Człowiek w bandażach - Alex Sand - ebook + książka
NOWOŚĆ

Człowiek w bandażach ebook

Sand Alex

4,3

13 osób interesuje się tą książką

Opis

Książka, która szarpie nerwy, nie pozwala zasnąć, przeraża okrucieństwem i stawia trudne pytania bez prostych odpowiedzi. Thriller, powieść sensacyjna i kryminał w jednym!

 

Po rocznej ciszy i ukrywaniu się przed policją do Trenton powracają artyści sadyści. Tym razem ich plan jest lepiej dopracowany, a oni sami transmitują swoje poczynania w Internecie. Na żywo!

 

Kto tym razem padnie ich ofiarą i czy naprawdę istnieją przypadki? Co się stało z emocjonalnie zniszczoną po poprzednim porwaniu Amelią? Czy policja znów okaże się bierna, a sprawy będą musieli załatwiać zwykli ludzie?

 

Skorumpowany i pozbawiony uczuć burmistrz ma tajemnice, o których nie mówi nikomu.

 

Kobieta wychowana w idealnym środowisku staje oko w oko z tymi, którzy chcą jej odebrać wszystko.

 

Przypadkowo wplątany w wir wydarzeń student miewa sny budzące lęk i bolesne wspomnienia.

 

Kto naprawdę jest katem i czy złe doświadczenia usprawiedliwiają czyny?

 

Człowiek w bandażach” to drugi tom świetnie przyjętego przez czytelników Pana Stracha. Osobom, które były przerażone częścią pierwszą, zaleca się nie czytać nocą!

 

 

Mrożąca krew w żyłach, brutalna, przerażająco dobra! Ta książka namiesza Wam w głowach i sprawi, że od teraz STRACH będzie towarzyszył Wam na każdym kroku. Polecam! - A.P. Mist

 

Czytelnik sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jak bardzo ten fikcyjny świat jest podobny do tego, w którym żyjemy? Ostrzegam, sceny wykreowane przez Alex Sand mogą zostać uznane za kontrowersyjne i trudne do udźwignięcia. Czytasz na własną odpowiedzialność. - Catherine Reiss, autorka powieści Fetor

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 316

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (20 ocen)
10
7
2
1
0
Sortuj według:
Kuszla

Nie oderwiesz się od lektury

Strach ma wielkie oczy i to tylko je postanowił teraz odkryć przed światem. Nie skończył swojego dzieła, a jego muza wciąż jest daleko od niego. Aby zyskać rozgłos i dokończyć to, co zaczął, emituje live'y, na których torturuje swoje ofiary. Czy uda mu się ponownie porwać swoją muzę? Czy policji uda się schwytać oprawcę? 🤎🤎🤎🤎🖤🖤🖤🤎🤎🤎🤎 I ten tom nie pozostawia na czytelniku suchej nitki. Będzie mrok, ból i fascynacja. Pojawi się też lęk i groza, która nie pozwoli odejść od lektury nawet na moment. Autorka zadbała o to, aby czytelnik nie wiedział na czym stoi. Otworzyła wiele wątków, których rozwinięcia jestem niesamowicie ciekawa. W relacjach swoich bohaterów także zaistniało wiele zmian, które jesteśmy w stanie łatwo wyjaśnić. Sięgając po tę lekturę mamy kilka kategorii literackich w jednym i muszę przyznać, że sama miałabym olbrzymi problem z dopasowaniem jej do zaledwie jednego segmentu. To właśnie dzięki temu dzieło to nabiera wielowymiarowości, dzięki której zuskuje ko...
00
Silenzjo

Z braku laku…

Zbyt wulgarna.
01
roratmagdalena

Całkiem niezła

Troszkę lepsza jak czesc pierwsza ale dalej szału nie ma Jedno i to samo
01

Popularność




Alex Sand (1983) – była studentka zarządzania i marketingu, chemii oraz filologii angielskiej, a ostatecznie masażystka bez choćby jednego dnia przepracowanego w zawodzie. Miłośniczka pracy online, zainteresowana tworzeniem i pozycjonowaniem stron WWW, blogowaniem, forexem i kryptowalutami. Pisać zaczęła w pierwszych miesiącach koronawirusowej pandemii. Przytłoczona ogromem stresów i wizją tego, że oto świat się wali i już nigdy nie będzie taki sam, zaczęła szukać dla siebie odskoczni, kreując losy wymyślonychbohaterów.

Copyright © by Alex Sand, 2022Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2023 All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Aneta Krajewska

Projekt okładki: Patrycja Kiewlak

Zdjęcie na okładce: © by Erik Kalibayev/Shutterstock

Ilustracje wewnątrz książki: OpenClipart-Vectors z Pixabay

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

ISBN 978-83-8290-236-5

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Spis treści

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Podziękowania

Sztuka nie ma wyglądać ładnie; ma sprawić, że cośpoczujesz.Rainbow Rowell

Rozdział I

Powrót

Billy Sayers siedział w swoim pokoju w akademiku i uczył się do sesji, kiedy na biurku zabrzęczał jego smartfon. Chłopak leniwie podniósł wzrok, odgarnął na bok za długą grzywkę i zerknął na wyświetlacz. Zobaczył, że przyszła do niego jakaś wiadomość z nieznanego numeru. Był już tak zmęczony wkuwaniem kolejnych stron do zbliżającego się egzaminu, że westchnął, odłożył zdecydowanie za gruby tom akademickiego bełkotu i otworzyłSMS.

Musisz to zobaczyć, oni chyba robią jej tonaprawdę!

Uniósł brwi zaciekawiony i kliknął znajdujący się poniżej link. Tak, wiedział, że to grozi uszkodzeniem oprogramowania, wpuszczeniem na łącza systemu szpiegującego i tak dalej i tak dalej… ale jak zwykle miał to gdzieś. Poczekał chwilę, aż strona się załaduje, a potem zobaczył wideo. Odpaliło się od razu, nawet nie musiał włączaćodtwarzania.

W jakimś częściowo zaciemnionym pokoju, na stole przypominającym szpitalne łóżko leżała naga kobieta z czarnym workiem na głowie. Jej ręce i nogi unieruchomione były metalowymi zatrzaskami, a on miał doskonały widok na jej kusząco rozsunięte uda. Poprawił okulary, by sprawdzić, czy rzeczywiście dobrze widzi. Kobieta o wyjątkowo długich nogach i z pięknie wydepilowanym bikini – zawsze zastanawiał się, jak one to robią – rzucała się nerwowo na łóżku i coś krzyczała. Billy pogłośnił i usłyszał, jak wzywapomocy.

Widział już wiele takich filmików, a strony porno z mocniejszymi zabawami też nie były dla niego nowością, ale miał wrażenie, że teraz to coś innego. No i jak dotąd oglądał za darmo, a wokół nie było żadnych drażniących reklam ani przycisków w stylu „zapłać dychę, żeby zobaczyć ją w akcji”, więc przyjrzał się uważniejscenerii.

Ściany w pomieszczeniu były lekko podniszczone, ale łóżko, na którym leżała, pokryto czystym, białym materiałem, który przesuwał się wraz z nerwowymi ruchami dziewczyny. Billy spojrzał na jej pełne, jędrne piersi oraz sterczące sutki i od razu pomyślał, że albo jest jej zimno, albo jest tym naprawdę podniecona. Wiedział, że aktorki porno – o ile w ogóle można je nazwać aktorkami – przed sceną przykładały czasem kostki lodu do piersi, tak, żeby sutki faktycznie przez jakiś czas sterczały, więc nie był pewien, jak było w tym przypadku. Pomyślał, że może to jakieś dobrze zapowiadające sięBDSM?

Rozsiadł się w fotelu, wyciągnął nogi pod biurkiem tak, żeby było mu wygodniej, i patrzył zzainteresowaniem.

Do kobiety, która jak dotąd była widoczna na ekranie sama, podszedł dobrze zbudowany mężczyzna w samych jeansach. Billy od razu zwrócił uwagę na jego szerokie, umięśnione plecy i dobrze zbudowane ramiona, niemal w całości pokryte tatuażami. Miał na nich smoki, kwadraty, trapezy i jakieś dziwne kształty zupełnie niepasujące do siebie. Przez moment pomyślał, że twórca tych rysunków musiał być słabym artystą, skoro całość nie miała sensu, ale w zasadzie co w filmach tej klasy miało sens? Chyba tylko to, jak szybko się dojdzie, trzepiąc sobie konia przed monitorem. Rzadko się zresztą zdarzało, że Billy dotrwał do połowy filmu, gdyż jego nabrzmiały z podniecenia członek eksplodował prosto pod blat biurka. Czasem nawet tego nie czyścił. Sperma dobrze wsiąkała, zasychała, można było ją łatwo zeskrobać. Poza tym nie lubił sprzątać swojegonasienia.

Dopiero po chwili chłopak zauważył, że wytatuowany mężczyzna trzymał w prawej ręce długi nóż, który przyłożył do ciała kobiety i powoli zaczął nim sunąć od kostki w górę. Nie, nie zranił jej. Na ciele nie został nawet jeden krwawy ślad i wszystko wskazywało na to, że on się z nią tylko bawi, ale reakcja kobiety była tak przeraźliwa, że Billy zobaczył gęsią skórkę na własnych rękach. Trochę przesadziła z tym strachem, skoro to była jedynie zabawa, ale dał jej plusa za to, że zrobiła to wiarygodnie. Wtedy facet odwrócił się do kamery i spojrzał prosto w oczy Billy’emu.

Jakby go tamwidział.

– Nie możesz oderwać wzroku, prawda? – spytał.

Chłopak przełknął ślinę, bo jeszcze żaden aktor z oglądanych przez niego filmów porno nie zwrócił się do niego wprost, więc nieźle go to zaskoczyło. Mężczyzna uśmiechnął się, mrugnął do niego okiem i cofnął się do łóżka. Tym razem dużo mocniej przyłożył nóż do kostki kobiety i znów zaczął przesuwać go w górę nogi. Za jego ostrzem ciągnęła się smużka krwi. Kobietą wstrząsnęły drgawki i gdyby nie fakt, że była przykuta do łóżka, to podskoczyłaby z bólu. Billy wziął głębszy oddech, bo teraz zapowiadało się naprawdę ciekawie. Nagle nóż trzymany przez wytatuowanego, zapewne wskutek gwałtownego ruchu kobiety, obsunął się w bok jej łydki i wbił w mięsień tak głęboko, że mężczyzna musiał go szarpnąć, żeby wrócić do poprzedniej pozycji. Chłopak wzdrygnął się i nie wiedział, czy to było planowane, czy nie, oraz jak wykonali ten trik aż takrealistycznie.

– Nie wierzgaj, bo będzie gorzej – rzekł do niej zdecydowanymgłosem.

– Puść mnie, błagam! Dlaczego mi torobisz?!

Krzyki kobiety tłumił worek, który miała założony nagłowę.

Mężczyzna nie odpowiedział i jednocześnie zatoczył nożem krąg wokół jej kolana, zostawiając na nim wyraźne, krwawe bruzdy. Podszedł do jej głowy i przez moment dotykał długich, ciemnych włosów, które wystawały spod worka i opadały na nagie ramiona. Wyglądał, jakby czule się nimibawił.

Billy Sayers przez chwilę uwierzył, że to rzeczywiście może dziać się naprawdę. Wtedy na ekranie jego smartfona pojawił się drugi mężczyzna. Był szczuplejszy, znaczniej słabiej zbudowany i miał niemal całkowicie zabandażowaną głowę. Stanął przed kamerą, zasłaniając sobą cały widok, i teraz to on patrzył mu prosto w oczy. Billy westchnął na samą myśl o tym, że nagranie właśnie straciło w jego oczach jakąkolwiek wiarygodność. Przebieranki nigdy go nie kręciły, a bandaż na głowie wyglądał słabo i psuł cały efekt. Gdyby to chociaż była jakaś sensowna maska, jak Hannibala z Milczenia Owiec, ewentualnie tego gościa siekącego młodych ludzi w Teksańskiej Masakrze Piłą Mechaniczną. To przynajmniej robiło wrażenie, ale bandaż w porno? Żenada.

– Wysłaliśmy dzisiaj kilkanaście tysięcy esemesów do różnych osób z Trenton – powiedział wreszcie mężczyzna, jakby wyjaśniając tym samym, skąd na telefonie Billy’ego wzięła się wiadomość z linkiem do tego wideo. – To dzięki nim i ty możesz być świadkiem tego, co będziemy tutaj robić. Jeśli masz słabe nerwy, uprzedzam: takiej sztuki jeszcze nie widziałeś, a my dopiero zaczynamy – dodał.

Billy zaciekawił się wzmianką o Trenton i nagle cała scena wydała mu się jakoś bliższa. Lokalne porno bez krępacji? Fiu, fiu. Zerknął na adres internetowy strony i zauważył licznik wskazujący, że w tej chwili aktywnych jest już kilkaset osób. Wzdrygnął się i pomyślał, że to chyba niemożliwe i ktoś robi sobie głupi żart. Wyjątkowo niesmaczny. Mimowolnie wrócił jednak spojrzeniem do obrazu. Obaj mężczyźni podsunęli sobie krzesła tak, żeby usiąść frontem do widza i jednocześnie, żeby w tle było widać ranną kobietę. Billy nie był pewien, czy patrzy teraz bardziej na nich, czy na nagie ciało kobiety i jej unoszące się przy każdym oddechu piersi. Zauważył jednak, że nadal sterczą jejsutki.

– Witaj w nowoczesnych Inspiracjach do Sztuki – rzekł wytatuowany. – Mam na imię Michael, a to jest mój przyjaciel Ricardo. Wspólnie poprowadzimy tutaj cykl artystyczny, który zmieni twojeżycie.

– Kobieta, którą widzisz za naszymi plecami, jest dzisiaj naszą zastępczą muzą i to dzięki niej pokażemy ci, czym jest sztuka oraz dlaczego zupełnie jej nie doceniasz – dodał zabandażowanyRicardo.

– Zacznijmy właśnie od tego – ciągnął Michael. – Czym jest dla ciebie sztuka? – zapytał. – Teatrem, do którego nie masz czasu chodzić? Obrazem olejnym, który kompletnie cię nie interesuje? Graffiti na murze, obok którego przechodzisz obojętnie? Otóż… – zawiesił na moment głos. – Jest dla ciebie niczym, co byłoby warte uwagi, prawda?

Po tych słowach wstał, kilka razy obrócił nożem w ręku i podszedł do kobiety. Złapał jej dłoń, rozpłaszczył ją na stole, a potem szybkim, pewnym ruchem odciął jej palec. Kobieta zaczęła krzyczeć, a on, nic sobie z tego nie robiąc, wrócił na krzesło z jej palcem w ręce. Wyciągnął go w stronę obiektywu, sprawiając, że Billy zdębiał. Spojrzał jeszcze raz w stronę łóżka, wyraźnie widział, że dziewczyna krwawi i naprawdę nie mapalca.

– Sztuka jest wszystkim tym, co wywołuje w tobie emocje – powiedział Michael. – A to wywołało, prawda?

Billy poczuł, jak coś w jego głowie zaczyna się przeciwko temu myśleniu buntować. Przecież to były jakieś totalne bzdury. Znów wbił wzrok w odcięty i ociekający krwią palec. To wszystko wyglądało aż nazbytautentycznie.

– Podczas naszych Inspiracji do Sztuki pokażemy ci, jak wywoływać prawdziwe emocje i jak uwieczniać je na obrazie – oznajmił Michael. – Bo sztuka musi zostać uwieczniona. To jej druga ważna cecha, zaraz po wywoływaniuemocji.

Zabandażowany mężczyzna siedzący obok niego uśmiechnął się i kiwnął głową, dając znać, że chce cośdodać.

– Być może do dzisiaj nie interesowałeś się sztuką albo wręcz miałeś ją gdzieś, ale sprawimy, że to się zmieni – powiedział Ricardo. – I to nie dlatego, że chcemy, byś oglądał tortury, od których włos się jeży na głowie, ale dlatego, że chcemy tobą wstrząsnąć. Chcemy, byś sam odkrył autentyczność emocji, zamiast tej całej papki sztuczności, jaką codziennie serwuje ciświat.

Billy patrzył, jak Michael znów wstaje z krzesła i podchodzi do kobiety. Bał się nawet pomyśleć o tym, co jej zrobi, ale nie miał okazji tego zobaczyć. Ricardo zasłonił sobą kamerę, a następnie podziękował widzom za dzisiejsze przybycie i zaprosił ich na kolejny odcinek już jutro o podobnejporze.

Wideo nagle się urwało, a Billy nadal nie wiedział, co ma o tym myśleć. Sięgnął do szuflady, w której trzymał słodycze na czarną godzinę, gdyby zabrakło mu mocy do nauki, i rozerwał opakowanie pierwszego z brzegu batonika orzechowo-karmelowego. Zatopił w nim zęby i wcisnął replay. Nie był przekonany, co powinien z tym fantem zrobić, więc oglądał ponownie, żując dokładnie każdy kęs i jednocześnie szukając w nagraniu jakiegoś haczyka. Czegoś, co sprawi, że upewni się co do fałszywości i zmontowania całego materiału. Kiedy przez kolejne dziesięć minut nadal nic takiego nie zobaczył, wyłączył stronę i wybrał numer napolicję.

***

Porucznik Roman Stark dopijał czarną jak smoła kawę, kiedy na komisariacie rozdzwoniły się telefony. Widział, jak oficerzy dyżurni jeden po drugim podnosili do uszu słuchawki, a gdy na ekranie jego komputera pojawiła się liczba prawie dwudziestu oczekujących połączeń, był już pewien, że coś się stało. Wyjrzał przez okno, żeby sprawdzić, czy to nie żaden wybuch, ale niebo było piękne i czyste. W zasięgu wzroku nie miał nawet jednej chmury dymu z fabrycznych kominów. Wrócił do komputera, wziął łyk kawy i przejrzał zapiski zostawione w systemie przez pierwszego funkcjonariusza, który odebrał połączenie. Zmarszczył brwi i zerknął przez szybę w jego stronę, jakby chciał się upewnić, że to, co czyta, nie jest jakąś pomyłką, ale dyżurny nie patrzył na niego i już odbierał kolejny telefon. Na monitorze pojawił się też zapis zgłoszenia od innego funkcjonariusza potwierdzający to, co zanotował poprzedni. Porucznik Stark wstał od biurka i wyszedł ze swojego gabinetu, kierując się do pokojukomendanta.

Zapukał do drzwi i nie czekając na odpowiedź, wszedł odśrodka.

– Chyba mamy problem, szefie – powiedział, widząc, jak komendant Anderson wyciera sobie z wąsów resztki pianki pitego właśnielatte.

– No co tam? – spytał, wskazując Starkowikrzesło.

– Lepiej chodźmy do konferencyjnej, tam jest lepszy ekran, a chyba musimy cośobejrzeć.

– Co konkretnie? – dociekał komendant siorbiący kolejny łyklatte.

– Właśnie rozdzwoniły się telefony, ludzie zgłaszają, że jakichś dwóch facetów okaleczyło na żywo kobietę. Wrzucili to do Internetu i prawdopodobnie są z Trenton – wyjaśnił muskrótowo.

– Poważnie? – Anderson uniósł brwi. – Jasna cholera. Ani chwili spokoju – powiedział – No to chodźmy, zobaczmy, co to zaagenci.

W drodze do sali konferencyjnej zgarnęli jeszcze dwóch wyższych stopniem funkcjonariuszy i po kilku minutach siedzieli już przed dużym ekranem komputera stacjonarnego. Stark wpisał adres strony internetowej, którą podawały osoby zgłaszające, i kiedy tylko zobaczył witrynę, domyślił się, że to nie są żarty. Gdy usłyszał o okaleczaniu kobiety i dwóch mężczyznach biorących w tym udział, czuł w kościach, że to mogą być oni, ale mimo to wierzył, że ukryli się w jakiejś dziurze i nigdy więcej nie wychylą z niej nosa. Minął w końcu cały rok od czasu ichzniknięcia.

– O kurwa – jęknął.

W centralnej części strony wyświetlało się wideo, a po prawej widniały dwa zdjęcia. Na jednym z nich był Michael Night, na drugim Ricardo Rossi. Bez ukrywania się, bez konspiracji, uśmiechnięci i w pełnejkrasie.

– No to mamyproblem.

– Znasz ich? – zapytał.

– Niestety. To ci dwaj, którzy rok temu porwali kobietę z Trenton i okaleczali ją, a potem uciekli nam sprzed nosa – wyjaśnił komendantowi, który był u nich dopiero pół roku, więc nie mógł o tym wiedzieć. – Koszmarna sprawa i nasza porażka. Mało nie wyleciałem przez nich z roboty – dodał.

– Mhm – westchnął Anderson. – Prędzej czy później trup zawsze wypada zszafy.

– Jak widać – stwierdził nerwowo Stark. – Włączmy towideo.

Komendant pogłośnił i wcisnąłplay.

***

Billy Sayers kilkukrotnie przerywał tego dnia naukę i wracał do materiału, który zrobił na nim jednak pewne wrażenie. Nie mógł się skupić na książkach, chociaż dobrze wiedział, że jego egzaminy zbliżają się wielkimi krokami. Szukał w Internecie informacji na temat dwóch mężczyzn, którzy zaczęli tę dziwną zabawę, i natrafił nie tylko na nieczynną już pracownię malarską, prowadzoną jeszcze rok temu przez Ricarda Rossiego, lecz także na wiele artykułów prasowych, którymi media Trenton żyły w zeszłym roku. Sam kojarzył całą tę sprawę jak przez mgłę. Był wtedy na pierwszym roku studiów i szczerze mówiąc, większość tego czasu przepił i przebalował. Nie miał wówczas głowy do czytania gazet ani oglądania wiadomości, więc teraz z zaciekawieniem przeglądałnagłówki.

Maj

Znany malarz poszukiwany za okaleczenie dwojga ludzi i próbę zabójstwapolicjanta.

Ricardo Rossi i Michael Night wciąż nieuchwytni. Policja prosi opomoc.

Krwiożerczy duet zszywa ze sobą dwoje ludzi i uciekapolicji.

Wywiad z anonimową ofiarą psychopatów „artystów”.

Czerwiec

Znamy szczegóły kompromitującej policję zasadzki na psychopatówartystów!

Porucznik Winson na cenzurowanym – wyjeżdża zTrenton!

Wyznaczono nagrodę za ujęcie sprawców brutalnychprzestępstw.

Billy znalazł w sieci zdjęcia domu, w którym Rossi i Night znęcali się nad swoimi ofiarami, a potem serię wykonanych przez nich obrazów. Wyczytał, że te „dzieła” wyciekły z komisariatu w Trenton, co stanowiło jego kolejną kompromitację. W trzecim miesiącu w prasie pojawiło się ledwie kilka zdawkowych tytułów na ten temat, a później już nic. Billy’emu przeszło przez myśl, że ludzie szybko zapominają o tym, co ich niedotyczy.

Współczesnaznieczulica.

Podniósł wzrok na ekran, wszedł na stronę i zjechał myszką na sam dół, gdzie tak samo jak na większości portali widniałformularz.

Podaj swój numer telefonu, jeśli chcesz otrzymywać od nas powiadomienia o kolejnychmateriałach.

Billy, niewiele myśląc, wpisał dane do formularza i kliknąłwyślij.

***

Kiedy porucznik Stark uwijał się jak w ukropie, popędzając techników do szybszej analizy wideo, materiał na stronie internetowej zdążyło obejrzeć już kilka tysięcy osób. Ci, którzy otrzymali SMS z powiadomieniem, w zastraszającym tempie przekazywali link kolejnym mieszkańcom Trenton. Stark próbował skontaktować się z firmą, która sprzedała domenę Rossiemu i Nightowi, ale trafił jedynie na firmę krzak zarejestrowaną gdzieś w Belize. Nie było podanego ani numeru telefonu, ani adresu. Ślepy zaułek. Zastanawiał się, czy zadzwonić do burmistrza z prośbą o interwencję gdzieś wyżej, tak, żeby można było zablokować witrynę, ale zdał sobie sprawę z tego, że wtedy straci wszelkie ślady. I kontakt z tymi, na których ujęciu tak muzależało.

Od wczesnych godzin południowych miał włączony komputer, czekając, czy zgodnie z wczorajszą zapowiedzią znów udostępnią jakąś transmisję. Liczył, że nie, ale nie mógł sobie pozwolić na błędy. Chwilę po czternastej odświeżył ekran i zauważył zegar odmierzający czas do startu za dziesięć minut. Od razu zadzwonił do komendanta i kilku innych funkcjonariuszy, którzy mieli oglądać materiał i na bieżąco szukać wskazówek mogących naprowadzić ich na jakikolwiektrop.

Po upływie wskazanego czasu mężczyźni pojawili się naekranie.

– Tęskniłeś za nami? – zapytał Ricardo, który podobnie jak poprzednio miał bandaże na twarzy. – Witaj w drugim wideo z cyklu Inspiracje doSztuki.

Siedzący obok niego Michael uśmiechnął się do kamery, ale nie zabrałgłosu.

– Z pewnością chciałbyś wiedzieć, kim jest nasza wybranka, prawda? – ciągnął Ricardo, wskazując na łóżko, na którym było wprawdzie widać leżącą kobietę, ale całe jej ciało przykryte było jakąś folią. – Nie zdradzimy jej tożsamości, ponieważ w tej chwili jest wyłącznie muzą i taką ma pozostać. Niemniej, drogi widzu, jeśli masz piękną, ciemnowłosą siostrę, córkę albo żonę mieszkającą w Trenton i gdzieś ci się w ostatnich dniach zawieruszyła, to być może jest to właśnie ona – dodał, figlarnie mrugając okiem dokamery.

Porucznik Stark złapał za telefon, zadzwonił do dyżurnego i poprosił o przyniesienie mu listy wszystkich zgłoszeń zaginięcia kobiet z ostatniego miesiąca. Nie miał pojęcia, jak długo ci dwaj mogą ją przetrzymywać, ale zakładał, że skoro wczoraj pierwszy raz zranili ją na wizji, to nie mogło minąć wiele czasu oduprowadzenia.

Tymczasem Michael Night wstał z krzesła i demonstracyjnie zdjął folię przykrywającą ciało kobiety. Ktoś, kto zobaczyłby ten widok na żywo, mógłby dostać mdłości. Na jej stopach, dobrze widocznych od strony kamery, wycięte były głębokie bruzdy układające się w kształt liter. Na prawej widniało wielkie, czerwone „A”, a na lewej równie paskudne „M”. Rana, którą Michael zrobił jej wczoraj na nodze, była dziś zaszyta jakimiś grubymi nićmi i wykończona wyraźnym haftem krzyżykowym. Na udach kobiety pojawiły się płytkie, poziome cięcia, ciągnące się jedno przy drugim od kolana aż po jej wydepilowanebikini.

Stark przymknął na chwilę powieki, wyobrażając sobie, jak musiała cierpieć. I bardziej niż uda miał tutaj na myśli stopy. Mało kto wiedział, że stopy to część ciała, na której ból jest najdotkliwiej odczuwany, często wykorzystywano tę wiedzę podczas tortur na wojnach. Bite stopy to było jedno, ale głęboko okaleczone nożem mogły powodować nieodwracalne problemy z chodzeniem. Porucznik zwrócił też uwagę na litery wycięte na nich, zapewne nożem, i od razu wiedział, co one oznaczają. Niestety.

– Dziś pokażemy ci, jak uwieczniać emocje – powiedział Ricardo i odwrócił swoje krzesło tyłem do kamery, tak, żeby było widać jegoplecy.

Michael w tym czasie ustawił sztalugi malarskie. Obaj usiedli i sięgnęli po swoje narzędzia. Ricardo – farby, Michael – niewielki kawałek węgla. Mieli inną technikę i chcieli to wyraźnie zaznaczyć. Łączył ich sposób działania, ale byli odrębnymi, artystycznymi bytami. Night chwycił nagle coś, co nie było dotąd widoczne, zamachnął się i długim kijem, który niespodziewanie pojawił się na ekranie, dźgnął kobietę w poranioną stopę. Zawyła z bólu i gwałtownie ją podkurczyła, obcierając sobie kostki o metalowe zapięcia. Jej krzyk był wyraźnie stłumiony. Mężczyźni zadbali o to, żeby nie mówiła nic, czego sami nie chcieliby ujawnić. Pod czarnym workiem ukrywającym jej twarz miała usta zaklejonetaśmą.

– Ból jest jedną z najbardziej autentycznych emocji – ciągnął Rossi, przykładając pędzel do płótna. – I niezwykle trudno jest go udawać. Do perfekcji dochodzą oczywiście aktorzy, ale wyobrażasz sobie, jak inna byłaby reakcja ich ciał, gdyby rzeczywiście czuli to, coudają?

– Facet biegnie przez dżunglę, przebija sobie nogę ostrym konarem, syczy z bólu, a potem biegnie dalej – wtrącił Michael. – A ty w to wierzysz, prawda? Tak cholernie potrzebujesz wielkich bohaterów, że łykasz każde gówno, jakie podsuną ci w kinach, i jeszcze się zachwycasz. Czy to da się zagrać? – spytał, uderzając kobietę ponownie, tym razem mocniej. – W sztuce szukaj autentyzmu. Prawdziwych emocji, wrażeń, piękna i skrajności! – wyliczał, nic sobie nie robiąc ze stłumionych krzykówporwanej.

Drzwi gabinetu Starka, oglądającego film, otworzyły się i dyżurny machnął cienkim plikiemkartek.

– Szefie, mam tę listę zaginionych kobiet – powiedział.

– Dawaj. – Porucznik przywołał go ręką. – Dużo ichjest?

– Siedem z ostatniego miesiąca, w tym tylko trzy z ciemnymi włosami – dodał.

Stark wziął od niego dokumenty, przejrzał je pobieżnie i położył przed sobą trzy karty ze zgłoszeniami o zaginionych. Do każdej była dołączona fotografia. Jedną od razu odłożył na bok. Sześćdziesięcioletnia kobieta nie mogła mieć takiego ciała jak ta, którą widział na ekranie. Pozostałeowszem.

– Coś jeszcze? – Porucznik uniósł głowę, widząc, że funkcjonariusz nie zbiera się dowyjścia.

– Szefie, zaczynają się telefony z pretensjami do policji – bąknął nieśmiało. – Wie pan, że nic nie robimy, a tam katują kobietę i takdalej.

– Mhm. Domyślam się. Media też już dzwonią? – spytał.

– Tak, ale jeszcze niemasowo.

– Będzie trzeba zwołać konferencję prasową – powiedział Stark, drapiąc się po głowie. – Dziś nie komentuj, a w razie czego mów, że jutro zostanie ogłoszony terminkonferencji.

– Okej. Mam nadzieję, że szybko na coś trafimy. – Dyżurny zapatrzył się w monitor na biurku porucznika, widząc, jak mężczyźni nadalmalują.

– Oby. – Stark wcale nie byłprzekonany.

– W razie czego służę pomocą, chciałbym sięprzydać.

– Przypomnij mi, jak sięnazywasz?

– TimothySacks.

– W porządku, Timothy, jeśli będę potrzebował świeżego spojrzenia, dam ci znać. Tymczasem melduj owszystkim.

– Oczywiście! – Sacks uśmiechnął się i ruszył w stronędrzwi.

– Zaczekaj! – zawołałporucznik.

Timothy cofnął się i wrócił do jegobiurka.

– Gdybyś miał wytypować jedną z tych dwóch kobiet ze zdjęć, która by to była? – Wskazał mufotografie.

– Ta. – Sacks bez wahania dotknął palcem zdjęcia polewej.

– Dlaczego?

– Niech szef spojrzy na ekran. – Kiwnął głową. – Jej włosy opadają znacznie za ramiona, są długie, a ta z drugiego zdjęcia ma o wielekrótsze.

– Mhm. O ile zdjęcia są aktualne – zwrócił uwagęporucznik.

– Są – oznajmił Sacks. – Sam przyjmowałem oba te zgłoszenia. Ich matki powiedziały, że fotki są świeże. Pamiętam nawet tę od długich włosów. Rzekomo idealna córka, żadnych niezapowiedzianych imprez, narkotyków, alkoholu. Poszła do pracy i po prostu do niej niedotarła.

– Dzięki. Sprawdzę to i zobaczymy, czy maszoko.

Timothy uśmiechnął się, podziękował iwyszedł.

Stark zerkał za nim przez chwilę, zastanawiając się, w którym momencie sam stracił tę młodzieńczą świeżość spojrzenia i chęć pomagania przy każdej sprawie. Może to po prostu przychodzi z wiekiem? Człowiek znieczula się na nieszczęścia tak bardzo, że nawet jako policjant zaczyna patrzeć na nie jak przez zamgloną szybę, jakby odcinał się od tego, co mogłoby go dotknąć. Traciczujność.

Spojrzał na komputer i zauważył, że wideo się skończyło. Westchnął i kliknął ikonkę ponownego odtwarzania. Tym razem nie mógł sobie pozwolić na żadne uchybienia, żadne pomyłki. Jego ostatni rok w policji był trudny właśnie przez tych dwóch i nie zamierzał pozwolić im na zmarnowanie kolejnych lat swojego życia. Nie tymrazem.

Rozdział II

Niedoszła ofiara

Amelia czekała na niego w salonie i raz po raz nerwowo zerkała w stronę okna. Przesunęła jego ulubiony skórzany fotel tak, żeby nie znajdował się w centrum pokoju, a w rogu, skąd miała swobodny widok na całe pomieszczenie i znajdujące się na końcu drzwi wejściowe. Od tamtych wydarzeń miała uraz do siadania w miejscach, z których nie widać drzwi. Była bardziej czujna, ale i bardziej znerwicowana, co utrudniało życie i jej, i osobom w pobliżu. Mimo że minął już rok, wspomnienia wciąż w niej żyły. Nie dawały spać. Budziły koszmary. Wywoływały złość. I strach. Wielokrotnie chciała o tym zapomnieć i odnaleźć tę wersję siebie, którą kiedyś tak lubiła, ale dopóki oni byli na wolności, nie miała na to żadnych szans. Kontrolę nad jej codziennością po prostu przejęły wspomnienia i emocje, a nie logicznemyślenie.

Tak, ona też oglądała nagrania, które Ricardo Rossi i Michael Night upubliczniali od kilku dni na swojej stronie internetowej. A im częściej to robiła, tym gorzej się czuła. Wyobrażała sobie siebie na miejscu kobiety, którą teraz katowali, twierdząc przy tym, że to gówno to jakaś sztuka, i nie mogła przeboleć, iż wszystko zaczyna się od nowa. Po tamtej nocy, kiedy Michael i Ricardo uciekli, a ona obudziła się przerażona, nie wiedząc, jak to możliwe, że znowu ją porwali, nadal łapała się w ciągu dnia za nadgarstki, czując na nich zimną, metalową obręcz, która wtedy ją krępowała. Fizycznie, jej rany prawie się zagoiły. Wszystkie poza małym palcem, którego lekarzom nie udało się uratować. Psychicznie natomiast… nocóż.

Pomyślała o dziewczynie, która teraz leżała na jej miejscu, tyle że w znacznie gorszej sytuacji. Pozbawiona palca. Pokazywana nago całemu światu. Internet takich rzeczy nie zapomina. I ta mowa, jaką ci dwaj serwowali lawinowo rosnącej liczbie widzów. Ten stek pierdół o sztuce i emocjach, o utrwalaniu obrazu. Tego było dla niej naprawdę za wiele. Znów czuła pod skórą dreszcze strachu pomieszane zezłością.

Nagle usłyszała zgrzyt klucza w zamku i nadstawiłauszu.

Robiła to za każdym razem, odkąd we dwoje tutaj mieszkali. Ufała mu i czuła, że nikomu nie powiedziałby, gdzie się ukryła, ale i tak nasłuchiwałanerwowo.

– Jestem! – Mężczyzna wsunął głowę do środka i od razu dał znać, że toon.

Amelia odetchnęła z ulgą. On doskonale wiedział, jakie obawy nią targają, i niczego nawet nie musiała tłumaczyć. Spojrzała na niego, a on podszedł do fotela, w którym siedziała skulona, i po prostu ją przytulił. Poczuła na policzkach jego krótki zarost, a potem, kiedy pocałował ją ciepłymi ustami, zarzuciła mu ręce na szyję i się z nim przywitała. Kto by pomyślał, że po trzech miesiącach przy jego boku zacznie odzyskiwać spokój i poczucie, że nic jej nie grozi? Trzymała go w uścisku przez dłuższą chwilę, ciesząc się tymmomentem.

– W porządku? – zapytał.

Ruszyła głową tak, że trudno było odczytać, czy chodzi jej o „tak, w porządku” czy „nie, dokitu”.

– Widziałaś ostatnie nagranie, tak?

– Mhm. Aty?

Potwierdził i jeszcze raz ją pocałował, gładząc ręką po głowie, jakby chciał ją pocieszyć. Kiedyś za takie gesty wydarłaby się na każdego faceta, bo nienawidziła współczucia i lubiła być odbierana jako ta silna, ale… te czasy minęły. Szkoda.

– Widziałeś stopy tej dziewczyny? – Popatrzyła mu prosto w oczy, zastanawiając się, czyskłamie.

– Niestetywidziałem.

Jego spojrzenie mówiło wszystko i chociaż po tonie głosu wiedziała już, że nie będzie jej okłamywał, to i tak musiała się upewnić. Jakby ciągle go w jakiś sposóbsprawdzała.

– Myślisz… – zawahała się. – Myślisz, że to były mojeinicjały?

Mężczyzna przełknął ślinę i westchnąłgłęboko.

– Nie mogę tego wykluczyć. A i M. Amelia Matsson – powiedziałgłucho.

– Czyli oni migrożą?

– Nie ma pojęcia, ale nie podoba mi sięto.

– Wiesz, oglądałam dzisiaj to nagranie ze dwadzieścia razy – wyrzuciła jednym tchem. – Czuję, jakby to wszystko znów do mnie wracało, i jestemprzerażona.

– Masz mnie – odparł spokojnie. – Nikomu nie pozwolę cięskrzywdzić.

– Wiem, ufam ci – szepnęła i pocałowała go w szyję. – Ale nie wiem, czy ich nie boję siębardziej.

– Wszyscy popełniają błędy, oni też w końcu to zrobią. Zobaczysz.

– Najchętniej zobaczyłabym ich martwe i wybebeszone ciała – przyznała.

Mężczyzna westchnął, jakby wcale jej się nie dziwił, a ona objęła go jeszcze mocniej i próbowała przelać na siebie ten spokój, którym ostatnio ją ratował. Czuła jego mocne, pewne ramiona i była wdzięczna za to, że ma go przysobie.

– Chodź ze mną na sofę – zaproponował po chwili, kiedy od schylania się nad fotelem poczuł w plecach pierwszyucisk.

Dawno już nie był młodzieniaszkiem i czasem coraz mocniej łupało go wkrzyżu.

Amelia kiwnęła głową i siępodniosła.

– Zrobiłam ci kolację, usiądź, przyniosę.

– Kolację? – zdziwiłsię.

– Mhm – mruknęła twierdząco. – Chyba po tych kilku miesiącach mogę coś dla ciebieupichcić?

– Myślałem, że nigdy się na to nie zdecydujesz. – Uśmiechnął się. – Nawet jeśli przygotowałaś spalony chleb z dżemem, to zjem, jakby to było danie główne z pięciogwiazdkowej restauracji – zażartował.

– Spróbowałbyś inaczej – powiedziała, kiwając palcem. – Zabiłabym.

To był pierwszy tego dnia uśmiech, na jaki się zdobyła. Tylko on potrafił w tak beznadziejnej sytuacji wywołać u niej małą radość. W zasadzie sama nie wiedziała, czy to była radość czy błogość. Był od niej prawie dwadzieścia lat starszy, a czuła się przy nim tak, jakby tej różnicy wieku nie było. Nie przeszkadzało jej to, że wyraźnie siwiał ani że było widać grube zmarszczki na jego wiecznie zestresowanym czole. Ten facet przeszedł w życiu naprawdę sporo i może dlatego potrafił tak wiele zrozumieć? Może dlatego dobrze rozumiał właśnieją?

Poszła do kuchni, wyjęła z lodówki lasagne i wrzuciła domikrofalówki.

Po kilku minutach wniosła do pokoju brytfankę i dwatalerze.

– Lasagne? – Mężczyzna patrzył na stół, jakby leżał tam homar w wersjiwykwintnej.

– Mhm – mruknęła.

– Sama zrobiłaś? – Jego oczy robiły się corazwiększe.

– Nie drąż, do licha – burknęła z niezadowoloną miną. – No dobra – dodała zrezygnowana. – Kupiłam sama, do brytfanki przełożyłam sama i do mikrofalówki też. Więc chyba sięliczy?

Zaczął się śmiać, a jego niski, ciepły głos rozniósł się po pomieszczeniu niczym kojący dotyk pluszowego misia. Usiedli przy sobie na sofie i zaczęlijeść.

– Bardzo dobre, szefowo – powiedział po chwili, mlaskając z apetytem. – Czuję tu zdecydowaną nutę mrożonek z marketu znajdującego się kilka ulic dalej lub ewentualnie miks smaków z zamrażarki na najbliższej stacjibenzynowej.

Amelia parsknęła śmiechem i przyłożyła mu delikatnie widelcem wkoszulę.

– Mówiłam, żezabiję!

– Jestem gotów na śmierć za takie frykasy – odparł z pełnymi ustami. – Dźgajśmiało!

***

– Patrz na niego! – rozkazał surowo mężczyzna o siwych włosach. – Nopatrz!

Chłopiec zamknął powieki i rozpaczliwie pokręcił głową. Nie chciał znów tego oglądać. Naprawdę niechciał.

– Otwórz je! Natychmiast!

Mały zaczął płakać i jeszcze mocniej zacisnął oczy. Siwowłosy zaklął, a potem podszedł do niego i siłą rozwarł mu powieki. Sięgnął do stolika i złapał specjalną, metalową nasadkę, którą można było umieścić wokół oczu tak, żeby się nie zamykały. Odkrycie tego wynalazku, stosowanego zresztą przy laserowej korekcji wzroku, znacznie ułatwiło mu życie. Chwilę majstrował przy jednym oku dziecka, ściśle dokręcając brzegi nasadki, a potem zajął siędrugim.

– I po co ci to było? – warknął. – Patrz!

Chłopiec mógł spoglądać tylko na wprost, więc nie miał wyboru. Mężczyzna przywiązał go do łóżka szalikiem, ucieczka była niemożliwa. Mały najpierw zobaczył członka, który z bliska wydawał mu się ogromny. Zaraz nad nim owłosiony brzuch siwowłosego. Mężczyzna stał przed nim całkiem nagi. Prawą ręką sięgnął do swojego penisa i z czułością zaczął go masować. Nie spuszczał wzroku z dziecka i cieszył się, że ono wreszcie na niego patrzy. Ruszał ręką raz wolniej, raz szybciej, a jego twarz zrobiła sięczerwona.

– Zaraz zobaczysz, jaki będzie piękny – wysapał.

Mały skrzywił usta i prosił go, żeby przestał, ale to nic nie dało. Nigdy nic nie dawało. Chłopiec pomyślał, że siusiaki dorosłych sąokropne.

Wreszcie penis mężczyzny zesztywniał, a ten nachylił się nad twarzą dziecka. Wydął usta w dziwnym grymasie, a mały z całych sił starał się zamknąć oczy. Wiedział, co się stanie. Zacisnął wargi, żeby nie wpadło mu to do ust. Gęsta, lepka i ciepła maź zalała mu policzki, a potem oczy. Nie mógł mrugać przez te nakładki, więc zaczął krzyczeć. Nic nie widział. Oczy goszczypały.

– Ugh – jęknął usatysfakcjonowany prześladowca. – No widzisz? Nie było takźle.

Zaśmiał się, po czym chusteczką starł spermę z oczu dziecka. Patrzył na niego przez chwilę, a później zdjął nakładki blokujące powieki. Odczekał kilka minut, ubrał się i rozwiązał szalik, a chłopiec niemal natychmiast zaczął gwałtownymi ruchami wycierać sobietwarz.

– Jeśli powiesz swojej matce, zrobię jej to samo – powiedział. – Wiesz o tym, prawda?

Chłopiec kiwnął głową i płakał, siedząc na skrajułóżka.

– Umyj je. – Mężczyzna wcisnął mu w ręce klejące się nakładki. – Mają lśnić! – Wskazał umywalkę i patrzył, jak chłopiec do niejidzie.

Obserwował, jak odkręca wodę i szoruje przyrząd z jego nasienia. Uśmiechnął się pod nosem. Tak, był z tego dzieciaka bardzozadowolony.

Wtedy mały naprawdę otworzył oczy i kurczowo zaciskając palce, poczuł, że całe dłonie ma spocone. Trząsł się. Spojrzał na nie i zobaczył ręce dorosłego człowieka. Usiadł na łóżku i oddychał ciężko, próbując zapomnieć o tymśnie.

W głowie brzęczało mu tamto zdanie siwowłosego. „Jeśli powiesz swojej matce, zrobię jej to samo”. Nigdy jej nie powiedział. Nie mógłby. Wstydził się i bał. Zerknął na swoje biurko i na książkę, którą powinien przeczytać przed egzaminem, i zebrało mu się nawymioty.

Czy to się wtedy w ogólewydarzyło?

Miał pięć lat, mógł to sobie przecież wymyślić. Nie miał innych wspomnień z tamtego okresu, tylko to jedno. Jedno parszywe wspomnienie, które co jakiś czas wracało i budziło w nim strach. Umysł podsuwał mu wówczas różne rzeczy. Że naoglądał się za wielu koszmarów, kiedy podglądał horrory, które rodzice puszczali sobie wieczorami, że… to wyłącznie przywidzenia. Jedynie, kiedy trzepał sobie konia przed pornosami, a potem strzelał spermą, miał wrażenie, że skądś zna ten zapach. Że rozpoznaje ten klej. Że słyszy „Patrz na niego! Patrz!”.

Z drugiej strony był przecież normalny, nie miał żadnej traumy, studiował, życie nawet nieźle mu się układało. Nie sikał w materac, nie patrzył z przerażeniem na starszych ludzi o siwych włosach. Czasami tylko trochę się jąkał. Wypuścił powietrze i wstał z łóżka. To nie mogła być prawda. To na pewno zły sen. Każdy ma jakieśkoszmary.

***

Kiedy porucznik Winson siedział w swoim wciąż pachnącym nowością gabinecie i zobaczył na ekranie smartfona połączenie od Romana Starka, przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad tym, czy w ogóle odebrać. Wciąż żył tamtą sprawą, chociaż przeprowadzka na drugi koniec Stanów miała mu zapewnić powrót do równowagi. Tak, wiedział, że spieprzyli to, co miało być takie proste, i nadal nie mógł sobie darować, że tyle czasu podejrzewał Antona Kiercha o porwanie Amelii Matsson. Po tym wszystkim prasa usiadła na Winsona tak mocno, że musiał wyjechać. Nie był już mile widziany w Trenton, a jego podwładni ograniczyli zaufanie do jego poleceń tak mocno, że nie miało to dłużejsensu.

– Winson – powiedział, kiedy wreszcie zdecydował sięodebrać.

– Cześć, chłopie, słyszałeś już? – Stark od razu przeszedł dorzeczy.

– Oczym?

– Aha. Czyli nie słyszałeś – bąknął. – Nasi artyści wrócili w nowymwydaniu.

– Żartujesz? – Winson oparł się mocniej o fotel, jakby ktoś gouderzył.

– No nie. Zaraz wyślę ci adres strony internetowej, zerknij na nią – powiedział Roman. – Wiem, że to już nie twoja sprawa, ale obaj dostaliśmy przez nią po uszach, więc może w wolnej chwili… – zawahał się. – Po prostu obejrzyj, może coś pomocnego wpadnie ci do głowy. To gówno spadło teraz tylko na mnie, więc powiem szczerze, że każda sugestia sięprzyda.

– Ech. Z tego, co pamiętam, byłeś lotniejszy odemnie.

– I co zdziałałem? To samo co i ty. – Stark celowo umniejszył swoją rolę i pozwolił Winsonowi przez moment poczuć sięlepiej.

– Federalni od razu tego niewzięli?

– Zajmuje się tym jedna z jednostek, ale my robimyswoje.

– No jasne. – Winson chrząknął i chwilę się zastanawiał. – Dobra, wyślijto.

– Zaraz będziesz miał esemes. A co u ciebie tak w ogóle? Wporządku?

– Jeśli dowodzenie komisariatem w najmniejszej dziurze świata można nazwać „w porządku”, to tak. Jest dobrze – westchnął, ale w jego głosie dało się wyczućrozczarowanie.

– Wysłałem. A co do tej dziury, to wierz mi, Winson, że w tym momencie chciałbym być na twoim miejscu – dodałStark.

– Nie mówmy o tym, okej? Odezwę się, jak obejrzę, bo widzę, że nie zdradzisz mi szczegółów w tejrozmowie?

– Nie. Chcę, żebyś to zobaczył tak, jak my zobaczyliśmy. Bez kalibrowania – wyjaśniłStark.

Winson rozłączył się i otworzył wiadomość z linkiem do strony internetowej. Wahał się kilka sekund, zanim go kliknął, ale ciekawość wreszcie zwyciężyła. Ta sprawa ciążyła imwszystkim.

Kolejne dni nie przyniosły policji żadnych nowych śladów. Codziennie w okolicy południa niemal wszyscy na komisariacie zasiadali przed komputerami, by oglądać wyczyny Rossiego i Nighta na wideo, zupełnie jakby to był jakiś serial telewizyjny. Dla większości funkcjonariuszy taki pokaz przewagi tych dwóch psychopatów był poniżający. Co chwilę dzwonili z mediów, aby zapytać o postępy, albo wściekli mieszkańcy Trenton, którzy domagali się uratowania coraz mocniej katowanej na wizjidziewczyny.

Rodzice zaginionych kobiet oglądali nagrania wielokrotnie, ale nie byli pewni, czy zakrwawione ciało na stole jest ich córką czy nie. A może raczej… nie chcieli stwierdzać tego ostatecznie, bo odebrałoby im to resztkinadziei.

Ani Stark, ani Winson nie wpadli na żaden ślad, a na stronie systematycznie rosła liczba oglądających, nakręcając falę zainteresowania przemocą. Każdy chciał zobaczyćwięcej.

***

Timothy Sacks miał w tym tygodniu nocną zmianę. Poza kilkoma pijaczkami, którzy awanturowali się na mieście, i telefonami dotyczącymi możliwości podwiezienia kogoś naprutego do domu – jakby policja pełniła funkcję jakiejś cholernej taksówki! – nie działo się kompletnie nic. Znudzony wszedł na najgłośniejszą w ostatnich dniach stronę internetową w Trenton i zerknął na statystyki. Nawet teraz było aktywnych sporo osób. Zapewne oglądali powtórki. Spojrzał na zegar komputera, a potem odwrócił wzrok w kierunku własnego nadgarstka. Czas był zsynchronizowany prawieidealnie.

Odświeżył witrynę i przewinął do góry, żeby jeszcze raz obejrzeć pierwszewideo.

Kiedy jego myszka zatrzymała się tam, gdzie znajdował się materiał, zauważył, że strona jakby się zawiesiła, a potem wyskoczyło na niej okienko pop-up. Tego jeszcze tutaj niebyło.

Zaczekał moment i zobaczył świeżo dodane zdjęcie. Trudno powiedzieć, czy najpierw otworzył usta, czy złapał za telefon, ale już po chwili wybrał numer do porucznika Romana Starka i jednocześnie wołał przysypiających w biurze trzechfunkcjonariuszy.

– Ej! Zajrzyjcie na ich stronę, natychmiast! – krzyknął. – Już dzwonię doStarka.

Zanim Sacks zdążył połączyć się z porucznikiem, policjanci z ożywieniem wpatrywali się w ekran. Po kilku sekundach Timothy usłyszał zaspanygłos.

– Co jest? Próbujęspać.

– Szefie, jest problem, proszę natychmiast przyjechać! – powiedział podniesionym głosem. – Ci dwaj dodali właśnie zdjęcie… chyba ciała tej kobiety i współrzędne. Wygląda, jakby leżała wparku.

– O cholera. – Stark obudził się niemal w tej samej sekundzie. – Już wstaję. Wyślij tam ludzi, zanim adres zobaczą cywile – rzucił. – Po drodze wejdę na stronę i zaraz tamjadę.

– Dobra, tylko szybko, bo mamy na komisariacie ledwie czteryosoby.

– Ty zostań, ktoś musi być pod telefonem, reszta na miejsce. I ściągnij, kogo się da, niech tam przyjadą z taśmami – zreflektował się Stark. – Długo to zdjęcie tam wisi? – spytałnagle.

– Nie wiem. Wszedłem przed chwilą i mam wrażenie, że dopiero się pojawiło, ale głowy niedam.

– Dobra, dzwoń do ludzi, już jadę – odpowiedziałporucznik.

Zdążył już wyskoczyć z łóżka i musiał odłożyć komórkę, bo potrzebował dwóch rąk, żeby włożyćspodnie.

Sacks natychmiast wykonał polecenie szefa i po kolei obdzwaniał policjantów, którzy mieli dzisiaj wolne. Pozostała na komisariacie trójka wyszła już do radiowozów i pojechała pod widniejący na zdjęciuadres.

Porucznik Stark, chociaż nie był już najmłodszy, ubrał się w kilkaminut.

W niektórych sytuacjach siła jego woli działała nawet wtedy, kiedy jeszcze spał. Rozejrzał się za skarpetkami, a że nie miał pod ręką czystych, to włożył te z wczoraj. Wyglądały przyzwoicie, poza tym za chwilę i tak wsunie stopy w buty, więc nikt ich niepowącha.

– Coś się stało, Roman? – spytała zaspana kobieta leżąca włóżku.

– Muszę jechać, słońce – odpowiedział pospiesznie. – Ważny wypadek w pracy, zadzwonię do ciebie rano, okej?

– Jasne, uważaj nasiebie.

Chyba jeszcze coś dodała, ale Stark nie zdążył już usłyszeć końcówki, bo właśnie wybiegał zdomu.

Wskoczył do auta, sięgnął po telefon i wybrał adresWWW.

Na zdjęciu, o którym mówił Sacks, widniała martwa kobieta leżąca z dziwnie powykręcanymi nogami. Cała pocięta i ułożona tak, by na fotografii widać było wyryte na jej stopach litery. Stark wzdrygnął się, odczytał adres i ruszył do parku, którego nazwa napisana została tuż nad nienaturalnie skręconą głową dziewczyny. Dopiero wtedy zorientował się, że widać jej twarz. Przebiegły mu ciarki po plecach. Od razu powiązał ten obraz z fotografią przywiezioną na komisariat przez podenerwowane małżeństwo. To była jedna z zaginionych w tym miesiącukobiet.

Była.

***

O trzeciej w nocy każdy park wygląda trochę przerażająco. Ciemne, szumiące nad głowami drzewa, cienie rzucane przez bujane wiatrem liście i ta niezwykła cisza. Cały czas człowiek ma nieodparte wrażenie, że zaraz ktoś na niegowyskoczy.

Kiedy Stark zbliżał się do miejsca zbrodni, uważnie rozglądał się dookoła, chociaż był pewien, że przestępców już tutaj niema.

Odruch kazał mu szukać śladów od razu, na gorąco. Czasem losy sprawy przesądzał zbyt wyraźny odcisk buta, a czasem upuszczony przez kogoś kawałek papierosa. Szedł więc przed siebie niespiesznie i skupiał uwagę naszczegółach.

Z daleka widział, jak policjanci rozwijają taśmę zabezpieczającą miejsce zbrodni, i domyślił się, że zdjęcie na stronie nie było blefem. W głowie huczały mu dziesiątki pytań, które sam sobie zadawał, próbując trafić na coś, co mógł przeoczyć. Dlaczego w tak jasny sposób wskazali miejsce porzucenia ciała i który przestępca w ogóle tak robi? Co się stało, że przestała być ich muzą i po prostu ją zabili? Dlaczego zależy im na poklasku? Poprzednio, kiedy porwali Amelię Matsson, wszystko było schowane, zero publiki, a teraz się ujawnili. Torturowali na wizji, pokazywali, jak malują, chełpili się tym. No i nie ukrywali zabójstwa. Stark nie miał pojęcia, do czego oni zmierzają, ale obawiał się, że to, co robią, to dopiero jakiś chorypoczątek.

– Jestem – zameldował się pierwszemu policjantowi, który stał przy taśmie. – Gdzie reszta? – spytał, widząc, że jest ich tylkotrzech.

– Tim dzwonił przed momentem – odpowiedział mu funkcjonariusz. – Załatwił dziesięć osób, wkrótce tubędą.

– Tim? – Stark w pierwszej chwili nie wiedział, o kogochodzi.

– No… TimothySacks.

– Aaa, tak. Dziesięć? – zdziwił się Stark. – Nieźle.

– Łebski facet – potwierdziłfunkcjonariusz.

– Gdzie jestciało?

– Dalej, między drzewami. – Policjant wskazałręką.

Stark wyprostował się i ruszył powoli w tamtym kierunku, uważnie obserwując ziemię. Samolotem tutaj nie przylecieli, więc muszą być jakieś ślady. Rozglądał się, wytężając wzrok, ale nie widział niczego dziwnego. Zanim dotarł do ciała, dogoniła go jakaśkobieta.

– Porucznik Stark? – zapytała, sapiąc mu zaplecami.

– Tak, a pani? – Odwrócił się w jejkierunku.

– Samantha Corn, medycynasądowa.

– O! Świetnie. – Stark wyciągnął do niej rękę, ale nie raczyła jej uścisnąć. – Czyli możemy zacząć oględziny? – Zmierzył jąwzrokiem.

Kobieta mruknęła twierdząco pod nosem, a on przyglądał się jej, jakby była z innej planety. W długim aż do kolan poncho wyglądała raczej jak lump, który trafił w to miejsce przypadkiem. Miała na oko niecałe pięćdziesiąt lat i chyba całkiem szczupłą sylwetkę, ale przez ni to płaszcz, ni narzutę, w której szła, nie można było mieć co do tego pewności. Porucznik miał już z nią kilka razy do czynienia, ale były to sytuacje tak sporadyczne, że ciągle nie pamiętał ani jej twarzy, ani nazwiska. Może dlatego, że Samantha Corn była jedną z tych szarych myszy, które nie rzucały się w oczy i wolały spędzać czas w murach zakładu medycyny sądowej niż wśródludzi.

Dotarli do parkowego trawnika, na którym w nienaturalnie powykręcanej pozie leżało ciało. Przez moment oboje się zatrzymali, jakby potrzebowali chwili na zebranie myśli. Wyłamane lub skręcone nogi, połamane ręce i gęstwina widocznych cięć na całym ciele. Szycia. Kępy wyrwanych włosów. Odcięte ucho i jeden z palców. Wyrwane paznokcie u stóp. Rossi i Night wyraźnie zapędzali się coraz mocniej i stawali się bardziej okrutni. Jedynym nietkniętym fragmentem ciała wydawał się ten, który jako pierwszy atakują wszelkiej maści psychopaci. Łono kobiety lśniło bielą i nie było na nim ani śladów bicia, ani noża. Najprawdopodobniej nie została teżzgwałcona.

– Dziwne, prawda? – zapytał Stark, wskazując na tę część jejciała.

– Może tak, może nie. – Samantha Corn wzruszyła ramionami. – Pewnie nie chodziło im stricte o jejseksualność.

– W przypadku martwych kobiet najczęściej właśnie o to chodzi – wyjaśnił Stark. – Dlatego mnie todziwi.

– Jak pan widzi, są gorsze fantazje niż gwałt – odpowiedziała.

Starka na moment zamurowało. Takie słowa w ustach kobiety brzmiały niepokojąco, ale w końcu pracowała w prosektorium, więc widziałaniejedno.

– Oglądała pani wideo, kiedy ona jeszczeżyła?

– Niestety tak. – Corn kiwnęła głową. – No nic, teraz już nie cierpi, więc przyjrzyjmy się temu uważnie – dodała. – Może wreszcie na cośtrafimy.

Stark poczuł w tym zdaniu jakiś prztyczek, chociaż może tylko mu się wydawało. Przyjrzał się Corn zbliżającej się do zwłok i do głowy przyszło mu pytanie o to, co kobietę pcha do tego zawodu? Lekarz rodzinny, anestezjolog, kardiolog – te specjalizacje zrozumiałby bez mrugnięcia okiem, ale medycyna sądowa? Zwłoki? Trupy? Osobiście uważał, że kobieta, która ima się czegoś takiego, musi mieć coś z głową albo wyjątkowo boi się ludzi. Martwi przecież już nikogo nieskrzywdzą.

***

Rodzice Maggie Blue siedzieli w poczekalni, wypatrując kogoś, kto przyjdzie i wezwie ich na identyfikację zwłok. Nie widzieli zdjęcia na stronie internetowej, na którym wyraźnie było widać twarz dziewczyny, i nie byli pewni, czy to rzeczywiście ona. Dla nich Maggie nadal żyła, a to, że się tutaj znaleźli, musiało być jakąś strasznąpomyłką.

Matka. Starsza pani z idealnie zafarbowanymi włosami nerwowo przebierała palcami na kolanach i raz wstawała, raz siadała, jakby nie mogła się zdecydować, czy chce tutaj być czy nie. Miało się wrażenie, że zaraz opuści poczekalnię i ruszy na poszukiwania swojej wspaniałej córki. Maggie była jednym z tych dzieci, które dla rodzica stanowiły rzadkość. Nie sprawiała większych problemów wychowawczych, zawsze meldowała się na czas, wracała o ustalonej porze albo dzwoniła, że zostaje na noc u koleżanki. Matka nie wierzyła w to, że coś tak okropnego mogłoby spotkać jej dziecko. Jej jedyne dziecko. Maggie po prostu nie zasłużyła sobie naśmierć.

Korytarz był pusty, a za matową szybą pomieszczenia, do którego zaraz mieli wejść, widać było jakiś ruch. Żadne z dwojga nie spieszyło się do tego, by tam zajrzeć. To były ostatnie minuty odwlekania nieuchronnego, ostatnie chwile wiary w to, że córkażyje.

Ojciec. Dystyngowany pan w elegancko skrojonym garniturze. Siedział prosto, wbijając plecy w plastikowe krzesło tak, jakby mogło go ono ochronić od tego, co miałzobaczyć.

Od lat pracował jako księgowy w jednej z lepszych firm w Trenton i pomagał przedsiębiorcom w płaceniu niższych podatków na rzecz państwa. Robił, co mógł, żeby wspierać innych, i to nie tylko dlatego, że dobrze mu za to płacili, lecz także dlatego, że to lubił. A teraz siedział tutaj, w zimnym holu, który sprawiał wrażenie jeszcze bardziej smętnego, niż kiedykolwiek mógłby pomyśleć. W głowie mężczyzny szalały myśli tak posępne i wstrętne, że sam zastanawiał się nad tym, skąd one się biorą. Czuł podskórnie, że jeśli tam, za tymi drzwiami, rzeczywiście leży jego córka, to będzie musiał zabić tych, którzy jej to zrobili. Wypruje im flaki i będzie je ciągnął za samochodem tak długo, aż wchłoną się w asfalt. Jego dziewczynka. Jego duma. Pięć lat starali się z żoną o dziecko. Te lata zastrzyków, trzymania formy, wyrzeczeń. I wreszcie ten maleńki cud, który z taką uwagą trzymał na porodówce w swoich rękach. Czy jeśli Maggie zabraknie, to oni z żoną to wytrzymają? Czy wtedy będzie ich coś jeszczełączyć?

Ich myśli przerwał czyjśgłos.

– PaństwoBlue?

Oboje podnieśli wzrok i zobaczyli kobietę w białymkitlu.

– Czy chcą państwo wejść do środka razem? – spytała, przyjmując rzeczowy, ale sympatycznyton.

– Tak – odparli niemaljednocześnie.

Mężczyzna podniósł się z krzesła i wziął za rękę swoją żonę. Kiwnął głową, patrząc jej w oczy, jakby chciał dodać jej w ten sposób sił. A może chciał ich dodać samemusobie.

– Zapraszam – powiedziała kobieta, uchylając przed nimidrzwi.

Jeśli komuś wydaje się, że wejście do sali, w której być może leży martwa córka, jest łatwe, to się grubo myli. Krok staje się wtedy tak długi, jakby został spowolniony trikiem filmowym. Pokonanie trzech kafli prowadzących do środka pomieszczenia wydaje się wiecznością. Człowiek widzi wyraźnie kolor fugi w podłodze, ale zupełnie nie czuje, że idzie. W głowie zaczyna mu wirować, a serce bije tak szybko, jakby miało wyskoczyć zpiersi.

Potem, gdy jest już w środku, widzi ciało przykryte białym prześcieradłem i jest pewien, że to nie jest jego dziecko. A później odsłaniają materiał tak, że dostrzega tę trupio bladą twarz, którą zna od lat. W tym momencie już wie, żeumarł.

***

To wyglądało jak przewijające się po ekranie slajdy. Maggie Blue w dniu porwania, bez żadnych ran, jedynie z workiem na głowie. Obraz w kolorze, obraz rysowany węglem. Maggie Blue z pierwszymi cięciami na nodze. Dwie różne wersje obrazów, farba, węgiel, te same skrajne emocje. Maggie bez palca, dwa obrazy. Migawka przewijania była ustawiona tak szybko, że ktoś, kto oglądał teraz stronę internetową Rossiego i Nighta, widział nie tylko obrazy i prawdziwy kunszt ich wykonania, lecz także niemal żywą historię. Opowieść o dziewczynie, która była piękna, a potem jej ciało wyglądało coraz gorzej i gorzej, aż wreszcie znalazła się na stolemartwa.

Michael i Ricardo dopiero teraz, kiedy było już po wszystkim, pokazali światu, co namalowali. Wszystkie sceny w chronologicznej kolejności, która zaskakiwała i sprawiała, że widzowi trudno było oderwać wzrok. Wielu scen nie było wcześniej na wideo, więc skala i ogrom cierpienia tej dziewczyny, przerażały. Specjalista dostrzegłby w tym również ogrom pracy włożonej przez krwawy duet w namalowanie dziesiątek obrazów w tak krótkim czasie, ale żaden specjalista nie śmiałby się z taką uwagą wychylić. To nie byłobyprofesjonalne.

Porucznik Stark kolejny raz oglądał piekielne widowisko i w myślach rwał sobie włosy z głowy, wiedząc, że miał ich tak blisko. Michael siedział przecież rok temu skuty w ich radiowozie. Wystarczyło tylko złapać Ricarda. Kilkunastu policjantów i jeden cholerny, cwany Włoch. Artysta malarz bez żadnego doświadczenia w światku przestępczym. Wykiwał wszystkich. Przebił im opony w pojazdach i zwiał jedynym sprawnym radiowozem. Tym samym, w którym siedział jego wspólnik, Michael. Piekielne gnidy zapadły się pod ziemię, a Roman nawet nie miał jak się tłumaczyć z tejporażki.

– Gdzie wy, do diabła, jesteście? – zapytał siebie, patrząc na ichzdjęcia.

Szukał wskazówek na ekranie, ale ich tam niebyło.

Już miał skończyć i zabrać się do wypełniania raportów, kiedy zwrócił uwagę na nowy napis znajdujący się u góry witryny. Jak to możliwe, że wcześniej go nie zauważył? Przeczytał raz, drugi, trzeci i wyraźniezbladł.

Szukamy nowej muzy. No chyba że oddacie nam tę, którą namzabrano.

Wielka, czerwona czcionka i pogrubiony druk. O ile porucznik wiedział, to ci dwaj mieli tylko jedną muzę, która została uwolniona. Pomyślał o Amelii i ścisnęło go wżołądku.

– Szlag – warknął sam dosiebie.

Odwrócił się w kierunku przeszklonych ścian gabinetu i zauważył, że siedzący po drugiej stronie funkcjonariusze patrzą prosto na niego. Był pewien, że również widzieli ten napis. Wstał z krzesła i ruszył do pokojukomendanta.

– Zebranie w konferencyjnej. Za dziesięć minut – rzucił, przechodząc obok wpatrujących się w niegomundurowych.

Zanim zdążył zapukać do drzwi szefa, ten właśnie wynurzył się ześrodka.

– Mamy problem – powiedział, zanim Stark zdążył otworzyćusta.

– Owszem. Zwołałem właśnie zebranie w konferencyjnej – odparł.

– Świetnie. No to już. – Komendant Anderson kiwnął głową i wszyscy ruszyli w tamtymkierunku.

Po niecałych pięciu minutach funkcjonariusze siedzieli już na swoich miejscach, a komendant poprosił Starka doprzodu.

Sam stanął przy tablicy, na której napisał tylko jednosłowo.

Muza.

– Jak już pewnie widzieliście, sprawa nie skończy się na Maggie Blue – zaczął, rysując dwie strzałki prowadzące od muzy w dół. – Amelia Matsson. – Napisał przy pierwszej. – I Pani iks. – Napisał przydrugiej.

– Wydanie im Amelii Matsson oczywiście nie wchodzi w grę – dodałStark.

– Zgadza się – potwierdził komendant Anderson. – Przypuszczam, że problem będzie większy. – Podrapał się pod brodą. – Jeśli dobrze rozumiem, oni zamierzają porywać kolejne kobiety, kontynuując swoje chore „dzieło”. Prawdopodobnie tak długo, dopóki hm… nie dostaną swojej pierwszej muzy. I tu nasuwa się pytanie, czy będą chcieli dorwać panią Matsson sami, czy też urządzą w mieście piekło na ziemi, porywając co jakiś czas następną kobietę i siejąc panikę, a z czasem pewnie wywołując w ludziach nienawiść wobecMatsson?

– Nie posuwamy się z takimi myślami trochę za daleko? – spytał ktoś z prawej stronysali.

Komendant rzucił okiem w tamtym kierunku i poznał Timothy’egoSacksa.

Doceniał to, że nowi coraz bardziej się angażują i zadająpytania.

Robili to nawet częściej niż starzywyjadacze.

– Trudno powiedzieć. – Wzruszył ramionami. – W tym przypadku wolę posunąć się dalej, niż nie być przygotowanym na to, conastąpi.

– Jakieś pomysły na to, co możemy zrobić? Świeże spojrzenie? – Stark oczekiwał burzy mózgów, ale nikt się niewyrywał.

– Czy możemy im zablokować tę stronę? – padło wreszcie kolejne pytanie odSacksa.

– Też chcielibyśmy to wiedzieć – westchnął komendant. – Federalni już to sprawdzali, ale nie jest kupiona w Stanach ani utrzymywana na serwerach któregoś z naszych operatorów, więc najkrótszą możliwą drogą nie możemy – dodał. – Pracujemy nad inną możliwością i to powinno być do zrealizowania na dniach, ale weźmy pod uwagę najgorszyscenariusz.

– Jaki?

– Taki, że są na to gotowi – odpowiedział, marszcząc czoło. – A przypuszczam, że są i w miejsce jednej zablokowanej witryny wejdzie druga, a my znów będziemy musieli przejść pewne procedury, zanim jązamkniemy.

– Zabawa w kotka imyszkę?

– Tak, i jak na razie to my jesteśmy tutaj myszką – przyznał komendant. – Dlatego musimy się skupić na ich złapaniu, a nie na traceniu czasu na walkę ze stroną, jakkolwiek mocno godzi to w wizerunekpolicji.

– Mamy jakiś trop, ślad? Coś, na co trafili w medycynie sądowej po sekcji zwłok? – zapytałStark.

– Nie mamy. – Komendant nie pozostawił złudzeń. – Lekarz sądowy wie tyle, co my po obejrzeniu nagrań. Żadnych wskazówek, które mogłyby nas na cośnaprowadzić.

– Przepraszam? – odezwał się ktoś z końca pokoju. – Mogę?

Stark spojrzał w tamtą stronę i zobaczył uniesioną dłoń PeteraDarwooda.

– Wal, Peter – powiedział.

– Oglądałem te nagrania wiele razy i zastanawiam się, dlaczego Ricardo Rossi cały czas występuje zabandażowany? – zaczął Darwood. – Ani razu nie pokazał swojej twarzy, a przecież występuje podnazwiskiem.

– Hm – mruknął komendant. – Może po prostu nie chce ujawniać nowegowizerunku?

– Możliwe, ale od operacji minął ponad rok. Czytałem akta tej sprawy. Kiedy porucznik Winson i Stark organizowali tę zasadzkę z Matsson w roli przynęty, to on już wtedy miałbandaże.

– Co z tego dla nas wynika, Peter? – zaciekawił sięStark.

– Że operację miał zrobioną krótko po tym, jak odbiliście Matsson i Kiercha z jego domu, i sporo dni przed tym, jak zastawiliście zasadzkę – drążył funkcjonariusz. – Czy szukaliście wtedy chirurgów plastycznych, którzy za odpowiednie pieniądze po cichu przeprowadziliby taką operację? Skoro nie mamy punktu zaczepienia, to może warto wrócić do początku? – zasugerował.

– Chirurg wie, jak on dzisiaj wygląda… – zorientował się Stark. – O to cichodzi?

– Tak – potwierdził Peter. – Jeden z nich musi robić zakupy, wychodzić, cokolwiek. Night wygląda jak wcześniej, ale Rossinie.

– Dobrze, weźmy to na warsztat – zgodził się komendant i odwrócił do jednej z osób odpowiedzialnych za wyszukiwanie informacji. – Na początek przygotuj listę chirurgów plastycznych z Trenton i… w promieniu pięćdziesięciu mil. Jak będzie gotowa, zastanowimy się, jak ją zawęzić, i zaczniemyprzesłuchania.

– Dzięki, Darwood. Jeszcze jakieś pomysły? – drążył Stark, patrząc na pozostałych, ale panowałacisza.

– Świetnie, że się tak mocno angażujecie – rzucił złośliwie komendant. – Na oglądanie tych nagrań mieliście czas, a gdziewnioski?

Kilka osób mruknęło coś pod nosem, jakby próbując siętłumaczyć.

– Dajcie spokój. – Komendant był rozczarowany. – Wracajcie do komputerów i znajdźcie coś na nich, do jasnej cholery – powiedział ze złością w głosie. – Po to tujesteście.

Chwilę później funkcjonariusze w milczeniu rozeszli się do swoich biurek i zaczęli szukać czegoś w komputerach, chociaż tak naprawdę żaden z nich nie miał pojęcia, od czegozacząć.

Rozdział III

Wyrzuty

Anton Kierch obudził się w swoim mieszkaniu z potwornym bólem głowy. Wczoraj zakończył wieczór dużą, szybko wychyloną szklanką whisky i kompletnie nie pamiętał, jak trafił do domu. Fakt, że przed tą szklanką było jeszcze kilkanaście innych, również mu umknął. Wysunął rękę w stronę stolika, na którym majaczyła mu przed oczami butelka mineralnej, ale zamiast ją chwycić, popchnął za mocno i z hukiem wylądowała napodłodze.

– O fuck – jęknął.

Butelka potoczyła się w stronę drzwi, a on nie miał najmniejszych szans, by jej dosięgnąć. Zrzucił nogą pościel i próbował usiąść na łóżku, ale w głowie kręciło mu się tak mocno, że musiał cofnąć się na poduszkę. Kompletna mózgowawirówka.

– Fuck – powtórzył zezłością.

Leżąc bez ruchu, wpatrywał się w butelkę, która niezmiennie była poza jego zasięgiem. Zamknął oczy i uznał, że potrzebuje jeszcze dziesięciu minut. Kiedy tylko jego powieki odcięły mu widok na pokój i zasnął, ujrzał zupełnie inny obraz. Widział teraz doskonale, jak leży na łóżku w piwnicy Rossiego. Zerknął na prawo i znowu ją tam zobaczył. Usta miała zaklejone taśmą i patrzyła na niego z