36,90 zł
Pewnego dnia w pobliżu Kamakury wykoleił się pociąg pospieszny. W konsekwencji śmierć poniosło sześćdziesięciu ośmiu pasażerów. Wkrótce zaczęła krążyć plotka o pociągu-widmo kursującym przez stację Nishi-Yuigahama. Jeśli się do niego wsiądzie, można spotkać osobę, która zginęła w tym wypadku, należy jednak bezwzględnie przestrzegać czterech warunków:
• Do pociągu powinno się wsiąść dokładnie na tej samej stacji co ofiara.
• Zabrania się informowania jej o tym, że wkrótce straci życie.
• Jeśli nie opuści się pociągu, zanim dotrze on do stacji Nishi- Yuigahama, także zginie się w tym wypadku.
• Czego by się nie zrobiło, nie przywróci to życia zmarłej osobie, a próba zachęcenia jej, by wysiadła z pociągu, zanim się wykolei, poskutkuje natychmiastowym powrotem do rzeczywistości.
Choć zasady te wydają się bezduszne, nie zabrakło chętnych, by spróbować spotkać się z bliskimi. Dopiero bowiem, gdy straci się ukochaną osobę, odkrywa się, jak piękne były dni z nią spędzone.
A ty? Gdybyś mógł jeszcze raz spotkać się z kimś, kogo nie ma już wśród żywych – co byś mu powiedział?
Przekład z języka japońskiego: Adrianna Piątek
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 266
Rok wydania: 2026
Przekład z języka japońskiego
Adrianna Piątek
Tytuł oryginału:
NISHIYUIGAHAMAEKI NO KAMISAMA
Opracowanie graficzne i elektroniczne:
Krzysztof Wosiński
Korekta:
Karolina Janicka
Ilustracja na okładce i str. 3:
© Pochi
NISHIYUIGAHAMAEKI NO KAMISAMA
©Takeshi Murase 2020
First published in Japan in 2020 by KADOKAWA
CORPORATION, Tokyo. Polish translation rights arranged with
KADOKAWA CORPORATION, Tokyo through TUTTLE-MORI
AGENCY, INC., Tokyo.
Wydawca, sprzedaż hurtowa i wysyłkowa:
Wydawnictwo Kirin
tel. 51 636-78-55
www.kirin.pl
e-mail: [email protected]
Księgarnia internetowa:
www.ksiegarniajaponska.pl
Wydanie I elektroniczne
Bydgoszcz 2026
ISBN 978-83-66627-95-6
Rozdział pierwszy: Do niego
Na peronie nie było żywego ducha. Przedostałam się przez bramkę biletową i już miałam zażyć tabletkę, którą przepisał mi lekarz, aby się uspokoić, kiedy to się wydarzyło.
Zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestrzeń wokół mnie wypełniła się światłem. Obok pojawiła się nagle nieznana mi kobieta w średnim wieku. Na peronie naprzeciwko kłębili się pracownicy biurowi, czekający na pociąg w przeciwną stronę. Zegarek na moim lewym nadgarstku wskazywał dziesiątą czterdzieści cztery. Był poranek w dniu wypadku.
Z oddali zaczął dobiegać miarowy stukot pociągu.
– Stacja Zamek Odawara, Zamek Odawara – zabrzmiał wypowiedziany formalnym tonem komunikat i zaraz potem na peronie z piskiem hamulców zatrzymał się ten sam czarny pociąg, który widziałam zeszłej nocy. Drzwi otworzyły się z sykiem.
Kiedy tak stałam, oszołomiona ową sekwencją niewiarygodnych zdarzeń, przez bramki biletowe przeszedł drobny mężczyzna z granatowym plecakiem na ramieniu.
– Nemoto…
Pospiesznie zasłoniłam twarz torebką, żeby mnie nie zauważył. Nieświadomy mojej obecności, wsiadł do drugiego z sześciu wagonów. Wślizgnęłam się do środka jednym wejściem dalej.
Koła pociągu powoli zaczęły się obracać. Choć z zewnątrz jego wagony wydawały się przezroczyste, to wewnątrz niczym się nie wyróżniały. Zarówno podłużne siedzenia rozlokowane wzdłuż okien, jak i te ustawione naprzeciwko siebie, miały wyraźne barwy, tak jak w prawdziwym świecie.
Miałam jednak wrażenie, że w środku znajduje się mniej pasażerów, niż podawano w wiadomościach. Oczywiście do momentu wypadku pozostało jeszcze trochę czasu i zapewne więcej ludzi wsiądzie na kolejnych stacjach, ale w chwili obecnej w drugim wagonie było mniej niż dwadzieścia osób. A może w pociągu-widmo brakowało tych, którzy przeżyli?
Nemoto siedział obok przejścia między wagonami, w tej części, gdzie miejsca były ulokowane naprzeciwko siebie.
– Następna stacja: Maekawa, Maekawa.
Nie było czasu na sentymenty. Ledwie komunikat wybrzmiał, przystąpiłam do realizacji wcześniej przygotowanego planu. Gdy tylko dotarliśmy do stacji Maekawa i otworzyły się drzwi pociągu, podbiegłam do niego.
– Nemoto, wysiadamy!
– Higuchi…
Nie zważając na jego zdziwioną minę, postawiłam go siłą na nogi i wyprowadziłam na zewnątrz.
Kiedy jednak wysiedliśmy z pociągu i drzwi za nami się zamknęły, jasne do tej pory niebo w jednej chwili pociemniało, pociąg-widmo zniknął, a wraz z nim również i Nemoto.
– Nie mówiłam ci przypadkiem, że jeśli spróbujesz wyprowadzić kogoś z tego pociągu, to natychmiast wrócisz do rzeczywistości?
Kiedy tak stałam oniemiała, za moimi plecami pojawiła się znienacka Yukiho.
– Wszyscy jesteście tacy sami. Nie wierzycie mi, kiedy przedstawiam wam zasady. Myślicie, że jeśli tylko uda wam się wyprowadzić ofiarę z pociągu, to zdołacie ją uratować. Niestety, to niemożliwe.
Nie wiedziałam, co mam na to odpowiedzieć.
– Powtórzę to jeszcze raz. Spotkanie z ofiarą wypadku nie sprawi, że rzeczywistość ulegnie zmianie, choćby w najmniejszym stopniu. Nie przywróci jej też życia. Jeśli jesteś w stanie to zaakceptować, wsiądź do pociągu – oznajmiła z wyższością i skrzyżowała ramiona na piersi.
– A, i jeszcze jedno – dodała na koniec. – Z każdym dniem pociąg-widmo staje się coraz bardziej przezroczysty i prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości całkiem zniknie z tego świata. Weź więc pod uwagę, że nie zostało ci już zbyt wiele szans. Pa!
Po tych słowach Yukiho zniknęła.
***
Kuro, który dotąd wylegiwał się na podłodze, podniósł się i łagodnie położył mi pysk na kolanach. Gładząc go po głowie, popiłam tabletkę wodą i połknęłam ją.
Byłam w domu Nemoto. Siedziałam sama w jadalni i wspominałam to, co poprzedniej nocy powiedziała mi Yukiho.
„Spotkanie z ofiarą wypadku nie sprawi, że rzeczywistość ulegnie zmianie, choćby w najmniejszym stopniu. Nie przywróci jej też życia. Jeśli jesteś w stanie to zaakceptować, wsiądź do pociągu”.
Zaczęłam mieć wątpliwości, czy ponawiać próbę. Czy wsiadanie do tego pociągu nie sprawi jedynie, że będę jeszcze mocniej cierpiała? Ponowne spotkanie z nim niczego przecież nie zmieni. O czym zresztą mielibyśmy rozmawiać?
Zgodnie z drugą zasadą związaną z pociągiem-widmo, którą przedstawiła mi Yukiho, nie wolno było informować ofiar o tym, co je czeka. Gdyby nie to, mogłabym się z nim przynajmniej pożegnać, ale w tej sytuacji to wykluczone.
