Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
51 osób interesuje się tą książką
Czy zaufanie można odbudować pośród zatajonych błędów i milczenia?
Nina to skrupulatna audytorka, która otrzymuje zadanie skontrolowania podupadającej firmy pomocy drogowej. Z dokumentów wyłania się obraz chaosu i opóźnień w realizacji zleceń. Aby zrozumieć, gdzie leży problem, Nina porzuca biurko i postanawia jeździć na nocne zmiany z kierowcami lawet.
Konrad, współwłaściciel firmy, to człowiek z bagażem trudnych doświadczeń, dawnym wyrokiem i widmem bankructwa nad głową. Początkowo chłodna relacja powoli przeradza się w coś znacznie głębszego. Wspólne noce na mokrych od deszczu drogach i szczere rozmowy przy kawie ze stacji benzynowej nieuchronnie zbliżają ich do siebie.
Jednak próbując ratować kluczowy kontrakt, Konrad decyduje się na ryzykowną grę i ukrywa przed Niną niewygodną prawdę o kulisach swojej firmy. Kiedy niespodziewane wydarzenia sprawiają, że zatajane sekrety wychodzą na jaw, Nina czuje się oszukana – nie tylko jako partnerka, ale też jako profesjonalistka.
Czy Konrad zdoła wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje i odbudować to, co zniszczył strachem? Ile można przemilczeć, zanim straci się kogoś, na kim najbardziej zaczęło zależeć?
„Zostań po sygnale” to ciepły, zmysłowy romans o dwojgu dorosłych ludzi, którzy próbują znaleźć dla siebie miejsce pomiędzy pracą, przeszłością i cudzymi oczekiwaniami.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 179
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Charlotte Willow
Darmowy fragmentRozdziały 1–3
NINA
Nina minęła bramę za pierwszym razem. Nawigacja kazała skręcić między magazyn z blachy a ciemny budynek hurtowni, ale zobaczyła tylko kałużę rozciągniętą przez całą szerokość wjazdu. Dopiero kiedy zawróciła, reflektory oświetliły tablicę z numerem telefonu i napisem POMOC DROGOWA. Pod spodem, drobniejszymi literami, ktoś dopisał: WJAZD CAŁĄ DOBĘ.
Było za kwadrans pierwsza. Przyjechała wcześniej, żeby przed spotkaniem obejrzeć bazę bez właściciela zaglądającego jej przez ramię. Podczas rozmowy telefonicznej Konrad zapewniał, że pokaże jej wszystko. Słyszała takie zapewnienia przy każdym nowym zleceniu; zwykle towarzyszyła im starannie wybrana trasa zwiedzania.
Zaparkowała pod ogrodzeniem i wyłączyła silnik. Deszcz bębnił o dach. Przez chwilę patrzyła na dwie lawety stojące przed warsztatem, na światło nad otwartą bramą hali i na rząd opon przykrytych płachtą. Trzeci samochód, według grafiku, powinien właśnie wracać. Przez następne sześć tygodni miała sprawdzić, dlaczego ta niewielka firma coraz gorzej wywiązuje się ze zleceń operatora assistance. Od jej raportu zależało przedłużenie kontraktu.
W dokumentach znalazła sporo opóźnień i potrąceń. W korespondencji – równie dużo wyjaśnień, że rozliczenia nie odzwierciedlają rzeczywistej pracy. Teraz zamierzała zobaczyć, jak ta praca wygląda.
Wysiadła prosto w wodę. Zimno wlało jej się do botka, zanim zdążyła cofnąć stopę.
– Świetnie – mruknęła, podciągając torbę pod pachę.
Drzwi niskiej przybudówki otworzyły się, gdy omijała kałużę przy warsztacie. Kobieta w okularach wychyliła się spod daszku.
– Pani Nina? Proszę tędy, przy ścianie jest sucho. Daria, rozmawiałyśmy wczoraj.
Przytrzymała drzwi i cofnęła się, robiąc jej miejsce. W środku było duszno od grzejnika ustawionego tuż przy wejściu. Pachniało kawą, mokrymi kurtkami i odgrzewanym obiadem. Dwa biurka stały pod kątem, tak blisko siebie, że odsunięcie jednego krzesła blokowało drugie. Przy ścianie wciśnięto stół, nad nim szafkę z kubkami. Na mikrofalówce wisiała kartka: RYBĘ JEMY W DOMU. Niżej ktoś dopisał ołówkiem: W SWOIM.
– Konrad zaraz będzie. Kawy? – Daria zdjęła z krzesła polar i przerzuciła go przez oparcie.
– Na razie dziękuję. Mogę tu usiąść?
– Oczywiście. Tylko ten segregator…
Zabrała go z biurka, przycisnęła do piersi i rozejrzała się za wolnym miejscem. W końcu położyła na parapecie. Nina usiadła, osuszając podeszwę o wycieraczkę. Daria była młodszą siostrą Konrada, współwłaścicielką firmy i dyspozytorką. W krótkich mailach sprawiała wrażenie osoby, która zawsze wiedziała, gdzie czego szukać. Tutaj co chwilę musiała coś przesuwać, żeby dostać się do myszy.
Na jednym z monitorów otwarta była mapa. Nina spojrzała na nią, kiedy Daria wyciszała powiadomienie w telefonie. Dwa znaczniki pokrywały się z adresem bazy, trzeci znajdował się kawałek dalej, przy drodze prowadzącej do miasta. Obok niego widniał zielony napis DOSTĘPNY.
– Konrad wraca tą trójką? – zapytała, wskazując ekran.
Daria zerknęła przez ramię.
– Tak, już kończy. Powinien zdążyć.
Nina chciała zapytać o znaczenie statusu, ale telefon na biurku zadzwonił. Daria przysunęła go do siebie, wcisnęła przycisk i pochyliła się nad notatnikiem.
– No, jesteś?… Dobrze, to niech wejdzie do nas. Zadzwonię do syna. Tylko weź z kabiny te dokumenty, ostatnio szukaliśmy ich pół dnia.
Po rozłączeniu wybrała następny numer. Nina wyjęła notes. Słyszała, jak Daria tłumaczy komuś, że matka jest w drodze do bazy razem z uszkodzonym autem i że może tutaj zaczekać. Nie musiała się domyślać, czy laweta jedzie pusta.
Kiedy dyspozytorka skończyła rozmowę, Nina znów wskazała zielony napis.
– Ten status oznacza, że można mu przydzielić następny wyjazd?
– Tak. Niedługo będzie tutaj.
– Ale jeszcze wiezie samochód?
Daria położyła telefon ekranem do blatu.
– Musi go tylko rozładować. Zwykle trwa to chwilę.
Nina przesunęła notes bliżej siebie. Nie zapisała niczego od razu. Daria spojrzała na otwartą stronę, potem na zegar nad drzwiami.
– To nasz trzeci powrót tej nocy – dodała. – Trudno przewidzieć wszystko co do minuty.
– Rozumiem. Chcę się tylko zorientować, od kiedy centrala traktuje samochód jako wolny.
Daria podciągnęła rękaw bluzy i kliknęła w znacznik. Rozwinęło się okno z godziną ostatniej zmiany. Nina przepisała ją do notesu.
O pierwszej telefon zadzwonił ponownie. Daria odebrała, a po kilku słowach wyprostowała się na krześle.
– Nie, na dwadzieścia minut nie zdążymy. Konrad jeszcze nie wrócił… To przekażcie mu czterdzieści. Tak, widzę zlecenie. Ale macie mu zmienić czas, bo potem znowu dostaniemy reklamację.
Słuchała przez chwilę, wodząc końcem długopisu po brzegu biurka.
– Nie będę się teraz z tobą kłócić. Zadzwoń do klienta, dobrze?
Odłożyła telefon i westchnęła. Nina poczekała, aż wpisze coś do formularza.
– To zlecenie przyszło dlatego, że Konrad był już oznaczony jako dostępny?
– Najwyraźniej tak.
– A kto wcześniej zmienił status?
Daria przez moment przyglądała się ekranowi.
– Ja. Na jego telefon. Powiedział, że kończy i będzie za kilkanaście minut.
Nie brzmiała już tak swobodnie jak przy powitaniu. Nina zamknęła długopis, żeby przestał klikać jej między palcami.
– Będę potrzebowała zapisu takich zmian z ostatnich trzech miesięcy. Da się go pobrać z programu?
– Pewnie trzeba poprosić administratora. Mamy zestawienia, ale nie wiem, czy będzie w nich dokładnie to, czego pani szuka.
– Jutro sprawdzimy. Zależy mi na godzinach i na tym, czy status zmienia program, czy ktoś z biura.
Daria odsunęła krzesło. Przez chwilę Nina myślała, że usłyszy kolejne wyjaśnienie. Kobieta podeszła jednak do czajnika i nalała wody.
– Ten system potrafi pokazać, że auto jest wolne, choć kierowca nadal pracuje – powiedziała, patrząc na wskaźnik. – Pisaliśmy o tym. Konrad pewnie pani pokaże maile.
– Chętnie je zobaczę.
Na szybie przesunęło się światło. Daria natychmiast spojrzała w stronę placu.
Laweta wjechała przez bramę z małym srebrnym samochodem na platformie. Kierowca zaparkował przy warsztacie, wysiadł i obszedł kabinę. Starsza kobieta ostrożnie wychyliła nogi ze stopnia. Konrad przytrzymał jej drzwi, drugą rękę podając dopiero wtedy, gdy sama jej poszukała.
Nina wstała, żeby lepiej widzieć przez zaparowaną szybę. Daria już wychodziła na zewnątrz.
– Zapraszam do środka. Syn wie, gdzie pani czeka. Zaraz zrobię herbatę.
Kobieta minęła Ninę, ściskając torebkę pod pachą. Na rękawie płaszcza miała smugę błota. W drzwiach obejrzała się jeszcze na Konrada, który pokazał jej uniesiony kciuk, a potem wrócił do lawety po dokumenty.
Nina zerknęła na zegarek. 1:17.
Wyszedł z kabiny i dopiero wtedy zauważył, że na niego czeka. Miał krótkie, mokre włosy i rozpiętą pod szyją odblaskową kurtkę. Zatrzymał się przed daszkiem, strzepując wodę z dłoni.
– Nina? Przepraszam, miałem być przed panią.
Wyciągnął rękę. Uścisnęła ją, czując na palcach chłód jego skóry.
– Mieliśmy zacząć o pierwszej. Daria mówiła, że pan wraca, więc poczekałam.
– Trochę mi zeszło z tą panią. Syn zamówił odbiór auta, ale nie ustalili między sobą, jak wróci matka. Na miejscu okazało się, że nie ma po nią kto przyjechać.
Otarł czoło mankietem i spojrzał za jej ramię, do biura. Kobieta siedziała już przy stole.
– Przywiozłem ją tutaj. Nie zostawię jej przy drodze, zwłaszcza w taką pogodę.
– Dobrze, że ma gdzie zaczekać. Ale dostał pan następne zlecenie, zanim skończył poprzednie.
Konrad zerknął na siostrę. Daria podawała herbatę i nie podniosła wzroku.
– Wiem. Już do niego jadę.
– Chciałabym potem zrozumieć, dlaczego zgłasza pan gotowość, kiedy na platformie wciąż jest auto.
Zapiął kurtkę. Przez chwilę Nina słyszała tylko deszcz spływający z daszku na beton.
– Bo zwykle zdążam – odpowiedział. – Dzisiaj nie zdążyłem. Porozmawiamy, ale teraz muszę to zrzucić. Może pani pojechać ze mną, jeśli nadal chce pani obejrzeć nocną zmianę.
– Po to przyjechałam.
Wskazał szafkę przy wejściu.
– Daria da pani kamizelkę. Przy załadunku proszę zostać przy kabinie. Pokażę pani, gdzie można stanąć.
Odszedł w stronę lawety. Nina obserwowała, jak rozpina mocowania. Wykonywał te ruchy szybko, bez szukania pasów i narzędzi; raz tylko wyprostował plecy i na moment zatrzymał dłoń na karku.
Daria podała jej kamizelkę i odsunęła krzesło, żeby mogła przejść.
– Pierwsza noc jest najgorsza – rzuciła.
– Dla mnie czy dla was?
Dyspozytorka uśmiechnęła się niechętnie.
– Jeszcze nie wiem.
Przy stole starsza kobieta podniosła głowę.
– Proszę mu przeze mnie nie robić kłopotów. Widziałam, że patrzyła pani na zegarek.
Nina przystanęła. Konrad na zewnątrz sprowadzał samochód z platformy, powoli, z głową zwróconą w stronę lustra.
– Nie chodzi o panią – odparła. – Proszę spokojnie wypić herbatę.
Nie miała ochoty tłumaczyć obcej, zdenerwowanej kobiecie, za co odpowiada. Poprawiła kamizelkę i wyszła.
W kabinie było cieplej, niż się spodziewała. Pachniało mokrą tapicerką i kawą. Pod fotelem pasażera leżał zwinięty pas, w uchwycie tkwił kubek ze startym nadrukiem. Konrad zabrał z siedzenia rękawice i wskazał butelkę wody przy drzwiach.
– Ta jest zamknięta. Może się pani przydać, na stację nie zawsze jest czas.
– Dziękuję. Gdzie jedziemy?
Podał adres, jednocześnie sprawdzając lusterko. Za bramą skręcił na mokrą drogę. Wycieraczki chodziły na najwyższym biegu, a Nina trzymała torbę między nogami, żeby nie przesuwała się przy zakrętach.
Przez pierwsze kilka minut rozmawiali tylko o trasie. Dopiero na czerwonym świetle Konrad oparł dłonie niżej na kierownicy.
– Daria mówiła pani o naszych zgłoszeniach do centrali?
– Wspomniała. Przeczytam je jutro.
– To proszę przeczytać, zanim zacznie pani liczyć same spóźnienia. Z tego biurka w centrali wszystko wygląda prościej.
Nina odwróciła głowę w jego stronę.
– Gdybym miała policzyć tylko to, co już jest w tabelach, nie musiałabym tu przyjeżdżać. Ale potrzebuję też waszych wyjaśnień. Nie odgadnę ich z tych maili.
Światło zmieniło się na zielone. Konrad ruszył, przez chwilę jeszcze milcząc.
– Dobrze. Tylko proszę pytać po kolei. Pod koniec nocy gorzej mi idzie myślenie.
Nina wsunęła notes do torby. Po drugiej stronie szyby przesuwały się zamknięte sklepy i puste przystanki. Teraz, gdy nie stał naprzeciw niej na placu, widziała wyraźnie jego zmęczenie: zaczerwienione oczy, nieruchomą szczękę i sposób, w jaki przy każdym postoju prostował palce.
Na stację dotarli o 1:49, dwadzieścia dziewięć minut po terminie przekazanym klientowi. Mężczyzna czekał pod wiatą z telefonem w ręku. Konrad zaparkował obok niego i sięgnął po kurtkę.
– Przepraszam, że musiał pan tyle czekać – powiedział, wysiadając.
Nina została przez moment w kabinie. Za szybą klient energicznie pokazywał ekran telefonu, Konrad słuchał. Potem obaj podeszli do samochodu.
Wyjęła notes, zapisała godzinę przyjazdu i wysiadła w deszcz.
KONRAD
Kiedy wrócili do bazy, niebo nad hurtownią zaczynało szarzeć. Konrad zaparkował tyłem do warsztatu i przez chwilę siedział bez ruchu, z dłonią na kluczyku. Nina odpinała pas. Jej włosy wyschły i sterczały przy skroniach, a na kolanie miała okruszki po bułce kupionej w całodobowej piekarni.
Przez noc zaliczyli trzy wyjazdy. Nie narzekała ani na zimno, ani na czekanie. Przy ostatnim zleceniu przyniosła mu rękawice, które zostawił na siedzeniu, potem stanęła dokładnie tam, gdzie prosił. Miał nadzieję, że będzie mógł zbyć ją ogólnikami. Po sześciu godzinach wiedział już, że to nie przejdzie.
– Torba – przypomniał, kiedy otworzyła drzwi.
– Pamiętam. Sprawdzam tylko, czy nie ma tu następnej kałuży.
Uśmiechnął się pod nosem. Po chwili sam wysiadł i od razu poczuł ból między łopatkami.
W biurze czekał Krzysztof. Zajął stół pod szafką z kubkami; rozłożył na nim kalkulator, plik faktur i otwartą kopertę. Był ich wspólnikiem, ale najchętniej spędzał czas w warsztacie, z dala od rozliczeń. Jeżeli siedział tutaj o tej porze, musiało chodzić o coś pilnego.
– Przypomnienie z leasingu – powiedział, unosząc kopertę. – Musimy dzisiaj porozmawiać.
Konrad poczuł irytację. Nina zdejmowała właśnie kamizelkę, nie musiał więc pytać, czy usłyszała.
– Widziałem maila. Zajmę się tym, jak wstanę.
– Dlatego przyjechałem przed siódmą, żeby cię złapać, zanim znowu pojedziesz w trasę.
Krzysztof przesunął kopertę na jego stronę stołu. Daria wyjęła z mikrofalówki zimny talerz i zrobiła Ninie miejsce.
– Siadaj, zaraz wyłączę ten grzejnik. Tu się nie da oddychać.
Przeszły na „ty” w nocy, kiedy Konrad odpinał pasy przy ostatnim samochodzie. Z nim Nina nadal rozmawiała oficjalnie. Nie wiedział, dlaczego to zauważył.
Usiadł naprzeciwko niej i przeczytał wezwanie. Zaległość nie była jeszcze duża, ale do końca tygodnia miały zejść wypłaty i faktura za paliwo. Trzecią lawetę wzięli półtora roku temu, pod większy rejon obiecany przez operatora. Sam wtedy szukał samochodu, objechał z Krzysztofem pół Polski i wrócił przekonany, że wreszcie robią krok do przodu. Teraz pamiętał głównie wysokość raty.
– Nie musimy omawiać tego przy pani – powiedział, odkładając pismo. – Chyba że leasing też wchodzi do przeglądu.
Nina rozgrzewała dłonie o kubek.
– Potrzebuję informacji o kosztach i płatnościach, bo bez nich trudno ocenić, jak pracuje firma. Ale nie muszę być przy każdej waszej rozmowie. Możemy się umówić na dokumenty, które mi udostępnicie.
Krzysztof spojrzał na nią z większą uwagą.
– Operator będzie znał wszystkie nasze koszty?
– W raporcie znajdzie to, co jest potrzebne do oceny współpracy. Zakres udostępnienia danych mamy zapisany w umowie. Mogę go jeszcze raz przesłać, żebyśmy nie mieli wątpliwości.
Konrad oparł się na krześle. Cieszył się, że nie zaczęła z miejsca zaglądać mu do koperty. Jednocześnie nie potrafił przestać myśleć o tym, że pod koniec tych sześciu tygodni mogła po prostu zalecić centrali, żeby znalazła inną firmę.
– A jeżeli stwierdzi pani, że już się nie nadajemy? – zapytał. – Co wtedy?
– Napiszę, co nie działa i czy da się to zmienić. Decyzję podejmie operator.
– Łatwo tak powiedzieć.
– Nie twierdzę, że to będzie dla was łatwe.
Powiedziała to bez urazy. Konrad spuścił wzrok na stół. Pomiędzy kubkami leżał rachunek za śniadanie; Nina zdążyła zapłacić za swoją bułkę, zanim zaproponował, że firma stawia.
Daria otworzyła laptop.
– Pokażę ci potrącenia. Tylko od sierpnia dostaliśmy…
– Daria, może po śnie – przerwała jej Nina. – Teraz bardziej przyda mi się krótki opis tego, co robicie ze statusami. W nocy nie było na to czasu.
Konrad spojrzał na siostrę. Wpatrywała się w ekran.
– Zmieniamy, kiedy kierowca zadzwoni – zaczął. – Powinien zgłosić gotowość po rozładunku. Czasem zgłasza wcześniej, żeby centrala wiedziała, że za chwilę można mu dać robotę.
– Tylko że centrala nie widzi „za chwilę”, a „teraz”.
– Wiem. Dlatego prosiliśmy o dodatkowy status. Takie przygotowanie do wyjazdu. Nie zrobili go.
Nina zaznaczyła coś w notesie.
– A dlaczego nie czekacie do końca rozładunku?
Krzysztof odsunął kalkulator.
– Bo za brak dostępności też tracimy pieniądze.
– To chcę zobaczyć w rozliczeniach. Osobno te sytuacje, kiedy program zmienił status sam, osobno wasze zmiany. Inaczej wszystko nam się wymiesza.
Konrad przez chwilę patrzył na jej rękę. Pisała szybko i drobno, a kiedy się zastanawiała, zatrzymywała długopis tuż nad kartką.
– Wyślę pani to, co mamy. Daria dołączy korespondencję z centralą.
– I grafiki – dodała. – Z rzeczywistymi zmianami, nie tylko tymi zaplanowanymi.
To zdanie zostało z nim, chociaż Nina już pytała o terminy rozmów z pracownikami. Zajrzał w stronę szafki nad biurkiem. Drzwiczki były niedomknięte. Wciśnięto tam segregatory, zapas papieru i stary niebieski zeszyt.
Daria dotknęła jego rękawa.
– Pyta, kiedy masz następną zmianę.
Konrad wrócił wzrokiem do stołu.
– Wieczorem. Do tej pory odeśpię.
– A od której pan dzisiaj pracował?
– Wczoraj po południu wyjechałem awaryjnie. Potem już zostałem.
Krzysztof nie skomentował, ale pokręcił głową. Robił to od tygodni. Konrad napił się zimnej kawy i poczuł, że nie ma ochoty na następną rozmowę o zmęczeniu, zwłaszcza przy Ninie.
Na szczęście zaczęła zbierać rzeczy.
– Odezwę się po południu. Dokumenty mogą poczekać do jutra, niczego nie przygotowujcie teraz zamiast snu.
Odprowadził ją do drzwi. Wiatr zelżał; przy ogrodzeniu kilku robotników przechodziło w stronę hurtowni. Nad dachami wisiało jasne, brudne niebo.
– Daleko pani jedzie? – zapytał. – Jest pani senna?
– Trochę, ale nie zasypiam. Zatrzymam się, gdyby było gorzej. A pan?
Wskazał zadaszone schody przy bocznej ścianie warsztatu.
– Mieszkam na górze. Trzydzieści osiem stopni i łóżko.
– Liczył pan?
– Po takiej nocy czuję każdy.
Tym razem się uśmiechnęła. Poprawiła torbę na ramieniu i ruszyła do samochodu, ale po kilku krokach obejrzała się jeszcze.
– Ta pani z pierwszego auta bardzo się bała, że przez nią będzie pan miał kłopoty. Dobrze, że ją pan tutaj przywiózł.
Nie zdążył odpowiedzieć. Nina już omijała wodę przy bramie, ostrożnie wybierając suchsze miejsca.
Kiedy wszedł z powrotem do biura, Krzysztof rozmawiał przez telefon. Daria czekała przy schodach z kluczami w dłoni.
– W środę mam rozmowę o pracę – powiedziała. – Chciałam ci powiedzieć wcześniej, ale znowu wyjechałeś.
Konrad zatrzymał się na dolnym stopniu.
– Jaką pracę?
– W logistyce. Firma w Gdańsku. Na razie przez internet, więc potrzebuję wolnego popołudnia.
Przez otwarte drzwi słyszał głos Krzysztofa i szuranie krzesła. Popatrzył na siostrę, na jej zbyt dużą bluzę i podkrążone oczy. Powinien był spytać, co to za stanowisko. Zamiast tego usłyszał własny głos:
– Daria, właśnie teraz?
Zacisnęła klucze w dłoni.
– Szukam od kilku miesięcy. Zawsze jest coś, przez co nie wypada o tym mówić.
– Mogłaś mnie uprzedzić. Musimy ustalić, kto przejmie dyspozycję.
– Jeszcze mnie nie zatrudnili. Na razie idę na rozmowę.
– Ale jeżeli cię zatrudnią…
– To będę chciała pojechać – skończyła za niego. – I wtedy usiądziemy z Krzysztofem, i to ustalimy. Nie dzisiaj na schodach.
Minęła go, nie podnosząc głosu. Zatrzymał ją dopiero przy drzwiach.
– Środę wezmę. Tylko napisz mi godziny.
Skinęła głową. Gdy wyszła, stał jeszcze przez chwilę na dole, trzymając poręcz.
Na górze zdjął buty i odkręcił wodę pod prysznicem. Zanim się rozebrał, otworzył bank w telefonie. Miał do zrobienia jeszcze jeden przelew, z prywatnego konta. Nazwisko odbiorcy było zapisane w odbiorcach zaufanych.
Wojciech.
Sprawdził kwotę, zatwierdził płatność i odłożył telefon na pralkę. W łazience robiło się już parno. Chciał wreszcie położyć się spać, ale przez długi czas słyszał w głowie Darię mówiącą, że szuka od kilku miesięcy.
NINA
W pokoju Jagody zasłony nie dochodziły do siebie. Przez szczelinę wpadał wąski pasek światła, który po południu przesuwał się po poduszce prosto na twarz Niny. Od tygodni zamierzała kupić klamrę albo chociaż spiąć je agrafką. Zwykle przypominała sobie o tym właśnie wtedy, gdy miała ochotę pospać jeszcze godzinę.
Telefon dzwonił na podłodze, obok łóżka. Sięgnęła po niego na oślep.
– Obudziłam cię? – zapytała Ewa.
– Już nie śpię.
Usiadła, odgarniając włosy. Było po trzynastej. Za ścianą Jagoda przesuwała garnki, coś spadło i zadźwięczało o kafelki.
– Chciałam zapytać, jak pierwsza noc. Dzwonił operator, interesuje go, kiedy będą jakieś wstępne wnioski.
Nina oparła plecy o chłodną ścianę.
– Na wnioski za wcześnie. Widziałam jedną zmianę. Na pewno zgłaszają gotowość aut przed rozładunkiem, sami to robią. Ale twierdzą też, że część błędnych statusów nadaje program. Potrzebuję zapisów, żeby to rozdzielić.
– Dostaniesz je?
– Obiecali. Mają jeszcze problemy z płatnościami, a Konrad bierze za dużo zmian. Chcę porozmawiać z pozostałymi kierowcami.
Ewa przez chwilę coś pisała. Nina słyszała stukanie klawiatury, znajome z ich poprzednich projektów.
– Przekażę, żeby dali ci pracować. Nie wyjeżdżaj tylko z nimi na każdą noc. Musisz mieć kiedy przejrzeć dane.
– Wiem, dzisiaj podjadę na krótko do biura.
– I Nina… Po tym projekcie chciałabym wrócić do naszej rozmowy o styczniu. Nadal jesteś zainteresowana stałą współpracą?
Na krześle wisiały ubrania przygotowane przed nocnym wyjazdem. Obok stała walizka, od niedawna pusta. Nina popatrzyła na nią i potarła odciśnięty na policzku szew poduszki.
Jeszcze miesiąc temu od razu poprosiłaby o warunki. Kilka lat pracy na kontraktach zmęczyło ją bardziej, niż lubiła przyznawać. Ciągłe ustalanie terminów, przerwy pomiędzy fakturami, telefon włączony wieczorami, bo ważny klient akurat wtedy miał czas. Stała kwota na koncie była bardzo kusząca.
– Jestem. Ale najpierw skończmy to zlecenie, dobrze?
– W porządku. Odezwij się, gdyby czegoś brakowało.
Po rozmowie Nina posiedziała jeszcze na łóżku. Z kuchni dobiegło pukanie łyżką o brzeg garnka.
– Herbatę robisz czy remont? – zawołała.
Jagoda zajrzała przez uchylone drzwi.
– Odgrzewam zupę. Miałaś spać do czternastej, co się stało?
– Ewa zadzwoniła.
– To niech ci załatwi wolne po nocce. Ja swoją przespałam i nadal nienawidzę ludzi.
Miała spodnie od piżamy w śliwki i krzywo spięte włosy. Pracowała w szpitalu dziecięcym; wracała czasem z dyżuru tak milcząca, że Nina przestała pytać od progu, jak minęła noc. Dzisiaj Jagoda przyniosła jej herbatę i bez zaproszenia usiadła na końcu materaca.
– Wstawaj, zanim zasnę z talerzem. I opowiesz mi, jak było.
Nina odsunęła kołdrę. Pod stopami zaszeleścił paragon z piekarni.
– Przelew za pokój zrobiłam wczoraj – przypomniała, schylając się po papier.
Jagoda popatrzyła na nią znad kubka.
– Widziałam. Naprawdę nie musisz mi co miesiąc meldować. Nie spóźniasz się.
– Wolę, żebyś wiedziała.
– Wiem. A zupa stygnie.
Poszła do kuchni. Nina została jeszcze chwilę, patrząc na mały pokój. Na półce stały dwie książki i krem do rąk, pod biurkiem pudło z dokumentami. Jagoda wynajmowała jej go od końca sierpnia. Przez pierwsze dni Nina żyła z walizki, przekonana, że to tylko na chwilę, chociaż nie umiała powiedzieć, co miałoby się później zmienić. Pewnego popołudnia wróciła i znalazła pusty wieszak w szafie. Jagoda przesunęła swoje kurtki do przedpokoju, nie komentując tego ani słowem.
Przy jedzeniu zapytała o Pawła.
– Był telefon od rzeczoznawcy?
– Ma przyjść w czwartek. Pojadę tam.
Nina zamieszała zupę. W starym mieszkaniu została większość jej książek i bluzka, której nie mogła znaleźć od rozwieszania prania ostatniego wspólnego weekendu. Wszystko tam pamiętała. Nie tęskniła jednak za powrotami po pracy, kiedy każde siadało ze swoim ekranem i oboje pytali z przyzwyczajenia, jak minął dzień.
– Potrzebujesz, żebym z tobą pojechała? – Jagoda odstawiła talerz.
– Nie. Musimy to załatwić sami. Zresztą chyba łatwiej mi będzie, kiedy Paweł też tam będzie.
– No dobrze. Daj znać, jak wrócisz.
Po śniadaniu Nina usiadła przy kuchennym stole z laptopem. W pokoju biurko było za małe, żeby rozłożyć notes obok komputera. Przesunęła cukiernicę, podłączyła ładowarkę i zaczęła spisywać nocne obserwacje. Przy opisie statusów zatrzymała się na nazwie jednego z pól.
Znała ją.
Przejrzała przesłaną wcześniej specyfikację systemu, potem otworzyła archiwum projektów. Półtora roku temu pracowała przy modelu dostępności dla tego samego operatora. Projekt miał inną nazwę, dotyczył pilotażu, a po oddaniu opracowania Nina przeszła do następnego klienta. Nie zajmowała się wdrożeniem.
Odnalazła folder i zaczęła porównywać schematy. Miejsce postoju, średni czas obsługi, przewidywana gotowość – kolejne pola układały się w znajomą całość. W załączniku dotyczącym pustych powrotów znalazła własną uwagę: za mało danych, by wiarygodnie przewidzieć, kiedy kierowca może dostać następne zadanie. Pamiętała, że mówili o kontroli po wdrożeniu.
Nie pamiętała, kto miał ją przeprowadzić.
Nina przestała słyszeć Jagodę w drugim pokoju. Otwierała następne wersje pliku, sprawdzała daty, przeszukiwała korespondencję. Jej zastrzeżenie zostało w załączniku, ale w końcowym podsumowaniu zajmowało jedno zdanie. Pod dokumentem widniało również jej nazwisko.
Zadzwoniła do Ewy.
– Potrzebuję materiałów z pilotażu dostępności, tego sprzed półtora roku. Wszystkich wersji po odbiorze.
– Co znalazłaś?
– Ten sam układ statusów. Możliwe, że system u Konrada jest rozwinięciem naszego modelu. Chcę sprawdzić, co z niego wykorzystali.
Ewa zamilkła.
– Wyślę, co mamy w archiwum. Nie wyciągaj jeszcze wniosków, bo operator mógł to przebudować.
– Właśnie dlatego dzwonię.
Po rozłączeniu Nina wpatrywała się w ekran tak długo, aż przygasł. Kiedy odezwał się telefon, była pewna, że to Ewa. Na wyświetlaczu pojawił się jednak ojciec.
– Jadłaś coś? – usłyszała.
– Zupę. Tato, jestem trochę zajęta.
– To tylko zapytam: mama Jagody mówiła, że po nocach jeździsz lawetami. Co to za pomysł?
Nina przetarła oczy. Matki zawsze zdążały przekazać sobie informacje szybciej, niż ona znalazła dogodną chwilę na telefon.
– Sprawdzam firmę pomocy drogowej. Muszę zobaczyć, jak pracują. Nic mi nie jest.
– Ale jeździsz z obcymi ludźmi. Wiesz w ogóle, kto tam pracuje?
– Sprawdzę to w ramach zlecenia – odparła, odrobinę ostrzej, niż zamierzała. – Nie mogę za każdym razem tłumaczyć ci przez telefon, że umiem wykonywać własną pracę.
Ojciec odchrząknął. Po drugiej stronie zadzwoniły naczynia. Pewnie właśnie kończył obiad, jak co dzień o tej samej porze.
– Przecież tylko pytam. Przyjedziesz w niedzielę?
Nina spojrzała na swoją zimną herbatę. Powinna była odebrać później, gdy nie siedziała nad tym nieszczęsnym załącznikiem.
– Przyjadę. Zadzwonię wcześniej i powiem, o której.
– Z Pawłem?
Zacisnęła palce na uchwycie kubka. Mówiła mu przecież. Wiedział, że od sierpnia mieszka u Jagody. A jednak najwyraźniej nadal zostawiał w niedzielnym planie miejsce dla człowieka, którego polubił i którego nie chciał stracić przy stole.
– Sama, tato.
– A, dobrze. To kupię mniej ziemniaków.
Nie miała siły niczego dodawać. Pożegnali się, a ona odłożyła telefon i zasłoniła dłonią twarz. Łzy przyszły tak nagle, że pierwsza spadła prosto na otwarty notes.
Wytarła ją rękawem. Była zła na siebie, na ojca, na tę zwyczajną miskę ziemniaków, w której brak jednej porcji oznaczał koniec sześciu wspólnych lat.
Kiedy się uspokoiła, wróciła do dokumentu. Jej podpis nadal tkwił na dole strony. Przypomniała sobie, z jaką pewnością pytała w nocy o status lawety.
Zapisała numer wersji. Potem cofnęła się do pierwszego załącznika i zaczęła czytać od początku.
To koniec rozdziału 3 powieści „Zostań po sygnale”.
Charlotte Willow
