ZAMKNIĘTY KRĄG - MAREK WALUDA - ebook

ZAMKNIĘTY KRĄG ebook

MAREK WALUDA

0,0

Opis

W futurystycznej Warszawie  Lena Brzezińska odkrywa, że w jej umyśle ukrato fragment kodu zdolny kontrolować globalny system świadomości. Wraz z Michałem synem współtwórczyni projektu "Odnowa", wyrusza w podróż przez ruinty laboratoriów i własnej przeszłości. Gdy granica między człowiekiem a maszyną zaciera się, Lena musi zdecydować, czy poświęcić siebie, by ocalić wolność innych.  "ZAMKNIĘTY KRĄG" to mroczny thriller psychologiczny o pamięci, kontroli i cienkiej linii między ewolucją a utratą człowieczeństwa. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 183

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



ZAMKNIĘTY KRĄG

SPIS TREŚCI

CZĘŚĆ I — CZŁOWIEK, KTÓRY WRÓCIŁ

1. Powrót do miasta

Lena Brzezińska, profilerka po zawieszeniu, wraca do Poznania. Miasto wydaje się znajome, ale pod powierzchnią tętni niepokojem. Lena czuje, że coś się zmieniło — i że ktoś ją obserwuje.

2. Sprawa sprzed lat

Komisarz Soroka prosi ją o pomoc w śledztwie przypominającym sprawę, przez którą straciła pracę. Lena odmawia, dopóki nie odkrywa, że ofiarą jest jej dawny informator.

3. Sekretne nagranie

W telefonie ofiary znajduje się zaszyfrowany plik audio. Po odszyfrowaniu Lena rozpoznaje własny głos — wypowiadający słowa, których nigdy nie powiedziała.

4. Nocna obserwacja

Ktoś śledzi Lenę. Mężczyzna w czarnej kurtce pojawia się w odbiciach szyb, na kamerach miejskich, w cieniu ulic. Zaczyna się paranoja — lub gra psychologiczna.

5. „Krąg”

Ślady prowadzą do tajnej grupy działającej od lat 90. — elitarnej, powiązanej z polityką, biznesem i policją. Nazywają siebie Kręgiem.

6. Mapa powiązań

Lena tworzy sieć relacji ofiary. Trop prowadzi do dużej fundacji charytatywnej, której działalność okazuje się fasadą dla czegoś znacznie mroczniejszego.

CZĘŚĆ II — FUNDACJA, KTÓRA LECZY… I KRZYWDZI

7. Dzieci z listy

Lena odkrywa listę zaginionych dzieci z lat 1997–2018. Wszystkie miały kontakt z fundacją. Policja nigdy nie połączyła tych spraw.

8. Kobieta w czerwonym płaszczu

Na nagraniach z monitoringu pojawia się kobieta w czerwonym płaszczu — zawsze w pobliżu jednej z ofiar. Lena zaczyna ją śledzić.

9. Podwójne życie dyrektora

Dyrektor fundacji, medialny autorytet, prowadzi podwójne życie. Manipuluje finansami, ukrywa eksperymenty i posługuje się kilkoma tożsamościami.

10. Fałszywa terapia

W ośrodku fundacji stosowano „psychoregulację” — dzieci poddawano hipnozie, deprywacji snu i presji psychicznej. Oficjalnie terapia, w rzeczywistości eksperyment.

11. Wizyta na Mazurach

Lena trafia do opuszczonego domu letniskowego fundacji. W piwnicy znajduje notatniki i zdjęcia dzieci, które nigdy nie wróciły do domów.

12. Atak w środku nocy

Ktoś podąża za nią na Mazury. Próba zastraszenia kończy się pożarem domu. Lena ucieka przez okno, ratując tylko część dokumentów.

CZĘŚĆ III — UKRYTE PAMIĘCI

13. Lena jako dziecko

W dokumentach pojawia się jej własne nazwisko. Bohaterka zaczyna podejrzewać, że sama była częścią eksperymentu. Jej pamięć mogła zostać zmanipulowana.

14. Stary terapeuta

Jedyny żyjący pracownik ośrodka opowiada o „projekcie III-12” — dwunastu dzieciach szczególnie podatnych na sugestię. Jednym z nich mogła być Lena.

15. Dekodowanie nagrania

Zaszyfrowany plik zostaje odczytany. To głos Leny z dzieciństwa, wypowiadający słowa jak z hipnotycznej sesji. Przerażające odkrycie.

16. Soroka znika

Komisarz Soroka zostaje porwany. Zostaje po nim tylko wiadomość: „Spójrz w lustro. Pamiętasz więcej, niż myślisz.”

17. Kobieta w czerwonym płaszczu — kim jest?

To Amelia, była pacjentka ośrodka. Jej matka uratowała ją i wyniosła dokumenty fundacji. Teraz Amelia szuka zemsty.

18. Współpraca

Lena i Amelia łączą siły. Amelia twierdzi, że Lena zna prawdziwe nazwiska członków Kręgu — tylko musi „odblokować pamięć”.

CZĘŚĆ IV — ZAMKNIĘTY KRĄG

19. Dawne zdjęcie

Na zdjęciu z kolonii sprzed 25 lat Lena widzi siebie i inne dzieci. Za nimi stoi mężczyzna, który śledzi ją teraz po mieście.

20. Człowiek w czarnej kurtce

Lena zastawia na niego pułapkę. Okazuje się byłym agentem fundacji. Twierdzi, że ją chroni — przed kimś, kto zna jej przeszłość lepiej niż ona sama.

21. Soroka odnaleziony

Komisarz zostaje odnaleziony w stanie katatonicznym. Wypowiada tylko jedno słowo: „Krąg”. W jego mieszkaniu Lena znajduje zdjęcia z jej dzieciństwa.

22. Hipnoza

Amelia przekonuje Lenę do sesji hipnotycznej. W transie Lena widzi siebie jako dziecko w ośrodku, słyszy głosy dorosłych i rozpoznaje jednego z nich — swojego ojca.

23. Ojciec

Okazuje się, że ojciec Leny był jednym z założycieli fundacji. Zginął w tajemniczym wypadku, gdy próbował ujawnić prawdę.

24. Zdrada

Amelia zdradza Lenę — przekazuje jej lokalizację Kręgowi w zamian za obietnicę zemsty na dyrektorze fundacji. Lena zostaje uwięziona.

25. Eksperyment powraca

W podziemiach fundacji Lena odkrywa, że projekt III-12 nigdy się nie zakończył. Teraz testują dorosłych — byłych pacjentów.

26. Ucieczka

Z pomocą człowieka w czarnej kurtce Lena ucieka z ośrodka. Zabiera ze sobą twardy dysk z danymi o wszystkich uczestnikach projektu.

27. Warszawa — centrum Kręgu

Ślady prowadzą do luksusowego apartamentowca w Warszawie, gdzie odbywa się spotkanie członków Kręgu. Lena planuje infiltrację.

CZĘŚĆ V – NOWY PORZĄDEK

28. Konfrontacja

Lena konfrontuje się z dyrektorem fundacji. Dowiaduje się, że jej wspomnienia zostały celowo „zresetowane”, by uczynić z niej idealne narzędzie śledcze.

29. Zamknięty krąg

W finale Lena doprowadza do ujawnienia nagrań i dokumentów. Krąg zostaje rozbity, ale część jego członków znika bez śladu. Pojawia się pytanie: czy naprawdę wygrała?

30. Epilog — Lustro

Kilka miesięcy później Lena patrzy w lustro. W odbiciu widzi przez ułamek sekundy siebie jako dziecko — uśmiechniętą, ale z oczami pełnymi strachu. Krąg może być zamknięty, ale nie zniszczony.

CZĘŚĆ I — CZŁOWIEK, KTÓRY WRÓCIŁ

Rozdział 1 — Powrót do miasta

Pociąg z Warszawy wtoczył się na peron z przeciągłym zgrzytem hamulców. Zimowy poranek był szary, ciężki, jakby niebo zawisło nisko nad torami. Lena Brzezińska wysiadła z wagonu, niosąc jedną torbę i spojrzenie, które nie pasowało do tłumu spieszących się ludzi. W jej oczach było coś, co zdradzało, że wraca nie z podróży, lecz z wygnania. Poznań pachniał mokrym betonem i kawą z dworcowych automatów. Dla większości był to zwykły dzień, dla niej — początek czegoś, czego nie potrafiła jeszcze nazwać. Zatrzymała się na chwilę przy wyjściu z peronu. W kieszeni płaszcza miała list. Bez nadawcy, bez daty. Tylko jedno zdanie:

„Witaj z powrotem. Czas zamknąć krąg.”

Nie wiedziała, kto go wysłał. Ale wiedziała, że to nie przypadek.

W taksówce milczała. Kierowca próbował zagaić rozmowę, lecz jej spojrzenie w lusterku wystarczyło, by zrozumiał, że nie ma sensu. Miasto przesuwało się za szybą — znajome ulice, które wyglądały inaczej, jakby ktoś zmienił ich proporcje.

Kiedyś znała tu każdy zaułek. Teraz czuła się jak intruz. Jej mieszkanie na Jeżycach pachniało kurzem i starym papierem. Nikt tu nie był od miesięcy. Na stole leżała koperta z pieczątką komendy wojewódzkiej. W środku — decyzja o zawieszeniu w czynnościach służbowych. Sprzed dwóch lat.

Lena usiadła przy oknie. Zimne światło dnia odbijało się w szybie, tworząc podwójny obraz — jej twarz i miasto za nią. Dwa światy, które już do siebie nie pasowały.

Telefon zadzwonił po południu.

— Brzezińska? — głos był niski, chropowaty. — Soroka. Zamarła. Nie słyszała tego nazwiska od dawna.

— Nie spodziewałem się, że odbierzesz — dodał. — Wróciłaś? — Na chwilę.

— Na chwilę? — w jego tonie zabrzmiała ironia. — W takim razie może zdążysz zobaczyć coś, co cię zainteresuje.

— Nie pracuję już w policji.

— To nie przeszkadza. Spotkajmy się. Stary komisariat, dziewiętnasta. Rozłączył się, zanim zdążyła zaprotestować.

Wieczorem miasto tonęło w deszczu. Lena szła pieszo, z kapturem naciągniętym na głowę. Każdy krok odbijał się echem w pustych ulicach. W powietrzu czuła zapach ozonu i benzyny. Komisariat wyglądał tak samo jak zawsze — obdrapane ściany, światło jarzeniówek, zapach kawy i papierosów. Soroka siedział przy biurku, większy niż zapamiętała, z siwymi włosami i oczami, które widziały zbyt wiele.

— Długo cię nie było — powiedział, nie podnosząc wzroku znad akt. — Nie miałam powodu wracać.

— Teraz masz.

Podał jej teczkę. W środku zdjęcia z miejsca zbrodni. Mężczyzna leżał na podłodze, twarz zniekształcona, dłonie skrępowane.

— Znasz go? — zapytał.

Lena przyjrzała się uważnie. Serce zabiło szybciej. — Tak. To był mój informator.

Soroka skinął głową.

— Wiedziałem, że go rozpoznasz.

— Dlaczego mnie tu ściągnąłeś?

— Bo sprawa wygląda znajomo. Zbyt znajomo.

W drodze powrotnej Lena nie mogła przestać myśleć o zdjęciach. Ofiara — Marek Domański — był jednym z tych, którzy pomagali jej przy sprawie sprzed lat. Sprawie, która skończyła się katastrofą. Wtedy zginęło dziecko. A ona straciła wszystko — reputację, zaufanie, siebie. Teraz ktoś otworzył tamtą ranę.

W mieszkaniu zapaliła tylko jedną lampkę. Na stole rozłożyła zdjęcia. W tle jednego z nich zauważyła coś, czego Soroka nie wspomniał — symbol wyryty na ścianie. Okrąg przecięty linią. Znała ten znak. Widziała go kiedyś, dawno temu, w aktach sprawy, której nigdy nie rozwiązano.

Noc była bezsenna. Lena siedziała przy oknie, obserwując ulice. W pewnym momencie dostrzegła sylwetkę mężczyzny stojącego po drugiej stronie ulicy. Ciemna kurtka, kaptur, nieruchoma postawa. Zgasła lampka. Kiedy spojrzała ponownie — zniknął.

Następnego dnia poszła do prosektorium. Znała lekarza sądowego, doktora Krawca. — Nie zmieniłaś się — powiedział, gdy ją zobaczył. — Może trochę bardziej zmęczona. — Chcę zobaczyć ciało Domańskiego.

Krawiec zawahał się.

— Nie masz już uprawnień.

— Wiem. Ale wiesz też, że i tak to zrobię.

Westchnął i otworzył drzwi chłodni.

Ciało leżało na stole, przykryte białym prześcieradłem. Lena odsunęła materiał. Twarz była zmasakrowana, ale coś przykuło jej uwagę — ślady na skroniach, jak po elektrodach. — Co to jest? — zapytała.

— Nie wiem. Nie wygląda na tortury. Bardziej jak… eksperyment. Lena poczuła chłód w kręgosłupie.

Po południu odwiedziła mieszkanie ofiary. Policja skończyła już oględziny, drzwi były zaplombowane, ale Lena miała swoje sposoby. W środku panował chaos — przewrócone meble, rozbite szkło. Na biurku leżał telefon. Zaszyfrowany. Lena zabrała go ze sobą. W domu podłączyła urządzenie do laptopa. Po kilku godzinach udało się odczytać jeden plik audio. Włączyła.

— „Nie bój się, Leno. To tylko sen.”

Zamarła. To był jej głos.

Wieczorem zadzwoniła do Soroki.

— Musimy się spotkać.

— Coś znalazłaś?

— Coś, czego nie potrafię wyjaśnić.

Spotkali się w barze przy Starym Rynku. Deszcz bębnił o szyby, a w tle grało radio. Lena podała mu pendrive.

— Posłuchaj.

Po kilku sekundach Soroka spojrzał na nią z niedowierzaniem. — To ty.

— Wiem. Ale nigdy tego nie nagrałam.

— Może ktoś zmanipulował dźwięk.

— Może. Ale skąd miałby próbkę mojego głosu sprzed lat? Soroka milczał. W jego oczach pojawił się cień, którego Lena nie potrafiła odczytać. — Wiesz, co to znaczy? — zapytała.

— Że ktoś bawi się tobą. Albo że wróciło coś, co nigdy nie powinno wrócić.

Kiedy wyszła z baru, deszcz ustał. Ulice były puste. Szła szybko, czując, że ktoś idzie za nią. Odwróciła się. Nikogo.

Przyspieszyła kroku. Wtedy kątem oka zobaczyła odbicie w witrynie sklepu — mężczyzna w czarnej kurtce, kilka metrów za nią.

Zatrzymała się. On też.

Ruszyła w boczną uliczkę. Kroki za nią przyspieszyły. Wbiegła w bramę, wyjęła gaz pieprzowy. Cisza.

Kiedy wyszła na ulicę, mężczyzny już nie było.

Na murze, tuż obok, ktoś narysował kredą symbol — okrąg przecięty linią.

W mieszkaniu Lena usiadła na podłodze. W głowie miała chaos. List, nagranie, symbol, cień w nocy — wszystko układało się w coś, co przypominało powrót koszmaru. Z szuflady wyjęła stary notes. Na pierwszej stronie widniał tytuł: „Projekt III-12”. Nie pamiętała, kiedy to napisała.

Na ostatniej stronie — ten sam symbol.

Nad ranem zadzwonił Soroka.

— Mamy coś nowego.

— Co?

— Na ciele Domańskiego znaleźliśmy mikroukład. Wszczepiony pod skórę. — Co to znaczy?

— Że ktoś go śledził. I że to nie był zwykły morderca. Lena spojrzała na swoje odbicie w lustrze.

W jej oczach odbijało się miasto, które znała — i którego już nie rozumiała.

Wiedziała jedno: wróciła nie po to, by odpocząć. Wróciła, by odkryć prawdę. A prawda właśnie zaczynała się budzić.

CZĘŚĆ I — CZŁOWIEK, KTÓRY WRÓCIŁRozdział 2 — Sprawa sprzed lat

Poranek był chłodny i bezbarwny. Mgła spływała po dachach kamienic, jakby miasto chciało ukryć swoje blizny. Lena siedziała przy kuchennym stole, z kubkiem zimnej kawy w dłoniach. Na blacie leżały zdjęcia z miejsca zbrodni, które przyniósł jej Soroka. Patrzyła na nie od godziny, próbując znaleźć coś, co umknęło policji.

Marek Domański. Czterdzieści dwa lata. Drobny przestępca, informator, człowiek, który zawsze wiedział więcej, niż powinien. Pomagał jej kiedyś w sprawie, która skończyła się katastrofą. Sprawie, o której nie chciała pamiętać.

Ale teraz przeszłość wróciła.

Telefon zadzwonił o ósmej.

— Brzezińska? — głos Soroki był chrapliwy, jakby nie spał całą noc. — Musimy pogadać. — O Domańskim?

— O wszystkim. Przyjedź na komendę.

Lena zawahała się. Nie miała już prawa tam wchodzić. Ale ciekawość była silniejsza.

Komenda wyglądała tak samo jak zawsze — beton, szkło i zapach papierosów. W korytarzu kilku młodych policjantów spojrzało na nią z mieszaniną ciekawości i niechęci. Wiedzieli, kim była. Wiedzieli też, jak skończyła.

Soroka czekał w swoim biurze. Na biurku leżały akta, kubek z kawą i popielniczka pełna niedopałków. — Siadaj — powiedział, nie podnosząc wzroku.

Lena usiadła.

— Co masz?

— Domański był na naszym radarze od miesięcy. Miał kontakty z ludźmi z fundacji „Nowy Początek”. Lena uniosła brwi.

— Fundacja?

— Oficjalnie pomagają dzieciom po traumach. Nieoficjalnie… — Soroka wzruszył ramionami. — Nie wiemy. Ale Domański coś o nich zbierał.

— I zginął.

— Dokładnie.

Soroka podał jej zdjęcie. Na nim — logo fundacji: stylizowany okrąg przecięty linią.

Lena poczuła, jak ściska ją w żołądku.

— Widziałam ten symbol. W mieszkaniu Domańskiego. — Wiem. Dlatego tu jesteś.

Soroka wstał i podszedł do tablicy korkowej. Przypiął do niej kilka zdjęć: Domański, logo fundacji, mapa Poznania z zaznaczonymi punktami.

— Domański spotykał się z kimś z fundacji. Kobieta, około czterdziestu lat, blondynka. Nie mamy nazwiska.

— Monitoring?

— Zniknęła z kamer. Jakby wiedziała, gdzie są.

Lena podeszła bliżej.

— Co jeszcze?

— W jego mieszkaniu znaleźliśmy notatnik. Część stron wyrwana, ale na jednej z nich jest nazwisko. Twoje.

Lena zamarła.

— Moje?

— Tak. I data. Sprzed dwóch miesięcy.

— Nie miałam z nim kontaktu od lat.

— Może on miał z tobą.

W biurze zapadła cisza. Lena patrzyła na tablicę, na której splatały się nici powiązań. Wszystko prowadziło do fundacji.

— Co wiesz o „Nowym Początku”? — zapytała.

Soroka westchnął.

— Oficjalnie: programy terapeutyczne dla dzieci po traumach, finansowanie z grantów unijnych, współpraca z ministerstwem. Nieoficjalnie: plotki o eksperymentach psychologicznych, manipulacji pamięcią, dziwnych zgonach. Ale niczego nie udowodniono. — Kto to prowadzi?

— Doktor Wiktor Koss. Psycholog, wykładowca, celebryta. Występuje w telewizji, pisze książki o „leczeniu duszy”.

— Znam nazwisko.

— Każdy zna.

Lena wzięła głęboki oddech.

— Chcesz, żebym pomogła ci w śledztwie.

— Chcę, żebyś spojrzała na to po swojemu. Nieoficjalnie. — Nie mogę.

— Możesz. I wiesz, że to zrobisz.

Spojrzała na niego. W jego oczach było coś, czego nie widziała od dawna — strach. — Coś ukrywasz, Soroka.

— Nie wszystko mogę ci powiedzieć.

— Spróbuj.

— Domański nie był jedynym. W ciągu ostatnich miesięcy zginęły trzy osoby powiązane z fundacją. Wszystkie w podobny sposób.

— I nikt o tym nie mówi?

— Nie. Bo nikt nie chce.

Po spotkaniu Lena wyszła na ulicę. Deszcz przestał padać, ale powietrze było ciężkie. Szła bez celu, aż znalazła się przed budynkiem fundacji. Szklana fasada, logo na froncie, uśmiechnięte dzieci na plakatach.

W środku recepcjonistka o nienaturalnie spokojnym głosie. — W czym mogę pomóc?

— Szukam doktora Kossa.

— Pan doktor jest zajęty. Czy mogę przekazać wiadomość? — Nie. Poczekam.

Recepcjonistka uśmiechnęła się, ale w jej oczach nie było ciepła. — To może potrwać.

Lena usiadła w holu. Na ścianach wisiały zdjęcia dzieci. Wszystkie uśmiechnięte, wszystkie z tym samym pustym spojrzeniem.

Po pół godzinie drzwi gabinetu otworzyły się. Wysoki mężczyzna w garniturze, siwe włosy, spokojny ton.

— Pani Brzezińska. W końcu.

— Znamy się?

— Nie, ale słyszałem o pani.

— W takim razie wie pan, że nie lubię tracić czasu.

Koss uśmiechnął się lekko.

— W takim razie zapraszam.

Gabinet był sterylny, zbyt czysty. Na biurku leżały książki o psychologii, na ścianie dyplomy. — Czym mogę służyć? — zapytał Koss.

— Prowadzę prywatne śledztwo. Chodzi o Marka Domańskiego. — Słyszałem, że zginął. Smutne.

— Znał pana?

— Nie przypominam sobie.

— A fundacja?

— Pomagamy wielu ludziom. Nie wszystkich znam osobiście. Lena przyjrzała mu się uważnie. Jego twarz była spokojna, ale oczy — zimne. — Domański zbierał informacje o waszej działalności. — Naprawdę? — Koss uniósł brwi. — I co pani sugeruje? — Że ktoś chciał, żeby przestał.

Koss uśmiechnął się.

— Pani Brzezińska, świat jest pełen teorii spiskowych. Proszę uważać, żeby nie stać się ich częścią.

Kiedy wyszła z budynku, miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Odwróciła się — nic. Ale instynkt mówił co innego.

Wsiadła do samochodu i ruszyła w stronę mieszkania Domańskiego. Tym razem chciała przyjrzeć się okolicy.

Na rogu ulicy zauważyła kamerę monitoringu. Zatrzymała się w sklepie naprzeciwko i zapytała sprzedawcę o nagrania.

— Nie mogę ich udostępniać — powiedział mężczyzna. Lena położyła na ladzie banknot.

— Teraz możesz.

Po chwili miała pendrive z nagraniem.

W domu odtworzyła plik. Na ekranie widać było Domańskiego wychodzącego z kamienicy. Kilka sekund później — kobietę w czerwonym płaszczu.

Lena zatrzymała obraz. Twarz była nieostra, ale znajoma.

Wieczorem zadzwoniła do Soroki.

— Mam coś.

— Co takiego?

— Kobieta w czerwonym płaszczu. Była w pobliżu mieszkania Domańskiego. — Widzieliśmy ją już wcześniej. Przy innej ofierze.

— Kim jest?

— Nie wiemy. Ale wygląda na to, że wie więcej niż my. — Musimy ją znaleźć.

— Próbujemy. Ale ona zawsze jest o krok przed nami.

Lena odłożyła telefon i spojrzała na zdjęcie Domańskiego. W jego oczach było coś, czego wcześniej nie zauważyła — strach.

Zrozumiała, że nie bał się śmierci. Bał się tego, co odkrył.

Nocą śniła jej się tamta sprawa sprzed lat. Dziecko, które zniknęło. Krzyk w ciemności. I ona, stojąca nad przepaścią, niezdolna nic zrobić.

Obudziła się z krzykiem.

Na stoliku leżał telefon. Nowa wiadomość. Bez numeru. „Nie grzeb w przeszłości. Krąg nie zapomina.”

Rano pojechała do Soroki.

— Dostałam wiadomość.

— Pokaż.

Przeczytał i zmarszczył brwi.

— Ktoś cię obserwuje.

— Wiem.

— Może powinnaś się wycofać.

— Nie potrafię.

Soroka spojrzał na nią z mieszaniną podziwu i lęku. — W takim razie musimy działać szybko.

Przez kolejne dni Lena analizowała każdy szczegół. W notatkach Domańskiego znalazła adres — stary magazyn na obrzeżach miasta. Pojechała tam wieczorem. W środku kurz, zapach wilgoci i cisza. Na ścianie — ten sam symbol. Okrąg przecięty linią. Na podłodze leżała koperta. W środku zdjęcie.

Ona. Sprzed lat. Dziesięcioletnia dziewczynka, stojąca przed budynkiem z napisem „Fundacja Nowy Początek”.

Lena wyszła na zewnątrz, drżąc. W oddali zobaczyła sylwetkę mężczyzny w czarnej kurtce. Stał nieruchomo, jak cień.

Zrobiła krok w jego stronę. On odwrócił się i zniknął w ciemności.

Wróciła do mieszkania. Na stole leżał list, którego wcześniej tam nie było. „Witaj w domu, Leno. Czas dokończyć to, co zaczęłaś.”

Siedziała długo w ciszy, trzymając list w dłoniach. Wiedziała już, że to nie przypadek. Sprawa sprzed lat wróciła. A wraz z nią — wszystko, co próbowała zapomnieć. Wiedziała też, że to dopiero początek.

CZĘŚĆ I — CZŁOWIEK, KTÓRY WRÓCIŁRozdział 3 — Sekretne nagranie

Deszcz spływał po szybach jak ciche ostrzeżenie. Miasto tonęło w szarości, a Lena Brzezińska siedziała przy biurku, wpatrzona w ekran laptopa. Na monitorze pulsował jeden plik audio — ten sam, który znalazła w telefonie Marka Domańskiego.

Plik, w którym słyszała swój własny głos.

Nie mogła się zmusić, by odtworzyć go ponownie. Każde słowo, które wypowiadała tamta „ona”, brzmiało jak echo z innego życia.

W końcu kliknęła „play”.

— „Nie bój się, Leno. To tylko sen.”

Głos był miękki, dziecięcy, ale należał do niej. Nie było wątpliwości. Potem cisza. I coś jeszcze — ledwo słyszalny oddech w tle. Męski. Lena przewinęła nagranie, wzmocniła dźwięk. W tle pojawił się szmer, jakby ktoś przesuwał mikrofon po stole. A potem słowa, wypowiedziane niskim, spokojnym tonem: — „Powiedz, co widzisz.”

— „Światło. I drzwi.”

— „Otwórz je.”

— „Nie mogę.”

— „Dlaczego?”

— „Bo tam jest on.”

Lena zatrzymała nagranie. Serce waliło jej jak młot. Ktoś nagrał ją jako dziecko. Ktoś prowadził z nią rozmowę — jak z pacjentem podczas hipnozy.

Zadzwoniła do Soroki.

— Musimy się spotkać.

— Coś nowego?

— Tak. I to coś, co zmienia wszystko.

Spotkali się w jego biurze. Soroka wyglądał na zmęczonego. Na biurku leżały akta, kubek z zimną kawą i zdjęcia z miejsca zbrodni.

Lena podała mu pendrive.

— Posłuchaj.

Włączył nagranie. Przez kilka minut w pokoju panowała cisza, przerywana tylko głosem dziecka i mężczyzny.

Kiedy plik się skończył, Soroka spojrzał na nią.

— To twój głos.

— Wiem.

— Skąd to nagranie?

— Z telefonu Domańskiego.

— Myślisz, że on to nagrał?

— Nie. Myślę, że znalazł.

Soroka potarł czoło.

— To wygląda jak sesja hipnotyczna.

— Też tak sądzę.

— Ale dlaczego ty?

Lena milczała. W głowie miała chaos.

— Nie wiem — powiedziała w końcu. — Ale muszę się dowiedzieć.

Po południu pojechała do laboratorium fonoskopii, gdzie pracował jej dawny znajomy, technik policyjny o nazwisku Wolski.

— Dawno cię nie widziałem — powiedział, gdy weszła. — Myślałem, że już nie wrócisz. — Też tak myślałam.

— Co masz?

— Nagranie. Chcę wiedzieć, kiedy powstało i czy było modyfikowane. Wolski wziął pendrive, podłączył do komputera.

— Daj mi godzinę.

Lena wyszła na korytarz. Czekała, patrząc przez okno na szare niebo. Czuła, że coś się zbliża — coś, czego nie da się zatrzymać.

Po godzinie Wolski wrócił.

— To nagranie ma co najmniej dwadzieścia pięć lat.

Lena zamarła.

— Niemożliwe.

— Analiza szumów tła, charakterystyka mikrofonu, format pliku — wszystko wskazuje na lata dziewięćdziesiąte.

— A modyfikacje?

— Nie ma śladów montażu. To oryginał.

— Skąd Domański mógł to mieć?

— Nie wiem. Ale jeśli to naprawdę twój głos… to ktoś trzymał to nagranie przez ćwierć wieku.

Wieczorem Lena wróciła do mieszkania. Włączyła lampkę, usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać stare notatki. W jednej z teczek znalazła wycinek z gazety sprzed lat: „Zaginione dzieci z ośrodka terapeutycznego. Policja bezradna.”

Pod artykułem — zdjęcie budynku. Ten sam, który widziała na fotografii z magazynu. Fundacja „Nowy Początek”.

O północy ktoś zapukał do drzwi.

Lena sięgnęła po broń.

— Kto tam?

— To ja — głos Soroki.

Otworzyła. Stał w progu, przemoczony, z papierosem w dłoni. — Nie mogłem spać.

— Coś się stało?

— Tak. Dostałem raport z sekcji Domańskiego.

— I?

— W jego mózgu znaleziono mikroimplant.

Lena spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Mikroimplant?

— Tak. Stary model, coś jak rejestrator impulsów nerwowych. — Po co komuś coś takiego?

— Może do kontroli. Może do eksperymentu.

Lena poczuła, jak robi jej się zimno.

— Fundacja.

— Właśnie.

Soroka usiadł na krześle.

— Wiesz, że to, co robimy, jest nielegalne.

— Wiem.

— Ale jeśli masz rację, to ktoś od lat prowadzi eksperymenty na ludziach. — Na dzieciach — poprawiła.

Zapadła cisza.

— Co zamierzasz? — zapytał.

— Dowiedzieć się, kim był mężczyzna z nagrania.

— Masz jakiś trop?

— Jeszcze nie. Ale znajdę.

Następnego dnia Lena pojechała do archiwum miejskiego. Szukała dokumentów dotyczących fundacji z lat dziewięćdziesiątych. Po kilku godzinach znalazła teczkę z napisem „Fundacja Nowy Początek — rejestracja 1994”.

W środku — nazwiska założycieli. Wiktor Koss, Jerzy Rybak, i… Adam Brzeziński. Jej ojciec.

Lena poczuła, jak ziemia usuwa się spod nóg.

Wieczorem siedziała w mieszkaniu, wpatrzona w zdjęcie ojca. Zginął, gdy miała dziesięć lat. Powiedziano jej, że w wypadku samochodowym.

Ale teraz zaczynała wątpić.

Wzięła do ręki telefon i ponownie włączyła nagranie. — „Nie bój się, Leno. To tylko sen.”

Czy to możliwe, że to on mówił te słowa?

Zadzwoniła do Soroki.

— Muszę ci coś pokazać.

Spotkali się w kawiarni na obrzeżach miasta. Lena położyła przed nim dokumenty. — Mój ojciec był jednym z założycieli fundacji.

Soroka spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— To niemożliwe.

— A jednak.