Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Emilia i Maksymilian to dwa przeciwieństwa. On – kryminalista, wielbiciel mocnych trunków i nocnych klubów. Ona – dziewczyna z dobrego domu, nierzucająca się w oczy szara myszka.
Choć znają się od lat, nie darzą się sympatią – pochodzą ze zbyt różnych światów, by móc się zrozumieć. Jednak przewrotny los stawia przed nimi sytuacje, w których tylko oni nawzajem mogą sobie pomóc.
„Do następnego razu” Kamili Pazgrat to piękna, wzruszająca opowieść o sile miłości i przeznaczeniu, które nie raz potrafi z nas zadrwić.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 80
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Opieka redakcyjna
Agnieszka Gortat
Redaktor prowadzący
Monika Bronowicz-Hossain
Korekta
Agata CzaplarskaEwa TadrowskaMonika Bronowicz-Hossain
Opracowanie graficzne i skład
Marzena Jeziak
Projekt okładki
Aleksandra Sobieraj
© Copyright by Kamila Pazgrat© Copyright for this edition by Borgis 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone
Wydanie I
Warszawa 2026
ISBN (e-book) 978-83-68768-13-8
Wydawca
Borgis Sp. z o.o.ul. Ekologiczna 8 lok. 10302-798 [email protected]/borgis.wydawnictwowww.instagram.com/wydawnictwoborgis
Mojej siostrze
– Masz widzenie.
Maksymilian usiadł na łóżku i przetarł zaspane oczy. Wolał popołudniową drzemkę niż hałaśliwą grę w karty ze współosadzonymi. Już się przyzwyczaił spać w tym gwarze – ich krzyki i śmiechy nawet mu nie przeszkadzały. Spojrzał na zegarek – zaraz powinien zacząć trening, chciał utrzymać formę, którą zrobił jeszcze na wolności. Codzienne ćwiczenia trzymały go tutaj przy życiu, w przeciwnym razie zabiłaby go nuda.
Wstał niechętnie i podszedł do niewielkiego lustra. Przemył twarz i poprawił gęste ciemne włosy, po czym przyjrzał się swojemu odbiciu. Podobno był przystojny. Podobno szalały za nim dziewczyny. Podobno.
– Jakaś cizia? – zapytał inny osadzony, wysoki na prawie dwa metry Tomasz.
– Pierdol się – odpowiedział Maks.
Wszyscy doskonale wiedzieli, że jedyną osobą, która go tutaj odwiedzała, był jego adwokat. Nie miał rodziców. Znaczy się, ojca nigdy nie poznał, a matka zapiła się w jego osiemnaste urodziny, reszta familii miała go w tyłku.
Spotkania z adwokatem były w ostatnim czasie dość częste. Po tym jak Zuzanna oznajmiła mu, że więzienie nie jest odpowiednim miejscem dla dziecka i że nie będzie tutaj przyprowadzała jego córki, wpadł w szał. Tęsknił za Zosią, która była jedynym w życiu, co mu się naprawdę udało. Kochał ją i oddałby wszystko za jej szczęście. Kiepsko mu szło, bo jak na razie to włożył na jej barki nieobecność ojca, który odsiadywał wyrok za pobicie ze skutkiem poważnego uszczerbku na zdrowiu.
– Życiński? – Zniecierpliwiony funkcjonariusz tupał już nogą.
Maks poszedł za tęgim mężczyzną, modląc się w myślach, żeby nie usłyszeć zaraz najgorszego. Już ostatnie spotkanie nie napawało go optymizmem.
– Przykro mi panie Maksymilianie, ale prawo jest po stronie pana byłej partnerki i to właśnie do jej wniosku zapewne przychyli się sąd. Być może będzie pan widywał swoją córkę tylko podczas przepustek.
Dla niego było to kpiną. Nie rozumiał, jak mogli ograniczać mu kontakt z własnym dzieckiem. Był przekonany, że mała za nim tęskni równie mocno. Obawiał się, że Zuzanna będzie nastawiała dziewczynkę przeciwko niemu i już nigdy nie będzie miał okazji uratować sypiącej się relacji z Zosią.
Kiedy wszedł do sali widzeń, poczuł rozczarowanie. Zatrzymał się w pół drogi, a potem zmarszczył czoło. Ubrana w fioletowy sweter brunetka posłała mu słaby uśmiech. Podszedł do stolika i klapnął nonszalancko na twarde krzesło.
– Cześć.
– Co ty tu robisz? – zapytał bez zbędnych uprzejmości.
– Chciałam zobaczyć, jak się masz – powiedziała z nutką niepewności w głosie.
Spojrzał na nią nie kryjąc zażenowania. Emilia Milewska. Znajomi mówili na nią Mila. Najlepsza przyjaciółka Zuzanny, nierozłączna jak jej cień. Szara myszka obok jaśniejącej gwiazdy, jaką jest jego była. Dziwiła go ich relacja, a sama Emilia go irytowała. Ta jej uprzejmość, cienki głosik i uciekanie wzrokiem, jakby ktoś miał ją swoim spojrzeniem zabić. Łaziła za Zuzą i spełniała jej zachcianki, a Zuzka to wykorzystywała. Opowiadała mu potem o wtopach niezdarnej Milki i jej naiwności. Nie podobało mu się zachowanie Zuzy, ale był tak zaślepiony miłością do niej, że przymykał na to oko.
– A tak serio? – Pochylił się do przodu. Zobaczył, że dziewczyna poczuła się nieswojo. – Przyszłaś węszyć?
Spojrzała na niego zakłopotana.
– Wiedziałem! – zaśmiał się. – Nie jestem głupi. Zuza wysłała ciebie tutaj, co? A ty jak zwykle robisz, co ci każe. Proszę, przekaż jej, że mam się dobrze. – Wstał, szurając głośno krzesłem. – Aha, i przekaż jej jeszcze to. – Pokazał dziewczynie środkowy palec i podszedł do obecnego na sali widzeń funkcjonariusza.
Kiedy wrócił do celi, kipiał ze złości. Zastanawiał się, w co tym razem pogrywa Zuza.
– Kurwa! – krzyknął, uderzając pięścią w materac łóżka. Jego współtowarzysze nie zareagowali. Każdy miał tutaj swoje gorsze momenty.
Maks najlepiej odreagowywał sportem. Położył się na ziemi i zaczął robić serię brzuszków.
Pierdolona Zuza. Pierdolony świat.
Jego życie potoczyłoby się inaczej, gdyby nie zastał jej w łóżku ze swoim najlepszym kumplem. Jej zdrada go zabolała, ale to, że takie świństwo zrobił mu jego najlepszy przyjaciel, było nie do wybaczenia. Jak ich nakrył, bez zastanowienia doskoczył do nagiego kumpla i zrzucił go z łóżka. Mało pamiętał z tego, co było potem. Był jak w jakimś amoku i tłukł go bez opamiętania. Słyszał tylko krzyki Zuzy, żeby przestał. Miał odbite na plecach jej długie paznokcie. Potem przyjechała policja, którą wezwali sąsiedzi. Jego kumpel trafił na OIOM, a on do aresztu. A teraz był tutaj.
*
Zuzanna zjawiła się po dwóch dniach od wizyty Emilii. Zniecierpliwiona stukała czerwonymi paznokciami o blat stolika. Wyglądała nieskazitelnie w długich blond włosach i z doskonale zrobionym makijażem. Wiedział, że w rzeczywistości nie była taką pięknością – wystarczyło obudzić się obok niej rano, tuż przed tynkowaniem twarzy. Jednak uwiodła go i swego czasu był gotowy zrobić dla niej niejedno szaleństwo. Teraz patrząc na nią, widział tylko obraz posuwającego ją kumpla. Wzdrygnął się na to wspomnienie.
– Nie spodziewałem się ciebie tutaj.
– No. – Zrobiła zdegustowaną minę, obejmując wzrokiem otoczenie. W sali widzeń spotkania miało jeszcze dwóch osadzonych. – Przyszłam porozmawiać o przyszłości Zosi.
– Przyszłości?
– Maks, odpuść. Po co ta zabawa z prawnikami?
– Nazywasz zabawą to, że chcę zobaczyć moją córkę?
– Nie jesteś dla niej najlepszym przykładem.
– Z wzajemnością.
Dziewczyna poruszyła się niespokojnie na krześle. Maksa drażnił ciężki zapach jej perfum. Kiedyś działał na niego jak afrodyzjak. Wkurwiały go te głupie wspomnienia.
– Co mam zrobić, żebyś się od nas odczepił?
„Od nas”. Nie umknęło to jego uwadze.
– Nadal jesteście razem?
– Jesteśmy.
Wiedział, że to nie potrwa długo. Lista byłych jego kumpla była dość pokaźna.
– Maks, ty go prawie zabiłeś. Być może nigdy już nie odzyska dawnej sprawności.
– Mam wam współczuć? Nie schodź z tematu, bo nie mam zamiaru gadać o tym dupku. Ja jestem ojcem Zosi i...
– Chcemy się pobrać.
Maksymilian poczuł, jakby ktoś dał mu w twarz.
– Jaja sobie, kurwa, robisz?
– Kacper będzie ojczymem Zosi.
– Co ty, kurwa, pieprzysz? Dobrze wiesz, że to nie potrwa długo.
– Ja nie pytam cię o zdanie, tylko informuję. Poza tym, ty jesteś tutaj, a Zosia potrzebuje ojca.
Specjalnie wbiła mu szpilę. Wiedział to. I idealnie trafiła w jego czuły punkt, bo z faktem, że był nieobecny w życiu córki, nie mógł dyskutować.
– Ja jestem jej ojcem i nie pozwolę...
– Ojcem? – przerwała mu Zuza i spojrzała na niego z pobłażaniem. – Jesteś jak pieprzony szczur zamknięty w klatce. I gówno możesz nam zrobić. Prawo jest po mojej stronie. Dobrze wiesz, że mam forsę i dobrego adwokata, który w mig zmiecie cię z tej planszy – wycedziła.
– Grozisz mi? Po co przysłałaś tu swoją przyjaciółeczkę?
– Co?
– Co miało na celu przysłanie tu Emilii?
Zuzanna zrobiła duże oczy.
– Mila tu była?! – zaśmiała się. – To ci numer!
Maks zmarszczył czoło.
– Nie utrzymuję z tą idiotką kontaktu. Miałam dość jej morałów i dobrych rad. Poza tym, zaczęła pożyczać ode mnie kasę, a ja nie znoszę pijawek.
Maks zobaczył podchodzącego do niego funkcjonariusza. Był na siebie zły, że dał się ponieść emocjom i stracił cenny czas spotkania na spory. Zuzanna była nieugięta i nic nie wskórał w temacie kontaktu z córką. Do tego informacja o planowanym ślubie byłej partnerki z jego dawnym przyjacielem trafiła go prosto w serce. Kacper odebrał mu wszystko, o czym kiedyś marzył. Chciał mieć rodzinę, być dobrym ojcem i w przyszłości mężem, chciał przerwać to ciążące nad jego rodziną fatum. Jak to się stało, że trafił tutaj?
*
Dwa miesiące później otrzymał zgodę na jednodniowe wyjście na wolność. Odsiedział już połowę trzyletniego wyroku i przepustka była najlepszą nagrodą dla osadzonego. Pojechał do mieszkania nieco się ogarnąć. Chwilę później pognał na spotkanie z córką. Wszystkie jego obawy zniknęły, kiedy pięciolatka rzuciła mu się w ramiona. Zuzanna zgodziła się na to, żeby zabrał gdzieś Zosię, ale musiał się przed kobietą naprawdę płaszczyć, żeby uzyskać jej aprobatę. Miał łzy w oczach, kiedy wieczorem odwoził dziewczynkę do matki, tym bardziej, że ta uczepiła się jego szyi i błagała go, żeby nie odchodził. Ten obraz zostanie w nim na zawsze – poczuł się jak ostatni śmieć. Zuzanna również wydawała się poruszona tym widokiem. Na szczęście nie natknął się na Kacpra.
Kiedy wrócił do swojego mieszkania, załapał doła. Wczesnym rankiem miał stawić się w zakładzie karnym. Musiał tylko przetrwać noc – tak to widział. Zjadł kolację i spalił prawie całą paczkę fajek. Naszła go smutna myśl, że gdyby nie Zosia, to tak w sumie nikt na wolności by na niego nie czekał. Był tak cholernie samotny, że zaczęło mu brakować chłopaków z celi i więziennego gwaru. Mógłby pójść teraz na imprezę, może wyrwać jakąś laskę i się zabawić, ale nie miał na to w ogóle ochoty. Czuł się dziwnie skołowany i gdzieś ulotniła się jego wcześniejsza pewność siebie. Rozejrzał się po pustym mieszkaniu i zdał sobie sprawę, że nie chce tutaj być. Chłodny wystrój wnętrz go odpychał. Pracował jak głupek, żeby było go na nie stać. Nie zawsze legalnie. Od początku oczami wyobraźni widział w tym mieszkaniu siebie, Zuzę i Zosię. Zuzanna miała lepszy start – starzy przy kasie rozpieszczali swoją córkę na każdym kroku. Nie patrzyli przychylnie na Maksymiliana.
Niedokończone wnętrza przypominały mu o jego porażce. Musiał wyjść. Nie było jeszcze tak późno, więc zdecydował się na odwiedziny u Emilii Milewskiej. W sumie to chciał się dowiedzieć, po co właściwie przyszła na widzenie, jeśli faktycznie nie wysłała jej Zuza.
Kiedy dziewczyna otworzyła drzwi, wyglądała, jakby zobaczyła ducha. Cofnęła się przerażona i prawie potknęła się o stojący za nią karton.
– Można? – zapytał Maks, wchodząc już do środka.
Emilia chyba zdała sobie sprawę, że to naprawdę on. Nadal jednak stała ze zdziwionym wyrazem twarzy. Zakryła się ramionami, jakby wstydziła się swojej piżamy z księżniczką Disneya. Tak jakby go to obchodziło.
– Co ty tutaj robisz? – zapytała z wyrzutem.
– Kończę przepustkę. Sorry Mila, ale wyglądasz, jakbyś się mnie bała.
– Nie... Po prostu... – plątała się. – Jestem zaskoczona. Napijesz się czegoś?
Pomyślał, że fajnie by było napić się z kimś dobrej kawy. Na wolności.
– Kawy.
Przeszła do aneksu kuchennego i wstawiła wodę.
– Zaraz wracam. – Uśmiechnęła się do niego przepraszająco i zniknęła.
Maks rozejrzał się po mieszkaniu. Wszędzie walały się wypchane rzeczami kartony.
– Przeprowadzasz się? – zapytał, kiedy wróciła. Dziewczyna przebrała się i miała teraz na sobie dresowe spodnie i wyciągnięty sweter.
– Tak, jutro. Mam jeszcze trochę roboty. Pewnie widziałeś się z Zosią – zmieniła temat.
Kiwnął głową. Emilia wydawała mu się jakaś zdenerwowana. Zrobiła dwie kawy i usiedli na kanapie.
– W sumie to chciałem zapytać o nasze ostatnie spotkanie.
– Przepraszam cię za to. Nie powinnam była przychodzić.
– Byłem pewien, że przysłała cię Zuza.
– Ja nie mam z nią kontaktu.
– Wiem.
To tylko fragment książki. Reszsta w pełnej wersji e-booka
Start
Table of Contents
Cover
