Zodiakara - Izquierdo Andrea - ebook + książka

Zodiakara ebook

Izquierdo Andrea

0,0
34,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Czy miłość naprawdę zapisana jest w gwiazdach?

Anna dopiero przed ołtarzem zdaje sobie sprawę, że nie kocha Carlosa.

Dlaczego? Sama do końca nie wie. Czy to dlatego, że podejrzewa go o zdradę? Nie jest gotowa na ślub? A może…

Anna i Carlos po prostu nigdy nie byli sobie pisani? Przecież Waga nie jest kompatybilna z Baranem!

Dziewczyna nie wierzy w przeznaczenie, a mimo to rzuca wyzwanie gwiazdom:

12 MIESIĘCY, 12 ZNAKÓW ZODIAKU I JEDNA SZANSA NA MIŁOŚĆ

Plan jest prosty: Anna będzie randkowała z chłopakami spod różnych znaków, żeby zobaczyć, czy układ planet faktycznie ma wpływ na to, jak ludzie dogadują się w związku (i w łóżku).

Może Waga zasługuje na jeszcze jedną szasnę? Tylko, że już kusi tajemniczy Skorpion, poznany na Tinderze. I którego z pięciu Strzelców wybrać? Chyba, że to niebezpieczny Koziorożec okaże się tym jedynym?

Randki – czas start!

Czy Anna udowodni, że horoskopy to bzdura, czy może dzięki nim wreszcie znajdzie prawdziwą miłość?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 370

Data ważności licencji: 9/2/2027

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Karta tytułowa

WAGA

ROZDZIAŁ 1

Ten ze ślubem

W chwili, gdy stawiam biały but na obcasie na kościelnej posadzce, dociera do mnie, że kiedy stąd wyjdę, moje życie już nie będzie takie jak dotąd.

Przygotowywałam się na ten moment, odkąd z ust Carlosa padło słowo „ślub”. W ciągu ostatnich miesięcy chyba z tysiąc razy odtwarzałam DVD z wesela rodziców, tak kiepskiej jakości, że trudno rozpoznać twarze uczestników. I ze ślubu mojej siostry z Gastonem, znacznie huczniejszego niż nasz. Z kolei wesele Danieli pamiętam, jakby to było wczoraj. Widziałam w internecie setki filmików, na których pan młody wybucha płaczem na widok przyszłej żony. Kiedy je oglądasz, też wzruszasz się na myśl, że kiedyś coś takiego spotka ciebie. No i oto nadszedł dzień, kiedy ma to spotkać mnie.

Ale gdy robię pierwszy krok w kościele, zamiast emocji, które zapamiętałam z ekranu, ogarnia mnie przerażenie. W moją stronę odwraca się setka głów, jakbym była osobliwym przedmiotem przywiezionym z jakiegoś egzotycznego kraju. Nic dziwnego: panna młoda rzadko idzie sama do ołtarza. No cóż, zdarza się. Czuję się źle w sukni ślubnej… choć przecież sama ją wybrałam. Miesiącami przygotowywałam się na te kilka sekund, jakie zajmuje przejście główną nawą kościoła. Prawie rok. A teraz idę przerażona, walcząc z tikiem w lewym oku. Ostrożnie dotykam powieki, żeby go opanować – w końcu nie mogę wyjść źle na zdjęciach. Zgromadzeni niewłaściwie interpretują ten gest i wzdychają, przekonani, że się wzruszyłam. Bo przecież jestem wzruszona, prawda?

Jestem?

Dopiero teraz dostrzegam Carlosa, który zgodnie z tradycją czeka przy ołtarzu. Kiedy nasze spojrzenia na moment się krzyżują, odkrywam, że on rzeczywiście płacze ze wzruszenia. Ma czerwone uszy i marszczy czoło, jakby chciał powstrzymać szloch. Nam, kobietom, zawsze wpajano, że powinnyśmy czekać na tę chwilę. Uśmiecham się mimowolnie. Staję, od Carlosa dzielą mnie trzy stopnie. Cieszę się, że gra muzyka, bo właśnie zaburczało mi w brzuchu. Teraz żałuję, że dziś nic nie zjadłam.

Zaczyna się ceremonia, wszyscy siadamy. Czuję się jak robot, powtarzając zdania i ruchy, które ćwiczyłam przez ostatnie miesiące. Parę razy próbuję odwrócić głowę, żeby spojrzeć na Carlosa, ale wsuwki mocujące welon tak ciągną włosy, że niemal nie mogę ruszyć szyją. Zerkam na niego kątem oka. Teraz, kiedy siedzimy, widać, że jesteśmy niemal tego samego wzrostu. Otwiera szeroko oczy, jakby nie chciał przegapić żadnego szczegółu. Przyglądam się jego ustom, jego rysom… Wyobrażam sobie nasze dzieci. Na pewno miałyby profil Carlosa. Jeśli mam być szczera, nigdy nie podobał mi się jego nos, ale przecież nie jestem aż tak małostkowa, nie będę się czepiać. Najważniejsze, żeby był dobrym ojcem i żebyśmy byli razem szczęśliwi.

Na chwilę wstajemy, potem znowu siadamy. Serce wali mi coraz mocniej. To już niedługo. Minęło prawie pół godziny, za chwilę wypowiemy te słowa. Słyszę, jak mama, która siedzi w pierwszym rzędzie, wydmuchuje nos. Lucía też musi być wzruszona.

Wyobrażam sobie swoje nowe życie. Przed oczami staje mi moja siostra Martina. Siedzi w pierwszym rzędzie, pewnie ze łzami w oczach, nieświadoma, że akurat o niej myślę. Ciągle powtarza, że dzień ślubu był najszczęśliwszym w jej życiu, że na nic by go nie zamieniła. Też bym tak chciała. Jeżeli się postaram, może się uda. Przecież o to właśnie chodzi, prawda? Na kursie dla narzeczonych, który zafundowała mi mama, mówili, że małżeństwo polega na ustępowaniu i docenianiu chwil szczęścia.

Mimo to codziennie opadały mnie wątpliwości. Jak miałam odsunąć od siebie te myśli, skoro na widok Valerii przypominał mi się dzień, kiedy nakryłam ją z Carlosem w naszej sypialni? Zanosząc się nerwowym śmiechem, zapewnili mnie, że tylko rozmawiali o przygotowaniach do ślubu i szykowali dla mnie niespodziankę, ale to przyłapanie ich razem było prawdziwą niespodzianką. Od tamtej pory niepokoi mnie, kiedy Carlos dostaje w środku nocy wiadomości albo nie publikuje na Instagramie relacji z imprez, na które chodzi beze mnie.

Cudem dociera do mnie, że ksiądz każe nam wstać.

Może jestem jeszcze za młoda, żeby wychodzić za mąż?

– Carlosie Avellí, czy bierzesz za żonę Annę Ferrer…

Może zbytnio się pospieszyłam?

– …i ślubujesz jej wierność…

Kurczę, po tym incydencie z Valerią…

– …w dobrej i złej doli, w zdrowiu i w chorobie…

Kręci mi się w głowie.

– …oraz że będziesz ją kochał i szanował…

Powie to. Zaraz to powie.

– …dopóki śmierć was nie rozłączy?

Kiedy ksiądz zadaje pytanie, Carlos parę razy chrząka, żeby nie załamał mu się głos. Cały on…

– Tak.

Z tłumku po mojej lewej stronie dobiega westchnienie. Dobra, teraz ja. Moja kolej. Jedno słowo i wszystko zmieni się na lepsze. Jedno słowo i moja rodzina będzie szczęśliwa, kupimy sobie dom na przedmieściach Walencji, adoptujemy dziecko i wreszcie przestanę odstawać od swoich przyjaciółek.

Ksiądz powtarza tekst przysięgi, tym razem skierowany do mnie. Myślę sobie, że oddałabym każde pieniądze za wehikuł czasu. Nie wiem tylko, czy przeniosłabym się w przyszłość, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądało moje życie u boku Carlosa…, czy w przeszłość, żeby wszystko zmienić.

Lekko kręcę głową i przełykam ślinę.

Dlaczego zastanawiam się nad tym właśnie teraz?

– …oraz że będziesz go kochała i szanowała, dopóki śmierć was nie rozłączy? – Ksiądz milknie w oczekiwaniu na moją odpowiedź.

Carlos wpatruje się we mnie rozpromieniony. Otwieram usta, żeby odegrać kulminacyjną scenę, którą tylekroć ćwiczyłam, i zamieniam się w słup soli. Kolejne sekundy wloką się w nieskończoność, słyszę, że ksiądz porusza się nerwowo po mojej prawej stronie. Uśmiech na twarzy Carlosa zastyga.

– Ja… nie… – Przełykam ślinę, wracając myślami do momentu, kiedy przyłapałam Carlosa i Valerię w naszej sypialni.

Odruchowo przykładam dłoń do brzucha. Czuję na sobie spojrzenia setek oczu. Jestem pewna, że nie ma wśród nich żadnego, w którym nie malowałaby się litość albo złość.

Co ja wyprawiam?

– Muszę… – bąkam, wskazując drzwi, i unoszę suknię, żeby zejść po schodkach.

Dalej wydarzenia następują po sobie w takim tempie, że nie bardzo wiem, co się dzieje. Pokonuję nawę, co prawda nie biegiem, ale znacznie szybciej, niż pozwala na to mój strój. Nie zwracam uwagi na rozlegające się wokół szepty i pytania. Patrzę przed siebie i idę prosto do toalety. Doskonale wiem, gdzie się znajduje, bo przed ceremonią spędziłam w niej dobre piętnaście minut; po wyjściu pomyślałam, że następnym razem wysikam się już jako mężatka. Mocno szarpię za klamkę i chowam się w kącie. Po kilku sekundach otwierają się drzwi.

– Anno!

Pierwsza zjawia się oczywiście Martina. Zza jej pleców wyłania się twarz mamy.

– Wszystko w porządku? Niedobrze ci?

Siostra rzuca mi surowe spojrzenie. Podchodzi do mnie.

– Co jest? Coś się stało?

Chcę wyjaśnić, że nie, otwieram usta, ale nie wychodzi z nich żaden dźwięk. Nie potrafię się nawet rozpłakać, chociaż chętnie dałabym upust skumulowanej złości. Pieką mnie oczy. Martina siada obok mnie na podłodze i kładzie mi dłoń na ramieniu. Nie mogę wydobyć z siebie słowa, dopiero kiedy mama ogłasza, że dzwoni na pogotowie, krzyczę, żeby jej w tym przeszkodzić.

– Nic mi nie jest! – wrzeszczę i wreszcie wybucham płaczem.

Nie mam pojęcia, dlaczego zanoszę się spazmatycznym szlochem w kościelnej toalecie. Wiem tylko, że to nie nerwy i nie stres, i nie atak paniki.

– Nie przejmuj się. Zaczekamy, aż będziesz gotowa, a potem wrócimy, zgoda?

Kręcę głową.

– Jak to nie? – pyta mama i zaciska zęby. – Kochanie, w kościele jest ponad sto osób, które czekają na wesele.

– Mamo, proszę, zostaw nas same – mówi Martina.

To nie tyle prośba, co rozkaz.

Mama patrzy na nas, jakbyśmy coś knuły, uznaje jednak, że lepiej będzie zaczekać na zewnątrz, aż się trochę uspokoję.

– Co mam zrobić? – pyta Martina, kiedy mama wychodzi z łazienki.

Patrzę jej w oczy, próbując wyrazić to, czego nie chcę ubrać w słowa.

– Anno… – mówi błagalnie Martina.

Mimo tony makijażu dostrzegam na jej twarzy niepokój.

A co ja mam zrobić?

– Nie wiem, nie wiem! – Zaczynam obgryzać paznokcie, ale przypominam sobie, że wczoraj wieczorem je pomalowałam. – Kurwa.

– Co mam zrobić? – powtarza histerycznie Martina.

Parskam, kryjąc twarz w dłoniach.

– Nie chcę. Nie chcę stąd wychodzić.

Siostra patrzy na mnie spanikowana. Zdaje się, że nie do końca zrozumiała.

– Posłuchaj… Wystarczy, że wrócisz do ołtarza, wysłuchasz formułki i powiesz „tak”. Uwierz mi, dalej będzie już z górki. Przyjęcie, tańce… Okej, zgoda, zdjęcia to prawdziwy koszmar. Ale prawie masz to z głowy, głuptasie! Pomyśl, jak musi czuć się teraz Carlos. Jeszcze się wystraszy, że zamierzasz odwołać ślub.

Wysuwam głowę z kryjówki i spoglądam na siostrę szeroko otwartymi oczami. Martina od razu orientuje się, w czym rzecz, i przygryza wargę.

– A co, jeśli…? – zaczynam, ale tak naprawdę nie wiem, o co chcę ją zapytać.

Cisza panująca w łazience kończy za mnie zdanie.

– Anno… jesteś pewna? – odpowiada Martina. – Posłuchaj: to normalne, że masz wątpliwości. Każda narzeczona ma je przed ślubem. To bardzo stresujący moment, na który nikt nas nie przygotował. Chcemy, żeby wszystko wyszło idealnie, i…

– Rzecz w tym, że ja nie chcę, żeby wszystko wyszło idealnie – protestuję. – Po prostu… nie chcę, żeby wyszło. Nie mogę tam wrócić. Bo kiedy… – Martina daje mi czas na dokończenie tego, co chcę powiedzieć. – Bo kiedy spojrzałam mu w oczy, nagle zdałam sobie sprawę, że chociaż tyle razem przeżyliśmy, nie czuję tego, co powinnam czuć. Żadnych motyli, żadnego wzruszenia, żadnej ekscytacji… Mam po prostu ochotę zniknąć, uciec, dać sobie kolejną szansę, zmienić otoczenie…

Martina wpatruje się we mnie tak, jakbym przemawiała w obcym języku.

– Anno… – Kręci głową. – Czy przypadkiem nie chodzi ci o ten incydent z Valerią?

Tak, chociaż nie.

– Nie – mówię i nie kłamię.

To jeden z wielu powodów, które uzbierały się przez ostatnie miesiące. Wybaczyłabym mu, że mnie zdradził, nawet jeżeli zrobił to z moją przyjaciółką. Wystarczyłoby, żeby się przyznał. Ale te wszystkie kłótnie, po których musiałam go przepraszać, chociaż nie byłam niczemu winna… zrobiły swoje.

– Nie mów, że nadal o tym myślisz. Anno, błagam. Przecież już sobie wyjaśniliście, że do niczego nie doszło, Valeria po prostu była u was w domu. Jest twoją przyjaciółką! Jak mogłaby ci coś takiego zrobić? Nie uważasz, że… popadasz w lekką paranoję?

– Była w naszej sypialni – uściślam.

– Bo oblała się winem i poszła do łazienki, żeby zaprać plamę!

– Kto pije wino z narzeczonym przyjaciółki, kiedy ta na kilka dni wyjechała służbowo do Londynu?! Mam ci przypomnieć, że przyłapałam ich tylko dlatego, że chciałam zrobić Carlosowi niespodziankę i wróciłam dzień wcześniej?

Martina wzdycha, znudzona słuchaniem w kółko tej samej historii. Przygryza wargę. Pewnie się zastanawia, czym sobie zasłużyła na taką siostrę jak ja.

– Co mam zrobić? – pytam błagalnym tonem, zarzucając temat Valerii i mojego niedoszłego męża.

– Mnie pytasz? Dlaczego nie wspomniałaś o tym wcześniej? Od dawna to planowałaś?

– Nie! To było pod wpływem chwili!

Wcale nie kłamię.

Moja siostra wzdycha zrezygnowana.

– Przysięgam! Martino, błagam, pomóż mi. Nie mam pojęcia, co robić, wiem tylko, że nie chcę przez to przechodzić. – Wskazuję suknię ślubną, którą wycieram brudną podłogę toalety.

– W takim razie co? Odwołujemy ślub? Wiesz, że to poważna decyzja i że musisz być stuprocentowo pewna. Jesteś?

Przełykam ślinę. Boli mnie brzuch, czuję, że zaraz eksploduje.

– Tak, jestem.

ROZDZIAŁ 2

Ten z beznadziejnymi przyjaciółkami

Trzeciego dnia niemal całkowitego zamknięcia w pokoju tracę rachubę czasu. Wrześniowe słońce działa na mnie dołująco. Kiedy wyglądam przez okno, często trudno mi stwierdzić, czy jest dwunasta w południe, czy osiemnasta.

Dzięki siostrze odżywiam się w miarę regularnie. Unikam kontaktów, jak mogę. Czekam z pójściem do łazienki, aż salon będzie pusty, żeby na nikogo się nie natknąć. Nie chcę, żeby oglądali mnie w takim stanie i zadawali mi pytania.

Powrót do mieszkania, które wynajmujemy z Carlosem, nie wchodzi w grę, postanawiam więc zostać u rodziców, dopóki nie zdecyduję, co zrobić ze swoim życiem.

Telefon dzwoni bez przerwy od soboty. Początkowo podsłuchiwałam, z kim rozmawia mama, żeby sprawdzić, czy to przypadkiem nie Carlos. Nie chcę, żeby mnie namierzył, a jednocześnie ciekawi mnie, czy będzie próbował się ze mną skontaktować. Moja komórka jest wyłączona od dnia niedoszłego ślubu, więc albo zadzwoni na domowy, albo tu przyjdzie. Na razie jednak się nie pojawił.

Rozmawiałam za to parę razy z Lucíą. Martwi się o mnie, ale stara się nie zadawać typowych pytań, które w ostatnich dniach słyszę od rodziców i siostry: jak się czuję, czy jest mi źle, czy żałuję, co zamierzam, czy próbowałam rozmawiać z Carlosem, czy poszłam się z nim zobaczyć… Usiłuję o tym nie myśleć, ale lawina wątpliwości zalewa mnie za każdym razem, kiedy mojej uwagi nie odwraca ekran. W ciągu trzech dni obejrzałam wszystkie filmy Marvela i całego Harry’ego Pottera. Z oczywistych względów przewinęłam scenę ślubu Billa i Fleur.

Wbrew sobie codziennie zastanawiam się, czy podjęłam słuszną decyzję. W głębi serca wiem, że nie chcę wychodzić za Carlosa. Przynajmniej tak czułam w chwili, kiedy miałam powiedzieć „tak”. Racja, mogłam się zorientować wcześniej. Nie tylko dlatego, że urządziłam scenę i skrzywdziłam Carlosa i jego rodzinę, ale też z powodu masy pieniędzy, które z mojej winy zostały wyrzucone w błoto.

Czasami boję się, że będę żałować. Wpadam w panikę na myśl, że nagle dojdę do wniosku, że jednak powinnam była za niego wyjść. Może nie byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie, ale oszczędziłabym cierpienia innym… i samej sobie.

Dlatego kiedy widzę twarz Lucíi wychylającą się zza drzwi mojego pokoju, nie jestem zła na mamę, że wpuściła ją, nie pytając mnie o zdanie. Potrzebuję jej.

– Cześć, kochana. Jak się czujesz? – pyta, zakładając za ucho ciemne włosy.

W odpowiedzi wzruszam ramionami. Mój wygląd mówi sam za siebie: znoszona piżama, włosy domagające się umycia, podkrążone oczy. Obok stoi laptop, którego nie odłączam od prądu, puste butelki po wodzie i talerz z resztkami wczorajszej kolacji.

Lucía siada na brzegu łóżka i rozgląda się po moim dawnym pokoju.

– Chyba nigdy tu nie byłam. Mieszkałaś jeszcze z rodzicami, kiedy zaczynałyśmy studia?

– Mhm. – Jestem wdzięczna, że Lucía nie porusza od razu tematu. – Wyprowadziłam się dopiero na czwartym roku, kiedy moja siostra wyszła za Gastona i zostawiła mi mieszkanie, które dość tanio wynajmowała.

– Jej mąż ma na imię Gaston? Jest Francuzem?

Przytakuję.

– Poznała go na Erasmusie w Paryżu. Przez dwa lata byli w związku na odległość, a kiedy Gaston zrobił magisterkę, przeniósł się do Hiszpanii. Wtedy Martina zaproponowała, żebym wprowadziła się do mieszkania, które dotąd wynajmowała. To tam bywałaś.

– Nie znałam tej historii.

– Jak widzisz, niektórzy mają szczęście w miłości – rzucam bez zastanowienia.

Lucía przygryza wargę.

– Rozmawiałaś z…? – zaczyna.

– Nie.

Obie milkniemy.

– A próbował się w ogóle z tobą skontaktować? Bo rozumiem, że nie byłaś w waszym mieszkaniu.

– Nie jestem pewna – przyznaję. – Wszystkie telefony odbiera mama, powiedziałam jej, że nie chcę z nim rozmawiać. Ale podsłuchiwałam i wydaje mi się, że nie dzwonił. Zresztą nie tym się martwię…

– A czym? Oczywiście jeżeli chcesz o tym gadać.

– Pfff, od czego by tu zacząć? Mogę wyliczać w nieskończoność. – Wstaję i zamykam drzwi, bo nie chcę, żeby ktokolwiek słyszał tę rozmowę. Chyba pierwszy raz wychodzę z łóżka w innym celu niż pójście do łazienki. – Martwię się, bo nie wiem, czy podjęłam słuszną decyzję. Carlos jest w porządku… To znaczy nigdy nie dał mi powodu, żebym go zostawiła, tym bardziej przed ołtarzem, ale… Coś w środku mówiło mi, że to nie wypali. Z jednej strony ulżyło mi, że podjęłam taką decyzję, a z drugiej boję się, że może zmarnowałam swoją życiową szansę na bycie szczęśliwą. Umieram ze strachu, Lu. Nigdy nie czułam się jednocześnie tak pewna i tak niepewna.

Lucía chyba nie nadąża.

– Ale byłaś z nim szczęśliwa?

To, że muszę zastanowić się nad odpowiedzią, oznacza „nie”.

– Byłam zadowolona. Ślub z Carlosem wydawał się najprostszym rozwiązaniem. Tego pragnęli moi rodzice, miałabym to samo co moja siostra i dziewczyny…

– Anno – przerywa mi łagodnie Lucía – przecież nikt na ciebie nie naciskał, żebyś za niego wyszła.

– Wiem, wiem – przyznaję bez wahania. – Chyba tak naprawdę sama wywarłam na siebie presję. Ale nie wyobrażasz sobie, jak bardzo ucieszyli się moi rodzice, kiedy powiedziałam im, że zamierzamy się pobrać. Mama aż się rozpłakała! – wykrzykuję. Natychmiast ściszam głos, żeby nikt nie usłyszał tego, co powiem. – Siostra spojrzała na mnie tak, jak nigdy wcześniej na mnie nie patrzyła. Jakby… była ze mnie dumna. No i wreszcie miałam o czym rozmawiać z dziewczynami. Nagle poczułam, że do was pasuję, że teraz będzie mi łatwiej, że nie będę musiała z niczym i z nikim walczyć. Wystarczyło, że wyjdę za mąż… i już.

Lucía zwilża językiem wargi.

– Ja nie wyszłam za mąż… i nikt się mnie nie czepia.

– No tak, ale jesteś zaręczona, więc na to samo wychodzi. Zresztą to zupełnie inna sytuacja. Z Santim znamy się od początku studiów. Jest jednym z nas, to całkiem co innego.

Lucía chyba nie bardzo rozumie, o co mi chodzi, ale dla mnie to oczywiste. Santi zawsze należał do naszej paczki. On, Lucía, Valeria, Alba, Daniela i ja poznaliśmy się na wydziale i od tamtej pory jesteśmy nierozłączni, choć zdarzały się między nami nieporozumienia. Studia translatorskie są znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać, a my zawsze wspieraliśmy się w ciężkich chwilach.

– Nieważne, nie przejmuj się – mówię, próbując zbagatelizować sprawę. – Co się stało, to się nie odstanie. Teraz martwi mnie już tylko, jak z tego wybrnąć. Chodzi mi o mieszkanie, umowę podpisaliśmy oboje. Co mam zrobić? Zerwać ją? Kazać mu się wyprowadzić? Szczerze mówiąc, chyba nie potrafię tego zrobić.

– Właśnie o tym chciałam porozmawiać. Wydaje mi się, że powinnaś z nim pogadać. Nie unikaj go dłużej.

Wzdycham. Lucía ma rację.

– Jeszcze nie jestem na to gotowa – stwierdzam.

– Wiem. Ale Carlos pewnie zastanawia się spanikowany, co ma teraz zrobić. Sama pomyśl: zostawiłaś go przed ołtarzem, nie ma z tobą kontaktu, na pewno czuje się chujowo, potrzebuje wyjaśnienia, dlaczego odeszłaś, nie wie, gdzie będzie mieszkał… Może wcale nie ma go w waszym mieszkaniu; może uznał, że ty się tam ukryłaś, i nie chce ci się narzucać. Też mógł wrócić do rodziców albo zatrzymał się u któregoś z kolegów.

Słowa przyjaciółki sprawiają, że wybucham płaczem. Wcześniej nie przyszło mi to do głowy. Jak mogłam być taką egoistką? Powinnam była przynajmniej do niego napisać.

Kolejny dowód na to, że czasem zachowuję się jak skończona idiotka. Jakby ktoś miał jeszcze co do tego wątpliwości.

– Tylko nie to, nie płacz, proszę. – Lucía podbiega do mnie. – Nie chciałam zrobić ci przykrości – przekonuje.

– Masz stuprocentową rację, dlatego właśnie płaczę. – Zanoszę się szlochem, próbując oddychać przez zatkany nos. – Bo nie wpadłam na to, że on może nie ma gdzie mieszkać, czuję się z tym okropnie, jakbym miała w piersiach wielką dziurę, która nie chce zniknąć. Wiem, że wyrządziłam Carlosowi krzywdę, ale… chyba bardziej bym go skrzywdziła, gdybym za niego wyszła, a potem go zostawiła, prawda?

Lucía nie odpowiada. Płaczę wtulona w jej ramię, aż w końcu udaje mi się uspokoić.

– Wiesz, co by ci dobrze zrobiło? – mówi Lucía. – Gdybyś zaczęła wychodzić z domu.

Stanowczo odmawiam.

– Nie ma mowy, Lu.

– Ależ tak. Posłuchaj: na jutro umówiłyśmy się z dziewczynami na piwo. Tylko my. Chodź z nami. Nie będziemy długo siedziały, a jeżeli poczujesz się niekomfortowo, możesz w każdej chwili wrócić do domu.

Propozycja Lucíi siedzi mi w głowie przez całą noc. Wczoraj zasnęłam przekonana, że to okropny pomysł, ale dziś rano nie wydaje mi się już taki zły i postanawiam spotkać się z przyjaciółkami. Nadal boję się włączyć komórkę, dlatego proszę Martinę, żeby pożyczyła mi swoją, i dzwonię do Lucíi zapytać, gdzie i o której się widzimy. Parę godzin później – po prysznicu i kilku zmianach stroju – siadam z dziewczynami w ogródku.

Początkowo nikt nie porusza tematu dnia. Czuję się dobrze. Przyglądam się przyjaciółkom, kiedy zamawiamy piwo, wszystkie poza Albą, która jest w ciąży. Jeszcze nic po niej nie widać, ale Ruda już nie może się doczekać, kiedy wrzuci na Instagrama sakramentalne zdjęcie z brzuszkiem. Daniela jest z kolei wyjątkowo milcząca, nie uczestniczy w rozmowie, tylko nieśmiało się uśmiecha i obgryza paznokcie. Gdyby nie ślubny manikiur, chętnie poszłabym w jej ślady. Valeria za to bez przerwy nawija. Pokazuje na komórce zdjęcia mebli, które przez lato robił jej mąż. W tym roku postanowili zrezygnować z wakacji i zainwestować w remont przyszłego domu, żeby był gotowy na narodziny dziecka, o które już się starają.

Kiedy kelner stawia na stoliku napoje, obserwuję przyjaciółki. W którym momencie się takie stałyśmy? Jeszcze kilka lat temu byłyśmy zestresowanymi studentkami, które przejmowały się tylko tym, żeby uzyskać zaliczenie, chciały miło spędzać czas i nie myślały za dużo o przyszłości, która dla absolwentów translatoryki malowała się w dość ciemnych barwach. Ale mam wrażenie, że odkąd skończyłyśmy studia, moje przyjaciółki żyją trzy razy szybciej ode mnie. Wszystkie mieszkają ze swoimi partnerami, wszystkie oprócz Lucíi powychodziły za mąż, Alba jest już w ciąży. A ja co? Próbowałam za nimi nadążyć, myśląc nie o tym, czego chcę, ale o tym, czego powinna chcieć dwudziestoośmiolatka.

– Wiesz już, czy to dziewczynka, czy chłopiec?

– Wolimy z Maríą, żeby to była tajemnica, dla nas też. Dowiemy się dopiero po narodzinach. Szczerze mówiąc, wszystko nam jedno. Poza tym chcemy uniknąć typowych prezentów: różowe dla dziewczynki, niebieskie dla chłopca…

– Co za głupota – stwierdza Valeria. – Biedne dziecko.

Alba udaje, że nie słyszy. Wszystkie przywykłyśmy już do sposobu bycia Valerii. Tak naprawdę jej uwagi nie są złośliwe. Po prostu czasem palnie coś bez zastanowienia, a do tego ma lekko przestarzałe poglądy.

– A właśnie, Anno, widziałam, że przyleciał twój brat. – Valeria przypuszcza kolejny atak. – Może poznamy go z Danielą? Od zawsze się w nim podkochuje, zauważyłam, że lajkuje wszystkie jego zdjęcia na Instagramie. Jeśli jej mąż się dowie…

– Nieprawda! – Daniela próbuje się bronić, ale jest już za późno.

Od lat żartujemy, że trzeba ją zeswatać z moim bratem.

– A tak serio, to niezłe z niego ciacho – ciągnie Valeria. – To dlatego Raül jest singlem? Żeby móc dalej cieszyć się życiem?

Wzruszam ramionami.

– Prawdę mówiąc, nie mam z nim takiego kontaktu jak z Martiną. Kiedy skończył osiemnaście lat, wyjechał do Madrytu, a odkąd siedzi w Los Angeles i rozkręca wytwórnię płytową, rzadko ze sobą gadamy. W zasadzie prawie wcale. W tym roku rozmawialiśmy raz, i to tylko dlatego, że zapomniałam o jego urodzinach i głupio mi było wysyłać spóźnione życzenia na WhatsAppie, więc zadzwoniłam…

– Fakt, nieźle przypakował – wtrąca Alba, przeglądając najnowsze zdjęcia Raüla na Instagramie.

– Jeszcze jedna kolejka – prosi kelnera Valeria.

– Dla mnie bezalkoholowe – podkreśla Alba.

Próbuję zaprotestować, ale jest już za późno. Nie bardzo chce mi się z nimi siedzieć, z drugiej strony nie mam ochoty wracać do łóżka, więc zostaję na kolejne piwo. Pół godziny później Valeria proponuje, żebyśmy poszły na drinka.

– No chodź, tylko na jednego. Dobrze ci zrobi!

– Dziewczyny, ja wracam do domu, jestem padnięta – mówi Alba.

Ponieważ jest w ciąży, żadna nie próbuje jej zatrzymać, mnie za to niemal siłą ciągną do baru. Lucía spogląda na mnie ze współczuciem i kiwa głową. Interpretuję to jako: „no chodź”.

– Dobra… – ustępuję, ale nawet gdybym odmówiła, i tak by mnie tam zawlokły.

Po wejściu do baru czuję się nieswojo. W środku jest tak ciemno, że omal nie potykam się o stopień za drzwiami. Z olbrzymich głośników leci piosenka, której nigdy nie słyszałam, przytłacza mnie gwar rozmów.

Na szczęście siadamy przy stoliku w kącie, nieco na uboczu. Żeby nie komplikować sobie życia, zamawiam mojito. Nie mam ochoty studiować karty drinków. Lucía siada obok mnie. Chociaż staram się temu zapobiec, w końcu wypływa temat, na który czekały wszystkie, zwłaszcza Valeria. Jestem pewna, że będzie miała niezły ubaw.

– Tak w ogóle to rozmawiałaś z Carlosem od soboty?

Dziwi mnie, że właśnie Daniela zadaje mi to pytanie. Na sam dźwięk jego imienia sztywnieje mi kark. Zdaję sobie sprawę, że przyjaciółka celowo nie użyła słowa tabu: ślub.

– Nie.

Modlę się, żeby nie było więcej pytań, ale nic z tego.

– No bo… dziś rano wpadłam w warzywniaku na jego matkę. Nie wiem, czy chcesz to usłyszeć, ale pomyślałam… że może wolałabyś wiedzieć.

Przez moment pragnę, żeby moje usta powiedziały, że nie, że wolę żyć w nieświadomości. Zamiast tego milczę i kiwam głową.

– Jest załamana, ale znasz ją: zaraz zaczęła się burzyć, jak ktoś mógł zrobić coś takiego jej synowi, co za wstyd, żeby go tak zostawić przed ołtarzem, Carlos bardzo to przeżywa…

– Ta, jasne! – parska Valeria, przerywając Danieli. – Zakłamany palant.

Marszczę czoło.

– Co masz na myśli? – pytam.

– Nie, nic – wykręca się Valeria. – Nie wiem, dlaczego…

Za późno na sprostowania. Patrzę na Lucíę. Jej spanikowana mina potwierdza, że coś się stało. Odwracam się z powrotem do Danieli.

– Co zrobił Carlos? Co jeszcze powiedziała ci jego matka?

– Nic. Tylko to, co mówiłam, przysięgam. – Daniela pociąga łyk rumu z colą i próbuje zmienić temat, ale już się zorientowałam, że coś przede mną ukrywają.

– Co zrobił? – pytam ponownie. Odwracam się do swojej najlepszej przyjaciółki. Jest moją ostatnią deską ratunku. – Lucía?

Lucía rzuca Valerii mordercze spojrzenie i pochyla się na krześle.

– Wolałyśmy na razie ci o tym nie mówić, no ale trudno… Wczoraj Carlos nieźle zabalował, nie wiemy gdzie. Wrzucił relację na Instagrama.

– No i co z tego?

Próbuję się domyślić, co przede mną ukrywają, ale nie widzę nic złego w tym, że Carlos poszedł na imprezę. Wręcz przeciwnie: to nawet dobrze, dzięki temu czuję się odrobinę mniej winna.

– Nieźle się zrobił. Musiał być strasznie narąbany, bo… wrzucił kilka zdjęć, na których widać, jak…

Czekam, aż Lucía dokończy zdanie.

– No… jak całuje się z jakąś dziewczyną. Nie znamy jej.

Zamieniam się w słup soli. Mój mózg potrzebuje kilku sekund, żeby przetworzyć to, co usłyszałam.

– Jesteście pewne, że…?

Chociaż nie kończę pytania, przyjaciółki kiwają głowami, spoglądając na mnie ze współczuciem.

Znowu te same miny. Jakby mnie prześladowały. Teraz rozumiem, dlaczego Valeria tak się oburzyła, kiedy Daniela wspomniała o Carlosie. Wszystko zaczyna układać się w całość: Carlos zdradzał mnie z Valerią, ale jak się okazuje, nie ona jedna się wokół niego zakręciła. No kurwa. Nie wiem, czy jestem bardziej wkurzona, czy zadowolona, że moja teoria się potwierdziła.

– To nie wszystko. To znaczy wszystko, po prostu wrzucił te zdjęcia o trzeciej w nocy czy jakoś tak, a o jedenastej już ich nie było – wyjaśnia Lucía. – Pewnie był nieźle nawalony, kiedy je publikował, a po obudzeniu skapował się, co zrobił, i szybko usunął fotki, żeby nikt ich nie zobaczył. Ale ja zdążyłam.

– Ja też – przyznaje Valeria.

Wszystkie trzy patrzymy na Danielę, która również kiwa głową.

– Okej. W sumie… to bez różnicy, nie zamierzam się tym przejmować – stwierdzam z namysłem.

Milczymy, w tle gra muzyka. Pociągam łyk drinka, jest mocniejszy, niżbym chciała.

– Wiecie, co mnie najbardziej wkurwia? – wykrzykuję na ulicy, po dwóch mojito i szocie tequili. Lucía już sobie poszła, zostałyśmy tylko Daniela, Valeria i ja. – Że dowiedziałyśmy się o tym nie dlatego, że przyuważyłyśmy go w tle na czyimś zdjęciu czy coś w tym stylu, ale że zrobił to celowo! Chciał mi pokazać, że może mieć inną.

– Dziewczyny, będę już spadać, do następnego – żegna się Daniela w środku mojego ataku histerii.

– Za kogo on się uważa? Przecież nadal jesteśmy razem! No wiem, spękałam przed ołtarzem, ale… w którym momencie zerwaliśmy? Normalnie mnie zdradził! I teraz wszyscy to widzieli. Nie zaprzeczaj, przecież wiem, że coś między wami zaszło, kiedy was przyłapałam.

Czekam na reakcję Valerii. Jej jedyną odpowiedzią jest milczenie. Spoglądam na nią z wściekłością, kiedy przygryza wargę jak dziecko przyłapane na psocie.

Jestem tak nakręcona, że już nic nie może mnie powstrzymać przed rzuceniem oskarżenia, które od dawna w sobie dusiłam. Ale ze mnie idiotka, udawałam głupią, jakbym nie wiedziała, co jest grane. Martina nie ma racji, nie popadam w żadną paranoję.

– Wszyscy też wiedzą, że go zostawiłaś – rzuca Valeria. – Na oczach rodziny, przyjaciół… Więc teraz nie rób z siebie ofiary. Wiesz, jaką minę zrobił Carlos, kiedy zwiałaś? I jego brat? I ja? Wydałam sto czterdzieści euro na sukienkę i sto na twój prezent, kochana. Musiałam wziąć wolne w pracy, zmarnowałam kilka dni, szykując atrakcje na twoje wesele… Przyjechałam specjalnie z Madrytu, a wiesz, jak drogie są pociągi! Trzeba było się dobrze zastanowić, zanim odwołałaś ślub. Fakt, Carlos całował się z inną, ale przynajmniej publicznie cię nie ośmieszył.

Słowa Valerii bolą mnie jak dźgnięcia nożem. Częściowo ma rację, ale mocno przegięła.

Jesteśmy same na przystanku, zaraz przyjedzie autobus nocny, który staje pod jej domem. W oddali widać już światła.

– Przepraszam, to nie miało zabrzmieć tak złośliwie – przyznaje Valeria po tym, jak już wysączyła z siebie cały jad. – Nie chcę, żebyśmy się kłóciły, tym bardziej z powodu faceta. Wiesz, na czym polega problem? Niektóre pary są z góry skazane na porażkę, koniec kropka. Jak ty i Carlos. Tak chciał los, nic na to nie poradzisz. Przecież od początku było wiadomo, że wam się nie uda. To była moja pierwsza myśl, kiedy go poznałam… Tak to się kończy, kochana, kiedy Baran wiąże się z Wagą.

Autobus hamuje tuż przy nas, otwierają się drzwi. Valeria bez słowa wsiada do środka, zostawiając mnie samą na chodniku.

Próbuję skupić się na tym, jak wrócić do domu, ale zaślepia mnie złość. Bez przerwy wyobrażam sobie Carlosa całującego się z jakąś nieznajomą laską kilka dni po naszym niedoszłym ślubie. Już raz przez to przechodziłam i nie mam ochoty na kolejny. Co to za dziewczyna? Znam ją? Wiedziała, co go spotkało? Żałuję, że Lucía już sobie poszła i nie mogę jej się wyżalić.

Zostaję sama ze swoimi myślami. I ze zdaniem, które rozbrzmiewa w mojej głowie przy każdym kroku, niczym uporczywe walenie młotkiem.

„Tak to się kończy, kiedy Baran wiąże się z Wagą”.

ROZDZIAŁ 3

Ten z pismami dla nastolatek

Nie wiem, kiedy docieram do domu, cała i zdrowa. Martina przyjechała po mnie samochodem. Musiałam ją śmiertelnie wystraszyć, gdy o trzeciej w nocy z płaczem zadzwoniłam do niej z jakiegoś baru. Resztką sił bąkam „dziękuję” i idę prosto do łóżka. Czuję lepkość w ustach. Staram się wyrzucić z głowy wszelkie myśli, żeby zasnąć, zanim zacznie mnie boleć… Za późno.

Podnoszę się jak rażona prądem i siadam w prawym dolnym rogu materaca. Przed oczami staje mi twarz Valerii. Ogarnia mnie wściekłość. Dlaczego musi każdego pouczać? Kiedy ona coś spieprzy, pilnujemy się, żeby nie powiedzieć niczego, co mogłoby ją zranić, ale sama nie szczędzi jadowitych komentarzy, jeżeli to którejś z nas powinie się noga.

Z trudem wstaję z łóżka. Odbija mi się, usta wypełnia mi smak tequili. Obym tylko nie zwymiotowała. Szykuję się, żeby pobiec do łazienki, ale wygląda na to, że mi przeszło. Podchodzę do biurka. Ile godzin spędziłam przy nim na nauce! Biorę zapalniczkę – musiał ją tu zostawić Carlos, bo u mnie w domu nikt nie pali – i wyrzucam ją do kosza na śmieci przy krześle. Powinnam spisać wszystko, co wydarzyło się w tym pokoju. Tutaj dowiedziałam się o pierwszym oblanym egzaminie, tutaj uczyliśmy się z Carlosem, kiedy on studiował dziennikarstwo, a ja translatorykę. Tutaj się kłóciliśmy, i na żywo, i przez telefon, i podczas wideorozmów.

Naprawdę jesteśmy aż tak bardzo niekompatybilni i żadne z nas nie zdawało sobie z tego sprawy?

Kręcę głową, próbując oddalić od siebie te myśli. Nienawidzę Valerii za to, że podniosła mój brak pewności siebie do entej potęgi. Horoskopy to bzdura. Nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Chociaż…

Szarpię dolną szufladę biurka. Nie otwierałam jej od wieków. Są w niej rzeczy, które zachowałam z czasów liceum i studiów. Przechodzi mnie dreszcz na samą myśl, co mogę tu znaleźć – od papierka po gumie do żucia z pierwszej randki z Carlosem po listy, pocztówki i inne pamiątki sprzed ślubu. Z czasów, kiedy byliśmy w sobie zakochani. Tylko czy my rzeczywiście byliśmy w sobie kiedykolwiek zakochani? Czy po prostu było nam ze sobą wygodnie i od czasu do czasu uprawialiśmy seks?

Robię kilka rundek, zanim wyłożę całą zawartość szuflady na łóżko. Uśmiecham się na widok tego, czego szukałam. Nie wiem, dlaczego nastoletnia Anna postanowiła zachować te pisma, ale oto one.

Z okładek spoglądają na mnie twarze Miley Cyrus, Katy Perry i Maria Casasa. Mam wrażenie, że czas się dla nich zatrzymał. Przerzucam kartki, nie zwracając uwagi na reportaże i testy mające rozsądzić, czy koleżanka z ławki zostanie twoją przyjaciółką na resztę życia. Przechodzę na koniec. Ze zdumieniem odkrywam reklamy dzwonków polifonicznych do ściągnięcia na komórkę. Cofam się o jedną stronę i wreszcie znajduję to, o co mi chodziło: horoskop.

BARAN(21 marca – 19 kwietnia)

Miłość: to zły moment na angażowanie się w długotrwały związek. Znam Cię, Baranie – nie ma co się spieszyć.

Praca: w najbliższych dniach otrzymasz wiadomość, która wywróci do góry nogami Twoje życie zawodowe. Na wszelki wypadek często sprawdzaj Hotmaila i spam.

Przyjaźń: ktoś dawno niewidziany znów pojawi się w Twoim życiu. Wykorzystaj okazję, żeby powspominać przeszłość i oderwać się od codzienności.

Czytam horoskop jeszcze dwa razy. Jest dość zdawkowy. Przebiegam stronę wzrokiem w poszukiwaniu Wagi.

WAGA(23 września – 22 października)

Miłość: nadchodzi czas równowagi i spokoju. Może to dobry moment, żeby pobyć samemu i pozwolić, by życie toczyło się bez Twojej ingerencji. Zapomnij na kilka dni o Facebooku.

Praca: pod koniec tygodnia sprawy zaczną się komplikować. Nie miej oporów, żeby w najbardziej stresujących momentach szukać wsparcia u znajomych, a wszystko się ułoży.

Przyjaźń: bliski przyjaciel może mieć problemy, o których Ci nie powiedział, żeby Cię nie martwić. Nie obwiniaj się z tego powodu i daj mu przestrzeń, żeby poczuł się bezpiecznie i ze wszystkiego Ci się zwierzył.

Oburzona wypuszczam nosem powietrze. To takie banały, że każdy może je dopasować do swojej sytuacji. Ze złością zamykam gazetkę, ale z ciekawości sprawdzam datę.

30 listopada 2009 roku.

Moje serce na moment przestaje bić. Teraz rozumiem, dlaczego zachowałam to pisemko: tego dnia zaczęłam się spotykać z Carlosem.

Doskonale pamiętam tamten czas. Trwał rok szkolny, zbliżała się przerwa świąteczna. Byłam w drugiej liceum, Carlos w trzeciej. Ale mnie wtedy jarało, że spotykam się ze starszym chłopakiem. Przychodziłam do szkoły podekscytowana, na przerwach polowałam na niego na korytarzu. Nauczyłam się na pamięć jego planu lekcji, żeby wiedzieć, w której będzie sali; szłam do niego i całowaliśmy się na oczach naszych kolegów. Wydawało mi się, że jestem prawdziwą farciarą, najpopularniejszą dziewczyną w szkole… Ciekawe, gdzie się to wszystko podziało.

Jeszcze raz spoglądam na datę i ponownie czytam horoskopy. Nagle w mojej głowie zapala się lampka. Mój horoskop z tamtego dnia przepowiedział, że to zły moment na nowy związek. Horoskop Carlosa też nie był zbyt pomyślny w tej kwestii. Serce zaczyna walić mi jak szalone. A co, jeżeli Valeria ma rację?

Nie, niemożliwe. Horoskopy to ściema, cyklicznie powtarzane kopiuj-wklej…

No nie?

Odkładam pismo i sięgam po następne. Przed otwarciem sprawdzam datę: kolejny ważny moment w moim związku z Carlosem.

7 marca 2010 roku. Dzień, kiedy pierwszy raz poszliśmy do łóżka.

Jak szalona przerzucam strony. Na moment przerywam kartkowanie pisemka. Co spodziewam się odkryć? Ciekawość zwycięża, szukam w horoskopie swojego znaku. Nawet nie rzucam okiem na wzmianki o przyjaźni i pracy.

BARAN(21 marca – 19 kwietnia)

Miłość: jeżeli nie masz racji, naucz się przepraszać i wyciągać rękę na zgodę. Nie obstawaj głupio przy swoim.

Dobra, to nie ma żadnego związku z tym, co się stało. Sprawdzam jeszcze horoskop Carlosa.

WAGA(23 września – 22 października)

Miłość: nie zapominaj, że miłość własna jest najważniejsza. Jeżeli coś zakłóca Twój spokój albo potrzebujesz chwili oddechu, nie bój się zrobić kroku wstecz.

To też ma się nijak do tego, co wydarzyło się tamtej nocy. Wzdycham, nie wiem, czy z ulgą, czy ze złością. Co tak naprawdę chciałabym przeczytać? Że to była zła decyzja, podobnie jak to, że 30 listopada zostaliśmy parą? Nie mam już więcej pism, znajduję za to masę plakatów i powycinane zdjęcia gwiazd. Jest jeszcze gazeta. Doskonale pamiętam, dlaczego ją zachowałam: wtedy Carlos poprosił mnie o rękę. Od tamtej pory minęły już dwa lata.

Sprawdzam datę, żeby się upewnić.

20 kwietnia 2020 roku.

W środku pandemii, kiedy walił się świat, pewnego wieczoru w salonie naszego mieszkania oświetlonym blaskiem świec Carlos zapytał mnie, czy za niego wyjdę. Kupił pierścionek jeszcze przed lockdownem, ale zamknięcie restauracji pokrzyżowało mu plany. W końcu nie wytrzymał i oświadczył mi się w domu. Dlatego zachowałam tę gazetę. Też ma dział z horoskopami? Sprawdźmy. Otwieram ją na ostatniej stronie… i bingo.

Biorę wdech i obiecuję sobie, że to już ostatni horoskop, jaki czytam.

BARAN: nie spiesz się z podejmowaniem wspólnych decyzji z partnerem. Wykorzystaj ten czas na to, żeby z nim porozmawiać, podzielcie się swoimi obawami i zwolnijcie tempo.

Czuję ucisk w żołądku. Nie, to niemożliwe. Nie chcę czytać dalej.

WAGA: czas skupić się na pracy i odłożyć na bok romanse i uniesienia. Powstrzymaj się przed podejmowaniem impulsywnych decyzji, bo nie wszystko jest takie, jak się wydaje, i czasem może się to obrócić przeciwko Tobie.

Starannie składam gazetę, żeby odłożyć ją na miejsce, jakby nic się nie stało. Z hukiem zamykam szufladę, wściekła na tę idiotkę Valerię. Dlaczego musiała mi powiedzieć o horoskopie?

Siadam przy laptopie i zaczynam walić w klawisze jak opętana. Szukam informacji o znakach moim i Carlosa, a w końcu wpisuję: „kompatybilność Baran i Waga”. Otwieram pierwszy link z setek wyników, które wyskakują w Google’u.

„Baran jest znakiem ognia, Waga – znakiem powietrza. Czyli są przeciwstawne. Na początku związku te różnice mogą okazać się korzystne – w myśl zasady, że przeciwieństwa się przyciągają. Jednak wraz z upływem czasu, po zakończeniu tak zwanego miesiąca miodowego, prawdopodobnie zaczną pojawiać się konflikty. Para Baran–Waga będzie się borykała z różnicami w sposobie myślenia i podejściu do związku. Często partnerom z trudem przyjdzie osiągnąć porozumienie i jeden z nich będzie musiał ustąpić. Problem w tym, że zawsze będzie ustępować ta sama osoba. Barany podejmują decyzje szybko i bez zastanowienia, Wagi zaś dają sobie czas na przeanalizowanie wszystkich aspektów, czym doprowadzają do szału partnerów spod znaku Barana. Związek Barana i Wagi ma szansę przetrwać pod warunkiem, że nie zabraknie w nim właściwej komunikacji, miłości, namiętności i zaangażowania obu stron. Ale jeżeli relacja się ochłodzi, nie będzie odwrotu: partnerzy staną się całkowicie niekompatybilni”.

Nie mogę uwierzyć, że w wieku dwudziestu ośmiu lat o czwartej nad ranem szukam takich rzeczy. Ale wszystko się zgadza i nie mogę udawać, że tego nie czytałam. A jeżeli Valeria miała rację? Może te bzdurne horoskopy mówią prawdę?

Odruchowo zaczynam obgryzać paznokcie. Kiedy się orientuję, co robię, część ślubnego manikiuru jest już zniszczona, więc obgryzam dalej.

Nie, nie wierzę. Nie dopuszczam do siebie myśli, że to może być prawda. Kurwa mać. Po co tego szukałam? Najgorsze jest to, że nie wiem, czy tego żałuję, czy się z tego cieszę.

Gdyby zobaczyły mnie teraz moje przyjaciółki, chybaby mnie nie poznały. Sama nie poznaję swojej twarzy z makijażem rozmazanym od płakania po cichu w samochodzie Martiny.

Czy gdybym związała się z innym facetem spod znaku Wagi… byłby taki sam jak Carlos? Też bylibyśmy niekompatybilni czy to wszystko ściema?

Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić.

Wstaję i idę do łazienki. Przez kilka sekund spoglądam na swoje odbicie w lustrze. Z trudem rozpoznaję własną twarz. I nie chodzi o resztki makijażu, przez które wyglądam na wariatkę. Czuję się tak, jakbym patrzyła na obcą osobę w metrze, kogoś, kogo nigdy w życiu nie widziałam. Chodząca niewiadoma.

W tym momencie coś klika w mojej głowie. Wszystko, co wydarzyło się w ostatnich dniach, miało jakiś cel. Ślub, komentarz Valerii, horoskopy… To był znak. A raczej alarm, który brutalnie wyrwał mnie ze snu.

Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 4

Ten z podróżą w przypadkowo wybrane miejsce

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 5

Ten z wypasioną willą

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 6

Ten z kalendarzem zodiaku

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 7

Ten z królikiem cukrzykiem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 8

Ten z zakładami i krępującymi pytaniami

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 9

Ten z facetem Wagą

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 10

Ten z nieobecnym rodzeństwem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 11

Ten z dziennikiem konstelacji

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 12

Ten z połączeniem międzynarodowym

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 13

Ten z drugim facetem Wagą

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 14

Ten z Hawajami

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 15

Ten z fruwającą walizką

Rozdział dostępny w pełnej wersji

SKORPION

ROZDZIAŁ 16

Ten z opisem na Tinderze

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 17

Ten z grą miłosną XXI wieku

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 18

Ten z facetem Skorpionem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 19

Ten z remisem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 20

Ten z donutem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 21

Ten z imprezą halloweenową

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 22

Ten z wycieczką szkolną w trzeciej liceum

Rozdział dostępny w pełnej wersji

STRZELEC

ROZDZIAŁ 23

Ten z bolesną prawdą

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 24

Ten z szesnastoma rollercoasterami

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 25

Ten z trzema powodami do płaczu

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 26

Ten z pięcioma facetami Strzelcami

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 27

Ten ze zmanipulowanym wyborem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 28

Ten z pierwszą randką

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 29

Ten z pogrzebem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 30

Ten ze słabą wymówką

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 31

Ten z Walencją

Rozdział dostępny w pełnej wersji

KOZIOROŻEC

ROZDZIAŁ 32

Ten z uderzeniem z byka

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 33

Ten z imprezą sylwestrową

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 34

Ten z biurem pod niebem Los Angeles

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 35

Ten z szefem Koziorożcem i sekretarką Baranem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 36

Houston, mamy megaproblem

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 37

Ten z tęczowymi włosami

Rozdział dostępny w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 38

Ten z trzynastoma nieodebranymi połączeniami

Rozdział dostępny w pełnej wersji

Tytuł oryginału

La Chica del Zodiaco. Primera Parte

Copyright © Andrea Izquierdo, 2022

Copyright © for the translation by Joanna Ostrowska

Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Niemczak

Ilustracje na okładce

Anna Niemczak

Grafika na okładce

Astrologiczne koło zodiakalne ©MicroOne | Adobe Stock

Redaktorka nabywająca

Dominika Kardaś

Redaktorka prowadząca

Dominika Ziemba

Projekt typograficzny

Robert Oleś

Projekt przekładek

Karolina Korbut

Opieka produkcyjna

Maria Gromek

Karolina Korbut

Dawid Kwoka

Opieka promocyjna

Martyna Całusińska

ISBN 978-83-240-9652-7

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]

Wydanie I, Kraków 2023

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Angelika Kuler-Duchnik