Idealna randka - Sue Watson - ebook
NOWOŚĆ

Idealna randka ebook

Sue Watson

3,9

129 osób interesuje się tą książką

Opis

WCIĄGAJĄCY I PEŁEN NAPIĘCIA THRILLER PSYCHOLOGICZNY O MROCZNEJ OBSESJI I RANDKACH.

Hannah zrobiła absolutnie wszystko, żeby czuć się bezpiecznie. Jest zadowolona ze swojego uroczego, małego mieszkania i satysfakcjonującej posady pracownika socjalnego. Prowadzi takie życie, jakie chciała. Aż do chwili, kiedy za radą najlepszej przyjaciółki korzysta z aplikacji randkowej i poznaje mężczyznę. Alex jest niezwykle przystojny. Uwielbia tę samą muzykę, co ona.
To samo jedzenie. Oboje marzą o podróżowaniu po świecie, ale zgadzają się, że byliby równie szczęśliwi, gdyby uciekli do małego domku na plaży w Devon. Oboje chcieliby kiedyś mieć labradora. Wydaje się, że jest dla niej stworzony. To zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Przyjaciele Hannah nie są co do niego przekonani. Jednak ona uważa go za ideał.

TO DOBRZE, BO ALEX WIE, ŻE ONA TEŻ JEST DLA NIEGO IDEALNA. W ZASADZIE JEST DOKŁADNIE TĄ DZIEWCZYNĄ, KTÓREJ SZUKAŁ…

Teraz jednak nic, co Hannah zrobiła, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo, nie wystarczy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 421

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Sortuj według:
Meggy19865

Nie oderwiesz się od lektury

Nie istnieje idealne życie, nie ma idealnych mężczyzn ani kobiet, nie ma idealnych randek.... Główny bohater napsuł mi krwi okrutnie, jak można być tak zaborczy, jak można tak kontrolować.... No i ona.... z tej miłości pomieszało jej się w głowie... Ciśnienie strasznie mi skakało przy tej książce. Mimo wszystko polecam, choć zakończenie historii „idealnego życia” tych dwoje wg mnie pozostawia niedosyt....
10

Popularność




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla Nicka Watsona, mojej najlepszej pierwszej randki

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

 

 

 

 

– Zawsze chciałam mieć biszkoptowego labradora – mówię, próbując wgryźć się w kawałek chleba czosnkowego i uniknąć masła spływającego po brodzie.

– Nie! – Uśmiecha się. – To szaleństwo!

– Dlaczego? – Mocuję się z makaronem i wszędzie rozpryskuję sos arrabbiata. Niezbyt to atrakcyjne.

– Wiesz, co ludzie mówią o białych płotach i 2,4 dziecka[1]? – oznajmia.

Moje serce zamiera, za dobrze szło, ale oto jest standardowy komentarz ukazujący fobię przed zaangażowaniem.

– Mmm…?

– Cóż, nie obchodzi mnie biały płotek, chcę tylko labradora i troje dzieci.

– Troje? Niemożliwe. Ja też! – Robi mi się gorąco. Miałam dobre przeczucie co do tego faceta odkąd tylko zaczęliśmy rozmawiać. I czy on właśnie wspomniał o dzieciach? Na pierwszej randce? Jestem zszokowana.

Próbuję jeść z godnością i nie brzmieć na zbyt rozochoconą, nie chcę tego zepsuć. Nie co dzień spotyka się kogoś, kto chce dokładnie tego, co ty, kogo nadzieje i marzenia pasują do twoich – nawet w kwestii rasy psa. Ale nie mogę dać się ponieść emocjom. Jeszcze nie teraz.

– Więc… muzyka. Kogo lubisz?

– Mmm, uwielbiam lata dziewięćdziesiąte, przypominają mi młodość. Jestem wielkim fanem Oasis.

– Nie! Ja KOCHAM Oasis – wyznaję.

– Ulubiony album? – pyta.

– „What’s the Story, Morning Glory”?! – mówimy jednocześnie i śmiejemy się.

– Nie ma innego wyjścia… Jest na nim „Wonderwall” – dodaje.

– Tak, też go uwielbiam – oznajmiam rozbawiona. – Więc… sprawdźmy też inne kwestie… Twoje ulubione miejsce na wakacje? – pytam gorliwie.

Zastanawia się przez chwilę.

– Przypuszczam, że faceci, z którymi się spotykasz, zwykle jeżdżą w jakieś fajne miejsca. Hawaje albo Islandia?

Potrząsam głową.

– Obawiam się, że ja będę bardzo nudny. – Wzdycha. – Ale moim ulubionym miejscem na urlop jest chyba Devon… – Rozważa to przez chwilę. – Tak, Devon, spędziłem tam w dzieciństwie świetne wakacje. Ciągle o tym myślę i chciałbym tam wrócić.

– Naprawdę? Ja też.

– To już robi się dziwne.

– Tak. Ja kocham Devon. Nie byłam tam od lat, ale ostatnio mówiłam mojej przyjaciółce, Jasmine, że chciałabym pojechać tam na weekend, wynająć małą chatkę rybacką nad morzem i opychać się ciastkami kremowymi, aż nie będę mogła się ruszyć. – Śmiejemy się na tę myśl. Nie wspominam tylko, że powiedziałam Jasmine, że widzę to jako romantyczny weekend i chciałabym mieć jakiegoś przystojniaka, z którym mogłabym tam jechać. A teraz, kiedy wpatrujemy się w siebie w blasku świec, jestem zdumiona tym, jak życie czasami daje nam dokładnie to, czego pragniemy.

– Dobrze, czyli oboje marzymy o psie, trójce dzieci i Devon? – Uśmiecha się. – Jakie jest twoje ulubione jedzenie? Ja uwielbiam kuchnię francuską.

– Ach, szkoda, ja włoską, może jednak nie jesteśmy bratnimi duszami – drwię.

– Cóż, nadal jest szansa. Włoską też lubię. – Kończy makaron primavera, który ma na talerzu, jakby chciał udowodnić swoje słowa i upija łyk merlota.

– Tak, przepadam za makaronami – mówię tak po prostu, mój głos słabnie, a wnętrzności topnieją, kiedy on kieruje na mnie wzrok.

– Dobrze, w takim razie może jednak moglibyśmy być bratnimi duszami. – Jego oczy śmieją się niezależnie od ust, jakby miał jakiś zabawny sekret, którym chciałby się podzielić, ale nie ma śmiałości. Chcę znać wszystkie jego tajemnice.

Wyobrażam sobie nas spacerujących po plaży w następne lato. Trzymamy się za ręce, idąc w stronę pomarańczowego zachodu słońca, potem wracamy do naszej romantycznej małej chatki, przy której rosną krzaczki róż. Na tę myśl czuję dreszcz ekscytacji.

Teraz mój towarzysz siedzi na krześle, obserwuje mnie, ten sekret nadal błyszczy w jego spojrzeniu.

– Więc, Hannah Weston, czy jesteśmy sobie pisani? – Pochyla się do przodu, a jego ręka gładzi moją na stoliku, powodując, że po moim ramieniu przechodzi dreszcz.

– Czy naprawdę pragniemy w życiu tego samego, czy może zaglądałeś na mój profil na Facebooku i właśnie stąd znasz moją ukochaną rasę psa i uwielbienie dla południowo-zachodniego wybrzeża Anglii? – pytam, a on patrzy na mnie drwiącym wzrokiem i opiera podbródek na dłoni, jakby mnie analizował.

Uśmiecha się i upija kolejny łyk wina. Zamówił butelkę, zanim przyszliśmy – najwidoczniej to jego ulubione i tak się składa, że moje też. Ilu znaków potrzebujemy, żeby uznać, że to przeznaczenie? Dlaczego po prostu nie poprosi mnie o rękę i darujemy sobie te puste gadki? Chce mi się śmiać na myśl o moim szaleństwie. Muszę przyznać, że sprawdzałam go w mediach społecznościowych, ale nie było nic o labradorach ani Devon na jego Instagramie, tylko anonimowe ponure krajobrazy i dziwne selfie. Alex nalewa nam więcej trunku, opowiadając mi przy tym o swojej pracy adwokata w Boyd i Walker, dużej kancelarii prawnej w Midlands.

– To musi być bardzo interesujące – mówię raczej znudzona. Nie działam dobrze pod presją. Mam tendencję do mówienia rzeczy bez znaczenia. Nie chcę powiedzieć czegoś głupiego i zmasakrować tego wieczoru po tak wspaniałym początku – muszę być spokojna i dotrwać do końca tak, żeby nie przewrócić kieliszka albo nie opowiadać za dużo historii z mojego życia. Muszę trochę przystopować i nie rzucać się na niego, zanim nie dowiem się, kim jest. Zważywszy na okropnych facetów, których dotąd spotykałam, szukam jakiejś wady, ale na razie nic z tego.

Zostało dobrze udokumentowane, że świat randek internetowych jest pełen niebezpieczeństw, od kolacji z potencjalnym seryjnym mordercą, aż po wyjście z niegrzecznym chłopcem albo maminsynkiem. Przetestowałam ten sposób poznawania ludzi, po dwudziestce całe lata spędzałam na rozmowach z nieznajomymi z internetu. Pierwsze spotkanie zwykle zaczynało się dobrze – bądźmy szczerzy, nikt nie będzie od razu ujawniać swoich dziwnych zwyczajów, prawdziwego wieku ani żony. Ale w końcu wszystko zaczyna się psuć, jak w przypadku tego uroczego faceta, który na pierwszej i jedynej randce wydawał się zabawny, inteligentny i czarujący, a po cudownej kolacji zaprosił mnie do siebie na kawę. Ucieszyłam się na ten pomysł, ale kiedy dotarliśmy do jego domu, wyglądającego jak mauzoleum, zabrał mnie na górę i zapytał, czy może uczesać mi włosy szczotką swojej matki. Nie żyła od dziesięciu lat. Do teraz drżę na myśl o potencjalnej psychodramie, którą mogłam zapoczątkować i zastanawiam się, czy wciąż bym tu dzisiaj siedziała, gdybym nie wykręciła się i nie wyszła.

Jak dotąd Alex wydaje się rozsądny, przystojny i ani razu nie wspomniał o swojej matce. Nie odniósł się też do swojej „pięknej” byłej, ani nie chciał zapoznać mnie ze swoją „miłosną pałką” pod stołem, jak wcześniejsi potencjalni kandydaci. Wydaje się, że Meet your Match – aplikacja, która przekonuje, że „twoja druga połowa jest zaledwie dziesięć minut stąd” – może mieć dokładnie ten magiczny przepis, którego poszukiwałam od dawna. Trudno uwierzyć, że ten adonis przede mną prawie został zamieniony na indyjskie jedzenie na wynos, Netflixa i noc z Jasmine w piżamach. I to właśnie Jas muszę za to podziękować. Na pewno nie wróciłabym do randek online, gdyby nie ona. W wieku trzydziestu sześciu lat poczułam, że to za późno. Ale sposób, w jaki Alex patrzy na mnie ponad kieliszkiem wina sprawia, że zaczynam myśleć, że może jednak jest ktoś dla mnie.

– Byłaś na wielu randkach online? – pyta.

– Przez jakiś czas byłam w związku, więc jestem nowa na Meet your Match, ale w przeszłości było tego sporo. – Przewracam oczami. – I uwierz mi, oni nie byli moimi bratnimi duszami. Nie robiłam tego od wieków – dodaję, pokazując na siebie i na niego. – Ten ostatni facet, który powinien pozostać bezimienny, wydawał się dość miły. Na pierwszej randce powiedział mi, że codziennie goli nogi, bo jest zapalonym rowerzystą. Okazało się, że prawdziwą przyczyną, dlaczego lubił mieć gładkie łydki, był fakt, że nosił damskie ubrania. Teraz nie mam problemu z…

– Mężczyznami w ciasnych kieckach?

– Naprawdę, nie mam z tym żadnego problemu, każdy robi co chce. Ale coś tak istotnego powinno zostać wyjaśnione, zanim zaprosisz kogoś ponownie na kawę.

Alex śmieje się, więc ciągnę tę historię w nadziei, że go jeszcze bardziej rozbawię i nie uzna mnie za wredną.

– Szczególnie spodobała mu się bluzeczka w panterkę, którą miałam na sobie. Zapytał nawet, czy mógłby ją przymierzyć!

Przestaje pić i wygląda na przerażonego.

– Podczas waszej randki? W miejscu publicznym?

– Nie, kiedy zaprosił mnie do siebie… – Przerywam, zdając sobie sprawę, że to może dać mu niewłaściwe wyobrażenie, że zaproszenie na kawę prowadzi do natychmiastowego zrzucania przeze mnie ubrań. – To była tylko kawa. I tyle – dodaję.

Uśmiecha się i przechodzi do pytań o mój zawód, a ja wprowadzam go w życie i grafik pracownika socjalnego oraz w to, jak satysfakcjonujące – i frustrujące – może być to zajęcie.

– Sporo naszych podopiecznych potrzebuje wsparcia, ale nie możemy im go dać z uwagi na skromny budżet. Pracuję z nastolatkami i niektóre rzeczy, które przeszli w życiu, są naprawdę przerażające, a to tylko dzieci… wciąż tylko dzieci.

Powoli potrząsa głową i wpatruje się we mnie zafascynowany. Podoba mi się, jak dzięki niemu się czuję.

– Miałam dwadzieścia dwa lata, kiedy dostałam pierwszą pracę i sądziłam, że zdołam zmienić świat. – Wzdycham. Boże, to brzmi jak cholerny truizm. Myślę, że to ma więcej wspólnego z chęcią wymazania przeszłości niż zmianą czegoś, ale nie chcę obciążać go swoim bagażem na tak wczesnym etapie znajomości. – Po czternastu latach zmagań musiałam dostosować swoje wymagania. – Upijam łyk wina. Ku mojemu zaskoczeniu, on nie wypełnia ciszy opowieścią o sobie, jak to zwykle robią ludzie. Czeka na ciąg dalszy. – Tak czy inaczej, teraz już wiem, że dałam się zwieść, wierząc, że mogę zmienić cokolwiek – dodaję, odstawiając kieliszek. – Nie ma wystarczająco dużo pieniędzy ani czasu, żeby uchronić każdego od potencjalnie groźnych sytuacji. I nawet jeśli uda nam się do nich dotrzeć,czasami jest za późno.

Nadal uważnie słucha. Chyba się zakochałam.

– A dzieciaki nadal są wykorzystywane i zaniedbywane – ciągnę, kiedy on przytakuje współczująco. Czuję się doceniona. Po tym, jak przez tak długi czas byłam ignorowana w poprzednim związku, zaczynam zdawać sobie sprawę, jak mogło być – jak powinno być. – Czasami wracam do domu po całym dniu walki z trudnymi sytuacjami i czuję się taka… bezużyteczna. – Pewnie powinnam przestać sączyć alkohol, bo zaczynam mówić za dużo, a nie chcę tego zepsuć. – Przepraszam. – Dotykam nóżki kieliszka i odsuwam go nieznacznie.

– Nie przepraszaj, jesteś oddana… i to jest bardzo dobre. Ale smutno mi, że masz takie odczucia. – Mówi to z taką szczerością, że jestem pewna jego dobrych intencji. Nie nudzą go moje wywody, ale wzruszają.

– Jasmine, albo Jas, jak ją nazywamy, jest moją szefową i przyjaciółką. Zawsze powtarza mi, że nie powinnam się tak angażować. Twierdzi, że to nie może wpływać na podejmowane decyzje. I że praca będzie dla mnie łatwiejsza, jeśli się nieco zdystansuję…

– Zdystansujesz? – Śmieje się. – Życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdybyśmy wszyscy mogli to zrobić. Ale jesteśmy ludźmi, już tak mamy. Zakładam, że twoja szefowa jest robotem? – Jego oczy znowu się cieszą.

– Nie. – Uśmiecham się. – Ona jest jedną z tych dobrych.

– Ale mówienie, że musisz się zdystansować, wydaje się nieco dziwne. Bo przecież to twoja uprzejmość i zaangażowanie sprawiają, że błyszczysz. Jeśli się wycofasz, zaczniesz mniej się interesować, to już nie będzie Hannah, to nie będziesz ty – mówi, jakby znał mnie od zawsze. Czuję, że tak właśnie jest.

– Muszę po prostu zachowywać się bardziej profesjonalnie. Zwykle reaguję sercem, nie głową – przyznaję.

– Potrafię to sobie wyobrazić. – Wzdycha. – Jako prawnik w swojej pracy mam podobnie, kiedy przegrywam sprawę, to mnie dobija, zwłaszcza gdy wiem, że ktoś jest niewinny. Czuję, że go zawiodłem. Obawiam się, że nie rozumiem ludzi, którzy mówią „kieruj się rozumem”. To dobre dla bankowców, włodarzy miast… i twojej szefowej. – Znowu wzdycha. – Nie dla mnie.

To prawda – wydaje się, że nie ma kwestii, w której byśmy się nie zgadzali. To dziwne doświadczenie, ale nie nieprzyjemne, w końcu spotkać kogoś, kto wydaje się tak świetnie do ciebie pasować. Nie chcę, żeby ta randka dobiegła końca, więc jestem bardziej niż szczęśliwa, że mogę zamówić coś słodkiego i sprawić, że wieczór potrwa dłużej. Pyta, czy dam mu posmakować mój deser, ale odmawiam, bo uwielbiam słodkości i chcę cały dla siebie, co ponownie go rozbawia.

Kiedy pojawiają się nasze smakołyki, daję Alexowi wyraźne instrukcje, żeby się nie zbliżał do mojego. Konsumuje swoją porcję puddingu z toffi, racząc mnie relacją na żywo.

– Jest lepki, słodki i ciepły… Och, głębia tego smaku, wyraźna nuta ciemnej czekolady. – Wzdycha, przymykając oczy w udawanej ekstazie.

Śmieję się. Nie tylko jest uroczy, ale też zabawny.

– Jaka szkoda, że nie zgodziłaś się podzielić ze mną swoim czekoladowym musem. Może i ja podzieliłbym się z tobą – drwi.

Podejmuję grę.

– A mogę spróbować odrobinkę? – mówię, udając, że chcę trochę, chociaż wcale tak nie jest, bo moje serce aktualnie znajduje się gdzieś między klatką piersiową a żołądkiem.

Potrząsa głową.

– Nieee…

– I tak nie chcę twojego puddingu. Uwielbiam mój mus – żartuję, udając, że się dąsam.

– Jaki jest twój ulubiony deser – pyta – jeśli mogłabyś zamówić cokolwiek?

– Mmm, prawdopodobnie lody pistacjowe.

– Och, fajnie – mówi. – Ale to jest lepsze. – Delikatnie unosi łyżeczkę w moją stronę.

Nasze spojrzenia spotykają się i biorę do ust mdłosłodką, lepką piankę. Mam wrażenie, że to intymne, zmysłowe, kiedy ta luksusowa słodycz rozpływa się na moim języku. Jest przepyszna, ale nie chcę więcej, jednak Alex nalega i delikatnie podsuwa mi kolejną porcję wprost przed zamknięte usta. Nie mam wyboru albo ją przyjmę, albo skończę z twarzą ubrudzoną toffi, więc otwieram, a on wkłada mi pudding do ust.

Oboje pochylamy się nad kawą i odnoszę wrażenie, że on również próbuje wszystko przeciągnąć. Jednak kiedy rozglądamy się wokół, zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy tylko my, a obsługa restauracji wygląda, jakby chciała iść do domu. Wstajemy, żeby wyjść. Ruszam przodem, ale odwracam się i widzę, że on dyskretnie podnosi moją łyżeczkę do kawy, owija ją w moją serwetkę i wkłada do kieszeni.

Patrzę na niego, uśmiechając się zagadkowo, kiedy znudzony kelner otwiera nam drzwi.

– Czy właśnie widziałam, jak kradłeś sztućce? – mamroczę pod nosem.

Po raz pierwszy tego wieczoru nieco traci rezon i wygląda na trochę zagubionego. Przez chwilę zastanawiam się, czy wszystko zepsułam, w ogóle o tym wspominając.Widocznie nie zdawał sobie sprawy, że to widziałam, ale kiedy wychodzimy na zimne nocne powietrze, wydaje się, że znowu jest wesoły.

– Brakuje mi łyżeczek – mówi.

– Jak nam wszystkim. – Chichoczę i nie wspominam o serwetce. Nie chcę go zawstydzać, nie chcę też, żeby ten idealny wieczór został skażony jakimś dziwactwem. Więc zostawiam to. Na razie.

 

Godzinę później, kiedy stoimy w drzwiach wejściowych do mojego bloku, Alex mówi, że nadal mam trochę toffi na policzku. Dotyka mojej twarzy, a drugą ręką przyciąga mnie do siebie delikatnie, ale pewnie. Zatapiam się w nim, pachnie lasem sosnowym i skórą – a także delikatną nutą czegoś innego – dymnego i mrocznego. Wdycham jego zapach, kiedy całuje mnie głęboko, zabierając w inne miejsce, wypełniając głowę cudownym uczuciem zapomnienia, a ja zamykam oczy i odpływam w noc. I wtedy, ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu, w samym środku tego wszystkiego, odsuwa się. Otwieram oczy, a on po prostu na mnie patrzy. Jest ciemno i, mimo że bardzo się staram, nie widzę wyraźnie jego twarzy i nie potrafię dostrzec, co się wydarzyło. Czuję się zdezorientowana, porzucona. Teraz trzyma mnie na dystans, a jego dłoń spoczywa na moim ramieniu.

Potem nagle całuje mnie w czubek głowy i mówi:

– Dobranoc, Hannah, było cudnie.

Pragnę, żeby powiedział coś więcej, znowu mnie przyciągnął, obdarzył kolejnymi pocałunkami, ale nie robi tego, po prostu odwraca się i odchodzi.

Chyba rozpłaczę się z rozczarowania i dezorientacji. Patrzę, jak znika. Lampy rzucają słabe światło na drogę i domy, a ciemna postać się oddala. Przypomina mi to jego zdjęcie na Instagramie – rozmazane, nieczytelne – deszcz odbija się na chodniku. Stoję na zimnie przez długi czas. Tego wieczoru byłam adorowana i odrzucona w ciągu kilku godzin, a teraz moja pierś jest szeroko otwarta, a serce wyeksponowane – widoczne dla każdego, kto przechodziłby obok.

 

 

 

[1] 2,4 dziecka – statystyczna średnia ilość dzieci w brytyjskiej rodzinie (przyp. tłum.).

 

ROZDZIAŁ DRUGI

 

 

 

 

 

Kiedy obudziłam się tego ranka, pierwszym o czym pomyślałam, był wczorajszy wieczór. Robiłam herbatę i marzyłam o jego oczach, podgrzewałam w mikrofalówce owsiankę i analizowałam wszystko, co powiedział, każdy wyraz twarzy, każdy niuans. Wyrzuciłam z pamięci pocałunek, który skończył się tak gwałtownie i starałam się nie brać pod lupę sprawy łyżeczki i serwetki, które wsunął sobie do kieszeni. Zamiast tego od nowa przeżywam każdy moment minionego wieczoru. Jadąc do pracy, prawie przejechałam na czerwonym świetle, bo przypomniałam sobie, jak jego dłoń przesunęła się po mojej, jak na mnie patrzył i słuchał. Naprawdę słuchał.

– Jak było wczoraj? – woła Sameera, kiedy przychodzę do biura, wystawiając głowę przez drzwi pokoju socjalnego.

– Dobrze, dobrze – odpowiadam, wdzięczna za zainteresowanie kolegów z pracy, ale jednocześnie wolałabym, żeby nie wiedzieli wszystkiego. Moja wina, za dużo mówię, a to, czego ja nie mówię, dopowiada Jas, więc Sameera i Harry, moi pozostali przyjaciele, tak czy inaczej są ze wszystkim zaznajomieni.

– Przespałaś się z nim? – docieka Harry.

– I tak bym ci nie powiedziała! – Śmieję się.

– O nie, oszukał cię? – pyta z uśmieszkiem. – Okazał się siedemdziesięciosześciolatkiem z problemami sercowymi i haremem młodych panien?

– W zasadzie był naprawdę uroczy. – Uśmiecham się.

– Taśma klejąca i nożyczki w samochodzie?

Pokazuję mu język.

W tym zawodzie człowiek szybko zbliża się do swoich współpracowników. Kiedy masz do czynienia z trudnymi historiami życiowymi, potrzebujesz wsparcia i sam też je dajesz. W biurze jest nas tylko czworo, codziennie wiele razem przechodzimy i nasza więź jest głęboka.

– Więc jak poszło? – Widzę ruch ust Jas przez szybę jej gabinetu. Właśnie sprawdzam telefon, czy Alex zadzwonił albo napisał. Nic. – No dalej, uchyl rąbka tajemnicy, chcę wiedzieć wszystko – woła, przywołując mnie skinieniem palca.

Jas postanowiła, że zostanie moim „trenerem randkowym”. Po tym okropnym zerwaniu z Tomem w ubiegłym roku, to ona namówiła mnie do spotykania się z mężczyznami. Jej mąż, Tony, zginął w wypadku samochodowym ponad dziesięć lat temu i mogę sobie tylko wyobrażać, jak była zdruzgotana, zostając nagle wdową po trzydziestce. Myślę, że boi się znowu znaleźć miłość, bo może ponownie ją stracić, co wyjaśnia, dlaczego szuka tylko zwykłych znajomości i częściowo żyje moim życiem. Teraz czeka na relację z ostatniej nocy, minuta po minucie. Ale to bez znaczenia, jak było według mnie, nie umówiliśmy się na kolejne spotkanie i przez to wydaje mi się, że wszystko źle odebrałam. Tak bardzo chcę wierzyć, że dobrze poszło, ale dlaczego odsunął się podczas pocałunku? Źle odczytałam sygnały? Jestem rozdarta między uczuciem szczęścia i zastanawianiem się, czy jeszcze kiedyś go zobaczę.

Margaret, nasza recepcjonistka i asystentka administracyjna, macha do mnie z drugiego końca pomieszczenia.

– Był tak przystojny jak na zdjęciu? – pyta, bo ostatnio kiedy wpadła tu podczas przerwy, szczegółowo przestudiowała jego internetowy profil, wraz z resztą biura.

– Nawet bardziej, jeśli to możliwe – odkrzykuję.

Uśmiecha się i mruga do mnie. Jest jak matka, nawet piecze dla nas torty na urodziny.

– Nigdy nie zaznałam szczęścia posiadania własnych dzieci – powiedziała mi kiedyś – ale wszechświat ma swoje sposoby, żeby dać ci to, czego potrzebujesz.

Poprzedniej nocy wszechświat dał mi Alexa. Ale teraz los gra w jakieś pokręcone gierki i możliwe, że ma plan, by odebrać mi moją radość. Kiedy minuty mijają bez słowa od niego, moje serce zaczyna być nieco niespokojne.

– Chodzi o to – mówię do Jas po tym, jak streściłam jej przebieg randki – że nie jestem pewna, czy on czuje to samo – powiedziałam jej o pocałunku, ale nie wspomniałam o kradzieży łyżeczki i serwetki. To nie jest ważne, a ona zamieniłaby to tylko w kolejny dramat. – Jak myślisz, dlaczego nie wprosił się na kawę? – Wiem, że będzie miała teorię.

– Dziewczyno… minęło już trochę czasu, co? – Rozsiada się na krześle i zarzuca na biurko stopy odziane w conversy. Jas uwielbia pożytkować energię na moje nieistniejące życie miłosne, to prawdopodobnie odskocznia od nastolatków z traumą i zbłąkanych młodocianych dusz, z którymi radzimy sobie każdego dnia.

– W dzisiejszych czasach mężczyźni nie narzucają się tak otwarcie, boją się oskarżenia o jakieś ohydne przestępstwo. A może tylko pogrywał sobie z tobą i tym, że cię odepchnął, chciał sprawić, żebyś go zapragnęła?

– Dwie solidne teorie, a jeżeli po prostu mu się nie spodobałam?

Śmieje się.

– To znaczy… wiesz, na zdjęciu w aplikacji wyglądam całkiem atrakcyjnie, ale co, jeśli pomyślał, że na żywo jestem okropna? Wyglądam na starszą, grubszą?

– Hannah – mówi – proszę, skończ z tym ciągłym samobiczowaniem. To nudne. Skoro nie wspomniał o drugiej randce, to jego strata, nie docenia, jaka jesteś niesamowita. Mężczyźni tego nie potrafią. Jesteś śliczna, nie zapominaj o tym.

– A ty miła… albo ślepa. – Wywracam oczami. Nie umiem przyjmować komplementów. – Wydawało się, że tak dobrze szło. Myślałam, że mnie polubił. Ale wypiłam dużo merlota, okazuje się, że to również jego ulubione wino. Szczerze mówiąc, mamy ze sobą tyle wspólnego, że to czyste szaleństwo.

– Merlot, co? Mam nadzieję, że nie zaczniesz pić z nim Pornstar Martini, bo to nasz ulubiony drink – żartuje.

– Nie ma mowy. To ty zawsze będziesz moją partnerką od Pornstar Martini.

– Pewnie i tak nie był taki wspaniały – mówi, żeby mnie pocieszyć. – Widziałaś go przez dno kieliszka. Łatwo im uchodzić za wymarzonego faceta na pierwszej randce, ale uwierz mi, po kilku spotkaniach zobaczyłabyś zupełnie innego gościa niż tego z ubiegłej nocy.

Wiem, że próbuje mnie pocieszyć, ale to nie działa. To ona zasugerowała, że powinnam skorzystać z tej cholernej aplikacji randkowej, więc to irytujące, że teraz raczy mnie swoim przemówieniem w stylu „tego kwiatu jest pół światu”.

– Jas, gdybyś tam była, gdybyś go poznała, wiedziałabyś, co mam na myśli. My naprawdę pasujemy do siebie.

– Jestem tego pewna i przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś to ty zadzwoniła do niego – sugeruje.

– Mmm, mogłabym – mamroczę z powątpiewaniem.

Unosi brew i, zdejmując z biurka swoje długie, odziane w dżinsy nogi, kończy rozmowę.

Harry stoi w drzwiach i czeka, więc wstaję i ruszam do wyjścia.

– Wy dwie skończyłyście już dyskutować… nie, analizować wnikliwie faceta, z którym spałaś zeszłej nocy? – pyta Harry.

– Bezczelny drań. – Śmieję się. – Z nikim nie spałam.

– Twoje szczęście, bo to mogłoby się źle dla ciebie skończyć – dodaje z amerykańskim akcentem, powoli owijając palce wokół mojej szyi.

Odganiam go, niczym natrętną muchę. Ma zaledwie dwadzieścia sześć lat i czasami to widać w jego zachowaniu. Wszyscy go kochamy, ale niekiedy jest jak irytujący młodszy brat.

– Daj mi znać, jeśli on się odezwie albo ty postanowisz zadzwonić – mówi moja przyjaciółka, kompletnie ignorując chłopaka. – Nie żyjemy w latach czterdziestych.

– Wiem, ale ja…

– Może skończycie wreszcie z tą randkową terapią, jest dziewiąta trzydzieści. – Harry robi gest w stronę Jas, a ta wywraca oczami.

– Wejdź. – Odwraca się w stronę biurka, a ja nie mogę powstrzymać uśmiechu, kiedy słyszę, jak mówi: – Powiedziałeś wreszcie Gemmie, że ją kochasz?

Jas uwielbia wtrącać się w sprawy innych ludzi, a kiedy nie jest szefem, zajmuje się poradami sercowymi. W ubiegłym roku przekonała Harry’ego, żeby zerwał z Natalie, jego ukochaną z dzieciństwa. Powiedziała mu, że nie pasują do siebie. Pewnego dnia dostrzegła Gemmę pracującą jako sprzedawczyni w Brown’s Bakery i uznała, że to ona jest dla niego tą jedyną. Od tego czasu ich kiełkujący romans stał się codzienną operą mydlaną dla całego biura, a Jas kierowała nim na każdym kroku.

– Może zostanę swatką, jeśli nie wyjdzie mi w opiece społecznej – żartuje. Ale wydaje się, że naprawdę ma dobre wyczucie do łączenia ludzi w pary, bo Harry jest już z Gemmą od roku i są w sobie szaleńczo zakochani. On zawsze szuka pretekstu, żeby wyskoczyć do kawiarni i zobaczyć się z ukochaną. Jedną z wymówek jest przyniesienie czegoś pysznego i wysokokalorycznego, a potem winę zrzuca na mnie. Wcale z tego powodu nie narzekam. Ta dziewczyna piecze obłędne ciasta i rzadko jestem w stanie im się oprzeć.

Harry jest młody i bawią go miłosne perypetie koleżanek z pracy, ale w głębi duszy myślę, że jest tak samo naiwny jak my wszyscy. Kiedyś opowiedział mi, że gdy zaczęli spotykać się z Gemmą, upiekła dla niego pudełko minipączków i przed podaniem mu każdego z nich, całowała go w usta. To chyba najbardziej romantyczna rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałam. W tamtym czasie nadal byłam z Tomem, a patrzenie na tych dwoje tylko potwierdzało, jak dalecy byliśmy od miłości. Ubiegłej nocy myślałam, że wreszcie coś zaskoczyło, ale teraz wydaje się, że nadal jestem w tym samym miejscu, w którym byłam.

 

Później, po tym, jak Harry i Jas kończą swoje spotkanie, szefowa podchodzi do mojego biurka. Jej ciemne kręcone włosy opadają wokół twarzy, a usta układają się w nieme pytanie, czy Alex dzwonił, ale potrząsam głową.

– Najwyraźniej po prostu nie poczuł tego samego – mamroczę, podnosząc głowę znad ekranu komputera.

– Tak, najwyraźniej uznał cię za odrażającą – mówi ze śmiertelną powagą.

Muszę wyglądać na zaskoczoną, bo zaczyna śmiać się głośno, a czerwone wargi otaczają jej idealne, białe zęby. Przyłączam się do niej i teraz Harry z Sameerą patrzą na nas, żeby dowiedzieć się, o co ten hałas.

– Jas mówi, że jestem nudna i brzydka – oznajmiam im.

– Powiedz mi coś, czego nie wiem. – Harry wzrusza ramionami, wchodząc w swoją rolę dokuczliwego młodszego brata.

Sameera rzuca w niego kulką z papieru.

– Jesteś śliczna, Hannah! – stwierdza, posyłając mu gniewne spojrzenie.

Uchylił się od pocisku i teraz udaje, że koncentruje się na pracy, ale w jego policzku tworzy się dołeczek. Próbuje się nie śmiać i widzę po jego twarzy, że obmyśla zemstę, która będzie dużo gorsza niż kulka z papieru.

Jas i ja wywracamy oczami, patrząc na tych dwoje biurowych dzieciaków.

Psycholog, z którym pracowałam, powiedział mi kiedyś, że w grupie ludzi zawsze tworzy się model rodziny. Niezależnie jak długo się znają, podświadomie przyjmują takie role i widzę, że tak właśnie wygląda codzienność naszej małej społeczności. Jas jest po czterdziestce, ona rządzi i jest alfą, starszą siostrą dla wszystkich. Nie sądzę, żeby ktoś kłócił się z moją teorią, że w wieku trzydziestu sześciu lat, jestem drugą starszą siostrą, podczas gdy Sameera i Harry, oboje po dwudziestce, są niesfornymi dzieciakami.

Obserwuję Jas, kiedy odpowiada na pytanie Harry’ego o jednego z jego podopiecznych. Jest zaangażowana, wie dokładnie, o kim mówi i przedstawia sprawę jasno, w punktach. Stosuje „kontrolowane emocjonalne zaangażowanie”, coś, o czym wszyscy wiemy, że jest sekretem dobrego pracownika socjalnego. Zależy jej, rozumie, współczuje, ale nie pozwala, żeby emocje przyćmiły jej sprawiedliwy osąd. Czyli nie tak, jak ja.

Pomimo sterty papierów na biurku i przynajmniej pięciu wizyt domowych zaplanowanych na dzisiaj, mogę myśleć tylko o Alexie, a moje uczucia biorą górę. Obserwuję Jas przez szybę jej gabinetu i zastanawiam się, czy ma rację, twierdząc, że jest taki jak wszyscy. Powiedziała, że przecież nie tylko facet może się skontaktować – ale chcę, żeby to on chciał drugiej randki na tyle, żeby zadzwonić i zapytać, zamiast zmuszać mnie do uganiania się za nim.

 

Kilka godzin później odrywam wzrok od laptopa i zdaję sobie sprawę, czując ostre ukłucie, że on nadal się nie odezwał. Zastanawiam się, czy jest taki, jak ja i nie chce być tym, który zadzwoni wcześniej. Jak wiele romansów zakończyło się, zanim się jeszcze zaczęły, bo żadna ze stron nie miała odwagi, żeby zrobić pierwszy krok?

Odpuściłam sobie mężczyzn, aż Jas powiedziała mi o Meet your Match. Przekonała mnie, że muszę zacząć żyć normalnie po Tomie.

– Nawet jeśli to będzie tylko jakiś koleś, z którym pójdziesz do kina, prześpisz się, czy ktoś kto wyniesie ci śmieci – mówiła.

– Ja chcę czegoś więcej – odparłam, gdy tamtej nocy siedziałyśmy przy barze w Orange Tree.

– Nie ma czegoś takiego jak facet, który chce się zaangażować. Wszyscy pragną tylko przygody na jedną noc – tłumaczyła, gdy popijałyśmy Pornstar Martini – naszego drinka.

– Ale ja pragnę domu, rodziny, trójki dzieci i … labradora. Chcę mieć wielki ogród z trampoliną i jeździć na wakacje do Devon, jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem, i…

– Piña colady i spacerów w deszczu? – Westchnęła. – Właśnie dlatego nie możesz nikogo znaleźć. Wiesz, gadka o labradorach i dzieciach odstraszyłaby każdego normalnego mężczyznę. Myślę, że musisz być trochę bardziej jak ja i obniżyć standardy. Chcę tylko, żeby facet był dobry w łóżku, robił świetne tosty z serem i nie zadawał wielu pytań… bo w końcu komu potrzebne są dzieci i pies?

Jas spotyka się z kimś, ale nie można tego nazwać związkiem. Niedawno zaczęła prowadzać się z nauczycielem, którego poznała, pracując nad sprawą jednej z rodzin. Każde z nich żyje własnym życiem i widują się tylko od czasu do czasu. Ona twierdzi, że jest szczęśliwa w takiej relacji, ale on ostatnio nie odbierał od niej telefonów i powiedziała mi, że według niej on umawia się z kimś innym. Nie sądziłam, że to ją zbytnio obeszło, zawsze mówiła, że nie szuka zaangażowania, nie chce znowu wychodzić za mąż, ale czasem zastanawiam się, czy sama siebie nie okłamuje. Ma czterdzieści dwa lata i uwielbia dzieci, więc cokolwiek mówi, martwię się, że może żałować, iż nigdy nie została matką. Może tylko przerzucam na nią swoje lęki, bo sama bardzo pragnę małżeństwa i potomstwa i nie oszukuję się, że tak nie jest. Wiem, że to może brzmieć staroświecko, ale właśnie tego chcę – własnej rodziny i kogoś, kto zaangażuje się na tyle, żeby zostać ze mną dłużej niż do następnego tygodnia.

Jas spędza weekendy, pijąc za dużo wina, nadrabiając zaległości w pracy i sprzątając dom. Jej mieszkanie jest nieskazitelne, wszystkie powierzchnie błyszczą, a w powietrzu unosi się zapach wybielacza i każda rzecz zawsze jest ułożona na swoim miejscu. Mówi, że to ze względu na jej przeszłość.

– Byłam niezłym rozrabiaką, spałam z wieloma facetami – powiedziała mi kiedyś. – Byłam nieletnia i dzika. Robiłam to, żeby odegrać się na ojcu. Był tak surowy, że próbował zamykać mnie w pokoju, więc uciekałam przez okno.

– Przynajmniej zależało mu na tobie – zasugerowałam.

– Aż za bardzo – powiedziała i nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy. – Właśnie dlatego nie mam drzwi w sypialni.

Pamiętam, że objęłam ją ramieniem i wtedy zdałam sobie sprawę, że chociaż było inne, ale łączyło nas stracone dzieciństwo. Ona spędziła je uciekając z domu, a ja szukając go.

Miałam dziewięć lat, kiedy wprowadziłam się do mojej pierwszej rodziny zastępczej. Mama nie umiała sobie poradzić, ale ja myślałam, że to moja wina, a mieszkanie z obcymi było moją karą za wpędzenie jej w rozpacz. Wtedy nie rozumiałam, że jej uzależnienie od narkotyków było powodem, dla którego nie potrafiła funkcjonować jako matka. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak moje życie zostało zrujnowane.

Wczorajsza randka dała mi maleńki przebłysk nadziei, że mogłabym poznać kogoś, z kim stworzyłabym świat, o jakim zawsze marzyłam, a nawet prawdziwy dom. Po prostu mam to przeczucie, że on chce tego samego, co ja i wreszcie dostanę od losu coś dobrego. Gdyby tylko Alex zadzwonił.

– Skorzystaj z tej aplikacji, udowodnij, że się mylę i znajdź sobie kogoś odpowiedniego. – Tamtej nocy, tydzień temu w Orange Tree, Jas śmiała się przez opary alkoholu. Kiedy wieczór się rozkręcał, ona robiła się coraz bardziej pijana i coraz mocniej nakłaniała mnie, żebym spróbowała. Na jakiś czas uśpiłam jej czujność, puszczając „Wonderwall” z szafy grającej, ale ona nie odpuszczała.

– Jako twoja szefowa muszę ci powiedzieć, że pracujesz zbyt ciężko, więc nadszedł czas, żebyś wyluzowała, uprawiała seks i dobrze się bawiła.

– Przecież dobrze się bawię – zaprotestowałam.

– Och, tak, jestem tego pewna, siedząc co wieczór w domu i pisząc raporty, zaglądając do nastolatków, by upewnić się, że śpią we własnych łóżkach, nie w cudzych?

– Właśnie na tym polega nasza praca, by zapewnić im bezpieczeństwo.

– Cóż, uważam, że powinnaś więcej z kimś wychodzić. O, ten jest gorący. – Wskazała palcem zdjęcie w aplikacji. – Przystojny adwokat, mieszka niedaleko stąd, szuka kobiety po trzydziestce, żeby dopełnić jej życie? Tak, poproszę – sapnęła. – Hannah, on dopiero co się zarejestrował, to jak z kupnem domu. Kiedy na rynku pojawia się jakiś świetny, trzeba się na niego rzucić.

– Ja się na nikogo nie rzucam. – Śmieję się. – Wcześniej już chodziłam na internetowe randki i to nie dla mnie.

– Słuchaj, po prostu kliknij „tak” – krzyczy niecierpliwie (zawsze jest głośna w barach) – a jeśli to nie zadziała, ja go biorę, jest cudny!

Więc przepełniona jej entuzjazmem i alkoholem, klikam, a jakieś piętnaście minut później on kliknął na mnie. Nagle poczułam się nerwowo. W co ja się wpakowałam? Powiedziałam Jas, że zmieniłam zdanie, ale – jak to ona – nie przyjmowała tego do wiadomości.

– Po prostu daj sobie szansę, Hannah. Idziesz na randkę, a nie wychodzisz za niego za mąż, na miłość boską. – Zachichotała. – Zabaw się, a potem, kiedy walnie nam sześćdziesiątka i nadal będziemy samotne i bezdzietne, zamieszkamy razem.

Zaśmiałam się, mając jednak nadzieję, że to nie było jedyne, na co mogłam liczyć w życiu. Kocham Jas, ale ona nie jest dla każdego. Ma w sobie mnóstwo energii, ale czasem nie wie, kiedy przestać. Zawładnie tobą, jeśli jej pozwolisz, co często jest irytujące, ale niekiedy człowiek po prostu potrzebuje kogoś, kto przejmie stery, postawi cię do pionu, powie głośno i wyraźnie prosto w twarz, że będzie dobrze. A po moim zerwaniu z Tomem, ona zrobiła to wszystko i mnie naprawiła.

Na początku szalałam na jego punkcie, po kilku dniach poprosiłam, żeby się do mnie wprowadził. Jednak dość szybko zdałam sobie sprawę, że z mojej strony to było tylko zauroczenie, a kiedy zaczęłam widzieć cokolwiek poza błękitnymi oczami i zabójczym uśmiechem, niewiele pozostało. Wracał z pracy, włączał telewizję, kładł się na kanapie, otwierał piwo i cały wieczór siedział z nosem w telefonie. Miałam nadzieję na coś więcej – kontakt wzrokowy albo rozmowa byłyby dobre na początek. Ale nic się nie zmieniło, a po kilku miesiącach ten niewielki płomień, który był między nami, również zgasł. Było tak, jakbym mieszkała ze współlokatorem. Wkrótce nie zostało już nic.

Poświęciłam temu prawie rok. Chodzi o to, że on nie wiedział, jak być partnerem. Nigdy mnie nie słuchał, a często w piątki przynosił mi bukiet tanich kwiatów i sądził, że to daje mu przepustkę na spędzenie całego weekendu w pubie. Jak zauważyła wtedy Jas:

– On jest po prostu gównianym chłopakiem i nigdy się nie zmieni.

Więc pewnego piątkowego wieczoru, kiedy wszyscy w biurze mówili o swoich planach na wolne dni, ja zdałam sobie sprawę, że nie chcę spędzać z nim więcej czasu i poprosiłam, żeby się wyprowadził. To było naprawdę trudne, ponieważ, jak powiedział, on w zasadzie nie zrobił niczego złego. Wytłumaczyłam się tym, że mam za dużo pracy i nie starcza mi czasu na związek – ale prawda była taka, że go nie kochałam.

– Po prostu jesteś zmęczona – stwierdził i podgłośnił telewizor, żeby zagłuszyć moje słowa. To wyjaśniło mi wszystko. W końcu zgodził się spakować manatki i wyprowadził się.

Czułam się winna, ale też mi ulżyło. Nie chciałam spędzić reszty życia z kimś, kto niczego mi nie dawał. Wiedziałam, że zasługuję na coś więcej.

Kiedy odszedł w tamtą sobotę, od razu odezwałam się do Jas, która zapewniła mnie, że postąpiłam właściwie. Jednak Tom zaczął dzwonić, cały we łzach, błagając, żebym przyjęła go z powrotem, a nawet pojawił się w biurze i zapytał, czy może odprowadzić mnie do domu. Wtedy spał na kanapie u kolegi, a ja czułam się okropnie, bo przeze mnie został bezdomny. Zaczęłam myśleć, że może łatwiej byłoby po prostu pozwolić mu wrócić. Ale przyjaciółka dała mi siłę, żeby uprzejmie powiedzieć „nie”. A później, kiedy zrobił się wredny i oskarżył, że jego zwolnienie z pracy to moja wina, była ze mną w każdym momencie. Nie wiem, co zrobiłabym bez jej wsparcia.

Jas oczywiście miała rację. Ten związek nigdy by nie wypalił i musiałam to skończyć. Zobaczyłam Toma w barze kilka miesięcy później, wyglądał na smutnego i dość zaniedbanego, aż zaczęłam się martwić, że nasze rozstanie miało na niego dużo trwalszy wpływ, niż sądziłam.

Ale odpycham od siebie myśli o moim byłym chłopaku, kiedy widzę, że ekran telefonu się rozświetla. Podnoszę go i wstrzymuję oddech. To wiadomość głosowa od Alexa.

 

ROZDZIAŁ TRZECI

 

 

 

 

 

– Zastanawiałem się, czy miałabyś ochotę znowu się spotkać? Eee… jeśli tak, proszę oddzwoń.

Krótkie, słodkie i mogące zmienić życie? Nie spodziewałam się, że Alex zadzwoni do pracy. Nie dałam mu numeru. Pewnie go wygooglował. Kiedy tylko słyszę jego głos, mam ochotę wykonać taniec radości na środku biura – ale powstrzymuję się.

Sprawdzam następną wiadomość, znowu od niego. Chwila ciszy, żadnych gładkich przygotowanych wypowiedzi, po prostu urocze przypadkowe zdania, pojedyncze słowa.

– Ja… właśnie zdałem sobie sprawę, że ci się nagrałem, ale nie podałem numeru. Nie czuj presji, żeby oddzwonić. Lubię cię, ale zrozumiem, jeśli… słuchaj, już wcześniej zdarzało mi się źle zinterpretować sytuację, więc bez obaw… Och, zaczynam gadać bez sensu. Przepraszam. Tak czy inaczej, odezwij się, jeśli dobrze się bawiłaś, moglibyśmy gdzieś wyjść, dzisiaj, jutro, w przyszłym tygodniu? Zadzwoń… – Po wyrecytowaniu ciągu cyfr najwyraźniej chciał odłożyć słuchawkę, a ja miałam zaraz paść z wrażenia, kiedy dodał: – Och… wiesz, powiedziałaś mi, gdzie pracujesz, więc uznałem, że zadzwonię tutaj i zostawię wiadomość. – Przerwał, a ja zdałam sobie sprawę, że uśmiecham się od ucha do ucha jak idiotka. – Dzięki temu możesz to zignorować. Jeśli tak właśnie chcesz zrobić. A… jeśli wpadniemy na siebie na ulicy, możesz udawać, że mnie nie widzisz, albo nie dostałaś tej wiadomości. Pa.

Jestem urzeczona szczerością, sposobem w jaki słowa po prostu opuszczają jego usta, bez udawania, bez brawury – to takie odświeżające. Wydaje się uczciwy i wrażliwy, bo zrobił to w taki sposób, żeby nie stawiać mnie w trudnej sytuacji, gdybym chciała odmówić.

Oddzwaniam od razu z biurowego telefonu. Odbiera natychmiast, a ja czuję, że cała rozpływam się w środku, jakbym rozmawiała ze swoją pierwszą miłością.

– Hej Alex, tu Hannah. Bardzo chętnie znowu się z tobą spotkam – mówię.

– Świetnie… to naprawdę świetnie, Hannah. Nie byłem pewien, czy zadzwonisz.

Jego wrażliwość mnie porusza.

– Oczywiście. Dobrze się bawiłam.

– Ja też. Więc… kiedy jesteś wolna?

– Kiedykolwiek. – On nie prowadzi gierek, więc ja też nie.

– Dzisiaj? – proponuje.

– Jasne, czemu nie?

– Świetnie. Mam po ciebie przyjechać?

– A może spotkamy się przed barem, jak ostatnio?

– Idealnie, do zobaczenia o ósmej?

– Okej.

Odkładam słuchawkę i czuję się, jakby właśnie ktoś owinął mnie różowym pachnącym kaszmirem. Mimo że staram się dopasować swoje oczekiwania, przygotować się na rozczarowanie, naprawdę chcę, żeby to wypaliło. Długo powtarzałam sobie, że nie potrzebuję nikogo, a teraz zdałam sobie sprawę, że miałam rację. Ale chciałabym kogoś mieć. A Alex mógłby być tym kimś.

 

– O Boże, ależ to była urocza wiadomość – mówię Jas podczas lunchu.

Jemy kanapki od Gregga przy jej biurku. Ma u siebie elegancki ekspres do kawy, więc kiedy znajdujemy chwilę, żeby zjeść razem, zwykle przesiadujemy u niej. Dzisiaj mamy jakieś siedemnaście minut przed moją następną wizytą domową i jej spotkaniem z lokalnym zwierzchnikiem pracowników socjalnych, więc musimy się trochę spieszyć.

– Mówię ci, Alex niczego nie udaje – oznajmiam, ciesząc się smakiem jego imienia na języku. – Jest niesamowity, troskliwy, wrażliwy i słucha… On naprawdę słucha, Jas. – Uśmiecham się, myśląc o nim.

Przyjaciółka rzuca mi ostrzegawcze spojrzenie.

– Brzmi za dobrze, żeby mogło być prawdziwe. A jeśli ktoś wydaje się za dobry, żeby był prawdziwy, to dlatego, że właśnie taki jest.

– Musisz przestać być taka cyniczna – mówię, rozczarowana, że nie podziela mojej ekscytacji. – Dlaczego nagle jesteś temu przeciwna? To ty zaproponowałaś mi skorzystanie z Meet your Match! Mówiłaś, że właśnie tego potrzebuję.

– Tak, ale chodziło mi o dobrą zabawę, a nie podchodzenie do tego na poważnie. Byłaś z tym facetem na jednej randce, a już jesteś cała nakręcona, mówisz o psach i dzieciach… Tak samo było z Tomem, po kilku dniach nie miałaś żadnych zastrzeżeń i pozwoliłaś mu u siebie zamieszkać. Odsłaniasz się i właśnie dlatego owinął sobie wtedy ciebie wokół palca, Hannah. Zrobiłaś dla niego wszystko, a on nie dał ci nic w zamian.

– Tom był inny. Alex jest…

– Tak, bo na tym etapie wiemy praktycznie wszystko o Alexie. – Wywraca oczami. – Miałaś skorzystać z aplikacji randkowej dla zabawy, żebyś mogła zrobić coś innego niż co wieczór oglądać „The Great British Bake Off”.

– Nie puszczają tego co wieczór – odpowiadam, nieco dotknięta jej słowami.

– Wiesz, co mam na myśli. Przepraszam, nie chciałam wyjść na sukę, tylko… zachowujesz się jak szaleńczo zakochana, a przecież w ogóle nie znasz tego typa. Nie wkręć się w kolejną dziwną sytuację.

– Już ci mówiłam, Alex nie jest Tomem – stwierdzam obronnym tonem.

Wzdycha z irytacją.

– Nie, ale tym razem… – Przerywa i unosi brwi. – Uważam, że fakt, iż nie zaprosił cię na kolejną randkę tamtego wieczoru, ale kazał czekać, a potem nagle zadzwonił na telefon firmowy następnego dnia, powinien wzbudzić twoją czujność, skarbie.

– Wcale nie.

Jas odgryza potężny kęs swojej kanapki, kiedy wykładam jej moją wersję.

– Gdybyś go słyszała, wiedziałabyś, co mam na myśli. Jego szczerość jest… cóż, jest dość rozbrajająca i wierzę mu, kiedy mówi, że nie chciał stawiać mnie w trudnej sytuacji. Uwierz, to taktowny facet, który nie chce wywierać na mnie presji, tylko tyle.

Wzrusza ramionami, jakby chciała powiedzieć: ty tak sądzisz.

– Więc znowu z nim wychodzisz? – Odkłada jedzenie i wstaje, żeby zrobić kawę.

– Tak, znowu z nim wychodzę.

– Kiedy? – pyta.

– Zaproponował dzisiejszy wieczór.

Marszczy czoło, nie jest zadowolona.

– Co? – naciskam.

– Nic – mamrocze, stojąc do mnie plecami, kiedy przygotowuje napój, a potem się odwraca. – Tylko… miałyśmy iść dzisiaj do kina, zobaczyć nowy film z Ryanem Reynoldsem.

– O Boże! Nie wiedziałam, że to dzisiaj! – Przecież nie ustalałyśmy nic konkretnie. To była tylko luźna rozmowa w zeszłym tygodniu o tym, że musimy obejrzeć ten film. Nic takiego.

– Słuchaj, to nie ma znaczenia, skoro już umówiłaś się z nim na wieczór, w porządku. Chyba możemy iść kiedy indziej.

– Nie masz nic przeciwko?

– A zrobiłoby to jakąś różnicę? – Stawia przede mną świeżo zaparzoną, jeszcze spienioną kawę.

– Oczywiście, nie bądź taka, Jas.

– W porządku, tylko się z tobą droczę – oznajmia, ale nie wydaje mi się, żeby to była prawda. – Jeśli jest tak uroczy, jak wyglądał na Meet your Match, nie winię cię, że wolisz spotkać się z nim zamiast ze mną. – Siada z powrotem na krześle i upija łyk z filiżanki. – Może dostanę pracę jako baristka, jeśli tu mi nie wyjdzie – mówi.

– Myślałam, że zostaniesz swatką, jeśli uznasz, że bycie pracownikiem socjalnym nie jest dla ciebie – żartuję, próbując załagodzić sytuację. Teraz czuję się winna. Trochę wytrąciła mnie z równowagi tymi naszymi domniemanymi planami. To, co ja uznałam za luźny pomysł, Jas wzięła za konkret.

– Naprawdę mi przykro. Nie zgodziłabym się na spotkanie z Alexem, gdybym sądziła, że ty i ja mamy coś ustalone.

– W porządku, w porządku. – Odkłada resztę kanapki na biurko. – Ale nie chodzi o mnie ani o kino. Myślę po prostu, że naprawdę powinnaś jutro zaproponować spotkanie. Nie bądź taka chętna. „Niech czeka” – to moje motto.

– Tak, ale jeśli jest uczciwy i nie gra w żadne gierki, to czemu ja miałabym czekać? – Nie odpowiada. Wydaje mi się, że jest bardziej wkurzona o to wyjście, niż daje po sobie poznać.

– Słuchaj, Jas, przepraszam za to kino.

– Nie obchodzi mnie to, mogę iść z kimś innym. – Widać, że jednak ją obchodzi.

– Nie musisz iść z kimś innym. Możemy pójść jutro – mówię pewnie. – I przyjmuję do wiadomości to, co mówisz. Tak, łatwo się angażuję i szybko zakochuję. Ale nie zamierzam stosować twojej zasady „kontrolowanego zaangażowania” w swoim życiu osobistym. – Uśmiecham się, żeby złagodzić irytację w głosie.

– Nie to mam na myśli. Nie chciałabym, żebyś rzucała się w kolejny związek i potem tego żałowała, skarbie. Jezu, czasami, rozmawiając z tobą, czuję się, jakbym mówiła do jednej z naszych nastolatek.

Ignoruję to stwierdzenie, Jas czasami lubi się zapędzać. Porównywanie mnie do jakiegoś dzieciaka, który podejmuje kiepskie decyzje, ciężko nazwać sprawiedliwym.

– Zawsze powtarzasz mi, że nie powinnam za bardzo angażować się w sprawy moich wychowanków, prawda? – mówię, odgryzając kęs kanapki z tuńczykiem.

Jas podnosi wzrok znad swojej kawy.

– Tak.

– Cóż, może i jestem zbyt zaangażowana. Ale to dlatego, że nie ma nic innego, co zaprzątałoby moją głowę. A spotkanie z takim miłym gościem, jak Alex, pozwoli mi złapać dystans. Więc zamiast martwić się o podopiecznych, będę miała kogoś innego, o kim będę mogła myśleć, prawda?

– Tak przypuszczam – potwierdza, wrzucając opakowanie po posiłku do kosza na śmieci i kończąc tym rozmowę. – Przepraszam, dziecinko. Wracam do pracy. Muszę cię stąd wykopać.

– Oczywiście. – Wstaję i wychodzę z biura, trzymając w dłoni resztę kanapki i filiżankę kawy z pianką. Znam Jas aż nazbyt dobrze: nie potrafi ukrywać uczuć i jest na mnie zła o to, że według niej jestem słaba. Jednak nie chce, żebyśmy się kłóciły, więc zamierza popracować nad swoimi uczuciami – wiem to, bo powiedziała mi kiedyś, że jej terapeuta twierdzi, iż musi się izolować, kiedy ludzie ją denerwują albo krzywdzą. Nie zraniłam jej umyślnie, ale z punktu widzenia Jas właśnie to zrobiłam, nie przyjmując jej rady. Jest skomplikowana. Tak trudne dzieciństwo wpływa na ludzi. A napady gniewu są jedną z reakcji dorosłego, który jako dziecko był molestowany seksualnie.

W pracy bez przerwy zajmujemy się zniszczonymi emocjonalnie dziećmi i tym właśnie jesteśmy, Jas i ja – zniszczonymi dziećmi, które dorosły. Jednak to nas nie definiuje. Przede wszystkim jesteśmy przyjaciółkami i rozumiemy się. Obie chcemy, żeby ta druga była bezpieczna i szczęśliwa. Ona opiekuje się mną tak, jak ja nią – chciałabym tylko, żeby czasami mi zaufała, uwierzyła, że potrafię podjąć właściwą decyzję.

 

Oczekiwanie na Alexa przed barem jest piekłem. Popędziłam do domu po ciężkim dniu pracy między innymi przez telefon od Chloe Thomson, szesnastolatki z problemami w nauce. Dziewczyna też ma niełatwą sytuację w domu – rodzice rozstali się, kiedy była młodsza, a jej matka, narkomanka, sprowadziła właśnie kolejnego ze swoich chłopaków do ich maleńkiego mieszkania. Kiedy odwiedziłam ich dzisiaj, matka miała podbite oko, zapewne wskutek „wpadnięcia na coś”, w co oczywiście nie uwierzyłam. Starałam się nie myśleć o biednej Chloe, kiedy brałam prysznic, ubierałam się i nakładałam pomadkę. Rozpuściłam włosy, pozwalając, żeby opadły luźno na ramiona i założyłam czarny golf, który pasuje do mojego blondu. Potem całą drogę z mieszkania do baru przebyłam biegiem, w deszczu, a kiedy dotarłam na miejsce, mój parasol wywinął się na lewą stronę i wyzionął ducha, więc wrzuciłam go do kosza i stanęłam pod zadaszeniem. Teraz moje włosy są mokre, pokręcone i ani trochę nie wyglądają dobrze!

Czekałam na Alexa od dwudziestu trzech minut. Po dziesięciu sprawdziłam w środku, czy przypadkiem już nie dotarł, ale nie znalazłam go. Pomyślałam, żeby usiąść przy barze i zamówić drinka, ale stał tam jakiś mężczyzna i wpatrywał się we mnie, a kiedy wysunął stołek i poklepał siedzisko, odeszłam. Było zimno i padało, zastanawiałam się nad powrotem do lokalu, ale co, jeśli Pan Dziwny nadal czeka, trzymając dla mnie miejsce? Och, żeby Alex się pospieszył. Zaczynałam się już niepokoić o to, czy w ogóle przyjdzie i właśnie, kiedy miałam zadzwonić i sprawdzić, czy jestem we właściwym miejscu, pojawił się tuż przede mną. Spóźnił się dwadzieścia siedem minut, ale od razu zaczął przepraszać:

– Mam teraz naprawdę dużą sprawę. Jedna z prawniczek, z którymi pracuję, chciała, żebym spotkał się z nią o osiemnastej, żeby omówić szczegóły. Wyobrażasz sobie?

Trochę irytuje mnie fakt, że nie chciał zawieść koleżanki, a mnie zostawił, żebym mokła.

– Chciałem powiedzieć: „Mam drugą randkę z pewną seksowną kobietą, więc może spotkalibyśmy się innego dnia?”. Ale oczywiście nie mogłem. – Wywraca oczami.

Zmuszam się do uśmiechu. Praca? To jego jedyna wymówka?

– Właśnie miałam wracać do domu – oznajmiam. – Nie planowałam spędzać wieczoru, stojąc na deszczu!

Mina mu rzednie.

– Och, Hannah, tak bardzo przepraszam. Nie miałem twojego numeru, więc nie mogłem dać ci znać, ale pewnie powinienem był zadzwonić do baru, prawda? Już wszystko schrzaniłem?

Uśmiecham się ponownie, ugłaskana tym, że widocznie pojął swój błąd.

– Jeszcze nie, ale teraz jesteś na warunkowym.

– Obiecuję, że nie złamię zasad. Dasz mi szansę? – Częściowo żartuje, ale widzę, że to dla niego ważne, naprawdę przejął się spóźnieniem. Nie pogrywa ze mną, ale chyba ostrzeżenie Jas miało na mnie większy wpływ, niż przypuszczałam i zaczęłam szukać u niego minusów, chociaż wydaje się żadnych nie mieć.

Postanawiamy wejść do środka na drinka i siedząc tam, rozmawiamy o tym, jak minął nam dzień, potem on proponuje pizzę. Umieram z głodu, więc dopijamy nasz alkohol i ruszamy do wyjścia, ale jedno spojrzenie na zewnątrz uświadamia mi, że naprawdę mocno leje.

– Przemokniemy do suchej nitki – mówię, kiedy stajemy w drzwiach.

– Gdzie twoja parasolka?

– Nie mam.

– Ależ masz. To znaczy… pomyślałem… – zacina się. – Po prostu… wiem, że jesteś takim typem człowieka, który zawsze ma parasolkę.

– W zasadzie miałam ją, ale teraz jest w śmietniku. – Wskazuję głową na znajdujący się w koszu przedmiot z wystającymi drutami, wyglądający jak martwy kruk. – Umarła.

– Ojej. – Śmieje się, zdejmuje kurtkę i szarmancko przytrzymuje mi ją nad głową. – Pizzeria jest jakieś pięć minut stąd, prawda? – mówi mi do ucha. Dotyk jego warg na moim płatku sprawia, że przechodzi przeze mnie prąd. – Pobiegniemy? – pyta z uśmiechem.

Po szaleńczym pędzie do pizzerii, zostajemy zaprowadzeni do stolika i zamawiamy merlota. Alex mówi o nim jak o naszym zwyczaju i podoba mi się, jak to brzmi. Jakbyśmy już stworzyli wspólną historię. Pomimo niewielkiego zgrzytu na początku, kiedy się spóźnił i mnie tym zirytował, rozwiewają się wszystkie wątpliwości i czuję, że to początek czegoś dobrego.

Nie wiem, jak smakuje pizza, ledwo pamiętam, co zamówiłam. Coś z pieczarkami? Po prostu nie mogę przestać na niego patrzeć, a jego wzrok bez przerwy spoczywa na mnie. Cokolwiek mówiłaby Jas, gdyby tu teraz była, wiedziałaby, że to coś naprawdę prawdziwego.

– Czyli zajmujesz się sprawami kryminalnymi? – pytam między kęsami, chcąc wiedzieć o nim wszystko.

– Tak. – Uśmiecha się. – To nie najpiękniejsze zajęcie ani najbardziej prestiżowe. Często zdarza mi się siedzieć na komisariacie po godzinach, pić ohydną herbatę i wysłuchiwać obelg pod swoim adresem.

– Ach, brzmi jak świetna zabawa – odpowiadam, z przesadzonym wyrazem powątpiewania na twarzy, a jednocześnie myślę, że to wydaje się przyjemniejsze niż użeranie się z matką Chloe Thomson. Tego popołudnia, kiedy najwidoczniej zadałam o jedno pytanie za dużo, w niewybrednych słowach kazała mi się nie wtrącać i zatrzasnęła drzwi przed nosem.

– Tak, w zasadzie jest w porządku. Dzisiaj w sądzie udało mi się uchronić młodego chłopaka przed więzieniem. Starsi bracia zmuszali go, żeby pomagał im kraść samochody. Lista zarzutów ciągnęła się w nieskończoność, ale wykorzystałem wszelkie możliwe triki, żeby wywalczyć mu wyrok w zawieszeniu. Ostatecznie dostał grzywnę i prace społeczne. A wiesz, co powiedział po rozprawie?

Potrząsam głową.

– „Chcę wracać do domu, stary”.

– Auć. Pewnie kusiło cię, żeby powiedzieć: „Następnym razem sam się broń!” – Odkładam nóż i widelec. Nie dam rady zjeść więcej, jestem najedzona.

– Tak, ale te dzieciaki nie mają żadnych szans, prawda? W chwili urodzenia ich los jest przesądzony: presja rówieśników, bieda, narkotyki, więzienie, maltretowanie…

– I to właśnie moje zadanie.

– Tak przypuszczam. – Potrząsa smutno głową, przypominając sobie, co się stało. – Wtedy też… padało, kiedy wyszliśmy z sądu. Miał na sobie tylko koszulkę i żadnych pieniędzy na autobus czy metro.

– To smutne – stwierdzam, wiedząc z doświadczenia, że dla niektórych bilet autobusowy jest luksusem.

– Więc ostatecznie podwiozłem go do domu.

Czuję, że serce mi rośnie, kiedy to słyszę.

– To miło z twojej strony.

– Tak, mam nadzieję, że w pewnym sensie dałem mu poczuć, że zależało mi na nim nie tylko w sądzie… nie dlatego, że ktoś zapłacił mi za pracę.

– Jestem tego pewna, niektórzy ludzie nigdy nie doświadczyli zwykłej uprzejmości.

Przytakuje.

– I jak ktokolwiek może uwolnić się od przestępczego życia, kiedy nie ma nic, również żadnej nadziei? Ma dziewiętnaście lat, a już czuje, że jest bez przyszłości.

Przytakuję, wiem dokładnie, co ma na myśli.

– Kurczę, brzmisz jak ja. Ostatnio zrobiłam wpis na blogu o pracy socjalnej, w którym napisałam dokładnie to samo.

– Naprawdę? Chciałbym go kiedyś przeczytać.

Lekko się rumienię, uwielbiam to, jak bardzo jest zainteresowany.

– Podrzuciłem go do mieszkania – ciągnie. – Farba odchodziła ze ścian, wszędzie było czuć zapach moczu… Dałem mu trzydzieści funtów, tylko tyle miałem przy sobie, ale wiesz, mógłbym przysiąc, że zobaczyłem łzy w jego oczach. Czasem zastanawiam się, dlaczego nie zostałem bogatym korporacyjnym prawnikiem, ale teraz rozumiem, że właśnie dlatego, dla takich dzieciaków, które nie mają żadnej wiary i nikogo, kto by o nie walczył.

Patrzy na mnie, a ja czuję ukłucie. Ten facet jest naprawdę wspaniały.

Wzrusza ramionami i bierze głęboki oddech.

– Dzisiaj też weźmiemy deser? – Podnosi menu, jakby chciał umniejszyć swój heroiczny czyn.

Jest również skromny.

Nie dam rady więcej zjeść, żołądek mam związany w supeł, zawsze zmniejsza mi się apetyt, kiedy zaczynam coś do kogoś czuć. Ze mną to wszystko albo nic. Albo jestem gruba i samotna, albo chuda i zakochana.

– Jestem zbyt pełna – odpowiadam.

Wyciąga rękę nad stołem. Opuszkami palców dotyka moich. To takie erotyczne. Patrzy mi w oczy.

– Wiem, że to dopiero druga randka, ale to wydaje się takie… dobre. – Wskazuje na mnie i na siebie, a ja przytakuję ochoczo.

– Tak, jest dobrze. – Tylko tyle mogę z siebie wydusić. Chcę mu powiedzieć o wiele więcej, chcę powiedzieć, że nie czułam się tak od lat, że mój były ledwo mnie zauważał, że nie podejrzewałam, żebym miała się jeszcze zakochać i wszystko dzieje się tak szybko, ale teraz myślę, że właśnie tak się stało. Oczywiście nie mówię nic takiego, muszę rozegrać to ostrożnie i nie wystraszyć go.

Ale kiedy nieco później całuje mnie przed drzwiami i sugeruje, że powinniśmy spotkać się jutro, bez tchu odpowiadam:

– Nie mogę się doczekać.

Wbiegam po schodach do bloku, a on mnie obserwuje – to takie słodkie, że zanim pójdzie, sprawdza, czy bezpiecznie dotrę do domu. Wchodzę do środka i ruszam w stronę mojego mieszkania, ale słyszę coś na zewnątrz. Nagłe łomotanie przeraża mnie prawie na śmierć. Wiem, że nie powinnam otwierać, ale może to Alex wrócił, żeby wziąć mnie w ramiona, a nawet jeśli to nie on, to hałas obudzi sąsiadów.

Podchodzę do drzwi, uchylam je ostrożnie i, ku mojej wielkiej uldze, to on. Prawie oczekuję, że mnie pocałuje, ale nie robi tego.

– Przepraszam, Hannah, ale nie mam twojego numeru! – Bez tchu opiera się o framugę, ukrywając się przed ulewą. Śmieję się i daję mu swój numer. Alex z powrotem wybiega w deszczową noc, ale zatrzymuje się na krótko, żeby mi pomachać. Stoję w progu i patrzę, jak kluczy między kałużami. Co jakiś czas jego sylwetkę oświetla lampa uliczna albo przejeżdżający samochód.

Kiedy wreszcie znika mi z oczu, wbiegam na górę po dwa stopie naraz, w ogóle tego nie czując. Zakochanie sprawia, że nawet ćwiczenia stają się znośne – mogłabym dzisiaj przebiec dwadzieścia pięter, gdybym musiała! Kiedy jestem już w środku, nastawiam czajnik, robię sobie herbatę rumiankową i odtwarzam w głowie wszystkie wydarzenia tego wieczoru. To jakbym oglądała raz za razem ulubiony stary film. Przypominam sobie każdy niuans, każde słowo, sposób w jaki się uśmiecha, błysk w jego spojrzeniu sprawiający, że nagle cała twarz mu się rozświetla.

Potrząsam głową. Jest jeszcze wcześnie, muszę przestać ciągle o nim myśleć, Jas mnie ostrzegała. O cholera. Cholera. Cholera. Obiecałam, że jutro wieczorem pójdę z nią do kina, a właśnie umówiłam się z Alexem. O Boże, nigdy nie chciałam być taką kobietą, która porzuca przyjaciółkę w chwili, gdy pojawia się mężczyzna. Ale, z drugiej strony, nie zamierzam odwoływać randki. Nie chcę, żeby on pomyślał, że go nie lubię lub zmieniłam zdanie – albo nie można na mnie polegać. Co ja, do diabła, zrobię?

 

 

Ciąg dalszy w wersji pełnej

 

Tytuł oryginału: First Date

 

Copyright © Sue Watson, 2020

 

First Published in Great Britain in 2020 by Storyfire Ltd trading as Bookouture

 

Copyright for the Polish edition © 2021 by Wydawnictwo FILIA

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiekformie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to takżefotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwemnośników elektronicznych.

 

Wydanie I, Poznań 2021

 

Projekt okładki: Lisa Horton Design

Zdjęcia na okładce: © Steve Heap/Shutterstock © NYgraphic/Shutterstock

 

Redakcja, korekta, skład i łamanie: Editio

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

„DARKHART”

Dariusz Nowacki

[email protected]

 

 

eISBN: 978-83-8195-517-1

 

 

Wydawnictwo FILIA

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

 

Seria: FILIA Mroczna Strona

 

mrocznastrona.pl