Zakon Mimów. Wersja autorska - Samantha Shannon - ebook + książka
NOWOŚĆ

Zakon Mimów. Wersja autorska ebook

Samantha Shannon

0,0

Opis

Tym razem nie wystarczy tylko przeżyć.
Muszę wygrać.

Drugi tom Czasu Żniw  to jeszcze więcej mroku, intryg i bezlitosnej walki o władzę.

Spektakularna ucieczka z Oksfordu ma tragiczny finał. Paige, teraz jako najbardziej poszukiwana osoba w całym Londynie, pielęgnuje w sobie głód rewolucji. Może i pozostawiła za sobą Oksford, ale Sajon nie śpi. Czuwa.

Paige zostaje zmuszona do powrotu do Jaxona Halla – swego charyzmatycznego, ale brutalnego pracodawcy – aby zachować pozycję w półświatku. Jednak dziewczyna nie zamierza już nikomu się kłaniać i nawet Jaxon nie powstrzyma jej przed ujawnieniem korupcji w syndykacie. Gdy knuje plan związany z legendarną Różaną Koroną, obie strony pradawnego konfliktu pragną pozyskać jej talenty dla siebie.

Rozpoczyna się polowanie na śniącą wędrowczynię.

Odświeżone wydanie drugiego tomu serii The Bone Season, autorki bestsellera „The Sunday Times” i „The New York Times” – Zakonu Drzewa Pomarańczy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 663

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Spis treści

Okładka

Tytułowe

Dedykacja

Nota autorki o niniejszym wydaniu

Motto

Mapy

CZĘŚĆ PIERWSZA SZELMOWSKA TARCZA

1 BRAMA ZDRAJCÓW

2 DŁUGA OPOWIEŚĆ

Strona Redakcyjna

Reklama

Punkty orientacyjne

Cover

Dla tych, co walczą, i tych, co piszą

Nota autorki o niniejszym wydaniu

Zakon mimów po raz pierwszy ukazał się w 2015 roku.

Jego wersja, którą zaraz przeczytacie, zwana autorską, przeszła gruntowną redakcję. Tok wydarzeń jest w dużej mierze podobny, ale książkę napisałam na nowo, chcąc ją wzbogacić o zgromadzone na przestrzeni dekady doświadczenie.

Mam nadzieję, że pokochacie odnowiony cykl, tak jak ja pokochałam pracę nad nim przez całą minioną dekadę.

Samantha Shannon, 14 lutego 2024

Aktorzy – Boga obraz sam Coś krążą, coś biegają Coś szemrzą – szepczą tu i tam. Ach, Kukły, które drgają Na rozkaz istot bezforemnych

Edgar Allan Poe, Robak zdobywca, tłum. Antoni Lange

CZĘŚĆ PIERWSZASZELMOWSKA TARCZA

Oto wkraczam znów na tę scenę rozpusty i zepsucia, i już czuję, jak butwieją wszystkie moje moralne drogowskazy.

– Jane Austen

1 BRAMA ZDRAJCÓW

Mało która opowieść rzeczywiście zaczyna się od początku. Ostatecznie wyszło na to, że ja w tej pojawiłam się na początku końca. Przecież historia Sajonu zaczęła się setki lat przed moimi narodzinami, a życie człowieka jest dla Refaity przelotne jak uderzenie serca.

Rozpętywano w historii rewolucje, które zmieniały świat w jeden dzień, ale były i takie, którym zajęło to dziesięciolecia, stulecia lub jeszcze dłużej. A niektóre nie zrodziły owoców nigdy. Moja rewolucja rozpoczęła się pod wpływem chwili, lecz w pełni świadomie. Rozpoczęła się wraz z rozkwitem pewnego kwiatu w ukrytym mieście na granicy dwóch światów.

Aby zobaczyć, jak się skończy, będziecie musieli poczekać.

Witajcie ponownie w Sajonie.

2 września 2059

Pociąg był wystrojony jak bawialnia bogatego domostwa. Czerwone dywany, stoliki z palisandru i siedzenia obite tapicerką, na której lśniła wyszyta złotą nicią kotwica Sajonu. Z ukrytych głośników sączyła się barokowa muzyka. Na samym końcu naszego wagonu siedział z dłońmi złożonymi na gałce swojej laski i wpatrzony przed siebie nieruchomym wzrokiem Jaxon. Po drugiej stronie biegnącego środkiem przejścia stał, trzymając się metalowej obręczy, mój najlepszy przyjaciel, Nick Nygård. Po sześciu miesiącach rozłąki patrzyłam na jego twarz jak na odległe wspomnienie.

Obok garbiła się nad stołem Danica, a przedział dalej siedzieli Nadine i Zeke. Ostatnia z nas, Eliza, pozostała w Londynie.

Siedziałam kawałek od nich, wpatrując się w śmigający za oknem tunel. W miejscu na moim ramieniu, gdzie Danica unieszkodliwiła urządzenie naprowadzające, widniało oparzenie.

Czułam się, jakby cała miniona noc po prostu mi się przyśniła. Jakimś sposobem Naczelnikowi i mnie udało się wykonać uknuty przez nas plan i zorganizować ucieczkę z więzienia. Trenował mnie na Dwusetnicę, pomagając udoskonalić mój dar, a wszystko po to, bym zdołała stawić czoło Nashirze Sargas. Przeżyłam jej próbę zamordowania mnie na oczach sajonickich emisariuszy. Razem zepsuliśmy jej wielkie święto.

Oksford płonął za moimi plecami, a on dalej tam tkwił.

Biegnij, mała śniąca.

Złoty sznur rozpięty między naszymi duchami wydłużał się coraz bardziej. Pociągnęłam za niego, ale Arcturus nie odpowiedział. Wolałam nie myśleć, z jakiego powodu.

Naczelnik potrafi się o siebie zatroszczyć, powtarzałam sobie. Na tę chwilę musiałam skupić się na ludziach znajdujących się w pociągu. Sajmorfina od Nicka nie uśmierzyła potwornego bólu głowy, ale nie miałam czasu na odpoczynek. Ta noc jeszcze się nie skończyła.

Sajon będzie na nas czekał po drugiej stronie, spodziewając się, że pociągiem wrócą do Londynu emisariusze. Wszyscy jadący nim ocaleńcy są w posiadaniu historycznej tajemnicy, której wyjawienie mogłoby zatopić całe imperium. Jeśli nie uda nam się uciec, Sajon wyśle nas z powrotem do więzienia. Albo rozstrzela pod pierwszą lepszą ścianą.

Wstałam.

– Musimy wszystkich policzyć. Nick, na której stacji wsiadłeś do pociągu?

– Na Whitehall – odpowiedział. – Zaraz pod Archonem. – Widząc, że nie rozumiem, pokręcił głową. – Potem ci wyjaśnimy.

– Co robimy?

Nick potoczył wzrokiem po korytarzu. Widziałam, że jest roztrzęsiony, nawet pomimo maski narciarskiej, za którą skrywał twarz.

– Sam nie wiem – odpowiedział. – Przygotowaliśmy drogę ucieczki, ale tu jest tyle osób…

Jaxon robił, co mógł, by ignorować moje istnienie. Próbowałam na niego nie patrzeć. Jego plan zakładał, że uciekniemy z Oksfordu tylko w szóstkę. Zabierając ze sobą wszystkich ocaleńców, znacznie zmniejszyliśmy swoje szanse na przetrwanie. Ale gdybym miała zrobić to ponownie, nie zawahałabym się.

– Musi być inne wyjście. – Nick wziął głęboki wdech. – Dani, jakieś pomysły?

Danica przycisnęła chustkę do skroni. Jeden ze strażników solidnie jej przyłożył.

– Linia Pentad rozdziela się w Londynie – powiedziała. – Na jednej gałęzi znajdują się dwie stacje, a pierwszą z nich jest Whitehall. Ale tamtędy już nie uciekniemy. Na drugiej gałęzi jest jedna stacja.

– Może więc uda się tamtędy. Co to za stacja? – zapytałam.

– Tower of London.

Prawdopodobieństwo powodzenia wszystkich naszych przedsięwzięć nigdy nie było zbyt wysokie, ale to już przesada.

– Dani – podjęłam – czy jesteś pewna, że uda nam się wyjść z tego tunelu na powierzchnię?

– Naszym punktem dostępu był Banqueting House, ale on znajduje się za ukrytą stacją w Whitehall. W szóstkę mog­libyśmy spróbować, jednak przy tak dużej grupie ucieczka przebiegnie zbyt wolno, w dodatku będziemy rzucać się w oczy. – Zamyśliła się. – Mogłabym ręcznie przekierować pociąg do drugiej odnogi. To stara linia, na pewno jest tam gdzieś zwrotnica sterowana dźwignią.

– Czy Sajon się dowie, że pociąg zmienił trasę?

– Nie wiem. Jestem inżynierką, nie podstrażniczką – dodała szorstko. – Ale jeśli zatrzymamy pociąg wcześniej i resztę drogi przejdziemy pieszo, może zajmie im nieco czasu, nim go znajdą. Im dłużej im zejdzie, tym lepiej dla nas.

– A więc do Tower. Spróbujemy! – postanowił Nick. – Powiedz tylko, Dani, że to nie jest niemożliwe.

Danica namyślała się chwilę. Okolice oczu miała ciemne od sińców.

– Nie, to nie jest niemożliwe – skonkludowała.

– Dam znać pozostałym – powiedziałam.

– Znajdź coś, co można podpalić – poleciła Danica. – Jeśli nie zdołam zatrzymać pociągu, będziemy musieli wykorzystać alarm przeciwpożarowy.

Zostawiłam ich, by mogli zacząć przygotowania. Jaxon obrócił twarz w moją stronę, gdy stanęłam obok niego.

– Jaxon, masz zapalniczkę?

– Nie – odparł z irytacją.

– Trudno.

Na pewno miał.

Przeszłam przez przesuwne drzwi do następnego wagonu, gdzie oparci o siebie siedzieli na wpół śpiący Nadine i Zeke.

W kolejnym wagonie na mój widok poderwał się tłum ludzi o zmęczonych twarzach. Trzymałam się nadziei, że Julian jednak wsiadł do pociągu, ale nigdzie go nie widziałam. Nawet jeśli on i pozostali cyrkowcy przeżyli noc, do rana Nashira skróci ich o głowę.

Prawdopodobnie do tego momentu my wszyscy też już zginiemy.

– Paige, dokąd jedziemy? – spytała Lotte. Wciąż miała na sobie zakrwawiony kostium teatralny. – Znaczy, dokąd dokładnie w Londynie?

– Ano właśnie – zaczęłam – czy ktoś z was był przytomny, gdy wsadzili nas do pociągu do Oksfordu?

– Ja – powiedział poznaczony bliznami augur. – Paliłem aster, jestem więc całkiem odporny na flux.

– To powiedz, czy na wysokości Tower jest jakaś stacja?

– Jest! – Umilkł na moment. – Zaraz, chyba tam nie jedziemy?

Nie skończył zdania, bo pociąg zaczął zwalniać. Danica musiała znaleźć dźwignię.

– Nie mamy wyboru – wyjaśniłam. – Albo to, albo Whitehall, a tam czekają na pociąg kotwiczaki.

Felix przełknął ślinę.

– Mam też dobre wieści – podjęłam. – Przetniemy ich jedyne połączenie z Oksfordem. Jeśli dopisze nam szczęście, w zamieszaniu powinniśmy mieć dość czasu na przeprowadzenie małej dywersji.

– Wszyscy zginiemy – wychrypiał Charles. – Tower strzegą całe oddziały strażników.

– Nie wiedzą, że nadjeżdżamy. To oznacza, że mamy pewną szansę.

– Uda nam się. – Jeden z cyrkowców zerwał się z miejsca. – Co mamy robić, Paige?

– Przejdźcie na tył pociągu. Zaraz do was dołączę.

Pomagali sobie wzajemnie dźwignąć się na nogi, a ja liczyłam. Oprócz mnie i mojego gangu pociągiem jechało sześćdziesiąt jeden osób. Były wśród nich takie, które ledwo pamiętały cytadelę i życie poza Oksfordem. Całymi latami żyły w strachu, służąc Refom.

A ja rzuciłam robotę, tym samym zaprzepaszczając ich szanse na rozpoczęcie w Londynie nowego życia. Nawet gdybym popełzła teraz na kolanach przed oblicze Jaxona, słono bym zapłaciła za tak srogi dysrespekt, jakiego się względem niego dopuściłam, już nie wspominając o nieposłuszeństwie, bo w końcu wyraźnie kazał mi zostawić więźniów w mieście.

Chyba niepotrzebnie kazałam mu się pierdolić.

Odepchnęłam tę myśl na bok i usiadłam przy Michaelu Wrenie, który znalazł sobie miejsce kawałek dalej.

– Cześć. – Dotknęłam jego ramienia. Miał zaczerwienione, wilgotne policzki. – Michael, wszystko w porządku?

Potwierdził skinieniem.

– Damy radę, nic nam nie będzie – zapewniłam go. – Wiesz przecież, że Naczelnik chciał cię wyekspediować z Oksfordu.

Znowu skinienie. Michael nie był całkowitym niemową, ale rzadko się odzywał.

– Obiecuję ci, że nie będziesz musiał wrócić do rodziców. Spróbuję znaleźć ci jakąś metę. – Na moment odbiegłam wzrokiem. – Znaczy, jeśli wyjdziemy z tego cało.

Michael otarł twarz rękawem.

– Żałuję, że Gail i Fazal nie pojechali z nami – powiedziałam ciszej. – Może po tak długim czasie bali się opuścić więzienie, w którym zdążyli się już urządzić. Trudno ich za to winić.

– Liss – wyszeptał Michael.

Dotknął mojej ręki, a ja mocniej chwyciłam jego dłoń i zacisnęłam zęby. Ona chciałaby, żebym uratowała, kogo tylko się da. Przez wzgląd na morale nie mogłam jeszcze rozgłosić wśród ocaleńców, że Liss nie żyje.

– Naczelnik miał zapalniczkę w Wieży Założyciela – powiedziałam spokojniejszym głosem. – Nie dał ci jej przypadkiem?

Michael wyłowił z kieszeni srebrną zapalniczkę ozdobioną grawerunkiem. Wsadziłam ją do kieszeni i zajęłam miejsce naprzeciwko siedzącej nieopodal papilarniczki Ivy.

– Hej?

Skinęła głową tak nieznacznie, że prawie nie zauważyłam.

– Nie możemy cię zabrać do szpitala, ale mam tu kogoś, kto może ci pomóc. Jest lekarzem.

Ivy milczała. Thuban Sargas podejrzewał ją o członkostwo w syndykacie. To jeden z powodów, dla których ją torturował.

Minęła chwila.

– Masz swój gang? – zapytałam.

Podniosła na mnie wzrok.

– Co?

– Wymknęłaś się z Corpusa, otworzywszy zamek wytrychem. Jesteś włamywaczką?

– Nie – wymówiła cieniem głosu. – Znaczy, niezupełnie. Byłam obszarpanicą.

– Jesteś za stara na obszarpanicę.

– Imałam się tego i owego.

Splotłam palce i oparłam dłonie na blacie stolika. Pod moimi paznokciami widniały ciemne półksiężyce brudu. Chciałam tylko zapewnić Ivy ciepły i bezpieczny kąt, ale Jaxon w życiu by się nie zgodził na dzielenie meliny z obcymi, nawet gdybym nie zerwała z nim stosunków. Będę musiała gdzieś wszystkich zakwaterować, czy to w syndykacie, czy w jakiejś noclegowni.

– Masz w mieście kogoś zaufanego? – drążyłam. – Znajomka, wspólnika?

Ivy wpiła palce w ramiona, zaczęła sunąć nimi po skórze. Po dłuższej chwili podała nazwisko.

– Agatha Lamb. Ma sklep z biżuterią w Camden Market.

– Jak się nazywa ten sklep?

– Camdenalion. – Z jej dolnej wargi ciekła krew. – Nie widziałyśmy się jakiś czas, ale chyba mi pomoże stanąć na nogi.

– Wyślę kogoś z tobą. Z nami nigdy nie zostaniesz sama. – Ogarnęłam wzrokiem wszystkie sińce na jej ciele. – Przepraszam, że nie udało nam się szybciej wydostać cię z Corpusa.

– Nie dalibyście rady. Thuban nigdy by mnie nie puścił.

Wpatrywała się w jakiś punkt za oknem.

Naczelnik i jego sojusznicy zostali w Oksfordzie, by dalej walczyć. Mogłam tylko żywić nadzieję, że któryś unicestwi Thubana, zanim ten zechce się na nas zemścić.

Pociąg znów ruszył. Zaprowadziłam Ivy na tył ostatniego wagonu, gdzie zebrali się pozostali i gdzie gromadził broń i zapasy mój gang.

– To Białe Spoiwo – wyszeptał ktoś.

Jaxon stał z boku z ręką zaciśniętą na lasce. Jego milczenie wytrącało mnie z równowagi.

– Zatrzymałam pociąg na dość długo, by zmienić jego kierunek – powiedziała mi Danica – ale musiałam przypadkowo uruchomić mechanizm obronny. Teraz już nie mogę nim kierować.

Błysnęłam zapalniczką.

– Powiedz tylko słowo.

Danica nie odrywała oczu od zegarka. Gdy skinęła mi głową, skrzesałam płomyk. Zanim zdążyłam przyłożyć zapalniczkę do tapicerki, Michael postukał mnie w ramię i podsunął mi swoją szarą tunikę.

W uniformach zanadto rzucalibyśmy się w oczy. Przewiesiłam ubranie przez oparcie i podpaliłam. Kilka innych osób zdjęło z siebie tuniki i kamizele i usypało z nich stos, a mój mały płomyk zaczął szybko rosnąć.

– Uwaga. – powiedział głos Scarlett Burnish. – Wykryto pożar w tylnym wagonie. – Pociąg zatrzymał się z piskiem i rozległ się jednostajny rytm alarmu. – Proszę powoli i spokojnie kierować się do najbliższego wyjścia. Zespół ratunkowy został już wysłany.

– Pewnie idą pieszo. – Głos Daniki przebił się przez szmer szeptów. – Wątpię, by Sajon miał tu gdzieś drugi pociąg.

– A więc mamy nieco czasu – powiedziałam. – Wynośmy się stąd w cholerę.

Nick otworzył drzwi na końcu pociągu. Za nimi znajdował się mały peron otoczony balustradą.

– Podaj latarkę – poleciłam Zeke’owi. Gdy to zrobił, skierowałam snop światła na ziemię. – Dobra. Przejdziemy obok torów. Jest dość miejsca. Chodźmy.

Bacząc na trzecią szynę, zeszłam z peronu na podsypkę. Zeke zaczął pomagać pozostałym opuścić się obok mnie.

– Paige. – Dogonił mnie Jos. – Co będzie z innymi? Z Julianem?

– Nie wiem.

– Naczelnik o nich zadba, nie?

– Na pewno zrobi, co w jego mocy.

Jos pokiwał głową, ale w jego oczach wezbrały łzy. Julian i Liss opiekowali się nim w Kanarkarni. Przygarnęłam go do siebie i razem ruszyliśmy w ciemność.

Szliśmy gęsiego wzdłuż torów. Kamienie podtorza chrzęściły pod moimi oblepionymi błotem buciorami. Parliśmy naprzód w nerwowej ciszy, przyspieszając kroku. Nick zatrzymał się, by pomóc Ivy, która była tak osłabiona, że dziwiłam się, że w ogóle dotarła do pociągu.

Tunel był olbrzymi i nieoświetlony. Mieliśmy pięć latarek, z czego w jednej niedomagała bateria. Drżałam pomimo płaszcza, trzymając się blisko ściany i uważając, by nie potknąć się o tory. Popatrywałam na Josa, pilnując, by robił to samo.

Gdy tylko Sajon znajdzie opuszczony pociąg, będzie próbował skontaktować się z Oksfordem. A kiedy próba się nie powiedzie, zaalarmuje posterunek pomocniczy w Winter­brook. Musieliśmy się stąd wydostać, nim się zorientują, że doszło do buntu.

Wreszcie snopy światła natknęły się w ciemności na peron. Przeszłam przez tory i wdrapałam się na platformę. Moje mięśnie drżały, gdy podnosiłam latarkę do poziomu oczu. Strumień światła wgryzał się w natarczywą ciemność, odkrywając białe kamienne ściany i ustawione pod nimi złożone nosze – zupełnie jak na stacji po drugiej stronie.

Wiedziałam, że już tu byłam, choć nie mogłam tego pamiętać. W powietrzu wisiał zapach środka dezynfekującego. Czy strażnicy myli nim ręce, załadowawszy nas do pociągu, bojąc się, że zarażą się od nas jasnowidztwem? Jak dotąd nie natknęliśmy się na żaden opór. Na ścianie wisiała przyśrubowana tablica obwieszczająca wielkimi literami nazwę stacji.

TOWER OF LONDON

Poniżej znajdowała się mniejsza tabliczka. Nachyliłam się ku niej i zdmuchnęłam kurz z tłoczonych liter tworzących napis:

LINIA PENTAD

Mapa pokazywała rozmieszczenie pięciu sekretnych stacji: Oksford, Winterbrook, Whitehall, Lambeth East i Tower of London.

Nick stanął obok mnie.

– To tam cię wysłali?

– Niektórych widzów trzymają w Tower latami. Mnie akurat… dopisało szczęście.

Położył mi rękę na ramieniu.

– Chodź – powiedział. – Czas nagli.

Gdy pokiwałam głową, drobniutkie gwiazdki zamigotały mi przed oczami. Ścisnęłam palcami skronie.

Naczelnik zaaplikował mi kilka kropel amarantu, który zregenerował mój nadszarpnięty senny krajobraz, ale wciąż byłam skołowana i wzrok czasem mnie zawodził. Nigdy jeszcze nie czułam się tak dokumentnie wykończona.

Znalazłam dwa wyjścia – windę zdolną pomieścić kilka par noszy oraz ciężkie metalowe drzwi opisane jako WYJŚCIE PRZECIWPOŻAROWE.

Nick otworzył je i zerknął ostrożnie.

– Chyba idziemy schodami – rzekł. – Ktoś zna Tower?

– Ja – zgłosiła się Nell. – Trochę.

Nick obrócił się do niej.

– Jak się nazywasz?

Przedstawiła się. Była wystarczająco podobna do Liss, by grać jej dublerkę. Miała długie czarne włosy i drobny kościec, ale wyrysowaną ostrzejszymi liniami twarz i ciemniejszą skórę.

– Siedziałam tu trzy lata. Jeśli tymi schodami dotrzemy w okolice windy, to będziemy zaraz za Bramą Zdrajców.

Oczywiście, że właśnie tędy nas przenieśli.

– Pewnie będzie zamknięta – mówiła dalej Nell. – Wystrzelają nas jak kaczki.

Przeczesała palcami włosy i więcej światła padło na jej wychudzoną twarz. Oczy miała zaczerwienione i umęczone. Bardzo przyjaźniły się z Liss.

– Poradzę sobie z zamkami. – Nadine podniosła sakwę z wytrychami. – Ze strażnikami też.

– Nie będziemy z nimi walczyć. – Nick popatrzył na niski sufit. – Musimy poruszać się w małych grupkach. Paige i Dzwon, my pójdziemy pierwsi. Nell, ty idziesz z nami. Spoiwo, Diament, wy zostaniecie tutaj i będziecie mieć oko na…

– Mam wielką nadzieję – odezwał się Jaxon – że nie próbujesz mną komenderować, Czerwona Zjawo.

Zapomniałam o nim w całym tym zamieszaniu. Stał wśród cieni z ręką na lasce, wyprostowany jak struna i jaśniejący jak zapalona świeca.

– Prosiłem cię o pomoc – powiedział Nick po dłuższej chwili.

– Ty wybrałeś tę drogę – wymówił lodowatym tonem Jaxon. – Ja zostanę tu, dopóki nie przetrzesz szlaku.

– Przecież to właśnie…

– Świetnie – wcięłam się. – Diament, wszystko w porządku?

– Tak – odparł Zeke. Jedną ręką ściskał ramię, a drugą zwinął w pięść tak mocno, że aż bielały mu kostki. – Daj znać, kiedy mamy ruszać.

Posłałam Jaxonowi ostatnie spojrzenie, zanim podążyłam za Nell. Odwzajemnił je, spoglądając na mnie beznamiętnie.

Nawet po ostatnich wydarzeniach Nell była szybka jak błyskawica. Z trudem za nią nadążałam. Paliły mnie wszystkie mięśnie. Odgłos naszych kroków był zbyt donośny, odbijał się echem wszędzie wokoło. Raptem Nell zwolniła i uchyliła kolejne drzwi.

– Czysto – wyszeptała.

Usiłowałam sondować Zaświaty, ale za każdym razem odzywał się ból głowy, który kazał mi przestać. Za moimi plecami Nick wyciągnął swój syndykacki telefon i przyłożył go do ucha.

– Eliza zaparkowała niedaleko Whitehall – wymruczał do mnie. – Muszę jej powiedzieć, że jesteśmy tutaj.

– Po prostu wyślij jej wizję – poradziłam.

– Tak zrobiłem.

Tylko członkowie gangu zmieszczą się do samochodu. Ja będę musiała tu zostać i pomóc reszcie.

Wejście na stację znajdowało się naprzeciwko windy. Po naszej prawej stronie wznosiła się ściana zbudowana z wielkich cegieł spojonych zaprawą. Po lewej rysowały się pod szerokim kamiennym łukiem smętne, czarne krechy Bramy Zdrajców, wejścia, którym zwożono do Tower więźniów w dniach dawnych monarchów. Za nią pięły się w górę schody wyposażone w wąską rampę dla noszy.

– Muzo – powiedział Nick do telefonu. – Muzo, słyszysz mnie? – Schował się z powrotem do klatki schodowej.

– Większość nadstrażników mieszka w White Tower – wymamrotała Nell. – Regularnie patrolują okolicę.

– Jak mamy stąd wyjść?

– Będziemy musieli przeleźć przez blanki.

– A nie wypatrzą nas?

– Bramę Zdrajców oddziela od Białej Wieży wewnętrzna ściana. Damy radę. Jeśli będziemy cicho, powinno nam się udać.

Gdy mówiła, od strony ścieżki biegnącej do Bramy Zdrajców dobiegły kroki. Przywarliśmy do ścian. Szczęście nam dopisało – strażnicy poszli w swoją stronę. Nell osunęła się na ziemię.

Bezskutecznie próbowałam otworzyć bramę. Była owinięta łańcuchem spiętym kłódką. Nadine zerknęła na nią i wyjęła zza pasa płaski śrubokręt. Wsunęła narzędzie do dziurki od klucza i wybrała jeden z wytrychów.

– To może chwilę potrwać – powiedziała. – Chyba zardzewiała.

– Nie mamy chwili, streszczaj się.

– To przestań mnie rozpraszać.

Wróciłam na schody. Nick wyjął baterię z telefonu.

– Eliza złapie nas na Harp Lane. Już po nas jedzie. Nie pytaj mnie, jak tego dokonała, ale przekonała Sprężynowego Jacka, by nam pomógł. Wysłał grupę swoich najlepszych zbójów, żeby odwrócili uwagę strażników.

Sprężynowy Jack był mim-lordem sąsiedniej sekcji. Był także całkowicie szalony, co mogło zadziałać na naszą korzyść.

– Kto wie, może nas właśnie uratował – powiedziałam. – Kiedy tu będą?

– Za dziesięć minut.

– A co z Ogneną Marią?

– Eliza próbuje się z nią skontaktować. Na pewno zrozumie, że w tej sytuacji musimy pracować ręka w rękę.

– Zwołaj więc pozostałych.

– Masz. – Wyjął coś z plecaka. – Tak na wszelki wypadek.

To był mój rewolwer razem z kaburą. Przyjęłam go.

Nick zbiegł po schodach. Cofnęłam się i spięłam, widząc światło przezierające przez kraty Bramy Zdrajców. Nell odsunęła się od niej, mrużąc oczy.

– Nie wiem, czy to normalne – wymamrotała. – Nie pamiętam.

– Pewnie już znaleźli pusty pociąg. – Obserwowałam światło. – Sajon musiał podnieść alarm na pozostałych stacjach. Dzwon, długo jeszcze?

– Zamknij twarz i daj mi się skupić.

Nadine pracowała pod dziwnym kątem, bo kłódka znajdowała się po drugiej stronie bramy, ale rękami manewrowała pewnie. Powoli zaczerpnęłam tchu.

– Paige. – Nell podniosła na mnie wzrok. – Jak już się stąd wydostaniemy, to dokąd pójdziemy?

Moje myśli gnały na złamanie karku, gdy zapinałam sprzączkę kabury.

– Powinniśmy udać się na północ – odparłam. – W Candlewick jest jeden pustostan. Tam odpoczniemy. Rano zobaczymy, kto ma kontakty.

– Myślałam, że ty je masz. – Nell zmarszczyła brwi. – Jesteś faworytą czy nie?

Nie mogłam zdobyć się na odpowiedź.

Gdzieś w głębi cytadeli zaczęły wyć syreny. Zesztywniałam, chwytając za rewolwer.

Zeke wyłonił się z klatki schodowej, a za nim grupka nerwowych przetrwańców. Gestem kazałam mu zostać na miejscu.

Tymczasem Nadine otworzyła kłódkę. Pomogliśmy jej odplątać łańcuchy, dbając o to, by nie robić hałasu. Wspólnymi siłami otworzyliśmy bramę. Szurała o żwirowe podłoże, dawno nieużywane zawiasy skrzypiały potępieńczo, ale syreny zagłuszyły jazgot. Nell zakradła się schodami na górę, a my za nią.

Zewnętrzny mur Tower of London był znacznie niższy, niż się spodziewałam. Po pokonaniu kolejnych schodów znaleźliśmy się na blankach. Dałam znać Ni­c­kowi i Zeke’owi, by sprowadzili pozostałych, a potem ruszyłam za Nell. Gdy znalazłam się przy luce w krenelażu, poczułam ścisk w piersi.

I oto jest. Tygiel ulepiony z metalu, szkła i światła, połyskujący obietnicą – Londyn. Po półrocznej niewoli byłam w końcu w domu.

Widziałam przed sobą stromy wał i ostatni mur, za którym była już Tamiza. A po lewej Tower Bridge. Aby dotrzeć do Harp Lane, mój gang będzie musiał odbić w prawo.

– Ruszam pierwszy – ogłosił Nick. – Wy pomożecie zejść innym.

Obejrzałam się przez ramię, szukając strzelców. Żadnych nie widziałam, ale wyczułam krajobrazy.

Nick przecisnął się między blankami i wsparł na nich obie ręce, obracając się twarzą do ściany. Szukał oparcia dla nóg, osypując z muru kamienny pył. Posłał mi pokrzepiający uśmiech, a potem opuścił się, zawisł na wyciągniętych ramionach, po czym opadł z wysokości paru stóp, lądując w przysiadzie. Poczułam się niepewnie, oddzielona od niego murem.

Wyciągnęłam ręce do pierwszego z ocalałych. Michael i Nell podtrzymywali Ivy. Wzięłam ją za łokcie, kierując ku blankom.

– Tutaj, złaź. – Zrzuciłam z siebie płaszcz i narzuciłam jej na ramiona, zapięłam guziki. Miałam teraz na sobie tylko czerwoną sukienkę, w której wystąpiłam na Dwusetnicy. – Podaj mi ręce.

Wraz z Michaelem opuściliśmy dziewczynę do Nicka, który asekurował ją z dołu, wyciągając w górę ramiona. Złapał ją i opuścił na trawę.

Jednego po drugim przerzucaliśmy przez obwarowanie byłych więźniów. Najpierw Ellę, potem Lotte, potem wstrząś­niętego kryształmistrza i augurę ze złamanym nadgarstkiem. Każdy stał tam, gdzie wylądował. Nick patrzył po nich i rozglądał się bacznie. Gdy wyciągnęłam rękę do Michaela, Jaxon odepchnął go na bok i rzucił swoją laskę przez mur.

Zanim zlazł na dół, pochylił się ku mnie i szepnął mi do ucha:

– Dam ci jeszcze jedną szansę, Paige. Wróć do Siedmiu Tarcz, a zapomnę ci tamtą bezczelność. Zapomnijmy o tej nocy.

Brzmiał zupełnie jak Ref.

– Dziękuję, Jaxon – powiedziałam, patrząc sztywno na wprost przed siebie. – Pomyślę o tym.

Przerzucił nogę na drugą stronę i już go nie było. Obróciłam się z powrotem do Michaela.

– Już prawie nam się udało. – Złapałam go za nadgarstki. – Już prawie.

Przełożył nogę przez mur. Wpił się palcami w moje ramiona.

Raptem Nell zassała z sykiem powietrze. Nawet w półmroku dostrzegłam odcinającą się na materiale spodni ciemną plamę krwi. Wybałuszyła na mnie oczy.

– Padnij! – przekrzyczałam syreny. – Wszyscy za mur, ale już!

Nie dali nam czasu. Chmara pocisków przeorała tłum ludzi stłoczonych na schodach.

Dało się słyszeć przeszywający wrzask. Michael wyślizg­nął mi się z rąk. Rzuciłam się w dół, przywarłam do ziemi za balustradą i zarzuciłam ręce na głowę.

Nie chcieli wziąć nas żywcem. Dostali rozkaz, by nas wystrzelać, bo jeśli uciekniemy, wraz z nami wymknie się Sajonowi z rąk jego pilnie strzeżona tajemnica.

Nick ryczał z dołu, kazał mi skakać, ale ja leżałam jak sparaliżowana. Moja percepcja zawęziła się do łomoczącego mi w uszach serca, do płytkiego oddechu i stłumionego furkotu karabinów. Wtedy złapały mnie jakieś ręce, przedźwignęły przez mur i raptem spostrzegłam, że spadam.

Podeszwy moich butów uderzyły o ziemię, wstrząs rozszedł się po nogach aż do bioder, impet rzucił mnie naprzód. Z głuchym hukiem i jękiem bólu ktoś wylądował obok mnie. Nell. Dźwignęła się do pionu, zaciskając zęby, i ruszyła naprzód, mozolnie utykając. Pełzłam w tym samym kierunku. Nick zarzucił sobie moje ramię na kark. Wykręciłam się z jego uścisku.

– Nie! – wydyszałam. – Nie mogę ich zostawić…

– Paige, no chodź!

Nadine przelazła przez blanki, ale dwie kolejne osoby dopiero się na nie wspinały. Nowa salwa rozgoniła ocalałych na wszystkie strony. Danica i Zeke skoczyli na złamanie karku.

Na ziemię padła jakaś ślepczyni. Trafiona pociskiem głowa kobiety rozprysnęła się jak zgniły owoc. Wyczułam nad sobą strzelca, który kierował karabin ku Byward Tower. Michael nieomal potknął się o ciało. Snajper skierował na niego lufę karabinu.

Naczelnik powierzył mi zadanie zabrania więźniów z Oksfordu. Nie zdołałam zadbać o bezpieczeństwo ich wszystkich, ale wciąż mogłam uratować Michaela Wrena. Ostatkiem sił skierowałam na strzelca mój własny celownik i przeszyłam jego senny krajobraz, posyłając jego ducha prosto do Zaświatów, a ciało na ziemię. Gdy pusty trup zderzył się z trawą, Michael przesadził mur i wskoczył do Tamizy. Wykrzyczałam jego imię, ale jego już nie było. Nick próbował mnie odciągnąć.

Moje nogi pędziły naprzód szybciej niż myśli. Pęknięcia w sennym krajobrazie poszerzały się.

Nick mocno trzymał mnie za ramię. Gdy kolana się pode mną ugięły, jakimś sposobem wziął mnie na ręce.

Miałam przed sobą te niebieskie latarnie, te tłoczne ulice. Od strony twierdzy łomotały karabiny. Biegliśmy i biegliśmy, aż pomyślałam, że umrę z bólu. Wtedy usłyszałam warkot starego silnika i oślepiły mnie reflektory. Gdy Nick wrzucił mnie na przednie siedzenie, Eliza Renton wlepiła we mnie wzrok z rękami przyklejonymi do kierownicy. Nadine krzyczała na nią panicznie, a ona wdepnęła pedał gazu.

Wyrwaliśmy naprzód, kierując się w głąb cytadeli, jak pył gnany wiatrem prosto w ciemność, puszczając mimo uszu wyjące syreny.

2 DŁUGA OPOWIEŚĆ

Cytadela Sajon Londyn

5 września 2059

Pojawiła się o szóstej rano, jak zawsze zresztą.

Moja ręka sama złapała za rewolwer. W tle grała czołówka Oka Sajonu, pompatyczna teatralna kompozycja oparta na rytmie dzwonów Big Bena.

Czekałam.

I oto jest. Scarlett Burnish, Arcygawędziara, w czarnej sukni z białą koronką pieniącą się u kołnierza niczym śnieżny gejzer. Wyglądała jak zwykle, jak piekielny automat, ale od czasu do czasu, gdy jakiś Bogu ducha winny obywatel padł ofiarą okrutnego odmieńca (albo tak tylko twierdziła), potrafiła zamarkować stonowaną troskę. Ale nie dziś, dzisiaj się uśmiechała.

– Dzień dobry, oto przed nami kolejny piękny dzień w Cytadeli Sajon Londyn. Zaczniemy od dobrych wieści. Bractwo Strażników zapowiada znaczny rozrost Dziennej Dywizji Kontrolnej. Co najmniej pięćdziesięciu nowych oficerów zostanie zaprzysiężonych do służby w najbliższy poniedziałek. Szef Straży powiedział nam, że Nowy Rok postawi przed cytadelą nowe wyzwania i że w tak niebezpiecznych czasach sprawą najwyższej wagi jest, by obywatele Londynu…

Wyłączyłam.

Żadnych wiadomości z ostatniej chwili, których się spodziewałam, żadnych twarzy. Nikt nie zawisł na szubienicy.

Rewolwer zastukotał o blat stołu. Całą noc leżałam na kanapie i gapiłam się w sufit. Wszystkie mięśnie miałam sztywne i obolałe. Za każdym razem, gdy ból lżał, nadchodziła nowa fala, która rozlewała się z podrażnionego sińca czy ranki po całym ciele. Zatoczyłam koła ramionami, chcąc rozluźnić pulsujące bólem plecy.

Powinnam kłaść się spać, jak to miałam w zwyczaju o tej porze, ale musiałam wstać choć na minutkę. Odrobina naturalnego światła dobrze mi zrobi.

Gdy rozprostowałam nogi, włączyłam odtwarzacz, a z głośników wydobył się spokojny ton „Guilty” Billie Holiday. Nick podrzucił mi moje nielegalne nagrania w drodze do pracy, a wraz z nimi kasę na wynajem i kilka książek, których dotąd nie tknęłam. Jeśli tęskniłam za czymś w Oksfordzie, to za gramofonem. Człowiek mógł się przyzwyczaić do bycia lulanym do snu przez aksamitne głosy nieszczęśliwie zakochanych bardów wolnego świata.

Od ucieczki minęły trzy dni. Moim nowym domem była Liliowa Mielizna, noclegownia w Soho. W większości tego typu przybytków ledwie dało się mieszkać, ale właściciel – klucznik, który najprawdopodobniej tylko po to otworzył noclegownię, żeby móc całymi dniami macać klucze i jeszcze mieć z tego pieniądz – utrzymywał w Mieliźnie całkiem wysoki standard. Nick nie powiedział mu, kim jestem, ściemnił tylko, że muszę się gdzieś schować na parę dni po pobiciu przez strażników, którzy mogą chcieć mnie dojechać, gdy tylko wyściubię nos na ulicę.

Jeśli nie wrócę do Jaxona, będę musiała przenosić się z jednej noclegowni do drugiej tak długo, jak mam zamiar zostać w Londynie. Nie chciałam sięgać Nickowi do kieszeni, ale dzięki temu Sajon nie miał jak mnie namierzyć.

Jeśli Jaxon będzie chciał się na mnie mścić, zmusi mnie do płacenia syndykatowi pieniędzy, o ile od razu nie wyrzuci mnie ze swojego rewiru na zbity pysk. Jak dotąd tego nie zrobił. Nie wiedziałam nawet, czy Nick powiedział mu, gdzie jestem.

Żaluzje miałam zasłonięte, więc w pokoju panował półmrok. Rozsunęłam je na pół cala.

Noclegownia znajdowała się na ulicy Sutton Row, nieopodal Soho Square. Wejście minęła para ślepców, którzy pewnie szli do pracy. Na rogu jakiś wróżbita z żyłką ryzykanta już wabił do siebie poszukujących. Latarnie świeciły niebieskim światłem i będą tak świecić do rana.

Krótko mówiąc, Londyn nie zmienił się ani na jotę. Było tak, jakbym nigdy stąd nie zniknęła.

Zasunęłam żaluzje. Przez sześć miesięcy żyłam jak nietoperz, zmuszona dostosować się do rytmu dobowego Refów, które spały w dzień. Pewnie szybko się nie odzwyczaję.

W Oksfordzie panował mrok, ale mrok rozświetlany świecami, ogniskami i latarniami. W porównaniu z nim Londyn był zatrzymaną w czasie eksplozją światła. Pewnie zawsze było tu tak jasno i głośno, ale teraz podrywałam się z łóżka, ilekroć słyszałam warkot silnika lub klakson.

Refy zatopiły zaginione miasto w żywicy, zamrażając je w czasie, tak jak bursztyn konserwuje uwięzionego w stygnącej lepkiej mazi komara. Ale teraz ten bursztyn pękł, a ja machałam niezdarnie skrzydełkami, próbując wrócić do życia.

Sięgnęłam po szklankę wody stojącą na stole i popiłam dwie pigułki nasenne. Miały zresetować mój zegar biologiczny, ale jakoś zaczęłam też po nie sięgać za dnia, by uwolnić się od napięcia. Skuliłam się na łóżku i otoczyłam ramieniem poduszkę.

I po raz setny odtworzyłam w głowie przebieg wydarzeń. Nashira Sargas usiłująca mnie zabić. Liss Rymore umierająca w moich ramionach. Krwawa ucieczka z Tower.

Mój senny krajobraz wciąż był obolały. Podczas konfrontacji w dzień Dwusetnicy, gdy Nashira podjęła próbę odebrania mi daru, jej upadłe anioły uszkodziły barierę mojego krajobrazu. W dodatku ja sama nadużyłam swoich zdolności. Choć Naczelnik dał mi amarant, nektar leczący duchowe rany, ból głowy nie mijał.

Na myśl o Arcturusie ścisnęło mnie w piersi. Wtuliłam twarz w poduszkę.

Chyba przysnęłam, a kiedy doszłam do siebie, było mi za ciepło.

Która godzina? Ledwo wpół do jedenastej. Wyczułam na zewnątrz senny krajobraz i usiadłam.

Po chwili rozległo się stukanie. Powoli sięgnęłam po pistolet i schowałam go za plecami. Wolną ręką uchyliłam drzwi.

Za nimi stał właściciel, Clement Rush, trzymający w rękach tacę. Miał na szyi swój nieodłączny noumen, stary żelazny klucz.

– Dzień dobry – przywitał się.

– Cześć, Lem – odpowiedziałam niepewnie.

– Akurat zaparzyłem kawy. Pomyślałem, że może skusisz się na filiżankę.

– O rety. – Wzięłam jedną. – Dzięki.

Gdy Nick mnie tu przyprowadził, miałam wątpliwości. Wszyscy w tej sekcji odpowiadali przed Jaxonem. Na szczęście okazało się, że jakimś cudem nigdy nie poznałam Lema. Pobierałam od niego syndatek, ale nigdy z ręki do ręki, zawsze zostawiał pieniądze w skrzynce. Na ile mogłam ocenić, nie miał pojęcia, że Blada Śniąca to ja.

– Chciałem cię tylko uprzedzić, że dzisiejszej nocy w pokoju nad twoim odbędzie się seans. Będą używać stołu – dodał nieco znużonym głosem. – Lokator trochę się ciskał, ale obiecał, że uwiną się do dziesiątej.

– W porządku. I tak niewiele sypiam.

– W każdym razie wyglądasz dzisiaj o wiele lepiej, jeśli wolno zauważyć.

– Dzięki. Czy nie dzwonił czasem mój kumpel?

– Powiedział, że wpadnie o siódmej. Zadzwoń, jakbyś czegoś potrzebowała. Dobrego dnia.

– Tobie też.

Był osobliwie pomocny jak na właściciela noclegowni. Zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz, a potem osunęłam się na podłogę i wsparłam czoło na kolanie.

Ogarnij się.

Wstałam dopiero po dłuższej chwili. Gdy już zdołałam odetchnąć, odłożyłam pistolet i poszłam do dusznej łazienki, gdzie odkleiłam od ciała nocną koszulę, żeby przyjrzeć się obrażeniom. Najbardziej rzucało się w oczy głębokie rozcięcie przy skroni, teraz zszyte, i płytka, wykrzywiona rana na policzku. Obydwie otrzymałam od Nashiry. Jedna była pamiątką po rzucie nożem, a druga po walnięciu mną o podłogę po tym, jak zobaczyła mnie ze swoim małżonkiem.

Odpędziłam tę myśl i podniosłam wzrok, by spojrzeć w lustro. Każda część mojego ciała wyglądała na zużytą. Miałam połamane paznokcie, a spod suchej, woskowatej skóry wystawały żebra i kości bioder.

Przez pierwsze tygodnie pobytu w Oksfordzie myłam się tylko lodowatą wodą w umywalce. Pamiętając o tym, weszłam do kabiny prysznicowej, ustawiłam maksymalne ciś­nienie i wtarłam szampon we włosy. Odetchnęłam z rozkoszą, gdy ciepła woda spłynęła mi na ramiona.

Huknęły drzwi.

Złapałam za ukryty w mydelniczce nóż. Wystrzeliłam z kabiny i przywarłam do przeciwległej ściany. Schowałam się za drzwiami, przyciskając broń do piersi.

Moje serce nie uspokoiło się jeszcze przez minutę. Odkleiłam się od wilgotnych kafli, mokra od potu i wody.

To nic. Inny lokator wszedł do pokoju obok.

Drżąc, oparłam się o umywalkę. Włosy mokrymi strąkami lepiły mi się do twarzy.

Spojrzałam w oczy swojemu odbiciu. W kolonii odebrano mi prawo własności mojego ciała; Refy i czerwoni szarpali mnie, wlekli po ziemi i bili. Obróciłam się bokiem do lustra i przebiegłam palcami po bliźnie na ramieniu. Wypalony znak będzie tam tkwił do końca życia.

Ale przeżyłam Oksford, tak jak przeżyłam Dublin.

Przeżyłam, a Sargasowie o tym wiedzą.

Spałam do późnego popołudnia. Gdy pierwszy raz od dwóch dni otworzyłam drzwi Nickowi, otoczył mnie delikatnie ramieniem, zważając na moje rany i sińce.

– Cześć – powiedział.

– Hej.

– Przyniosłem kolację. – Pokazał dwie papierowe torby. – Lem cię karmi?

– Nie mam apetytu, ale coś mi czasem podsuwa.

– Musisz jeść.

– Wierz mi, próbuję.

By mu to udowodnić, nakryłam do stołu, a Nick podciągnął żaluzje i otworzył okno. Z wiatrem wleciały do środka znajome zapachy jesieni – woń dymu z ognisk ulicznych grajków, mokrych liści i ziemi, ale zapach dolatujący z pudełek był znacznie mocniejszy. Kurczak i szynka w cieście, świeży chleb, złociste frytki posypane solą. Nick urządził mi prawdziwą ucztę.

Przesunął po blacie kapsułkę ze składnikami odżywczymi.

– Połknij – powiedział. – Tylko się nie zakrztuś.

Zapiekanki były posmarowane roztopionym masłem, a po przecięciu wylewał się z nich gęsty sos. Posłusznie położyłam kapsułkę na języku.

– Mogę zobaczyć twoją rękę?

Kiwnęłam głową. Nick ujął ją w obie dłonie i obejrzał okrągłe oparzenie.

– Kiedyś wyjmę ci nadajnik – powiedział. – Jak twój nadgarstek?

– Sztywny, ale działa.

– Żałuję, że nie mogę cię porządnie zbadać. – Nachmurzył się. – A twój bok?

– W porządku.

– Tak mi przykro, Paige. Powinienem był się domyślić, że to ty.

Minęły trzy miesiące, odkąd Nick pchnął mnie nożem, wziąwszy mnie za sajonitkę. Złapałam go za rękę i ścisnęłam ją pokrzepiająco.

– To była walka – powiedziałam. – Nie obwiniam cię.

Skrzywił się.

– Naprawdę bolało, co?

– Tak, ale byłam pod wrażeniem twojej precyzji. – Sięgnęłam po kromkę chrupkiego chleba. – Oko Sajonu wciąż milczy na nasz temat.

– Ani pary z gęby – potwierdził.

My też siedzieliśmy cicho jak myszy pod miotłą. Wory pod jego oczami zdradzały niedostatki snu. Zastanawianie się, czekanie… Jadłam wolno, wyglądając przez okno. Jeżeli pozostali przeżyli, myślę, że też niespokojnie śpią. Nawet jeśli znaleźli dość grosza, by zafundować sobie nocleg, strażnicy pewnie szukają ich po noclegowniach.

Skoro mam ich wszystkich znaleźć, muszę na nowo przyzwyczaić się do światła dziennego. Zbyt niebezpiecznie było wypuszczać się na miasto po zmroku, gdy patrolowała je Nocna Dywizja. Jeśli któryś strażnik wyłapie moją aurę, drugiej szansy nie dostanę.

– Masz, dla ciebie. – Nick położył na stole komórkę na kartę. – Jeśli będziesz chciała skontaktować się z Jaxonem, to zmieniliśmy budkę. Numer masz wpisany.

– Twój też?

– Tak. Czy Sajon zabrał ci tamten telefon, z którego zadzwoniłaś po pomoc?

– Tak. Naczelnik mi powiedział.

– Naczelnik… – powtórzył Nick. – To ten, który poszedł z nami na stację.

– Tak.

– Jesteś gotowa do rozmowy na ten temat?

Nick nie próbował ciągnąć mnie za język, ale, jak wszyscy, widział, co zaszło w Oksfordzie, i zżerała go ciekawość.

– Chciałabym o tym porozmawiać, tylko boję się, że mi nie uwierzysz.

– Widziałem w tym mieście rzeczy, których nie umiem objąć rozumem. Cokolwiek mi powiesz, uwierzę ci.

– Dobrze. – Wypuściłam powietrze z płuc. – Daj mi się zastanowić, jak ci to najlepiej wytłumaczyć.

– Nie spiesz się.

Posmarowałam chleb masłem.

– Jak tam w pracy?

– Dzień jak co dzień. – Przez chwilę żadne z nas nic nie mówiło. Nick potarł zarośnięty podbródek. Nerwowy nawyk. – Wziąłem chorobowe, żeby pojechać do Oksfordu. Jeśli ktoś się domyślił…

– Już byś wisiał na Lychgate – dokończyłam. – Przez cały czas miałeś maskę na twarzy. Gdybyś nie wrócił, ktoś mógłby zacząć coś podejrzewać, ale wróciłeś.

– Prawda. – Patrzył na mnie, gdy zerknęłam przez okno. – Co myślisz?

Raptem znowu odechciało mi się jeść.

– W Tower straciliśmy wielu ludzi – powiedziałam. – A ja powiedziałam im, że zabiorę ich do domu.

– Paige, jeśli będziesz tak o tym myśleć, zwariujesz. – Nie odpowiedziałam. Klęknął przy moim krześle. – Kochana, spójrz na mnie – rzekł przyciszonym tonem. – Nie ponosisz winy za nic z tego, co się tam wydarzyło. Sajon cię nam odebrał. Zrobiłaś, co musiałaś, by przeżyć. – Objął mnie. – Jeśli żyją, to ich znajdziemy. Obiecuję ci to.

Trwaliśmy tak jakiś czas. Oparłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy.

– Przykro mi, że nie udało nam się zabrać stamtąd wszystkich twoich przyjaciół – powiedział.

Kiwnęłam głową.

Naczelnik musiał zdawać sobie sprawę, że być może wysyła nas wszystkich na śmierć. Mieliśmy świadomość ryzyka, ale wiedzieli też, że innej drogi nie ma. Dwusetnica dała nam jedną jedyną szansę i oboje postanowiliśmy ją wykorzystać.

Gdy skończyliśmy jeść, Nick zgarnął resztki. Rozległo się pukanie do drzwi. Znowu odruchowo sięgnęłam po broń, ale Nick powstrzymał mnie uniesieniem ręki.

– W porządku. – Otworzył drzwi. – Zaprosiłem tu przyjaciółkę.

W drzwiach stała znajoma postać.

Eliza weszła do środka i popędziła prosto na mnie z taką miną, jakby chciała strzelić mnie w twarz. Zamiast tego porwała mnie w ramiona.

– Ty idiotko jedna – powiedziała głosem drżącym od gniewu. – Głupia jesteś czy co? Po cholerę jechałaś metrem po nocy?

– Zaryzykowałam. – Poklepałam ją po plecach. – Wiem, głupio zrobiłam.

– Przynajmniej się do tego przyznajesz. Dlaczego nie zaczekałaś na Nicka, żeby cię zawiózł? – naciskała. – Myśleliśmy, że Hector sprzedał ci kosę albo że Sajon cię…

– Dorwali mnie. Ale nic mi nie jest.

Nick zdjął ją ze mnie.

– Ostrożnie. Jej sińce mają sińce. – Zaprowadził ją do kanapy naprzeciwko. – Paige, uznałem, że twoją opowieść musi usłyszeć więcej niż jedna osoba. Potrzebujemy tylu sojuszników, ilu tylko uda się znaleźć.

– Masz sojuszników – powiedziała zaaferowana Eliza. – Jax odchodzi od zmysłów, tak się o ciebie martwi.

– Doprawdy? – prychnęłam.

– Tak. Od kilku dni nic tylko siedzi w swoim pokoju i pali jak komin. Dlaczego pomieszkujesz w noclegowni, skoro masz dom?

– Eliza, on się nie martwi, on jest wściekły – wyprowadziłam ją z błędu. – A ja już nie jestem członkinią Pieczęci.

– Tak powiedział mi Zeke, ale ja w to nie wierzę.

– Lepiej uwierz.

Wybałuszyła oczy, zerknęła na Nicka i z powrotem na mnie.

– Ale przecież Jaxon cię uwolnił. Niby dlaczego miałabyś od nas odejść?

Zacisnęłam szczęki. Nick zajął miejsce obok mnie.

– Paige – zaczął taktownie – jeśli czujesz się na siłach, powiedz nam, proszę, co się dokładnie stało.

Potrzebowałam chwili, by w końcu kiwnąć głową.

– Skoczę po coś do picia. – Eliza złagodniała. – Zimno tu jak w psiarni.

Zeszła na dół. Nick zasunął zasłony, a ja włączyłam telewizor.

– Ona nigdy tego nie zrozumie – powiedziałam. – Jest zapatrzona w Jaxa.

Nick milczał.

– Liczba strażników w pierwszej kohorcie ma się podwoić w ciągu kilku następnych tygodni w związku z instalacją drugiego prototypu skanera tarczy czuciowej, jedynej technologii wykrywania odmienności, zaplanowaną jeszcze przed grudniem – relacjonowała Scarlett Burnish. – Mieszkańcy powinni się spodziewać częstszych wyrywkowych kontroli w metrze, autobusach i autoryzowanych taksówkach Sajonu. Kto nie ma nic do ukrycia, ten nie ma się czego bać. A teraz pogoda na nadchodzący…

– Próbują nas znaleźć – powiedziałam. – Nie łapię, czemu nic nie mówią.

– Może to nie dlatego rekrutują strażników. Zawsze w okolicach Święta Listopadowego zwiększają ochronę. W dodatku zapraszają przecież Wielkiego Inkwizytora Paryża.

– Aloïs Mynatt zjawił się na Dwusetnicy. Jeśli nie żyje, to śmiem wątpić, by Ménard był w nastroju do świętowania. – Wbiłam wzrok w ekran. – Tarcza czuciowa wszystko zmieni. Czy Eteryczne Stowarzyszenie ma w związku z nią jakieś plany?

– Jeśli ma, to nic mi o tym nie wiadomo.

– Hector po prostu nie wie, co zrobić. Zresztą nikt nie wie.

– Dani słyszała, że prototyp jest wadliwy. Będą potrzebowali czasu, żeby go dostroić.

– Ten czas szybko minie i wtedy będziemy mieli przechlapane.

Po kilku minutach Eliza wróciła z kawiarni. Siedzieliśmy w półmroku, sącząc z kubków kremowy salep.

– Zanim opowiem swoją historię, ty opowiedz mi swoją – zaczęłam. – Jak dostaliście się do Oksfordu?

Nick potarł czoło. Chyba brała go migrena.

– Tej nocy, gdy zadzwoniłaś po pomoc, chciałem do ciebie biec – wydusił w końcu – ale Jaxon bał się, że mnie też aresztują. Powiedział, że kazał ci uciekać w stronę Tamizy. Rano Eliza szukała cię w tej okolicy.

– Nie doszłam tak daleko – powiedziałam.

Nick pokiwał głową.

– Mieliśmy nadzieję, że gdzieś się zaszyjesz. Po kilku dniach postanowiłem spytać o ciebie Colina, ale twój ojciec przestał przychodzić do pracy. Wtedy domyśliłem się, że coś jest nie tak.

Zamknęłam oczy.

– Jaxon kazał cię szukać – podjął. – Hector odmówił pomocy, ale kilkoro mim-lordów i mim-królowych obiecało mieć oczy szeroko otwarte, a Maria rozesłała kurierów, by pilnowali Lychgate. Po miesiącu musieliśmy założyć, że zostałaś aresztowana przez Sajon. Nie było żadnych żądań okupu ani żadnych dowodów na to, że zostałaś zabita.

– Zapłaciliśmy nawet kilku wróżbitom i augurom – dodała Eliza – ale mówili zagadkami: że nie jesteś panią własnego losu, że jesteś wśród olbrzymów. Sama rozumiesz, czemu tak denerwują Jaxa.

Musiałam zdusić dreszcz.

– Nie mogliśmy też znaleźć żadnej informacji o twoim aresztowaniu – podjął Nick – ale Jaxon doszedł do wniosku, że nie żyjesz. Próbował przejść nad tym do porządku dziennego, kontynuować działalność.

– Wtedy nawiązał kontakt z Antoinette Carter – powiedziałam.

– Tak. – Umilkł na chwilę. – Skąd Sajon wiedział, że mamy się z nią spotkać? I skąd wiedział, gdzie to nastąpi?

– Sajon potrafi korzystać z Zaświatów. To one was zdradziły. To było ryzykowne, spotkać się z nią na mieście.

– Jaxon nie wiedział, czy może jej ufać. Chciał zobaczyć się z nią na swoim terenie, ale nie w melinie – powiedziała Eliza. – Rozstawił widzów na Trafalgar Square. To dzięki temu tak szybko uciekliśmy, kiedy zaatakował Sajon.

– Właśnie – dodał Nick – ale kilka osób aresztowano zamiast ciebie. – Przeniósł wzrok na mnie. – Tej nocy powiedziałaś mi, gdzie jesteś. Wreszcie wiedzieliśmy, gdzie cię szukać.

– Jaxon, gdy tylko się dowiedział, że żyjesz, wszystkie wysiłki skupił na wydostaniu cię z więzienia – powiedziała Eliza, wpatrując się we mnie znacząco.

W to akurat wierzyłam. Gdyby stracił swoją bezcenną śniącą wędrowczynię, wpadłby we wściekłość, a co gorsza – byłoby to dla niego szczególnie dotkliwe upokorzenie. Mimo to nie spodziewałam się, że tyle zaryzykuje, by mnie uratować. Na tego rodzaju poświęcenie człowiek zdobywał się tylko dla innych ludzi, a nie dla przedmiotów, które posiada.

– Nie bardzo wiedzieliśmy, jak się dowiedzieć, co się właściwie dzieje w tym Oksfordzie – mówił dalej Nick. – To Jaxon natrafił na plotkę o tunelu pod Whitehall. Dani poszła tym tropem i znalazła dokumentację z prac konserwacyjnych. Tylko specjalna grupa inżynierów może zapuszczać się do tego tunelu, który łączy się z Banqueting House.

To zabytkowa budowla, niegdysiejsza siedziba kilku Wielkich Inkwizytorów Anglii. Sajon zmienił ją w muzeum.

– Dani znalazła wejście – kontynuował Nick – oraz czekający tam pociąg do Whitehall. Dotarła do informacji, że rusza pierwszego września rano. Postanowiliśmy zaryzykować i przeprowadzić małą infiltrację.

– Nawet Jaxon – zaznaczyła Eliza. – To ja zostałam w mieście, by robić za kierowczynię.

– To rzeczywiście niepodobne do Jaxa, że sam zakasał rękawy – przyznałam.

– On się o nas troszczy, Paige. Zrobiłby wszystko dla naszego bezpieczeństwa. A zwłaszcza dla twojego.

Eliza świata nie widziała poza Jaxonem. Jeszcze kilka miesięcy temu byłam taka sama. A potem spędziłam pół roku daleko od naszego pracodawcy i zbratałam się z ludźmi, którymi gardził, dzięki czemu zrozumiałam w końcu, kim naprawdę jest. Jaxon potrafił okazywać życzliwość, ale nie był życzliwym człowiekiem. Potrafił udawać, że się o kogoś troszczy, ale nigdy nie troszczył się naprawdę o nikogo poza samym sobą.

Potrzebowałam lat, by otworzyć oczy i to zobaczyć.

– Czyli to Dani jest bohaterką – podsumowałam.

– Była po prostu wspaniała – zgodził się Nick. – Pod koniec sierpnia zabrała nas wszystkich do podziemi, skąd startuje linia Pentad, i tam dostaliśmy się do pociągu. Zanim wsiedli do niego sajońscy emisariusze, schowaliśmy się w przedziale towarowym.

– Wyście poszaleli. – Pokręciłam głową. – A jak wysiedliście z pociągu, po tym jak dotarliście do stacji?

– Poczekaliśmy, aż wszyscy pójdą. Ktoś zamknął peron na głucho, ale znaleźliśmy właz serwisowy i wyszliśmy nim na ulicę. Z podsłuchanych rozmów emisariuszy wynikało, że szykuje się jakaś impreza, śledziliśmy ich więc z pewnej odległości i obejrzeliśmy budynek.

– Musieliśmy cię odzyskać, Paige – powiedziała Eliza. – Jax był gotowy na wszystko.

– Jax nie jest głupi – mruknęłam – a głupotą jest wsadzenie zbieraniny przestępców do jakiegoś tajemniczego pociągu, który jedzie nie wiadomo dokąd.

– No cóż… może po prostu znudziło mu się siedzenie w melinie.

– Jesteś już bezpieczna, więc ryzyko się opłaciło. – Nick nachylił się bliżej. – Teraz twoja kolej.

Zawahałam się.

– To długa opowieść.

– Zacznij od tej nocy, kiedy zostałaś porwana – podsunęła Eliza.

– Tylko że ona zaczyna się znacznie wcześniej. Dwieście lat wcześniej.

Popatrzyli po sobie.

Opowiedziałam im o tamtej nocy, kiedy wreszcie odblokowałam swój dar i zabiłam duchem dwóch podstrażników. O aresztowaniu przez Sajon i o tym, jak kilka dni później zostałam przeniesiona do zaginionego miasta.

A potem całą resztę.

Mówiłam o Refaitach – nieśmiertelnych istotach podobnych do ludzi, które przybyły na Ziemię z Międzyświatów. O tym, jak ich ojczysta kraina popadła w ruinę po naruszeniu eterycznej granicy, gdy ziemskie duchy przedarły zasłony między światami. Jak Refy znalazły się w Oksfordzie i stworzyły Sajon.

– Paige… – powiedziała wolno Eliza. – Nie chcę zabrzmieć, jakbym nie traktowała cię poważnie, ale…

– Mówię prawdę, Elizo.

– Widziałem ich, jak my wszyscy – powiedział Nick. – Spytaj kogo chcesz.

Eliza miała taki wyraz twarzy, jakby nie potrafiła zdecydować, czy ma się złościć, martwić czy tylko zaciekawić.

– No dobrze – powiedziała, z trudem dobierając słowa. – Kim oni są, te Refy?

– Są podobni do ludzi, ale mają jakby metaliczną skórę – wyjaśniłam. – Są wysocy i mają żółtawe oczy, chyba że akurat żywią się aurą.

– Słucham?

– Karmią się naszymi aurami. Dlatego Sajon poluje na widzów. Potrzebują nas też, byśmy walczyli z Emmitami.

– Z kim?

– Najechali Międzyświaty i zmusili Refów, by ci przenieśli się na Ziemię. Nazywamy ich szerszeniami. Pożerają ludzkie mięso i duchy.

Nie sądziłam, że Nick może być jeszcze bledszy, a jednak dał radę.

– To jakiś absurd – powiedziała stanowczo Eliza. – Paige, nie żartuj sobie.

– Posłuchaj mnie, ja wiem, że to brzmi jak jakieś wariactwo, ale czy ty naprawdę myślisz, że sprzedawałabym ci opowieść z mchu i paproci, spodziewając się, że ot tak w nią uwierzysz?

– Uważam, że nas wkręcasz. Albo napaliłaś się astra.

– Dasz mi skończyć?

Eliza długo wypuszczała powietrze z płuc. Uznałam to za niechętną, ale jednak zgodę.

Wtedy opowiedziałam im o pakcie Refów z wiktoriańskim rządem, na mocy którego powstał Sajon. O garnizonie w Oksfordzie, który ma bronić cytadeli przed Emmitami.

O Czasie Żniw, codziesięcioletnim okresie naboru zarówno widzów, jak i ślepców, których oddaje się we władzę Refów. I o ich przywódczyni, Nashirze Sargas, która zapragnęła zawładnąć moim darem. Opowiedziałam, jak oddano mnie pod opiekę jej małżonka, Arcturusa Mesarthima, znanego też jako Naczelnik.

Pokrótce nakreśliłam im hierarchię panującą w Oksfordzie. Najpierw wspomniałam o czerwonych, którzy byli strażnikami i żołnierzami, potem o cyrkowcach, skazanych na życie w slumsach, którzy zapewniali rozrywkę oraz pożywkę dla Refów, a także o ślepcach trzymanych w celach, chyba że akurat z rozkazu zaharowywali się na śmierć. Opowiedziałam im, jak Refy znęcają się nad ludźmi i karmią nimi, wyrzucając ich na bruk, jeśli nie zdadzą egzaminów.

W którejś chwili spostrzegłam, że nasze napoje wystygły.

Zrelacjonowałam im swój pierwszy egzamin oraz treningi z Naczelnikiem w Port Meadow. Potem mówiłam o Szubienicznym Lesie, o Julianie, Sebie i Liss. W końcu o tym, jak Refy odkryły planowane przez Jaxona spotkanie z Antoinette Carter.

– Nashira podejrzewała, że jestem Bladą Śniącą – wyjaśniłam. – Chciała, żebym złapała Jaxona.

Nick zmarszczył brwi.

– Czemu Refy tak się nim interesują?

– Tego wciąż nie wiem.

– Ale nie wydałaś go – powiedziała Eliza.

– Jasne, że nie. Robiłam za to, co mogłam, by skrewić zadanie. Wtedy Nashira wiedziała już, co się święci. Ale w tym samym momencie zorientowałam się, że Naczelnik od początku był po mojej stronie.

Ścisnęło mnie w gardle, ale opowiedziałam historię do końca. Pominęłam tylko swoją relację z Naczelnikiem. Z mocno skróconej charakterystyki wyłaniał się małomówny mężczyzna, który raptem postanowił mi pomóc.

– A więc sprzeniewierzył się własnej małżonce – podsumowała Eliza.

– Nigdy nie chciał być jej mężem – dopowiedziałam. – Są między Refami jakieś stare zaszłości, o których nic nie wiem. Zakładam, że Naczelnik optował za pokojem. Dwadzieścia lat temu usiłował uwolnić ludzi z więzienia, ale jeden z nich zdradził. Dlatego z początku mi nie ufał, ale i tak trenował mnie do walki z Nashirą.

Kiedy skończyłam, dochodziła północ. Seans piętro wyżej dawno dobiegł końca.

– Uciekłaś z Oksfordu – odezwał się Nick. – To znaczy, że ich sekret jest zagrożony.

Potwierdziłam skinieniem.

– Muszą pozabijać wszystkich, którzy mogą go zdradzić.

– A potem co, kolejny Czas Żniw?

– Zakładam, że tak. We Francji już budują Szeol II.

– Czy Naczelnik i jego sprzymierzeńcy zdołają to zatrzymać?

– Zostali w Oksfordzie, by o niego walczyć. Jeśli im się powiedzie, niewykluczone.

Nick wzrokiem badał moją twarz.

– Czy możemy być pewni, że on rzeczywiście jest po naszej stronie?

Skrzywiłam się.

– No raczej. Pomógł mi przecież. Wypuścił nas.

– Użył cię też jako broni, by wyrównać swoje osobiste rachunki. Wielokrotnie ryzykował twoim życiem. Paige, czy tak zachowuje się sojusznik?

Uciekłam wzrokiem.

W ciepłej i mrocznej Magdalenie łatwo było zapomnieć o zawiłości stosunków łączących mnie z Naczelnikiem. Mówiłam sobie, że robił wszystko, co w jego mocy, ale rozumiałam, skąd biorą się wątpliwości Nicka.

– Możliwe, że już go nigdy nie zobaczę – odparłam cicho. – To teraz nieważne.

Nie mogłam im powiedzieć o pocałunku. Uznaliby, że zryło mi beret. Nie byłam nawet pewna, czy zdołałabym wytłumaczyć to samej sobie, a co dopiero komuś innemu.

– Dziękuję, że powiedziałaś nam to wszystko – rzekł Nick. – To wielkie szczęście, że wróciłaś do nas w jednym kawałku.

– Jest w jednym kawałku dzięki Jaxonowi – powiedziała Eliza. – Paige, wrócisz do Siedmiu Tarcz, prawda?

– Odeszłam – przypomniałam jej.

– Jax przyjmie cię z powrotem.

– Nazwałam go farbowanym lisem i kazałam mu się pierdolić. On mi tego nie daruje.

– W końcu odblokowałaś swój dar, jak zawsze chciał. Wybaczy ci – przekonywała Eliza błagalnym tonem. – Proszę. Siedem Tarcz to dla nas najbezpieczniejsze miejsce.

– On nas wykorzystuje! – warknęłam, aż poderwała się z krzesła. – Owszem, może i mi daruje, ale ile czasu minie, nim znowu coś przestanie mu pasować? A jak przygasnę, co wtedy? Po co mu taki klejnot w koronie?

– Jesteś niewdzięczna.

– Nie słyszałaś, jak on do mnie mówił w Oksfordzie.

– Był zdenerwowany! Czy ty zdajesz sobie w ogóle sprawę, że wszyscy ledwo uszliście z życiem?

– Jax chciał, bym zostawiła na śmierć pozostałych więźniów.

– By chronić nas. By zwiększyć twoje szanse na przeżycie.

– Czy ty chcesz powiedzieć, Eliza, że powinnam była go posłuchać?

– Jesteśmy przestępcami. Bronimy swoich – wydusiła napiętym głosem. – Od kiedy taka z ciebie moralizatorka?

– Odkąd musiałam opowiedzieć się po którejś ze stron.

– Nie czas teraz na to. – Nick utkwił we mnie wzrok. – Musimy zabrać cię z Londynu. Za dużo tu kamer i strażników. Jeśli Sajon znowu cię dorwie…

– Nigdzie nie idę. Bo niby dokąd?

– Moglibyśmy wyekspediować cię z powrotem do Irlandii.

– Kiedy ja nic nie zrobię z Irlandii, Nick. Zresztą wyjechałam stamtąd, gdy miałam osiem lat. Każdy, kogo tam znałam, równie dobrze może już nie żyć – odpowiedziałam oschle. – Potrzebny nam dobry plan.

Eliza zamrugała.

– Nie rozumiem?

Nick posłał jej zdezorientowane spojrzenie.

– Elizo, trzeba coś przedsięwziąć w sprawie Refaitów. Nie możemy pozwolić, żeby dalej urządzali te swoje żniwa.

– Ale Paige jest już bezpieczna. Już po wszystkim – argumentowała Eliza. – Czemu nie mielibyśmy po prostu wrócić do pracy?

Wwierciłam się w nią spojrzeniem.

– Że co?

– Sama powiedziałaś, że Szeol II jest we Francji. Wystarczy, że nie będziemy się wychylać, a nigdy nie…

– Eliza, czy ty rozumiesz, co ja do ciebie mówię? To Refaici stworzyli Sajon. Nashira szukała Jaxona, a teraz będzie szukać mnie. – Czułam, że kończy mi się cierpliwość. – Musimy zjednoczyć syndykat przed uruchomieniem tarczy czuciowej.

– Niby po co?

– Żeby zorganizować kontratak.

Eliza westchnęła.

– Paige, zlituj się. Eteryczne Stowarzyszenie nigdy się na to nie zgodzi.

– Poproszę o spotkanie z Hectorem.

– I myślisz, że ot tak ci uwierzy?

– Ty mi wierzysz, no nie? – Gdy zmienił się wyraz jej twarzy, aż wstałam z krzesła. – Pytam o coś.

– Nie widziałam nic z tego na własne oczy – pisnęła. – Mówiłaś, że szprycowali cię fluxem, to wszystko brzmi jakoś…

– Eliza, dość – wciął się Nick. – Ja też tam byłem.

– Nie miałam halunów przez pół roku – wysyczałam.

– Ja nie to chcę powiedzieć, Paige. Po prostu… – Potarła powieki. – Siedziałaś w Oksfordzie, co do tego nie mam wątpliwości. Ale może przydarzyło ci się tam coś okropnego, co musiałaś wyprzeć, a tę historyjkę opowiedziałaś sobie sama, żeby zapełnić dziurę. Słyszałam, że takie rzeczy się zdarzają…

– Wyjdź.

Wzdrygnęła się.

Przez te wszystkie lata w jednym gangu ani razu nie wzięłyśmy się z Elizą za łby. Była mi przyjaciółką, być może kimś, kto najbardziej ze wszystkich bliskich mi osób przypominał siostrę.

Bardzo długo nikt nic nie mówił. Eliza podniosła swój szal. Była wstrząśnięta.

– Jaxowi powiem, że niedługo wrócisz – rzekła. – Mam nadzieję, że powiem prawdę. Nie przetrwasz długo bez gangu, Paige. Dobrze to wiesz.

Zamknęła za sobą drzwi. Odczekałam, aż ucichną jej kroki na korytarzu, a potem wybuchłam:

– Uszom nie wierzę! Czy ona w ogóle myśli? Nie wie, co się stanie z syndykatem, gdy Sajon ukończy tarczę?

– Nie dopuszcza do siebie faktów. – Nick westchnął ciężko. – Eliza zna tylko podziemie. Została porzucona na ulicy. Gdy los zetknął ją z Jaxonem, ten od razu poznał się na jej talencie. Dał jej drogie farby, bezpieczne miejsce do spania i muzy, o jakich nie mogła dotąd nawet marzyć. Gdy po raz pierwszy pojawiła się w melinie, była tym wszystkim tak przytłoczona, że się rozpłakała. Ona tylko chce, żebyśmy wszyscy dalej trzymali się razem.

– Gdyby aresztowali ją jutro, Jaxon w jeden dzień skołowałby kogoś na jej miejsce. W ogóle go nie obchodzimy. Obchodzą go tylko nasze dary! – Zamilkłam, by złapać oddech. – Nick, ja wiem, że to straszne. Ale nie możemy siąść na tyłkach i nic nie robić.

Pogrążył się w myślach.

– Refy wiedzą, że syndykat jest dla nich zagrożeniem – podjęłam. – To potwór, którego sami niechcący stworzyli i którego nie mogą kontrolować. Mamy pod sobą setki, tysiące jasnowidzów. Gdybyśmy zorganizowali się i stanęli ramię w ramię, zamiast kryć się po kątach i wzajemnie zabijać, mielibyśmy jakieś szanse w walce z Sajonem.

– Paige, to jest organizacja przestępcza. Mało który złodziej myśli o ratowaniu świata.

– Jeśli nikt nie przeszkodzi Nashirze, świat, jaki znamy, przestanie istnieć. Ona się nie zatrzyma, dopóki Sajon nie rozprzestrzeni się na całą kulę ziemską. Muszę spotkać się ze Stowarzyszeniem.

– Jak? Hector nie zwołał spotkania od… – Umilkł na moment. – Hector nigdy nie zwołał spotkania.

– Mogłabym poprosić, żeby to zrobił.

– Doprawdy?

– Każda mim-królowa, mim-lord i faworyt lub faworyta może wysłać zawiadomienie do Zwierzchnika. Wówczas jego obowiązkiem jest zwołać Stowarzyszenie. Jeśli napiszę list, dostarczysz go do Klubu Spirytualistycznego?

– Czemu akurat tam?

– Bo skrzynka Hectora na pewno jest pełna. Klub wyśle gońca, by dostarczył wiadomość osobiście.

– Jaxon się wścieknie, jak się dowie.

– Nie odpowiadam już przed Jaxonem.

– Twoja władza zależy od twojej pozycji jako jego faworyty – przypomniał mi Nick. – Eliza ma sporo racji. Potrzebujesz gangu, inaczej syndykat cię wydali.

– Muszę to zrobić i już.

– A właśnie, że nie. Wiele przeszłaś, a twoja pozycja jest niepewna. Jeśli wyślesz to zawiadomienie, Hector cię wyśmieje.

– Nie boję się Hectora. Wiemy już, że są gorsi od niego.

– Nawet jeśli on ci uwierzy, to się nie wydarzy z dnia na dzień. Stajesz przeciwko dekadom tradycji i korupcji. Kto się wychyla z okopu…

– Ten może dostać kulkę. Zdaję sobie z tego sprawę. – Skrzyżowałam ramiona na piersi. – Refy też muszą jeść, a ich spiżarnia od niedawna świeci pustkami. Prędzej czy później przyjdą po nas. Nie wiem, czy zdołamy ich pokonać, ale ja nie mam zamiaru leżeć i pachnieć, podczas gdy Sajon będzie decydował, jak ma wyglądać moje życie. Po prostu nie mogę, Nick.

Cisza.

– Ja też nie mogę – powiedział wreszcie mój najlepszy przyjaciel.

The Mime Order. Author’s Preferred Text

Copyright © Samantha Shannon-Jones 2015, 2024

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2026

Copyright © for the translation by Maciej Pawlak 2026

Redakcja – Magdalena Stonawska

Korekta – Jagoda Kubiesza, Anna Strożek

Projekt typograficzny i skład – Aleksandra Niedziółka

Okładka – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Author photograph © Louise Haywood-Schiefer

Illustration © Ivan Belikov

Art direction by David Mann

Design by Carmen R. Balit

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek

inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana

elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu

bez pisemnej zgody wydawcy.

Drogi Czytelniku,

niniejsza książka jest owocem pracy m.in. autora, zespołu redakcyjnego i grafików.

Prosimy, abyś uszanował ich zaangażowanie, wysiłek i czas. Nie udostępniaj jej innym, również w postaci e-booka, a cytując fragmenty, nie zmieniaj ich treści. Podawaj źródło ich pochodzenia oraz, w wypadku książek obcych, także nazwisko tłumacza.

Dziękujemy!

Ekipa Wydawnictwa SQN

Wydanie V, Kraków 2026

ISBN (mobi): 9788384061077

ISBN (epub): 9788384061084

Wydawnictwo SQN pragnie podziękować wszystkim, którzy wnieśli swój czas, energię i zaangażowanie w przygotowanie niniejszej książki:

Produkcja: Kamil Misiek, Joanna Pelc, Joanna Mika, Grzegorz Krzymianowski, Natalia Patorska, Katarzyna Kotynia

Design i grafika: Paweł Szczepanik, Marcin Karaś, Julia Siuda, Zuzanna Pieczyńska

Promocja: Aleksandra Parzyszek, Piotr Stokłosa, Łukasz Szreniawa, Małgorzata Folwarska, Marta Sobczyk-Ziębińska, Natalia Nowak, Magdalena Ignaciuk-Rakowska, Martyna Całusińska, Aleksandra Doligalska

Sprzedaż: Tomasz Nowiński, Małgorzata Pokrywka, Patrycja Talaga

E-commercei IT: Tomasz Wójcik, Szymon Hagno, Marta Tabiś, Marcin Mendelski, Jan Maślanka, Anna Rasiewicz

Administracja: Monika Czekaj, Anna Bosowiec

finanse: Karolina Żak

Zarząd: Przemysław Romański, Łukasz Kuśnierz, Michał Rędziak

www.wsqn.pl

www.sqnstore.pl

www.labotiga.pl