Znajdź swoich ludzi. Jak poczuć się wysłuchanym, zrozumianym i ważnym - Runkle Anna - ebook
NOWOŚĆ

Znajdź swoich ludzi. Jak poczuć się wysłuchanym, zrozumianym i ważnym ebook

Runkle Anna

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Czy masz wrażenie, że innym znacznie łatwiej przychodzi nawiązywanie znajomości i utrzymywanie bliskich relacji, podczas gdy dla ciebie jest to trudne lub niezręczne? A może nawet w otoczeniu przyjaciół doskwierają ci samotność i poczucie, że nigdzie nie pasujesz?

To wrażenie „odłączenia” lub wyalienowania towarzyszy wielu osobom i jest odpowiedzią twojego mózgu na przewidywane zagrożenie. Możesz jednak sforsować ten niewidzialny mur, a ta książka wyjaśni ci, jak to zrobić. Sięgnij po nią, jeśli chcesz:

• opierać się bodźcom, które sprawiają, że nieświadomie się wycofujesz,

• wypracować zdrowy balans między potrzebą samotności a pragnieniem bliskości,

• opanować sztukę small-talku, aktywnego słuchania i „czytania otoczenia”,

• poznać sztukę regulacji psychicznej, która ochroni twoje relacje,

• stawiać granice i dbać o innych, nie rezygnując z siebie,

• panować nad pozawerbalnymi sygnałami, które wysyłasz innym,

• krok po kroku budować satysfakcjonujące relacje oparte na zaufaniu i szczerości.

Dzięki przystępnie podanej wiedzy, praktycznym ćwiczeniom i autorefleksji pokonasz schematy, które zamiast chronić, tylko cię izolują, a także stworzysz wspierającą, nierozerwalną sieć rozwijających relacji.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 238

Data ważności licencji: 10/7/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Con­nec­ta­bi­lity: Heal the Hid­den Ways You Iso­late, Find Your People, and Feel (at Last) Like You Belong

Prze­kład: Alek­san­dra Haduła Redak­torka ini­cju­jąca: Maria Zalasa Redak­cja: Mag­da­lena Świer­czek-Gry­boś, Domi­nika Kowal­ska Korekta: Michał Pytlik

Pro­jekt okładki i stron tytu­ło­wych: Joanna Wasi­lew­ska/KATA­KA­NA­STA

Copy­ri­ght © 2025 by Anna Run­kle Ori­gi­nally publi­shed in 2025 by Hay House LLC Copy­ri­ght for the Polish edi­tion and trans­la­tion © JK Wydaw­nic­two, 2026

Niniej­sza publi­ka­cja jest chro­niona pra­wem autor­skim. Publi­ka­cja może być zwie­lo­krot­niana i wyko­rzy­sty­wana wyłącz­nie w zakre­sie dozwo­lo­nym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwie­lo­krot­nia­nie i wyko­rzy­sty­wa­nie tre­ści publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek for­mie do eks­plo­ra­cji tek­stów i danych (text and data mining) lub do tre­no­wa­nia modeli sztucz­nej inte­li­gen­cji bez uprzed­niej, wyraź­nej zgody Wydawcy jest zabro­nione.

ISBN 978-83-68846-18-8 Wyda­nie I, Łódź 2026

JK Wydaw­nic­two ul. Kro­ku­sowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydaw­nic­two­fe­eria.pl

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Dla wszyst­kich osób o wraż­li­wych ser­cach, które cze­kają na zewnątrz – wejdź­cie mię­dzy ludzi, tu jest wasze miej­sce.

Wstęp

Osiem­na­ście lat temu sie­dzia­łam w gabi­ne­cie tera­peutki i pła­ka­łam. W krót­kim cza­sie doświad­czy­łam bowiem serii strat. Mia­łam za sobą burz­liwy roz­wód, który spo­wo­do­wał trud­no­ści z utrzy­ma­niem dwojga małych dzieci, a także nie­udaną ope­ra­cję, pod­czas któ­rej doszło do licz­nych kom­pli­ka­cji i konieczne były kolejne zabiegi chi­rur­giczne. Do tego męż­czy­zna, z któ­rym się spo­ty­ka­łam, nagle zmarł – jak się oka­zało, z powodu przedaw­ko­wa­nia.

Dla każ­dego byłby to pie­kiel­nie trudny czas. Ale dla mnie sytu­acja stała się wprost nie do znie­sie­nia, ponie­waż radzi­łam sobie z nią cał­ko­wi­cie sama.

Nie cho­dzi tylko o to, że byłam sin­gielką. Nie mogłam liczyć na żadną pomoc – nie mia­łam rodzi­ców, któ­rzy pozwo­li­liby mi na chwilę wró­cić „do domu”; krew­nych, któ­rzy towa­rzy­szy­liby mi w trud­nych momen­tach; przy­ja­ciółki, do któ­rej mogła­bym zadzwo­nić; sąsia­dów, któ­rzy pomo­gliby w przy­go­to­wy­wa­niu posił­ków; ani part­nera, który zapła­ciłby rachunki albo zapew­niłby mnie w środku nocy, że wszystko się ułoży.

Mia­łam wokół sie­bie takich ludzi, kie­dyś, w róż­nych okre­sach życia, ale to już minęło. Teraz budzi­łam się co dzień o 3.00, spa­ra­li­żo­wana lękiem.

Moje więzi z innymi roz­pa­dały się powoli: w wyniku drob­nych spięć, odkła­da­nych i odwo­ły­wa­nych spo­tkań. Ledwo to zauwa­ża­łam. Aż w końcu z prze­ra­że­niem uświa­do­mi­łam sobie, że nie mam nikogo.

Strata nie­któ­rych rela­cji miała sens – na przy­kład moje mał­żeń­stwo było nie­udane. Zanim się roz­wio­dłam, przez kilka lat pró­bo­wa­łam uda­wać, że nie jest aż tak źle, dla­tego uni­ka­łam zna­jo­mych. Bałam się, że będą mnie oce­niać. Bra­ko­wało mi odwagi, by się z nimi spo­ty­kać i na pewno nie było mnie przy nich, gdy tego potrze­bo­wali. Mam rodzeń­stwo, ale wtedy miesz­kało daleko i było zajęte wła­snymi spra­wami. Rodzice dawno zmarli, a bli­scy przy­ja­ciele się ode mnie odda­lili. Zda­rzały mi się poje­dyn­cze kon­flikty, ale to nie wyja­śniało utraty tak wielu zna­jo­mych. Cza­sami to ja się wyco­fy­wa­łam, ponie­waż czu­łam się osą­dzana albo wyda­wało mi się, że nie mam już nic wspól­nego z daną osobą. Innym razem przy­ja­ciele zni­kali z nie­wy­ja­śnio­nych powo­dów.

Wie­dzia­łam, że coś musi za tym stać, ale nie wie­dzia­łam co. Może cho­dziło o to, że ja mia­łam dzieci, a zna­jomi – nie, a może o to, że znów zosta­łam sin­gielką, a oni byli w związ­kach. A może powie­dzia­łam coś, co ich ura­ziło albo moje życiowe pro­blemy zaczęły ich przy­tła­czać. Może ni­gdy nie byli­śmy sobie bli­scy, a może kie­dyś byli­śmy i po pro­stu odda­li­li­śmy się od sie­bie, mimo że nie zro­bi­łam nic złego.

Szcze­rze sądzi­łam (choć trudno było to przy­znać przed tera­peutką), że coś jest ze mną nie tak i nie ma dla mnie nadziei – jakby cią­żyła na mnie klą­twa, która odstra­sza dobrych ludzi i spra­wia, że ota­czają mnie tylko tacy, któ­rzy ni­gdy nie nawią­zują praw­dzi­wych rela­cji.

Tera­peutka nie owi­jała w bawełnę. „To żadna klą­twa. Po pro­stu nie ma pani męża, rodzi­ców ani brata czy sio­stry, do któ­rych mogłaby się pani zwró­cić” – powie­działa. Przy­po­mniała mi, że wła­śnie te osoby zwy­kle poma­gają nam w kry­zy­so­wych sytu­acjach. „Potrze­buje pani przy­ja­ciół – cią­gnęła. – Ale tym razem muszą to być osoby, które będą umiały panią wes­przeć”.

Powie­działa, że muszę się nauczyć roz­po­zna­wać takich ludzi i stać się osobą, która potrafi two­rzyć silne więzi z innymi.

Roz­sądna rada. Ale każdy, kto ma trud­no­ści z nawią­zy­wa­niem rela­cji, wie, że łatwo powie­dzieć, trud­niej zro­bić.

Brakujący element

Przez całe życie pró­bo­wa­łam nawią­zy­wać bli­skie rela­cje. Kiedy byłam dziec­kiem, przy­cho­dziło mi to natu­ral­nie. Gdy jed­nak pod­ro­słam, zupeł­nie mi się nie uda­wało, mimo że pra­gnę­łam mieć przy­ja­ciół. Zanim zna­la­złam się w gabi­ne­cie tera­peutki, nabra­łam prze­ko­na­nia, że nie­za­leż­nie od tego, jak bar­dzo się sta­ram, ni­gdy nie pasuję do żad­nej grupy. Nie wie­dzia­łam też, jak to jest czuć się bez­piecz­nie z drugą osobą. Nie czu­łam się akcep­to­wana. Czu­łam się wyklu­czona, odcięta od ludzi, zra­niona – i nie wie­dzia­łam, dla­czego tak się dzieje. Wyda­wało mi się, że bra­kuje mi jakie­goś waż­nego ele­mentu – cze­goś, co nazy­wam kom­pa­ty­bil­no­ścią spo­łeczną. Mam na myśli „aurę”, która ota­cza nie­które osoby – rodzaj cha­ry­zmy, pew­no­ści sie­bie i otwar­to­ści, które spra­wiają, że inni chcą prze­by­wać w ich towa­rzy­stwie i się z nimi przy­jaź­nić. Pra­gnę­łam mieć to coś.

W tej książce opi­suję, jak nauczy­łam się być kom­pa­ty­bilna emo­cjo­nal­nie z innymi. Pokażę ci, że ty też możesz zdo­być tę umie­jęt­ność – mam nadzieję, że szyb­ciej niż ja. Kiedy zaczy­na­łam, nie byłam świa­doma tak wielu spraw!

Nie wie­dzia­łam na przy­kład, że poczu­cie wyob­co­wa­nia, które mnie gnę­biło (i które, szcze­rze mówiąc, towa­rzy­szyło mi z prze­rwami od czwar­tej klasy), to kla­syczny symp­tom zło­żo­nego zespołu stresu poura­zo­wego (com­plex PTSD lub C-PTSD). C-PTSD to zespół obja­wów, które poja­wiają się na sku­tek prze­wle­kłego, nasi­lo­nego i cią­głego stresu. Może być spo­wo­do­wany traumą prze­żytą na dowol­nym eta­pie życia, naj­czę­ściej jed­nak wynika z nad­użyć i zanie­dbań w okre­sie dzie­ciń­stwa.

C-PTSD może nega­tyw­nie wpły­wać na wszyst­kie obszary życia, od zdol­no­ści ucze­nia się i kon­cen­tra­cji, przez funk­cjo­no­wa­nie układu odpor­no­ścio­wego, po umie­jęt­ność regu­la­cji wła­snych emo­cji. Pro­wa­dzi do zmian w mózgu, które osła­biają wewnętrzne poczu­cie bli­sko­ści z innymi ludźmi. Powo­dują wra­że­nie wyob­co­wa­nia i nie­do­pa­so­wa­nia, z któ­rego trudno się otrzą­snąć.

Wiele osób, które nie doświad­czyły poważ­nych traum w dzie­ciń­stwie, rów­nież odczuwa takie wyob­co­wa­nie. Przez więk­szość czasu czują się osa­mot­nione, pra­gną lep­szych rela­cji, ale pod­czas inte­rak­cji spo­łecz­nych odczu­wają lęk i zacho­wują się nie­zręcz­nie. Im także bra­kuje kom­pa­ty­bil­no­ści spo­łecz­nej.

To, co dla nie­któ­rych jest pro­ste – nawią­zy­wa­nie przy­jaźni, prze­by­wa­nie w gru­pie lub docho­dze­nie do sie­bie po kłótni ze współ­pra­cow­ni­kiem – w innych może wywo­ły­wać wstyd i lęk. Osoby mniej kom­pa­ty­bilne emo­cjo­nal­nie pra­gną bli­skich więzi, ale czują, że brak im wie­dzy, jak je two­rzyć w prak­tyce.

Może się wyda­wać, że przy­czy­nami wyob­co­wa­nia są krzywdy wyrzą­dzone nam przez innych – doświad­cze­nie spo­łecz­nego odrzu­ce­nia, nad­użyć lub prze­mocy. Czę­sto jed­nak sami na różne spo­soby odsu­wamy się od ludzi – wów­czas poczu­cie wyob­co­wa­nia może pro­wa­dzić do zacho­wa­nia zwa­nego uni­ka­niem.

Nie­któ­rzy z nas celowo uni­kają ludzi. Wielu pozo­ruje bli­skość, choć w rze­czy­wi­sto­ści trzyma innych na dystans. Przyj­mu­jemy zapro­sze­nia, a póź­niej w ostat­niej chwili odwo­łu­jemy spo­tka­nia. Spo­ty­kamy się z kimś przez wiele lat, ale się nie anga­żu­jemy (albo cho­dzimy na randki z oso­bami, które się nie anga­żują). Prze­sta­jemy roz­ma­wiać z dłu­go­let­nimi przy­ja­ciółmi, ponie­waż ranią nasze uczu­cia, i igno­ru­jemy ich prośby o wyja­śnie­nie pro­blemu. Tkwimy w znie­na­wi­dzo­nej pracy, wma­wia­jąc sobie, że nie mamy wyboru albo że wkrótce zaczniemy szu­kać nowej, a po kilku latach orien­tu­jemy się, że na­dal jeste­śmy zbyt spa­ra­li­żo­wani, by zebrać siły i doko­nać zmiany.

Pod­czas kola­cji wpa­tru­jemy się w ekran tele­fonu i twier­dzimy, że jeste­śmy zbyt zajęci lub zmę­czeni, by po pro­stu być z oso­bami, które sie­dzą obok. Wszyst­kie te sytu­acje skut­kują tym samym: czu­jemy się osa­mot­nieni i nie potra­fimy ruszyć z miej­sca.

Takie zacho­wa­nia nazy­wam „ukry­tym uni­ka­niem”. Stwo­rzy­łam to poję­cie, aby opi­sać powszechny sche­mat, który zauwa­żam u wielu moich stu­den­tów, a cza­sami także u sie­bie. Pra­wie każdy cza­sem tak postę­puje – spra­wia wra­że­nie osoby uważ­nej i w pełni zaan­ga­żo­wa­nej w życie, ale cią­gle znaj­duje powody, by trzy­mać się na ubo­czu. Wszyst­kie formy uni­ka­nia służą radze­niu sobie z lękiem i poczu­ciem przy­tło­cze­nia, ale w prze­ci­wień­stwie do „jaw­nego” uni­ka­nia, uni­ka­nie ukryte naj­czę­ściej pozo­staje nie­zau­wa­żone przez ota­cza­ją­cych nas ludzi, a cza­sami nawet przez nas samych.

Dla­czego jed­nak kto­kol­wiek z nas miałby sabo­to­wać w ten spo­sób wła­sne potrzeby? Dla­czego ty to robisz?

Może prze­by­wa­jąc wśród ludzi, odczu­wasz nie­po­kój lub lęk. Może zra­nie­nia z prze­szło­ści spra­wiły, że trudno ci komu­kol­wiek zaufać. Może od dzie­ciń­stwa nosisz w sobie wstyd i poczu­cie nie­wy­star­czal­no­ści, więc nie potra­fisz się przy innych otwo­rzyć. Wciąż się boisz, że powiesz coś nie tak, nikt cię nie polubi albo że nie pasu­jesz do grupy. Może nawet myślisz, że wszy­scy inni gdzieś pasują, a ty nie.

Instynk­tow­nie chro­nisz swoje rany, któ­rych nawet nie widzisz. Chcesz spo­tkać się ze zna­jo­mymi na kawie, ale wydaje ci się, że „to zbyt męczące”, więc odrzu­casz zapro­sze­nie. Być może myślisz, że to jed­no­ra­zowa sytu­acja – tym razem nie masz ochoty na spo­tka­nie, ale lada dzień znów będziesz w towa­rzy­skim nastroju i pój­dziesz na kawę. Ale następ­nym razem… też rezy­gnu­jesz.

Moż­liwe, że po prze­czy­ta­niu tego opisu coś do cie­bie dotarło. Więk­szość z nas doznaje olśnie­nia, gdy uświa­da­mia sobie, że poczu­cie wyob­co­wa­nia ma kon­kretną przy­czynę. Jest nią trauma, któ­rej nie mogli­śmy zapo­biec, która zaszła nie z naszej winy i która (to bar­dzo ważne!) może powo­do­wać, że sytu­acje spo­łeczne są dla nas stre­su­jące i przy­tła­cza­jące.

W takich chwi­lach uni­ka­nie wydaje się kuszące, ponie­waż zdej­muje z nas pre­sję i przy­po­mina dba­nie o sie­bie. W dłuż­szej per­spek­ty­wie jed­nak pro­wa­dzi do nisz­cze­nia rela­cji; odbiera innym miłość i bli­skość, któ­rych od nas potrze­bują, i blo­kuje nas samych przed doświad­cza­niem pełni życia.

W tej książce piszę o tym, jak wyle­czyć się z uni­ka­nia i roz­wi­jać otwar­tość na innych ludzi, którą nazy­wam kom­pa­ty­bil­no­ścią spo­łeczną.

Poczucie wyobcowania to objaw traumy

Przez ostat­nie 30 lat w swo­jej pracy poma­ga­łam doro­słym ludziom w lecze­niu obja­wów traum z dzie­ciń­stwa. Szybko zauwa­ży­łam, że poczu­cie wyob­co­wa­nia to symp­tom, który wystę­puje u nie­mal każ­dej z tych osób. Trauma, w szcze­gól­no­ści u dzieci, może powo­do­wać zmiany neu­ro­lo­giczne, które upo­śle­dzają dzia­ła­nie mózgu, unie­moż­li­wiają odczu­wa­nie więzi i two­rze­nie bli­skich rela­cji z innymi ludźmi. Doświad­cze­nie traumy wiąże się z nie­za­spo­ko­je­niem jed­nej z pod­sta­wo­wych potrzeb życio­wych – potrzeby, by ktoś dawał nam wystar­cza­jąco dużo miło­ści i poka­zał nam ist­nie­jącą wokół nas sieć kon­tak­tów mię­dzy­ludz­kich. Tym­cza­sem wła­śnie od tego zależą nasze prze­trwa­nie i jakość życia.

Być może skrzyw­dzono cię w dzie­ciń­stwie albo masz doświad­cze­nie odrzu­ce­nia lub nie­do­pa­so­wa­nia spo­łecz­nego w doro­słym życiu. Może poczu­cie wyob­co­wa­nia jest „wdru­ko­wane” w twoją oso­bo­wość w for­mie intro­wer­sji, nie­zręcz­no­ści spo­łecz­nej bądź z powodu spek­trum auty­zmu. Tak czy ina­czej, twoja izo­la­cja spo­łeczna sama może stać się traumą.

Prze­wle­kła izo­la­cja sta­nowi źró­dło stresu, które może powo­do­wać traumę emo­cjo­nalną i psy­cho­lo­giczną, a także przy­czy­niać się do poważ­niej­szych pro­ble­mów życio­wych. Wyob­co­wa­nie zmie­nia dzia­ła­nie mózgu podob­nie do traumy: nasila objawy C-PTSD, a nawet je wywo­łuje.

To dla­tego, że izo­la­cja wpływa na obszary mózgu zaan­ga­żo­wane w reak­cje na stres oraz regu­la­cję emo­cji i zacho­wań spo­łecz­nych, co z kolei może ogra­ni­czać zdol­ność do poszu­ki­wa­nia odpo­wied­nich osób i nawią­zy­wa­nia z nimi dobrych, bli­skich rela­cji. Może także zabu­rzać twoją intu­icyjną wie­dzę na temat sku­tecz­nego wcho­dze­nia w inte­rak­cje z ludźmi i odczy­ty­wa­nia nega­tyw­nych sygna­łów świad­czą­cych o tym, że dana osoba nie powinna być czę­ścią two­jego życia. W ten spo­sób izo­la­cja spo­łeczna sama się napę­dza. Powo­duje nasi­le­nie obja­wów traumy, które z kolei zwięk­szają pra­gnie­nie izo­lo­wa­nia się.

Kom­pa­ty­bil­ność spo­łeczna jest natu­ralną zdol­no­ścią – nie­od­łączną czę­ścią naszej istoty, ale mimo to może zostać uszko­dzona. Kiedy tak się dzieje, pono­simy ogromną stratę. Pra­gnie­nie miło­ści i przy­jaźni połą­czone z bra­kiem umie­jęt­no­ści nawią­zy­wa­nia i utrzy­my­wa­nia bli­skich rela­cji to strasz­liwa cena, jaką pła­cimy za rany zadane nam w prze­szło­ści, któ­rym nie mogli­śmy zapo­biec.

Na szczę­ście można ule­czyć te rany, wystar­czy zdo­być się na odwagę. Zbyt wielu ludzi pozo­sta­wia tę sprawę losowi, licząc na to, że czas lub spo­tka­nie „odpo­wied­nich osób” uła­twi im two­rze­nie więzi. Oczy­wi­ście może się tak zda­rzyć, ale bez świa­do­mego wysiłku trud­no­ści rela­cyjne mogą się z cza­sem nasi­lać, zamiast słab­nąć.

Oto nasz para­doks: aby leczyć rany rela­cyjne, potrze­bu­jemy wokół sie­bie tro­skli­wych ludzi. Nasze rany spra­wiają jed­nak, że znaj­do­wa­nie takich osób spra­wia nam ogromne trud­no­ści. Dla­tego musimy rów­no­cze­śnie leczyć rany i two­rzyć więzi, naj­le­piej, jak potra­fimy.

Kiedy sobie to uświa­do­mi­łam, zro­zu­mia­łam, dla­czego kon­wen­cjo­nalna rada, by „po pro­stu nawią­zy­wać nowe zna­jo­mo­ści”, ni­gdy mi nie poma­gała.

To nie tylko twój problem

Jak wiele osób żyją­cych w izo­la­cji sądzi­łam, że jestem jedyna – że tylko ja udaję, że wszystko jest w porządku, ale z nie­wy­ja­śnio­nych powo­dów nie potra­fię się dosto­so­wać ani czuć swo­bod­nie wśród więk­szo­ści ludzi. Czy­ta­łam książki, roz­wi­ja­łam zain­te­re­so­wa­nia, przy­łą­cza­łam się do grup, korzy­sta­łam z tera­pii i robi­łam wszystko, co nale­żało. Uzna­łam, że pro­blem musi tkwić we mnie i mam jakiś defekt oso­bo­wo­ści.

Nie zawsze się tak czu­łam. Jako dziew­czynka uwiel­bia­łam prze­by­wać z ludźmi, lubi­łam kon­takt z przy­ja­ciółmi, nauczy­cie­lami, dziad­kami i kuzy­nami. Rodzice mnie kochali i byli dobrze wykształ­ceni, ale ich alko­ho­lizm dopro­wa­dził do ubó­stwa i prze­mocy, które znisz­czyły naszą rodzinę. Prze­moc w końcu ustała, ale i tak byłam zanie­dby­wana. Dora­sta­łam z pogłę­bia­ją­cym się poczu­ciem samot­no­ści, wstydu i izo­la­cji.

W domu cią­gle docho­dziło do kłótni i pano­wało napię­cie. Bra­ko­wało nam odpo­wied­niego jedze­nia. Przez więk­szość mojego dzie­ciń­stwa nie mie­li­śmy pralki ani suszarki, a przez kilka lat – także cie­płej wody. Gdy cho­dzi­łam do gim­na­zjum, musia­łam sama zdo­by­wać pie­nią­dze na obiad, wycieczkę czy pral­nię. Wkła­da­łam dużo wysiłku w ukry­wa­nie naszej sytu­acji rodzin­nej przed innymi i odstra­sza­nie podej­rza­nych typów, któ­rzy mają w zwy­czaju zacze­piać dzieci pozo­sta­jące bez opieki. Pamię­tam, że jako dziecko myśla­łam, iż nasz pro­blem tkwi w bie­dzie albo w zagra­co­nym i brud­nym domu. To zde­cy­do­wa­nie nas styg­ma­ty­zo­wało, więc bałam się przy­pro­wa­dzać do sie­bie kole­żanki.

Gdy osią­gnę­łam wiek nasto­letni, pro­blemy rodzinne zaczę­łam postrze­gać jako mój wła­sny wstyd. Wyda­wało mi się, że gdy­bym tylko była bar­dziej jak inni – ład­niej­sza, faj­niej­sza i towa­rzy­ska – sta­ła­bym się popu­lar­niej­sza (i rza­dziej pomi­jana). Praw­dzi­wym pro­ble­mem były jed­nak wstyd i stres, które odczu­wa­łam, będąc wśród ludzi. Nie­na­wi­dzi­łam swo­jego ciała, swo­ich ciu­chów z lum­peksu, oso­bo­wo­ści, a nawet brzmie­nia wła­snego głosu. Czu­łam, że muszę wcią­gać brzuch, ukry­wać entu­zjazm i uni­kać pod­no­sze­nia ręki w kla­sie.

Po 20. roku życia wyszłam ze swo­jej sko­rupy, prze­pro­wa­dzi­łam się do dużego mia­sta, stu­dio­wa­łam, mia­łam chło­paka, a wie­czo­rami wystę­po­wa­łam na ama­tor­skich sce­nach w trzy­oso­bo­wej gru­pie kaba­re­to­wej. Świat sta­nął przede mną otwo­rem, ale rany rela­cyjne i trauma z dzie­ciń­stwa (oraz brak wspie­ra­ją­cej rodziny) spra­wiały, że wciąż byłam kru­cha i nie­pewna sie­bie. Wszystko wyda­wało mi się tym­cza­sowe i nie do końca takie, jak chcia­łam – tak jak­bym wciąż cze­kała, aż wyda­rzy się moje praw­dziwe życie.

Od moich widzów z YouTube’a dowie­dzia­łam się, że takie podej­ście rów­nież jest typowe dla ludzi z traumą. Gdy mamy wra­że­nie, że nic nie jest nam dane na stałe, odczu­wamy doj­mu­jący głód sil­nych więzi. Nie­stety takie postrze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści ogra­ni­cza naszą zdol­ność do two­rze­nia trwa­łych rela­cji.

Zanim skoń­czy­łam 30 lat, zre­zy­gno­wa­łam z pracy i rzu­ci­łam chło­paka – nie dla­tego, że dąży­łam do cze­goś lep­szego, lecz dla­tego, że byłam w roz­sypce. Coraz sil­niej odczu­wa­łam swoje osa­mot­nie­nie. Sta­łam się samo­lubna, otwar­cie nie­miła, dzia­ła­łam cha­otycz­nie. Byłam prze­ko­nana, że odczu­wam wewnętrzną pustkę, ponie­waż zawo­dzą mnie przy­ja­ciele i zna­jomi – więc o wszystko ich obwi­nia­łam! Oczy­wi­ście nie chcieli mieć do czy­nie­nia z moją nie­uza­sad­nioną zło­ścią, więc mnie opu­ścili.

Pró­bo­wa­łam się zmie­nić. Przez wiele lat uczest­ni­czy­łam w tera­pii. Ale nawet kiedy spo­ty­ka­łam się z tera­peutką trzy razy w tygo­dniu, po każ­dej sesji czu­łam się gorzej niż przed. Im wię­cej opo­wia­da­łam o żalu i samot­no­ści, tym sta­wa­łam się bar­dziej nie­szczę­śliwa. Wów­czas nie było jesz­cze wia­domo, że neu­ro­lo­giczne skutki traumy dzie­cię­cej mogą zabu­rzać tera­peu­tyczną war­tość mówie­nia o bole­snych doświad­cze­niach. Opo­wia­da­nie o moim życiu tylko mi szko­dziło, więc uzna­łam, że mam jakiś nie­usu­walny defekt. Uwie­rzy­łam, że nie da się mnie napra­wić.

A póź­niej odkry­łam coś, co jed­nak mi pomo­gło.

Z mojej pierw­szej książki Poko­naj traumy z dzie­ciń­stwa lub mojego kanału na YouTu­bie możesz znać histo­rię o tym, jak w wieku 30 lat natknę­łam się na nie­zwy­kły zestaw tech­nik, który nazy­wam „codzienną prak­tyką”, oraz że stra­te­gie te pomo­gły mi wyre­gu­lo­wać układ ner­wowy, uspo­koić umysł i upo­rząd­ko­wać życie. Codzienna prak­tyka składa się z bar­dzo kon­kret­nego ćwi­cze­nia pisem­nego i spo­koj­nej medy­ta­cji, które mogą ci pomóc w pozby­ciu się nie­chcia­nych, nie­spo­koj­nych myśli i uczuć cha­rak­te­ry­stycz­nych dla umy­słu osoby z traumą. (Nauczę cię tych tech­nik w roz­dziale 3).

Gdy zyska­łam pro­sty, bez­pieczny i zawsze dostępny spo­sób na roz­plą­ty­wa­nie gąsz­czu nega­tyw­nych myśli i uczuć, które blo­ko­wały mój umysł, nastą­pił prze­łom. Obu­dzi­łam w sobie sub­telną uważ­ność potrzebną, by „czuć” inne osoby – naprawdę je widzieć i sły­szeć. Trauma może tłu­mić inte­li­gen­cję emo­cjo­nalną, ale w miarę zdro­wie­nia inte­li­gen­cja powraca. Kiedy korzy­stamy ze sku­tecz­nej metody, nasze mocne strony, o któ­rych ist­nie­niu nie mie­li­śmy poję­cia, zaczy­nają wyra­stać jak grzyby po desz­czu.

Codzienna prak­tyka ura­to­wała mi życie, zaczę­łam więc poświę­cać dużą część swo­jego wol­nego czasu na jej pro­mo­wa­nie. Poka­zy­wa­łam ją każ­demu, kto chciał się jej nauczyć, głów­nie osoby reali­zu­jące pro­gram 12 Kro­ków dla rodzin alko­ho­li­ków. Ogó­łem wspar­łam około 300 kobiet, ucząc je tego nie­zwy­kłego spo­sobu pracy nad sobą. Długo nie mia­łam poję­cia, dla­czego codzienna prak­tyka działa tak dobrze. Dopiero po 20 latach jej sto­so­wa­nia prze­czy­ta­łam dwie nowe wów­czas książki, które wszystko mi wyja­śniły: Strach ucie­le­śniony Bes­sela van der Kolka i Zło­żone PTSD. Od prze­trwa­nia do pełni życia Pete’a Wal­kera. W opi­sie obja­wów C-PTSD od razu roz­po­zna­łam sie­bie. Póź­niej byłam na kilku kon­sul­ta­cjach z tera­peutą, który potwier­dził tę dia­gnozę. Wie­dza o tym, że mój stan ma kon­kretną nazwę i defi­ni­cję, umoż­li­wiła mi poszu­ki­wa­nie infor­ma­cji na jego temat oraz zro­zu­mie­nie, dla­czego tak wiele spraw, które innym przy­cho­dzą łatwo (takich jak roz­mowy z tera­peutą), spra­wia mi ogromną trud­ność.

W 2017 roku, gdy zaczę­łam pisać blog Crappy Chil­dhood Fairy (który póź­niej stał się kana­łem na YouTu­bie), pra­gnę­łam uczyć innych codzien­nej prak­tyki i popu­la­ry­zo­wać wyniki naj­now­szych badań na temat zło­żo­nego PTSD. Moje pierw­sze nagra­nia doty­czyły zagad­nień, które są trudne dla wielu osób z traumą (w tym dla mnie) – takich jak pozby­wa­nie się sche­ma­tów myśle­nia wyni­ka­ją­cych z ubó­stwa, lecze­nie depre­sji lub szczere prze­pro­siny.

Moi widzo­wie naj­moc­niej zare­ago­wali jed­nak na film o obja­wie traumy kry­ją­cym się we wszyst­kich innych symp­to­mach i każ­dej histo­rii, którą się dzie­li­łam – nawet jeśli sama nie od razu byłam tego świa­doma.

Było to oczy­wi­ście poczu­cie wyob­co­wa­nia.

Moi widzo­wie tak jak ja z nie­wy­ja­śnio­nych przy­czyn czuli się odizo­lo­wani od innych ludzi, cho­ciaż ni­gdy wcze­śniej się nad tym nie zasta­na­wiali. Wszy­scy pra­gnę­li­śmy bli­skich więzi, ale nie potra­fi­li­śmy ich two­rzyć. Nawią­zy­wa­nie rela­cji było dla nas bar­dzo stre­su­jące. Dla­czego?

Ponie­waż inni ludzie byli naszymi trig­ge­rami.

Słowa „trig­ger” uży­wam w zna­cze­niu bodźca (takiego jak kry­tyczny komen­tarz albo nagłe zasko­cze­nie), który uru­cha­mia w naszym ukła­dzie ner­wo­wym reak­cję zwaną „dys­re­gu­la­cją neu­ro­lo­giczną”. Jest to silna reak­cja na stres wystę­pu­jąca szcze­gól­nie czę­sto u osób z traumą, która może utrud­niać nie­mal każdy aspekt naszego życia (w tym inte­rak­cje spo­łeczne).

Izo­lo­wa­nie się to instynk­towny spo­sób, w jaki wielu z nas pró­buje uni­kać trig­ge­rów i radzić sobie z nie­ade­kwat­nymi reak­cjami na stres. W pew­nym stop­niu bywa pomocne. Z cza­sem jed­nak izo­la­cja sama staje się traumą i jesz­cze bar­dziej wszystko utrud­nia.

Omó­wi­łam to zja­wi­sko w swo­ich nagra­niach na YouTu­bie, a widzo­wie odpo­wie­dzieli lawiną komen­ta­rzy. „Mam tak samo” – pisali. „Ni­gdy wcze­śniej nikt tak traf­nie nie opi­sał, jak to jest być mną…”, „Pła­czę, gdy tego słu­cham…” i „Zawsze myśla­łam, że tylko ja tak czuję…”. Tysiące ludzi napi­sało, że mój opis wra­że­nia odcię­cia od bli­skich rela­cji z innymi dał im poczu­cie zro­zu­mie­nia. Osoby te prze­stały się czuć samotne i po raz pierw­szy od dawna pozwo­liły sobie na nadzieję.

Ze mną było tak samo. Też prze­sta­łam być „jedyną” osobą w takiej sytu­acji. Wkła­da­łam dużo serca w two­rze­nie nagrań, arty­ku­łów, kur­sów, warsz­ta­tów i ksią­żek. Wciąż to robię. Moi obser­wu­jący bar­dzo wspie­rają mnie i naszą spo­łecz­ność inter­ne­tową, w ramach któ­rej poma­gają sobie nawza­jem miłymi komen­ta­rzami i cie­płymi sło­wami otu­chy. Wielu z nich się zaprzy­jaź­niło i stwo­rzyło grupy, które spo­ty­kają się na żywo w róż­nych mia­stach. Czuję wielką ulgę na myśl o tym, że wresz­cie zna­la­złam swoją spo­łecz­ność. Teraz i ty do niej dołą­czasz.

Kiedy odkry­wamy, że nasz naj­więk­szy pro­blem jest skut­kiem ubocz­nym oko­licz­no­ści, w jakich dora­sta­li­śmy, spada nam z bar­ków ogromny cię­żar. Tajem­ni­cza przy­czyna wstydu, który w sobie nosimy, wresz­cie staje się widoczna – oka­zuje się, że to nie nasza wina; nie zro­bi­li­śmy nic złego. Nasze objawy są nor­malne, możemy pod­nieść głowę. Ty też możesz wyzdro­wieć i roz­wi­jać swoją kom­pa­ty­bil­ność spo­łeczną.

Co obiecuje ta książka

Ta książka jest dla ludzi, któ­rzy mają pro­blem z ludźmi. Pomoże ci wykształ­cić umie­jęt­ność two­rze­nia bli­skich więzi, jeśli tylko (a) szcze­rze pra­gniesz mieć lep­sze rela­cje z innymi oraz (b) masz goto­wość do pracy i zmie­rze­nia się z tym, co cię blo­kuje.

Cza­sami prze­szkody mają cha­rak­ter zewnętrzny – mogą to być źli ludzie w twoim życiu, oko­licz­no­ści, a nawet spo­łe­czeń­stwo jako takie. Naj­waż­niej­sze w pro­ce­sie zdro­wie­nia są jed­nak ogra­ni­cze­nia tkwiące w tobie – to na nie naprawdę masz wpływ. Są to nawyki myślowe i zacho­wa­nia, które odci­nają cię od bli­sko­ści; poja­wiają się (czę­sto nie­świa­do­mie) jako spo­soby radze­nia sobie ze stre­sem odczu­wa­nym pod­czas kon­tak­tów z ludźmi. Być może naj­bar­dziej na świe­cie chcesz poczuć się swo­bod­nie i pew­nie w towa­rzy­stwie innych. Być może spo­sób, w jaki pró­bu­jesz to robić, działa na twoją nie­ko­rzyść, odci­nając cię od miło­ści, przy­jaźni i szansy na speł­nione, szczę­śliwe życie.

Jeśli czu­jesz, że twoje wyob­co­wa­nie nie wynika z uni­ka­nia, lecz z odrzu­ce­nia przez innych – ostra­cy­zmu lub przy­mu­so­wego odej­ścia z danej spo­łecz­no­ści – ta książka rów­nież może ci pomóc.

Jeżeli czy­tasz ją nie przez swoje poczu­cie odcię­cia od innych, a dla­tego, że chcesz zro­zu­mieć bli­ską osobę w takiej sytu­acji i jej pomóc, zarówno ty, jak i ona znaj­dzie­cie tu przy­datne porady.

Moż­liwe, że prze­by­wa­jąc z ludźmi, odczu­wasz lęk. Może rany z prze­szło­ści spra­wiły, że trudno ci komuś zaufać. Może wstyd i brak poczu­cia wła­snej war­to­ści, które towa­rzy­szą ci od dzie­ciń­stwa, powo­dują, że nie potra­fisz być sobą w sytu­acjach spo­łecz­nych i wciąż się boisz, że powiesz coś nie tak, doświad­czysz wyklu­cze­nia, a twoja naj­więk­sza obawa pod tytu­łem „Wszy­scy tu pasują, tylko ja nie” sta­nie się rze­czy­wi­sto­ścią.

W ten spo­sób prze­ma­wia przez cie­bie twoja rana rela­cyjna. Jej lecze­nie to coś wię­cej niż pozna­wa­nie nowych ludzi i dopa­so­wy­wa­nie się do grup, wię­cej niż kocha­nie innych i bycie kocha­nym. Musisz zająć się wszyst­kim tym, co prze­szka­dza ci w zaję­ciu wła­ści­wego miej­sca w wiel­kiej ludz­kiej rodzi­nie, w któ­rej masz swój cel i do któ­rej od zawsze nale­żysz.

W czę­ści I książki piszę wię­cej o ranie rela­cyj­nej – co ją powo­duje, jak ją odczu­wamy i jak może ona wpły­wać na cie­bie i twoje obecne życie. Pomogę ci odkryć i nazwać twoje spo­soby na izo­lo­wa­nie się, w tym sub­telne i nie­uświa­do­mione nawyki, które cię blo­kują i trzy­mają z dala od innych ludzi, unie­moż­li­wia­jąc ci życie w pełni. Pomogę ci oce­nić twój aktu­alny wyj­ściowy poziom kom­pa­ty­bil­no­ści spo­łecz­nej, co umoż­liwi ci zmie­rze­nie postę­pów po prze­czy­ta­niu tej książki.

Nauczę cię, czym jest dys­re­gu­la­cja neu­ro­lo­giczna, objaw traumy, który pogar­sza wszyst­kie inne jej symp­tomy, w tym poczu­cie wyob­co­wa­nia. Pomogę ci ziden­ty­fi­ko­wać trig­gery, które roz­re­gu­lo­wują twój układ ner­wowy i pokażę ci, jak je neu­tra­li­zo­wać w kilku pro­stych kro­kach. Na koniec czę­ści I nauczę cię, jak sto­so­wać moją tech­nikę codzien­nej prak­tyki, aby oczy­ścić umysł i emo­cje oraz wró­cić do stanu rów­no­wagi.

W czę­ści II oma­wiam osiem głów­nych prze­ko­nań i zacho­wań, które począt­kowo służą ochro­nie nas samych, ale z cza­sem stają się szko­dliwe dla naszych rela­cji, powo­dują izo­lo­wa­nie się i odpy­chają od nas nowe osoby. Otrzy­masz prak­tyczne wska­zówki doty­czące tego, jak reago­wać uprzej­mie (a nie agre­sją lub ucieczką), gdy twoje emo­cje pozo­stają w sta­nie dys­re­gu­la­cji; jak zadbać o sie­bie, gdy chcesz z sie­bie zre­zy­gno­wać; oraz jak odważ­nie mie­rzyć się z kon­flik­tami, aby twoje rela­cje nie koń­czyły się tylko dla­tego, że odczu­wasz złość.

Dowiesz się, jak ule­czyć swoje „wykry­wa­cze czer­wo­nych flag”; roz­po­zna­wać ludzi, któ­rych nie chcesz już w swoim życiu; koń­czyć nie­chciane rela­cje i sta­wiać gra­nice w tych, które pra­gniesz kon­ty­nu­ować. Czy­ta­jąc kolejne roz­działy czę­ści II, zyskasz moż­li­wość wyboru „gestów łącz­no­ści” – drob­nych dzia­łań, które możesz wyko­ny­wać, aby wyjść (cho­ciaż na chwilę) ze swo­jego pan­ce­rza i nawią­zać kon­takt z ota­cza­ją­cymi cię ludźmi.

Z czę­ści III nauczysz się, jak stać się osobą kom­pa­ty­bilną spo­łecz­nie: wyko­rzy­sty­wać roz­mowy, aby zbli­żać się do innych, roz­wią­zy­wać kon­flikty, być lep­szym przy­ja­cie­lem lub przy­ja­ciółką i wresz­cie „zna­leźć swoje stado”.

Każdy roz­dział zawiera listy zadań do wyko­na­nia, ćwi­cze­nia auto­re­flek­syjne i wska­zówki do pro­wa­dze­nia dzien­nika, które pomogą ci roz­po­znać wła­sne ogra­ni­cze­nia i uświa­do­mić sobie, co robisz dobrze, a także nowe stra­te­gie, które możesz sto­so­wać w życiu, aby roz­wi­jać swoją kom­pa­ty­bil­ność spo­łeczną.

Nie martw się, nie musisz ule­czyć wszyst­kich swo­ich ran, zanim opa­nu­jesz zasady kom­pa­ty­bil­no­ści spo­łecz­nej. Musisz jed­nak wyjść ze stanu izo­la­cji i nawią­zy­wać kon­takt z innymi ludźmi – nawet jeśli idzie ci to nie­po­rad­nie i bar­dzo powoli albo czu­jesz się przy tym głu­pio. Kiedy poczu­jesz się swo­bod­nie ze sobą i uwie­rzysz, że cokol­wiek się sta­nie, dasz sobie radę, życie sta­nie przed tobą otwo­rem. Zdro­wie­nie polega na sys­te­ma­tycz­nym podej­mo­wa­niu drob­nych dzia­łań.

Każdy z nas rodzi się po to, żeby być w rela­cjach. Trauma może blo­ko­wać zdol­ność ich two­rze­nia i doświad­cza­nia bli­sko­ści z ludźmi, któ­rzy nas ota­czają. Na szczę­ście nie­za­leż­nie od tego, co ci się przy­tra­fiło w prze­szło­ści, możesz ule­czyć swoje rany. Możesz się nauczyć kom­pa­ty­bil­no­ści spo­łecz­nej.

Czy­ta­jąc kolejne roz­działy, pro­wadź dzien­nik zgod­nie ze wska­zów­kami, doko­nuj samo­oceny, spo­rzą­dzaj notatki na temat zmian, które w sobie zauwa­żysz, i pla­nuj kolejne kroki. Wkrótce możesz doświad­czyć więk­szej łatwo­ści w kon­tak­tach z innymi, pew­no­ści sie­bie w sytu­acjach spo­łecz­nych oraz praw­dzi­wej rado­ści, ponie­waż zmiany w tobie zaczną przy­cią­gać do cie­bie cie­ka­wych, zabaw­nych i tro­skli­wych ludzi. Dzięki tej książce zyskasz wie­dzę i umie­jęt­no­ści, które ci to umoż­li­wią.

Kiedy opa­nu­jesz opi­sane tu pro­ste, codzienne stra­te­gie wspie­ra­jące roz­wój kom­pa­ty­bil­no­ści spo­łecz­nej, odkry­jesz peł­nię moż­li­wo­ści, jakie ofe­ruje ci życie.

Co ci się przyda

Dzien­nik.

Powi­nien to być zeszyt, który będziesz trzy­mać razem z tą książką, aby zapi­sy­wać w nim na bie­żąco odkry­cia na swój temat oraz stra­te­gie warte zasto­so­wa­nia w prak­tyce w celu zdro­wie­nia. W każ­dym roz­dziale znaj­dziesz pod­po­wie­dzi, które pomogą ci w pro­wa­dze­niu dzien­nika. Zadbaj, by nikt poza tobą nie miał dostępu do two­ich nota­tek – dzięki temu będzie ci łatwiej pisać w pełni szcze­rze.

Notat­nik z kart­kami do wyry­wa­nia.

Będziesz go potrze­bo­wać do codzien­nej prak­tyki – spo­rzą­dza­nia nota­tek dwa razy dzien­nie (tech­nikę tę opi­suję w roz­dziale 3). Po każ­dej sesji pisa­nia będziesz wyrzu­cać zapi­sane kartki. Papier nie musi być dosko­na­łej jako­ści, nie będziesz ponow­nie czy­tać swo­ich nota­tek.

Dłu­go­pis lub ołó­wek.

Jeśli inte­re­sują cię dodat­kowe mate­riały wspie­ra­jące pracę nad sobą, możesz je pobrać ze strony con­nec­ta­bi­li­ty­book.com.

Ćwi­cze­nie. Twoja wizja

Na pierw­szej stro­nie dzien­nika zapisz dzi­siej­szą datę (na pewno zechcesz ją sobie przy­po­mnieć, gdy zro­bisz postępy!).

Następ­nie odpo­wiedz na poniż­sze pyta­nia.

Wyobraź sobie, że masz magiczną różdżkę i możesz zna­leźć się w takiej wer­sji swo­jego życia, w któ­rej:

masz liczne, udane rela­cje róż­nego typu (np. z przy­ja­ciółmi, part­ne­rem/part­nerką, rodziną i współ­pra­cow­ni­kami),nie tkwisz w rela­cjach, które cię uniesz­czę­śli­wiają,masz wystar­cza­jąco dużo czasu na samot­ność i łado­wa­nie bate­rii, gdy tego potrze­bu­jesz,a twoje rela­cje poma­gają ci sta­wać się praw­dziwą, naj­lep­szą wer­sją sie­bie.

Jaką jesteś osobą? Napisz, jak takie oko­licz­no­ści cię zmie­niły. Czy łatwiej ci nawią­zy­wać przy­jaź­nie, prze­by­wać w gru­pach, uczyć się, roz­wi­jać zawo­dowo albo funk­cjo­no­wać w rela­cjach roman­tycz­nych? Jak zara­biasz na życie? Jak spę­dzasz czas wolny od pracy? Czy masz czas na kre­atywne zaję­cia albo przy­gody, które wcze­śniej pozo­sta­wały tylko w sfe­rze marzeń? Jak się czu­jesz, mając to wszystko?

To twoja wizja przy­szło­ści. Zacho­waj swój opis, aby móc do niego wra­cać, a w razie potrzeby uzu­peł­nić już po lek­tu­rze tej książki.

Jestem dumna, że podej­mu­jesz tę szla­chetną i ważną pracę nad sobą, by ule­czyć swoje rany rela­cyjne. Zasłu­gu­jesz na wyj­ście z pułapki izo­la­cji i uni­ka­nia oraz nawią­za­nie dobrego kon­taktu ze świa­tem. Masz wszystko, czego potrze­bu­jesz, by zacząć. Wiem, ponie­waż sama przez to prze­szłam. Ty też możesz.

Zaczy­namy!

Część I. Rana relacyjna

Część I

Rana rela­cyjna

Wielu z nas żyje w poczu­ciu wyob­co­wa­nia tak długo, że nie pamię­tamy już, jak do tego doszło. Zapo­mi­namy też, że moż­liwe jest życie w rela­cjach z innymi. Taka postawa może pro­wa­dzić do pew­nego rodzaju „gru­bo­skór­no­ści” – postawy obron­nej cha­rak­te­ry­zu­ją­cej się obo­jęt­no­ścią, która uła­twia radze­nie sobie z wra­że­niem spo­łecz­nej odręb­no­ści, ale utrud­nia (co być może udało ci się odkryć przy wyko­ny­wa­niu ostat­niego ćwi­cze­nia) choćby wyobra­że­nie sobie życia, w któ­rym bli­skie rela­cje przy­cho­dzą nam łatwo. Wła­śnie tutaj zaczy­namy pracę z niniej­szą czę­ścią tej książki.

W kolej­nych trzech roz­dzia­łach przyj­rzymy się wyob­co­wa­niu – jego for­mom, temu, co je powo­duje, i jak można poznać, że nas doty­czy. Zaczniesz zauwa­żać, że w prze­szło­ści brak bli­skich rela­cji zapew­niał ci bez­pie­czeń­stwo, ale teraz cię osła­bia. Dowiesz się także, dla­czego zdro­wie­nie z izo­la­cji jest tak ważne. Nauczę cię, na czym polega dys­re­gu­la­cja neu­ro­lo­giczna i jaką rolę może odgry­wać w two­jej skłon­no­ści do izo­lo­wa­nia się i odpy­cha­nia innych ludzi. Omó­wimy powszechne trig­gery dys­re­gu­la­cji, a kiedy okre­ślisz swoje, pokażę ci pro­ste kroki, które możesz wyko­ny­wać w celu szyb­kiej regu­la­cji układu ner­wo­wego. Nauczę cię rów­nież sku­tecz­nych tech­nik, które będziesz sto­so­wać codzien­nie, aby zacho­wać rów­no­wagę oraz pozbyć się przy­tła­cza­ją­cych lęków i roz­ża­le­nia. Pra­cu­jąc z tą czę­ścią książki, oczy­ścisz prze­strzeń dla kom­pa­ty­bil­no­ści spo­łecz­nej, aby ta mogła się w tobie zako­rze­nić.

1. Jak to się zaczyna

1

Jak to się zaczyna

Traumy, szcze­gól­nie te doznane w dzie­ciń­stwie, sta­no­wią urazy, które wpły­wają na naszą zdol­ność nawią­zy­wa­nia kon­tak­tów z innymi. To coś wię­cej niż rany emo­cjo­nalne. Nad­uży­cia i zanie­dba­nia, któ­rych doświad­czamy na wcze­snych eta­pach życia, mogą oddzia­ły­wać na cały układ ner­wowy, zabu­rza­jąc jego spo­sób zarzą­dza­nia cia­łem, zmy­słami, myślami i wspo­mnie­niami, a także prze­ży­wa­nia emo­cji. Nazy­wam ten efekt raną rela­cyjną.

Jeśli masz takie doświad­cze­nie, pozba­wiono cię cze­goś, na co każdy czło­wiek w pełni zasłu­guje – rodzi­ciel­skiej opieki i tro­skli­wego wpro­wa­dze­nia w świat rela­cji z ota­cza­ją­cymi cię ludźmi. Wła­śnie w ten spo­sób powin­ni­śmy się uczyć i wzra­stać; tak kształ­tuje się nasza zdol­ność do nawią­zy­wa­nia bli­skich kon­tak­tów z innymi przez całe życie.

Gdy rodzice pozo­stają pod wpły­wem nar­ko­ty­ków lub alko­holu, są obo­jętni, nie­prze­wi­dy­walni, agre­sywni lub nie­obecni, nie tylko desta­bi­li­zują życie rodzinne, lecz także unie­moż­li­wiają dzie­ciom doświad­cza­nie bli­skich i bez­piecz­nych inte­rak­cji rodzic–dziecko, które są waż­nym ele­men­tem roz­woju. Dziecko dora­sta­jące w takiej rodzi­nie może roz­pacz­li­wie dążyć do kon­taktu z rodzi­cami, zacho­wy­wać się agre­sywnie, odczu­wać przy­gnę­bie­nie albo odci­nać się od wła­snych emo­cji. Jego zdol­ność do nawią­zy­wa­nia rela­cji zostaje upo­śle­dzona.

Kiedy przy­zwy­cza­jamy się do poczu­cia wyob­co­wa­nia, staje się ono czymś w rodzaju płasz­cza, który codzien­nie nosimy, lub smut­nego przy­ja­ciela, który wszę­dzie za nami cho­dzi. Mamy nadzieję, że nikt poza nami go nie zauważa, ale on tam jest i odstra­sza innych.

Osoby z ranami rela­cyj­nymi mają skłon­ność do eks­tre­mal­nych zacho­wań. U każ­dego z nas wygląda to nieco ina­czej, ale ist­nieją sche­maty obja­wów, które regu­lar­nie się powta­rzają. Kur­czowo trzy­mamy się innych osób ze stra­chu, że nas opusz­czą, pró­bu­jemy kon­tro­lo­wać ten strach, kon­tro­lu­jąc te osoby, albo ucie­kamy i się izo­lu­jemy. Bywa, że postę­pu­jemy ina­czej z przy­ja­ciółmi, a ina­czej z uko­cha­nymi, ale wszyst­kie nasze reak­cje sta­no­wią pewne formy uni­ka­nia – to próby radze­nia sobie z roz­re­gu­lo­wa­nymi uczu­ciami, które w stre­su­ją­cych chwi­lach wywra­cają nasze życie do góry nogami, szcze­gól­nie jeśli źró­dłem stresu są rela­cje z innymi ludźmi. (Wię­cej o uni­ka­niu piszę w roz­dziale 4).

W tym roz­dziale oma­wiam przy­czyny rany rela­cyj­nej oraz jej prze­jawy: izo­la­cję, samot­ność i ukryte formy uni­ka­nia. Umoż­liwi ci to zauwa­że­nie oznak wła­snej traumy oraz spo­so­bów, w jakie być może się izo­lu­jesz, nawet o tym nie wie­dząc.

Zacznijmy od wyja­śnie­nia kilku pojęć, któ­rych będziemy uży­wać:

Wyob­co­wa­nie

– 

stan

, w któ­rym bra­kuje nam zna­czą­cych więzi spo­łecz­nych, lub

poczu­cie

, że jeste­śmy odrębni bądź odcięci od innych ludzi. W tej książce sto­suję poję­cie „wyob­co­wa­nie” jako ogólne okre­śle­nie obej­mu­jące wszyst­kie zja­wi­ska wymie­nione poni­żej (z wyjąt­kiem samot­no­ści, która zde­cy­do­wa­nie

nie

jest formą wyob­co­wa­nia).

Izo­la­cja

– pod­czas gdy wyob­co­wa­nie jest sta­nem lub poczu­ciem odcię­cia od innych i osa­mot­nie­nia (nie­za­leż­nie od tego, czy się izo­lu­jemy, czy nie), izo­la­cja to

dzia­ła­nie

– wyco­fy­wa­nie się z aktyw­no­ści spo­łecz­nych i rela­cji z ludźmi na krót­szy lub dłuż­szy czas. Cza­sami izo­la­cja wynika z oko­licz­no­ści zewnętrz­nych, czyli takich sytu­acji, jak pobyt w szpi­talu czy wię­zie­niu. W tej książce jed­nak sku­piam się na izo­la­cji

dobro­wol­nej

i spo­so­bach jej zakoń­cze­nia (dla tych, któ­rzy tego pra­gną).

Uni­ka­nie

– 

skłon­ność

do wyco­fy­wa­nia się z pew­nych sytu­acji spo­łecz­nych i rela­cji w celu cza­so­wego izo­lo­wa­nia się od innych fizycz­nie lub emo­cjo­nal­nie. Może być zwią­zana z uni­ka­ją­cym sty­lem przy­wią­za­nia, który spra­wia, że dążymy do rela­cji (na przy­kład roman­tycz­nych), ale stre­sują nas ocze­ki­wa­nia i potrzeby innych. Radzimy sobie z tym, ogra­ni­cza­jąc naszą obec­ność, czu­łość, komu­ni­ka­cję lub zaan­ga­żo­wa­nie. Osoby z uni­ka­ją­cym sty­lem przy­wią­za­nia, które pra­gną prze­zwy­cię­żyć swój nawyk wyco­fy­wa­nia się, znajdą pomoc na kar­tach tej książki.

Ukryte uni­ka­nie

– to moje wła­sne okre­śle­nie na zacho­wa­nie osoby, która

pra­gnie

bli­skich więzi i 

na

pozór

nawią­zuje nor­malne rela­cje, a także anga­żuje się spo­łecz­nie, ale rów­no­cze­śnie pod­ko­puje – zwy­kle nie­świa­do­mie – swoje szanse na praw­dziwą bli­skość poprzez róż­nego rodzaju dys­funk­cyjne zacho­wa­nia, które trzy­mają innych na dystans. Ta forma uni­ka­nia jest szcze­gól­nie powszechna i (podob­nie jak „zwy­kłe” uni­ka­nie) służy zmniej­sze­niu stresu towa­rzy­szą­cego prze­by­wa­niu z ludźmi. Tak jak izo­la­cja i uni­ka­nie, ukryte uni­ka­nie spłyca rela­cje, przez co je zuboża i powo­duje samot­ność. Wie­dza i zada­nia przed­sta­wione w tej książce mają ci pomóc w zmia­nie zacho­wań, które prze­szka­dzają w two­rze­niu rela­cji. Dzięki nim zyskasz prak­tyczny sys­tem dzia­ła­nia, który pozwoli ci roz­wi­nąć pew­ność sie­bie i swo­bodę w inte­rak­cjach z innymi.

Rany rela­cyjne

– spo­łeczne, beha­wio­ralne, psy­cho­lo­giczne i fizjo­lo­giczne zra­nie­nia powstałe w wyniku traumy (szcze­gól­nie w okre­sie dzie­ciń­stwa), które wpły­wają na zdol­ność pro­wa­dze­nia inte­rak­cji spo­łecz­nych oraz nawią­zy­wa­nia i utrzy­my­wa­nia wszel­kich rela­cji.

Izo­la­cja emo­cjo­nalna

– dystans emo­cjo­nalny, który dzieli cię od innych w sytu­acjach, gdy inte­rak­cja z nimi byłaby moż­liwa, ale ty czu­jesz, że cię nie doce­nią, że nie pasu­jesz do grupy i nie uzy­skasz jej wspar­cia, nawet jeśli się posta­rasz.

Odrzu­ce­nie spo­łeczne

– doświad­cze­nie bycia wyklu­czo­nym, nie­ak­cep­to­wa­nym lub lek­ce­wa­żo­nym przez wła­sną grupę spo­łeczną lub całe spo­łe­czeń­stwo. Funk­cjo­nuje też pod poję­ciem ostra­cy­zmu, czyli celo­wego wyklu­cze­nia przez innych. Może nie tylko pro­wa­dzić do izo­la­cji, lecz także powo­do­wać poważne cier­pie­nie emo­cjo­nalne i izo­lo­wa­nie się. Poczu­cie wyklu­cze­nia to osobny rodzaj traumy.

Alie­na­cja

– szcze­gól­nie silne poczu­cie wyob­co­wa­nia, inno­ści, nie­zro­zu­mie­nia, bycia nie­sły­sza­nym lub nie­do­strze­ga­nym przez osoby i grupy, do któ­rych nie­gdyś nale­że­li­śmy.

Osa­mot­nie­nie

– 

poczu­cie

izo­la­cji, odrzu­ce­nia, bycia nie­chcia­nym, „nie­wi­dzial­nym”; wra­że­nie, że nikt nas nie zna i brak nam towa­rzy­stwa; zwy­kle poja­wia się, gdy jeste­śmy sami, ale można też czuć się osa­mot­nio­nym wśród ludzi.

Oczy­wi­ście ist­nieją pozy­tywne powody do spę­dza­nia czasu z dala od ludzi. Mamy wów­czas do czy­nie­nia z samot­no­ścią – zdro­wym, dobro­wol­nym cza­sem spę­dza­nym w odosob­nie­niu, który nie szko­dzi naszym rela­cjom ani zdol­no­ści utrzy­my­wa­nia bli­skich więzi.

Skąd się bierze poczucie wyobcowania

Po pierw­sze, wyob­co­wa­nie nie zawsze jest kon­se­kwen­cją traumy. Można mieć kocha­jącą, świet­nie funk­cjo­nu­jącą rodzinę, która różni się od więk­szo­ści człon­ków lokal­nej spo­łecz­no­ści – na przy­kład kra­jem pocho­dze­nia, reli­gią, spe­cy­ficz­nym sty­lem wycho­wa­nia albo trud­no­ściami w nawią­zy­wa­niu bli­skich rela­cji – i z tego powodu czuć się wyalie­no­wa­nym wśród rówie­śni­ków w szkole. Takie sytu­acje powo­dują, że odczu­wamy wstyd, ukry­wamy prawdę o rodzi­nie albo ni­gdy nie czu­jemy się wystar­cza­jąco bez­piecz­nie, by być sobą albo zapro­sić zna­jo­mych do domu. (O róż­ni­cach mię­dzy ludźmi i poczu­ciu braku przy­na­leż­no­ści piszę w roz­dziale 5).

Poczu­cie wyob­co­wa­nia jest też czę­stym obja­wem auty­zmu, który utrud­nia inter­pre­to­wa­nie sygna­łów spo­łecz­nych, takich jak ton głosu, mowa ciała i wyrazy twa­rzy – ele­men­tów istot­nych w inte­rak­cjach z innymi. Bodźce zmy­słowe, na przy­kład hałas i świa­tła, mogą być przy­tła­cza­jące i powo­do­wać koniecz­ność spo­łecz­nego wyco­fy­wa­nia się, jeśli w oto­cze­niu jest gło­śno i dużo się dzieje. Osoby w spek­trum auty­zmu nie­rzadko doświad­czają nad­użyć, ostra­cy­zmu i prze­mocy ze względu na swoje trud­no­ści, co z cza­sem pro­wa­dzi do C-PTSD.

Poza tym ludzie są dziś bar­dziej samotni niż w poprzed­nich deka­dach. Sta­ty­stycz­nie mniej osób zawiera mał­żeń­stwa i zakłada rodziny. Nasze insty­tu­cje tracą na zna­cze­niu, coraz czę­ściej odci­namy się od swo­jego pocho­dze­nia, a bez tra­dy­cyj­nego wspar­cia spo­łecz­nego nasze umie­jęt­no­ści spo­łeczne rdze­wieją (a nawet tro­chę dzi­cze­jemy). To powo­duje, że part­ne­rów roman­tycz­nych trak­tu­jemy jak rodzi­ców, współ­pra­cow­ni­ków – jak rodzinę, a zwie­rzęta domowe – jak dzieci. Z cza­sem orien­tu­jemy się, że żadna z naszych rela­cji nie jest trwała i wciąż jeste­śmy porzu­cani.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki