Sądny dzień Carla - Matthew Dinniman - ebook
NOWOŚĆ

Sądny dzień Carla ebook

Matthew Dinniman

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

61 osób interesuje się tą książką

Opis

Czołem, Zawodnicy! Trening dobiegł końca. Teraz rozpocznie się prawdziwa gra.

Na trzecim poziomie Lochu Carla i kotkę Pączuś czekają jeszcze trudniejsze wyzwania i mocniejsi przeciwnicy. Raz już udowodnili, że weteran straży przybrzeżnej i kocia królewna z niezbywalnym tytułem to drużyna niemal nie do powstrzymania. Ich oglądalność bije wszelkie rekordy, a widzowie ciągle nie mają dość. Jednak Loch robi się z każdym dniem niebezpieczniejszy, a do tego pojawia się zupełnie nowe wyzwanie: questy.

To miejsce nazywają Górnym Miastem. Wielka, niegdyś kwitnąca metropolia, zniszczona przez tajemniczy kataklizm. Jednak jej ulice nie wydają się opuszczone. Ruiny nawiedza cyrk nieumarłych, z nieba spadają ciała zamordowanych kobiet, a rzucone przed wiekami zaklęcie wreszcie może wypełnić swoje mroczne przeznaczenie… Czy Carl i Pączuś zdołają na czas rozwiązać zagadkę? I czy Carl w końcu znajdzie jakieś spodnie?

„Jedna z najbardziej porąbanych, śmiesznych i pomysłowych książek, jakie kiedykolwiek czytaliśmy” – Book Riot

Matt Dinniman to bestsellerowy pisarz i artysta z Gig Harbow w Waszyngtonie. Opublikował dziesiątki opowiadań i całe mnóstwo książek. Jego grafiki – od pocztówek po zestawy papeterii i kalendarze – można znaleźć w butikach i sklepach papierniczych na całym świecie

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 456

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Carl's Dooms­day Sce­na­rio

Copy­ri­ght © 2021 by Mat­thew Din­ni­man. By arran­ge­ment with the author. All rights rese­rved Copy­ri­ght © 2026 for the Polish edi­tion by Wydaw­nic­two Czarna Owca Copy­ri­ght © for the Polish trans­la­tion by Sara Mana­ster­ska Cover design and illu­stra­tion by Will Sta­ehle All other inte­rior art by Erik Wil­son (eri­kwil­so­nart.com)

All rights rese­rved

Redak­tor ini­cju­jący: Kata­rzyna Słup­ska Redak­tor pro­wa­dzący: Karo­lina Urba­no­wicz Redak­cja: Mag­da­lena Sto­naw­ska Korekta: Beata Wój­cik, Maciej Kor­ba­siń­ski Adap­ta­cja okładki: Magda Kuc Wer­sję elek­tro­niczną w sys­te­mie Zecer przy­go­to­wała Róża Rozaxa

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Niniej­szy plik jest objęty ochroną prawa autor­skiego i zabez­pie­czony zna­kiem wod­nym (water­mark). Uzy­skany dostęp upo­waż­nia wyłącz­nie do pry­wat­nego użytku. Roz­po­wszech­nia­nie cało­ści lub frag­mentu niniej­szej publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek postaci bez zgody wła­ści­ciela praw jest zabro­nione.

Wyda­nie pierw­sze War­szawa 2026 ISBN 978-83-8382-226-6

Cytat

Jeśli zła­piesz kota za ogon, możesz nauczyć się tego, czego nie nauczył­byś się w żaden inny spo­sób.

Mark Twain1

1

Witaj na trze­cim pozio­mie, zawod­niku.

Poprzed­nie pię­tro Lochu zawali się za trzy godziny i trzy­dzie­ści pięć minut.

Pro­sto z pocze­kalni prze­nie­siono nas do dłu­giego zło­tego kory­ta­rza, przy­po­mi­na­ją­cego ten, w któ­rym zna­leź­li­śmy się na samym początku Lochu.

– Carl, zobacz! Jeste­śmy na zewnątrz! – powie­działa Pączuś, spo­glą­da­jąc w górę.

Istot­nie; ponad naszymi gło­wami roz­cią­gało się upstrzone gwiaz­dami niebo, które pokry­wała kolo­rowa mgła­wica podobna do tła w pro­gra­mie Odette.

Powie­trze na­dal jed­nak wyda­wało się zatę­chłe. Wycią­gną­łem procę, wyce­lo­wa­łem w niebo i wystrze­li­łem.

Stuk. Tak jak się spo­dzie­wa­łem, pocisk odbił się od sufitu jakieś sześć metrów nad nami.

– To ilu­zja – orze­kłem. – Jak w tym cen­trum han­dlo­wym w Las Vegas. Wydaje ci się, że jesteś na zewnątrz, ale to złu­dze­nie.

– Co za roz­cza­ro­wa­nie – sko­men­to­wała Pączuś.

Ściany i pod­łoga zostały wyko­nane z cegieł w zło­tym kolo­rze. Miękki czer­wony dywan pro­wa­dził do wyglą­da­ją­cych zna­jomo drzwi na końcu kory­ta­rza. Gdy się do nich zbli­ży­li­śmy, otwo­rzyły się same. Wyszła z nich jakaś wysoka postać i wszy­scy się zatrzy­ma­li­śmy.

Cze­kał na nas dobrze zbu­do­wany, młody i odra­ża­jąco przy­stojny męż­czy­zna w smo­kingu. Miał ciem­no­szarą skórę, a z czoła wyra­stała mu para krót­kich dia­bel­skich rogów. Był mniej wię­cej mojego wzro­stu, a jego dłu­gie szpa­ko­wate włosy upięte zostały w koń­ski ogon. Z tyl­nej czę­ści smo­kingu wysta­wał kol­cza­sty ogon, a na ple­cach widać było cia­sno zło­żone czarne nie­to­pe­rze skrzy­dła.

– Czo­łem, Mor­de­cai – powie­dzia­łem, przy­glą­da­jąc się jego nowej postaci. – Rany, stary! Naprawdę świet­nie wyglą­dasz.

– Och – sko­men­to­wała Pączuś, tak­su­jąc go wzro­kiem. – Nie wyrzu­ci­ła­bym cię z łóżka za jedze­nie kra­ker­sów.

Nawet zwy­cza­jowe skrzek­nię­cie Monga brzmiało, jakby dino­zaur był ocza­ro­wany.

Mor­de­cai. Inkub – poziom 50

Mistrz tej gil­dii.

Ten NPC nie wal­czy.

Znani jako Giga­chady Gór­nego Mia­sta, inkuby to męskie odpo­wied­niki nie­sław­nych suk­ku­bów. Wyga­dane, uwo­dzi­ciel­skie i osta­tecz­nie zabój­cze inkuby można roz­po­znać po znie­wa­la­ją­cej uro­dzie, nie­wia­ry­god­nym uroku oso­bi­stym i zmy­sło­wych sto­pach. Napo­tkamy je wyłącz­nie w zur­ba­ni­zo­wa­nych pozio­mach Lochu. Nadają nowe zna­cze­nie okre­śle­niu „part­ner na jedną noc”.

– Kró­lewno Pączuś, Carlu, mały Mongo! Witaj­cie na pozio­mie trze­cim. Oto koniec pozio­mów tre­nin­go­wych. Teraz roz­pocz­nie się praw­dziwa gra – powie­dział Mor­de­cai głę­bo­kim gło­sem, kła­nia­jąc się lekko. Wska­zał gestem, że mamy wejść.

Wkro­czy­li­śmy do środka i drzwi się za nami zamknęły.

– Poziomy tre­nin­gowe? – zapy­ta­łem. – Ja pier­dolę. Serio nazy­wasz to „pozio­mami tre­nin­go­wymi”?

– Naresz­cie – powie­dział Mor­de­cai za zamknię­tymi drzwiami. Zerwał z sie­bie mary­narkę i ścią­gnął kra­wat, po czym roz­piął trzy górne guziki koszuli. Góra od smo­kingu wyglą­dała dziw­nie z parą dłu­gich roz­cięć, w któ­rych miały się mie­ścić skrzy­dła. – Zaczy­na­łem się oba­wiać, że już ni­gdy się tu nie poja­wi­cie. Od trzech godzin cze­ka­łem na was w tym świń­stwie. Nie zno­szę for­mal­nych stro­jów.

– Wywiad tro­chę się prze­dłu­żył – wyja­śni­łem. – Rozu­miem, że publicz­ność nie może nas teraz zoba­czyć?

– Tak – potwier­dził. – Będą widzieć, jak tu wcho­dzi­cie, a potem jak wycho­dzi­cie, ale nic z tego, co dzieje się w środku. To jak pomiesz­cze­nie dla ławy przy­się­głych.

Jego miesz­ka­nie wyglą­dało dokład­nie tak jak zawsze, ale tym razem wysprzą­tał je jesz­cze porząd­niej. Od naszej ostat­niej wizyty w magiczny spo­sób poja­wiły się w nim dwa łóżka.

– Posłużą do trans­for­ma­cji, jeśli będzie potrzebna – wyja­śnił. – Pamię­tasz, co się stało z Pączuś, gdy zja­dła ulep­szony sucha­rek dla pupila?

Prze­łkną­łem ślinę na wspo­mnie­nie dzi­wacz­nej glu­to­wa­tej kuli mięsa, w którą prze­mie­niła się wów­czas kotka.

– No dobrze – pod­jął Mor­de­cai – czy usta­li­li­ście już, kto chce być pierw­szy? Oso­bi­ście suge­ro­wał­bym, żeby Kró­lewna…

– Ja – prze­rwała mu Pączuś, wska­ku­jąc na jedno z łóżek. – Jazda z tym kok­sem.

– Dobrze. Usiądź sobie, Carl – powie­dział Mor­de­cai.

Wybra­łem jedno z krze­seł. Mongo wsko­czył mi na kolana i zaskrze­czał z nutą tro­ski w gło­sie.

– Mamusi nic nie będzie – uspo­ko­iła go Pączuś. – Posiedź sobie kilka minu­tek z wuj­kiem Car­lem, a mamu­sia zaj­mie się na chwilkę pracą. Bądź grzeczny.

Mały welo­ci­rap­tor usa­do­wił się wygod­nie na moich kola­nach. Nagle poczu­łem nie­po­kój na myśl, że jego zęby zna­la­zły się tak bli­sko mojego kro­cza. Nie wie­dzia­łem, co się sta­nie, jeśli teraz mnie ugry­zie. Pew­nie nie zostałby już tele­por­to­wany na zewnątrz, ale raczej zamro­żony w miej­scu jak poprzed­nio Frank i Mag­gie. Mia­łem nadzieję, że nie będę musiał na wła­sne oczy się prze­ko­ny­wać, czy moje przy­pusz­cze­nia są słuszne.

– Dobrze – powie­dział Mor­de­cai. Poma­chał ręką i w powie­trzu poja­wił się ekran, jak w pro­gra­mie Odette. – Twoja obecna rasa to „kot”. Tutaj znaj­duje się lista wszyst­kich dostęp­nych dla cie­bie ras. Wygląda na to, że dosta­łaś trzy­sta dwa­dzie­ścia moż­li­wo­ści. Umiesz­czono je na liście w kolej­no­ści alfa­be­tycz­nej i możesz kli­kać na każdą z nich, żeby zapo­znać się z naj­mniej­szymi szcze­gó­łami. Dodat­kowo sztuczna inte­li­gen­cja zawę­ziła swoje reko­men­da­cje do trzech. Przez następną godzinę będziemy szcze­gó­łowo oma­wiać twoje moż­liwe wybory, a potem…

– Wybie­ram kota. Idźmy dalej!

Mor­de­cai wziął głę­boki oddech.

– Pączuś, kilka z opcji, jakie się tu znaj­dują, pozwoli ci wyglą­dać w zasa­dzie tak samo jak…

– Kot. To moje ostat­nie słowo. Przejdźmy do następ­nego kroku.

Mor­de­cai spoj­rzał na mnie. Wzru­szy­łem ramio­nami. Pączuś od początku jasno dawała do zro­zu­mie­nia, że nie zamie­rza zmie­niać rasy. Byłem wystar­cza­jąco zado­wo­lony, że porzu­ciła myśl, aby ze mnie także zro­bić kota.

– Niech będzie – ustą­pił Mor­de­cai. – Pokaże ci się teraz komu­ni­kat i trzeba będzie potwier­dzić wybór rasy za pomocą klik­nię­cia.

– Zacze­kaj – powstrzy­ma­łem ją, bo przy­szło mi do głowy coś okrop­nego. – Ona nie wróci od tego do, no wiesz, stanu poprzed­niego?

– Za późno – odparła Pączuś. Roz­bły­sła na chwilę. – Już klik­nę­łam. – Spoj­rzała na swoją łapkę. – Czuję się tak samo.

– Nie wróci – powie­dział Mor­de­cai, rzu­ca­jąc Pączuś zna­czące spoj­rze­nie – ale zada­wa­nie takich wła­śnie pytań jest ważne. Usta­wi­łem to tak, że Pączuś wybrała brak wyboru. Niczego to nie zmieni, ale będzie teraz miała dostęp do kilku raso­wych bonu­sów, które wcze­śniej były dla niej nie­do­stępne.

– Bonu­sów? Jakich? – zapy­tała Pączuś.

– Nie wiem, Kró­lewno Pączuś – odparł Mor­de­cai ze znu­że­niem w gło­sie. – Nie pozwo­li­łaś nam przyj­rzeć się opcjom kota w menu. Sama je zoba­czysz, gdy zakoń­czymy cały pro­ces. I w tym momen­cie i tak byś się nie zmie­niła. Trans­for­ma­cja ma miej­sce dopiero na samym końcu.

– Okej, Pączuś – powie­dzia­łem. – Musimy poważ­nie prze­my­śleć twój następny wybór. Zobaczmy naj­pierw suge­stie sztucz­nej inte­li­gen­cji. Dobrze?

– Zatem do dzieła! – powie­działa kotka. – Pokaż­cie mi wszystko, co ma w nazwie „księż­niczkę” albo „kró­lową”.

– Przejdźmy więc do następ­nego etapu – powie­dział Mor­de­cai.

Na ekra­nie poja­wiła się lista, ale wyglą­dała na znacz­nie krót­szą niż poprzed­nia. Mor­de­cai zamilkł, a jego oczy roz­bły­sły, gdy bły­ska­wicz­nie prze­glą­dał opcje.

– Dobrze, Kró­lewno Pączuś. Wygląda na to, że otrzy­ma­łaś trzy­dzie­ści cztery moż­liwe klasy. To dosyć krótka lista. Naj­krót­sza, jaką w życiu widzia­łem, ale sądzę, że to rezul­tat wyboru rasy i posia­da­nych przez cie­bie para­me­trów. Twoja pod­sta­wowa Kon­dy­cja na­dal wynosi tylko dwa. – Zamilkł. – Nie, jed­nak cztery, bo wybra­łaś jako rasę kota. – Znowu przez moment prze­glą­dał nie­wi­doczne dla nas menu. – Teraz rozu­miem. To wynika z kom­bi­na­cji czte­rech czyn­ni­ków. Poza tym macie prze­pustki do Klubu Despe­rado, które cał­ko­wi­cie wyklu­czają wybór kilku klas. A tiara na główce Pączuś ogra­ni­cza pozo­stałe opcje jesz­cze bar­dziej. Ale to nie szko­dzi, na­dal pozo­stało jej kilka świet­nych moż­li­wo­ści.

– To które są dobre? – zapy­tała Pączuś, przy­glą­da­jąc się liście. – Ooo, to brzmi faj­nie! Jed­no­cze­śnie groź­nie, tajem­ni­czo i roz­ryw­kowo. Wybie­ram to!

– Zacze­kaj! – powie­dzia­łem, pod­ry­wa­jąc się. Zła­pa­łem pod pachę Mongo, który w mię­dzy­cza­sie zdą­żył zasnąć, i popę­dzi­łem do ekranu. – Nie wybie­raj niczego, dopóki dokład­nie się temu nie przyj­rze­li­śmy!

Pączuś wska­zała na coś o nazwie Nekro­Bardka.

Mor­de­cai chrząk­nął.

– To nie jest zły wybór. Sta­nowi jedną z trzech reko­men­da­cji.

Przyj­rza­łem się liście. Jedy­nymi dostęp­nymi dla Pączuś kla­sami bazo­wymi były Bardka, Użyt­kow­niczka Magii i Bar­ba­rzynka. Każda z tych klas miała pod spodem kilka dodat­ko­wych pozy­cji, w tym Nekro­mantkę, Magi­nię Wia­tru i Cza­row­nicę. Klasa Nekro­Bardki znaj­do­wała się zarówno pod Bardką, jak i pod Nekro­mantką. Był też nagłó­wek Klasy Ziem­skie i więk­szość tych dostęp­nych umiesz­czona była wła­śnie pod nim, a wśród nich kilka cie­ka­wych pozy­cji, jak Dzika Kotka Ber­ser­kerka, Zwie­rzę Eks­pe­ry­men­talne oraz Ści­gaczka w Rol­ler Derby.

Spoj­rza­łem na listę trzech suge­stii wybra­nych przez sztuczną inte­li­gen­cję. Były nimi:

Szy­cha ze Strefy Arty­stów

Nekro­Bardka

oraz

Była Dzie­cięca Aktorka

W myślach podzię­ko­wa­łem bogom tej gry, że nie nazwali tej klasy z wyści­gów wrot­kar­skich „Kró­lową Derby”. Pączuś na pewno nale­ga­łaby, żeby ją wybrać. Roz­ma­wia­li­śmy o tym i opra­co­wa­li­śmy plan, oparty luźno na radach Odette, ale kotce zda­rzało się czę­sto podej­mo­wać sza­lone decy­zje.

– Pączuś – powie­dzia­łem – klik­nij na każdą z trzech reko­men­da­cji i zobacz, jakie mają opisy.

– Mówię ci już teraz, że abso­lut­nie nie zamie­rzam wybrać tego – oświad­czyła Pączuś, kli­ka­jąc na pierw­szą pro­po­zy­cję.

Szy­cha ze Strefy Arty­stów

Ta klasa oparta na Cha­ry­zmie i Inte­li­gen­cji to współ­cze­sna forma kupca. Wyko­rzy­stu­jąc wyjąt­kowy arty­styczny talent, by roz­ba­wić i ocza­ro­wać swo­ich zio­mów ner­dów, Szy­cha z kon­wen­to­wej Strefy Arty­stów wędruje po całym świe­cie, ofe­ru­jąc na sprze­daż swój łamiący prawa autor­skie towar. Cho­ciaż fizycz­nie ten dzielny przed­się­biorca nie sta­nowi więk­szego zagro­że­nia, bar­dzo trudno go zra­nić. Człon­ko­wie tej klasy otrzy­mują nastę­pu­jące bonusy:

+5 do Zwin­no­ści

Natych­mia­stowy dostęp do zaklę­cia Tar­cza poziomu 5

25% zniżki we wszyst­kich skle­pach oraz 15% pre­mii do wszyst­kich sprze­daży

Pre­mia 10% do wszyst­kich monet przy zej­ściu na następny poziom

Umie­jęt­ność Tro­pi­ciel na pozio­mie 5

Dostęp do Ulep­szo­nego Uniku, który pozwala wytre­no­wać umie­jęt­ność Unik do poziomu 20

Umie­jęt­ność Unik na pozio­mie 5 (już dostępna)

Dodat­kowe pod­klasy poja­wią się na pozio­mie 6.

To Klasa Ziem­ska. Po wybo­rze Klasy Ziem­skiej dosta­niesz w pre­zen­cie Srebrną Ziem­ską Skrzynkę na zachętę.

Mor­de­cai chrząk­nął.

– Ten pre­zent w bonu­sie jest dość kiep­ski w porów­na­niu z tym, co zwy­kle ofe­rują. Zazwy­czaj dostaje się złotą skrzynkę i kilka dodat­ko­wych punk­tów para­me­trów.

– Wcale mnie to nie dziwi – mruk­ną­łem. Mój wzrok natych­miast powę­dro­wał do umie­jęt­no­ści Tro­pi­ciel. Odette powie­działa, że muszę ją mieć. Jed­nak szu­ka­li­śmy także cze­goś innego.

– Ale to i tak – cią­gnął Mor­de­cai – bar­dzo dobry wybór dla niej. Jeśli zdoła wytre­no­wać Unik do poziomu pięt­na­stego, będzie prak­tycz­nie nie­moż­liwa do zra­nie­nia. I dwu­dzie­sto­pię­cio­pro­cen­towa zniżka w skle­pach też jest świetna, a prze­cież dosta­nie ją jako doda­tek do zniżki, jaka wynika z jej Cha­ry­zmy. Będzie kupo­wać wszystko za połowę ceny, a to naprawdę się przy­daje. Lecz co naj­waż­niej­sze, zyska w ten spo­sób dostęp do umie­jęt­no­ści Tro­pi­ciel. To sprawi, że znaj­do­wa­nie scho­dów, skle­pów i gil­dii sta­nie się o wiele prost­sze.

– Nie ma mowy – zapro­te­sto­wała Pączuś. – Strefa Arty­stów na kon­wen­cie? Serio? Czy to nie te nerdy, które lubią Gwiezdne Wojny i rysują obrazki z kotami ubra­nymi jak kole­sie z Dru­żyny A? – Wzdry­gnęła się.

– To dobra opcja – powie­dzia­łem. – Spójrzmy na dwie pozo­stałe.

Nekro­Bardka

Ta nie­co­dzienna klasa łączy jedną z naj­bar­dziej uwiel­bia­nych pro­fe­sji z jedną z naj­bar­dziej pogar­dza­nych. Nekro­manci spe­cja­li­zują się w magii opar­tej na przy­zy­wa­niu umar­łych. Bar­do­wie muszą wybrać umie­jęt­ność zwią­zaną z roz­rywką. Zależ­nie od tego, czy będzie to śpiew, gra na wuwu­zeli czy opo­wia­da­nie histo­rii, uzbro­jony w ten spo­sób zawod­nik będzie wyko­rzy­sty­wał swoją umie­jęt­ność do zaba­wia­nia, chro­nie­nia albo zauro­cza­nia zarówno żywych, jak i umar­łych.

Człon­ko­wie tej klasy otrzy­mują nastę­pu­jące bonusy:

Natych­mia­stowy dostęp do poziomu 5 dowol­nej umie­jęt­no­ści zwią­za­nej z roz­rywką

Dostęp do wszyst­kich klu­bów z zamkniętą listą człon­ków, bez względu na posia­dane obec­nie człon­ko­stwa

Dar­mowe pokoje we wszyst­kich bez­piecz­nych prze­strze­niach

Dodat­kowy koszt w wyso­ko­ści 10% many przy rzu­ca­niu wszyst­kich zaklęć nie­na­le­żą­cych do reper­tu­aru Barda lub Nekro­manty

Natych­mia­stowy dostęp do poziomu 3 zaklę­cia Prze­ka­ba­ca­nie Nie­umar­łych

Natych­mia­stowy dostęp do poziomu 3 zaklę­cia Łowca Maj­te­czek

+5 do Kon­dy­cji, Cha­ry­zmy i Inte­li­gen­cji

−2 do Siły

Dodat­kowe bonusy zależą od wyboru umie­jęt­no­ści zwią­za­nej z roz­rywką.

– Na wszyst­kie świę­to­ści – powie­dzia­łem – przy­się­gam, że porzucę cię tu i teraz, jeśli posta­no­wisz grać na wuwu­zeli.

– Mogła­bym grać na jakimś instru­men­cie – powie­działa Pączuś z zachwy­tem. – Mogła­bym zostać pio­sen­karką!

– Przy­po­mi­nam, że mie­li­śmy utrzy­my­wać przy sobie widzów – ostrze­głem.

– Ten opis nie wspo­mina o tym, że wiele zaklęć nekro­manty będzie rzu­ca­nych za pomocą jej instru­mentu – uzu­peł­nił Mor­de­cai. – Ozna­cza to, że nie będzie musiała do nich uży­wać punk­tów magii. To nie­sa­mo­wi­cie korzystne. Poza tym każdy instru­ment ma długą listę dodat­ko­wych bonu­sów. Nekro­Bardka będzie świet­nym wybo­rem, jeśli ty, Carl, zde­cy­du­jesz się na klasę ofen­sywną. Któ­rąś z tych, które zadają wyso­kie obra­że­nia. Pączuś posia­da­łaby wów­czas sze­roką gamę umie­jęt­no­ści zapew­nia­ją­cych ochronę i wspar­cie.

– Zobacz, Carl! Mogła­bym grać na har­mo­nijce! – wykrzyk­nęła Pączuś. Otwo­rzyła dodat­kowe menu z listą umie­jęt­no­ści. Pra­wie zadła­wiła się z zachwytu. – Bongo! Carl, oni mają bębenki bongo.

– Na har­mo­nijce? Jak to by w ogóle miało dzia­łać? – zapy­ta­łem. – Nie masz prze­ciw­staw­nych kciu­ków.

– Do har­mo­nijki nie są potrzebne żadne kciuki, Carl. Nie jeśli znajdę sobie jedną z tymi teges na szyję.

Wyobra­zi­łem sobie, jak Zev pró­buje mnie udu­sić, gdy­bym pozwo­lił Pączuś wybrać jakiś gro­te­skowy instru­ment.

– Pro­szę, spójrzmy po pro­stu na trze­cią opcję.

Była Dzie­cięca Aktorka

Ta rzadka klasa to odmiana klasy Aktorka. Uzy­skują do niej dostęp wyłącz­nie zawod­nicy, któ­rzy zdo­byli osią­gnię­cie „Cię­cie!” oraz co naj­mniej bilion odsłon.

Kie­dyś roz­pusz­czony bachor i mię­dzy­na­ro­dowa gwiazda, potem ofiara uza­leż­nie­nia od nar­ko­ty­ków – odczoł­ga­łaś się od kra­wę­dzi sil­niej­sza niż kie­dy­kol­wiek. Jesteś gotowa na wielki powrót. Ta klasa oparta na Cha­ry­zmie i przy­padku może zadzia­łać lub nie. Albo wej­dziesz na sam szczyt, albo za tydzień znajdą cię mar­twą w jakimś rowie.

Ta uni­kalna Klasa Ziem­ska bazuje na pod­kla­sie Bardka/Łotrzyca Specka od Wszyst­kiego, jed­nak z kil­koma waż­nymi róż­ni­cami.

Poza wyli­czo­nymi poni­żej bonu­sami wyróż­nia­jącą cechą tej wszech­stron­nej klasy jest umie­jęt­ność Aktorka na pozio­mie 3. Prze­cho­dzi ona na wyż­szy poziom wyłącz­nie po zej­ściu na kolejne pię­tro Lochu.

Dodat­kowe bonusy:

Odpor­ność na wszyst­kie cho­roby i tru­ci­zny

Umie­jęt­ność Kara­luch na pozio­mie 5

+10% do Cha­ry­zmy

+15% do szyb­ko­ści wzro­stu wszyst­kich umie­jęt­no­ści opar­tych na Cha­ry­zmie

Bonus Mene­dżera

To Klasa Ziem­ska. Po wybo­rze Klasy Ziem­skiej dosta­niesz w pre­zen­cie Srebrną Ziem­ską Skrzynkę na zachętę.

Patrzy­łem, jak w cza­sie lek­tury Pączuś sze­roko otwie­rała oczy ze zdu­mie­nia.

– Co to, do cho­lery, jest umie­jęt­ność Aktorka? I Kara­luch? – zapy­ta­łem. – I czym było osią­gnię­cie „Cię­cie!”? W ogóle takiego nie pamię­tam.

– Dosta­łam je za świetną grę aktor­ską – wyja­śniła Pączuś. – Jak wystrych­nę­li­śmy na dudka te gobli­nie sza­manki.

– Ale na­dal nie wiem, co zna­czy „Aktorka”. Mor­de­cai?

Mor­de­cai mil­czał przez kilka chwil. Skrzy­wił się z nie­sma­kiem. Na jego nowej twa­rzy inkuba wyglą­dało to nie­mal groź­nie.

– Co? – ock­nął się. – Ach, Aktorka. To tro­chę skom­pli­ko­wane. Pączuś mogłaby na każ­dym pozio­mie wybie­rać sobie spe­cjal­ność.

– Spe­cjal­ność? – zapy­ta­łem.

– Po pro­stu może na każ­dym pozio­mie wybrać nową klasę. Od tej pory każdy poziom Lochu będzie miał jakiś motyw prze­wodni, więc taka umie­jęt­ność na pewno by się przy­dała. Jeśli na następ­nym pozio­mie zaroi się od lodo­wych potwo­rów, Pączuś będzie mogła wybrać klasę opartą na ogniu i tak dalej. Umie­jęt­ność ma jed­nak silny kom­po­nent losowy. Jeśli Pączuś ją wybie­rze, a potem posta­nowi zostać magi­nią ognia, sztuczna inte­li­gen­cja rzuci kośćmi i zde­cy­duje, ile przy­znać jej wyko­rzy­stu­ją­cych ogień zaklęć i umie­jęt­no­ści. I gdy tylko Pączuś opu­ści poziom, straci wszyst­kie dotych­cza­sowe umie­jęt­no­ści i będzie musiała wybie­rać od nowa. Jed­no­cze­śnie każdy awans umie­jęt­no­ści Aktorka na kolejny poziom ozna­cza zdo­by­cie lep­szych umie­jęt­no­ści na tym pozio­mie. Byłaby dość słaba na niż­szych pozio­mach, ale gdy­by­ście doszli dalej, mogłaby stać się cał­kiem silna, zależ­nie od wybra­nych przez nią klas.

– Chyba nie bar­dzo mi się to podoba – powie­dzia­łem. – Zbyt wiele zależy od przy­padku. A co z jej dotych­cza­so­wymi umie­jęt­no­ściami, jak zaklę­cie Magiczny Pocisk?

– Te pozo­sta­łyby nie­tknięte. Gdyby jed­nak wybrała klasę, która obniża jej te zaklę­cia i umie­jęt­no­ści, obo­wią­zy­wa­łyby ją wszyst­kie obcią­że­nia. Na przy­kład jeśli wybie­rze spe­cjal­ność Nekro­mantka, zaklę­cie Magiczny Pocisk będzie kosz­to­wać o dzie­sięć pro­cent wię­cej many, ale tylko na tym jed­nym pozio­mie. A jeśli wybie­rze Cza­row­nicę, jej Kon­dy­cja obniży się o jeden punkt, dopóki nie opu­ści tego poziomu Lochu.

Podo­bało mi się, że Pączuś byłaby odporna na tru­ci­zny i cho­roby.

– A czym jest umie­jęt­ność Kara­luch?

– Daje szansę prze­trwa­nia śmier­tel­nego ataku. Na pozio­mie pią­tym mogłaby prze­żyć jeden śmier­telny cios na walkę, cho­ciaż zosta­łoby jej nie­wiele punk­tów życia. Na pozio­mie dzie­sią­tym ta umie­jęt­ność spra­wia, że punkty życia w ogóle nie spa­dają po pierw­szym śmier­telnym ude­rze­niu. Pro­blem polega na tym, że można ją wyćwi­czyć wyłącz­nie poprzez uży­wa­nie. Albo zwięk­szyć jej poziom za pomocą elik­si­rów, albo w gil­dii tre­nin­go­wej, jeśli zdo­ła­cie jakąś zna­leźć, ale to może być kosz­towne.

– Mnie się podoba – oświad­czyła Pączuś. – Jeśli to wybiorę, będę mogła zosta­wać na każ­dym pozio­mie Nekro­Bardką, ale wybie­rać sobie nowy instru­ment. Czy to nie byłoby cie­kawe? Naj­lep­sze z obu świa­tów!

– Nie­ko­niecz­nie, Pączuś – ostu­dzi­łem ją. – Jeśli sztuczna inte­li­gen­cja wylo­suje ci kiep­skie para­me­try, zosta­niesz ze sła­bymi umie­jęt­no­ściami i zaklę­ciami do końca poziomu.

– Otóż to – potwier­dził Mor­de­cai.

– Przyj­rzyjmy się naj­pierw pozo­sta­łym moż­li­wo­ściom – zapro­po­no­wa­łem. – Ale ze wszyst­kich trzech naj­bar­dziej podoba mi się Szy­cha ze Strefy Arty­stów.

– Zga­dzam się – powie­dział Mor­de­cai. – Nekro­Bardka mogłaby być lep­sza. Ale masz rację, Carl. Ta decy­zja może się oka­zać ryzy­kowna dla waszej pozy­cji w mediach spo­łecz­no­ścio­wych.

Przez jakiś czas dys­ku­to­wa­li­śmy nad pozo­sta­łymi moż­li­wo­ściami, przy­glą­da­jąc się uważ­nie umie­jęt­no­ściom. Dzika Kotka Ber­ser­kerka była zasad­ni­czo rodza­jem bar­ba­rzyńcy i po wybra­niu tej klasy Pączuś na pewno zgi­nę­łaby przez niskie punkty życia, a Zwie­rzę Eks­pe­ry­men­talne było po pro­stu magiem spe­cja­li­zu­ją­cym się w tru­ci­znach. Wybór tej klasy powo­do­wał rów­nież, że zawod­nik zaczy­nał migo­tać na zie­lono. Cza­row­nica ozna­cza­łaby nowy zestaw sen­sow­nych umie­jęt­no­ści, ale obni­ży­łaby Kon­dy­cję Pączuś o jeden punkt, co nara­zi­łoby ją na zbyt duże nie­bez­pie­czeń­stwo. Pozo­stałe klasy wyma­gały ata­ków z bli­skiej odle­gło­ści i nie nada­wały się dla kotki.

Wzią­łem głę­boki oddech.

– Wiem, że nie­szcze­gól­nie ci się to podoba, ale naprawdę uwa­żam, że powin­naś wybrać Szy­chę ze Strefy Arty­stów. Nie jest to ide­alna opcja, ale naj­bar­dziej uni­wer­salna z tych dostęp­nych.

– Dobrze – powie­działa.

Wymie­ni­łem spoj­rze­nie z Mor­de­ca­iem, żeby upew­nić się, czy to kupił. Wyda­wał się scep­tyczny.

– Naprawdę? – zapy­ta­łem.

Pączuś wyko­nała koci odpo­wied­nik wzru­sze­nia ramio­nami.

– Musimy prze­cież wybrać to, co naj­lep­sze dla dru­żyny, nie­praw­daż? Chcesz, żebym była nerdką, to będę nerdką.

Pączuś: CARL, JESTEŚ PEWIEN? ON BĘDZIE NAPRAWDĘ WŚCIE­KŁY.

Carl: Zrób to.

– No dobrze – powie­dział Mor­de­cai. – Teraz pojawi się menu i będziesz musiała prze­wi­nąć je do dołu i wybrać klasę.

Kotka roz­bły­sła na moment. Chwilę póź­niej roz­bły­sła jesz­cze raz.

– Gotowe. Jestem głu­pią Szy­chą ze Strefy Arty­stów.

– Cho­lerny świat, Pączuś! – zawo­łał Mor­de­cai. – Cho­lerny jebany świat!

– O rety – powie­dzia­łem. Mongo poru­szył się na moich kola­nach. – Co się dzieje?

– Mor­de­cai, mój drogi, ta kwe­stia należy do Carla. Musisz sobie zna­leźć coś innego. Carl, on jest nie­za­do­wo­lony, bo wybra­łam klasę Dawna Dzie­cięca Aktorka. Zagra­łam to, co? Czy nie byłam cudowna?

– Niczego nie zagra­łaś – popra­wi­łem ją. – Skła­ma­łaś.

– Tech­nicz­nie nie skła­ma­łam. Wybra­łam Szy­chę ze Strefy Arty­stów jako spe­cjal­ność na pozio­mie trze­cim. To i tak z grub­sza to samo, więc nie rozu­miem, czemu się tak uniósł. Powia­do­mie­nie mówiło, że dosta­łam wszyst­kie bonusy oprócz dwu­dzie­sto­pię­cio­pro­cen­to­wej zniżki. I zaklę­cia Tar­cza. I umie­jęt­no­ści Tro­pi­ciel.

– To chyba wszyst­kie uży­teczne bonusy, Pączuś. – Wes­tchną­łem. – Przy­naj­mniej twoja Cha­ry­zma jest teraz wyż­sza. I na­dal masz umie­jęt­ność Kara­luch.

– I jestem odporna na tru­ci­zny i cho­roby!

– Tak – przy­znał Mor­de­cai z prze­ką­sem. – Do tego otrzy­ma­łaś Bonus Mene­dżera.

– O wła­śnie – wtrą­ci­łem. – Co to takiego?

Wie­dzia­łem już, na czym pole­gał bonus mene­dżera. Odette wyja­śniła go ze szcze­gó­łami.

– To ja – odparł Mor­de­cai. – Ja jestem mene­dże­rem. Od tej pory aż do końca waszego pobytu w tym prze­klę­tym miej­scu będę auto­ma­tycz­nie tele­por­to­wać się do każ­dej bez­piecz­nej prze­strzeni, w jakiej się znaj­dzie­cie.

– Jupi! – zawo­łała Pączuś.

– Nie, nie „jupi” – roze­źlił się Mor­de­cai. – Po tym pozio­mie mia­łem zostać prze­nie­siony do gil­dii magicz­nej. Lubię pro­wa­dzić gil­die magiczne. Dostaję prze­stron­niej­szy pokój i dostęp do więk­szej liczby elik­si­rów i zaklęć. Teraz zostanę zmu­szony spę­dzać z wami czas za każ­dym razem, gdy pój­dzie­cie spać albo zatrzy­ma­cie się w gospo­dzie, by umyć zęby. Z dala od mojego miesz­ka­nia, ubrań i jedze­nia. O, bogo­wie! I stra­ci­łem dostęp do tuneli. Koniec z tele­wi­zją. Koniec ze spraw­dza­niem szcze­gó­łów w kodek­sie infor­ma­cyj­nym. I ponie­waż nie mogę już wię­cej patrzeć, jak roz­bi­ja­cie się po Lochu, nie otrzy­mam żad­nego ostrze­że­nia przed nad­cho­dzącą tele­por­ta­cją. A jeśli kupi­cie pry­watną prze­strzeń… – Zaczął mam­ro­tać coś pod nosem.

– To nie było w porządku, Pączuś – powie­dzia­łem.

Pączuś: MÓWI­ŁAM, ŻE BĘDZIE SIĘ ZŁO­ŚCIŁ. NIE LUBIĘ, JAK LUDZIE SIĘ NA MNIE ZŁOSZ­CZĄ.

Carl: Tak, jest wku­rzony. Sorki za to.

Odette nas ostrze­gła:

– Jeśli będzie­cie chcieli wybrać bonus mene­dżera i nie będzie on dostępny przy oczy­wi­stym wybo­rze, musi­cie spra­wić, żeby to wyglą­dało na błąd – powie­działa. – Nie pytaj go o to, bo gdy wam wyja­śni, będzie już za późno. Nie wolno mu nic powie­dzieć, dopóki nie zapy­ta­cie. Niech to wygląda na pomysł Pączuś, z któ­rym ty nie mia­łeś nic wspól­nego. Mor­de­cai potrafi nie­źle się obra­zić, ale uważa kotkę za dziecko. Jej wyba­czy. Jeśli kie­dy­kol­wiek się dowie, że zro­bi­łeś to spe­cjal­nie, ni­gdy ci tego nie zapo­mni.

– Co, jeśli ten bonus jest dołą­czony do kiep­skiej klasy? – zapy­ta­łem. – Faj­nie jest mieć go przy sobie, ale nie wiem, czy to będzie miało sens, jeśli nasz wybór osłabi Pączuś.

– Jako prze­wod­nik po grze w wielu sytu­acjach nie może wam udzie­lić pomocy, a w wielu innych musi mil­czeć. Gdy będzie mene­dże­rem, takie ogra­ni­cze­nia prze­staną go obo­wią­zy­wać. Straci dostęp do kodeksu i jedy­nym źró­dłem tego, co wam opo­wie, staną się jego wspo­mnie­nia. Jed­nak Mor­de­cai spę­dził w Lochu tak dużo czasu, że jego mózg to jeden z naj­bar­dziej pomoc­nych dla zawod­nika zaso­bów. Jak długo zechce wam poma­gać, pozy­cja mene­dżera będzie słab­sza wyłącz­nie od jego obec­no­ści w dru­ży­nie. Będzie mógł korzy­stać z funk­cji czatu. Jest mistrzem alche­mii. Postaw go przed Sto­łem Alche­mika, a będzie two­rzył dla cie­bie elik­siry. Sam widzisz, jakie to ozna­cza zyski.

Ski­ną­łem głową na znak, że istot­nie je widzę. Posta­no­wi­li­śmy więc sko­rzy­stać z rady Odette. Nie podo­bało mi się, że musie­li­śmy okła­mać albo wziąć Mor­de­caia pod­stę­pem. Był tak bli­skim przy­ja­cie­lem, jakim mógł stać się dla mnie kosmita, i rozu­mia­łem, że gdyby kie­dy­kol­wiek dowie­dział się o moim oszu­stwie, zaufa­nie i przy­jaźń mię­dzy nami mogłyby zostać nie­od­wra­cal­nie zerwane. Poza tym nie ufa­łem Odette. Byli­śmy jej dłużni i moż­liwe, że dali­śmy jej do rąk coś, co mogła potem wyko­rzy­stać prze­ciw nam. Jed­nak wie­rzy­łem, że naprawdę pra­gnie, byśmy prze­trwali tak długo, jak to tylko moż­liwe.

Po krót­kiej dys­ku­sji z Pączuś doszli­śmy do wnio­sku, że to warte ryzyka. Wybie­rzemy bonus mene­dżera, jeśli będzie dostępny.

Pięk­nie wyrzeź­bione wargi Mor­de­caia wyrzu­cały z sie­bie kolejne wyrze­ka­nia. Jego pło­nący wzrok sku­pił się na Pączuś:

– Moje gra­tu­la­cje, zawod­niczko. Jesteś teraz Kró­lewną Pączuś, Kotką Byłą Dzie­cięcą Aktorką poziomu trzy­na­stego. Witaj na jeba­nym trze­cim pozio­mie Lochu!

Rzu­cił mi nie­na­wistne spoj­rze­nie.

– Twoja kolej – powie­dział.

2

Mor­de­cai wziął głę­boki wdech, a ja patrzy­łem, jak się uspo­kaja.

– Dobrze – powie­dział – przyj­rzyjmy się twoim opcjom, Carl.

Usia­dłem na łóżku. Na­dal śpią­cego Mongo umie­ści­łem na krze­śle. Pączuś usia­dła obok małego welo­ci­rap­tora i poło­żyła mu łapkę na główce.

Na ekra­nie poja­wiły się dłu­gie linie tek­stu.

– Wygląda na to, że masz trzy­sta dzie­więć­dzie­siąt osiem moż­li­wo­ści. To cał­kiem przy­zwo­ita liczba – powie­dział inkub.

Sku­pi­łem się na wer­sie, w któ­rym znaj­do­wały się trzy reko­men­da­cje sztucz­nej inte­li­gen­cji, i zaśmia­łem się na głos.

Hob­go­blin

Czło­wiek

oraz

Sasqu­atch

– Ojej, to dziwne – skwi­to­wał Mor­de­cai. – Jesz­cze ni­gdy nie widzia­łem, żeby sztuczna inte­li­gen­cja pole­cała zawod­ni­kowi dotych­cza­sową rasę.

– Sys­tem lubi stópki Carla – odparła Pączuś.

Mor­de­cai zro­bił dziwną minę. Otwo­rzył usta, jakby chciał coś powie­dzieć, ale osta­tecz­nie zmie­nił zda­nie.

Klik­ną­łem na pierw­szą rasę, hob­go­blina.

W powie­trzu uka­zał się wiru­jący trój­wy­mia­rowy model tego stwo­rze­nia. Był to zasad­ni­czo duży, bar­dziej musku­larny goblin, tylko z ropie­ją­cymi wrzo­dami na twa­rzy. Na jego widok ogar­nęły mnie mdło­ści i po raz pierw­szy naprawdę do mnie dotarło, co się tu teraz działo.

Mogłem powie­dzieć jedno słowo i zmie­nił­bym się w tę istotę już na zawsze. Ja jebię.

– Fuj – sko­men­to­wała Pączuś. – Carl, zabra­niam ci to wybie­rać. Jeśli musisz się zmie­niać, wybierz to, co on ma teraz. – Mach­nęła łapką w stronę Mor­de­caia. – Inkuba. Albo odmieńca. Tak, odmieńca! Będziesz mógł prze­cho­dzić trans­for­ma­cje, by dopa­so­wać się do mojej obec­nej klasy. Czy to by nie było cudowne?

– Żad­nej z tych opcji nie ma na liście – ostu­dzi­łem jej zapał. Cała idea tego odmieńca i tak mi się nie podo­bała. Mor­de­cai powie­dział wcze­śniej, że kopia, podob­nie jak w przy­padku Pączu­sio­wej umie­jęt­no­ści Aktorka, nie była zawsze tak dobra jak ory­gi­nał. Zbyt wielka wszech­stron­ność miała swoją cenę.

Hob­go­blin

Ta limi­to­wana rasa dostępna jest wyłącz­nie dla zawod­ni­ków, któ­rzy osią­gnęli poziom 5 umie­jęt­no­ści Obcho­dze­nie się z Mate­ria­łami Wybu­cho­wymi do momentu, w któ­rym stał się moż­liwy wybór rasy.

Hob­go­blin jest tym, co otrzy­mu­jemy, gdy trol­lowa dama zdoła upić goblina dość mocno, by skło­nić go do spę­dze­nia z nią na słod­kich igrasz­kach nocy. Wiel­kie, umię­śnione i inte­li­gentne, hob­go­bliny są świetne w budo­wa­niu puła­pek, ogar­nia­niu mate­ria­łów wybu­cho­wych oraz wszel­kiego rodzaju zamę­cie. Nie­stety są jed­no­cze­śnie tak brzyd­kie, że nawet gor­gony muszą zwró­cić obiad, gdy na nie spoj­rzą. Ta rasa jest naj­lep­sza dla klas opar­tych na Łotrzyku i Wojow­niku.

Auto­ma­tyczny bonus +3 do wszyst­kich umie­jęt­no­ści zwią­za­nych z pułap­kami i mate­ria­łami wybu­cho­wymi

+5% do pręd­ko­ści awansu wszyst­kich umie­jęt­no­ści zwią­za­nych z pułap­kami i mate­ria­łami wybu­cho­wymi

Otwiera dostęp do mate­ria­łów wybu­cho­wych wyż­szego rzędu oraz zdol­no­ści two­rze­nia puła­pek, pozwa­la­jąc, by jedna z rele­want­nych umie­jęt­no­ści awan­so­wała na poziom 20

Bez­płatny dostęp do wszyst­kich Warsz­ta­tów Hob­go­bli­niego Sapera

−5 do Cha­ry­zmy. Mak­sy­malna Cha­ry­zma wynie­sie 10

+1 do Zwin­no­ści

+2 do Inte­li­gen­cji

Dodaje umie­jęt­ność Rege­ne­ra­cji (obec­nie dostępna dzięki zbroi z trol­lo­wej skóry)

To była dobra rasa, wła­ści­wie ide­alna dla postaci, jaką sobie umy­śli­łem. Ale nie mia­łem zamiaru zmie­niać się w takiego stwora. Wyklu­czone. Bonusy były świetne, ale stra­cił­bym wszyst­kich obser­wu­ją­cych. Hob­go­bliny wyglą­dały obrzy­dli­wie, ale nie w ten brzydki-słodki spo­sób, co Mongo. Naprawdę nie­przy­jem­nie się na nie patrzyło.

Cie­ka­wiło mnie, co sys­tem miał do powie­dze­nia o ludziach.

Czło­wiek

Jesteś czło­wie­kiem. Zary­zy­kuję śmiałe stwier­dze­nie, że nie potrze­bu­jesz tu żad­nego opisu. Jeśli wybie­rzesz tę rasę, nic się nie zmieni. Poza tymi bonu­sami wyni­ka­ją­cymi z rasy:

+2 do wszyst­kich pod­sta­wo­wych para­me­trów

Zdol­ność adap­ta­cji: +2% do pręd­ko­ści awansu umie­jęt­no­ści na następny poziom

Wybra­nie tej rasy otwo­rzy dostęp do wielu eks­klu­zyw­nych klas ziem­skich.

Wzdry­gną­łem się lekko, kli­ka­jąc na ostat­nią z trzech opcji.

W powie­trzu zakrę­cił się wielki, wło­chaty huma­noid z ogrom­nymi sto­pami. Wyglą­dał pra­wie zupeł­nie jak stwór z reklam przy­sma­ków z suszo­nej woło­winy. Była to ste­reo­ty­powa, pokryta wło­sami wiel­ko­stopa istota z kłami i ogrom­nym czo­łem.

Sasqu­atch

Ta limi­to­wana rasa dostępna jest wyłącz­nie dla zawod­ni­ków, któ­rzy zdo­byli poziom piąty w umie­jęt­no­ści Plask do momentu, w któ­rym stał się moż­liwy wybór rasy.

Wielka Stopa. Yeti (jeśli zde­cy­du­jesz się na klasę opartą na lodzie). Małpa-skunks z Flo­rydy. Lista prze­zwisk, jakimi okre­śla się te istoty, jest w zasa­dzie nie­skoń­czona, ale rezul­tat zawsze jest ten sam. Weź czło­wieka, skrzy­żuj go z gory­lem, wynik krzy­żówki powiększ o pół metra, pokryj wło­sami, a potem dodaj stopy w roz­mia­rze 58. Otrzy­many w wyniku tej pro­ce­dury gigant jest potworną mie­szanką gra­cza wal­czą­cego z bli­skiej odle­gło­ści oraz czołgu.

+1 do umie­jęt­no­ści Łup

+1 do umie­jęt­no­ści Plask

−3 do Inte­li­gen­cji

−1 do Cha­ry­zmy

+6 do Siły

+6 do Kon­dy­cji

+2 do Zwin­no­ści

Otwiera dostęp do wyż­szych pozio­mów umie­jęt­no­ści Plask.

Spoj­rza­łem z odrazą na wiru­jący trój­wy­mia­rowy model wiel­ko­sto­pego stwora. Wbi­łem wzrok w jego wiel­kie błysz­czące stopy. Nie mia­łem zamiaru do tego dopu­ścić. Ani mi się śniło zro­bić z sie­bie pośmie­wi­sko, zosta­jąc paro­dią ziem­skiego stwora z legend. Przy­po­mnia­łem sobie, co powie­dział tam­ten ork – że jestem dziwką sztucz­nej inte­li­gen­cji. Nie. Nie ma mowy.

– Twoja rada? – zapy­ta­łem Mor­de­caia.

– Szu­kaj dalej – powie­dział. – Na liście znaj­duje się kilka dodat­ko­wych opcji, które dadzą dostęp do eks­klu­zyw­nych ziem­skich klas. Wnio­sku­jąc z tego, co mogła wybrać Pączuś, wydaje się, że ziem­skie klasy należą w tym roku do naj­lep­szych.

Przez następne dwie godziny czy­ta­łem opisy wszyst­kich dostęp­nych dla mnie ras. Mia­łem duży wybór, od niskich i przy­sa­dzi­stych małych ludzi­ków z fio­le­tową skórą o nazwie nocne kra­sno­ludy, przez wyso­kich i szczu­płych, przy­po­mi­na­ją­cych gazele wojow­ni­ków – elfy lyrx, aż po mon­stru­alne skalne potwory z jądrami z płyn­nej skały zwane sil­ni­kami węglo­wymi. Znaj­do­wał się pośród nich nawet paso­żyt­ni­czy stwór wiel­ko­ści palca o nazwie łowca inte­lek­tów. Zacie­ka­wiło mnie, czy takie same istoty kie­ro­wały Kor­po­ra­cją Val­tay, ale bałem się zapy­tać. Mogły zawład­nąć cia­łem każ­dej istoty, którą zabiły, cho­ciaż ciała ich ofiar natych­miast zaczy­nały gnić. Mor­de­cai powie­dział, że to dla mnie cał­kiem porządna opcja, ale nie umia­łem sobie wyobra­zić przy­bra­nia takiej formy.

Więk­szość z dostęp­nych istot miała bar­dzo podobne zalety. Z reguły nowe para­me­try ozna­cza­łyby wzrost o jakieś dzie­sięć punk­tów, a jeśli nie, to dostał­bym dodat­kowe poziomy umie­jęt­no­ści albo jakieś nowe zdol­no­ści, jak nocne widze­nie, zdol­ność lata­nia na krót­kie dystanse czy zaklę­cia spe­cy­ficzne dla rasy. Eks­klu­zywne rasy, jak hob­go­blin i sasqu­atch, zwy­kle miały jakieś dodat­kowe zalety, które czy­niły je nieco lep­szymi.

Wśród wszyst­kich tych opcji zna­la­złem ukrytą jedną, która była inna niż wszyst­kie. Pier­wotny. Klik­ną­łem na nią, ale nie poja­wił się żaden trój­wy­mia­rowy model.

Pier­wotny

Przez kilka pierw­szych sezo­nów Świata Lochu wszy­scy zawod­nicy zaczy­nali jako Pier­wotni. To czy­ste, nie­za­pi­sane tablice. Będziesz wyglą­dał jak do tej pory. Otrzy­masz wszyst­kie umie­jęt­no­ści zwią­zane z twoją obecną rasą z jed­nym wyjąt­kiem:

−1 do wszyst­kich pod­sta­wo­wych para­me­trów

Dostęp do wyż­szych pozio­mów wszyst­kich umie­jęt­no­ści. Można je awan­so­wać do poziomu 20

Wybór tej rasy otwo­rzy dostęp do wielu eks­klu­zyw­nych Klas Ziem­skich.

Zasta­na­wia­łem się nad tym przez kilka dłuż­szych chwil, pró­bu­jąc dojść, czy to była lep­sza czy gor­sza opcja niż zwy­kły czło­wiek.

– Jak trudno jest wytre­no­wać umie­jęt­ność powy­żej poziomu pięt­na­stego? – zapy­ta­łem Mor­de­caia.

– Wytre­no­wa­nie umie­jęt­no­ści do poziomu dzie­sią­tego czy jede­na­stego jest łatwe, jak długo regu­lar­nie z nich korzy­stasz. Spójrz tylko na Magiczny Pocisk Pączuś. Jeste­śmy dopiero na trze­cim pozio­mie, a zaklę­cie osią­gnęło już poziom dzie­wiąty. Ale każdy kolejny poziom jest o wiele trud­niej­szy do osią­gnię­cia, chyba że naprawdę sku­pisz się na tre­ningu. Ist­nieje wiele spo­so­bów na pod­nie­sie­nie poziomu umie­jęt­no­ści. Są gil­die, bonusy zwią­zane z ekwi­pun­kiem, kosz­towne elik­siry i zaklę­cia, na któ­rych śred­nio można pole­gać. Jeśli znaj­dzie­cie sobie naprawdę szczo­drego spon­sora, może poda­ro­wać wam coś, co ulep­szy wasze umie­jęt­no­ści. Jed­nak osią­gnię­cie wyż­szych pozio­mów jest moż­liwe, jeśli będzie­cie ciężko pra­co­wać i dzia­łać stra­te­gicz­nie. W każ­dym sezo­nie kilku zawod­ni­ków wybiera tę rasę, ale to się zwy­kle mało opłaca. Tylko nie­wielu z nich jest w sta­nie dopro­wa­dzić jedną bądź dwie umie­jęt­no­ści poza poziom pięt­na­sty.

– Ale czy warto mieć takie umie­jęt­no­ści?

– Jak naj­bar­dziej – odparł Mor­de­cai. – Ogni­sta Kula pięt­na­stego poziomu to potężne zaklę­cie, które jest w sta­nie zruj­no­wać dzień nawet naj­po­tęż­niej­szym mobom. Na pozio­mie dwu­dzie­stym może zmie­nić górę w aktywny wul­kan. Jeśli zdo­łasz dopro­wa­dzić jedną ze swo­ich umie­jęt­no­ści pię­ściar­skich na poziom pięt­na­sty, będziesz nie­po­wstrzy­many. Ale naj­pierw musisz tam dotrzeć. Jeśli wybie­rzesz tę rasę zamiast czło­wieka, stra­cisz dzie­sięć punk­tów para­me­trów i kilka innych, dodat­ko­wych. To jak­byś zaczął o pięć pozio­mów niżej, a to poważne wyzwa­nie. Nie sta­nowi jed­nak prze­szkody nie do poko­na­nia. Ten wybór może bar­dzo się opła­cić, jeśli opra­cu­jesz dobry plan i sku­pisz się na kilku klu­czo­wych umie­jęt­no­ściach.

– Pozwól, że zapy­tam cię o coś jesz­cze – powie­dzia­łem. – W cza­sie swo­jego pro­gramu ten cały Maestro poda­ro­wał Mag­gie coś, co nazy­wało się Legen­dar­nym Elik­si­rem Umie­jęt­no­ści. Czy to łatwo dostępny przed­miot?

– Nie mogę… – zamilkł na chwilę, spo­glą­da­jąc na Pączuś. Zro­bił kwa­śną minę, jakby wła­śnie sobie przy­po­mniał, że wszystko się zmie­niło dzięki bonu­sowi mene­dżera. – Nie są czę­sto spo­ty­kane, a jeśli znaj­dziesz je w jakimś skle­pie, będą warte wiele milio­nów zło­tych monet. Jeśli ta cała Mag­gie ma choć odro­binę oleju w gło­wie, sprzeda elik­sir. Jed­nak w cza­sie seg­mentu z Wojną Frak­cji na dzie­wią­tym pozio­mie każdy klan może zabrać ze sobą skrzy­nię z zapa­sami. Skrzy­nia jest jed­nostką miary obję­to­ści. Każdy klan wypełni swoją skrzy­nię takimi wła­śnie elik­sirami i magicz­nymi pier­ście­niami, i innymi małymi, ale potęż­nymi przed­mio­tami. Potem będę musiał wam wyja­śnić, jak to działa.

– Więc w skrzy­niach będą te elik­siry?

– Dzie­wiąty poziom otwo­rzy się za pół godziny i jakiś kwa­drans póź­niej więk­szość elik­si­rów zosta­nie wyko­rzy­stana, ale nie wszyst­kie. Długo by trzeba wyja­śniać.

– Jak ty uwa­żasz? – zapy­ta­łem. – Co powi­nie­nem wybrać, czło­wieka czy pier­wot­nego?

– Powi­nie­neś wybrać hob­go­blina albo sil­nik węglowy, ale taka decy­zja przy­czy­ni­łaby się zna­cząco do utraty obser­wu­ją­cych. Nikt nie lubi hob­go­bli­nów. Gospo­da­rze pro­gra­mów nie zno­szą ich zapra­szać.

Spoj­rza­łem na Pączuś, która tym­cza­sem zasnęła. Zwi­nęła się w kłę­bek obok Mongo.

– Czym w ogóle jest ten pier­wotny? – zapy­ta­łem. – Tu nic nie jest o nim napi­sane. Czy to coś, co wymy­ślili na potrzeby Lochu?

– Tak i nie – odparł Mor­de­cai. – Pier­wotni to nasi przod­ko­wie, pierw­szy ze zna­nych gatun­ków, który pod­bił kosmos. Matki w całym wszech­świe­cie stra­szą nimi swoje dzieci. Nikt nie wie, jak wyglą­dali. W ogóle nic o nich nie wia­domo poza tym, że roz­prze­strze­nili się po całej galak­tyce, a potem pew­nego dnia po pro­stu znik­nęli. Miała miej­sce wielka wojna, która ogar­nęła naj­dal­sze krańce galak­tyki. Tu i ówdzie możemy obser­wo­wać pozo­sta­ło­ści ich bitew. Jeśli pier­wotni wal­czyli z jakimś obcym dla sie­bie gatun­kiem, to nie wiemy z jakim. Gdy ktoś natyka się na porzu­cone ruiny ich cywi­li­za­cji, rezy­du­jąca w nich sztuczna inte­li­gen­cja, jeśli nie postra­dała zmy­słów, zwy­kle przy­biera formę rasy, która ją odkryła. Dla­tego wyglą­dają tak samo jak osoba, która obie­rze ich sobie na rasę. Mówi się, że pew­nego dnia wrócą. Matki grożą dzie­ciom, że pier­wotni po nie przyjdą, jeśli będą nie­grzeczne. Nie­które sys­temy czczą ich jako bogów.

Otwo­rzy­łem menu, prze­wi­ną­łem je do samego dołu i wybra­łem jako rasę Pier­wot­nego.

* * *

Moja lista dostęp­nych klas zawie­rała sześć­set pięć­dzie­siąt pozy­cji.

– Miał­byś ich wię­cej bez tego tatu­ażu na szyi – sko­men­to­wał Mor­de­cai.

– Czemu? I jakie klasy zostały usu­nięte?

– Klub Despe­rado nie wpusz­cza, jak im tam… świę­tosz­ków? Pry­mu­sów? Nie wpusz­cza ich do środka. Więc klasy Kle­ry­ków i Pala­dy­nów – wyja­śnił Mor­de­cai. – Do tego kilka klas mni­chów, co jest nie­for­tunne, bo warto by było rzu­cić na nie okiem. Myślę jed­nak, że otrzy­mane przez cie­bie suge­stie są dobre.

Spoj­rza­łem na reko­men­da­cje sztucz­nej inte­li­gen­cji. Wszyst­kie trzy pocho­dziły z puli Klas Ziem­skich.

Tech­nik z Dru­żyny Saper­skiej

Bok­ser Zawo­dowy

oraz

Anar­chi­sta do Wyna­ję­cia

– Hm… – mruk­ną­łem. Otwo­rzy­łem opisy wszyst­kich po kolei.

Tech­nik z Dru­żyny Saper­skiej

Ta eks­klu­zywna klasa dostępna jest wyłącz­nie dla zawod­ni­ków, któ­rzy zdo­byli osią­gnię­cie Łubu-du!

Ci, któ­rzy z wła­snej nie­przy­mu­szo­nej woli decy­dują się na pracę z mate­ria­łami wybu­cho­wymi, należą do naj­bar­dziej poje­ba­nych typów, na jakich można się nadziać w Lochu. Świet­nie ci idzie wysa­dza­nie szpeju w powie­trze. I cho­ciaż umiesz spra­wić, żeby bomby nie wybu­chały ci w rękach, Tech­nicy z Dru­żyny Saper­skiej mają ten­den­cję do tego, by w alar­mu­ją­cym tem­pie tra­cić zarówno przy­ja­ciół, jak i koń­czyny. Na szczę­ście ta klasa daje ci moż­li­wo­ści, by pozbyć się połowy tego pro­blemu.

Wszyst­kie pułapki z mate­ria­łami wybu­cho­wymi będą widoczne, gdy się do nich zbli­żysz.

Każdy pan­cerz jest o 10% bar­dziej efek­tywny.

+5% do umie­jęt­no­ści Bom­bowy Chi­rurg

+2 do Zwin­no­ści

+2 do Kon­dy­cji

−2 do Inte­li­gen­cji (osta­tecz­nie tylko kre­tyn wybrałby sobie taką pro­fe­sję)

W bonu­sie: Rege­ne­ra­cja Koń­czyn

To Klasa Ziem­ska. Po wybo­rze Klasy Ziem­skiej dosta­niesz w pre­zen­cie Srebrną Ziem­ską Skrzynkę na zachętę.

To wyglą­dało dobrze, a nawet bar­dzo dobrze, ale bra­ko­wało mi kilku klu­czo­wych dodat­ków, które były mi potrzebne. Następna klasa miała te same pro­blemy.

Bok­ser Zawo­dowy

Ta eks­klu­zywna klasa dostępna jest wyłącz­nie dla zawod­ni­ków, któ­rzy zdo­byli poziom 5 umie­jęt­no­ści Pię­ściar­stwo.

To pod­klasa Mni­cha.

Spo­ceni, pół­na­dzy męż­czyźni okrą­ża­jący się na bok­ser­skim ringu, miaż­dżący sobie nawza­jem twa­rze przy akom­pa­nia­men­cie wrza­sków tłumu. Publicz­no­ści nie obcho­dzi, kto z kim wal­czy, jak długo jedna ze stron legnie zakrwa­wiona na macie, nim zegar wybije pół­noc. Bok­se­rzy Zawo­dowi nie wal­czą dla chwały albo honoru; po pro­stu muszą z cze­goś żyć. To nic oso­bi­stego, stary.

Bok­se­rzy Zawo­dowi otrzy­mują nastę­pu­jące bonusy:

+5 do Kon­dy­cji

+2 do Siły

−2 do Inte­li­gen­cji

−2 do Cha­ry­zmy

+3 do umie­jęt­no­ści Pię­ściar­stwo

+1 do umie­jęt­no­ści Walka bez Broni

+1 do umie­jęt­no­ści Żela­zna Pięść

+5 do umie­jęt­no­ści Nokaut

+ (1 × poziom Lochu) zło­tych monet za każ­dego moba zabi­tego cio­sem pię­ścią

Daje dostęp do bonusu zwią­za­nego z wyż­szym pozio­mem umie­jęt­no­ści Pię­ściar­stwo (już otrzy­many)

To Klasa Ziem­ska. Po wybo­rze Klasy Ziem­skiej dosta­niesz w pre­zen­cie Srebrną Ziem­ską Skrzynkę na zachętę.

To +3 do Pię­ściar­stwa sta­no­wiło ogromny bonus, bio­rąc pod uwagę, że już zdo­ła­łem osią­gnąć dzie­siąty poziom tej umie­jęt­no­ści dzięki Elik­si­rowi z Che­atem. Gdy­bym sądził, że zdo­łam pię­ściami prze­drzeć się przez Loch, wybrał­bym tę klasę bez waha­nia. Jed­nak już teraz wie­dzia­łem, że na to nie było naj­mniej­szych szans. Potrze­bo­wa­łem cze­goś bar­dziej prak­tycz­nego.

Wes­tchną­łem i otwo­rzy­łem opis trze­ciej reko­men­do­wa­nej klasy.

Anar­chi­sta do Wyna­ję­cia

Ta rzadka i eks­klu­zywna klasa dostępna jest wyłącz­nie dla zawod­ni­ków, któ­rzy zdo­byli poziom 5 umie­jęt­no­ści Obcho­dze­nie się z Mate­ria­łami Wybu­cho­wymi oraz co naj­mniej 500 miliar­dów odsłon, zanim zeszli na trzeci poziom Lochu.

Kiedy oli­gar­cho­wie pra­gną stwo­rzyć oddolny ruch poli­tyczny albo nawet lepiej – powstrzy­mać praw­dziwy oddolny ruch poli­tyczny, muszą wpro­wa­dzić do gry zawod­ni­ków wagi cięż­kiej: opła­ca­nych demon­stran­tów i pro­wo­ka­to­rów poli­tycznych. Ta klasa, hybryda Mni­cha i Łotrzyka, to praw­dziwy kłę­bek ener­gii, cią­gle two­rzący pułapki, bomby i posty w mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Anar­chi­sta do Wyna­ję­cia z równą chę­cią wrzuci kok­tajl Moło­towa przez okno, co wystąpi przed kamerą z żar­li­wym ape­lem o zaprze­sta­nie prze­mocy. Eks­pert w walce wręcz i całej bate­rii nie­uczci­wych tak­tyk, Anar­chi­sta do Wyna­ję­cia słabo sobie radzi tylko z bar­dziej tra­dy­cyj­nymi tech­ni­kami walki.

+1 do umie­jęt­no­ści Bom­bowy Chi­rurg

+1 do umie­jęt­no­ści Inży­nier Puła­pek

+1 do umie­jęt­no­ści Walka bez Broni

−25% do obra­żeń zada­nych bro­nią z ostrzem

+25% koszt w punk­tach magii do zaklęć zada­ją­cych obra­że­nia

+5% do tempa roz­wi­ja­nia umie­jęt­no­ści zwią­za­nych z pro­duk­cją puła­pek i bomb

+2 do umie­jęt­no­ści Ukryty w Cie­niu

+ zaklę­cie Lęk

+1 do Inte­li­gen­cji

+5 do Cha­ry­zmy

+5 do umie­jęt­no­ści Znajdź Pułapkę

+5 do umie­jęt­no­ści Odwrotny Sku­tek

+5 do umie­jęt­no­ści Plan Ucieczki

Wstęp do Klubu Despe­rado (już uzy­skany)

Wstęp do Agen­cji Zatrud­nie­nia Nie­grzecz­nych Chłop­ców

To Klasa Ziem­ska. Po wybo­rze Klasy Ziem­skiej dosta­niesz w pre­zen­cie Srebrną Ziem­ską Skrzynkę na zachętę.

Anar­chi­ści do Wyna­ję­cia muszą wybrać pod­klasę przy zej­ściu na szó­sty poziom.

– Cho­lera! To chyba zwy­cięzca – powie­dzia­łem. – Ma całą masę bonu­sów. Cho­ciaż „Anar­chi­sta do Wyna­ję­cia” to prak­tycz­nie oksy­mo­ron. Pew­nie o to w tym cho­dzi.

– Tak, wszyst­kie klasy z mini­malną liczbą odsłon są zwy­kle bar­dzo dobre. Robią to spe­cjal­nie, żeby pomóc naj­po­pu­lar­niej­szym zawod­ni­kom. Ta klasa wygląda na stwo­rzoną dla cie­bie. Przyj­rzę się jej bli­żej, a ty zer­k­nij na pozo­stałe. Jestem pewien, że kryją się w niej jakieś pułapki.

Zaczą­łem się prze­dzie­rać przez zatrzę­sie­nie pozo­sta­łych klas. Mogłem ukryć wszyst­kie te, które nie posia­dały żad­nych dodat­ko­wych wyma­gań, bo zwy­kle nie były zbyt dobre.

Nie dotar­łem daleko, gdy cały świat zady­go­tał. Zasko­czony spoj­rza­łem w górę. Drugi poziom się zawa­lił.

Poja­wiło się nowe odli­cza­nie. Na ukoń­cze­nie trze­ciego poziomu dosta­li­śmy tylko osiem dni.

Dro­dzy zawod­nicy, witaj­cie na pozio­mie trze­cim! Zostało was już tylko jakieś sie­dem­set tysięcy. Na ukoń­cze­nie tego poziomu dosta­li­ście osiem peł­nych dni. Póź­niej usły­szy­cie dłuż­sze obwiesz­cze­nie, ale zda­jemy sobie sprawę, że więk­szość z was zajęta jest teraz nara­dami ze swo­imi prze­wod­ni­kami po grze. Cze­kamy z nie­cier­pli­wo­ścią, by prze­ko­nać się, jakie wybie­rze­cie rasy i klasy. W tym sezo­nie wpro­wa­dzi­li­śmy tro­chę nowych i eks­cy­tu­ją­cych opcji! Powo­dze­nia wszyst­kim!

– Osiem dni – powie­dział Mor­de­cai, spo­glą­da­jąc w sufit. Pokrę­cił głową. – Jak tak dalej pój­dzie, szó­sty poziom będzie otwarty nie dłu­żej niż przez jede­na­ście do dwu­na­stu dni. Frak­cje będą wście­kłe. Zwy­kle jest otwarty przez trzy­dzie­ści.

Wró­ci­łem do roboty. Zna­la­złem wiele klas, które pozor­nie wyda­wały się bar­dzo korzystne, w tym wiele podob­nych do Tech­nika z Dru­żyny Saper­skiej, jak Wspar­cie Sił Porząd­ko­wych albo Dowódca Tre­bu­sza. Kilka klas poza tymi ziem­skimi też wyda­wało się inte­re­su­ją­cych, jak Łotrzyk Pułap­ko­mistrz albo Trik­ster.

Pączuś i Mongo chra­pali jed­no­gło­śnie, a Mor­de­cai i ja oma­wia­li­śmy zalety i wady poszcze­gól­nych klas.

– Muszę cię ostrzec – powie­dział Mor­de­cai. – Pączuś nie musiała się tym mar­twić, ale nie­które z tych klas mają ści­słe minima doty­czące para­me­trów. Mini­malna Cha­ry­zma dla Anar­chi­sty do Wyna­ję­cia wynosi dwa­dzie­ścia pięć. Dosta­niesz do dys­po­zy­cji trzy­dzie­ści sześć punk­tów, ale sie­dem­na­ście będziesz od razu musiał wyko­rzy­stać na Cha­ry­zmę, nawet z tymi dodat­ko­wymi pię­cioma punk­tami. A potem następne sześć, by pod­nieść twoją pod­sta­wową Zwin­ność do dzie­się­ciu, cho­ciaż to i tak bym ci pole­cił.

– Kur­czę, to nie­zbyt faj­nie.

– Ale nie­które umie­jęt­no­ści, które gwa­ran­tuje ci ta klasa, są rzadko spo­ty­kane. Na przy­kład Odwrotny Sku­tek – wyli­czył Mor­de­cai. – Pozwala ci pod­nieść pułapkę i ją roz­mon­to­wać. Będziesz mógł do wła­snych celów wyko­rzy­stać mate­riały, z któ­rych była zbu­do­wana. Same mecha­ni­zmy zapal­ni­ków są dość cenne. Mógł­byś się utrzy­my­wać z samego far­mie­nia puła­pek.

Przej­rze­li­śmy kilka pozo­sta­łych umie­jęt­no­ści. Bom­bowy Chi­rurg, który poja­wił się w kilku inte­re­su­ją­cych mnie kla­sach, pozwo­liłby mi zasad­ni­czo na wzię­cie laski dyna­mitu i pokro­je­nie jej na kawałki, dzięki czemu two­rzył­bym mniej­sze i słab­sze bomby. Albo mógł­bym roz­mon­to­wać bombę dymną i wyko­rzy­stać jej poje­dyn­cze czę­ści do stwo­rze­nia puła­pek. Ukryty w Cie­niu nie wyma­gał żad­nych wyja­śnień, cho­ciaż nie umia­łem sobie wyobra­zić, by ta umie­jęt­ność oka­zała się szcze­gól­nie uży­teczna, jak długo pozo­sta­wa­łem w dru­ży­nie z Pączuś i Mon­giem.

Cał­kiem sporo klas dawało umie­jęt­ność Tro­pi­ciel, łącz­nie z klasą Trik­stera. Ale po chwili dowie­dzia­łem się, że Anar­chi­sta do Wyna­ję­cia posia­dał coś pra­wie rów­nie dobrego.

– Co to za umie­jęt­ność „Plan Ucieczki”?

Mor­de­cai ski­nął głową i przyj­rzał się jej.

– Cie­kawe. Wygląda na starą umie­jęt­ność, ale jesz­cze ni­gdy wcze­śniej jej nie widzia­łem. Czło­wiek uczy się całe życie. Pozwala ci szyb­ciej zoba­czyć ukryte drzwi, ale przede wszyst­kim posiada ukryty bonus. – Mor­de­cai chrząk­nął. – Możesz podzię­ko­wać swo­jej kotce. Tu jest napi­sane, że umie­jęt­ność daje dostęp do Locho­wego Loka­li­za­tora, ale nie wyja­śnia, co to jest ani jak ten dostęp uzy­skać. Na szczę­ście ja wiem, jak go zna­leźć i wyko­rzy­stać. Wcze­śniej nie mógł­bym ci o tym powie­dzieć.

– Co to takiego?

– Przy każ­dym więk­szym skrzy­żo­wa­niu Lochu ukryty jest dro­go­wskaz, z któ­rego korzy­stają inte­li­gentne wędrowne stwory. Daje bar­dzo ogólny opis tego, co znaj­duje się przy dro­dze pro­wa­dzą­cej w każdą ze stron. Wiesz, jak w zoo, gdzie wiszą tabliczki z napi­sami „małpy w tę stronę, lwy w tamtą”? To ta sama kon­cep­cja. Loka­li­za­tor wskaże ci wyj­ścia, bos­sów miast i tak dalej. Nie jest tak dobry jak umie­jęt­ność Tro­pi­ciel, która otwiera mapę na dużym tere­nie, ale to może się w pew­nych sytu­acjach oka­zać nawet bar­dziej uży­teczne.

– No dobra, a czym jest Agen­cja Zatrud­nie­nia Nie­grzecz­nych Chłop­ców?

Wzru­szył ramio­nami.

– Nie mam poję­cia. Brzmi jak jakaś gil­dia, która będzie dawać misje.

– A ta pod­klasa? Tu jest napi­sane, że będę ją musiał wybrać na szó­stym pozio­mie.

– Nie możemy jesz­cze zoba­czyć, jakie są dostępne. Rzadko się zda­rza, że trzeba sobie jakąś wybrać, ale widzia­łem to już kilka razy. Będziesz pew­nie musiał wyspe­cja­li­zo­wać się w jed­nej z trzech pod­sta­wo­wych umie­jęt­no­ści: bomby, pułapki albo walka wręcz.

– No dobra – powie­dzia­łem po chwili. – Więc co o tym myślisz?

– Gdy­byś był w dru­ży­nie, któ­rej człon­ko­wie posia­dają wiele uży­tecz­nych umie­jęt­no­ści, pole­cił­bym ci Zawo­do­wego Bok­sera – odparł Mor­de­cai. – Gdy­byś był w więk­szej dru­ży­nie, zasu­ge­ro­wał­bym tego sapera. Wszyst­kie trzy opcje są dobre. Anar­chi­sta do Wyna­ję­cia wygląda poten­cjal­nie naj­le­piej, ale podob­nie jak twoja rasa, wymaga dużo pracy. Będziesz musiał cią­gle far­mić moż­li­wie naj­więk­sze ilo­ści doświad­cze­nia. A ze skró­co­nym cza­sem trwa­nia poszcze­gól­nych pozio­mów sta­nie się to o wiele trud­niej­sze.

Wyszcze­rzy­łem zęby w uśmie­chu.

– A więc całe szczę­ście, że ktoś w naszej dru­ży­nie wie, co robi – oświad­czy­łem.

Mor­de­cai zmru­żył oczy, a ja prze­su­ną­łem w dół menu i wybra­łem Anar­chi­stę do Wyna­ję­cia.

* * *

Potem musia­łem zde­cy­do­wać, co zro­bić z para­me­trami. Pączuś skoń­czyła z nastę­pu­ją­cymi:

Siła: 20

Cha­ry­zma: 70

Jej Siła zmniej­szyła się o trzy, ale Zwin­ność wzro­sła o cztery, Kon­dy­cja o dwa, a Cha­ry­zma o dodat­kowy punkt dzięki wybo­rowi kociej rasy. Jej Kon­dy­cja na­dal pozo­sta­wała na nie­po­ko­jąco niskim pozio­mie. Jed­nym z naszych prio­ry­te­tów musiało być teraz zna­le­zie­nie przed­mio­tów, które ją pod­wyż­szą.

Wybie­ra­jąc jako rasę kota, zyskała netto tylko cztery punkty, ale otrzy­mała za to całą masę nowych umie­jęt­no­ści. Nocne Widze­nie, Atak Tnący, Koci Refleks i dodat­kowy bonus o nazwie Dzie­więć Żyć.

Dzie­więć Żyć przy­po­mi­nało nieco umie­jęt­ność Kara­luch, ale nie było aż tak dobre. Zmniej­szało o połowę obra­że­nia otrzy­mane w cza­sie pierw­szych dzie­wię­ciu fizycz­nych ata­ków w ciągu dnia. To było pomocne, zwłasz­cza bio­rąc pod uwagę niską Kon­dy­cję kotki, jed­nak jeśli mie­li­by­śmy sta­wić czoła naprawdę potęż­nym stwo­rom, połowa ataku na­dal prze­cię­łaby ją na pół.

Pączuś w końcu się obu­dziła.

– Co mnie omi­nęło? Czy uro­sły ci elfie uszy? – Otak­so­wała mnie z góry na dół. – Na­dal jesteś czło­wie­kiem. To nudne.

– Nie jestem czło­wie­kiem. Jestem pier­wot­nym.

– Czy to coś jak jaski­nio­wiec? – Demon­stra­cyj­nie mnie obwą­chała. – Pach­niesz jak jaski­nio­wiec.

– Gdy­byś nie zasnęła, dowie­dzia­ła­byś się, co to zna­czy.

Wyko­nała koci odpo­wied­nik wzru­sze­nia ramio­nami i prze­cią­gnęła się. Mongo ziew­nął gło­śno, także się prze­cią­ga­jąc. Wydał z sie­bie mru­czący odgłos, przy­po­mi­na­jący do złu­dze­nia mru­cze­nie kota.

Musia­łem pozo­stać tan­kiem naszej dru­żyny. Przy awan­sie na nowy poziom otrzy­my­wa­łem po trzy punkty para­me­trów, więc mia­łem ich teraz trzy­dzie­ści sześć, cho­ciaż ponad połowa z nich została przy­dzie­lona auto­ma­tycz­nie dzięki mini­mom zwią­za­nym z klasą. Gdy już wszystko usta­li­łem, moje para­me­try wyglą­dały nastę­pu­jąco:

Inte­li­gen­cja: 5

Cha­ry­zma: 25

Doda­łem sobie dość do Inte­li­gen­cji, by prze­czy­tać księgę Wid­mo­wej Zbroi, ale jesz­cze tego nie uczy­ni­łem. Na­dal nie umia­łem zde­cy­do­wać, czy wola­łem sam nauczyć się zaklę­cia, oddać je Pączuś czy może sprze­dać wolu­min. Chcia­łem naj­pierw zoba­czyć, ile był warty. Moje nowe zaklę­cie Lęk kosz­to­wało trzy punkty many.

Nie byłem jesz­cze zado­wo­lony z mojej postaci. Pączuś na­dal była ode mnie o wiele sil­niej­sza. Po raz setny w ciągu ostat­nich minut zada­łem sobie pyta­nie, czy nie byłem idiotą, wybie­ra­jąc dla sie­bie tę ścieżkę. Zosta­łem zmu­szony do zuży­cia mnó­stwa punk­tów na Cha­ry­zmę, choć ten para­metr był zasad­ni­czo bez­u­ży­teczny, zwłasz­cza że Pączuś miała go już na pozio­mie nie­mal boskim. Będę musiał jak naj­szyb­ciej awan­so­wać na następny poziom. W głębi serca od początku liczy­łem na wyż­szą Siłę i Kon­dy­cję. Od teraz będę w nie inwe­sto­wał wszyst­kie moje punkty, póki ich bazowe poziomy nie osią­gną przy­naj­mniej dwu­dziestki.

Pączuś wylą­do­wała z zesta­wem umie­jęt­no­ści, które pozwa­lały jej na impro­wi­za­cję. Moja ścieżka wyma­gała bar­dzo sta­ran­nego pla­no­wa­nia i regu­lar­nego tre­ningu. Ale jeśli uda mi się osią­gnąć dobry poziom – i prze­trwać – mogłem stać się kimś bar­dzo potęż­nym. Czy byłem idiotą? Wie­dzia­łem, że wielu widzów na pewno tak pomy­śli.

– Jest coś, co sprawi, że to zadziała – powie­dział Mor­de­cai. Brzmiał, jakby czy­tał mi w myślach.

– Tre­ning? – zapy­ta­łem.

– Nie – odparł. – Pie­nią­dze. Całe mnó­stwo pie­nię­dzy. Chodźmy na zewnątrz. – Zaczął ponow­nie zapi­nać koszulę. – Gdzie ja poło­ży­łem ten cho­lerny kra­wat? O, tu jest.

– Zacze­kaj. Możesz opu­ścić ten pokój?

– Oczy­wi­ście, że mogę. Jestem teraz waszym mene­dże­rem. Poza tym muszę was przed­sta­wić. To część moich obo­wiąz­ków. – Wypro­sto­wał kra­wat i prze­je­chał dło­nią po prze­dzie mary­narki.

– Tech­nicz­nie jesteś moim mene­dże­rem – mruk­nęła Pączuś. Mongo zaskrze­czał.

To była dość istotna uwaga, ale ani Mor­de­cai, ani ja nie chcie­li­śmy na razie poru­szać tego tematu. Zigno­ro­wał słowa kotki.

– Nie wolno mi bez­po­śred­nio poma­gać wam w walce, ale mogę od czasu do czasu wyjść na zewnątrz. Zwłasz­cza na pozio­mach miej­skich. Chodźmy. Przed­sta­wię was, a potem muszę wam coś poka­zać. Naj­pierw Carl, a potem Pączuś i Mongo.

Sta­nę­li­śmy rzę­dem obok drzwi. Mor­de­cai otwo­rzył je zama­szy­stym ruchem.

Weszli­śmy do jego pokoju z dłu­giego zło­tego kory­ta­rza z wyso­kimi ścia­nami. Jed­nak teraz roz­cią­gała się przed nami tęt­niąca życiem wio­ska z dzie­siąt­kami róż­nego rodzaju stwo­rów. Zatrute powie­trze gęst­niało od smrodu siarki i dymu. Całą oko­licę wypeł­niały skle­piki o śre­dnio­wiecz­nym wyglą­dzie. Pod­łoże wyda­wało się zro­bione z drew­nia­nych listew, pomię­dzy któ­rymi gdzie­nie­gdzie wid­niały spore szpary. Z dziur w pod­łożu uno­siły się leni­wie kłęby dymu. W górze, na sufi­cie uda­ją­cym niebo, wze­szło palące słońce, wypeł­nia­jąc prze­strzeń Lochu świa­tłem o szkar­łat­nym odcie­niu.

Mor­de­cai rozej­rzał się po wio­sce. Żaden z miesz­kań­ców nie zwró­cił na niego uwagi. Poma­chał mi, żebym wyszedł na zewnątrz, więc to uczy­ni­łem. Moje kroki na deskach ode­zwały się echem. Pano­wała tu znacz­nie wyż­sza tem­pe­ra­tura niż na poprzed­nim pozio­mie.

– Pra­gnę zapre­zen­to­wać zawod­nika Carla, Pry­mi­tyw­nego Anar­chi­stę do Wyna­ję­cia na pozio­mie trzy­na­stym. Witaj na pozio­mie trze­cim, Carl.

3

To Górne Mia­sto – powie­dział Mor­de­cai, gdy szli­śmy drew­nianą ulicą. Moja mini­mapa roiła się od bia­łych kro­pek enpe­ców. Kropka Mor­de­caia zmie­niła się w żółtą gwiazdkę. W oko­licy znaj­do­wało się kilka roz­pro­szo­nych nie­bie­skich kro­pek, nale­żą­cych do zawod­ni­ków, ale nie było ich wiele. – Miej­sce, w któ­rym opu­ści­li­ście drugi poziom, nie ma naj­mniej­szego wpływu na loka­li­za­cję, w jakiej poja­wia­cie się na pozio­mie trze­cim. Zej­ście na kolejny poziom odbywa się w spo­sób cał­ko­wi­cie przy­pad­kowy i będzie­cie się tu spo­ty­kać z zawod­ni­kami z całego świata.

– Więc Bran­don i jego załoga mogli zna­leźć się gdzie­kol­wiek? – zapy­ta­łem. – Jak wielki jest ten poziom?

Pączuś sie­działa na moim ramie­niu, a Mongo na jej ple­cach, więc wyglą­da­li­śmy jak jakiś akt cyr­kowy. Z moją zwięk­szoną siłą ledwo ich na sobie czu­łem. Wielu enpe­ców zatrzy­my­wało się z roz­dzia­wio­nymi ustami, gdy ich mija­li­śmy. Więk­szość z nich była huma­no­idal­nymi kra­sno­lu­dami, ale wokół prze­cha­dzali się też zwy­czajni ludzie, orki i istoty przy­po­mi­na­jące elfy. Wszy­scy mieli na sobie śre­dnio­wieczne stroje. W oko­licy prze­cha­dzali się też więksi, uzbro­jeni straż­nicy z zasło­nię­tymi twa­rzami.

– Tak, mogą być wszę­dzie – potwier­dził Mor­de­cai. – Ich loka­li­za­cja zależy od loka­li­za­cji ich prze­wod­nika po grze. Może­cie z nimi roz­ma­wiać, ale pew­nie sami nie będą wie­dzieć, w jakiej znaj­dują się wobec was pozy­cji. Ich prze­wod­niczka nazy­wała się Mistrzyni Tia­tha. Nie znam jej dobrze, ale jeśli chce­cie, mogę spró­bo­wać spraw­dzić, gdzie się znaj­duje.

– Czy to wszystko jedno wiel­kie mia­sto?

– Górne Mia­sto sta­nowi tra­dy­cję Świata Lochów. To setki małych, roz­pro­szo­nych wio­sek oto­czo­nych sze­ro­kimi poła­ciami opusz­czo­nych ruin. Wszystko jest tu połą­czone. Z waszego punktu widze­nia te miej­skie obszary będą się poja­wiać co trzy poziomy. – Mor­de­cai nastą­pił mocno na chwiejne pod­łoże. – Więk­szość z tego to tylko deko­ra­cja. Na­dal znaj­du­jemy się pod powierzch­nią waszej pla­nety. To nie jest niebo żad­nego odle­głego świata. Pod naszymi sto­pami tak naprawdę nie znaj­duje się potężny wul­kan.

– Wul­kan? – zapy­ta­łem, spo­glą­da­jąc w dół.

– Zaraz do tego doj­dziemy. Trak­tuj to jak deko­ra­cje sce­niczne wyko­nane z myślą o publicz­no­ści. Ten i kolejne poziomy będą znacz­nie mniej­sze niż dwa poprzed­nie, z wyjąt­kiem poziomu dzie­wią­tego. Ten tutaj musi być wiel­ko­ści waszego stanu Ari­zona. Jakieś trzy­sta tysięcy kilo­me­trów kwa­dra­to­wych. Więk­szość z tego zaj­mują ruiny.

– A co z enpe­cami? – zapy­ta­łem.

Para kra­sno­ludz­kich dziew­cząt, prak­tycz­nie nasto­la­tek, nie­mal zemdlała z zachwytu na widok Mor­de­caia. Powie­działy coś, pró­bu­jąc zwró­cić na sie­bie jego uwagę. Wark­nął na nie, a one odbie­gły, chi­cho­cząc.

– Och, są praw­dziwi. To żywe, czu­jące istoty, podobne do nie­któ­rych mobów. Więk­szość została zapro­jek­to­wana przez Kor­po­ra­cję Borant, która w związku z tym jest ich wła­ści­cie­lem. To jedyny świat, jaki kie­dy­kol­wiek znali.

– To poje­bane. Wie­dzą, czym są?

– Ich mózgi są pod­da­wane zmia­nom przy każ­dej rege­ne­ra­cji. Następ­nym razem, gdy ten poziom zosta­nie ufor­mo­wany na innej pla­ne­cie, enpece obu­dzą się, jakby roz­po­czy­nał się kolejny zwy­czajny dzień. Jed­nak oni też będą odmie­nieni, a w ich umy­słach zostaną umiesz­czone fał­szywe wspo­mnie­nia. Nie­wy­godne wspo­mnie­nia, jak te o zawod­niku, który przy­siada się do nich i wyja­śnia im, że są zale­d­wie rekwi­zy­tami w mię­dzy­ga­lak­tycz­nym serialu tele­wi­zyj­nym, zostaną wyma­zane. Na przy­kład te gobliny, o któ­rych mi opo­wia­da­łeś. Były uza­leż­nione od metam­fe­ta­miny. Wal­czyły o nią z lamami. Ten wątek nie ist­niał w poprzed­nim sezo­nie. Został dodany wyłącz­nie na potrzeby obec­nego świata. Następ­nym razem będą uza­leż­nione od wyciągu ze sło­necz­nych jagód czy cze­goś podob­nego. Albo będą fana­tycz­nymi wyznaw­cami jakie­goś boga, albo jesz­cze czymś zupeł­nie innym.

– Co do kurwy?! – zapy­ta­łem. To było tak samo okropne, a pod pew­nymi wzglę­dami nawet gor­sze od tego, co robili ze mną i innymi ludźmi. – Ale to prze­cież na­dal żywe istoty! Jakim cudem to jest legalne?

– Borant ich stwo­rzył, więc jest ich wła­ści­cie­lem. Nie można zmie­niać wspo­mnień nale­żą­cych do natu­ral­nych, czyli osób uro­dzo­nych w wyniku natu­ral­nych pro­ce­sów bio­lo­gicz­nych, póki nie zrzekną się swo­ich praw.

– I nikt nie ma nic prze­ciwko temu?

– W więk­szo­ści tak. Galak­tyka ma mnó­stwo poważ­niej­szych zmar­twień. Zasady, które to regu­lują, są dość surowe, pra­wie tak surowe jak te doty­czące sztucz­nej inte­li­gen­cji. Dru­ko­wa­nym bio­lo­gicz­nie mobom i enpe­com nie wolno ist­nieć poza pro­duk­cją moni­to­ro­waną przez Syn­dy­kat. Wyko­rzy­sty­wa­nie ich w jakim­kol­wiek innym celu niż zezwo­lone formy roz­rywki jest wysoce nie­le­galne. Uznaje się to zasad­ni­czo za zbrod­nię wojenną.

– Więc nie ma żad­nych mię­dzy­ga­lak­tycz­nych bur­deli wypeł­nio­nych kobie­tami stwo­rzo­nymi za pomocą inży­nie­rii gene­tycz­nej?

Mor­de­cai się skrzy­wił.

– Nie ma legal­nych. Ist­nieje jed­nak jedno miej­sce, w któ­rym są one dozwo­lone. – Wska­zał w dół.

– Ale powie­dzia­łeś… – Wresz­cie to do mnie dotarło. – Ach, czyli na niż­szych pozio­mach?

– Otóż to – potwier­dził Mor­de­cai. – Na trze­cim pozio­mie nie ma tury­stów. Więk­szość z nich wybiera poziom osiem­na­sty, który przy­po­mina luk­su­sowy ośro­dek wypo­czyn­kowy dla miliar­de­rów. Naj­za­moż­niej­sza elita galak­tyki zbiera się tam, by impre­zo­wać, upra­wiać hazard i zaspo­ka­jać swoje naj­niż­sze żądze.

– Nie rozu­miem – zapro­te­sto­wa­łem. – Myśla­łem, że poziom osiem­na­sty będzie wyglą­dał jak pie­kło na ziemi, pełne smo­ków, olbrzy­mów mio­ta­ją­cych bły­ska­wice i tak dalej. Więc co by się stało, gdyby zawod­nik zdo­łał tam dotrzeć?

– Nikt jesz­cze nie zdo­łał – odparł Mor­de­cai – więc nie wiem. To samo doty­czy poziomu pięt­na­stego. Borant i sztuczna inte­li­gen­cja muszą mieć wdro­żony jakiś plan, ale nikt nie dotarł jesz­cze tak głę­boko, więc nie wia­domo, na czym ten plan polega. To wykra­cza daleko poza moje kom­pe­ten­cje.

Po dro­dze mija­li­śmy liczne sklepy, gil­die i gospody. Na mojej mapie gospody ozna­czone były jako bez­pieczne prze­strze­nie.

Mor­de­cai poświę­cił tro­chę czasu, by wyja­śnić nam gil­die kla­sowe i umie­jęt­no­ściowe. Pączuś i ja mogli­śmy tre­no­wać w gil­diach dla klasy łotrzy­ków. Kotka posia­dała rów­nież dostęp do gil­dii bar­dów, ja zaś mogłem korzy­stać z gil­dii wojow­ni­ków. Cza­sem tra­fiały się też gil­die prze­zna­czone dla okre­ślo­nych ras. Mor­de­cai oświad­czył, że ni­gdy nie widział gil­dii dla pier­wot­nych, ale nie­wy­klu­czone, że gdzieś ist­nieje. Czwo­ro­nogi zwy­kle nie posia­dały wła­snych gil­dii.

Dotar­li­śmy do końca uliczki, gdzie wznie­siono nie­wielki pło­tek. Przy bramce się­ga­ją­cej mi do klatki pier­sio­wej stało dwóch straż­ni­ków. Byli od stóp do głów ukryci pod zbroją pły­tową, więc nie widzia­łem, do jakiej nale­żeli rasy, tylko że byli wysocy i napa­ko­wani. Każdy z nich uzbro­jony był w długi sta­lowy miecz. Przyj­rza­łem się jed­nemu z nich.

Miecz­nik. Straż­nik Wio­ski – poziom 75

Wszy­scy mamy sła­bość do tych sil­nych, mil­czą­cych typów. Aby dowie­dzieć się, co taki straż­nik ukrywa pod heł­mem, będziesz musiał go zabić. Dalej, spró­buj. Tylko spró­buj!

Straż­nicy Wio­ski mają za zada­nie chro­nić zamiesz­kane ośrodki poziomu trze­ciego przed stwo­rami, które nawie­dzają ruiny Gór­nego Mia­sta. Są na służ­bie wyłącz­nie wtedy, gdy na nie­bie świeci słońce, więc nie bie­gnij­cie do nich, skam­ląc o pomoc, gdy zapad­nie zmrok.

Straż­nik stał przed nami, nie­ru­chomy jak posąg.

– Tro­chę się go boję – stwier­dziła Pączuś, gdy zatrzy­ma­li­śmy się przy bramce.

– Nie zacze­piaj­cie straż­ni­ków – poin­stru­ował Mor­de­cai. – Nie ata­kuj­cie enpe­ców. Nie pró­buj­cie okra­dać skle­pów. Nie zasy­piaj­cie po pijaku na ulicy. Tutaj nie ma żad­nego wię­zie­nia, tylko kara śmierci. Jeśli nara­zi­cie się czymś straż­ni­kom, nie pró­buj­cie z nimi wal­czyć. Są powolni, ale jest ich wielu. Ucie­kaj­cie przed nimi pro­sto do ruin. Tam za wami nie pobie­gną. Jeśli do tego doj­dzie, ni­gdy nie zdo­ła­cie wejść do tej wio­ski.

Za bramą widać było wię­cej budyn­ków, ale były ewi­dent­nie opusz­czone i zruj­no­wane. Zbu­do­wano je z kru­sze­ją­cych obec­nie cegieł pokry­tych mchem, które wyraź­nie zaczy­nały się osu­wać. W oddali kłę­biła się mgła, ale nawet w jej cie­niu mogłem dostrzec nie­wy­raźne zarysy budyn­ków w roz­ma­itych kształ­tach i roz­mia­rach.

– Dobrze – powie­dział Mor­de­cai, wska­zu­jąc teren poza bramą. – Ruiny. Są takie same jak Loch, ale to stare, prze­gniłe budynki, opusz­czone i zaro­śnięte parki i tak dalej. Mają tu cały wątek na temat tego mia­sta. Oparty jest na opo­wie­ści dla dzieci, która ni­gdy nie sta­no­wiła czę­ści ziem­skiej kul­tury. Zasad­ni­czo jest tu wielki, uśpiony wul­kan; magiczny świat znaj­do­wał się w jego wnę­trzu. Cały ten świat miał sześć warstw. Wierzch sta­no­wiło miej­sce, w któ­rym się teraz znaj­du­jemy, Górne Mia­sto. Tutaj miesz­kała więk­szość oby­wa­teli. Na dnie wul­kanu czaił się ogromny potwór, który pew­nego dnia wypu­ścił z sie­bie tru­jący gaz, zabi­ja­jąc bądź kom­plet­nie prze­kształ­ca­jąc dzie­więć­dzie­siąt pro­cent tego świata. Potom­ko­wie tych, któ­rzy prze­trwali, miesz­kają w wio­skach i osa­dach. Powstałe w wyniku kata­kli­zmu potwory zasie­dlają ruiny.

– To dość maka­bryczne – sko­men­to­wała Pączuś.

– Więc sto­imy na szczy­cie wul­kanu? Z punktu widze­nia nar­ra­cji w grze? – upew­ni­łem się.

– Tak. Ten poziom ma obej­mo­wać kra­ter wul­kanu.

– A co jest na następ­nym pozio­mie?

– Dla was czwarty poziom będzie kolej­nym loso­wym pię­trem Lochu. To samo z pią­tym. Jed­nak szó­sty poziom rów­nież sta­nowi część opo­wie­ści o wul­ka­nie. Dla znaj­du­ją­cych się tutaj enpe­ców to niż­szy poziom ich wła­snego świata. Nazywa się „Tereny Łow­cze”. To kolejny poziom w for­mie miej­skiej, cho­ciaż tam wio­ski będą o wiele więk­sze, a ich począt­kowi miesz­kańcy zostaną opi­sani jako o wiele zamoż­niejsi. Ruiny będą przy­po­mi­nać pełną pną­czy dżun­glę. Będzie to rów­nież pierw­szy z pozio­mów, na któ­rych odważni i sza­leni tury­ści mogą się wypra­wiać, by polo­wać na zawod­ni­ków. Nie­wielu z nich to robi, bo to kosz­towne i jed­no­cze­śnie nie­bez­pieczne. Myśliwi nie są w żaden szcze­gólny spo­sób chro­nieni. Grozi im realne nie­bez­pie­czeń­stwo ze strony zarówno zawod­ni­ków, jak i mobów, i w każ­dym sezo­nie kil­koro takich bez­myśl­nych boga­czy zostaje zabi­tych.

– A co z bogami?

– To coś zupeł­nie innego i nie poja­wią się oni przed pozio­mem czwar­tym. Potem wam wyja­śnię. Teraz musi­cie zabrać się do pracy.

– No dobra – zgo­dzi­łem się, zwra­ca­jąc się w stronę wio­ski. – Są tutaj sklepy. Powin­ni­śmy iść teraz na zakupy? I otwo­rzyć nasze skrzynki?

– Tak, zakupy! – zarzą­dziła Pączuś. – Zde­cy­do­wa­nie zakupy.

– Nie tutaj – zapro­te­sto­wał Mor­de­cai. – To mała wio­ska. Dadzą wam zawy­żone ceny i nie kupią waszych towa­rów. Musi­cie dotrzeć do jakiejś więk­szej osady, a macie bar­dzo nie­wiele czasu. – Wska­zał na wschód. – Widzi­cie tam­ten sze­roki gości­niec? Idź­cie nim przez jakieś pół dnia, a doj­dzie­cie do więk­szej wio­ski. Będą w niej lep­sze sklepy z szer­szym asor­ty­men­tem.

– Skąd o tym wiesz? – zapy­ta­łem.

Mor­de­cai spoj­rzał na skałę o dziw­nym zabar­wie­niu na ziemi tuż za bramą.

– Skup się na tej skale i wybierz dymek, który się pokaże.

Zro­bi­łem, co mi kazał.

– Cho­lera! – powie­dzia­łem chwilę póź­niej.

Moim oczom uka­zał się holo­gra­ficzny znak wyra­sta­jący z ziemi niczym drzewo. Znaj­do­wały się na nim strzałki z ozna­cze­niami i odle­gło­ściami w kilo­me­trach. Strzałka wska­zu­jąca na pół­noc wzdłuż głów­nego gościńca gło­siła „śred­niej wiel­ko­ści osada nie­bop­ta­ków 34 km”. Były i inne dro­go­wskazy, wska­zu­jące bez­pieczne prze­strze­nie, łazienki i, co naj­waż­niej­sze, schody. Naj­bliż­sze zej­ście na następny poziom znaj­do­wało się sześć kilo­me­trów stąd.

– Czy w ruinach są dostępne bez­pieczne prze­strze­nie? Nie musimy pole­gać tylko na wio­skach? I czy te wio­ski mają jakieś nazwy?

– Tak. Bez­pieczne prze­strze­nie i ubi­ka­cje będą roz­pro­szone po całym pozio­mie jak poprzed­nio. W ruinach nie znaj­dzie­cie jed­nak gil­dii szko­le­nio­wych, tylko w wio­skach. To nie ma oczy­wi­ście zna­cze­nia, bo ja i tak zostanę tele­por­to­wany do każ­dej bez­piecz­nej prze­strzeni. Wio­ski nie mają nazw. Sys­tem okre­śla je tylko jako maleń­kie, małe, śred­niej wiel­ko­ści, duże i wiel­kie. Nic szcze­gól­nie cie­ka­wego. Ta tutaj jest mała. Może­cie nazwać je na wła­sną cześć, jeśli zabi­je­cie lokal­nego bur­mi­strza, ale nie zawra­cał­bym sobie tym głowy, przy­naj­mniej nie na tym pozio­mie. Może się to dla was zakoń­czyć tra­gicz­nie, a nie przy­nie­sie żad­nych kon­kret­nych zysków, szcze­gól­nie że odli­cza­nie usta­wione jest tylko na osiem dni.

– Dobra – powie­dzia­łem. – Więc musimy prze­drzeć się do następ­nej wio­ski.

Mor­de­cai ski­nął głową.

– Pamię­taj­cie, żeby patrzeć co jakiś czas na dro­go­wskazy, by upew­nić się, że podą­ża­cie we wła­ści­wym kie­runku. W każ­dej śred­niej wiel­ko­ści wio­sce na tym pozio­mie będzie znaj­do­wała się gil­dia szko­le­niowa. Tam się ze mną spo­tka­cie. Jak doj­dzie­cie na miej­sce, razem zaj­rzymy do kilku skle­pów.

– Czy potwory będą o wiele trud­niej­sze na tym pozio­mie?

– O, tak – potwier­dził Mor­de­cai, szcze­rząc zęby w zawsty­dzo­nym uśmie­chu. – Powi­nie­nem wam pew­nie o tym powie­dzieć, ale trudno to wszystko spa­mię­tać bez mojej listy zadań. Na tym pozio­mie ist­nieje dzień i noc. W ruinach zawsze znaj­dują się potwory, ale w nocy robią się bar­dziej nie­bez­pieczne. Te dzienne powinny być dla was bułką z masłem, choć może naj­pierw pil­nuj­cie, żeby Mongo ich nie ata­ko­wał. Nie wychodź­cie do ruin w nocy, póki nie powiem wam, że jeste­ście gotowi. Wio­ski zawsze są bez­pieczne za dnia. W nocy pozba­wione zagro­żeń są wyłącz­nie główne drogi w wio­sce. Zwy­kle. Boczne alejki robią się za to bar­dzo nie­bez­pieczne, cza­sem nawet bar­dziej nie­bez­pieczne niż ruiny. – Zama­chał kilka razy inku­bimi skrzy­dłami i spoj­rzał na mnie. – Trzy­maj się z daleka od dziew­czyn z rogami na czole. Twoja Cha­ry­zma jest teraz o wiele wyż­sza niż poprzed­nio, a to je przy­ciąga. Będą się za tobą uga­niać. Pra­cuj nad swo­imi umie­jęt­no­ściami pię­ściar­skimi i uży­waj zaklę­cia Lęk w każ­dej walce. Pamię­taj, żeby zatrzy­mać się w bez­piecznej prze­strzeni, by otwo­rzyć skrzynki, aby Pączuś mogła dostać nowe zaklę­cie z klubu Książka Poziomu.

– Kom­plet­nie o tym zapo­mnia­łam! – wykrzyk­nęła Pączuś.

Mor­de­cai odwró­cił się i zaczął iść w stronę wio­ski. Kie­ro­wał się pro­sto do gospody. Zawo­łał przez ramię:

– Nie zatrzy­muj­cie się w pierw­szej bez­piecz­nej prze­strzeni, jaką znaj­dzie­cie. Odcze­kaj­cie co naj­mniej dwie godziny, może cztery. A ty, Pączuś, pra­cuj nad Magicz­nym Poci­skiem. Jesteś pra­wie na pozio­mie dzie­sią­tym. Jeśli mnie potrze­bu­je­cie, może­cie pisać na cza­cie.

– Gdy­bym wie­działa, że będzie się tak rzą­dził, nie wybra­ła­bym tego bonusu z mene­dże­rem – mruk­nęła Pączuś.

– Zamknij się, Pączuś – wyszep­ta­łem, pod­no­sząc zasuwkę bramki pro­wa­dzą­cej do ruin. Otwo­rzyła się z gło­śnym skrzyp­nię­ciem. Dwaj straż­nicy nawet nie drgnęli. Wyszli­śmy na gości­niec, pozo­sta­wia­jąc za sobą bez­pieczną wio­skę.

4

Odsłony: 371,5 biliona

Obser­wu­jący: 7,8 biliona

Dodali do ulu­bio­nych: 1,1 biliona

Gdy szli­śmy gościń­cem, Pączuś tre­no­wała Monga. Wycią­gną­łem z inwen­ta­rza patyk i rzu­ca­łem go, a kotka robiła, co mogła, żeby skło­nić kuro­zaura do pozo­sta­nia w miej­scu, póki nie każemy mu przy­nieść patyka. Cztery razy z pię­ciu był posłuszny. Pro­blem pole­gał na tym, że gdy robił się pod­nie­cony, ani myślał słu­chać jej roz­ka­zów.

Pączuś zatrzy­mała się przy pierw­szej toa­le­cie, którą napo­tka­li­śmy. Weszła do środka, a mały dino­zaur wpadł w szał przy drzwiach, dzio­biąc je i dra­piąc z całych sił, i skrze­cząc ile sił w płu­cach, póki kotka nie wyszła.

– Musisz się nauczyć cier­pli­wo­ści, Mongo – upo­mniała go. – Bierz przy­kład z mamusi.

– Ta, bo prze­cież sły­niesz z cier­pli­wo­ści – sko­men­to­wa­łem.

Po dro­dze patrzy­łem z podzi­wem na sufit. Był tu o wiele wyż­szy niż w kory­ta­rzach. Nie­które z oko­licz­nych budowli miały nawet cztery pię­tra. Inne, widoczne na zamglo­nym hory­zon­cie, musiały być jesz­cze wyż­sze. Jed­nak nawet tutaj mogłem z łatwo­ścią stwier­dzić, że niebo było tylko ilu­zją. Świa­tło odbi­jało się od niego pod dziw­nym kątem.

Zev: Cześć!

Pączuś: CZEŚĆ, ZEV!

Zev: Cześć, Pączuś! Mam dla was dobre wie­ści. Pro­gram Odette oka­zał się kolej­nym hitem. Ale co naj­waż­niej­sze, więk­szość widzów przy­kla­snęła waszemu wybo­rowi rasy i klasy. Tro­chę osób się zdzi­wiło, że Pączuś wybrała Szy­chę ze Strefy Arty­stów jako klasę na ten poziom, ale więk­szo­ści podoba się idea Byłej Aktorki Dzie­cię­cej. Są i tacy, co narze­kają, że to nie pozo­sta­wia miej­sca na roz­wój, jed­nak więk­szość uważa, że kom­pen­suje to wybór Carla, wyma­ga­jący regu­lar­nych i inten­syw­nych tre­nin­gów. Poza tym jak do tej pory wybra­li­ście uni­kalne klasy. Nie ma ich nikt oprócz was. To zawsze zaleta. Jest w Lochu paru pier­wot­nych, ale nie­wielu. Żad­nych kotów, cho­ciaż kilka osób wybrało koto­łaka. I będzie jesz­cze kilka mon­ste­rek z kocimi uszkami. Na­dal jest jesz­cze wcze­śnie. Wielu zawod­ni­ków nie zdą­żyło pod­jąć osta­tecz­nej decy­zji.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Cho­ciaż to powie­dze­nie czę­sto przy­pi­suje się Mar­kowi Twa­inowi, w rze­czy­wi­sto­ści pisarz naj­praw­do­po­dob­niej nie jest jego auto­rem (przyp. tłum.). [wróć]