Zacznij, zanim będziesz gotowy. Czyli jak zrobić pierwszy krok bez idealnego planu - Jon Prince - ebook

Zacznij, zanim będziesz gotowy. Czyli jak zrobić pierwszy krok bez idealnego planu ebook

Jon Prince

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Przestań odkładać marzenia na później – najlepszy moment jest teraz!

Być może pragniesz w swoim życiu zmiany, ale wciąż zwlekasz z działaniem, czekając na moment, w którym „będziesz gotowy”. Tymczasem prawdziwy rozwój zaczyna się nie wtedy, gdy wszystko idealnie się układa, ale gdy odważymy się ruszyć w nieznane. Dzięki tej książce nauczysz się przełamywać mentalne blokady – od perfekcjonizmu, przez niezdecydowanie, aż po syndrom oszusta – które nie pozwalają ci sięgnąć po więcej. Dowiesz się z niej, jak:

• rozpocząć realizację pomysłu, nawet gdy brakuje ci wiedzy, planu czy zasobów,

• stworzyć środowisko, które będzie cię wspierało w osiąganiu twoich celów,

• zamieniać niepowodzenia w wartościowe lekcje, a nie dowody, że się „nie nadajesz”,

• planować działanie bez czekania na „idealne warunki”,

• opanować lęk przed oceną i wzmacniać pewność siebie,

• wykształcić nawyk działania na przekór wewnętrznemu sabotażyście.

Nieważne, czy marzysz o własnym biznesie, kreatywnym projekcie, zmianie stylu życia czy po prostu zwiększeniu pewności siebie – ta książka doda ci odwagi, by zrobić pierwszy krok. A potem kolejny.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 282

Data ważności licencji: 8/4/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Start Before You’re Ready: Stop Pro­cra­sti­na­ting, Over­come Fear and Take Con­trol of Your Life

Prze­kład: Agnieszka Kasprzyk Redak­torka ini­cju­jąca: Maria Zalasa Redak­cja: Alek­san­dra Ptasz­nik, Monika Sze­liga Korekta: Anna Kurek Pro­jekt okładki: Leanne Siu Ana­stasi Adap­ta­cja okładki na potrzeby pol­skiego wyda­nia: Nor­bert Młyń­czak

Copy­ri­ght © 2025 by Jon Prince Copy­ri­ght for the Polish edi­tion and trans­la­tion © JK Wydaw­nic­two, 2026 Ori­gi­nally publi­shed in 2025 by Hay House UK, Ltd.

Niniej­sza publi­ka­cja jest chro­niona pra­wem autor­skim. Publi­ka­cja może być zwie­lo­krot­niana i wyko­rzy­sty­wana wyłącz­nie w zakre­sie dozwo­lo­nym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwie­lo­krot­nia­nie i wyko­rzy­sty­wa­nie tre­ści publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek for­mie do eks­plo­ra­cji tek­stów i danych (text and data mining) lub do tre­no­wa­nia modeli sztucz­nej inte­li­gen­cji bez uprzed­niej, wyraź­nej zgody Wydawcy jest zabro­nione.

ISBN 978-83-68846-11-9 Wyda­nie I, Łódź 2026

JK Wydaw­nic­two ul. Kro­ku­sowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydaw­nic­two­fe­eria.pl

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Dzię­kuję moim rodzi­com za to, że pozwo­lili mi pójść wła­sną ścieżką i odna­leźć wła­sną drogę przez życie, a także za to, że są dla mnie wzo­rem miło­ści, życz­li­wo­ści i odda­nia.

Mojej żonie, Michelle, pra­gnę prze­ka­zać, że ją kocham – dzię­kuję Ci za twoją bez­wa­run­kową miłość, nie­za­chwianą wiarę we mnie oraz wspar­cie, jakie mi oka­zy­wa­łaś, gdy pra­co­wa­łem nad tą książką.

Chciał­bym, aby moje dzieci wie­działy, że codzien­nie mnie inspi­rują i są moimi naj­wspa­nial­szymi nauczy­cie­lami.

I na koniec – ta książka jest dla każ­dego z was, kto wykaże się odwagą i sprawi, że marze­nia staną się dla niego waż­niej­sze od obaw.

Wprowadzenie

Od dawna chcia­łem napi­sać książkę. Uwiel­biam pisać, ale nie potra­fi­łem zacząć. Dla­czego? Prawda jest taka, że nie wie­dzia­łem, od czego zacząć. Bałem się. A jeśli to, co napi­szę, nie będzie wystar­cza­jąco dobre? A jeśli moja książka zosta­nie porów­nana z dzie­łami wiel­kich pisa­rzy? Skoro ist­nieją już publi­ka­cje na ten temat, dla­czego miał­bym two­rzyć kolejną? Kim ja w ogóle jestem, żeby pisać książkę? Może potrze­buję nabrać wię­cej doświad­cze­nia, zanim zacznę? Wąt­pli­wo­ści mno­żyły się nie­ustan­nie. Mogłem zato­nąć w roz­my­śla­niach nad powo­dami, dla któ­rych powi­nie­nem pisać, a także nad wymów­kami, aby tego nie zro­bić – ale na szczę­ście sprawy poto­czyły się ina­czej.

Za każ­dym razem, gdy posta­no­wisz zro­bić coś waż­nego, w twoim życiu poja­wią się zwąt­pie­nie, nad­mierne ana­li­zo­wa­nie i per­fek­cjo­nizm. Być może zaczniesz wąt­pić w sie­bie i swoje zdol­no­ści, a może będziesz porów­ny­wał się z innymi, pozwa­la­jąc, aby twoją uwagę odwra­cały inne zada­nia – na przy­kład sprzą­ta­nie domu. Wszystko to pozwoli ci zacho­wać nadzieję, że nadej­dzie czas, w któ­rym będziesz gotowy.

W tej książce pokażę ci jed­nak, że ocze­ki­wa­nie na taki moment jest pułapką. Nie­wy­godne poczu­cie, że nie jesteś gotów, powstrzy­muje cię przed przy­stą­pie­niem do dzia­ła­nia. Twój umysł kur­czowo trzyma się tego, co jest mu znane – zgro­ma­dzo­nych doświad­czeń, okre­ślo­nej toż­sa­mo­ści, strefy kom­fortu oraz ilu­zji, że nad wszyst­kim panu­jesz. Szep­cząc: „Pocze­kaj, aż to będzie ide­alne/bez­pieczne/pewne”, spra­wiasz, że nie jesteś w sta­nie uwol­nić się od stra­chu i nie­zde­cy­do­wa­nia. A oto jak wygląda prawda: „Jestem gotów” to ilu­zja. Ni­gdy nie poczu­jesz się w pełni gotowy, ponie­waż roz­wój wymaga kroku w nie­znane. W takiej sytu­acji masz odczu­wać dys­kom­fort i nie­pew­ność – te uczu­cia to znak, że uwal­niasz się od tego, co cię do tej pory ogra­ni­czało. Cze­ka­jąc, aż będziesz gotów, jedy­nie opóź­niasz upra­gniony roz­wój i prze­mianę, a także pod­trzy­mu­jesz lęki i utrwa­lasz szko­dliwe sche­maty. Wła­śnie dla­tego osoby pro­kra­sty­nu­jące (nało­gowo odkła­da­jące wszystko na póź­niej) zwle­kają z roz­po­czę­ciem nauki lub zatrud­nie­niem tre­nera per­so­nal­nego – choć dzięki temu mogłyby odzy­skać wol­ność. To dla­tego ktoś, kto chce zbu­do­wać sieć kon­tak­tów, czeka na przy­pływ pew­no­ści sie­bie, zanim wej­dzie do sali kon­fe­ren­cyj­nej i przed­stawi się innym, choć to wła­śnie ten krok dodałby mu pew­no­ści, któ­rej tak bar­dzo potrze­buje. Dla­tego też osoby przy­tło­czone codzien­nymi obo­wiąz­kami uwa­żają, że nie mają czasu na krótką prze­rwę, która mogłaby pomóc im uzy­skać upra­gnioną jasność oglądu sytu­acji.

Pora uwol­nić się od dotych­cza­so­wych poglą­dów i sche­ma­tów dzia­ła­nia. Pora spoj­rzeć ina­czej na to, kim jesteś, co działa w twoim przy­padku i jakie masz moż­li­wo­ści. Magia poja­wia się w chwili, gdy wyko­nu­jesz krok sprzeczny z intu­icją, zaczy­na­jąc, zanim będziesz gotowy. To tu kryją się twoja praw­dziwa siła i poten­cjał. Moja książka pokaże ci, jak doko­nać tego skoku.

Być może chcesz zało­żyć firmę, zacząć nagry­wać pod­cast, zre­zy­gno­wać z pracy, która nie daje ci satys­fak­cji, umó­wić się na randkę, wdro­żyć plan tre­nin­gowy, uwie­rzyć w sie­bie albo napi­sać swoją pierw­szą książkę. Kolejne roz­działy pomogą ci przy­stą­pić do dzia­ła­nia – dowiesz się z nich, jak podą­żać za swoją cie­ka­wo­ścią, zamiast pozwa­lać, by kie­ro­wały tobą obawy.

Kilka słów o mnie

Gdy zna­la­złem się na dnie, mijał wła­śnie piąty rok mojej dzie­wię­cio­let­niej kariery zawo­do­wego poke­rzy­sty. Nie mia­łem szczę­ścia w miło­ści, stra­ci­łem wiarę w sie­bie i bra­ko­wało mi celu w życiu. W oczach innych żyłem jak w bajce, zagra­łem nawet w World Series of Poker Main Event1, o czym marzy­łem od chwili, gdy jako dzie­ciak zoba­czy­łem ten tur­niej w tele­wi­zji – ale dla mnie moje życie wyglą­dało zupeł­nie ina­czej. Gra­jąc w pokera i ryzy­ku­jąc codzien­nie tysiące dola­rów, wszystko nie­ustan­nie i nad­mier­nie ana­li­zo­wa­łem, a także zma­ga­łem się z przy­tło­cze­niem i stre­sem. Poker wyma­gał, abym mie­rzył się z nie­zna­nym, z nie­pew­no­ścią, a moja nie­chęć do ule­ga­nia tym wyma­ga­niom wzbu­dzała we mnie lęk i spra­wiała, że wąt­pi­łem w sie­bie. Goni­łem za kolej­nymi wygra­nymi i eufo­rią, szu­ka­jąc wewnętrz­nego spo­koju, speł­nie­nia i poczu­cia bez­pie­czeń­stwa, któ­rych tak bar­dzo łak­ną­łem. Cze­ka­łem, aż pojawi się magiczny lek i zyskam pew­ność sie­bie – ale ni­gdy do tego nie doszło.

Wtedy roz­po­częła się moja wewnętrzna prze­miana. Prze­sta­łem szu­kać odpo­wie­dzi na zewnątrz, sku­pi­łem uwagę na swoim wnę­trzu. Odkry­łem, że za moje pro­blemy nie odpo­wia­dał świat pokera – tylko moje wyobra­że­nia. Uświa­do­mi­łem sobie, że nie sta­no­wię jed­no­ści ze swo­imi myślami. Cały wewnętrzny chaos, któ­rego doświad­cza­łem, brał się z prze­ko­na­nia, że to, co myślę, jest prawdą. Dostrze­głem, że mam szansę wybrać, jakie zna­cze­nie będą mieć różne rze­czy w moim życiu, a gdy prze­sta­łem odczu­wać przy­wią­za­nie do swo­ich myśli, zyska­łem zdol­ność kre­owa­nia wła­snej rze­czywistości. Strach już nie był czymś, przed czym musia­łem ucie­kać – stał się kie­run­kiem dzia­ła­nia. Odkry­łem sie­bie na nowo, czło­wieka, o któ­rego ist­nie­niu nie mia­łem poję­cia – i zabra­łem się do roboty jak ni­gdy dotąd. Życie stało się emo­cjo­nu­jące i nabrało zupeł­nie nowego zna­cze­nia.

W ciągu kolej­nego roku porzu­ci­łem grę w pokera, prze­sta­łem czy­tać książki i oglą­dać filmy na YouTu­bie bez sto­so­wa­nia zawar­tej w nich wie­dzy w prak­tyce, a także zaczą­łem posze­rzać swoją strefę kom­fortu, podej­mu­jąc roz­ma­ite intu­icyjne dzia­ła­nia, w któ­rych kie­ro­wa­łem się ser­cem, a nie rozu­mem. Dzień po dniu budo­wa­łem pew­ność sie­bie, pró­bu­jąc nowych rze­czy – gotu­jąc nowe potrawy, uczest­ni­cząc w warsz­ta­tach poświę­co­nych kome­dii impro­wi­zo­wa­nej i wygła­sza­jąc publiczne wystą­pie­nia – a jed­nak wciąż mi cze­goś bra­ko­wało. To były eks­cy­tu­jące doświad­cze­nia i dobrze się przy nich bawi­łem, ale w głębi duszy łak­ną­łem kon­taktu i więzi, poczu­cia udziału i celu. To wła­śnie wtedy odkry­łem orga­ni­za­cję cha­ry­ta­tywną The Liste­ning Place, która wspiera osoby o skłon­no­ściach samo­bój­czych, ofe­ru­jąc im bez­pieczną, poufną prze­strzeń do dzie­le­nia się z innymi swoją histo­rią. Już wcze­śniej inte­re­so­wa­łem się róż­nymi spo­so­bami myśle­nia i dobro­sta­nem psy­chicz­nym, dla­tego posta­no­wi­łem zgło­sić się do pracy w tej orga­ni­za­cji. Po przej­ściu szko­le­nia zosta­łem zatrud­niony jako słu­chacz-wolon­ta­riusz.

W tam­tym okre­sie bar­dzo się roz­wi­ną­łem, prze­by­wa­jąc z tak nie­zwy­kle życz­li­wymi oso­bami i korzy­sta­jąc z przy­wi­leju wspie­ra­nia naj­od­waż­niej­szych ludzi, jakich można spo­tkać na tym świe­cie. Moja rola pole­gała na słu­cha­niu „gości” bez udzie­la­nia im jakich­kol­wiek porad – cho­dziło o to, aby zostali dostrze­żeni, wysłu­chani i doce­nieni. Po kilku tygo­dniach pracy doświad­czy­łem chwili, która zmie­niła wszystko. Jeden z gości opo­wie­dział mi o trau­mach, wyzwa­niach i toczo­nej przez sie­bie wewnętrz­nej walce. Pomy­śla­łem wtedy, że mam do czy­nie­nia z naj­od­waż­niej­szymi ludźmi, jakich kie­dy­kol­wiek spo­tka­łem. Wielu z nich powta­rzało coś, co szcze­gól­nie mną wstrzą­snęło: „Nie zasłu­guję na to, aby tu być”. Sam nie­raz czu­łem się bez­war­to­ściowy czy nie­wy­star­cza­jąco dobry albo mia­łem wra­że­nie, że jestem oszu­stem. Jed­nak gdy usły­sza­łem, jak inni mówią, że nie zasłu­gują na ist­nie­nie – na bycie tu, na tej pla­ne­cie – nagle spoj­rza­łem na wszystko w szer­szym kon­tek­ście. Każdy z nas zasłu­guje na szansę, aby być kocha­nym i oka­zy­wać miłość. Nie chcia­łem dłu­żej bier­nie patrzeć na ludzi wie­rzą­cych w kłam­stwo, które tak głę­boko ich raniło. Wtedy odna­la­złem cel – coś waż­niej­szego ode mnie samego. Moją misją stało się wspie­ra­nie innych w pro­ce­sie ucze­nia się miło­ści do sie­bie i odnaj­dy­wa­nia sensu w tym, co robią. Dąży­łem do tego poprzez zmianę ich spo­sobu myśle­nia. Sam doświad­czy­łem głę­bo­kiej trans­for­ma­cji, a teraz nad­szedł czas, by poznać narzę­dzia, które pozwo­li­łyby mi poma­gać innym w doko­ny­wa­niu podob­nych życio­wych zmian.

Przez kilka następ­nych lat pozna­łem i wypró­bo­wa­łem wiele narzę­dzi, któ­rymi dzielę się w tej książce. Współ­pra­co­wa­łem z tera­peu­tami i coachami, uczest­ni­czy­łem w szko­le­niach. Stu­dio­wa­łem filo­zo­fię i codzien­nie ćwi­czy­łem medy­ta­cję oraz uważ­ność. Uzy­ska­łem tytuł magi­stra filo­zo­fii, a co naj­waż­niej­sze – wpro­wa­dza­łem w życie wszystko, czego się nauczy­łem, mie­rząc się ze swo­imi lękami w rze­czy­wi­stym świe­cie, popeł­nia­jąc błędy i ucząc się na nich.

Chcia­łem, aby jak naj­wię­cej osób zapo­znało się z moją wie­dzą na temat spo­sobu myśle­nia i tego, jak może on zmie­nić nasze życie i postrze­ga­nie samych sie­bie. Zało­ży­łem na Insta­gra­mie konto o nazwie The Per­cep­tion Coach2 i zaczą­łem prze­ka­zy­wać na nim to, czego się nauczy­łem, w nadziei, że pomogę w ten spo­sób choćby jed­nej oso­bie. Po sied­miu latach zgro­ma­dzi­łem na swo­ich pro­fi­lach w mediach spo­łecz­no­ścio­wych ponad 180 tysięcy obser­wu­ją­cych, a moje nagra­nia wideo zyskały miliony wyświe­tleń. Zdo­by­łem dyplom z coachingu trans­for­ma­cyj­nego, uzy­ska­łem cer­ty­fi­kat w zakre­sie pro­wa­dze­nia hip­no­te­ra­pii bra­diań­skiej3, zało­ży­łem wła­sną firmę coachin­gową i mia­łem oka­zję pra­co­wać z set­kami klien­tów z róż­nych śro­do­wisk – od wła­ści­cieli firm, dyrek­to­rów gene­ral­nych i zna­nych spor­tow­ców, poprzez nauczy­cieli i stu­den­tów, aż po coachów, fizjo­te­ra­peu­tów i poke­rzy­stów gra­ją­cych regu­lar­nie o wyso­kie stawki.

Dzięki pracy z ludźmi z całego świata widzę, jak te same sche­maty powra­cają wciąż na nowo, choć w róż­nych for­mach. Moją rolą jako coacha jest pro­wa­dze­nie ludzi ku samo­dziel­no­ści, a moją misją jest wspie­ra­nie ich w pozy­ski­wa­niu narzę­dzi potrzeb­nych do odnie­sie­nia suk­cesu, osią­gnię­cia psy­chicz­nej i emo­cjo­nal­nej wol­no­ści, a także pro­wa­dze­nia życia, które ma sens i cel. Nie ist­nieje lep­sze narzę­dzie niż mądrość, którą każdy z nas ma w sobie – chcę pomóc ci ją odblo­ko­wać. Choć praca indy­wi­du­alna wzmac­nia i usa­mo­dziel­nia, to wiem, że nie każdy ma do niej dostęp. Nie­które lek­cje wyma­gają czasu i oka­zują się naj­sku­tecz­niej­sze wtedy, gdy zostają przed­sta­wione na kar­tach książki, by można było do nich regu­lar­nie wra­cać. Moją moty­wa­cją do napi­sa­nia tej publi­ka­cji była chęć prze­ka­za­nia ci pomy­słów, stra­te­gii i prze­kształ­ceń w spo­so­bie myśle­nia, które są nie­zbędne, by wpro­wa­dzić realne zmiany w twoim życiu.

Uwiel­biam czy­tać tek­sty poświę­cone roz­wo­jowi oso­bi­stemu i słu­chać wystą­pień zna­nych osób udzie­la­ją­cych się w tej dzie­dzi­nie – dok­tora Wayne’a Dyera, Tony’ego Rob­binsa, Brené Brown, Susan Jef­fers, Alberta Ellisa i Eckharta Tol­lego. Ich prace wywarły na mnie ogromny wpływ i dostar­czyły mi narzę­dzi potrzeb­nych do samo­roz­woju oraz wytrwa­nia w chwi­lach, gdy chcia­łem się pod­dać. Marzę o tym, aby dzie­lić się z innymi wła­sną per­spek­tywą i wpły­wać na nich w podobny spo­sób. Czuję się zaszczy­cony, że mogę podzie­lić się swo­imi zapi­skami z każ­dym z was. Nie pro­po­nuję niczego, czego sam nie zro­bi­łem lub czego nie był­bym gotów zro­bić. Zaufaj mi, wszystko, o czym piszę, naprawdę się spraw­dza.

Jak posługiwać się tą książką

Zacznij, zanim będziesz gotowy to pod­ręcz­nik poka­zu­jący, jak rozu­mieć sie­bie i przy­stę­po­wać do dzia­ła­nia. W kolej­nych roz­dzia­łach roz­ło­żymy na czyn­niki pierw­sze psy­chiczne prze­szkody, które blo­kują nas przed dzia­ła­niem – od pro­kra­sty­na­cji, nad­mier­nego ana­li­zo­wa­nia i braku zde­cy­do­wa­nia aż po zwąt­pie­nie w sie­bie, strach i syn­drom oszu­sta. Odkry­jesz moc, jaka kryje się w rezy­gna­cji z potrzeby nie­ustan­nego upew­nia­nia się i poczu­jesz inspi­ra­cję, by kie­ro­wać się intu­icją i dzia­łać nie­ide­al­nie, nawet wtedy, gdy nie czu­jesz się w pełni przy­go­to­wany.

Wie­rzę, że roz­wój oso­bi­sty powi­nien być czymś przy­jem­nym, źró­dłem satys­fak­cji, dla­tego przed­sta­wiam ci narzę­dzia, sekrety i stra­te­gie, z któ­rymi zapo­zna­łem się przez te wszyst­kie lata. Robię to w spo­sób prak­tyczny, abyś mógł się z tymi roz­wią­za­niami utoż­sa­mić. W trak­cie lek­tury poszcze­gól­nych roz­dzia­łów być może znaj­dziesz narzę­dzie, które szcze­gól­nie do cie­bie prze­mówi – jeśli tak się sta­nie, wybierz je i zasto­suj w prak­tyce. To, co spraw­dza się u kogoś w danym momen­cie, może oka­zać się nie­sku­teczne u osób znaj­du­ją­cych się na innym eta­pie swo­jej drogi. Nie ma jed­nej wła­ści­wej metody oka­zy­wa­nia pew­no­ści sie­bie lub bycia sobą – ty też odnaj­dziesz wła­sną. A wraz ze swoim praw­dzi­wym „ja” odkry­jesz także odwagę i pew­ność sie­bie, nie­zbędne do wyzwo­le­nia two­jej wewnętrz­nej mądro­ści.

Zale­cam, abyś prze­czy­tał moją książkę od początku do końca, ponie­waż każde z przed­sta­wio­nych w niej pojęć pomaga w odblo­ko­wa­niu pozo­sta­łych. Przy­kła­dowo, gdy zro­zu­miesz syn­drom oszu­sta, prze­sta­niesz odkła­dać wszystko na póź­niej, a redu­ku­jąc skłon­ność do pro­kra­sty­na­cji, sta­niesz się bar­dziej pewny sie­bie. Roz­działy two­rzą spójną całość, sta­no­wiąc kom­pletny zestaw narzę­dzi, które pozwolą ci zacząć, zanim będziesz gotowy, i dotrzeć do bez­wa­run­ko­wej samo­ak­cep­ta­cji. Gdy już wszystko prze­czy­tasz, zawsze możesz wró­cić do wybra­nych roz­dzia­łów, jeśli aku­rat będziesz potrze­bo­wać zawar­tych w nich tre­ści. Ta książka może ci posłu­żyć jako instruk­cja obsługi poma­ga­jąca poko­nać wszel­kie prze­szkody, jakie sta­wia przed tobą twój wła­sny umysł, i powró­cić do intu­icyj­nego dzia­ła­nia.

A oto naj­waż­niej­sza rzecz, któ­rej nauczy­łem się pod­czas dzie­się­ciu lat stu­dio­wa­nia zagad­nień zwią­za­nych z roz­wo­jem oso­bi­stym – tak, roz­wią­za­nia opi­sy­wane w książ­kach poświę­co­nych tej tema­tyce rze­czy­wi­ście dzia­łają, ale tylko wtedy, gdy zasto­su­jemy je w prak­tyce. Przez wiele lat przy­swa­ja­łem wie­dzę, ale w moim życiu nic się nie zmie­niało, aż pew­nego wie­czoru prze­czy­ta­łem publi­ka­cję Tony’ego Rob­binsa, wyją­łem dłu­go­pis i czy­stą kartkę, zano­to­wa­łem swoje cele i posta­no­wi­łem pod­jąć kroki pro­wa­dzące do ich reali­za­cji. Zgod­nie z popu­lar­nym powie­dze­niem – wszy­scy wie­dzą, co było dalej. We wszyst­kich roz­dzia­łach mojej książki zamie­ści­łem krót­kie ćwi­cze­nia, które pomogą ci zasto­so­wać w prak­tyce to, czego się uczysz, oraz prze­kształ­cić wyobra­że­nia w rze­czy­wi­ste dzia­ła­nia. Możesz prze­czy­tać całość, a następ­nie wró­cić do ćwi­czeń, albo robić prze­rwy na ich wyko­ny­wa­nie w trak­cie lek­tury zawsze wtedy, gdy będziesz mieć na to ochotę. Nie musisz wyko­nać wszyst­kich, ale musisz podej­mo­wać różne dzia­ła­nia, aby w pełni sko­rzy­stać z tre­ści książki. Zwra­caj uwagę na momenty, w któ­rych chcesz coś odło­żyć na póź­niej, i trak­tuj je jako sygnały do wyko­na­nia przy­naj­mniej jed­nego ćwi­cze­nia. Odkry­jesz wów­czas, że pierw­szy krok pro­wa­dzi do kolej­nego, a każdy z nich dodaje odwagi, by iść dalej. Na końcu roz­dzia­łów doda­łem naj­waż­niej­sze wnio­ski, utrwa­la­jące poru­szane tre­ści, a począ­tek i koniec każ­dego roz­działu uzu­peł­ni­łem o „zmiana per­spek­tywy” – kilka słów, które pozwolą ci doświad­czyć, jak wygląda świat widziany z per­spek­tywy danego pro­blemu oraz jak może się on zmie­nić, gdy spoj­rzysz na niego ina­czej. Stop­niowo gro­ma­dząc narzę­dzia pre­zen­to­wane w tej książce, zmie­nisz swoją per­spek­tywę i zoba­czysz świat w zupeł­nie inny spo­sób.

Nauczy­łem się zaczy­nać, zanim będę gotowy, po pro­stu dzia­ła­jąc i sta­jąc się takim czło­wie­kiem, jakim chcia­łem być. Pod­czas pisa­nia tej książki odby­łem tę wędrówkę ponow­nie. Wyko­rzy­sta­łem wszyst­kie narzę­dzia, któ­rymi się z tobą dzielę, aby zacząć, wytrwać i stwo­rzyć coś, z czego jestem naprawdę dumny. Dzięki mojej książce pozwo­lisz sobie na akcep­ta­cję dys­kom­fortu, pod­ję­cie ryzyka i pod­ję­cie dzia­ła­nia już teraz. Nie­za­leż­nie od miej­sca, w któ­rym się znaj­du­jesz, wspo­mniane narzę­dzia pomogą ci poko­nać twoje wewnętrzne prze­szkody i stwo­rzyć wła­sną wer­sję suk­cesu, abyś mógł żyć śmiało, odczu­wa­jąc wewnętrzny spo­kój i kla­row­nie postrze­ga­jąc ota­cza­jący cię świat.

Zanim przej­dziemy do szcze­gó­łów, chcę zło­żyć ważne oświad­cze­nie – zaczy­na­nie, zanim będziesz gotowy, to umie­jęt­ność roz­wi­jana przez całe życie. Być może na początku szybko doświad­czysz przy­pływu ener­gii, pod­eks­cy­to­wa­nia i pasji, lecz w grun­cie rze­czy przy­po­mina to tre­ning na siłowni: aby utrzy­mać efekty, musisz ćwi­czyć każ­dego dnia. Zaczy­na­nie, zanim będziesz gotowy, to zmiana spo­sobu myśle­nia, a nawet wię­cej – to prze­miana rze­czywistości. To zdol­ność wyka­zy­wa­nia się w każ­dej chwili kre­atyw­no­ścią, ufa­nia sobie i bycia goto­wym na porażki pod­czas dąże­nia do suk­cesu. To świa­do­mość, że nie zawsze będziesz czuł się gotowy, wkra­cza­jąc w nie­znane. To zastą­pie­nie czer­wo­nego świa­tła „stop” zie­lo­nym świa­tłem „ruszaj”.

Jeśli jesteś skłonny otwo­rzyć swój umysł na nowe per­spek­tywy i zre­zy­gno­wać z potrzeby nie­zmien­no­ści, pew­no­ści i kom­fortu, twój świat zacznie się zmie­niać. Będę ci towa­rzy­szyć w tej dro­dze, krok po kroku. Ruszajmy.

Rozdział 1. Zrezygnuj z bycia perfekcjonistą

ROZ­DZIAŁ 1

Zre­zy­gnuj z bycia per­fek­cjo­ni­stą

Mnó­stwo osób sądzi, że do roz­po­czę­cia cze­go­kol­wiek potrzebna jest pew­ność sie­bie – a ja jestem tu po to, aby ci powie­dzieć, że to mit. Pierw­szym kro­kiem, by zacząć, zanim będzie się goto­wym, jest otwar­cie się na zro­bie­nie cze­goś w spo­sób nie­do­sko­nały. Być może myślisz teraz: „Dla­czego, u licha, miał­bym chcieć zacząć coś robić nie­naj­le­piej? Dla­czego miał­bym chcieć ponieść porażkę? Prze­cież to nie ma sensu!”. Gdy po raz pierw­szy pró­bu­jesz cze­goś nowego, może ci się to udać od ręki, a jeśli tak się sta­nie, to wspa­niale. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak praw­do­po­dob­nie popeł­nisz błędy i ponie­siesz porażki – i musisz nauczyć się funk­cjo­no­wać z dys­kom­for­tem, który się wtedy poja­wia.

Każdy z nas chciałby zaczy­nać jako eks­pert, musimy jed­nak godzić się na to, że zaczy­namy jako nowi­cju­sze. Spo­sób myśle­nia nowi­cju­sza, nace­cho­wany cie­ka­wo­ścią i zdu­mie­niem, pozwala nam przy­swa­jać infor­ma­cje i obser­wa­cje, które możemy prze­oczyć, gdy uznamy, że znamy już odpo­wie­dzi na wszyst­kie pyta­nia. Rezy­gnu­jąc z tej postawy, odda­lamy się od rze­czy­wi­sto­ści, co przy­spa­rza nam nie­po­trzeb­nego cier­pie­nia. Wiele osób chce od razu zro­bić wszystko „jak należy” – potrze­bu­jemy gwa­ran­cji suk­cesu, pra­gniemy unik­nąć błę­dów albo nie chcemy się zbłaź­nić – i wła­śnie w tym momen­cie do głosu docho­dzi per­fek­cjo­nizm. Zaczy­namy odkła­dać decy­zje na póź­niej albo zamiast dzia­łać, cze­kamy. Być może w takiej sytu­acji prze­ko­nu­jesz sie­bie, że potrze­bu­jesz wię­cej kwa­li­fi­ka­cji albo więk­szej pew­no­ści sie­bie, zanim w końcu zro­bisz odważny krok naprzód. Całymi godzi­nami poszu­ku­jesz wła­ści­wego spo­sobu zro­bie­nia cze­goś albo masz wra­że­nie, że musisz naj­pierw wszystko dokład­nie przy­go­to­wać, nim wyko­nasz pierw­szy krok. Czę­sto się zamar­twiasz i pani­ku­jesz, że ci się nie uda. Wszyst­kie te stra­te­gie, łącz­nie z zamar­twia­niem się, są pró­bami zapa­no­wa­nia nad rezul­ta­tami i unik­nię­cia poczu­cia zwąt­pie­nia, niepew­no­ści, stresu lub dys­kom­fortu, które poja­wiają się, gdy wkra­czasz w nie­znany obszar.

Per­fek­cjo­nizm to forma „samo­obrony” – sto­su­jesz go, aby mieć pew­ność, że wszystko zro­bisz jak należy za pierw­szym razem i ni­gdy nie doświad­czysz porażki. Ma cię chro­nić przed cudzym osą­dem i zapre­zen­to­wa­niem się w kiep­ski spo­sób. U jego pod­staw leży obawa, że nie jesteś wystar­cza­jąco dobry (w roz­dziale 9 przyj­rzymy się bli­żej spo­so­bom radze­nia sobie z tym prze­ko­na­niem). Sęk w tym, że samo­obrona może pro­wa­dzić do odtrą­ce­nia samego sie­bie, bo bar­dziej zależy ci wtedy na uni­ka­niu stra­chu i robie­niu dobrego wra­że­nia niż na wła­snych potrze­bach, pra­gnie­niach, celach i war­to­ściach.

Twój wewnętrzny per­fek­cjo­ni­sta dąży do nie­ska­zi­tel­no­ści i wyzna­cza tak wyso­kie stan­dardy, że prak­tycz­nie nie spo­sób ich speł­nić. To, co robisz, jest albo dosko­nałe, albo sta­nowi totalną porażkę – zado­wala cię tylko dzie­sięć punk­tów na dzie­sięć, nic poni­żej. Takie podej­ście może pro­wa­dzić do nad­mier­nej, suro­wej samo­kry­tyki, stresu i poczu­cia wła­snej nie­do­sko­na­ło­ści. Per­fek­cjo­nizm to wyuczona stra­te­gia, zapro­jek­to­wana po to, byś czuł się kom­for­towo i bez­piecz­nie, i miał wra­że­nie, że nad wszyst­kim panu­jesz – w rze­czy­wi­sto­ści jed­nak przy­nosi odwrotny efekt. Warto uświa­do­mić sobie, że dosko­na­łość jest złu­dze­niem – to cel, któ­rego ni­gdy nie osią­gniesz, a ponie­waż cią­gle pozo­staje poza twoim zasię­giem, żyjesz z poczu­ciem, że ni­gdy nie jesteś gotów i nad niczym nie masz kon­troli. Pogoń za dosko­na­ło­ścią spra­wia, że tkwisz w miej­scu, cze­ka­jąc na ide­alne warunki, w któ­rych będziesz mógł przy­stą­pić do dzia­ła­nia.

ZMIANA PER­SPEK­TYWY

Zasta­nów się przez chwilę, jak odbiera swoje życie osoba, która wymaga, aby wszystko było dosko­nałe. Wyobraź sobie napię­cie fizyczne i stres, któ­rych doświad­cza, zasta­na­wia­jąc się nad swo­imi pla­nami. Jak to jest nie­ustan­nie ści­gać coś nie­osią­gal­nego, wciąż się­gać po to, czego dosię­gnąć się nie da? Jak taka osoba postrzega sie­bie i swoje życie? Jak pod­cho­dzi do codzien­nych zadań? Ile naprawdę udaje jej się zro­bić? Wyobraź sobie cię­żar życia, w któ­rym wszystko musi być dosko­nałe – jak ogromne brze­mię dźwiga ktoś, kto każdy krok pod­po­rząd­ko­wuje pogoni za ide­ałem.

Zdol­ność przy­stę­po­wa­nia do dzia­ła­nia, gdy nie czu­jemy się jesz­cze gotowi, to super­moc – pokażę ci, jak nauczyć się radzić sobie z tym uczu­ciem, a następ­nie wyjść poza nie. Zachę­cam cię, abyś oswoił się z poczu­ciem nie­go­to­wo­ści, zaak­cep­to­wał nie­pew­ność i otwo­rzył się na zmianę spo­sobu, w jaki reagu­jesz na te stany. Jeśli to zro­bisz, będziesz mógł korzy­stać ze swo­jej wewnętrz­nej pew­no­ści sie­bie zawsze wtedy, gdy będzie ci potrzebna. Jeśli się na to nie zde­cy­du­jesz – być może spę­dzisz całe życie na poszu­ki­wa­niu magicz­nego lekar­stwa.

Przestań gonić za cudownym lekiem

Cze­ka­nie, aż poczu­jesz się gotowy, przy­po­mina ocze­ki­wa­nie na magiczne lekar­stwo. Nazy­wam tak pro­dukt, osobę lub pro­ces, któ­rych poja­wie­nie się – w twoim prze­ko­na­niu – roz­wiąże wszyst­kie twoje pro­blemy raz na zawsze. To marze­nie każ­dego sprze­dawcy i coś, co jest nam nie­ustan­nie ofe­ro­wane. „Gdy zdo­będę ten kolejny pro­dukt, ni­gdy wię­cej nie poniosę już porażki”. „Gdy posiądę tę jedną umie­jęt­ność, ni­gdy wię­cej nie będę musiał czuć zwąt­pie­nia ani stra­chu”. „Gdy zre­ali­zuję ten pię­cio­punk­towy plan, stanę się czło­wie­kiem kom­plet­nym”. Jak już wspo­mnia­łem we wpro­wa­dze­niu, na pogoni za magicz­nym lekiem stra­wi­łem wiele lat, mając nadzieję, że dzięki niemu zyskam pew­ność sie­bie. W końcu zro­zu­mia­łem, że dopóki się roz­wi­jasz, nie jesteś w sta­nie uciec przed porażką, zwąt­pie­niem i nie­pew­no­ścią. Pro­blem polega na tym, że pró­bu­jesz się tych doświad­czeń pozbyć. Nawet jeśli nie­ustan­nie odno­sił­byś suk­cesy, zawsze poja­wią nowe wyzwa­nia, z któ­rymi możesz sobie nie pora­dzić, i nie­znane obszary życia, przez które będziesz musiał jakoś prze­brnąć. Skoro nie możemy przed tym uciec, musimy się temu pod­dać.

Pod­dać – ale nie ska­pi­tu­lo­wać. Musimy zde­cy­do­wać, że zaak­cep­tu­jemy to, nad czym nie mamy kon­troli, i sku­pimy się na tym, co od nas zależy. Gla­dia­tor wycho­dzący na arenę pod­daje się moż­li­wo­ści śmierci – i wła­śnie dla­tego, rezy­gnu­jąc z prób jej unik­nię­cia, może dać z sie­bie wszystko. Gdy nie pró­bu­jesz unik­nąć porażki, możesz zawal­czyć o wygraną. Gdy nie pró­bu­jesz uchy­lić się przed nie­pew­no­ścią, sta­jesz się bar­dziej pewny sie­bie. Gdy nie dążysz do wyzby­cia się wąt­pli­wo­ści, możesz samo­dziel­nie podej­mo­wać decy­zje – tak wygląda wol­ność.

Praw­dzi­wym magicz­nym lekar­stwem jest rezy­gna­cja z potrzeby jego posia­da­nia oraz świa­do­mość, że możesz pono­sić porażki, doświad­czać wąt­pli­wo­ści, czuć nie­pew­ność, a mimo to wciąż być samo­wy­star­czal­nym i pew­nym sie­bie. Gdy prze­sta­niesz szu­kać cudow­nego roz­wią­za­nia i cze­kać, aż dys­kom­fort znik­nie, prze­ko­nasz się, że to ty jesteś swoim magicz­nym lekar­stwem i dys­po­nu­jesz mocą prze­kształ­ca­nia swo­ich obaw i trud­nych uczuć w suk­ces. A zatem prze­stań cze­kać na ide­alny moment lub dosko­nałe warunki, prze­stań odkła­dać dzia­ła­nie do chwili, gdy poczu­jesz się pewny sie­bie, prze­stań cze­kać, aż będziesz w sta­nie zro­bić coś per­fek­cyj­nie – zamiast tego naucz się sztuki zaczy­na­nia nie­naj­le­piej.

Zacznij nienajlepiej

Jeśli coś jest warte zro­bie­nia, to jest warte tego, by zro­bić to nie­naj­le­piej.

– autor nie­znany

Gdy po raz pierw­szy wygło­sisz prze­mó­wie­nie, praw­do­po­dob­nie okaże się ono kiep­skie. Gdy po raz pierw­szy umó­wisz się na randkę, praw­do­po­dob­nie będziesz się dener­wo­wać albo mówić nie­skład­nie. Gdy po raz pierw­szy wyko­nasz skok do basenu, praw­do­po­dob­nie zro­bisz to nie­zbyt zgrab­nie. A jed­nak cią­gle powta­rzamy to samo, wypró­bo­wu­jąc nową umie­jęt­ność, zabie­ra­jąc się za nowy pro­jekt lub zada­nie, podej­mu­jąc kolejną decy­zję. W naszym umy­śle poja­wia się man­tra: „Muszę to zro­bić ide­al­nie”, „Lepiej, żebym to zro­bił jak należy” albo „Musi mi się udać”.

Więk­szość z nas nie potrafi znieść myśli o porażce, więc uni­kamy jej za wszelką cenę. Moż­li­wość, że do niej doj­dzie, zastę­pu­jemy obsta­wa­niem przy osią­gnię­ciu upra­gnio­nego rezul­tatu – i stąd bie­rze się man­tra „Muszę odnieść suk­ces!”. Sku­tek? Nie­po­trzebne ocze­ki­wa­nia i pre­sja, prze­ja­wia­jące się pod posta­cią stra­chu. Stra­chu przed porażką, odtrą­ce­niem czy zakło­po­ta­niem. Te obawy drę­czą nas tak mocno, że zaczy­namy wie­rzyć, iż musimy zacząć w spo­sób ide­alny, aby nie musieć ich doświad­czać.

Masz wybór:dzia­ła­nie intu­icyjne albo per­fek­cjo­nizm.

Do nowych wyzwań możesz podejść na jeden z dwóch spo­so­bów. Możesz sta­rać się zro­bić wszystko, co w two­jej mocy, zacząć nie­naj­le­piej i uczyć się z upły­wem czasu. Możesz też prze­stu­dio­wać wszel­kie dostępne infor­ma­cje, wszystko usta­lić, upew­nić się, że wszystko zro­bi­łeś jak należy, bo w twoim prze­ko­na­niu będziesz mieć tylko jedno podej­ście, a potem – gdy już będziesz na 100% pewien, że odnie­siesz suk­ces – przy­stą­pić do dzia­ła­nia. W pierw­szym podej­ściu dążysz do suk­cesu, w dru­gim nato­miast sta­rasz się unik­nąć porażki.

Do któ­rej grupy nale­żysz? Tych, któ­rzy zaczy­nają, usta­lają różne kwe­stie po dro­dze i dążą do suk­cesu, czy do tych, któ­rzy roz­gry­wają sprawę ostroż­nie, aby unik­nąć porażki? Weź pod uwagę, że takie sytu­acje mogą się poja­wiać w róż­nych obsza­rach two­jego życia. Być może świet­nie radzisz sobie z wyzwa­niami w pracy, sta­wia­jąc im bez­po­śred­nio czoła, ale w rela­cjach oso­bi­stych zacho­wu­jesz się ostroż­nie i prze­ja­wiasz per­fek­cjo­nizm. Moż­liwe też, że dosko­nale utrzy­mu­jesz kon­takty z przy­ja­ciółmi, nato­miast kom­plet­nie się blo­ku­jesz, gdy masz się przed­sta­wić obcej oso­bie, bo chcesz powie­dzieć coś, co zabrzmi ide­al­nie. Niektó­rzy z nas są per­fek­cjo­ni­stami tylko w okre­ślo­nych przy­pad­kach, a inni dążą do ide­ału w każ­dej sytu­acji.

Wspo­mi­nam o tych dwóch kate­go­riach, ponie­waż bez wąt­pie­nia nale­ża­łem kie­dyś do tej dru­giej – robi­łem wszystko per­fek­cyj­nie albo nie robi­łem tego wcale. Dąży­łem do dosko­na­ło­ści w nie­mal każ­dym obsza­rze swo­jego życia. Gdy goto­wa­łem, trzy­ma­łem się prze­pi­sów z dokład­no­ścią do jed­nego grama mąki; jedno nagra­nie wideo przy­go­to­wy­wa­łem po dwa­dzie­ścia razy, aby przed umiesz­cze­niem go w mediach spo­łecz­no­ścio­wych upew­nić się, że nie ma żad­nych wad; pod­czas pierw­szej popro­wa­dzo­nej przez sie­bie sesji coachin­go­wej ocze­ki­wa­łem, że – niczym Tony Rob­bins – w ciągu jed­nej godziny roz­wiążę wszyst­kie pro­blemy życiowe mojego klienta; tygo­dniami udo­sko­na­la­łem treść warsz­ta­tów, zanim popro­wa­dzi­łem je dla danej grupy uczest­ni­ków. Postę­po­wa­łem tak, dopóki nie odkry­łem tego, czym podzielę się z tobą w tym roz­dziale, a doświad­cze­nie to przy­nio­sło mi poczu­cie wol­no­ści, auten­tycz­no­ści i pew­no­ści sie­bie. Ty rów­nież ich doświad­czysz.

Jeśli zawsze udaje ci się wszystko, za co się zabie­rasz, to praw­do­po­dob­nie nale­żysz do kate­go­rii „roz­gry­wa­ją­cych sprawę ostroż­nie”. Nie ma w tym nic złego ani błęd­nego, ozna­cza to jedy­nie, że korzy­stasz z zale­d­wie 20% swo­jego poten­cjału, ponie­waż spo­wal­niają cię próby zaczy­na­nia w per­fek­cyjny spo­sób. Windy Dry­den, jeden z tera­peu­tów i coachów o świa­to­wej reno­mie, powie­dział kie­dyś: „Jeśli ostat­nio nie popeł­ni­łeś żad­nych błę­dów, to albo nie żyjesz, albo roz­gry­wasz sprawy nie­zwy­kle ostroż­nie”. Jeżeli masz wra­że­nie, że dys­po­nu­jesz olbrzy­mim poten­cja­łem, ale nie potra­fisz z niego sko­rzy­stać, zostań tu ze mną i otwórz się na moż­li­wość, że zaczniesz nie­naj­le­piej, zre­zy­gnu­jesz z tego, co cię powstrzy­muje, i w ten spo­sób odzy­skasz wol­ność psy­chiczną i emo­cjo­nalną.

Przy­go­to­wa­nia to ważny ele­ment suk­cesu. Jed­nak gdy pró­bu­jesz przy­go­to­wać się per­fek­cyj­nie, szy­ku­jesz się do życia peł­nego lęku, paniki i stresu, a suk­ces, do któ­rego dążysz, zaczyna przed tobą umy­kać. Takie życie staje się jed­nym nie­ustan­nym pasmem przy­go­to­wań, a ty ni­gdy nie czu­jesz, że jesteś gotów. Nawet gdy uda ci się odnieść jakiś suk­ces, ulga będzie jedy­nie chwi­lowa – wkrótce zabie­rzesz się za kolejny pro­jekt, a lęk powróci. Poczu­cie dys­kom­fortu nie zawsze ozna­cza, że zna­la­złeś się w złym miej­scu i musisz stam­tąd uciec – poja­wia się także wtedy, gdy prze­ła­mu­jesz dawne sche­maty, się­gasz ku swoim gra­ni­com i posze­rzasz spo­sób myśle­nia. Wąt­pli­wo­ści i stra­chu doświad­czamy czę­sto, gdy sta­jemy na kra­wę­dzi swo­jej strefy kom­fortu – poczu­cie nie­wy­gody to sygnał, że się roz­wi­jamy.

Zaczy­na­jąc nie­naj­le­piej, udzie­lasz sobie wewnętrz­nego zezwo­le­nia na to, aby być goto­wym już teraz, a nie dopiero wtedy, gdy „poczu­jesz goto­wość”. Decy­du­jesz się na krót­ko­trwały dys­kom­fort, aby zapew­nić sobie dłu­go­fa­lowy roz­wój i dobro­stan. Robisz wtedy to, co naprawdę chcesz robić, nie pozwa­la­jąc, by kie­ro­wał tobą strach. Przy­stę­pu­jesz do dzia­ła­nia, zaczy­nasz się poru­szać, prze­sta­jesz sie­dzieć na ławce rezer­wo­wych i wcho­dzisz na boisko.

Pierw­szym kro­kiem, by zacząć nie­naj­le­piej, jest obni­że­nie poprzeczki suk­cesu. Nie pró­buj zaczy­nać ide­al­nie – pozwól sobie na ogra­ni­cze­nie stan­dar­dów doty­czą­cych samego początku i szyb­ciej przy­stąp do dzia­ła­nia – póź­niej będziesz mieć mnó­stwo czasu na to, aby wszystko udo­sko­na­lić. Zmień spo­sób, w jaki postrze­gasz porażkę – nie musi być twoim wro­giem; możesz uczy­nić z niej sprzy­mie­rzeńca.

Najlepiej uczymy się na własnych błędach

Twoje błędy to jedne z naj­lep­szych narzę­dzi szko­le­nio­wych, do któ­rych zyskasz dostęp w całym swoim życiu – w końcu, jeśli coś zro­bisz dobrze przy pierw­szym podej­ściu, nie nauczysz się z tego niczego istot­nego. Porażka może stać się twoim przy­ja­cie­lem, jeśli ją poznasz, zro­zu­miesz i prze­sta­niesz przed nią ucie­kać. Gdy robisz coś po raz pierw­szy, natu­ralne jest, że popeł­niasz błędy – próby ich uni­ka­nia nara­żają cię na nie­po­trzebne cier­pie­nie. Wal­cząc o to, by od razu osią­gnąć dosko­na­łość, ogra­ni­czasz swoją natu­ralną cie­ka­wość i zdol­ność eks­pe­ry­men­to­wa­nia, bo ocze­ku­jesz, że wszystko od początku powinno wyglą­dać wspa­niale. Tym­cza­sem do pod­ję­cia dzia­ła­nia potrze­bu­jesz wła­śnie tego – cie­ka­wo­ści i goto­wo­ści do eks­pe­ry­men­to­wa­nia. To tak, jak­byś ocze­ki­wał od dziecka, że zacznie cho­dzić w chwili, gdy tego zapra­gnie. Dzieci są mistrzami bły­ska­wicz­nej nauki, ponie­waż są cha­otyczne, eks­pe­ry­men­tują i uczą się poprzez dzia­ła­nie, pono­sząc porażki i pró­bu­jąc ponow­nie. Nie odczu­wają skrę­po­wa­nia, nie prze­ry­wają, aby zasta­na­wiać się nad swoim wyglą­dem, a jeśli będzie trzeba, zro­bią to czy tamto, nie zwa­ża­jąc na obec­ność innych. Są cał­ko­wi­cie pochło­nięte tym, czym się zaj­mują.

Przy­cho­dzi moment, w któ­rym możesz zacząć udo­sko­na­lać różne rze­czy i sku­pić się na szcze­gó­łach, ale to ni­gdy nie dzieje się na samym początku. Jeśli chcesz coś opa­no­wać, musisz naj­pierw zgłę­bić sztukę pono­sze­nia pora­żek – szybko i czę­sto. W ten spo­sób oswo­isz się z popeł­nia­nymi błę­dami i prze­sta­niesz ich uni­kać niczym zarazy. Jeśli zawsze udaje ci się wszystko, za co się zabie­rasz, to porażka jest dla cie­bie cał­ko­wi­cie obcym zja­wi­skiem – a czło­wiek boi się tego, co nie­znane. W ten spo­sób nie­po­wo­dze­nie staje się czymś jesz­cze strasz­niej­szym.

Wyobra­żam sobie per­fek­cjo­nizm jako osobę, która chce włą­czyć świa­tło, ale nie chce doświad­czyć nie­wy­gód i dys­kom­fortu zwią­za­nych z koniecz­no­ścią wsta­nia z krze­sła i przej­ścia przez cały pokój. Zamiast tego posta­na­wia opra­co­wać urzą­dze­nie, które pozwoli jej włą­czyć świa­tło bez koniecz­no­ści wsta­wa­nia. Spę­dza wiele godzin na łącze­niu róż­nych przed­mio­tów leżą­cych w jej zasięgu i w końcu two­rzy z nich ide­alny kijek do włą­cza­nia świa­tła. Pro­blem w tym, że nie dostrzega, jak wiele czasu ją to kosz­to­wało – w porów­na­niu z kil­koma sekun­dami, które musia­łaby poświę­cić, gdyby zaak­cep­to­wała tym­cza­sowy dys­kom­fort wią­żący się z koniecz­no­ścią wsta­nia i przej­ścia na drugi koniec pomiesz­cze­nia. To trafne zobra­zo­wa­nie per­fek­cjo­nizmu jako złu­dze­nia, że ist­nieje droga na skróty, która pozwala unik­nąć nie­wy­gody i wysiłku. W rze­czy­wi­sto­ści jego skut­kiem jest to, że doświad­czamy ich jesz­cze inten­syw­niej. Nie możesz uciec przed nie­wy­godą, a jeśli dajesz z sie­bie w życiu wszystko, nie możesz też unik­nąć pora­żek i błę­dów. Para­doks polega na tym, że gdy posta­no­wisz je zaak­cep­to­wać, życie sta­nie się wygod­niej­sze, a ty zaczniesz dzia­łać intu­icyj­nie. Nie będziesz wycze­ki­wał, nie będziesz się wahał, po pro­stu wsta­niesz i włą­czysz świa­tło.

Jeśli dopusz­czasz moż­li­wość ponie­sie­nia porażki, jesteś na wła­ści­wej dro­dze. Gdy żyjesz tak, jakby porażki nie były niczym złym, nic cię nie ogra­ni­cza.

Jeśli jesteś gotów zro­bić krok naprzód, czeka na cie­bie wiele oka­zji. Się­gnij po to, co chcesz zro­bić teraz, albo po pro­jekt, który od dawna odkła­dasz, i nie myśl o tym jak o poten­cjal­nym suk­ce­sie lub porażce. Zamiast tego zapy­taj sie­bie: „Czego mogę się nauczyć dzięki temu, że zacznę? Jakie kroki muszę pod­jąć?”. Czy błąd w jed­nym obsza­rze ozna­cza, że całość okaże się porażką, czy raczej dostar­czy ci war­to­ścio­wej infor­ma­cji zwrot­nej, dzięki któ­rej będziesz mógł coś popra­wić? Czy to jedyny pro­jekt, za jaki kie­dy­kol­wiek się zabie­rzesz, czy też będzie ich wię­cej?

Złam zasady

Per­fek­cjo­ni­styczne wyma­ga­nia, które sobie sta­wiasz, to ocze­ki­wa­nia for­mu­ło­wane jako zda­nia zaczy­na­jące się od słów „muszę”, „nie wolno mi”, „powi­nie­nem” i „trzeba”. O wielu takich wewnętrz­nych wyma­ga­niach dowie­dzia­łem się dzięki publi­ka­cjom psy­cho­loga Alberta Ellisa. Te nie­uświa­do­mione zasady, które sobie narzu­camy, spra­wiają, że przy­stą­pie­nie do dzia­ła­nia staje się dla nas wyzwa­niem. Oto kilka przy­kła­dów:

Trzeba odnieść suk­ces.

Nie wolno mi ponieść porażki.

Inni muszą lubić to, co robię.

Powi­nie­nem to zro­bić ide­al­nie.

Nie wolno mi popeł­nić żad­nego błędu.

Powi­nie­nem to zro­bić bez wysiłku.

To powinno być łatwe.

Nie wolno mi doświad­czyć jakie­go­kol­wiek dys­kom­fortu.

Wiele z tych zasad przy­ją­łeś pod­świa­do­mie w okre­sie dora­sta­nia pod wpły­wem róż­nych osób – wyma­ga­ją­cych rodzi­ców, nauczy­cieli albo ludzi sta­no­wią­cych dla cie­bie wzór, któ­rzy mówili ci, że musisz się dobrze spi­sy­wać. Dziś możesz jed­nak świa­do­mie zde­cy­do­wać o ich odrzu­ce­niu. Takie zasady są nie­ela­styczne i skut­kują sztyw­nym spo­so­bem myśle­nia. Wewnętrzne wyma­ga­nia, które sobie sta­wiamy, two­rzą pre­sję, wzbu­dzają lęk i stres – prze­ana­li­zu­jemy to dokład­niej w roz­dziale 6. Jeśli nie chcesz kie­ro­wać się w życiu zasadą, że „zawsze powi­nie­neś odno­sić suk­cesy” albo że „ni­gdy nie wolno ci ponieść porażki”, nie musisz tego robić. To ty wybie­rasz obo­wią­zu­jące cię reguły. Gdy zmie­nisz myśle­nie z: „Muszę to zro­bić jak należy” na: „Chcę to zro­bić jak należy, ale nie muszę tego robić”, wyda­rzy się coś magicz­nego – pozwo­lisz sobie na moż­li­wość ponie­sie­nia porażki.

ĆWI­CZE­NIE

Spisz nie­świa­dome zasady, któ­rymi się kie­ru­jesz w odnie­sie­niu do roz­po­czy­na­nia i podej­mo­wa­nia róż­nych dzia­łań – wszyst­kie „muszę”, „nie wolno mi”, „powi­nie­nem” i „trzeba”. Potem odpo­wiedz na nastę­pu­jące pyta­nia:

Kto mówi, że musisz?Skąd się biorą te wyma­ga­nia?Czy to ty je wymy­śli­łeś, czy też zostały ci przez kogoś wpo­jone albo ktoś doko­nał ich pro­jek­cji na cie­bie?W jaki spo­sób te zasady cię powstrzy­mują?Jak się czu­jesz, gdy ich prze­strze­gasz?

Świa­do­mie zde­cy­duj, że zre­zy­gnu­jesz z tych zasad, które już ci nie służą, i w ich miej­sce stwórz nowe – bar­dziej ela­styczne i lepiej dopa­so­wane do two­ich pra­gnień. Na przy­kład sfor­mu­ło­wa­nie „Trzeba odnieść suk­ces” możesz zastą­pić zda­niem „Spró­buję zro­bić wszystko, co w mojej mocy”. Zapewni ci to wię­cej rado­ści i swo­body, a także pozwoli dzia­łać bez poczu­cia pre­sji.

Wybierz jedną zasadę, z którą chcesz się roz­stać, i prze­znacz cały kolejny tydzień na jej łama­nie (będziesz mógł to prze­ćwi­czyć pod­czas lek­tury kolej­nych czę­ści tego roz­działu).

Gdy chcesz odnieść suk­ces, ale nie musisz tego robić, dzia­łasz z poziomu pre­fe­ren­cji, a nie pre­sji – doko­nu­jesz pew­nego wyboru. Suk­ces jest napę­dzany two­imi wewnętrz­nymi pra­gnie­niami i świa­do­mymi decy­zjami, a nie zewnętrz­nymi ocze­ki­wa­niami. A to pozwala ci na wię­cej swo­body, ela­stycz­no­ści i przy­jem­no­ści.

Przełam zaklęcie czarno-białego myślenia

Per­fek­cjo­nizm i zaczy­na­nie nie­naj­le­piej spra­wiają nam trud­ność, bo, w grun­cie rze­czy, pro­ble­mem jest sama idea robie­nia cze­goś „nie­ide­al­nie”. Wynika to z powszech­nego znie­kształ­ce­nia poznaw­czego, któ­rego doświad­cza każdy z nas – myśle­nia czarno-bia­łego (zwa­nego rów­nież zero-jedyn­ko­wym, typu „wszystko albo nic”). Do takiego znie­kształ­ce­nia docho­dzi wtedy, gdy postrze­gamy różne sytu­acje w spo­sób bez­względny, nie bio­rąc pod uwagę ich zło­żo­no­ści – pro­wa­dzi to do uogól­nień i nad­mier­nego roz­dmu­chi­wa­nia bła­hych kwe­stii. To tak, jak­by­śmy widzieli jedy­nie dwa kolory, czerń i biel, nie dostrze­ga­jąc całej palety sza­ro­ści pomię­dzy nimi.

Oto nie­które przy­kłady myśle­nia zero-jedyn­ko­wego:

Jeśli nie uzy­skam na tym egza­mi­nie naj­wyż­szego moż­li­wego wyniku, okaże się, że jestem nie­udacz­ni­kiem.

Jesteś albo ze mną, albo prze­ciwko mnie.

Zawsze wszystko par­ta­czę, niczego nie potra­fię zro­bić jak należy.

Jeśli nie jestem w czymś naj­lep­szy, to jestem w tym naj­gor­szy.

To nie poszło dokład­nie tak, jak zapla­no­wa­łem, a więc oka­zało się kom­pletną kata­strofą.

Albo jestem nowi­cju­szem, albo jestem eks­per­tem.

Zro­bię to albo ide­al­nie, albo w ogóle tego nie zro­bię.

Jeśli zmar­nuję jeden dzień, to rów­nie dobrze mogę zre­zy­gno­wać.

Każde z powyż­szych prze­ko­nań udaje pro­sty wybór pomię­dzy jed­nym a dru­gim. Jeśli uwa­żasz za abso­lutną porażkę to, że nie uzy­ska­łeś naj­wyż­szej moż­li­wej oceny z egza­minu, to igno­ru­jesz fakt, że być może mia­łeś wtedy gor­szy dzień, a obla­nie egza­minu nie ozna­cza, że jesteś nie­udacz­ni­kiem. W 2016 roku w finale tur­nieju Copa Ame­rica Lio­nel Messi nie strze­lił kar­nego i Argen­tyna prze­grała z Chile. Po meczu Messi ogło­sił, że wyco­fuje się z mię­dzy­na­ro­do­wych roz­gry­wek piłki noż­nej – być może uległ wtedy nieco myśle­niu zero-jedyn­ko­wemu. Wkrótce jed­nak zmie­nił decy­zję i sześć lat póź­niej dzier­żył Puchar Świata FIFA. Jako pierw­szy zdo­był bramkę w rzu­tach kar­nych i popro­wa­dził swój kraj do zwy­cię­stwa w mun­dialu. Gdy piszę te słowa, Messi ma już na kon­cie 141 rzu­tów kar­nych – zdo­był w nich 110 bra­mek i spu­dło­wał 31 razy, co jest rów­no­znaczne ze sku­tecz­no­ścią rzędu 78%. Pił­karz ten cza­sem pudłuje, nawet gra­jąc w finale, a jed­nak na­dal, bez wąt­pie­nia, pozo­staje jed­nym z naj­słyn­niej­szych fut­bo­li­stów wszech­cza­sów.

Jeśli przyj­miesz zero-jedyn­kowy spo­sób myśle­nia o suk­ce­sie i porażce, roz­po­czy­na­nie jakich­kol­wiek dzia­łań może wyda­wać się prze­ra­ża­jące. A jed­nak, o ile spoj­rzysz na porażkę jak na natu­ralny ele­ment cyklu osią­ga­nia suk­cesu (tak jak na falę, która roz­bija się o brzeg, a potem znów zaczyna wzbie­rać), będziesz mógł ją zaak­cep­to­wać jako część swo­jej wędrówki.

Przyj­rzyjmy się kolej­nemu przy­kła­dowi z powyż­szej listy: prze­ko­na­niu, że zmar­no­wa­nie jed­nego dnia ozna­cza, iż powi­nie­neś zre­zy­gno­wać. Myśle­nie zero-jedyn­kowe spra­wia, że pomi­jasz fakt, iż jeden zmar­no­wany dzień nie jest rów­no­znaczny z tym, że ponio­słeś porażkę. Jeden prze­ga­piony tre­ning albo nie­wsta­nie rano w porę z łóżka to nie powód, aby od razu się pod­dać. Takie myśle­nie spra­wia, że nowe zada­nia nas onie­śmie­lają. Być może uwa­żasz, że musisz prze­czy­tać książkę od deski do deski, bo w prze­ciw­nym razie jej lek­tura nie ma sensu. Moż­liwe, że chcesz być naj­lep­szy w tym, co zamie­rzasz zacząć robić, bo jeśli będzie ina­czej, to w ogóle nie będziesz zawra­cał sobie tym głowy. Zamiast myśle­nia czarno-bia­łego spró­buj zasto­so­wać myśle­nie va banque – idź na całość, dążąc do osią­gnię­cia swo­jego celu, pamię­ta­jąc, że nie musisz każ­dego dnia robić tego ide­al­nie. Jeśli zmar­nu­jesz jakiś dzień albo coś zepsu­jesz, po pro­stu dzia­łaj dalej. Dzięki temu zyskasz prze­strzeń na popeł­nia­nie błę­dów i wciąż będziesz mógł pozo­stać na obra­nej dro­dze. To pomoże ci czę­ściej podej­mo­wać różne dzia­ła­nia i postę­po­wać bar­dziej kon­se­kwent­nie. Dwa­dzie­ścia cztery dni z trzy­dzie­stu to lep­szy wynik niż dzie­sięć dni z rzędu zakoń­czone rezy­gna­cją. Lepiej jest mie­sią­cami robić nie­wiele każ­dego dnia, niż spró­bo­wać zre­ali­zo­wać wszystko w ciągu jed­nego dnia i wypa­lić się, zanim na dobre podej­miesz jakieś dzia­ła­nie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Nie­ofi­cjalne mistrzo­stwa świata w grze w pokera (przyp. tłum.). [wróć]

Coach Per­cep­cji (przyp. tłum.). [wróć]

Według podej­ścia hip­no­te­ra­peuty Lind­saya Brady’ego (przyp. tłum.). [wróć]