Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
114 osoby interesują się tą książką
Ta miłość miała umrzeć, ale nadzieja nie pozwala jej odejść
Imani Cruz próbuje na nowo poukładać swoje życie po śmierci Kadena Claya – mężczyzny, który ją oszukał, ale też poświęcił wszystko, by ją ocalić. Choć minęło wiele miesięcy, pustka po nim wciąż boli, a każdy dzień bez niego przypomina walkę, której nie da się wygrać.
Praca w klubie Golden Fight ma jej przynieść ukojenie, jednak zamiast spokoju Imani znów czuje lęk. Tajemniczy bokser Ryan Evans pojawia się w jej życiu nagle – zbyt nagle, by uznać to za przypadek. Jego czujne spojrzenie i pewność siebie skrywają coś, czego Imani nie potrafi rozszyfrować.
Kiedy zaczynają pojawiać się czarne róże, anonimowe listy i ślady po kimś, kto – według wszystkich – dawno zniknął z tego świata, dziewczyna zaczyna tracić pewność, co jest prawdą, a co iluzją.
Czy Kaden naprawdę nie żyje? Kto manipuluje jej lękiem i wspomnieniami? I czy serce, które raz zostało złamane, może jeszcze zaufać?
Sugerowany wiek: 18+
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 361
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktorka prowadząca i wydawczyni: Olga Gorczyca-Popławska
Redakcja: Dominika Bronk Polonistyczna Krucjata
Korekta: Jarosław Byczkowski, Patrycja Klempas
Projekt okładki: Adelina Sandecka
Zdjęcia na okładce: © Ortis, © Kevin Carden, © hannamartysheva, © Ilya / Stock.Adobe.com
Ilustracja na wyklejce: Anna Niemczak
Grafika na wyklejce: © Kenya / Stock.Adobe.com
Grafiki na stronach rozdziałowych: © Habiza19721, © Adhi / Stock.Adobe.com
DTP: Maciej Grycz
Copyright © Natalia Rossa, 2026
Copyright © 2026, Papierowe Serca an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie elektroniczne
Białystok 2026
ISBN 978-83-8417-609-2
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk
Dla wszystkich, którzy zostali zniszczeni przez życie.
Nieważne, jak bardzo cierpicie, wiedzcie, że z każdej sytuacji zawsze są trzy wyjścia. Poddanie się do nich nie należy, co oznacza, że dysponujecie trzema, które na pewno przyniosą wam chociaż jedno z tych uczuć: ulgę, szczęście, odkupienie, akceptację, miłość, zrozumienie lub spokój.
Czy warto rezygnować z życia, skoro za rogiem czeka na was coś wspaniałego? Proście o pomoc, ale nie rezygnujcie z walki. Nigdy.
Drogi czytelniku,
ta część jest jednocześnie drugim i ostatnim tomem dylogii Made to burn. Pierwszy nosi tytuł „Killer’s Heart” i trzeba się z nim zapoznać, jeśli macie ochotę przeczytać tę książkę.
Wszystko, co zawarłam w tej części, jest tylko wytworem fikcji literackiej i nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Relacja między głównymi bohaterami nie jest zdrowa i nie ma nic wspólnego z normalnością. Główna bohaterka wikła się w związek z płatnym zabójcą, co jest wątpliwe moralnie i nie powinno być w żaden sposób romantyzowane. Takie zachowania nie są normą w świecie rzeczywistym i nie powinny nią być.
Ta pozycja nie należy do literatury faktu. Wszelkie działania mafii są wyłącznie wytworem mojej wyobraźni, a nie odbiciem sposobów funkcjonowania umysłów zabójców czy też działalności grup przestępczych. Książka ma charakter rozrywkowy, nie edukacyjny.
Jeżeli takie tematy jak: przemoc, działanie zorganizowanej grupy przestępczej, zabójstwa, toksyczne relacje, brak akceptacji siebie przez pierwszoplanową postać oraz sceny intymne to coś, co cię odpycha, nie czytaj dalej.
Jeżeli jednak wolisz mroczny klimat, zagadki, gierki, manipulacje, trochę pikanterii i dużą dawkę emocji, to zapraszam cię do wspólnej podróży!
Piszesz się na to?
Imani
Staję przed lustrem i przyglądam się swojemu odbiciu. Zaskakuje mnie ten widok. Blond włosy, sięgające do połowy biustu, okalają moją twarz, ale są roztrzepane, bo nie mam siły ich uczesać. Cerę mam bladą, ziemistą, przez co wyglądam, jakbym była chora. Pod oczami wyskoczyły mi ogromne, fioletowoniebieskie wory, a skóra jest opuchnięta. Oczy wydają się nie należeć do mnie. Zawsze były pogodne i błyszczące swoim piwnym blaskiem, a teraz są zapłakane, smutne i okropnie ponure.
Wzdycham głęboko, opuszczając ramiona.
Włożyłam koszulę, marynarkę, spodnie garniturowe i płaszcz. Wszystko czarne. Wyglądam jak pieprzony wrak człowieka i dokładnie tak się czuję. Od prawie tygodnia moje życie jest prawdziwym koszmarem. Nie jem niemal nic, piję tylko po to, żeby się nie odwodnić, i tkwię na zwolnieniu, które wypisał mi psychiatra, bo nie jestem w stanie wrócić do pracy.
Kaden Clay zginął na moich oczach. Poświęcił życie, żeby zapewnić mi bezpieczeństwo.
Wyznał, że się we mnie zakochał, po czym zapadł w sen, z którego już nigdy się nie obudzi. Nazwał mnie swoim promyczkiem, odsłonił swoje serce, a potem umarł w moich ramionach, gdy trzymałam jego poranione ciało i błagałam, żeby to wszystko okazało się tylko koszmarem. Patrzył na mnie swoimi pięknymi, granatowymi oczami, w które tak uwielbiałam się wpatrywać. Nie mogłam znieść tego, jak kruchy się wtedy wydawał.
Miałam jego krew na rękach i na ubraniach. Zostałam splamiona miłością, którą podobno mnie darzył. Szarpałam jego ciało, błagałam, by mnie nie zostawiał, ale nic to nie dało. Z każdą chwilą stawał się coraz chłodniejszy.
Karetka, którą wezwał Damon, przyjechała dopiero po dwudziestu minutach, gdy było już za późno. Sanitariusze stwierdzili, że nic nie można zrobić, nawet nie próbowali go ratować. Lekarz na moich oczach wypełnił kartę zgonu, dzięki czemu odpowiednie służby mogły od razu zająć się ciałem Claya.
Gdy tylko o tym myślę, chce mi się wymiotować.
Rozpaczałam, wyłam, prosząc o to, żeby to wszystko okazało się tylko nieśmiesznym żartem losu, jakimś głupim snem… Do końca nie dowierzałam, że Kaden naprawdę mnie opuścił. Tłumaczyłam sobie, że przecież by mi tego nie zrobił. A jednak. Taka jest rzeczywistość. Kaden poświęcił życie, żeby odkupić swoje winy. Wiedział, jak bardzo zranił mnie oszustwem, swoimi manipulacjami i tym, że zbliżył się do mnie wyłącznie po to, by móc wykonać zlecenie.
To wszystko nie przeszkadza mi jednak myśleć, że to ja powinnam znaleźć się na jego miejscu.
Clay bardzo mnie zranił, ale nigdy nie chciałam, żeby oddał za mnie życie. Nie potrafię sobie poradzić z dręczącymi mnie wyrzutami sumienia. Jego już nie ma, i to przeze mnie. Gdyby niczego do mnie nie poczuł, pewnie wykonałby zadanie zlecone mu przez mojego ojca. Uniknąłby śmierci. Zastrzeliłby mnie lub zabił w inny sposób.
Miałby święty spokój.
Może tak byłoby lepiej?
Przynajmniej nie czułabym tego bólu, który teraz dzień w dzień rozrywa mi pierś.
Dzisiaj odbywa się pogrzeb, który zorganizowali mu współpracownicy, więc się na niego wybieram. Nie wiem, kto tam będzie prócz Lei, Nast i Damona, bo Kaden nie miał chyba żadnych przyjaciół, ale czuję, że powinnam się pojawić. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie poszła. Niezależnie od tego, jak bardzo źle się czuję na samą myśl, że mam go ostatecznie pożegnać, wiem, że muszę to zrobić. Ten mężczyzna na to zasługuje.
Teraz nie grozi mi żadne niebezpieczeństwo, ponieważ Nicholas, mój ojciec, zginął podczas walki. Damon przekazał mi, że to Kaden go zabił. Dlatego nikt już mnie nie ściga i nikt nie chce pozbawić mnie życia. Massimo, szef Kadena, nie zarobił na tym zleceniu; umówili się wcześniej, że Nicholas wypłaci mu dziesięć milionów dopiero po mojej śmierci. Daft opowiedział mi całą historię, kiedy spotkaliśmy się tydzień temu na neutralnym gruncie w parku.
Potrzebowałam z kimś porozmawiać, a prócz tego chciałam go wypytać o działania Chérie Group, bo Kaden nie zdążył mi niczego wyjaśnić.
Dowiedziałam się, że to najpierw Damonowi zlecono zamordowanie mnie, ale został ugodzony nożem podczas jednego ze swoich innych zleceń, więc Massimo przekazał tę sprawę Kadenowi. Daft opowiedział mi ze szczegółami, w jaki sposób działała ich grupa przestępcza, dodając, że się rozpadła.
Trayvont, czyli ich szef, nie zamierzał dalej przewodzić grupie. Strata Kadena podobno nim wstrząsnęła. Zdał sobie sprawę, że jego działania przyczyniły się do śmierci Claya, więc pozwolił odejść Damonowi, Lei oraz Anastasii bez żadnych konsekwencji i wbrew zasadzie, że jeśli raz wejdzie się do mafii, to już nie ma odwrotu.
Daft wytłumaczył mi też, że takie rzeczy w półświatku się nie zdarzają i wszystkich zdziwił taki obrót spraw. Podobno kiedy spotkali się z szefem, wyglądał na załamanego i nic nie wskazywało na to, że udaje albo tym bardziej planuje jakąś zemstę. Tłumaczył im, że ma już dosyć tak stresującej pracy; kosztowała go zbyt wiele nerwów i rozważał rozwiązanie grupy już od kilku miesięcy. Planował zakończyć działalność po kilku ostatnich zleceniach – między innymi tym na mnie. A śmierć Kadena tylko utwierdziła go w przekonaniu, że powinien odejść.
Sprzedał swój klub nocny i wyjechał z Waszyngtonu. Zmienił numery kontaktowe, przez co nikt z jego byłych pracowników nie może się teraz z nim skontaktować.
Damon nie wie, gdzie obecnie przebywa Massimo, ponieważ były szef nie zdradził mu swoich planów, ale to akurat jest dla mnie zrozumiałe. Daft zapewniał mnie, że nie muszę się martwić o swoje życie, bo nikt na pewno nie będzie się na mnie mścił za to, że stracili pieniądze z mojego powodu, ale trudno mi w to uwierzyć. Każdy by się wkurwił, gdyby koło nosa przeszło mu dziesięć baniek.
To dziwne, że Trayvont tak nagle zamknął cały klub, rozwiązał swoją grupę przestępczą i gdzieś uciekł. Boję się, że może chcieć zrobić mi krzywdę. Nie znam się na mafiach, ale mam wrażenie, że ich szefowie nie działają tak jak on. Być może mi odbija, ale nie sądzę, by tak po prostu wszystkim odpuścił. To byłoby zbyt proste.
Kiedy jeszcze kilka miesięcy temu żyłam swoim zwyczajnym, przeciętnym życiem, nie pomyślałabym, że moje losy potoczą się w tak okrutny sposób.
Dowiedziałam się, kim jest mój ojciec. Okazało się, że żyłam w wielkim kłamstwie, a wszystko, co działo się wokół mnie, stanowiło tylko manipulacyjną gierkę. Jak mam teraz funkcjonować? Jak poskładać się do kupy, przejść do porządku dziennego po śmierci Kadena i ze świadomością, że mężczyzna, który powołał mnie na ten świat, to skończony skurwiel?
W tej chwili to niemożliwe.
Prawie od razu po tamtych tragicznych wydarzeniach, gdy miałam w sobie ogrom złości, rozmówiłam się także z moją matką; wyznałam jej wszystko, co leżało mi na sercu. Dosadnie dałam jej też do zrozumienia, jak wielką była egoistką, gdy nie ostrzegła mnie przed ogromnym zagrożeniem, które na mnie czyhało. Próbowała się tłumaczyć i wciskać mi jakiś kit, ale nie mogłam jej słuchać. Ta kobieta i tak niewiele dla mnie znaczyła, nie byłyśmy szczególnie zżyte, a kiedy okazało się, że oszukiwała mnie przez tyle lat, nie chciałam więcej jej widzieć. Uważam, że wyjdzie mi to na dobre.
Zostałam sama. Choć może nie do końca, bo mam jeszcze Louise, moją przyjaciółkę. Musiałam zrzucić z siebie ciężar, który nosiłam, odkąd poznałam Claya, więc o wszystkim jej opowiedziałam. W ogóle się nie hamowałam, bo te sekrety zaczęły mnie wyniszczać. Potrzebowałam podzielić się z kimś moim smutkiem.
Na początku mi nie wierzyła, była pewna, że zwariowałam albo czegoś się naćpałam, ale im więcej szczegółów jej przekazywałam, tym bardziej utwierdzałam ją w przekonaniu, że mówię prawdę. Louise obiecała, że nikomu o tym nie powie. Poza tym stale wspiera mnie całą sobą i gdyby nie ona, nie wiem, czy byłabym w stanie jakkolwiek funkcjonować. Robiła mi zakupy, ogarniała pranie, opłaciła mój catering dietetyczny, spłaciła parę rat kredytu do przodu i codziennie sprawdzała, jak się czuję. Ta dziewczyna to skarb.
Kiedy siedziałam w magazynie Nicholasa, byłam przerażona, że nie będę mogła się z nią pożegnać ani nawet wyjaśnić jej tego, co wydarzyło się między nami w klubie, gdy ja za dużo wypiłam, a ona zostawiła mnie samą. Przeprosiła mnie już tak wiele razy, że stwierdziłam, że nie ma co żywić urazy. Przekonałam się, że życie potrafi być kruche.
– Wychodzimy, Im? – pyta cicho.
Kładzie mi rękę na ramieniu, a kiedy się do niej odwracam, by spojrzeć jej w oczy, przyciąga mnie do swojej klatki piersiowej, co powoduje, że znowu się rozklejam. Łzy ciekną mi po policzkach, a szloch roznosi się echem po moim mieszkaniu.
– Nie wiem, czy dam radę – szepczę. – On nie zasługiwał na śmierć.
Poprosiłam Louise, żeby wybrała się ze mną na pogrzeb, bo wiedziałam, że sama nie dam rady tam pójść. Potrzebuję kogoś, kto potrzyma mnie za rękę, gdy zobaczę Kadena w trumnie, po raz ostatni. Szczerze mówiąc, boję się, że to złamie mnie jeszcze bardziej.
– Nikt nie zasługuje na śmierć, kochana. – Lou głaszcze mnie po głowie. – Kaden także na nią nie zasługiwał, ale poświęcił się dla ciebie. Pokochał cię i w taki sposób chciał to okazać. Jedyne, co możesz zrobić, to postarać się zaakceptować jego decyzję.
– Ale ja nie chcę! – podnoszę głos i odsuwam się od niej gwałtownie. – To był pierwszy mężczyzna, który coś we mnie poruszył, Lou! Uwielbiałam nasze rozmowy, wspólnie spędzony czas, jego oczy, uśmiech… Nie musiał tego dla mnie, do cholery, robić! Powinien żyć.
– Nie cofniesz tego, co się stało. Kaden czuł się winny. Skoro stwierdził, że tak odpokutuje to, co zrobił, to nie masz na to wpływu. Udowodnił, że jego gesty oraz słowa były szczere. Poświęcił się i nie nam to oceniać, Im. Wybaczyłabyś mu, gdyby jednak przeżył? Stworzylibyście normalny związek?
Łapię się za głowę i siadam na łóżku. Oddech mi przyspiesza, a dłonie pokrywają się wilgocią.
– Ja… – zaczynam, ale łamie mi się głos. – Nie wiem, Lou. Ciężko byłoby mu ponownie zaufać, a tym bardziej z nim być, ale nie chciałam, żeby umarł. Poczułam coś do niego, nie zdążyłam tego jeszcze nawet nazwać, a jego już nie ma… Nigdy mu nie podziękuję, że mnie ochronił, ani nie wyznam mu swoich uczuć. To beznadziejne.
– Był płatnym zabójcą, Imani. Tacy ludzie są niezdolni do stworzenia normalnego związku, a tym bardziej do miłości. Powinnaś się cieszyć, że dzięki niemu żyjesz, i jak najszybciej o nim zapomnieć.
Spuszczam głowę i wbijam wzrok w drewniane panele w mojej sypialni. Czuję fizyczny ból serca.
Zapomnieć o Kadenie?
To niemożliwe. Zbyt wiele razem przeżyliśmy, bym mogła to zrobić. Zbyt dużo nas łączyło, a uczucia, które mimo jego śmierci nadal do niego żywię, są zbyt silne, bym puściła je w niepamięć.
Kiedy dowiedziałam się, że Kaden zbliżył się do mnie tylko z powodu zlecenia, byłam przekonana, że wszystko, co robił, stanowiło grę. Uczucia, słowa i każde nasze spotkanie. Swoim zachowaniem, a także ostatnim wyznaniem, udowodnił mi, że się myliłam. Owszem, okłamywał mnie, wykorzystywał dla własnych korzyści i mną manipulował, ale nie chciał dla mnie źle.
To, co mi mówił, gdy poznaliśmy się lepiej, na pewno nie było kłamstwem; on naprawdę coś do mnie poczuł.
Bo po co miałby kłamać, że jego serce bije dla mnie, kiedy siedzieliśmy związani?
Clay nie rzucał słów na wiatr, a poza tym, kiedy jego sekrety już wyszły na jaw, mógł odejść, a przecież tego nie zrobił. Nie ratowałby mi życia, gdybym nic dla niego nie znaczyła. Utwierdził mnie w przekonaniu, że nie wymyśliłam sobie uczucia, które zrodziło się między nami.
Dzięki Kadenowi zaczęłam akceptować siebie, przestałam się zadręczać myślami na temat własnego ciała i uwierzyłam, że mogę się komuś podobać taka, jaka jestem. Clay był jedynym mężczyzną, który uznawał moją lekko pulchną sylwetkę za atrakcyjną. Uwielbiałam, kiedy patrzył na mnie z pożądaniem. Czułam się wtedy piękna. Jego dotyk był dla mnie kojący, przyjemny, pragnęłam go więcej i więcej. Moje ciało samo do niego lgnęło. Serce niestety też.
Może jestem popieprzona, że dalej myślę o Kadenie dobrze i nie potrafię wyzbyć się uczuć do niego, bo tak się po prostu nie da. Powinnam się od niego odwrócić i nie zadręczać jego śmiercią po tym, jak dotarło do mnie, że zabijał ludzi, ale nie umiem. Cały czas wspominam nasze dobre momenty, to, jaki był dla mnie kochany, i co dzięki niemu przepracowałam; nie jestem nawet w stanie sobie wyobrazić, że mógłby zrobić komuś krzywdę.
Serce nie sługa. Nie da się zdecydować, kogo pokocha. Ale czy moje musiało wybrać akurat człowieka, który zabijał ludzi, miał krew na rękach i żył z cierpienia innych? Czy to w ogóle normalne, że ja dalej myślę o nim dobrze? Chyba nie. Obawiam się, że coś takiego powinno się leczyć.
Mam wrażenie, że Clay po prostu bardzo się pogubił i wcale nie uważał swojej profesji za coś normalnego ani tym bardziej moralnego. Dla niego była to praca, a nie przyjemność. Liczę na to, że nie był psychopatą i nie bawiła go krzywda innych.
Nie staram się go tłumaczyć, bo był w pełni świadomym, dorosłym człowiekiem, kiedy wstępował w szeregi Chérie Group, ale wydaje mi się, że nie miał kogoś, kto wyciągnąłby go z tego bagna, w które wpadł pod wpływem negatywnych doświadczeń. W rezultacie zamknął się w sobie, przestał dostrzegać sens życia i stał się kimś, kim tak naprawdę nigdy nie chciał być.
Może powinnam wybrać się do terapeuty, pewnie tak. Wiem jedno – gdyby Kaden wciąż żył, nie byłabym w stanie się od niego odwrócić. Nie mam pojęcia, jak wyglądałaby nasza relacja, ale ten człowiek od początku nie pozostawał mi obojętny i to nigdy się nie zmieni.
* * *
Pogoda w Waszyngtonie nam nie sprzyja, więc musiałyśmy zabrać na pogrzeb parasolki. Wchodzimy na cmentarz, a błoto przykleja mi się do czarnych szpilek. Krzywię się. Dłonie trzęsą mi się z emocji, oddech mam przyspieszony i z całych sił staram się nie rozpłakać.
– Boże, kto wymyślił taką pogodę? To powinno być zakazane – narzeka Louise, starając się ominąć kałuże.
Gdy wchodzimy na betonowy chodnik, sprawdzam wiadomość od Damona. Podał mi numer alejki, w której odbędzie się pogrzeb. Informuję Lou, że musimy skręcić w prawo, i po chwili docieramy na miejsce. Zauważam Dafta, Anastasię, Leę oraz pastora.
Kiedy podchodzę bliżej, widok trumny oraz płyty nagrobnej niemal zwala mnie z nóg. Płaczę coraz mocniej, nie jestem w stanie w żaden sposób powstrzymać łez. Damon kiwa do mnie głową i to samo robią dziewczyny. Louise chwyta mnie za rękę, a ja staram się opanować zawroty głowy. Nie wiem, czy tu wytrzymam.
– Panie Damonie, czy możemy już zaczynać? – pyta pastor, na co Daft przytakuje.
Byłam przekonana, że trumna będzie otwarta. Planowałam ostatecznie pożegnać się z Kadenem, ale, jak widać, nie będę miała takiej możliwości. Dlaczego? Dlaczego tym razem została zamknięta? Przecież Clay nie doznał aż tak widocznych obrażeń… To wywołuje we mnie jeszcze większą frustrację, bo nie tak to sobie wyobrażałam.
Nie spodziewałam się także tego, że od razu przejdziemy do ceremonii, tak totalnie bez uczuć, bez żadnej zadumy. Dopiero co przyszłyśmy, a pastor już pyta, czy zaczynamy. Nie będzie czasu na pożegnanie ze zmarłym ani na rozmowę? To pierwszy taki pogrzeb w moim życiu.
To naprawdę… bardzo dziwne. Tym bardziej że panuje między nami napięta i odrobinę sztuczna atmosfera.
– Dlaczego trumna jest zamknięta? – szepcze Lou.
– Nie mam pojęcia. Myślałam, że będzie otwarta. Nawet nie mogę się z nim pożegnać. – Ocieram wierzchem dłoni łzy z policzków, ale zaraz napływają kolejne, więc w końcu sobie odpuszczam.
Nie wiem, jak wyglądam, ale jestem przekonana, że okropnie. Dobrze, że siebie teraz nie widzę.
Uroczystość szybko się rozpoczyna. Milknę, bo nawet nie jestem w stanie nic z siebie wydusić. Ledwie daję radę słuchać słów pastora mówiącego o młodości Kadena, o tym, że jego śmierć nadeszła przedwcześnie, ale że na pewno znalazł się w lepszym miejscu. Chciałabym zatkać uszy, wykrzyczeć, że Clay żyje i ma się dobrze, lecz to i tak nie byłaby prawda.
Ból ściska moją klatę piersiową i z trudem znoszę to całe wydarzenie. Nie jestem do końca pewna, jak powinnam się zachować, bo dalej do mnie nie dociera, że Kadena nie ma już z nami. Minęło tylko kilka dni, nie pogodziłam się z jego śmiercią, więc cały ten pogrzeb to dla mnie jedna wielka abstrakcja. Nawet nie wiem, jak należałoby się czuć w takiej sytuacji i czy moje emocje są właściwe.
Jestem cholernie zagubiona, a jedyne, o czym marzę, to żeby Kaden okazał się żywy i mnie przytulił. Chciałabym znowu móc poczuć dotyk jego ciepłych dłoni na swoim ciele i usłyszeć jego głos.
Ceremonia kończy się po kilkudziesięciu minutach; trumna zostaje zakopana w ziemi, płyta ułożona, a pastor prosi, byśmy pomodlili się o spokój duszy Kadena, po czym żegna się z nami i zostawia nas samych. Podchodzę bliżej i czytam napis na nagrobku:
KADEN CLAY
lat 27
20.06.1997 – 14.01.2024
Niektóre dusze pozostaną obok nas na zawsze.
Nawet jeśli ich nie widać.
Sapię zszokowana i przykładam sobie dłoń do twarzy.
– Co jest, kurwa? – wypala Louise.
Imani
Od pogrzebu Kadena minęły dwa miesiące. W mieście powoli zaczęła panować wiosna. No, może nie jest jeszcze bardzo ciepło, ale temperatura trochę wzrosła, dzięki czemu nie muszę chodzić ani w kurtce, ani w płaszczu. Bluza wystarczy, a to bardzo mnie cieszy.
Sprawa napisu na nagrobku Kadena nadal nie została wyjaśniona.
Po ceremonii rozmawiałam z członkami Chérie Group i żadne z nich nie wiedziało, skąd wziął się ten cytat. Damon, który organizował całą ceremonię i ogarniał sprawy w domu pogrzebowym, twierdził, że nie kazał tego grawerować. Nast i Lea także zaprzeczyły, że miały z tym coś wspólnego. A do tego wszyscy zgodnie stwierdzili, że Massimo raczej nie miałby powodów do angażowania się w pogrzeb Claya, więc to także nie on.
Skoro wszyscy są czyści, łącznie ze mną, to kto wpadł na ten pomysł? I dlaczego wybrano akurat takie przesłanie?
Niektóre dusze pozostaną obok nas na zawsze.
Nawet jeśli ich nie widać.
Co to ma oznaczać? Z kim jeszcze Kaden miał kontakt?
Osoba, która kazała to zrobić, doskonale wiedziała, że wszyscy obecni na pogrzebie to zobaczą. Podejrzewam, że w tym cytacie jest jakieś drugie dno. Komuś z nas miało to dać do myślenia. Raczej nie mnie, bo nie mam nic wspólnego ze światem przestępczym, ale może któremuś ze współpracowników Kadena? Czyżby nie byli tak bezpieczni, jak im się wydaje, bo Massimo zamierza się na nich zemścić? A może jednak to wiadomość dla mnie? A co, jeśli ojciec umarł, ale kazał swoim ludziom mnie dopaść? Tylko dlaczego? Nie, to bez sensu. Przecież nie wiedział, że Kaden go zabije, więc nie mógł wcześniej tego zaplanować. Po prostu popadam już w paranoję.
Jest jeszcze jedna opcja… Rodzice Kadena. Może dowiedzieli się o jego śmierci i mimo że nie było ich na pogrzebie, to jakoś skontaktowali się z domem pogrzebowym i poprosili, aby na grobie ich syna znalazło się coś od nich? Ale gdyby tak było, to chyba napisaliby mu coś miłego, a nie takie dziwne zdanie.
Mózg mi paruje od tych wszystkich możliwych teorii.
Nadal nie wiem też, dlaczego trumna nie została otwarta.
Daft twierdzi, że Kaden sobie tego nie życzył. Podobno kiedyś o tym rozmawiali, ze względu na specyfikę swojej pracy, i Clay powtarzał, że jeżeli umrze, to chce mieć zamkniętą trumnę. Uważał, że użalanie się nad zmarłym podczas ceremonii i oglądanie go w stanie rozkładu nie jest normalne, i nie chce, by tak pamiętali go najbliżsi. Dlatego Damon spełnił jego życzenie.
Nie rozumiem tego, bo myślę, że wszyscy obecni woleliby go ujrzeć po raz ostatni, a jemu i tak już było wszystko jedno, skoro umarł. Żałuję, że nie miałam okazji usiąść przy jego trumnie, złapać go za dłoń i powiedzieć kilku słów, które leżały mi na sercu. To pozwoliłoby mi zrzucić z siebie pewien ciężar.
Cała ceremonia wydawała się dziwna i zupełnie nieprzystająca do tego, jak to zwykło się robić. Zabrakło pożegnania, przemów i możliwości zobaczenia zmarłego…
Pogrzeb Kadena jest owiany dziwną tajemnicą, co tworzy w mojej głowie wiele znaków zapytania. Może to przez ich działalność przestępczą Damon postanowił zorganizować ceremonię w taki sposób? Może chodziło o to, by niewielu się o niej dowiedziało? Coś mi jednak mówi, że to nie wszystko.
Co może się za tym kryć?
Daft milczy jak zaklęty i wątpię, żeby kiedykolwiek powiedział mi prawdę. Będę zmuszona żyć w niewiedzy, chyba że jakimś cudem to z niego wyciągnę.
Nie stać mnie na to, by pozwolić sobie na siedzenie w domu, i nie chcę już dłużej denerwować Koby’ego, dlatego dziś, po długiej przerwie, wracam do pracy. Szef musiał ogarnąć dla moich dzieciaków inne grupy, przydzielić prywatnych klientów do pozostałych trenerów, a do tego przebudować cały grafik.
Zwolnienie dostałam tylko dlatego, że wybrałam się do psychiatry, a on ocenił mój stan jako bardzo zły. Chciał nawet dać mi je na pół roku albo więcej, ale wiem, że nie wyszłoby mi to na dobre. Oszalałabym, gdybym siedziała w domu jeszcze kilka tygodni, a co dopiero miesięcy. Pogrążanie się w żałobie i rozpaczy nie przynosi nic dobrego. Lepiej zająć sobie czymś głowę i właśnie to zamierzam zrobić.
Przez te dwa miesiące nie robiłam nic konkretnego. Snułam się po mieszkaniu, oglądałam różne seriale i filmy, przytulałam się do misia, którego podarował mi Kaden, jadłam posiłki z cateringu, bo nie miałam sił gotować, i przepłakałam wiele godzin. Naprawdę wiele.
Moje mieszkanie przypomina mi o wszystkich chwilach z Kadenem, ponieważ to głównie tu spędzaliśmy wolny czas. Chyba najczęściej odtwarzam w głowie nasz pocałunek na balkonie i dzień, kiedy Kaden przyniósł mi czarną różę, aby mnie przeprosić. Te dwie sceny zapadły mi w pamięć najbardziej. Jego uśmiech, dłonie na moich pośladkach, ciepło jego ust na moich wargach… To wszystko stało się tylko wspomnieniem. Nigdy więcej nie będę miała okazji tego poczuć.
Broda zaczyna mi drżeć, ale spinam się, by tym razem nie pozwolić sobie na płacz. Dość tego. Kaden na pewno nie chciał, żebym zachowywała się w taki sposób. Nie po to poświęcił życie, żebym codziennie ryczała i się nad sobą użalała.
Zbieram się w sobie, wstaję z kanapy i zerknąwszy na zegarek, zaczynam wkładać buty. Za dwadzieścia minut zaczynam pracę.
Pracownicy Golden Fight wiedzą, dlaczego byłam na zwolnieniu, bo informacja o śmierci Kadena bardzo szybko rozniosła się w świecie bokserskim. Po ceremonii pogrzebowej zdjęcia jego nagrobka od razu pojawiły się w sieci; dobrze, że Daft utrzymał samą uroczystość w tajemnicy i żadni dziennikarze nie nagabywali nas w tym czasie.
Do dziś to, co się wydarzyło w tych zapyziałych magazynach, a rozpoczęło na naszym wspólnym wyjeździe z Kadenem, dalej nie jest zaleczone, ale to chyba logiczne. Nie chodzę na terapię, bo przecież nie będę opowiadać terapeutce o rzeczach, które sprawiłyby, że Damon, Nast i Lea zostaliby zamknięci na długie lata w więzieniu. Jestem przekonana, że przez to porwanie i ilość nerwów, które przeżyłam w ostatnich miesiącach, nabawiłam się jakiejś traumy i wielu schiz, ale nie mogę ich przepracować, co dość mocno mnie frustruje.
Muszę normalnie pracować i udawać przed wszystkimi, że czuję się dobrze. Nie wiem, jak mam to zrobić. Czuję się kurewsko bezsilna i zmęczona.
Miewam stany depresyjne, podczas których nieraz się zastanawiam, po co w ogóle mam dalej żyć. Nie mam żadnego celu, wszystko mnie smuci i nic nie sprawia mi nawet odrobiny radości. Okropnie brakuje mi Kadena i dopiero teraz, z każdym dniem, zdaję sobie sprawę, jak wiele kolorów wnosił do mojego życia i co dzięki niemu zyskałam.
Kiedy był przy mnie, czułam się właściwie. Szczęście aż się ze mnie wylewało. Miałam powód, by codziennie wstawać z łóżka, i często nie mogłam się doczekać kolejnego spotkania z nim.
A teraz?
Każdy dzień jest pogrążony w mroku, nie mam na nic siły, a boks, który niegdyś był moją największą pasją, kojarzy mi się tylko z Kadenem, więc nie sprawia mi już takiej przyjemności jak dawniej. Prócz tego już prawdopodobnie nigdy nie obdarzę nikogo takim uczuciem jak jego. Zresztą – nawet tego nie chcę.
Bałam się miłości. Bałam się tego uczucia jak ognia i teraz już wiem, że nie bez powodu. Doskonale widzę, jak towarzyszące temu emocje potrafią niszczyć ludzi… Jak zniszczyły mnie. Nie jestem pewna, czy zakochałam się w Kadenie, ponieważ nigdy nie czułam czegoś podobnego do nikogo, ale wiem, że na pewno byłam nim zauroczona i wkraczałam już powoli w etap, w którym te uczucia zaczęły bardzo narastać i pewnie doprowadziłyby do zakochania.
Skoro czuję się tak źle, kiedy byłam nim tylko zauroczona, to jak bym się czuła, gdybym w pełni otworzyła przed nim swoje serce? Chyba musiałabym do niego dołączyć, bo nie byłabym w stanie żyć.
Wysiadam z autobusu, ciężko wzdychając, i zmuszam nogi, by zaczęły się ruszać i doprowadziły mnie do klubu. Rozglądam się wokół; nawet przystanek kojarzy mi się z Kadenem. Jak tak dalej pójdzie, to w pracy rozbeczę się tuż po przekroczeniu progu i nie poprowadzę dziś żadnego treningu.
Podchodzę do drzwi, biorę głęboki wdech i wchodzę do środka. Maya, nasza recepcjonistka, od razu wydaje z siebie pisk ekscytacji i mnie obejmuje. Papla coś podekscytowana, ale nie rozumiem ani słowa. Stoję sztywno, nie odwzajemniając jej uścisku, aż w końcu się zmuszam, by objąć ją jedną ręką. Poklepuję ją niezręcznie po plecach i się odsuwam.
– Jeju, Imani, nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłam – szepcze, posyłając mi szeroki uśmiech. – Bez ciebie jest tutaj tak nudno, że to jakaś masakra.
Mrugam i decyduję, że wypada jej coś odpowiedzieć.
– Fajnie, że wróciłam.
Brzmi to tak smętnie, że mam ochotę palnąć się w czoło. Obiecałam sobie, że w pracy nie będę okazywać słabości i postaram się podchodzić do wszystkiego z dystansem, aby nie robić z siebie ofiary. Jak widać, idzie mi genialnie.
– Wszystko w porządku? – dopytuje Maya, chwytając mnie za ramię. – Wydajesz się nieobecna.
Nic nie jest, kurwa, w porządku. Mam ochotę to wykrzyczeć, a potem napisać sobie na czole, żeby nikt nigdy więcej nie zadawał mi tego pytania, bo chyba zrobię sobie albo temu komuś krzywdę.
– Tak, jestem po prostu trochę zmęczona. – Wysilam się na sztuczny uśmiech i mijam Mayę. – Przepraszam cię, muszę się przebrać.
Szybko znikam z jej pola widzenia i zamykam się w szatni trenerskiej. Siadam na drewnianej ławce, przyciągam nogi do klatki piersiowej i chowam głowę między kolanami. Nie chcę tutaj być. Nie mam ochoty znosić żadnych ludzi. Pragnę tylko się zakopać w kołdrze, w swoim łóżku, i zapomnieć o całym bólu, który mi towarzyszy.
Ale nie mogę. Prowadzę dzisiaj cztery treningi grupowe i dwa prywatne. Muszę przetrwać.
Już mam dość, a jeszcze nawet nic nie zrobiłam. Jakie to zabawne, że coś, co było moim marzeniem, czyli trenowanie innych, teraz zmieniło się w koszmar.
* * *
– Damon, co ty tu robisz? – wypalam, kiedy na salę treningową wchodzi Daft.
Mężczyzna posyła mi uśmiech, zamyka drzwi i szybko pokonuje dzielącą nas odległość. Nie sprawdzałam nazwisk ludzi, których trenuję, bo i tak nie miało to dla mnie większego znaczenia. Moim zadaniem było tylko przeżyć ten dzień.
Udało mi się przebrnąć przez zajęcia grupowe, a dzieciaki nawet nieźle odciągnęły moją uwagę, więc chociaż przez chwilę odpoczęłam od rozmyślań o Kadenie.
Przebrnęłam także przez dwa treningi prywatne z moimi stałymi klientami; bardzo się cieszyli, że wróciłam, a ja starałam się robić wszystko, by wyszli usatysfakcjonowani. Uważam, że jak na mój stan psychiczny całkiem nieźle mi szło. Nie tryskałam entuzjazmem, ale zawodnicy sprawiali wrażenie zadowolonych, co liczy się dla mnie najbardziej.
Koby nie pojawił się w zasięgu mojego wzroku i całe szczęście, bo nie chciałam z nim gadać. Pewnie wypytywałby mnie o Kadena, a tego wolę na razie uniknąć. Nie chcę się nikomu tłumaczyć.
– Przyszedłem na trening. – Wzrusza ramionami, a ja przewracam oczami.
– Poważnie? Nie zauważyłam – prycham. – A tak na serio? Nie wydaje mi się, żebyś kiedykolwiek trenował boks.
– Stwierdziłem, że chciałbym spróbować czegoś nowego. Poza tym… – Daft zwiesza głos. – To było coś, co uwielbiał Kaden. Przyjaźniliśmy się tyle lat, opowiadał o tym z takim uwielbieniem, że też chciałbym zobaczyć, czy mi się to spodoba. Mówił, że jesteś najlepsza w swoim fachu. Nie masz nic przeciwko, żeby zostać moją trenerką?
Marszczę brwi; na wspomnienie Kadena ból przeszywa moją klatkę piersiową. Nie spodziewałam się, że będę miała okazję poznać bliżej jego przyjaciół, a tym bardziej ich trenować.
Poza tym przez słowa Damona znowu czuję napływające łzy. Clay nigdy nie ocenił mnie przez pryzmat mojej wagi ani tego, że jestem kobietą. Oceniał tylko moje umiejętności, które – jak widać – uważał za bardzo dobre. To cholernie wiele dla mnie znaczy.
– Serio Kaden tak mówił? – Głos mi drży.
– Wiele razy wspominał, że genialnie prowadzisz treningi. – Daft kiwa głową. – Mówił, że pracował z wieloma trenerami i że byli całkiem nieźli, ale z tobą trenowało mu się najlepiej.
Nie płacz. Nie płacz. Nie płacz.
– To… – Przełykam głośno ślinę. – Bardzo miłe.
– To jak, będziesz mnie trenować, Cruz? – Damon ponawia pytanie.
Nie widzę powodu, by mu odmówić.
Owszem, przyjaźnił się z Kadenem, więc będzie mi o nim przypominał, ale może w jakiś sposób mnie to uleczy? To trochę tak, jakbym nadal miała kontakt z Clayem.
Może to popieprzone i niemoralne, ale szczerze? Nie obchodzi mnie to.
Zrobię wszystko, by choć trochę czuć się tak jak w obecności Kadena. Damon nie zdoła go zastąpić, nie o to mi chodzi, ale może spędzanie czasu w jego towarzystwie przyniesie mi jakieś korzyści.
Właśnie dlatego wzruszam ramionami i mówię:
– Czemu nie. Skoro chcesz nauczyć się boksu, to mogę cię trenować.
Imani
– To świetnie! – Twarz Damona się rozpromienia. – Od czego zaczynamy?
Tłumaczę mu zasady rozgrzewki, którą zazwyczaj wykonuję z zawodnikami, a on słucha mnie z zaciekawieniem. Zauważyłam to już wcześniej, ale teraz, gdy Damon się rozgrzewa, w mojej głowie pojawia się myśl, że jest przystojny. Pewnie ma ze trzydzieści lat, ale zupełnie nie wygląda na swój wiek. Czarne włosy zaczesał do tyłu, być może na żel, dzięki czemu wyostrzyły się rysy jego twarzy. Jest szczuplejszy od Claya, ale i tak ma całkiem niezłą sylwetkę. Pewnie nie stroni od siłowni. Może nawet ćwiczyli razem?
Damon włożył białą, dość obcisłą koszulkę i krótkie spodenki oraz bieliznę termoaktywną. Biel ładnie kontrastuje z czernią jego włosów, co tylko podbija jego urodę.
– Od ilu lat bawisz się w trenowanie? – zagaduje mnie, kręcąc biodrami w ramach rozgrzewki. Robi to tak nieporadnie i koślawo, że niemal parskam śmiechem.
– Zanim odpowiem, mam pytanie do ciebie. – Przez chwilę obserwuję jego ruchy, a potem zaciskam usta w wąską linię. – Rozgrzewałeś się kiedykolwiek? Ruszasz się tak koślawo, że nawet pięciolatkom idzie to lepiej.
Gromi mnie spojrzeniem.
– Podobno zapisałem się na trening, a w zamian dostałem roast – prycha pod nosem. – Gdybym wiedział, że stosujesz takie techniki, mocno bym się zastanowił, czy chcę z tobą trenować.
– Oj, już tak nie wyolbrzymiaj. – Przewracam oczami. – To rozgrzewałeś się kiedyś w taki sposób czy nie?
– Tak, codziennie napierdalam takie kółka po wstaniu z łóżka, Imani.
Niekontrolowanie parskam śmiechem.
– Powinieneś zacząć. Podczas następnego treningu masz już to umieć. Bez tego nie ruszymy dalej. – Unoszę palec. – Już się boję, jak zadajesz ciosy, skoro tak źle idzie ci rozgrzewka.
Słabo się znamy, raczej prawie wcale, ale rozmowa wychodzi nam naturalnie. Może powinnam się bardziej hamować albo kulturalniej do niego zwracać, ale… po co? Skoro jemu nie przeszkadza mój humor i sam jest sarkastyczny, to chyba mogę dalej rozmawiać z nim w ten sposób.
Jest to trochę dziwne, że trenuję i swobodnie rozmawiam z człowiekiem, który kiedyś zbierał informacje na mój temat, by mnie odpowiednio podejść i zabić, ale teraz nie mam powodów, żeby się go bać. Wiem, że opuścił grupę przestępczą, więc chyba mi nie zagraża. Nie miałby też żadnego powodu, by chcieć mnie skrzywdzić. Poza tym to jedyna osoba, która była bliżej związana z Clayem, i jakaś głupia część mnie się łudzi, że rozmowy z nim wypełnią pustkę po jego przyjacielu.
– Kilka razy coś tam trenowałem z Kadenem, ale nigdy nie dorastałem mu do pięt. Clay miał wrodzony talent do boksu, a ja trochę kaleczę wszystkie sporty prócz siłki.
Damon mnie rozbawił, zaśmiałam się pierwszy raz od długiego czasu, ale ból, który mam w sobie, można stłumić tylko na kilka chwil, nigdy nie zniknie na zawsze. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Mimowolnie zaczynam porównywać humor Dafta do tego Kadena i smętnie zwieszam ramiona. Brakuje mi tego ponurego wyrazu twarzy Claya, kiedy rzucałam mu jakiś chamski tekst, albo tych błyszczących oczu, kiedy to jemu udało się pocisnąć mnie. Uwielbiałam nasze przekomarzanki. Damon może być zabawny i nawet przystojny, ale nigdy nie będzie nim. Powiedział, że nie dorastał mu do pięt pod względem umiejętności bokserskich. Według mojego serca nie robi tego w niczym. I właśnie to zasmuca mnie najbardziej.
Uświadamiam sobie, w jaki sposób prawdopodobnie będę reagować na wszystkich mężczyzn, którzy pojawią się w moim otoczeniu w najbliższym czasie. Za każdym razem będę na siłę tworzyła porównania, a potem dojdę do wniosku, że nie znajdę nikogo choć trochę podobnego do Kadena. Da się tego jakoś pozbyć?
Wzdycham rozdrażniona pod nosem.
– Imani, wszystko okej? – pyta Damon i kładzie mi dłoń na ręce.
Wzdrygam się pod jego dotykiem i odsuwam na większą odległość.
To wkurza mnie jeszcze bardziej.
Kaden od początku miał u mnie fory i dopiero teraz tak dobitnie to do mnie dociera. Sama zainicjowałam nasz kontakt fizyczny, chociaż nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Jego dotyk nigdy mnie nie przerażał ani nie brzydził.
Ciepło dłoni Claya za każdym razem wydawało mi się miłe. Coś mnie do niego ciągnęło. Zgodziłam się spędzać z nim więcej czasu dobrowolnie, nawet nie musiał mnie mocno do tego przekonywać, mimo że nigdy wcześniej nie dałam się na to namówić żadnemu facetowi. Zawsze traktowałam swoich podopiecznych z dystansem. Z całą pewnością Kaden Clay był dla mnie wyjątkowy i nie da się tego podważyć.
– Tak, wszystko gra. – Kiwam głową. – Teraz rozgrzejemy stawy skokowe, łydki i stopy. Powtarzaj za mną.
Daft uważnie śledzi ruchy moich nóg, a potem je naśladuje. Wychodzi mu to całkiem nieźle, znacznie lepiej od rotacji bioder, więc z uznaniem go chwalę.
– Tęsknisz za Kadenem? – szepcze nagle, zerkając na mnie ukradkiem.
Nasze spojrzenia się spotykają, a ja marszczę brwi.
– Skąd to pytanie?
– Odkąd tutaj ćwiczymy, zamyśliłaś się już kilka razy, a szczególnie wtedy, kiedy o nim wspominałem. Da się zauważyć, że o nim myślisz. Nie trzeba być geniuszem.
– Zapomniałam, że mam do czynienia z naczelnym analizatorem i nie mogę przeżywać swoich emocji w ciszy – fukam. – Tak, tęsknię za nim.
Nie ma sensu kłamać. Bo po co miałabym to ukrywać? Tęsknota to dalekie uczucie od tych, które powinnam wobec niego żywić, zważywszy na liczbę krzywd i oszustw, do których się posunął, i na to, kim był, ale nic na to nie poradzę. Głupiego serca nie oszukam.
– Nawet po tym, czego się dowiedziałaś? – drąży Damon. – Nie skreśliłaś go?
– Zbyt wiele razem przeszliśmy, bym tak łatwo go skreśliła. Może jestem kompletną idiotką, ale wierzę, że jego uczucia względem mnie były szczere. Przynajmniej te, które wyznał mi na koniec. Nie miał po co mnie okłamywać, oddał za mnie pieprzone życie, Daft.
– Wtedy, gdy znajdowaliśmy się w magazynie u twojego ojca… – Damon przełyka głośno ślinę. – Kaden prosił, bym o ciebie dbał. Gdy wychodziliśmy, on już wiedział, że tego nie przeżyje. – Łamie mu się głos. – Powiedział mi wtedy, że wcale nie boli go to, że umiera. Cierpiał, bo wiedział, jak wiele traci, odchodząc. Najbardziej ubolewał nad tym, że już nigdy nie zobaczy cię szczęśliwej i nie przekona się, jak mogłaby rozwinąć się wasza relacja, gdyby nie to, kim był. Wiedział, że nie jest dla ciebie odpowiedni, Cruz. Możesz mi nie wierzyć, ale znałem Kadena od kilku dobrych lat i jestem pewien, że jego uczucia i wszystko, co ci mówił, były całkowicie szczere. Nie jesteś idiotką.
Można rozwalić kogoś doszczętnie kilkoma zdaniami? I to jeszcze, kurwa, jak.
Opadam tyłkiem na podłogę, nie mogąc poradzić sobie z ciężarem, który przed chwilą na mnie spadł. Damon do mnie dołącza.
– Ja… – Nie jestem w stanie dokończyć zdania.
– Kaden nigdy nie pokochał żadnej dziewczyny i przez te wszystkie lata, gdy pracowaliśmy razem, spotkał się może z dwie. Zupełnie nie był typem faceta uganiającego się za kimkolwiek. Twierdził, że nie potrzebuje tego do życia, a słowo miłość nawet nie istniało w jego słowniku. To ty sprawiłaś, że jego poglądy zupełnie się zmieniły. Jedyne, na czym mu zależało, to twoje bezpieczeństwo. Powiedział, że nie wyobraża sobie, by mógł odebrać ci życie. Marzył o tym, byś po jego śmierci wróciła do normalności i odnalazła szczęście, kiedy jego już tutaj nie będzie. Tyle wycierpiałaś, że zasługujesz teraz na dobre życie. Clay na pewno by nie chciał, żebyś się smuciła i przeżywała jego śmierć.
– Kaden był jedynym mężczyzną, przy którym się otworzyłam, a także jedynym, dzięki któremu zrozumiałam, że mogę być sobą i wcale nie muszę mieć lepszej figury czy charakteru, żeby ktoś mnie polubił. Te słowa wiele dla mnie znaczą, Damon, i cieszę się, że mi to mówisz. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nie jestem wariatką i nie wyobraziłam sobie tego, co było między nami.
– Powiedział, że się w tobie zakochał, Imani. – Damon zagryza policzek. – Tego nigdy nie byłby w stanie udawać, więc niczego sobie nie wyobraziłaś. Ten człowiek nie miał żadnej moralności, zabijał z zimną krwią, nie interesował się nikim poza sobą i olewał zdanie innych. Gdy jednak poznał ciebie, zaczął się zmieniać. Czerpał radość z życia i zaczął rozumieć, jak bardzo zbłądził. Umarł jako inny człowiek. Nie jako okrutny płatny zabójca, lecz jako mężczyzna, który zaznał najpiękniejszego uczucia, czyli miłości, i odszedł ze świadomością, że nie jest tak zepsuty do szpiku kości, jak mu się wydawało. Wiem, że dla niego to także wiele znaczyło.
Beczę jak małe dziecko i nawet nie zamierzam ukrywać tego przed Damonem. To, co mówi, jest okropnie smutne, ale zarazem piękne. Znam takie powiedzenie, które mówi o tym, że często poznaje się dobrą osobę, ale w złym czasie. Wydaje mi się, że to doskonale pasuje do mnie i Kadena.
Może gdybyśmy zwrócili na siebie uwagę wcześniej, nie zboczyłby tak bardzo z właściwej drogi i nie zniszczyłby sobie życia? Może szlibyśmy przez nie razem, wspierając się, dzięki czemu Kaden byłby szczęśliwy mimo kontuzji i całego zawirowania z boksem?
Chcę, żebyś wiedziała, że się w tobie zakochałem…
To ostatnie słowa, które wypowiedział. Pokochał mnie, chociaż nie miał pojęcia, jak się to robi, i obdarzył mnie zaufaniem, burząc swoje mury. Budował je tyle lat, a jednak potrafiłam je obejść. Chciał mnie chronić, nawet kosztem własnego życia.
Czy naprawdę tak zachowuje się zły człowiek?
– Chciałabym, żeby tu był. – Łkam, chowając głowę w zagłębieniu łokcia.
Czuję, że Damon przyciąga mnie do siebie i obejmuje ramieniem. Nie protestuję, choć jest to dalekie od wszelkich zasad, które sobie ustaliłam, i nie powinnam się na to zgadzać.
– A ty, tęsknisz za nim? – pytam.
– Tęsknię. – Wzdycha głęboko. – Tuż przed jego śmiercią bardzo się pokłóciliśmy. Był przekonany, że go zdradziłem. Zakończył naszą przyjaźń. Nie miał pojęcia, że Massimo mnie szantażował, przez co musiałem zrobić niektóre rzeczy. Zachowałem się jak fałszywiec, na pewno nie jak przyjaciel, ale nie pozostawiono mi wyboru. Nigdy nie chciałem źle dla Claya, wiedziałem, że nie jest idiotą i nie nabierze się na gierki Trayvonta. Miałem rację. Kaden odkrył spisek ukartowany przez szefa, ale to mnie obarczył całą winą i zaczął uważać za wroga. Okropnie mnie to zabolało. – Głos Damona drży z emocji. – Kiedy skontaktował się ze mną, gdy was porwano, nawet przez minutę się nie zastanawiałem, czy wam pomóc. Wiedziałem, że chociaż częściowo zrehabilituję się za to, co mu zrobiłem. Najbardziej boli mnie to, że umarł, zanim się pogodziliśmy.
Nie wyobrażam sobie, jak Daftowi musi być ciężko. To cholernie przykre, że nie wyjaśnili sobie całej sytuacji i już nigdy tego nie zrobią.
– Jak Kaden się z wami skontaktował, gdy nas porwano? Przeszukiwano nam kieszenie.
– Ze względu na naszą profesję zawsze musieliśmy być przygotowani na takie akcje. Ustaliliśmy sygnał ostrzegawczy. Massimo wyposażył nas w specjalne urządzenia, które można schować do buta albo do bielizny. Wystarczyło nacisnąć przycisk, żeby do któregoś z nas przyszło powiadomienie o zagrożeniu. Moje urządzenie było połączone z tym Kadena ze względu na naszą przyjaźń. Nawet gdy założyli mu na głowę worek i związali ręce, dalej mógł wcisnąć przycisk, chociażby uderzając nim o ziemię. Urządzenie jednocześnie włączało lokalizator, dzięki czemu wiedziałem, gdzie jesteście. Kiedy zobaczyłem, że są to jakieś stare magazyny na obrzeżach miasta, od razu dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Zabrałem ze sobą Anastasię i Leę, bo domyślałem się, że pewnie sam sobie nie poradzę. Dziewczyny od razu były chętne do pomocy. Kaden pewnie nie opowiadał ci o naszej strukturze, ale byliśmy zżyci. Może nie dało się tego dostrzec na pierwszy rzut oka, ale często spędzaliśmy ze sobą czas. Poza tym nawet po tej kłótni z Clayem nie wyobrażałem sobie, żebym pozwolił mu zginąć. Zresztą to był pierwszy raz, gdy użył tego przycisku.
Kiwam głową w zrozumieniu.
– Bardzo mi przykro, że nie wyjaśniliście sobie całej tej sytuacji, no wiesz, z tą zdradą… – szepczę, a on wzrusza ramionami. – To musi być dla ciebie trudne.
– Na pewno nie trudniejsze niż jego śmierć dla ciebie – podsumowuje. – Chyba nici z naszego dzisiejszego treningu, co?
Uśmiecham się smutno w odpowiedzi.
– Chyba tak – zgadzam się.
Damon podnosi się z podłogi, a potem podaje mi dłoń, bym poszła w jego ślady. Korzystam z pomocy. To był zdecydowanie najbardziej beznadziejny trening, jaki w życiu poprowadziłam. Kompletna klapa.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Od autorki
1. Pogrzeb ducha
2. Złudna normalność
3. Bolesne wspomnienia
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Dedykacja
Meritum publikacji
