Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
38 osób interesuje się tą książką
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 93
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
@ Alexia Berg „Black Thorns”
@ Wydawnictwo Krople Czasu, Tarnowskie Góry 2026 Redakcja:
Korekta: Iwona Imiołek-Fidyk
Skład: Malwina Fidyk
Okładka: Aldona Mróz
ISBN 978-83-68883-08-4
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Materiał ten jest chroniony prawem autorskim.
Opowiadanie ani jego części nie mogą być przedrukowywane ani w żaden inny sposób powielane lub odczytywane w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody autora. Zabrania się udostępniania utworu na platformach hostingowych.
Wydanie I
Wydawca: Wydawnictwo Krople Czasu
Kontakt: [email protected]
PATRONAT MEDIALNY
Rozdział 1
Rozdział 1
Skrzywiłam się, ocierając brudne ostrze. Krew zdążyła skrzepnąć, lecz wciąż dało się usunąć część zaschniętej warstwy. Rzadko ruszałam w teren, dlatego drażnił mnie specyficzny odcień szkarłatu.
Odkąd w Black Thorns zaczęto doceniać moją lojalność, w końcu otrzymałam awans. Przeważnie odpowiadałam za księgowość. Jednak żadna funkcja nie gwarantowała czystych rąk. Czasem dostawałam zlecenie na zabójstwo.
Wcisnęłam nóż w futerał. Ostatni raz obrzuciłam spojrzeniem pozbawione życia truchło. Nie widziałam własnej twarzy, ale byłam pewna, że wyrażała obojętność.
Kiedyś śmierć mnie przerażała. W zasadzie bałam się niemal wszystkiego, a także głośnego wypowiadania własnych myśli. Lata praktyki oraz obcowania z przemocą sprawiły, że do tego przywykłam. Dziś zwłoki nie wywoływały we mnie żadnego wrażenia. Nie robiłam tego dla przyjemności, co i tak nie zmieniało faktu, że do podobnych zadań podchodziłam beznamiętnie.
Matka uważała, że słabe kobiety nie miały prawa istnieć w świecie silnych samców. Dlatego nauczyłam się walczyć.
Wsiadłam na motocykl – czarny i bez znaków szczególnych. W miasteczku, gdzie większość mieszkańców przemieszczała się na jednośladach, nie rzucał się w oczy, co podczas takich wypadów miało kluczowe znaczenie. Zależało mi przede wszystkim na zachowaniu anonimowości. Wiedzieli o mnie nieliczni – mój zleceniodawca i członkowie familii. Mało kto wiedział też, jak naprawdę wyglądała owiana złą sławą Cierniowa Lisica. Ta ksywka przywarła do mnie krótko po tym, jak wstąpiłam w szeregi Black Thorns.
Błyskawicznie przemknęłam przez ulice Dunstable. Omijałam główne drogi, gdzie kamery rejestrowały ruch uliczny. Teoretycznie motocyklistów na Triumphach w okolicy nie brakowało. Niemniej ostrożność oznaczała bezpieczeństwo.
Mknęłam uliczkami, lawirując między budynkami. Im bliżej obrzeży miasta się znajdowałam, tym bardziej ponury krajobraz napotykałam. Spokojne przedmieścia to tylko mrzonki naiwnych.
Chwilę później zatrzymałam się przed starą kamienicą. Tynk odpadał grubymi płatami, przez co odsłaniał cegłę. Część szyb wybito dawno temu, niektóre zasłonięto kartonami, a w innych powiewały brudne zasłony. W zasięgu wzroku stało kilka podobnych budynków, lecz sąsiedzi nie interesowali się tym miejscem. Milcząc, zapewniali spokój sobie i swoim rodzinom.
Weszłam na niewielki ganek po stopniach, które kruszyły się pod moimi stopami, i przekroczyłam próg. Klatka schodowa prezentowała się lepiej niż obraz nędzy widoczny na ulicy. Niemniej przydałby się temu miejscu remont. Schodami dotarłam na piętro, gdzie tętniło życie.
– Zabawiłaś się?
Padło pytanie, gdy tylko weszłam do środka. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, a zamek kliknął cicho. Teraz mogłam liczyć wyłącznie na siebie. Niewielu przebywało z Ryanem Batesem sam na sam i opuszczało pomieszczenie bez szwanku. Ciężko pracowałam na swobodę, z jaką wchodziłam do tego pokoju pełniącego rolę naszego biura.
Pomieszczenie wyglądało minimalistycznie i pozbawione było dodatków. Ciemne ściany, kilka solidniejszych półek niż w pozostałej części rudery i trzy fotele z niepozornie wyglądającym biurkiem. Wiedziałam jednak, że Ryan nie siedziałby przy byle gracie. Cenił antyki albo darzył ten zdezelowany mebel niezrozumiałym sentymentem. Nie wnikałam.
– Nie żartuj sobie – burknęłam, okazując niezadowolenie. – Niby czym?
– A co? Gładko poszło?
Opadłam na fotel na wprost niego. Zarzuciłam nogę na nogę, przyjmując mało elegancką pozę. Sceptycznie uniosłam brwi i zmierzyłam rozmówcę znużonym wzrokiem. Milczał. Szybko zrozumiałam, że czeka na odpowiedź i bez niej nie zabierze głosu.
– Następnym razem nie wysyłaj mnie do masochistów ani mięczaków.
– O… myślałby kto, że z takim będziesz miała więcej uciechy.
– Chcesz, żebym się dobrze bawiła? Oddeleguj mnie do wyścigów.
Ryan pokręcił głową i cmoknął z dezaprobatą. Wiele razy próbowałam go przekonać, żeby pozwolił mi stanąć na starcie. Przynajmniej raz w tygodniu w Dunstable organizowano nielegalne wyścigi motocyklowe i chciałam wziąć w nich udział. Samochody mnie nie kręciły, tylko jazda na motorze. Wtedy czułam wolność, siłę i niezniszczalność.
Ryan twierdził, że to rozrywka dla przyszłych dawców narządów oraz desperatów. Moje umiejętności zaś przedstawiały zbyt dużą wartość dla rodziny. Dlatego nie pozwalał mi startować.
– Sądziłem, że dawno zamknęliśmy ten temat – stwierdził. Ustawił między nami dwie szklanki i napełnił je bursztynowym płynem. Whisky pojawiała się tylko przy wyjątkowych okazjach. – Gdybym chciał cię w częściach, wysłałbym Marcusa na łowy.
Zacisnęłam wargi, by utrzymać emocje na wodzy. Marcus był… osobliwy. Na jego temat krążyło pełno plotek. Do większości z nich podchodziłam z dużym dystansem.
– Czyli co teraz? – spytałam, chwytając podaną szklankę. – Mam wolne? A może jest na tapecie jakieś kolejne zlecenie?
Ryan się napił, więc w ślad za nim pociągnęłam spory łyk. Palące ciepło spłynęło do żołądka. Ten alkohol zawierał zdecydowanie więcej procent niż sklepowa whisky.
– Odpocznij, zrelaksuj się, a potem zobaczymy.
Opróżniłam szklankę. Nie byłam miękka i żaden trunek nie mógł mnie pokonać. Odstawiłam puste szkło na biurko, po czym wyszłam z gabinetu.
🏍🏍🏍 ️ ️
Ręcznikiem otarłam wilgotne ciało. Zwykle prysznic pomagał mi uporządkować myśli, lecz dziś coś nie dawało mi spokoju. Wcale nie chodziło o ofiarę, ponieważ niejednego trupa w życiu widziałam.
Dzisiaj podczas rozmowy Ryan zachowywał się wyjątkowo… uprzejmie. Nie rzucał mięsem ani nie raczył mnie swoim rubasznym humorem. Jakby coś wprawiło go w wybitnie dobry nastrój. W głowie Batesa panował totalny rozgardiasz, choć od czasu do czasu trafiał na szaleńcze pomysły. Gdyby nie jego ryzykowne posunięcia, pewnie dziś byśmy nie istnieli i nikt by nie pamiętał, że kiedyś w tej ruderze mieściła się dziupla Black Thorns.
Nałożyłam odżywkę na włosy. Między innymi przez ich kolor nazywano mnie „Lisicą”. Nawet bez farbowania wpadały w czerwień, a nawet bordo. Od dawna strzygłam je krótko, miałam ogolony lewy bok i tył, a prawa strona była dłuższa. Tam też zaczesywałam grzywkę. Wystarczająco rzucałam się w oczy, dlatego nie pozwalałam im zbytnio urosnąć. Im było ich mniej, tym lepiej. Po tylu latach w krótkiej fryzurze chyba nie poradziłabym sobie z pielęgnacją długich kudłów. Szczególnie że moje wiecznie się plątały, a we wspomnieniach z dzieciństwa dominowały te chwile z szarpaniem kołtunów szczotką.
Nie tylko włosy mnie wyróżniały. Odcień skóry odziedziczyłam po ojcu, z którym mama poszła w tango podczas wakacji w Dubaju. Raczej nie spotykałam rasistów, ale w Dunstable barwa inna niż klasyczna dla Europejczyków przyciągała uwagę. Jedynie moje zielone oczy nikogo nie interesowały.
Rozsiadłam się na kanapie i odpaliłam popularną platformę streamingową. Chciałam oderwać myśli od codzienności. Przewinęłam zapisaną listę, aż wreszcie coś przykuło moją uwagę. Mindhunter1. Słyszałam o tym serialu, a opis dodatkowo zachęcał. Uruchomiłam pierwszy odcinek. Nim się zorientowałam, fabuła pochłonęła mnie bez reszty.
Straciłam poczucie czasu. Zegar i jego tykanie przestały cokolwiek znaczyć. Co zabawniejsze, zapomniałam nawet o przekąskach leżących pod ręką. Z serialowego świata wyrwał mnie dźwięk nadchodzącego połączenia, który wypełnił przestrzeń monofoniczną melodią.
– Co jest? – rzuciłam, przykładając aparat do ucha.
– Wsiadaj na tę swoją bestię i przyjeżdżaj.
Polecenie Ryana brzmiało na tyle jasno, że zrezygnowałam z dodatkowych pytań. Zanim przygotowałam się do wyjścia, przyszedł SMS z informacją, gdzie miałam się zjawić.
Patrzyłam i prawie przecierałam oczy ze zdumienia. Nie mogłam brać udziału w wyścigach, a Bates kazał mi przytargać tyłek właśnie tam, gdzie je organizowano.
Znajdowała się tam linia startu oraz mety, zakładając, że się do niej dotarło. Uczestnicy wyścigu robili wszystko, by wyeliminować konkurentów. Po drodze nie brakowało krwi ofiar, zniszczonych pojazdów, a czasem oderwanych fragmentów ciał. Wygrana uchodziła za wartą ryzyka.
🏍🏍 ️ ️️
Kwadrans później parkowałam na miejscu. Panująca tu atmosfera natychmiast wywarła na mnie wrażenie. Adrenalina krążyła w powietrzu. Ludzie przekrzykiwali ryk silników, choć ten nie dawał się tak łatwo zagłuszyć. Większość motocyklistów otaczali mechanicy i dopingujące ich, skąpo ubrane kobiety.
Kiedy zeszłam z mojego Triumpha, zdjęłam kask. Zaparkowałam w niewielkiej odległości od całego zbiegowiska. W końcu to nie ja miałam startować. Ruszyłam w stronę czerwonego motoru. Jego bok zdobił symbol klubu – ciemnozielona łodyga wijąca się jak bluszcz i pokryta czarnymi cierniami.
Zanim dotarłam do maszyny, która wydawała mi się zbyt potężna jak na taki wyścig, dostrzegłam przy niej wysokiego blondyna. Miał szerokie plecy oraz masywne uda, a jego sylwetka przyciągała wzrok wyraźną muskulaturą. Jednak tu liczyły się wyłącznie umiejętności. Im bliżej niego byłam, tym bardziej znajomy się wydawał. Wciąż stał tyłem. Czarna kurtka i spodnie nie wyróżniały go z tłumu. Gdy dzieliło nas może pięć kroków, dostrzegłam charakterystyczny tatuaż. Mandala maskowała paskudną bliznę ciągnącą się od górnej części pleców, przez szyję, aż po linię żuchwy.
Zamarłam.
– Już jesteś? – zapytał.
Marcusa Rossa ponoć nie sposób było zaskoczyć.
Nim się zorientowałam, patrzyłam prosto w jego jasnobrązowe oczy. Wiedziałam, że nie lubił kontaktu wzrokowego. To pierwsza rzecz, jaką słyszy się o nim, gdy wstępuje się do Black Thorns.
Spuściłam głowę i odchrząknęłam. Miał w sobie coś, co wywoływało gęsią skórkę, a jednocześnie przyjemnie ściskało w podbrzuszu.
– Ryan mówił tak, że nie pozwoliłabym sobie na zwłokę – odparłam, siląc się na obojętność. – O co chodzi, Marcusie?
Czekałam w napięciu na odpowiedź. Wątpiłam, by Bates nagle pozwolił mi wystartować, zwłaszcza że Marcus wyglądał jak zawodowiec.
Harley-Davidson Rossa wyróżniał się na tle innych jednośladów. Tylko raz słyszałam, jak jego silnik ryczy na pełnych obrotach. Pierwszy raz natknęłam się na tego faceta w dziupli. Nie zamieniliśmy ani słowa. Rozmawiały tylko nasze maszyny. Mój Triumph warczał przyjemnie, podczas gdy dźwięk wydawany przez tego potwora przypominał ryk huraganu.
– Nie powiedział ci? – spytał, przekrzywiając głowę.
Patrzył tak, jakby znał moje najskrytsze myśli. Uniósł kącik ust w upiornym uśmiechu.
– Dlaczego mam wrażenie, że gdyby to zrobił, nie byłoby mnie tu? – zapytałam, starając się zachować rezon.
Należeliśmy do jednego klanu, więc nie skrzywdziłby mnie tylko dlatego, że miał kaprys. Skrzyżowałam ręce pod biustem i nie przeszkadzało mi, że Marcus ślizgał się po nim wzrokiem.
– Tego nie wiem – rzucił po chwili, wzruszając ramionami. Obszedł motor, oparł się o niego i z tym samym, wyrachowanym uśmiechem dodał: – Może warto go o to zapytać?
– Nie ma na to raczej czasu – uznałam. – To powiesz mi wreszcie? Mam ci w czymś pomóc? Zastąpić? – zapytałam z nadzieją, choć dla niepoznaki głos zabarwiłam drwiną.
– Raczej pomóc – stwierdził po krótkim namyśle. – Tak, to lepsze określenie. Pomożesz.
– Jak?
– Rozejrzyj się.
Zrobiłam, co kazał. Nie wiedząc, czego szukać, sunęłam wzrokiem po otoczeniu, traktując każdy szczegół jak potencjalną anomalię. Otaksowałam gapiów, motocykle zawodników, a także osoby wyglądające na organizatorów. Wreszcie ponownie spojrzałam na Marcusa.
Wyprostował się i zapiął kurtkę. Był wyższy ode mnie o głowę. Mogłabym zminimalizować różnicę wzrostu, ale nie jeździłam w szpilkach. Buty na motor musiały być wygodne.
– I co? – fuknęłam. – Chyba nie mam ich sabotować? Na tym motorze możesz mieć problem dostać się choćby na podium, ale nieuczciwa wygrana to żadna wygrana.
Marcus podszedł bliżej. Zadarłam głowę, kiedy pochylił swoją. Gdyby potwory istniały, on idealnie pasowałby do roli Slender Mana albo innego paskudztwa czającego się w mroku.
– Mogę ci obiecać, że wygram uczciwie.
– Więc co tutaj robię? Chyba nie mam za zadanie trzymać cię za rączkę i powtarzać, że możesz to…
Dłonie Marcusa niespodziewanie spoczęły na moich biodrach. Kolana dosłownie ugięły się pode mną, a on podtrzymał mnie i pociągnął do siebie. Oparłam się o obszerny tors okryty skórzaną kurtką.
– Dokładnie tak – wymamrotał z ustami tak blisko moich, że czułam ciepło jego oddechu. – Masz mi dopingować, Lisico.
Coś takiego w ogóle nie powinno się wydarzyć. Cokolwiek tu się działo, Marcus przekraczał granice, których nikt nie powinien naruszać. Tylko… dlaczego nie miałam nic przeciwko temu?
Nim mrugnęłam, docisnął swoje usta do moich.
1 Mindhunter, reż. David Fincher, USA, 2017-2019.
