Na szczycie władzy. Namiętności. Tom 2 - Paula Ciulak, Magdalena Jachnik - ebook
NOWOŚĆ

Na szczycie władzy. Namiętności. Tom 2 ebook

Jachnik Magdalena, Ciulak Paula

0,0

30 osób interesuje się tą książką

Opis

Druga część trylogii, która pokazuje, że miłość przychodzi niespodziewanie.

 

Po skandalu z udziałem Beatriz i Armanda nie został już nawet ślad. W świecie polityki nie ma miejsca na romanse, jednak co w sytuacji, gdy Cristina straci głowę dla księcia Sebastiana? Czy przyszły król może pozwolić sobie na chwilę zapomnienia?

 

Rozwijające się zakazane uczucie coraz bardziej przyciąga do siebie tę dwójkę i budzi w niej nieznane pragnienia. Potajemne spotkania, wyjazdy, niebezpieczna gra i przyjazd księżniczki, która ma zostać żoną Sebastiana.

 

Czy mężczyzna będzie potrafił wybrać pomiędzy koroną a miłością?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 224

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Paula Ciulak, Magdalena JachnikCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Magdalena Czmochowska

Projekt okładki: Adam Buzek

Zdjęcie na okładce: Gemini Generator

Ilustracja wewnątrz okładki: Obraz Eden Moon z Pixabay

Ilustracje wewnątrz książki: pngtree

Ilustracja na drugiej stronie: Obraz Free Fun Art z Pixabay

Ilustracja na ostatniej stronie: Obraz OpenClipart-Vectors z Pixabay

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w internecie

ISBN 978-83-8290-956-2

Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]

Prolog

Cristina

Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że wydarzenia ze świata bajek mogą dziać się w prawdziwym życiu, a ja będę marzyła o tym, by być Kopciuszkiem, zapewne bym go wyśmiała. Tylko powinnam była pamiętać, że niestety, nie każda bajka się dobrze kończy, a część z nich daje bolesne nauczki, na które nie zawsze człowiek jest gotowy.

Doskonale pamiętałam nasze pierwsze spotkanie. To było wtedy, kiedy Beatriz zabrała mnie do pałacu, aby zdobyć przychylność króla. Wówczas nie zobaczyłyśmy się z królem Robertem, bo był zajętym człowiekiem i jak przystało na głowę państwa, nie bardzo chciał mieszać się w sprawy polityki. Zastąpił go książę Sebastian. Domyślałam się, że musi być przystojnym mężczyzną, chociaż w telewizji na takiego nie wyglądał. Gdy jednak go ujrzałam, cały świat mi zawirował, a czas się zatrzymał. Książę udzielał się towarzysko i załatwiał sprawy medialne. Miał zostać następcą tronu.

Wysoki, jasne blond włosy, przeszywające spojrzenie i ten zabójczy uśmiech, który miał, kiedy się do nas zbliżał. Tu już nie chodziło o to, że był księciem – chociaż to było jeszcze bardziej pociągające – ale o to, że był to totalnie mój typ mężczyzny. Taki, którego byłabym w stanie schrupać.

– Jestem po prostu Sebastian – wypowiedział te słowa z lekkością.

Nie przejmował się tym, że nie powinnyśmy się z nim spoufalać. Był taki naturalny, że chciałam go lepiej poznać. Mogłabym się w nim zatracić, ale to nie była moja liga. Ja – zwykła polityk, której partia walczy o wygranie wyborów; on – przyszła głowa państwa.

Słodki dołeczek, jaki pojawił się w jego policzku, spowodował, że straciłam kontakt z rzeczywistością. Czułam się jak w bajce, ale przecież bajki istniały tylko w mojej wyobraźni.

Po powrocie do hotelu nie mogłam skupić się na niczym poza myśleniem o Sebastianie. Nie powinnam była zaprzątać sobie nim głowy. Teraz ważne były wybory i to, aby nasza partia wygrała.

Mimo że wieczorna impreza była w moim guście, a ja chciałam się tylko zabawić, nie przyniosła pożądanych skutków. Nowo poznani mężczyźni nie byli taką uciechą, jaką sobie wyobrażałam, a ja wróciłam do pokoju sama.

Udawałam przed Beatriz i Marcelą, że w ogóle nie myślę o Sebastianie. Tylko że okłamywałam je, a nie siebie.

Domyślałam się, że to może przynieść duże kłopoty, ale czego się nie robi dla chwili przyjemności.

Rozdział 1

Sebastian

Moje życie można było określić wieloma słowami, ale na pewno nie „łatwe” czy „normalne”. Przyzwyczaiłem się do tego, żyjąc w tym świecie od lat, ale to nie oznaczało, że czasem nie szukałem ucieczki. Albo chociaż równowagi. Balansu pomiędzy obowiązkami a przyjemnościami.

To nie było proste, ale ja się starałem. Z jednej strony byłem księciem, który musiał stwarzać pozory, ale tak naprawdę byłem zwykłym chłopakiem. Chciałem spotkać kobietę, która nie będzie na mnie patrzeć jak inne – jak na zwykłą marionetkę w świecie władzy; marionetkę, która ma pieniądze i prestiż. Pragnąłem kobiety, która bardziej pokochałaby mnie niż moje pieniądze.

Też miałem uczucia. Też miałem serce, które potrzebowało miłości. Ale czy mogłem na to liczyć? Koronacja zbliżała się wielkimi krokami, a to było jednoznaczne z tym, że muszę mieć żonę. W innym wypadku nie będę mógł objąć tronu po moim ojcu. Takie panowały zasady. Ustanowili je moi przodkowie. Pary poznawały się zaledwie kilka dni przed zaślubinami i tak trwały aż do końca. Czy ja właśnie tego chciałem? Wolałbym być zwykłym chłopakiem.

Biednym, ale szczęśliwym.

Dziś odbywały się spotkania z przedstawicielami partii politycznych, którzy ubiegali się o zwycięstwo w nadchodzących wyborach parlamentarnych, a nazajutrz bal. Choć nie była to impreza w klubie, gdzie można było się upić i nie martwić, że ktoś zrobi zdjęcie, które będzie na pierwszych stronach wszystkich gazet, był to przyjemny obowiązek.

Tańce, muzyka, luźniejsza atmosfera, drogi alkohol. Oczywiście musiałem trzymać fason, aby przypadkiem nie ośmieszyć królestwa.

Kiedy zszedłem po schodach, zauważyłem Cristinę. Była taka piękna. Taka zwyczajna. Od pierwszej chwili, gdy ją ujrzałem, pragnąłem tylko jednego: poznać ją bliżej. Wiedziałem, że to nie ma prawa się dziać. Nie powinienem był mieszać się w politykę i przebywać blisko ludzi z nią związanymi.

– Drodzy państwo, życzę cudownej zabawy – odezwałem się, dotarłszy na dół.

Rozległy się gorące brawa.

Ukłoniłem się, a mój wzrok ciągle spoczywał na jedynej kobiecie, która lśniła jak najjaśniejsza gwiazda.

– A teraz zapraszam na parkiet, abyśmy oficjalnie rozpoczęli bal.

Ruszyłem przed siebie. Doskonale wiedziałem, że powinienem przywitać się z każdym z osobna, ale pierwszy taniec chciałem poświęcić Cristinie.

– Zatańczymy? – zapytałem, kiedy stanąłem naprzeciwko niej.

Jej oczy lśniły.

– Z chęcią, miły panie.

– Sebastianie! – poprawiłem ją.

– Tak jest, książę Sebastianie.

Podałem jej dłoń i ruszyliśmy na środek. Nawet muzyka sprawiała, że ten wieczór był idealny.

Po pierwszym tańcu fotografowie opuścili pałac, a ja mogłem w końcu swobodnie się poruszać. Przeszedłem przez salę i przywitałem się z każdym oraz zamieniłem parę słów. Chciałem, aby było doskonale, ale moje myśli krążyły gdzie indziej. Ukradkiem spojrzałem na dwie kobiety po przeciwnej stronie pomieszczenia. Cristina stała daleko, ale mógłbym przysiąc, że czułem zapach jej perfum, który unosił się, kiedy wirowaliśmy na parkiecie. Powinienem był stłumić swoje uczucie i żądzę, ale w tej chwili było to zbyt trudne.

Wziąłem ze stolika dwie lampki szampana i pewnym krokiem ruszyłem w jej kierunku.

– Beatriz, mogę porwać twoją towarzyszkę? – odezwałem się do kobiety, która w tej chwili była dla mnie zbędna.

Powinienem był zamienić z nią parę słów, ale nie było to na miejscu, ponieważ na sali była druga partia.

– Pilnuj jej, panie. – Jej uśmiech był tak szeroki, jakby wyobrażała sobie więcej, niż mogłem zaproponować jej przyjaciółce, czyli rozmowę i chwilę spędzoną w moim towarzystwie, za którą nie będę później oceniany.

Rozdział 2

Cristina

Na balu z księciem czułam się jak Kopciuszek. Co prawda obyło się bez pomocy dobrej wróżki, gdyż sama znalazłam sukienkę i ją włożyłam, a także bez karety z dyni i koni. Za to mogłam liczyć na rządowe pojazdy. Kiedy jednak znalazłam się w środku, czułam się zupełnie jak w bajce.

Elegancki wystrój, wszystko niemal ociekające bogactwem i prestiżem. Muzyka, dania, przekąski, dekoracje, a zwłaszcza on… W każdej bajce potrzebny był książę. Sebastian zdecydowanie był jak ten z Kopciuszka. Młody, przystojny, czarujący. Na jego widok aż miękły mi kolana i na pewno nie byłam jedyna.

Skoro już sam jego widok zrobił na mnie wrażenie, jak miałam określić ten stan, w którym byłam, kiedy się ze mną przywitał i zatańczyliśmy? Czułam się jak bohaterka telenoweli unosząca się kilka metrów nad ziemią. Uwielbiałam przyjęcia, tańce, zabawy, a jeszcze w takim towarzystwie? Marzenie. Najlepsze jednak było to, że stanowiło to część mojej pracy. Nigdy dotąd nie pracowało mi się tak przyjemnie.

I kiedy myślałam, że już lepiej być nie może, książę Sebastian porwał mnie na chwilę. Chciał porozmawiać, a ja czułam się zarówno zaszczycona, jak i zawstydzona. Był bardzo przystojny i w moim typie, a to, że chciał spędzić ze mną chwilę, schlebiało mi. Ale nie mogłam też zapomnieć, że to książę, Ktoś zupełnie nie z mojego świata, nie z mojej ligi. Próbowałam trzymać się tej pochodzącej z rozsądku myśli, aby nie dać się za bardzo omamić pierwszemu wrażeniu, ale łatwo nie było.

Nawet chłodne powietrze, kiedy wyszliśmy na chwilę na zewnątrz, nie pomogło mi ostudzić ani zapału, ani emocji, ani nadmiaru myśli kłębiących się w mojej głowie.

– Piękna noc – odezwałam się, patrząc w gwiazdy.

Zawsze lubiłam takie widoki. Jak na mój gust było w tym coś niesamowitego. Ta cisza i spokój. To piękno. I te miliony gwiazd, które były tak daleko, a jednak dało się je zobaczyć gołym okiem.

– Powiedziałbym, że ty wyglądasz piękniej, ale chyba już to dzisiaj mówiłem – odezwał się Sebastian. – Musisz być romantyczką, skoro lubisz wpatrywać się w gwiazdy.

Tak dziwnie było mi rozmawiać z nim w swobodny sposób, jak równy z równym, bez tytułowania się i oficjalności. Przecież był księciem. I choć moja twarz też była znana, nie dorównywałam jego rozpoznawalności. Przy nim byłam szarą myszką.

A jednak dostrzegł mnie w tłumie.

– Trochę tak – przyznałam. – Lubię takie chwile. I miło mi, że zechciałeś spędzić je ze mną.

– Takie imprezy potrafią być męczące, zwłaszcza gdy bywa się na nich regularnie.

– Rozumiem.

– Potrzebowałem odetchnąć, a coś mi mówi, że z tobą mogę miło spędzić czas, porozmawiać bez presji, bez sztuczności czy udawania.

– Tu się nie mylisz. – Uśmiechnęłam się lekko.

– Nie wiem dlaczego, ale od razu poczułem z tobą więź.

Moje naiwne, romantyczne serce zabiło szybciej. A przecież ledwo się znaliśmy. Przecież był księciem.

– Miałam tak samo podczas naszego tańca – przyznałam. – Pewnie nie powinnam tego mówić, ale nie mogłam oderwać od ciebie wzroku.

– Możesz mówić wszystko, co chcesz.

– Nie wiem, czy tak wypada, jesteś księciem, a ja…

– Piękną dziewczyną. Ja jestem Sebastian. Tylko tyle. Zachowuj się, jakbym był zwyczajnym chłopakiem, którego poznałaś na imprezie.

– Tego raczej nie mogę zrobić. – Zaśmiałam się.

– Dlaczego?

Zerknęłam na niego, nasze spojrzenia się spotkały, a ja zastanawiałam się, czy szczera odpowiedź będzie właściwa.

– Cristino?

– Gdybyś był zwyczajnym chłopakiem, którego poznałam w klubie, i gdybyśmy byli całkiem sami, z pewnością zrobiłabym coś niespodziewanego.

– Na przykład?

Zrobił krok w moją stronę. Nie byłam pewna, czy nie wie, co miałam na myśli, czy mnie testuje, żeby zaraz krzyczeć, czy flirtuje ze mną. Zwykle nie miałam problemów z rozszyfrowaniem intencji, ale nigdy też nie miałam do czynienia z księciem.

– Na przykład… – Oblizałam wargi.

Nagle czułam się jak nastolatka, która wstydzi się zagadać do chłopaka. To było śmieszne.

– Pokaż mi, co byś zrobiła.

Zacisnęłam pięści i rozluźniłam dłonie. Pomyślałam sobie, że raz się żyje. Jak na mój gust mnie zachęcał, a nawet jeśli nie, to trudno. Wiedziałam, że skandalu z tego nie będzie – byliśmy sami, a jemu jeszcze bardziej zależało na dyskrecji niż mnie. I tak pewnie nigdy więcej się nie spotkamy, a więc mogłam zaryzykować.

I zrobiłam to.

Pokonałam dzielącą nas odległość i pocałowałam go.

Rozdział 3

Cristina

To był tylko moment, ale za to idealny. Taki, który chciałabym, aby trwał wiecznie. Jego delikatny język, który wędrował w moich ustach, nie był wcale zachłanny. Było to takie naturalne. Ale kiedy tylko się od siebie odsunęliśmy, podniosłam wzrok i głośno dysząc, zrozumiałam, że to wszystko nie miało prawa się wydarzyć. Nie mogło to przynieść nic dobrego ani dla mnie, ani dla niego. Byliśmy z dwóch różnych światów, z dwóch innych bajek, które w żadnym wypadku nie mogły mieć wspólnego happy endu.

Ta myśl budziła we mnie smutek. Nie tak łatwo było znaleźć przystojnego, zabawnego, samotnego mężczyznę, który by mi się spodobał, z którym złapałabym wspólny język i wobec którego czułabym pożądanie.

Oczywiście, gdy już się taki pojawił, musiał być dla mnie niedostępny.

– A więc jesteś także odważna.

Z zamyślenia wyrwał mnie głos Sebastiana.

– Podoba mi się to.

Zagryzłam dolną wargę, czując, jak na moje policzki wstępują rumieńce. Komplementy od księcia. Nie był zły, spodziewał się, że to zrobię. Oczywiście, inaczej nie odwzajemniłby pocałunku i nie patrzyłby teraz na mnie w taki sposób, że aż miałam dreszcze na całym ciele.

– Czasami warto zaryzykować – stwierdziłam. – Zwłaszcza gdy jest to coś tak… przyjemnego.

– Zgadzam się, ale może przejdziemy w inne miejsce, w razie gdyby ktoś inny także chciał się przewietrzyć.

Wyciągnął w moją stronę otwartą dłoń, a ja biłam się z myślami. Pójście z nim nie było racjonalnym rozwiązaniem. Już teraz silnie na mnie działał, więc zapewne z każdą kolejną wspólnie spędzoną chwilą będzie tylko gorzej. Wtedy trudniej byłoby mi się opanować, a później zapomnieć. Z drugiej strony mogła to być jedna z najbardziej szalonych przygód w moim życiu, którą na starość wspominałabym z uśmiechem na ustach.

Z takim samym uśmiechem, z jakim on teraz patrzył na mnie, sprawiając, że po prostu nie mogłam mu odmówić.

– Dobrze. – Chwyciłam jego dłoń, gotowa przeżyć tę przygodę. – Dokąd idziemy?

– Zaraz zobaczysz, ale musisz dochować tajemnicy.

– To jakiś wielki sekret? – zapytałam.

– Największy – odparł śmiertelnie poważnym tonem, prowadząc mnie. – To miejsce, gdzie się wymykam, gdy chcę pobyć trochę sam i odpocząć od tego wszystkiego.

Pokiwałam głową, doskonale rozumiejąc tę potrzebę. Każdy czasami potrzebował odskoczni, a co dopiero ktoś na jego stanowisku. To wszystko musiało być bardzo przytłaczające.

Ominęliśmy główne, skąpane w świetle budynki i udaliśmy się do małej chatki tuż za wszystkimi drzewami, krzakami, ogrodami. Rzeczywiście ta była schowana i raczej nikt nie szukałby tutaj księcia.

– Co to za miejsce? – zapytałam.

– Kiedyś był to domek dla dozorcy. Wiesz, dawno temu, kiedy nie było aż tak licznej służby. Obecnie ma własne skrzydło w pałacu, ale domek został. Wyremontowałem go, tworząc taki swój azyl.

– Domek za drzewami niczym w bajce. Pięknie tutaj.

– Oprowadziłbym cię, choć to miejsce jest małe, ale ja także mam coś, co od dłuższego czasu pragnę zrobić.

– Co takiego?

Już kiedy wypowiadałam to pytanie, wiedziałam, że nie będę żałować, choć konsekwencje naszych czynów mogły nas dopaść w późniejszym czasie.

Teraz jednak byłam zbyt zaaferowana intensywnym spojrzeniem Sebastiana, a gdy zrobił krok w moją stronę, niemal popychając mnie na drzwi, i wpił się w moje usta, kompletnie przepadłam. Rozsądek, który jeszcze do niedawna podszeptywał mi, aby zachować powściągliwość, znikł. Zostały emocje, pragnienia i pożądanie, które z każdą kolejną sekundą stawało się coraz intensywniejsze.

Jego usta smakowały jak najsłodszy zakazany owoc, a ja wiedziałam, że w tym momencie pragnę tylko zatracić się w tej rozkoszy.

Dlatego nie protestowałam, kiedy rozsunął suwak mojej sukienki. Sama odłożyłam rozsądek na bok i rozpięłam jego koszulę tak szybko, jakby od tego zależało moje życie. Przygodny seks nie był niczym złym, chociaż seks z księciem to przeżycie, którego na pewno się nie zapomina.

Rozdział 4

Sebastian

Oddałbym wszystko, żeby móc położyć się obok niej i zasnąć. Obudzić się rano i mieć ją obok. Ale zbyt dobrze wiedziałem, że nie mogę. Zbyt wiele osób mogłoby mnie szukać, zbyt wiele tajemnic mogłoby wyjść na jaw.

Dlatego choć nie było to to, czego pragnąłem, ani nie było to eleganckie, wiedziałem, że po tym niesamowitym zbliżeniu muszę wrócić na przyjęcie, pokazać się ludziom, aby nie było plotek czy podejrzeń, i wrócić do swojej rzeczywistości.

Nie mogłem robić tego, co chciałem, tego, co dyktowało mi serce. Pojęcie wolności czasem wydawało mi się bzdurą. Może nie było klatek, krat, ale były inne ograniczenia, normy społeczne, obowiązki i cała masa rzeczy która trzymała mnie w niewoli.

Westchnąłem, wkładając spodnie.

Cristina słodko spała, a ja nie wiedziałem, co będzie gorsze: obudzić ją czy wyjść bez słowa. Nie chciałem wyjść na mężczyznę, który nie szanuje kobiet, a jednak robiłem to także dla niej. Gdyby ktoś nas zobaczył, nie tylko moje życie stanęłoby na głowie. Czasami chcąc kogoś chronić, trzeba sprawić mu zawód albo go rozczarować.

To były te mniej przyjemne i trudniejsze decyzje.

Bezszelestnie nachyliłem się nad dziewczyną i pogłaskałem czule po policzku. Nawet nie drgnęła. Złożyłem więc pocałunek na jej czole i oddaliłem się.

Była przepiękna, w moim typie, do tego zabawna, mądra, odważna. I choć byliśmy z różnych światów, ona mogła mnie trochę zrozumieć. Politycy także musieli mierzyć się z presją, odpowiedzialnością czy mediami. Poniekąd byliśmy trybami tej samej maszyny, której celem było zarządzanie tym krajem.

Zdawało się, że wiele nas łączy i dobrze się dogadujemy, a jednak wiedziałem, że w naszej sytuacji to za mało. Nawet to rozpalające pożądanie nie mogło wystarczyć. Świat by tego nie zaakceptował, królestwo by tego nie zaakceptowało. Plotki, skandale, afery… Zbyt dobrze wiedziałem, jak mało potrzeba, aby wybuchała afera, aby wszystko się zmieniło. Nie mogłem ryzykować.

Nawet jeśli chciałem, wiedziałem, że ta cudowna chwila musi pozostać jedynie wspomnieniem.

Znalazłem kartkę, zostawiłem wiadomość, ubrałem się, poprawiłem krawat oraz marynarkę i wyszedłem cicho.

Choć moje serce biło jak oszalałe, na ustach nadal miałem jej smak, musiałem zachowywać się, jakby zupełnie nic się nie stało. Ze spokojem i opanowaniem wrócić na przyjęcie, rozmawiać z ludźmi, a potem udać się do siebie. Nie byłem jednak w stanie zasnąć, gdyż w mojej głowie ciągle odtwarzały się chwile z Cristiną – niczym zapętlony film. Dawno nie czułem czegoś takiego.

Rozdział 5

Cristina

Czasami w życiu zdarzają się chwile tak piękne, że wydają się tylko snem. Taki był wieczór z Sebastianem, lecz sny mają to do siebie, że szybko mijają. Było tak niesamowicie, tak intensywnie, że położyłam się tylko na moment i sama nie wiem, kiedy zasnęłam. Gdy się przebudziłam, jego już nie było, ale za to była złota karteczka.

Nigdy nie zapomnę tej chwili. Odezwij się czasem do mnie.

Niżej był ciąg cyfr, zapewne jego numer telefonu, i podpis.

Uśmiechnęłam się. Szkoda, że nie został, ale przynajmniej się pożegnał. Nie było to jak w bajce, lecz wiedziałam, że musiał wracać do swojego świata, tak jak ja teraz.

Dlatego też pospiesznie się ubrałam, wiedząc, że Beatriz zapewne będzie się dopytywać o to, gdzie zniknęłam na tak długo. Nie mogłam się przecież spóźnić. Powinnyśmy wrócić do hotelu i od jutra kontynuować pracę.

Z tęsknotą w sercu opuściłam ten uroczy domek, który miał się stać symbolem mojej krótkiej, lecz niesamowitej przygody z księciem. Z jednej strony nadal byłam przeszczęśliwa, jakbym unosiła się kilka metrów nad ziemią, gdyż błogie uczucie jeszcze mnie nie opuściło. Z drugiej strony było mi trochę smutno, bo wiedziałam, że drugi raz czegoś takiego nie przeżyję.

Ale cóż. Byłam już dorosła i nie powinnam była płakać za chłopakiem. W zasadzie nic się nie stało. Oboje wiedzieliśmy, jak to się potoczy. I choć szkoda mi było, że to koniec, zachowałam piękne wspomnienia.

Z taką myślą wróciłam na główny dziedziniec, który był zastawiony limuzynami. Pośród nich odnalazłam naszą i wsiadłam.

– No wreszcie, gdzie ty byłaś? Wydzwaniałam.

– Przepraszam. Straciłam rachubę czasu.

– Cały ten czas byłaś z księciem Sebastianem?

– No coś ty. – Machnęłam ręką. Nie czułam się dobrze z tym, że ją oszukuję, ale w tej sytuacji to było najlepsze wyjście. Przynajmniej dopóki sobie wszystkiego nie przemyślę. – Tylko chwilę porozmawialiśmy. Podziwiałam okolicę.

– Jak uważasz… Jedziemy?

– Jasne.

Droga do hotelu minęła nam w ciszy, za co byłam wdzięczna, bo moje myśli były już wystarczająco głośne i skupione oczywiście tylko na jednym temacie – Sebastianie.

Wiedziałam, że tak łatwo o nim nie zapomnę, i gdyby to było możliwe, wolałabym wcale nie zapominać.

Rozdział 6

Sebastian

Wchodząc na salę, poczułem na sobie baczne spojrzenia członków przyjęcia. Czułem się winny, chociaż nie powinienem był. To ja byłem księciem. To ja powinienem był stawiać granice. Teraz bałem się opinii innych, a nawet bałem się tego, co mogliby pomyśleć o Cristinie. To nie ona była winna tego, co się przed chwilą wydarzyło. Obydwoje tego chcieliśmy. Nie miałem pojęcia, czy nie zrobiłem jej nadziei. Była bardzo inteligentna i zapewne zdawała sobie sprawę, że istnieje granica, której nie jesteśmy w stanie przekroczyć. Wtedy i jej życie zostałoby zniszczone.

Wyprostowałem się, podniosłem wysoko głowę i ruszyłem przed siebie.

W międzyczasie wypuściłem powietrze, które zalegało w moich płucach, zabierając oddech.

Wzrokiem odnalazłem moją matkę, która dobrze się bawiła w towarzystwie jakichś kobiet. Lubiła być w centrum uwagi, ale również uwielbiała knuć intrygi, a miałem przeczucie, że jedna z nich tym razem dotyczy mnie. Postanowiłem do nich podejść i zabawić rozmową.

– Dzień dobry, miłe panie. Jak się bawicie? – zacząłem, lekko się kłaniając.

– Wspaniale, panie… Idealnie, panie… Jest perfekcyjnie, panie…

Domyślałem się, że nie mogą odpowiedzieć inaczej. Nikt nigdy nie sprzeciwiał się królestwu, a każda osoba, która była zaproszona na salony, czuła się wyróżniona. Nie ja wybierałem towarzystwo, tylko moja matka. Chociaż tym razem to ja postanowiłem zaprosić polityków na bal, aby przysłużyć się państwu, a im dać okazję, aby dwie odległe partie na chwilę zakopały topór wojenny. Dodatkowym atutem było to, że zjawiła się Cristina, z którą mogłem porozmawiać, nie wzbudzając niepotrzebnej ekscytacji. Gdyby dowiedzieli się, co zaszło w domku, wybuchłaby afera.

Ach, na samo wspomnienie tamtych chwil z Cristiną moje ciało przeszły dreszcze. Marzyłem, aby zostać z nią choć moment dłużej. Aby to powtórzyć. Ale wiedziałem, że to niemożliwe. Marzenia nie były takie łatwe do spełnienia. Nawet, a może zwłaszcza wtedy, gdy było się księciem.

Ludzie myśleli, że przynależność do rodziny królewskiej oznacza wygodne, idealne życie. Ale tak nie było. To presja, bycie na świeczniku, obowiązki i często odmawianie sobie przyjemności.

Takiej, jaką byłoby spędzenie całej nocy z Cristiną.

– Gdzie zniknąłeś? – zapytała matka.

Oczywiście królowa wyglądała nienagannie. Jej jasnobrązowe włosy były spięte w elegancki kok, miała na sobie długą do ziemi, szmaragdową sukienkę, która była droższa niż większość ubrań tutejszych gości. I ten wyćwiczony uśmiech. Nawet teraz, gdy zapewne chciała udzielić mi reprymendy, nie przestawała się uśmiechać.

– Musiałem choć na chwilę odetchnąć świeżym powietrzem. Straszny tutaj tłok i hałas.

– Powinieneś był już się do tego przyzwyczaić – stwierdziła. – Nie wypada księciu tak znikać.

– Nie sądzę, aby ktoś to zauważył.

– Mylisz się, oni widzą wszystko. I uważnie cię obserwują, zwłaszcza teraz, więc uważaj.

Skinąłem głową, obserwując, jak matka odchodzi.

Musiałem jeszcze pożegnać się z gośćmi i dopiero mogłem udać się do swoich komnat.

Tam wreszcie zdjąłem ciążące mi eleganckie ubranie, rzuciłem na krzesło marynarkę i krawat. Zatopiłem się choć na chwilę w błogiej ciszy, która mnie otaczała. Wyglądając przez okno, widziałem odjeżdżających limuzynami ludzi. W jednej z nich zapewne była ona. Nie mogłem pożegnać się osobiście, ale liczyłem, że skorzysta z numeru telefonu, który jej zostawiłem. Co prawda mogło nie być to zbyt poprawne, ale to właśnie podpowiadało mi serce. Tego chciałem i czułem, że właśnie jej potrzebuję. Kogoś, przy kim mógłbym poczuć się swobodnie i bez obaw o bycie ocenianym powiedzieć o wszystkim. Choć znaliśmy się bardzo krótko, czułem, że tym kimś może być właśnie ona.

Rozdział 7

Cristina

Kolejne dni były pełne roboty. Kampania wyborcza trwała w najlepsze. Spotkania, rozmowy z mieszkańcami, wywiady w telewizji. Trudno było choć na moment odetchnąć i pomyśleć o czymś innym. Ale jak dla mnie to dobrze. Inaczej pewnie zbyt często wracałabym myślami do wieczoru spędzonego z księciem Sebastianem, a to przecież byłoby nierozsądne.

A tak byłam zajęta zarówno wyborami, jak i wspieraniem Beatriz, której życie wywróciło się do góry nogami.

Nie spodziewałam się, że ona i Armando będą razem. Wcześniej zachowywali się tak, jakby mieli się pozabijać, ale jak widać z tej niechęci zrodziło się całkiem inne i bardziej płomienne uczucie.

Gdyby moja historia była tak prosta, wszystko mogłoby się jakoś ułożyć. Skandal, który wywołała Beatriz, był nieporównywalny do tego, co mogłoby się stać, gdyby przypadkiem ktoś mnie nakrył z Sebastianem.

Czy żałowałam tej chwili uniesienia?

Nie!

Gdybym mogła to powtórzyć, nie zawahałbym się. Kierowało nami pożądanie, ale dzięki niemu daliśmy upust swoim żądzom.

Nawet gdy siedziałam na sali zebrań, na samą myśl o słodkim, kuszącym i tak bardzo męskim ciele księcia miałam dreszcze. Było mi mało jego pieszczot, ale też wiedziałam, że więcej nie będzie ku nim okazji.

Trudno, ale przecież to tylko pożądanie, nie żadne uczucie, a z tym można żyć.

– Cristina, a ty co o tym myślisz?

Z zamyślenia wybudził mnie głos przewodniczącego, który ewidentnie czekał na moją odpowiedź.

– Tak. Dobry pomysł.

I to niestety był mój błąd, bo nie wiedziałam, na co się zgadzam. Tak to już bywało, kiedy zamiast uczestniczyć w spotkaniu, ja rozmyślam o przystojnym blondynie.

Na moje szczęście miałam wybrać się tylko na jedno przyjęcie, aby reprezentować partię.

Jak się okazało, w tym samym czasie Beatriz miała konferencje i nie mogła być w dwóch miejscach w jednym czasie. Nic trudnego.

Zawsze mogło skończyć się o wiele gorzej. Musiałam przestać śnić na jawie. Nie miałam prawa myśleć o Sebastianie.

Podążając korytarzem, zorientowałam się, że zostawiłam Marcelę i Beatriz w sali, nawet na nie nie czekając. Nie chciałam, żeby zauważyły, że coś się wydarzyło na balu. Bo niby po co? Nawet nie było tematu. Było, minęło. To jednorazowy wyskok, tego musiałam się trzymać. Nie powinnam im wspominać, bo jeżeli przypadkowo dowiedziałaby się jakaś niepowołana osoba, mogłaby zaszkodzić rodzinie królewskiej.

Usiadłam na ławce po jednej ze stron i czekałam na nie. Gdy mnie zobaczyły, uśmiechnęłam się do nich szeroko.

– Zapomniałaś o nas? – Marcela szczerzyła się, kiedy usiadły koło mnie.

Za to Beatriz bacznie mnie obserwowała. Ona jedyna w ostatnim czasie nas okłamywała i wydaje mi się, że mogłaby to zauważyć.

– Nie. Chciałam odetchnąć świeżym powietrzem – skłamałam.

– To dlatego siedzisz na korytarzu? – Beatriz wybuchnęła śmiechem, po czym dołączyła do niej Marcela.

– Chodziło mi, że na sali było duszno.

– Z tym mogę się zgodzić.

– Idziesz z nami na lancz? – zaproponowała Beatriz.

– Mogę iść, i tak nie mam nic lepszego do roboty.

Powinnam zająć głowę czymś innym. A ploteczki to był najlepszy sposób. Nie obyło się bez opowiadania Beatriz o jej Armandzie. A jeszcze parę miesięcy temu wyglądało to całkiem inaczej. Udało im się wszystko pogodzić i tak naprawdę żadne z nich nie miesza życia prywatnego z wyborami i pracą. Chyba właśnie na tym powinno to polegać.

Po obiedzie wróciłam na chwilę do biura, aby dokończyć papierkową robotę, a później udałam się do swojego mieszkania, w którym nikt na mnie nie czekał. Pozory mogły mylić. Kobiety zawsze postrzegały mnie jako szaloną dwudziestoparolatkę, która uwielbia tylko imprezy. Może i tak było, ale czasami oprócz drineczka, ciszy i swojej wygodnej kanapy nie potrzebowałam zupełnie nic.

Otworzyłam butelkę wina i napełniwszy sobie szklankę, ruszyłam w stronę sofy. Po drodze jednak mój wzrok przykuła złota karteczka na komodzie. Przystanęłam, wzięłam ją w dłoń i spoglądając na nią, zastanawiałam się, czy napisać do księcia.

Tylko co?

„Cześć, pamiętasz mnie? Jestem tą laska, która dała ci się przelecieć na balu”.

Przecież nie mogłam tak. A zresztą on jako książę mógł sobie z łatwością znaleźć mój numer telefonu.

Patrzyłam na ten świstek papieru i miałam problem z poruszaniem się. Wyciągnęłam telefon i już miałam wystukać wiadomość. Wpisałam numer, ale po chwili schowałam SMS, a otworzyłam czat z moimi przyjaciółkami.

Ja: Idziemy do knajpy? Mam ochotę na podryw.

Wystukałam szybko, żebym sama się nie rozmyśliła.

Marcela: Ja jestem za, ale nie wiem, co z naszą zakochaną Beatriz.

Przy imieniu drugiej przyjaciółki pojawiły się trzy kropeczki, zwiastując, że za moment pojawi się odpowiedź.

Beatriz: To jest wyśmienity pomysł. Nie myślcie, że Armando mnie więzi. Sama miałam zaproponować.

Wystukałam tylko, że widzimy się za godzinę w naszej ulubionej knajpie, w której można potańczyć, i ruszyłam w stronę łazienki, aby wziąć szybki prysznic.

Punkt dwudziesta stałam przed barem. Nasza trójka nienawidziła się spóźniać, więc każda dotarła punktualnie.

– Stawiam pierwszą kolejkę! – krzyczałam, aby zagłuszyć muzykę, kiedy siedziałyśmy już w barze.

– Cristino, czy chciałaś nam coś powiedzieć? – Marcela jak zwykle użyła tego swojego tonu głosu, który wskazywał, że można jej się ze wszystkiego zwierzyć.

– Nie mam o czym… – Podrapałam się po głowie. – Chciałam po prostu wyskoczyć na drinka i jakieś tańce.

– Masz już kogoś na oku.

– Tak… zobaczcie za siebie.

Ruchem głowy dyskretnie pokazałam na trójkę mężczyzn siedzących po drugiej stronie lokalu. Szatyn miał cudowny uśmiech i już od razu przykuł mój wzrok. No cóż, też byłam człowiekiem i miałam prawo się zabawić.

– Odpadam – protestowała Beatriz.

– Nikt nie każe ci od razu iść z nim na szybki numerek.

– Ech… dobrze, nie będę psuć wam zabawy. Chodźmy.