Laleczka - Joanna Jax - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Laleczka ebook i audiobook

Joanna Jax

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

34 osoby interesują się tą książką

Opis

Co jest skłonna zrobić kobieta, której złamano serce? Z laleczki stanie się aniołem nocy…

Połowa lat trzydziestych dwudziestego wieku. Młodziutka Amelia Iłowiecka, dziedziczka zamożnych ziemian, zamierza popełnić mezalians i mimo sprzeciwu rodziców wyjść za prostego rzemieślnika. Jest zakochana, szczęśliwa i w swoim wybranku widzi same zalety. Tymczasem chłopak zrywa zaręczyny i za namową rodziców Amelii postanawia wyruszyć za chlebem do Ameryki.

Rozżalona dziewczyna ucieka z domu i rozpoczyna nowe życie w stolicy, całkowicie odcinając się od rodziny. Rzeczywistość nie jest jednak tak różowa, jak to sobie wyobrażała, i panna Iłowiecka musi zweryfikować swoje marzenia. Zostaje utrzymanką dużo starszego kochanka, majora polskiego wojska, Romualda Zawiślaka. Po pewnym czasie niezadowolona z układu, w którym tkwi, porzuca adoratora. Zaczyna pracę w kabarecie i mimo że wiedzie żywot ubogiej tancerki, jest szczęśliwsza niż w potajemnym związku z Romualdem. Wciąż szuka miłości, ale żaden z mężczyzn nie traktuje jej jak potencjalnej żony.

Pewnego dnia Amelia poznaje niemieckiego dyplomatę i zakochuje się w nim bez pamięci. Mężczyzna pragnie się z nią ożenić i zabiera swoją faworytkę do Berlina, by przedstawić ją bliskim. Niestety, od tego momentu życie Amelii zmienia się diametralnie, a ona wikła się w niebezpieczną grę, która może się dla niej skończyć tragicznie. Nie chce jednak zejść z obranej drogi i postanawia, że wygra tę potyczkę, nawet jeśli wiąże się ona z wielkim ryzykiem. Nie spodziewa się tylko, że mimo dramatycznych okoliczności odnajdzie to, czego przez całe życie szukała.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 301

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 21 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Agnieszka Postrzygacz

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redakcja

Anna Seweryn

Korekta

Urszula Bańcerek

Redakcja techniczna, skład i łamanie

Grzegorz Bociek

Opracowanie wersji elektronicznej

Karol Bociek

Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Slotorsz

Ilustracje na okładce

© Bilal Ulker, Gianpiero | stock.adobe.com

© Leoard Baldini | arcangel.com

Ilustracje w książce powstały za pomocą oprogramowania generatywnej sztucznej inteligencji Midjourney.

Wydanie I, Katowice 2026

tekst © Joanna Jakubczak, 2026

© Wydawnictwo Dobre Strony

ISBN 978-83-68689-49-5

Wydawnictwo Dobre Strony

ul. Uniwersytecka 13

40-007 Katowice

[email protected]

+48 884 666 213

Iwonie i Rysiowi „Bobiczkom”

1.

Kotuń, 1934

Letni sobotni poranek zapowiadał słoneczny dzień. Amelia Iłowiecka podeszła do gramofonu, stojącego na komodzie pod ścianą w jej pokoju, i włączyła szelakową płytę z utworem Duke’a Ellingtona. Otworzyła okno, wychodzące na ogród, przesunęła fotele i stolik bliżej łóżka, by zrobić więcej wolnego miejsca na dywanie, a potem przymknęła powieki i zaczęła się kołysać w rytm muzyki. Gdy ta nabrała tempa, i jej ruchy stały się bardziej dynamiczne. Żwawo podskakiwała i kręciła biodrami, a na zakończenie utworu wykonała gwiazdę i szpagat. Zachwycał ją lindy hop, mimo że zazwyczaj wykonywała go bez partnera. Rodzice uważali ten taniec za bezwstydny, ale ona nie podzielała ich zdania. Wykorzystywała każdy moment ich nieobecności w domu i gdy tylko bryczka znikała w alei wiodącej do ich posiadłości, włączała muzykę i poddawała się jej rytmowi. Niekiedy robiła to nawet wówczas, gdy rodzice byli w domu, przy czym uważała, aby zamknąć drzwi do swojego pokoju na klucz. Czasami próbowała naśladować także ruchy Sióstr Halama albo Tacjanny Wysockiej. Uwielbiała to robić, choć z reguły jedynymi świadkami jej popisów były trzy koty siedzące na parapecie.

Gdy płyta dobiegła końca i chciała ją ponownie odtworzyć, usłyszała głośne klaskanie. Odwróciła głowę, nieco zawstydzona, że ktoś ją podgląda, i ujrzała w oknie uradowaną twarz Ignacego Kościelniaka. Momentalnie się rozpromieniła, a skrępowanie minęło jak ręką odjął.

– Ignaś! – krzyknęła i podbiegła do niego. – Co ty tutaj robisz?

– Chciałem cię zobaczyć – odparł, uśmiechając się do niej czule.

– Cudownie, że przyszedłeś. Poczekaj, założę coś cieplejszego i pójdziemy na spacer.

– Skarbie, nie mam za wiele czasu. Robota czeka. Montujemy nowe ogrodzenie przy kościele i proboszcz da mi reprymendę, jeśli się spóźnię – powiedział ze smutkiem.

– Ciekawe, czy rugałby cię tak samo jak teraz, gdyby się dowiedział, że jesteś moim narzeczonym. – Amelia wydęła usta.

Jej rodzina była znana w całej okolicy i ojciec często wspierał finansowo parafię. Dzięki temu cieszył się u proboszcza specjalnymi względami. Niekiedy ksiądz, stojąc na ambonie i wygłaszając kazanie, wskazywał Iłowieckich jako przykład rodziny żyjącej według boskich praw i nieulegającej nowoczesnym modom, które sprowadzały jego owieczki na drogę grzechu.

– Jeszcze nie powiedziałaś rodzicom… – westchnął.

– Dzisiaj to zrobię. Przyjadą goście i zapewne będzie miła atmosfera. A ja wtedy wyznam ojcu, że wychodzę za mąż. Za Ignacego Kościelniaka z tutejszej parafii. Z uwagi na obcych nie będzie mógł na mnie zbyt głośno krzyczeć – odparła z naciskiem.

Ignacy się przeżegnał.

– A potem niech Bóg ma mnie w swojej opiece…

– Nie wpadaj w panikę, kochany mój. Nawet jeśli ojciec się sprzeciwi, co jest bardzo prawdopodobne, ja i tak postawię na swoim. Niech sobie robi z majątkiem, co chce. Poradzimy sobie, nie zależy mi ani na tym dworku, ani na ziemi. Ty pracujesz, a ja nie potrzebuję wiele.

– Jak odłożę trochę grosza, popłyniemy do Ameryki. Tam to jest dopiero życie.

– Właśnie, i mój taniec nikogo nie będzie irytował.

– Tylko uzbieranie pieniędzy na bilety zajmie mi pewnie całe lata. Taki rejs przez ocean kosztuje krocie. Z dziesięć tysięcy… Jak obszył… – Westchnął głośno kolejny raz i dodał: – Chyba że szacowny Kazimierz Iłowiecki zechce dać pannie młodej jakiś posag.

– Ignaś, czy naprawdę za każdym razem, gdy się widzimy, musisz wspominać o Ameryce? Także chcę wyjechać, ale nie zamierzam skupiać się jedynie na tym. Najpierw możemy rozpocząć nowe życie w Wilnie albo Warszawie. Tam również będziesz miał roboty pod dostatkiem. Ja także będę mogła poszukać czegoś dla siebie. Na przykład zatrudnię się w jakimś kabarecie… Zarobię i nie będę się nudziła, a przy okazji wykorzystam swój taneczny talent.

– Nie chcę, żeby inni mężczyźni widzieli, jak się wyginasz – obruszył się Ignacy. – Jeśli twoje ruchy wywołują u mnie nieskromne myśli, inni także będą się w ciebie wgapiali z pożądliwością. Gdy podnosisz wysoko nogi albo fikasz na końcu koziołki, widać ci majtki.

– Już przestań opowiadać takie rzeczy, zazdrośniku! Przecież kocham tylko ciebie i jestem cała twoja, a inni będą mogli co najwyżej na mnie popatrzyć. – Amelia zrobiła zasmuconą minę.

– Mam nadzieję, że gdy się pobierzemy, będziesz bardziej spolegliwa… No a teraz muszę już iść, moja ukochana. Późnym wieczorem, gdy wasi goście pójdą spać, spotkamy się tam, gdzie zawsze. Wtedy mi opowiesz, jak ojciec przyjął wieści o naszym ślubie. Będę czekał od dziesiątej.

– Dobrze, najdroższy – odparła i wychyliła się przez okno, by pocałować Ignacego na pożegnanie.

Po jego odejściu już nie włączyła muzyki, ale podeszła do lustra i uśmiechnęła się do swojego odbicia. Była naprawdę ładną dziewczyną. Jej ciemne oczy miały kształt migdałów, usta przypominały serce, a wydatne kości policzkowe dodawały jej rysom szlachetności. Długi ciemny warkocz bardzo ją irytował i pomyślała, że gdy tylko wyjdzie za mąż i uwolni się od kurateli rodziców, zetnie włosy na krótko, tak jak dyktowała obecna moda, a potem wyciśnie sobie na nich fale. Niestety, na prowincję jeszcze te nowinki nie dotarły i Teresa Iłowiecka kategorycznie zabroniła podobnych eksperymentów, twierdząc, że Amelia powinna wyglądać jak subtelna młoda dama, a nie zadziorny chłopak. Jej matka się myliła, nowe fryzury były bardzo kobiece i można było codziennie mieć inną, a ona musiała wciąż zaplatać nudny warkocz, żeby wyglądać jak bogobojna panienka z dobrego domu.

Przysiadła na krześle i westchnęła. Czekał ją bardzo trudny dzień. Musiała wyznać ojcu, że zamierza wyjść za prostego ślusarza. Wiedziała, że tato się temu sprzeciwi i nie zrobi jej awantury tylko dlatego, iż w dworku będą goście. Swoją wizytę zapowiedzieli jego przyjaciel z Warszawy, Romuald Zawiślak, major polskiego wojska, wraz z małżonką i siostra matki, wdowa po zamożnym właścicielu browaru, Stefania Pomianowska.

Liczyła na swoją cioteczkę, która uchodziła w ich kręgach za bardzo postępową. Mieszkała w stolicy i uważała, że jej siostra i szwagier zatrzymali się w poprzedniej epoce. Stefania uwielbiała się bawić i korzystała z każdej okazji, by pójść na dansing albo występ rewiowy. Ojciec pogardzał lokalami tanecznymi, kabaretami i innymi frywolnymi rozrywkami, które ich proboszcz nazywał dziełem szatana. Kiedyś Stefania zaprosiła Amelię do Warszawy i zabrała na występ kabaretu Qui Pro Quo. Dziewczyna od razu rozkochała się w takich przedstawieniach i zamarzyła o tym, by samej znaleźć się na scenie. Chciała tańczyć jak Zula Pogorzelska albo Helena Grossówna i zbierać oklaski jak Hanka Ordonówna, wielka diwa, którą uwielbiała cała Polska. Nawet jej konserwatywny ojciec lubił słuchać, jak Ordonka śpiewa swoje rzewne piosenki.

Mniej radowała ją obecność majora Zawiślaka. Mężczyzna ostatnio zachowywał się wobec niej dość niestosownie, ale matka uznała, że jej córka mocno przesadza, bo taki dystyngowany człowiek na pewno nie adorowałby dzierlatki, której dopiero niedawno urosły piersi. Tymczasem pan Romuald składał pocałunki na dłoni Amelii dłużej, niż powinien, wpatrywał się w jej twarz jak w obraz święty i szeptał do ucha komplementy. Liczyła na to, że gdy dowie się o matrymonialnych planach swojej faworytki, w końcu da sobie spokój z tymi zalotami.

Ignaś Kościelniak spodobał się jej od pierwszej chwili, gdy go zobaczyła po dwóch latach jego nieobecności w Kotuniu. Chłopak odbywał służbę wojskową i kiedy wrócił, Amelia zamiast chudego wyrostka ujrzała dobrze zbudowanego mężczyznę. Spotkali się w pobliskim miasteczku, w składzie bławatnym. Ignacy nie robił tam sprawunków, ale montował ozdobne kraty w oknach. Właścicielka bowiem wciąż się obawiała włamania, mimo że sprzedawała głównie guziki, motki kordonka i tamborki, a nie wyroby jubilerskie. Twierdziła jednak, że ktoś obserwuje jej przybytek i zapewne niebawem zechce się do niego wedrzeć i okraść ją z całego towaru. Powtarzała to od trzech lat i jakoś nic złego się nie wydarzyło. Może dlatego, że wyroby pasmanteryjne nie cieszyły się zbytnim zainteresowaniem wśród złodziei i paserów. Mimo to pani Ozorkowa, gdy uzbierała trochę grosza, zafundowała sobie fikuśne kraty.

Młody ślusarz nie ośmielił się zagadnąć Amelii, ale ona nie miała takich oporów. Przedstawiła się i zapytała, czy Ignacy jest przyjezdny, czy może mieszka w okolicy. Oczywiście doskonale wiedziała, kim jest młody Kościelniak, ale postanowiła udawać głupią. Chłopak bardzo się zmieszał, bo dziedziczka, którą znali wszyscy mieszkańcy Kotunia i Żeliszewa, postanowiła go zaczepić i zamienić z nim kilka zdań.

Po tej pierwszej rozmowie Amelia robiła wszystko, aby kolejny raz natknąć się na młodego Kościelniaka. Wypatrywała go na niedzielnej mszy, a w dni powszednie snuła się po miasteczku w nadziei, że go zobaczy. W tak małej społeczności nie było to zbyt trudne. Po kolejnych kilku, niby przypadkowych, spotkaniach była już zakochana i wprost zaproponowała Ignacemu schadzkę. Nawet nie brała pod uwagę, że może mu się nie spodobać, ponieważ o jej urodzie rozprawiali wszyscy, łącznie z proboszczem, który namawiał Kazimierza Iłowieckiego, by lepiej pilnował cnoty swojej jedynaczki, gdyż panienka nadmiernie rozbudza męskie zmysły.

Na początku Kościelniak był onieśmielony i musiało upłynąć mnóstwo czasu, zanim po raz pierwszy ją pocałował. Nie mógł uwierzyć, że zamożna i piękna dziedziczka upodobała sobie ubogiego ślusarza, który bezbłędnie potrafił się jedynie podpisać. Tymczasem ona miała od dziecka prywatnych nauczycieli i była znakomicie wyedukowana.

Nie zastanawiała się ani przez chwilę nad różnicami pomiędzy nimi. Dla niej najbardziej liczyło się spojrzenie jego błękitnych oczu i sposób, w jaki odgarniał nieco przydługie włosy w kolorze dojrzałego żyta. Uwielbiała, gdy troszczył się o nią i powtarzał, że jest dla niego najważniejszą osobą na świecie. Ignacy marzył o wypłynięciu do Ameryki, bo – jak twierdził – tylko tam zdoła się dorobić takiego majątku jak Iłowieccy. Amelia na początku podchodziła do pomysłu ukochanego sceptycznie, ale w końcu uznała, że i tam może być szczęśliwa. Zapewne w postępowym kraju za oceanem działało mnóstwo kabaretów czy rewii i nikt nie uważał nowoczesnych tańców za diabelskie, a pokazywania nóg – za nieprzyzwoite. Nawet nie przyszło jej do głowy, że prowincja amerykańska była tak samo konserwatywna jak polska.

Właściwie to ona zaproponowała małżeństwo. Jej sugestie nie pozostawiały pola do domysłów i Ignacy pewnego dnia musiał się jej oświadczyć. Nie dowierzał, że ich mariaż dojdzie do skutku, ale ona była gotowa nawet uciec z domu, byleby tylko wyjść za Kościelniaka.

***

Około południa przed bramę podjechał Singer Nine Sports, nowe cacko majora Zawiślaka. Józef, ich służący, od razu wybiegł z domu, by otworzyć wjazd dla znamienitego gościa. Auto Romualda nie miało dachu i jego małżonka wysiadła z niego rozczochrana i wściekła. Nie przywitawszy się z nikim, od razu pobiegła do lustra w holu, by poprawić zmierzwioną fryzurę. Sarkała przy tym na męża, że w ogóle kupił tę diabelską maszynę, przez którą robiło się jej na głowie bezładne gniazdo. Zawiślak uwielbiał szarżować na drodze i zapewne dlatego jego małżonka wyglądała po każdej przejażdżce, jakby w jej głowę strzelił piorun.

W czasie, gdy pani Zawiślakowa usiłowała zapanować nad włosami, jej mąż stał na ganku i muskał wilgotnymi ustami dłoń Amelii. Robił to, jak zawsze, zbyt długo i zbyt czule.

– Jak zwykle piękna, jak zwykle uroczo ubrana… – szepnął jej do ucha.

– Dziękuję, majorze. – Amelia dygnęła wdzięcznie.

Zaraz też pomyślała, że wbrew temu, co mówiła matka, Zawiślak jest starym zbereźnikiem, który chyba miałby wielką ochotę ją zbałamucić. Nie był odrażający i podobno miał szalone powodzenie u kobiet, ale jej się wydawał po prostu… stary. Były czasy, gdy nazywała go wujkiem, a on uczył ją grać w tenisa, który w wysublimowanym towarzystwie robił się coraz modniejszy.

– Gdybyś kiedyś zabawiła w Warszawie na dłużej, chętnie bym ci towarzyszył w eskapadach po mieście – oznajmił cicho. Zapewne nie chciał, aby jego słowa dotarły do uszu rodziców.

– Naprawdę? – zapytała z ironią. – I co byśmy robili?

– Wszystko, na co będziesz miała ochotę.

– Będę o tym pamiętała, gdy następnym razem przyjadę do Warszawy. Nie wiem jednak, czy pańska małżonka będzie z tych naszych wycieczek zadowolona.

– Przecież nie musisz jej o tym mówić. Podam ci adres pewnej garsoniery… Nikt o niej nie wie, oprócz mnie. – Zawiślak z trudem łapał oddech, jakby za chwilę miał zemdleć tylko dlatego, że Amelia mogłaby mu odmówić spotkania w jego potajemnym mieszkanku.

– Wezmę pod rozwagę pańską propozycję – odparła ze śmiechem.

– Uwielbiam, gdy się śmiejesz.

– Od kiedy? – zapytała przewrotnie, ponieważ jej matka uważała, że Amelia zbyt hałaśliwie okazuje własne emocje jak na panienkę z dobrego domu, a ojciec i Romuald nigdy nie wzięli jej w obronę.

– Odkąd skończyłaś szesnaście lat i jeszcze nie miałaś… – Urwał, ale znacząco spojrzał na jej biust.

Pomyślała, że od początku miała słuszność i teraz zdobyła pewność co do intencji majora. Przyjaciel ojca miał ochotę zrobić z niej swoją kochankę, mimo że był od niej starszy o jakieś dwadzieścia lat.

Nie powiedziała niczego więcej, bo weszli do domu, a tam prym w rozmowie wiodła pani Alfreda, małżonka Zawiślaka. Oczywiście sarkała na ich nowy pojazd, a gdy ten temat się wyczerpał, z oburzeniem opowiadała o rozwiązłości, która zagościła na warszawskich salonach. Amelia żałowała, że ciotka Stefania jeszcze nie przyjechała. Na pewno skomentowałaby jakoś plotki ze stolicy. Lubiła, kiedy Pomianowska sprzeczała się z Zawiślakową, zwłaszcza gdy żona Romualda nazywała artystki kabaretowe i tancerki rewiowe łajdaczkami.

Wyjrzała przez okno w nadziei, że ostatni gość już dotarł, ale ujrzała jedynie pustą drogę. Chciała najpierw porozmawiać z ciotką i poradzić się jej, w jaki sposób najlepiej przedstawić swoje matrymonialne plany rodzicom. Ona zapewne będzie wiedziała, co zrobić, żeby Amelia mogła zyskać aprobatę matki i przekonać do swoich zamierzeń ojca.

Stefania przybyła godzinę później i zanim zdążyła dopić herbatę, siostrzenica wyciągnęła ją do ogrodu. Jednak to, co usłyszała, wcale jej nie ucieszyło.

– Amelciu… – powiedziała cioteczka znękanym głosem. – A po co ci ślub z takim biedakiem? Nie lepiej wyjść za kogoś zamożnego i z tego całego ślusarzyny zrobić swojego kochanka? Na prowincji to nie do pomyślenia, ale w Warszawie jest inny świat i kobiety potrafią sobie poradzić w takich sytuacjach. Nie nawykłaś do skromnego życia, a umówmy się, takie właśnie cię czeka, jeśli poślubisz tego całego Kościelniaka.

– Ale ja kocham Ignasia – obruszyła się.

– Albo tak ci się wydaje – mruknęła ciotka. – Rób, jak uważasz, ale ostrzegam: ojciec się rozgniewa, a matka dostanie histerii. Jesteś na to gotowa?

– Jestem – powiedziała przez zaciśnięte zęby. – Mam dość tego domu i prowincji. Pobierzemy się bez względu na to, czy tatko wyrazi zgodę, czy też nie. I na pewno tu nie zostaniemy, tylko wyjedziemy do Warszawy albo Wilna. Ignaś ma dobry fach, pracę znajdzie wszędzie.

– W takim razie mogę ci jedynie życzyć powodzenia, bo to nie będzie łatwa przeprawa. Naprawdę nie sądzę, by mój szwagier zaaprobował analfabetę w swoim domu.

– Ciociu, on potrafi czytać i pisać – burknęła z oburzeniem. – I umie się zachować, mimo że pochodzi z biednej rodziny. Jest bardziej szarmancki niż major Zawiślak.

– Amelio, mówię ci, co myślę. Wiem, że chciałabyś usłyszeć coś innego, ale nie zamierzam kłamać. Znasz swojego ojca i wiesz, jak ważna jest dla niego opinia innych. Od razu będzie się zamartwiał, co powiedzą ludzie na ten mariaż. To nie jest Warszawa, ale prowincjonalna dziura, w której wszyscy plotkują o dziedzicu i komentują każdy jego krok. Jesteś jego jedynym dzieckiem i chciałby, abyś wyszła za księcia z bajki.

– Może z czasem przejdzie mu złość na mnie – powiedziała cicho.

– Nie sądzę. Będzie ci niezwykle trudno go przekonać. A moja siostra słucha męża jak radia. Dla niej jest wyrocznią.

Ciotka Pomianowska potwierdziła, niestety, jej przypuszczenia, ale Amelia nie zamierzała rezygnować z mariażu z Ignacym Kościelniakiem, nawet gdyby ojciec ją wydziedziczył, a matka wyklęła. Nigdy nie należała do osób pokornych i – jak niekiedy mawiała jej nieżyjąca już babka – Iłowieccy mieli z nią prawdziwy krzyż pański. Tato niekiedy ją ostrzegał, że pewnego dnia jego cierpliwość może się skończyć, ale nie zważała na to. Miała dziewiętnaście lat i chciała żyć po swojemu. Choćby tę wolność osiągnęła kosztem niewidywania się z rodzicami. Jeśli się jej wyrzekną, będzie musiała się z tym pogodzić. Na szczęście będzie przy niej Ignaś, który kochał ją całym sercem i przysięgał, że zadba o nią równie troskliwie, co Kazimierz Iłowiecki.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

1.

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Dedykacja