Beautiful Promises - Paula Ciulak - ebook
NOWOŚĆ

Beautiful Promises ebook

Ciulak Paula

0,0

60 osób interesuje się tą książką

Opis

Trzy testy, dwie kreski i jedno słowo, które nie powinno mieć tu znaczenia: niemożliwe.

Ivy Carinston ma 24 lata, stabilny związek i życie, które wydawało się poukładane, aż do chwili gdy spóźniający się okres zmienia wszystko. To, co miało być niemożliwe, nagle staje się rzeczywistością i wywraca jej świat do góry nogami. Razem z Dylanem, jej partnerem, który od lat udowadnia, że poradzimy sobie to nie tylko puste słowa, musi zmierzyć się z czymś, czego nie planowali, ale co może stać się ich nowym początkiem.
Choć są blisko, kochają się i od dawna dzielą codzienność, nagła wiadomość o ciąży otwiera przed nimi zupełnie nowy rozdział. Pojawiają się pytania, niepewność i ciche lęki, ale też coś jeszcze, rodząca się ekscytacja i nadzieja, że razem mogą więcej, niż im się wydaje.
„Beautiful Promises” to komfortowy romans o miłości, która dojrzewa w nieoczekiwanych okolicznościach, o bliskości wystawionej na próbę i o tym, że życie potrafi zaskoczyć w momencie, w którym najmniej się tego spodziewamy.

Nowelka z Kolekcji komfortowych romansów Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 133

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Beautiful Promises

Paula Ciulak

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Prolog

Dylan

– Nie wyjaśnisz mi, o co tutaj chodzi, prawda? – spytałem.

– To byłby za duży spoiler. – Ivy pokręciła głową z wyraźnym rozbawieniem.

Ze wzrokiem skupionym na ekranie laptopa odłamywała kolejne kawałki z tabliczki czekolady. Leniwy weekend był dokładnie tym, czego oboje teraz potrzebowaliśmy.

W tygodniu nie mieliśmy za wiele czasu, czy to na odpoczynek, czy dla siebie, choć zawsze staraliśmy się go znaleźć. Dobrze, że mieszkaliśmy razem i zostawały nam przynajmniej wieczory i noce. Uwielbialiśmy tak po prostu leżeć obok siebie. Nie musieliśmy wcale robić nic spektakularnego. Wspaniale, gdy mogliśmy czasami gdzieś wyjść, ale jak na dwójkę introwertyków przystało, woleliśmy siedzieć w domu. Poza nim nie byłoby tak komfortowo przytulać się, kłaść dłonie na swoich ciałach i doznawać bliskości w każdy sposób.

– Teraz będzie mnie to męczyć – odparłem, nadal mówiąc o oglądanym przez nas serialu.

– Oglądaj, to się dowiesz. – Zaśmiała się.

Z każdym kolejnym spotkaniem coraz trudniej było znaleźć jakiś nowy ciekawy film na Netflixie. Tym bardziej, że u mnie na liście ulubionych produkcji królowały horrory, u niej romanse. Najczęściej spotykaliśmy się gdzieś pośrodku, czyli na komediach, sci-fi czy fantasy. Dość często udawało się jej również namówić mnie na romantyczne filmy, co czyniło ją zwycięzcą w tym naszym małym rankingu, bo sama obejrzała ze mną jak dotąd jedynie kilka horrorów. Nie tak łatwo było ją przekonać, zwłaszcza że panikowała nawet przy umiarkowanie przerażających scenach. To bywało nawet urocze.

Całe szczęście, że poza Netflixem mieliśmy HBO Max, Disney Plus czy Prime Video, a wszystkie te biblioteki były dość często aktualizowane. I podczas gdy ja gustowałem w filmach i miałem ich sporo do polecenia, Ivy kochała seriale. Dzięki różnym gustom doskonale się uzupełnialiśmy, i to nie tylko w kwestii kinematografii.

– Kocham cię, skarbie.

– A ja kocham ciebie. – Pogłaskałem ją czule po policzku i złożyłem buziaka na jej ustach. – Słodkie.

– Bo jestem słodka. – Puściła mi oczko.

– Czekolada pewnie też ma z tym coś wspólnego.

– Możliwe.

Przyjrzałem się jej dopiero teraz, zwracając większą uwagę na ilość słodyczy wokół nas. Zwykle to ona goniła mnie do zdrowego jedzenia, a dziś chyba role się odwróciły. Dziwne.

– Skarbie, wolałbym nie ryzykować i nie oberwać kolejny raz poduszką, ale wydaje mi się, czy ty jesz już drugą czekoladę?

– Pierwszą karmelową, tamta była truskawkowa. – Ivy wzruszyła ramionami, jakby zupełnie się tym nie przejmowała. Odłamała kafelek słodkości, wzięła go do ust i oblizała palce, patrząc mi przy tym prosto w oczy.

Ta dziewczyna była rozkoszna, urocza i śmieszna, podobała mi się nawet wtedy, gdy jadła jak dziecko. Ponadto nigdy nie byłem z tych zaborczych typów, aby jej czegoś zabraniać. Zresztą i tak była szczupła, więc odrobina cukru nie mogła jej zaszkodzić. Zastanawiał mnie jedynie jej apetyt.

– To nadal czekolada – odparłem, nadal niepewny, czy to rozsądne kontynuować ten temat. Z kobietami nigdy nic nie wiadomo – jedno nieodpowiednie słowo i wpadało się na minę.

– No i? Chwila, próbujesz mi powiedzieć, że jestem gruba? – Momentalnie spojrzała w dół, na swój płaski brzuch.

Kobiety. Nie chciałbym wrzucać wszystkich do jednego worka, ale zdawało się, że każda miała obsesję na tym punkcie. Drobna uwaga, a one już komentowały, że są grube, a stamtąd prosta droga do obrażenia się. Jednak nawet obrażona Ivy była urocza.

– Ani trochę nie jesteś gruba – odpowiedziałem, dobrze wiedząc, że temat wagi nie jest bezpieczny, jeśli chodzi o kobiety. – Po prostu troszkę zdziwiło mnie, że masz aż tak duży apetyt.

– Jestem przed okresem – wyjaśniła. – To oczywiste, że jestem głodna.

No tak, to by miało sens. Dwuletni już związek z kobietą nauczył mnie o wiele więcej niż wszystkie filmy, seriale czy zajęcia w szkole. Jest w tym prawda, że najlepiej przyswaja się to, czego samemu się doświadczy.

– Nadal? – Uniosłem brwi. Czułem, że moja ciekawość zaraz przysporzy mi wiele kłopotów, ale cóż… – Nie mówiłaś tego tydzień temu?

Zmarszczyłem czoło. Przecież tak właśnie było. A może coś pomieszałem?

– Spóźnia mi się. – Znów wzruszyła ramionami. – Ale to parę dni, więc norma.

Pokiwałem głową. Skoro tak mówiła, to pewnie tak było. Nie zamierzałem wchodzić w procesy biologiczne zachodzące w jej ciele, bo sama bez wątpienia znała się na tym o wiele lepiej niż ja.

– Skończyłeś mi już wyliczać kalorie i możemy wrócić do oglądania? – zapytała.

– Oczywiście, ale nic ci nie wypominałem, to jedynie troska – odparłem.

– Na pewno?

– Oczywiście – przytaknąłem. – Po prostu dbam o siebie.

– No dobrze. – Uśmiechnęła się i przytuliła do mnie.

Zawsze robiła to w ten sam sposób. Kiedy ja leżałem na plecach, ona kładła głowę na mojej klatce piersiowej. Mając ją tak blisko, czułem niesamowity spokój. Jakby wszystko znalazło się na swoim miejscu, dokładnie tam, gdzie miało być.

Rozdział 1

Ivy

– Może jesteś w ciąży?

Pytanie mojej przyjaciółki Irmy spadło na mnie niczym grom z jasnego nieba. W pierwszej chwili zaczęłam się nad tym zastanawiać, szybko jednak z tego zrezygnowałam. Przecież to nie wydawało się możliwe.

Fakt, że okres spóźniał mi się dziesięć dni, nic jeszcze nie znaczył. Nie był to ani pierwszy, ani pewnie ostatni raz, kiedy tak się działo. Dwa dni wcześniej, tydzień później? Znałam wszystkie te opcje. Kobiecy cykl to przecież nie komputer, który można zaprogramować, aby był dokładny co do dnia, a nawet godziny i minuty. W rzeczywistości jest on bardzo delikatny i najmniejsze wahania mogły skutkować opóźnieniem bądź przyspieszeniem krwawienia albo objawami bólowymi. Za dużo stresu, za mało jedzenia, za dużo ćwiczeń, za mało snu, to wszystko skutkowało migrenami przed okresem, napadami głodu czy właśnie nieregularnymi cyklami. Czym niby ten jeden raz miałby się różnić od pozostałych, które już przecież zdarzały się w przeszłości? Nie byłam w żaden sposób wyjątkowa, borykając się z nieregularnymi cyklami, należałam do ogromnej grupy kobiet, które je miały, i jakoś żyłam dalej, nie każde opóźnienie musiało równać się ciąży.

– To niemożliwe. – Pokręciłam głową, jeszcze bardziej utwierdzając samą siebie w tym przekonaniu.

– Serio? – Irma spojrzała na mnie spod uniesionych brwi.

– Mam PCOS. – Wzruszyłam ramionami, jakby to wszystko wyjaśniało i zamykało sprawę. Wprawdzie doskonale wiedziałam, że nie jest to wcale takie czarno-białe, ale jakoś nie chciałam dopuścić nawet do siebie takiej opcji. – Nieregularne okresy często mi się zdarzają, a do tego szansa na płodność jest mniejsza.

Zespół policystycznych jajników dotyka około dwudziestu procent kobiet w wieku rozrodczym. Często jednak błędnie go diagnozowano albo trwało to bardzo długo. Nie było to śmiertelne, ale skomplikowane do leczenia i utrudniające życie.

Setki wizyt u ginekologów, aby ktoś uwierzył, że sobie nie wymyśliłam tego bólu, tylko naprawdę go odczuwam. Wiele badań, prób brania leków, leczenia holistycznego, diety, sportu… Miałam to wszystko już za sobą i wydawało mi się, że wyszłam na prostą. Od pewnego czasu okresy były lżejsze, a ja czułam się lepiej. Jednak nawet na równej drodze zawsze mogło zdarzyć się potknięcie. I pewnie tak było teraz. Może za dużo stresu, a może spowodowało to coś innego, ale przecież nie mogłam być w ciąży, prawda?

– Zrób test – doradziła mi Irma. – Przynajmniej będziesz miała pewność, że to nie ciąża, jeśli wyjdzie negatywny. Zawsze chyba lepiej sprawdzić.

– Może i tak. – Ponownie wzruszyłam ramionami. – Po prostu nigdy nie robiłam testu ciążowego, nieregularne okresy były dla mnie normą.

– Właśnie, były. A teraz, jak sama mówisz, jest już lepiej, no i masz Dylana. – Poruszyła sugestywnie brwiami.

– Mam go od jakichś dwóch lat. – Zachichotałam cicho.

– I nigdy przez ten czas nie zastanawiałaś się, czy nie jesteś w ciąży? Ani razu?

– Hmm… – Zamyśliłam się, przypominając sobie jedną taką sytuację. – Na początku się zdarzyło. Też mi się spóźnił o kilka dni i zaczęłam lekko panikować. Szanse na ciąże są mniejsze, lecz mimo wszystko istnieją, a to był sam początek związku i jakoś tak, jak to ja, zaczęłam analizować… Ale po paru dniach się pojawił, a ja stwierdziłam, że nie mogę co miesiąc się tym przejmować. Mam nieregularne i tyle.

– Okej, rozumiem cię. Nie ma sensu zamartwiać się na zapas, ale dziesięć dni to dość sporo, spóźniał ci się ostatnio tak długo?

– Sprawdzę – odparłam, sięgając po swojego smartfona, gdzie miałam zainstalowaną aplikację do śledzenia cykli. Dzięki nowoczesnym metodom wszystko było prostsze – w jednym urządzeniu można było pomieścić dosłownie całe życie, od zdjęć dokumentujących przeszłość, po plany na przyszłość.

– I co? – dopytywała Irma. Czasami miałam wrażenie, że moje życie intymne i osobiste ciekawi ją bardziej niż jej własne. Ale była przy tym najlepszą przyjaciółką, moją jedyną.

– No, ostatnio był regularny, dzień, góra dwa dni różnicy… – przyznałam.

Teraz sama zaczęłam się zastanawiać, co mogło spowodować to opóźnienie. Czy zrobiłam coś, co nie podobało się mojemu organizmowi?

– A więc tak jak mówiłam, polecam ci zrobić test. Nie czułaś się w minionych dniach jakoś inaczej?

– Miałam większą ochotę na słodkości i ogólnie na jedzenie, ale to normalne przed okresem.

– Zrób test, Ivy.

– Okej, okej. – Pokiwałam głową. – Zrobię test.

Czułam się dość niepewnie z samą tą myślą, jednak przyjaciółka miała rację. Zawsze lepiej było wiedzieć, niż rozważać wszystkie prawdopodobne opcje.

Dlatego ostatecznie skończyłam w łazience z trzema testami ciążowymi. Czy byłam nieco przewrażliwiona? Być może. Ale gdyby jeden okazał się trefny? Albo gdyby jeden pokazał wynik pozytywny, a drugi negatywny? W takim wypadku najlepszym rozwiązaniem wydawały mi się trzy sztuki. Tak, należałam do nieco zbyt dokładnych osób i panikowałam przedwcześnie. Cała ja.

Gdy te cechy przejmowały nade mną kontrolę, byłam wdzięczna, że Dylan ze mną wytrzymywał i kochał również moje najgorsze strony. On też nie był ideałem, bo ideałów nie ma, ale razem dawaliśmy sobie radę, wspierając się w nawet najgorszych dniach i akceptując.

– I jak? – dopytywała zza drzwi Irma.

– Chwila! – odkrzyknęłam.

I tak zrobiłam trzy testy, odliczając na telefonie potrzebne minuty. Swoją drogą upływ czasu to śmieszna sprawa. Momentami dni zdają się trwać sekundy, tak szybko uciekają, a teraz przeciwnie – te sekundy przeciągały się w nieskończoność.

Wreszcie jednak i najdłuższa chwila mija, a ja musiałam zmierzyć się z wynikiem. I wiedziałam, że bez względu na to, jaki się on okaże, czekała mnie rozmowa z Dylanem.

– Ivy, wszystko w porządku? – spytała Irma, gdy tylko opuściłam łazienkę.

Bez słowa pokazałam jej jeden z testów, zastanawiając się, czy nie powinnam powiedzieć o tym Dylanowi, jeszcze zanim go zrobiłam. W końcu to była nasza wspólna sprawa.

– Dobrze się czujesz? – zapytała.

– Tak, po prostu to ciężki temat i muszę pogadać z Dylanem.

– Wiem. – Uśmiechnęła się pokrzepiająco i mnie przytuliła. – Koniecznie daj znać, gdy już to zrobisz.

– Jasne.

Rozdział 2

Ivy

Dylan, musimy porozmawiać.

„To brzmi zbyt poważnie”, pomyślałam, kasując wiadomość.

Chociaż właściwie to chyba była bardzo poważna sprawa…

Siedziałam na łóżku z telefonem w ręku i od paru minut próbowałam wymyślić, co napisać do mojego chłopaka. Normalnie nie byłby to żaden problem. Mimo iż znaliśmy się już bardzo długo i wiedzieliśmy o sobie niemal wszystko, zawsze mieliśmy o czym rozmawiać. Tematy nam się nie kończyły, bez względu na to, czy poruszaliśmy lekkie, czy trudniejsze kwestie. Jednak teraz chodziło o coś więcej niż zwykłą rozmowę. Chodziło o coś istotniejszego…

Kochanie, chcę powiedzieć Ci coś ważnego.

Nie, to też nie pasowało. To brzmiało jakoś tak sztywno. Przecież nie chciałam go na wstępie wystraszyć albo zmartwić. Skasowałam zdanie i wpatrywałam się w puste pole wiadomości. Oboje wiele przeszliśmy, więc to nie powinno być takie trudne… Nie powinnam już mieć problemów z mówieniem mu o wszystkim i okazywaniem uczuć, ale teraz zwyczajnie się bałam i sama nie umiałam pozbyć się obaw.

Skarbie, stało się coś, o czym chcę z tobą porozmawiać.

To z kolei sugerowało, że stało się coś złego.

Ech. Ale w sumie czy to, co się stało, nie było złe?

Westchnęłam i skasowałam wiadomość. Nigdy dotąd nie byłam tak niezdecydowana jak w tej chwili. Nie wiedziałam, jak mam mu to powiedzieć. Ta moja potrzeba, by wszystko było idealne, bywała męcząca nawet dla mnie. A przecież nie ma chyba słów, którymi można by przekazać taką nowinę w doskonały sposób. Nieważne, jak bym to ujęła, denerwowałabym się tak samo i coś mogło pójść nie tak…

Zresztą zaraz miał wrócić do domu, więc mogliśmy porozmawiać osobiście.

Gdy na zegarku pojawiła się dwudziesta trzydzieści, lekko się zirytowałam. Wiadomo, nie byliśmy robotami i życia też nie da się zaplanować co do minuty, jednak osobiście bardzo lubiłam punktualność i ceniłam sobie porządek. Brakowało mi natomiast cierpliwości. W końcu się jednak doczekałam.

– Cześć, skarbie. – Podszedł do mnie i złożył buziaka na moich ustach.

– Hej…

– Co jest? – Od razu zauważył, że coś jest nie tak. Naprawdę dobrze mnie znał.

– Wszystko się spóźnia?

– Słucham? Chodzi o mnie?

– Mhm – przytaknęłam. – Ty się spóźniasz, okres mi się spóźnia. Nie wiem, co robić – przyznałam, sama doskonale wyłapując bezradność w swoim głosie.

– Chodź tutaj – poprosił i wyciągnął do mnie ręce.

Dwa lata to dużo czasu. Mieliśmy gorsze chwile, drobne sprzeczki czy momenty zwątpienia, jednak zawsze potem na wierzch wychodziło to, co najsilniejsze – nasze uczucie do siebie nawzajem. Choć byłam dość zestresowana i niespokojna, jego ramiona działały na mnie kojąco, wyciszając nawet najsilniejsze burze emocjonalne.

– Możemy o tym porozmawiać, jeśli naprawdę uważasz, że coś może być na rzeczy, bo spóźnia ci się okres…

Uwielbiałam go za to. Czasami się na siebie złościliśmy, ale kiedy przychodziło co do czego, potrafił o mnie zadbać.

– W zasadzie zrobiłam test – wyznałam.

– Serio? – Uniósł brwi, obrazując swoje zaskoczenie. – Myślałem, że tylko tak mówisz, nie sądziłem, że aż tak się martwisz. I co?

– Właściwie zrobiłam trzy testy.

– Dlaczego aż trzy?

– Dla pewności. – Wzruszyłam ramionami.

– Okej. – Wydawał się nieco tym rozbawiony, ale nie wchodził w szczegóły. – I co wyszło?

– Na dwóch z nich wyszedł taki sam wynik.

– To znaczy jaki? – dopytywał.

– Pozytywny.

Nie poczułam się wcale inaczej, wypowiadając te słowa. Nie było jak na filmach, nie dostałam nagłego olśnienia. W zasadzie miałam wrażenie, że bardziej obserwuję z boku tę sytuację, niż w niej uczestniczę. To była jakaś abstrakcja. Jak sen.

– Lekarz to musi potwierdzić, nie?

Po raz kolejny, gdy ja miałam w głowie natłok myśli i kłębiło się we mnie zbyt wiele emocji, on umiał zachować spokój. Dzięki temu się uzupełnialiśmy.

– Chyba tak… – Niepewnie pokiwałam głową. – Szczerze powiedziawszy, sama nie wiem. Byłam zbyt zajęta panikowaniem, żeby o tym pomyśleć.

Stres i panika nigdy nie były dobrym doradcą, jeżeli chodzi o rozwiązywanie problemów, ale czy mimo to umieliśmy się z nimi uporać albo je wyłączyć? Raczej nie, a przynajmniej nie zawsze.

– Poradzimy sobie – zapewnił Dylan.

Wtulona w jego ramiona czułam spokój. Analizowanie teraz tego wszystkiego nie miało sensu. On był zmęczony po całym dniu, ja wykończona projekcjami w mojej głowie. Najlepsze, co mogliśmy teraz zrobić, to po prostu położyć się do łóżka i być ze sobą. Bo taka zwykła obecność, nawet bez wiekopomnych czynów, bardzo dużo znaczyła i wiele dawała.

Rozdział 3

Ivy

Rano byłam w o wiele lepszym nastroju. Oczywiście, jak mogłoby być inaczej, skoro obudziłam się w boku ukochanego. I nieważne, czy była to piąta czy dwudziesta noc, zawsze towarzyszyło mi to samo błogie szczęście, które chciałam powtarzać każdego dnia.

– Dzień dobry, kochanie – usłyszałam, co jeszcze bardziej poprawiło mój humor.

– Doberek. – Przeciągnęłam się, a na moją twarz wstąpił delikatny, błogi uśmiech. – Wyspany?

– Mhm. – Pokiwał twierdząco głową. – A ty jak się czujesz?

– Dobrze.

– Tak? – dopytał – Na pewno?

Wyczuwalna w jego głosie troska podnosiła mnie na duchu.

– Mhm. Nadal mam gdzieś z tyłu głowy niepokój, wraca mi w myślach obraz pozytywnego testu ciążowego…

– Może najpierw śniadanie, a potem zmartwienia, co? – odparł wesoło.

Wczoraj mogłam przez chwilę złościć się na jego beztroskie nastawienie, jednak dzisiaj było ono dla mnie niczym ukojenie. Pozwalało mi nie zatracić się w wątpliwościach i nie nakręcać samej siebie, tylko choć trochę wyluzować. Tego właśnie potrzebowałam.

– Chętnie. Ale nie chce mi się wstawać z łóżka. – Znów przeciągnęłam się leniwie. – Zrobisz mi?

– Śniadanie do łóżka? – spytał Dylan.

– Ja ci robiłam.

– Bo ty umiesz, misiu. – Zaśmiał się.

– Oj, poradzisz sobie.

– Dla ciebie na pewno się postaram. – Cmoknął mnie w czoło i zaczął wstawać.

– Mm, czekaj.

Chwyciłam go za szyję, by go zatrzymać i przyciągnąć do siebie, a konkretniej do drugiego, tym razem namiętnego pocałunku. Życie mogło być ciężkie, a nawet niepewne, ale uczucie do Dylana rozświetlało wszystkie mroki rzeczywistości, więc zamierzałam się go łapać, jakby był moim światłem w ciemnym tunelu, przez który razem mogliśmy przejść.

– Jeszcze nie – zaoponowałam, kiedy chciał wstać.

Copyright

Beautiful Promises

Copyright © Paula Ciulak

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-654-8

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Paulina Kalinowska

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl