Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
369 osób interesuje się tą książką
Czasem największa miłość zaczyna się od przyjaźni… i jednego kroku za daleko
Sienna i Elliot znają się od dziecka. Dorastali obok siebie, dzieląc się sekretami, marzeniami i chwilami, które połączyły ich na zawsze – mimo że pochodzą z zupełnie różnych światów. Ona – zwyczajna dziewczyna z małego miasteczka, wychowywana przez babcię. On – przyszły gwiazdor tenisa, dorastający pod presją sukcesu i wielkich oczekiwań. Choć życie wielokrotnie ich rozdzielało, nigdy nie stracili ze sobą kontaktu. Listy, wiadomości i sporadyczne spotkania były nicią, która pozwoliła tej relacji kwitnąć.
Wizyta w Paryżu – mieście świateł, namiętności i pokus – miała być tylko odwiedzinami u najlepszego przyjaciela. Kilkoma dniami śmiechu, wspomnień i ucieczki od codzienności… Niczym więcej.
Ale czasem jedno spojrzenie wystarczy, by wszystko się zmieniło.
Bo kiedy granica między przyjaźnią a czymś znacznie głębszym zaczyna się zacierać, pojawia się pytanie, którego bali się zadać przez lata…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 268
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktorka inicjująca: Agnieszka Mazurkiewicz
Redakcja: Ilona Siwak
Korekta: Kamila Recław, Marzena Kłos
Konsultacja językowa: Izabela Wiechnik
Projekt okładki: Eliza Luty
Zdjęcie na okładce: David Lee/Shutterstock
Opracowanie graficzne i skład: Maciej Trzebiecki
Redaktor prowadzący: Marcin Kicki
Producent: Agora Książka i Muzyka sp. z o.o.
ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa
www.wydawnictwoagora.pl
Copyright © by Weronika Jaczewska, 2026
Copyright for this edition © by Agora Książka i Muzyka sp. z o.o., 2026
Wydanie pierwsze
Wszelkie prawa zastrzeżone
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)
Niniejsza publikacja jest chroniona prawem autorskim. Publikacja może być zwielokrotniona i wykorzystywana wyłączenie w zakresie dozwolonym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwielokrotnianie i wykorzystywanie treści publikacji w jakiejkolwiek formie do eksploracji tekstów i danych (text and data mining) lub do trenowania modeli sztucznej inteligencji, bez uprzedniej, wyraźnej zgody Wydawcy jest zabronione.
Warszawa 2026
ISBN: 978-83-8380-328-9
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo!
Polska Izba Książki
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej
Moim dziewczynom, które szukają księcia z bajki... przedstawiam Elliota Cavendisha.
PS I przypominam, że każda z nas zasługuje na to, aby być traktowana jak prawdziwa księżniczka.
– Ja chrzanię, Cav... naprawdę będziesz tutaj mieszkał?
Kiedy weszłam do salonu w nowym penthousie mojego najlepszego przyjaciela, aż zakręciło mi się w głowie. Właśnie kupił apartament w jednej z zabytkowych paryskich kamienic, ale z naszej dwójki to ja byłam tą, która bardziej się tym cieszyła.
Albo, jeśli miałabym być drobiazgowa... która okazywała jakąkolwiek radość.
– Nie jest źle. Lata treningów na coś się w końcu przydały – powiedział po chwili, ale w jego niskim głosie pobrzmiewał żal.
Odwróciłam się i rzuciłam mu wymowne spojrzenie.
– Nie jest źle? – powtórzyłam kpiąco. – Do jasnej cholery, rozchmurz się! To najpiękniejsze mieszkanie, jakie w życiu widziałam. Gdybym mogła, z miejsca bym się z tobą zamieniła. – Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę ogromnego, rozciągniętego na całej ścianie okna. – Nie musisz nawet kupować telewizora, ten obraz w zupełności wystarczy! – Pokazałam palcem to, co najwyraźniej mu umknęło.
Rozpościerający się za oknem widok na paryskie dachy, kręte uliczki i Bazylikę Sacré-Coeur, która królowała nad tym wszystkim.
– Kiedy patrzę przez okno, czuję się tak, jakby miasto należało do mnie. To naprawdę wyjątkowe miejsce, Elliocie Cavendish. – Specjalnie użyłam imienia i nazwiska przyjaciela, choć za tym nie przepadał.
Miałam nadzieję, że to go nieco otrzeźwi.
– Cieszę się, że ci się podoba. – Położył mi dłoń w dole pleców i delikatnie pogłaskał. – Pewnie jak zrobię remont, poczuję się tutaj swobodniej.
– Rzeczywiście. Twoi poprzednicy mieli nieco nietuzinkowy gust.
– Delikatnie rzecz ujmując. – Puścił do mnie oczko, a ja głośno się roześmiałam.
Widok z okna był nie do podrobienia, tak samo jak układ mieszkania, kute balustrady tarasu i zabytkowy, ale świetnie utrzymany dębowy parkiet. Poza tym miejsce odbiegało od tego, co zwykle wyobrażałam sobie, gdy słyszałam hasło „mieszkanie w paryskiej kamienicy”.
Kilka ścian pomalowano na krzykliwe kolory, w toaletach zamontowano złote muszle klozetowe, a jeden z pokoi przerobiono na miniaturową dyskotekę. Były tam bar, niewielki parkiet do tańca oraz rura jak żywcem wyjęta z klubu ze striptizem.
– Mieszkanie sprzedał mi prawdziwy casanova, który w końcu postanowił się ustatkować. Facet ma czterdzieści lat i żonę o piętnaście młodszą. To ona kazała mu to sprzedać, kupić coś większego i „bardziej przyjaznego zakładaniu rodziny”. – Zrobił znak cudzysłowu w powietrzu. – Opowiadał mi to ze łzami w oczach.
Kiedy weszłam do sypialni, ostatecznie zrozumiałam, co ta kobieta mogła mieć na myśli. Czerwone ściany, wielkie łóżko z baldachimem oraz lustro zawieszone dokładnie naprzeciwko.
Nawet nie chciałam myśleć, co działo się w tym pokoju, zanim ten facet postanowił się ożenić.
– Na pewno godnie go zastąpisz, gdy już przejdziesz na sportową emeryturę – zażartowałam, opadając na wielki materac, a Cav zaraz położył się obok.
Elliot był moim najlepszym przyjacielem, odkąd pamiętam. Oboje mieszkaliśmy w małym, angielskim miasteczku Harwell. I choć byliśmy sąsiadami i wychowywaliśmy się jakieś dwadzieścia metrów od siebie, często czułam się tak, jakbyśmy pochodzili z dwóch różnych światów.
Ja mieszkałam z babcią i młodszą siostrą w małym domku, a Cav w willi z basenem, dwoma kortami tenisowymi, kucharzem, pokojówką i ochroną. Moje dzieciństwo było beztroskie – mogłam jeść słodycze, bawić się do zmroku na dworze czy w sobotę obejrzeć bajkę w telewizji. Natomiast każdy dzień Cava był skrzętnie zaplanowany – odkąd skończył cztery lata, trenował grę w tenisa, miał ścisłą, sportową dietę i musiał kłaść się do łóżka nie później niż o dwudziestej, nawet w wakacje. A wszystko przez jego tatę, który był zawodowym tenisistą i chciał, aby syn pobił jego rekord wielokrotnych zwycięstw w wielkoszlemowych turniejach.
Cav mógł pozwolić sobie na trochę luzu tylko podczas naszych wspólnych ucieczek na wzgórze, które szybko stało się naszym wzgórzem. Wdrapywaliśmy się na nie, kładliśmy na trawie albo siadaliśmy na ławce i rozmawialiśmy o wszystkim, co przyszło nam do głowy.
Ale i to nie trwało długo. Theodore, ojciec Cava, zabrał go do szkoły z internatem we Francji, gdy ten skończył siedem lat. Przyjaciel obiecał mi wtedy, że będzie pisał do mnie listy, i dotrzymał słowa. Zresztą ta nasza tradycja przetrwała do dzisiaj – choć rozmawialiśmy niemal codziennie przez Messengera, wciąż co jakiś czas w skrzynce czekała na mnie korespondencja od przyjaciela.
– Na emeryturę przejdę za jakieś piętnaście lat – oznajmił, przekręcając się na bok i robiąc krzywą minę.
– Jak na to, że za trzy tygodnie startujesz jako faworyt w Wimbledonie i właśnie kupiłeś obłędny penthouse za kasę zarobioną na tenisie i reklamach, jesteś w strasznie podłym humorze.
Zaśmiał się głośno i żartobliwie uszczypnął mnie w odsłonięty brzuch. Ja w odpowiedzi zmierzwiłam mu włosy. Zdziwiła mnie ich miękkość, a przynajmniej temu przypisywałam ten dziwny dreszcz, który przemknął mi wzdłuż kręgosłupa, kiedy go dotknęłam.
Z Elliotem widywaliśmy się rzadko, góra trzy razy w roku, i to na kilka dni. Ciężko było nam się zgrać – on co chwilę był w innym zakątku świata, a do tego jego domem już dawno stała się Francja. Nieczęsto pojawiał się w naszym swojskim, ale nudnym jak flaki z olejem Harwell.
Z kolei mnie nie było stać, żeby tak często do niego latać. I choć wielokrotnie chciał zasponsorować mi wspólne wakacje, ja zawsze stanowczo odmawiałam. Byłoby to dla mnie zbyt krępujące.
Z tego powodu nasza przyjaźń opierała się głównie na telefonach, wiadomościach i listach.
– Masz rację. Dupny ze mnie przyjaciel, a ty specjalnie przyleciałaś z Anglii, żeby spędzić ze mną czas. Powinienem zapewnić ci rozrywkę, a nie smęcić jak stara baba.
– Prawda. Ale dam ci szansę, aby to zmienić.
– Strzelaj. – Podniósł się na łokciach i spojrzał na mnie z zaciekawieniem. – Już się nie mogę doczekać kolejnego z tych twoich szalonych pomysłów.
– Zabierz mnie na imprezę. Ale taką prawdziwą... Ja chodzę tylko na domówki w Harwell i to z tymi samymi ludźmi, których znam od przedszkola.
Nieco posmutniał w reakcji na moje wyznanie.
– Wiesz, że bardzo bym chciał, ale gdyby ktoś mnie zobaczył i jeszcze zrobił mi zdjęcie... miałbym przechlapane. Nie mogę pokazywać się w klubie trzy tygodnie przed Wimbledonem. Ojciec dostałby szału.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem.
– Jasne. Nie przejmuj się. Kompletnie o tym nie pomyślałam.
Spuściłam głowę.
– Hej! – Ujął mój podbródek i nieco go uniósł. – Mam lepszy pomysł. Przecież mamy klub w domu. Możemy się zabawić tutaj.
Uśmiechnęłam się szeroko.
– Tylko nikogo nie poderwiemy. – Zgrywałam się. – Choć ty pewnie nie możesz narzekać na nudę w tej sferze życia. – Uniosłam sugestywnie brwi.
– Ta sfera mojego życia jest dużo spokojniejsza, niż mogłoby się wydawać.
– Mhm... – powątpiewałam.
Przez to, że tak rzadko się widywaliśmy, za każdym razem byłam zaskoczona jego wyglądem. Oczywiście, obserwowałam go na Instagramie, a on sam wysyłał mi mnóstwo zdjęć i filmików, ale to wciąż nie to samo, co zobaczyć kogoś na żywo.
Mój przyjaciel wyrósł na prawdziwe ciacho, jeśli wierzyć komentarzom w sieci i przede wszystkim własnym oczom. Od tych ciągłych treningów wydawał się dwa razy większy i wysportowany jak David Beckham. A do tego poza kortem nosił się piekielnie modnie. Z tymi swoimi ciemnymi, rozwianymi włosami i orzechowymi oczami wyglądał jak model Ralpha Laurena.
– Wezmę twoje niedowierzanie za komplement. – Wstał i ręką dał mi znać, żebym poszła za nim. – Nie mam czasu na podryw. Sama widzisz. Dieta, trening, sen, mecz i tak w kółko. Jedyna kobieta, którą regularnie widuję, to moja gosposia. Ale ona ma sześćdziesiątkę na karku i jednego męża od czterdziestu lat.
– To rzeczywiście nie brzmi dobrze.
Zaprowadził mnie do klubowego pokoju i zaczął w nim czegoś szukać.
– A ty? Przez te lata wyrosła z ciebie niezła laska, Taylor. – Parsknęłam na te słowa, a on szybko dodał: – Oczywiście mówię to jako kumpel.
– Ach, wielkie dzięki, panie przyszły siedmiokrotny mistrzu Wimbledonu. Czuję się zaszczycona.
– Serio! Z nikim się nie spotykasz?
Choć potrafiliśmy gadać godzinami, temat życia uczuciowego zwykle pomijaliśmy. Nie miałam pojęcia dlaczego.
– Nie na poważnie.
– Po tamtym, jak mu było... Jacob?
– Jacob – potwierdziłam. Spotykałam się z nim przez rok po skończeniu liceum, ale pokonała nas odległość. On wyjechał na studia do Londynu, a ja zostałam w Harwell. – Tylko przelotne znajomości.
– To tak jak ja. Przy moim trybie życia nawet nikogo nie szukam, ale ty... Nie mam wątpliwości, że niedługo ktoś wsunie ci pierścionek na palec.
Wzruszyłam ramionami.
– Pewnie tak. A teraz, proszę, zorganizuj imprezę, na jakiej jeszcze nie byłam. – Klepnęłam go żartobliwie w plecy, gdy zaczął podłączać głośniki do kontaktu.
Godzinę później zabawa rozkręcała się na dobre. Elliot zamówił sushi i butelkę szampana, którą nawet przystawił sobie do ust, udając, że z niej pociąga. Zapewne chciał zrobić mi w ten sposób przyjemność, ale mnie nie nabrał. Wiedziałam, że aby utrzymać formę, nie może pić. A już na pewno nie tuż przed ważnym turniejem.
Elliot puszczał muzykę z zestawu stereo, który zostawił po sobie poprzedni właściciel penthouse’u, a gdy tańczyliśmy, nawet żartował, że mnie podrywa, rzucając przy okazji żenującymi, ale zabawnymi tekstami.
– To dużo lepsze niż klub, Cav, dziękuję – powiedziałam, gdy chwycił mnie w biodrach i zaczął prowadzić w wolnym tańcu.
Objęłam go za szyję i przytuliłam się policzkiem do jego torsu.
– Chciałem, żebyś naprawdę dobrze się bawiła. Jesteś dla mnie ważna, Taylor. Najważniejsza. Żałuję, że tak rzadko się widujemy. Pewnie gdybym nie był w ciągłych rozjazdach, nasze życie wyglądałoby inaczej.
Jego ton się zmienił. Sekundę temu robił z siebie durnia, a teraz wyznawał mi coś śmiertelnie poważnie.
– Pewnie tak... – odpowiedziałam, zaciągając się cytrusowo-drzewnym zapachem jego perfum.
Nie stroniliśmy z Cavem od kontaktu fizycznego ani poważnych rozmów, ale to wszystko razem sprawiło, że teraz poczułam się inaczej. Nagle zrobiło się zbyt poważnie, a do tego moje ciało świrowało. W brzuchu zaczęły latać motylki, a po karku rozlało się ciepło.
Spanikowałam.
– Myślisz, że taniec na rurze jest trudny? – zapytałam po chwili niezręcznej ciszy.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, wyplątałam się z jego objęć i podeszłam do małego podestu, na którym zamontowano sprzęt.
– Skąd ja mam to wiedzieć? – Opadł na kanapę i rozsiadł się na niej tak, że zajął większość miejsca.
Mogłam się tylko domyślać, że poczuł się tak samo jak ja.
Niezręcznie. Dziwnie. Albo wręcz przeciwnie... zbyt komfortowo.
– Byłeś kiedyś w strip klubie? – zapytałam kierowana czystą ciekawością.
– Raz – chrząknął, zakłopotany.
– I...?
– Co: i? – odbił piłeczkę i nagle zdałam sobie sprawę, o co pytam, więc zamilkłam. – Sienno?
– I podobało ci się? – wydusiłam.
– Tak, podobało mi się. Jestem facetem. Oglądam pornosy i jaram się rozbierającymi się laskami.
– Dobrze wiedzieć – parsknęłam, wdzięczna, że swoim głupim gadaniem rozładowuje zgęstniałą atmosferę.
W końcu byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i powinniśmy móc rozmawiać o wszystkim, nawet o seksie.
– Chyba spróbuję...
– Dobra – skapitulował. – Ale ja cię składał po wszystkim nie będę, więc nie szalej.
Na naszą imprezę przebrałam się w czarną, rozkloszowaną miniówkę i zwykłą, białą koszulkę. Jedna z moich koleżanek ćwiczyła pole dance, więc wiedziałam, że rura przykleja się do nagiego ciała, dzięki czemu łatwiej jest robić różne pozy.
– Tylko się nie śmiej – poprosiłam Cava, sama walcząc z chichotem. Związałam koszulkę na supeł tuż pod piersiami, aby odsłonić brzuch. Już chciałam zaczynać, ale Cav mnie powstrzymał:
– Poczekaj! Puszczę ci odpowiednią muzę! – Ewidentnie się ze mnie naśmiewał, ale to jeszcze bardziej mnie zmotywowało, żeby przekonać go, że sobie poradzę.
– Zawsze się nabijasz, że mam słaby refleks, bo nie ćwiczę. Teraz, mój drogi – podniosłam głos prawie do krzyku – udowodnię ci, że się mylisz!
– Mhm, na pewno.
Odwrócił się w stronę wielkiego sprzętu stereo, podłączył do niego telefon i po chwili usłyszałam pierwsze akordy jednej z piosenek jego ulubionego zespołu.
– Naprawdę mam tańczyć na rurze do Arctic Monkeys?
– Czego chcesz? – Skrzyżował ręce na piersi. – I wanna be yours świetnie pasuje, bo to wolny, zmysłowy kawałek. Ale nie ma problemu, jeśli sądzisz, że nie podołasz... – specjalnie podkreślił te słowa – to zmień, na co chcesz.
– Dobra, niech ci będzie. Przyjmuję wyzwanie.
Pochłonęłam jeszcze trochę bąbelków i skinęłam na Cava, żeby zabrał butelkę.
– Patrz i ucz się, Cavendish! – zawołałam, aby zaraz niepewnie podejść do rury, zaniepokojona, jak się do tego zabrać.
– Okręć się na niej! – poinstruował Cav, próbując przekrzyczeć muzykę.
Objęłam metal dłonią i zrobiłam to, co mi kazał. Było to nawet przyjemne uczucie, jakbym unosiła się nad ziemią. Może robił to po to, żeby się ze mnie trochę pośmiać, ale oklaski i okrzyki przyjaciela pomagały mi w tym, aby otworzyć się na muzykę i ruch.
Pozwoliłam melodii się poprowadzić.
Na początku tylko kręciłam się wokół drążka, ale z czasem zaczęłam także błądzić dłońmi po moim ciele. Połączenie alkoholu, przyciemnionego światła i zmysłowej muzyki wyzwoliły we mnie iskrę. Śledziłam palcami wypukłości ciała – linię bioder, brzuch i skrawek piersi. Nawet nie wiedziałam, w którym momencie piosenka włączyła się od początku, a Elliot zamilkł, wpatrując się we mnie spod przymkniętych powiek.
To sprawiło, że jeszcze głębiej zatraciłam się w tej chwili.
Ocierałam się całym ciałem o rurę, a jej przenikliwy chłód wywoływał dreszcze na mojej skórze. To było jedno z tych doświadczeń, o którym nie wiedziałam, że go potrzebowałam. Pozwolić sobie na wyzwolenie skrytej we mnie sensualnej bestii.
– Jesteś... cholernie dobra.
Głos przyjaciela przypominał deszcz bębniący o parapet: był donośny, ale pusty. Tak jakbym w tamtym momencie stała się dla niego obcą osobą.
Kiedy zerknęłam na Cava, zobaczyłam, że próbuje się zakryć.
– Mam erekcję – jęknął. – Przepraszam. – Na jego twarzy pojawiły się dwa wielkie, czerwone rumieńce i był tak zawstydzony, że zrobiło mi się go żal.
– Nic nie szkodzi... To mi nawet schlebia. – Nie miałam pojęcia, na co mogłabym zrzucić winę za moje zachowanie. Na pewno nie przez alkohol przekraczałam granicę, bo wypiłam niewiele. Może to były emocje? Albo fakt, że byłam daleko od domu? – Mam tańczyć dalej? – zapytałam, podświadomie pragnąc, aby się zgodził.
Czułam się jak główna aktorka w czyjejś dzikiej fantazji.
Skinął głową. Elliot dotrzymał obietnicy. Ta impreza była jak żadna inna.
Sięgnęłam dłonią do zapięcia spódniczki i, bardzo powoli i niepewnie, zaczęłam je rozsuwać, łapiąc wzrok mężczyzny. Powoli, milimetr po milimetrze, pozbywałam się ubrania. Miękka bawełna przesuwała się po mojej pupie i udach, potęgując upajające napięcie. Podobało mi się to.
Pierwszy raz od dawna nie byłam małomiasteczkową dwudziestoczterolatką, która pracuje w sklepie i mieszka z babcią.
Byłam gwiazdą. Pewną siebie kobietą, która budzi pożądanie.
W pewnym momencie materiał opadł na moje stopy, a ja stałam przed Elliotem w zwykłych, czarnych figach i koszulce zawiązanej pod biustem. Odwróciłam się tyłem, ale nie przestałam tańczyć. Drażniłam zimną rurą swoje pośladki i plecy, a gdy wczułam się na tyle, że byłam gotowa na niego spojrzeć, odwróciłam się.
Rozpiął rozporek.
– Musiałem... – wyjaśnił, pokazując, że sztywny materiał dżinsów sprawiał mu ból, uciskając wybrzuszenie.
– Mhm – przytaknęłam, nie mogąc przestać wić się wokół rury.
Choć były momenty, że okazywał mi większe zainteresowanie niż zwykłej przyjaciółce, Elliot nigdy nie patrzył na mnie tak jak dzisiaj. Nigdy. A dziś pod jego wzrokiem czułam się jak najbardziej pożądana tancerka w klubie.
Kiedy piosenka włączyła się od początku po raz kolejny, zawahałam się, niepewna co dalej.
Z tego miejsca nie było już powrotu – oboje byliśmy podnieceni, a przed ostatecznym rozwaleniem tego muru dzieliła nas ledwie resztka zdrowego rozsądku.
– Chodź tu – poprosił.
Ruszyłam w jego stronę, czując wilgoć między nogami.
Właśnie przekroczyliśmy granicę, zza której się nie wraca. Ale w tamtym momencie o to nie dbałam.
– Chcesz tego? – zapytał, niepewnie patrząc mi w oczy. Skinęłam głową, tak jak on kilka minut temu podczas mojego tańca. – Ale jesteś tego absolutnie pewna?
– Chcę – szepnęłam, siadając okrakiem na jego kolanach. Kiedy poczułam ogromną erekcję na udzie, zapytałam: – Czy to będzie kompletne szaleństwo?
– Tak. Ale pieprzę to, Taylor. Pragnę cię tak cholernie mocno...
Nachyliłam się ku niemu, tak żeby nasze usta się spotkały. Na początku całowaliśmy się leniwie i powoli, jakbyśmy musieli najpierw oswoić się z tą sytuacją. Wargi Elliota były miękkie i bardzo wrażliwe, a gdy przykrywał nimi moje, czułam, że w podbrzuszu wybuchają mi fajerwerki.
Po kilku subtelnych muśnięciach dłonie Cava znalazły się w okolicach bioder, a palce włożył pod troczki majtek. Cała zadrżałam, wyginając ciało, aby być jeszcze bliżej jego dotyku. On odpowiedział mi przeciągłym westchnieniem.
To, co robiłam, wyraźnie działało.
Na sekundę spojrzałam na niego spod przymkniętych powiek, by dokładnie zapisać tę chwilę w mojej pamięci. Elliot wyglądał obłędnie. Jego policzki były zaróżowione od emocji, wargi lekko rozchylone, a źrenice stały się tak wielkie, że prawie przysłoniły orzechowe tęczówki.
Zachłannie złapałam go za ramiona i przyciągnęłam do siebie. Opuchłe od przyjemności piersi wgniotłam w wyrzeźbiony tors i mimowolnie poruszałam biodrami do przodu i do tyłu. Drażniłam jego męskość przez majtki, równocześnie sama się pobudzając.
Choć nie byłam niedoświadczona, takiej przyjemności nie doznałam nigdy wcześniej. Wyglądało na to, że byliśmy idealnie dopasowani także i w tej materii.
– Chcę cię spróbować.
Na dźwięk tych słów moje ciało przeszył gorący dreszcz.
Jego dotyk już nie był tak pełny wyczucia jak na początku, gdy się hamował. Widziałam, że gdy łapie mnie za pupę i pomaga położyć się na kanapie, kieruje nim czysta żądza.
Jego oczy były wielkie, usta drżały, a unoszące się i szybko opadające jabłko Adama zdradzało nerwowe przełykanie śliny.
Szybkim ruchem zdjął mi majtki, po czym rzucił je za siebie.
Przez chwilę patrzył z zachwytem na moją ociekającą wilgocią cipkę, wzbudzając tym we mnie kolejną falę pożądania.
– Ach! – Przeciągły jęk wyrwał się z mojego gardła, gdy podrażnił mnie tam palcem.
– Jesteś taka piękna, Sienno.
Gdy to mówił, w jego spojrzeniu szalały żądza i obłęd.
Chwilę później przyłożył wargi do wrażliwej skóry, na skraju mojej cipki. Czubkiem języka kreślił szlaczki najpierw wzdłuż fałdek, aby zaraz znaleźć się przy moim wejściu.
– Cav – zaskomlałam, choć jeszcze nawet nie dotarł tam, gdzie zmierzał.
Przez cały ten czas kurczowo trzymałam się jego ciemnych włosów. Było mi tak dobrze, że nie potrafiłam nad sobą panować, a to odbierało mi poczucie jakiejkolwiek kontroli.
Twierdził, że nie ma wielkiego doświadczenia, ale sposób, w jaki operował językiem, sugerował coś zupełnie przeciwnego.
Nie byłam gotowa, na to, co wydarzyło się potem.
Mężczyzna zatrzymał się na sekundę, aby spojrzeć mi w oczy. Zrobił to tak, że aż zabrakło mi tchu. Przygryzłam wargę, kciukiem głaszcząc jego wilgotne od mojej przyjemności usta.
Po chwili znowu zatopił wargi w mojej cipce, tym razem skupiając się na żądnej jego dotyku łechtaczce. Całował to miejsce, lizał i podgryzał, sprawiając, że moje ciało w pełni mu się poddało.
Podkurczyłam palce u stóp. Tak bardzo chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Ogrom rozkoszy, którym mnie obdarzył, sprawił, że poczułam, jakbym się rozpadała na kawałki.
– Ja... zaraz... – wyjęczałam.
– Dojdź dla mnie, Sienno – mruknął, wkładając we mnie palec, aby zachłannie drażnić nim czuły punkt. Drugą rękę przyłożył do sterczącego sutka i zaczął się nim bawić. To był brakujący element, który sprawił, że poczułam ekstazę.
– O. Mój. Boże. Cav! – Przyjemność rozlała się po moim ciele, a mięśnie spinały się i rozluźniały naprzemiennie. Trwało to długo, bardzo długo. Ledwie łapałam oddech, a gdy było po wszystkim, jeszcze przez jakiś czas Elliot głaskał mi uda i brzuch.
Gdy mój oddech się wyrównał, zrozumiałam, że nie byłam gotowa jeszcze tego skończyć.
– Usiądź i załóż prezerwatywę – powiedziałam, wstając i pozbywając się koszulki i stanika. Choć mnie tam dotykał, jeszcze nie widział moich piersi.
Elliot zrobił to, o co go poprosiłam, a ja usiadłam na nim, opierając wnętrza dłoni na jego silnych, umięśnionych ramionach.
– Gotowy? – zapytałam, ciasno oplatając jego biodra udami.
– Tak. – Głos chłopaka brzmiał szorstko z podniecenia.
Całowałam go namiętnie przez cały ten czas, aby jeszcze bardziej go rozpalić. Kiedy żołądź znalazła się tuż przy moim wejściu, Cav złapał za podstawę penisa i odpowiednio ją nakierował. Gdy opuściłam się na niego biodrami, stała się magia.
Czułam rozpieranie przez jego pokaźny rozmiar, ale rozkosz łagodziła tego skalę. Przerwałam pocałunek, aby zobaczyć twarz Elliota, gdy znalazł się we mnie w całości. Oczy miał przymknięte, ale mimo to bacznie mnie obserwował.
Jego czoło się zmarszczyło, a usta rozchyliły. Uśmiechnęłam się do niego. Chciałam, żeby wiedział, że to, co robimy, jest wspaniałe.
Po chwili usłyszałam jego zduszony jęk i poczułam, jak jego miednica napiera na mnie, co wywołuje w nim kolejne fale błogości.
Elliot Cavendish stracił nad sobą panowanie, a mi przyniosło to olbrzymią satysfakcję.
Nie trwało to długo. Nieporadne, zachłannie poszukujące spełnienia ruchy szybko doprowadziły nas na skraj. Usta Cava zgłębiały krzywiznę szyi, a moje pośladki rytmicznie unosiły się i opadały na jego uda.
Czułam, że był blisko, dlatego nie pozwoliłam uciec mu wzrokiem. Ręką, mocniej niż chciałam, złapałam go za policzek i ścisnęłam miękką skórę twarzy. Językiem zlizałam kroplę potu, która zatrzymała się w okolicy ust, a Cav warknął gardłowo, odbierając to jako słodką prowokację.
– Ja pierdolę – jęknął, a ja chciałam położyć temu kres i tak samo jak on mnie, zaprowadzić go do spełnienia. Kołysałam szybko biodrami, mimowolnie zaciskając ścianki i tak wąskiej cipki. Kiedy z jego gardła wydobył się pierwszy jęk orgazmu, pocałowałam go namiętnie.
Wraz z krzykiem poczułam rytmiczne uderzenia, które oznaczały finisz.
Przez jakiś czas, zapewne znacznie dłuższy, niż nam się wydawało, przytulaliśmy się, próbując przetrwać to, co właśnie między nami zaszło.
– Dziękuję – wydusił w końcu Elliot. Złapał małym palcem prawej ręki mój mały palec i połączył je ze sobą.
– Ja też – odparłam, opierając głowę na jego ramieniu i wtulając się w jego ciało.
To było cudowne doświadczenie kochać się z moim najlepszym przyjacielem i jedynym mężczyzną, który szczerze o mnie dbał.
Tak cudowne, że gdybym mogła, zatrzymałabym czas dokładnie w tej chwili i została tu na zawsze.
Ale nie mogłam.
Cztery lata później
– Znowu to robisz? – Mój chłopak Ben oparł się biodrem o framugę drzwi frontowych, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i spojrzał na mnie z wyrzutem.
Był zazdrosny i wcale tego nie ukrywał. Choć, prawdę powiedziawszy, zupełnie nie miał czego się obawiać.
– Nie rozumiem... – siliłam się na swobodny ton, choć oczywiście wiedziałam, do czego pije.
Uciekanie od tematu nie było najdojrzalszą postawą, ale działało. Przez te wszystkie lata nauczyłam się, że tylko w ten sposób mogłam uniknąć kłótni.
Pocałowałam go na przywitanie, a on odwzajemnił czułość, co wzięłam za dobry znak. Weszliśmy do domu i już myślałam, że mam temat z głowy, ale gdy uruchomiłam piekarnik, aby podgrzać croissanty, które kupiłam w pobliskiej cukierni, Ben nie wytrzymał:
– Znowu będziesz żarła ciastka, czytając list od chłopaka, którego nie widziałaś dobre cztery lata?! – Po jego słowach chciałam coś powiedzieć, ale nie dał mi nic wtrącić. – Nie myśl, że nie widziałem, jak chowasz tę jego niebieską kopertę do torebki.
Policzki mu się zaczerwieniły, a wzrok miał karcący. Złapał mnie w biodrach.
Ben był wściekły, a ja miałam coraz mniejsze szanse na uniknięcie awantury.
Czekałam na te dni z niecierpliwością, a jednocześnie najbardziej się ich obawiałam – wtedy bowiem w skrzynce pocztowej czekał na mnie list od mojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa, Elliota Cavendisha.
W drodze z pracy wyobrażałam sobie, że otworzę skrzynkę i znajdę w niej niebieską papeterię, której zawsze używał. Przeczucie mnie nie zawiodło – czekał na mnie list od przyjaciela, dokładnie tak samo jak tydzień i dwa tygodnie temu.
Gdy byliśmy dzieciakami, Cav wyjechał do szkoły z internatem do Francji, gdzie uczył się pod wyspecjalizowanym okiem trenerów tenisa. Dziś był sportowcem znanym na całym świecie i rozchwytywanym przez tłumy, ale mimo to zawsze znajdował czas na napisanie do mnie.
Było mi tylko przykro, że akurat dzisiaj znalazłam korespondencję w obecności Bena, do którego nie docierało, że moja przyjaźń mu nie zagraża.
– Ben, kochanie, jesteśmy razem od czterech lat – powiedziałam, zamykając drzwiczki piekarnika. – Naprawdę, nie musisz być zazdrosny o mojego kumpla z dzieciństwa.
– Nie jestem o niego zazdrosny. Po prostu nie mogę uwierzyć, że dzień, w którym przychodzi od niego list, traktujesz tak wyjątkowo! Ten chłopak nie odwiedził cię, odkąd wygrał swój pierwszy Wimbledon, co więcej, nie złożył ci ostatnio nawet życzeń urodzinowych. Nie uważasz, że powinnaś już trochę odpuścić? To z twojej strony żałosne tak się ekscytować.
– Jesteś okrutny. – Poczułam gorzki smak w ustach. – Elliot jest moim przyjacielem, odkąd pamiętam.
– Skoro nic nie ukrywasz, to dlaczego po prostu nie powiesz mi, o czym tam sobie piszecie?
– Bo to nic ważnego, Ben, już ci mówiłam. Chyba mam prawo do odrobiny prywatności?
– Oczywiście. Zero szczegółów. Po tylu latach nie powinienem być zdziwiony, a jednak. – Prychnął, krzyżując ręce na piersi.
No, dobrze, może Ben miał trochę racji... nie byłam do końca szczera. Oczywiście, nie kłamałam, po prostu nie mówiłam mu całej prawdy.
Nasze listy były... prywatne. Nie wiem, jak lepiej mogłabym to wytłumaczyć. Nie przekraczaliśmy żadnych granic, ale zwierzaliśmy się sobie z rzeczy, o których nie chcieliśmy, żeby dowiedział się ktokolwiek inny. A gdy nie było już nic do opowiedzenia, często uciekaliśmy od rzeczywistości w sferę wyobraźni i zamiast relacjonować, co się u nas dzieje, pisaliśmy, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie nasza rozłąka.
Wiedziałam, że Ben by tego nie zrozumiał i z tego powodu nie dzieliłam się tym, o czym piszemy z Elliotem.
Ta ciągła presja sprawiała jednak, że czułam się jak w potrzasku – nie chciałam stracić ani chłopaka, ani najlepszego przyjaciela. A im dłużej to trwało, tym lawirowanie między nimi stawało się trudniejsze.
– Jak sobie chcesz – powiedział Ben, wznosząc ręce w geście rezygnacji, po czym wyszedł z kuchni, a przedtem trzasnął drzwiami.
– I nie rozumiem, dlaczego ciągle robisz z tego takie wielkie halo! – zawołałam, podążając za nim. – Gdybyś odpuścił, wszystko byłoby prostsze.
– Może, Sienno, może byłoby prostsze. Ale to nie oznacza, że byłoby normalne. Czy nie przeszkadzałoby ci, gdybym nagle zaczął wymieniać listy z... powiedzmy... modelką z najlepszych wybiegów?
– To co innego – oznajmiłam, doganiając go w korytarzu mojego rodzinnego domu. – Ja pisałam listy z Cavem przez większość mojego życia, zanim w ogóle cię poznałam. To mój najlepszy przyjaciel. Tylko przyjaciel – dodałam wyraźniej.
– Wiem, ale i tak mnie to wkurza – burknął, w końcu patrząc mi w oczy.
– A wy znowu się kłócicie o Elliota? – zaświergotała moja młodsza siostra Coleen, wymijając nas z gracją. Uśmiechała się przy tym tak szeroko, że przyrzekam, miałam ochotę na nieco więcej, niż tylko jej odpysknąć.
Coleen miała osiemnaście lat i pstro w głowie, a taka reakcja tylko niepotrzebnie by ją nakręciła. Lubiła robić mi na złość tylko dlatego, że byłam jej siostrą.
– Nawet ona to widzi! – warknął Ben, choć dziewczyna już dawno zniknęła w swoim pokoju.
– Ona nie ma o niczym pojęcia. Zresztą nie ma sensu już o tym rozmawiać – skwitowałam, wiedząc, że ta dyskusja do niczego nas nie zaprowadzi. – Masz ochotę na rogalika?
– Nie, dzięki. Najchętniej skończyłbym temat twojego przyjaciela.
– To nie ja go zaczęłam – odcięłam się i choć wiem, że nie powinnam, naprawdę nie mogłam się powstrzymać.
– Do zobaczenia wieczorem – powiedział nieco oschle, po czym pocałował mnie delikatnie w szyję, dokładnie w to miejsce, które drażnione sprawiało, że czułam mrowienie na całym ciele, i wyszedł.
Choć wolałabym, żeby został, nie mogłam go winić.
Wiedziałam, że moja relacja z Cavem była nietypowa, ale miałam nadzieję, że Ben w końcu ją zrozumie.
To prawda, że nie widzieliśmy się od wieków, ale przecież przyjaźń nie polega na spotykaniu się kilka razy w miesiącu, prawda? Są inne możliwości podtrzymania relacji, a my z Cavem wykorzystywaliśmy dosłownie wszystkie.
Ciągle byliśmy w kontakcie na Messengerze, pisaliśmy do siebie, wysyłaliśmy sobie zdjęcia i filmiki.
Mimo że nie spotkaliśmy się na żywo od lat, cały czas był gdzieś obok.
– Sienno? – usłyszałam głos mojej babci w momencie, w którym wychodziłam z kuchni z talerzem pełnym ciepłych rogalików. Choć Elliot Cavendish zawsze był dla mnie bardzo ważny, musiał poczekać, gdy w grę wchodziła rozmowa z moją babcią. – Jak tam dzisiaj w pracy?
Poczułam w żołądku nieprzyjemny skurcz. Bardzo nie chciałam odpowiadać na to pytanie.
– Nie było źle – powiedziałam w końcu, uśmiechając się smutno.
Odłożyłam na stolik croissanty oraz list Cava i usiadłam na kanapie. Babcia zajęła miejsce obok i badawczo mi się przyglądała.
– Na pewno?
– Mhm – jęknęłam, unikając jej wzroku.
Naprawdę nie chciałam odpowiadać jej wymijająco, ale byłam świadoma tego, że prawda sprawi jej przykrość.
Prowadziłam sklep spożywczy, który był w naszej rodzinie od pokoleń. Otworzył go mój pradziadek, ojciec Nany, a ona sama pracowała w nim przez większość życia. Wiedziałam, ile rodzinny biznes dla niej znaczył, dlatego ciężko było mi przyznać, że dzisiaj zajrzało do nas trzech klientów, którzy nie zostawili w kasie w sumie więcej niż sto funtów. I to był tylko kolejny z wielu takich dni. Od miesięcy ponosiliśmy straty i powoli musiałyśmy godzić się z myślą, że nie uda nam się uratować rodzinnego biznesu.
Nie byłam jeszcze na to gotowa. Choć jedyne, co rosło, to długi, które musiałam zaciągać, aby jakoś wiązać koniec z końcem, byłam zdeterminowana, aby jeszcze powalczyć. Liczyłam, że coś się zmieni albo zdarzy się cud.
Bardzo na to liczyłam.
To wszystko sprawiło, że zupełnie zapomniałam o liście, croissantach i imprezie, na którą mieliśmy iść razem z Benem.
– Jeszcze niegotowa? Już dziewiąta! – Kiedy mój chłopak wszedł do pokoju, w powietrzu poczułam woń jego płynu po goleniu. Zawsze bardzo go lubiłam. Ten ambrowo-ziołowy zapach przypominał mi nasze ukradkowe spojrzenia rzucane sobie nawzajem w sklepie i pierwsze randki, na które zabierał mnie do McDonalda, bo w naszym Harwell nie było nawet porządnej knajpy. Może to niezbyt idealne miejsce, ale wspominałam je z uśmiechem na ustach. Nie miało dla nas znaczenia, gdzie jesteśmy i co jemy, byleby być razem.
Wtedy nie potrafiliśmy oderwać od siebie rąk, a teraz przetrwać tygodnia bez sprzeczki. Ale to chyba typowe dla stałych związków.
– Daj mi piętnaście minut. – Pocałowałam Bena w policzek i zniknęłam w łazience. Chwilę później już szliśmy w stronę domu kumpla Bena.
– Jesteście! – powitał nas gospodarz. – Myślałem, że się zdławiliście!
– Zdławiliście? – Zaśmiał się Ben. – Chyba zgubiliście!
– Aaa, ta-ak – dodał niezrozumiale i zrobił nam miejsce.
Wyglądało na to, że impreza rozkręciła się już na dobre i że wszyscy są co najmniej wstawieni, jak nie pijani.
Godzinę później do grona wstawionych dołączył też Ben.
Przez większość imprezy siedziałam więc sama, na wielkiej, zapadającej się kanapie i obserwowałam tłum, czasami wymieniałam kilka uprzejmych zdań z pijanymi znajomymi.
O pierwszej postanowiłam zostawić mojego chłopaka i wrócić do domu, sama i bez kaca. Szybko znalazłam go w małym tłumie na parkiecie, gdzie tańczył z jakąś nieznaną mi dziewczyną.
– Wracam do domu! – krzyknęłam, aby nie zagłuszył mnie dudniący bas.
– Jesteś pewna?
Skinęłam głową i mu pomachałam.
Kiedy zbliżałam się już do wyjścia, usłyszałam jednak coś, co spowodowało, że ciarki rozeszły mi się po plecach.
– Sienna? – zawołał za mną znajomy głos, ale nie należał on do Bena.
Tylko do Elliota Cavendisha.
– Cav? – Wielkie, kocie oczy Sienny patrzyły na mnie z niedowierzaniem. – Nie mogę uwierzyć, że tutaj jesteś! To mi się nie śni, prawda?
Sienna wiedziała, że nie znoszę swojego tradycyjnego, brytyjskiego imienia, więc robiła mi tę przysługę i nazywała mnie Cavem.
Wybuchnąłem śmiechem, opierając ręce na biodrach i wkładając kciuki w szlufki dżinsów. Palce u stóp podkurczyły się boleśnie, aż poczułem napięcie w łydkach. Całe moje ciało zaciekle walczyło z ogromną chęcią przytulenia się do niej, ale nie wiedziałem, jak po czterech latach od ostatniego spotkania zareaguje na taki gest. Szczególnie że kiedy ostatni raz się widzieliśmy, bezceremonialnie mnie odrzuciła.
Musiały więc wystarczyć mi dżinsy i spięte mięśnie.
– Nie, oczywiście, że nie! – zapewniłem, czując, jak moje wargi wręcz boleśnie rozciągają się w uśmiechu.
Gdybym wiedział, że to spotkanie przyniesie mi tyle stresu, lepiej bym je zaplanował.
– Chodź tu do mnie!
W momencie, w którym Sienna powitała mnie tak entuzjastycznie, wszystkie moje wątpliwości wydały się jednak głupie. Objąłem jej szczupłe, kruche ciało mocniej, niż powinienem, ale ona zdawała się nie czuć mojego napięcia.
– Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś! – krzyknęła. – Ostatni raz widzieliśmy się, gdy odwiedziłam cię w Paryżu!
– Minęło zbyt dużo czasu, ale nadrobimy. Zostaję na tydzień, a może i dłużej. – Spojrzałem na moją przyjaciółkę i nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że się zmieniła.
Była jeszcze bardziej ponętna i intrygująca niż przedtem.
Nawet jej kształty się zmieniły. Talia zaznaczała się wyraźniej, pośladki zaokrągliły, a twarz wysmukliła.
Nie. Stop. Nie mogę tak myśleć.
Przecież to Sienna, a kiedy ostatni raz zachwycałem się jej ciałem, odbiło mi się to czkawką.
Cztery lata temu przeżyłem z nią najgorętszą noc mojego życia. Po wszystkim, kiedy zapytałem, co dalej z nami będzie, odpowiedziała krótko i dosadnie: to był tylko jednorazowy wybryk. Dodała też, że liczy, że nie zmieni naszej przyjaźni.
Choć skrycie się z nią nie zgadzałem, zdecydowałem się zachować swoje zdanie dla siebie z dwóch powodów. Po pierwsze, Sienna była najważniejszą kobietą w moim życiu i nie zamierzałem tego spieprzyć przez wyznanie jej swoich uczuć. A po drugie, sam nie mogłem zaoferować jej zbyt wiele czasu i atencji. Całą moją uwagę zajmował tenis i w moim życiu nie było miejsca na poważny związek. A przynajmniej nie na taki związek, na jaki zasługiwała przyjaciółka.
Więc jeśli nie mogłem z nią być, musiał wystarczyć stary układ.
Kropka.
– Szczerze, to właśnie chciałam się stąd ulotnić – mruknęła, sprowadzając mnie na ziemię.
– To wspaniale. – Poczułem ulgę. – Przyszedłem tutaj tylko dlatego, że Nana powiedziała, że tu jesteś.
– Widziałeś się z Naną?
– Tak, pierwsze, co zrobiłem, gdy dotarłem do Harwell, to wstąpienie do ciebie. Ale nie zastałem cię w domu.
To było takie surrealistyczne... Widziałem się z tą dziewczyną w realu pierwszy raz od dawna i choć często rozmawialiśmy, wyraźnie poczułem, że ta rozłąka coś pomiędzy nami zmieniła. Co dokładnie? Tego jeszcze nie potrafiłem określić.
– Kogo moje oczy widzą! Wielki pan sportowiec! – Ben dosłownie zatoczył się w naszą stronę, trącając przy tym łokciami stojących mu na drodze.
Jego zachowanie zwróciło na mnie uwagę obecnych na imprezie. Obracali głowy w moją stronę i robili wielkie oczy. Towarzyszyła temu fala zdziwionych szeptów oraz jednoznacznych, kobiecych westchnień.
[...]
