Za szybą - Anna Kasiuk - ebook
NOWOŚĆ

Za szybą ebook

Anna Kasiuk

3,5

39 osób interesuje się tą książką

Opis

Ona, mimo że jest atrakcyjną, dojrzałą kobietą, zachowuje się jak zahukana szara mysz, a praca księgowej nie sprzyja fajerwerkom. Cierpiąc po rozstaniu, tęsknie spogląda zza szyby na tętniące swoim rytmem miasto. A on? Młodszy o dziesięć lat facet po odsiadce, choć oczytany, spontaniczny i przystojny jak wycięty z żurnala. Lubi podglądać, fantazjować, nie zwykł dzielić włosa na czworo i nie ogląda się za siebie. Kompletne przeciwieństwa i przedziwna relacja, a ich pierwsze spotkanie zdecydowanie mało romantyczne, bo w sklepie mięsnym. Ale potem… ogień! Niesamowity pociąg fizyczny, który kruszy wszystkie bariery. Tylko czy to ma jakieś szanse? To historia z pozoru banalna, a jednak wymykająca się stereotypom; opowieść o parze narażonej na społeczny ostracyzm z uwagi na różnicę wieku; powieść, która uświadamia, że zawsze widzimy coś zza szyby: siebie, innych, własne szczęście, po które nie potrafimy sięgnąć. A wystarczy wyciągnąć rękę.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 237

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,5 (6 ocen)
2
2
0
1
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Marchewka1980

Nie polecam

Ledwo wymęczyłam. Dobrze, że była krotka bo jakbym miała czytać tego więcej to bym sobie w łeb strzeliła.Chciałam się już poddać w połowie ale nie lubię niedokończonych książek
00
warszawa12
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo mnie wciągnęła . Dwa dni i przeczytałam.
00



Copyright © Anna Kasiuk, 2026

ZA SZYBĄ

Projekt okładki

Justyna Knapik

Redakcja

Ewa Hoffmann-Skibińska

Korekta

Izabela Smug, Barbara Sacka

Łamanie i skład

Beata Kostrzewska

Przygotowanie wersji elektronicznej

Karol Bociek

ISBN 978-83-68468-66-3

Kraków 2026

Wydawnictwo BOOKEND

[email protected]

www.bookend.pl

Capital Village Sp. z o.o.

ul. Gęsia 8/202, 31-535 Kraków

Tel: 663 041 041

Tylko ci,

którzy próbują absurdu, mogą osiągnąć niemożliwe.

Albert Einstein

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Rozdział pierwszy

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Dedykacja

Rozdział pierwszy

– Wczoraj, kiedy wylądowałem, dzwoniła moja mama.

Wiedziałam, że pierwszym, co usłyszę po powrocie Huberta z delegacji, będzie informacja o mamie i jej zaproszeniu na obiad.

– Zaprosiła nas na jutro na obiad. W południe. Stęskniła się za nami, to chyba zrozumiałe.

Był sobotni poranek. Hubert, mój narzeczony, wrócił w nocy z kilkudniowego wyjazdu do Edynburga. Nie zdążył się ze mną nawet przywitać, a już wiedziałam, że następnego dnia znowu będę musiała wysłuchiwać o tym, jak to rodzice mojego mężczyzny pragną zostać dziadkami, mój zegar biologiczny tyka, ja mam trzydzieści osiem lat i nie wiadomo, na co czekam z decyzją o zajściu w ciążę i wyjściu za mąż za ich syna. Przecież moja wyimaginowana kariera nie zdążyła się nawet rozhulać, a Hubert zarabia wystarczająco dużo, by zadbać o mnie, dom i ich przyszłe wnuczęta.

Na samą myśl o niekończącym się monologu wracał mi odruch wymiotny. Obróciłam się w kierunku kręcącego się po sypialni Huberta i obserwowałam go bez słowa. Właściwie nawet nie słyszałam już jego wywodu. Z Edynburga przywiózł mi kolejny magnes na lodówkę i stertę brudnych koszul. Gdzie kończy się dobra wola kobiety, a zaczyna wykorzystywanie sytuacji przez kogoś, kto powinien szanować, kochać i spełniać obowiązki na tym samym poziomie co ukochana?

Patrząc na coraz wyraźniej zaznaczający się brzuszek narzeczonego, nie potrafiłam opanować potoku cisnących się do głowy myśli. Ja też przecież pracuję. Ja też mam swoje zobowiązania. Dlaczego mam spełniać obowiązki gospodyni domowej, skoro resztą dzielimy się po równo? On płaci za mieszkanie, ja kupuję żywność. Ja opłacam ratę za samochód, on abonament za Spotify, Netflix i inne. A pranie, sprzątanie i gotowanie spoczywają na moich barkach. Dlaczego to kobieta odpowiada za gros obowiązków związanych z domem? I ja mam urodzić dzieci? I tu się powstrzymałam od dalszych dywagacji. Kolejna bowiem myśl dotyczyła naszej relacji.

– Czy ty mnie w ogóle słuchasz, Marta?

Oburzony brakiem reakcji stanął przed łóżkiem.

– Nie – odparłam bez zastanowienia. Przysiadł na krawędzi i się na mnie zapatrzył.

– Co się z tobą dzieje? Masz okres?

Żenujące, pomyślałam i okręciłam się szczelnie kocem. Po raz pierwszy w życiu myśl o naszej relacji doszła tak wyraźnie do głosu. Nie kochałam go. Hubert nie był spełnieniem moich marzeń. Owszem, zarabiał dobrze. Nie liczył się z pieniędzmi na początku naszego związku, ale dość szybko mu przeszło. Poczuł się pewnie, bo miał mnie w domu. Zostałam zdobyta i to wystarczyło, by z troskliwego i błyskotliwego mężczyzny, spełniającego moje kaprysy, stał się zalegającym przed telewizorem domatorem. Jedyne atrakcje? Cotygodniowe spotkania na obiadkach u jego rodziców, wakacje w najcieplejsze miesiące w roku, zawsze w modnych w sezonie miejscach. I na tym koniec. Moje uczucie ulotniło się, a ja nie potrafiłam nawet sobie przypomnieć, kiedy się to stało.

– Hubert, a może byśmy spędzili trochę czasu razem, co? – zapytałam, znając jednak odpowiedź. Mogłabym z zamkniętymi oczami przewidywać każdą z jego reakcji. Opuścił zatem głowę, potarł czoło palcami i westchnął ciężko. Wiedziałam…

– O co ci chodzi? Przecież jestem. Mamy dwa tygodnie na spędzanie ze sobą czasu. Czemu ty zawsze czepiasz się moich rodziców? Czy naprawdę nie sądzisz, że zasługują na odrobinę szacunku?

– Jak każdy rodzic – odparłam zapobiegawczo.

– Tylko że twoich rodziców nie ma przy tobie… – odparował, nie licząc się z konsekwencjami. Hubert został tak wychowany, powtarzałam na początku, tłumacząc jego brak zrozumienia dla innych możliwości spędzania czasu na emeryturze, niż jego rodzina miała w zwyczaju. A moi rodzice podróżowali. Zjeżdżali do Polski tylko na zimę, a wiosną znowu wybywali cieszyć się sobą i życiem.

– Ależ są. Szczęśliwi i zakochani są zawsze przy mnie. Może czasem wystarczy zadzwonić, przysłać pocztówkę, by dać znać o swoim uczuciu.? Nie trzeba układać dzieciom planu dnia, by czuły się kochane. Poza tym oni żyją swoim życiem, nie moim. Czy tak trudno ci to zaakceptować? – Narastała we mnie irytacja. Podniosłam się z łóżka, włożyłam szlafrok i zatrzymałam się przed oknem. Na zewnątrz świeciło piękne wiosenne słońce. Kocham wiosnę za jej delikatność i subtelność. Lata i wakacji spędzanych w odległych zalanych letnim słońcem krajach nie znoszę. Zawsze choruję latem przez nadmiar słońca i zbyt wysoką temperaturę.

– Tu cię boli, tak?

– Owszem, boli mnie.

– A co konkretnie? – Podszedł do mnie, łapiąc się przy tym za biodra. Miałam awersję do tej pozycji. W moich oczach czyniła z narzeczonego podstarzałego i nieświadomego braku klasy biurokratę. Byłam już na tyle poddenerwowana, że chciałam odpowiedzieć, ale nauczona doświadczeniem, powstrzymałam się. Patrzyłam zaledwie z politowaniem na prezentację przewagi, jaką Hubert sądził, że nade mną posiada. – Boli cię, że poruszą znowu temat wnucząt i zapytają o decyzję dotyczącą ślubu? – Prychnęłam zupełnie nierozczarowana. Hubert był przewidywalny jak jego ojciec. – Czy ty nie pojmujesz, że to troska?

– Przyznam zatem, że twoi rodzice dziwnie okazują troskę. Jakoś nikt się nie interesuje mną, kiedy wyjeżdżasz na długie tygodnie. Nikt nie zadzwoni, nie zapyta, czy czegoś mi nie trzeba, czy wszystko w porządku. A kiedy dam im te ich upragnione wnuczęta, co wtedy? Coś się zmieni? Najważniejsze, że będą się mogli poszczycić posiadaniem twoich dzieci. Czy ktoś przyjdzie mi pomóc? Kładę głowę, że zostanę z nimi zupełnie sama! – Nie wytrzymałam. Odepchnęłam się od parapetu. Ciepłe promienie słońca przestały mi przyjemnie ogrzewać plecy, a chłód panujący między mną a Hubertem pochłonął cały nastrój poranka.

– Nie ty pierwsza, nie ostatnia. Marta: każda kobieta rodzi i jakoś sobie radzi. Dlaczego ty miałabyś nie udźwignąć macierzyństwa? – Zmienił ton głosu i podszedł do mnie jeszcze bliżej. Czyżby zrozumiał, że przegiął? On i jego rodzice naciskali na mnie już od co najmniej dwóch lat. Tak, przemknęło mi przez myśl, że mój narzeczony wreszcie przejrzał na oczy. Nie dałam się jednak zwieść. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy Hubert posunął się do podstępu dla załagodzenia zbliżającego się konfliktu.

– Nie twierdzę, że nie dam rady. Pytanie brzmi: czy tego chcę. – Jego spojrzenie nabrało ostrości. Dobra, pomyślałam, teraz się zacznie.

– A dlaczego miałabyś nie chcieć dzieci? Czy ja robię coś nie tak? Czy niewystarczająco okazuję swoją miłość? Chcę mieć dzieci. Chcę ciebie za żonę. Oświadczyłem się przecież! A ty wciąż się zastanawiasz!

– Nie zastanawiam, tylko chcę mieć pewność, że małżeństwo i dzieci są drogą, na którą jestem już gotowa. To proste.

– Jesteś okrutna – uderzył rozżalony.

– A ty egoistyczny – odpaliłam równie poirytowana, a jednak niezdolna do tak zaawansowanej manipulacji, do jakiej posunął się właśnie mój narzeczony.

– Co robię nie tak? – ponowił pytanie tym samym udręczonym tonem głosu.

– Chciałabym, żebyś zaczął zauważać w tym całym ambarasie mnie, kobietę.

Wydał się zainteresowany, co nieco mnie zawstydziło.

– Co miałbym robić?

– Zaskocz mnie czymś. Czymkolwiek. Kolacją, spacerem, rozmową – wymieniałam i mogłabym tak do wieczora, ale wtedy przyszło mi do głowy, że nigdy nie zdobędę się, by uderzyć w najbardziej wrażliwą nutę. Jego twarz przybrała kolor różowy, potem czerwony, a wreszcie nabrała wyrazu, jakby odpłynęła z niej cała krew.

– Nie rozumiem cię…

– Nic nowego. Zrozumiałbyś, gdybyś się mną zainteresował. Rodzice są dla ciebie najważniejsi. Twoja mama wybrała nam ostatnio kolor zasłon do sypialni. A nie do niej to należy. Pytam jeszcze raz: gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie, skoro nawet w tak błahych sytuacjach to ona podejmuje decyzje?

Zawiesił się i przez chwilę siedzieliśmy w całkowitej ciszy. I wtedy nastąpił zwrot. Tego się zupełnie nie spodziewałam. Hubert pochylił się i mnie pocałował. Tak samo czule, jak kiedyś. Wtedy, kiedy dopiero zaczęliśmy się spotykać. Rozczuliłam się i uległam chwili. Pogrążona w miłych wspomnieniach i zatopiona w ramionach narzeczonego pozwoliłam się przenieść z powrotem do łóżka. Zdjął ze mnie szlafrok i koszulkę, co prawda nawet nie patrząc na moje ciało, jednak przymknęłam na to oko. Usiadłam na skraju łóżka, a widząc, jak nieporadnie ściąga z siebie piżamę, którą otrzymał, oczywiście, od mamy podczas jednych ze świąt, ułożyłam się wygodnie i podkurczyłam kolana, otwierając mu widok na swoje nieskrępowane ciało. Liczyłam, że zrozumie, czego pragnę. Lubię pieszczoty oralne, on jednak zdecydowanie zaprzestał zaspokajania mnie w ten sposób i to dawno temu. Dotknęłam się, by zachęcić go nieco bardziej. Wtedy dopiero spojrzał na mnie z zainteresowaniem. Czyżby coś się zmieniło? Policzki Huberta spłonęły, co z kolei pobudziło moją fantazję. Zaczęłam się pieścić, mrucząc przy tym zachęcająco. To odpowiedni moment, myślałam. On jednak ujął w dłoń swój członek i również zaczął się zaspokajać.

– Weź mnie… – szepnęłam w akcie desperacji.

– Nie przerywaj… – wymamrotał. – Lubię, kiedy sama się zabawiasz…

Zaledwie po kilku minutach jego sperma spłynęła mi po brzuchu. Resztę poranka przepłakałam w toalecie. Bezradność i brak wiary w możliwość poskładania naszej relacji pozbawiły mnie energii.