Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Oto Opowieść wigilijna ukazana z perspektywy tych, którzy władają krainą zmarłych: Przeszłości, Teraźniejszości oraz Przyszłości.
Eleonora jest Duchem Przeszłości, ale nie czuje się dobrze w tej roli.Szczególnie gdy zagubiona dusza o imieniu Jacob nakazuje, by ocaliła jej zgryźliwego wspólnika przed zagrażającym mu tajemniczym prześladowcą. Jeśli Przeszłość tego nie zrobi, zjawa wyjawi światu jej bolesny sekret.
Dziewczyna ma świadomość, że nie powinna ingerować w bieg czasu. Czy zgodzi się pomóc szantażyście? Aby ocalić śmiertelnika, musi sprzymierzyć się z Teraźniejszością oraz – skrywającą wiele tajemnic – Przyszłością.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 256
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Pogrzeb w Boże Narodzenie miał w sobie zarówno piękno, jak i coś boleśnie niepokojącego. Płatki śniegu opadały powoli na trumnę spoczywającą w głębokim dole, nad którym pochylały się ponure sylwetki żałobników w ciemnych, przemoczonych okryciach.
Z pobliskiego miasta dolatywał stłumiony dźwięk dzwonów kościelnych, mieszający się ze skrzypieniem śniegu pod butami, pomrukami cichych rozmów i płaczem kobiet.
Czarny płaszcz mężczyzny stojącego z dala od żałobnego zgiełku powiewał lekko, targany wiatrem. Zsunięty na tył głowy kaptur odsłaniał srebrzyste, pokryte białym puchem włosy, które pod wpływem wilgoci straciły swój dotychczasowy kształt. Twarz pozostała niewzruszona, blada niczym marmurowy posąg. W zaciśniętej dłoni mężczyzny spoczywał elegancki kieszonkowy zegarek.
Kapłan odsunął się od grobu i otworzył usta, gotowy rozpocząć mowę żałobną.
– Pragniemy dziś godnie pożegnać…
Mężczyzna nie słuchał dalej – w tym samym momencie dotarł do niego bowiem cichy odgłos skrzypiec. Ich dźwięk narastał stopniowo. Melodia zaczynała się łagodnym crescendo, by po chwili przejść w forte, które przeszyło powietrze niczym ostatni krzyk zmarłego.
Odwrócił się i wtedy ją zobaczył.
Stała nieco z boku, pośród nagrobków. Jej głęboko karmazynowa, oprószona śniegiem peleryna tańczyła na wietrze. Długie, ciemne włosy wymykały się spod kaptura, kontrastując z alabastrową cerą. Drobne palce sunęły po strunach skrzypiec z taką precyzją, jakby od tego zależało zbawienie świata. Dłoń trzymająca smyczek była pokryta bladymi bliznami.
Nie widział jej twarzy, lecz dźwięki muzyki mówiły więcej niż tysiąc spojrzeń. W jednej chwili zapomniał o zimnie, śmierci i o dziewczynce, wraz z którą do grobu złożono wszystkie lata, których nie zdążyła przeżyć.
Przyszłość wpatrywała się w Przeszłość i doprawdy – nie potrafiła odwrócić wzroku.
Pozwól, że opowiem Ci baśń o czasie,
co w Boże Narodzenie stworzył pętlę.
O zagubionych duszach i o tych, którzy mogą nieść ukojenie, choć sami go nie zaznali.
Eleonora przemierzała ulice Londynu, próbując opanować oddech. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia – kolędnicy śpiewali pieśni, a przechodnie pozdrawiali się uśmiechami i uprzejmymi skinieniami głów. Niestety ten jakże piękny obraz miasta przesycony był również cierpieniem, które kryło się w mrocznych zaułkach.
Wystarczyło, by wzrok kobiety powędrował ku ciemniejszym uliczkom, gdzie biedne dzieci próbowały ogrzać się resztkami starych tkanin. Pragnęła do nich podejść, odmienić ich los, lecz nie mogła. Tak samo jak nie potrafiła zmienić tych, którzy przemierzali spowite cieniem zaułki, siejąc spustoszenie i strach.
A jednak tu jesteś, czyż nie? Cóż ci szkodzi, by po raz kolejny złamać zasady?, szepnął w jej myślach cichy, kuszący głos. Wciągnęła głęboko powietrze nosem i wypuściła je ustami. Dreszcz przebiegł po jej ciele, a na jasnej skórze pojawiła się gęsia skórka. Serce zabiło gwałtowniej.
Dotarła do budynku, który w odróżnieniu od innych sklepików nie był świątecznie udekorowany. Brakowało zielonych gałązek ostrokrzewu, błyszczących świec i bogato zdobionych girland, które roztaczałyby aurę Bożego Narodzenia. Tak, ten przybytek zdawał się opierać magii świąt.
Nagle z wnętrza wybiegł rudowłosy mężczyzna, najwyżej trzydziestopięcioletni. Ciekło mu z nosa, przez co kobieta lekko się skrzywiła. Jego długi, źle zawiązany szalik ciągnął się po mokrym od śniegu bruku.
– T-tak jest, panie! N-nie zawiodę pana! – zawołał i nie dostrzegłszy Eleonory, pobiegł w pośpiechu dalej.
Młoda kobieta przekroczyła próg kantoru. Wnętrze było chłodne, ciemne i ponure. Na biurku piętrzyły się stosy rachunków, a w powietrzu unosił się zapach kurzu, przez który miała ochotę kichnąć. W kominku dogasał płomień, rzucając już tylko nikłe światło tańczące po ścianach.
Była jedyną klientką.
Kiedy ujrzała Edwarda Redgrave’a, stojącego po drugiej stronie blatu, poczuła suchość w ustach. Powinna podejść i przemówić, lecz nie wiedziała, od czego zacząć. Co mogłaby powiedzieć? Prawdę?
Parsknęła w duchu.
Biedaczek, mimo że zgarbiony i posępny, pewnie by się wystraszył.
Tymczasem ona w obliczu stresu potrafiła palnąć największe głupstwo. Taką już miała naturę. Gdyby tak się stało teraz, pan Redgrave z pewnością uznałby ją za obłąkaną. Nie mogła na to pozwolić. Musiała się do niego zbliżyć. Wykorzystać swoją największą broń – słodki uśmiech i dołeczki w policzkach.
– Dzień dobry, proszę pana – odezwała się cicho.
Starzec nie zareagował. Odchrząknęła więc i podeszła bliżej.
– Dzień dobry! – powiedziała głośniej, siląc się na uprzejmy ton.
Edward zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów. Wiedziała, co sobie pomyślał. Nie brał jej za zagrożenie ani za nikogo interesującego. Miała na sobie grubą suknię z ciężkiego materiału, a na ramiona zarzuciła brązowy płaszcz. Strój skromny, pozbawiony przepychu. Dłonie zakryła czarnymi skórzanymi rękawiczkami. Jej okrągła buzia była ładna, ale nie zjawiskowa. Długie brązowe włosy spięła w kok, który pod wpływem zimowej aury przeobraził się w gniazdo. Nie nosiła żadnej biżuterii. Podsumowując – nie sprawiała wrażenia klientki, na której można by dobrze zarobić.
– Nie mam dla ciebie czasu – odparł chłodno.
Wypuściła z ust drżące westchnienie. Mogłam się tego spodziewać, pomyślała. Zmusiła się do jednak szerszego uśmiechu.
– Ale nie wie pan, po co…
Podskoczyła, gdy mężczyzna uderzył pięścią w blat.
– Nie wyglądasz na osobę, która ma cokolwiek do zaoferowania, panienko – ostatnie słowo wypowiedział z pogardą. – Nie mogę ci pomóc. – Skinieniem głowy wskazał drzwi. – Zmykaj, zanim wywlokę cię za te kołtuny na bruk.
Oburzona uniosła podbródek, a w oczach błysnęła iskra gniewu. Spróbuj tylko, odparła w myślach. Wiedziała, że nie mógł jej dotknąć.
– Sądzę, iż jest wprost przeciwnie, panie Redgrave – odrzekła cicho, jednak stanowczo.
Parsknął i zajął się liczeniem pieniędzy. Mimo że dziś brakowało klientów, miał do dyspozycji niezłą sumkę, która wystarczyłaby nie tylko dla niego, ale również dla kilku dzieciaków z ciemnych zaułków, by godnie spędziły czas podczas grudniowych uroczystości.
– Wątpię, byś miała coś, co mogłoby posłużyć jako zabezpieczenie pożyczki – mruknął, nie zaszczycając jej ponownym spojrzeniem. – Odejdź, zanim odstraszysz mi klientów.
Niby jakich? W lokalu nie było nikogo oprócz nich!
– Ale ja…
– Już! – przerwał ostro.
Eleonora nie lubiła się poddawać, lecz wiedziała, że czasami zrobienie kilku kroków w tył nie jest porażką, tylko przygotowaniem do rozbiegu. Nie chcąc zatem wzbudzać podejrzeń, opuściła budynek.
Mroźne londyńskie powietrze wydawało się znacznie przyjemniejsze od towarzystwa pana Edwarda, człowieka wyjątkowo niemiłego. Rozmowa z nim okazała się doświadczeniem gorszym niż spacer po ośnieżonym mieście. Niestety, jeśli Eleonora pragnęła dochować swojego sekretu, musiała zbliżyć się do tego mężczyzny i odmienić jego los.
Patrząc na ponury szyld kantoru Redgrave&Whayler, uznała, że to zadanie będzie trudne, a może nawet niemożliwe do wykonania. Jednak czyż nie po to istnieją wyzwania, by pozwalały sięgać gwiazd?
Uśmiechnęła się blado, sama nie do końca przekonana. Wrócę tu, obiecała sobie. Muszę.
Ludzie często kontemplują śmierć i to, co następuje po niej. Przez tę wielką enigmę wielu popadało w obłęd, niszcząc sobie życie. Inni chcieli wierzyć, że istniała nadzieja. Przecież nie żyje się po to, by po prostu zniknąć. Coś musi być potem! Życie to droga. Tylko dokąd ona prowadzi?
Eleonora poznała odpowiedź na to pytanie. Przynajmniej częściowo. Poznała świat duchów. Tych, które zbłądziły tak bardzo, że ich życie pogrążyło się w chaosie, zwłaszcza moralnym. Nie sposób było przypisać ich ani do nieba, ani do piekła.
W tym świecie było też miejsce dla tych, którzy zostali wybrani do pełnienia ról – wydawać by się mogło – boskich. Jedną z takich osób była dziewczyna w czerwonej pelerynie, która sprawiała, że duchy patrzyły na nią z nienawiścią. Symbolizowała bowiem to, od czego wielu chciało uciec – przeszłość.
Eleonora przedostała się z pochmurnego Londynu do Świata Duchów. Powłoka między światami była wystarczająco stabilna, choć cienka, ale mimo to dziewczyna miała wrażenie, że tym razem było jej jeszcze łatwiej przez nią przejść. Wymiar zmarłych przypominał angielskie miasto, tyle że jaśniejsze, piękniejsze. Nad niebem unosił się gwiezdny pył, a po bruku snuły się zjawy, psując wrażenie Elizjum.
Gdy Eleonora się pojawiła, jej szaty momentalnie zmieniły wygląd. Karmazynowa peleryna wlokła się po ziemi. Dziewczyna zasłoniła twarz kapturem, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że wszyscy i tak wiedzą, kto przed nimi stoi – Duch Przeszłości.
Wielu zmarłych szeptało na jej widok. Niektórzy zaciskali pięści z wrogością. Nie dziwiła im się. Miała dostęp do przeszłych losów każdej z dusz. To ona decydowała, jak długo będą tkwić na tym padole.
To nie moja wina, chciała krzyknąć. Nie wybrałam tej funkcji! Zdawała sobie jednak sprawę, że to nie do końca prawda.
Gdy tak szła przed siebie, ujrzała łańcuchy. Słyszała ich brzdęk, widziała, jak unoszą się z ziemi i suną w jej stronę. Przełknęła głośno ślinę i kroczyła dalej, nie spoglądając za siebie, choć wiedziała, kto za nią idzie. Wiedziała też, że przed nim nie ucieknie. W końcu dostrzegła mały przedsionek. Skręciła tam i odchrząknęła, siląc się na spokojny ton.
– Wiem, że mnie śledzisz – rzekła.
Za plecami słyszała tylko świszczący oddech mężczyzny. Powoli zwróciła się w jego stronę.
Stał przed nią Jacob Whayler.
– To ty – wyszeptała, dumna, że potrafiła wypowiedzieć te słowa bez drżenia głosu.
Mężczyzna miał ponad sześćdziesiąt lat. Zgarbiony, ciężko dyszał. Kiedyś eleganckie ubranie – długa marynarka i porządne spodnie – było teraz mocno postrzępione. Ciało oplatały masywne łańcuchy. Ciągnęły się po ziemi, a ich końce unosiły się ku Przeszłości.
Jacob zacharczał.
– Byłaś tam.
Splotła dłonie odziane w czarne rękawiczki. Skrzywiła się nieznacznie, zbierając myśli.
– Londyn nie zmienił się od twojej śmierci – wyznała szczerze, ale zaraz głos jej zadrżał: – M-może jest tylko trochę więcej śniegu.
Poczuła, że zimny łańcuch muskający ziemię dotyka jej kostki. Instynktownie się wyprostowała.
– Widziałaś go – rzekł Jacob, lekceważąc jej komentarz. – Rozmawiałaś z nim?
Nie było sensu udawać, że nie rozumie, o kogo mu chodzi.
– Tak. Ja… – Nie chciała się przyznać do tymczasowej porażki. – Potrzebuję więcej czasu.
Kolejny łańcuch wystrzelił w jej stronę i oplótł brzuch Eleonory. Poczuła skurcz w żołądku. Nie wiedziała, co robić.
– Nie mamy więcej czasu – warknął. – Edward jest w niebezpieczeństwie!
Przełknęła głośno ślinę.
– Wiesz, że nie mogę ingerować w sprawy życia oraz śmierci – oznajmiła cicho, ale już bez drżenia w głosie, choć serce dudniło ze strachu.
Wtedy poczuła, jak następny łańcuch oplata jej szyję. Uniosła podbródek.
– Wielu rzeczy nie można robić. A ty już złamałaś zasady.
Nie wiedziała, co było gorsze: sytuacja, w której się znalazła, czy fakt, że ten okrutny zmarły zna jej sekret.
– Znasz przeszłość każdego człowieka. Odszukaj sprawcę, zanim będzie za późno – zażądał. – Zanim ktoś zabije Edwarda! Masz czas do bożonarodzeniowego poranka.
Po tych słowach łańcuchy zniknęły, podobnie jak Jacob – dawny wspólnik Edwarda Redgrave’a.
Kiedy Przeszłość uświadomiła sobie, że jest sama, opadła na kolana i chwyciła się za szyję. Dyszała ciężko, trzymając dłonie na gardle. Była nieśmiertelna, lecz nadal czuła ból – fizyczny i psychiczny. Choć w gruncie rzeczy jako duch nie powinna być tak podatna na zranienia.
Sekret Eleonory… Zacisnęła dłonie w pięści. Nikt nie mógł go odkryć. Nikt! Tymczasem, jak się okazało, znał go niedawno zmarły Londyńczyk. Jego wspólnik wciąż żył, ale jeśli Eleonora nic nie zrobi, mężczyzna podzieli los Whaylera. To właśnie ona miała nie dopuścić do tej tragedii.
Książki są skarbnicą wiedzy, ale też – a może przede wszystkim – wspomnień. Pięknych, wzruszających, lecz także bolesnych. Eleonora tkwiła w nich wszystkich. Każdego dnia.
Jako Duch Przeszłości miała obowiązek poznawać losy ludzi i zapisywać je w Księdze Wieczności. Niezwykłym magicznym tomie stanowiącym fundament pamięci o każdym istnieniu. Losy zmarłych ważyły się dzięki tej książce, a ona – świadek i strażniczka – zapisywała każdy oddech i szept historii.
Tego zimowego wieczoru śnieg cicho sypał za oknem, pokrywając dachy Elizjum miękkim puchem. Eleonora siedziała przed pozłacanym, grubym tomiszczem w pokoju oświetlonym płomieniem kominka i blaskiem świec. W powietrzu unosił się zapach wosku i cynamonu, będący wspomnieniem ludzkiego świętowania, które przenikało nawet do świata zmarłych.
Próbowała znaleźć w zapiskach informacje o Jacobie – coś, co mogłoby naprowadzić ją na ślad Edwarda. Bezskutecznie. Wspólnik Redgrave’a prowadził życie pełne oszustw i zdrad. Przez jego chciwość wielu straciło domy, godność, a nawet życie. Edward był od niego lepszy; zamknięty, chłodny, lecz równie skąpy. Eleonora nie dziwiła się, że ktoś żywił do niego nienawiść.
Na chwilę uniosła wzrok. Płomień świecy zatańczył w jej oczach.
Jęknęła i odsunęła się od księgi, w ten sposób wychodząc z cudzej pamięci. Miała ochotę na gorącą herbatę i święty spokój. Pod tym względem Świat Duchów tylko nieznacznie się różnił od ludzkiego. Eleonora co prawda nie potrzebowała jedzenia ani picia, ale wciąż tęskniła za smakiem, zwłaszcza pysznej herbaty. Ta była lekarstwem nawet na zaniepokojone serce Ducha Czasu.
Zamknęła księgę, a gdy jej dłoń spoczęła na okładce, złote wstęgi rozbłysły i oplotły tom niczym delikatne promienie. Ochrona pamięci została odnowiona.
Wyszła z pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Korytarz rezydencji rozświetlał się z każdym krokiem, lampy gazowe zapalały się jedna po drugiej, reagując na jej obecność.
Rezydencja Ducha Przeszłości skrywała ślady dawnych czasów – wysokie sufity, obrazy minionych stuleci i woń starego papieru. Zwykle czuła się w niej samotna, lecz tego wieczoru cieszyła się z ciszy. Peleryna powiewała, ciężka jak wspomnienia, które jej właścicielka nosiła w sobie każdego dnia.
W końcu Eleonora dotarła do sypialni. Ciepłej, ozdobionej świątecznymi girlandami i bombkami z kryształu. Zdjęła narzutę i rozmasowała ramiona. Z jej oczu spłynęła łza. Bała się, tak bardzo się bała.
Na łóżku leżał nieotwarty list ozdobiony pieczęcią z wizerunkiem zegara. Ach, tak… zaproszenie na bal bożonarodzeniowy. Najważniejsze wydarzenie roku. Czas, w którym wiele dusz odnajdywało wreszcie spokój. Moment nadziei i przebaczenia.
To miało być jej pierwsze przyjęcie. W zeszłe Boże Narodzenie była zbyt oszołomiona, by się zjawić. A teraz? Oczyma wyobraźni już widziała, jak wszyscy się w nią wpatrują. Będzie musiała pójść, choć nie miała na to najmniejszej ochoty.
Został jej tydzień. Siedem dni, zanim ktoś nikczemny dopadnie Edwarda, a Jacob wyzna sekret, który może ją całkowicie pogrążyć.
Padła na łóżko. Po policzkach spływały kolejne łzy. Nawet ich nie otarła. Po prostu zasnęła, czując na sobie ciężar przeszłości – mimo zdjętej szaty.
Eleonora już następnego dnia ponownie zjawiła się w Londynie. Nie tylko po to, żeby szukać informacji. Zjawy nie pojawiały się w świecie ludzi, miała więc tu spokój od Jacoba i jego strasznych łańcuchów – na samą myśl o nich czuła ciarki. Tylko Duchy Czasu mogły przebywać w krainie ludzi. Zagubione dusze nie miały tutaj wstępu.
Postanowiła włamać się do domu Edwarda. Mieszkał zaledwie przecznicę od swojego kantoru. Dom był stary, kamienny, o wąskich skrzypiących schodach i ciężkich drzwiach, które z trudem ustępowały pod naporem wiatru. Wewnątrz panował półmrok, rozświetlany jedynie drżącym płomykiem świecy trzymanej przez dziewczynę i blaskiem ognia tlącego się w kominku, który już dawno przestał dawać ciepło. Na parapecie leżała cienka warstwa śniegu, który wpadł przez nieszczelne okno. Zegary w całym domu wybijały nieregularne tony.
Szukała jakichś listów z pogróżkami, czegokolwiek, co mogłoby pomóc, lecz nic nie znalazła. Czy Edward wie, że ktoś życzy mu rychłego odejścia na tamten świat? Gdyby zdobyła jakiś liścik…
Przez myśl przeszło jej nawet, że Jacob tylko udawał. Ale wtedy natrafiła na szufladę – zamkniętą, jako jedyna w pokoju, a może i w całym domu.
A gdyby ją otworzyć? Tylko jak?
Nie wiedziała. Nie miała nawet czasu, by się nad tym zastanowić, ponieważ w tym momencie usłyszała szmer otwieranych drzwi.
Rozejrzała się, szukając drogi ucieczki. Była duchem, ale niestety nie niewidzialnym jak te z opowieści dla dzieci. Musiała się zatem ukryć, i to natychmiast. Zauważyła dużą szafę. Podbiegła do niej, szybko zgasiła świecę i weszła do środka. Pachniało tam stęchlizną i ledwo wyczuwalnym lawendowym mydłem.
Wstrzymała oddech. Przecież Edward powinien być w kantorze! Wtedy usłyszała śliczny, melodyjny, a zarazem znudzony głos.
– Duchu Przeszłości, wiem, że tu jesteś.
Serce Eleonory dudniło jak szalone. Wolałaby już chyba zostać odkryta przez Edwarda.
Wyszła z ukrycia i skrzywiła się, gdy ujrzała na pozór młodą, najwyżej piętnastoletnią, dziewczynę o krótko ściętych włosach w kolorze dojrzałej pszenicy. Miała duże okrągłe oczy, które lśniły jak klejnoty. W przeciwieństwie do Eleonory nosiła złotą, mieniącą się szatę, jakby uplecioną ze światła świec i blasku gwiazd. Duch Przeszłości uniósł dłoń i nieśmiało jej pomachał.
– Miło cię widzieć, Signal – rzekła Eleonora niepewnie, uśmiechając się słodko.
Duch Teraźniejszości tylko mrugnął, przechylając głowę. Eleonora zastanawiała się, czemu pojawił się właśnie tutaj. Wtedy uśmiech zjawy się poszerzył, a w powietrzu nagle zapachniało pomarańczami, jakby w ramach zapowiedzi dla jej kolejnych słów:
– Co powiesz na grzańca, Eleonoro?
Karczma w sercu Londynu tętniła życiem. W powietrzu unosił się ciężki zapach piwa, dymu tytoniowego i jałowca. Gwar rozmów mieszał się z brzękiem kufli i dźwiękami skrzypiec, które rozbrzmiewały gdzieś w kącie sali.
Eleonora, usłyszawszy muzykę, zaczęła lekko poruszać głową w rytm melodii. Jej wzrok spoczął na skrzypku. Był nim mężczyzna o zapadniętych policzkach i skupionym spojrzeniu. Grał bez cienia uśmiechu. Jedyny w całej sali wyglądał na poważnego, przez co dziewczyna poczuła ukłucie żalu. Gdyby tylko ona mogła grać przed ludźmi… byłaby szczęśliwa. Ale los nie tego od niej oczekiwał.
Duch Teraźniejszości przesunął się w stronę wolnego stolika. Jeden z pijanych mężczyzn, nieświadomy, że obok niego przechodzi nadprzyrodzona istota, próbował poklepać Eleonorę po ramieniu. Jego dłoń przeszła jednak przez jej ciało. Zamarł z otwartymi ustami, a potem roześmiał się nerwowo, uznając to za złudzenie. Eleonora natomiast szła dalej cała spięta i odetchnęła z ulgą dopiero, gdy usiadły na miejscu w rogu sali, z dobrym widokiem na całą izbę.
Duch Przeszłości wpatrywał się w tamtego mężczyznę, który najwyraźniej zdążył już zapomnieć o całym zajściu.
– Nie martw się – powiedziała Teraźniejszość z lekkim uśmiechem i zastukała krótkimi paznokciami o blat. – Jest zbyt pijany, by to zapamiętać.
– Skoro tak mówisz – odparła Eleonora, wciąż nieco spięta.
Teraźniejszość skinęła na kelnerkę, by przyniosła dwa grzańce. Przeszłość zmarszczyła brwi.
– Nie piję alkoholu – mruknęła.
Duch spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.
– Wszyscy go piją.
– Nie każdy jest skazany na ten okropny nałóg – odpowiedziała Eleonora z powagą. – Niektórzy wolą trzymać się od niego z daleka.
W jej pamięci pojawił się obraz dwóch panien popijających wino w salonie pośród cichych chichotów i szeptów. Samo kosztowanie trunku nie było złe, dopóki człowiek nie zaczynał czcić go jak bóstwa.
Na potwierdzenie tych słów wyobraźnia podsunęła Przeszłości kolejne wspomnienie – upitego mężczyzny, który chrapał w salonie, podczas gdy mała dziewczynka sprzątała bałagan, jaki zrobił w chwili pijackiego szału.
Eleonora pokręciła głową, odpędzając te myśli. Skupiła się za to na duchu, który siedział obok. Teraźniejszość wyglądała tak młodo… Jak nastolatka, która zdecydowanie nie powinna siedzieć w karczmie, a tym bardziej pić trunków. Dziewczyna była jednak świadoma, że jej towarzyszka jest pewnie znacznie starsza od niej. Nie miała odwagi jej upominać.
Teraźniejszość cierpliwie czekała, aż kelnerka postawi przed nimi parujące kubki. Gdy to zrobiła, duch uniósł swój kufel i się uśmiechnął.
– Za przyjaźń. Carpe diem, Przeszłości!
Niepewna dusza przełknęła głośno ślinę.
– Poza tym – dodała Teraźniejszość, unosząc brew – chciałabym wznieść toast za twoją odwagę. Czy zechcesz mi zdradzić, dlaczego buszowałaś po domu starucha?
Przeszłość zaczęła nerwowo bawić się palcami, szukając w głowie odpowiedzi. Szmery rozmów i piękna, choć trochę chaotyczna muzyka płynąca z ukochanego instrumentu, zupełnie jej w tym nie pomagały. Nie rozumiała, dlaczego Teraźniejszość aż tak się tym interesuje. Wiedziała, że jest wścibska, lubi obserwować ludzi i śledzić ich losy, lecz Przeszłość nie przypuszczała, że Signal kontroluje też inne zjawy.
Eleonora zacisnęła pięść, szykując się do słownego ataku.
– Nie muszę ci się spowiadać – odważyła się powiedzieć, po czym skuliła się pod ciężarem spojrzenia swej towarzyszki.
– Oczywiście, że nie – odparła chłodno Teraźniejszość. – Ale wiedz, że byłaś o krok od tego, by ktoś cię zauważył.
Te słowa sprawiły, że po plecach Przeszłości przeszedł nagle dreszcz.
– Co takiego?
– Widziałam wszystko – mruknęła śpiewnie Teraźniejszość i wypiła pierwszy kubek do dna.
– A ty co tam robiłaś? – zapytała podejrzliwie Eleonora, mrużąc oczy.
Duch westchnął i chwycił za drugi kufel.
– Tajemnica za tajemnicę, moja droga.
Przeszłość zawahała się, po czym cicho odparła:
– Edward dostaje pogróżki. Chcę odnaleźć tego, kto mu grozi, zanim stanie się coś złego.
Nie wiedziała, czego oczekiwać, ale nie sądziła, że Teraźniejszość zacznie się śmiać.
– Miło z twojej strony, lecz bawisz się przeznaczeniem – zauważyła. – To nigdy nie kończy się dobrze.
– Nie zamierzam zmieniać jego przeszłości – powiedziała stanowczo Eleonora. – Ani teraźniejszości – dodała szybko.
– Ale zmienisz przyszłość. A to już inna sprawa. – Nachyliła się do niej. – Naprawdę chcesz zadrzeć z najpotężniejszym z nas? – Przy słowie „najpotężniejszy” zrobiła cudzysłów palcami.
Eleonora zadrżała. Duch Przyszłości… Słyszała o nim opowieści, lecz nigdy nie miała okazji go spotkać. Czy rzeczywiście odważy się stanąć przeciw niemu? A jeśli przeznaczeniem Edwarda było zginąć? Czy ona ma prawo to zmieniać?
Myśl o sobie, podpowiedział jej cichy głos w głowie. Ocal jednego człowieka, a ocalisz siebie.
– Chyba że… – odezwała się Teraźniejszość z tajemniczym uśmiechem. – Nawiążesz z nim współpracę. Przekonasz Przyszłość, że warto zmienić los jednej duszy.
To zaciekawiło Eleonorę.
– Myślisz, że to możliwe?
W odpowiedzi duch wzruszył ramionami.
– Myślę, że aura Bożego Narodzenia może zadziałać również na niego. Przyszłość będzie na balu. Możesz też spróbować napisać do niego list.
Do serca Eleonory wdarła się iskierka nadziei. Tak silna, że dziewczyna nawet zapomniała, iż Teraźniejszość nie wyjaśniła, dlaczego sama znalazła się w domu Edwarda. To drobne przemilczenie miało wkrótce odmienić los Przeszłości. Teraz jednak była zbyt przerażona tym, dokąd to wszystko zmierzało.
Jeśli chciała rozwiązać zagadkę, musiała zdobyć sojusznika. Najbardziej nieprzeniknionego Ducha Czasu.
Samą Przyszłość.
Eleonora późno wróciła do rezydencji. Choć nie upiła ani kropli trunku, czuła się bardzo zmęczona, ale mimo to nie mogła zasnąć. Zbyt długo zastanawiała się nad następnym krokiem. Błądziła we mgle, nie potrafiąc znaleźć żadnego rozwiązania.
Zostało jej zaledwie kilka dni, by odnaleźć prześladowcę, zanim ten dokona morderstwa. Czy jej się uda? Coraz bardziej w to wątpiła.
Wiedziała tylko, że to właśnie Jacob podał pomocną dłoń Edwardowi, gdy zauważył jego matematyczny talent. Później stali się wspólnikami. A Whayler, po śmierci opleciony łańcuchami cierpienia, sprawił, że Redgrave stał się bezdusznym biznesmenem.
Eleonora przejrzała Księgę Wieczności w poszukiwaniu zmarłych, którzy byli blisko z Edwardem. W ten sposób poznała Arthura Kennedy’ego – pierwszy autorytet w życiu mężczyzny. Mimo swego bogactwa pozostał współczujący i życzliwy. Dlaczego to przy nim nie trwał Edward?, pomyślała.
Miała nadzieję, że przeszłość zmarłych rzuci jej pewne światło na życie zgorzkniałego starca. Niestety, pozostała z niczym.
Kilka razy była również w Londynie, bawiąc się w detektywa. Ośmieliła się nawet podążyć drogą intryg wspólników Redgrave’a, ale prowadziły do najczarniejszych zaułków miasta. Żywa czy martwa, Eleonora nie mogła się tam zapuszczać.
Poczuła ciarki przebiegające po kręgosłupie, gdy przypominała sobie przeszłość Jacoba.
Co się wydarzy, jeśli mężczyzna zdradzi jej sekret? Jaka kara będzie jej wymierzona? Bo z pewnością zostanie ukarana. Tylko przez kogo? Boga? Nie poznała go, nawet po śmierci, ale jeśli istniał, mogła się do niego pomodlić. O to, by uratował zaginioną duszę, której jedna decyzja doprowadziła do dramatu.
Po jej policzku spłynęła łza. Siedziała przed pustym blatem biurka, a w głowie pojawiły się wspomnienia smutnych wydarzeń.
Biegnie przez śnieżną polanę nieopodal miasta i starego cmentarza. Trzyma w ramionach małą dziewczynkę. Krew z rany kapie na białą ziemię. W końcu upada. Niebo zasnuwa się chmurami…
Eleonora gwałtownie otworzyła oczy. Musiała wziąć się w garść! Wyciągnęła z szuflady kawałek papieru, następnie szybko napisała pierwszy szkic listu.
Szanowna Przyszłości!
Piszę ten list, prosząc o pomoc…
Nie.
Jeszcze raz.
Szanowna Przyszłości,
mam na imię Eleonora i jestem Duchem Przeszłości. Zostałam wmieszana w intrygę i potrzebuję pomocy.
Znów skreśliła napisane zdania. Kolejne nieudane próby przyprawiły ją o niemałą migrenę, aż w końcu dużymi, pogrubionymi literami nabazgrała jedno słowo: „POMOCY!”. Następnie podpisała list i odcisnęła pieczęć. To wystarczyło. Jej stempel nagle zapłonął, zamieniając wiadomość w kupkę popiołu. List został przekazany do adresata, a ona nie miała już siły zastanawiać się nad tym, co właśnie uczyniła.
Jej głowa opadła na biurko i Eleonora zasnęła pośród popiołu.
Obudziła się następnego dnia, gdy promienie wschodzącego słońca oświetliły komnatę. Wstała i odkaszlnęła. Starła brud z twarzy i włosów, przez moment analizując, skąd się wziął. Podeszła do okna, by zobaczyć, jak śnieg kojąco pada na dziedziniec. Wtedy przypomniała sobie, co uczyniła pod wpływem stresu i zmęczenia. Najwyraźniej nie potrzebowała nawet alkoholu, by zrobić coś głupiego.
– O nie… – wyszeptała, chwytając się szybko parapetu. – Nie, nie, nie!
Wybiegła z pokoju i ruszyła korytarzem. Poprzedniej nocy wysłała list do samej Przyszłości! Jak mogła uczynić coś tak impulsywnego? Powinna była użyć pięknych, wzruszających, elokwentnych słów. Zamiast tego napisała tylko żałosne „POMOCY!”.
Zmieliła w ustach przekleństwo, bo choć była duchem, dama nie powinna przecież przeklinać.
Na specjalnym stoliku na korespondencję nie leżał żaden list. Nie dostała jeszcze odpowiedzi. Nie była pewna, czy to dobrze, czy źle. Co miała teraz zrobić?
Przypominała sobie wszystko, co wiedziała o Duchu Przyszłości. Pojawiał się tylko raz w roku – na balu z okazji Bożego Narodzenia. Tylko wtedy inne duchy, nawet te związane z czasem, mogły go zobaczyć. Nigdy jednak nie zostawał długo, rzadko z kimkolwiek rozmawiał. Był cichy i ponury. Plotki głosiły nawet, że okrutny. Porównywali go do samej śmierci, był bowiem tajemnicą znającą wszystkie przyszłe losy ludzi.
A ona do niego napisała. I to w środku nocy, zaraz po tym, jak wróciła z karczmy.
Dlaczego zachowałam się tak bezmyślnie?
Przez kolejne dni pozagrobowe życie dziewczyny przepełnione było narastającym niepokojem. Jej ręce drżały ze stresu wywołanego tym, że list najpewniej trafił do Ducha Przyszłości.
Trzy Duchy Czasu – Przeszłość, Teraźniejszość i Przyszłość – miały wiele posiadłości, a w okresie Bożego Narodzenia przebywały w duchowym centrum Londynu – Elizjum. Nie musiały się jednak spotykać ani znać. Każdy z nich opiekował się innym wymiarem czasu.
Jedynie Teraźniejszość próbowała zbliżyć się do Eleonory. Przeszłość nie wiedziała dlaczego, ale była jeszcze zbyt wystraszona, by cokolwiek z tym zrobić. Zbyt krótko istniała jako duch, nie powinna mieć do dyspozycji takiej potęgi, jaką ją obdarzono. Czuła się bardziej jak zakładniczka niż istota przepełniona magią. Nie było z niej żadnego pożytku!
Zacisnęła pięści.
Musiała działać. Walczyć o przetrwanie. A zacznie od odkrycia, kto ma zamiar zamordować Edwarda.
Został jej na to jeden pełny dzień, nie licząc Wigilii. Była jednak zbyt słaba, by działać sama. Nie zbliżyła się nawet o krok do rozwiązania zagadki.
Wtedy drzwi zaskrzypiały, a po domostwie rozniósł się piękny dźwięk dzwoneczków. Wybiegła z pokoju i zobaczyła, że na stoliczku leży list z czarną pieczęcią. Drżącymi rękoma otworzyła go i przełknęła głośno ślinę.
Szanowna Przeszłości,
dziękuję za wiadomość. Zapraszam do mojej rezydencji.
Mam nadzieję – do zobaczenia na popołudniowej herbatce.
Duch Przyszłości
Eleonora przeczytała list raz, potem drugi. Pachniał goździkami i żurawiną – cudownym świątecznym aromatem. Nie brzmiał jednak, jakby napisał go okrutnik.
To może być pułapka, pomyślała.
Przez chwilę zastanawiała się nawet, czy to nie Jacob próbuje ją wrobić, lecz pieczęć wyglądała na prawdziwą.
Zegar tykał, przypominając jej, że nie ma czasu do stracenia. Zacisnęła ręce na papierze. Uda się na spotkanie z Przyszłością i poprosi ją o pomoc. Była skłonna nawet błagać na kolanach. Skoro tajemniczy duch otworzył przed nią wrota swej posiadłości, byłaby głupcem, gdyby nie przekroczyła jej progu!
Rezydencja Przyszłości wyglądała upiornie, niczym gotycki pałac z wieżyczkami o ostrych, strzelistych daszkach i wąskich okiennicach. Eleonora w swej karmazynowej szacie wyróżniała się na tle szarobiałego pejzażu, gdy wspinała się po pokrytych szronem schodach. Czuła chłód. Objęła się ramionami, próbując choć trochę rozgrzać ciało.
Kiedy stanęła przed masywnymi mosiężnymi drzwiami, naszła ją ochota, by zawrócić. Wtedy przypomniała sobie o łańcuchach Jacoba. Przyszłość jej pomoże, musiała w to wierzyć. Miała nawet cień nadziei, że nie wplącze się ponownie w kryminalne intrygi, a przynajmniej nie z Edwardem. Wiedziała jednak, że to czcze życzenia. Przecież to nie tak, że Przyszłość pstryknie palcami i dzięki magii problem zniknie albo czas się cofnie.
Pff, cóż za irracjonalna myśl!
Eleonora najbardziej obawiała się Jacoba – groźnej, niespokojnej duszy. Mogła wyznać Przyszłości, że tamten ją niepokoi, ale wtedy okazałaby słabość. Kolejnym pomysłem było wyznanie swego sekretu, lecz takie rozwiązanie również budziło wątpliwość. Zresztą już i tak zbyt wiele zdradziła Duchowi Teraźniejszości. I to podczas jednego wieczoru!
Dziewczynie zakręciło się w głowie. Wzięła głęboki wdech i powoli wypuściła powietrze.
Wtedy drzwi same się otworzyły.
Z szerokimi ze strachu oczami weszła do środka, gdzie panowały półmrok i cisza. Jej wzrok powędrował ku krętym schodom, będącym centralnym punktem długiego holu. Na ich szczycie stał elegancko ubrany mężczyzna – cały w czerni i o tak jasnych włosach, że mogłyby konkurować z bielą świeżego śniegu. Nie pasowały do jego młodego oblicza. Wyglądał na tylko trochę starszego od niej, ale Eleonora czuła, że nieznajomy może mieć znacznie więcej niż dwadzieścia kilka lat. Tak jak Teraźniejszość, która wyglądała na piętnastolatkę, jednak w rzeczywistości miała starą duszę.
Dziewczyna wstrzymała oddech.
Był piękny. Przypominał anioła, a jego hipnotyzujące spojrzenie zdawało się przenikać ją na wskroś. Wbrew zdrowemu rozsądkowi uniosła dłoń i zrobiła najgłupszą rzecz, jaką mogła w tej chwili uczynić – pomachała do niego.
– Dzień dobry – odezwała się, po czym odchrząknęła. – Przybyłam na zaproszenie Ducha Przyszłości.
Obcy zamrugał.
– Jestem Duchem Przeszłości – przedstawiła się, zdejmując kaptur. – Dostałam zaproszenie na herbatkę.
Na głos te słowa zabrzmiały jeszcze gorzej niż w jej umyśle. Wbiła wzrok w ziemię.
– Przepraszam – zaczęła paplać nerwowo ze stresu. – Po prostu potrzebuję pomocy. I tylko Duch Przyszłości może mi jej udzielić. On jest moją ostatnią nadzieją.
Po tych słowach zapadła cisza. W końcu mężczyzna przechylił głowę i odezwał się spokojnym głosem:
– Wolisz herbatę z mlekiem czy bez?
Zmarszczyła brwi. Tego zupełnie się nie spodziewała.
– Ja… z mlekiem – wydusiła po chwili.
Przez moment miała wrażenie, że na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. A może to tylko umysł płatał jej figle?
– Dobrze. Chodź za mną – powiedział.
Ruszyła, uważnie patrząc pod nogi. Buty stukały o twardą powierzchnię. Z każdym krokiem serce biło jej coraz szybciej. Weszła po schodach na górę i podążając wciąż za nieznajomym, wkroczyła do mrocznego salonu, w którym centralne miejsce zajmował okrągły stół z porcelanowym serwisem i talerzem pełnym pierniczków. Tuż obok stał wysoki, wąsaty elegant, który lekko się skłonił na jej widok.
– Panie Kingley, bardzo proszę o herbatę z mlekiem – rzekł mężczyzna, którego Przeszłość spotkała przy wejściu.
– Tak jest, mój panie – odparł kamerdyner, kłaniając się nisko.
Tak jest, mój panie. Eleonora poczuła suchość w ustach i skupiła wzrok na pięknym duchu, który odsunął dla niej krzesło. Uświadomiła sobie, z kim od początku miała do czynienia.
Zacisnęła dłonie na zapięciu peleryny. Rozmawiała z samym Duchem Przyszłości! A więc tak wyglądał. Nie wiedziała, czego się spodziewać, ale aura stojącej przed nią postaci przeszła wszelkie jej oczekiwania.
Do Eleonory podeszła młoda dziewczyna, której wcześniej Przeszłość nie zauważyła.
– Czy mogę prosić o pani okrycie? – zapytała słodko.
– Ekhm… – Przeszłość zawahała się przez chwilę, ale zaraz zdjęła i przytuliła do siebie miękką tkaninę. – Pozwoli pani, że zatrzymam je przy sobie.
Służąca skinęła głową i się oddaliła.
– Usiądź, proszę – odezwała się Przyszłość, wskazując krzesło.
Eleonora usiadła, gładząc dłonią materiał peleryny. Skupiła wzrok na talerzu z pierniczkami w różnych świątecznych kształtach. Były śliczne. A ich zapach? Wprost cudowny! Kardamon i miód koiły jej zmysły.
– Możesz się poczęstować – rzekła Przyszłość tonem przypominającym nauczyciela i zajęła miejsce naprzeciwko swojego gościa.
Dziewczyna sięgnęła po ciastko i spróbowała. Smak był tak doskonały, że ledwie powstrzymała mruknięcie zadowolenia.
Duch Przyszłości cierpliwie czekał, aż Eleonora skończy jeść. Wtedy kamerdyner podał herbatę w porcelanowym czajniczku. Pokłonił się i oddalił do drzwi, dając im trochę przestrzeni.
Eleonora rozejrzała się po sali. Oprócz niej i Ducha Przyszłości w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze trzech służących gotowych na każde skinienie.
– Cóż, teraz możesz wyjaśnić, dlaczego zaszczyciłaś mnie swoim towarzystwem – powiedział łagodnie Duch Przyszłości, skupiając na sobie uwagę dziewczyny.
Spojrzała mu w oczy i prawie zachłysnęła się powietrzem. Nie potrafiła nazwać tego koloru – jakby srebro spotkało szafir. Nagle na ułamek sekundy tęczówki mężczyzny rozbłysły. Była to zaledwie chwila, ale dziewczyna w szoku upuściła ciastko na talerzyk. Przyszłość odwróciła wzrok. Uwadze Eleonory nie umknęło też, że mężczyzna był wyprostowany jak struna.
– Jeśli tego sobie życzysz, mogę wszystkich odesłać. Zostaniesz wtedy ze mną sama.
– Ja… – zawahała się. Żadne rozwiązanie jej nie odpowiadało, lecz w końcu wyszeptała: – Poproszę.
Duch zamrugał.
– O co?
– O rozmowę na osobności.
Temperatura w pokoju spadła o kilka stopni. Eleonora instynktownie przytuliła pelerynę mocniej do siebie. W jednej chwili wszyscy zniknęli. Została tylko ona i Duch Przyszłości.
– Mów – rzekł subtelnie eleganckim tonem.
Otworzyła usta, lecz głos ugrzązł jej w gardle. Upiła łyk herbaty – była gorzka, paskudna. Skrzywiła się.
– Jesteś bardzo młodym duchem – mruknął.
Eleonora prawie opluła się herbatą.
– Skąd to wiesz?
Rozmówca nalał sobie filiżankę naparu.
– Każdy duch, nawet najstarszy, był kiedyś człowiekiem, choć zwykle o tym nie pamiętamy. W chwili śmierci zostajemy wybrani, tracimy wspomnienia i stajemy się niemal bóstwami. Jakbyśmy od razu byli przygotowani do nowej roli. Ty zachowujesz się bardzo… – przerwał, dobierając słowa. – Dziecinnie.
Nie widziałeś Ducha Teraźniejszości upitego w karczmie, pomyślała gorzko, ale nic nie powiedziała.
– Dźwigasz ciężkie brzemię – dodał łagodniej, jakby zachęcając ją do zwierzeń.
– Rok temu… – wyszeptała.
– Słucham?
– Zostałam Duchem Przeszłości rok temu – wyjaśniła.
Ku jej zaskoczeniu Przyszłość tylko skinęła głową.
– To bardzo krótko. Tym bardziej masz prawo błądzić i prosić o pomoc. Słucham zatem.
Nie było sensu kłamać.
– Mam pewien sekret – przyznała. – Jeden z zagubionych duchów go zna. Zagroził, że jeśli nie uratuję jego żyjącego wspólnika, wszystko wyjawi.
– Czy to aż tak źle? Ten sekret jest wart tych zmartwień?
– Tak – przyznała od razu.
– Jak masz uratować tego człowieka?
Gwałtownie wciągnęła i wypuściła powietrze. Gdyby miała na to pomysł, nie byłoby jej tutaj.
– Nie wiem – odparła bezradnie. – Dlatego tu jestem.
– Chcesz, żebym pomógł ci go ocalić – zrozumiał w końcu.
Skinęła głową.
W pomieszczeniu zapadła cisza.
Eleonora wbiła wzrok w blat stołu, a potem przeniosła go jeszcze niżej – na ukryte dłonie zakryte rękawiczkami. Skupiła się na prawej. Pomyślała o stanie skóry, nawet po śmierci noszącej ślady dawnych ran. Przed oczami stanęła jej nagle scena: pijany mężczyzna, z butelką uniesioną nad głową, gotów uderzyć… Nie teraz, błagam, nie teraz! Zadrżała.
Wtem drzwi otworzyły się gwałtownie.
– Proszę pana, ma pan kolejnego gościa – oznajmił kamerdyner.
Eleonora poderwała się z miejsca.
– Na mnie już pora – powiedziała, nie patrząc na Przyszłość. – Dziękuję za gościnę.
Wybiegła, nie oglądając się za siebie. W pośpiechu narzuciła na siebie okrycie. Gdy przekroczyła próg rezydencji, pomknęła przez śnieg, który moczył jej buty i brudził pelerynę. Czuła, że wraz z tym spotkaniem zgasła w niej ostatnia iskra nadziei.
Dziękujemy za przeczytanie fragmentu naszej książki.
Jeśli Ci się spodobała i chcesz poznać ciąg dalszy, koniecznie zajrzyj na stronę
https://wydawnictwokdw.com,
gdzie znajdziesz tę i wiele innych wspaniałych historii.
Okładka
Strona tytułowa
Prolog
Część I
1
2
3
