Dziewczynka i czarownica - Alicja Kramer - ebook

Dziewczynka i czarownica ebook

Alicja Kramer

3,6

Opis

Czym kończą się nieprzemyślane decyzje, nadmierne zaufanie wobec obcych i nieznajomość reguł rządzących baśniami?

Już wkrótce przekona się o tym mała Nora. Podczas rodzinnego pikniku dziewczynka gubi się w lesie i trafia do samotnej, drewnianej chatki. Mieszkająca w niej staruszka wydaje się całkiem sympatyczna i częstuje Norę niezwykłym napojem, dzięki któremu dziewczynka po raz pierwszy od dłuższego czasu zwycięża w rozgrywce w państwa-miasta, ucierając nosa przyjaciółce. Jednak kolejne spotkanie z tajemniczą staruszką nie będzie już tak udane. Kiedy Nora ulega namowom i zgadza się, by kobieta za sprawą zaklęcia mogła zagościć w jej ciele, dziewczynka nie podejrzewa, że to początek prawdziwych tarapatów, z których będzie mogła się wyplątać jedynie dzięki odwadze, wytrwałości i wsparciu przyjaciół...…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 93

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Nora mieszkała z rodzicami w niewielkim miasteczku położonym w malowniczej dolinie. Okolica była urocza: wokół rosły bujne lasy i ciągnęły się wspaniałe łąki, latem wypełnione kwiatami, a zimą pokryte puszystym, bajkowym śniegiem. Dziewczynka uwielbiała przyrodę i cieszyła się nią w każdej wolnej chwili. Lubiła spacery i ochoczo poznawała otoczenie. Często wybierała się na wycieczki z rodzicami, czasem z przyjaciółmi, a niekiedy samotnie. Mama zawsze prosiła ją w takich wypadkach, żeby nie oddalała się zbytnio i była uważna. Dziewczynka słuchała tych rad i starała się być rozsądna i odpowiedzialna. Miała już osiem lat i wydawało jej się, że mama może być o nią spokojna.

Nora była piękną dziewczynką o długich, ciemnych włosach, które upinała w wysoki kucyk. Miała bujną grzywkę i najczęściej nosiła we włosach fioletową wstążkę. Jej duże brązowe oczy błyszczały z radości, gdy tylko mogła poznawać nowe rzeczy. Chętnie się uczyła, była ciekawa świata i zdobywała tym sympatię innych dzieci. Była też otwarta na ludzi i z chęcią pomagała innym.

– Jak było w szkole? – zapytała mama, kiedy Nora wbiegła do domu.

– Dobrze – odparła dziewczynka. – Poznajemy teraz gatunki drzew na lekcjach przyrody. Całą klasą przygotowujemy album. Każdy z nas ma za zadanie opisać jedno drzewo.

– To bardzo ciekawe – powiedział tata.

– Maja przygotowuje opis dębu, a Alicja wierzby.

– A jakie drzewo przypadło tobie? – dopytywała mama.

– Ja mam zająć się brzozą.

– Możemy wybrać się w niedzielę na przejażdżkę do lasu i zebrać kilka liści do waszego albumu – zaproponował tata. – Będziesz mogła zrobić rysunki drzew.

– To wspaniale – ucieszyła się Nora. – Dziękuję!

Rodzina zjadła wspólnie obiad, a potem dziewczynka aż do wieczora bawiła się w ogrodzie.

Lato było w pełni. Niedziela powitała rodzinę pięknym słońcem. Mama spakowała kosz z przekąskami na drugie śniadanie, a potem wszyscy wyruszyli w drogę.

Las czarował ich dźwiękami oraz zapachami. Śpiew ptaków i szum drzew wprawiał rodzinę w błogi nastrój. Tata opowiadał o roślinach i zwierzętach. Po pewnym czasie udało im się natrafić na rosnące na skraju lasu brzozy. Smukłe, białe drzewo podobało się Norze. Dowiedziała się, że można pić z niego sok, który pozyskuje się wczesną wiosną.

Kiedy nastało południe, rodzina rozłożyła koce i z apetytem zjadła śniadanie. Potem wszyscy położyli się i odpoczywali. Nie minęło wiele czasu, gdy Nora zauważyła, że rodzice drzemią. Nie chciała ich budzić, ale sama też nie miała ochoty na dalsze leżenie. Wstała po cichu i ruszyła w głąb lasu, bacząc, by się nie zgubić.

Od razu zachwyciły ją piękne kwiaty bodziszka leśnego i nie mogła się powstrzymać, aby kilku nie zerwać. Przeszła dalej, tam, gdzie było ich więcej. Chwilę później usłyszała stukanie dzięcioła i postanowiła odnaleźć go wśród drzew. Ujrzawszy kolorowego motyla, pobiegła za nim. Był tak lekki i szybki, że nie udało jej się go dogonić.

Wszystko wokół tak cieszyło Norę, że nie spostrzegła, jak bardzo oddaliła się od rodziców. Uświadomiwszy to sobie, postanowiła wracać, by nie martwili się, kiedy się przebudzą. Jakież było jej zdziwienie, kiedy przeszedłszy kilka kroków, nie trafiła na znajomą polanę. Dotarło do niej, że musiała zgubić drogę. Zaniepokojona, próbowała odnaleźć właściwy kierunek, ale czas mijał, a ona nie mogła znaleźć rodziców. Wtedy zmartwiła się nie na żarty.

Odetchnęła z ulgą, gdy udało jej się wyjść na leśną dróżkę. Postanowiła podążyć nią w stronę, z której drzewa wydawały się rzadziej rosnąć. Pamiętała bowiem, że biwakowali na skraju lasu. Niestety, nie odnalazła rodziców, ale ku swej uciesze zauważyła w oddali leśną chatkę. Uznała to za dobry znak. W chatce na pewno ktoś mieszka, może leśniczy? Postanowiła pójść tam i poprosić o pomoc w odnalezieniu właściwej drogi.

– Halo! Jest tu kto?! – zawołała. – Dzień dobry!

Z początku nikt jej nie odpowiadał, a gdy miała już pociągnąć za klamkę od drzwi, z chaty wyszła jakaś postać. I to tak niespodziewanie, że dziewczynka aż się wzdrygnęła. Przyjrzawszy się kobiecie, nieomal podskoczyła ze strachu, ale starała się nie okazywać niepokoju. Starowinka, która wyszła z domku, była zgarbiona i pomarszczona, a jej włosy były w całości siwe. Nora przyglądała się jej przez dłuższą chwilę z niechęcią, ale przypomniała sobie, że mama zawsze uczyła ją, by powstrzymywać się od oceniania ludzi po wyglądzie. Gapienie się z otwartymi ustami nie było też na pewno grzeczne, więc starając się odzyskać pewność siebie, Nora zapytała:

– Czy może mi pani pomóc? Wydaje mi się, że zgubiłam się w lesie.

– Doprawdy, dziecko? – zapytała staruszka. – Jak to się stało?

Dziewczynka wytłumaczyła, że odeszła zbyt daleko od rodziców i nie może wrócić na miejsce, w którym odpoczywała wraz z nimi.

– Jesteś na pewno zmęczona – powiedziała babinka. – Może wejdziesz na chwilę i napijesz się herbaty?

– Dziękuję, ale rodzice będą się martwili. Czy może mnie pani pokierować w stronę wyjścia z lasu?

– Oczywiście, oczywiście. Ale wejdź chociaż na chwilę. Będzie mi bardzo miło. Tak rzadko ktoś mnie odwiedza. Rodzice na pewno zrozumieją. Jeśli chcesz, pójdę później z tobą i razem ich przeprosimy.

– Czy ja wiem…

– Tylko na chwilę. Zapraszam – przekonywała staruszka.

– Dobrze – uległa Nora. – Jedna chwileczka na pewno nie zrobi różnicy…

Wnętrze chatki było ciemne, bo znajdowało się tam tylko jedno okno, ale po chwili wzrok dziewczynki przyzwyczaił się do mroku.

– Usiądź skarbie, już nalewam herbaty. – Starowina wskazała Norze miejsce przy stole, a sama zakrzątnęła się przy kuchni.

Nora usiadła niepewnie i rozejrzała się ukradkiem po chatce. Wnętrze urządzone było skromnie. Było tam kilka mebli, na półkach stały różne buteleczki, a na hakach przyczepionych do ściany wisiały suszone rośliny.

– Jest pani zielarką? – zapytała zaciekawiona dziewczynka.

– Tak – przyznała właścicielka chatki. – Można tak powiedzieć…

– Na lekcjach przyrody uczymy się teraz o lesie – powiedziała Nora, starając się być uprzejma. – Moim zadaniem jest przygotować wiadomości o brzozie i opowiedzieć o niej w klasie.

– To bardzo ciekawe – powiedziała staruszka. – Czy wiesz, że z brzozy pozyskuje się sok, który ma właściwości lecznicze?

– Tak – odparła wesoło dziewczynka. – Tata mi o tym opowiadał.

– Wyobraź sobie, że mam tu trochę takiego soku.

Nagle starowinka zaczęła się nad czymś zastanawiać i w końcu spytała:

– Czy zechcesz może spróbować soku z brzozy? Wleję ci kapkę do herbaty.

– Chętnie skosztuję – odparła Nora.

– Znakomicie… – Zielarka uśmiechnęła się pod nosem i powiedziała jeszcze raz, choć bardziej do siebie niż do swojego gościa: – Znakomicie…

– Jesteś piękną dziewczynką – rzekła staruszka, gdy siedziały przy herbacie. – Na pewno wszyscy ci to mówią.

Nora zmieszała się nieco na te pochwały.

– Dziękuję, ale wcale nie jestem ładniejsza od moich koleżanek.

– Nie bądź taka skromna. Dawno nie widziałam tak pięknej dziewczynki – powiedziała babina, a w jej oku coś błysnęło. Zaczęła zabawiać gościa rozmową, wypytywać o szkołę, przyjaciół i zainteresowania, a Nora odpowiadała ochoczo.

– Wyglądasz na szczęśliwą dziewczynkę. Masz wiele koleżanek. Czy jest coś, czego ci brakuje?

Nora się zamyśliła.

– Czy ja wiem? Mogłabym chociaż raz wygrać z Mają w państwa-miasta – powiedziała, śmiejąc się. – Aż trudno w to uwierzyć, ale ona zawsze mnie ogrywa. Ale naprawdę powinnam się już zbierać…

– Czyli nigdy jeszcze nie pokonałaś Mai? – zapytała staruszka, ignorując ostatnią uwagę Nory.

– Ona zawsze jest ode mnie szybsza, choć ja też znam prawie wszystkie hasła.

– Jeśli chcesz, mogę ci pomóc wygrać z Mają.

– Wiesz, to chyba niemożliwe, babciu – powiedziała Nora i zaraz speszyła się, niepewna, czy zbytnio się nie spoufala, nazywając kobietę „babcią”. – Przepraszam – dodała od razu.

– Nic nie szkodzi – uśmiechnęła się starowinka. – Wystarczy, że przed kolejną rozgrywką wypijesz łyk soku z brzozy. Rozjaśni ci umysł.

– Zwykły sok z brzozy?

– Sok z brzozy jest niezwykły. Uwierz mi, że mój sok ci wystarczy.

– Cóż, nie zaszkodzi spróbować – rzekła wesoło Nora i wstała z krzesła, gotowa do wyjścia. – A teraz chodźmy już, bo nie zdołam się wytłumaczyć rodzicom.

– Musisz o niego poprosić… – mruknęła starowina.

Nora oblała się rumieńcem. Była zła na siebie, że zapomniała o dobrych manierach.

– Bardzo proszę, niech mi pani ofiaruje odrobinę soku z brzozy.

– Proszę. – Staruszka podała dziewczynie maleńką buteleczkę. – A teraz chodźmy, pokażę ci, gdzie znaleźć rodziców.

Nora oraz staruszka wyszły z chatki i w kilka minut dotarły na skraj lasu.

– Nie mów rodzicom o naszym spotkaniu – rzuciła kobieta.

– Dlaczego? – zdziwiła się Nora.

– To nic takiego – bąknęła zapytana. – Mieszkam sama i nie chciałabym, aby dowiedzieli się o tym jacyś łotrzy.

– Ale rodzi… – zaczęła dziewczynka.

– Do widzenia – przerwała staruszka. – Pamiętaj, o co cię prosiłam.

W oddali dały się słyszeć głosy rodziców Nory i dziewczynka wychyliła się zza drzew, aby ich dostrzec. Gdy odwróciła głowę z powrotem, babinki już nie było.

– Zniknęła tak nagle – powiedziała Nora sama do siebie, ale nie miała czasu na rozmyślania, bo w głosach rodziców można było wyczuć niepokój.

– Tu jestem! – wykrzyknęła dziewczynka i wybiegła im na spotkanie.

Minęło kilka dni. Czas płynął szybko i beztrosko. Rozpoczęły się letnie wakacje i Nora spędzała całe dnie na zabawie. Gdy świeciło słońce, wspólnie z przyjaciółmi ganiali po okolicy, wymyślając różne zabawy, jeżdżąc na rowerach i spacerując. A gdy pewnego dnia pogoda nie dopisała i rozpadał się deszcz, Nora spędzała czas w domu w towarzystwie koleżanek.

Zajadając się owocami, grały kolejno w różne gry, aż w końcu Maja zaproponowała rozgrywkę w państwa-miasta. Pozostałe dziewczęta dobrze wiedziały, dlaczego Maja tak bardzo lubiła tę grę. Była w niej bezkonkurencyjna, ale wcale im to nie przeszkadzało. Zawsze z ochotą podejmowały wyzwanie. W przerwie między partiami Nora poszła do kuchni po napoje, a niosąc je na tacy, przypomniała sobie o swej niedawnej wizycie u tajemniczej starowiny i jej podarku. Odstawiła tacę na szafkę i szybko pobiegła do swojego pokoju. Jednym haustem wypiła zawartość buteleczki. Sok był rześki w smaku i dziewczyna od razu poczuła ożywienie. Wróciła do pokoju, w którym czekały koleżanki, i poczęstowała je przygotowanym przez mamę sokiem z jabłek. Dziewczęta wróciły do gry.

Nie wiadomo do końca, co sprawiło, że kolejne dwie partie gry wygrała Nora. Być może zadziałał tak sok z brzozy, a może samo przekonanie Nory o jego cudownym działaniu. Koniec końców po zsumowaniu wyników, pierwszy raz od niepamiętnych czasów, wygrana należała się Norze. Pozostałe dziewczynki były zszokowane takim obrotem sprawy. Maja wydawała się spochmurnieć, ale starała się nie okazywać rozczarowania z powodu swojej przegranej. Zaraz potem niebo rozpogodziło się i koleżanki postanowiły wrócić do swoich domów.

– Nie jesteś zła, Maju? – zapytała Nora, wyczuwając że Maja jest w złym nastroju.

– Ależ skąd! – zaprzeczyła Maja, choć była co najmniej zdziwiona tym, że nie udało jej się zdobyć największej liczby punktów.

– Nie przejmuj się – dodała Alicja, gdy Maja opuściła dom i nie mogła już słyszeć ich rozmowy. – Po prostu zawsze kończyło się inaczej i Maja jest lekko zaskoczona. Do zobaczenia!

Prawdę powiedziawszy, Nora była równie zdziwiona jak koleżanki, ale też niezmiernie zadowolona. W końcu wygrać z Mają w państwa-miasta było nie lada wyczynem.

Przedpołudniowe wydarzenia napawały Norę nie tylko radością, ale też dumą. Dziewczynka na poważnie zaczęła się zastanawiać nad tajemnicą brzozowego soku. Stara zielarka miała rację. Napój rozjaśnił jej myśli. Dziewczynka przypisywała jego działaniu radość ze spotkania z dziewczętami i swą dobrą passę w grze. Nora była tak podniecona, że postanowiła odwiedzić babinkę raz jeszcze i poprosić ją o kolejną porcję dobroczynnego soku. Całe popołudnie myślała tylko o tym, a rankiem następnego dnia, oznajmiwszy mamie, że wybiera się do Alicji, wzięła rower i ruszyła do lasu. Dopuściła się tego drobnego kłamstewka tylko po to, by nie zdradzić mamie, że wcześniej spotkała się z zielarką i w ten sposób dotrzymać danej jej obietnicy.

Dzień nie był tak ciepły, jak życzyłaby sobie tego Nora, i już po chwili dziewczynka żałowała, że nie wzięła swetra. Po niebie wędrowały ciemne chmury i w każdej chwili mógł spaść deszcz. Nora przez moment zastanawiała się, czy nie wrócić do domu, ale przekonywała samą siebie, że nie zabawi z wizytą zbyt długo i wróci, nim zdąży się rozpadać. Tymczasem niebo szarzało coraz bardziej i zerwał się wiatr. Kiedy Nora wjechała w las, osłona z drzew częściowo złagodziła jego podmuchy. Przez jakiś czas Nora nie mogła sobie przypomnieć, gdzie znajdowała się chatka staruszki, ale w końcu udało jej się odnaleźć drogę. W oddali zarysowywał się już kształt domku, lecz dziewczynkę opanował niepokój. Las nie był tak zachęcającym miejscem w czasie pochmurnej pogody. Czuła się nieswojo i aż drgnęła, gdy usłyszała odległy pomruk burzy. Zatrzymała się przed wejściem, niepewna swego. Ostatecznie zdobyła się na odwagę i zapukała do drzwi. Zawsze bezpieczniej było przeczekać burzę w schronieniu.

Podobnie jak poprzednim razem, drzwi chatki otworzyły się po dłuższej chwili.

– Dzień dobry! – przywitała się Nora.

– To ty… – powiedziała staruszka. Spod chustki prawie nie widać było jej twarzy. – Co cię sprowadza?

– Przyszłam w odwiedziny – rzekła Nora bez przekonania. Właśnie uświadomiła sobie, że nie przygotowała się odpowiednio do rozmowy z babiną. Czy prośba o kolejny podarunek nie była nieco niegrzeczna?