Forever and Never - Ella Fields - ebook + audiobook

Forever and Never ebook i audiobook

Fields Ella

4,4

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

12 osób interesuje się tą książką

Opis

Idealna powieść dla fanów książek Penelope Douglas, szczególnie Punk 57!

Daphne zawsze sądziła, że Lars Bradby to ten jedyny. Owszem, byli jeszcze nastolatkami, ale ona już wtedy to wiedziała. Przynajmniej do momentu, kiedy jej świat legł w gruzach. Dowiedziała się, że Lars w wieku osiemnastu lat zostanie ojcem.

Teraz Daphne ma złamane na milion kawałków serce. Lars nigdy nie będzie należał do niej. Chłopak ma na głowie mnóstwo obowiązków i musi wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Jedyne, co może zrobić Daphne, to obserwować go z inną dziewczyną u boku. 

Ale jeszcze trzeba to wytłumaczyć swojemu spragnionemu miłości sercu, które nie chce słuchać próśb, aby przestało kochać.

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 390

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 27 min

Lektor: Monika Chrzanowska, Adrian Rozenek

Oceny
4,4 (115 ocen)
72
25
12
6
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
AgaWiktoria

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo fajna, szybko się czyta. Była jedna rzecz która mi się nie podobała ale to moje subiektywne odczucie w odniesieniu do bohaterki… poza tym, czy bohaterowie musza być idealni?
AlicjaAmi

Nie oderwiesz się od lektury

Uwielbiam takie historie.Bohaterów którzy mają złożone charaktery,skomplikowaną relację i miłość, która przysparza im równie dużo szczęścia co bólu.Książka przepełniona emocjami,przemyślana,spójna i świetnie napisana.Motyw ciąży nie należy do moich ulubionych, a tutaj był elementem wiodącym.Był przyczyną wszystkiego co pozytywne i negatywne przydarzyło się bohaterom..Na szczęście ten wątek nie przysłonił całej reszty,zwłaszcza tego najważniejszego, czyli prawdziwej,głębokiej miłości.Nawet jeśli ta książka ma jakieś minusy,ja ich nie dostrzegłam i polecam każdemu,kto lubi takie emocjonalne romanse.
20
Ale_andraaa01

Dobrze spędzony czas

Przyjemna lektura, polecam!
10
MamaSroczka

Nie oderwiesz się od lektury

wreszcie coś choć ciut innego. szybko się czyta, emocje na każdej stronie.
10
Martka2o

Nie oderwiesz się od lektury

🔥
10

Popularność




Tytuł oryginału

Forever and Never

Copyright © 2019 by Ella Fields

All rights reserved

Copyright © for Polish edition

Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne

Oświęcim 2023

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Joanna Błakita

Korekta:

Alicja Szalska-Radomska

Joanna Boguszewska

Edyta Giersz

Redakcja techniczna:

Paulina Romanek

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8362-177-7

Rozdział 1

Daphne

Jego oczy były jak okno wychodzące na niezbadane wody. Tak nieprzewidywalne, że równie dobrze mogłyby pozwolić spokojnie dopłynąć do brzegu, jak i pochłonąć w swoje odmęty na zawsze.

Ze wszystkich powodów, dla których trzymałam się z dala od Larsa Bradby’ego, to właśnie ta burza wzbierająca w jego oczach była najsilniejszym. I choć nęciła moje serce, zachęcając do bliższego poznania, ostatecznie posłałaby mnie na dno.

Widząc go stojącego w drugim końcu pokoju, z wygiętym w uśmieszku prawym kącikiem ust, napomniałam się już po raz kolejny: patrz, podziwiaj, śnij na jawie – cholera, nawet fantazjuj – ale nigdy, pod żadnym pozorem, nie przekraczaj tej granicy.

Bo Lars Bradby był mistrzem przekraczania granic.

Każdy kąt i zakamarek usytuowanego nad przystanią domu Sydney Summer wypełniał tłum, migające światła oraz krzyki i śmiechy. Początkowo nadwyrężający zmysły zgiełk zamienił się już w jednostajny szum, gdy unosiłam drinka i wsuwałam słomkę do ust.

Lars patrzył bez wyrazu, a jego twarz przypominała niezrozumiałą mapę, na której odznaczały się bezdenne oczy, ostro zarysowane wzniesienia kości policzkowych i wydatnych warg.

Sącząc chłodny napój, obserwowałam, jak przeczesuje ciemne włosy dłonią. Kosmyki unosiły się wysoko i rozsypały się na boki, a kilka niesfornie opadło na czoło. Dopiero kiedy na jego twarzy ponownie zagościł mroczny uśmieszek, zorientowałam się, że przestałam pić, a moje usta zamarły na słomce. Z udawanym uśmiechem puściłam mu oczko, po czym odwróciwszy się, wtopiłam się w tłum wypełniający salon. Przydałoby się zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.

Przy tylnych drzwiach natknęłam się na pląsającą Kaylę. Uraczyła mnie wielkim, przytłaczającym uśmiechem.

– Hej, Daph.

Pomachałam jej, ale ostatecznie zignorowałam, przez co jej elficką twarz wykrzywił grymas oburzenia.

Na tej imprezie – choć właściwie to jak na każdej – były dwa typy dziewczyn. Jedne upijały się do odcięcia, by nazajutrz obudzić się z urwanym filmem, podczas gdy drugie tylko udawały, że piją, aby następnego dnia nie musieć się niczego wstydzić. W ten sposób zbierały haki na innych, a same pozostawały bezpieczne.

Kayla należała do tej drugiej kategorii.

A ja? Cóż, mnie nie tak łatwo było zaszufladkować. Piłam tylko tyle, żeby się odstresować. Rozgrzać i rozluźnić mięśnie. Dopiero co skończyłam osiemnaście lat. Większość ludzi powiedziałaby, że nie miałam czym się stresować. Ale oni nie byli córką żałosnego chirurga i bezdusznej modelki bielizny – wampirów wysysających ze mnie każdą radość.

Obszerne podwórko Summer przecinały wysokie żywopłoty, ale poza nieliczną grupką zebraną w rogu wokół stolika nie było tam prawie nikogo.

Jeśli chodzi o imprezy, to tę należało uznać za średnio udaną. Summer nie szalała z zaproszeniami. Nie tyle martwiła się, że bawiący się rozwalą chałupę jej rodziców, ile nie chciała zgrywać pani domu i nadskakiwać licznym gościom. Tak jakby zwykła biba wymagała od niej nie wiadomo czego i czyniła ją kimś wyjątkowym pośród hołoty z Magnolia Cove Prep1.

Otóż nie była wyjątkowa.

Żadne z nas nie było.

Na tyłach liczącego jakieś pół akra wychodzącego na przystań terenu stał, niczym porzucony, bujany fotel. Ruszyłam tam. Z każdym krokiem moje ramiona rozluźniały się coraz bardziej, ponieważ oddalałam się od wypełniających powietrze desperacji, pożądania i żenady.

Księżyc wisiał nisko, pobłyskując srebrzyście na czarnej jak węgiel wodzie. Po drugiej stronie przystani wznosiły się trzy porośnięte drzewami wzgórza, a obok – to, co często określano mianem przeciętnej strony miasta.

Bogacze uwielbiali przypinać innym łatki.

Skubiąc etykietkę butelki wódki o smaku waty cukrowej, poczułam jego obecność. Trawa szeleściła pod jego butami. Szedł pewnie, nie skradał się, jak gdyby chciał dać mi czas na ucieczkę, zanim będzie za późno.

Ale mi siedziało się zbyt wygodnie.

Fotel zatrzeszczał i zatrzymał się, kiedy on dosiadł się do mnie.

– Nie przypominam sobie, bym pozwoliła ci usiąść.

– Oboje wiemy, że nie potrzebuję pozwolenia, cukiereczku.

Obróciwszy głowę, ujrzałam jego zacieniony profil i ten irytujący uśmieszek.

– „Cukiereczku”?

Wskazał na butelkę.

– Lubisz słodkości. A mimo to daleko ci do bycia słodką. Serio. – Światło księżyca odbiło się w jego oczach. – Lubię takie przeciwieństwa.

Basy dobiegające z domu przypominały pomruki nadchodzącej z oddali burzy. Z tym że ta już nadeszła.

Burza, której tak długo starałam się unikać, dopadła mnie i zatrzymała tuż obok.

– Jasne, poudawajmy, że znasz mnie na tyle dobrze, by mówić, jaka jestem. – Wzięłam spory haust, czując na sobie jego spojrzenie, podczas gdy sama skierowałam oczy na wodę.

– Trudno, żebym cię znał, skoro cały czas mnie unikasz. – Oparł nogę na kolanie drugiej i zapalił papierosa. – Boisz się mnie, cukiereczku?

– Nie nazywaj mnie tak.

– A jaki smak ma twój drink?

Zmarszczyłam brwi, a potem parsknęłam śmiechem.

– Co za różnica?

Wyrwał mi butelkę z ręki i pociągnął z niej spory łyk, co obserwowałam z jednoczesną bezradnością i fascynacją. Następnie zacisnął wargi i kciukiem wyrównał naderwaną etykietkę.

– Wata cukrowa.

– Oddawaj. – Wyciągnęłam rękę.

– Najpierw odpowiedz na pytanie.

Zapadłam się w miękkim fotelu.

– Dobra, to weź ją sobie.

On jednak podał mi butelkę. Bez patrzenia wyjęłam ją z jego owłosionej dłoni, uważając, aby go nie dotknąć. Szkło było jeszcze ciepłe w miejscu, w którym stykało się z jego skórą. Wsunąwszy ją między uda, odepchnęłam się nogami od ziemi, wprawiając fotel w ruch.

To jednak nie był papieros. Wyraźnie rozpoznałam zapach trawki, którym zaciągnęłam się z zamkniętymi oczami.

– Nie boję się ciebie. Po prostu nie chcę iść z tobą do łóżka.

Lars odkaszlnął.

– Kto mówił o seksie?

– Ależ z ciebie prostak – skwitowałam z niezadowoleniem i wymownym spojrzeniem. Chwilę później zabrałam mu skręta. Patrzył, jak przykładam go do ust. Wzięłam głęboki wdech, zwalczając odruch kaszlu, by wreszcie wypuścić dym z płuc. – A niby dlaczego Lars Bradby mierzy mnie wzrokiem jak jakieś egzotyczne burrito? – Uniosłam brew i zaciągnęłam się ponownie.

– Egzotyczne burrito? – zaśmiał się. – Wysoko się cenisz. – Zabrał mi lolka.

Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się, czując, jak mój umysł powoli spowija mgła.

– Jesteś mokrym snem każdej ładnej dziewczyny. Nie udawaj, że tego nie wiesz albo że ci się to nie podoba.

– Każdej? – Miał tupet zabrzmieć jak urażony.

– Wszyscy wiedzą, że nie wybrzydzasz.

Lars wziął jeszcze bucha, by ostatecznie zgasić skręta, przydeptując go.

– O tobie za to mówią, że nie owijasz w bawełnę.

– No, plotki to coś wspaniałego.

– To akurat nie plotka – odparł. Zerknęłam na niego, jak niespiesznie przygląda się moim włosom, twarzy, a potem piersiom. – Tylko własna obserwacja.

Musiałam się pilnować, by nie przeszedł mnie dreszcz pod wypływem jego mrocznego spojrzenia.

– Czyżbyś mnie stalkował?

– Od pierwszej klasy. – Po czym dodał tak cicho, że ledwie usłyszałam: – Wygląda na to, że nie zauważyłaś.

Bynajmniej, jak najbardziej zauważyłam. Nie wiedziałam tylko, że trwało to tak długo. Zaśmiałam się, a dźwięk poniósł się echem w mrok.

– Bardzo śmieszne. – Kiedy nie odpowiedział, a tylko się uśmiechnął, natychmiast spoważniałam. – Zaraz, ty mówisz serio. – To nie mogła być prawda.

– Całkowicie.

Mrugając, dopiłam butelkę i odstawiwszy ją na trawie, odwróciłam się do niego przodem, kładąc kolano na siedzeniu.

– Nie jestem wcale taka interesująca.

– Yhm. – Machnięciem ręki odgonił komara. – We własnych oczach zawsze wydajemy się mało interesujący.

Powiedział to w tak fascynujący sposób, że nie pozostało mi nic innego, jak tylko się z nim zgodzić:

– Racja.

Popatrzył na swoją puszkę z piwem.

– W drugiej klasie zebrałem się wreszcie na odwagę, by zaprosić cię na zjazd absolwentów2, a ty powiedziałaś mi…

Dopiero teraz sobie przypomniałam.

– Żebyś spadał.

– I że nie zadajesz się z przeciętniakami.

Tego akurat nie pamiętałam, ale to nie znaczy, że tak nie było.

– I co, chcesz przeprosin? Dlatego tak się na mnie gapiłeś? – westchnęłam, machając ręką. – Jak dla mnie trochę to odpychające z twojej strony, ale niech ci będzie: połechtam twoje ego, skoro…

Kliknął, otwierając puszkę.

– Cukiereczku – zmarszczyłam brwi, a on posłał mi uśmiech, obnażając zęby – obserwowałem cię od lat. Zauważyłaś to dopiero teraz, bo dopiero teraz z jakiegoś powodu postanowiłaś zwrócić na mnie uwagę.

To dopiero powinno być odpychające. Powinno.

– To jak… – uniósł puszkę i wziął łyk, wprawiając krtań w ruch – chcesz zobaczyć, jak to jest z przeciętniakiem?

Nadal jeszcze przetwarzałam to, co powiedział, i starałam się przypomnieć sobie wszystkie chwile, kiedy przyłapałam go na gapieniu się albo kiedy próbował do mnie zagadywać lub rzucać jakimiś głupimi tekstami.

– Nie. – Pokręciłam głową, po czym wbiłam wzrok z powrotem w wodę. – Ale nie dlatego, że jesteś przeciętniakiem.

– A dlaczego? Bo jestem, jak to nazwałaś, mokrym snem innych?

Zaśmiałam się, zasłaniając usta wierzchem dłoni.

– Też nie.

– Dla ciebie się zmienię. Powiedz tylko słowo.

Z jakiegoś powodu chciałam mu wierzyć. Przysunęłam się odrobinę, aby lepiej mu się przyjrzeć, jego gęstym, krzaczastym brwiom i wyrazistym policzkom. Pachniał trawką i jakimś płynem do zmiękczania tkanin. Pod tym względem całkowicie się różnił od reszty bawiących się w domu Summer chłopaków, którzy pryskali się nadmierną ilością wody kolońskiej.

Lars dostał się do Magnolia Cove Prep dzięki stypendium, co umacniało jego wizerunek niegrzecznego chłopca. I tym sposobem stał się atrakcyjnym kąskiem dla dziewczyn.

Jednak mi nie robiło to żadnej różnicy.

Nie mogłam go mieć. Nie mogłam mieć nikogo – chyba że w małych dawkach. Jeśli bowiem nauczyłam się czegokolwiek w swoim krótkim życiu, to tego, że ma ono w zwyczaju zwracać przeciwko mnie wszystkich, których kocham. Dlatego też przyjaciół należy wybierać mądrze, wrogów – cierpliwie, a na pierwszym miejscu zawsze powinno się stawiać siebie. Zawsze. Jeżeli bowiem zaczęłoby mi na kimś bardziej zależeć, to nie mogłabym już być dla siebie najważniejsza. Nie oznacza to oczywiście, że nie miewałam chwil słabości. Jednakże na pewno nie zamierzałam ulegać swoim słabostkom tej nocy. Chciałam tylko trochę z nimi poigrać. Jemu pozwolić pobawić się fantazjami z najdzikszych snów, a potem wrócić do domu i zająć się sobą, wiedząc, że on zrobi to samo.

Położyłam dłoń na jego policzku. Chłonęłam dotyk jego gładkiej, acz pokrytej lekkim zarostem, twarzy.

– Dla mnie się nie zmieniaj. Zapewniam cię, że nie jestem tego warta.

Przysunęłam się do niego i musnęłam ustami jego wargi. Chyba na to właśnie liczył, bo w okamgnieniu poszedł na całość. Przyciągnął mnie do siebie ramieniem, aż fotel gwałtownie się odchylił. Poczułam przez sukienkę jego twardniejącego kutasa, zaskoczona, aż pisnęłam. Zaśmiał się, a ja, zamknąwszy oczy, chłonęłam ten niski, wżerający się w zmysły dźwięk. Wargami gładkimi jak aksamit o posmaku piwa rozchylił mi usta. Nie wsunął w nie języka, ale za to dolną wargą pieścił je od wewnątrz.

Podczas gdy dolatująca od zatoki bryza owiewała moje uda, on wsuwał mi dłonie we włosy. Odwdzięczyłam mu się, głaszcząc najpierw jego twarz, a potem gęstą czuprynę. Serce waliło mi jak ogłupiałe i krew powoli gotowała się w żyłach. Musiałam mieć się na baczności – całowanie się z tym gościem mogło odmienić kobietę, jeśli nie zachowałaby ostrożności. Nasze języki spotkały się wreszcie w zmysłowym tańcu. Poznawały się, wykonując znane nam już ruchy, które mimo to wydawały się czymś zupełnie nowym. Zupełnie nie spodziewałam się takich doznań, od których zakręciło mi się w głowie. Miałam wrażenie, jakby błyskało mi przed oczami, choć powieki trzymałam zaciśnięte. Wyraźnie słyszałam przy tym dudniący w skroniach puls.

– Boże – odezwał się, całując moją twarz i owiewając ją gorącym oddechem. – Smakujesz jak jebany sen. Lepiej: jak sen przepełniony słodyczami.

Jeszcze nigdy nikt tak do mnie nie mówił. Postanowiłam zareagować jedynie wymuszonym śmiechem, który on natychmiast przejrzał. Znieruchomiał, po czym odsunął mnie od siebie i uśmiechnął się z błyskiem w oczach.

– Nie rób tego, nie udawaj przede mną, Daphne.

Powiedział to tak, jakby wierzył, że czeka nas jeszcze niejedno takie spotkanie. Postanowiłam wyprowadzić go z błędu. Uśmiechnięta, przygryzając dolną wargę, uniosłam palcem jego brodę, by wreszcie szepnąć tuż przy jego twarzy:

– W takim razie spraw, by było mi tak dobrze, aż zapomnę, że kiedykolwiek udawałam.

Oczy zaszły mu cieniem, a szczęka zesztywniała. Zignorowałam tę prymitywną reakcję, zamknęłam powieki i po raz ostatni pocałowałam go namiętnie w te doskonałe usta.

Gdy oderwałam się od niego i wstałam, próbował mnie jeszcze złapać, ale musiał zrezygnować, bo ja już znikałam w mroku nocy.

– Trzymam cię za słowo. – Dotknęłam warg, a on dodał jeszcze półgłosem: – Do następnego, cukiereczku.

Nie będzie następnego.

A może będzie. I to nie tylko jeden.

Czas pokaże.

Rozdział 2

Lars

Obudziłem się ze sterczącym na maksa penisem. W domu panowała niemal niepokojąca cisza. Przekręciłem się na brzuch i zanurzyłem twarz w poduszce. Czy to był sen? Nie. O tym świadczyło mrowienie w kutasie, który rozpalał się na samo wspomnienie jej ust. Gładkich i słodkich niczym grzech zawinięty w nastoletni sen.

Doskonale pamiętałem ten pierwszy raz, kiedy ujrzałem Daphne Morris. Pierwsza klasa, drugi semestr. Przeniosłem się właśnie ze szkoły publicznej. Odebrałem plan zajęć z gabinetu dyrektora, który – tak się złożyło – był nowym chłopakiem mojej mamy, i poszedłem na zajęcia. Zobaczyłem ją przy sali muzycznej na drugim piętrze, gdzie waliło stęchlizną. Przeglądała akurat zęby w składanym lusterku do makijażu. Nosiła wtedy aparat, więc sprawdzała, czy nie utkwiły w nim resztki jedzenia. Chętnie bym jej w tym pomógł, ale nigdy nie pozwoliła mi się do siebie zbliżyć.

Nie wiem, czy wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia. Na pewno jednak wierzyłem w coś od pierwszego wejrzenia. Coś, co zakrada się po cichu i nagle zwala cię z nóg. Sprawia, że otwierasz na nowo oczy i postrzegasz świat zupełnie inaczej niż dotychczas. To właśnie przez to na jej widok serce zaczęło mi szybciej bić.

Żeby nie było: żaden ze mnie naiwny romantyk – po prostu tak było, i tyle.

Zawsze gdy opędzała się ode mnie jak od muchy, czułem się fatalnie. Niczym balon, z którego uchodziło powietrze. Za każdym razem, gdy ignorowała moje starania, by jakoś się do niej zbliżyć, wmawiałem sobie, że to tylko zauroczenie. Oczywiście było to coś więcej. Zauroczenia przychodzą i odchodzą, tymczasem to uczucie wrastało we mnie tylko mocniej. Stopniowo, coraz bardziej rozpościerało skrzydła do lotu. Przyprawiało o zadyszkę. Aż tamtej nocy wreszcie zobaczyłem w jej oczach coś innego niż obojętność lub drwinę. Może pożądanie. Albo ciekawość. Było mi obojętne co, ponieważ i jedno, i drugie dawało jakąś nadzieję. Natomiast obojętność wyłącznie ją odbierała. Nie obchodziło mnie już, że kiedy zobaczyła mnie po raz pierwszy tam przy sali muzycznej, skrzywiła się i powiedziała: „Fu, spadaj”, zanim w ogóle zdążyłem się przywitać. Jej obojętność przestała mieć jakiekolwiek znaczenie w momencie, gdy wreszcie mnie dostrzegła. Dotknęła. Usiadła na mnie i pocałowała.

Warcząc donośnie – oby tylko mama nie usłyszała – zsunąłem bokserki i chwyciłem kutasa, po czym zacząłem pracować biodrami, napierając na materac. Zanim doszedłem, wsparłem się na kolanach i czole, wyobrażając sobie, że Daphne jest tutaj ze mną. Jej czarne włosy rozsypane na pościeli, iskry w zielonych oczach płonących pragnieniem.

– Jezu, kurwa.

Po wszystkim wygramoliłem się z łóżka. Pijany doznaniem i zdyszany nieco bardziej niż po normalnym masturbowaniu się czystą dłonią otworzyłem drzwi.

Cisza.

Pognałem korytarzem ku łazience i wskoczyłem pod prysznic. Po odkręceniu wody aż się wzdrygnąłem, ponieważ, zanim zrobiła się ciepła, oblała mnie zimnym strumieniem. Zmyłem spermę z dłoni, dla równowagi przytrzymując się drugą, powoli odzyskiwałem rozum. Choć do osiemnastki, którą skończyłem dwa tygodnie temu, zdążyłem już przelecieć całą masę dziewczyn, nigdy nie czułem się tak oszołomiony myślą o którejkolwiek z nich. Jeśli więc tak zadziałał na mnie sam pocałunek z nią, to kiedy dopuści mnie do swojej cipki, zejdę chyba na zawał.

No, może przesadziłem.

Ale jednego byłem pewien: to nie kwestia czy, lecz kiedy.

Bo całowała się ze mną tak, jakby – z początku nie spodziewając się niczego szczególnego – nagle doznała olśnienia. I chociaż potem z jakiegoś powodu postanowiła udawać, że mnie nie pragnie, dobrze wiedziałem, że to ściema. Kogo ona chciała oszukać?

Z zamyślenia wyrwało mnie walenie do drzwi. Aż się wyprostowałem.

– Wcześnie wstałeś. Zjesz owsiankę?

Otarłem twarz z wody.

– Jasne, mamo.

Po kąpieli osuszyłem ciało i wróciłem do swojego pokoju. Założyłem dresy, po czym, kierując się zapachem tytoniu, poszedłem do kuchni. Mama stała pochylona nad rondelkiem. Mieszała zawartość, jednocześnie zaciągała się papierosem. Zabiłbym za bucha w tym momencie, ale – chociaż wiedziała, że popalam – nie lubiłem podbierać jej fajek. Miałem swoje. Tylko gdzieś je posiałem.

– Wychodziłeś wieczorem?

– Tak, była impreza nad przystanią – odpowiedziałem, ziewając. Odblokowałem telefon i natychmiast wyskoczyło mi siedem powiadomień o nieodczytanych wiadomościach. Głównie od lasek. I jedna od Dasha z pytaniem, gdzie jestem. Napisał w trakcie imprezy, więc już nieaktualne. Zignorowałem pozostałe i wygasiłem ekran.

– Nie miałam czasu skoczyć do sklepu – powiedziała, stawiając przede mną miseczkę z parującą owsianką.

Zwykle oznaczało to, że skończył się jej hajs.

– Dziękuję. Nie martw się. Zrobię zakupy po pracy.

Mama wolała, bym skupił się na nauce i poszedł na dobre studia, dlatego z niechęcią zareagowała na fakt, że znalazłem pracę. Zacząłem z początkiem roku szkolnego. Trzy dni w tygodniu u miejscowego mechanika. O niczym jej nie powiedziałem. Tydzień temu niestety odkryła mój sekret. Pokłóciliśmy się i nadal dało się wyczuć napięcie między nami. Rozumiałem jej punkt widzenia, ale uznałem, że praca po parę godzin przed lekcjami lub po nich, plus jeden dzień weekendu, w niczym mi nie zaszkodzi. Poza tym miałem swoje potrzeby: wódka, papierosy i inne niezbyt mądre bzdury. Nie mogłem przecież wiecznie żerować na ziomkach, a ona rzadko kiedy miała dość pieniędzy, by kupić coś ponad to, co absolutnie najpotrzebniejsze.

Zorientowała się, kiedy zobaczyła, że zapłaciliśmy na czas rachunek za wodę. Nie spodziewałem się tylko, że moja pomoc okaże się aż takim problemem. Chciała dać mi szlaban, ale wyśmiałem ją i się zmyłem. Za bardzo ją szanowałem, by wykłócać się o coś tak głupiego. Poza tym w takich sytuacjach zwykle brakowało mi cierpliwości. Chciałem jedynie pomóc. Wolałem więc oddalić się, zanim powiedziałbym coś, czego potem bym żałował. Szczególnie że nie mogła liczyć na swojego zjebanego fagasa, który zjawiał się tylko po to, by ją przelecieć, aż ściany się trzęsły, a potem równie szybko zniknąć. A że był dyrektorem Magnolia Prep, z której dostawałem stypendium, nie miałem w tej kwestii nic do gadania.

– Lars – odezwała się, pocierając twarz dłonią. Miała podkrążone oczy, blond włosy o miodowym odcieniu spięła w niski kok. Pracowała na nocną zmianę w miejscowym domu opieki. – Rzuć tę pracę i skup się na sobie.

– Bez komentarza – odparłem, napychając buzię owsianką. Smakowała jak ziemia, ale byłem zbyt głodny, by się tym przejmować.

Wypuściła z ust kłąb dymu, zgniotła peta w popielniczce i usiadła do stołu z kubkiem kawy.

– Nie kłóćmy się już o to. Jest jak jest. – Wykrzywiła usta, uwydatniając zmarszczki wokół nich. Ja natomiast odłożyłem łyżkę. – Jeśli zauważę, że nie daję rady, rzucę robotę, dobrze? Obiecuję.

Posłała mi spojrzenie znad kubka i kiwnęła głową.

– Niech ci będzie. I tak nie mam już siły się z tobą szarpać.

Chociaż mama była nieustannie zmęczona, nadal emanowała pięknem. Zaciążyła ze starym zaraz po liceum. Co prawda poszła na studia, ale namówił ją, żeby z nich zrezygnowała, by zająć się mną. On tymczasem zrobił dyplom i zmył się, gdy miałem trzy latka. Musieliśmy zamieszkać z jej ojcem, który łajał ją za każdą, nawet najdrobniejszą rzecz. Spędziliśmy tam trzy lata, zanim wreszcie stać ją było na to, żeby się wyprowadzić. Nienawidziłem ojca, ale jeszcze bardziej dziadka. Na szczęście teraz gryzł już ziemię, więc chociaż tyle dobrego. Z rodzicami ojca nigdy nie mieliśmy kontaktu. Nie zdziwiłbym się, gdyby nawet nie wiedzieli o moim istnieniu. Z tego, co obiło mi się o uszy, to zanim zacząłem liceum, mój biologiczny stwórca poznał nową kobietę, z którą tym razem zrobił bliźniaczki. Nie znałem ich imion. Nie wiedziałem też, czy się pobrali. Miałem to w dupie. Gdyby jednak okazało się, że tamta kobieta i jej bachory były z jakiegoś powodu bardziej godne jego uwagi niż my, to nie wiem, czy byłbym w stanie nad sobą zapanować. Mama na wieść o tym dosłownie postarzała się w oczach. Jedyny plus był taki, że znowu zaczęła umawiać się na randki. Szkoda tylko, że związała się z kolejnym zjebem.

Skończyłem jeść i umyłem miskę w zlewie.

– Prześpij się. Ja rozwieszę pranie, zanim pójdę do garażu.

– Później ma padać.

– W takim razie rozwieszę w domu.

Po opłukaniu odstawiłem miskę na suszarce. Następnie do umycia wziąłem rondelek i natychmiast się nachmurzyłem, bo zorientowałem się, że posiłek zrobiła tylko dla mnie. Rzuciłem naczynie do zlewu, po czym zacząłem je szorować.

– Kocham cię, synku – powiedziała i sekundę później zamknęła drzwi swojej sypialni.

Pochylony nad zlewem i z rękami opartymi o blat szafki patrzyłem, jak woda znika w odpływie. Choć wyszła już z kuchni, odpowiedziałem:

– Ja też cię kocham.

1Preparatory school (ang.) – szkoła ukierunkowana na przygotowanie do rozpoczęcia studiów (przyp. tłum.)

2 Coroczne wydarzenie odbywające się w USA, kiedy osoby, które się z danych miejscowości wyprowadziły, a także absolwenci miejscowych szkół i członkowie lokalnej społeczności, spotykają się ponownie np. podczas wydarzeń sportowych lub imprez (przyp. tłum.).