Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
14 osób interesuje się tą książką
Życie Justyny nigdy nie było bajką. Wychowana w domu dziecka nie miała wiele, poza grą na starych skrzypcach w domu kultury oraz muzyką, która grała w jej duszy. Niestety los odebrał jej nawet to – podczas pewnej mroźnej zimy jej marzenie o grze na skrzypcach pękło niczym szklana bombka. Mijały lata, a w życiu Justyny zmieniały się jedynie kartki w kalendarzu i nastroje jej chłopaka. Dawna miłość do skrzypiec jednak nigdy w niej nie umarła, choć brak pieniędzy i czasu skutecznie uniemożliwiał jej realizację marzeń. Czy Boże Narodzenie i nowo poznany mężczyzna sprawią, że skryta na dnie serca muzyka nareszcie dostanie szansę, by wybrzmieć?
OPOWIADANIE ŚWIĄTECZNE
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 29
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Karolina Filuś, 2026
Projekt okładki
Izabella Frączyk
Redakcja
Sylwia Winnik
Korekta
Izabela Smug, Barbara Sacka
Łamanie i skład
Beata Kostrzewska
Opracowanie wersji elektronicznej
Karol Bociek
ISBN 978-83-68946-08-6
Kraków 2026
Wydawnictwo BOOKEND
www.bookend.pl
Capital Village Sp. z o.o.
ul. Gęsia 8/202, 31-535 Kraków
Kamienica mieszcząca się przy ulicy Kwiatowej nie była wymarzonym miejscem dla żadnego dziecka, a tym bardziej dla mnie. Stary, poniemiecki budynek z cegły był tak brzydki i brudny, że przechodnie mijali go z daleka i trudno było im się dziwić. W środku nie było wcale lepiej. Zapach spróchniałego drewna, jaki unosił się na korytarzach, przyprawiał o mdłości, a drzwi wejściowe skrzypiały tak głośno i regularnie, że dla mnie stały się nieodłącznym elementem tego miejsca.
Siedziałam na parapecie zimnego okna w świetlicy i rysowałam palcem serduszka na zaparowanej szybie. Miałam wtedy jakieś dziesięć lat i właśnie zbliżały się święta Bożego Narodzenia. W domu dziecka ten okres był głównie czasem wymuszonych uśmiechów, podziękowań darczyńcom za prezenty i wielkiego sprzątania. Panie wychowawczynie dekorowały wszystkie korytarze łańcuchami wykonanymi przez najmłodsze dzieci, starsze ubierały plastikową choinkę, która swoich lat świetności już pewnie sama nie pamiętała, a panie sprzątające polerowały pastą do podłogi niemal każdy płaski element wnętrza.
– Justyna! Przestań mazać po oknie, bo w zeszłym tygodniu były myte! I złaź natychmiast z tego parapetu, bo znów będziesz smarkać – krzyknęła pani Lucyna, najstarsza z naszych wychowawczyń i jednocześnie najmniej lubiana.
Posłusznie zsunęłam nogi w za dużych kapciach na ziemię i usiadłam przy stoliku. Myślałam o tym, że już jutro znów pójdę do domu kultury i zatopię się w jedynej rzeczy, która sprawiała, że czułam coś na kształt szczęścia.
Doskonale pamiętałam dzień, gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg sali muzycznej. Był to zupełny przypadek, bo zazwyczaj spędzaliśmy czas na parterze w dużej sali z grami planszowymi albo na zewnątrz, bawiąc się w berka lub chowanego. Tego dnia coś podkusiło mnie, żeby wejść na piętro. Szłam cichutko, mijając kolejne drzwi, aż do ostatniej sali, w której słychać było ruch. Drzwi nie były zamknięte, dlatego zaciekawiona pchnęłam je lekko, żeby zajrzeć do środka.
– Spóźniłaś się – usłyszałam czyjś głos.
Spóźniłam się? Ale na co? Przecież nie byłam z nikim umówiona. Rozejrzałam się dookoła i na końcu sali zauważyłam starszego mężczyznę w okularach. Pan Ryszard, bo tak się nazywał, pasował do tego miejsca niemal idealnie. Zawsze przygarbiony, w tym samym powyciąganym swetrze, był prawie jak element wystroju. Dom kultury, podobnie jak placówka, w której mieszkałam, był stary i zaniedbany, a sala na piętrze była w wyjątkowo kiepskim stanie. Przez słabe ogrzewanie i wszechobecną wilgoć farba odchodziła ze ścian, a na suficie widniał ogromny grzyb i zacieki od cieknącego dachu.
– Podejdź do mnie – odezwał się ponownie. – One tu na ciebie czekają.
Zbliżyłam się niepewnie, a mężczyzna otworzył leżący na stoliku futerał, w którym znajdowały się skrzypce. Nie były to piękne koncertowe skrzypce. Lakier zmatowiał, na boku było stare zadrapanie wyglądające na efekt upadku, a spód był cały wytarty – prawdopodobnie przez ręce innych dzieci, które były tu przede mną. Mimo tych wielu wad patrzyłam na nie jak urzeczona i w głębi serca już czułam, że z czasem staną się częścią mnie. Większość uczniów, którzy tu przychodzili, rezygnowała bardzo szybko, bo gra na skrzypcach wymagała czasu, treningów i niezwykłej cierpliwości. Ja miałam to wszystko i od pierwszej chwili wiedziałam, że właśnie w nich odnajdę coś, co będzie należało tylko do mnie.
– Połóż je tutaj, o tak – instruował mężczyzna, kładąc mi skrzypce na ramieniu.
Pchnął moje plecy, żebym się wyprostowała, i zimnym palcem oparł mi brodę na podbródku.
– Tak jest dobrze? – odezwałam się w końcu.
– Może być, nad postawą jeszcze popracujemy.
Podał mi smyczek, a ja zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Po raz pierwszy w życiu poczułam, że jest coś, co do mnie pasuje; że te stare skrzypce, ich ciężar, który czułam na obojczyku, że to wszystko czekało właśnie na mnie.
– Nie bój się ich, one czują twój strach. Jeśli będziesz spięta, zamiast muzyki usłyszysz tylko krzyk bólu.
Ponownie zaczerpnęłam powietrza i pierwszy raz przeciągnęłam po strunach. Dźwięk, jaki się z nich wydobył, był daleki od ideału, ale jego wibracje poczułam w całym ciele – od palców u stóp po koniuszki włosów. Właściwie brzmiało to bardziej jak jęczenie nocnej zjawy niż gra, ale dla mnie był to dźwięk samotności, który od dawna próbował się ze mnie wydostać.
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
***
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
