Detektyw w Brudnym Mieście - Marta Mirowska - ebook

Detektyw w Brudnym Mieście ebook

Marta Mirowska

4,2

Opis

W Brudnym Mieście jesteś tylko marionetką…

W pewnym brudnym, dusznym mieście, gdzie niecne występki są stałym elementem codzienności mieszkańców, służbę pełni Detektyw – znany z bezkompromisowości, błyskotliwego umysłu i… kompletnego braku zdolności do współpracy.

Przez lata wzniósł wokół siebie mur z cynizmu i alkoholu, co skutecznie odstrasza każdego, kto próbował się do niego zbliżyć. Do czasu.

Młoda Policjantka właśnie spełnia swoje marzenie – została przydzielona do pracy u boku legendarnego Detektywa. Zafascynowana jego mroczną aurą, nie daje się spłoszyć chłodem i arogancją. Im mocniej on stara się ją odepchnąć, tym głębiej ona wnika w jego świat – zawodowo i uczuciowo.

Gdy jednak w mieście zaczynają znikać młode dziewczyny, oboje muszą chwilowo odstawić emocje na bok i uciszyć rządzące nimi demony. Śledztwo sprawia, że coraz bardziej wikłają się w sieć przemocy oraz tajemnic, które mogą odebrać im nie tylko karierę… ale także życie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 230

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (12 ocen)
6
2
4
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
ahaaha1

Nie oderwiesz się od lektury

czytam z ogromną przyjemnością. zakończenie jakiego bym nigdy się nie spodziewała. Polecam
00
Poczytajzemna

Nie oderwiesz się od lektury

Czy można pracować w miejscu, gdzie zło jest codziennością… i jednocześnie nie zatracić samego siebie? A co, jeśli człowiek, który ma je zwalczać, sam od dawna balansuje na jego granicy? Po „Detektywa w brudnym mieście” Marty Mirowskiej sięgnęłam z ciekawości, bo lubię debiuty, które są szczere, często surowe, ale właśnie przez to prawdziwe. Chciałam zobaczyć, czy autorka poradzi sobie z tak wymagającym gatunkiem, jakim jest kryminał psychologiczny. Czułam, że to może być coś innego niż wszystko, co ostatnio czytałam. To historia osadzona w świecie, gdzie moralność dawno przestała mieć wyraźne granice. Brudne Miasto nie jest tylko tłem, to jest żyjący, duszny organizm, który przytłacza, wciąga i nie pozwala oddychać. W tym miejscu poznajemy Detektywa – człowieka ostrego jak brzytwa, ale jednocześnie pogubionego, zamkniętego w sobie i uciekającego w alkohol. I nagle w jego uporządkowanym chaosie pojawia się ona – młoda Policjantka, ambitna, zdeterminowana, która nie daje się zepchnąć ...
00
AT_Czlonka

Całkiem niezła

No nie latwa, dokladnie jak tytuł, bo nie zawsze wszydtko jest czyste.
00
karlimer

Całkiem niezła

szybko się czyta ake nie czekam na kontynuację
00
KatarzynaK89

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna, polecam
00

Popularność




Mo­je­mu sy­no­wi Ery­ko­wi –

w po­dzię­ko­wa­niu za wia­rę we mnie.

CZĘŚĆ PIERW­SZA

PO­CZĄ­TEK

– 1 –

Za­ła­twio­ny

Na Ko­men­dzie by­ło dusz­no i par­no. Dym pa­pie­ro­so­wy uno­sił się nad biur­ka­mi, pod­sy­ca­jąc at­mos­fe­rę znu­dze­nia i wiecz­ne­go nie­za­do­wo­le­nia. Gdy się tam wcho­dzi­ło, moż­na by­ło od­nieść wra­że­nie, że jest się in­tru­zem. Tyl­ko ktoś do­brze po­in­for­mo­wa­ny wie­dział, z kim moż­na coś za­ła­twić, od ko­go wy­cią­gnąć in­for­ma­cje, ko­go mieć w głę­bo­kim po­wa­ża­niu, a ko­go się bać. By­ła jed­na oso­ba, któ­ra nie za­li­cza­ła się do żad­nej z grup. De­tek­tyw cho­dził wła­sny­mi dro­ga­mi, z ni­kim się nie li­czył, ni­ko­mu nie ufał… Je­go współ­pra­cow­ni­cy, a na­wet Szef, pod­cho­dzi­li do nie­go tyl­ko w ra­zie na­głej i wy­jąt­ko­wo pil­nej po­trze­by. Ta­kiej jak ta…

– Co to? – spy­tał z prze­ką­sem „wczo­raj­szy” De­tek­tyw.

– Tecz­ki. – Mło­da Po­li­cjant­ka po­ło­ży­ła ak­ta na biur­ku.

– Co ty nie po­wiesz… Po cho­le­rę mi to? – wark­nął, nie za­szczy­ca­jąc jej spoj­rze­niem.

– Masz się te­mu przyj­rzeć. Po­le­ce­nie Sze­fa.

De­tek­tyw spoj­rzał na jed­ną i od­rzu­cił wszyst­kie na bok.

– Nie zaj­mu­ję się za­gi­nio­ny­mi. Weź to do ucie­ki­nie­rek. Wi­dać, że lu­bi­ła dać no­gę.

– Skąd wiesz, że lu­bi­ła? My­ślisz, że nie ży­je? – Mło­da Po­li­cjant­ka od­wró­ci­ła się i ode­szła, nie cze­ka­jąc na od­po­wiedź. De­tek­tyw pró­bo­wał coś od­po­wie­dzieć, ale nie zdą­żył. Zresz­tą i tak nic nie przy­cho­dzi­ło mu do gło­wy oprócz po­spo­li­te­go „spier­da­laj”. Nikt go tak ni­g­dy nie trak­to­wał. Ri­po­sta Mło­dej Po­li­cjant­ki nie prze­szła bez echa wśród obec­nych na Ko­mi­sa­ria­cie.

De­tek­tyw wstał i skie­ro­wał się w stro­nę to­a­let. Upew­nił się, że jest sam w środ­ku, wy­jął z kie­sze­ni pier­siów­kę i wy­pił ca­łą jej za­war­tość, aby móc w ogó­le za­cząć co­kol­wiek ro­bić. Po­pa­trzył chwi­lę w lu­stro. To, co zo­ba­czył, by­ło wy­jąt­ko­wo nie­za­do­wa­la­ją­ce. Na­wet nie cho­dzi­ło o zmarszcz­ki, a o pod­krą­żo­ne, smut­ne oczy i usta nie­pa­mię­ta­ją­ce uśmie­chu. Nie lu­bił swo­je­go od­bi­cia. Przy­po­mi­na­ło mu o je­go po­raż­kach i o tym, że w ży­ciu nic już do­bre­go go nie spo­tka. Opu­ścił wzrok. Nie wy­tarł­szy umy­tych dło­ni i twa­rzy, skie­ro­wał się do swo­je­go biur­ka.

Za­nim się­gnął po pierw­szą tecz­kę, spoj­rzał przez prze­szklo­ne drzwi na ko­ry­tarz. Sta­ła tam Mło­da Po­li­cjant­ka. Ta od akt. Za­uwa­żył, że by­ła dość zgrab­ną, ni­ską bru­net­ką ze wścib­skim no­sem. Jej by­stre spoj­rze­nie wy­ra­ża­ło wyż­szość i de­ter­mi­na­cję. Wy­czu­wał, że to za­dzior­na i nie­ste­ty sek­sow­na ko­bie­ta. Nie tyl­ko on to za­uwa­żył. Jej ty­łek przy­cią­gał mę­skie, lu­bież­ne spoj­rze­nia, a pier­si bu­dzi­ły po­dziw. Jed­nak on, czter­dzie­sto­let­ni pi­ja­czy­na, mógł tyl­ko po­pa­trzeć.

Pierw­sza tecz­ka z nu­me­rem spra­wy M/PP2/WOZ/2017/020123.

„Za­gi­nio­na Mi­le­na Szuk. Lat 17. Ostat­nio wi­dzia­na 11 stycz­nia br. na uli­cy Ja­na Paw­ła II oko­ło go­dzi­ny 22:00. Ubra­na w czar­ną, krót­ką, skó­rza­ną spód­nicz­kę, czar­ną, skó­rza­ną kurt­kę i czar­ne, skó­rza­ne ko­za­ki się­ga­ją­ce po­wy­żej ko­lan”.

Dla De­tek­ty­wa spra­wa by­ła pro­sta. Dziew­czy­na ucie­kła z do­mu. Spoj­rzał na zdję­cie. Ład­na. I to mu wy­star­czy­ło.

Dru­ga tecz­ka z nu­me­rem spra­wy M/PP2/WOZ/2017/020167.

„Za­gi­nio­na Ka­ta­rzy­na Bu­rak. Lat 19. Ostat­nio wi­dzia­na 27 stycz­nia br. na uli­cy Pro­stej oko­ło go­dzi­ny 19:00. Ubra­na w czar­ną, krót­ką, skó­rza­ną spód­nicz­kę, czar­ną, skó­rza­ną kurt­kę i czar­ne, skó­rza­ne ko­za­ki się­ga­ją­ce po­wy­żej ko­lan”.

Trze­cia tecz­ka z nu­me­rem spra­wy M/PP2/WOZ/2017/020172.

„Za­gi­nio­na Ewe­li­na Mi­szak. Lat 16. Ostat­nio wi­dzia­na 1 mar­ca br. na uli­cy Okręż­nej oko­ło go­dzi­ny 23:00. Ubra­na w czar­ną, skó­rza­ną spód­nicz­kę, czar­ną, skó­rza­ną kurt­kę i czar­ne, skó­rza­ne ko­za­ki za ko­la­na”.

Mo­że urzą­dzi­ły so­bie la­tek­so­wy zlot pod­lot­ków – na po­zór ten­den­cyj­ne po­dej­ście by­ło tyl­ko ilu­zją i kłam­stwem na­wet wo­bec sa­me­go sie­bie. Uda­wa­niem, że wszyst­ko jest tak, jak chciał. Że ży­cie uło­ży­ło się po je­go my­śli, bez żad­nych przy­krych nie­spo­dzia­nek. Da­le­kie to od praw­dy. Al­ko­hol ła­go­dził wszyst­kie ne­ga­tyw­ne uczu­cia… smu­tek, tę­sk­no­tę, sa­mot­ność, po­czu­cie stra­ty, ży­cio­wej po­raż­ki i brak per­spek­tyw.

De­tek­tyw wziął ak­ta i po­szedł do Sze­fa Wy­dzia­łu Za­bójstw. Prze­ło­żo­ny miał du­ży ga­bi­net, ale za­gra­co­ny ak­ta­mi spraw, któ­re daw­no po­win­ny zo­stać roz­wią­za­ne. W po­wie­trzu kłę­bi­ło się jesz­cze wię­cej dy­mu pa­pie­ro­so­we­go. Szef był star­szym fa­ce­tem, któ­ry tyl­ko cze­kał na eme­ry­tu­rę. Jesz­cze dzie­sięć dłu­gich lat.

O ile bę­dzie mu da­ne prze­trwać w mia­rę o zdro­wych zmy­słach i do­żyć upra­gnio­nej eme­ry­tur­ki. Dla po­li­cjan­ta, a szcze­gól­nie Sze­fa Wy­dzia­łu Za­bójstw z ta­kim pod­wład­nym, by­ło to nie­skoń­cze­nie dłu­go. Sza­ra i zre­zy­gno­wa­na twarz jesz­cze bar­dziej po­sza­rza­ła, gdy zo­ba­czył De­tek­ty­wa w drzwiach, trzy­ma­ją­ce­go ak­ta w dło­ni. Jak on go nie­na­wi­dził. Na szczę­ście z jaw­ną wza­jem­no­ścią. Obaj wie­dzie­li, że ta nie­na­wist­na za­ży­łość to coś wię­cej niż nie­na­wiść. To za­zdrość i chęć po­grą­że­nia dru­giej stro­ny. Jed­nak każ­dy z nich miał tę ro­bo­tę we krwi. Nie pra­gnie­nie po­szu­ki­wa­nia spra­wie­dli­wo­ści, ale chęć ze­msty i oglą­da­nia mar­twych ciał, któ­re za szyb­ko gni­ją i tak du­żo skry­wa­ją. Cho­ro­bli­wa żą­dza wła­dzy i tłam­sze­nia in­nych czy­ni­ła ich stra­co­ny­mi męż­czy­zna­mi o bliź­nia­czych du­szach i cha­rak­te­rach. Lu­strza­ny­mi od­bi­cia­mi, któ­re pra­gnę­ły wza­jem­nej zgu­by, a mo­że na­wet śmier­ci.

– Do­brze, że je­steś. Mam dla cie­bie no­wi­nę – oznaj­mił Szef.

– Ja też. Nie wci­skaj mi wię­cej ta­kich bzdur. – De­tek­tyw już miał się od­wró­cić, kie­dy usły­szał wrzask.

– Ty, kur­wa, ze mną nie po­gry­waj! Mam we­zwać dro­gów­kę, że­by cię al­ko­ma­tem wy­ru­cha­li? – Szef wie­dział, że tyl­ko w ten spo­sób mo­że zmu­sić De­tek­ty­wa do odro­bi­ny uwa­gi i roz­wa­gi w po­stę­po­wa­niu.

– Co tam? I weź nie krzycz, bo zmę­czo­ny je­stem. Dzie­ci mi w no­cy pła­ka­ły i ta­kie tam.

– Masz part­ne­ra. – Szef pu­ścił uwa­gę mi­mo uszu. Nie by­ło sen­su. – To ta Mło­da Po­li­cjant­ka, co ci przy­nio­sła ak­ta no­wej spra­wy. Jest tu­taj zu­peł­nie no­wa i na szczę­ście nie wie nic o to­bie.

– Dla­cze­go? Prze­cież ostat­nio nic nie od­pier­do­li­łem. – De­tek­tyw był za­sko­czo­ny ta­kim ob­ro­tem spraw. Od cza­su jak po­bił swo­je­go part­ne­ra kil­ka lat te­mu, pra­co­wał sam. Ni­ko­go mu nie wci­ska­li. Na­wet te­go nie chciał. Ale je­śli to ko­bie­ta, to być mo­że…. Szko­da, że nie przyj­rzał się tej Mło­dej Po­li­cjant­ce od ty­łu. Te­raz wie­dział­by, jak za­re­ago­wać, że­by wy­kpić się i po­zbyć smar­ku­li od ra­zu, a nie mor­do­wać się z nią przez kil­ka dni, za­nim sa­ma nie zre­zy­gnu­je.

– Pra­co­wa­ła na Lwow­skiej przez trzy la­ta i by­li z niej bar­dzo za­do­wo­le­ni. Ale po­pro­si­ła o prze­nie­sie­nie tu­taj.

– Za­do­wo­le­ni? To brzmi obie­cu­ją­co. – Pró­bo­wał uśmiech­nąć się lu­bież­nie. – Ale dla­cze­go mi to ro­bisz?

– W po­da­niu na­pi­sa­ła, cy­tu­ję… bla bla… to nie­waż­ne… O, tu­taj jest: „Pro­szę o prze­nie­sie­nie na Ko­men­dę Po­li­cji OD 1 do Wy­dzia­łu Za­bójstw, gdyż pra­gnę zdo­by­wać no­we umie­jęt­no­ści. Nie bo­ję się wy­zwań i wie­rzę, że no­we do­świad­cze­nia po­mo­gą mi le­piej słu­żyć oby­wa­te­lom. Mo­ja po­sta­wa wo­bec osób nie­prze­strze­ga­ją­cych pra­wa jest nie­zmien­na, acz­kol­wiek spra­wie­dli­wa i zgod­na z wy­mo­ga­mi ko­dek­su po­li­cjan­ta”. Ko­niec cy­ta­tu. – Szef za­śmiał się.

– „Pra­gnę”? „Wie­rzę”? Niech idzie do bur­de­lu al­bo do ko­ścio­ła. W bur­de­lu to jesz­cze mo­gę ją od­wie­dzić, ale za dar­mo, bo wy­jąt­ko­wa nie jest – skwi­to­wał De­tek­tyw. Po­mi­mo to za­zdro­ścił jej tych chę­ci i umie­jęt­no­ści oszu­ki­wa­nia się, że pra­ca po­li­cjan­ta jest za­ję­ciem pra­wym i uczci­wym. Jed­nak już daw­no utra­cił tę mło­dzień­czą żar­li­wość, aby ka­rać zbrod­nia­rzy i bro­nić nie­win­nych.

– Po co mi to czy­tasz? Nie chcę part­ne­ra. Wiesz, jak to się ostat­nio skoń­czy­ło.

Tak… Wszy­scy pa­mię­ta­ją. Je­den błąd mło­de­go, głu­pie­go i nie­do­świad­czo­ne­go po­li­cjan­ta. We­dług De­tek­ty­wa mło­dy sam był so­bie win­ny. We­dług Ko­mi­sji rów­nież, więc nie by­ło sen­su te­go po­now­nie roz­trzą­sać. Ale praw­da by­ła zu­peł­nie in­na.

– Mu­sisz być tym ra­zem bar­dziej uważ­ny. Mieć oczy do­oko­ła gło­wy. Ta mło­da jest by­stra. By­ła naj­lep­sza na ro­ku w szko­le po­li­cyj­nej. Wcze­śniej skoń­czy­ła re­so­cja­li­za­cję. Mo­że się du­żo od cie­bie na­uczyć, a ty od niej. Spró­buj te­go nie spie­przyć. A te­raz spier­da­laj.

Pod­wład­ny pierw­szy raz w ży­ciu zo­stał po­trak­to­wa­ny jak… pod­wład­ny. I pierw­szy raz w ży­ciu tak się po­czuł.

– Aha. I jesz­cze jed­no. Nie prze­leć jej. Cho­ciaż pew­nie na­wet na cie­bie nie spoj­rzy. – Szef za­śmiał się iro­nicz­nie.

– Mo­gę przej­rzeć jej ak­ta?

Pół go­dzi­ny póź­niej De­tek­tyw zro­zu­miał, że nie bę­dzie lek­ko. Pa­trząc na pa­pie­ry no­wej part­ner­ki, mógł mieć pew­ność, że bę­dzie wy­ma­ga­ła od nie­go współ­pra­cy, a nie wy­ra­ża­ła śle­pe po­słu­szeń­stwo. To, co spo­strzegł wcze­śniej, by­ło praw­dą. I Szef miał ra­cję – nie prze­le­ci jej. Do­brze uro­dzo­na pa­nien­ka się­ga­ła po wyż­sze sfe­ry. Prze­nio­sła się na ten po­ste­ru­nek, bo li­czy na ka­rie­rę. Tu­taj tra­fia­ją się naj­trud­niej­sze i naj­gło­śniej­sze spra­wy, na któ­rych moż­na szyb­ko się wy­bić al­bo wszyst­ko stra­cić. Oba te eta­py za­li­czył.

Ostat­nie pół go­dzi­ny pra­cy po­sta­no­wił spę­dzić, pi­sząc ra­port z za­mknię­te­go dzi­siaj do­cho­dze­nia. By­ło krót­kie i bez­pro­ble­mo­we.

Mat­ka za­bi­ła w afek­cie sie­dem­na­sto­let­nie­go sy­na i czter­dzie­sto­dwu­let­nią sio­strę. Zna­la­zła ich we wła­snym łóż­ku upra­wia­ją­cych seks. Zszo­ko­wa­na po­szła do kuch­ni, wzię­ła ta­sak i ich za­bi­ła. Spra­wę zgło­si­ła są­siad­ka z miesz­ka­nia obok, któ­ra usły­sza­ła krzy­ki i wy­zwi­ska. Póź­niej wszyst­ko uci­chło. Zgło­si­ła spra­wę, gdyż w tej ro­dzi­nie ni­g­dy nie zda­rza­ły się kłót­nie. Gdy dziel­ni­co­wy do­tarł na miej­sce, pra­wie zwy­mio­to­wał. We­zwał po­sił­ki. Na­wet De­tek­tyw był w szo­ku. Mor­der­czy­ni to drob­na ko­bie­ta, zda­wa­ło­by się, że sła­ba, jed­nak ad­re­na­li­na zro­bi­ła swo­je.

Krew by­ła w ca­łej sy­pial­ni. Gdzie­nie­gdzie le­ża­ły po­je­dyn­cze czę­ści ciał ofiar. W ca­łym do­mu uno­sił się odór śmier­ci i krzep­ną­cej krwi. Tech­ni­cy za­bez­pie­cza­li śla­dy i ro­bi­li zdję­cia. Ra­tow­ni­cy z ka­ret­ki po­go­to­wia przy­je­cha­li po mat­kę, któ­ra sie­dzia­ła w ką­cie ła­zien­ki ca­ła za­krwa­wio­na, z ta­sa­kiem w rę­kach. Nie ru­sza­ła się, tyl­ko ci­cho wy­ła. Wszyst­ko to sta­ło się trzy ty­go­dnie te­mu, a ona na­dal nie by­ła w sta­nie ze­zna­wać.

Mąż mor­der­czy­ni do­wie­dział się o wszyst­kim w pra­cy. Są­siad­ka przy­szła od ra­zu, aby po­wie­dzieć mu „no­wi­nę”, że je­go ro­dzi­na wła­śnie prze­sta­ła ist­nieć. Był tak wście­kły, że po­bił ją do nie­przy­tom­no­ści.Po­sta­no­wi­ła, że nie wnie­sie oskar­że­nia o po­bi­cie.

Męż­czy­zna zo­stał za­bra­ny na po­ste­ru­nek w ce­lu zło­że­nia ze­znań. Oka­za­ło się, że sio­stra nie by­ła świę­ta i wy­lą­do­wa­ła w łóż­ku nie tyl­ko z sio­strzeń­cem. Mąż tak­że na­le­żał do gro­na szczę­śliw­ców. Nie wia­do­mo, czy je­go żo­na o tym wie­dzia­ła. Pó­ki co nikt te­go nie do­wie­dzie, gdyż nie ma żad­ne­go kon­tak­tu z ko­bie­tą.

– 2 –

Dwie pie­cze­nie na jed­nym ogniu

Mło­da Po­li­cjant­ka otwo­rzy­ła oczy i przy­po­mnia­ło jej się, że jej ży­cie jest peł­ne na­dziei i pla­nów, za­rów­no tych speł­nio­nych, jak i nie­uda­nych. We­dług niej więk­szość to suk­ce­sy i do­ko­na­nie rze­czy, o któ­re wal­czy­ła jak lew. Drob­na ko­bie­ta o za­do­wa­la­ją­cych kształ­tach. Tak o so­bie my­śla­ła. Tak na­praw­dę jej kształ­ty za­do­wo­li­ły­by nie­jed­ne­go męż­czy­znę.

Po­szła pod prysz­nic, dłu­gi i go­rą­cy, nie my­śląc przy tym, co ją cze­ka póź­niej te­go dnia. De­lek­to­wa­ła się go­rą­cą wo­dą i pa­rą, któ­ra moc­no draż­ni­ła noz­drza. Nie­odzow­ne uczu­cie du­sze­nia to­wa­rzy­szy­ło jej od cza­sów dzie­ciń­stwa. Lu­bi­ła to dziw­ne wra­że­nie, ad­re­na­li­nę, oba­wy, że to bę­dzie ostat­ni od­dech. Ma­rzy­ła o chwi­li, kie­dy nie bę­dzie mo­gła już zła­pać tchu i ze­mdle­je. A póź­niej po mi­ło­snym unie­sie­niu obu­dzi się sa­ma. Nie lu­bi to­wa­rzy­stwa męż­czyzn nad ra­nem w jej łóż­ku. Jed­nak pra­gnie­nia speł­nia­ją się nie­ste­ty co­raz rza­dziej.

Na śnia­da­nie jak za­wsze tost z pa­stą z zie­lo­ne­go grosz­ku, któ­ry sa­ma przy­rzą­dzi­ła. Do te­go czar­na ka­wa lub wo­da. Nic in­ne­go nie po­trze­bo­wa­ła, że­by wy­star­to­wać. Te na­wy­ki da­wa­ły jej po­czu­cie kon­tro­li, któ­rą tak lu­bi­ła.

Za­ło­ży­ła mun­dur i wy­szła do pra­cy.

Dzień za­po­wia­dał się zno­śnie; sła­be pro­my­ki słoń­ca wal­czy­ły o swój udział w po­lep­sza­niu hu­mo­rów miesz­kań­ców mia­sta. Ja­dąc ro­we­rem, mi­ja­ła miesz­kań­ców i przy­jezd­nych. Ja­ko świe­żo upie­czo­na po­li­cjant­ka nie mia­ła jesz­cze wy­ostrzo­ne­go szó­ste­go zmy­słu, któ­ry po­mógł­by jej roz­po­znać prze­stęp­cę w mgnie­niu oka, wśród po­zor­nie nie­po­zor­nych prze­chod­niów. Dla­te­go po­sta­no­wi­ła uczyć się od naj­lep­szych. Prze­nio­sła się na Głów­ny, aby być bli­sko le­gen­dy po­li­cji miej­skiej, bez­kom­pro­mi­so­we­go w swo­im dzia­ła­niu De­tek­ty­wa z wy­jąt­ko­wą in­tu­icją. Od cza­sów na­sto­let­nich po­dzi­wia­ła go jak ni­ko­go in­ne­go na świe­cie. Stu­dio­wa­ła każ­dy ar­ty­kuł o spra­wach, któ­ry­mi się zaj­mo­wał. Po­sta­no­wi­ła spró­bo­wać wszyst­kie­go, aby się do nie­go zbli­żyć. Uda­ło jej się skoń­czyć szko­łę po­li­cyj­ną z naj­lep­szy­mi wy­ni­ka­mi. Tyl­ko dla nie­go. Mia­ła na­dzie­ję, że od ra­zu do­sta­nie się na Głów­ny, ale nie­ste­ty przy­dzie­lo­no ją na Lwow­ską. Tam też by­ła naj­lep­sza, dzię­ki szcze­gó­łom, któ­re w mig wy­ła­py­wa­ła. Ob­my­śla­ła każ­dy de­tal swo­je­go po­stę­po­wa­nia, każ­de sło­wo wy­po­wie­dzia­ne do ko­le­gów i ko­le­ża­nek. Nie uwa­ża­ła sie­bie za wy­ra­cho­wa­ną, ale zda­rza­ło się. Ro­bi­ła tyl­ko to, co by­ło ab­so­lut­nie ko­niecz­ne. Mu­sia­ła się ja­koś wy­bić, bo szczę­ściu trze­ba po­móc. Ta­kie tłu­ma­cze­nie uspo­ka­ja­ło ją i spra­wia­ło, że my­śla­ła o so­bie jak o nor­mal­nej oso­bie.

Ja­dąc na ro­we­rze, przy­po­mnia­ła so­bie Bier­nac­kie­go. Ma­ły, tę­py chuj ze zbyt du­żą prze­rwą mię­dzy zę­ba­mi. Je­go lu­bież­ne spoj­rze­nia w jej stro­nę de­ner­wo­wa­ły ją za każ­dym ra­zem. Nie wie­dzia­ła, jak de­li­kat­nie so­bie z nim po­ra­dzić, jak go znie­chę­cić do dal­szych i co­raz śmiel­szych za­lo­tów. Nie mo­gła uda­wać les­bij­ki, gdyż wte­dy nie zro­bi­ła­by ka­rie­ry w po­li­cji. Nie mo­gła go stłuc z te­go sa­me­go po­wo­du. Po­sta­no­wi­ła za­tem, że zro­bi to na wspól­nym pa­tro­lu z tym nie­udacz­ni­kiem.

Póź­nym wie­czo­rem za­trzy­ma­li czar­ne Au­di Q7 na peł­nym wy­pa­sie. Mu­zy­ka dud­ni­ła ze środ­ka, za­głu­sza­jąc ją i jej nie­chcia­ne­go part­ne­ra. Wie­dzia­ła, że to je­dy­ny spo­sób i że to, co za­mie­rza­ła, mo­że się udać. Kie­row­cą był mło­dy męż­czy­zna, zbyt bo­ga­ty, aby przej­mo­wać się kon­tro­lą dro­go­wą. Na wi­dok Mło­dej Po­li­cjant­ki roz­ocho­cił się.

– Wi­tam sek­sow­ną pa­nią – ode­zwał się Kie­row­ca ze zbyt du­żą pew­no­ścią sie­bie.

– Do­ku­men­ty pro­szę – po­wie­dzia­ła oschle.

– Pro­szę bar­dzo, ślicz­not­ko.

– Do po­li­cjan­ta pro­szę się od­po­wied­nio zwra­cać – wtrą­cił się Bier­nac­ki.

– A ja pa­na po­li­cjan­ta nie za­uwa­ży­łem. Prze­pra­szam.

– Mam pra­wo po­dej­rze­wać, iż do­ku­men­ty są fał­szy­we. Mu­si­my pa­na za­brać na po­ste­ru­nek i wy­ja­śnić tę spra­wę. Pro­szę do ra­dio­wo­zu. Au­to zo­sta­nie od­ho­lo­wa­ne na par­king po­li­cyj­ny.

– Jak to fał­szy­we?! No­wy sa­mo­chód z sa­lo­nu!! Co ty, kur­wa, wy­my­ślasz?!! – Kie­row­ca za­czął krzy­czeć, jed­nak po chwi­li zro­zu­miał, że są in­ne spo­so­by. Pod­szedł do Mło­dej Po­li­cjant­ki. – Prze­pra­szam, że się unio­słem. Mo­że da­ło­by ra­dę ja­koś za­ła­go­dzić tę sy­tu­ację.

Wszyst­ko ukła­da­ło się po jej my­śli.

– Nie ze mną ta­kie roz­mo­wy. – De­li­kat­nie się od­wró­ci­ła, uda­jąc, że coś pi­sze.

Kie­row­ca pod­szedł do Bier­nac­kie­go.

– Pa­na ko­le­żan­ka jest nie­prze­jed­na­na. Mo­że pan się za mną wsta­wi. Ro­zu­miesz… Ja­dę do la­ski z kwia­ta­mi i cze­ka, aż ją… po­ca­łu­ję.

Bier­nac­ki ob­ru­szył się i spoj­rzał po­ro­zu­mie­waw­czo na part­ner­kę. Ta jed­nak sta­ła ty­łem do męż­czyzn, uda­jąc, że spraw­dza au­to. Po­li­cjant uznał to za po­zwo­le­nie.

– A w ja­ki spo­sób mam ją prze­ko­nać?

– Mo­że pan za­brać ślicz­ną ko­le­żan­kę na za­ku­py lub na ko­la­cję.

– Z pen­sji po­li­cjan­ta? – Bier­nac­ki był zbyt głu­pi, aby po­my­śleć, co aku­rat zro­bił.

– To pro­szę. – Kie­row­ca wsu­nął do kie­sze­ni funk­cjo­na­riu­sza zwi­tek pie­nię­dzy.

Wszy­scy od­je­cha­li w swo­ich kie­run­kach. Mło­da Po­li­cjant­ka nic nie mó­wi­ła, uda­jąc, że nie sły­sza­ła ca­łej roz­mo­wy.

Na­stęp­ne­go dnia po­szła do Prze­ło­żo­ne­go, mło­de­go i sza­le­nie przy­stoj­ne­go, z ide­al­nym za­ro­stem i sze­ro­ki­mi bar­ka­mi. Wie­le ra­zy wi­dzia­ła w snach je­go du­że rę­ce na swo­jej szyi.

– Słu­cham? – za­py­tał, nie od­ry­wa­jąc wzro­ku od mo­ni­to­ra.

– Dzień do­bry. Wzy­wał mnie pan. – Sta­ła na bacz­ność.

– Tak… Czy chce mi pa­ni coś po­wie­dzieć?

– Em…. Chy­y­y­ba tak. – Je­śli by nie zo­sta­ła po­li­cjant­ką, to na pew­no by­ła­by świet­ną ak­tor­ką.

– Więc? – za­py­tał znie­cier­pli­wio­ny.

– Wczo­raj na pa­tro­lu… nie wiem, czy do­brze wi­dzia­łam, ale funk­cjo­na­riusz Bier­nac­ki chy­ba przy­jął ła­pów­kę od kie­row­cy czar­ne­go Au­di Q7. Nie je­stem pew­na, przez chwi­lę roz­ma­wia­li o czymś. Bier­nac­kie­go kie­szeń by­ła póź­niej wy­pcha­na. Nie wiem… Mo­że to by­ły chu­s­tecz­ki hi­gie­nicz­ne.

– Dzię­ku­ję za szcze­rość.

– Ale skąd pan to wie? – za­py­ta­ła. – Ka­me­ry… – mu­sia­ła zgad­nąć. Ina­czej oka­za­ła­by się bez­myśl­na i bez­u­ży­tecz­na.

– Oczy­wi­ście. Czy spi­sa­ła pa­ni da­ne oso­bo­we kie­row­cy? – za­py­tał się.

– Tak.

– Ale niech pa­ni wy­tłu­ma­czy jak de­bi­lo­wi. Mia­ła pa­ni po­dej­rze­nia co do ory­gi­nal­no­ści do­ku­men­tów, więc dla­cze­go pa­ni nie zro­bi­ła te­go, co za­mie­rza­ła.

Mło­da Po­li­cjant­ka uda­ła wy­pło­cha.

– Ja chcia­łam, ale Bier­nac­ki ma wyż­szy sto­pień i po­wie­dział, że nie zo­sta­ły sfał­szo­wa­ne, i po­zwo­lił kie­row­cy od­je­chać. Jesz­cze w ra­dio­wo­zie mu mó­wi­łam, że ta­kie rze­czy się spraw­dza w ra­zie naj­mniej­szych po­dej­rzeń. Póź­niej pod ko­mi­sa­ria­tem za­pro­sił mnie na ko­la­cję, ale… pro­szę na nie­go spoj­rzeć. Śle­pa i głu­cha pro­sty­tut­ka by go nie ze­chcia­ła.

Prze­ło­żo­ny uśmiech­nął się lek­ko. Lu­bił ją, ale czuł w niej coś dziw­ne­go, coś, co go od­stra­sza­ło. Nie ufał jej.

– Do­brze za­tem. Ca­ła pro­ce­du­ra zo­sta­nie wsz­czę­ta. Aha i jesz­cze jed­no. Ten sa­mo­chód skra­dzio­no dwa dni te­mu, a toż­sa­mość kie­row­cy i do­ku­men­ty by­ły fał­szy­we. Mia­ła pa­ni do­bre prze­czu­cia. Oby tak da­lej. – Prze­ło­żo­ny po­ka­zał zę­by w sze­ro­kim uśmie­chu.

– Dzię­ku­ję. Czy mo­gę odejść?

– Oczy­wi­ście.

Jesz­cze te­go sa­me­go wie­czo­ru le­ża­ła na­ga w łóż­ku, czu­jąc ulgę po swo­im speł­nie­niu.

– Wiesz… pier­dol­nię­ta je­steś – po­wie­dział Kie­row­ca Au­di Q7, scho­dząc z niej.

– Mia­łam w tym swój cel, a to­bie nic do te­go. Spa­li­łeś do­ku­men­ty?

– Tak jest, sek­sow­na Pa­ni Wła­dzo.

– Sa­mo­chód po­rzu­ci­łeś bez od­ci­sków? – za­py­ta­ła po­waż­nie. Nie ob­cho­dzi­ły ją kom­ple­men­ty i in­ne ta­kie bzdu­ry.

– Tak.

– To wy­pier­da­laj. Nikt nie mo­że cię u mnie zo­ba­czyć.

– I nie zo­ba­czy – za­pew­niał. – Mo­że zo­sta­nę do ra­na?

– Chcia­ła­bym, ale wiesz, że nie mo­gę ry­zy­ko­wać. Kie­dyś to so­bie od­bi­je­my. – Mu­sia­ła zmie­nić ton, ina­czej ni­g­dy by się nie wy­niósł.

Ubrał się i po­szedł, zo­sta­wia­jąc Po­li­cjant­kę sa­mą, na­gą i pod­du­sza­ną przed go­dzi­ną.

Spra­wa z Bier­nac­kim po­to­czy­ła się dość szyb­ko. Zo­stał wy­rzu­co­ny z po­li­cji i te­raz cze­ka go spra­wa w są­dzie. Nie wie­dział zbyt­nio, co się sta­ło. Kto wszyst­ko wy­ja­wił? I o ja­kiej ko­la­cji by­ła mo­wa. A te pie­nią­dze? Nikt nie mó­wił o pie­nią­dzach!! A ten zwi­tek to nie wie skąd. Prze­cież ona by mu te­go nie zro­bi­ła. By­ła dla nie­go ta­ka mi­ła w ba­rze w to­a­le­cie dwa dni wcze­śniej. To na pew­no nie ona. I na pew­no nie wi­dział jej z tym ko­le­siem na Pu­ła­skie­go oko­ło pół­no­cy. Nie… Prze­cież póź­niej przy­szła do nie­go po­wie­dzieć, jak jej przy­kro, że nie mo­gą być ra­zem. Po­li­cjant­ka i prze­stęp­ca. Ona tak bar­dzo ko­cha swo­ją pra­cę. Ale obie­ca­ła, że zro­bi wszyst­ko, aby od­zy­skał do­bre imię. Bo chce z nim pra­co­wać.

We­szła do ko­mi­sa­ria­tu, wspo­mi­na­jąc głu­pie­go Bier­nac­kie­go z de­li­kat­nym uśmie­chem na twa­rzy. Po­de­szła do dy­żur­ne­go z pa­pie­ra­mi świad­czą­cy­mi o jej prze­nie­sie­niu. Tam, gdzie pra­cu­je jej pry­wat­ny bóg.

Na Głów­nym mło­dy, przy­stoj­ny po­li­cjant, lat oko­ło trzy­dzie­stu, uśmiech­nął się do po­nęt­nej bru­net­ki zza okien­ka dy­żur­ki. Ogar­nę­ła wzro­kiem ca­ły hall. Kil­ka pro­sty­tu­tek, ja­kiś ob­dar­tus w kaj­dan­kach, pła­czą­ca ko­bie­ta z ma­łym dziec­kiem mó­wi­ła w nie­zna­nym Po­li­cjant­ce ję­zy­ku. Dym pa­pie­ro­so­wy i ogól­na wrza­wa nie za­chę­ca­ła do wkro­cze­nia do ja­ski­ni lwa. Od­no­si­ło się wra­że­nie, że każ­dy, na­wet po­li­cjant, jest tam in­tru­zem chcą­cym zbu­dzić be­stię. Miej­sce od­py­cha­ło nie tyl­ko ha­ła­sem i at­mos­fe­rą, ale za­pa­chem dy­mu stę­chli­zny, bru­du i ku­rzu. Jed­nak Mło­da Po­li­cjant­ka szła z jed­nym za­mia­rem: zbli­żyć się do De­tek­ty­wa naj­bar­dziej jak się tyl­ko da. By­ła zde­ter­mi­no­wa­na na ty­le, by po­świę­cić wszyst­ko, co do tej po­ry osią­gnę­ła.

Po­de­szła do przy­stoj­nia­ka i po­da­ła mu pa­pie­ry.

– Pro­szę udać się do Sze­fa. Ko­ry­ta­rzem w pra­wo. Na pew­no pa­ni znaj­dzie. Na drzwiach jest enig­ma­tycz­nie brzmią­cy na­pis „Szef”. – Przy­stoj­ny po­li­cjant pu­ścił do niej oczko.

Jej twarz po­zo­sta­ła nie­wzru­szo­na, ka­mien­na, jak­by nie sły­sza­ła lub za­mie­nia­ła wszyst­kich w słup so­li. Gdy zna­la­zła upra­gnio­ne drzwi, za­pu­ka­ła i cze­ka­ła na za­pro­sze­nie.

– Wcho­dzić, kur­wa. Lu­dzie, nie wie­cie, że się wcho­dzi?? Ty­le lat i na­dal za­po­mi­na­ją gnoj­ki nie­do­uczo­ne – usły­sza­ła mę­ski, za­chryp­nię­ty głos.

– Wi­tam. Zo­sta­łam prze­nie­sio­na na Głów­ny z Lwow­skiej. I nie­ste­ty nie po­in­for­mo­wa­no mnie o bra­ku wy­mo­gów, co do pa­nu­ją­cych tu­taj zwy­cza­jów – oznaj­mi­ła oschle. Od­nio­sła wra­że­nie, że Szef za­nie­mó­wił.

Za­dzior­na jest. Nada się – stwier­dził w my­ślach.

– Ach tak. Cze­ka­łem na cie­bie. Je­steś nie­do­świad­czo­na, ale masz od­po­wied­nie po­czu­cie spra­wie­dli­wo­ści, pó­ki co. Przy­dzie­lam cię do De­tek­ty­wa. Je­mu przy­da się smycz, to­bie do­świad­cze­nie, a mi in­for­ma­tor – po­wie­dział, od­sła­nia­jąc po­żół­kłe zę­bi­ska.

– Czy­li trzy pie­cze­nie na jed­nym ogniu. – Po­li­cjant­ka pro­mien­nie się uśmiech­nę­ła.

Więc już je­steś mój – po­my­śla­ła.

– Idź do dwu­nast­ki. Zo­sta­wi­łem dla cie­bie ak­ta do przej­rze­nia. Za­po­znaj się z ni­mi i po­wo­dze­nia z no­wym part­ne­rem. – Pierw­sze roz­ka­zy od Sze­fa.

– Dzię­ku­ję – od­po­wie­dzia­ła, sta­ra­jąc się ukryć szczę­ście, któ­re wy­peł­ni­ło jej ser­ce. Nie są­dzi­ła, że od ra­zu tra­fi pod Je­go skrzy­dła.

Opu­ści­ła po­kój i skie­ro­wa­ła się do dwu­nast­ki…

– 3 –

Pa­ni Pa­to­log w ak­cji

Wy­so­ka, szczu­pła i nie­zmier­nie po­nęt­na ko­bie­ta pew­nym kro­kiem prze­mie­rza­ła ko­ry­tarz na Głów­nym. Czu­ła na so­bie lu­bież­ne spoj­rze­nia ko­le­gów z Głów­ne­go. Uwiel­bia­ła to. By­ła ko­bie­tą spryt­ną, prze­bie­głą i nad wy­raz wy­ra­cho­wa­ną. Szczy­ci­ła się tym każ­de­go dnia przed lu­strem. Po­dzi­wia­ła się za to. Ma­ki­jaż zaj­mo­wał jej go­dzi­nę. By­ła per­fek­cjo­nist­ką. Z te­go też wzglę­du sta­ła się naj­bar­dziej roz­chwy­ty­wa­nym pa­to­lo­giem w mie­ście. Za­czę­ła pra­co­wać nad naj­bar­dziej skom­pli­ko­wa­ny­mi spra­wa­mi, ja­kie tra­fia­ły się sza­now­nej i nie­zmier­nie pra­co­wi­tej po­li­cji. Mia­ła jed­nak o nich swo­ją opi­nię. Uwa­ża­ła ich za po­zba­wio­nych mó­zgu tłu­ków, któ­rzy le­d­wo skoń­czy­li szko­łę po­li­cyj­ną, a ich pra­ca nie mia­ła nic wspól­ne­go z za­pew­nia­niem po­rząd­ku w mie­ście.

Je­dy­nie De­tek­tyw był in­ny. Im­po­no­wał jej pod każ­dym wzglę­dem. Po­zna­ła go zna­ko­mi­cie, gdy spo­ty­ka­li się ja­kiś czas te­mu. Spę­dzi­li ze so­bą kil­ka wspa­nia­łych wie­czo­rów i upoj­nych no­cy. Ale nie mo­gła znieść my­śli, że on nie an­ga­żu­je się tak jak ona. By­ła za­ko­cha­na, a je­mu cho­dzi­ło wy­łącz­nie o seks i do­bre to­wa­rzy­stwo, któ­re póź­niej co­raz czę­ściej za­mie­niał na kum­pli w ba­rze al­bo rand­kę z bu­tel­ką wód­ki.

Jed­ne­go wie­czo­ru po­sta­no­wi­ła się z nim roz­mó­wić. Po­wie­dzia­ła, cze­go od nie­go ocze­ku­je. A chcia­ła mi­ło­ści i od­da­nia, czy­li te­go, co ona mo­gła dać od sie­bie je­mu w każ­dej chwi­li, gdy­by tyl­ko ze­chciał. Zna­ła fi­nał roz­mo­wy, ale tlił się w niej pło­myk na­dziei, że mo­że jed­nak on się obu­dzi i za­cznie się sta­rać, że oka­że jej za­in­te­re­so­wa­nie, na ja­kie za­słu­gi­wa­ła. Wie­dzia­ła, że to męż­czy­zna dla niej i że by­li­by ra­zem bar­dzo szczę­śli­wi. Po nie­uda­nym mał­żeń­stwie mia­ła ocho­tę zwią­zać się z kimś zu­peł­nie in­nym niż jej bez­na­dziej­ny by­ły mąż. De­tek­tyw był przy­stoj­ny na­wet mi­mo wie­lo­let­nie­go uza­leż­nie­nia od al­ko­ho­lu. Do te­go sek­sow­ny i nie­zmier­nie in­te­li­gent­ny. Sil­ny pod każ­dym wzglę­dem. A ona po­trze­bo­wa­ła ko­goś ta­kie­go. Nie chcia­ła być sa­ma. Nie zno­si­ła sa­mot­no­ści, pu­ste miesz­ka­nie co wie­czór przy­po­mi­na­ło o bez­na­dziej­no­ści jej ist­nie­nia. Dla­te­go pra­co­wa­ła po dwa­na­ście go­dzin i czę­sto opi­sy­wa­ła wy­ni­ki sek­cji po no­cach w do­mu.

Roz­mo­wa z De­tek­ty­wem uga­si­ła ostat­ni pło­myk na­dziei na szczę­ście. Je­go sło­wa by­ły okrut­ne i wry­ły się w jej pa­mięć bar­dzo głę­bo­ko.

„Je­steś wy­bra­ko­wa­na”.

„Nie chce mi się dziś roz­ma­wiać”.

„Co ci prze­szka­dza w na­szym ukła­dzie? Pie­przę cię, kie­dy chcesz. Ma­ło ci jesz­cze?”

Od­po­wie­dzia­ła tyl­ko: „Ro­zu­miem. Więc pro­szę cię, abyś te­raz wy­szedł”. I do­pie­ro gdy opu­ścił jej miesz­ka­nie, za­czę­ła pła­kać. Bo ko­cha­ła go ca­łą so­bą. Uświa­do­mi­ła so­bie, że jed­nak nie seks ją przy nim trzy­mał. By­ły to je­dy­ne chwi­le szczę­ścia i re­lak­su, ja­kich za­zna­ła od cza­su roz­wo­du. Mi­mo ca­łe­go ide­ału, ja­ki so­bą przed­sta­wia­ła, nie czu­ła się ani pięk­na, ani na ty­le do­bra, że­by móc roz­ko­chać w so­bie je­dy­ne­go męż­czy­znę, na ja­kim jej za­le­ża­ło. To wy­da­rze­nie bar­dzo ją zmie­ni­ło. Dla ko­bie­ty, któ­ra chce dać z sie­bie wszyst­ko, po­czu­cie od­rzu­ce­nia jest naj­gor­sze. Mi­mo ca­łej si­ły, któ­rą w so­bie mia­ła, nie by­ła w sta­nie my­śleć, że ma po co żyć. Znaj­do­wa­ła szczę­ście w przy­god­nym sek­sie i ad­o­ra­cji męż­czyzn, któ­ry­mi ona nie by­ła za­in­te­re­so­wa­na. Bo nie by­li Nim…

– Cześć. Gdzie De­tek­tyw? – za­py­ta­ła jed­ne­go z funk­cjo­na­riu­szy.

– Wi­tam Pa­nią Pa­to­log. Ostat­nio był przy swo­im biur­ku.

– Dzię­ku­ję.

Skie­ro­wa­ła się ku wy­bran­ko­wi swo­je­go ser­ca. Gdy go zo­ba­czy­ła, ogar­nę­ło ją uczu­cie szczę­ścia i smut­ku jed­no­cze­śnie.

– Cześć. Przy­nio­słam wy­ni­ki sek­cji zwłok te­go sie­dem­na­sto­lat­ka i ko­bie­ty. Cie­ka­wa spra­wa. On był pod wpły­wem bar­dzo sil­nych le­ków uspo­ka­ja­ją­cych. Ona też, ale mia­ła ich o wie­le mniej­szą ilość w or­ga­ni­zmie. Sprawdź­cie w miesz­ka­niu, czy znaj­dzie­cie tam le­ki. Aha… I jesz­cze jed­no. Oni nie od­by­li sto­sun­ku.

De­tek­tyw był zdzi­wio­ny ty­mi re­we­la­cja­mi. Są­dził, że spra­wa jest ba­nal­nie pro­sta. Już za­czął pi­sać ra­port koń­co­wy.

Po­dzię­ko­wał tyl­ko za ak­ta i za­czął je czy­tać. Pa­ni Pa­to­log po­czu­ła w ser­cu do­tkli­we ukłu­cie igłą obo­jęt­no­ści De­tek­ty­wa. Ko­cha­ła go, ale z dru­giej stro­ny nie­na­wi­dzi­ła. Z jed­nej stro­ny go chcia­ła, a z dru­giej gar­dzi­ła nim. Z jed­nej stro­ny chcia­ła z nim być, jed­nak z dru­giej wie­dzia­ła, że by­ła­by z nim bar­dziej niż nie­szczę­śli­wa. Ta huś­taw­ka emo­cjo­nal­na sta­ła się nie do wy­trzy­ma­nia. Mę­czy­ły ją cią­głe prze­my­śle­nia na te­mat mi­ło­ści jej ży­cia… Co ro­bi… O czym my­śli… Czy ma ko­goś… Czy ko­goś pie­przy…

Mia­ła wra­że­nie, że on my­śli o niej; że nie wie, co zro­bić. Ta tlą­ca się w niej na­dzie­ja by­ła nie­zno­śna. Nie chcia­ła wiecz­nie cze­kać na je­go po­wrót do ży­wych. Ale ro­bi­ła to przez dłu­gie mie­sią­ce. Spę­dzi­ła je w cier­pie­niu, pła­cząc i tę­sk­niąc każ­de­go wie­czo­ru. Z cza­sem przy­zwy­cza­iła się do bó­lu, któ­ry od­czu­wa­ła nie­mal fi­zycz­nie. Jak­by wbi­ja­no ty­sią­ce igieł w każ­dy frag­ment cia­ła za każ­dym ra­zem, gdy je­go ob­raz po­ja­wiał się w gło­wie. Nie mu­sia­ła go wi­dzieć. Wy­star­czył wi­dok ja­kie­go­kol­wiek łóż­ka, że­by przy­po­mnia­ły jej się ich wspól­ne, peł­ne na­mięt­no­ści wie­czo­ry i no­ce. Już wte­dy wie­dzia­ła, że dla nie­go to tyl­ko pra­gnie­nie przy­jem­no­ści. Je­go sło­wa ca­ły czas dud­ni­ły w gło­wie Pa­ni Pa­to­log: „A dla­cze­go miał­bym od­ma­wiać so­bie przy­jem­no­ści?”. Nie mia­ła mu te­go za złe. Do mi­ło­ści nie moż­na ni­ko­go zmu­sić. Nie­ste­ty…

Po­mi­mo wszyst­kie­go, co zro­bił, nie by­ła w sta­nie zło­ścić się na nie­go. Jed­nak tyl­ko jed­no zda­nie rzu­ci­ło cień na ca­łą je­go nie­ska­zi­tel­ną po­stać.

„Je­steś wy­bra­ko­wa­na”.

Mi­mo że to by­ła jej wi­na, nie mo­gła prze­stać my­śleć, że nikt nie ma pra­wa mieć do niej o to pre­ten­sje. Chcia­ła dzie­ci. On nie. Nie mo­że ich mieć, więc w czym pro­blem? Wie­dzia­ła, że w ni­czym. To był ko­lej­ny spo­sób, że­by się jej po­zbyć. Jed­nak by­ła mu wdzięcz­na, że jest dla niej ta­ki su­ro­wy i oschły. Tłu­ma­czy­ła to fak­tem, iż nie chciał jej ra­nić nie­do­mó­wie­nia­mi. Pró­bo­wał ją do sie­bie znie­chę­cić, lecz jej mi­łość by­ła sil­niej­sza niż je­go bez­na­dziej­ne sta­ra­nia wzbu­dze­nia w niej nie­na­wi­ści do nie­go.

Czę­sto my­śla­ła o je­go ko­bie­tach. Ni­g­dy nie wi­dzia­ła go z żad­ną dziw­ką. Jed­nak męż­czy­zna ma swo­je po­trze­by. Nie ukry­wa­ła, że brak or­ga­zmu u nie­go był dla niej przy­kry, ale po jej po­dwój­nym unie­sie­niu nie po­tra­fi­ła się tym zbyt­nio przej­mo­wać. Z cza­sem prze­sta­ła się tym mar­twić. On mó­wił, że waż­ne, że ona się speł­nia. Po każ­dej „wpad­ce” mó­wił: „Za du­żo ręcz­ne­go”. Nie ro­zu­mia­ła te­go. Jak wła­sna rę­ka mo­że być lep­sza od jej cip­ki? Wie­dzia­ła, że to przez du­że ilo­ści al­ko­ho­lu i czę­sto pa­lo­ną traw­kę w mło­do­ści. Mógł się le­czyć, ale nie śmia­ła mu te­go za­pro­po­no­wać.

Z je­go szcząt­ko­wych opo­wie­ści wy­ni­ka­ło, że miał ko­goś w prze­szło­ści. Mar­ce­li­na… Co to w ogó­le za imię? Pod ko­niec związ­ku nie sy­pia­li już ze so­bą. Mo­że już wte­dy po­ja­wił się ta­ki pro­blem… Zo­sta­wi­ła go. Dla tak dum­ne­go fa­ce­ta jak on był to cios. Cios w je­go ego. Pa­ni Pa­to­log mo­gła się tyl­ko do­my­ślać, dla­cze­go Pa­ni M. go po­rzu­ci­ła. Być mo­że przez je­go brak doj­rza­ło­ści i chę­ci do stwo­rze­nia ro­dzi­ny… Al­bo pro­ble­my sek­su­al­ne… Moż­li­we, że nie mia­ła ocho­ty dzie­lić ży­cia z kimś, kto nie pod­cho­dzi do nie­go po­waż­nie. Z kimś, dla ko­go al­ko­hol, traw­ka i kum­ple by­li naj­waż­niej­si.

Ale wie­dzia­ła, że już nie pa­li. Tyl­ko pi­je. Za­rze­ka się, że nie ma pro­ble­mu z al­ko­ho­lem. Jed­nak nie był w sta­nie wy­trzy­mać bez wód­ki na­wet jed­ne­go dnia.

Wy­cho­dząc z po­ko­ju, w któ­rym pra­co­wał De­tek­tyw, mi­nę­ła Mło­dą Po­li­cjant­kę. Ni­ska, sek­sow­na bru­net­ka. Za­in­te­re­so­wa­ło to Pa­nią Pa­to­log. „Ja­kaś no­wa su­ka”. Zbyt ład­na na te re­jo­ny. Nie mo­gła się po­wstrzy­mać i po­sta­no­wi­ła spraw­dzić, kim ona jest. Za­trzy­ma­ła się i za­czę­ła roz­ma­wiać z in­nym de­tek­ty­wem o no­wej spra­wie, któ­rą do­sta­ła. Ką­tem oka ob­ser­wo­wa­ła tę mło­dą, jak pod­cho­dzi do De­tek­ty­wa i za­czy­na z nim roz­ma­wiać, po czym sia­da przy biu­ru obok i pi­sze coś na lap­to­pie. I wszyst­ko sta­ło się ja­sne. To je­go no­wa part­ner­ka!!!

Jak Pa­ni Pa­to­log go zna­ła. Za­czął spo­glą­dać na Mło­dą Po­li­cjant­kę nie­co ner­wo­wo. SPODO­BA­ŁA MU SIĘ!!! To był cios. Je­dy­ne po­cie­sze­nie to fakt, iż ona nie spo­glą­da­ła na nie­go w ogó­le. Sie­dzia­ła obo­jęt­nie przy swo­im biur­ku, zbyt za­an­ga­żo­wa­na w pra­cę. ZBYT!!! Uda­wa­ła. Wie­dzia­ła, że De­tek­tyw pa­trzy na nią. Że jej obo­jęt­ność iry­tu­je go i pod­nie­ca. Na­gle on po­da­je jej wy­ni­ki sek­cji zwłok, któ­re do­stał wcze­śniej. Na pew­no by­li part­ne­ra­mi… Go­rzej być nie mo­gło.

Pa­ni Pa­to­log z pro­mien­nym uśmie­chem na twa­rzy po­że­gna­ła się i uda­ła do swo­je­go pro­sek­to­rium nu­mer 4. Ro­bi­ła tam to, co lu­bi naj­bar­dziej. Kro­iła, ana­li­zo­wa­ła, ba­da­ła i od­kry­wa­ła ta­jem­ni­ce tych, któ­rzy już nic nie mo­gli po­wie­dzieć.

[…]

Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.

De­tek­tyw w Brud­nym Mie­ście

isbn: 978-83-8423-293-4

© Mar­ta Mi­row­ska i Wy­daw­nic­two No­vae Res 2026

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Ko­pio­wa­nie, re­pro­duk­cja lub od­czyt ja­kie­go­kol­wiek frag­men­tu tej książ­ki w środ­kach ma­so­we­go prze­ka­zu wy­ma­ga pi­sem­nej zgo­dy Wy­daw­nic­twa No­vae Res.

re­dak­cja: Mar­ta Gro­chow­ska

ko­rek­ta: Mag­da­le­na Brze­zow­ska-Borcz

okład­ka: Oli­wia Błasz­czyk

kon­wer­sja e-bo­oka: Ga­briel Wy­glę­dacz – Stu­dio Aka­pit

Wy­daw­nic­two No­vae Res na­le­ży do gru­py wy­daw­ni­czej Za­czy­ta­ni.

Gru­pa Za­czy­ta­ni sp. z o.o.

ul. Świę­to­jań­ska 9/4, 81-368 Gdy­nia

tel.: 58 716 78 59, e-ma­il: se­kre­ta­riat@gru­pa­za­czy­ta­ni.pl

https://no­va­eres.pl

Pu­bli­ka­cja do­stęp­na jest na stro­nie za­czy­ta­ni.pl.