9,99 zł
Powieść kryminalna Jacka Corta, tajemniczego pisarza pierwszej połowy XX wieku.
Nick Carter zostaje postawiony przed nową sprawą - tajemniczym morderstwem, o którego rozwiązanie poprosił go syn ofiary. Teoretyczny brak jakichkolwiek punktów odniesienia czy też śladów jest jednak motorem napędowym detektywa w każdej możliwej sprawie, a tutaj nie będzie inaczej.
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi. W niniejszej publikacji zachowano oryginalną pisownię.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 75
Jack Cort
Saga
Zamach dynamitowy: powieść kryminalnaJęzyk, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi. W niniejszej publikacji zachowano oryginalną pisownię. Copyright © 1930, 2020 Jack Cort i SAGA Egmont Zdjęcie na okładce: Shutterstock Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726444070
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 2.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Wybuch bomby.
Nick Carter wraz ze swoimi pomocnikami bawił chwilowo w Chicago.
Ubiegłej nocy udało mu się szczęśliwie oswobodzić pewnego uprowadzonego i więzionego milionera i właśnie zajęty był uregulowaniem rachunku hotelowego aby niezwłocznie udać się w drogę powrotną do Nowego Jorku.
W tem, do stołu przy którym Nick Carter kończył właśnie śniadanie, przystąpił chłopiec hotelowy i podał mu bilet wizytowy, nadmieniając, że pewien pan choe z nim pomówić w nader ważnej i pilnej sprawie.
Detektyw rzucił okiem na kartę, na której widniało nazwisko „Kenneth Glenn“ poczem polecił chłopcu zaprowadzić gościa do jednego z hotelowych pokoi przyjęć, dokąd sam zamierzał się udać.
Chłopiec powrócił do westibulu, w którym nieznajomy oczekiwał odpowiedzi, rozmawiając z nieco starszym od siebie towarzyszem.
— Proszę, zechce się pan udać za mną—rzekł chłopiec—Mr. Carter oczekuje pana.
Kenneth Glenn, ów młodzieniec, który detektywowi posłał swój bilet wizytowy, szepnął teraz coś swemu towarzyszowi, przyciszonym głosem:
— All right—odparł tenże cicho. — Oczekiwać będę twego powrotu u ciebie.
Z temi słowy oddalił się, podczas gdy Kenneth Glenn udał się za chłopcem do jednego z niższych pokojów przyjęć olbrzymiego hotelu.
Nick Carter zaś udał się zaraz za chłopcem do westibulu i tu obserwował swego gościa i jego towarzysza. Obydwaj byli mu nieznanymi zupełnie; nie mógł się nawet domyślić w jakiej sprawie chciał się z nim Kenneth Glenn widzieć—chyba, że popełniono nową jakąś zbrodnię, której wyświeilnie chciano mu powierzyć.
Glenn, był młodym, zaledwie dwudziestoletnim mężczyzną, ubranym według najświeższej mody, lecz wyraz jego twarzy był poważny i zachmurzony. Ze spuszczonym wzrokiem i zaciśniętemi ustami udał się za chłopcem hotelowym. Widocznem było, że dokuczało mu jakieś zmartwienie.
Jego nieco starszy towarzysz zrobił na Nicku jaknajgorsze wrażenie. Szczególniej podpadł mu surowy, zdecydowany wyraz twarzy i przenikliwe oczy. Gdy Nick wszedł do gabinetu, Glenn przerwał swoją niespokojną przechadzkę po pokoju i szybko przystąpił do detektywa, który jak zwykle w obcem mieście, pojawił się starannie ucharakteryzowany.
— Chciałeś pan ze mną mówić, Mr. Glenn? — odezwał się Nick bardzo poważnie.—Czem mogę panu służyć?
— Nie wiem, czy wogóle ktokolwiek może mi pomódz—lecz szef tutejszej policyi mówił mi że pan jesteś jedynym człowiekiem na świecie... posłał mnie do pana z tym oto listem — odparł głucho Kenneth Glenn nie podnosząc wzroku.
Detektyw wziął w milczeniu list i czytał:
„Kochany panie Carterze! Obawiam się, że Chicago już opuściłeś! Jeżeli jednak jeszcze tutaj bawisz, wyświadczysz mi pan wielką przysługę, jeżeli oddawcy niniejszego panu Kennethowi Glennowi przyjdziesz z pomocą. Jest to już drugie morderstwo, o którem mi dziś rano doniesiono. Chciałbym zatem wszystkich moich podwładnych użyć do śledzenia sprawców tajemniczego zabójstwa, popełnionego na osobie jednego z najpoważniejszych naszych adwokatów, Mr. Józefa Wallera. Prosiłbym więc, drugą sprawę, nie mającą z pierwszą nic wspólnego, wziąć w swoje ręce“.
— A więc, chodzi tutaj o morderstwo? — zapytał się Nick.
— O mojego... ojca!—wyszeptał złamanym głosem młodzieniec.
— To bardzo smutne! Musisz się pan jednak uspokoić i podać mi bliższe szczegóły!
— Spróbuję, chociaż sam wiem bardzo mało!
Nick wysłuchał cierpliwie dość zagmatwanego początkowo opowiadania. Z własnego doświadczenia wiedział, że osoby, dotknięte nagłym a niespodziewanym ciosem, rzadko tylko zdolne są myśleć i mówić jasno; zastanowiło go więc bardzo, że młodzieniec ów, po przezwyciężeniu nieśmiałości, zaczął opowiadać jasno i zwięźle.
— Mieszkamy we własnym domu przy La Crosse Avenue—opowiadał Kenneth Glenn. — Nasza rodzina składa się... czyli właściwie składała się do dziś rana... z trzech osób. Z mojego ojca Mateusza, mojej siostry May i ze mnie. Służbę zaś naszą stanowili: stangret, kucharka, służąca i pokojówka. Oprócz mnie wszyscy mieszkańcy domu byli wczoraj wieczór w swoich pokojach. Ja zaś powróciłem do domu około godziny dziesiątej, właśnie w chwili, gdy mój ojciec zamierzał udać się na spoczynek; siostra moja udała się już rychlej do swej sypialni.
— Przepraszam, chwileczkę!—przerwał mu detektyw.—Wyrażasz się pan bardzo jasno i z tego powodu chciałbym panu zadać kilka pytań. Czy dobrze więc zrozumiałem: wszyscy mieszkańcy udali się wczoraj wieczór wcześnie na spoczynek?
— Tak jest!
— Czy odpowiadało to zwyczajom domowym?
— Tak i nie! Jeżeli nie jesteśmy na wizycie, w teatrze, na koncercie, udajemy się rychło na spoczynek. Wstajemy zaś rano około ósmej godziny
— Czy nawet i wtedy, gdy wcześnie kładziecie się spać? — pytał się dalej Carter.
— Tak, przynajmniej pozostajemy tak długo w naszych sypialniach. Około szóstej godziny rano służąca stawia przed każde drzwi talerz z owocami, jest to zwyczaj wprowadzony przez mojego ojca — i często już moje owoce spożyłem na dwie godziny przed zejściem na dół.
— O której udałeś się pan dzisiaj do jadalni?
— Dziś było dość późno — upał wśród nocy bardzo mi dokuczał. Na dole czekała już nawet siostra, na mnie i na ojca. Siostra dziwiła się, że ojciec zwykle tak punktualny, dziś się opóźnia. Służąca zaś twierdziła, że ojciec przed godziną otworzył drzwi aby zabrać talerz z owocami.
— To znaczy, że pański ojciec około godziny ósmej był jeszcze przy życiu?—przerwał detektyw.
— Tego nie wiem, gdyż ja znajdowałem się w mojej sypialni na górze.
— Czy służąca widziała ojca, lub czy mówiła z nim?—badał Nick dalej.
Po raz pierwszy podniósł Kenneth Glenn spuszczone dotąd oczy.
— Tego nie wiem — w przerażeniu, nie pomyślałem o tem aby dziewczynę wypytać! — odparł wreszcie, znów spuszczając wzrok.
— Nic nie szkodzi — uczynię to sam... co się działo dalej?
— Poleciłem więc dziewczynie, aby udała się do ojca z wiadomością, że czekamy nań ze śniadaniem — podjął na nowo opowiadanie Kenneth Glenn. Lecz po upływie minuty usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk służącej. Naturalnie, że natychmiast pobiegłem na górę. Po drodze spotkałem łkającą dziewczynę. Napróżno wypytywałem się o powód jej płaczu; wskazała ręką sypialnię mojego ojca. Wszedłszy tutaj spostrzegłem ojca leżącego na ziemi, trzymającego w prawej ręce brzytwę, z przeciętego gardła płynęła struga krwi.
Opowiadający umilkł, jakby wzruszony wspomnieniem strasznego widoku i dłonią zasłonił sobie oczy.
— Well, Mr. Glenn — odezwał się po chwili Nick—według pańskiego opowiadania ojciec popełnił samobójstwo... mówiłeś pan o brzytwie...
—Tak jest, śmierć musiała mojego ojca zaskoczyć podczas golenia. Policzki były namydlone a reszta przyborów leżała na gotowalni. Pod brodą, jak zwykle, miał zawiazną serwetę... a jednak to nie było samobójstwo! Na kobiercu leżała okrwawiona siekiera. Mojego biednego ojca napadnięto znienacka z tyłu... otrzymał co najmniej dwa uderzenia... jedno w szyję, drugi cios ugodził go w tylną część głowy i zdruzgotał czaszkę.
Tym razem Nick nie pozostawił swemu gościowi ani chwilki czasu do namysłu, wiedząc że w tym wypadku należało badać szybko, nie tracąc ani sekundy.
— Czy ojciec pański był wysokim mężczyzną? zapytał się szybko.
— Nie, był nieco niższym odemnie.
— Czy ciało było jeszcze ciepłe?
— Mogę tylko powiedzieć, że według zdania lekarza, śmierć nastąpila najdalej przed dwoma godzinami.
— Przywołałeś pan zatem lekara. Czy poczyniłe oprócz tego jeszcze jakie kroki?
— Tak, gdy lekarz stwierdził śmierć ojca, zawiadomiłem policyę, objaśnił Kenneth Glenn stłumionym głosem, chwytając się znów za czoło.
— Udałeś się pan zatem niezwłocznie do głównego biura policyjnego?
— Tak jest, sądziłem że w tak ważnym wypadku najlepiej będzie udać się wprost, a nie za pośrednictwem komisarza obwodowego.
— Słusznie. Dyrektor odesłał pana do mnie... a ja biorę tą sprawę w swoje ręce!
— Jest to dla mnie wielką pociechą. Nie potrzebuję zapewniać, że moja siostra i ja poniesiemy wszelkie powstałe stąd koszta!
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
