Efekt Ellie - Angelika Kołodziej - ebook
NOWOŚĆ

Efekt Ellie ebook

Angelika Kołodziej

5,0

39 osób interesuje się tą książką

Opis

Osiemnastoletni Elio Roux po wielu latach walki postanawia zakończyć swoje życie. Nie spodziewa się jednak, że nie będzie wtedy sam. Gdy nocą wybiera się nad rzekę, spotyka tam szesnastoletnią Ellie Vale. Okazuje się, że nastolatka przyszła na most dokładnie w tym samym celu.

 

Dziewczyna namawia go, żeby spędził z nią tę jedną noc. I kiedy tak we dwoje spacerują po mieście, robią wszystko to, na co nie zdobyli się wcześniej i opowiadają sobie nawzajem, co skłoniło ich do podjęcia ostatecznej decyzji.

 

Nastolatkowie odkrywają, że wiele ich łączy. Wkrótce ich wspólny czas jednak dobiegnie końca, a na niebie pojawiają się pierwsze oznaki nadchodzącego poranka.

 

Czy Elio zmieni zdanie i zechce się dowiedzieć, co skrywa przed nim ten zupełnie nowy dzień? Czy Ellie zostanie wtedy przy nim?

 

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia. 

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 284

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © for the text by Angelika Kołodziej

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Alicja Chybińska

Korekta: Katarzyna Dziedzicka, Monika Baran, Emilia Ziarnik

Skład i łamanie: Paulina Romanek

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

ISBN 978-83-8418-748-7 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Ostrzeżenie

Efekt Ellie to książka opowiadająca o dwójce nastolatków w kryzysie psychicznym. Poniżej znajduje się dokładna lista poruszanych trudnych tematów. Jeśli stwierdzisz, że któryś z nich mógłby wywołać u Ciebie dyskomfort lub nawrót złych wspomnień, odłóż tę historię na później.

Trigger warnings:

• przemoc psychiczna i fizyczna w szkole;

• zaniedbywanie dziecka;

• myśli samobójcze;

• próba samobójcza;

• wzmianki dotyczące nadużywania substancji psychoaktywnych;

• wzmianki dotyczące samookaleczania;

• śmierć bliskiej osoby.

Proszę, pamiętaj, że główni bohaterowie mierzą się z wieloma problemami, a ich sposób patrzenia na rzeczywistość jest zaburzony. Nie traktuj ich słów jak wskazówek, a zachowań jako wzoru do naśladowania.

Od autorki

W Polsce w roku 2024 samobójstwo popełniło 127 dzieci i nastolatków do 18. roku życia, a 2054 osób w tej grupie wiekowej próbowało odebrać sobie życie1 (dane dotyczą zarejestrowanych przypadków).

Problemy młodych osób nie są wymysłem ani fanaberią, nie są czymś, co można bagatelizować. Proszę, nie bądźmy obojętni na krzywdę nas samych, naszych dzieci, kolegów i koleżanek. Reagujmy i wyciągajmy pomocną dłoń do tych, którzy nie potrafią o tę pomoc poprosić.

Numery telefonów wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym:

116 111 – bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, czynny 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę;

116 123 – bezpłatny telefon zaufania dla dorosłych, czynny 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę;

800 12 12 12 – bezpłatny telefon i czat zaufania dla dzieci i młodzieży Rzecznika Praw Dziecka – czynny całą dobę, 7 dni w tygodniu;

800 70 22 22 – centrum wsparcia dla osób w kryzysie emocjonalnym, czynne 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę.

Playlista

Daughter – Medicine

Radiohead – All I Need

Clams Casino, Imogen Heap – I’m God

Empire Of The Sun – We Are The People

Lykke Li – Possibility

The Kid LAROI – Nights Like This

Adrianne Lenker – Anything

The Neighbourhood – Stupid Boy

Labrinth – Formula

Salvia Palth – I Was All Over Her

Manchester Orchestra, Pheobe Bridgers – The Gold

Lord Huron – The Night We Met

Labrinth – Never Felt So Alone

Tove Lo – Habits

Frank Ocean – White Ferrari

Alex G – Race

TV Girl – Cigarettes Out The Window

Surf Curse – Freaks

Blood Orange – Champagne Coast

Pinegrove – Need 2

Anthony Gonzalez, Ana Ofelia Murguia – Remember Me (Reunion)

The Neighbourhood – The Beach

Mitski – Liquid Smooth

Flower Face – Spiracle

Beach House – Silver Soul

Slowdive – When the Sun Hits

Rozdział 1

Pożegnanie.

Elio

15.50

niecałe dwie godziny do zachodu słońca

Leżałem, uwięziony w pożerającej mnie od lat bezdennej pustce. Moja dusza wydawała się ciężka, ale ciało lekkie, niemal nic nieważące, jakby tak naprawdę wcale nie istniało lub nie należało do mnie. Materac był chyba miękki, tak jak świeżo wyprana pościel. Przez uchylone okno do sypialni wdzierało się mroźne wczesnomarcowe powietrze pachnące dymem z kominów i wilgotną glebą.

W moich myślach ryczało echo pogardliwych wyzwisk, choć próbowałem zagłuszyć je muzyką. Dźwięczący mi w uszach głos Thoma Yorke’a – wokalisty zespołu Radiohead – mieszał się z rzuconymi mi w twarz słowami.

Nienawidziłem, że znały dokładną drogę do mojej świadomości, że ta ich ścieżka prowadząca wprost do mojego umysłu zawsze pozostawała prosta i niezblokowana żadnymi przeszkodami. Nieważne, czym i jak usilnie próbowałbym je zastąpić, one zawsze wydawały się głośniejsze od czegokolwiek innego.

Podkręciłem regulator. Nadal nic.

Wciąż kąsały równie mocno, równie skutecznie. Szpiczastymi pazurami rozpychały ziejącą w moim wnętrzu dziurę i bynajmniej nie siliły się przy tym na łagodność. Nigdy tego nie robiły, nigdy nie miały litości.

Przewróciłem się na bok, wciskając policzek w poduszkę, i spojrzałem na prostokątny zegar na szafce nocnej.

Piętnasta pięćdziesiąt.

Za dziesięć minut usłyszę trzask drzwi wejściowych, a za jedenaście lub dwanaście skrzypienie schodów. Potem kroki zaczną się zbliżać, staną się wyraźniejsze, aż zobaczę twarz mamy. Wejdzie do sypialni i ze spojrzeniem naznaczonym troską zapyta, jak minął mi dzień i jak się czuję.

Ale tak naprawdę sprawdzi, czy nadal żyję, czy jeszcze się nie poddałem.

Przez około minutę będą mi ciążyć wyrzuty sumienia, bo – cholera – wcale nie zasłużyła, by każdego dnia nieść tak okropny bagaż strachu na barkach. Mimo to, gdy tylko wyjdzie i zostawi mnie samego w pokoju, znów pogrążę się w doskonale znanej pustce i wszystko przestanie mnie już obchodzić.

Choć może to nieprawda.

Może obchodzi mnie zawsze, ale czasem łatwiej jest udawać, że nie. Poczucie winy – jak zdążyłem się już nauczyć – często potrafiło pożerać mocniej od bólu.

Paradoksalnie z biegiem czasu pustka staje się bezpiecznym schronem. Nadal toksycznym, ale komfortowym. Oswaja się ją jak zwierzaka lub uzależnia jak od fajek.

Gdy zegar wybije szesnastą trzydzieści, mama zawoła mnie na obiad. Jeśli nie zejdę do kuchni w ciągu co najwyżej pięciu minut, znów wdrapie się na piętro i wparuje do mojego pokoju – tym razem z paniką w oczach.

Żyła w stanie ciągłej czujności. Spodziewała się najgorszego. Uznałbym jej zachowanie za przesadne, ale pozostając szczerym z samym sobą, musiałem przyznać, że jak najbardziej miała powody ku temu, by mi nie ufać.

Sam też sobie nie ufałem. Jak mógłbym, skoro nawet własne myśli tak naprawdę nie należały do mnie? Skoro zawsze kontrolowały je głosy innych?

Zejdę więc tak szybko, jak pozwoli mi na to zwiotczałe ciało. Zwlokę się po drewnianych schodach, krok po kroku, ciągle patrząc uważnie pod nogi. Potem usiądę z mamą przy okrągłym stole i zmuszę się do zjedzenia wszystkiego, co wyląduje na moim talerzu, by nie sprawić jej przykrości.

Jedną z niewielu rzeczy, które potrafiły jeszcze wywołać moją radość – lub zbliżone do niej uczucie – było zobaczenie w jej oczach tego krótkiego, szalenie wyjątkowego blasku szczęścia.

Zjemy posiłek, prowadząc swobodną rozmowę na temat ulubionych filmów i seriali, bo mieliśmy podobny gust. O siedemnastej mama zbierze talerze i garnki do zlewu, a ja wygonię ją z kuchni, by pozmywać, okazując ten okruch wdzięczności, choć zasługiwała na o wiele więcej z mojej strony. Zanim jednak wyjdzie i zajmie się własnymi sprawami, pocałuje mnie w skroń; jej ciepłe, muśnięte pomadką usta zostawią na mojej skórze przyjemnie czuły ślad, i powie, że mnie kocha. Otworzę usta, by odpowiedzieć tym samym, ale jak zawsze zaciśnie mi się gardło i ostatecznie zdobędę się jedynie na uśmiech.

Choć ją kochałem, wyrażanie tego przychodziło mi z trudem. Trudno mówić „kocham cię”, gdy zamierzało się kogoś skrzywdzić. Nie chciałem jej zranić, ale pewne rzeczy są poza naszą kontrolą, są nieuniknione.

Śmierć jest jedną z nich.

A ja umrę, i to całkiem – mam nadzieję – niedługo.

Godzinę później, o osiemnastej, do domu wróci tata. Proces się zapętli, choć z drobnymi różnicami. Przyjdzie do mojego pokoju, zapyta, jak się mam, ale na jego twarzy nie ujrzę zmartwienia, jedynie nadzieję, tę potworną nadzieję. Zejdzie na dół, a chwilę później usłyszę śmiech mamy, gdy zapewne ojciec zacznie zasypywać pocałunkami całą jej twarz.

Reszta to nicość. Czas się zawiesi, utknę w bezdennej próżni, aż o dwudziestej drugiej zabierze mnie sen. Nad ranem, gdy tylko zadzwoni budzik, wszystko zacznie się powtarzać.

Każdy dzień wygląda tak samo. To schemat. Potrafiłem wyrecytować go z pamięci z dokładnością co do minuty. Aż trudno uwierzyć, że w tak uporządkowanym życiu ciągle odnosiłem wrażenie, że tkwię w rozsadzającym czaszkę chaosie.

Obserwowałem tarczę zegara i wyobrażałem sobie, że odmierza czas do końca, do momentu, gdy osunę się w objęcia ostatecznej, upragnionej ulgi. Czas płynął wolniej, gdy tak bacznie mu się przyglądałem, jakby pod okiem człowieka wychodził z roli marnej koncepcji. Nagle stawał się realny i ostrożny.

Sekunda. Uderzenie serca.

Sekunda. Uderzenie serca.

Wskazówki się przesuwały, czemu towarzyszył charakterystyczny miarowy dźwięk.

Sekunda. Wskazówka się przesuwa, a serce wybija kolejne uderzenie.

Nastała szesnasta. Rozbrzmiał szczęk drzwi i następujące po nim kroki. Wydawały się wyraźniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Moje zmysły się wyostrzyły, próbowały uchwycić i zapamiętać jak najwięcej, nim stracę to na zawsze.

– Cześć, kochanie. Jak ci minął dzień?

Wyjąłem słuchawki z uszu i skierowałem całą uwagę na spoglądającą na mnie zza futryny mamę. Uśmiechała się jak zawsze łagodnie, ale na miękkich liniach jej jasnej twarzy odnalazłem cienie zmęczenia.

Minął koszmarnie, jak każdy inny. Bo każdy dzień to podróż po najniższych kręgach piekła. Każdy dzień naginał moją duszę w sposób, który nie pozwalał mi oddychać. Cierpię, mamo, i nie mogę się doczekać chwili, gdy ból minie.

– Dobrze. – Zmusiłem się do odwzajemnienia uśmiechu, bo nawet jeśli wypadał nieszczerze, wiedziałem, że chwilowo uśpi jej czujność.

Doskonale mi znane poczucie winy owinęło macki wokół mojego żołądka, niemal wciskając go w kręgosłup. Mdliło mnie, a płuca kurczyły się z braku tlenu, ale uśmiech nie schodził mi z ust, nie zmalał nawet o głupi milimetr.

– Tak? Dobrze się czujesz? – drążyła, delikatnie marszcząc brwi.

Nie ufała moim słowom, ale bardzo chciała w nie wierzyć. Doskonale widziałem toczącą się w niej walkę. Karmiłem ją tymi kłamstwami każdego dnia, a ona, tak głodna choć chwilowej ulgi i odarta z sił, wcale nie protestowała. Każde z nas stosowało jakiś system wyparcia, bo pogodzenie się z gorzką rzeczywistością mogło rzucić nas na kolana.

– Tak. Czuję się dobrze. – Kolejne kłamstwo spłynęło z moich ust z zawstydzającą łatwością. – Zaraz zejdę na obiad.

Zawahała się. Może uruchomił się w niej instynkt macierzyński, może wyczuła, że tym razem nieprawda opuszczająca moje gardło ma inny, intensywniejszy wydźwięk. Cofnęła się, ale zanim zamknęła drzwi i zeszła po schodach, obrzuciła mnie jeszcze jednym uważnym spojrzeniem. Uśmiech spłynął z jej warg, jakby nigdy go tam tak naprawdę nie było.

– Kocham cię – wyszeptała zbolałym tonem, a potem zniknęła mi sprzed oczu.

Przymknąłem powieki. Wyrzuty sumienia jeszcze nigdy nie stały się tak silne i pochłaniające jak dziś. Ból eksplodował pod skórą, jakby w jednej chwili od wewnątrz zaczęło mnie żądlić całe stado wściekłych os. Każdy oddech napełniał płuca falą miażdżącego kłucia.

Tak bardzo mi przykro.

Tak bardzo mi przykro, mamo.

Może w innym świecie udałoby jej się urodzić drugie dziecko. Zawsze chciała, bym miał rodzeństwo, tymczasem pozostawała zdana jedynie na mnie. Każdego dnia musiała patrzeć w moje martwe oczy i wmawiać sobie, że jeszcze kiedyś pojawi się w nich iskierka życia, jakiś okruch szczęścia, chęć walki, zaciekłość i pasja. Codziennie wychodziła z domu z obawą, że gdy kilka godzin później wróci, napotka jedynie ciszę i bezwładne ciało własnego syna. Może to wszystko wydawałoby się o wiele mniej okrutne, gdyby moja siostrzyczka zyskała szansę, by pojawić się na tym świecie. Może ona okazałaby się normalna. Może udałoby się jej wypełnić pustkę spowodowaną moim odejściem.

Przybity tysiącem okropnych myśli, z trudem zwlokłem się z łóżka. Wyłączyłem telefon i schowałem go do szafki nocnej wraz ze słuchawkami. Rozejrzałem się po pokoju ze świadomością, że robię to po raz ostatni.

Przyjrzałem się pustym granatowym ścianom. Kiedyś przyklejałem do nich plakaty ulubionych zespołów, ale potem je zdarłem i teraz w kilku miejscach farba odchodziła płatami od tynku. Czarne półki pozostawały idealnie czyste, pozbawione wszystkiego, co zdradziłoby jakikolwiek szczegół o właścicielu sypialni.

Od dawna trzymałem swoje rzeczy zamknięte w szafkach, jakbym chciał sprawić, że świat zapomni o mnie na dobre, zanim go opuszczę. Nie chciałem, by w pierwszej kolejności po przekroczeniu progu pokoju mama lub tata widzieli wszystko, co darzyłem miłością. Porządek i pustka sprawiały bezosobowe wrażenie. Ta sypialnia równie dobrze mogłaby należeć do kogokolwiek innego.

W końcu natknąłem się wzrokiem na biurko – notatnik i rozrzucone na blacie długopisy.

Kiedyś usłyszałem, że jeśli zamierzamy napisać do kogoś list pożegnalny, tak naprawdę nie chcemy odchodzić, nie tak naprawdę. Że to nasza ostatnia próba wołania o pomoc. Że skoro komuś w naszym otoczeniu zależy na nas na tyle, byśmy pragnęli zostawić mu po sobie ten ostatni ślad, prawdopodobnie to jeszcze nie nasz czas, że mamy dla kogo żyć, nawet jeśli oddychanie pozostaje równoznaczne z cierpieniem.

Do tej pory nie wiedziałem, co sądzić o tych słowach. Brzmiały sensownie, poza tym naprawdę w głębi duszy zdawałem sobie sprawę, że być może śmierć wcale nie jest ostatnią pozostałą mi opcją, ale wizja wiecznego spokoju wydawała się zbyt kusząca, a ból w sercu zbyt wielki i ciężki, bym zdołał go dłużej dźwigać.

Odsunąłem tę myśl i usiadłem przy biurku. Wbrew wszystkiemu napisałem list, moje ostatnie słowa wsiąknęły w papier. Potem zszedłem na dół i zjadłem obiad, tym razem w ciszy. Zanim wróciłem na górę, po raz pierwszy od wielu miesięcy powiedziałem mamie, że ją kocham. Widziałem zdziwienie i ostrożność w jej oczach, wzbudziłem w niej podejrzenia.

Mimo to nie miała prawa wiedzieć, że gdy zniknę na schodach, to będzie ostatni raz, gdy zobaczy mnie żywego. Tak, funkcjonowała w tym ciągłym strachu i spodziewała się, że pewnego dnia wszystkie jej najpaskudniejsze koszmary zamienią się w rzeczywistość, ale nikt nigdy tak naprawdę nie wie, kiedy widzi się i rozmawia z kimś po raz ostatni. Zagłuszamy złe przeczucia, bo sama wizja straty zawsze okazuje się dla nas zbyt druzgocąca.

Wszedłem na górę, zamknąłem za sobą drzwi, wziąłem, co trzeba, i podszedłem do okna. Ostatni raz spojrzałem na list – samotną kartkę leżącą na sterylnie czystym biurku, na zapisane czarnym tuszem słowa i krótki podpis deklarujący nieskończoną miłość oraz wdzięczność wobec rodziców – i zaciągnąłem się znajomym zapachem jagodowych świec i wanilii.

A potem się wymknąłem. Przeskoczyłem na drugą stronę, upadłem na trawnik i rzuciłem się biegiem ku temu, co – jak sądziłem – wreszcie przyniesie mi realną ulgę.

1 Dane Komendy Głównej Policji, raport dotyczący zamachów samobójczych zakończonych zgonem oraz zamachów samobójczych z podziałem na grupy wiekowe w 2024 roku (przyp. aut.).