Asymetria - Bartosz Szczygielski - ebook + audiobook
BESTSELLER

Asymetria ebook i audiobook

Bartosz Szczygielski

4,2

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

29 osób interesuje się tą książką

Opis

Śmierć nigdy nie jest sprawiedliwa. Alicja Mort odkrywa to podczas swojej pierwszej sprawy, kiedy rozmawia z kobietą podejrzaną o zamordowanie córki. Wie, na które mięśnie mimiczne ma patrzeć, by odkryć, czy ta mówi prawdę. Jest pewna swoich wyroków. Alicja specjalizuje się w wykrywaniu kłamstw, ale nic nie mogło przygotować jej na to, do czego zdolni są ludzie.

Mort zostawiła za sobą przeszłość i nie spodziewała się, że ta upomni się o nią w najmniej spodziewanym momencie. Tajemnicza przesyłka, która ląduje pod drzwiami jej domu sprawia, że kobieta musi zmierzyć się z demona - mi, od których uciekła, i ludźmi, których celowo opuściła.

Sekrety, które nie powinny ujrzeć światła dziennego, brutalna zbrodnia i piętrzące się wokół Alicji kłamstwa to dopiero początek tego, w co została wciągnięta.

Książkę poleca:
Nie zaczynaj czytać tej książki wieczorem – wciąga od pierwszej aż do ostatniej strony. Intrygująca główna bohaterka, nietypowa zbrodnia i ciekawie skonstruowana fabuła. Zaufaj mi – musisz poznać tę historię. Diana Brzezińska

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 336

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 42 min

Lektor: Filip Kosior

Oceny
4,2 (174 oceny)
78
60
29
7
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
biedronka51

Z braku laku…

niby ok ,ale cos bylo nie do konca dopracowane..na sile
10
_miqaisonfire

Nie oderwiesz się od lektury

Malutka wieś Piekiełko zasłużyła na swoją nazwę w momencie, gdy na światło dzienne wyszła straszliwa zbrodnia na 12-letniej dziewczynce. Oskarżenia padają na patologicznych rodziców. Alicja Mort, aspirująca do bycia czołową śledczą w policji, dzięki swoim obserwatorskim umiejętnościom dostaje szansę uczestnictwa w śledztwie razem ze swoim mentorem, podinspektorem Edwardem Górskim. Winni zostają ukarani, a życie toczy się dalej. „Przeszłość ma to do siebie, że nie da się jej zmienić, można się z nią jedynie pogodzić.” Mija 15 lat, Alicja nie pracuje już w policji, zmieniła branżę, a o przeszłości przypomina jej tylko blizna na ręce. Pewnego dnia jej życie wywraca się do góry nogami, gdy otrzymuje paczkę ze szmacianą laleczką - taką samą jak ta, którą zapamiętała ze swojego pierwszego śledztwa. Niedługo później policja znajduje ciało młodej dziewczyny z wyciętym na plecach napisem „jedna z wielu”. Jest to zdanie, które również pojawiło się w sprawie sprzed lat… Komu zależy na ponownym...
22
buczka67

Nie oderwiesz się od lektury

super
00
Truskawka2

Nie oderwiesz się od lektury

Świetny kryminał, świetny lektor , sama przyjemność słuchać takich książek! Gorąco polecam !!!
00
Naastia

Całkiem niezła

Alicja Mort. Nowe nazwisko na mapie literatury kryminalnej. Alicja potrafi bezbłędnie odkryć, że ktoś kłamie. Wystarczy, że spojrzy na mimikę jego twarzy. Jako policjantka ma wielkie ambicje, które zostają gwałtownie zgaszone za sprawą jej pierwszej poważnej sprawy - morderstwa małej dziewczynki. Nigdy nie zapomni lalki, którą widziała wtedy na miejscu zbrodni… Jest ona dla niej symbolem drastycznie przerwanego dzieciństwa. Piętnaście lat później Alicja znajduje pod drzwiami przesyłkę z taką samą lalką. Ktoś ewidentnie chce ponownie zwrócić jej uwagę na sprawę. Czyżby się pomyliła? Autor w swoich książkach nie boi się poruszać trudnych tematów. Potrafi je przekazać w taki sposób, że czytelnik kluczy przez świetnie skonstruowaną intrygę i nie może się doczekać, co jest na końcu. Mimo, że w tej książce jest wszystko powyżej, byłam nią trochę znudzona i czytałam ją naprawdę długo (jak na siebie). Alicja napisana jest świetnie. Jest krnąbrna, zdecydowana, popełnia również błędy i...
00

Popularność




 

 

 

 

Copyright © Bartosz Szczygielski, 2024

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2024

 

Redaktorka prowadząca: Joanna Zalewska

Marketing i promocja: Greta Sznycer

Redakcja: Karolina Borowiec-Pieniak

Korekta: Joanna Pawłowska, Anna Nowak

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografia na okładce: © Karan Kapoor | Getty Images

Zdjęcie autora: © Mikołaj Starzyński

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

eISBN 978-83-67974-66-0

 

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla M., przy której mogę być bezbronny

 

 

 

 

 

 

Jesień 2019

 

 

 

 

Kłamstwo miało krótką sukienkę.

Nosiło też za małe stringi. Cieniutkie paski materiału wrzynały się w biodra dziewczyny i odznaczały pod czarnym, lekko prześwitującym materiałem odsłaniającym długie nogi. Nikomu w barze to nie przeszkadzało. Może odrobinę samej właścicielce, która co kilka sekund lekko wierciła się na stołku, próbując znaleźć dla siebie wygodniejszą pozycję. Alicja Mort nie była jednak pewna, czy to przypadkiem nie element wcześniej obranej strategii, by zachęcić samców do wykonania pierwszego kroku. Wprawdzie nie przyniosło to jeszcze efektu, ale wokół nieznajomej kręciło się już kilku facetów. To kwestia paru minut i drinków, które musieli w siebie wlać, by nabrać odwagi oraz przystąpić do ataku. Ostre światło podkreślające smukłą sylwetkę, smętna muzyka dobiegająca z głośników i wprowadzająca w nastrój, a przede wszystkim obietnica namiętnej nocy bez zobowiązań. To musiało się udać.

Alicja obserwowała swoją konkurencję i miała kłopot z tym, by ją rozgryźć. Głównie dlatego, że tamta siedziała do niej tyłem i wyglądała na profesjonalistkę, co znacznie utrudniało jej zadanie. Pocieszała się tym, że tego wieczoru inne kobiety przy barze prezentowały się podobnie.

W tym ona sama.

Nie była z siebie dumna, ale musiała jakoś zarobić na chleb, a raczej na nowe szpilki, jeżeli dalej chciała pracować w tej branży. Wygląd miał tutaj ogromne znaczenie. Wcisnęła się w sukienkę, którą ostatni raz miała na sobie dobry rok temu, więc przynajmniej samopoczucie lekko jej się poprawiło. Ostatnie miesiące nie należały do łatwych. Znalezienie klienta graniczyło z cudem. Spodziewała się, że Polacy nie są otwarci na nowości i będą podchodzić do jej propozycji z rezerwą, dalej jednak wierzyła, że osiągnie sukces. W pierwszych tygodniach leciała jeszcze na adrenalinie i marzeniach, które szybko zweryfikowała rzeczywistość. Gdyby wtedy wiedziała, że skończy w hotelowym barze, sącząc bezalkoholowego drinka, złożyłaby CV w Biedronce. Czasem nadal to rozważała.

Rozejrzała się po barze, wypatrując dzisiejszego celu. Szukała mężczyzny po czterdziestce, zadbanego i zmęczonego ciągłymi wyjazdami, konferencjami oraz tym, że znajdował się daleko od domu. Ten opis pasował do większości przebywających właśnie w jej najbliższej okolicy. Alicji nie zależało jednak na byle kim. Gdyby tak było, już dawno leżałaby w hotelowej pościeli, udając kolejny orgazm. Ten etap życia na szczęście miała już za sobą. Teraz nie posuwała się tak daleko, co nie oznaczało, że nie mogła czasem popuścić wodzy fantazji.

Spojrzała na siebie w lustrze wiszącym nad barem. Wyglądała na zmęczoną.

– To samo – poprosiła, stukając palcem w szklankę, kiedy wzrok barmana przeniósł się z jej dekoltu na okolice ust. – Dużo lodu.

– Oczywiście – odparł, przerzucając przez ramię szmatkę, którą polerował ciągle ten sam kieliszek. – Może zaproponuję coś do jedzenia? Mamy w menu doskonałego pstrąga.

– Świeży?

Barman szeroko się uśmiechnął, ale jego dłoń powędrowała do twarzy. Podrapał się lekko za żuchwą, tak jakby robił to od niechcenia. Dotykał skóry przez kilka sekund, podczas których nie odrywał od Alicji wzroku. Uważnie patrzyła mu w oczy, ale te nawet nie drgnęły.

– Tak, oczywiście, że tak – przytaknął. – Dziś przywieziony.

– Uwielbiam pstrąga.

– Mam zamówić? Będzie gotowy w kilka minut.

– Dziękuję, nie jestem głodna.

Alicja od rana nie miała nic w ustach, by przypadkiem nie wzdęło jej brzucha. Potrafiła za to rozpoznać kłamcę, a chłopak nieświadomie przekonał ją do tego, by zrezygnowała z ryby. Podwójne potwierdzenie często oznaczało niepewność, a do tego dochodził minimalnie wyższy ton głosu. Mogłaby to zignorować, gdyby nie fakt, że facet dotknął swojej twarzy. Zrobił to mimowolnie i pewnie nawet sam tego gestu nie zarejestrował. Alicji to wystarczyło, by zyskać niemal stuprocentową pewność, że pstrąg był albo zamrożony, albo już mocno nieświeży. W obu przypadkach wolała nie ryzykować, poza tym miała robotę do wykonania.

Poczekała, aż na blacie pojawi się jej drink.

– Dziękuję – powiedziała, podnosząc się ze stołka. – Proszę dopisać to do rachunku pokoju trzysta osiem.

– Oczywiście.

Lokator pokoju, którego numer przed chwilą podała, grzecznie upijał się przy stoliku pod oknem. Odkąd przyszła do baru, facet zdążył wlać w siebie cztery podwójne whiskey. Weźmie jeszcze kilka łyków, a obsługa będzie go zanosiła do łóżka. Siedział sam, a na blacie leżały hotelowa karta, której numer udało jej się podejrzeć, przechodząc obok, i obrączka. Mógł zapijać smutki lub rozważać, czy warto zaryzykować małżeństwo dla jednej nocy z kimś, kto może na pamiątkę zostawić mu chlamydię. Nie jej problem i co ważniejsze, nie jej cel, choć zamierzała go wykorzystać.

Alicja uniosła w kierunku mężczyzny swoją szklankę i lekko się przy tym uśmiechnęła. Wątpiła, by zarejestrował jej obecność, ale to nie miało znaczenia. Barman to widział, tyle wystarczyło.

Ruszyła na łowy.

Nienawidziła chodzić w szpilkach. Stukanie obcasami doprowadzało ją do szału. Jedynym dźwiękiem, który wydawał się jej gorszy, był odgłos walizki na kółkach ciągniętej po kostce brukowej. Czuła, że samym hałasem skupia na sobie uwagę. Wolała poruszać się bezszelestnie, by przy pierwszym kontakcie wywołać lepszy efekt. Mężczyźni tracili czujność, kiedy kobieta do nich podchodziła. Wypadali ze swojej roli zdobywcy, a ona zyskiwała kilka sekund na to, by zainicjować kontakt. W pracy Alicji element zaskoczenia stanowił połowę sukcesu. O wiele łatwiej odczytać człowieka, kiedy ten nie wie, czego od niego oczekujesz.

Zanim przystąpiła do pracy, musiała zająć się swoją konkurencją. Zbyt dużo czasu włożyła w to, by dzisiejszy wieczór doszedł do skutku. Zbliżyła się więc do kobiety i usiadła na stołku obok.

– Trzysta osiem – powiedziała, stawiając swojego drinka na blacie.

– Słucham?

Z bliska Alicja dostrzegła, że dziewczyna dopiero co wkroczyła w pełnoletność, choć nie była tego pewna na sto procent. Makijaż mocno ją postarzał. Niepotrzebnie podkreślał i tak mocno zarysowane kości policzkowe, za to odwracał uwagę od nieco zbyt dużego nosa. Solidna dawka eyelinera przyprawiała Alicję o dreszcze. Ona zauważała takie rzeczy, ale krążący nieopodal mężczyźni skupiali się na innych częściach ciała. Doświadczenie nauczyło ją tego, że makijaż to jedynie dodatek, który i tak nie przebija swoją mocą obcisłej sukienki. Jeżeli do tego brakowało stanika, kobieta mogła równie dobrze mieć brodę. Większość mężczyzn była skłonna do poświęceń.

– Facet siedzący pod oknem ledwo się już trzyma. – Wyprostowała się, by dać rozmówczyni widok na to, co działo się za jej plecami. – Praktycznie nie kontaktuje.

– Co mnie to obchodzi?

Dziewczyna chciała brzmieć na twardą, ale jej twarz mówiła coś innego. Brwi nieznacznie się uniosły, pociągając za sobą powieki i odsłaniając oczy. Na ułamek sekundy jej usta się ścisnęły, a ich kąciki powędrowały w stronę uszu. Alicja ją wystraszyła. Za chwilę zacznie się rozglądać po barze, by zlokalizować kogoś, do kogo będzie mogła się przyczepić i poszukać pomocy.

– Zaprowadź go do pokoju, połóż grzecznie na łóżku i poczekaj, aż zaśnie – wyjaśniła Alicja, nachylając się w jej stronę. – W portfelu powinien mieć gotówkę, bo nie przyszedł tutaj, żeby się schlać. Szuka towarzystwa i walczy ze sobą, a teraz jest już bezbronny. Weź gotówkę, a karty, zegarek i biżuterię zostaw. To łatwo wytropić, jeżeli zgłosi kradzież. Nie powinien, ale nigdy nie wiadomo.

– Nie mam pojęcia, za kogo mnie…

– Ułóż go w pozycji bocznej ustalonej – powiedziała Alicja, podnosząc się ze stołka. – Wiesz, o jakiej mówię? Pokazywali to w szkole, a jak nie pamiętasz, sprawdzisz w telefonie. Nie chcemy chyba, żeby nasz kolega zadławił się treścią swojego żołądka?

Dziewczyna pokręciła głową.

– Prezerwatywę, którą trzymasz w torebce, zostaw w pokoju – poradziła Mort. – Otwórz, rozwiń i wrzuć do toalety albo lepiej zostaw na umywalce. Napluj do środka czy napuść trochę mydła, zostawiam to twojej inwencji. Kreatywność to droga do sukcesu, a facet przynajmniej będzie miał wyjaśnienie, dlaczego jest o kilka stówek uboższy. Potem wyjdziesz z pokoju, wrócisz do domu, weźmiesz długą kąpiel i zastanowisz się, czy faktycznie chcesz to dalej robić.

– Skąd wiedziałaś? – spytała speszona dziewczyna. – To aż tak widać?

– Wiem, gdzie patrzeć. – Alicja uśmiechnęła się, a potem nachyliła i dotknęła jej ramienia. – Radzę się pośpieszyć, on zaraz odleci.

Dziewczyna spojrzała na mężczyznę, którego miała grzecznie odprowadzić do pokoju i okraść. Dopijał kolejną szklankę bursztynowego trunku. Wstała i poprawiła sukienkę. Nałożyła na twarz maskę obojętności i bez słowa ruszyła w stronę faceta. Alicja obserwowała, jak podchodzi do jego stolika, nachyla się i szepcze mu coś do ucha. Wystarczyło jej kilkanaście sekund, by resztkami sił podniósł się i grzecznie ruszył z nową towarzyszką do hotelowej windy. Zostawił obrączkę na stole i Alicja wiedziała, że to nie efekt zapominalstwa czy alkoholu. Zrobił to z pełną premedytacją, choć mógł tego sam nie zarejestrować.

Potrzebował kłamstwa.

Dostał obietnicę pozwalającą mu podjąć decyzję, którą tak naprawdę miał już dawno podjętą, tylko nie zdawał sobie z tego sprawy.

Alicja po cichu liczyła, że zmieni życie dziewczyny. Ta poczuje się paskudnie, kiedy tylko sięgnie po portfel pijanego faceta. Widziała to po niej aż za dobrze, ale musiała się wtrącić, by mieć wolną rękę. Jej konkurencja wyglądała niemal tak samo, była jednak młodsza i seksowniejsza, a to szkodziło interesom.

Nauczyła się, że swoje dobro powinna stawiać zawsze na pierwszym miejscu.

Bar powoli pustoszał, kiedy Alicja w końcu mogła swobodnie podejść do mężczyzny siedzącego z dala od ciągów komunikacyjnych, którymi non stop ktoś się przemieszczał. Kelnerzy i obsługa hotelowa robili wszystko, by zdążyć ze swoimi sprawami przed końcem zmiany. Jej także zależało na czasie. Zbyt długo to już odwlekała.

Oznajmiła to, że się zbliża, stukając obcasami o płytki. Facet na moment podniósł głowę i przestał czytać rozłożony na stole magazyn o urządzaniu wnętrz. To wystarczyło, by Alicja mogła zacząć realizować swój plan.

– Mogliby już skończyć z tym polerowanym gresem – powiedziała, biorąc jednocześnie łyk drinka. – Przecież to matowieje, nie mówiąc już o rysach. Ile można to wciskać klientom?

Spoglądał na nią tak, jakby natrafił na bratnią duszę.

– To samo powtarzam w mojej firmie – odparł. – Wygląda ładnie przez chwilę, ale utrzymanie tego w czystości to koszmar.

– Pełna zgoda. Mogę?

Alicja nie czekała na odpowiedź i odsunęła dla siebie krzesło. Doskonale wiedziała, że jeszcze kilka zdań, a sam zaprosiłby ją do stolika, ale od tych obcasów bolały ją już plecy. Robiła się za stara na to, by jej pięty spędzały cały wieczór dziesięć centymetrów ponad podłożem. Usiadła, pochylając się do przodu, aby dać facetowi możliwość zobaczenia tego, co mogło go czekać niebawem.

– Pan też był na konferencji? – spytała, gładząc palcem wskazującym brzeg szklanki i zakładając nogę na nogę. – Jak wrażenia?

– Dokładnie takie same jak rok temu. I dwa lata temu.

– Mam to samo. – Uśmiechnęła się lekko. – Wałkujemy motywy, które już wszystkim w branży się przejadły, ale nic nowego się nie pojawia. Co roku coraz mniej mam ochotę tutaj przyjeżdżać.

Spoglądał na nią dokładnie w taki sposób, na jaki liczyła. Mieszanka niedowierzania oraz fascynacji. Na zdjęciach, które oglądała na jego Facebooku, zdawał się przystojniejszy. Alicja dalej uważała, że cel wygląda bardzo dobrze, jak na faceta po pięćdziesiątce i z siedzącym trybem pracy. Zadbana fryzura nosiła już znamiona siwizny, ale w ten seksowny sposób, nadający mężczyźnie wygląd Clooneya. Do tego dwudniowy zarost, niebieskie oczy i grafitowy garnitur w wersji slim, który nie pękał w szwach, kiedy noszący go się poruszał.

Facet nie musiał być przystojny, by kobiety traciły dla niego głowę.

Wiedziała, że chodził na siłownię, choć pod odrobinę za dużym garniturem nie mogła podziwiać efektów jego treningów. Z tego, co pisał, wynikało, że było na co popatrzeć. Zaczął o siebie dbać dwa lata temu, a przynajmniej wtedy pojawiły się na jego profilu pierwsze zdjęcia pokazujące, że poza pracą ma jakieś życie. Jeździł na rowerze, czasem się wspinał, a w wolnych chwilach zajmował ogrodem. Facet idealny. Własna firma z ugruntowaną pozycją na rynku, napuchnięte konto w banku i skłonność do wtykania penisa nie tam, gdzie powinien. O tym ostatnim nie pisał na Facebooku, ale nie musiał.

Oszust pozna swojego.

– Nie widziałem pani na targach. – Spojrzenie powędrowało mu nieznacznie w prawy górny róg. – Zapamiętałbym.

– Nie lubię być na świeczniku.

Widziała, jak próbuje sobie przypomnieć, czy kiedyś już na siebie wpadli. Na targach spotyka się tysiące osób, które podchodzą do stoiska, by zgarnąć darmowy katalog i potem wyrzucić go przy wyjściu z hali. Do tego dochodzą koledzy i koleżanki z branży próbujący podpatrzeć nowe rozwiązania. Po latach te wszystkie twarze się zlewają, a profesjonaliści potrafią poprowadzić rozmowę w taki sposób, by klient poczuł się, jakby on i wystawca byli niemal braćmi krwi, choć mogą nawet nie znać swoich imion.

– Cenię sobie prywatność – dodała, ściągając ze szklanki kroplę wody i wkładając palec do ust, by ją zlizać. Zrobiła to na tyle powoli, by jej cel doskonale miał czas się przyjrzeć. – To potrafi być… przydatne.

– Tak… Też tak uważam.

– Zostaje pan do końca targów? Ten ostatni dzień to cholerny koszmar. Puste hale i obsługa wałęsająca się między stoiskami, by pośpieszać wystawców. Człowiek siedzi tam jak za karę i odlicza godziny do czasu, kiedy faktycznie będzie mógł zacząć pakować ten burdel. Jeden wielki chaos.

– Rano wyjeżdżam – odpowiedział, spoglądając w stronę hotelowej recepcji i lekko luzując przy tym krawat. – Muszę odstawić moje bmw do aso. Pracownicy zajmą się pakowaniem, ja tutaj tylko dopinam najważniejsze zlecenia i już wszystko załatwiłem.

Alicja doceniała to, jak mężczyzna niby przypadkiem zawarł w swojej wypowiedzi to, co miałoby jej zaimponować. Samochód, władza i stanowisko. Gdyby faktycznie nie wiedziała o nim już niemal wszystkiego, taka wiedza byłaby przydatna. W obecnej sytuacji słyszała jedynie przechwałki, ale to oznaczało, że trafiła na podatny grunt. Opuściła na chwilę wzrok, by przyjrzeć się jego dłoniom. Jak na mężczyznę miał wyjątkowo zadbane paznokcie. Na palcu serdecznym prawej dłoni dostrzegła niewyraźny ślad po obrączce, a włosy w tamtym miejscu wytarły się praktycznie do zera. Musiał ją ściągać o wiele częściej, niż życzyłaby sobie tego jego żona. Kobiety pod tym względem miały łatwiej. Zdradzać mógł je co najwyżej ślad po opaleniźnie, więc najlepiej działać w okresie jesienno-zimowym.

Czasami dołowało ją to, co wiedziała.

– Dziś ostatnia noc.

Nie chciała, żeby jej słowa zabrzmiały jak pytanie. Postawiła sprawę jasno. Obydwoje wiedzieli, do czego może zmierzać to spotkanie, które tylko dla jednej ze stron było przypadkowe. Przez chwilę milczeli, wpatrując się w siebie. Alicja ani razu nie pozwoliła sobie na spuszczenie wzroku. Facet uważał się za alfę, ale takiego, który szanuje innych silnych przeciwników.

– Michał Abramowicz – przedstawił się.

– Z tych Abramowiczów? – Udała zdziwioną. – To spotkał mnie mały zaszczyt.

– Nie przesadzałbym.

– Po co ta fałszywa skromność? Pańska rodzina stworzyła największą w Polsce firmę produkującą płytki ceramiczne.

– Nie jesteśmy najwięksi – doprecyzował. – Dążymy do tego.

Dopiła swojego drinka i nachyliła się w stronę rozmówcy.

– „Wielcy ludzie nie rodzą się wielkimi, tylko się nimi stają”.

– Puzo.

– No proszę, ma pan dobre ucho do cytatów.

I Ojca chrzestnego na profilu jako ulubioną książkę, pomyślała.

– Zawsze podziwiałam konsekwencję. Ja też do czegoś… dążę.

Alicja wiedziała, że kiedy zaczyna ściszać głos, trudno jej się oprzeć. Uwydatnienie dekoltu również pomagało w osiągnięciu zamierzonego efektu. Mężczyzna zaczął się rozglądać, ale bar praktycznie już opustoszał, a resztka niedobitków nie zwracała na parę żadnej uwagi. W powietrzu nie unosił się już zapach rozlanego alkoholu i przypalonego tłuszczu, zastępowała go cytrynowa nuta środków do czyszczenia podłóg. Obsługa przechodziła na tryb nocny. Alicja zamierzała zrobić dokładnie to samo.

– Nawet nie znam pani imienia – także wyszeptał. – Poznam je?

– Czasem lepiej nie wiedzieć o sobie nawzajem za dużo.

– Nie wiem, czy dobrze rozumiem…

Przejechała palcami po wierzchu jego dłoni.

– Dobrze – odpowiedziała, posyłając mu wystudiowany uśmiech. – Chodźmy, zanim któreś z nas stwierdzi, że to jednak zły pomysł.

– To jest zły pomysł – odparł, odsuwając rzeczy ze stolika i nachylając się ku niej. – Bardzo zły.

Alicja wkuła na pamięć kilkanaście cytatów z ulubionej książki Michała. Wiedziała, że muszą mieć ze sobą coś wspólnego, by to zadziałało. Samo napięcie seksualne nie wystarczy, żeby przekonać takiego człowieka. Potrzebował połączenia na innej płaszczyźnie. Czegokolwiek, co usprawiedliwiłoby to, o czym myślał przez ostatnich kilka minut.

– Są rzeczy, które trzeba zrobić, i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi – powiedziała, podnosząc się z krzesła. – A potem się o nich zapomina.

Skróciła wprawdzie ten cytat, ale był na tyle charakterystyczny i dopasowany do sytuacji, że nie musiała mówić już nic więcej. Wyciągnęła dłoń, a Michał za nią złapał. Dała się prowadzić do windy z głową uniesioną wysoko, choć on starał się nie podnosić wzroku i podziwiał hotelowe płytki podłogowe.

Zachowywał się jak dżentelmen. W windzie nie próbował się do niej dobierać, a jedynie mocniej ścisnął jej dłoń. Kiedy drzwi się rozsunęły, zaprowadził ją wprost do swojego pokoju. W bladopomarańczowym świetle żarówek wyglądał na dużo starszego. Nie przeszkadzało jej to. Inne cele, które miała już w swoim zawodowym portfolio, prezentowały się znacznie gorzej. Nie mówiąc już o tym, że poprzednicy Michała mieli gorszą kondycję, ciało i więcej lat. Mogła trafić o wiele gorzej.

Trzymał ją za dłoń tak mocno, że musiała wyswobodzić się z uchwytu.

– Wszystko w porządku? – spytał, przykładając kartę magnetyczną do zamka w drzwiach. – Dalej tego chcesz?

– Tak i tak.

Palce jej zdrętwiały. Liczyła, że na tych ostatnich metrach górę wzięła ekscytacja, a nie to, że facet lubił zachowywać się agresywnie. Na taką ewentualność miała rozwiązanie o napięciu miliona woltów. Natężenie jej paralizatora było jednak na tyle małe, że napastnikowi nie wyrządziłoby krzywdy, ale za to solidnie zniechęciło go do dalszych aktywności. Najważniejsze dla Alicji było to, że paralizator mieścił się nawet w kopertówce. Nigdy nie wychodziła bez niego z domu. Wprawdzie do tej pory użyła go tylko raz, ale nigdy nie żałowała wydanych pieniędzy. Gdyby nie on, mogłaby już nie żyć.

Facet przepuścił ją w drzwiach, za co podziękowała mu skinieniem głowy.

Pokój hotelowy wyglądał dokładnie tak, jak wszystkie, w których dotąd bywała. Urządzony w bezosobowych kolorach jesieni. Miał wąski korytarz, w którym po jednej stronie czekała szafa, a po drugiej łazienka. Alicja stała na linii oddzielającej część sypialnianą od tej organizacyjnej i starała się wyglądać na rozluźnioną. Na ścianie wisiał telewizor z tak szerokimi ramkami, że mogłaby na nich postawić talerz i nie dotknąłby ekranu. Duże dwuosobowe łóżko zostało zasłane, choć niedokładnie. Widać Michał lubił porządek. Świadczyła o tym też otwarta walizka leżąca na stojaku bagażowym pod jedną ze ścian. Mężczyzna wyjął z niej wszystkie ubrania, a szybki rzut oka na łazienkę utwierdził ją w przekonaniu, że paralizator powinna trzymać w gotowości.

Na umywalce leżała brzytwa.

Ostatni raz Alicja widziała taką w jakimś muzeum, kiedy była na wycieczce szkolnej. Ta jednak wyglądała na zupełnie nową lub wyjątkowo zadbaną.

– Używam jej do szyi i policzków – powiedział Abramowicz, zdejmując marynarkę i nakładając ją na wieszak. – Jest o wiele wygodniejsza od klasycznych maszynek. Mój barber mi ją polecił. Kosztowała majątek, ale muszę dbać o wizerunek.

– Dbasz – odparła. – Weź prysznic, a ja się przygotuję.

– Oczywiście.

Rozwiązał krawat i zaczął rozpinać koszulę. Teraz dokładnie widziała, że jego wizyty na siłowni przyniosły efekt.

– Masz zabezpieczenie? – spytał, ściągając pasek.

– Zawsze.

Poklepała torebkę.

– Pośpiesz się – ponagliła, lekko popychając go w stronę łazienki. – Chcę cię już poczuć.

Uśmiechnął się i posłuchał jej polecenia. Alicja podeszła do łóżka i poczekała, aż usłyszy dźwięk wody. Kiedy to nastąpiło, wyciągnęła z torebki smartfona i ostrożnie zbliżyła się do łazienkowych drzwi. Włączyła aparat i ustawiła nagrywanie. Postawiła na jakość 4K, która wprawdzie pożerała pamięć, ale za to dawała najlepszy efekt i najwięcej szczegółów. Michał stał odwrócony do niej plecami. W oku obiektywu udało jej się zmieścić całą jego sylwetkę. Stanęła tak, by dało się go zobaczyć z profilu i nikt nie miał wątpliwości, że to on.

Po jakimś czasie wyłączyła nagrywanie i upewniła się, że pliki będą synchronizowane do chmury, a następnie najciszej, jak potrafiła, opuściła pokój hotelowy. Wychodząc, sięg­nęła jeszcze po zawieszkę. Zostawiła ją po drugiej stronie, tak by nikt nie przeszkadzał panu Abramowiczowi.

Kiedy szła korytarzem i miała już pewność, że plik z nagraniem jest bezpieczny, włożyła telefon do torebki. Wsiadając do windy, czuła się już odrobinę pewniej, ale wiedziała, że odetchnie głęboko dopiero w samochodzie. Zdjęła obcasy i rozprostowała palce u stóp. Wyglądały jak przepuszczone przez maszynkę do mielenia mięsa. Coraz bardziej poświęcała się dla tej pracy.

Kiedy drzwi windy się otworzyły, Alicja szybkim krokiem ruszyła w stronę wyjścia. W recepcji nikogo już nie było, a parking przywitał ją chłodem, który okazał się zbawienny po tym, co właśnie zrobiła. Miała wszystko dokładnie zaplanowane, ale dalej dopuszczała do siebie myśl, że coś mogło pójść bardzo nie tak. Wciąż nie powinna czuć się bezpiecznie, więc nie chciała tracić więcej czasu. Dobiegła do swojego samochodu i gdy tylko wsiadła, zamknęła drzwi. Rozejrzała się, ale wyglądało na to, że Michał albo nadal brał prysznic, albo nie zdecydował się na to, by ją gonić.

Alicja włożyła kluczyk do stacyjki, odpaliła samochód i wyjechała na drogę dojazdową. Zatrzymała się dopiero kilka­set metrów dalej, na przystanku autobusowym. Włączyła światła awaryjne i otworzyła schowek przy drążku zmiany biegów. Odsunęła wciśnięte do niego paragony oraz gumki do włosów i wyciągnęła swój największy skarb. Obrączkę. Wsunęła ją na palec i przejechała kciukiem po lekko już wytartym złocie.

– Tęskniłam – powiedziała sama do siebie. – Wracamy do domu.

 

–––––––

 

Czuła się tu jak u siebie.

Alicja wolała spotykać się z klientami w miejscach dobrze sobie znanych. Dawało jej to swobodę w prowadzeniu rozmowy z gatunku tych, które nigdy nie należały do łatwych. Specyficzną, dwupiętrową kawiarnię można było uznać za bezpieczną przystań, a co dla niej ważniejsze, neutralną. Kiedyś umawiała się z klientami w ich domach, ale to zawsze prowadziło do jakichś problemów oraz awantur. W miejscach publicznych te zdarzały się wyjątkowo rzadko, a już na pewno nie tak często, jak w domach.

Liczyła, że i tym razem tak będzie.

Siedziała na kanapie, która wyglądała jak wyciągnięta ze śmietnika, a następnie wyczyszczona i na szybko zacerowana przez staruszkę z artretyzmem. Alicja wstydziłaby się postawić coś takiego w miejscu, do którego mają przychodzić ludzie. Spytała kiedyś o to obsługę i okazało się, że to projekt jakiegoś znanego lokalnego rzemieślnika. Stoły, które zamiast normalnych nóg miały przykręcone podstawy od starych maszyn do szycia, także zostały zamówione u jakiegoś mistrza w swoim fachu. Nawet blaty wyglądały na takie, które w użyciu były od dziesięcioleci. Wchodząc po raz pierwszy do tej kawiarni, Mort nie mogła pozbyć się wrażenia, że nic tam do siebie nie pasuje. Wystarczyło posiedzieć w środku piętnaście minut, by zupełnie zanurzyć się w tym industrialnym klimacie. Teraz czuła się tu tak, jakby odwiedzała modną knajpę w Nowym Jorku. Przynajmniej tak sobie wyobrażała tamtejsze przybytki, ponieważ nigdy nie opuściła granic Polski. Miała nadzieję niedługo to zmienić.

Jej klientka właśnie weszła do środka i z lekkim niesmakiem rozejrzała się po kawiarni. Alicja podniosła się z kanapy i pomachała w jej stronę. Zdecydowanie zbyt mało policzyła sobie za to zlecenie. Kobieta nosiła na sobie równo­wartość jej miesięcznych dochodów. Alicja nauczyła się rozpoznawać najdroższe marki i ze zdziwieniem odkryła, że te wcale nie wyglądały na takie. Żadnych wielkich napisów przypominających z daleka znak drogowy ani walących po oczach kolorów. Stonowane, ciepłe barwy i krój, którego nie dało się podrobić. Jej klientka przekroczyła już czterdziestkę, choć dokopanie się do tej informacji w sieci kosztowało Alicję sporo zachodu. Skrzętnie ją ukryła, co wcale nie dziwiło w tych czasach. Wyglądała na wczesne trzydzieści, a figury mogła jej pozazdrościć niejedna modelka z lat dziewięćdziesiątych. Każdy facet w kawiarni przynajmniej na kilka sekund zawiesił na niej wzrok.

– Przepraszam za spóźnienie. Nie mogłam znaleźć miejsca do parkowania.

Kobieta uśmiechnęła się sztucznie, a całe jej ciało mówiło Alicji, że jego właścicielka jest zestresowana. Każdy był, kiedy przychodziło do rozwiązania.

– Nie było problemów z trafieniem? – spytała, upijając łyk kawy. – Nawigacja czasem głupieje i pokazuje, że to po drugiej stronie ulicy.

– Poradziłam sobie.

Kobieta rozglądała się po kawiarni tak, jakby podejrzewała, że spotka tutaj jakichś znajomych. Nie zdecydowała się na zdjęcie okularów przeciwsłonecznych, choć na zewnątrz powoli zaczynała się już jesień, znacząc wszystko na brudnoszaro. Alicja mogła przeciągać to dłużej, ale obu stronom zależało na czasie.

– Pani Abramowicz – zaczęła spokojnie. – Zgodnie z naszą umową przygotowałam dla pani kompleksowy raport.

– Zdjęcia też?

– Film.

Weronika Abramowicz, jedna z najbardziej wpływowych kobiet w branży meblarskiej, próbowała ukryć zniesmaczenie na twarzy. Kasztanowe włosy opadające na jej policzki nie potrafiły jednak zamaskować wstrętu i pogardy, którą żywiła do Alicji. Górna warga minimalnie się uniosła, a nos lekko zmarszczył. Gdyby Weronika nie miała okularów, Mort dostrzegłaby, że jej dolne powieki również się uniosły.

Kobieta dobrze się maskowała, ale nie na tyle, by umknęło to uwadze Alicji.

– Do niczego nie doszło – wyjaśniła. – Miałyśmy umowę i jej dotrzymałam.

– Niczego takiego nie insynuowałam.

– Nie werbalnie.

Alicja wyciągnęła z torebki swój telefon, otworzyła galerię i wybrała film nagrany w hotelu. Wyciszyła go, by nie przyciągać uwagi postronnych obserwatorów. Odczekała kilka sekund, by wywołać większe napięcie, a następnie włączyła wideo i przesunęła smartfon po blacie w stronę klientki.

– Skąd mam mieć pewność, że to on?

Mort mogła jej odpowiedzieć, ale wystarczyło poczekać kilka sekund, by Weronika sama zobaczyła na nagraniu twarz swojego męża. Mężczyzny, który przy ponad dwóch setkach gości przyrzekał jej wierność i uczciwość, a tymczasem, jak teraz widziała na własne oczy, pobudzony był wizją upojnej nocy z nieznajomą. Alicja oglądała ich zdjęcia ze ślubu, faktycznie wyglądali wtedy na szczęśliwych. O wydarzeniu wspomniało nawet kilka portali plotkarskich, ponieważ na wesele przyjechała cała śmietanka show­biznesu, która liczyła na parę lukratywnych kontraktów reklamowych. Opłaciło im się – Alicja na ulicach dalej widziała bilbordy z aktorami i aktorkami, którzy zachwalali nową linię sof wypoczynkowych lub klejów do glazury.

– Na pewno do niczego między wami nie doszło? – spytała po chwili Abramowicz i raz jeszcze włączyła film. – Jest zupełnie nagi.

– Wyszłam, kiedy brał prysznic – wyjaśniła Mort. – Przed, nie po.

Wolała nie zostawiać niczego niedopowiedzianego. Klientki często sądziły, że Alicja trudni się prostytucją. Inaczej trudno było im uwierzyć, że ich mężowie gotowi są do zdrady. Jakimś cudem potrafiły zrozumieć i usprawiedliwić płatny seks, ale miały problem z zaakceptowaniem tego przygodnego. Raz klientka zwyzywała ją od najgorszych i nie zapłaciła za wykonaną pracę. Alicja doniosła na jej męża do urzędu skarbowego i z niekłamaną satysfakcją śledziła losy kontroli podatkowej. Małżeństwo tego nie przetrwało. Trudniej udawać, że się kogoś kocha, gdy urzędnicy zajmują nowiutkie porsche drugiej połówki pomarańczy. Od tamtej pory Alicja brała zaliczki.

Bezzwrotne.

– Nagranie przesyłam na serwer po wpłacie – powiedziała, zabierając swój telefon i chowając go do torebki. – Kopię bezpieczeństwa przechowuję przez tydzień na zewnętrznym i chronionym dysku. Później plik jest kasowany.

– Nie wierzę…

Abramowicz ściągnęła okulary i rzuciła je na stół. Kilka osób w kawiarni postanowiło odwrócić głowy w ich stronę. Dramaty innych zawsze przyciągają widownię.

– Może nie posunąłby się dalej? – Głos zaczął się jej łamać. – Skąd mogę wiedzieć, że do czegoś by doszło?

Zaprzeczenie to pierwszy etap żałoby, ale ten proces można było przenieść na wszystkie wielkie wydarzenia ludzkiego życia. Weronika przez kilka najbliższych godzin, a może i dni, będzie sobie wmawiać, że wszystko jest w porządku. Dalej będzie patrzeć na swojego męża tak, jakby nie stało się nic złego, ponieważ będzie w to wierzyć. Potem przyjdzie złość i z doświadczenia Alicji wychodziło, że to odpowiedni moment, by zatrudnić prawnika od rozwodów. Wkurzona kobieta to żywioł gorszy od pożaru. Ten da się ugasić i nawet coś z niego ocalić. Weronika wyglądała na taką, która zostawi po sobie jedynie spaloną ziemię.

– Mogę panią zapewnić, że gdybym chciała, doszłoby do stosunku – wyjaśniła Alicja. – Wiedziała pani, że na wyjazdach nie nosi obrączki?

– Nie, ale to nie musi niczego oznaczać.

– Oczywiście, że nie.

Alicja starała się, by ton jej głosu brzmiał naturalnie. Przeprowadziła takich rozmów już kilkadziesiąt w swojej karierze, a każda przebiegała podobnie. Prawda potrafi być rozczarowująca, a życie w kłamstwie wygodne. Potrafiła to zrozumieć. Nie oceniała swoich klientek. Nie oceniała też ich mężów ani partnerów. Podchodziła do tego na chłodno. Prowadziła biznes i nie mogła dawać dojść do głosu emocjom. I – co przyjęła jako główną zasadę – nie przyjaźniła się z klientkami. Inaczej nigdy nie byłaby w stanie wykonywać swojej roboty tak dobrze.

– Czekam na przelew do jutra – powiedziała, podnosząc się z kanapy. – Wszystkie potrzebne dane są w umowie. Jeżeli ma pani ochotę na kawę, wystarczy przy barze podać hasło tulipan. Miłego dnia.

Zostawiła ją przy stoliku i ruszyła w stronę wyjścia. Czasem zdarzało się, że klientki ją goniły, by dowiedzieć się czegoś więcej. Niektóre próbowały renegocjować cenę, a inne po prostu siedziały w ciszy, usiłując zrozumieć, jak bardzo ich życie właśnie się zmieniło. Weronika Abramowicz należała do tej ostatniej grupy. Alicja wiedziała, że po chwilowym szoku przejdzie do zimnej kalkulacji. Jest kobietą sukcesu, która w przeciwieństwie do swojego męża biznes zbudowała sama, a nie odziedziczyła. To wymagało gigantycznego samozaparcia i odporności, którą, jak Alicja miała nadzieję, przekuje w coś dobrego dla siebie. Zasługiwała na partnera, który nie pójdzie z obcą babą do hotelowego pokoju tylko dlatego, że tamta rzuci kilkoma cytatami z jego ulubionej książki i zaświeci mu cyckami przed oczami.

Obejrzała się i upewniła, że Weronika dalej siedzi na swoim miejscu. Kobieta wpatrywała się gdzieś w przestrzeń za oknem i zupełnie ignorowała otoczenie, Alicja weszła więc schodami na pierwsze piętro kawiarni. Górna część umieszczona nad barem dawała doskonały widok na to, co dzieje się na dole.

Usiadła przy stoliku, na którym czekały już dwa kubki kawy – jeden w połowie pusty. Spoglądając z tej perspektywy na Weronikę, nigdy by nie powiedziała, że kobieta przed chwilą otrzymała druzgocącą wiadomość. Widziała w jej oczach, że dalej kocha swojego męża. Być może nawet mocniej niż w dniu ślubu.

– Jak poszło? – Jacek siedział naprzeciwko niej i sięgnął po kawę. – Zamówiłem ci taką, jak lubisz. Pewnie już zimna.

– Poszło lepiej, niż podejrzewałam – odparła Alicja, dalej przyglądając się Weronice. – Spodziewałam się większej dramy. Dobrze udaje.

– Ale że jak się nie spodziewałaś? – Uśmiechnął się. – Sądziłem, że moja żona zawsze wie wszystko.

– Twoja żona czasem się myli – odparła. – Tylko jej tego nie mów, bo na pewno się z tym nie zgodzi.

Oderwała wzrok od klientki i przeniosła go na męża. Jacek od samego początku wspierał ją w rozwoju biznesu. Nie był zazdrosny, a nawet jeżeli czasem mu się zdarzyło, to szybko przechodziło. Nigdy go nie zdradziła i nie zamierzała tego robić. Ani razu nawet nie pocałowała partnerów swoich klientek. Ograniczała się do przemyślanego i zaplanowanego flirtu. I choć ona i Jacek doskonale rozumieli, czym jest jej praca, znajomym mówili, że zajmuje się konsultingiem. Nudną robotą, o której nikt nie chciał słuchać dłużej niż pięć minut. Nie to, co praca jej męża.

Jacek odpowiadał za realizację dźwięku w studiu nagraniowym, więc przy każdej możliwej okazji dzielił się ciekawostkami o aktorach, którzy użyczali głosu w reklamach. Czasem pokazywał też zdjęcia, które sobie z nimi robił, a ona nie komentowała wymuszonych uśmiechów przewijających się obok twarzy jej męża. To było i tak o wiele ciekawsze niż wymyślona praca Alicji.

Wolała pozostawać w cieniu. Jej profesja wymagała dyskrecji, więc dbała o nią na wszelkich możliwych polach. Nigdy nie pojawiła się na żadnym nagraniu czy zdjęciu, które wykonała podczas zlecenia. Zdradzona kobieta potrafi się zemścić, a Mort nie było potrzebne to, żeby jej tyłek wylądował na jakiejś porno stronie.

– Sądzisz, że wróci?

– Weronika? Jak już dojdzie do ładu sama ze sobą, to jej koleżanki zaczną do mnie walić drzwiami i oknami.

– Byłoby miło. Przydałoby się trochę wolnej gotówki.

Znała ten ton głosu. Przy Jacku Alicja nie musiała nawet korzystać ze swoich zdolności. Czytała go najlepiej ze wszystkich ludzi.

– Co się znowu zepsuło? – spytała, sięgając po swoją kawę. – Chryste, ile cukru tutaj wsypałeś?

– Cztery łyżeczki. – Wzruszył ramionami. – I nie, że się zepsuło, ale zaraz to zrobi. Zmywarka zaczęła wydawać z siebie dziwne dźwięki.

– Nie mamy jej na gwarancji przypadkiem?

– Skończyła się miesiąc temu. Szok, prawda?

Westchnęła. Zawsze kiedy wydawało się, że wszystko idzie jak po maśle, coś musiało wyskoczyć. Na swoich zleceniach potrafiła zarobić kilka tysięcy złotych, ale takich miała niewiele. Gdy trafiły się dwa w ciągu miesiąca, Alicja mogła uznać to za sukces. Weronika spadła jej z nieba, kiedy powoli dochodziła do zera na koncie oszczędnościowym. Znacznie częściej trafiały się jej klientki, które płaciły niewiele, ale jakoś musiała utrzymać się na powierzchni, więc przyjmowała zlecenia bez kręcenia nosem. Czasem przechodziło jej przez myśl, że powinna poszukać pracy na etat. Ciepłej posadki, która może zabije w niej radość życia, ale przynajmniej zapewni regularnie wpływającą pensję. Niebezpiecznie szybko dobiegała czterdziestki, co zgodnie z przyjętymi standardami oznaczało, że powinna mieć już w życiu wszystko ułożone.

Powinna.

– A rękojmia wchodzi w grę? Gdzieś czytałam, że można jeszcze tak spróbować.

– W pierwszym roku może i tak, ale później to już pozamiatane. Trzeba udowodnić, że to wada ukryta.

– Wymyślimy coś – pocieszyła męża. – Jak zawsze.

– Wiem, nic się nie martw.

Jacek zawsze tak jej mówił, kiedy zbliżali się do granicy niewypłacalności. Jego pensja szła w większości na wydatki i życie, które trudno było nazwać wytwornym. Niczego im nie brakowało, ale Alicja i tak czuła, że to się może w każdej chwili zmienić. Widocznie tak wyglądała dorosłość. Wieczny strach, że bezdomność jest na wyciągnięcie ręki, a bank tylko czeka na to, by zlicytować nieruchomość. Może niektórzy potrafili tak żyć. Jej coraz bardziej to ciążyło. Wierzyła, że jest jedno, maksymalnie dwa spore zlecenia od tego, by faktycznie zacząć zarabiać wielkie pieniądze. Nie zamierzała się poddawać. Zbyt dużo przeszła, by do tego dopuścić. Liczyła, że Weronika faktycznie zapłaci, i to szybko, co pozwoli im złapać chwilę oddechu. Z resztą rzeczywiście sobie poradzą.

– Chcesz coś zjeść? – spytała, zaglądając do kubka męża. – Niedaleko jest ponoć przyjemna knajpa, gdzie podają makaron w serze.

– Nie jestem głodny.

– Chyba nie słyszałeś. Podają makaron w wielkim, wydrążonym kawałku sera. Nie z serem, ale w serze. No i wiem, że mają tam bezglutenowy, więc same plusy.

Bardzo mocno zaakcentowała to, co miało dla niej największe znaczenie.

– Powinniśmy oszczędzać.

– Zawsze to robisz – odparła. – Zamiast cieszyć się z tego, co mamy, szukasz negatywów. I nie, nie mówię o zdjęciach, ten żart przejadł mi się lata temu.

Jacek lekko posmutniał, ale za dobrze go znała, żeby wziąć to na poważnie.

– Skończyłam zlecenie, powinniśmy świętować. A jak zmywarka się zepsuje, to trudno, będziemy najwyżej zmywać normalnie. Są ważniejsze rzeczy.

– Zawsze widzisz szklankę w połowie pełną, co?

– Są ludzie, którzy nie mają nawet szklanki.

Wystarczyło kilka słów, by przywrócić go do pionu.

– Namówiłaś mnie. – Lekko się zaśmiał. – Ale to ostatni raz w tym miesiącu.

– Zobaczymy. Dopiję i możemy iść.

Wyglądało na to, że przekaz dotarł do Jacka, przynajmniej na chwilę. Wyjrzał za balustradę i przyjrzał się Weronice.

– Chyba trochę tutaj jednak posiedzimy. – Westchnął. – Nie wygląda na to, żeby miała się szybko ruszyć.

– Daj jej czas. Jestem pewna, że obmyśla teraz plan, jak zemścić się na mężu.

– Ty przynajmniej masz jeszcze kawę.

Spojrzał tęsknie na swój kubek, a następnie sięgnął do plecaka, który leżał pod stołem, i zaczął w nim grzebać. Alicja uważała, że to nawet słodkie, że jej czterdziestoletni mąż dalej chodzi z plecakiem, na którym wisiały przypinki ulubionych zespołów. Sprawiał, że czuła się jak w liceum. Całe szczęście syfy na twarzy wyskakiwały jej już znacznie rzadziej niż wtedy. Sądziła, że w czwartej dekadzie życia w ogóle nie będzie ich miała, ale natura potrafi być wredna.

– To przyszło dziś do ciebie – powiedział, wyciągając z plecaka małą paczkę. – Miałem dać ci ją wcześniej, ale zapomniałem.

– Dziwne, niczego nie zamawiałam.

Odebrała kartonik i potrząsnęła nim, ale nie usłyszała żadnego dźwięku, który podpowiedziałby, co może znajdować się w środku. Paczka była odrobinę większa od piórnika i prawie nic nie ważyła. Co dziwniejsze, nie miała etykiety nadawczej. Na kartonie napisano tylko jej imię. Czarnym, grubym markerem.

– Od kogo to? – spytała, oglądając dokładniej pakunek. – Kto to dostarczył?

– Nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Leżała pod drzwiami, jak wychodziłem. Sądziłem, że coś zamówiłaś. Dobrze, że to nie awizo, jak ostatnio. Godzinę stałem na poczcie.

– Pamiętam.

Dalej go słuchała, ale nie mogła przestać myśleć o tym, co trzymała w dłoniach. Ktoś przyniósł paczkę pod drzwi ich mieszkania. Stał pod nimi i mógł to robić już wcześ­niej, a ona tego nie zauważyła. Nie przypominała sobie, by dzieliła się adresem z kimkolwiek oprócz najbliższych znajomych. I to głównie tych Jacka. Alicja wyjątkowo długo przekonywała się do ludzi, a tym zazwyczaj o wiele szybciej kończyła się cierpliwość. Nawet działalność miała zarejestrowaną z adresem wirtualnego biura, gdzie znajdowała się jedynie skrytka pocztowa. Do kwestii własnej prywatności podchodziła bardzo skrupulatnie. Wiedziała, jak wiele informacji można wyciągnąć z sieci, ponieważ sama to robiła. Musiała być ostrożna. Zdradzający mężowie często mieli do niej pretensje, mimo że to nie ona wpychała swoje genitalia w inne kobiety.

– Nie otworzysz? – spytał Jacek i sięgnął po kubek Alicji. – Mogę?

– Aha.

Nie miała już ochoty na kawę. Nawet wizja makaronu w serze stała się czymś, co przyprawiało ją o mdłości. Takie paczki nigdy nie wróżą niczego dobrego. Już wolałaby dostać list polecony z urzędu skarbowego niż taką niespodziankę.

Otworzyła torebkę i wyciągnęła z niej klucze. Najmniejszy z pęku, który otwierał skrzynkę pocztową na klatce, posłużył jej do przecięcia brązowej taśmy, którą owinięto karton. Odłożyła klucze na stolik i ostrożnie zajrzała do środka.

Poczuła, jakby na klatce piersiowej położono jej blok cementu. Nie mogła złapać oddechu i dopiero kiedy Jacek jej dotknął, zdołała zaczerpnąć tchu.

– Wszystko w porządku? – spytał tym troskliwym tonem, którego Alicja nie potrafiła czasem znieść. – Zbladłaś.

– Nic mi nie jest.

– To coś fajnego?

Wyciągnął rękę w stronę paczki. Alicja w ostatniej chwili odsunęła ją poza jego zasięg i niemal do siebie przytuliła.

– Muszę iść – powiedziała, sięgając po klucze i wrzucając je do torebki. – Spotkamy się w domu.

– Czekaj, co? Mieliśmy iść na obiad – przypomniał. – Co się stało?

– Nic.

Nienawidziła go okłamywać. Przez cały ich związek nie musiała tego robić, a już z pewnością nie w taki sposób. Czasem mijała się z prawdą, kiedy chciała mu przygotować jakąś niespodziankę. Nawet wtedy Jacek doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest do końca szczera. Znał ją zbyt dobrze, co obecnie działało na jej niekorzyść. Postanowiła zastosować najstarszą na świecie technikę, czyli odwrócić jego uwagę.

– Dopij moją kawę, a ja zamówię ci coś do jedzenia na dole – powiedziała, podnosząc się z kanapy. – W lodówce to pewnie mamy tylko żarówkę, a nie chcę, żebyś był głodny.

Ścisnęła paczkę i pochyliła się, by pocałować męża w czoło. Wyglądał na zdezorientowanego i zmartwionego, ale na tym etapie nie mogła być z nim szczera.

– Odezwę się później.

Nie czekała na odpowiedź i szybkim krokiem udała się na parter kawiarni. Weronika dalej siedziała tam, gdzie Alicja ją zostawiła, i wpatrywała się w okno. Na szczęście była zwrócona do niej plecami, choć Mort nie podejrzewała jej o ochotę na kolejną pogawędkę.

Spojrzała na menu wywieszone nad barem, ale tam dostrzegła tylko różnego rodzaju kawy.

– Dzień dobry. – Przyjrzała się produktom wystawionym w lodówkach. – Poproszę bagietkę z szynką i do tego kawałek sernika z białą czekoladą. Czy mogłaby pani zanieść to na górę?

– Tak, oczywiście.

– I do tego jeszcze kawę latte – dodała Alicja. – Chyba latte, nie pamiętam, co zamawialiśmy wcześniej.

– Spokojnie, mamy dziś mały ruch, dobrze pamiętam, co to było. Mam pamięć do twarzy.

Baristka wyglądała na kogoś, komu faktycznie praca sprawiała przyjemność. To między innymi dlatego Alicja zapraszała tutaj klientki. Im milsze otoczenie, tym większa szansa, że wiadomość o zdradzie zostanie przyjęta ze spokojem. Niewiele większa, ale do tej pory się udawało. Powinna znaleźć w końcu nowe miejsce, skoro baristka ją już rozpoznaje. Więcej tutaj nie przyjdzie, a już na pewno nie w najbliższym czasie.

Dziewczyna przyjęła od niej gotówkę, a resztę położyła na blacie.

– Proszę to zatrzymać – powiedziała Mort, spoglądając w stronę Weroniki. – I wie pani co, proszę jeszcze jeden kawałek ciasta dla tamtej kobiety siedzącej pod oknem. Przyda jej się coś niezdrowego.

– Nasze produkty robimy z samych naturalnych składników – zaczęła się bronić baristka. – To samo zdrowie.

– Nie dla naszych talii. – Alicja uśmiechnęła się i dołożyła jeszcze brakującą sumę. – Zresztą pani nie musi się tym przejmować.

Czasami z jej ust padały prawdziwe głupoty. Zdarzało jej się to wyjątkowo rzadko, kiedy jednak jej umysł coś zaprzątało, panowała nad tym z trudem. Wprawdzie uważała, że w tym przypadku miała rację, ale to nie usprawiedliwiało jej zachowania.

– Przepraszam, to było niestosowne.

– Nic się nie stało. – Dziewczyna uśmiechnęła się i machnęła ręką. – Gdyby pani wiedziała, co czasem słyszę od facetów. Można się przestraszyć.

– Polecam tego małego przyjaciela.

Alicja wyciągnęła z torebki swój paralizator i pokazała baristce.

– Skutecznie zniechęca do dalszej aktywności – dodała, chowając urządzenie z powrotem. – Czasem wystarczy go pokazać i mięknie im pałka. Nie potrzeba żadnego pozwolenia i kosztuje grosze.

– Mam gaz pieprzowy – powiedziała baristka, ściszając głos. – Wypróbowałam go kiedyś na znajomym, ale za jego zgodą. Też działa cuda.

– Obyśmy nie musiały z tych naszych pomocników korzystać. Miłego dnia.

Tamta odpowiedziała uśmiechem, ale to wystarczyło. Krótka wymiana zdań pozwoliła Alicji na moment zapomnieć o ciężarze, który nosiła w pudełku.

Wyszła z kawiarni i zatrzymała się na chodniku. Przechodnie mijali ją i nie zwracali uwagi na kobietę, która walczyła sama ze sobą, by nie zaglądać ponownie do paczki. Wmawiała sobie, że za pierwszym razem coś musiało się jej przewidzieć.

Wzięła głęboki oddech i spojrzała do wnętrza kartonu raz jeszcze. Niestety, na jej dnie dalej spoczywał przedmiot, którego liczyła, że już nigdy więcej nie będzie musiała oglądać.

Szmaciana laleczka.

 

 

 

 

 

 

Marzec 2004

 

 

 

 

Marionetka.

Inne słowo nie przychodziło Alicji do głowy, kiedy myślała o tym, co właściwie tutaj robi. Odkąd została przywieziona na miejsce zbrodni, tylko roznosiła kawę policjantom, którzy faktycznie zajmowali się czymś pożytecznym. Przynajmniej część z nich wyglądała na zajętych. Wysługiwali się gówniarą, która powinna być wdzięczna za daną jej szansę. Przynajmniej to usłyszała od jednego z facetów stojących przy radiowozie i palących kolejne papierosy. Nie znała jego stopnia, ponieważ nie miał na sobie munduru, ale musiał być kimś ważnym. Cuchnął przetrawionym alkoholem i nikomu to nie przeszkadzało.

Wyciągnęła z bagażnika kolejny termos i przelała z niego kawę do papierowego kubeczka. Marzyła, by ten dzień jak najszybciej się skończył. Chciała tylko wrócić do jednostki, gdzie jest ciepło, przytulnie i nie traktują jej jak niewolnika. Zakręciła termos i upewniła się, że nikt nie zwraca na nią uwagi. Podniosła z ziemi niedopałek i wymieszała nim kawę, a następnie wyrzuciła go w przydrożne krzaki.

I wtedy usłyszała za sobą kroki.

– To dla prokuratora?

– Dla tego gbura stojącego przy polonezie – odparła. – Mam wylać?

– Na twoim miejscu jeszcze bym tam napluł.

Edward Górski na pierwszy rzut oka wyglądał na człowieka, któremu można zaufać tylko dlatego, że mierzy do ciebie z broni. Alicja znała go od niecałych sześciu miesięcy i przez ten czas tylko raz widziała, żeby się uśmiechał. Gdyby prowadziła kalendarz, zaznaczyłaby w nim tę datę i co roku przypominała Edwardowi, że na moment opuścił gardę. Wmawiała sobie, że to tylko maska, którą nakłada, by móc pracować tak, jak lubi. Im dłużej go znała, tym mocniej przekonywała się do tego, że faktycznie jedyną radością w życiu Górskiego jest jedzenie. Doskonale to rozumiała. Ten jeden raz, kiedy widziała go uśmiechniętego, miał miejsce w restauracji. Górski zaprosił ją na obiad, by porozmawiać o jej przyszłości, a obsługa przyniosła mu żurek. Bez opłat i bez zamawiania, a jedynie z uśmiechem wdzięczności za coś, co musiał kiedyś dla nich zrobić. To jej wystarczyło, by wiedzieć, że może mu zaufać.