Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
35 osób interesuje się tą książką
Czy sukienka może odmienić życie kobiety?
Kiedy świat Agaty nagle się zatrzymuje, los podsuwa jej bilet w jedną stronę… do słonecznego Bergamo. Młoda krawcowa przypadkiem trafia na ogłoszenie o wynajmie zrujnowanego domu we Włoszech. Budynek wymaga remontu i cierpliwości, ale za trud przywracania go do życia Agatę czeka nagroda – niezwykła historia jego dawnej właścicielki, która wśród zapisanych w pamiętniku wspomnień zostawiła projekt wyjątkowej kreacji…
Monika Michalik zaprasza czytelniczki w pasjonującą podróż do marzeń, które spełniają się dzięki starej maszynie do szycia, odkryciu poruszającej historii z przeszłości i przypadkowemu spotkaniu z pewnym przystojnym Włochem…
Cytrynowa sukienka to melancholijna, pełna włoskich krajobrazów, smaków i zapachów pogodna opowieść o miłości – i to nie tylko do włoskiej mody! Idealna lektura na czas wakacji i na każdą chwilę, kiedy po prostu potrzeba nam odrobiny pozytywnego szaleństwa. Bo przecież w kobiecej szafie sukienek nigdy za wiele!
Monika Michalik - autorka dziesięciu powieści, laureatka konkursu „Jak zostać ulubioną pisarką Polek?”, zorganizowanego przez Magdalenę Kordel. Jej powieść Bądź moim marzeniem została uznana przez serwis Granice.pl za najlepszą książkę na lato 2019 w kategorii Romanse. Czasami mówi o sobie, że jest kolorowym motylem. Kocha podróżować, poznawać świat i ludzi, a w swoich powieściach zabiera czytelników w malownicze miejsca, które ją oczarowały.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 306
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2026 by IWR WE sp. z o.o.
Copyright © 2026 by Monika Michalik
redaktor prowadzący: Magdalena Kędzierska-Zaporowska
adiustacja językowo-stylistyczna: Katarzyna Machowska
korekta: Aurelia Hołubowska
projekt okładki: Lena Wójcik
redakcja techniczna: Paweł Kremer
zdjęcie na okładce: Adobe Firefly
Wydanie I | Kraków 2026
isbn ebook: 978-83-8404-184-0
EMOCJEPLUSMINUS.pl
Emocje Plus Minus, ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków
Dział sprzedaży: [email protected]
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Giulietta po raz ostatni omiotła spojrzeniem dom. „Wrócę tu. Kiedyś” – pomyślała i szybkim krokiem ruszyła ku drzwiom. Trudno było jej opuszczać rodzinną posiadłość. Miejsce, w którym się wychowała i w którym zamierzała założyć swoją rodzinę. Powojenny czas nie był łaskawy, nie nadawał się na sentymenty. Trzeba uciekać. Zostawiła meble, szafy pełne bibelotów i ubrań. Najpotrzebniejsze przedmioty spakowała do opasłej walizki, którą ledwie mogła podnieść.
Po raz ostatni zajrzała do pracowni. Najchętniej zabrałaby jeszcze maszynę do szycia i swoje wykroje, nie mogła sobie jednak na to pozwolić. Wiedziała o tym, ale i tak z żalem ostatni raz dotknęła maszyny. Wreszcie zamknęła drzwi i wyszła na zewnątrz.
Samochód już na nią czekał, a kierowca nerwowo wpatrywał się w dal, w ciemne niebo, które zdawało się zbliżać.
– Nareszcie panienka jest – odezwał się mężczyzna. – Gotowa do drogi?
Nie była gotowa, choć wypchana walizka wylądowała już w bagażniku.
– Musimy jechać, panienko. Musimy. – Spojrzał w lusterko wsteczne i dostrzegł, że dziewczyna płacze. On jednak nie mógł jej pocieszyć. Nie teraz.
Gdyby ktoś o poranku powiedział Agacie, że po południu złapie ją burza, która zmieni całkowicie jej życie, roześmiałaby się w głos. Za oknem rozkwitała wiosna, słońce przyjemnie grzało, a na niebie nie było ani jednej chmury. Burze jednak mają to do siebie, że w minutę potrafią zmienić i niebo, i cały krajobraz. Burza, która czekała Agatę, miała zniszczyć jej serce.
Teraz stała na przystanku przemoknięta, ściskając w dłoni mokry dokument. Wypowiedzenie z pracy. A właściwie nawet nie wypowiedzenie, ile podziękowanie za pracę, którą wykonywała przez ostatnie pół roku. Umowa wygasła i nie zdecydowano się na jej przedłużenie.
– Jesteśmy bardzo z pani zadowoleni. Szybko się pani uczy, nikt lepiej nie wszywa kieszeni i kapturów. – Słowa szefowej dźwięczały jej w uszach.
– Dziękuję – odpowiedziała z uśmiechem. – Cieszę się, że państwo to doceniają – zwróciła się do obojga właścicieli szwalni. Wtedy jeszcze nie wiedziała, jak zakończy się ta rozmowa.
– Niestety, nie możemy przedłużyć współpracy z panią – zagrzmiał niski męski głos szefa.
– Nie? – wydusiła z siebie.
– Z pani talentem i pracowitością z pewnością łatwo znajdzie pani inną posadę. My jesteśmy zmuszeni okroić produkcję i zmniejszyć zatrudnienie. Posypały się nam ostatnio dwa intratne kontrakty. Sama pani rozumie… – Mężczyzna bezradnie rozłożył ręce.
Autobus się spóźniał, a deszcz jak na złość padał coraz mocniej. Grube krople mieszały się ze łzami Agaty. Wciąż rozpamiętywała usłyszane przed godziną słowa, tak jakby próbowała je zapisać w pamięci. A przecież nie chciała.
Niebo nagle pojaśniało, a po chwili rozległ się huk.
Nadeszła burza. W niebie i w sercu. Nie tak miał się zakończyć ten dzień.
Autobus wreszcie się pojawił. Agata z ulgą wsiadła do niego, po czym zajęła pierwsze wolne miejsce i oparła się czołem o szybę.
– Patrz, pani, a jednak się im sprawdziło z tą burzą! – usłyszała obok siebie głos. Niechętnie odwróciła głowę.
– Tak – odparła. Rozpoznała w rozmówcy mężczyznę, który rano ją zagadnął. Wtedy też rozmawiali o pogodzie i z przyjemnością wysłuchiwała jego opowieści. Teraz nie miała ochoty na pogawędki. Chciała już znaleźć się w domu, przytulić do Miśka i na spokojnie zastanowić się co dalej.
– Jakaś pani markotna. – Nieznajomy nie dawał za wygraną. – To chyba nie przez deszcz? Spokojnie. Popada i przestanie. I znowu zaświeci słońce. Zawsze po burzy wychodzi słońce – zapewnił.
Bardzo chciała w to wierzyć. Wierzyła. Rano wierzyła. Ale teraz? Nie miała pracy, nie uzyskała nawet prawa do zasiłku dla bezrobotnych. Jej upragniony kurs projektowania odzieży, który chciała zacząć w październiku, też się oddalił. Co będzie z jej marzeniem o projektowaniu sukienek dla kobiet krągłych, o niesieciówkowych rozmiarach? Na to wszystko potrzeba pieniędzy, a w jej mieście działała tylko jedna szwalnia. Cóż, trzeba będzie się przeprosić z kasą w supermarkecie. Zamiast przesuwać materiał pod igłą, będzie przesuwać czyjeś zakupy po czytniku cen.
Po cichu weszła do domu. Miała nadzieję, że ani mama, ani siostra nie będą o nic pytać. Kiedy jednak zdejmowała przemoczone buty, z pokoju wybiegła zapłakana Nadia.
– Misiek! – zawołała i zaczęła w pośpiechu szarpać kurtkę, chcąc ściągnąć ją z wieszaka.
– Co Misiek? – Agata nie rozumiała.
– Uciekł! – odpowiedziała dziewczyna, głośno szlochając. – Rodzice pobiegli go szukać. Ja miałam czekać w domu na ciebie, ale już nie mogę wysiedzieć ani minuty. Misiek!
– Czekaj. – Agata ją powstrzymała. – Jak to uciekł?
– Zagrzmiało. Tak strasznie zagrzmiało! A wiesz, jak on się boi burzy – z trudem mówiła Nadia. – Byliśmy na podwórku i on się przestraszył.
– No ale jak to możliwe, że uciekł? – dopytywała z niedowierzaniem Agata.
– Nie zauważyłam, że furtka była niedomknięta. Pewnie listonosz nie zamknął. A ja tego nie sprawdziłam! – Słowa przychodziły jej z trudem, mówiła chaotycznie i usilnie próbowała wycierać łzy, ale na ich miejsce niemal natychmiast pojawiały się kolejne.
– Idziemy! – rzuciła Agata. Zabrała tylko telefon i nie zważając na to, że jest cała przemoczona, ponagliła siostrę. – Musimy go znaleźć!
Misiek to był ich mały kudłaty przyjaciel, który skradł serca wszystkich domowników, gdy tylko pojawił się w rodzinie. Agata nie była w stanie zostawić tego bezdomnego psiaka przy drodze. Ktoś prawdopodobnie wyrzucił go z samochodu, bo zwierzak był przestraszony i cały czas merdał ogonem, kiedy tylko jakieś auto zwalniało. Pewnie myślał, że właściciel po niego wróci, że sobie o nim przypomni. Agata stała wtedy nieopodal na przystanku. Wracała z pracy zmęczona i głodna. I nie mogła przestać zerkać w stronę pobocza i psa z nadzieją machającego ogonem. Mama i Nadia przyjęły ciepło nowego domownika, tylko ojciec początkowo kręcił nosem. Ale kiedy się przeziębił i Misiek nie odstępował go na krok, ogrzewając go swoim ciałem, także tata pokochał go tak jak cała reszta rodziny.
Burza się skończyła, przestało padać i, jak przepowiedział dzisiejszy współpasażer Agaty, znowu wyszło słońce. Było już nisko, ale i tak rzuciło na niebo kolorową tęczę. Nadia i Agata nie zwracały jednak na nią uwagi, mimo że zawsze to zjawisko wzbudzało w nich prawdziwy zachwyt. Przeszły cały park i część osiedla, nawołując przyjaciela. Niestety nigdzie go nie było.
– To moja wina – obarczała się Nadia. – Jak mogłam nie sprawdzić tej furtki?
– Opieprzę cię za to potem. – Agata pogroziła jej palcem. – Teraz nie jęcz. Skup się na szukaniu.
Maszerowały chodnikiem wzdłuż ulicy, która na rozwidleniu zwężała się i skręcała do lasu. Bez słowa ruszyły w tamtą stronę. W pewnej chwili Agata usłyszała ciche skomlenie po drugiej stronie drogi. Tam nie było chodnika, tylko wąskie pobocze i pas zieleni.
Agata, pośpiesznie rozejrzawszy się na boki, przebiegła przez jezdnię.
– Misiek! Misiaczku! – zawołała, gdy tylko dotarła do porastających pobocze chaszczy. – Nadia, chodź! – krzyknęła do siostry.
W rowie leżał piesek. Machnął ogonem, widząc ukochanych ludzi nad sobą, ale nie był w stanie podnieść głowy. Drżał. Nadia zobaczyła na jego tylnej łapie ślady krwi.
– Zadzwoń do rodziców – zakomenderowała Agata. Sama zaś zdjęła swoją bluzę, która od spodu na szczęście była sucha. Owinęła nią ostrożnie psa i wzięła na ręce. Kiedy go podnosiła, zobaczyła, że obok leży męski portfel. Nie namyślając się, wsunęła go do kieszeni. – Musimy jechać do weterynarza.
– Na szczęście łapka nie jest złamana – oświadczył lekarz. – Pies jest trochę oszołomiony i poobijany, ale nic mu nie będzie. Przez kilka dni może jednak utykać i potrzebować jakichś środków przeciwbólowych. Miał bardzo dużo szczęścia.
– Dzięki Bogu! – Agata odetchnęła z ulgą i przygarnęła podopiecznego do siebie. Nadal drżał, ale był już spokojniejszy. – Bardzo dziękuję, panie doktorze.
Gdy wyszła z gabinetu, dostrzegła rodziców, którzy cierpliwie czekali na korytarzu. Usłyszawszy dobre wieści, wszyscy pozwolili sobie na uśmiech. Przywiązali się do tego zwierzęcia i dopiero informacja, że nic poważnego mu nie dolega, nieco ich uspokoiła. Stopniowo opuszczały ich i napięcie, i strach o pupila. Gdy w drodze powrotnej Misiek zasnął w ramionach Agaty, ta przypomniała sobie o znalezionym portfelu. Podejrzewała, że należał do kogoś, kto go potrącił. Jeśli pies wpadł kierowcy pod koła, a on się zatrzymał, to dlaczego nie udzielił zwierzęciu pomocy? Nie mogła zrozumieć takiego zachowania.
Kiedy tylko weszli do domu, zamknęła się w swoim pokoju. Dopiero wtedy wyjęła z kieszeni znalezisko. Wahała się przez chwilę, ale uznała, że skoro już wzięła ten portfel z miejsca zdarzenia, to ma prawo zajrzeć do środka – chociażby po to, by sprawdzić dane właściciela i oddać mu jego własność. A przy okazji solidnie go ochrzanić za to, że nie pomógł Miśkowi.
W środku jednak nie znalazła ani żadnych dokumentów, ani pieniędzy. W przegródce na banknoty był za to bilet lotniczy. Ponownie zajrzała do wnętrzza, ale nic więcej w portfelu nie było. Jeden bilet. W jedną stronę. Do Bergamo. Za dwanaście dni. Dostrzegła też wydrukowane pogrubioną czcionką dane właściciela: MARCO TIVOLI.
Wpatrywała się w bilet przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, co powinna z nim zrobić. Nagle do pokoju wpadła Nadia.
– Mama zrobiła nam herbaty. Wołała cię. Nie słyszałaś? – zapytała i postawiła na stoliku nocnym dwa kubki.
– Zamyśliłam się, przepraszam – przyznała Agata i wsunęła bilet do przegródki w portfelu. Miała nadzieję, że Nadia nie zwróci na to uwagi, ale ta niestety była bardzo spostrzegawcza.
– Co tam masz? – zapytała i usiadła na łóżku obok siostry.
– Znalazłam to przy Miśku. Tam w rowie – wyznała.
– Pokaż! – Nim się zorientowała, siostra wyrwała jej z ręki portfel. Zrezygnowana przewróciła oczami i sięgnęła po kubek z herbatą. Nadia tymczasem, tak jak wcześniej zrobiła to Agata, zajrzała do każdej przegródki, po czym wydobyła z jednej z nich bilet. Zatrzymała na nim wzrok, wyraźnie próbując wyczytać z niego jakieś informacje.
– Marco Tivoli – przeczytała na głos. – Myślisz, że to on potrącił Miśka?
– Nie wiem. Znalazłam ten portfel na miejscu wypadku, więc prawdopodobnie należy do sprawcy. Chyba że to zbieg okoliczności. Ktoś może po prostu wcześniej zgubił portfel w miejscu, w którym potrącono Miśka. Ale to raczej mało prawdopodobne.
– I co teraz? – Nadia podniosła wzrok na Agatę. – Ten drań powinien zapłacić za to, co zrobił.
– Bardziej za to, czego nie zrobił. Nie pomógł rannemu zwierzęciu. Zostawił je tam na pastwę losu! – zgodziła się z siostrą Agata i wzięła bilet do ręki. – Kimkolwiek ten Marco jest, dorwę go. Choćby nie wiem co! – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – No, chyba że to faktycznie przypadek – powiedziała ze zwątpieniem.
– Jak go niby dorwiesz? Pojedziesz na lotnisko i będziesz wypytać wszystkich facetów, czy nazywają się Tivoli? – Teraz to Nadia przewróciła oczami. W ogóle nie brała pod uwagę innego scenariusza niż ten, który wydawał się jej najbardziej prawdopodobny.
– A czemu nie? Nazwisko brzmi ewidentnie po włosku, więc zapewne koleś będzie miał włoskie rysy twarzy. Z łatwością go znajdę, a ty mi w tym pomożesz. Jeśli chcesz – dodała i pogłaskała za uchem Miśka, który cały czas przysłuchiwał się ich rozmowie. Jego karmelowa sierść przyjemnie uginała się pod naciskiem dłoni.
– Mam lepszy pomysł. – Nadia zmarszczyła nos. Zawsze tak robiła, kiedy wpadała na jakiś genialny, niekoniecznie słuszny pomysł.
– Boję się tego, co się właśnie rodzi w tej nastoletniej główce.
– Może lepiej się tak nie wymądrzaj, dobrze? – Dziewczyna się naburmuszyła. – Ledwie skończyłaś dwadzieścia sześć lat, a zachowujesz się, jakbyś była nie wiadomo jak dorosła. Poza tym ja za miesiąc mam osiemnastkę. Powinnaś się z tego cieszyć.
– A jaki ja mam w związku z tym powód do radości? – dopytała skonsternowana Agata.
– Bo gdybym już była pełnoletnia, sama bym wdrożyła ten wspaniały plan – powiedziała podekscytowana. – Zobaczysz, jeszcze mi podziękujesz! – pisnęła.
– Mów zatem, co wymyśliłaś, młoda geniuszko.
Nadia uśmiechnęła się tajemniczo i przygryzła wargę, co mogło świadczyć o tym, że coś knuje.
– Trzymasz w ręce bilet – powiedziała.
– No trzymam. I co z tego?
– Przebukuj go na siebie – rzuciła jednym tchem.
– Zwariowałaś? Po co? – Agata się oburzyła.
– No przecież zawsze marzyłaś o pokazie mody w Mediolanie!
– Nadal nie rozumiem, o co ci chodzi. I mam nadzieję, że nie masz na myśli tego, o czym właśnie pomyślałam. – Pogroziła siostrze palcem.
Nadia zachichotała.
– No co? Ten bilet spadł ci jak z nieba! Przebukuj go na siebie i leć do Włoch! Może to twoje przeznaczenie?
– Wariatka! – Agata rzuciła w siostrę poduszką. – Przecież to by była najzwyklejsza kradzież. Tak nie można.
– Tak? A zostawiać potrąconego psa na poboczu to można? – Nadia nagle spoważniała.
– Nie można – przyznała.
– No widzisz. Leć! To będzie dla faceta większa nauczka na przyszłość, niż gdybyś go ochrzaniła, że zachował się jak drań.
Agata musiała przyznać siostrze rację. Przez niego Misiek teraz cierpiał, a gdyby psa w porę nie znalazła, mogłoby być naprawdę źle. Ale kradzież biletu?
– To nie jest kradzież. – Nadia zdawała się słyszeć myśli siostry. – To nam się po prostu należy. Tobie się należy. I Miśkowi. Takie zadośćuczynienie.
Pomysł był bardzo kuszący, ale już po chwili rozmarzenia Agata przypomniała sobie, że właśnie straciła pracę. Bez słowa złożyła bilet na pół i wsunęła go do przegródki w skórzanym portfelu.
– Nie mogę tego zrobić – zdecydowała.
– Uff! Siostra! No ja nie wytrzymam z tobą! – Nadia się nie poddawała. – Gdybym była pełnoletnia, sama bym poleciała.
– Zauważ, że to bilet tylko w jedną stronę.
– No właśnie! – Nadia pstryknęła palcami. – To przeznaczenie – powtórzyła ciszej i puściła do Agaty oko.
– Nadia! Miałabym ukraść czyjś bilet? Przecież loty teraz nie są takie drogie. W życiu bym tego nie zrobiła.
– Aaa… – Nadia łypnęła na nią. – Czyli że jak kraść, to miliony, a nie bilet za dwie stówki?
– Właśnie. Coś w ten deseń. – Agata westchnęła.
– A tak w ogóle to czemu nigdy nie poleciałaś do Włoch? Skoro bilety kosztują dwie stówki, a ty marzysz o tym, odkąd pamiętam. – Nadia przewróciła teatralnie oczami.
– Lot to nie wszystko. Gdzieś trzeba spać, coś jeść. Finalnie taka wyprawa za granicę to nie taka tania sprawa.
– Przecież zarabiasz. – Nadia spojrzała na siostrę z wyrzutem. – Możesz coś zaoszczędzić, wziąć urlop, spakować siebie i może mnie… – Zachichotała. – I przeżyć coś fajnego. – Klasnęła w dłonie.
Agata spuściła głowę. W milczeniu pogłaskała Miśka po grzbiecie.
– Co jest? – Nadia spoważniała.
– Nie przedłużyli mi umowy.
– Ajć.
– Ajć – powtórzyła Agata i wzruszyła ramionami.
Konsternacja nie trwała jednak długo. Nadia szybko otrząsnęła się po tej złej wiadomości i z entuzjazmem przystąpiła do dalszego przekonywania siostry.
– Ale to przecież świetnie się złożyło! – wykrzyknęła tak głośno, aż Misiek podniósł łebek.
– Co się świetnie złożyło? Że nie mam pracy?
– No to, że możesz się po prostu spakować i wyjechać – wyjaśniła rzeczowo.
– Jeszcze wiele musisz w życiu się nauczyć. – Agata westchnęła, zniecierpliwiona i zmęczona rozmową. Chciałaby tak jak Nadia mieć w sobie tyle entuzjazmu i wiary w to, że w życiu wszystko jest możliwe i że każda porażka to szansa. Po tylu niepowodzeniach czuła raczej, że to wcale tak nie działa. To nieprawda, że gdy zamykają się jedne drzwi, to otwiera się dla człowieka okno. Wręcz przeciwnie.
– Ty też – rzuciła urażona Nadia i wyszła z pokoju.
Agata przeczesała dłońmi swoje długie jasne włosy. Na jej kolanach wciąż wiernie leżał Misiek, posapując cichutko. Wyglądało na to, że wydarzenia mijającego dnia będą dla niego tylko przykrym wspomnieniem, o którym zapewne niedługo zapomni. Dla niej ten dzień oznaczał znacznie więcej, choć jeszcze nie miała pojęcia co.
Wreszcie zapadła cisza. Agata położyła się na łóżku, tuląc do siebie Miśka. Zamknęła oczy. Nie miała za złe siostrze lekkiego podejścia do niektórych spraw. Sama przecież zupełnie niedawno miała naście lat i głowę pełną marzeń, które zamierzała spełnić za jedną z pierwszych pensji.
Pod zamkniętymi powiekami wróciły wspomnienia i wyobrażenia dorosłego życia. Miało przebiegać według ściśle wytyczonego planu, niestety rzeczywistość szybko go zweryfikowała. Kiedy stała się pełnoletnia, okazało się, że trudno znaleźć etat. Zaczęła od stanowiska kasjerki w jednym z supermarketów. Praca była ciężka, mało płatna i tak daleka od marzeń Agaty, że porzuciła ją po kilku miesiącach. Potem zatrudniła się w sieciowym butiku. Pensja też była niska, ale chociaż zakres obowiązków był bliższy jej zainteresowaniom. Tam pracowała prawie cztery lata. Lubiła tę posadę, ale godziny otwarcia sklepu sprawiały, że stopniowo odsuwała się od koleżanek, aż teraz, gdy leżała na łóżku z obolałym Miśkiem, dotarło do niej, że w ciągu ostatnich kilku lat nie udało jej się niczego osiągnąć. Straciła przyjaciółki, nigdy nie przeżyła wielkiej miłości, nie poszła na studia ani nawet na kurs krawiectwa, o którym marzyła od dawna. I nie poleciała do Włoch. A zarabiane pieniądze znikały nie wiadomo jak.
„A może Nadia ma rację?– pomyślała. Może powinnam nauczyć się czerpać z życia to, co najlepsze?”
Zasnęła z tą myślą. A rankiem z nią się obudziła. Miała dwadzieścia sześć lat, wielkie plany i nadzieje, a od skończenia szkoły kręciła się w jednym miejscu. Może pora w końcu coś zmienić?
– Szczęściara z ciebie – zagadnęła ją siostra przy śniadaniu.
– Tak sądzisz? – zapytała Agata, biorąc duży łyk kawy.
– Pewnie. Leje jak nie wiem co, a ty nie musisz nigdzie wychodzić – burknęła Nadia, będąca wyraźnie w złym humorze.
Agata postanowiła nie zaczynać rozmowy na temat poczucia szczęścia. Kiedy siostra, marudząc coś pod nosem, wreszcie poszła do szkoły, odetchnęła z ulgą. Zaraz po niej jednak pojawiła się złość. Nastała cisza. Niepokojąca. Drwiąca z niej. Postanowiła nie zwlekać. Po śniadaniu usiadła przed komputerem, by przejrzeć ogłoszenia o pracy. Misiek położył się jej na stopach, dając przyjemne ciepło.
– Ta jedna myśl, że mogę być dzisiaj z tobą, psiaku, w domu, to moje jedyne pocieszenie – powiedziała i schyliła się, by podrapać czworonoga za uchem.
Misiek nieśmiało zamachał ogonem. Noc miał dość ciężką. Drżał i popiskiwał, na szczęście po podaniu środka przeciwbólowego stopniowo się wyciszył i zasnął. Teraz, o poranku sprawiał wrażenie weselszego. Pewnie najgorsze już minęło. Na dźwięk głosu swojej pani ożywił się jeszcze bardziej.
– No i co teraz? – zapytała, na co pies chwiejnym krokiem ruszył w stronę lodówki. – No tak. Teraz kiełbaska – odpowiedziała za niego i podała mu spory kawałek kabanosa.
Przejrzała ogłoszenia o pracy i zanotowała kilka numerów telefonu. Przez cały czas jednak gdzieś z tyłu głowy miała myśl o bilecie lotniczym do Włoch i propozycji młodszej, zwariowanej siostry. Nie zamierzała kraść niczyjego biletu, ale mimo to weszła na stronę oferującą domy we włoskich wsiach, które tamtejszy rząd sprzedawał za symboliczne jedno euro. Już dawno temu słyszała o tego typu inwestycjach, ale wtedy do głowy by jej nie przyszło, że to propozycja dla niej. Stać ją było oczywiście na zainwestowanie jednego euro, ale nie miała środków na kosztowny remont, którego wymagały wszystkie budynki. Tego dnia z ciekawości w wyszukiwarce wpisała lokalizację „Bergamo”. Jeśli w życiu naprawdę nie ma przypadków i wszystko dzieje się po coś, to może wczorajsza burza, a potem wypadek Miśka i wreszcie znaleziony portfel faktycznie były jakimś znakiem?
W Bergamo Agata znalazła kilka domów, a właściwie wystawionych na sprzedaż ruin. Jeden z nich ją zaintrygował. W przeciwieństwie do pozostałych miał dach i całe okna. Może dałoby się go tylko trochę odświeżyć i pomieszkać tam kilka miesięcy? To mogłaby być jakaś opcja. Znalazłaby pracę, chociażby jako sprzątaczka albo ekspedientka. Skoro teraz i tak szukała nowego zajęcia, to może równie dobrze mogłaby to robić… we Włoszech?
Z rozmyślań wyrwał ją brzęk kluczy w drzwiach.
– Jesteś? – zawołała Nadia i wparowała do pokoju Agaty. – O! Jesteś!
– A gdzie niby miałabym być? – odparła z przekąsem.
– No tak – zreflektowała się. – Oglądasz domy za jedno euro! – Dziewczyna zajrzała jej przez ramię na monitor komputera.
– Tak tylko chciałam się zorientować. – Agata zamknęła stronę.
– A ja właśnie to chciałam ci podpowiedzieć! – rzuciła Nadia. – To świetny pomysł!
– Nadia, wariatko, taki był spokój, jak cię nie było. Nie masz jakichś zadań czy coś? Rodzice niedługo wrócą z pracy, może ugotujemy obiad? – Agata nagle wpadła na ten pomysł. – Będzie im miło. A ja przestanę myśleć o głupotach.
– Dobra, ale za chwilę – powiedziała Nadia. – Pokażę ci najpierw, co znalazłam.
– Chyba się boję.
– Nie ma czego. – Nadia poklepała siostrę krzepiąco po plecach. – Na chemii przeglądałam ogłoszenia.
– Na chemii? – przerwała jej Agata. – Przecież to taki strasznie trudny przedmiot. Powinnaś się skupić na lekcji, a nie grzebać w telefonie.
– No właśnie dlatego grzebałam. Bo chemia jest straszna. – Nadia pokiwała głową.
– I nauczycielka cię nie upomniała?
– Siedzę w ostatniej ławce, a poza tym mam takie sposoby na korzystanie z neta, że nawet sobie nie wyobrażasz. – Nadia machnęła ręką. – No więc przejrzałam ogłoszenia. Te za jedno euro. Ale te domy są w totalnej ruinie. Nie da się w nich tak po prostu zamieszkać. Ale… – zawiesiła głos, by sprawdzić, czy Agata jej słucha. Słuchała. – Ale znalazłam dom na wynajem. Od zaraz. W świetnej cenie. Na pewno cię stać.
– Przerażasz mnie – powiedziała Agata, ale była ciekawa, co siostra ma w zanadrzu.
– Dość duży dom. Podobno ma nieuregulowane sprawy spadkowe, dlatego nie można go wystawić na sprzedaż. Zaniedbany, ale w stanie takim, że mogłabyś w nim zamieszkać od razu. Nawet za tydzień. – Nadia klasnęła w dłonie. Zadowolona, że Agata słucha jej w skupieniu, dodała: – I na dodatek ten dom jest w Bergamo. Właśnie w Bergamo! Jeśli mi powiesz, że to nie jest znak, to ja nie wiem co!
– Pokaż mi go. – Agata przygryzła wargę.
Na zdjęciach dom wydawał się duży, ale po przeczytaniu całej oferty okazał się niewielkim, aczkolwiek piętrowym budynkiem z dwoma sypialniami na górze, małym salonem i kuchnią oraz łazienką na dole. Na wyposażeniu miał proste i stare meble. W kuchni znajdowały się piecyk gazowy z piekarnikiem i malutka lodówka. Łazienka była urządzona zwyczajnie, prosto, bez nowoczesnych udogodnień. Żeliwna wanna, umywalka i toaleta. Na żadnej z załączonych fotografii nie było pralki. Jeden pokój na piętrze stał całkowicie pusty, w drugim na podłodze leżał gruby materac służący za łóżko.
– Szału nie ma, ale za taką kasę to w hotelu spędziłabyś ze dwie, może trzy noce, a w tym domu będziesz mogła mieszkać miesiąc. Jak ci się nie spodoba, możesz po prostu zrezygnować z dalszego wynajmu. I albo znajdziesz coś innego, albo wrócisz do Polski. – Ostatnie zdania Nadia wypowiedziała lekko, beztrosko. Agata nagle poczuła złość na samą siebie. Jak to możliwe, że w ciągu kilku lat z wesołej dziewczyny stała się taką poważną kobietą? Nagle bardzo zatęskniła za samą sobą z czasów, kiedy wszystko wydawało się proste, ciekawe i pełne przygód.
– Ale biletu lotniczego kraść nie będę. – Agata łypnęła groźnym wzrokiem na siostrę, na co Nadia najpierw skoczyła na równe nogi, a potem zaczęła coś piszczeć, śpiewać i tańczyć.
– Moja siostra leci do Włoch! – krzyknęła głośno i pociągnęła ją za ręce.
Zaczęły razem skakać i wirować dookoła siebie. Zupełnie jak małe dziewczynki. I taką właśnie dziewczynką nagle poczuła się Agata. Nawet jeśli to uczucie miało za chwilę minąć, cieszyła się, że choć na moment mogła sobie przypomnieć beztroskie dziewczęce lata. I marzenia.
Minęło kilka dni. Rodzice sceptycznie podeszli do tak nagłego wyjazdu. Nawet Agata momentami, zwłaszcza tuż przed snem, nabierała wątpliwości, czy to na pewno dobry pomysł. Rozsądek podpowiadał jej, że powinna szukać nowej pracy, ale gdzieś w środku coś szeptało, że musi spróbować.
Nadia przewracała oczami na każdą wzmiankę o tym, że to szalony pomysł i że sobie tam nie poradzi.
– Potraktuj to jako przygodę! Pojedziesz, spróbujesz czegoś nowego, zobaczysz kawałek świata i kto wie, co tam los dla ciebie przygotuje.
– Jesteś moją młodszą siostrą, ale czasami mówisz całkiem mądrze.
– Bo wbrew pozorom nie jestem taka postrzelona, jak ci się wydaje.
– Tego nie powiedziałam – odparła Agata, ale siostra jej nie słuchała. Miała coś ważniejszego do zakomunikowania.
– Tylko się już nie wymiguj. Nie zmienisz zdania, prawda? – Nadia przyjrzała się bacznie Agacie.
– Sama nie wiem. Podjęłam już decyzję, ale wciąż się waham. Dzisiaj przysłali mi na maila potwierdzenie wynajmu. Na miesiąc. I tak jakoś się tego wszystkiego przestraszyłam.
– Czego? Nie takie Włochy straszne. – Nadia się zaśmiała.
– Mam bardzo mało kasy. Rodzice obiecali mi pomóc, ale wolałabym od nich nie brać pieniędzy. Sami mają kredyt, a jeszcze ja wymyśliłam teraz ten wyjazd. Powinnam znaleźć pracę, pomóc im spłacić zadłużenie, a potem pójść na kurs.
– No i przecież możesz to zrobić. Włochy ci w tym nie przeszkodzą. – Nadia nie rozumiała. – Przecież tam też ludzie pracują.
– Może masz rację. – Agata wreszcie się uśmiechnęła.
– Oczywiście, że mam – odparła z wyższością Nadia.
– Tylko że to taka nagła decyzja. Może odwołam tę rezerwację? Albo przełożę na późniejszy czas? Sprawdzałam ceny biletów. Są teraz dużo droższe. Może powinnam na spokojnie się przygotować do tej podróży, powoli wszystko zaplanować…
– Jak ty mnie wnerwiasz! – Nadia jej przerwała. – Zrzędzisz jak stara baba. Lecisz w przyszłym tygodniu i już. – Wstała i wyszła z pokoju, wprawiając Agatę w konsternację. Po chwili dziewczyna wróciła, trzymając w ręce kopertę. – Proszę.
– Co to?
– Bilet. Twój. Przebukowałam go. – Nadia wstrzymała oddech i usiadła sztywno na łóżku. – Wiem, co o tym myślisz. Że to kradzież. Ale ten bilet ci się należy. Zwyczajnie. Nie bez powodu go znalazłaś. A ten bydlak nie pomógł Miśkowi. To i tak mała kara dla niego.
Misiek na dźwięk swojego imienia wskoczył na łóżko i położył głowę na kolanach Agaty.
– O! Widzisz? – zawołała młodsza siostra. – Misiek uważa tak samo.
– Wy wszyscy powariowaliście. – Agata się poddała i podrapała pupila za uchem.
Zatem nie było już odwrotu. To znaczy może i był, bo Agata wciąż mogła wszystko odwołać, ale właściwie widziała już siebie w tym włoskim domu. Wyobrażała sobie, jak będą wyglądały jej poranki w Bergamo, sprawdzała okoliczne atrakcje i ciekawe miejsca, które zobaczy. I coraz niecierpliwiej oczekiwała dnia wylotu.
Na lotnisko odwiózł ją tata. Mimo bardzo wczesnej pory na parkingu nie było miejsca.
– Tato, po prostu stań tylko na chwilę i wyjmij mi walizkę. Nie musisz ze mną wychodzić. Przecież sobie poradzę.
– Wiem, córeczko, wiem – powiedział ojciec i zatrzymał się na miejscu do wysiadania. Kiedy wyjął walizkę, przytulił córkę do siebie. – Tak szybko dorosłaś. Uważaj tam na siebie.
– Wiesz, że jestem tą rozsądniejszą z twoich córek, tato – powiedziała Agata i uwolniła się z uścisku. – Dlatego nadal mam dziwne wątpliwości.
– A nie powinnaś. Kiedy, jak nie teraz, masz próbować nowych rzeczy? Jasne, że wolałbym mieć cię przy sobie, ale taka jest kolej rzeczy, że dzieci dorastają i wyfruwają z gniazda. Jedne fruną na sąsiednie drzewo, a drugie szukają nowych lądów. – Ojciec znowu przygarnął córkę do siebie. – Powodzenia! I pamiętaj, że w każdej chwili możesz dzwonić, pisać… W każdej sprawie. No i nie rób nic na siłę. Niczego nikomu nie musisz udowadniać. Leć i przyleć szczęśliwa.
Tym razem Agata nie wysunęła się z ramion ojca. Wtulając się w niego, poczuła zapach jego wody kolońskiej, tej samej, której używał od lat. Z trudem przełknęła łzy, których za nic na świecie nie chciała uronić. „Nie teraz. Nie teraz!” – powtarzała w myślach. Wiedziała, że jeśli się rozklei, to nie wsiądzie do samolotu.
– No, skarbie… – Ojciec poklepał córkę delikatnie po plecach. – Czas na nas. Nie bój się niczego. Wystarczy, że ja i mama martwimy się o ciebie. Ty po prostu korzystaj z życia.
– Dzięki, tato.
Wysunęła rączkę przepastnej walizki i już nie oglądając się, zniknęła za szklanymi drzwiami. Z trudem postawiła bagaż na taśmie, a kiedy kobieta z obsługi nakleiła na nim stosowną naklejkę i walizka odjechała, znowu zwątpiła. A jednocześnie pomyślała, że teraz to już na pewno nie ma odwrotu.
Wzięła głęboki wdech, przewiesiła torebkę przez ramię i ruszyła w stronę punktu odpraw. Jeszcze raz zerknęła na trzymany w ręce bilet. Był na jej nazwisko. Postanowiła już więcej nie myśleć o tym, że to ktoś inny powinien z tym dokumentem wsiąść do samolotu. Nadia miała rację. Za cierpienia Miśka to i tak niewielka kara dla tego człowieka.
W ostatniej chwili, kiedy podawała obsłudze kartę pokładową wraz z dokumentem tożsamości, coś w niej drgnęło. A co, jeśli zaraz ją zaaresztują i postawią przed sądem? Nic takiego jednak się nie stało.
Zapięła pasy i obserwowała podróżnych, którzy wciąż tłoczyli się w przejściu, szukając swoich miejsc. W pewnym momencie stanął przy niej rosły mężczyzna z ciemnymi, zaczesanymi na bok włosami. Wlepił w nią równie ciemne spojrzenie i tak stał chwilę, wisząc nad jej fotelem.
– Hai preso il mio posto1 – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Patrzyła na niego z przerażeniem, nie rozumiejąc ani słowa.
– What? – zapytała po angielsku, choć tak naprawdę nie chciała słyszeć jeszcze raz jego głosu. Był tubalny, wściekły. A facet, mimo że miał ciemniejszą karnację, poczerwieniał ze złości. Spuściła wzrok, nie wiedząc, jak się zachować.
Mężczyzna stał nad nią, wyraźnie nie mając zamiaru odejść. Ktoś z tyłu go szturchnął, ktoś zaczął się niecierpliwić.
– Proszę pana, proszę nie blokować przejścia – odezwała się stewardesa z drugiego końca samolotu.
– Questo è il mio posto!2 – warknął głośno i pokazał palcem na Agatę.
Jakimś cudem drobna dziewczyna przecisnęła się pomiędzy fotelami i stanęła przed rozwścieczonym mężczyzną.
– Proszę o pana kartę podkładową – powiedziała po angielsku, a kiedy mężczyzna ją podał, uśmiechnęła się życzliwie i poinformowała go, że jego miejsce jest kilka rzędów dalej.
Nieznajomy stał jeszcze chwilę nad struchlałą Agatą, po czym zajął wskazane przez stewardesę miejsce.
– Wszystko w porządku? – zapytała kobieta siedząca obok Agaty. – Bardzo pani zbladła.
– Tak, w porządku, dziękuję – odparła z trudem i wysiliła się na lekki uśmiech.
– Na pewno? – upewniła się nieznajoma.
– Tak. – Agata kiwnęła głową.
– Proszę się nie przejmować tym typem. Nie jest u siebie, a zamiast sprawdzić, gdzie siedzi, to ma pretensje do całego świata. Jak już chce komuś coś nawrzucać, to mógłby się chociaż kilku słów po polsku nauczyć. – Kobieta się zaśmiała i machnęła ręką.
Agata jednak już się nie odezwała. Zamknęła oczy i miała nadzieję, że za chwilę zaśnie. Pod powiekami wciąż powracał obraz Włocha miażdżącego ją wzrokiem. To musiał być on. Marco Tivoli. Miała nadzieję, że kiedy wylądują, nie będzie jej już zaczepiać.
1 Zajęłaś moje miejsce! (wł.)
2 To moje miejsce! (wł.)
Lot trwał nieco ponad półtorej godziny. Agata, mimo że siedziała kilka rzędów przed Markiem, nieustannie czuła na sobie jego spojrzenie. Początkowe zaskoczenie spotkaniem stopniowo przechodziło w złość.
Kiedy samolot wylądował, już się nie bała konfrontacji z nieuprzejmym Włochem. Niech tylko się do niej zbliży! Już ona mu nagada. Tak postanowiła. Jej myśli były tak zajęte wyimaginowaną rozmową, która toczyła się w jej głowie, że nawet nie zauważyła gorącego podmuchu powietrza i słońca, do którego niemal każdy pasażer z tęsknotą wystawiał twarz.
Polska wiosna tego roku była bardzo kapryśna. Choć kończył się kwiecień, nikt nie rozstał się jeszcze na dobre z zimowymi okryciami. Agata nieraz się zastanawiała, gdzie jest to wiosenne słońce i błękitne niebo. Cóż. Było we Włoszech. Zdjęła kurtkę i ruszyła po odbiór walizki.
Stał tam. Po drugiej stronie taśmy, po której powoli przesuwały się bagaże. Wyprostowany, trzymał ręce w kieszeniach. Miała wrażenie, że mruży oczy, jakby się nad czymś zastanawiał. Już nie kipiał złością jak jeszcze dwie godziny temu.
„Teraz albo nigdy” – pomyślała i powoli minęła ludzi, aż stanęła tuż przed nim. On obserwował bacznie każdy jej krok. A kiedy zatrzymała się tuż przed nim, w jego oczach zobaczyła zaciekawienie.
– Marco Tivoli? – zapytała. Głos jej trochę drżał.
Kiwnął głową. Patrzył na nią przenikliwie. W Agacie natychmiast odżyły wspomnienia tamtej burzy i zakrwawionego, przestraszonego, a przede wszystkim obolałego psa, którego ten zwyrodnialec porzucił.
– A więc to ty potrąciłeś mojego psa i zostawiłeś go na pastwę losu?! – rzuciła głośno, aż echo poniosło jej głos. Dłonią szturchnęła go w ramię, rozwścieczona tak jak wtedy, gdy znalazła jego portfel. – Ty draniu! – wrzasnęła po polsku.
Skonsternowany mężczyzna rozejrzał się po twarzach osób, które z zainteresowaniem zaczęły się im obojgu przyglądać. Wyglądał, jakby zupełnie nie rozumiał zaistniałej sytuacji. Równie głośno jak ona zaczął coś krzyczeć po włosku, machając przy tym rękami, a potem postukał się w czoło i sięgnął po swoją walizkę. Nim odszedł, ona wciąż kipiała złością, zastanawiając się, jak ma powiedzieć temu nadętemu bufonowi, że jest… bufonem. Nie znała włoskiego, kojarzyła raptem kilka słów, jak bella czy grazie. Ale ani nie miała mu za co podziękować, ani nie miała zamiaru nazwać go pięknym.
Tymczasem Marco uśmiechnął się, delikatnie unosząc lewy kącik ust. Jego spojrzenie złagodniało. I choć zupełnie nie rozumiał, o co miała do niego pretensje ta rozzłoszczona kobieta, przyglądał się jej chwilę i pomyślał, że Polki są bardzo agresywne i zaborcze. Nie dość, że przywłaszczyła sobie jego bilet, który musiała gdzieś znaleźć, to jeszcze na niego krzyczała.
– Cosi bella, e cosi vivace1 – powiedział już bez złości, skinął głową i się oddalił.
Agata została przy taśmie z sunącymi powoli bagażami. O ile w samolocie cały czas czuła na plecach spojrzenie tego mężczyzny, tak teraz czuła na sobie wzrok wszystkich pasażerów. Z uczuciem ulgi zobaczyła swoją walizkę. Chciała jak najszybciej opuścić lotnisko.
Podobno jeśli coś się źle zaczyna, to dobrze się kończy. Oby. Bo to był dość kiepski dla Agaty początek włoskiej przygody.
Dalsza część w wersji pełnej
1 Taka piękna, a taka zadziorna (wł.).
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
