Wyleczeni - Alicja Horn - ebook + książka
NOWOŚĆ

Wyleczeni ebook

Horn Alicja

0,0

26 osób interesuje się tą książką

Opis

Doktor Marta Wolska doskonale zna ludzkie ciało. Wie, jak łatwo człowieka zranić i jak niekiedy trudno uratować mu życie. Wie też, jak wiele można ukryć pod pozorem przypadku.

Pracuje w warszawskim szpitalu, w którym śmierć jest częścią codzienności. Kiedy jednak wokół niej zaczynają ginąć ludzie, których odejście rozwiązuje zaskakująco wiele problemów, coraz trudniej uwierzyć, że to tylko zbieg okoliczności.

Jednocześnie Marta musi wrócić do wydarzeń sprzed lat. Odkrywa, że nie zna całej prawdy o tragedii, która ją ukształtowała. Im więcej wychodzi na jaw, tym trudniej rozstrzygnąć, kto naprawdę jest ofiarą, a kto sprawcą.

Wyleczeni to przewrotny thriller o zemście, winie i granicy, po przekroczeniu której lekarstwo może okazać się równie niebezpieczne jak choroba.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 226

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Okładka książki «Wyleczeni» Alicji Horn. Na pierwszym planie lekarka w białym fartuchu, ze stetoskopem na szyi i skrzyżowanymi rękami. Za nią pusty szpitalny korytarz. Całość utrzymana w ciemnej, fioletowej tonacji, z czerwonymi kroplami i rozpryskami przypominającymi krew. Po prawej napis: „Zrób rachunek sumienia, zanim trafisz do szpitala”. U dołu duży biały tytuł, pod nim imię i nazwisko autorki.

Copyright © by Alicja Horn, 2026

Copyright © for this edition by Faros Wydawnictwo

Wydanie II poprawione

Warszawa 2026

All rights reserved

ISBN 978-83-983706-1-5

ROZDZIAŁ 1

W Warszawskim Szpitalu Klinicznym im. Wandy Błeńskiej straszyło. Przedmioty zmieniały położenie, szafki same się otwierały, a opowieści o tym, co działo się nocami w podziemnym łączniku między budynkami oddziałów, mroziły słuchaczom krew w żyłach. W zasadzie nikogo to nie dziwiło – miejsca z taką przeszłością często bywają nawiedzone, a historia szpitala dostarczała aż nadto powodów do snucia takich opowieści. Wybudowany w dziewiętnastym wieku podczas epidemii cholery szpital służył początkowo jako izolatorium, w którym chorzy mieli dojść do zdrowia lub odejść na zawsze. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich zaczął rozrastać się o kolejne oddziały, i to nie tylko zakaźne. Solidna i praktyczna budowla szybko stała się dumą mieszkańców stolicy.

Na swoje nieszczęście lata później szpital przykuł również uwagę Niemców. W 1942 roku ulokowali tu jednostkę odpowiedzialną za deportacje Warszawiaków. Później w piwnicach urządzili więzienie dla powstańców, których regularnie rozstrzeliwano w szpitalnym ogrodzie, między lipami i krzewami derenia.

Kolejne dekady nie okazały się dla szpitala łaskawsze. W latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku, podczas rozbudowy oddziału kardiologicznego, w podziemiach budynku natrafiono na stary magazyn, gdzie w zapomnieniu leżało sześć ton pozostawionego przez Niemców trotylu. Komunistyczne władze nie zgodziły się na ewakuację pacjentów – z niewiadomych przyczyn akcję usuwania materiałów wybuchowych postanowiono przeprowadzić po cichu, nocą. Trwała prawie dwa tygodnie. I niewiele brakowało, by zakończyła się sukcesem.

Wybuch nastąpił niespodziewanie, kiedy usuwano ostatnie partie trotylu. Zginęli prawie wszyscy pacjenci i część personelu budynku, pod którym mieścił się magazyn, a także wiele osób przebywających w sąsiednich pawilonach.

Dziś Warszawski Szpital Kliniczny im. Wandy Błeńskiej jest najlepszym szpitalem w województwie, a w opinii wielu – w całej Polsce. Słynie z kompetencji personelu medycznego, jakości wykonywanych badań oraz skuteczności przeprowadzanych zabiegów. O tragicznych kartach historii przypomina jedynie kamienna tablica przy wejściu. A także fakt, że w szpitalu straszyło.

Doktor Robert Szymański znał przeszłość szpitala. Pracował tu od prawie dwudziestu lat. Słyszał opowieści personelu i pacjentów o dziwnych wydarzeniach, tajemniczych dźwiękach i ulotnych postaciach widywanych podczas nocnych dyżurów. Wszystkie uważał za wyssane z palca. Spędzał w szpitalu co najmniej dwie noce w tygodniu, ale nigdy nie był świadkiem żadnych paranormalnych zdarzeń. Dlatego nie lubił, gdy ktoś opowiadał bajki o szpitalnych duchach, i potrafił dosadnie zareagować, gdy je słyszał.

Robert Szymański nie lubił wielu rzeczy. Zwłaszcza sobót. Oznaczały pobudkę o 6.30, pośpieszne golenie, śniadanie w samochodzie i narastającą irytację, pojawiającą się już na parkingu „Błeńskiej”, jak potocznie nazywano szpital. Irytacja przeradzała się w złość, kiedy mijał budkę ochrony przy wejściu do szpitala, a w prawdziwą furię – gdy na jego drodze stawały znajome twarze współpracowników. Od dłuższego czasu regularnie dyżurował w soboty i szczerze tego nie znosił. W ogóle konieczność przebywania na terenie szpitala była dla niego najgorszą formą tortury. Jednak dzięki sobotom miał wolne poniedziałki. To właśnie one były jego siłą napędową, źródłem energii do działania przez cały tydzień. Były tylko jego i tylko dla niego. W poniedziałki oddawał się ulubionym czynnościom i nic nie mogło tego zmienić.

Dziś musiał przeżyć kolejną frustrującą sobotę w Błeńskiej. Zawsze zaczynał od porannego obchodu na oddziale zakaźnym, po którym przeglądał zlecenia dla chorych. Co prawda istniała zasada, że w piątki wszystkim pacjentom w stanie stabilnym ustalano zlecenia aż do poniedziałku, ale doktor Szymański miał swoje zdanie na temat rodzaju nawodnienia czy kombinacji poszczególnych leków, więc często zdarzało się, że zmieniał zlecenia lekarzy prowadzących, uznając, że wie lepiej od nich.

Tak, doktor Szymański ubolewał nad tym, że przyszło mu pracować wyłącznie z durniami. Był nim zwłaszcza ordynator oddziału zakaźnego, Tomasz Czechowski. Szymański męczył się z nim już pięć lat. Przybysz znikąd – pojawił się tuż przed zamknięciem konkursu na ordynatora i odebrał Szymańskiemu wymarzone stanowisko. Ordynatura miała być ukoronowaniem jego kariery lekarskiej. Kariery, która co prawda bywała wyczerpująca, ale miała też liczne zalety. Niestety wszystko poszło nie po jego myśli i Szymański musiał zadowolić się stanowiskiem zastępcy ordynatora – najgorszym, co mogło mu się przytrafić. Wiązało się to praktycznie z samymi obowiązkami i jedynie kilkoma przywilejami.

Na dodatek ordynator okazał się cwanym idiotą. Że idiotą – tym akurat Szymańskiego nie zaskoczył. Wiedza medyczna Czechowskiego kończyła się na poziomie szpitala powiatowego – dokładnie tego Szymański spodziewał się po protegowanym dyrektorki, której polityka kadrowa od lat opierała się na zasadzie „mierny, ale wierny”. Regułę tę można by wygrawerować na mosiężnej tabliczce na drzwiach jej gabinetu. Ale przebiegłość nowego ordynatora była dużą niespodzianką. W mistrzowski sposób wykręcał się od podejmowania trudnych decyzji, a zwłaszcza od podpisywania się pod nimi. Unikał również konfrontacji z własnymi pracownikami, co skutkowało tym, że obiecywał wszystkim wszystko, a później nawarzone piwo kazał pić Szymańskiemu.

Nie żeby Szymański nie lubił roli złego szefa. Ba, nie musiał jej nawet odgrywać. Krzyżowanie planów i grzebanie nadziei podwładnych sprawiało mu przyjemność. Ale fakt, że musiał to robić w ramach przysługi dla Czechowskiego, którym gardził, był dla niego torturą.

Niewdzięczny drań nawet nie widział – albo udawał, że nie widzi – ile pracy kosztowało Szymańskiego trzymanie oddziału w ryzach i nadzór nad tą żałosną bandą niedouczonych lekarzy. Tylko on był w stanie utrzymać tę wielką machinę w ruchu i nie dopuścić, by jakiś jej element zaczął szwankować. Ordynator zajęty był pilnowaniem własnych interesów, zwłaszcza po tym, jak dzięki swoim koneksjom został konsultantem wojewódzkim. Trzecia żona i piąte dziecko w drodze skłaniały go bardziej do myślenia o tym, co jeszcze może ugrać dla siebie, niż o pracy oddziału. Cały szpital opowiadał po cichu o „drobnych” prezentach, jakie Czechowski otrzymywał od firm farmaceutycznych za ustawianie wyników badań klinicznych. Na dodatek badań, do których – poza przybiciem swej ordynatorskiej pieczątki – nie przyłożył nawet małego paznokcia. Wszystko robił Robert Szymański, narażając swoją reputację, być może nawet przyszłą profesurę, a w zamian dostawał jakieś ochłapy z pańskiego stołu. Na szczęście wkrótce miało się to zmienić. Szymański miał plan, jak pozbyć się tego i kilku innych problemów ze swego życia raz na zawsze.

Tymczasem trzecią noc w tym miesiącu spędzał w Błeńskiej. I nie ostatnią – kolejna rezydentka w ciąży oznaczała kolejne nieplanowane dyżury, z których część spadła również na niego. Uwłaczało mu, że jako zastępca ordynatora nadal musiał harować jak pierwszy lepszy lekarz z oddziału, zamiast spać we własnym łóżku.

Oczywiście, jak tylko dowiedział się o dodatkowych dyżurach, natychmiast wpisał je wszystkie do grafiku Marty Wolskiej. Jednak ta mała żmija zrobiła z tego powodu taką awanturę, że dwa z nich musiał ostatecznie zostawić sobie.

Marta Wolska… Gdy tylko załatwi sprawę z ordynatorem, zrobi z nią porządek. Za często wchodziła mu w drogę i drażniła go swą bezczelnością. Niebieskimi oczami i szerokim uśmiechem tak owinęła sobie wszystkich wokół palca, że tańczyli w takt każdej melodii, którą im zagrała. „Nasza Martusia obroniła doktorat w wielkim stylu”, „nasza Martusia udzieliła świetnego wywiadu na temat boreliozy”, „nasza Martusia miała rewelacyjne wystąpienie na konferencji hepatologicznej”. Nie mógł już tego słuchać. Doskonale wiedział, że Marta była złośliwą manipulantką i sprawnie wykorzystywała ludzi do własnych celów. A ci jej na to pozwalali, jak stado baranów. Tak, na nią również przyjdzie czas. Już niedługo.

Tymczasem przejrzał karty zleceń i z wielką satysfakcją wprowadził poprawki. Również pacjentom Marty, bo wiedział, że każda taka zmiana bardzo ją irytuje. Oddał karty do dyżurki pielęgniarek, pouczając je przy okazji, jak prawidłowo zakładać sterylne rękawiczki. Naprawdę, za jakie grzechy musi pracować z tymi wszystkimi idiotami?

Na szczęście nikt z pacjentów nie potrzebował interwencji lekarza, więc na jakiś czas mógł zamknąć się w swoim gabinecie. Wyjął prywatnego laptopa i podłączył się do ogólnodostępnego wi-fi. Sieć była przeznaczona dla pacjentów całego szpitala, dlatego przeciążona i wolna, ale wolał nie ryzykować logowania do sieci dla personelu. Za głupie błędy zawsze płaci się najwyższą cenę, o czym wielokrotnie się przekonał. Na szczęście na cudzej skórze. Wpisał z pamięci adres strony i wcisnął Enter. Logowanie, jak zwykle, trwało wieki, ale wiedział, że ostrożność jest konieczna. Ogarnęła go błogość, jak zawsze, kiedy mógł przeglądać nowe materiały. Na wszelki wypadek nie zapisywał ich na dysku komputera, ale uważnie studiował przez kilka minut te najbardziej interesujące. W takich chwilach problemy znikały, a czas przestawał płynąć.

Szymański nie widział i nie słyszał niczego poza treścią, którą chłonął z laptopa… Klik… Klik… Klik…

* * *

W najciemniejszym kącie pomieszczenia coś delikatnie zaszeleściło, jak przewracana strona książki. Po chwili dźwięk powtórzył się, tym razem głośniejszy. W normalnych warunkach doktor Szymański zainteresowałby się jego pochodzeniem. W końcu poza nim samym nikogo w zamkniętym na klucz gabinecie nie było – a przynajmniej być nie powinno.

Ale Robert Szymański nawet nie drgnął.

Nie mógł, ponieważ od dwóch godzin już nie żył.

Polecamy również inne bestsellery Alicji Horn:

PASOŻYT (tom 2 cyklu Wyleczeni)

Para głównych bohaterów, lekarka Marta Wolska i komisarz policji Michał Łazowski, wpada na trop największej afery farmaceutycznej w kraju. Muszą dowiedzieć się, komu i dlaczego tak bardzo zależy na refundacji pewnego leku. I co mają z tym wspólnego sexworkerki oraz chemsex?

Pasożyt ujawnia fascynujące sekrety firm lekowych, szemranych przyszpitalnych fundacji oraz przebiegłych lekarzy, którzy zabijają, zamiast leczyć. Pozwala poznać „od kuchni” świat medycyny i rządzące nim układy.

DIAGNOZA (tom 3 cyklu Wyleczeni)

W Warszawie giną kolejni lekarze. Czy mieli ze sobą coś wspólnego? Komu mogło zależeć na ich śmierci? Śledztwo prowadzi komisarz Michał Łazowski. Pomaga mu życiowa partnerka, lekarka Marta Wolska. Parę łączy pewna niebezpieczna tajemnica. Ktoś daje do zrozumienia, że ją poznał. Dla głównych bohaterów zaczyna się wyścig z czasem. Po wielu latach więzienną odsiadkę kończy groźny pedofil. Okazuje się, że te z pozoru różne sprawy są ze sobą ściśle powiązane…

Diagnoza to wprowadzenie w mętny świat medycznej fikcji i medycyny alternatywnej. Pokazuje, że na chorych oraz hipochondrykach można zarobić wielkie pieniądze. Dowodzi też, że w tym świecie istnieje zarówno współpraca, jak i konkurencja. Wszystko ma jednak swoje granice...

OBŁĘD (tom 4 cyklu Wyleczeni)

Pozornie różne historie angażują bez reszty parę głównych bohaterów, śledczego Michała Łazowskiego i lekarkę Martę Wolską. W stolicy wybucha epidemia koro – tajemniczych stanów lękowych mężczyzn. Nie wiadomo, skąd się wzięła i dlaczego komuś zależy na podsycaniu paniki. Gwałciciel młodych kobiet, syn wpływowej prawniczki, skutecznie ucieka przed wymiarem sprawiedliwości, podobnie jak notoryczny oszust naciągający emerytów. Czy przestępcy poniosą zasłużoną karę? Jak bumerang wraca sprawa zbrodni sprzed lat. Czy zemsta będzie możliwa? 

 W Obłędzie intryga goni intrygę, a spektakularne zabójstwa nie przestają zaskakiwać.

ZAGINIONA PACJENTKA

Nikt w szpitalu nie podejrzewa, jak poważne konsekwencje będzie miało pojawienie się młodej pacjentki. Dziewczyna uległa lekkiemu wypadkowi, zdjęcie rentgenowskie ręki wydaje się tylko formalnością. Jednak badanie wykazuje coś niezwykłego. Pacjentka wkrótce znika, a technik z pracowni RTG zostaje śmiertelnie potrącony przez samochód. Sprawą zaczyna interesować się lekarz, który opisywał zdjęcie. Gdy próbuje odnaleźć w systemie dane dziewczyny, okazuje się, że… w szpitalu nigdy nie było takiej pacjentki.

Jaką tajemnicę kryje zdjęcie RTG i dlaczego ślad po dziewczynie się urywa? Po co ktoś usuwa jej dane i co ma z tym wspólnego dziwny tatuaż pacjentki? I wreszcie, co odkryje lekarz, który postanowił rozwiązać te zagadki?

Zaginiona pacjentka to historia medyka, który przez przypadek, ale też i niepohamowaną dociekliwość, wplątuje się w poważną intrygę, a za ciekawość oraz chęć niesienia pomocy przyjdzie mu zapłacić bardzo wysoką cenę.

PRZECIWCIAŁA (tom 1 cyklu Przeciwciała)

Nagła przeprowadzka do małego miasta wywraca do góry nogami życie krakowskiego patologa, który podczas rutynowej sekcji znajduje w żołądku topielca fragment ludzkiego palca. To odkrycie uruchamia lawinę zdarzeń. W sennej dotąd społeczności zaczynają ginąć ludzie.

Wciągnięty w śledztwo, bohater musi zmierzyć się z lokalną siecią układów i kłamstw. Podejrzanym staje się niemal każdy.

Wykorzystując swój niezwykły dar, patolog próbuje ułożyć w całość rozsypane tropy, a to, co ustala, jest wstrząsające. Czy jego przyjazd mógł obudzić uśpione zło?

W miejscu, gdzie wszyscy się znają, prawda okazuje się najbardziej niebezpiecznym sekretem.

ANTYGENY (tom 2 cyklu Przeciwciała)

Urokliwe miasto u podnóża Bieszczad niechętnie odsłania swoje sekrety. Gdy w hotelowym pokoju zostają znalezione zwłoki uczestniczki konferencji, nikt nie spodziewa się, że to dopiero początek serii zagadkowych zgonów. Wkrótce ginie lokalny deweloper, a z nurtu Sanu wyłowione zostaje ciało męża znanej lekarki.

Prokurator rejonowa dostrzega szansę, by uderzyć w lokalny układ. Nie zdąża. Zostaje zamordowana, i to w kompromitujących okolicznościach. W tym mieście nic nie gwarantuje nietykalności.

Komisarz Wojdak nie wie jeszcze, że kolejne tropy doprowadzą go niebezpiecznie blisko własnej rodziny. Tymczasem prywatne dochodzenie rozpoczyna Ostroga – patolog znany z bestsellerowych Przeciwciał. Pozornie niezwiązane ze sobą zdarzenia prowadzą go do zbrodni sprzed lat i prawdy, która nigdy nie miała wyjść na jaw. 

Zemsta nie ma daty ważności.

Redakcja: Krzysztof Grabus

Projekt graficzny okładki: Joanna Halerz

Faros Wydawnictwo

[email protected]

www.farosproza.pl

Wydanie II poprawione

Warszawa 2026

ISBN 978-83-983706-1-5