Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
390 osób interesuje się tą książką
Emily Milder od dłuższego czasu się ukrywa. Często zmienia miejsce zamieszkania i nie pozwala sobie na bliższe relacje z ludźmi. Zmęczona ciągłą ucieczką postanawia na chwilę odetchnąć i zatrzymuje się w Houston na dłużej. To błąd, którego konsekwencje ponosi pewnego wieczoru w ciemnej uliczce, gdy wraca z pracy. Kobieta zostaje brutalnie pobita. Z opresji ratuje ją tajemniczy mężczyzna, który bez mrugnięcia okiem zabija napastnika na miejscu.
To Nate Wilson, były komandos. Emily wierzy w jego obietnicę, że przy nim będzie bezpieczna. Ulega mu i po raz pierwszy od bardzo dawna postanawia komuś zaufać. Nie wie jednak, że w świecie Nate’a nic nie jest bezinteresowne.
Młoda kobieta szybko przekonuje się, że zewsząd otaczają ją zdrada i przemoc, a ona sama jest jedynie pionkiem w grze, w której stawką jest jej życie.
Bo najgorsze potwory nie zawsze kryją się w ciemności.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 461
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
ROZDZIAŁ 1
– Doigrałaś się! – warknął wściekle mężczyzna.
Klęczałam, bo nie miałam już siły ustać na nogach. Zwiesiłam głowę i modliłam się, żeby mózg odciął mi wreszcie świadomość. Kiedy szarpnął za moje włosy, zmuszając mnie, abym na niego spojrzała, z trudem uniosłam powieki. Przez krótką chwilę wpatrywał się w moją twarz, a potem zaczął cedzić słowa przez zęby, lecz niewiele z nich rozumiałam.
Było już późno, a ciemny zaułek był raczej omijany przez ludzi. Powoli poddawałam się myśli, że to właśnie tutaj skończy się moje życie. Szlochałam nie z powodu strachu przed śmiercią, lecz dlatego, że ból był nie do zniesienia. Nie wiem, jak długo mnie kopał i okładał pięściami, ale miałam poczucie, jakby to trwało wieczność.
Zaczynałam odpływać, lecz gdy napastnik gwałtownie pochylił się nade mną i skierował nóż w moją stronę, cała się napięłam.
To stanie się teraz, pomyślałam. To już koniec.
Opadłam bezwładnie na brudne płyty. Jeżeli nie podciął mi gardła, żebym się wykrwawiła, to czekało mnie paskudne zakażenie, które z pewnością mnie zabije.
Oprych niespodziewanie zastygł nade mną. Wykonał szybki ruch głową w głąb zaułka, jakby coś tam usłyszał lub zauważył. Gdy nagle przede mną klęknął, tuż za nim dostrzegłam innego mężczyznę.
Było ich dwóch?
Z całych sił próbowałam skupić wzrok, ale piekła mnie cała twarz, bolały mnie brzuch i ręce, więc pozwoliłam powiekom opaść. W tym samym momencie usłyszałam upadek i poczułam zatęchły podmuch. Spięłam się w sobie i ostatkiem sił spojrzałam przed siebie. Obok mnie leżał mój oprawca. Miał uniesione powieki, ale się nie ruszał, a to znaczyło tylko jedno – nie żyje.
Nie miałam nawet chwili, by się nad tym zastanowić. Poczułam rwący ból ramienia i wydawało mi się, że się unoszę. Ktoś kucnął obok mnie i odgarnął mi włosy z twarzy.
Nie było już więcej ciosów, więc odczułam ulgę.
– Nie zamykaj oczu – odezwał się niski, głęboki głos. – Dzwonię na dziewięćset jedenaście.
– Nie! – zaprotestowałam cicho. – Błagam, nie. Żadnej policji i żadnego pogotowia. Błagam.
Przez chwilę mężczyzna chyba się zastanawiał, czy spełnić moją prośbę. Wahał się, rozglądał na boki. Wreszcie wsunął ramiona pod moje ciało niczym haki i z łatwością mnie podniósł. Byłam zbyt słaba, żeby zaprotestować. Poza tym wiedziałam, że nie mogę tutaj zostać. Wtuliłam czoło w jego szyję, gdy moja głowa bezwładnie opadała na jego obojczyk.
Chwilę później wsadził mnie na tylne siedzenie samochodu. Skuliłam się z bólu, gdy trzasnął drzwiami. Gdy mężczyzna usiadł za kierownicą i ruszył, nawet nie zastanawiałam się dokąd. Było mi wszystko jedno, bylebym nie leżała nocą w ciemnej uliczce, konając bezgłośnie.
Zamknęłam oczy i czułam, że tracę świadomość.
Ocknęłam się, dopiero gdy znowu poczułam silne ramiona wyciągające mnie z pojazdu. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Było zbyt ciemno, żeby cokolwiek dostrzec, ale i tak byłam w stanie całkowitej niemocy. Przestałam ze sobą walczyć i straciłam przytomność.
***
Obudziłam się cała obolała. Otworzyłam oczy, ale natychmiast je zmrużyłam, oślepiona strugami światła, które wpadały do pokoju przez niezasłonięte żaluzje. Leżałam w łóżku, ale nie miałam pojęcia, gdzie jestem. Próbowałam sobie przypomnieć, jak mogłam się tutaj znaleźć.
Zostałam porwana! To pierwsze, co przyszło mi na myśl.
Serce natychmiast przyspieszyło i chyba chciało mi wyskoczyć z klatki piersiowej. Pulsowanie w skroniach nasiliło ból głowy, a kiedy jej dotknęłam, zamarłam, zdezorientowana zaschniętymi włosami. Przesunęłam dłoń na twarz i od razu tego pożałowałam. Przeszył mnie ostry ból, dlatego szybko zrezygnowałam z dalszych oględzin. Ruszałam rękami i nogami, więc wyglądało na to, że nie byłam połamana. Zastanawiałam się, czy moje żebra są w całości.
Podtrzymując się ramieniem pod piersiami, próbowałam zejść z łóżka. Materac był twardy, a pościel brudna, jakby kotłowały się w niej prosiaki. Na poduszce oprócz ziemi zauważyłam ślady krwi.
Stanęłam gołymi stopami na zimnej podłodze, ale gdy tylko usłyszałam ruch za drzwiami, cofnęłam się na łóżko i nasłuchiwałam niczym wystraszone zwierzę.
Czekałam.
Do pokoju wszedł wysoki mężczyzna o szerokich, wyrzeźbionych ramionach. Czarne, krótko zgolone włosy, ciemna oprawa oczu i ostre rysy twarzy od razu usadziły mnie na miejscu. Miał na sobie biały podkoszulek i czarne bojówki. Nie potrafiłam określić jego wieku, ale zdecydowanie był ode mnie starszy. Był też niepokojąco przystojny, jak niegrzeczny facet, który ma na swoim koncie nie tylko wiele złamanych serc, ale także kończyn.
Ruszył w moją stronę, ale to spowodowało, że gwałtownie się cofnęłam, wciskając się w wezgłowie łóżka, więc znacznie zwolnił. Nie chciał mi chyba zrobić krzywdy, bo uniósł otwarte dłonie przed siebie, okazując brak złych zamiarów. Powoli wracały do mnie zdarzenia z poprzedniego wieczoru. To on mnie uratował. Poradził sobie z moim napastnikiem szybko, po czym zajął się mną.
Pomyślałam, że winna mu byłam wdzięczność, jednak z zaufaniem już się tak nie spieszyłam.
– Gdzie ja jestem? – odezwałam się pierwsza.
– U mnie.
– Czyli gdzie dokładnie?
– Nie wywiozłem cię z miasta, jeżeli o to pytasz. – Zbliżył się. – Nie chciałaś pogotowia ani policji, więc nie miałem zbyt wielu możliwości. Jak się czujesz?
– A jak wyglądam? – odpowiedziałam pytaniem.
Spuścił na chwilę wzrok, ale powoli wrócił nim na moją twarz.
Tak jak przypuszczałam, musiałam się fatalnie prezentować, jednak cieszyłam się, że wciąż żyję. Potrzebowałam się doprowadzić do względnego porządku i zadzwonić do pracy, że dzisiaj nie przyjdę. Frank na pewno się wkurzy, ale Charlie zrozumie. W tym momencie nie nadawałam się do ludzi i nie wyobrażałam sobie nawet godziny w restauracyjnej kuchni, gdzie temperatura była nie do zniesienia, nawet gdy byłam w szczytowej formie, a co dopiero teraz, kiedy ledwie stałam na nogach.
Charlie zatrudnił mnie na zmywaku w swojej knajpie rok temu, otoczył mnie opieką, bo widział we mnie wystraszoną młodą dziewczynę, która potrzebowała zarobić parę dolarów. Nie miałam za wiele oszczędności, ale udało mi się wynająć najobskurniejszą kawalerkę jaką świat widział. Z jedzeniem nie było problemu, bo prawie codziennie zjadałam porządny obiad w restauracji, więc ten jeden ciepły posiłek był wystarczający. Chleb z masłem orzechowym i dżemem był moim stałym repertuarem na śniadania i kolacje. Czasami po całym dniu na nogach i po krzykach Franka, szefa kuchni, nawet nie czułam głodu. Po dwóch miesiącach ze zmywaka awansowałam na stanowisko pomocnika, a moje miejsce zajął obleśny Jeff. Ten gość rzucał niewybredne komentarze na temat mojego tyłka i piersi. Kiedy tylko miał okazję, przysuwał się zbyt blisko i mamrotał wątpliwej jakości komplementy, po których zawsze się wzdrygałam.
– Przepraszam za pościel – powiedziałam, patrząc na łóżko.
– Nie przejmuj się.
– Zapłacę za pralnię.
– Powiedz mi lepiej, dlaczego nie chciałaś wzywać pomocy. Masz jakieś problemy?
– Tak, ale nie takie, jak myślisz – wyjaśniłam szybko. – Nie ściga mnie policja.
– A powiesz coś więcej?
– Nie znam cię – ściszyłam głos.
Skinął głową i głośno westchnął, ale widziałam, że nie podoba mu się moja odpowiedź. Podszedł do mnie bardzo blisko i podniósł moją głowę do góry, żeby przyjrzeć się obrażeniom. Siedziałam na łóżku i zadzierałam twarz wysoko. Jego ciepła dłoń spoczęła na mojej szyi, a kciuk utrzymywał mi brodę.
Z bliska wyglądał jeszcze lepiej. Patrzyłam w jego ciemne oczy, a kiedy złapałam jego spojrzenie, zmieszałam się.
– Obmyłem ci wczoraj pękniętą skórę. Na szczęście nie trzeba tego szyć. Opuchlizna zejdzie i będziesz jak nowa.
– Teraz muszę wyglądać koszmarnie.
– Widziałem gorsze rzeczy.
Kącik jego ust lekko się uniósł i zorientowałam się, że to był żart. Po jego tonie z pewnością bym nie poznała. Nadal trzymał swoją dużą dłoń na mojej skórze, co mnie onieśmielało. Chyba dostrzegł moje zawstydzenie, bo nagle zabrał rękę.
Nie byłam jakąś cnotką, ale on działał na mnie w osobliwy sposób. Czułam niepokój i ciekawość jednocześnie.
W domu zewsząd otaczali mnie faceci i to w różnym wieku, ale nigdy nie patrzyłam na nich jak na obiekty zainteresowania. Mój ojciec prowadził interesy w domu i wcale nie przejmował się, że koło jego córki kręciło się mnóstwo obleśnych typów. Moi bracia, Kyle i Connor, sprowadzali sobie panienki i zabawiali się z nimi, również nie zwracając na mnie uwagi. Swoim zachowaniem chcieli mi pokazać, do czego służy kobieta.
– Miałam dużo szczęścia, że tam byłeś – powiedziałam, patrząc mu w oczy. – Dziękuję. Gdyby nie ty…
– Chcesz skorzystać z łazienki, zanim odwiozę cię do domu? – przerwał mi.
– No tak – powiedziałam bardziej do siebie, przywołując się do porządku.
– W łazience zostawiłem ci czysty podkoszulek i spodenki. Twoje rzeczy trzeba trochę odświeżyć.
Popatrzyłam w dół na siebie i musiałam przyznać mu rację. Z pewnością nie mogłam się tak pokazać ludziom. Moje ubrania były w fatalnym stanie. Miałam tylko nadzieję, że plamy z krwi spiorą się bez problemu.
Wstałam z łóżka i mimo tego, że nie należałam do niskich kobiet, musiałam patrzeć do góry, żeby spojrzeć mu w oczy. Był znacznie wyższy ode mnie.
Złapałam się za brzuch, bo nagle poczułam ostry ból. Mężczyzna od razu zareagował, chwytając mnie za rękę.
– Uważam, że powinnaś pojechać do szpitala.
– Nie, nie mogę.
– Cholera, kobieto, przecież to może się źle skończyć.
– Pewnie i tak mnie to czeka – powiedziałam ciszej, bardziej do siebie, ale usłyszał.
– Mała! – zwrócił się do mniej bardziej stanowczym głosem. – O co chodzi?
– Znajdzie mnie i dokończy, co zaczął – powiedziałam, bo czułam, że i tak nie wymigam się od odpowiedzi.
– On już nikomu nic nie zrobi – oświadczył, prostując się.
– Tylko ci się tak wydaje – mówiąc to, myślałam o kimś zupełnie innym.
– Zdecydowanie mi się nie wydaje – zapewniał.
Wiedziałam, co zrobił mojemu napastnikowi. Doskonale pamiętałam ten pusty wzrok wpatrujący się w nicość, kiedy ja leżałam w swojej krwi. To nie pierwszy raz jak widziałam zwłoki, ale tych akurat nie było mi żal.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że to nie koniec moich problemów. Skoro mnie znalazł, wiedział, gdzie pracuję, i prawdopodobnie znał już moje miejsce zamieszkania.
Zamknęłam na chwilę oczy i zmusiłam się do odrzucenia strachu, który zaczynał we mnie narastać. Odwróciłam się w stronę łóżka i zaczęłam ściągać brudną poszewkę z poduszki. Mężczyzna stojący za mną złapał mnie od tyłu, opasając ramieniem w talii.
– Zostaw – polecił. – Idź do łazienki.
– Au – jęknęłam, czując jego uścisk.
Natychmiast mnie puścił, ale obracając mnie w swoją stronę, poprosił, abym podniosła bluzkę do góry. Popatrzyłam na niego oburzona, ale gdy wyjaśnił, że chce tylko sprawdzić moje pozostałe obrażenia, uniosłam brudny materiał do wysokości biustonosza.
Nie chciałam się przed nim obnażać, bo i tak ta sytuacja była dla mnie krępująca. Uprzedził, że dotknie mojej skóry, więc zamknęłam oczy, spodziewając się ostrego bólu. Położył dłonie wyżej talii i naciskając delikatnie sprawdzał całą powierzchnię odsłoniętego ciała.
– Wygląda na to, że żebra nie są złamane – zaczął – ale mocno potłuczone. Możesz wziąć głęboki oddech?
Wciągnęłam głęboko powietrze, kiedy on trzymał swoją rękę na moim brzuchu. Patrzył mi cały czas w oczy, jakby chciał z nich wyczytać, co mi tak naprawdę dolega.
Moja rodzina mi dolegała, ale nie mogłam mu tego powiedzieć.
Wskazał mi łazienkę, więc wsunęłam się do niej i zamknęłam za sobą drzwi. Stanęłam przed lustrem i przerażona zaczęłam szybciej oddychać. Rozcięty łuk brwiowy faktycznie nie nadawał się do szycia, ale opuchnięte oczy i usta wyglądały jak po silnej reakcji uczuleniowej na botoks.
Przytrzymałam się umywalki i spuściłam głowę. Łzy, które pojawiły się nagle, zaczęły kapać do białej porcelanowej misy. Bolało mnie całe ciało, ale na szczęście ciosy mojego napastnika skupiały się bardziej na brzuchu niż twarzy, chociaż mimo mojego osłaniania się rękami i tak ucierpiała.
Czy oni kiedykolwiek mi odpuszczą?
Przemieszczałam się już z miasta do miasta i myślałam, że gdy znajdę się w innym stanie, to mnie nie znajdą albo chociaż przestaną mnie szukać. Nie miałam już siły uciekać. Chciałam, żeby mnie zostawili w spokoju i pozwolili żyć. Co chwilę zmieniałam pracę, ale ten ostatni rok pozwolił mi wierzyć, że wreszcie odnalazłam swoje miejsce. Byłam o tym przekonana, aż do wczorajszego wieczoru.
Popatrzyłam jeszcze raz na swoje odbicie i zobaczyłam, że mężczyzna, który mnie tu przywiózł, dokładnie oczyścił mi twarz. Nawet tego nie czułam, ale na samą myśl, że przemywał moją skórę, kiedy byłam nieprzytomna, przeszedł mnie dziwny dreszcz. Byłam w takim stanie, że mógł zrobić ze mną, co chciał, a ja bym nawet tego nie poczuła.
Miałam nadzieję, że nie wykorzystał sytuacji.
Zastanawiałam się, kim jest. Mocno wyrzeźbione mięśnie, wyprostowana sylwetka i umiejętność zabijania kojarzyły mi się ze świetnie wyszkolonym żołnierzem, ale mogłam oczywiście się mylić. Z drugiej strony szybko poradził sobie z nożownikiem i nie widać było po nim żadnych wyrzutów sumienia. Nie siedział i nie zamartwiał się, że pozbawił kogoś życia.
Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej czułam się tutaj nieswojo.
***
Godzinę później podjechaliśmy pod kamienicę, w której mieszkałam. Mężczyzna o wciąż nieznanym mi imieniu zajmował dom w znacznie lepszej okolicy. Mnie nie było stać na luksusy, ale nie wstydziłam się tego. Pochodziłam z małej mieściny, gdzie podupadłe rudery służyły ludziom za domy, a sąsiedzi trzymali się z daleka, żeby nikomu nie wchodzić w paradę. Posiadanie broni było czymś tak naturalnym, jak załatwianie potrzeb fizjologicznych. Każdy miał strzelbę, więc rzadko dochodziło do poważniejszych konfliktów, bo wtedy sprawa była załatwiana szybko i celnie.
Nienawidziłam tamtego miejsca i zawsze marzyłam, żeby się stamtąd wyrwać, ale mojej rodzinie nie było to na rękę.
Chciałam jak najszybciej wysiąść z samochodu, przejść przez ulicę i zniknąć w suterenie, gdzie mieszkałam. Chociaż słowo „mieszkałam”, to w tym przypadku wielkie nadużycie. Odwróciłam się w stronę mojego wybawiciela i już miałam kolejny raz podziękować i się pożegnać, kiedy zauważyłam, że mężczyzna wyciągnął kluczyki ze stacyjki i złapał za klamkę. Popatrzyłam na niego zaskoczona.
– Upewnię się tylko, że jest okej. A potem zniknę – powiedział.
– Naprawdę nie musisz.
– Wiem. Wyskakuj.
Nie chciałam, żeby ze mną szedł. Niby się nie wstydziłam, ale moje miejsce do koczowania nie było takie przyjemne i pachnące jak jego dom. U niego było bardzo przytulnie, czysto. Jasne wnętrze działało na mnie kojąco. Drewniane komody, porządne łóżko i nawet stół w jadalni. Kiedy wychodziliśmy od niego, ostatni raz rzuciłam okien na salon. Udało mi się zapamiętać szeroką kanapę, fotel z podnóżkiem i płaski telewizor.
U mnie z pewnością nie zobaczy takiego wystroju.
Wprowadziłam go do mojego mieszkania, które składało się z jednego, małego pomieszczenia i jeszcze mniejszej łazienki. Natychmiast po przekroczeniu progu wzięłam głęboki oddech.
Spodziewałam się tego. Byli tu przede mną.
Kawałki kartonów, w których trzymałam do tej pory ubrania, zaścielały podłogę. Sportowa torba, którą zwinęłam z domu, ładując do niej same najpotrzebniejsze rzeczy, leżała teraz pocięta na małe skrawki. Strzępy gumy walały się wszędzie. Istny bajzel
– Okradli cię – skomentował nieznajomy bez większych emocji.
– Nie. Tylko wszystko zdemolowali. Tutaj nie było czego kraść.
Mój gość nie wiedział, że gdyby wszedł dzień wcześniej, zobaczyłby nędzne, ale czyste pomieszczenie. Po prawej stronie, zaraz przy wejściu, był zlewozmywak przytwierdzony do ściany na rurkach. Teraz stelaż był pogięty, a metalowa misa z odpływem ledwie trzymała się na wystających śrubach. Obok niego dotychczas stała pojedyncza szafka, na której umiejscowiona była jednopalnikowa kuchenka elektryczna. To wspaniałe wyposażenie składało się na aneks kuchenny. Teraz nie było po nim śladu.
Wprawdzie ani razu nie skorzystałam z tego wręcz wymarzonego sprzętu AGD, ponieważ nigdy nie miałam takiej potrzeby i nie byłam nawet przekonana, czy działa, jednak teraz nie mogłam nawet tego sprawdzić, bo palnik oddzielił się od reszty. Dwa metry dalej jeszcze do wczoraj leżał mój dmuchany materac z małą podusią i kocem. W tym momencie wszystko było w strzępach.
– Ty tu… – Chyba szukał odpowiedniego słowa, po czym szybko dodał. – Nocujesz?
– Tak – odpowiedziałam. – Dzięki temu odłożyłam trochę pieniędzy na wypadek właśnie takich sytuacji. Posprzątam i przeniosę się w inne miejsce.
– Często dochodzi do… takich sytuacji? – zainteresował się.
– Nie, ale byłam na to przygotowana. W sensie finansowym. Pójdę teraz gdzie indziej.
– Gdzie? – zapytał, oglądając ściany i sufit, z których w niektórych miejscach odpadał tynk.
– Jeszcze nie wiem, ale na pewno coś wymyślę. – Odwróciłam się w jego stronę i znowu zobaczyłam te piękne oczy, które nie wyrażały zupełnie niczego. – Dziękuję ci za wczorajszą pomoc. Za wszystko. Możesz już iść. A ja muszę się zabrać za ten bajzel.
W tym samym momencie usłyszałam wibracje i zanim zdążyłam się zorientować co to za dźwięk, mężczyzna wyciągnął z kieszeni telefon, popatrzył na ekran, po czym oddalił się ode mnie na parę kroków.
– Dobra, mów – nakazał komuś po drugiej stronie słuchawki.
Obserwowałam, jak jego twarz zmienia się pod wpływem informacji, których wysłuchiwał. Zmarszczył lekko brwi i zacisnął szczękę.
– Jesteś pewien? – zapytał surowym tonem.
Znowu przez chwilę słuchał swojego rozmówcy, ale najwyraźniej informacje, które otrzymał, wcale mu się nie podobały. Spiął się, westchnął powoli i głęboko, po czym zamknął oczy na dosłownie dwie sekundy. Następnie popatrzył na mnie, a ja nie rozumiałam, na co czeka. Nie miałam za wiele do sprzątania, bo wystarczyło dokręcić zlew, a całą resztę wyrzucić do kontenera na śmieci, więc pomoc była zbędna. Mógł po prostu wyjść i zająć się swoimi sprawami.
– A to drugie też sprawdziłeś? – zapytał, wciąż na mnie patrząc.
Przestałam zwracać na niego uwagę, bo miałam teraz inne zajęcie. Zaczęłam przeglądać porozrzucane ciuchy, które były doszczętnie zniszczone. Ocalała jedynie bluzka, za którą i tak szczególnie nie przepadałam, a poza nią pozostały mi czarne spodenki i ciuchy, które miałam na sobie. Wiedziałam, że będę teraz musiała uszczuplić nieco swoje oszczędności. Musiałam kupić nową bieliznę, długie spodnie i parę innych niezbędnych rzeczy. Nie było mi to na rękę, ale wiedziałam, że dam sobie radę.
Zawsze dawałam.
– Kop dalej – polecił. – Potrzebuję tej informacji. Później do ciebie zadzwonię.
Rozłączył się i przez krótką chwilę stał bez ruchu, jakby się nad czymś zastanawiał. Wreszcie przetarł twarz dłonią i chyba przeklął pod nosem. Kiedy się schyliłam, sięgając po worek na śmieci, żeby zebrać do niego swoje zniszczone ciuchy, podszedł do mnie i zapytał:
– Jesteś prostytutką?
Podniosłam się gwałtownie i miałam ochotę uderzyć go w twarz, ale w sekundzie przypomniałam sobie, do czego jest zdolny, więc szybko zrezygnowałam z ataku i tylko zmroziłam go wzrokiem. To pytanie tak mnie wkurzyło, że ledwie nad sobą zapanowałam.
Co on sobie myślał?!
Z wściekłością wypuściłam powietrze z płuc i starałam się uspokoić.
– Rozumiem, że nie. – Sam sobie odpowiedział, widząc moją reakcję.
Odwróciłam się od niego, po czym zaczęłam zbierać resztę pociętych szmat i śmieci. Tym razem moje ruchy były gwałtowne, jakbym chciała rozładować złość na jego wcześniejszą, niby wywiadowczą, tezę.
– Jesteś dilerką? – zastrzelił mnie kolejnym pytaniem.
– Słucham?! – prawie wrzasnęłam. – Co ty sobie wyobrażasz?!
– Zadałem ci pytanie – nie ustępował.
– Myślisz, że jestem jakąś ćpunką, bo mieszkam w takich warunkach?!
Tego już było za wiele. Owszem, byłam mu wdzięczna za ocalenie życia, ale za dużo sobie pozwalał.
– Wiem, że nie jesteś ćpunką, bo nie masz śladów po wkłuciach. Dobrze cię obejrzałem w nocy – wyznał spokojnie.
– Co?!
– Żadnych śladów na rękach, nogach czy w pachwinach.
– Proszę, powiedz, że żartujesz – wysyczałam wściekle.
– Nie obmacywałem cię, tylko sprawdzałem – wyjaśnił chłodno. – Zabrałem cię do mojego domu, więc musiałem sprawdzić, z kim mam do czynienia.
– Oglądając moje ciało?!
Moje oburzenie sięgnęło zenitu. Zmarszczyłam brwi i zacisnęłam pięści. Mogłabym mu teraz przywalić. Jakim prawem dotykał mnie bez mojej zgody?
– Kim ty jesteś?
– Kimś, kto uratował twój tyłek.
– Myślę, że powinieneś już iść – odezwałam się, próbując mimo wszystko utrzymać nerwy na wodzy.
– Nie chciałem cię obrazić. – Niby się tłumaczył, ale nie brzmiał na skruszonego. – Ale nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Jesteś dilerką?
– Co to jest w ogóle za pytanie?!
– Zamknięte. Tak czy nie? – nie odpuszczał.
– Nie!
Chciałam go stąd wyrzucić, ale nie wyglądał mi na faceta, któremu mogłabym rozkazywać. Sprawiał wrażenie groźnego gościa i dobrze wiedziałam, że właśnie taki jest. Nie mogłam jednak oprzeć się wrażeniu, że nad czymś intensywnie myśli. Patrzył na mnie opanowanym wzrokiem, mimo iż ja kipiałam z wściekłości. Ta sytuacja była abstrakcyjna. Obcy mężczyzna oglądał moje ciało, jakby to było najnormalniejsze w świecie zachowanie, i nawet nie czuł się tym w żaden sposób zażenowany.
Kto tak robi?!
Na dodatek już dawno powinien zostawić mnie samą, ale wciąż tkwił obok.
– Dobra, mała. Zbieraj się. Jedziemy stąd – zarządził nagle.
– Mam na imię Emily – przedstawiłam się, bo chyba nie wiedział, jak ma się do mnie zwracać. – Muszę to do końca ogarnąć, a potem znaleźć jakieś lokum, więc…
Wskazałam ręką drzwi, patrząc mu prosto w oczy. Złość jeszcze mi nie przeszła, a jego obecność nie pozwalała mi się uspokoić. To, że go wyprosiłam, nie zrobiło na nim żadnego wrażenia.
– Zostaw ten syf. Jedziesz ze mną – oświadczył, jakbym nie miała nic do gadania.
– Nie rozumiesz… – zaczęłam, ale znowu mi przerwał.
– Chyba ty nie rozumiesz, mała. – Zignorował moje imię. – A wydawało mi się, że mówię dosyć wyraźnie. Prawda jest taka, że nie masz dokąd pójść, bo gdybyś miała taką możliwość, na pewno nie koczowałabyś tutaj. Wdepnęłaś w niezłe gówno, więc przestań się rzucać. Pojedziesz ze mną.
– Gdzie chcesz mnie zabrać? – zapytałam podejrzliwie.
– Do Disneylandu – rzucił z sarkazmem.
– Posłuchaj – zaczęłam bojowym tonem – nie potrzebuję…
– Jezu, kobieto. – Tracił cierpliwość. – Naprawdę nie ma teraz czasu na dyskusje.
Byłam zdezorientowana. Nie miałam pojęcia, dlaczego chciał mnie zabrać ze sobą. Wczoraj byłam nieprzytomna i nie miał innego wyjścia, ale teraz mógł sobie po prostu wyjść i o mnie zapomnieć. Nawet bardzo tego chciałam.
Miałam dosyć facetów, którzy mówili mi, co mam robić.
Moja twarz była opuchnięta, więc nie mogłam zbyt wiele zdziałać mimiką, ale starałam się zaintonować swoją wypowiedź tak, żeby zrozumiał, jak wielce mi to nie na rękę.
– Ja nawet nie wiem, jak masz na imię.
– Nate – odpowiedział spokojnie. – Skoro już mnie znasz, proponuję, żebyśmy się stąd zbierali. Chyba że czekasz na swoich koleżków, którzy tak ładnie wyremontowali twoje mieszkanko.
Ta szydera nie była konieczna. Zmrużyłam oczy, rzucając w myślach wyzwiska pod jego adresem, chociaż trudno mi było się powstrzymać przed wyrzuceniem z siebie tych wszystkich epitetów.
– Dlaczego chcesz mi pomóc? – zapytałam podejrzliwie po krótkiej chwili.
– Mam swoje powody.
– A ja mam swoje, żeby nikomu nie ufać.
– Serio? – wyraził swoją irytację. – Uwolniłem cię od twojego przyjaciela, zabrałem cię do siebie, opatrzyłem. Nie uważasz, że należy mi się odrobina kredytu zaufania?
Miał trochę racji, dlatego spuściłam wzrok, chwilowo zawieszając broń. Było w nim coś, co kazało mi się go słuchać, a mimo to odwróciłam się od niego i zaczęłam ustawiać zlew do jego pierwotnego położenia. Westchnął głośno poirytowany, podszedł do mnie i mocno przyciągając moje ciało do swojego. Plecami wpadłam na twardą klatkę piersiową i jęknęłam z bólu. Zluzował uścisk, ale tylko trochę, po czym pochylił się do mojego ucha.
– Przepraszam, mała, ale albo wyjdziemy stąd obok siebie, albo zrobimy to po mojemu i będzie bolało.
Na te słowa drgnęłam i chciałam uwolnić się z jego uścisku, ale wiedziałam, że nie mam z nim żadnych szans. Przycisnął mnie mocniej do siebie.
– Przecież cię nie uderzę, ale jak będzie trzeba, to cię stąd wyniosę – wytłumaczył stanowczym głosem, jakby zrozumiał moje obawy. – Więc jak już cię przerzucę przez ramię, to z pewnością będzie cię bolało, biorąc pod uwagę twoje potłuczone żebra.
– Nie odważysz się w biały dzień wyjść stąd ze mną na ramieniu.
– Chcesz się przekonać?
– Jestem twoją zakładniczką? – syknęłam.
– Jesteś cała poobijana przez gościa, który chciał cię zabić. Twoja miejscówka jest zdemolowana, a ty nie masz się gdzie podziać. Nie słyszałem, żebyś wspominała o jakiejś koleżance, która z pewnością przyjmie cię z otwartymi rękami, więc śmiem twierdzić, że nie masz za wielu znajomych. Przynajmniej nie takich normalnych – kontynuował swój monolog wprost do mojego ucha, ale już łagodniejszym tonem. – Proponuję ci swój dom, żebyś mogła się jakoś pozbierać. Łóżko, sporą łazienkę, kuchnię i salon. Mam w telefonie słownik. Chcesz sprawdzić słowo „zakładniczka”?
Nie mylił się. Nie miałam żadnej dobrej koleżanki, do której mogłabym się zwalić bez zapowiedzi. Wprawdzie zawsze dobrze rozumiałam się z Melissą, ale wiedziałam, że ona ma swoje problemy. Pracowała ze mną w kuchni restauracyjnej Charliego. Miała cienkie, ufarbowane na niebiesko włosy, które wyglądały jak wata cukrowa. Jej landrynkowy makijaż mocno kontrastował z czarnymi glanami i wiecznie tymi samymi ciemnymi ubraniami. Zresztą nie zwróciłam uwagi, czy jej ubiór się zmieniał, bo po pierwsze, sama nie miałam wielu rzeczy, żeby paradować wciąż w czymś innym, a po drugie, kolor czarny zawsze mi się zlewał, więc nie widziałam różnicy w jej codziennej garderobie.
Czasami wychodziłyśmy razem na papierosa. To znaczy Melissa paliła, a ja chciałam się tylko wyrwać na świeże powietrze i uciec przed natrętnym Jeffem. Nasze pogaduchy sprowadzały się do jej świata, bo ja sama wolałam zbyt wiele o sobie nie opowiadać. Moja niebieskowłosa koleżanka była ode mnie młodsza, ale obracała się w szemranym środowisku kolesi na motorach. Ja unikałam takiego towarzystwa. Znałam tego typu facetów, więc stroniłam od nich, dlatego też nie miałam zamiaru zaprzyjaźnić się z Melissą. Nie widziałam też sensu, ponieważ nie byłam pewna, jak długo zabawię w tym miejscu i w tym mieście.
Nie miałam za wiele, żeby ze sobą wziąć, ale wepchnęłam do kolejnego worka bluzkę i spodenki, które mi pozostały. W zasadzie byłam gotowa, ale zaczęłam jeszcze rozglądać się dookoła i wtedy usłyszałam zniecierpliwione westchnienie mojego towarzysza.
Nate nie wyglądał na zadowolonego, a ja nie powinnam być taka niewdzięczna, bo gdyby nie on, już by mnie nie było na tym świecie.
Zawiązałam worek i wzruszyłam ramionami, oświadczając, że możemy już iść.
Odwrócił się i ruszył, a ja podążyłam za nim do czarnego SUV-a. Wcześniej nie zwróciłam uwagi na ten samochód, ale teraz, w świetle słońca, prezentował się przepięknie. Usiadłam na miejscu pasażera z przodu, zapięłam pasy, ale w ogóle się nie odzywałam. Zastanawiało mnie, dlaczego w środku tygodnia przed południem mężczyzna siedzący obok mnie nie musiał nigdzie być. Przecież, żeby utrzymać taki samochód i dom, musiał mieć jakąś pracę.
– Jesteś pełnoletnia? – zapytał nagle, wyrywając mnie z zamyślenia.
– Jesteś mistrzem wkurzających pytań? – oburzyłam się.
– Tak czy nie?
– Tak – odpowiedziałam krótko.
Prowadził dynamicznie, ale bardzo bezpiecznie. Zerknęłam na jego dłonie i aż mnie ścisnęło w piersi. Miał piękne, szerokie dłonie, które teraz tylko opierały się o dolną część kierownicy, jakby w ogóle nie musiał jej trzymać.
Przeniosłam wzrok na jego twarz i studiowałam przyjemny profil. Był naprawdę przystojnym facetem i na dodatek wyciągnął mnie z krytycznego położenia. Obawiałam się, że miałam do niego słabość, bo postrzegam go jako swojego wybawcę.
– Nadal nie rozumiem, dlaczego mi pomagasz. – odezwałam się, bo czułam, że muszę poznać jego powody.
– Wczoraj zabiłem faceta, więc mam teraz kilka pytań.
– Najpierw zabijasz, a później zadajesz pytania? – zadrwiłam.
– Wybacz, że nie poprosiłem twojego chłopaka na stronę, kiedy był tak zajęty okładaniem cię w romantycznej alejce, i nie zapytałem go, dlaczego chce cię rozpłatać nożem. Jego już o to nie mogę zapytać, więc dowiem się tego w inny sposób. Może nawet od ciebie.
– W ogóle nie boisz się, że ktoś cię widział, że cię złapią i wsadzą do więzienia za morderstwo? Przecież ktoś go tam znajdzie…
– Jego już dawno tam nie ma – przerwał mi spokojnym głosem.
– To gdzie jest?
– Nie interesuj się. Zresztą już wiem, kim był.
Wyprostowałam się nazbyt nerwowo, a on zauważył ten ruch. Odwróciłam głowę w drugą stronę, żeby nie mógł obserwować, z jakim przerażeniem patrzę przed siebie. Resztę drogi odbyliśmy w milczeniu.
***
Podjechaliśmy pod jego dom. Krótko przystrzyżona trawa, żadnych kwiatków czy kamyczków, tylko zwykły betonowy podjazd. Wcześniej tego nie widziałam, ale teraz od razu uznałam, że brakuje tutaj kobiecej ręki. Był sam. Taki facet nie mógł być sam, chociaż z jego ociekającymi sarkazmem wypowiedziami mógł zrazić do siebie płeć piękną. Na dodatek przejawiał władcze zapędy i traktował mnie protekcjonalnie.
Właśnie teraz do mnie dotarło: on myśli, że jestem jakąś zagubioną dziewczynką, która potrzebuje męskiej, ochronnej dłoni.
Nie miał pojęcia, kim jestem.
Świetnie dawałam sobie radę sama, odkąd zwiałam w nocy z tej wieśniackiej, patologicznej doliny. Jestem silną i zaradną kobietą. Nie jestem dzieckiem. Przestałam nim być w wieku trzynastu lat, kiedy na moich oczach brat posuwał w kuchni jakąś panienkę, a dwa miesiące później widziałam, jak dusi faceta kablem.
Byłam w swoim domu tanią siłą roboczą, która sprzątała i gotowała dla mojego uroczego tatusia i dwóch braci. Moja matka zwiała, jak miałam dziesięć lat, i szczerze nienawidziłam ją za to, że mnie ze sobą nie zabrała. Pamiętałam ją doskonale, chociaż wypierałam jej obraz z mojej głowy.
Nie chciałam jej znać.
Weszliśmy do budynku i od razu poczułam się lepiej. To miejsce w niczym nie przypominało tych dziur, w których musiałam się ukrywać od pięciu lat. Tutaj było czysto, wręcz sterylnie, ale mimo tego bardzo przytulnie. Nagle poczułam się zbyt brudna i zbyt niedoskonała, żeby tutaj przebywać.
– Będziesz spała w pokoju na końcu korytarza – oświadczył. – Dzisiaj w nocy byłaś w mojej sypialni, ale myślę, że tam też ci będzie wygodnie.
Byłam w jego sypialni – to zabrzmiało dziwnie. Twardy, szeroki materac pozwolił mi się dobrze wyspać, a rano po przebudzeniu czułam zapach mężczyzny, który przebijał się przez woń mokrej ziemi na moim ciele.
Popatrzyłam w głąb korytarza i dostrzegłam drzwi, wskazane mi przed momentem. Jakoś nie miałam ochoty tam iść, wolałam wrócić do jego sypialni. Tam przynajmniej czułam się dobrze.
Już miałam ruszyć w kierunku przydzielonego mi miejsca, kiedy usłyszałam:
– Wychodzę na chwilę, ale kiedy wrócę, mam cię tutaj zastać – oznajmił.
– Proponuję, żebyś to ty sprawdził definicję słowa „zakładnik” – rzuciłam z nutką ironii.
– Sprawdzimy je razem, jak wrócę.
Po tych słowach wyszedł, a ja zostałam sama. Podeszłam do drzwi na końcu korytarza, a kiedy je otworzyłam, poczułam lekkie rozczarowanie. Chociaż nie wiem, czego się niby spodziewałam.
To pomieszczenie przypominało celę. Nate uznał, że to odpowiednie miejsce dla mnie. Pojedyncze, starannie zaścielone łóżko i komoda służyły za całe wyposażenie, ale chyba i tak więcej by się tutaj nie zmieściło.
Weszłam do środka, zamknęłam za sobą drzwi, ściągnęłam buty i położyłam się na łóżku. Materac był tak twardy, że z pewnością mógł uchodzić za więzienną pryczę. Odwróciłam się na bok i patrzyłam w ścianę. Przez chwilę nie miałam zamiaru ruszać się z miejsca, ale pomyślałam, że mogłabym poznać faceta, u którego właśnie zamieszkałam.
Nie byłam do końca pewna, czy powinnam tutaj zostać. Nie potrzebowałam już jego pomocy, bo mogłam spokojnie stąd wyjechać i zaszyć się w nowym miejscu. Tyle że z moją obitą twarzą byłoby mi teraz trudniej znaleźć pracę.
Cóż mogło mi się tutaj stać?
Musiałam sprawdzić, z kim mam do czynienia. Grzecznym chłopcem z pewnością nie był. Przerażało mnie trochę to, że był w stanie zabić człowieka, jednak coś mi podpowiadało, że jestem przy nim bezpieczna.
Wstałam po cichu, jakbym bała się, że mnie przyłapie, ale kiedy tylko weszłam do przedpokoju, poczułam się swobodniej. Nie wiedziałam, ile mam czasu do jego powrotu, ale od razu skierowałam się do jego sypialni. Łóżko była zaścielone i w całym pomieszczeniu panował porządek. Odsunęłam szufladę komody, potem następną i następną. W każdej znajdowała się bielizna poskręcana lub poskładana i ułożona w pięknym rządku. Facet miał ewidentnie bzika na punkcie schludności i przejrzystości.
Otworzyłam szafę, ale nie zaskoczył mnie już widok idealnie złożonych ubrań. W głębi, między wieszakami zobaczyłam metalowy guzik. Rozsunęłam koszule i podkoszulki, a wtedy moim oczom ukazał się sejf na elektroniczny zamek. Nie próbowałam zgadnąć szyfru, ale zastanowiła mnie ta skrytka.
Poprawiłam drewniane wieszaki, żeby nie zauważył różnicy. Sprawdziłam, czy są odpowiednie odstępy między nimi, zanim ruszyłam na dalszą eksplorację.
Łazienka była zwyczajna. Poprzednim razem, kiedy z niej korzystałam, też nie zauważyłam niczego szczególnego. Prysznic zamiast wanny, kosz na brudną bieliznę i pojedyncza umywalka, nad którą wisiała szafka z lustrem. Otworzyłam ją. Tabletki przeciwbólowe w pomarańczowym, plastikowym pojemniku z nalepką stały na szklanej półeczce między innymi tabletkami, których przeznaczenia nie znałam. Wszędzie to samo nazwisko: Nate Wilson.
Przynajmniej dowiedziałam się, jak ma na nazwisko i że ma całkiem niezły zapas medykamentów.
W kuchni, salonie ani pomieszczeniu gospodarczym nie było nic nadzwyczajnego. Wszystko utrzymane w czystości, jakby nikt z nich nigdy nie korzystał.
Tylko jedno pomieszczenie było zamknięte na klucz. Starałam się podejrzeć coś przez dziurkę od klucza, ale niestety była zbyt mała, więc moja ciekawość zaczynała narastać. Nie umiałam otwierać drzwi drucikami, jak mój brat Connor, i w ogóle nie miałam przy sobie niczego takiego, więc musiałam odpuścić.
Nie było tutaj zbyt wiele do roboty, więc po telefonie do Charliego z wiadomością, że miałam wypadek i nie przyjdę do pracy przez najbliższy tydzień, ułożyłam się na łóżku. W zasadzie nie wiedziałam, czy w ogóle tam wrócę i jak rozwinie się moja sytuacja. Nie wyglądało na to, żebym zagrzała tutaj miejsce, ale jakoś nie potrafiłam się pożegnać z Charliem. Z pewnością nie przez telefon, po tym, ile dla mnie zrobił.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam, przyjeżdżając do tego domu. Czego mogłam oczekiwać od obcego faceta, który „miał swoje powody”, żeby mnie tu trzymać. Zgodziłam się zbyt szybko i bez głębszego zastanowienia, a to zupełnie do mnie nie pasowało.
Wątpliwości narastały z minuty na minutę i kiedy już byłam bliska podjęcia decyzji o ucieczce, do domu wrócił Nate. Minęły dwie godziny od jego wyjścia. Zastanawiałam się, dlaczego nie przyszedł do mojego pokoju, żeby sprawdzić, czy w ogóle w nim jestem.
Nie ruszyłam się z miejsca, wciąż załamana myślą, że moja rodzinka dowiedziała się, gdzie pracuję i gdzie mieszkam. Popełniłam kolosalny błąd, pozostając w jednym miejscu tak długo. Nie chciałam się znowu przenosić do innego miasta, bo tutaj bardzo mi się podobało, ale wiedziałam już, że w tej sytuacji nie mam innego wyjścia.
Niepotrzebnie przyjechałam do tego domu. Nie powinnam tutaj zostać. Dobrze wiedziałam, co należało zrobić. A mimo to biłam się z myślami. Podobało mi się w tym domu i chyba potrzebowałam przez chwilę poczuć się normalnie, coś mi jednak mówiło, że ten obcy mężczyzna to kłopoty.
Nie wiem, jak długo bezczynnie wylegiwałam się w łóżku, ale kiedy Nate zapukał do drzwi pokoju, w którym leżałam, oznajmiając, że wrócił i zaprasza mnie do kuchni, wstałam bez większej energii i powędrowałam za jego głosem. Dobrze, że przynajmniej dbał o moją prywatność i pukał, zamiast wchodzić bez zapowiedzi.
W jadalni dostrzegłam dwa talerze na stole, sztućce oraz szklankę z wodą. Mężczyzna właśnie kładł na środek drewnianego blatu półmisek z sałatą i drugi z mięsem oraz ryżem. Pachniało niezwykle kusząco. Apetyt znacznie mi się zaostrzył, ale poczułam się głupio, że nie pomogłam przy przygotowaniu posiłku.
Przecież zajmowałam się tym zawodowo.
Może nie zawodowo w sensie stopnia umiejętności, ale na co dzień kroiłam warzywa, przygotowywałam marynaty, sosy i desery. Pod czujnym okiem Franka nabierałam wprawy i cieszyłam się, że mam swój wkład w smakowite dania, które były serwowane w restauracji Charliego.
Zanim usiadłam do obiadu, mężczyzna podał mi dużą sportową torbę. Była ciężka. Kazał mi ją zanieść do swojego pokoju i rozpakować rzeczy, które się w niej znajdywały. Chciał, żebym to zrobiła po posiłku, jednak nigdy nie grzeszyłam cierpliwością.
Pociągnęłam za suwak, dostając się do wnętrza. W środku były ubrania, jakieś buty i bielizna. Podniosłam wzrok i od razu napotkałam spojrzenie bez wyrazu.
– Nie miałaś za wiele, więc to ci się przyda – wyjaśnił. – Twój rozmiar.
– Skąd to masz? – zapytałam.
– Ze sklepu.
– Ile to kosztowało? – zaczynałam się stresować.
– Nieważne.
– Daj mi paragon. – Wyciągnęłam do niego otwartą dłoń.
– Przestań. Siadaj i jedz.
– Daj mi paragon – powtórzyłam.
Sięgnął do kieszeni, następnie wręczył mi świstek papieru, który od razu rozłożyłam. Gdy tylko zobaczyłam kwotę, wciągnęłam gwałtownie powietrze. Miałam pieniądze, ale niewiele by mi zostało po opłaceniu tego rachunku.
– Nie prosiłam cię o to – powiedziałam poirytowana.
– Siadaj i jedz. – Tym razem ostrzegał swoim tonem.
Odebrał mi paragon z ręki, po czym wrzucił go do kosza pod zlewem. Usiadłam bez słowa. Obserwowałam, jak nakłada sobie sporą porcję mięsa i sałatki, czekając na swoją kolej, a kiedy ta nadeszła, nieśmiało sięgnęłam po widelec i nabijając mały kawałek mięsa, położyłam go przed sobą na białej zastawie. Popatrzył na mój talerz, później na mnie i westchnął głośno, ale nie skomentował ilości ryżu, zieleniny i kurczaka, którą miałam zamiar się uraczyć.
Jedliśmy w milczeniu, a ja żałowałam, że nie nałożyłam sobie większej porcji, bo mięso było przyprawione idealnie, a ryż nie był suchy i bez wyrazu tylko miał posmak cukinii i czegoś jeszcze. Sałata z ziołami też była bardzo smaczna.
Potrafił gotować – to była kolejna rzecz, której się o nim dowiedziałam. Był samowystarczalny. Sprzątał, gotował, tylko nad charakterem mógłby trochę popracować.
– Znalazłaś coś konkretnego? – zapytał, kończąc przegryzanie ostatniego kęsa.
– Słucham? – Podniosłam wzrok zdezorientowana.
– Przeszukiwałaś mój dom i zastanawiam się, czy szukałaś czegoś konkretnego – powiedział, biorąc łyk piwa z butelki.
– Skąd wiesz, że…
– Mam w domu kamery – wszedł mi w słowo.
Pokręciłam się nerwowo na krześle, bo nagle zrobiło się strasznie niewygodne. Nie wiedziałam, jak wytłumaczyć swoje wcześniejsze zachowanie, a jego świdrujący wzrok wcale nie pomagał. Nie wyglądał na złego, jakby nie miał nic do ukrycia lub był pewny, że gdyby miał taką rzecz, ja i tak bym jej nie znalazła. Zastanawiałam się, co odpowiedzieć, ale zamiast się odezwać, zabrałam puste naczynia ze stołu i zaczęłam je zmywać.
Powoli odkładałam czyste talerze i sztućce na suszarkę, żeby uniknąć rozmowy. Niestety, gdy wytarłam ręce w ścierkę i odwróciłam się w stronę mężczyzny, zorientowałam się, że cały czas mnie obserwuje. Popijał piwo i patrzył na mnie tym nieodgadnionym wzrokiem. Po całym ciele przeszedł mnie dziwny dreszcz, bo zostałam przyłapana na czymś, z czego nie byłam szczególnie dumna.
– Nie mam pojęcia, kim jesteś – próbowałam się tłumaczyć.
– Nie łatwiej było zapytać?
– Gdzie pracujesz? – wystrzeliłam od razu pytanie, żebyśmy nie skupiali się na moim postępku.
– Mam wolny zawód.
– A czym się zajmujesz?
– Ratowaniem dam z opresji – odpowiedział i się uśmiechnął.
Musiałam przyznać, że ten uśmiech zrobił zwarcie w moim mózgu, bo kiedy tylko zobaczyłam tę niesamowicie pociągającą twarz z lekko rozwartymi ustami i ich kącikami uniesionymi nieznacznie do góry, rozmarzyłam się. Byłam pewna, że to tylko chwilowe zauroczenie, ale do diabła, to ciało i ta twarz momentami całkowicie mnie rozpraszały.
– Pytałam serio. – Wróciło mi trzeźwe myślenie.
– Teraz kolej na ciebie – zadecydował. – Znałaś tego gościa?
– Nie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– W takim razie, dlaczego powiedziałaś, że na pewno cię znajdzie i dokończy? – Nie wierzył mi.
– Byłam przerażona – skłamałam. – Kim jesteś? Żołnierzem?
– Byłym.
– Chyba nie przestaje się być żołnierzem?
– Masz jakąś pracę? – zbył mój komentarz kolejnym pytaniem.
– Tak. Pracuję w restauracji „U Charliego”. Ile masz lat?
– Trzydzieści sześć. A ty?
– Dwadzieścia pięć.
Na moją odpowiedź ścisnął szczękę, po czym sięgnął po piwo i wlał w siebie sporą porcję. I wtedy nagle przypomniałam sobie o kamerach. Wyszedł z domu, ale doskonale wiedział, co w nim robię. Obserwował mnie. Zrobiło mi się gorąco. Usiadłam na krześle przy stole i zmrużyłam oczy.
– Masz kamery w całym domu? – zapytałam podejrzliwie.
– Tak.
– W sensie w pokoju, łazience i w …
– W sensie w całym domu – upewnił mnie, przerywając.
– Po co? – Ciekawość wzięła górę.
– Masz chyba coś do zrobienia?
Wskazał mi brodą torbę z nowymi ubraniami, a potem wstał od stołu, wyrzucając pustą butelkę do kosza.
Ależ byłam głupia. Byłam zadowolona, kiedy zapukał do mnie do pokoju, bo uważałam, że daje mi prywatność, podczas gdy mógł dokładnie widzieć co robię na ekranie w swoim telefonie.
Zdenerwowałam się, a kiedy zobaczyłam, że wychodzi z kuchni, ruszyłam za nim, zostawiając duży bagaż tam, gdzie stał. Odwrócił się gwałtownie w moją stronę, a wtedy niechcący wpadłam na niego. Od razu tego pożałowałam, bo zabolały mnie żebra. Syknęłam i odruchowo położyłam na nich rękę.
– Uważaj, bo zrobisz sobie krzywdę – odezwał się.
– Podglądałeś mnie?! – Byłam oburzona.
– Sprawdzałem, co robisz podczas mojej nieobecności. Wyglądasz niewinnie, ale nie dam się na to nabrać. Jesteś moim gościem, a przepatrzyłaś każdy kąt. Czego szukałaś? Myślałaś, że co znajdziesz?
– Kajdanki i łańcuchy! – odszczekałam.
– Nie gustuję w tego typu zabawach – skomentował. – Nie muszę związywać kobiety, żeby zrobić z nią to, na co mam ochotę.
Dobra, ten tekst był nie na miejscu. Nie chodziło mi o kajdanki i łańcuchy jako elementy zabawy erotycznej, tylko miałam na myśli przedmioty służące do przetrzymywania więźniów.
Źle się zrozumieliśmy.
Momentalnie zaschło mi w ustach, bo nagle wyobraziłam go sobie nagiego stojącego nade mną w łóżku.
Cofnęłam się, ale czułam na sobie jego wzrok. Popatrzyłam w jego oczy, jednak niczego tam nie zobaczyłam. Nie wiedziałam, jak on to robi, ale stał przede mną z wyrazem twarzy, który nie zdradzał zażenowania czy złości.
Co było z nim nie tak?
Odwróciłam się na pięcie i wróciłam po torbę, następnie mijając go bez słowa, poszłam do swojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Po sekundzie, rozjuszona, otworzyłam je na nowo. Stał w tym samym miejscu, ale odwrócił głowę w moją stronę.
– Jak mam się przebierać albo brać prysznic?! – wkurzyłam się.
– Mała, nie podglądam cię – wypowiedział to tak, jakby chciał podkreślić, że zbyt sobie pochlebiam.
I to zabolało.
***
Reszta popołudnia minęła całkiem znośnie. Siedziałam w pokoju i oglądałam dokładnie każdy ciuch, w który mnie zaopatrzył. Parę podkoszulków z krótkimi i długimi rękawami, koszulki na ramiączkach i nawet dżinsy – wszystkie rzeczy były w moim rozmiarze. To zadziwiające, jak mężczyzna mógł na oko określić moje wymiary.
Na dnie torby dostrzegłam czarną sukienkę, co bardzo mnie zaskoczyło. Nie chodziłam w tego typu kieckach. Niby całkiem prosta, jednokolorowa, bez wcięcia i kończąca się tuż przed kolanami, ale to jednak nie był mój styl. Melissa byłaby nią zachwycona, włożyłaby do niej glany i luźny czarny sweter.
W bocznej kieszonce bagażu odkryłam kosmetyczkę, w której znalazłam krem nawilżający, żel do mycia ciała o zapachu borówek, szampon do włosów z serii cytrusowej i szczoteczkę do zębów.
Przeszła mi na niego cała złość.
Postanowiłam zrobić użytek z tych praktycznych prezentów. Sięgnęłam po świeżą parę majtek, dłuższy podkoszulek, całą zawartość kolorowej kosmetyczki, po czym ruszyłam do łazienki. Nate chyba się gdzieś ukrywał, bo ani go nie widziałam, ani nie słyszałam.
Był już wieczór. Wyszłam spod prysznica, nasmarowałam ciało kremem i ubrałam się w świeże ubrania. Byłam gotowa do spania. Czysta, pachnąca i całkowicie wyczerpana tym dniem.
Zanim opuściłam łazienkę, rozejrzałam się po jej wnętrzu, sprawdzając, czy wystarczająco dobrze starłam wodę, która ze mnie kapała, kiedy tylko wyszłam z otwartej kabiny typu walk-in. Podłoga wyglądała na suchą, ale zastanawiałam się, co zrobić z taflą szkła, która była pokryta drobniutkimi kropelkami cieczy.
Jeszcze kilkanaście minut temu wszystko tu było w idealnym stanie, a teraz w całym pomieszczeniu skumulowała się para i zaczynałam się denerwować świadomością, że zakłóciłam porządek tego miejsca.
Wrzuciłam brudne ciuchy do kosza na bieliznę, obiecując sobie, że jutro z samego rana zrobię pranie. Dzisiaj nie chciałam już robić hałasu. Mokre włosy spięłam w niedbałego koka z myślą, że w pokoju je trochę podsuszę.
Ustawiłam swoje kosmetyki na blacie obok umywalki i ruszyłam do drzwi. Wyszłam na korytarz i natknęłam się na gospodarza. Omiótł mnie błyskawicznym spojrzeniem i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że najdłuższy podkoszulek, który wybrałam, sięgał mi ledwie za pośladki.
– Kupiłem ci ubrania, więc dlaczego z nich nie korzystasz? – zapytał dziwnie rozdrażniony.
– Korzystam – zapewniłam. – Mam na sobie podkoszulek od ciebie i… majtki.
Westchnął głośno, odwracając głowę w bok. Wyglądał naprawdę na poirytowanego. Naciągnęłam nieco podkoszulek, żeby zakryć nim trochę więcej, ale wtedy przylgnął bardziej do ciała i widać było moje sterczące sutki, które zareagowały w ten sposób tylko dlatego, że poczułam chłód.
Spojrzał na nie, a potem ominął mnie i wszedł do łazienki.
– Ja pierd…
Usłyszałam tylko początek, bo szybko uciekłam do pokoju. Obawiałam się, że wkurzył się na widok zaparowanego lustra i ociekającej wodą szyby. Nigdy nie byłam bałaganiarą, ale on przesadzał z tym idealnym porządkiem. Musiał być cholernie nudnym facetem, skoro oddawał się tak pieczołowicie pucowaniu domu, żeby wyglądał tak sterylnie.
Chwilę nasłuchiwałam, czy idzie do mnie, żeby mi wygarnąć, co myśli o stanie łazienki, w którym ją zostawiłam, ale nic takiego się nie stało.
Wysuszenie włosów zajęło mi sporo czasu. Były gęste, grube i nieznośne. Spięłam je w niedbały kucyk i położyłam się na łóżku. Nadeszła noc, a ja nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok rozważając moim położeniem. Byłam w nowym miejscu i mimo tego, że czułam się tutaj zadziwiająco dobrze, myślałam o tym, co będzie dalej.
Popatrzyłam na zegarek. Była trzecia, a ja wciąż nie spałam. Zaschło mi w gardle, więc postanowiłam pójść cichutko do kuchni i nalać sobie wody. Otworzyłam drzwi i przez chwilę próbowałam rozeznać się w sytuacji.
Panowała kompletna cisza.
Ruszyłam na palcach, a przechodząc obok pokoju mężczyzny, zwolniłam kroku w obawie, że drewniana podłoga zaskrzypi. Nagle usłyszałam dziwną szamotaninę, która dochodziła zza drzwi jego sypialni. Przeraziłam się, bo ewidentnie z kimś walczył. Nie wiedziałam, co mam robić, ale nie mogłam nie reagować.
Instynktownie wdarłam się do środka, ale nikogo poza Nate’em nie zauważyłam. Rzucał się na łóżku z zamkniętymi oczami i powtarzał tylko: „nie, nie, nie”.
W pierwszej chwili próbowałam zrozumieć, co się dzieje, ale wreszcie oprzytomniałam. Miał koszmar. Uznałam, że należy przerwać jego męczarnię, musiałam go obudzić. Podeszłam szybko i szarpnęłam go za ramię, ale nie spodziewałam się tego, że zareaguje równie gwałtowanie. Ruszył na mnie, przytknął mi ramię do szyi i z całym impetem rzucił mnie na ścianę, przygniatając swoim ciałem.
Próbowałam złapać powietrze, ale nie zwalniał zacisku, więc już po chwili nie mogłam oddychać. Dyszał i patrzył mi morderczym wzrokiem prosto w oczy. Byłam przerażona. Błagałam bezgłośnie ustami, żeby mnie puścił.
I nagle się ocknął.
Gdy tylko uwolnił mnie spod napiętego ramienia, nabrałam powietrza do płuc, bojąc się, że zaraz zemdleję. Jego oczy zmieniły swój wyraz, jakby nagle zorientował się, co zrobił. Podniósł dłoń, a położywszy ją na mojej głowie, zaczął mnie głaskać. Odsunął się na kilka centymetrów, ale przyłożył swoje czoło do mojego i zamknął oczy. Oddychał szybko i głęboko. Zupełnie jak ja.
– Zasuwaj do siebie, mała – powiedział zachrypniętym głosem.
– Nate – szepnęłam przerażona.
– Idź do siebie – poprosił. – Teraz.
Przesunęłam się w bok i powoli wycofywałam się z pokoju, wciąż patrząc na mężczyznę, który jeszcze przed chwilą mnie dusił. Oparł obie dłonie o ścianę i spuścił głowę. Mimo tego, że ta sytuacja mocno mnie nastraszyła, było mi go żal. Najwidoczniej coś go dręczyło i nie pozwalało mu spokojnie spać.
Wyszłam z jego pokoju, pozostawiając go w kiepskim stanie. Miałam ochotę wrócić, ale powstrzymałam się. Ruszyłam do kuchni i nalałam sobie wody. Dotknęłam szyi i wprost nie mogłam uwierzyć, że przed chwilą mogłam umrzeć.
Wypiłam duszkiem zawartość całej szklanki i napełniłam ją ponownie. Usłyszałam jakiś ruch na korytarzu. Zastygłam. Nie chciałam zdradzać swojego położenia. Przypomniałam sobie wyraz jego twarzy, kiedy mnie dusił. I te oczy. Były puste i tak przerażające, że do tej pory na samą myśl przechodziły mnie nieprzyjemne ciarki. Obudził się jednak i w ostatniej chwili zorientował, co się dzieje.
A gdyby nie wyrwał się z tego letargu?
Spojrzałam na korytarz, ale nikogo tam nie było, wobec tego ruszyłam w stronę swojego pokoju. Zatrzymałam się w połowie drogi, gdy tylko Nate wyszedł z toalety i stanął naprzeciwko mnie. Był w samych bokserkach. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, chociaż ciężko się temu dziwić, skoro walczyłam o życie. Teraz podziwiałam jego dobrze zbudowane ciało.
Był ode mnie znacznie starszy, a ja mimo tego nie potrafiłam od niego oderwać oczu. Stałam ze szklanką w dłoni, ale bałam się, że zaraz ją upuszczę. Przełknęłam ślinę, sunąc wzrokiem po jego umięśnionych udach, na krótką chwilę zahaczając o znaczną wypukłość bokserek, żeby znowu powoli przyjrzeć się jego klatce piersiowej. Kiedy spojrzałam na jego twarz, zauważyłam, że zacisnął żuchwę i nieco uniósł brodę.
Spuściłam głowę i ominąwszy go, udałam się do swojego pokoju.
Zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie plecami, ciężko oddychając. Cholera, nie mogłam czuć tego, co właśnie wydawało mi się, że czuję. To z pewnością dało się jakoś logicznie wytłumaczyć. Był moim wybawcą, więc dałam się omamić tym, jaki jest silny i ułożony.
Zamknęłam oczy, ale to wywołało odwrotny skutek, bo zobaczyłam go ponownie tak, jak go zapamiętałam sprzed chwili, stojącego w przedpokoju.
***
Stres związany z przyduszaniem całkowicie mnie wykończył. Pewnie dlatego, gdy zaraz po tym położyłam się do łóżka, prawie natychmiast zasnęłam. Wcześniej nakryłam się po uszy kołdrą, jakby to mnie miało przed czymś ochronić.
Obudziłam się dopiero koło południa, bynajmniej nie czując się lepiej. Wydawało mi się, że ciało nie będzie mnie już tak bolało jak w dniu pobicia, a jednak teraz byłam pewna, że jest ze mną gorzej. Czułam się, jakbym była cała połamana.
Ledwie dotarłam do łazienki, żeby wziąć szybki prysznic i umyć zęby. Tym razem nie zapomniałam zabrać ze sobą spodni i stanika. Kwadrans później ubrana w jasne dżinsy i czarny podkoszulek weszłam do kuchni.
Byłam głodna, dlatego od razu skierowałam swoje kroki w stronę lodówki. Kiedy ją otworzyłam, zamarłam ze zdumienia. Wszystkie półki były kompletnie zapchane jedzeniem. Nie było ani centymetra wolnego miejsca. Ostatecznie zdecydowałam się na kromkę z dżemem. Sięgnęłam po słoik, a potem wyciągnęłam dwie kromki tostowego chleba z pojemnika stojącego na blacie.
Świeżo zaparzona kawa kusiła zapachem. Otworzyłam dwie szafki, zanim odnalazłam kubek. Talerz też wyciągnęłam, żeby Pan Porządnicki mnie nie przegonił. W chwili, gdy upiłam odrobinę nieziemsko aromatycznego napoju, do kuchni wszedł Nate.
Mężczyzna był ubrany w bojówki, podkoszulek w kolorze khaki, ale ja wciąż nie pozbyłam się z głowy jego obrazu w samych bokserkach.
– Muszę wyjechać na kilka dni – oświadczył.
– Praca wzywa? – zapytałam niby od niechcenia.
– Tak. Postaram się wrócić jak najszybciej.
– Dama w opałach czeka? – zażartowałam.
– Ty nią zaraz będziesz, jak tego po sobie nie posprzątasz.
Podążyłam za jego wzrokiem na blat, gdzie stał talerz, a obok niego leżały dwie kromki chleba, z którego się nieco nakruszyło. Nóż wsadziłam do słoika z dżemem, ale jeszcze nie zdążyłam zrobić sobie kanapek. Przewróciłam oczami, bo przesadzał z tą czystością.
– Zrobiłem ci zapas jedzenia. Na tydzień powinno wystarczyć.
– Nie będzie cię tydzień? – Nie wiem dlaczego, ale trochę się zaniepokoiłam.
– To, czym się zajmuję, wymaga czasu. Myślę, że wrócę do pięciu dni.
Rozmawialiśmy, jakby w nocy nic się nie wydarzyło. Nie wiedziałam, czy powinnam o tym wspominać, ale skoro on unikał tego tematu, nie zamierzałam go dręczyć. Każde z nas miało swój koszmar, z którym musieliśmy się zmierzyć. Nie powinnam go wypytywać, skoro sama nie chciałam, żeby zadawał pytania o moje zmory.
– I zostawisz mnie samą?
– Jesteś już dużą dziewczynką. Poradzisz sobie.
Podszedł do kanapy, na której leżały duży, wojskowy plecak i czarna bluza z kapturem. Myślałam, że wyjdzie bez pożegnania, chociaż sama nie wiedziałam, dlaczego w ogóle się go spodziewałam. Zebrał przygotowane rzeczy, popatrzył w moją stronę i z zarzuconym na ramię plecakiem podszedł do mnie. Czułam się dziwnie z tym, że wychodzi i nie wiem, kiedy wróci.
– Nie wychodź z domu – polecił mi.
– Nie mam zamiaru – powiedziałam beztrosko.
– Mówię serio. Siedzisz tutaj do mojego powrotu.
Brzmiał tak władczo i seksownie jednocześnie, że aż ścisnęło mnie w podbrzuszu.
Cholera, musiałam przestać o tym myśleć.
– A jeżeli będę potrzebowała wyjść do sklepu? – Przyszło mi nagle do głowy.
– Masz tutaj wszystko, czego potrzebujesz.
– A jak będę musiała wyjść? – nalegałam.
– Chyba wyraziłem się jasno? Siedzisz w domu do mojego powrotu.
Nie podobało mi się to, że czegokolwiek mi zakazuje. Ze mną nie tędy była droga, ale widocznie przywykł do wydawania ludziom poleceń. Nie chciałam się buntować, jednak sam jego ton uruchamiał we mnie przekorę.
– Nate – zaczęłam łagodnie – doceniam twoją troskę, ale jeżeli będę miała podbramkową sytuację, to wyjdę.
– Mała – naśladował mój łagodny ton – nie będziesz mogła się ze mną kontaktować, bo podczas akcji nie odbieram telefonu, ale znajdę czas, żeby przejrzeć zapisy z kamer. I wierz mi, chcesz, żebym cię widział na którejś z nich.
Czy to była groźba? Jeżeli myślał, że te słowa mnie przestraszą, to bardzo się pomylił, bo wywołały akurat odwrotny skutek. Miałam ochotę sprawdzić, co się stanie, jeżeli zignoruję jego nakaz.
– Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna za pomoc – zaczęłam słodko. – Nie rozumiem tylko jednego.
– A mianowicie? – zaciekawił się.
– Dlaczego wciąż traktujesz mnie jak więźnia?
– Mała… – zaczął, ale mu przerwałam.
– Emily. Mam na imię Emily!
– Na razie powinnaś pozostać w ukryciu. Niech sprawa przyschnie, a ty w międzyczasie będziesz mogła się zregenerować. Chcę utrzymać cię przy życiu podczas mojej nieobecności. Masz z tym problem?
– Jak długo nie będę mogła wychodzić?
– Porozmawiamy, jak wrócę.
– A jak będzie się paliło, to mogę wybiec z domu czy mam spłonąć żywcem?
Zacisnął szczękę i powstrzymał się przed komentarzem. Jego brązowe oczy wpatrywały się w moje z taką intensywnością, że odechciało mi się żartów. Zagryzłam dolną wargę, dzięki czemu jego palące spojrzenie złagodniało trochę, skupiając się na moich ustach. Szybko jednak stracił zainteresowanie, odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi.
– Do zobaczenia, mała – rzucił na odchodne.
ROZDZIAŁ 2
Pierwsze dwa dni minęły mi bardzo szybko. Po tym jak Nate wyszedł z domu, wyciągnęłam z lodówki wszystkie produkty, które się w niej znajdowały. Zastanawiałam się, co mogłabym z nich ugotować. Byłam zaskoczona, że brakowało mi pracy, tej szybkiej realizacji zamówień, zapachu przypraw i przebywania z ludźmi.
Zawsze stroniłam od towarzystwa w obawie, że się do kogoś przywiążę, a kiedy będę musiała znowu się ulotnić, będzie mi tej osoby brakowało. Teraz jednak, zamknięta w obcym domu, czułam ogromną ochotę na kontakt z drugim człowiekiem.
To pokręcone, jak działa ludzki umysł. Jeżeli czegoś nie możesz, to bardzo tego pragniesz, a kiedy masz to na wyciągnięcie ręki, wcale po to nie sięgasz.
Do wieczora miałam zajęcie. Wpadłam w kulinarny szał, w związku z czym wykorzystałam prawie całe zapasy. Przygotowałam kilka potraw, które znałam z restauracji, ale musiałam nieco je zmodyfikować, ponieważ nie miałam wszystkich składników. Wreszcie mogłam bawić się w kuchni, tworzyć coś samodzielnie od początku do końca. Odkryłam, że sprawia mi to ogromną frajdę.
W lokalach, które wynajmowałam, nie miałam takiego miejsca do pracy ani sprzętu czy naczyń. Tutaj mogłam puścić wodze wyobraźni.
Znaczną część dań, które przygotowałam, po wystudzeniu włożyłam do zamrażalki. Nie było szans na to, żebym to wszystko w siebie wpakowała, a pomyślałam, że Nate mógłby chcieć spróbować czegoś innego niż kurczak z ryżem i zieleniną. To, co ugotował, było pyszne, ale chciałam mu pokazać, że ja też potrafię przyszykować całkiem niezłą kompozycję smaków.
Złapałam się na tym, że myślę o nim, jakbyśmy byli zwykłymi współlokatorami. A może nawet kimś więcej.
STOP! Koniec z wyobrażaniem sobie mnie i Nate’a razem. To przecież absurd w najczystszej postaci.
W kuchni zapanował niesamowity bałagan. W restauracji to było niedopuszczalne, ale tutaj nie stał nade mną Frank, więc nie dbałam o to, czy coś spadło na podłogę albo rozlało się na marmurowym blacie. Obierki z warzyw, rozsypane zioła czy miski oblepione sosem wcale mi nie przeszkadzały.
Już miałam się wziąć za sprzątanie, gdy przyszedł mi do głowy diabelny plan. Było już późno, a ja zaczęłam odczuwać zmęczenie, dlatego ostentacyjnie strzepałam niewidzialne resztki z dłoni i zostawiając wszystko w ogromnym rozgardiaszu, wyszłam z kuchni. Uśmiechnęłam się do siebie, bo wiedziałam, że Nate sprawdzi kamery, ale oprócz wkurzania się na widok swojej kuchni, która w tym momencie była w opłakanym stanie, nie będzie mógł nic zrobić.
Oczywiście miałam zamiar wszystko posprzątać z samego rana, ale na razie chciałam napawać się wygraną.
Na drugi dzień po przebudzeniu rozciągnęłam się porządnie i stwierdziłam, że czuję się znacznie lepiej. Twarz nie była już aż tak obolała, wyspałam się i cieszyłam tym, że mogłam spać w wygodnym łóżku, w czystym domu. Pozwoliłam sobie na beztroskę, co w moim przypadku było czymś zupełnie nowym, wręcz nienaturalnym.
Do luksusu człowiek szybko się przyzwyczaja.
Powędrowałam do kuchni, żeby zaparzyć kawę, ale kiedy weszłam do pomieszczenia, szybko sobie przypomniałam, że czeka mnie konkretne sprzątanie. Wrzuciłam aromatyczne, zmielone ziarna do nowego filtra i uzupełniłam wodę w ekspresie przelewowym, po czym zabrałam się za porządki. Uporałam się z bałaganem stosunkowo szybko, więc w nagrodę nalałam sobie przepysznej kawy do kubka i delektowałam się porankiem.
Tego dnia humor miałam doskonały, ale po przyjrzeniu się swojemu odbiciu w łazienkowym lustrze, okazało się, że może być jeszcze lepszy. Z twarzy praktycznie zeszła opuchlizna, a pęknięcia skóry ładnie się goiły. Zaczynałam przypominać siebie. Nawet teraz wystarczyłoby nałożyć korektor, przypudrować nosek i z pewnością nie byłoby widać, że doszło do przykrego incydentu. Miałam oczywiście sińce, ale zaczęły zmieniać kolory, więc wiedziałam, że najgorsze mam już za sobą.
Weszłam pod deszczownicę i cieszyłam się ciepłą wodą muskającą ciało. Było mi przyjemnie. Na takie luksusowe warunki nie mogłam sobie pozwolić przez ostatnie lata, chociaż w rodzinnym domu też nie było lepiej. Mieliśmy jedną łazienkę na cały budynek, a ubikacja znajdowała się zaraz obok wanny. Moi obleśni bracia nie przejmowali się tym, że biorę kąpiel, tylko wchodzili do łazienki za swoją fizjologiczną potrzebą i odbierali mi wszelką przyjemność z leżenia w wannie.
Tutaj miałam dużo miejsca, prywatności i ciepłej wody.
Ubrana w samą bieliznę wyszłam z łazienki i już miałam szybko podążyć do swojego pokoju, żeby się ubrać, kiedy kolejna złośliwa myśl zawładnęła moim umysłem. W zasadzie byłam sama w domu i nie musiałam zakładać niczego poza majtkami i biustonoszem.
Szelmowski uśmiech pojawił się na mojej twarzy, więc zamiast do pokoju, udałam się do salonu, gdzie opadłam na kanapę, a włączywszy telewizor, ponownie napawałam się moim małym zwycięstwem. Roznegliżowana kręciłam się na wygodnych poduszkach i szukałam jakiegoś ciekawego filmu lub programu.
Podobało mi się to pogrywanie z Nate’em. Byłam ciekawa, jaki poziom zdenerwowania osiągnął. Jeżeli miałam tutaj tkwić jak więzień, przynajmniej mogłam się zabawić jego kosztem. To były zupełnie niewinne gierki, ale miałam dzięki nim trochę radochy.
Kiedy ostatni raz się tak wygłupiałam?
Nigdy.
Popołudniu już zaczęło mi się nudzić, więc gdy tylko zobaczyłam, która jest godzina, zorientowałam się, że Melissa właśnie ma przerwę na papierosa. Pobiegłam po swój telefon, nadal pozostając w samej bieliźnie, i wróciłam na swoje miejsce na kanapie. Położyłam się na plecach, a nogi przerzuciłam do góry na oparcie i w takiej pozycji, bawiąc się włosami, zadzwoniłam do koleżanki.
– Cześć, laska. – Usłyszałam radosny głos niebieskowłosej dziewczyny.
– Cześć. – Uśmiechnęłam się do słuchawki.
– Co się z tobą dzieje? Słyszałam, że miałaś wypadek.
– Tak. Już jest okej, ale wiesz, w takim stanie nie mogę pokazać się ludziom.
– Masz jakieś złamania?
– Nie, ale moja twarz dochodzi do siebie.
– Poduszka powietrzna? – zapytała.
– Tak – skłamałam, bo to wszystko było zbyt skomplikowane, żeby wyjaśnić, co tak naprawdę się stało.
– Leo zauważył, że cię nie ma.
Leo był znajomym Melissy, który chyba miał do mnie słabość, bo za każdym razem, kiedy przyjeżdżał ze swoją bandą na motorach po swoją koleżankę, zawsze do mnie zagadywał i próbował się ze mną umówić. Oczywiście konsekwentnie odmawiałam, chociaż wydawał się najfajniejszy z całej ich grupy.
Miał krótkie, czarne włosy, zawsze zmierzwione przez kask, ale to tylko dodawało mu uroku. Podobał mi się jego uśmiech i czasami nawet żałowałam, że go zbywam, jednak musiałam być ostrożna.
– Gdy się dowiedział o wypadku, chciał cię od razu odwiedzić, ale ja nawet nie wiem, gdzie ty, laska, mieszkasz.
– Obecnie u znajomego. Ktoś się musiał mną zająć. Wiesz, jak jest.
– Jasne. A kiedy wrócisz do roboty? – zapytała, a ja usłyszałam, jak wypuszcza dym z ust.
– Nie wiem dokładnie. – Zbyłam ją, bo przecież nie wiedziałam, czy wrócę. – Jak sobie dajecie radę?
– Mamy kocioł i Frank się wścieka.
– On zawsze się wścieka.
– To pomnóż to teraz razy dwa.
– O cholera.
– Nooo. Ale spoko. Wiesz, że ja mam jego darcie daleko gdzieś. – Zaśmiała się. – Wczoraj całą paczką byliśmy wieczorem popływać w jeziorze. Laska, nawet nie wiesz, jak genialnie pływa się w nocy. W następnym tygodniu też mamy taki plan, więc jak wrócisz, może się przyłączysz?
– Chyba nie, ale dzięki.
– Zawsze odmawiasz – obruszyła się. – Czy ty w ogóle gdzieś wychodzisz? Jesteś jak dzikuska.
– Cóż, mam tak od zawsze. – Skrzywiłam się.
– Posłuchaj, Leo to fajny gość. Może czasami za dużo wypije i zajara, ale jest w porządku. Przecież widzisz, że na ciebie leci.
– Widzę, ale …
– Miałaś kiedyś jakiegoś faceta?
– Tak.
– Serio? – To pytanie zabrzmiało, jakby mi nie wierzyła. – W sensie takiego, z którym poszłaś na całość?
Wróciłam pamięcią do dnia, w którym straciłam dziewictwo. Miałam szesnaście lat i zakochałam się w swoim koledze ze szkoły. Tim był dla mnie miły, dobrze się uczył i był całkowitym przeciwieństwem drani, z którymi miałam do czynienia w domu. Dwa lata straszy chłopak miał na mnie ogromną ochotę, a ja nie chciałam mu sprawić przykrości. To nie było nic przyjemnego. Czułam tylko ból, a że to nie trwało zbyt długo, wytrzymałam jakoś i cieszyłam się, że szybko się skończyło. Później jeszcze kochaliśmy się kilka razy, ale również nie wspominam tego najlepiej.
Seks zawsze wyobrażałam sobie inaczej, więc kiedy mnie rozczarował, straciłam nim zainteresowanie. Natomiast lubiłam spędzać czas z Timem. Zakochałam się w nim i uwielbiałam się z nim całować. Jego pocałunki były takie słodkie, wilgotne i przyjemne. Nie byliśmy ze sobą zbyt długo, bo wyjechał na studia i przestał się ze mną kontaktować. Tęskniłam za nim i zastanawiałam się, dlaczego porzucił mnie bez słowa. Był moją pierwszą poważną miłością. Nastoletnią miłością, która zawsze pozostaje w pamięci. Dobrze się rozumieliśmy i podobało mi się to, że nie znosił mojej rodzinki.
– Tak, był taki ktoś – odpowiedziałam. – Ale to już przeszłość.
– W takim razie, co ci szkodzi zabawić się z Leo? Podobno dobry jest w te klocki.
– Mel, ja nie szukam tego typu rozrywki.
– O cholera, Frank mnie woła. Dobra, laska, spadam. Wracaj do nas. Pa.
– Pa.
Rozłączyłam się i położyłam telefon na podłodze. Włączyłam znowu telewizor i bezmyślnie przerzucałam kanały. Zaczynałam się nudzić. Nie miałam gdzie wyjść ani co robić. Nie byłam przyzwyczajona do takiej bezczynności. Pracowałam praktycznie codziennie po dziesięć godzin i gdy wracałam do domu, byłam tak zmęczona, że padałam na swój materac i natychmiast zasypiałam.
Teraz nie miałam się czym zmęczyć.
Zwlekłam się z kanapy i zaczęłam spacerować po całym domu. Był wczesny wieczór, a ja jedynie mogłam położyć się spać. Ta sytuacja zaczęła mnie dobijać i czułam, że zaczyna we mnie kiełkować bunt.
Jakim prawem Nate kazał mi tu siedzieć i dlaczego niby się na to zgodziłam?
***
Kolejne dni całkowicie mnie rozstroiły. Straciłam zainteresowanie Netflixem, bo ileż godzin można było wgapiać się w telewizor, połykając jeden film za drugim. Nadrobiłam braki w kinematografii za wszystkie czasy.
Nie miałam już rewelacyjnego nastroju. Nie cieszyło mnie chodzenie w samej bieliźnie i nie mogłam wymyślić niczego innego, żeby dogryźć Nate’owi. Poza tym uznałam to za dziecinadę.
Moja twarz wreszcie doszła do siebie, ale zauważyłam, że zaczęło podupadać moje zdrowie psychiczne. Miałam zbyt dużo czasu na rozmyślanie i analizę swojego życia. Zbyt dużo wspomnień z czasów w rodzinnym domu dobierało się do mnie i wydawało mi się, że zaraz stracę zdrowe zmysły.
Minął dokładnie tydzień, odkąd ostatni raz widziałam Nate’a i to chyba też mnie dobijało. Zaczynałam się martwić. Bałam się, że coś mogło mu się stać, ale też zalała mnie fala przerażenia, że zostałam sama.
Zrobiło mi się chłodno, chociaż na zewnątrz zapadał ciepły wieczór. Nawet gorący prysznic nie pomógł mi się zagrzać. Czułam niepokój. Przebrałam się w najdłuższy podkoszulek, jaki tylko miałam, wciągnęłam na siebie czarne figi i położyłam się zrezygnowana na łóżku, zaciągając na siebie cienką kołdrę. Nie sądziłam, że będę taka wyczerpana samotnością.
Jeszcze dwa tygodnie temu byłabym zachwycona, że mieszkam w pięknym, czystym domu, a teraz zaczynałam się załamywać.
Nagle usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Usiadłam gwałtownie i założyłam włosy za uszy. Nasłuchiwałam niczym przestraszone zwierzę. Nie byłam pewna, czy to Nate, czy ktoś inny wdarł się do domu. Podeszłam do drzwi i przystawiłam do nich głowę. W tym samym momencie ktoś zapukał, a ja na ten dźwięk aż podskoczyłam.
– Mała, jestem.
Zamknęłam oczy, wypuszczając z ulgą powietrze z płuc, ale już po chwili wzbierała we mnie złość. Otworzyłam z impetem drzwi, lecz nikogo nie zauważyłam na korytarzu. Zobaczyłam światło w jego sypialni, więc ruszyłam w jej kierunku zdecydowanym krokiem.
Miałam ochotę powiedzieć mu, co myślę o zamykaniu mnie na tyle dni samej z zakazem wychodzenia na zewnątrz.
Jego pokój był otwarty, więc stanęłam w progu i z wściekłością wpatrywałam się w plecy Nate’a, który właśnie wsuwał coś pod łóżko. Skrzyżowałam ramiona pod piersiami i czekałam, aż się odwróci w moją stronę. Gdy już to zrobił, zmierzył mnie wzrokiem. Zrobiłam dokładnie to samo i dopiero teraz zauważyłam, że miał obite dłonie, jakby coś zdarło mu skórę.
Przełknęłam ślinę, bo moja złość uleciała i zapomniałam, że miałam mu wszystko wygarnąć. Nie ruszyłam się z miejsca, ale nasze spojrzenia się spotkały. Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy, ale wkrótce potem jego wzrok umiejscowił się na moich nagich udach. Jak zwykle odruchowo naciągnęłam biały podkoszulek, ale oczywiście to sprawiło, że opiął się na piersiach.
Cholera, znowu nie miałam na sobie stanika.
– Wszystko w porządku? – zapytał.
– A jak myślisz? – odpowiedziałam zaczepnie pytaniem.
– Muszę iść pod prysznic. Jak wyjdę, pogadamy.
Ominął mnie i ruszył do łazienki. Zatrzymał się w połowie drogi i nie odwracając się w moją stronę, powiedział:
– Ubierz się.
– Właśnie kładłam się spać.
– Ale na razie się nie położysz. Musimy pogadać.
Miałam dość traktowania mnie jak gówniarę, a na dodatek nie byłam w najlepszym stanie emocjonalnym. Jego protekcjonalny ton dobijał mnie jeszcze bardziej, jednak zrobiłam to, co mi polecił.
Włożyłam dżinsy i zarzuciłam na siebie bluzę, zasuwając ją pod samą szyję. Nawiasem mówiąc, oprócz jednej sukienki, którą mi kupił, cała reszta była dobra dla chłopczycy. Żadnych bluzeczek czy spódnic. Tylko spodnie, podkoszulki i bluzy. Wprawdzie moja wcześniejsza garderoba nie była szczególnie elegancka, ale miałam ładną bluzeczkę, którą bydlak w ciemnej uliczce mocno naruszył.
Usiadłam przy stole w jadalni i czekałam na mężczyznę, który wcale się nie spieszył. Słyszałam, jak wyszedł z łazienki, poszedł do sypialni i wreszcie po kilku minutach wszedł do kuchni, z której roztaczał się widok na salon.
Siedziałam pomiędzy tymi dwoma otwartymi strefami. Obserwowałam, jak wyciąga piwo z lodówki. Gdy tylko odwrócił się w moją stronę, oparł się o meble i otworzył butelkę. Ściskając kapsel w dłoni, wlał w siebie sporą dawkę alkoholu, po czym popatrzył na mnie, jakby dopiero teraz mnie zauważył.
– Co ci się stało w dłonie? – zapytałam pierwsza.
– To nic takiego.
– Aha. – Chyba nawet nie spodziewałam się innej odpowiedzi.
– Wiem, kim jesteś – powiedział wyważonym tonem.
Wyprostowałam się na krześle. To w ogóle mi się nie podobało.
Przełknęłam ślinę, ale siedziałam cicho. Nie miałam pojęcia, co zamierzał, ale wolałam przygotować się na najgorsze. Przyglądał mi się uważnie, lecz nie zdradzał po sobie żadnych emocji.
Jak on to robił? Niczego nie potrafiłam z niego wyczytać.
Skrzyżował ramiona na piersi, wciąż trzymając w dłoni butelkę z piwem.
– Nie masz mi nic do powiedzenia? – zapytał.
– Nie bardzo wiem, co chciałbyś usłyszeć.
– Żartujesz? – Zmrużył oczy. – Kiedy zapytałem, czy znałaś tego faceta, zaprzeczyłaś.
– Bo go nie znałam – broniłam się.
Odstawił butelkę na blat i ponownie założył ramiona ma piersi. Westchnął twardo, ale ani na moment nie spuścił ze mnie wzroku.
– Od kiedy wiesz? – zapytałam.
– O tym gościu dowiedziałem się, gdy byliśmy u ciebie. O tobie dostałem informacje na krótko przed moim wyjazdem.
– Co? – zaniepokoiłam się.
– Nie miałem wtedy czasu rozmawiać, ale teraz go mam.
– Skoro wszystko wiesz… – Wstałam.
– Siadaj – polecił ostrzegawczo.
Nie posłuchałam. Stanęłam przy stole, który nas od siebie odgradzał. Założyłam ramiona w taki sam sposób jak on. Patrzyłam na niego poirytowana. Nie miałam zamiaru bawić się w te jego gierki i z pewnością nie byłam osobą, którą dało się zastraszyć. Wiedział już, skąd jestem, i chyba nie myślał, że dam się przestawiać jak dziecko.
– Jak się dowiedziałeś? – zapytałam zadziornie.
– Powiedzmy, że mam dobrych znajomych, którzy sprawdzili twojego przyjaciela z ciemnej uliczki. Twój tatuś chyba za bardzo cię nie kocha – stwierdził na koniec.
– I vice versa.
– Nie jest też rozsądnym człowiekiem, chociaż doszliśmy do jako takiego porozumienia.
– Co? – ledwie panowałam nad głosem. – Dogadałeś się… z moim… ojcem?
