Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
33 osoby interesują się tą książką
Amarantha, odkąd tylko pamięta, wierzy w baśnie, prawdziwą miłość i sny, których nie da się uciszyć. Nie przestaje pokładać w nie wiary nawet wtedy, gdy w noc zaręczyn jej ukochany znika bez śladu, a ona podejmuje odważną decyzję o wejściu prosto do Wampirzego Pałacu – miejsca, gdzie każdej jesieni odbywa się tajemnicza Uczta Zmroku, a ceną za uczestnictwo w niej są wspomnienia. Sądzi, że to właśnie tam odnajdzie narzeczonego i spełni swoje marzenia o szczęśliwej miłości.
W świecie migoczących świec, lewitujących zjaw i welonów zapomnienia Amarantha musi odnaleźć to, po co przyszła… nie tracąc po drodze siebie. Szczególnie gdy na jej ścieżce staje nieśmiertelny lord o smutnym spojrzeniu, który wie więcej, niż mówi, i którego wspomnienie tli się w niej niczym pradawne zaklęcie.
„Welon wspomnień” to ciepła, baśniowa nowelka romantasy o tęsknocie, pamięci i miłości, która nie zawsze przychodzi w takiej formie, jakiej się spodziewamy. Pełna magii, subtelnego humoru i slow-burnu, idealna dla czytelniczek kochających przytulne fantasy z nutą mroku.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 136
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Welon wspomnień
Maria Magdalena
Wydawnictwo Inanna
1
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Tego wieczora niedopalone świece szeptały gorące obietnice, a Amarantha okazała się na tyle naiwna, by ich wysłuchać. A może to nie naiwność, lecz nadzieja niedająca jej spać po nocach? Gdyby nie było w niej nadziei, pewnie łatwiej zniosłaby rozstanie z narzeczonym. Pogodziłaby się z jego zaginięciem i zaufała słowom babci i mamy, które podejrzewały, że mógł paść ofiarą jakiegoś rzezimieszka.
Nadzieja daje marny plon, a zbiera jeszcze większy, mawiały, lecz Amarantha się z nimi nie zgadzała. Właśnie dlatego wierzyła w baśnie i wszystkie historie, którymi wypełniała sny. Wierzyła też z całego serca w prawdziwą miłość. Taką, o jaką warto walczyć, i dokładnie to stanowiło powód, dla którego w środku nocy ruszyła przez las skąpany w świetle księżyca. Bursztynowe liście kołysały się na wietrze i opadały u jej stóp, ścieląc rdzawą drogę, a ona, z latarnią w ręku, dzielnie po nich stąpała.
Po raz pierwszy ujrzała go w oknie, które raptem sekundę wcześniej nie istniało. Nie wiedziała, kim był, ale jesienny las rozstąpił się nagle i ukazał jej strzelisty, sięgający chmur pałac, a w nim – rozchylone okno pełne wyrazistych witraży. Jasnobrązowe oczy spojrzały na nią czujnie, by po chwili rozmyć się w ciemności i pozostawić ją przed porośniętą mchem bramą.
Słyszała legendy. Historie. Niektóre drzwi otwierały się tylko dla tych wyjątkowo zdesperowanych i łaknących odpowiedzi, dlatego nie zdziwiła się, gdy na jej widok wrota rozwarły się niczym utęsknione ramiona. Kiedy tylko przestąpiła próg, brama zamknęła się bezdźwięcznie, a do Amaranthy doleciał zapach kwiatów, które nie powinny rosnąć jesienią. Ciepły podmuch wiatru, kojący jej zziębniętą skórę, popchnął ją przez kamienny pomost nad potokiem, który nie miał ani końca, ani początku. Drogę oświetlały lewitujące złote lampiony, a prowadziły korzenie, ukazujące pozostawione w ziemi wspomnienia, które lśniły jak zagubione topazy.
Amarantha wiedziała o cenie uczestnictwa w Uczcie Zmroku. Pijąc tajemniczy trunek z różanego kielicha, należało oddać jedno swoje strapienie. A potem się płakało. Krótko, lecz prawdziwie. Pierwsza uroniona łza była niczym złoty kamień szlachetny, który trzeba pozostawić w ogrodzie, aby wyzbyć się brzemienia i móc się bawić bez oporów. Amarantha nie słyszała nic więcej. Ci, którzy stąd wychodzili, zdawali się szczęśliwsi, choć nie potrafili za wiele powiedzieć na temat Wampirzego Pałacu. Nazywano go tak przez wzgląd na strzelisty, elegancki, a jednocześnie mroczny styl, bo wampiry zniknęły z tego świata wieki temu. Amarantha niejednokrotnie żałowała, że tak było. Te stworzenia zawsze ją fascynowały. Chciała wiedzieć, czy rzeczywiście rodziły się tylko jesienią, spały w drogich, zdobionych trumnach i zamieniały się w nietoperze. Oraz czy słońce naprawdę im szkodziło. Nie wyobrażała sobie żyć w wiecznej ciemności.
Amarantha wspięła się wreszcie na wysokie schody zamku i sięgnęła do kołatki, ale jej nie użyła. Zastygła w bezruchu, zastanawiając się nagle nad sensownością swoich działań. W środku nocy ubrała się jak na bal i wybiegła do lasu w nadziei znalezienia zaklętego pałacu, a w nim – swojego narzeczonego. Ale czy rzeczywiście była gotowa wkroczyć do tego budynku całkowicie sama? Nie chciała nawet brać udziału w zabawach, które kończyły się przecież już za trzy dni. Pragnęła po prostu potwierdzić przypuszczenia własne i kuzynki, że Cassian poszedł pilnować przyjaciela Sebastiena, który już od kilku lat zapowiadał, że pewnej jesieni uda się na Ucztę Zmroku, mimo że wszyscy mu to odradzali. Zniknęli tego samego dnia, choć przez wzgląd na raczej spokojną osobowość jej narzeczonego, nie podejrzewała, że ten udałby się na Ucztę, nawet wiedziony chęcią pomocy. Sebastien uprzedził wszystkich, dokąd się wybierał, a Amarantha była pewna, że Cassian tego nie planował. Zawsze miał dobre serce. Może przyjaciel namówił go w ostatniej chwili? Dziewczyna nie chciała już o tym wszystkim myśleć. Te parę dni spędziła na obracaniu w głowie wszystkich możliwości i zamartwianiu się o Cassiana. Dlatego tutaj przyszła. Aby mimo wszystko wykluczyć tę jedną opcję i móc szukać gdzie indziej.
– Podjęłam dobrą decyzję – szepnęła cicho, zamknęła oczy i zapukała z całej siły kołatką.
Nie wiedziała, czego się spodziewa, ale na pewno nie tego, że drzwi otworzą się powoli i ze środka wyłoni się biała, na wpół przezroczysta dłoń, a zaraz po niej głowa ślicznej, uśmiechniętej dziewczyny, której oczy zlustrują ją uważnie. Dźwięk muzyki, rozmów i śmiechów wypełnił niemalże cały ogród. Amarantha mogłaby się wystraszyć, gdyby nie fakt, że od dzieciństwa czytała o zjawach, a kiedyś nawet z jedną się zaprzyjaźniła, póki ta nie odeszła do zaświatów. Dziewczyna do tej pory trzymała w pokoju jej portret, który namalowała ich ostatniej wspólnej zimy.
– Zamknięte – powiedziała nieznajoma i zrobiła smutną minę, która ewidentnie nie była szczera, po czym zaczęła zatrzaskiwać z powrotem drzwi.
Amarantha chwyciła je w takim miejscu, żeby nie zmiażdżyć sobie przypadkiem palca.
– Przecież właśnie otworzyłaś.
Zjawa rozwarła szerzej oczy i uciekła gdzieś wzrokiem.
– No bo byłam ciekawa, kto przyszedł… – mruknęła, a dziewczyna obdarzyła ją twardym spojrzeniem. – Czekam na takiego jednego dżentelmena. W tamtym roku się zjawił, dwa lata temu też… – Przez ułamek sekundy jej oblicze wyglądało na rozmarzone, póki się nie ocknęła i nie zaczęła znowu ciągnąć drzwi w swoją stronę. – Niestety nikogo nie wpuszczamy na tydzień przed końcem Uczty. Przykro mi. – Jej głos brzmiał, jakby dobiegał z głębokiej studni.
– Ale jego byś wpuściła?
Zjawa już nie odpowiedziała, a Amarantha musiała się zaprzeć z całych sił nogami, aby ją powstrzymać.
– Zaczekaj, proszę. Ja też się martwię o pewnego dżentelmena! – krzyknęła i puściła drzwi, bo inaczej te zatrzasnęłyby się na jej ręce. Zapukała mocno kołatką. – Proszę, wpuść mnie!
– Nie mogę! – odkrzyknęła zjawa, a jej słowa poniosły się echem po ogrodzie.
Dziewczyna przysunęła twarz do miejsca, w którym skrzydła drzwi się stykały.
– Dlaczego? Brama mnie przepuściła. I znalazłam pałac. Zasługuję na to, aby tam wejść. – Już nie krzyczała, ale się upewniła, że jej głos jest wystarczająco donośny.
Wampirzy Pałac pojawiał się na miesiąc każdej jesieni i ponoć można było do niego wejść z dowolnego miejsca na świecie. Wystarczyło tylko wystarczająco mocno chcieć lub towarzyszyć komuś, kto tego pragnął.
Odpowiedziała jej cisza. Amarantha nie wiedziała, czy zjawa już sobie poszła i zostawiła ją samą w chłodnym ogrodzie, czy może nadal czekała nieopodal, na wypadek gdyby jej wybranek jednak chciał ją odwiedzić.
– Moja przyjaciółka była taka jak ty – zaczęła niepewnie. – Mówiła mi, że jej największym marzeniem jest znów zobaczyć swoje odbicie. Tego nie mogłam jej dać, ale namalowałam jej portret. Jeśli chcesz, mogę namalować również ciebie, gdy mnie wpuścisz.
Po kilku sekundach drzwi ponownie drgnęły, podobnie jak serce Amaranthy, które znów przesączyło się nadzieją. Tym razem zjawa wyszła z pałacu, zamknęła wrota i zatrzymała się przed dziewczyną. Przez chwilę lewitowała tak tylko, z lekko zgiętymi nogami, i w zamyśleniu bawiła się koronką swojej rękawiczki. Złote światło latarni przenikało przez nią, barwiąc jej sylwetkę słodkim, miodowym kolorem.
– Jesteś malarką? – spytała wreszcie. Wyglądała na nieco zagubioną, ale w jej oczach czaiło się coś głębszego, jakby toczyła jakąś wewnętrzną walkę.
– Tak. Malowałam dla samego króla – pochwaliła się Amarantha i rozciągnęła usta w przyjaznym uśmiechu.
Gdy zobaczyła swoją rozmówczynię, naprawdę zapragnęła ją uwiecznić, ale jeszcze bardziej zależało jej na odnalezieniu Cassiana, a zjawa mogła być jedynym kluczem do pałacu.
Pierścionek na palcu Amaranthy wydawał się przeraźliwie chłodny, odkąd mężczyzna zniknął. Im dłużej o tym myślała, tym bardziej podejrzewała, że to Sebastien zrobił coś głupiego, a Cassian za nim podążył. Nie zostawiłby jej przecież w dniu zaręczyn bez wyraźnego powodu.
– A namalowałabyś mnie jako człowieka?
– Oczywiście, że tak. Musiałabyś mi tylko powiedzieć, jaki miałaś kolor skóry, oczu i włosów – wymieniła, a zjawa nagle posmutniała.
– Nie pamiętam. To było tak dawno…
– Nie szkodzi! – Amarantha złapała dziewczynę za ręce, bo ogarnęła ją obawa, że ta się rozmyśli i odejdzie. – Powiesz mi po prostu, jakie byś chciała. Zgoda?
Ale zjawa jej nie odpowiedziała. Wpatrzyła się po prostu w ich złączone dłonie i zmarszczyła brwi. Zadrżała jej warga, jakby miała się rozpłakać, jednak z oczywistych względów nie mogła. Płacz był rzeczą ludzką i nie dotyczył tych, którzy już odeszli.
Czyżby Amarantha ją uraziła? Powinna ją puścić?
Nim zdążyła to rozważyć, nieznajoma chwyciła ją mocniej za ręce i znów się rozpogodziła. Być może, choć było to tylko podejrzenie Amaranthy, zjawa miała problemy z emocjami. Jeśli jednak tu mieszkała i przez cały rok trwała w wiecznej nocy, sama na zamku, nie należało jej się dziwić.
– Brzmi fantastycznie! – pisnęła z entuzjazmem i bez żadnego uprzedzenia wzbiła się w powietrze, a Amaranthę pociągnęła za sobą.
Dziewczyna w ułamku sekundy znalazła się kilkanaście metrów nad ziemią, skąd mogła spojrzeć na cały bursztynowy las, górzystą okolicę i nawet na swój dom, z którego komina buchały kłębiaste opary. Amarantha zaśmiała się gromko, bo przypomniały jej się wszystkie chwile u boku dawnej przyjaciółki, która nocami często podlatywała z nią na wieże kaplicy lub niezdobyte szczyty gór. Pęd powietrza rozwiał ogniste włosy dziewczyny i rozwiązał niektóre wstążki jej różowej sukni.
Amarantha nie wiedziała, dokąd zmierzają, ale zjawa najwyraźniej chciała wzlecieć ponad pałacowe zabudowania, bo jak dotąd nie oddaliły się ani trochę od budynku. Czerwone witraże przelatywały jej przed oczyma, podobnie jak wszystkie zdobienia i rzeźby stworzeń, o których dziewczyna nigdy nie słyszała.
Aż w końcu zjawa złapała ją w pasie i zapikowała wprost na dziedziniec ulokowany w samym środku pałacu. Tam wylądowały z gracją tuż obok fontanny w kształcie rozkwitłej róży, z której jednak nie wypływała woda.
Amarancie kręciło się w głowie, ale zdołała ustać na nogach.
– Dziękuję! To było cudowne! – zawołała i przytuliła zjawę tak mocno, jakby ta rzeczywiście była jej dawną przyjaciółką.
– Naprawdę? Nie bałaś się? – spytała z tym charakterystycznym echem zjawa i dopiero po sekundzie odwzajemniła jej uścisk.
– Skądże. W dzieciństwie często tak latałam ze swoją przyjaciółką. Choć wtedy zazwyczaj nie miałam na sobie balowych kreacji – zażartowała i zaczęła wygładzać materiał spódnicy i związywać wstążki, ale zjawa chyba wzięła to sobie do serca.
– Racja, racja, przepraszam najmocniej! – Westchnęła i sięgnęła do jej włosów, aby je rozplątać i na nowo ułożyć. – Nie pomyślałam o tym. A tak pięknie wyglądałaś…
– To naprawdę nie problem. Doceniam, że wpuściłaś mnie do środka.
– Nie powinnam. Jednak niczego nie żałuję.
Amarantha też niczego nie żałowała. Znalazła się bowiem w samym sercu zamku – odcięta od zgiełku panującego na Uczcie, ale bliżej swojego celu niż wcześniej. Niczym monstrualne góry otaczały ją czyste, lśniące w blasku nocy mury, porośnięte pięknym kwieciem i obsypane przeróżnymi rzeźbami.
– Więc gdzie ta sala balowa? – spytała Amarantha, gdy doprowadziły jej strój do porządku.
– Właściwie tuż obok. Jesteśmy na skraju pałacu, wystarczy, że pójdziemy tymi drzwiami i… – Zjawa zamarła zwrócona ku owym drzwiom. Potrząsnęła nagle głową. – Nie, nie. Musimy… Musimy pójść po coś innego. To bardzo ważne! – zapewniła ją. – Chodźmy.
Poszły więc.
Amarantha stąpała ostrożnie po ogrodzie, przemierzając miękką trawę tak, jakby ta mogła zdradzić jej zamiary. Nie miała się przed kim ukrywać, ale atmosfera tego wieczora sprawiała, że dziewczyna była bardziej uważna niż zawsze. Zjawa zatrzymała się wreszcie przy wrotach, które zaprowadziły je do kolejnego ogrodu, tym razem nieco bardziej zarośniętego. Stała tak przez chwilę, wsparta o kolumnę na wpół zabudowanego boku tego zakątka i przypatrywała się pobliskim oknom. Amarantha za to poświęciła uwagę jej strojowi – pantofelkom na obcasach przyozdobionych kokardkami i rozkloszowanej sukience kończącej się nad kolanami, której spódnica przypominała dziewczynie babeczkę z lukrem. Gdyby tylko mogła dostrzec kolory tej kreacji, spodziewałaby się pięknych pastelowych barw. Malowanie zjawy zdecydowanie byłoby przyjemnością, ale miała nadzieję, że ta nie zażąda zapłaty, nim Amarantha nie odnajdzie Cassiana. Nie chciałaby utknąć w pałacu na kilka dni, kiedy jej narzeczony nadal się nie odnalazł.
Zjawa wleciała wraz z Amaranthą na jeden z wielu balkonów, ale nie znalazły się w sali balowej ani nawet w jej pobliżu. Muzyka i śmiechy były raczej odległe, a tutaj towarzyszył im jedynie dźwięk kroków dziewczyny.
Korytarz, którym szły, był wysoki, zwieńczony rzeźbionym łukiem opadającym ku podłodze zdobionymi kolumnami. Przy każdej z nich, wyciosanej z ciemnego kamienia, ustawiono dziesiątki niegasnących świec i wazony pełne kwiatów w ciepłych kolorach. Korzenie i pnącza na ścianach układały się w tak finezyjne i precyzyjne kształty, że ktoś musiał doglądać całego procesu ich wyrastania. Amarantha stąpała uważnie po miękkim, szkarłatnym dywanie, podczas gdy zjawa lewitowała kilka kroków dalej i tylko co jakiś czas odlatywała, aby zerknąć do mijanych pomieszczeń.
W pewnym momencie znalazła się tuż przed dziewczyną i przyłożyła jej dłoń do ust, mimo że ta nie odezwała się ani słowem, odkąd weszły po schodach.
– Postaraj się mniej oddychać, a na mój znak całkowicie wstrzymaj oddech. Boję się, że lord może być niezadowolony, że cię tutaj przyprowadziłam. Nie powinnam nikogo wpuszczać na tydzień do zakończenia Uczty, a od dzisiaj zostały już tylko trzy.
Amarantha zmarszczyła nos i pokręciła głową.
– Jeśli…
– Nie, ciszej! – Przerażona zjawa na powrót przycisnęła dłoń do jej ust.
Amarantha ostrożnie ją od nich odjęła.
– Jeśli nie będę oddychać, to mnie nie zauważy? – spytała najcichszym możliwym szeptem, a jej towarzyszka wzruszyła ramionami.
– Oczywiście, że nie.
Odwróciła się, ale Amarantha złapała ją za ramię, bo zupełnie jej to nie przekonało.
– Jesteś pewna?
Może i zjawa była całkiem miłą dziewczyną, lecz Amarantha miała wrażenie, że jej przemyślenia były nieco pozbawione sensu.
– Czemu mi nie wierzysz? – oburzyła się nieznajoma, a na jej ślicznej twarzyczce wykwitł grymas niezadowolenia.
– Nigdy nie słyszałam, aby wstrzymywanie oddechu miało służyć za jakikolwiek kamuflaż. Czy twój lord ma taki dobry słuch?
Zjawa wydęła wargę.
– Czy wy, ludzie, wiecie w ogóle cokolwiek o wampirach?
Amarantha zamarła, jakby cała krew w jej żyłach nagle zastygła.
– Wampirach?
– Chodzisz po Wampirzym Pałacu. My przynajmniej staramy się dowiedzieć czegokolwiek o ludziach, nim ich przyjmiemy. W przeciwnym razie byłoby to bardzo niegrzeczne – mówiła dalej, coraz bardziej rozjuszona, jakby dziewczyna naprawdę ją uraziła.
Niestety Amarantha jeszcze przez długą chwilę nie mogła znaleźć odpowiednich słów.
– Przepraszam… – wydukała w końcu. – Tak po prostu nazywamy ten pałac. Nikt nie sądził, że jego właściciel naprawdę jest…
Wampirem.
Nie potrafiło jej to przejść przez gardło. Wampiry zniknęły bezpowrotnie wieki temu na skutek ludzkich działań. Bano się ich jak ognia, mimo że niektóre źródła twierdziły, że wcale nie są takie groźne. Z dawnej zakazanej poezji Amarantha wiedziała, że wampiry mogły być zagrożeniem jedynie dla ludzi, którzy zostali z nimi związani nicią przeznaczenia, lecz to wymagało wypicia krwi danego wampira. Nie oznaczało to zarazem, że ten osobnik pragnął śmierci człowieka. Wręcz przeciwnie. Miłość, jeśli została przegryziona przeznaczeniem, stawała się tak silna, że para nie mogła bez siebie żyć. Prawdziwie niebezpiecznym wampirem był zatem ten, który stracił swoją drugą połowę.
O ile zawsze uważała te historie za skrajnie romantyczne, a chłodnymi wieczorami lubiła o nich marzyć, o tyle teraz żywiła nadzieję, że wampir, który zamieszkiwał ten pałac, nie ma złamanego serca, skoro w pogoni za narzeczonym wstąpiła właśnie do pałacu jednego z tych stworzeń.
Czuła, jakby ozdobione pnączami ściany zaczęły się zamykać nad jej kruchą nagle sylwetką.
Zjawa powiedziała coś jeszcze, ale Amarantha jej nie usłyszała, zbyt skupiona na tym, dokąd szły. Oraz co potencjalnie zobaczy. Oczywiście, gdyby ich plan się powiódł, do spotkania z wampirem nie doszłoby w ogóle. Ale jeśli dziewczyna nie umierałaby z obawy o narzeczonego, to na pewno liczyłaby na poznanie lorda Wampirzego Pałacu.
Cóż, może nadal na nie liczyła, ale to zdecydowanie schodziło na drugi plan w porównaniu z pragnieniem odnalezienia Cassiana. Jeśli ten w ogóle tu był.
Zjawa odwróciła się do niej i wykonała znak, jakby nabierała głęboko powietrza. Amarantha zrobiła to samo i zaczęła się skradać na palcach obok pomieszczenia, z którego jako jedynego płynęły dźwięki inne niż muzyka. Zatrzymała się przy wejściu, podczas gdy zjawa wleciała do środka.
Teraz musiała poczekać tylko na to, aż ta chrząknie, aby przekraść się na drugi koniec korytarza. Miała nadzieję, że stanie się to niebawem, bo wcale nie była wyćwiczona w podobnych czynnościach.
– Dobry wieczór! – zawołała melodyjnie zjawa, jednak nie otrzymała odpowiedzi. – Pomóc w czymś? Masz wystarczająco atramentu?
Ciche stuknięcie, chwila ciszy. Ale nadal brak chrząknięcia. Amaranthę paliły płuca, a przyspieszone bicie serca nie pomagało we wstrzymywaniu oddechu. A przecież musiała przejść jeszcze spory kawałek, nim mogłaby go znowu nabrać.
Pospiesz się, pomyślała.
– Potrzebowałbym koperty. A może… – Szelest papieru. – Dwie byłyby lepsze.
– Zaraz przyniosę! A tam nie leży jedna? – spytała ciekawsko Thesally i chrząknęła.
Amarantha nie czekała ani chwili. Ruszyła po cichu przed siebie. Poczuła zapach róż i słodkiej kawy, a także palonego drewna, przez co nie potrafiła dłużej powstrzymać swojej ciekawości i spojrzeć w bok. Chciała tam tylko zerknąć, sprawdzić, czy lord faktycznie ma białą jak dzień skórę i czarne jak noc włosy.
Mężczyzna, który tam stał, nie był jednak czarno-biały, jak mówiły legendy. Ubiór miał w kolorze lśniącej miedzi, a włosy – o barwie szlachetnego hebanu. Schylał się akurat, więc nie zdołała ujrzeć jego twarzy… Podobnie jak nie mogła zobaczyć ściany, na którą wpadła.
Serce podeszło jej do gardła, gdy nabrała łapczywie powietrza i naszykowała się na cokolwiek mogło nadejść. Zamknęła oczy, bo słyszała różne historie o wampirach. Przede wszystkim takie, w których te istoty wykazywały się szczególnym okrucieństwem w stosunku do człowieka. Dlatego zostały wyklęte i zniszczone. Ludzie mieli dość życia w ciągłym strachu, ale Amarantha była w tamtej chwili gotowa powiedzieć, że uważała to wszystko za bzdury i…
Czemu nikt nic nie mówił?
Nie odważyła się poruszyć.
Czy wampiry mogły zatrzymywać czas?
Welon wspomnień
Copyright © Maria Magdalena
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
ebook ISBN 978-83-7995-911-2
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Joanna Błakita
Korekta: Agata Nowak |
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara |
Skład i typografia:
Przygotowanie ebooka:
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
