Więzy - Sara Antczak - ebook + audiobook + książka

Więzy ebook

Sara Antczak

0,0
52,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Karolina i Agata miały wszystko, czego mogły pragnąć. Znały się od lat, mieszkały naprzeciwko siebie, a ich mężowie byli najlepszymi przyjaciółmi. Ten idealny świat runął w gruzach, gdy Dawid i Tomasz zaginęli podczas wyprawy w Tatry.
Przyjaciółki łączą siły, by ich odnaleźć. Z czasem jednak tracą nadzieję, że mężczyźni wrócą żywi. Wszystko zmienia się, gdy niespodziewanie odnajduje się mąż Agaty. Jego wersja wydarzeń przekonuje wszystkich z wyjątkiem Karoliny.
Ona jedna zaczyna podejrzewać, że prawda o wspólnej wyprawie jest znacznie mroczniejsza. I posunie się dalej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać...


Thriller, w którym jedna zbrodnia uruchomiła lawinę sekretów. Mroczna i pełna napięcia historia, która do ostatniej strony będzie trzymać Cię w niepewności. - Agata Pożywiłko, Festiwal Granda

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 280

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Sara Antczak, 2026

Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: Kuba Magierowski

Elementy okładki powstały z użyciem AI

Redakcja: Urszula Drabińska

Korekta: Olga Smolec-Kmoch, Jarosław Lipski

Skład i łamanie: Dariusz Nowacki

PR & marketing: Andżelika Wojtkiewicz

ISBN: 978-83-8441-810-9

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Seria: FILIA Mroczna Strona

mrocznastrona.pl

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

Dla Łukasza. Za to, że zawsze jesteś.

PROLOG

Zgubiła się. Początkowo próbowała wmówić sobie, że to nieprawda, ale po trzydziestu minutach krążenia po górach w gęstej mgle nie miała już złudzeń. Wcale nie chciała zdobywać szczytu w taką pogodę, ale ją przekonał. Powtarzał, że nie po to przyjechał w Tatry, żeby chodzić po dolinach. W końcu rzucił, że wejdzie na Krywań sam. Wiedziała, że jeśli zostanie w schronisku, on będzie na nią obrażony przez resztę wyjazdu, więc poszła z nim. Oto jej nagroda. I kolejna lekcja, że nie warto robić nic wbrew sobie. Przyjazd tutaj z nim był błędem. Wyjście w taką pogodę w góry było błędem. Związek z nim też był błędem, choć nie największym, jaki do tej pory popełniła. Gdyby mogła cofnąć czas, zrobiłaby wszystko inaczej. Posłuchałaby koleżanek albo chociaż głosu rozsądku. Teraz było już za późno. Utknęła i nie widziała wyjścia.

Szła przed siebie z telefonem wyciągniętym w dłoni, próbując złapać zasięg. Aplikacja ratunkowa, którą wcześniej ściągnęła, wciąż nie mogła ustalić jej dokładnej lokalizacji. Oderwała wzrok od telefonu i wpatrywała się w mgłę tak długo, aż zaczęły jej łzawić oczy. Dokąd miała iść? Wszystkie ścieżki wyglądały tak samo.

Nieprzypadkowo wybrali się w Tatry w październiku. Liczył, że unikną tłumów turystów, których nie znosił. To się udało. Gdy wyruszyli na Krywań, na szlaku mijali tylko pojedyncze osoby. W nocy spadło trochę śniegu i warunki na trasie się pogorszyły. Wspinaczka zajęła im dobre cztery godziny. Nie było widoków, na które liczył on, ani romantycznej atmosfery, o której marzyła ona. Zdobycie szczytu nie miało w sobie nic z triumfu. Podczas zejścia zaczął padać deszcz. Wracali zmęczeni, przemoczeni i coraz bardziej sfrustrowani. I oczywiście się pokłócili.

Był na nią zły, bo schodziła za wolno i nie potrafiła za nim nadążyć. Na wspomnienie jego pogardliwej miny poczuła znajomy ucisk w gardle. Nadal nie mogła uwierzyć, że w pewnej chwili po prostu przyśpieszył i zniknął we mgle. Nawet nie obejrzał się za siebie. Różnie między nimi bywało, ale nigdy nie sądziła, że zostawi ją samą w górach, i to w takich warunkach. Przecież mogła tu zginąć. W Tatrach ludzie czasem znikali. Spadali w przepaść albo umierali z wychłodzenia. Nigdy wcześniej nie czuła się tak samotna. Żałowała, że nie pobiegła za nim, kiedy odchodził. Ale była przekonana, że to tylko kolejna kłótnia. Że ochłonie i za chwilę wróci. W końcu często tak robił: odchodził, a później wracał. Tym razem stało się inaczej.

Na początku czuła złość, ale teraz chciało jej się już tylko płakać. Coraz bardziej się bała, że nie znajdzie drogi powrotnej. Nigdy nie miała dobrej orientacji w terenie. Szczyty gór tonęły we mgle, a ostre kontury skał przypominały scenerię koszmaru. Zatrzymywała się co chwilę i nasłuchiwała. Może gdzieś niedaleko byli inni turyści? Może mimo fatalnej pogody ktoś jeszcze pojawił się na szlaku?

Wspięła się na skałę, próbując złapać zasięg. Nagle straciła równowagę. Stopa ześlizgnęła się z mokrego kamienia, ostry ból przeszył jej kostkę. Jęknęła i upadła. W oczach natychmiast stanęły jej łzy. Dotknęła kostki i poczuła, jak szybko puchnie. Siedząc na wilgotnych kamieniach, poczuła falę nienawiści do faceta, który ją w to wpakował.

Nie był najlepszym partnerem, ale nigdy nie uważała go za drania. Aż do dziś. W pewnym sensie sama była sobie winna. Koleżanki od dawna jej powtarzały, żeby go zostawiła, ale ona uparcie trzymała się tego związku, jakby za wszelką cenę chciała wszystkim udowodnić, że się mylą. W głębi duszy obawiała się, że nic lepszego już jej nie spotka. Choć od dawna im się nie układało, naprawdę wierzyła, że ten wyjazd coś zmieni. Że może w końcu zaczną ze sobą rozmawiać. Że uda im się naprawić to, co przez ostatnie miesiące rozpadało się kawałek po kawałku.

Wcześniej zauważała sygnały ostrzegawcze, lecz uparcie je ignorowała. Łatwiej było wierzyć, że to tylko trudniejszy okres, niż przyznać przed samą sobą, że człowiek, z którym od dwóch lat była w związku, zwyczajnie przestał ją kochać. Teraz miała na to dowód. Może problemem była ona sama i jej niska samoocena? A może to, że w dzieciństwie naoglądała się bajek Disneya i wciąż wierzyła w szczęśliwe zakończenia?

W tej chwili żałowała wszystkiego. Nawet tego, że kiedykolwiek go poznała. Na myśl, że gdyby nie on, byłaby teraz w domu pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty, łzy spłynęły jej po policzkach. Po chwili płacz nieoczekiwanie przerodził się w śmiech. Siedziała na ziemi, zupełnie nie przypominając żadnej z filmowych bohaterek, które zawsze znajdowały wyjście z najgorszej sytuacji. Otarła łzy. Musiała działać. Podniosła się i syknęła z bólu. Własna bezsilność doprowadzała ją do szału. Jak mogła do tego dopuścić?

Nagle z mgły wyłoniła się postać z plecakiem. Zalała ją fala ulgi. A jednak wrócił, nie zostawił jej samej. Może w końcu zrozumiał, co zrobił, i ruszyło go sumienie. W tej chwili była gotowa wybaczyć mu wszystko, byle tylko sprowadził ją na dół. Zmrużyła oczy, próbując dostrzec twarz nadchodzącego mężczyzny. Kiedy się zbliżył, zdała sobie sprawę, że to jednak nie był on. Nie znała tego człowieka. Mimo wszystko ucieszyła się na jego widok.

– Hej – zawołała, unosząc rękę. – Mógłbyś mi pomóc?

Przystanął, po czym ruszył w jej stronę. Kiedy podszedł bliżej, przyjrzała się jego twarzy schowanej pod kapturem. Oceniła go na około trzydzieści lat, może kilka mniej. Czyli był mniej więcej w jej wieku. Jednak w przeciwieństwie do niej nie był zmęczony ani nie wyglądał na zagubionego. Przy plecaku miał linę i czekan. Poruszał się pewnie, jak ktoś, kto zna góry i wie, co robi.

– Co się stało? – zapytał.

– Zgubiłam się i chyba skręciłam kostkę.

– Możesz iść?

W jego oczach zobaczyła prawdziwą troskę, zupełnie inną od chłodnej obojętności swojego partnera. Kiwnęła głową.

– Nie boli aż tak bardzo. Chyba dam radę zejść. Pomożesz mi?

– Jasne. Wezmę twój plecak.

Zdjęła go z ramion i podała mu z wdzięcznością. Nie był bardzo ciężki, ale po kilku godzinach wspinaczki i ze skręconą kostką nie chciała go już dźwigać. Przerzucił go sobie przez ramię, po czym wyciągnął do niej rękę.

– Złap się – powiedział.

Chwyciła go za ramię i odetchnęła z ulgą. A więc nie umrze tu z wychłodzenia. Jeszcze dziś wieczorem zje coś ciepłego i ogrzeje się pod kocem. Miała szczęście, że trafiła na samotnego turystę, który nie przeszedł obok niej obojętnie.

– Bardzo ci dziękuję – powiedziała. – Pokłóciłam się z chłopakiem, zostawił mnie tu i, szczerze mówiąc, zaczynałam już panikować.

– Zostawił cię samą w górach? – Spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Mam nadzieję, że to już były chłopak.

– Jasne. Rzucę go, jak tylko złapię zasięg w telefonie. Zawsze podejrzewałam, że on woli góry ode mnie. A teraz mam już pewność.

– No to na ciebie nie zasługuje.

Kiwnęła głową z wdzięcznością. Poczuła się trochę lepiej.

– A co ciebie przygnało w góry w taką pogodę? – zapytała.

– Miałem gorszy czas i chciałem uciec.

– Widać nieszczęście lubi towarzystwo.

Uśmiechnęła się do niego, a on odwzajemnił uśmiech. Przedstawiła się i po chwili znała już jego imię. Było w nim coś pociągającego, ale nie zamierzała flirtować z nieznajomym spotkanym na szlaku. Najpierw musiała uporządkować własne życie.

– Dzięki za pomoc – odezwała się. – Naprawdę jestem twoją dłużniczką. Kiedy zejdziemy na dół, postawię ci dobry obiad.

– Nie musisz.

– Muszę. Wiesz, przez chwilę myślałam, że tu zamarznę.

– Na szczęście już nic ci nie grozi.

Zaciskała zęby i starała się nie utykać, ale z każdym krokiem ból w kostce stawał się coraz bardziej dokuczliwy.

– Możemy zrobić przerwę? – poprosiła.

– Oczywiście – przytaknął. – Usiądź na chwilę. Ja spróbuję złapać zasięg i wezwać TOPR. Mam Ketonal w spreju, weź go. Powinien pomóc na ból.

Zdjął oba plecaki, położył je na kamieniach obok niej i odszedł. Usiadła ostrożnie i podwinęła nogawkę spodni. Skrzywiła się na widok spuchniętej kostki.

Sięgnęła po jego ekwipunek i zaczęła szukać spreju. Rozgarniała rzeczy upchane w plecaku, gdy nagle coś zabrzęczało. Chwyciła klucze i już miała je odłożyć, kiedy jej uwagę przykuł pewien szczegół. Były spięte charakterystycznym karabińczykiem, a przy nich wisiał breloczek z miniaturowym kompasem. Tym samym, który podarowała swojemu chłopakowi na urodziny. Usłyszała kroki. Wrócił. Musiał zauważyć wyraz jej twarzy, bo spojrzał na nią pytająco.

– Wszystko w porządku?

– To są klucze mojego chłopaka – powiedziała, zaciskając je w dłoni. – Skąd je masz?

Wzruszył ramionami.

– Znalazłem je wcześniej na szlaku. Pomyślałem, że oddam w schronisku. Ale skoro są wasze, zatrzymaj je.

Patrzyła na niego, próbując ocenić, czy kłamie. Całą sobą czuła, że coś jest nie tak. Jej były zawsze trzymał klucze w wewnętrznej kieszeni plecaka. Nie mogły tak po prostu wypaść. Ale jakie mogło być inne wyjaśnienie? Może faktycznie zgubił je podczas zejścia?

– W porządku – powiedziała i się podniosła. – Możemy iść dalej.

Oparła się o niego. Objął ją w pasie i przełożył jej rękę na swoje ramię. Jego uścisk wydawał się silniejszy i bardziej stanowczy niż wcześniej. Dyskretnie spojrzała na ekran telefonu, ale wciąż nie było zasięgu. Nie wiedziała, czego tak naprawdę się boi. Może rzeczywiście znalazł te klucze na szlaku. Przecież nie napadłby jej partnera tylko po to, żeby je ukraść.

– Myślisz, że twój facet brał pod uwagę, że coś może ci się stać? – zapytał nagle.

Drgnęła. Musiał to zauważyć, ale szedł dalej, jakby nic się nie stało.

– Nie wiem – wymamrotała.

– Słyszałaś o czymś takim jak alpejski rozwód?

– Nie.

– Faceci czasem specjalnie zostawiają swoje dziewczyny w górach. Stąd nazwa.

– No to całe szczęście, że nie byliśmy małżeństwem – powiedziała, próbując się uśmiechnąć.

Zaśmiał się krótko, beztrosko. Nagle pomyślała, że gdyby chciał zrobić jej krzywdę, nie dałaby rady uciec.

– Zostawiając cię tutaj, musiał się liczyć z tym, że coś złego może cię spotkać – oznajmił. – Pogoda jest fatalna, a w nocy będzie mróz. Powinien to przewidzieć.

– Chyba tak – mruknęła.

W głowie analizowała wszystkie możliwości. Gdyby ją zaatakował, nie miałaby czym się bronić. W plecaku były tylko ubrania na zmianę, czołówka i prowiant. Gdyby teraz krzyknęła, nikt nie usłyszałby jej wołania. Zerknęła na niego. Jeszcze chwilę temu cieszyła się, że go spotkała. Teraz tego żałowała. Musiała jednak wytrzymać jeszcze kawałek. Na pewno zaraz dotrą do miejsca, gdzie będą inni ludzie. Może nic jej nie groziło. Może wszystko działo się tylko w jej głowie.

– Muszę ci się do czegoś przyznać – odezwał się.

Serce jej przyśpieszyło.

– Tak?

– Okłamałem cię. Spotkałem twojego faceta na szlaku. Zawrócił i cię szukał.

Zmusiła się, żeby na niego spojrzeć. Uśmiechnął się.

– Powiedział, gdzie mniej więcej powinnaś być.

Poczuła, jak ogarnia ją panika. Cała dygotała, ale próbowała nad sobą zapanować.

– Nie zapytasz, co mu zrobiłem?

Uśmiech zniknął z jego twarzy. Widział jej strach. Pochylił się i zaczął szeptać jej do ucha. Serce waliło jej jak oszalałe. Adrenalina zagłuszała myśli. Stała jak sparaliżowana. Wyraźnie czuła tylko jego dłoń na karku. Kiedy w końcu dotarł do niej sens jego słów, poczuła, że jej historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia.

ROZDZIAŁ 1

Zniknięcie

KAROLINA

Ze snu wyrywa mnie brzęk tłuczonego szkła. Siadam gwałtownie na łóżku przekonana, że ktoś włamał się do domu. Dopiero po chwili dociera do mnie, że dźwięk dobiega z zewnątrz. Zza okna słyszę głośne szczekanie Aresa, psa mojej sąsiadki Agaty. Odruchowo spoglądam na pustą stronę łóżka, tę, na której powinien spać Dawid. Dopiero po chwili przypominam sobie, że go tu nie ma. Rozglądam się za Iskrą. Kiedy zasypiałam, leżała zwinięta na pościeli, ale teraz w ciemności nigdzie jej nie widzę. Pochylam się i zaglądam pod łóżko. Wtedy dostrzegam parę wpatrujących się we mnie zielonych oczu.

– Zostań tam – mówię, choć wiem, że pewnie i tak mnie nie posłucha. Gdybym chciała posłusznego zwierzaka, wzięłabym psa.

Podchodzę do szafy i wyciągam gaz łzawiący. Narzucam na siebie bluzę Dawida. Znów słyszę jakieś odgłosy. Tym razem to stłumiony krzyk, a chwilę później pisk opon i warkot odjeżdżającego samochodu. Zbiegam po schodach. W przedpokoju wsuwam trampki i wychodzę na zewnątrz. Chłodne jesienne powietrze sprawia, że szczelniej otulam się bluzą. Ulica tonie w ciemności, latarnie są zgaszone. Światła palą się tylko u mnie i u Agaty. Otwieram furtkę i ruszam w kierunku jej domu, który stoi po drugiej stronie ulicy. Mój wygląda niemal identycznie – oba wybudowano według tego samego projektu. Są niewielkie, piętrowe, z jasnymi elewacjami, spadzistymi dachami i tarasami wychodzącymi na ogródki.

W ciemności widzę swoją przyjaciółkę. Zbiera odłamki szkła z ziemi i próbuje zagonić psa do domu. Ares, border collie o czarno-białej sierści i bystrym spojrzeniu, kręci się niespokojnie wokół niej. Jedno z okien na parterze jest pokryte pajęczyną pęknięć. Podchodzę do furtki. Kiedyś pewnie otworzyłabym ją sobie od razu, ale teraz tylko stoję i czekam. Dobrze wiem, że nie jestem już mile widziana w jej domu. Pies jednak o tym nie wie. Podbiega do furtki i liże mnie po dłoniach.

– Co się stało? – pytam.

Agata spogląda na mnie podkrążonymi oczami. Jest śliczną, drobną blondynką, ale od pewnego czasu wygląda jak cień samej siebie.

– Ktoś rozbił mi szybę cegłą – mówi.

W jej głosie słychać strach i złość, ale nie ma jednego – zaskoczenia. To nie jest wcale najgorsza rzecz, jaka spotkała ją w tym miesiącu.

– Wiesz, kto to był? – pytam.

– Nie. Jakieś gnojki w czarnym BMW.

– Ale czemu to zrobili?

Spogląda na mnie z wyrzutem.

– A jak myślisz?

Przełykam odpowiedź, która ciśnie mi się na usta. Nie chcę się z nią kłócić. Nie teraz, kiedy ktoś zaatakował jej dom. Nieważne, jak bardzo jesteśmy na siebie złe, wciąż jest moją przyjaciółką.

– Musimy zadzwonić na policję – stwierdzam, ale ona kręci głową.

– Nie, nie musimy.

– Co ty gadasz, Agata? Przecież mogli ci zrobić krzywdę. Tobie albo psu. Mogą tu wrócić. Musimy…

– My? – Unosi brwi. – My coś musimy?

– Powinnaś to zgłosić.

– Nie mów mi, co powinnam, Karolina. I nigdzie nie dzwoń. Mam już dość kłopotów.

– No to chociaż pomogę ci pozbierać to szkło. Zaraz to ogarniemy, żeby Ares się nie skaleczył.

– Nie, sama sobie z tym poradzę. Wracaj do domu.

– Agata, daj spokój, nie możemy tak dłużej…

Ale ona odwraca się do mnie plecami, woła psa i wraca z nim do środka. Za moment gaśnie światło, a ulica pogrąża się w ciszy. Przez chwilę stoję bez ruchu i patrzę w stronę jej okien. Dobrze wiem, dlaczego nie chce przyjąć mojej pomocy. Obwinia mnie o to, co ją spotkało, choć nie mam z tym nic wspólnego.

Jeszcze miesiąc temu, zanim nasze życie się posypało, byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Mówi się, że nieszczęścia zbliżają ludzi, ale to nieprawda. Czasem rozdzielają ich na zawsze.

Szybkim krokiem wracam do domu. Iskra niespokojnie kręci się na schodach. Hałasy z sąsiedztwa musiały ją wystraszyć. Biorę ją na ręce i wchodzę na piętro. Kładę się do łóżka, ale wiem, że szybko nie zasnę. Wciąż mam przed oczami twarz Agaty, chłodną i obcą, jakby nagle stała się kimś zupełnie innym. Spoglądam przez okno sypialni. Jeśli ci z czarnego BMW wrócą, od razu zadzwonię na policję. Nie pozwolę, żeby ją prześladowali. Żałuję, że Dawida ze mną nie ma. On wiedziałby, co zrobić. Piszę do niego wiadomość o tym, co się stało. Muszę komuś się zwierzyć, choć wiem, że odpowiedź nie nadejdzie.

Rano budzę się zmęczona. Udało mi się przespać tylko kilka godzin, ale w ostatnim czasie to nic wyjątkowego. Za oknem jest szaro. Nisko wiszące chmury zasłaniają niebo, a po szybie spływają krople deszczu. Po stronie łóżka, na której zwykle spał Dawid, leży Iskra i miauczy z wyrzutem.

– Tak, tak, już cię karmię – mruczę. – Nie jadłaś przecież całą noc, zaraz umrzesz z głodu.

Kotka wydaje z siebie obrażone miauknięcie, które brzmi jak potwierdzenie. Wzdrygam się. W domu jest zimno. Mam na sobie tylko koszulkę Nirvany i dres, więc naciągam bluzę Dawida i schodzę na dół. Kotka biegnie za mną. W kuchni wyjmuję z szafki saszetkę i wykładam zawartość do miski. Iskra, mrucząc, ociera się o moją nogę. Zazdroszczę jej. Martwi się tylko o to, czy dostanie jedzenie na czas. Wyrzucam pustą saszetkę, a Iskra natychmiast podbiega do miski i zaczyna jeść. Przynajmniej jedna z nas dwóch jest szczęśliwa.

Rozglądam się po zabałaganionym salonie. Kupiliśmy ten dom z Dawidem zaraz po ślubie. Wcześniej mieszkaliśmy w ciasnym, dwupokojowym lokalu po mojej babci, ale oboje marzyliśmy o czymś wspólnym. Dawid zawsze chciał mieć ogródek, w którym mógłby grillować, a ja dom na obrzeżach miasta, blisko terenów do biegania.

W końcu znaleźliśmy idealny domek na Maślicach. Wzięliśmy na niego kredyt, ale jego rata nie była dla nas dużym obciążeniem. Mieliśmy szczęście, bo zdążyliśmy go kupić, zanim ceny nieruchomości poszybowały w górę. Niedługo później najlepszy przyjaciel Dawida, Tomek, i jego narzeczona Agata kupili dom naprzeciwko nas, po drugiej stronie ulicy. Dzieliło nas dokładnie dwadzieścia kroków, kiedyś to policzyłam. Z Agatą i Tomkiem często żartowaliśmy, że idziemy przez życie podobną drogą. Kiedy my wzięliśmy ślub, oni wkrótce zrobili to samo. Gdy kupiliśmy dom, oni sprowadzili się po sąsiedzku. Nawet zwierzęta pojawiły się u nas w podobnym czasie. My przygarnęliśmy Iskrę, a oni wzięli psa.

Dobrze było mieć ich jako sąsiadów. Dawid i Tomek przyjaźnili się od lat, a kiedy zamieszkaliśmy obok siebie, ja i Agata też szybko się do siebie zbliżyłyśmy. Całą czwórką spędzaliśmy mnóstwo czasu na wspólnych wyjazdach, grillach i wieczorach przy planszówkach. Opiekowaliśmy się swoimi zwierzętami podczas nieobecności, pomagaliśmy sobie przy remontach i w zwykłych codziennych sprawach. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć. A potem wszystko skończyło się nagle i brutalnie.

Wyglądam przez okno i widzę, jak Agata krząta się po swoim domu. Dziś nie zaciągnęła zasłon, co odbieram jako dobry znak. Po tym, co wydarzyło się wczoraj, nie mogę dłużej czekać, muszę z nią porozmawiać. Wychodzę na zalaną deszczem ulicę i ruszam w jej kierunku, omijając kałuże. Agata właśnie otwiera drzwi. W jednej ręce trzyma rączkę walizki, w drugiej smycz, na której prowadzi Aresa. Wczoraj ledwo przypominała siebie. Dzisiaj coś się zmieniło. Prezentuje się jak dawniej. Ma na sobie elegancką marynarkę, materiałowe spodnie i buty na obcasie. Jej ciemnoblond włosy są starannie ułożone, a oczy zasłonięte dużymi, ciemnymi okularami. Wygląda, jakby szła do pracy, choć wiem, że jest na urlopie. Trudno spotykać się z klientami i pokazywać im projekty domów, kiedy media zrobiły z ciebie potwora. Podchodzę do furtki. Nie zauważa mnie, bo jest skupiona na zamykaniu drzwi. Dopiero kiedy Ares zaczyna ciągnąć ją w moją stronę, unosi głowę. Pies macha ogonem i próbuje do mnie podejść, ale Agata lekko szarpie smyczą, zatrzymując go przy sobie.

– Dokąd jedziesz? – pytam, wskazując na walizkę.

– A czemu pytasz? – Unosi brwi. – Chcesz sprzedać tę informację do mediów, tak jak ostatnio?

Zaciskam usta. Wiem, że cierpi, ale trudno mi przywyknąć do tego, że traktuje mnie w ten sposób. Jeszcze niedawno byłyśmy po tej samej stronie. Kiedy nasi mężowie zaginęli w górach, to właśnie ona namówiła mnie, żebyśmy nagłośniły sprawę. Chciała wykorzystać media społecznościowe i zrobić wszystko, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o zaginięciu. Nagrałyśmy wspólny apel, a później wystąpiłyśmy w programie interwencyjnym. Przez chwilę wydawało się, że to działa. Ludzie zaczęli się interesować, pisali do nas i oferowali pomoc w poszukiwaniach. Z czasem jednak zainteresowanie Dawidem i Tomkiem zaczęło słabnąć, a coraz więcej uwagi kierowano w naszą stronę. Ponieważ ja nie byłam aktywna na Facebooku i Instagramie, to Agata znalazła się w centrum uwagi. Wtedy wydarzyło się coś, czego żadna z nas się nie spodziewała. Ktoś opublikował w internecie screeny naszych prywatnych rozmów. Kilka zdań napisanych przez nią w złości wystarczyło, żeby ludzie zaczęli postrzegać ją jako potwora.

Potem wszystko wymknęło się spod kontroli. Samozwańczy internetowi detektywi zaczęli rozkładać na czynniki pierwsze wszystko, co Agata publikowała. Twierdzili, że w nagranych apelach o pomoc jest zbyt spokojna: nie płacze i nie zachowuje się jak kobieta, której zaginął mąż. Niektórzy posuwali się dalej i sugerowali, że mogła mieć coś wspólnego ze zniknięciem Tomka.

– Ile razy mam ci powtarzać, że to nie byłam ja? – pytam.

Agata przesuwa ciemne okulary na czubek głowy i marszczy brwi. Jej oczy są przekrwione i opuchnięte.

– Myślisz, że nasze rozmowy po prostu same wyciekły? Kto inny mógł je ujawnić?

– Może dałaś komuś swój telefon, tylko tego nie pamiętasz?

– Słucham?

– Pytam poważnie. W ostatnich tygodniach dużo się działo. Może zostawiłaś go gdzieś bez nadzoru? Komuś pożyczyłaś?

Mruży oczy.

– Nie, Karolina. Pilnuję swojego telefonu. Tylko ty mogłaś to zrobić.

Agata się broniła. Nagrała oświadczenie, tłumaczyła, że jej słowa zostały wyrwane z kontekstu, ale było już za późno. Fala hejtu zdążyła się rozpędzić. Dostawała groźby, wyzwiska i wiadomości z życzeniami śmierci. W końcu usunęła profile, zniknęła z internetu i zamknęła się w domu.

– Agata, daj spokój. – Spoglądam jej w oczy. – Nigdy bym ci tego nie zrobiła. Byłyśmy przyjaciółkami, pamiętasz?

– Tak. – Kiwa głową. – Kiedyś byłyśmy.

– To wszystko zaraz ucichnie, zobaczysz.

– A co stanie się wcześniej? – parska. – Wczoraj rzucili mi cegłą w okno. Co będzie jutro? Otrują mi psa? Podpalą dom? Nie będę ryzykować. Nie mogę tu dłużej mieszkać. Wyprowadzam się.

Agata podchodzi do swojej Toyoty Camry, otwiera bagażnik i wkłada do niego walizkę. Obserwuję, jak zagania Aresa do auta i przypina jego uprząż do pasa bezpieczeństwa. Podchodzę bliżej.

– Powiedz mi chociaż, dokąd jedziesz. Nie wyjeżdżasz za granicę, prawda? Bo gdybym dowiedziała się czegoś nowego o Dawidzie i Tomku, to…

– Daj sobie spokój, Karolina – przerywa.

– Z czym?

– Ze wszystkim. Z szukaniem ich. Ze mną. Daj sobie wreszcie spokój.

– Nie. Przecież jeszcze jest szansa, że…

Nagle jej opanowanie znika, jakby coś w niej pękło.

– Oni nie żyją! – krzyczy. – Przestań udawać, że jest inaczej. Mój mąż nie żyje. Twój też. Minął miesiąc. Nie wrócą z gór. To koniec.

Czuję, jak zaciska mi się gardło. Nigdy wcześniej nie powiedziała tego na głos. Nigdy. Przez cały ten czas powtarzałyśmy sobie, że dopóki nie znaleziono ciał, wciąż jest nadzieja. Właśnie ta myśl trzymała nas przy życiu. Dawała nam siłę, żeby działać, żeby każdego dnia wstawać z łóżka i dalej szukać odpowiedzi. A teraz Agata jednym zdaniem mi ją odebrała.

Wsiada do samochodu bez pożegnania i odpala silnik. Odwracam się i ruszam w stronę domu, ale po chwili słyszę jej głos. Wysiada z auta i podchodzi do mnie. Patrzy zmęczonym, pełnym bólu wzrokiem i po raz pierwszy od dawna widzę w niej moją przyjaciółkę.

– Proszę cię, Karolina, przestań – mówi cicho. – Po prostu przestań. Ja już dłużej tak nie mogę, rozumiesz? Mam dość.

Spoglądam w jej piwne oczy. Błysk w nich już dawno zgasł. W pewnym sensie ją rozumiem. Po tym wszystkim, co ją spotkało, nie ufa już nikomu, nawet mnie. Straciła to, co kochała i w co wierzyła.

– Nie mogę – mówię przez zaciśnięte gardło.

Zanim jednak zdążę zrobić jakikolwiek gest, Agata odwraca się, wsiada do samochodu i odjeżdża.

Po powrocie do domu przez chwilę krążę po kuchni bez celu. Otwieram i zamykam lodówkę, jakbym czegoś w niej szukała. Nalewam sobie wody, a potem, sama nie wiedząc dlaczego, rzucam szklanką o podłogę. Iskra zrywa się przestraszona i ucieka na piętro. Przez chwilę stoję nieruchomo, ciężko oddychając, aż dociera do mnie, jak głupie było to, co zrobiłam. Teraz muszę to posprzątać.

Moja siostra bez przerwy powtarza, że żałoba ma swoje etapy: zaprzeczenie, złość, targowanie się, smutek i akceptację. Wygląda na to, że utknęłam na pierwszym. Jak zaakceptować cokolwiek, skoro wciąż nie wiadomo, co tak naprawdę się wydarzyło?

Ścierając z podłogi wodę i zmiatając odłamki szkła, wracam myślami do dnia, w którym wszystko się zaczęło. Ślęczałam właśnie nad tłumaczeniem filmu dokumentalnego, który miał zostać pokazany na ważnym festiwalu, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam pewna, że przyszedł ktoś obcy, dlatego zdziwiłam się, gdy na progu zobaczyłam Agatę. Nigdy nie dzwoniła, zwykle wchodziła bez pukania. Miała nawet klucze, żeby podczas naszych wyjazdów podlewać kwiaty i opiekować się Iskrą.

Kiedy ją zobaczyłam, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Była wyraźnie zdenerwowana. Od kilku godzin bezskutecznie próbowała dodzwonić się do Tomka, ale jego telefon był wyłączony. Do dziś pamiętam jej spanikowane spojrzenie. Machnęłam jednak ręką i uznałam, że przesadza. W końcu nasi mężowie byli razem w Tatrach. W wielu miejscach brakowało tam zasięgu, a Dawid i Tomek mieli doświadczenie. Nie wierzyłam, że zgubili się na szlaku. Próbowałam ją uspokoić. Mówiłam, że pewnie wycieczka im się przedłużyła albo zasiedzieli się w schronisku. Zadzwoniłam do Dawida, ale on też nie odbierał. Mimo to wciąż nie miałam złych przeczuć. Dopiero kilka godzin później powiadomiłyśmy TOPR. Nadal uważałam, że to tylko głupie nieporozumienie, które za chwilę się wyjaśni i skończy śmiechem. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogło spotkać ich coś złego. Trzymałam się tej nadziei aż do chwili, gdy turyści znaleźli ich plecaki i telefony przy Rohaczu Ostrym, niedaleko stromej przepaści.

Z zamyślenia wyrywa mnie dzwonek telefonu. Na ekranie wyświetla się imię mojej siostry, Patrycji. Nie mam ochoty z nią rozmawiać. Po moim głosie od razu wyczuje, że coś się wydarzyło. Ale dzwoniła już wcześniej. Jeśli znowu nie odbiorę, na pewno tu przyjedzie. Odkąd Dawid zaginął, zaczęła wpadać do mnie bez zapowiedzi, by upewnić się, że jakoś się trzymam. Nigdy nie dałam jej powodów, by się o mnie bała, ale tak właśnie mają starsze siostry. Duszą nadopiekuńczością.

– Cześć, Pati – witam się, starając się zabrzmieć rześko.

– Cześć, stało się coś?

– Nie. Czemu pytasz?

– Słyszę to w twoim głosie.

– Nic się nie stało.

– Dzwoniłam wcześniej. Czemu nie odbierałaś?

– Byłam u Agaty i nie wzięłam telefonu.

– Co u niej słychać?

– Wczoraj w nocy ktoś rzucił cegłą w jej okno.

– Co?! Jezu, nic jej nie jest?

– Nie. Ale dzisiaj wyniosła się z domu.

– To przykre. A ty nie czujesz się trochę dziwnie sama? Może chciałabyś na jakiś czas przenieść się do mnie?

– Przypominam ci, że twój mąż mnie nie cierpi.

– Nieprawda, Karolina.

– Nazwał mnie wariatką.

– Nigdy nie użył tego słowa. – Wzdycha. – Zresztą nieważne. Nie brakuje ci czasem pieniędzy?

– Nie, dzięki. Mam oszczędności.

Nie dodaję, że starczą mi najwyżej na trzy miesiące. Tuż przed zniknięciem Dawida większość odłożonych pieniędzy przeznaczyliśmy na nadpłatę kredytu. Wtedy wydawało nam się, że to rozsądna decyzja.

Zapada chwila ciszy. Obserwuję Iskrę, która drapie łapką w szybę drzwi tarasowych, domagając się wyjścia na zewnątrz. Nie zamierzam jej wypuszczać. Kiedyś, jeszcze przed zaginięciem Dawida i Tomka, pozwalałam jej chodzić po ogrodzie. Teraz już tego nie robię. Nie chcę ryzykować, że mi ucieknie. Chrząknięcie w słuchawce uświadamia mi, że Patrycja o coś zapytała, a teraz czeka na odpowiedź.

– No? To kiedy nas odwiedzisz? – dopytuje.

– Niedługo. Obiecuję. Co u Zuzi?

– Wdała się w jakąś awanturę w przedszkolu. Ma za dużo energii. Chyba muszę zapisać ją na kolejne zajęcia dodatkowe.

– A co u rodziców? Rozmawiałaś z nimi ostatnio?

– Martwią się o ciebie. Mówili mi, że chcą przyjechać do Wrocławia, żeby sprawdzić, jak się trzymasz.

– Powiedz, że ich powstrzymałaś.

– Zrobiłam, co mogłam. Słuchaj, gdybyś rozważyła terapię, na pewno byliby spokojniejsi…

– Pati, błagam, odpuść.

Ciągle namawia mnie na wizytę u psychologa, grupy wsparcia, wyjazdy terapeutyczne, warsztaty przepracowania żałoby i całą resztę. Nie chce przyjąć do wiadomości, że zupełnie mnie to nie interesuje.

– Okej, słuchaj, muszę kończyć, bo zaraz idę na trening – mówię.

To kłamstwo. Nie byłam na siłowni od miesiąca, ale przynajmniej mam pretekst, żeby uciąć tę rozmowę. Patrycja wydaje się ucieszona, że jednak coś ze sobą robię. Czuję się winna, że ją okłamałam, ale jednocześnie ogarnia mnie ulga, gdy się rozłączamy.

Na śniadanie zjadam resztki zimnej chińskiej zupki z wczoraj. Jeszcze miesiąc temu coś takiego byłoby dla mnie nie do pomyślenia. Wtedy dbałam o siebie. Odżywiałam się zdrowo, biegałam rano i trzy razy w tygodniu chodziłam na siłownię. Jednak po zaginięciu Dawida wszystko się posypało. Przestałam ćwiczyć. Szkoda mi było czasu i energii na gotowanie tylko dla jednej osoby, więc zaczęłam żywić się byle czym. Kiedyś byłam wulkanem energii, a teraz z trudem zmuszam się do najprostszych czynności, takich jak wstanie z łóżka czy zrobienie zakupów. Na wszystko inne brakuje mi siły. Przestałam też spotykać się z ludźmi. Coś we mnie pękło i nie potrafię już być osobą, którą byłam wcześniej. Dawna Karolina zniknęła, a w jej miejsce pojawił się ktoś, kogo sama nie poznaję. Najlepiej czułam się w towarzystwie Agaty, bo ona jedna naprawdę rozumiała, przez co przechodzę. Przynajmniej do niedawna.

To nie tak, że Agata uświadomiła mi coś, czego wcześniej nie wiedziałam. W głębi duszy zdaję sobie sprawę, że szanse na odnalezienie Dawida żywego są bliskie zeru. A jednak wciąż nie potrafię myśleć o nim jak o kimś, kto odszedł. Minęło zbyt mało czasu. Nie było nawet prawdziwego pogrzebu. Rodzice Tomka zorganizowali jedynie symboliczną ceremonię pożegnalną, bez pochówku. Na formalne uznanie go za zmarłego trzeba jeszcze poczekać. Rodzice Dawida mieszkali na stałe za granicą, ale kiedy zaginął, przyjechali do Polski i pomagali w poszukiwaniach. Dopiero niedawno postanowili wrócić do Anglii. Podobnie jak ja, wciąż nie potrafią dopuścić do siebie myśli, że go stracili. Zwłaszcza po tym, co wydarzyło się z ich starszym synem.

Wyjadając makaron, bezmyślnie przeglądam Instagram i dochodzę do wniosku, że świat świetnie radzi sobie beze mnie. W pewnym momencie na ekranie nieoczekiwanie pojawia się twarz Agaty. Ktoś połączył nagrania, na których prosiła o pomoc w poszukiwaniach Tomka, ze screenami naszych prywatnych rozmów, w których go krytykowała. Autor filmu dodał dramatyczną muzykę, żółte napisy i ostre zbliżenia na jej twarz. Wszystko po to, żeby ją ośmieszyć.

Do dziś zastanawiam się, kto udostępnił nasze rozmowy. Agata musiała mieć wroga, o którym nie wiedziała. Pod filmikiem trwa festiwal nienawiści. Czytam komentarze, coraz mocniej zaciskając palce na telefonie.

„Zobaczcie, co pisała o swoim mężu. Najpierw na niego narzeka, a potem udaje, że rozpacza”.

„Była dla niego podła. Pewnie od niej uciekł”.

„Biedny facet. Może przez nią rzucił się z tej góry?”

Odkładam telefon, bo kolejne komentarze są jeszcze gorsze. Ktoś wczoraj poszedł o krok dalej i rozbił szybę w jej domu. Nic dziwnego, że Agata nie wytrzymała i chciała stąd uciec. Nie powiedziała mi, dokąd się wybiera, ale domyślałam się, że pojechała do Essen, do swojego brata Michała. Po zaginięciu Tomka był jej najbliższą rodziną.

Nagle przypominam sobie, że wciąż mam klucze do jej domu. Nie poprosiła, żebym je oddała. Może czas zrobić z nich użytek. Skoro nie chce już mieć ze mną nic wspólnego, powinnam zabrać swoje rzeczy, zanim całkiem zniknie z mojego życia.

Dom Agaty jest zamknięty na głucho. Rolety w oknach są opuszczone, ogród zarósł, a trawa jest przesuszona, jakby nikt od dawna jej nie podlewał. Waham się przed wejściem do środka, ale w końcu przełamuję opory i otwieram furtkę. Jeśli któryś z sąsiadów mnie przyłapie, powiem, że przyszłam podlać kwiaty. A jeśli Agata się dowie… cóż. I tak już mnie nienawidzi.

Od progu uderza mnie znajomy zapach środków czyszczących. Musiała przed wyjazdem wysprzątać wszystko na błysk. Zawsze wręcz obsesyjnie dbała o porządek. Nawet kiedy była u nas, a coś nie stało na swoim miejscu, odkładała to tam, gdzie powinno być. Zawsze mnie to bawiło. Przechodzę przez salon, rozglądając się po nim uważnie. Mam wrażenie, że czegoś brakuje. Po chwili uświadamiam sobie czego. Zniknęły wszystkie zdjęcia, na których była z Tomkiem. Pewnie zabrała je ze sobą. Moje fotografie z Dawidem wciąż wiszą na ścianach i przypominają mi o nim każdego dnia.

Przywołuję z pamięci poprzednią wizytę w tym domu, zaledwie tydzień temu. Tamtego wieczora zobaczyłam przez okno, jak kompletnie pijana Agata wysiada z taksówki i chwiejnym krokiem idzie w stronę furtki. Nie mogła trafić kluczami do zamka, aż w końcu upuściła je na ziemię. Pomogłam jej wejść do środka, położyłam ją na kanapie i przykryłam kocem. Wtedy nagle się obudziła i spojrzała prosto na mnie. Jej wzrok był zamglony i obcy. Wymamrotała, że mnie nienawidzi. Potem odwróciła się na bok i zasnęła. Zabolało mnie to, ale puściłam te słowa mimo uszu, tłumacząc sobie, że to tylko pijackie gadanie. Teraz jednak nie jestem już tego taka pewna. Może mówiła zupełnie szczerze.

Wchodzę po schodach na piętro, bo wiem, że na parterze nie znajdę tego, czego szukam. Układ domu jest bardzo podobny do naszego: na dole kuchnia, salon i wyjście na taras. Wnętrza jednak bardzo się od siebie różnią. Nasz dom urządziliśmy prosto i praktycznie, głównie meblami z Ikei. W domu Agaty wszystko jest oryginalne i dopracowane, jak przystało na projektantkę wnętrz. Każdy element ma swoje miejsce, a nawet najmniejsze detale są starannie dobrane.

Gdy jestem na piętrze, w głowie pojawiają mi się wszystkie dobre wspomnienia z Agatą. Spotkania przy kawie, wygrzewanie się na leżakach w ogródku, wspólne wieczory przy filmach i winie. Znam ten dom prawie tak dobrze jak swój. Wiem, jakie książki stoją na regale w salonie i jakie kwiaty rosną w ogrodzie. Pamiętam, w której szafce są kubki i jakie kosmetyki trzyma na półce w łazience.

Najpierw zaglądam do sypialni. Na łóżku leży czysta, niebieska pościel, jakby oboje mieli zaraz wrócić. Na szafce nocnej widzę pożyczony ode mnie kryminał Michała Śmielaka, otwarty w miejscu, w którym ktoś przerwał czytanie.

Mój naszyjnik odnajduję w srebrnej szkatułce na toaletce. Wyławiam go spośród pierścionków, bransoletek i innych drobiazgów. Wychodząc z sypialni, przypominam sobie, że wciąż nie odnalazłam ulubionej bluzy Dawida, którą zgubił tuż przed wyprawą w Tatry.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

PROLOG

ROZDZIAŁ 1

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Dedykacja

Meritum publikacji