Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Radek Ulianowicz znika tuż przed swoim wyczekiwanym przyjęciem urodzinowym. Zostawia liścik: Cokolwiek się stanie to twoja wina!!!!! To przez ciebie!!!! Do kogo adresowane są te słowa? Cztery osoby czują się winne. Muszą znaleźć Radka, zanim wydarzy się coś złego…
Kilka lat temu dwaj bliźniacy, Hubert i Dawid, poślubili dwie bliźniaczki: Anitę i Edytę. Zamieszkali w jednym domu. Wspólnie stworzyli 4U – instagramowy profil przyciągający tysiące followersów. Dziś stanowią najsłynniejszą polską rodzinę social mediów i dzielą się fragmentami swojej wspaniałej codzienności. Pozornie otwarci dla wszystkich, w rzeczywistości pozostają niedostępni. W tej rodzinie jest jeszcze Radek, siostrzeniec Huberta i Dawida, dyskretny i zaangażowany pomocnik.
Wkrótce coś zagrozi istnieniu 4U. Czy Radek zdoła uratować przed katastrofą uwielbiane internetowe uniwersum?
Michał Paweł Urbaniak powraca z porywającym thrillerem psychologicznym o wielkich ambicjach, cenie sukcesu, a także o pozorach – nie tylko stwarzanych na użytek social mediów. Czy z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach? Zależy, czy mają trafić na Instagram!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 342
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tego autora w Wydawnictwie WasPos
Dobra dziewczyna
4U Gratis
Wszystkie pozycje dostępne również w formie e-booka
Copyright © by Michał Paweł UrbaniakCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026All rights reserved
Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.
Redakcja: Kinga Szelest
Korekta: Magdalena Czmochowska
Projekt okładki: Magdalena Czmochowska
Zdjęcie na okładce: Adobe Firefly
Ilustracje wewnątrz książki: pngtree.com
Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]
Wydanie I – elektroniczne
E-book zgodny z dyrektywą o dostępności cyfrowej WCAG 2.2
Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w Internecie
ISBN 978-83-8290-971-5
Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]
Dla Danuty Long i Piotra Stefańskiego – na pamiątkę wspólnego oglądania spadających gwiazd w Noc Perseidów 2024
„Fred, oparty o stół obiema rękami, przyglądał się ślicznemu zamkowi i tańczącym figurkom, a potem rzekł:
– Ojcze chrzestny, pozwól mi także wejść do zamku!
Ale sędzia odpowiedział mu, że to jest niemożliwe.
I miał rację”.
E.T.A. Hoffman, Dziadek do Orzechów
„A wtedy Hak go ugryzł.
Nie tyle ból, ile niesprawiedliwość tego czynu wprawiła Piotrusia w osłupienie. Sprawiła, że stał się zupełnie bezsilny. Przerażony, mógł tylko przyglądać się temu, co się dzieje. Tak jest z każdym dzieckiem, kiedy po raz pierwszy spotka je niesprawiedliwość. Kiedy pojawia się w naszym życiu dziecko, jest przekonane, że ma prawo co najmniej do jednego: do sprawiedliwości. Gdy zachowamy się wobec niego niesprawiedliwie, będzie nadal nas kochało, ale nigdy już nie będzie tym samym dzieckiem. Nikt nie potrafi poradzić sobie z pierwszą niesprawiedliwością”.
James Matthew Barrie, Piotruś Pan i Wendy
LUTY – urodziny
Cokolwiek się stanie to twoja wina!!!!! To przez ciebie!!!!
Anita znała to pismo. Radek czasem zostawiał im takie liściki – zazwyczaj nic ważnego, kilka słów, jakiś żart. Dotąd nie było na nich wykrzykników, raczej uśmieszki z nawiasów i dwukropków. No i jeśli pojawiały się zaimki, to pisane wielką literą. Gdy po powrocie z pracy znajdowała te wiadomości – staroświeckie w czasach WhatsAppa – poprawiały jej dzień, zanim lądowały w koszu.
Ten liścik również napisał do niej.
Przyniosła do domku gościnnego tort osłonięty plastikową pokrywą. Zdjęła ją, a następnie wbiła siedemnaście świeczek, ledwie naruszając lukrową masę. Tort nic nie stracił ze swojego apetycznego piękna. Cukiernia, z którą współpracowali, tworzyła małe dzieła sztuki.
Rozejrzała się kontrolnie wokół. Domek wywietrzono i doprowadzono do porządku – musieli ściągnąć dziewczyny z firmy sprzątającej. W oknach wisiały podniszczone moskitiery, niepotrzebne o tej porze roku. W kominku płonął ogień. Stół został nakryty: szklanki, beżowe talerzyki z ulubionego serwisu Radka, wielka drewniana miska z Ikei pełna chipsów, których sztuczny cebulowy aromat drażnił nozdrza, nachosy zrobione z pieczywa chrupkiego, dipy i szklanki ze słonymi paluszkami. Same kalorie. Zapewnili nawet butelkę szampana – w końcu Radek był prawie dorosły. Twierdził, że siedemnaście lat to właściwie jak osiemnaście, nie ma wielkiej różnicy.
Pomyślała niechętnie, że o wiele łatwiej byłoby zarezerwować stolik w restauracji. Tyle razy mu to obiecali. Jakoś się nie złożyło.
Radek sam zaplanował swoją imprezę urodzinową, wcielając się w klienta Happy Birthday. Udawał dorosłego, co wychodziło jak parodia. Zażyczył sobie, żeby impreza odbyła się w domku gościnnym, i to wieczorem, a nie po południu, bo popołudniowe imprezy są dobre dla dzieci. Nie chciał auch „sztywniackiej kolacji dla klakierów”. Wstyd się przyznać – i Anita by się nie przyznała – to dzięki niemu niedawno poznała znaczenie tego słowa, dotychczas zarezerwowanego dla kota ze Smerfów. Zaproponował rodzinny turniej scrabble na pieniądze. Może żartował – z nim nigdy nie wiadomo. Miał zwyciężyć. Zresztą trudno było z nim wygrać. Pudełko ze scrabblami, poklejone żółtą taśmą na rogach, czekało na gerydonie w rogu.
Tak, wszystko było gotowe.
I wtedy dostrzegła ten liścik – śmieć zawieruszony na jednym z talerzyków. Przeczytała słowa zwieńczone histerycznymi wykrzyknikami. Choć była ubrana w płaszcz, a w kominku płonął ogień, zrobiło jej się zimno. Chłód i tak ciągnął od podmurówki. Z tego domku korzystali głównie latem. Dziś otworzyli go tylko dla Radka. Żeby miał swoje wymarzone urodziny.
Kiedyś już uciekł, niedaleko, bo do przydomowego lasu. Hubert jej o tym opowiadał, wciąż pełen poczucia winy, jakby go wówczas nie odnalazł, a Radek pozostał między zaginionymi. Nie przejęła się i jemu też kazała się nie przejmować. Zwykle jej słuchał, a tym razem nie wyglądał na przekonanego.
– Daj spokój! To było tyle lat temu, a Radek jest cały i zdrowy.
– Kiedy go zobaczyłem… Co to była za ulga! Zaniosłem go na rękach do domu. Nie był ciężki. Miał dopiero pięć lat.
– Dziwię się, że raczej nie przetrzepałeś mu skóry.
Naprawdę lubiła Radka. Był niegłupi, wrażliwy i bardzo potrzebował cudzej akceptacji. Starała się zaspokoić tę wzruszającą potrzebę. No i przede wszystkim mu współczuła – i braku ojca, i takiej matki jak Teresa. Niestety, Radek bywał także irytujący, jak to dzieciaki. Nadskakiwał jej z tym swoim „królowo, do usług” czy „najjaśniejsza pani”, nie rozróżniając galanterii od osaczającego natręctwa. Popisywał się używaniem niemieckich słów. Jego żarty były męczące i najczęściej śmieszne wyłącznie dla niego. Ucieczka przed laty pewnie również była jedynie głupim żartem, makabryczną grą w chowanego, w którą Radek wciągnął swoich wujków. Biedny Hubert płacił za tamtą zabawę do teraz. Nie uznawał porażek – a zwłaszcza jako opiekun.
Anita w wieku Radka sama uciekała, lecz nigdy dla zabawy. Zostawiała patetyczne listy albo – jeżeli ucieczka była impulsem – nabazgrane pospiesznie wiadomości. Snuła się między ponurymi blokami osiedla, a w chwilach odwagi jechała na dworzec i czekała na ten właściwy pociąg, który nie nadjeżdżał. Plecak ciążył za bardzo, wyłączona komórka irytowała SMS-ami, których nie dało się odczytać, głód i chłód doskwierały. Wracała wieczorem na osiedle, bo gdzie indziej miała wrócić? Czekały tam na nią kanapki na kolację, już zeschnięte i niedobre, i kubek herbaty, który podgrzewała sobie w mikrofalówce. Jadła kolację jak za karę. Ostatni posiłek skazańca. Potem do późnej nocy odrabiała lekcje, a rano w szkole była nieprzytomna.
Może ten liścik był tylko żartem. Wstępem do zabawy w podchody? Chyba Radek nie myślał, że ona będzie za nim ganiać? Kogo próbowała oszukać?
Ucieczka Radka to nie była głupia urodzinowa zgrywa. Anita poczuła się tak, jakby sama wepchnęła mu długopis do ręki. Ale przecież ona by nie… Spojrzała na telefon. Wystarczyło zadzwonić i sprowadzić go tu z powrotem. Traktował jej słowa jak rozkaz. Nie wybrała numeru, coraz bardziej wściekła i wystraszona. Najchętniej rozwaliłaby tort, przebierając w nim palcami, a później je oblizała. Miewała ostatnio takie kaloryczno-makabryczne zachcianki. Nie! Radek zaraz wróci. Ona też zawsze wracała. Gdzie miała iść? Dom to dom, a o wiele łatwiej wrócić do takiego domu.
Jako nastolatka czytała Opowiadania z Doliny Muminków na górze piętrowego łóżka, przy oknie z widokiem na szare, smutne osiedle.
Najbardziej lubiła opowiadanie o Filifionce, która wyczekiwała katastrofy – wracała do niego z fascynacją podszytą lękiem.
„– Ten spokój jest nienaturalny. Oznacza, że stanie się coś okropnego. Wierz mi, kochana, jesteśmy bardzo małe i nic nie znaczymy razem z naszymi ciasteczkami do herbaty i naszymi chodnikami i wszystkim tym, co jest ważne, lecz zawsze zagrożone przez to nieubłagane…
– O – powiedziała Gapsa z zażenowaniem.
– Tak, tak, przez to nieubłagane – mówiła Filifionka szybko. – To, czego nie można uprosić, z czym nie można dyskutować, czego nie można zrozumieć i o czym się nic nie wie. To, co się czai w ciemnym pokoju i przychodzi skądś z dala i czego nigdy nie widać, aż już jest za późno”1.
Wysłużony egzemplarz Opowiadań z Doliny Muminków zabrała ze sobą na nową drogę życia. Podświadomie bała się, że w samym środku jej poukładanego świata coś wybuchnie. Wypatrywała katastrofy, typowała podejrzanych. Teresa z tą swoją wieczną zapiekłością wydawała jej się nieszkodliwa jak rozszczekany, ale niegroźny ratlerek – taki to najwyżej może stanąć dobermanowi w gardle, jak w tym głupim kawale, który ubawił Radka. To prędzej Edyta miała w sobie iskierkę buntu. A Anita najbardziej bała się, że pewnego dnia to ona sama… Czasami, gdy wieczorami zmywała makijaż, zerkała na siebie w lustrze, pełna wątpliwości.
Spojrzała na liścik, zwykły świstek papieru upstrzony wykrzyknikami. Dała się podejść. Nie spodziewała się, że to akurat Radek sprowadzi na nich katastrofę.
1Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, tłum. Irena Szuch-Wyszomirska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 1997.
BACKSTAGE
– Hej, hej! Tu Radek! Tak jak wy kocham 4U, ale wiem to, czego nie wiecie! Na przykład, że Dawid jako dziecko uwielbiał Leonarda DiCaprio i na jego cześć kazał do siebie mówić „Caprio”. Czemu nie „Leon” na przykład? Zagadka, chcecie, to zapytam, dajcie znać w komentarzach. Albo nie wiecie, że Hubert w przedszkolu dostał Oscara za rolę Jasia w Jasiu i Małgosi. Dawid był jego dublerem, najbardziej dopasowanym dublerem na świecie, ale dostał sracz-pip-pip-pip-ki przed spektaklem! Właściwie nikt nie wie, co robi Edyta, coś z bazami danych. A Anita nienawidzi chłodników, a kiedy przyszła na pierwszy obiad, moja babcia podała… o kur…! chłodnik. Anita mówiła, że pyszne, a potem do łazienki i chlust, he, he! Kłamstwo nie popłaca! A jeszcze coś o mnie! Prowadzę psi profil 4U, lubię niemiecki, bo jest taki eindrucksvoll, ja, das stimmt! Oglądam z Edytą Trudne sprawy dla jaj. Subujcie, zostawcie kciuczki w górę! Podoba wam się taki backstage? Wujek Radek zabierze was za kulisy!
MATERIAŁY ARCHIWALNE
Miał trzech ojców i ze cztery matki.
Tak napisał w zadaniu z angielskiego – najpierw po polsku, na brudno. Był z siebie dumny. Miał coś ciekawego do powiedzenia, wiedział, że przebije pozostałych. Niedługo wcześniej Hubert ożenił się z Anitą, a Dawid z Edytą. Osobny długi akapit Radek poświęcił mamie. Wspomniał o nieznanym tacie oraz o babci – w tamtych czasach wciąż mówił do niej „mamusiu”, tak jak pozostali, chociaż pomału mu przechodziło.
Zdążył przetłumaczyć zaledwie kilka zdań na angielski. Nauczycielka nigdy nie zobaczyła tego wypracowania.
Kiedy Hubert, Dawid, Anita i Edyta zaczynali być już sławni jako 4U, mieli swój kanał na YouTubie, fanpage na Facebooku, profil na Instagramie i mnóstwo followersów, zaproszono ich do Dzień dobry TVN. Występ się nie wyróżnił, ot kilka minut nudnej pogadanki. Mimo wszystko pękający z dumy Radek pod materiałem TVN-u na Fejsie zamieścił komentarz. Pochwalę się. Hubert i Dawid to moi wujkowie, a Anita i Edyta to moje ciocie. Nie uwierzono mu. Wyśmiano go, obrażano. Na darmo tłumaczył, że sam nazywa się Ulianowicz, a Hubert i Dawid to młodsi bracia jego mamy. Na koniec, wściekły, napisał: Spadówa! Wy nie macie takich wujków i cioć! Bo nikt nie miał. Oni byli tylko jego.
*
Najpierw mieli zamiar oglądać rodzinnie spadające gwiazdy bez udziału social mediów – jedynie babcia się wymigała, chłód nie działał dobrze na jej artretyzm. To był pomysł Dawida. Radek nie mógł doczekać się wieczoru. Miał wtedy z czternaście lat i wciąż był trochę gówniarzem.
Zaczęło się ściemniać, gdy Anita stwierdziła, że to idealna okazja, aby wrzucić na profil coś zupełnie innego niż fotki, ćwiczenia czy krótkie pogadanki o życiu. Miała do tego głowę. 4U radziło sobie coraz lepiej głównie dzięki niej. Followersów regularnie przybywało, firm, które chciały reklamować swoje produkty, też.
Radek pomógł Dawidowi i Hubertowi wynieść przed dom drewniane leżaki. Hubert wysłał go do domu po koce, dużo koców.
Noc była zimna, choć ekscytująca. Radek z przekory znalazł te najgrubsze i najbrzydsze, chyba jeszcze po dziadku.
– Nie są zbyt instagramowe, ale możemy albo wziąć takie, albo odmrozić sobie tyłki – oznajmił. – Pytanie, czy wasi followersi to przeżyją.
Był w tej rodzinie kimś w rodzaju rodzinnego błazna. Wykonał zadanie, rozbawił ich. Dawid poklepał go po ramieniu.
– Nigdy nie widziałeś deszczu Perseidów, co? Gotowy na liczenie gwiazd?
– Nie. Mam dość matematyki.
Przez chwilę stali we trzech, wpatrując się w rozgwieżdżone, jeszcze statyczne niebo. Radek pomyślał, że odstaje – jego wujkowie mieli na sobie identyczne szare płaszcze, jasne dżinsy i skórzane sztyblety, a on puchową kurtkę, w której wyglądał jak ludzik Michelina.
– Chłopaki, uwaga, będzie dobre zdjęcie. – Anita stanęła w drzwiach. – Radek, zejdź z kadru.
Zdawała się błyszczeć w stylowej srebrnej pikowanej kurtce. Przez ramię miała przewieszony puszysty beżowy koc z Rossmanna czy innej Ikei. W ręku trzymała kubek w owieczki. Była gwiazdą social mediów, a zarazem swoją własną stylistką i charakteryzatorką. Zawsze wyglądała tak, jakby obawiała się, że ktoś mógłby jej zrobić zdjęcie z ukrycia.
– Zapomniałam! Radek, przynieś z kuchni opakowanie po gorącej czekoladzie, czy co to tam jest, zanim twoja babcia je wyrzuci. Byle migiem, bo zaraz się zacznie. I pogaś wszystkie światła. Będzie lepiej widać te meteoryty.
– Twój sługa uniżony! – Pokłonił się dwornie. – Padam do nóżek, obgryzam paznokcie i skórki!
W kuchni pachniało czymś ciepłym, słodkim i kremowym. Zobaczył tekturowy prostopadłościan opakowania, na którym pod logo firmy o pretensjonalnej nazwie Cymesso widniała parująca wysoka szklanka pełna złotobrązowego napoju. Obok szklanki znalazła się kostka toffi oprószona solą. Lubił słony karmel. Tektura również nim pachniała.
Sięgnął po telefon. Anita umieściła już na Instagramie zdjęcie zapatrzonych Huberta i Dawida z podpisem: Niebawem przylecą ku nam gwiazdy. Kto z Was ogląda ten pokaz? Miała rację – to świetne ujęcie. Przyciągało wzrok tym nibypodwójnym odbiciem jednej osoby, a zarazem tchnęło spokojem i skupieniem. Zdążyło zebrać kilkanaście lajków i komentarzy, w tym wyznań miłości.
Radek był wystarczająco inteligentny, aby zrozumieć, że w 4U to niemal anielska, wypielęgnowana uroda Anity i Edyty nie budziła żadnych wątpliwości. Dawid i Hubert byli przystojni, jednak trzeba było im się przyjrzeć, żeby to stwierdzić. Obaj mieli głębokie piwne oczy, twarze o wydatnych, acz kształtnych rzymskich nosach, grubych brwiach, lekko odstających, elfich uszach i pełnych ustach przyciągających spojrzenia. Kiedyś nosili długie włosy, aż kilka miesięcy temu po rodzinnej naradzie obcięli się i wygolili boki. To była prawdziwa sensacja na 4U. Część followersów gratulowała zmian, a niektórzy twierdzili, że Dawid i Hubert w długich włosach wyglądali lepiej. Możliwe, że byli zaledwie przeciętną parą identycznych facetów, ani brzydką, ani szczególnie się wyróżniającą – lecz internetowy fejm dodawał im atrakcyjności i zakochanych fanek czy fanów.
Niestety, Radek i na siebie umiał spojrzeć obiektywnie. Przy swoich być może całkiem przeciętnych wujkach nadal prezentował się jak ta potwora, co dzięki łaskawości losu powinna znaleźć swojego amatora. Wolałby amatorkę.
Nie miał złudzeń – on sam nie nadawał się do zdjęć, więc prawie ich nie zamieszczał w sieci. Jego profile w social mediach były niemal martwe. Nie miał się czym chwalić. Nie z tą pociągłą twarzą poczciwego muła, nie z tym jasnym, przetłuszczającym się sianem na głowie, które daremnie próbował ujarzmić. Podobno oczy miał ładne w ciekawym odcieniu szarego – tak twierdziła Edyta. Sam bardziej zwracał uwagę na kartoflowaty nos i brwi, które mogłyby być grubsze, oraz powracające pryszcze. Usta miał w porządku, pełne, kształtne, odziedziczone po Ulianowiczach. Szkoda, że tak rzadko ktoś je całował.
Od jakiegoś czasu starał się dbać o siebie. Golił sobie zarost na twarzy, a także pachy. O ile o tym pamiętał, kładł cynkową maść na pryszcze. Psikał się perfumami Dawida – podobały mu się bardziej niż te Huberta. Edyta mówiła mu, że jest superfacet. Dawid był nieco bardziej zapobiegawczy.
– Na razie tego nie widzisz, ale wyrośnie z ciebie przystojniak – zapewniał Radka, aby leczyć jego kompleksy.
– Musisz dorosnąć – powtarzała Anita, a on zrozumiał, że za tą magiczną granicą może być tylko lepiej.
Czekał – był w zasadzie prawie dorosły.
*
Anita zamieniła przestrzeń przed domem w plan filmowy. Niczym reżyserka komenderowała Edytą, Dawidem i Hubertem. Kazała przestawiać scenografię, spieszyła się.
– Musimy powiedzieć o tej czekoladzie. Jak to się nazywa? Cyprisso? Przyniosłeś? – zwróciła się do Radka. – Jesteś kochany. Cymesso. Same kalorie.
W końcu była gotowa do nagrywania. Uciszyła całą piątkę.
– Kochani, my już czekamy na gwiazdy spadające w tę wyjątkową noc.
Wyciągnęła telefon przed siebie jak kamerę i uchwyciła kolejno Edytę, Huberta i Dawida, którzy machali do niej, a w zasadzie do followersów. Radek impulsywnie wbił się w kadr i także pomachał.
– Cześć wam! – zawołał. – Halo!
Anita opuściła telefon.
– Radek! – upomniała go bez złości. Przyjęła poprzednią pozycję i zaczęła od nowa. – Witajcie, kochani, my już czekamy na gwiazdy, które sfruną do nas w tę szczególną noc. Jest dość zimno, więc zaopatrzyłam się w pyszną czekoladę Cymesso, w moim ukochanym kubku. Idealna na takie chłody. Mmm, jak to pachnie! Smak karmelowy, mój ulubiony, precyzyjniej: słony karmel, edycja limitowana, więc sami wiecie… Szlag! – Zaśmiała się.
Zdała sobie sprawę, że nie może jednocześnie trzymać telefonu, kubka z „pyszną czekoladą Cymesso” i prezentować opakowania. Radek zaoferował się kręcić, jednak wybrała Huberta. Tym razem nagrywanie przebiegło bez zakłóceń.
– Czuję, że to będzie wyjątkowa noc – zakończyła Anita. – Sfotografujemy dla was Perseidy. Dajcie znać, ile gwiazd wypatrzycie na niebie. Kto pobije rekord? I, kochani, nie zapomnicie pomyśleć życzeń. Te dzisiejsze powinny się spełnić. – Posłała followersom ostatni uśmiech.
Hubert wyłączył nagrywanie i wrzucił filmik na Instagram, a ona odstawiła kubek.
Napięcie opadło. Kurtynę opuszczono. Na prośbę Anity Radek zrobił parę dodatkowych zdjęć 4U w komplecie. Starał się. Sam proponował ujęcia, rozbawiał ich, żeby wydobyć naturalne uśmiechy. Gdy mieli dość materiałów, zrobili sobie kilka pamiątkowych zdjęć wyłącznie dla nich, nie dla instagramów czy facebooków.
Anita przypomniała sobie o odstawionym kubku. Podała go Radkowi.
– Wypij, będzie ci cieplej.
Lubił o niej myśleć jak o swojej młodszej, piękniejszej matce.
Przed kamerą odnajdywała się najlepiej, swobodna i pełna naturalnego wdzięku, a przy tym swojska. Wiedziała, jak się ruszać, czarować głosem i uśmiechem. Zdawała się emanować wewnętrznym blaskiem. Zdobywała serca followersów, a właściwie wspólnie z Edytą zdobywały, bo przecież były identyczne – obie wysokie, wiotkie, o twarzach niemal jak z porcelany, wielkich błękitnych oczach, pełnych ustach w kształcie serca i długich włosach układających się w bujne pszeniczne fale. Radek sam się trochę w nich kochał.
Czekolada wystygła, ale nadal była dobra.
Zajęli miejsca na leżakach i, owinięci kocami, patrzyli na niebo, które nie chciało upuszczać gwiazd.
– A to na pewno miało być dzisiaj? – zapytała Anita. – Bo jeśli to jakiś fake news…
Radek był najszybszy, zaczął scrollować Insta i sprawdzać komentarze na profilach 4U.
– Google potwierdza – powiedział. – Spadać, gwiazdy! No dalej! Cip, cip! Kici, kici! Co się mówi do gwiazd?
Edyta wyjęła spod swojego leżaka nalewkę. Butelka krążyła między dorosłymi.
Radek próbował ją przejąć, ale Hubert – najbardziej kategoryczny z całej czwórki – mu nie pozwolił.
– Alkohol jest dla dorosłych. Jeżeli ci zimno, zrób sobie herbaty.
Edycie w kolejnej turze udało się dyskretnie podać Radkowi butelkę. Mrugnęła do niego. Wziął łyk. Nalewka była paskudna i piekła. Kaszel go zdradził.
– Mówiłem, nie pij tego! Chcesz iść do domu? – warknął Hubert.
– Oj, daj mu spokój! – zaperzyła się Edyta. – Jest sobota. Przynajmniej się nie przeziębi. Taka nalewka to lekarstwo. Tylko mnie nie wsyp, Radziu. Teresa by mnie zabiła.
Przypomniał sobie o mamie spędzającej tę noc na dyżurze w szpitalu. To nieuczciwe, że pracowała, podczas gdy oni oglądali niespadające gwiazdy. Wysłał jej swoje zdjęcie na leżaku, aby uciszyć sumienie.
Minuty mijały, a oni niecierpliwili się coraz bardziej.
– Wejdę na dach i będzie spadająca gwiazda! – powiedział Radek ku uciesze pozostałych.
To on wypatrzył pierwszą spadającą gwiazdę. Przemknęła nad lasem. Nie uwierzyli mu, ale zaraz w odpowiedzi pojawiła się druga. Przekrzykiwali się jak dzieci wskazując palcami gwiazdy.
Anita, otulona kocykiem z Ikei, którego nie musiała się wstydzić, kazała być im cicho, gdy co chwila włączała nagrywanie, aby przyłapać którąś z gwiazd. To uciszanie nie skutkowało, raczej ich śmieszyło. Wreszcie skapitulowała. Śledzili dalszy gwiezdny pokaz z przyjemnością. Przypominało to mecz, jakby za każdą wypatrzoną gwiazdę zdobywali punkt. Zaczęli szukać konkretnych konstelacji i drogi mlecznej. Rozważania astrologiczne przerwała kolejna przemykająca po niebie gwiazda, zjawiskowa. Patrzyli na to urzeczeni.
– Bydlę! – skwitował Radek, znów wzbudzając śmiech.
Zrobiło mu się zimno, lecz pomyślał, że ta noc mogłaby się nie kończyć.
– Pamiętajcie o życzeniach – przypomniała Anita.
– Moim życzeniem jest więcej nalewki, zanim tu zamarznę – odparła Edyta.
– Niech mi tu z nieba spadnie Porsche – dodał Hubert.
– Twoje wymarzone Porsche? – podchwycił Dawid. – Zamów od razu dwa.
– Wiecie, że życzenia wypowiedziane na głos się nie spełniają? – przerwał Radek.
Spojrzeli na siebie jak skarcone dzieci przyłapane na głupiej zabawie.
– Nie jesteś śpiący? – zapytał Dawid. – Nie jest ci zimno?
– Naleweczki? – zachichotała Edyta i czknęła, co jej się zdarzało po alkoholu.
Zaśmiali się.
Radek pomyślał o 4U – gościnnym angielskim skrótowcu, zapowiadającym miejsce dla każdego, zapraszającym wszystkich w liczbie pojedynczej i mnogiej. Ale to był też inicjał nazwiska – nosił takie samo, nawet jeśli nikt w Internecie mu nie uwierzył.
4U byli jego rodziną.
BACKSTAGE
– Siemandero! Lubicie filmik urodzinowy na stronie głównej Happy Birthday? Jest dla dużych i małych, tak sobie wmawiam, gdy go oglądam zamiast rzeczy od lat osiemnastu. A zgadnijcie, kto stał za kamerą? Richtig! Ich, ich, danke, danke! Pomagałem też dmuchać balony. Anita niby taka uśmiechnięta, a zaraz zerwała gumkę z tej swojej klawej czapeczki, a Dawid zrzucił z siebie tę hawajską koszulkę. Powiedział, że czuł się jak klaun. Wiadomo, reklama dźwignią handlu, reklamom nie powinno się wierzyć. Poza tą. 4U robią na tych urodzinach grubą kasę, ale naprawdę się starają. To nie takie zwykłe reklamowe chrzanienie. Mamy same dobre opinie w Google i na fanpage’u Happy Birthday. Tak że róbcie tam urodziny, link w komentarzu, happy birthday, sto lat, alles Gute zum Geburtstag, kwi, kwi, kwi, kwi, kwi, to po chińsku! No i na pewno spotkacie Huberta, Dawida, Edytę albo Anitę. A to najlepszy prezent urodzinowy. Wiem, co mówię, dostaję go codziennie! Cześć!
LUTY – urodziny
Radek często wracał do tego filmiku, zamieszczonego na stronie Happy Birthday z pół roku temu. Stali na nim 4U w komplecie. W tle widać było balony i serpentyny, grała muzyka. Wyglądało to tak, jakby bawili się na hucznej imprezie i nagle przypomnieli sobie, że mieli nakręcić filmik – a właściwie Radek miał. Stał się kamerzystą. Pomysł wyszedł od Anity. Nie było żadnej imprezy. Kręcili w przystrojonym na tę okazję domku gościnnym. Anita i Edyta miały na sobie identyczne srebrne kiecki świecące od brokatu, a Dawid i Hubert włożyli żółte hawajskie koszule w zacienione palmy – no i po kolorowej czapeczce na gumce. Przywitali się, machając do wyobrażonych widzów.
– Na urodziny czeka się cały rok – zaczął Hubert. – Dlatego to musi być twój najpiękniejszy dzień. Masz być królem tego dnia.
– Albo królową – wtrąciła Edyta i puściła oko.
Najmłodsi solenizanci na urodzinach dostawali korony, nie z papieru, ale z plastiku, żeby dłużej służyły jako pamiątka. Były w cenie.
– Wymyśl sobie najpiękniejsze urodziny, a nam zostaw resztę – dodał Dawid. Jego kwestia jako jedyna była wyzuta choćby z pozorów naturalności.
– Pozwól nam spełnić swoje urodzinowe marzenia! – Anita posłała czarujący uśmiech. – Happy birthday!
Na koniec pomachali, a Hubert przez przypadek strącił Edycie czapeczkę z głowy. Tego nie było w planie, jednak nie zdecydowali się na cięcie. Na YouTubie to właśnie strącenie czapeczki przyciągnęło uwagę komentujących.
Filmik komentowano z entuzjazmem. Marzę, żeby być z Wami na imprezie, 4U! Tylko 4Me!; Happy birthday to 4U!; Mam akurat urodziny! W przyszłym roku urządzę je u was! Łatwo było ulec czarowi tego filmiku, niezależnie od wieku. Radek miał siedemnaście lat, więc był praktycznie dorosły – osiemnasty rok zaczął mu się nabijać na liczniku – i obejrzał go po raz kolejny.
Rozległo się pukanie do drzwi. Do pokoju weszła mama.
– Myślałam, że będziesz spał dłużej. Masz ferie. I urodziny. Coś oglądałeś?
– Takie tam. – Odłożył telefon bez dalszych wyjaśnień.
Mama wiedziała, że to musiało być coś z uniwersum 4U, na szczęście nie podjęła tematu. Złożyła mu życzenia. Dał się przytulić i ucałować jak dzieciak. Ustępował mamie, lecz gdy podała mu małą paczuszkę zapakowaną w ozdobny papier, nie wyciągnął po nią rąk.
– Poczekam do wieczora.
Taką mieli tradycję: prezenty dawało się dopiero na imprezie, żeby nie rozdrabniać urodzin.
– Och, daj spokój! Chyba mogę obdarować mojego syna, kiedy chcę? Czy ktoś ma mi dyktować warunki?
Żeby nie zaogniać sytuacji, Radek rozwiązał kokardę, zdarł papier i wyjął z pudełka figurkę Oscara. Na podstawie wygrawerowano: Za montaż dla Radosława Ulianowicza.
– Artefakt na przyszłość! – Mama rozpromieniła się w uśmiechu.
– Pamiętałaś!
– Dlaczego miałabym nie pamiętać? Jestem twoją matką.
Niedawno rozmawiał z Anitą o swojej przyszłości. Wyznał jej z pewnym skrępowaniem, że chciałby być montażystą. Ani myślała go wyśmiać.
– Mogę występować z wami, prowadzić własny profil na Insta, reaktywować go. Stworzymy jakąś wielką piątkę, jakieś 4U5, to nawet graficznie będzie ciekawie wyglądać. Albo 4U+. Sama mówiłaś, że zmiany się przydają, odświeżają.
– Najpierw musisz być dorosły. Zresztą zawsze możesz prowadzić własny profil na Insta.
– Niby tak, ale chciałbym to jakoś zrobić z pompą, oficjalnie, w połączeniu z wami, a nie tak wyskoczyć jak filip z konopi.
– Jak Radek z konopi.
– Filip to zając! – wyjaśnił. – Do brzegu: mogę występować, kamerować i być montażystą. To się nie kłóci. Dobra fucha i wam też się to przyda.
Anita skinęła głową z aprobatą. Ceniła w ludziach ambicję. Porozmawiali o jego potencjalnych studiach, jak o czymś postanowionym. Gdy parę dni później podjął ten temat z mamą, był dobrze przygotowany. Mama nie próbowała go od tego odwieść. Byłaby wściekła, gdyby wiedziała, że ona i Anita wyjątkowo są zgodne.
Oczywiście do urodzin zdążyło mu przejść. W międzyczasie myślał o reżyserii, o jakimś kierunku związanym z social mediami, nie umiał sprecyzować planów. Nie musiał się spieszyć. Na razie montażystę zostawił gdzieś w rezerwie – ale mama zapamiętała tamtą rozmowę. Podziękował i przytulił mamę. Prezent i tak był kapitalny.
– Coś ominąłeś.
Rzeczywiście – znalazł eleganckie czerwone pudełeczko podobne do tych, które widywał na filmach w scenach oświadczyn. Otworzył pudełeczko i zobaczył dużą mosiężną obrączkę.
– To sygnet – wyjaśniła mama. – Będzie pasować do zegarka, który dostałeś na święta. Jesteś prawie dorosły. Wystarczająco, aby nosić coś takiego.
Radek ostrożnie wyciągnął sygnet i umieścił na dłoni.
– Należał do taty? – zapytał.
– Skąd ci to przyszło do głowy? Czy on kiedykolwiek ci coś podarował? Nie zapłacił ani złotówki alimentów, a miałby się szarpnąć na drogi sygnet? Jak ci się wydaje?
Nie oczekiwała odpowiedzi. Powtarzała mu, że nie ma za kim i za czym tęsknić. To ponoć były ciągłe kłótnie, nieporozumienia i frustracje, które jak zakaźna choroba infekowały cały dom. Mama na próżno się starała. Tata miał dość. Nie chciał ani mamy, ani tym bardziej wrzeszczącego niemowlaka. Mimo to Radek niekiedy wyobrażał sobie, jak by to było mieć tatę.
Na śniadanie mama zrobiła tosty z miodem z prawdziwej pasieki. Przy stole odczytywał i serduszkował życzenia na Fejsie. Mama kazała mu odłożyć komórkę i siadła z nim przy stole.
– Twoi wujkowie przepadali za tostami. Robiłam je w niedzielę, gdy miałam więcej czasu. Hubert wolał z Nutellą, a Dawid z dżemem, byle nie truskawkowym. Takie mieli wymagania.
– Ja jestem łatwiejszy w obsłudze?
Mama się roześmiała.
– Aha, żebyś nie myślał: to nie koniec prezentów na dziś.
Mógł się domyślić. Mama z okazji urodzin dawała mu najwięcej prezentów, co cieszyło i zarazem wprawiało w skrępowanie. Czyli wieczorem tradycji stanie się zadość. Chyba że…
– Nie idziesz do pracy? – drążył.
– Wzięłam sobie wolne.
Nabierał coraz bardziej męczących podejrzeń. Musiał wybadać grunt, upewnić się.
– Mamuś, a… masz jakieś inne plany?
Jej uśmiech zgasł.
W zeszłym roku zrobiła mu urodzinową niespodziankę: zabrała go na wycieczkę do Warszawy. Nazwała to „urodzinowym porwaniem”. Udawała, że nie widzi, jak zmarkotniał, a on udawał, że się cieszy. Była tak podekscytowana, jakby to były jej urodziny i sama robiła sobie prezent. Stali w korku na oblodzonej autostradzie, rozmowa się nie kleiła. Czas upływał. Radek dał się prowadzić po Starówce, po Złotych Tarasach, oglądał w kinie film wybrany na siłę z bieżącego repertuaru. Jadł pizzę, a następnie, w cukierni, kawałek tortu, który ledwo mógł w siebie wrzucić.
Czas się wlókł, a jednocześnie pędził. Dzień się kończył. Wrócili późnym wieczorem. W domu była tylko babcia, no i psy, a także prezenty dla niego. 4U udali się na kolację do restauracji, którą mieli wypromować. Wszedł na ich profil – widział zdjęcia, rolki, smakowite dania, których chętnie sam by spróbował. Zalajkował, co było do zalajkowania, zostawił komentarze. Obfotografował swoje prezenty i przesłał zdjęcia na Twin Power. Napisał, że wyprowadził Kaliego i Napolla vel Leona. Docenili żart roześmianymi buźkami. Na próżno na nich czekał – zasiedzieli się w tej wypasionej knajpie. Podobno chcieli go wziąć ze sobą, ale mama miała własne plany na jego urodziny.
Radek odłożył niedojedzonego tosta i postawił na szczerość.
– Mamuś, ja muszę tutaj być wieczorem. Na razie nie mogę ci powiedzieć, o co chodzi. Poza tym Anita obiecała mi przyjęcie w domku gościnnym. – Nie chciał wykorzystywać tego argumentu, lecz nie widział wyjścia. – Nie wiem, czy ci mówiła.
One dwie bardziej zmuszały się do rozmowy niż rozmawiały.
– Dawid mi mówił. Przecież wszyscy włączyliśmy się w to przyjęcie niespodziankę, zgodnie z twoim życzeniem. A może ja nie jestem zaproszona?
– Mamo…
– Myślisz, że nie wiem, że do tej Warszawy rok temu pojechałeś ze mną z łaski? Nie bój się, już nigdzie cię nie zabiorę.
Wzięła jego talerz i zanim zdążył zaprotestować, wyrzuciła resztę tosta do kosza.
MATERIAŁY ARCHIWALNE
Babcia lubiła świat 4U, chociaż nie całkiem go rozumiała. Od dawna tkwiła niejako na uboczu rodziny. Zajmowała się głównie narzekaniem na swoje zdrowie albo odpoczynkiem, czasem opowiadała mu różne historie o mamie, Dawidzie, Hubercie czy dziadku. Kiedy Radek pokazywał jej zdjęcia lub rolki, od razu zapominała o artretyzmie i zmęczeniu. Powtarzała z dumą, że ładnych ma synów i ładne synowe.
– Twoja mama wymyśliła sobie rodzeństwo. Wróciła zapłakana ze szkoły. Któraś jej koleżanka pochwaliła się, że będzie mieć braciszka. No to ona też chciała mieć. Mówiłam, że jestem za stara, że nie mamy tyle pieniędzy, ale ona zawsze była uparta jak oślica. Tak długo nas męczyła, aż… – zawahała się – dopięła swego. A to ja musiałam ich urodzić. Tak się z tego pochorowałam, że drugie pół życia mi minęło!
Fajnie by było sprzedać tę historię Anicie – bez narzekań babci – niestety, mama nigdy by się na to nie zgodziła. Radek spróbował odwrócić uwagę babci nowym rankingiem.
– Na kogo byś głosowała? Na razie na prowadzenie, proszę państwa, wysuwa się Anita! Powinni nas dodać, skoro tu mieszkamy, ale kto by na nas głosował?
Im bardziej 4U zyskiwali na popularności, tym częściej na Instagramie czy Facebooku pojawiały się podobne rankingi. Ludzie robili ankiety albo pisali w komentarzach, kogo z całej czwórki lubią najbardziej. Ledwie minęło kilka miesięcy tego boomu, kiedy pojawił się pierwszy ranking. Ponad sto osób wzięło udział, a licznik ciągle nabijał! Radek poleciał z tym do Anity.
– Zebrałaś najwięcej głosów! Sam na ciebie zagłosowałem. Za tobą jest Edyta, prawie ex aequo z Hubertem! Dawid na szarym końcu: dwadzieścia siedem głosów! Powiedz mu, żeby się bardziej starał! Musicie to udostępnić u siebie!
– Niby po co? – zapytała obojętnie. – Co to dobrego wnosi?
– Teraz się robi pełno takich ankiet na każdy temat – powiedział z wyższością kogoś, kto lepiej rozumie social media. – To pokazuje, że ludzie was lubią!
– A zwłaszcza Dawida. Nie pomyślałeś o tym, że byłoby mu przykro?
– Czemu? Przecież to tylko ranking.
– Sam widzisz.
Lubił z nią rozmawiać o wielu sprawach. Traktowała go poważnie, często pokazując mu inny punkt widzenia na daną kwestię. Dzięki niej czuł się mądrzejszy. Nic dziwnego, że w tym całym przedsięwzięciu pozostała najwyższą instancją – zazwyczaj po prostu miała rację.
– No dobra. Poczytaj sobie przynajmniej komentarze. Zrobią ci dzień. Ludzie piszą głównie o tobie. Kochają cię. Jesteś dla nich jak matka.
Rozumiał ich. Anita była piękna, a ponadto miała w sobie siłę, emanowała wielką pewnością osoby, której każde zamierzenie musi się powieść. Mogła się wydawać wręcz zbyt idealna. Gdy Hubert siedział w firmie, a Anita na siłowni, Radek zakradał się do ich mieszkania – w tym domu nie było potrzeby zamykania drzwi na klucz. Znajdował jej taśmę do ćwiczeń, nieodłożoną do zlewu miseczkę z resztkami jogurtu islandzkiego albo zużyte płatki kosmetyczne w łazienkowym koszu na śmieci. Te odkrycia dawały mu satysfakcję. Miał większą wiedzę niż byle followersi – wiedział, że Anita nie jest kimś nierzeczywistym w rodzaju wróżki, lecz człowiekiem.
– Daj spokój. Po co mi dzieci? – Zaśmiała się. – Do tego w setkach!
– A moja mama mówi, że kobieta powinna być przede wszystkim matką.
– Myli się. To zaledwie jedna z wielu opcji. Nie powtarzaj tego Teresie.
– No wiesz! – obruszył się. – Masz mnie za takiego gadatywusa?
Niedawno przez przypadek odkrył to dziwne słowo. Anita go nie znała.
– Kogo? Nie gniewaj się, chodzi mi o to, że twoja mama już wystarczająco mnie nie lubi – westchnęła, sposępniała. – To niełatwe mieć wroga pod własnym dachem.
– Ależ ona cię lubi! Mówiła ostatnio babci, że jesteś taka konsekwentna w tym, co robisz. – Nie dodał, że to akurat była złośliwość.
To mama byłaby pierwszą hejterką 4U, gdyby w ogóle ją obchodziło. Na przekór reszcie rodziny, Internetowi i całemu światu, stanowiła jednoosobowy ruch oporu. Niczego nie oglądała, nie lajkowała, nie komentowała. Udawała, że 4U nie istnieje. Kiedy podekscytowany Radek mówił jej o nowych filmikach, followersach czy komentarzach, ucinała temat.
– Wolę prawdziwe życie – powtarzała. – Myślałam, że wyrosłeś z bajek.
Chciała mu stworzyć dobry dom jako rekompensatę za to, że ojciec go zostawił. Choć wracała z dyżurów zmęczona, zawsze znalazła w sobie dość siły, aby z nim porozmawiać – była naprawdę ciekawa, co przydarzyło mu się w ciągu dnia, o czym myśli, jakie ma plany. Śmiali się oboje, gdy ziewała. Przysypiała, gdy oglądali telewizję, a Radek przykrywał ją kocem, żeby nie zmarzła. Tak często przypominała mu, że mają tylko siebie, aż te słowa straciły moc.
– I babcię, Dawida i Huberta – dopowiadał Radek, łaskawie pomijając Anitę z Edytą. Wiedział, co usłyszy w odpowiedzi.
– To my jesteśmy sobie najbliżsi. Ja cię urodziłam.
Kochał mamę – byłby niewdzięczny, gdyby jej nie kochał – lecz gdy był na nią zły lub zwyczajnie szukał kogoś, na kim mógł się odegrać za zły humor czy różne niepowodzenia, drażnił się z nią. Wystarczyło nawijać o 4U. Zapraszał ją do tańca po polu minowym i czekał na nieuchronny wybuch. Wtedy ta sama mama – która tak dbała o dobrą atmosferę w suterenie, miała dla niego uśmiech, komplement czy dobre słowo, nie odmawiała rozgrywki scrabble, przytulała go i przynosiła z cukierni ciastka tak piękne, że naruszenie ich widelczykiem zakrawało na wandalizm – zmieniała się w istną rozszczekaną hienę.
– Ty masz się uczyć, a nie zajmować jakimiś Instagramami! Niech sobie sami prowadzą, co tam chcą! Taki inteligentny chłopak, czemu nie możesz być ponad tym?! Pójdę z tym na policję! Jesteś dzieckiem, a twoja Anitka cię wykorzystuje jako darmową siłę roboczą!
Kiedy słyszał o „swojej” Anitce, sam się wkurzał.
– A twoi bracia razem z nią? – odparował. – Ich będziesz musiała wsypać przy okazji.
Mama miała rację – byli dla siebie najbliżsi, więc wiedzieli, jak sobie dokuczyć.
Radek zwykle zwyciężał te bitwy, jednak były to gorzkie, piekące zwycięstwa.
CZERWIEC
Wracał ze szkoły do tego życia, które się bardziej liczyło. Wyciągał telefon, przeglądał konta 4U, sprawdzał, czy przybyło followersów, lajkował nowe zdjęcia i wpisy, gdzieniegdzie wrzucił komentarz. Dokładał swoją cegiełkę. To była jego praca. Czuł się doroślejszy od swoich kolegów, którzy po szkole tylko odrabiali lekcje, chodzili na basen czy kursy angielskiego albo tracili czas przy Netfliksie lub grach komputerowych.
Kiedy przeprowadził inspekcję, robił sobie selfie. Wysyłał na Twin Power z napisem w rodzaju: Szerokiej drogi, autobusie! czy Nie skasowałem biletu. Potrzeba mi adrenaliny. Śledził, czy wszyscy czworo lajkują. Kiedy nie chciało mu się wysilać, pisał po prostu: Wracam do domu i wieńczył ten komunikat uśmiechniętym emotikonem. Wtedy także otrzymywał lajki. Chcieli go mieć z powrotem.
Rozglądał się po innych pasażerach – niemłodych kobietach, z torebkami bądź siatkami pełnymi zakupów, swoich rówieśnikach ze słuchawkami na uszach. Większość zwykle trzymała w ręku smartfony. Pewnie śledzili nowe posty 4U, nie wiedząc, że jadą z kimś, kto mieszka w tym samym domu, co Anita, Hubert, Edyta i Dawid. Chcieli być bliżej nich – a to on jadł z nimi śniadania, słyszał kłótnie za zamkniętymi drzwiami, czasem korzystał z ich łazienek, mówił im „dobranoc”, zanim wracał do sutereny.
Był najbliżej, jak się da.
Na kolejnym przystanku do autobusu weszła szczupła brunetka w dżinsach i bluzie i stanęła w przejściu nieopodal Radka. I ona wyciągnęła telefon, przez który zaczęła nawijać.
– No, hej, hej, dzióbuś! Ja po pracy. Daj spokój, taka zmęczona, że nie wiem. Ledwo na nogach stoję.
Jakoś nie wpadła na to, że zostało trochę wolnych miejsc. Figurę, owszem, miała, ale była podobna do większości tych lasek dobijających do trzech dych, nibywypindrzonych, a i tak byle jakich, niewyróżniających się. No i te oczy tęskniące za rozumem…
– Pracowałam dzisiaj z tym miłym panem Kaziem. Powiedział, że ładnie wyglądam. Możesz być zazdrosny, dzióbuś!
Poczuł się jak w środku tych nibyseriali z pseudoaktorami z ulicy, które oglądał z Edytą dla szydery. Przedrzeźniali bohaterów, komentowali i dużo się śmiali. Jednak to, co na ekranie żenowało i bawiło, tu tylko żenowało. Czyżby znalazł materiał na filmik? „Sprzedawał” 4U swoje pomysły, a potem po stalkersku śledził licznik lajków i komentarze – to była jego zasługa. Anita nigdy nie zapomniała mu podziękować.
Czasami mu się wydawało, że 4U istnieją od zawsze, a nie zaledwie od paru lat.
Ich followersi zapewne odbierali to podobnie. Chyba żadne z tej czwórki nie spodziewało się takiej popularności. I pomyśleć, że wszystko równie dobrze mogło się potoczyć inaczej! Zostaliby takimi zwyczajnymi ludźmi, choćby ze swoim bliźniaczym małżeństwem!
Na początku ich główną działalnością było Happy Birthday – pomysł Huberta na biznes jeszcze z czasów liceum. Radek parę lat temu go wypytał, skąd wziął się ten plan. Hubert podwoził go ze szkoły do domu, stali w korku i nie bardzo mieli o czym gadać.
– Nie chciałem babrać się w ziemi, jak rodzice – wyjaśnił Hubert. – Robili niezłą kasę na tych sadzonkach i jarzynach. Działki w lesie były wtedy tanie jak barszcz, nawet te nad jeziorem, ale już wybudować na takiej działce wielki dom dla całej rodziny to jest coś. Korzystałem, za to sam wolałem mieć czyste ręce. Dawid mógłby zostać przy tych kwiatkach, ale przekonałem go, że razem stworzymy coś własnego.
Zapewne nie musiał się specjalnie wysilać. Dawid unikał konfliktów, był istnym gołąbkiem pokoju. Dało się go urabiać jak miękkie masło. Już mały Radek to potrafił, wymuszając kolejną porcję lodów, których nie dojadał, czy dłuższą zabawę. W zamian Dawid został jego ukochanym wujkiem.
– Ojciec sprzedał szklarnie w najlepszym momencie – ciągnął Hubert. – Do końca miał nosa do biznesu. Starczyło na kapitał dla nas. Wierzył w tę naszą firmę. A my skończyliśmy zarządzanie, wybraliśmy taką specjalizację z organizacji imprez. Chcieliśmy się wbić w lukę na rynku.
Radek był mały, gdy oni robili studia. Mieli dla niego mniej czasu. Wracali z uczelni do domu z dorosłego życia, którego nie rozumiał, i dlatego go ciekawiło i odrzucało zarazem. Odrabiał lekcje, bawił się. Czekał na coś, co kiedyś miało nadejść i dla niego.
Udało im się. Spełniali cudze marzenia w całej Polsce. Dzieciaki były szczęśliwe, dorośli też. Nie chodziło jedynie o huczne imprezy, choć te były podstawą. Pewien solenizant skoczył na bungee. Jedną z dziewczyn zabrali na pokaz mody i załatwili jej gościnny występ na wybiegu. Furorę w sieci zrobił filmik, na którym 4U zawieźli niepełnosprawnego chłopczyka do hodowli dalmatyńczyków, aby mógł sobie wybrać pieska. Moment, w którym chłopiec brał łaciatego szczeniaczka na kolana, a ten lizał go po policzkach, wzruszał do łez. A niedawno na jeden z urodzinowych wieczorów udało się sprowadzić Kayah, ukochaną piosenkarkę solenizanta. Wspólnie z 4U zaśpiewali Prawy do lewego. Radek nie śpiewał – było mu zbyt głupio.
– To ja wybrałem nazwę, brzmiała międzynarodowo. Dawid dał się przekonać do Happy Birthday. I całe szczęście, bo próbował przeforsować Sto Lat. Głupia nazwa, co?
Chciał uznania i Radek mu je dał.
– „Sto lat” to się mówi, jak ktoś kicha. Sto lat w kamieniołomach.
– No właśnie – podchwycił Hubert, wyginając wargi w czymś, co stanowiło uśmiech.
– Albo sto lat z jedną babą!
Tym razem Hubert się nie zaśmiał. Radkowi zdarzało się przesadzać z żartami. Mimo wszystko spróbował znów.
– Mogliście ją nazwać po niemiecku: Herzlichen Glückwunsch zum Geburtstag!
Uczył się w szkole niemieckiego raczej dla funu niż dla dobrych ocen. Co to za język pełen dziwnych umlautów, wkurzających rodzajników, długich słów mutantów, z których można było budować tasiemcowe zdania.
I tego żartu Hubert nie podjął. Z dwóch braci to on był tym, który miał głowę na sztywnym karku. A sprawy firmy, swego wypieszczonego dziecka, brał wyjątkowo poważnie. W ostatnich latach zwiększyli zasięg. Edyta przygotowała im dużo bardziej profesjonalną stronę internetową. Organizowali imprezy plenerowe. Wynajęli dodatkowy budynek specjalnie na imprezy dla dzieci z wielkim placem zabaw. Większość szkolnych kolegów Radka urządzała tam urodziny – taka była moda. Dziś, rzecz jasna, uznaliby takie imprezy za obciachowe.
– A w ostatnim czasie mamy prawdziwy boom – ciągnął Hubert. – Anita napędza nam klientów, czy tego chce, czy nie. A chce. Wie, co robi.
– Jak zwykle – skwitował Radek.
Niewiele było spraw, których nie ogarnęłaby Anita, zaprogramowana na nowe pomysły, wiecznie w działaniu, uosobienie pracowitej pszczółki z książek dla dzieci. Pięknej pszczółki.
– Radek, gdybyś chciał kiedyś pracować w Happy Birthday, znajdziemy coś dla ciebie. Z nami nie zginiesz. Zresztą masz czas na myślenie o dorosłości. Gdzie tam do twoich studiów, do pracy.
– Dzięki! W pewnym sensie mam już pracę. W 4U.
– Taka praca, proszę cię! – prychnął Hubert.
– No, może praktyka albo staż.
Wreszcie ruszyli. Hubert przycisnął gaz.
– Nie znoszę tego całego 4U, wstawiania zdjęć, kręcenia rolek, lajkowania komentarzy.
A jednak obowiązkowość przeważała – sumiennie robił swoje, starał się o to, aby jego uśmiech na zdjęciach i filmach wyglądał na szczery. Trzeba było uważnie oglądać filmiki, żeby zobaczyć, jak uśmiech w sekundę zastępuje znużenie.
– A ja uwielbiam! – powiedział lojalnie Radek.
– Bo to coś dla młodzieży. Ja jestem za stary. – Dziwnie to zabrzmiało w ustach kogoś, kto dopiero przekroczył trzydziestkę. – Trudno. Nie zabija się kury znoszącej złote jajka.
– Jasne, jasne! Przyznaj, że robisz to głównie dla Anity, nie dla followersów.
Hubert, odpowiedzialny, emanujący powagą, uśmiechnął się najprawdziwszym z uśmiechów.
Anita bardziej wprost mówiła o ich miłości – zwłaszcza na filmiku nakręconym w walentynki, jednym z najpopularniejszych na kanale 4U. Radek lubił do niego wracać.
