Jezioro stworzenia - Rachel Kushner - ebook + książka

Jezioro stworzenia ebook

Rachel Kushner

0,0
44,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

„Jezioro stworzenia" to pełna napięcia proza napisana w duchu noir, która zdobyła uznanie światowej krytyki i została wybrana do finału Nagrody Bookera w 2024 roku.

Rachel Kushner zabiera czytelnika w podróż pod ziemię, do najdawniejszych korzeni ludzkości, stawiając pytanie: czy można uciec od współczesnej globalnej cywilizacji oraz od niekwestionowanych tez i wartości, które tworzą jej fundamenty.

Sadie Smith, trzydziestoczteroletnia amerykańska agentka o bezwzględnej skuteczności i nieskazitelnej urodzie, zostaje wysłana do Gujenny, tradycyjnego rolniczego rejonu Francji. Jej zadaniem jest infiltracja radykalnej komuny Le Moulin, sprzeciwiającej się przemysłowej dewastacji ziemi. Realizując misję, przenika do świata rządzonego przez Bruno Lacombe’a – charyzmatycznego filozofa prymitywistę zafascynowanego pradawnymi jaskiniami i erą neandertalczyków.

Cyniczna agentka, mistrzyni manipulacji, szybko odkrywa, że sama stała się obiektem znacznie bardziej złożonej intrygi. Bruno uwodzi ją alternatywnymi historiami i zmusza do konfrontacji z własną tożsamością oraz wyznawanymi wartościami. Gdy granica między misją a obsesją się zaciera, a cywilizacja staje się złudzeniem, Sadie nie pozostaje nic innego, jak poszukać prawdy w mroku jeziora stworzenia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 412

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału:Creation Lake

Copyright © 2024 by Rachel Kushner For the Polish edition Copyright © 2026, Noir sur Blanc, Warszawa

ISBN 978-83-8403-089-9

Opieka redakcyjnaMonika Szewczyk

Opracowanie redakcyjneBarbara Żebrowska

KorektaAgata Nocuń, Elwira Wyszyńska

Opracowanie graficzne i projekt okładkiUrszula Gireń

Na okładce wykorzystano obrazFelsenhöhle mit Maultiertreibern Guillama Dubois / Artvee

Zamówienia prosimy kierować: – telefonicznie: 800 42 10 40 (linia bezpłatna) – e-mailem: [email protected] księgarnia internetowa: www.noir.pl

Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o., 2026 ul. Frascati 18, 00‐483 Warszawa

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Zgodnie z art. 4 Dyrektywy 2019/790/UE oraz odpowiednimi przepisami krajowymi, niniejszym zastrzegamy prawo do wyłączenia z eksploatacji tekstów i danych (TDM) dla celów innych niż badawcze, w odniesieniu do materiałów znajdujących się w tej publikacji niezależnie od formy jej udostępnienia. Wykorzystywanie tych materiałów w ramach działań TDM jest niedozwolone.

Dla Jasona

Nie wychodźcie z ukrycia, bo popsujecie cały dowcip!

Ty leż tutaj; już nadpływa nasz pstrąg. Wystarczy go połechtać pod skrzelami, a będzie złowiony1.

Maria, fragment Wieczoru Trzech Króli

I

UROKISAMOTNOŚCI

.

Neandertalczycy byli podatni na depresję, napisał.

Stwierdził, że byli również podatni na uzależnienia, a zwłaszcza na nałóg palenia tytoniu.

Chociaż jego zdaniem najprawdopodobniej ci szlachetni i zagadkowi talczycy (jak czasem nazywał neandertalczyków) uzyskiwali nikotynę z tytoniu bardziej prymitywną metodą, żując jego liście, zanim nastąpił ten punkt zwrotny w dziejach świata, w którym pierwszy człowiek przytknął pierwszy liść tytoniu do pierwszego ognia.

Czytając tę część maila od Brunona, przebiegając wzrokiem od „człowieka”, przez „przytknął” i „liść” po „ogień”, wyobraziłam sobie członka gangu motocyklowego z lat pięćdziesiątych w białym T-shircie i czarnej skórzanej kurtce, jak przysuwa zapaloną zapałkę do końca swojego Camela i się zaciąga. Gangster opiera się o mur – bo właśnie to robią gangsterzy, opierają się i szwendają – po czym wypuszcza dym.

Bruno Lacombe pisał Pascalowi w tych mailach, które potajemnie czytałam, że neandertalczycy mieli bardzo duże mózgi. A przynajmniej ich czaszki były bardzo duże i możemy śmiało wywnioskować, że najprawdopodobniej, twierdził Bruno, wypełniał je mózg.

Pisał o imponujących rozmiarach mózgownicy talczyka, posługując się współczesnymi metaforami i porównując ją do silnika motocykla, o którego rozmiarach również, jak zauważył, stanowi pojemność skokowa. Bruno twierdził, że spośród wszystkich gatunków człekopodobnych, które stały na dwóch stopach i przemierzały ziemię od ostatniego miliona lat, neandertalczyk zdecydowanie wyróżniał się mózgownicą o ogromnej pojemności 1800 centymetrów sześciennych.

Wyobraziłam sobie króla szos zdecydowanie wyprzedzającego stawkę.

Ujrzałam jego skórzaną kamizelkę, wielki brzuch, rozstawione nogi, buty robocze spoczywające na szerokich chromowanych podnóżkach. Jego motocykl wyposażony jest w wysoką kierownicę, do której król ledwie sięga, ale udaje, że nie męczą mu się przy tym ręce i nie odczuwa okropnego przeszywającego bólu w lędźwiach.

Wiemy z oględzin ich czaszek, że neandertalczycy mieli wielkie twarze.

Wyobraziłam sobie Joan Crawford, twarz tej wielkości: wyrazistą, brutalną, przykuwającą uwagę.

I potem, w muzeum historii naturalnej, które tworzyłam w swoim umyśle, czytając maile Brunona, z dioramami zaludnionymi postaciami w przepaskach na biodrach, z żółtymi zębami i skołtunionymi włosami, wszyscy ci opisani przez niego ludzie prehistoryczni – nie tylko kobiety – mieli twarz Joan Crawford.

Mieli jej jasną cerę i ognistorude włosy. W miarę postępów naukowych w mapowaniu genów tendencja do posiadania rudych włosów, wyjaśniał Bruno, została rozpoznana jako cecha genetyczna talczyka. A poza takimi pracami, takim dowodem, dodał Bruno, możemy, posługując się wrodzoną intuicją, przypuszczać, że podobnie jak u typowych rudzielców, emocje neandertalczyków były silne i głębokie, od szczytów upojenia po otchłanie rozpaczy.

Bruno napisał Pascalowi, że obecnie wiemy o neandertalczykach jeszcze kilka rzeczy. Dobrze radzili sobie z matematyką. Nie lubili tłumów. Mieli mocne żołądki i byli nieszczególnie podatni na wrzody, ale bezustanne spożywanie pieczonego mięsa szkodziło ich jelitom tak samo, jak szkodziłoby każdemu. Byli wyjątkowo wrażliwi na próchnicę zębów i szkorbut. I mieli nadmiernie rozwinięte szczęki, zdolne wspaniale gryźć chrząstki, ale mało wydajne w rozdrabnianiu miększej strawy, szczęki, które były przesadą. Bruno opisywał żuchwę neandertalczyka jako cechę tragiczną z uwagi na jej przerost, brzemię kwadratowej szczęki. Pisał o kosztach utopionych, jakby ciało stanowiło inwestycję kapitałową, inwestycję w środki trwałe, traktował jego części jak maszyny przytwierdzone śrubami do posadzki fabryki, sprzęt, który został zakupiony i nie można go odsprzedać. Żuchwa neandertalczyka była kosztem utopionym.

Mimo to, zdaniem Brunona, należało podziwiać grube kości i mocną, pozwalającą zachować ciepło, budowę ciała talczyka. Zwłaszcza w porównaniu z kruchymi kończynami współczesnego człowieka, Homo sapiens sapiens. (Bruno nie użył słowa „kruche”, ponieważ pisał swoje maile po francusku, a ja je tłumaczyłam, czerpiąc z całego zasobu angielszczyzny, mojego ojczystego i znacznie lepszego języka).

Twierdził, że talczycy bardzo dobrze znosili zimno, może nawet całe wieki zimna, tak przynajmniej głosi fama – fama, którą, jak się wyraził, musimy komplikować, jeśli mamy poznać prawdę o zamierzchłej przeszłości, jeśli teraz mamy dostrzec prawdę o tym świecie i to, jak w nim żyć, jak zająć teraźniejszość i dokąd pójść jutro.

Moje jutro było porządnie zaplanowane. Miałam się spotkać z Pascalem Balmym, przywódcą Le Moulin, do którego pisał te maile Bruno Lacombe. I nie potrzebowałam pomocy neandertalczyków w odpowiedzi na pytanie, dokąd iść: Pascal Balmy powiedział, bym o pierwszej po południu przyszła do Café de la Route na rynku w miasteczku Vantôme, i tam właśnie miałam być.

.

Ponieważ Bruno Lacombe znalazł się w raportach, które otrzymywałam jako nauczycielka i mentorka Pascala Balmy’ego i Le Moulin, szukałam w jego mailach wzmianek o tym, co on i jego grupa zrobili i co zamierzali zrobić.

Sześć miesięcy temu zniszczony został sprzęt do robót ziemnych na miejscu budowy potężnego zbiornika przemysłowego niedaleko wioski Tayssac w pobliżu Le Moulin. Pięć wielkich koparek, kosztujących po kilkaset tysięcy euro każda, zostało podpalonych pod osłoną nocy. Podejrzewano o to Pascala i jego grupę, nie było jednak dowodów.

Maile do Pascala poruszały wiele tematów, ale nie natrafiłam w nich na nic obciążającego poza tym, że miejsce wody jest na poziomie wód gruntowych, nie zaś w przemysłowych zasobnikach. Bruno ubolewał, że władze uznały za dobry pomysł odsysanie wody z podziemnych jaskiń, jezior oraz rzek i umieszczenie jej w ogromnych wyłożonych plastikiem megabasenach, gdzie miała wchłaniać wypłukane toksyny i parować na słońcu. Stwierdził, że to pomysł tragiczny, a jego niszczący wpływ mógł pojąć chyba tylko ktoś, kto spędził sporo czasu pod ziemią. Woda, wyjaśnił Bruno, już jest łapana w stworzonych przez naturę zmyślnych filtrach i magazynach pod ziemią.

Zdawałam sobie sprawę, że Bruno Lacombe jest wrogiem cywilizacji, w slangu aktywistów „antycywilizerem”. I że wiejski południowozachodni departament Gujenny – oraz ten odległy zakątek, do którego właśnie przybyłam – przez dziesiątki lat był znany z jaskiń, które zawierały świadectwa obecności pierwszych ludzi. Zakładałam jednak, że Bruno będzie służył Pascalowi radą w jego strategiach powstrzymania realizacji tutejszych projektów przemysłowych władz. Nie przyszło mi do głowy, że ów mentor Pascala wierzy fanatycznie w wymarły gatunek.

Bruno napisał, że wszyscy możemy się zgodzić, iż to właśnie Homo sapiens wpakował ludzkość w rolnictwo, gospodarkę pieniężną i przemysł. Tajemnica, co stało się z neandertalczykiem i jego skromniejszą egzystencją, jest jednak niewyjaśniona. Ludzie i neandertalczycy mogli żyć równocześnie przez dobre dziesięć tysięcy lat, zaznaczył Bruno, ale nikt jeszcze nie zrozumiał, czy i jak te dwa gatunki oddziaływały na siebie. Czy, na przykład, wiedziały o swoim istnieniu, ale trzymały się z dala od siebie. Czy też w erze ich współistnienia w Europie ludzi było tak mało, że pośród dzikich i nieprzebytych lasów, gór, rzek i śniegów nie uświadamiały sobie, że ten drugi tam jest. Z drugiej strony, stwierdził Bruno, genetycy ustalili, że się łączyły, miały razem potomstwo – pewny znak, że wiedziały, że ten inny „tam jest”. Czy te związki opierały się na miłości? Czy na gwałcie, stanowiąc część wojennego łupu? Bruno uznał, że nigdy się tego nie dowiemy.

Początkowo zastanawiałam się, czy te maile o neandertalczykach były żartem, jakby Bruno podrzucił je komuś, kto uzyskał dostęp do jego konta, żeby odwrócić uwagę od właściwej korespondencji z Pascalem i moulinardami. Omawiał w nich sporo tematów, ale nie zawarł nic o sabotażu i stale wracał do neandertalczyków – gatunku, który, spójrzmy prawdzie w oczy, sobie nie poradził. I chyba nikt nie wiedział dlaczego, a żaden neandertalczyk nie zgłosił się z wytłumaczeniem.

Bruno odrzucał przypuszczenia, że przedstawiciele Homo sapiens byli po prostu sprytniejsi i potrafili się lepiej przystosować, że byli mocniejsi i bardziej niestrudzeni od neandertalczyków. W jego analizie traktującej te dwa gatunki jako przeciwników zaczęłam ich widzieć nie w dioramie, lecz w mistrzostwach mieszanych sztuk walki, a Homo sapiens stał się zawodnikiem, który albo stopniowo zaczął uczestniczyć w rywalizacji, albo nagle wpadł na ring i był na fali.

Kuszące jest wyobrażenie sobie neandertalczyków w roli słabego rywala, który został pokonany przez Homo sapiens, pisał Bruno (jakby miał dostęp do moich wyobrażeń o starciu przedstawicieli dwóch gatunków w noc walk), ale zaznaczył, że to marne wyjaśnienie tej tajemnicy.

Jeśli toczyła się między nimi jakaś wojna, była to wojna łagodna, rywalizacja o zasoby, powolna i nieustanna. Neandertalczycy byli doskonałymi łowcami, ale w miarę ocieplania się klimatu w Europie zmieniały się wzorce doskonałości. Lód zniknął i potrzebna była inna konstrukcja ciała, lżejsza i wytrzymalsza, oraz nowe metody tropienia z udziałem dużych skoordynowanych grup, innych narzędzi i broni. Neandertalczycy narażali życie z włócznią, Homo sapiens wybrali dalekosiężny oszczep. Zabijanie z oddali wymagało mniejszej odwagi. Nie wiązało się z bezpośrednim narażeniem się na niebezpieczeństwo śmierci, z rozlewem krwi, czego wymagało użycie broni talczyków. A jednak, pisał Bruno, koncepcja niesionej prądem powietrznym włóczni, zdecydowanie bardziej kliniczne podejście do wybierania zwierzyny za cel stanowiły z pewnością skuteczną metodę. Kolejną zaletą była lżejsza postura Homo sapiens, dzięki czemu potrzebowali mniej pożywienia. A oni – a raczej one – częściej się rozmnażali. Nieco częściej. Podejrzewano, że Homo sapiens płci żeńskiej wydawały na świat tylko trochę większą liczbę potomstwa niż talki. Ale po długim czasie, po tysiącach lat, te liczby złożyły się na ogromne różnice w wielkości populacji.

A jednak wielu ludzi nosi ślady neandertalczyków, stwierdził Bruno. Dwa, cztery procent, ta miara archaicznego życia była oszałamiająca, zważywszy, że od czterdziestu tysięcy lat nie istniały żyjące społeczności neandertalczyków pełnej krwi czynnie składających się na pulę genową. Jakby nasze chromosomy trzymały się kurczowo tego dawnego udziału, wyjaśnił, jakby stanowił on cenną pamiątkę, schedę, pozostałość osoby ukrytą głęboko w nas, która znała świat przed upadkiem, przed przemianą ludzkości w okrutne społeczeństwo klas i dominacji.

Są tacy, którzy mogliby rzec: „W dwóch, w czterech procentach talczyk, to niewiele, znikoma wartość. Pozostaje ogromne dziewięćdziesiąt osiem procent sapiens.

Rzeczywiście, przyznał Bruno. Spójrzmy na ten udział większościowy. Nie zaprzeczajmy, że jesteśmy wypełnieni przez Homo sapiens, i sami jesteśmy, chcąc nie chcąc, sapiens, postacią, która, co do czego wszyscy możemy się zgodzić, znalazła się w kryzysie. Mężczyzną, który w popędzie śmierci zajmuje miejsce za kierownicą.

H. sapiens potrzebuje pomocy. Ale jej nie chce.

Przetrwaliśmy długi wiek XX i jego klęski, niepowodzenia i kontrrewolucje. I teraz, ponad dekadę od rozpoczęcia XXI wieku, czas, by poprawić świadomość, stwierdził Bruno. Nie poprzez izmy. Nie dogmatem, ale przywołując najbardziej mistyczne tajemnice, które zatajaliśmy przed sobą – te dotyczące naszej przeszłości.

Psychoanalityk szuka śladów tłumienia, tego, co pacjent ukrył przed innymi, oraz – co ważniejsze – przed samym sobą. Największym tłumieniem jest historia tych, którzy pojawili się pierwsi, przed nami, przed tym, co zostało zapisane. Musimy wyjaśnić, co mogłyby oznaczać dla nas i dla naszej przyszłości te wcześniejsze istnienia ludzkie.

Nie, nie jestem prymitywistą, zastrzegł Bruno, jakby w błyskawicznej odpowiedzi na to oskarżenie.

Zwracam się naprzód, dodał, i wszelkie dyskusje o zamierzchłej przeszłości toczą się tylko w odniesieniu do tego, co ma nadejść.

Patrzcie w górę, nakazał, w tym mailu do Pascala Balmy’ego oraz grupy.

Dach świata jest otwarty.

Policzmy gwiazdy i żyjmy w ich świetlistym spojrzeniu.

Czyli w odległej przeszłości tych gwiazd, czyli w naszej przyszłości jasnej jak Gwiazda Polarna.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

PRZYPISY

1 William Shakespeare, Wieczór Trzech Króli, tłum. Stanisław Barańczak, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 1994, akt II, scena V, s. 237. ↩