Zlecenie 999 #rozliczenie_sumienia - Nowak-Wysocka Justyna - ebook

Zlecenie 999 #rozliczenie_sumienia ebook

Nowak-Wysocka Justyna

4,0

Opis

Kontynuacja serii „Zlecenie 999” opisującej miłosne perypetie studentki logistyki Klary Nowickiej, która zawarła umowę z przystojnym i tajemniczym Eduardem Mendozą. W czasie jej trwania życie Klary zmienia się diametralnie. Poznaj ciąg dalszy tej szalonej, pełnej intryg i pożądania historii... 

Justyna Nowak-Wysocka – rocznik ‘92. Pochodzi z małej miejscowości koło Opatowa (województwo świętokrzyskie). Zadebiutowała w październiku 2020 roku w świecie literatury książką 3 życia, 3 próby. Obecnie podbija serca czytelników serią powieści pt. Zlecenie 999. Wyznaje zasadę: „Działaj, bo marzenia same się nie spełnią”. Miłośniczka podróży oraz pasjonatka starożytnej kultury. Na co dzień szaleńczo zakochana w swoim mężu i synu. 

 

 

„Niebezpieczna walka o serce Klary trwa, a my znaleźliśmy się w samym środku mafijnych porachunków. Ile będzie w stanie poświęcić Eduardo dla swojej ukochanej? Niespodziewane zwroty akcji, namiętne chwile między kochankami i napięcie trzymające do ostatniej strony. Dajcie się porwać tej gorącej historii, emocje gwarantowane. Polecam!”.
Nana Bekher, autorka

„Historia pełna intryg, gorącego, lecz zagmatwanego uczucia, namiętnych scen; planów, które nie zawsze układają się po myśli bohaterów. Pozornie łatwe zlecenie bezpowrotnie zabierze Klarę w drogę, która zmieni jej życie na zawsze. Czy los da jej więcej niż zabierze w trakcie tej wędrówki? O tym przekonasz się sam... Serdecznie polecam”.
Dominika Caddick, autorka

„Justyna Nowak-Wysocka porywa nas w niebezpieczne zakamarki gorącej intrygi. Mocno i pikantnie – tak właśnie jest podczas poznawania dalszych losów Klary i Eduarda. Zlecenie 999 #rozliczenie_sumienia  rozpali Wasze zmysły niczym hiszpańskie słońce. Romantyczne oblicze Mendozy i zwroty akcji nie pozwolą Wam zmrużyć oczu. Gorrrąco polecam!”.
Tomasz Kosik, Czyt-NIK

„Rollercoaster uczuć. Miłość, nienawiść, zdrada, nadzieja. Justyna w drugiej części zafundowała niezapomniane przeżycia. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Klara i Eduardo, Przemek i Ten trzeci... Polecam, polecam, polecam”.
Basia, booksgram A_taka_Baśka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 119

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (392 oceny)
200
68
63
50
11

Popularność




Zdjęcie na 1. stronie okładki: Conrado, Shutterstock

Zdjęcie autorki: Photolife_aw – Adam Wysocki

Korekta: Anna Strakowska

Projekt okładki: Ewa Jurecka

Projekt graficzny środka: Ewa Jurecka

 

Copyright ® by Justyna Nowak-Wysocka 2021

Copyright ® by Pan Wydawca 2021

 

 

 

 

ISBN 978-83-66670-19-8

 

ebook na podstawie wersji drukowanej (wyd. I)

Gdańsk 2020

 

Pan Wydawca Sp. z o.o.

ul. Wały Piastowskie 1/1508

80-855 Gdańsk

PanWydawca.pl

 

KonwersjaEpubeum

Umowa

 

 

Wszyscy mierzą do siebie, wszędzie słychać krzyki… Obracam się w stronę Eduarda i widzę, jak przygląda się Przemkowi wzrokiem tak mrocznym, że aż się przeraziłam. Przemek zerka na mnie z szyderczym uśmiechem:

— I co tak stoisz i patrzysz, mała?! Może przyłączysz się do zabawy…

— Co ty pierdolisz, Przemek?!! Ona nigdy nie powinna zostać w to wciągnięta! Wszystko to twoja wina, ty zdradziecki skurwielu! – krzyczy Eduardo i mocniej dociska lufę do jego skroni.

— Ja… – roześmiał się.

— Nie irytuj mnie, bo tylko sekundy dzielą cię od śmierci, ty śmieciu!

— Eduardo, ach Eduardo, ty to się nigdy nie nauczysz być jak twój ojciec.

Hiszpan nie wytrzymał i drugą ręką uderzył Przemka w policzek, ten upuścił broń i upadł.

Usłyszałam za sobą czyjś krzyk:

— Panowie, spokojnie!

Odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego, siwego mężczyznę, mniej więcej w wieku Diega. Ubrany w skórzaną kurtkę, jasne jeansy. Osuwa czarne okulary i mierzy mnie wzrokiem:

— Rozumiem teraz, o co ta walka.

Przełknęłam ślinę, ale zanim zdążyłam coś powiedzieć, Diego podbiegł do niego i uderzył w twarz. Jego czarne okulary spadły na ziemię, a mężczyźni wokół mnie zaczęli się okładać pięściami.

— Ty mendo!

— Ty hiszpańska dziwko!

— W końcu cię załatwię, ty parszywa gnido!

— Ja gnida, a kto mnie sprzedał za broń…

— Synową!!! Nie rozśmieszaj mnie, Diego! Sam się sprzedałeś, a teraz szukasz winnych. Przez ciebie zginęła moja synowa!

Między ciosami Diega i mężczyzny padają różne wyzwiska.

Nagle mężczyzna wyciągnął broń i wycelował ją we mnie.

— Co ty robisz, kretynie!

— Wyrównam rachunki i możemy zakończyć tę wojnę, Diego.

— Dziewczyna nie jest niczemu winna.

— A ona była?!!! Pytam, kurwa, była?!

Stoję jak słup, bez ruchu, strach paraliżuje całe moje ciało. Czuję tylko, jak po skroni spływa mi kropla potu. Obok mnie pojawili się równocześnie Eduardo i Przemek.

— Szefie, ona naprawdę nie jest niczemu winna! To tylko niewinna studentka!

— To po co ją porwałeś?! – krzyknął mężczyzna, odchrząkując i plując krwią.

— Miała być tylko kartą przetargową, ale nie miałem zamiaru zrobić jej nigdy żadnej krzywdy! Szefie, na pewno możemy się jakoś dogadać z tymi palantami.

— Ty szujo! Przy najbliższej okazji odstrzelę ci ten łysy łeb – zaciskając pięść, krzyknął Diego, mierząc go demonicznym wzrokiem.

— Przyjacielu, ja to zrobię szybciej niż mój ojciec! Przez ciebie tu wszyscy jesteśmy! Przez ciebie jest tu Klara!!!

— Zamknijcie te mordy wreszcie! Co wam tak zależy na tej dziewczynie!

— Kocham ją! – krzyknęli naraz Eduardo i Przemek.

— Kurwa, jeszcze mi tu pierdolonej miłości brakowało! – opuścił broń i skierował ją na Diega, on zręcznie wyciągnął swoją. Obaj przystawiają je sobie do czoła.

— Dobra, ty hiszpańskie ścierwo, co masz mi do zaoferowania, żebyście wyszli stąd cało, a zwłaszcza ta wasza laleczka.

— Nie będziesz mi tu warunków stawiał, ty dwulicowy kretynie.

Z piskiem opon podjeżdżają kolejne dwa czarne auta i wysiada z nich ośmiu uzbrojonych mężczyzn.

— A może jednak będę?! – odpowiedział szyderczo.

— Czego chcesz, gnido?! – mówi bordowy ze złości Diego.

— Możemy to rozwiązać tylko w jeden sposób, abyście wyszli z tego wszyscy cało.

— Jaki?!!

— Podział zysków ze sprzedaży broni, przyjacielu, jak za starych, dobrych czasów, pamiętasz je jeszcze?!

— Tobie to się już naprawdę w tej starej łepetynie pomieszało, jeśli myślisz, że będę z tobą współpracował jak kiedyś, amigo.

— Jak za starych dobrych czasów, mój amigo – pan Z. opuścił broń, lecz Diego nadal przystawiał lufę do jego czoła.

— Po moim trupie!

— Dobra, jak chcesz, amigo, to życzenie akurat mogę spełnić.

W jednej sekundzie otoczyli nas ludzie pana Z., celując do nas z uzi.

— Ojcze, na pewno możemy się dogadać! Nie podejmuj pochopnych decyzji!!! – zawołał do ojca Eduardo.

— Panie Z., wypuść chociaż Klarę, ona nie jest niczemu winna – młody Mendoza zwrócił się błagalnie do mężczyzny.

— Nie potrzebuję zbędnych świadków!

— Dobrze! Zenobiuszu, dogadajmy się.

— Jeszcze raz powiesz do mnie po imieniu, to od razu ci odstrzelę łeb, Diego! Jestem pan Z.! Zrozumiano!

— Nie denerwuj się tak, amigo! Imię to imię – z ironicznym uśmiechem na twarzy kontynuował starszy Mendoza. – Opuśćmy tę broń, pojedźmy do rezydencji i obgadajmy wszystkie szczegóły naszej nowej współpracy.

— Nie ufam ci, ale pojadę i moi ludzie ze mną, jednak nie do ciebie, tylko do mnie.

— Zgoda, ale najpierw trzeba zatrzeć ślady tej niepotrzebnej atrakcji dla mediów.

— Zgoda… – podali sobie dłonie, po czym pan Z. wydał dyspozycję Przemkowi:

— Masz to wszystko teraz posprzątać, jak my odjedziemy! Nawaliłeś, więc to teraz napraw!!!

— Tak jest!

— No, i żeby mi to było ostatni raz. Pokładam w tobie duże nadzieje.

Pan Z. zrobił krok w moją stronę, ale Eduardo stanął naprzeciw niego, zasłaniając mnie całym sobą.

— Czego od niej chcesz?

— Chciałem ustalić z nią bieg zdarzeń. Nie martw się, nie zrobię jej krzywdy. Chyba że mnie do tego zmusicie… – uśmiechnął się szyderczo.

— Nie musisz się tym martwić, sami to ustalimy między sobą – poważnym tonem odpowiedział młody Mendoza, zaciskając ze złości pięść.

— Dobrze, tylko żeby ta historia miała ręce i nogi… żeby jacyś gliniarze nie zaczęli nam tu węszyć!

Odwrócił się i skierował w stronę swoich ludzi i samochodu. Diego także poszedł wraz ze swoimi ludźmi do limuzyn.

Zostałam sama z Eduardem i Przemkiem. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie, po czym nagle Eduardo uderzył Przemka, aż ten upadł na ziemię.

— Oszalałeś, debilu?! – krzyknął, podnosząc się z ziemi Przemek.

— Jakbyś zapomniał, to było już dawno… To na zaś, żebyś zapamiętał i nie robił podobnych głupot, jak z tym porwaniem mojej kobiety.

— Ha, ha… dobra, Romeo, już mnie nie rozśmieszaj tymi wyznaniami. Nie oddam ci tylko dlatego, że mam dobre intencje co do naszej dalszej współpracy – splunął krwią. – Eduardo, na razie jest zawieszenie broni, ale kiedyś cię zastrzelę, przyjacielu, tylko jeszcze nie teraz. Mamy zadanie, więc daj mi je w spokoju wykonać.

Skierował wzrok na mnie:

— Klaro, zróbmy tak, jeden z ludzi podwiezie cię na pierwszy lepszy posterunek policji. Zeznasz, że uciekłaś porywaczom, nie pamiętasz ich twarzy, bo zawsze mieli kominiarki. Pamiętasz jedynie, że ciągle rozmawiali o okupie za ciebie, jaki Eduardo miałby im zapłacić. Wszystko zrozumiałaś?

— Tak, nie musisz mnie o to pytać, nie jestem dzieckiem, żeby czegoś tu nie zrozumieć – zirytowana zmarszczyłam brwi. – A co z kamerami na stacji? I z kasjerem, który cały czas bacznie nas obserwuje? A jeśli już zadzwonił i policja tu jedzie?

— Nie martw się tym, zaraz się nim zajmę – powiedział poważnym tonem Eduardo.

Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam wszystko, sama nie wiem, czy chcę wiedzieć, jak to załatwi. Wraz z Przemkiem weszli do budynku, po dziesięciu minutach wyszli zadowoleni.

— I załatwiliście?

— Tak, skarbie – odpowiedział dumnie Mendoza.

— Kasa i giwera zawsze zrobią swoje – zaśmiał się Przemek.

Eduardo podszedł do mnie i mocno przytulił. Odchylił głowę i pocałował mnie czule w usta.

— Proszę was, już bez tych czułości!!! Chcecie, żebym tu przez was rzygnął!? – krzyknął Przemek.

— Przyjacielu, jak cię to w oczy kole, to nie patrz – z szyderczym uśmieszkiem odpowiedział Eduardo.

Ponownie mnie przytulił i wyszeptał do ucha:

— Skarbie, zaraz pojedziesz z Carlosem na policję, wysadzi cię ulicę dalej. Po złożeniu zeznań poprosisz, aby zadzwonili do mnie, że się znalazłaś, i przyjadę po ciebie. Wreszcie ten koszmar się skończy. Kocham cię, zawsze pamiętaj o tym.

Wtuliłam się w niego mocno, Przemek chrząknął:

— Carlos już czeka.

Spojrzałam w oczy Mendozy, dwa błyszczące bursztyny, które działają na mnie jak afrodyzjak, a niekiedy boję się ich demoniczności jak diabeł święconej wody.

Uśmiechnął się lekko i wypuścił mnie z objęć:

— Idź już, skarbie, niedługo się zobaczymy.

Uśmiechnęłam się, a serce waliło mi jak szalone. Odwróciłam się, spojrzałam lodowato na Przemka, ten posłał mi zalotny uśmieszek, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Kiedyś miałam o nim dobre zdanie, ale ta sytuacja wszystko diametralnie zmieniła. Czasem zastanawiam się, w co on się z nami bawi… Czy to gra, czy raczej ma wiele twarzy?

Przemek zszedł mi z drogi i poszłam w kierunku czekającego już na mnie Carlosa. Wsiadłam, spojrzałam jeszcze na Eduarda, po czym ochroniarz ruszył. W niecałe pół godziny dojechaliśmy do jakiegoś małego miasteczka, zamyśliłam się o tym wszystkim, co mnie spotkało i przeoczyłam znak z nazwą miejscowości. Cały czas myślę, co powiedzieć mojej mamie, ona była przy tym wszystkim, jak Eduardo jej to wytłumaczy…

— Dojechane, pani wysiada – łamanym polskim powiedział Carlos, zerkając we wsteczne lusterko.

— Dziękuję, Carlos – odpowiedziałam mu, lekko się uśmiechając i wysiadłam. Serce waliło mi jak szalone, martwię się, czy dam radę tak kłamać na przesłuchaniu, czy nic po mnie nie zauważą.

Ruszyłam przed siebie, zapytałam jednego z przechodniów o najbliższy posterunek policji. Poradził mi iść do końca ulicy, skręcić w lewo i szukać zaraz po prawej stronie. Poszłam, minęłam po drodze dwa radiowozy, w końcu ukazał się mały, szary budynek z napisem „Policja”. Zaczęły mi drżeć ręce, ale zrobiłam krok w przód, gdy nagle usłyszałam:

— W czym mogę pani pomóc?

Odwróciłam się i moim oczom ukazał się młody policjant. Zmierzył mnie wzrokiem z góry na dół. Stoję jak wryta, stres nie pozwala mi wydusić z siebie żadnego słowa. Mężczyzna podchodzi do mnie bliżej i pyta ponownie:

— Czy coś się pani stało?

Otrząsnęłam się i zestresowanym głosem odpowiedziałam:

— Tak, porwano mnie! Udało mi się jakimś cudem uciec...

— Naprawdę? Przepraszam, może się przedstawię. Młodszy aspirant Daniel Pochodnia.

Stałam chwilę, wpatrując się w jego błękitne oczy, a on położył mi ręka na ramieniu:

— To zapraszam i sprawdzimy w bazie, czy zostało to zgłoszone – powiedział zmieszany i ujmując mnie za ramię, zaprowadził do małego gabinetu, sam usiadł za biurkiem. Mnie kazał usiąść na krześle naprzeciwko. Z piętnaście minut szukał w systemie danych dotyczących mojego porwania. Uniósł wzrok i powiedział:

— Rzeczywiście, było zgłoszenie o pani porwaniu dla okupu – przeszywającym wzrokiem spojrzał na mnie, wstał i wyszedł. Zaskoczona siedziałam jak zahipnotyzowana, nie rozumiejąc jego zachowania. Po paru minutach razem z nim wszedł starszy mężczyzna, także policjant. Siadł na krześle, a drugi stanął obok niego.

— Pani Klara Nowicka, tak? – zwrócił się do mnie poważnym tonem starszy policjant.

— Tak – odpowiedziałam pewnie.

— A więc proszę nam opowiedzieć, co się dokładnie stało? Czy jest pani w stanie zidentyfikować porywaczy.

Serce waliło mi jak szalone, prawa noga zaczęła ,,chodzić” pod wpływem stresu, jaki mnie ogarnął.

Spojrzałam na jednego i drugiego, wpatrują się we mnie bez mrugnięcia okiem, czekając na odpowiedź. Kładę ręce na kolanach i wyduszam z siebie:

— Nie pamiętam porywaczy, cały czas mieli kominiarki – łza spływa mi po policzku, sama nie wiem czemu, ale zaczynam płakać. Policjanci, widząc moją reakcję, chwilę milczą, po czym młodszy mówi:

— Przepraszamy, ale to rutynowe pytania, musimy sporządzić zeznania i raport do sprawy. Jeśli potrzebuje pani chwili, aby się uspokoić, to wyjdziemy.

— Nie! Już się uspokajam. Przepraszam, ale na samą myśl o tej całej sytuacji… – urywam zdanie.

— Wiem, że jest to dla pani bardzo trudne, ale musi nam pani odpowiedzieć na kilka pytań, potem damy pani spokój i dalsze działania podejmiemy sami, bez pani udziału – powiedział łagodnym tonem starszy.

— Ustaliliśmy, że nie jest pani w stanie zidentyfikować porywaczy, ale pani matka zeznała, że znałyście jednego z nich. Tak więc, czy mogłaby pani powiedzieć, kto to? – spoglądając na mnie, powiedział młodszy.

Unoszę głowę, z przerażeniem w oczach patrzę na nich, ręce trzęsą mi się jak szalone. Chwilę milczę, przypominam sobie słowa Przemka, moja głowa analizuje wszystkie za i przeciw jego osobie i mówię:

— Tak, jednego znałam z widzenia, był ochroniarzem mojego narzeczonego. Niestety, nie pamiętam jego imienia ani nazwiska. Pamiętam tylko, że był dobrze zbudowanym mężczyzną. Po uprowadzeniu mnie z domu i oddaniu w ręce mężczyzn w kominiarkach, nigdy więcej go nie widziałam.

— Dobrze, a proszę nam powiedzieć, jak się pani udało uciec tym zbirom?

— Starałam się być cały czas im posłuszna w obawie o swoje życie. Jeden z nich, a było ich trzech, był dla mnie miły. Dziś pozwolił mi się przejść po lesie wokoło domu, w którym mnie trzymali. Na chwilę stracił czujność i zaczęłam uciekać wzdłuż lasu, aż natrafiłam na drogę i jakaś kobieta mnie podwiozła. Jest to dla mnie tak traumatyczne przeżycie, że nie wiem, czy uda mi się kiedyś z tego otrząsnąć – zaczęłam płakać, cały towarzyszący mi stres wylał się przez łzy. Podszedł do mnie młodszy policjant i poklepał po ramieniu:

— Pani Klaro, proszę się uspokoić, już nie będziemy pani dziś męczyć. Czy może chce się pani czegoś napić, wiele dziś pani przeszła. Myślę, że herbata z cytryną mojej roboty osuszy pani łzy – ujął mnie za rękę i spoglądając w oczy, lekko się uśmiechnął. Poczułam się dziwnie i szybko zabrałam dłoń spod jego dłoni. Speszył się, a starszy odchrząknął i wstał, mówiąc:

— Zostawię was samych, myślę, że młodszy aspirant Daniel się panią dobrze zaopiekuje. Proszę jeszcze o informację, kogo mam powiadomić o pani odnalezieniu.

Chwilę milczałam, spojrzałam na nich i przełykając ślinę, odpowiedziałam:

— Proszę poinformować mojego narzeczonego Eduarda Mendozę.

— Dobrze, zaraz się z nim skontaktuję, a tymczasem proszę się u nas rozgościć i uspokoić po tych wszystkich przykrych zdarzeniach – powiedział starszy policjant i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Zostałam sama z młodszym aspirantem. Zaczęłam nerwowo ruszać prawą nogą, zauważył to i powiedział spokojnym tonem:

— Proszę, uspokój się, nie musisz się mnie obawiać. Chcę, żebyś czuła się swobodnie, proszę, mów mi Daniel.

Spoglądam na niego zaskoczona, policjant i taki miły… Zaczynam się zastanawiać, czy to znów nie jakaś podpucha i ktoś go nie podstawił. Zachowując dystans, odpowiadam:

— Dziękuję, już się uspokajam – opuszczam głowę i wpatruję się w podłogę.

Policjant siedział chwilę w milczeniu, przyglądając mi się, po czym wyszedł. Zostałam sama. Zerkam na okno, jestem już taka zmęczona i zaniepokojona całym dniem, że nie mogę opanować drżenia nogi, splatam i rozplatam nerwowo palce. Po piętnastu minutach wrócił i przyniósł mi kubek z owocową herbatą, postawił na biurku. Zerkam na kubek i widzę pływające w nim plasterki cytryny i pomarańczy.

— Proszę, napij się i zobacz, jaką dobrą herbatę umiem robić – powiedział z dumą mężczyzna.

— Dziękuję panu, zaraz się napiję, tylko niech chwilę przestygnie – odpowiedziałam, zachowując odpowiedni dystans między nami.

— Proszę, mówi mi Daniel – uśmiechnął się do mnie i oparł o brzeg biurka. Spoglądam na niego i zastanawiam się, czy to typowy flirciarz, czy naprawdę bardzo miły policjant, a może ktoś podstawiony przez Przemka lub pana Z. Tysiące myśli przemykają mi przez głowę, z chwili zamyślenia wyrywa mnie głos policjanta:

— Napij się póki ciepła, wtedy smakuje najlepiej.

Podał mi kubek i nasze dłonie zetknęły się przez chwilę, zerknął mi głęboko w oczy, jakby chciał się do mnie zbliżyć. Szybko chwyciłam całą dłonią kubek i odsunęłam się, opierając o krzesło. Speszony wstał i usiadł za biurkiem. Siedzimy tak w milczeniu naprzeciwko siebie parę minut. Nerwowo popijam gorącą jeszcze herbatę. Rzeczywiście, jest pyszna… przypomina mi zimową herbatkę mojej mamy. Wspomnienie o mamie kojarzy mi się z tym feralnym wieczorem, kiedy Przemek mnie uprowadził. Jak ja się jej wytłumaczę, na samą myśl ręce zaczynają mi drżeć, jak mogłam do tego doprowadzić i wplątać ją i Matyldę w to całe bagno, które pochłonęło mnie w całości. Moją rozterkę przerywa głos Daniela:

— Halo, jesteś? Gdzieś chyba odpłynęłaś, czy mi się tylko zdaje? – powiedział, wpatrując się we mnie uważnie. Upiłam łyk herbaty i bez namysłu odpowiedziałam:

— Nie, nie, tak czasem mam.

— Hmm… OK, rozumiem, nie będę cię już przepytywał – lekko się uśmiechnął i wstał z krzesła. Podszedł do mnie bliżej i znów usiadł na brzegu biurka. Zaczął mi opowiadać o sobie. Jest tu od trzech miesięcy w zastępstwie, ale niedługo wraca do Warszawy. Po dłuższej rozmowie zdałam sobie sprawę, że miły z niego facet. Mamy wiele wspólnych tematów. Nawet nie wiem, kiedy minęły dwie godziny, tak mnie wciągnęła rozmowa z nim, że całkiem zapomniałam o dystansie, który miałam utrzymać. Do pomieszczenia wpadł Eduardo, zdenerwowany mierzy wzrokiem policjanta. Daniel nagle wstaje z biurka i uśmiech znika z jego twarzy. Podchodzi do Mendozy i podaje mu rękę. Hiszpan cały czas spogląda złowrogo:

— Dawno się nie widzieliśmy, kolego.

— Jakoś za tobą nie tęsknię, Danielu.

Spoglądam na nich zaskoczona i pytam:

— To wy się znacie?

Zerkają na siebie i potem na mnie. Daniel pierwszy odpowiedział:

— Mieliśmy kiedyś przyjemność poznania się.

— Nie ma co wspominać, było, minęło… Nadal nie pałam do ciebie przyjaźnią, kundelku – szyderczo uśmiechnął się Eduardo.

— A ja cię nawet lubię, mój upierdliwy przyjacielu, w przeciwieństwie do mojego ojca – odpowiedział, krzywo uśmiechając się policjant.

— Dobra, nie będziemy teraz rozdrapywać starych ran. Skarbie, zabieram cię stąd.

Podszedł do mnie, pocałował czule w usta i ujmując za rękę, poprowadził do wyjścia.

— Klaro, niedługo będę w stolicy, pamiętaj, zawsze możesz do mnie dzwonić – mówiąc to, wcisnął mi małą żółtą kartkę w dłoń. Eduardo zmierzył go swym mrocznym spojrzeniem i powiedział stanowczo:

— Twoja pomoc nie będzie jej potrzebna, jest pod moją opieką i nic jej nie grozi.

— Hmm, jakoś ktoś ją spod tej twojej opieki uprowadził – zakpił z niego Daniel.

— Uważaj, co mówisz, psie! – unosząc pięść, krzyknął.

— Ja bym się na twoim miejscu zastanowił, Mendoza – spokojnym tonem odpowiedział młodszy aspirant.

— Eduardo, koniec tego przedstawienia! Ani ty, ani on mnie nie ochronicie! Sama umiem o siebie zadbać! Mam tego dość! – wyrwałam się z uścisku Mendozy i wybiegłam z komisariatu, na parkingu stał już samochód, z którego wyszedł Carlos. Na jego widok westchnęłam. Jeszcze on…

— Chica wsiada – zawołał do mnie i otworzył mi tylne drzwi. Opuściłam głowę i posłusznie wsiadłam do auta. Po chwili zjawił się Eduardo i usiadł obok mnie. Wybiegając z budynku, byłam na niego wściekła, ale jego widok roztopił lód oplatający moje serce. Przytuliłam się do niego w milczeniu, objął mnie tak mocno, że czułam bicie jego serca. Pocałował mnie w czoło i rozżalonym głosem wydusił z siebie:

— Skarbie, tak się o ciebie martwiłem, myśl, że mogło ci się coś stać, zabijała mnie od środka…

Uniosłam głowę, spojrzałam w jego dwa bursztyny i odpowiedziałam:

— Eduardo, ale nic mi się nie stało, jestem już przy tobie.

— Wiem, ale cały czas nie mogę sobie tego wybaczyć. Ten pies ma rację, nie potrafiłem cię przed tym uchronić. Nigdy sobie tego nie wybaczę, nigdy! Ale teraz nie spuszczę cię z oczu ani na chwilę! Kocham cię, skarbie! Jesteś tylko moja!

Chwycił mnie za włosy i zatopił swoje usta w moich. Na chwilę odleciałam pod wpływem jego gorących i łapczywych pocałunków. Spojrzałam w bok i mój wzrok spotkał się w lusterku ze wzrokiem Carlosa. Nagle speszona odsunęłam się od Mendozy. Zaskoczony moim zachowaniem, także spojrzał na kierowcę i powiedział lekko poirytowany:

— Carlos, ty to się lepiej skup na drodze, nie gap się!

Spojrzałam na niego z grymasem niezadowolenia na twarzy, nadal jest w nim ten egoistyczny facet. Uśmiechnęłam się lekko i ponownie przytuliłam do niego. Jego podwójna osobowość zaczyna mi coraz mniej przeszkadzać… raz anioł, raz demon. Uświadamiam sobie, że także go kocham, ale milczę, na razie nie zdradzę mu swoich uczuć. Przyjdzie na to odpowiednia chwila.

Po kilkugodzinnej podróży dojechaliśmy do rezydencji. Rozglądam się, jest tu dwa razy więcej ochroniarzy niż wcześniej. Nagle z domu wybiegły mama z Matyldą.

— Boże, córeczko, wróciłaś cała i zdrowa! Myślałam, że odejdę od zmysłów, zastanawiając się, co się z tobą dzieje każdego dnia – zapłakana rzuciła mi się w ramiona i mocno przytuliła. Matylda dobiegła i przytuliła się do nas. Stałyśmy tak parę minut, we trzy wtulone w siebie, łzy spływały nam po twarzach. Były to łzy szczęścia, które w końcu do mnie powróciło, gdy zobaczyłam je ponownie.

— Mamo, wybacz mi, że musiałaś to wszystko widzieć… że byłaś świadkiem tego wszystkiego – powiedziałam, łykając spływające mi po policzku łzy.

— Klaro, co ty mówisz! To ty mi wybacz, że nie umiałam cię wtedy ochronić i pozwoliłam, żeby ten bydlak cię porwał!

— Mamo, już jestem, wszystko dobrze się skończyło.

— Jak tylko dorwą tego, który cię porwał, to wtedy będę spać spokojnie, na razie nikt nie jest bezpieczny, póki on jest na wolności.

Przytuliłam ponownie mamę i spojrzałam przez ramię na Eduarda, stał w milczeniu, z posępną miną. Z domu wybiegła Maria, a za nią Diego. Wszyscy zaczęli mnie przytulać. Diego szepnął mi do ucha:

— Obiecuję na moje życie, że już nikt cię więcej nie skrzywdzi.

Spojrzałam na niego, lekko się uśmiechając, po czym mama ujęła moją rękę i wszyscy weszliśmy do rezydencji. Poszłam z Eduardem do sypialni, muszę się ogarnąć i w końcu przebrać z tych brudnych ubrań, które cały czas pachną perfumami mojego porywacza. Weszliśmy, od razu skierowałam się do łazienki. Eduardo przyciąga mnie do siebie. Ujmuje mój podbródek i spogląda w oczy, dostrzegam w nich ogień uczucia, jakie rozpala jego ciało od środka. Kieruje wzrok na moje usta. Czuję, jak na samą myśl o tym, co chce zrobić, moja muszelka wilgotnieje… Po tak ciężkim dniu mam jeszcze ochotę na jego pieszczoty. Zamykam oczy, czekając, aż zatopi się w moich ustach, ale on całuje mnie w czoło i mówi:

— Skarbie, w końcu jesteśmy znów razem, już na zawsze. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak cię kocham.

Przytula mnie tak mocno, że aż czuję się lekko niekomfortowo, ale milczę… Chcę, żeby ta chwila dalej trwała. W jego ramionach czuję się bezpieczna, a najważniejsze – wiem, że on mnie naprawdę kocha.

Puszcza mnie, uśmiecha się i mówi:

— A teraz idź, umyj się, bo nie mogę już wytrzymać, czując tego palanta na tobie.

Uśmiecham się, kręcę głową i idę do łazienki, nie zamykam drzwi, mimo iż zawsze to robiłam. Rozbieram się, a w drzwiach pojawia się zdumiony Eduardo.

— Skarbie, nie zamykasz się już?

— Nie, a czemu mam to robić?

— Pamiętasz jeszcze, jak chciałaś podstawiać krzesło pod klamkę – śmieje się.

Unoszę wzrok, zdejmując resztę ubrania, i mówię:

— Nie mogę się już zamykać przed tobą, bo w końcu masz mnie nie odstępować ani na minutę.

— Hmm, no tak, masz rację, skarbie. Nie ma innej opcji, muszę tu tak stać.

Uśmiecham się i wchodzę pod prysznic, odkręcam wodę, całe ciało pokrywam żelem. Seksownymi ruchami przejeżdżam wzdłuż talii, zerkam i widzę, jak wodzi wzrokiem za każdym moim ruchem. Podsycając to, zaczynam powoli masować pianą piersi. Odwracam się i dociskam pośladki do drzwi kabiny. Odwracam się, a Mendoza stoi za szybą i wlepia we mnie te swoje dwa bursztyny. Łapie się za brodę i posyła mi szelmowski uśmiech. Powoli zaczyna rozpinać koszulę, cały czas nie odrywając ode mnie wzroku. Widzę w jego spojrzeniu pożądanie, które ogarnia jego ciało. Zdejmuje slipki i widzę, że jego penis również się za mną stęsknił, stoi gotowy odwiedzić moją szparkę. Opadam już prawie z sił, ale widok jego napinających się mięśni podniecił mnie tak bardzo, że nie umiem mu się teraz oprzeć.

Wchodzi do kabiny i pyta:

— Czy twój osobisty ochroniarz może umyć ci plecy?

Uśmiecham się zalotnie i odwracam do niego tyłem. Odsuwa moje mokre włosy i zaczyna mnie delikatnie całować po szyi, liże ją z góry na dół. Czuję, jak podniecenie rozpala mnie od środka, odchylam głowę. Łapie mnie za podbródek i namiętnie całuje, wędrując swoim językiem po każdym zakamarku ust. Drugą ręką chwyta mnie za pierś i mocno zaciska, czuję lekki ból, ale jest on zarazem podniecający. Zjeżdża ręką na pośladek, rozchyla nogi, a jego dwa palce wędrują do mojej muszelki, powoli zaczyna masować wargi sromowe, po czym szybkim ruchem zaczyna penetrować mnie od środka. Jęczę. Te palce są takie zręczne, że aż wyginam się z rozkoszy, jaką mi dają. Podniecona zerkam na niego z boku, widzę mocno zarysowany profil. Niewiele myśląc, gryzę w ucho, co wyzwala w nim demona. Łapie mnie za włosy i mówi:

— A więc jednak na ostro dziś będzie, więc tak cię zerżnę, skarbie, że będziesz mnie prosić o jeszcze!

Daje mi klapsa w prawy pośladek i odwraca w swoją stronę. Oplata moje nogi wokół siebie i zaczyna gryźć sutki. Jęczę, opieram się o ścianę, a on lekko podgryza moją szyję i lewe ucho. Potem wchodzi we mnie błyskawicznym ruchem, aż czuję jego penisa na kręgosłupie. Moje ciało przeszywają dreszcze podniecenia, aż pokrywa je gęsia skórka. Jego szybkie i rytmiczne ruchy doprowadzają mnie do szaleństwa. Świat wiruje mi przed oczami, oboje szczytujemy w tym samym czasie. Czuję, jak jego soki spływają mi po udach. Eduardo całuje mnie i puszcza. Staję w brodziku, ale nadal odczuwam dreszcze na całym ciele. Dziś naprawdę ostro mnie zerżnął…

Obmyliśmy się oboje, ku mojemu zdziwieniu Mendoza okręcił się ręcznikiem, podał mi ręcznik i nadal stał przed kabiną.

— Nie wychodzisz? – spytałam zaskoczona.

— Czekam na ciebie, skarbie. Nie jesteś jakąś dziwką, żebym cię po seksie zostawiał samą. Jesteś moją kobietą, którą kocham. Pamiętaj o tym.

Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. W końcu coś zrozumiał z naszej ostatniej kłótni. Radośnie wyszłam z kabiny, okręciłam się ręcznikiem i pocałowałam go w policzek. Już chciałam wyjść, ale ujął mnie za rękę, mówiąc stanowczo:

— Klaro, wiem, że podobasz się wielu mężczyznom, ale pamiętaj, jesteś tylko moja.

Spojrzałam na niego lekko przestraszona tonem jego głosu. Zauważył to i mocno mnie przytulił, szepcząc do ucha:

— Wybacz, ja po prostu mam na twoim punkcie świra. A widząc, jak się do ciebie ślinią te wszystkie palanty, mam ochotę im wszystkim odstrzelić łeb!

Zaczynam się wahać, czy on się na pewno zmienił…

O Autorce

Justyna Nowak-Wysocka – rocznik ‘92. Pochodzi z małej miejscowości koło Opatowa (województwo świętokrzyskie). Zadebiutowała w październiku 2020 roku w świecie literatury książką 3 życia, 3 próby. Obecnie podbija serca czytelników serią powieści pt. Zlecenie 999. Wyznaje zasadę: „Działaj, bo marzenia same się nie spełnią”. Miłośniczka podróży oraz pasjonatka starożytnej kultury. Na co dzień szaleńczo zakochana w swoim mężu i synu..