zegarka i sprawdza czas wyłącznie na telefonie. A i tak konsultuje się z tym nieistniejącym zegarkiem.

Odruchowo naciskam klawisz i wyświetlacz się rozjaśnia. Zawsze byłam wścibska.

Widzę, że na jej WhatsApp przyszły dwie wiadomości od Davida.

Co, do cholery?

Pierwszy raz widzę, by tak się do niej zwracał.

Zamierzasz to wydać?

Zanim zdążę to przetrawić, Susanna wyrywa mi telefon.

– Ciekawość to pierwszy stopień do piekła – mówi chłodnym, opanowanym tonem.

Pewnie robi dobrą minę do złej gry i uzna, że nic nie widziałam – a ja, jak sądzę, powinnam wziąć udział w jej grze. Punkt dla mnie! – przemyka mi przez myśl na wspomnienie tej żenującej rozmowy o wiadomościach od mojego chłopaka. Teraz to ja przeczytałam wściekłe teksty od jej męża, tak jak ona wcześniej podejrzała moje. Jesteśmy kwita.

Rezygnuję z wypytywania i pomagam jej wyjąć z piekarnika lasagne i chleb czosnkowy. Upewniam się, czy wszystko w porządku. Nie jestem przygotowana na spojrzenie, jakie mi posyła. Jest miękkie, pełne empatii i zrozumienia – jakby wiedziała, co dzieje się w moim życiu, i sądziła, że w gruncie rzeczy należałoby zapytać, czy ze mną też jest OK.

– Luce, wierzysz, że nic na świecie nie dzieje się bez przyczyny?

Zastanawiam się chwilę.

– Nie – odpowiadam, myśląc o decyzji, którą w sekundę podjęłam dawno temu w Nowym Jorku.

To niemożliwe, by jakikolwiek Bóg pozwolił, aby to, co mnie spotkało, wydarzyło się z jakiegoś powodu. A jeżeli taki istniał, był z pewnością do dupy i nie chcę nigdy go znać.

– Nie, to albo przypadek, albo splot okoliczności. – Staram się ukryć smutek.

– Kiedyś też tak uważałam. Ale zaczynam zmieniać zdanie.

Przerywa na chwilę.

– Jak myślisz, czemu jesteśmy takie, jakie jesteśmy?

– Co masz na myśli?

– Pełne lęku. Wiecznie wszystko roztrząsamy. Staramy się zadowolić innych. Boimy się konfrontacji. Mamy tendencję do uzależnień.

– Tak?

– Owszem. Ty, ja i Tara. Jesteśmy zakładniczkami tego, co było, oto dlaczego. Nie możesz oczekiwać innej przyszłości, jeśli nie rozliczysz się z przeszłością.

Z jakiegoś powodu jej słowa przenikają mnie boleśnie. Może rzeczywiście wszystkie trzy mamy niektóre z tych cech, ale z pewnością nie wszystkie naraz.

Rozbrzmiewa dźwięk nowej wiadomości i Susanna wytęża wzrok, by ją odczytać. Jej rysy wykrzywia skurcz bólu, jakby ktoś ujął i ścisnął jej serce. Odpisuje szybko, a potem znowu zwraca się do mnie:

– Wstaw jedzenie z powrotem do piekarnika, żeby nie wystygło. – Wskazuje na potrawy, ale myślami jest zupełnie gdzie indziej.

Sięga po kurtkę z wieszaka na ubrania przy drzwiach wejściowych, owija szyję grubym, czarnym szalem i znowu zerka na telefon. Potem rozgląda się uważnie, jakby mierzyła pomieszczenie wzrokiem, oceniała coś, czego nie widzę. Wydaje się zaniepokojona.

To wszystko nie ma najmniejszego sensu.

– Lucy, nie zadawaj pytań, po prostu mnie posłuchaj. Słuchaj! Pozamykaj wszystkie drzwi i okna. Upewnij się, że wszystko jest porządnie zaryglowane, łącznie z drzwiami wejściowymi, gdy tylko wyjdę. Nikogo nie wpuszczaj. Obiecaj mi to.

Podchodzi do mnie, celując we mnie palcem, niemal dźga mnie w klatkę piersiową.

– Chryste, co, do cholery, się dzieje? Dokąd idziesz? A co, jak zjawi się Tara?

– Zapomnij o Tarze. Zrób, jak proszę, dobrze? Zostań w środku. Nie otwieraj nikomu poza mną.

Jestem od niej wyższa i mogłabym ją zatrzymać, gdybym chciała. Ale Susanna znika za drzwiami, zanim mam okazję zadać kolejne pytania.

– Zamknij drzwi na zasuwę. I nie wychodź! – woła z drugiej strony.

Spełniam jej polecenie. Patrzę, jak mija okno salonu, i słyszę jej dzwoniący telefon. Potem dociera do mnie chrzęst butów na żwirze, który powoli cichnie w oddali. Niepokój pulsuje mi w żyłach, przyspiesza bicie serca i sprawia, że zasycha mi w ustach.

Od przyjazdu do Dunmore East moja zazwyczaj zorganizowana i opanowana siostra zachowuje się całkiem niepodobnie do siebie. Najczęściej zabiera mnie na krótkie wakacje, bo dręczą ją wyrzuty sumienia z powodu Nowego Jorku. Kiedy stoję tak oniemiała pod drzwiami, zaczynam podejrzewać, że w tym wyjeździe chodzi o coś więcej.

2

NOWY JORK, KWIECIEŃ 2011

David wychodzi na taras na dachu, obłok jego oddechu unosi się w mroźnym powietrzu. Tara przywołuje go gestem.

– Za kilka godzin zacznie padać śnieg, to już pewne, zapowiadają potężną śnieżycę – mówi owinięta w szal jak mumia.

Wystawia jedną rękę, trzymając papierosa. Opiera się plecami o ścianę z czerwonej cegły. Widzi, że David nie potrafi ukryć zaskoczenia. Domyśla się, że ta nonszalancka poza do niej nie pasuje, ale nawet nie drgnie. Czeka, aż on do niej podejdzie. Uśmiecha się zalotnie.

Kiedy David w końcu podchodzi, rozcierając zmarznięte dłonie, Tara myśli o tym, że mężczyzna wygląda jak marzenie. I że to skrajnie romantyczna sytuacja – ich dwoje na dachu, wszędzie wokół wyrastają wieżowce Manhattanu, miliony świateł lśnią tylko dla nich.

Kolacja, na którą zaprosiła ją Susanna do restauracji na dole, wlokła się niemiłosiernie. Biedna Lucy, która siedziała na końcu stołu, wyglądała na śmiertelnie znudzoną, przytłoczoną gwarem wielu rozmów. Miała w końcu dopiero szesnaście lat i kolacja w gronie literatów i wydawców niekoniecznie była dla niej wymarzoną rozrywką. Tak czy owak, teraz nie przejmowała się Lucy.

Choć Tara czuje czystą ekstazę, gdy David bierze ją w ramiona, stara się tego nie okazywać. Ma nadzieję, że to nie jest tylko braterski uścisk. Tak bardzo potrzebuje, by nie był braterski.

– Wystarczy? – David odsuwa się nieco, lecz jest wciąż tak blisko, że trzyma ręce na jej ramionach.

Tara nie chce, by dostrzegł, jak bardzo jest pijana. Czuje na policzkach uderzenie gorąca, a jej powieki opadają. Patrzy na niego, starając się nadać swojemu spojrzeniu wyraz leniwego pożądania.

On wpatruje się uważnie w jej twarz.

Sama widzisz, myśli, on z tobą flirtuje. Nie wyobraziłam sobie tego. Musi coś w tym być. Dlaczego stara się zawsze pochwycić moje spojrzenie, gdy wszyscy są zajęci rozmową? Nie tylko dzisiaj. A może zauważa, że mu się przyglądam, a jest zbyt uprzejmy, by odwrócić wzrok?

A jednak podczas tej wyprawy – a przyjechała tylko po to, by być blisko niego – czuje, że poświęca jej więcej uwagi niż kiedykolwiek wcześniej.

Może i jest mężem jej siostry, lecz od chwili, gdy go poznała w Boże Narodzenie 1998 (wtedy dumna i blada Susanna przedstawiła swojego chłopaka rodzinie), Tara wiedziała, że musi go zdobyć. Czuje przypływ goryczy na samą myśl o tamtych świętach. Susanna miała dopiero dwadzieścia jeden lat, a jej pierwsza powieść wzbudziła sensację na targach książki we Frankfurcie kilka miesięcy wcześniej. Jej przyszłość jawiła się obiecująco. Tara była wtedy na drugim roku studiów hotelarskich. I oto Susanna zjawiła się z facetem, z którym spotykała się od ponad roku. Było jasne, że jest dla niej tym jedynym. To jednak nie powstrzymało Tary przed zadurzeniem się w nim.

Po pięciu kieliszkach malbeca Tara zdecydowała: to ten moment! Nigdy nie będzie lepszej okazji niż teraz, David, nieziemsko przystojny, a ona odważna, gotowa na piękno, które obiecuje świat. Byłoby zbrodnią tego nie wykorzystać.

David zapytał, czy ma już dość.

– Nie ciebie. – Tara wspina się na palce i ujmuje jego podbródek.

Kiedy ich wargi się spotykają, ma wrażenie, jakby rozkwitało w niej tysiące kwiatów.

Choć David nie całuje namiętnie, lecz także jej nie odpycha. Jakby napawał się tym momentem i sprawdzał, jak daleko może się posunąć.

Tara wie, że będzie odtwarzać w pamięci tę scenę miliony razy, wszystkie zmysłowe doznania: szorstki zarost Davida, jej ręce na jego męskiej szyi, namiętny uścisk.

W końcu magia się kończy i David się odsuwa. Robi zaledwie krok w tył, a dzieląca ich przestrzeń już wydaje się ogromna jak Atlantyk.

Tara usiłuje znaleźć słowa, które go uwiodą i znów zapragnie być blisko. W tej chwili jednak nic nie przychodzi jej do głowy.

Metalowe drzwi prowadzące na dach otwierają się i staje w nich Susanna w krótkiej czerwonej sukience, jak gwiazda Hollywood.

– Tu jesteście. – Podchodzi, kołysząc biodrami, najwyraźniej nie wyczuwając panującego między nimi napięcia.

Otwiera malutką, błyszczącą torebkę i wyjmuje papierosa z paczki. Zapala i zamaszystym gestem odrzuca włosy do tyłu.

– Tara, jesteś kompletnie pijana.

Tarze wydaje się, że dostrzega w oku siostry znajomy błysk. Susanna często patrzy na nią w ten sposób, jakby mówiła: „wiem, kim naprawdę jesteś; czym naprawdę jesteś”.

Nie, to nie paranoja. Wszystko jest opisane w powieści Susanny, gdzie jedna z bohaterek jest płaczliwym dzieckiem, które wyrasta na nieśmiałą nastolatkę, po czym staje się pozbawioną celu w życiu kobietą. Tara wie, że chodzi o nią. Powieść siostry wzbudza jej wściekłość na wiele sposobów – wciąż trudno jej uwierzyć, że Susanna napisała coś tak osobistego. Mimo tego nie odważyła się skrytykować twórczości siostry. Odkąd przeczytała jedną z pierwszych wersji, którą znalazła w domu ich matki, postanowiła, że będzie udawać, że ta książka nie istnieje. Nie zamieniły ani słowa na jej temat. A jednak to z powodu tej książki wszyscy znaleźli się w Nowym Jorku, by być świadkami tryumfalnego powrotu Susanny na literacką scenę. Tara ma głęboką nadzieję, że jej siostra poniesie porażkę na jutrzejszej gali wręczenia nagród.

Drzwi znowu się otwierają i ukazuje się w nich Summer, agentka literacka Susanny.

– Za chwilę wznosimy toast, wracajcie!

Susanna rzuca papierosa na ziemię i przydeptuje niedopałek szpiczastym czubkiem modnego buta na obcasie. Bierze męża pod ramię ze słowami „chodźmy, kochanie” lub coś w tym rodzaju i posyła siostrze ostrzegawcze spojrzenie.

Za późno, myśli Tara. Ziarno już zostało zasiane. Może wykiełkuje jutro, za rok albo za dziesięć lat, ale Tara wierzy, że dostanie to, czego chce.

Zostaje na tarasie sama ze swoimi myślami, dygocząc z zimna. Jej wzrok przyciąga torebka Susanny leżąca na niskiej balustradzie. Podnosi ją i zagląda do środka. Szminka, prawie pełna paczka papierosów, karta do pokoju hotelowego. Po drodze wyrzuca torebkę z zawartością do kosza na śmieci.

koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji