Tu i teraz - Tomasz Kieres - ebook + książka

Tu i teraz ebook

Tomasz Kieres

4,2

Opis

Czasem trzeba zniszczyć całe życie, aby móc zbudować nowe…

Monika i Michał, trzydziestokilkulatkowie, od lat pracują w jednej firmie i znają się jak łyse konie. Są przyjaciółmi z pracy, choć prywatnie rzadko się spotykają. Gdy lecą na planowaną od dawna delegację do Pragi, nie przypuszczają, że te kilka dni przewróci ich życie do góry nogami. Targani namiętnością, tęsknotą, a jednocześnie poczuciem winy i świadomością krzywdy wyrządzonej swoim najbliższym, zadają sobie pytanie, czy uczucie, które ich połączyło, jest prawdziwe. Czy to nie jest tylko miłostka, przygoda pod wpływem okoliczności, odskocznia od codziennego życia? Czy liczy się Tu i teraz, czy mają prawo zniszczyć swoje małżeństwa i rodziny?

– […] myślę, że moglibyśmy być szczęśliwi i to by trwało. W innym czasie, w innym miejscu.
– To zatrzymaj czas.
– Wciąż to robię, każde moje spojrzenie utrwala twoją twarz w moim sercu.
– Przestań – powiedziała smutno.
– Za bardzo kiczowate? – spytał.
– Nic nie jest kiczowate, ty to czujesz i ja to czuję, i boję się, tak bardzo boję się jutra!
– Widzisz, ja wiem, że to jest złe, tego nie powinno być.
– Jak to może być złe?Taka ironia losu, coś takiego spotyka właśnie nas! Jest tyle osób, które tego nie doświadczają. A my jesteśmy przecież szczęśliwi, mamy rodziny, mamy dzieci. – Po policzkach popłynęły jej łzy. – Jesteśmy złymi ludźmi…
Delikatnie zebrał palcami jej łzy.
– Prawdopodobnie. Chciałbym myśleć, że to, co nas łączy, usprawiedliwia to, co robimy, ale obawiam się, że tak nie jest, nie czuję, żeby tak było.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 257

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




 

 

 

 

 

 

~ 1 ~

Michał ‌stał ‌na lotnisku. Do ‌odlotu miał jeszcze prawie ‌dwie godziny. Ten cały ‌wyjazd ‌był ‌tak ‌potrzebny, że ‌szkoda ‌gadać. Praga to piękne ‌miasto, ale ‌żeby ‌od razu służbowo? ‌Mówiło się ‌o tym w firmie już ‌od ‌kilku lat. Prawie wszyscy ‌w departamencie mieli to ‌wpisane w celach: ‌pojechać na kilka ‌dni do oddziału ‌czeskiego, ‌czegoś się nauczyć, ‌czegoś ich nauczyć. Całe ‌szczęście, ‌że ‌leciał tam z Moniką. Kiedy ‌temat wypłynął po raz ‌pierwszy, ‌zażartowali ‌sobie, że może pojadą ‌razem, co – mówiąc ‌szczerze – było ‌mało ‌prawdopodobne.

W końcu stało się. ‌Delegacje ruszyły i co miesiąc ‌dwie osoby z pionu wyjeżdżały, ‌zazwyczaj od ‌poniedziałku lub wtorku ‌do piątku. Całkiem miła ‌perspektywa, wizyta ‌w pięknym mieście, trochę pracy, ‌jeśli można to ‌w ogóle ‌nazwać pracą. ‌Obiad ‌w miłym ‌miejscu, zero ‌obowiązków domowych. Właściwie urlop ‌i jeszcze diety. Szału nie ‌ma, ale zawsze. ‌Kiedy zaczęto ‌ustalać pary, mieli z Moniką ‌nadzieję, ‌że pojadą razem, ‌tak ze śmiechem, na ‌wesoło. Ale kiedy ‌zbliżał się ‌już czas ogłoszenia ‌propozycji – ‌wiadomo, nie każdemu ‌może pasować ‌termin, mimo że ‌odbywało się to ‌z minimum miesięcznym wyprzedzeniem – ‌zaczęli się ‌niepokoić, czy aby na ‌pewno będą parą na ‌wyjazd. Nie mogli ‌się o to ubiegać ‌ani ‌wyrażać zbyt dużego ‌zainteresowania, bo mogłoby się ‌to wydać podejrzane. Tak naprawdę nic się za tym nie kryło, ale jeśli nie pojechaliby razem, to z kim?

Ile to już lat, jak to określali, „byli razem”, pięć, sześć? Parę razy próbowali policzyć, ale zawsze zapominali, kiedy ich znajomość, koleżeństwo, może coś na zasadzie przyjaźni, dokładnie się zaczęła. Dobrze im się ze sobą rozmawiało, mieli podobne poczucie humoru, czytali te same książki, oglądali te same filmy. To był początek, później poznali się lepiej, dowiedzieli się o sobie więcej, utrzymując relacje na czysto koleżeńskim poziomie. Żadne z nich nigdy nie próbowało zacieśniać więzi. Kontaktów poza pracą nie było praktycznie wcale. Okazjonalny SMS, gdy w ich życiu wydarzyło się coś, czym chcieli się podzielić. Jak przyjaciele. Tym właściwie byli – pomyślał Michał, nawet jeśli nie przykleili na to etykietki z nazwą.

Fakt, że im obojgu zaproponowano wyjazd w tym samym czasie, był bardzo szczęśliwym zbiegiem okoliczności, choć w sumie ich obowiązki nie kolidowały ze sobą, więc z korporacyjnego punktu widzenia to miało sens. Reprezentowali różne działy w tym samym pionie. Strach pomyśleć, że musiałby jechać z kimś innym. Wyjazd z domu na cztery, prawie pięć dni stanowił wystarczająco nieciekawą perspektywę, a jeszcze jechać z kimś przypadkowym, kto nie ma z tobą wiele wspólnego? Lepiej nawet tego nie rozważać.

– Cześć, Michał – usłyszał za sobą.

– O, cześć – powiedział do zbliżającej się Moniki i jej męża Piotra. – Gotowa na zgłębianie czeskich tajników korporacyjnych? – spytał, kiedy stanęli przed nim.

– Nie mogę się doczekać – odpowiedziała z uśmiechem.

– Mam tylko nadzieję, że nie będą dużo mówić po czesku, bo padniemy ze śmiechu – nieporadnie zażartował.

– Pewnie nie będą, dlaczego w Pradze mieliby to robić? – Monika od razu odpowiedziała na jego żart. – Bardziej martwię się o niego – kontynuowała, wskazując na męża. – Sam z dziećmi przez pięć dni… Dasz radę, kochanie?

– Nie wiem, nie wiem… A to trzeba dać coś jeść, umyć, położyć spać, ubrać. Jezu, ile tego, już mnie przerasta – odpowiedział z humorem.

– Nie rób z niego takiej sieroty, kanapkę im da. – Michał postanowił okazać męską solidarność.

Roześmiali się wszyscy. Pożartowali chwilę, po czym udali się do odprawy. Piotr poprosił o opiekę nad żoną i ochronę przed czeskimi podrywaczami. Uważaj, o co prosisz – zaśmiał się Michał w duchu, uznał jednak, że wypowiedzenie tego na głos może zostać źle zrozumiane przez męża Moniki. Z nią to co innego, ich dowcipy często dotyczyły „bliskich relacji” między nimi, ale to były żarty i oboje doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Ich oddanie współmałżonkom było stuprocentowe i niezależnie od wszystkiego nienaruszalne. Zaśmiał się pod nosem. Poczucie humoru, tylko to może cię uratować.

W samolocie okazało się, że nikt koło nich nie siedzi, więc mogli wygodnie rozsiąść się na trzech fotelach.

Monika była naprawdę zadowolona, że lecą razem. Znali się kilka lat, a jej się wydawało, że od zawsze. Wiedzieli o sobie tak wiele, biorąc pod uwagę to, że ich kontakty ograniczały się tylko do pracy. Jak to się zaczęło? Chyba poszli na lunch, na pewno nie sami, ktoś z nimi był. Nie, to Michał przysiadł się do niej i jej koleżanki. Iza, bo tak jej było na imię, dosyć szybko się wykruszyła i zaczęli chodzić na obiady sami. Tak po prostu, zupełnie naturalnie. Czy Michał był jej najlepszym przyjacielem? Trudno to było jednoznacznie stwierdzić. Wiedział o niej bardzo dużo, czasami wydawało się, że zna ją lepiej niż jej własny mąż. Tak to pewnie jest z przyjaciółmi, że wiedzą o nas rzeczy, o których nawet małżonkowie nie mają pojęcia. Nie chodziło o żadne tajemnice, czasami zwyczajnie odnosiła wrażenie, jakby czytali sobie w myślach. Kiedy o czymś rozmawiali albo żartowali, można było wyczuć, że nadawali na tych samych falach. Gdyby ktoś im się przyglądał, mógłby pomyśleć, że jest tam coś więcej niż przyjaźń. Ale to nigdy nie wchodziło w grę. Oczywiście żartowali na ten temat nie raz, śmiali się z chemii między nimi. Gdy Monika była na urlopach macierzyńskich po urodzeniu najpierw jednego, a potem drugiego syna, nie widzieli się miesiącami, ale to specjalnie nie wpłynęło na ich relacje. Rozmawiali ze sobą przez telefon przynajmniej raz na tydzień, żeby – jak sobie żartowali – wiedzieć, co się dzieje u drugiej osoby i żeby wyeliminować zagrożenie, że się nie poznają, jak wróci. Kiedy zaś wracała, wydawało się, jakby tej przerwy nie było. Przejście było płynne, jak zawsze w ich przypadku.

Teraz zaś lecieli razem, nie mogło się lepiej ułożyć. Jeśli już musisz być w obcym miejscu, daleko od domu, to wtedy zdecydowanie pomaga fakt, że jesteś z osobą, z którą się świetnie dogadujesz. Będą też mieli okazję obejrzeć wreszcie razem film. Monika uśmiechnęła się do siebie. Tyle razy oglądali te same filmy, mniej więcej w tym samym czasie, aby móc potem na bieżąco je komentować, ale nigdy razem. Było to w sumie zrozumiałe, no bo niby jak. Nagle jej myśli zawędrowały do chłopców. Ciekawe, jak oni sobie dadzą radę. Szymek miał cztery lata, a Adaś dwa i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby mama ich nie usypiała, nie mówiąc nawet o spędzeniu nocy poza domem. Piotr będzie miał pełne ręce roboty.

Z rozmyślań wyrwał ją głos Michała.

– Dadzą sobie radę – powiedział uspokajająco.

– A ty co, w myślach czytasz? – spytała z uśmiechem.

– To było łatwe do odgadnięcia, zwłaszcza na widok zatroskania na twojej twarzy.

– Obserwujesz mnie po cichu?

– Zawsze – uśmiechnął się szeroko – i naprawdę nie martw się. Przecież nie zostawiłaś dzieci z obcym. To po pierwsze, a po drugie, twój mąż chyba potrafi zrobić wszystko. Wiem, wiem, na pewno nie tak dobrze jak ty. Tylko mnie nie bij – dodał szybko ze śmiechem, widząc jej groźną minę.

– Za kogo ty mnie uważasz?

– Jak to za kogo? To chyba oczywiste: za kochającą mamę, która chętnie się podzieli obowiązkami, ale i tak wiadomo, że wszystko zrobi najlepiej. – Michał ledwo mógł powstrzymać się od śmiechu.

– Doigrasz się.

– I co? Będę spać w stołowym.

Teraz już śmiali się oboje. Dużo nie potrzebowali, żeby się dobrze bawić; trochę powagi wokół i zaraz zaczynali żartować. Kiedy już przestali się śmiać, Monika powiedziała:

– W jakim stołowym, czy panu marzy się wspólny pokój?

– Jak to? To nie będzie dwuosobowy? – spytał z udawanym oburzeniem.

– Przygotuj się lepiej na szok ze stresem, ale nie wydaje mi się, żeby umieścili nas w dwójce.

– Tą informacją przebiłaś mnie na wskroś.

– Przepraszam bardzo, szykowałeś się na coś? – spytała z uśmiechem, który w zamierzeniu miał uchodzić za zalotny.

– Ja? Połączenie świętego i mnicha.

Monika zaczęła się śmiać tak głośno, że aż ludzie siedzący parę rzędów przed nimi odwrócili głowy, żeby zobaczyć, cóż takiego się dzieje.

– Chyba powinienem czuć się urażony. Skąd ten śmiech? – Michał zachowywał poważną minę, tylko w kącikach ust czaił się uśmiech. To sprawiło, że Monice jeszcze trudniej było opanować wesołość.

– To moja wina, przepraszam – powiedziała – zawsze wyglądałeś mi na kogoś, kto chciałby pójść do klasztoru. Zdecydowanie. Żeńskiego.

Znowu zaczęli się śmiać.

– Zaraz każą nam wysiąść – stwierdził Michał, tłumiąc chichot.

– Myślisz, że jesteśmy jeszcze nad Polską? Nad górami byłoby łatwiej. Wracając do pokoju, co planowałeś sobie w tej dwójce?

– Zaraz planowałeś. Pamiętasz, że mieliśmy obejrzeć jakieś filmy?

– Oczywiście, i mam nadzieję, że jesteś przygotowany.

– Zawsze. – Uśmiechnął się dwuznacznie i kiedy zobaczył jej uśmiech, powiedział: – O filmach mówię, naprawdę, wstydziłabyś się. Przepraszam, czy pani próbuje mnie uwieść?

– Nieźle, nieźle, ale do Dustina Hoffmana ci troszeczkę brakuje. I czy on nie był młodszy w „Absolwencie”?

– Tak, trochę, miał trzydzieści lat, ale grał młodszego. Ty za to jesteś zdecydowanie młodsza od pani Robinson.

– A to ma znaczenie?

– Po prostu uwiedzenie mnie poszłoby ci o wiele łatwiej.

– Chcesz mi powiedzieć, że aby cię uwieść, musiałabym się w ogóle wysilać? – powiedziała, szeroko się uśmiechając.

– Ty myślisz, że ja jakiś łatwy jestem? – odpowiedział, chichocząc.

– Skąd, nigdy by mi to nie przyszło do głowy. To ja jestem taka sexy, plus te blond włosy. – Jej uśmiech zdecydowanie mógł oszołomić.

– Rozumiem, że chcesz mi zawrócić w głowie, a potem będziesz siedzieć i śmiać się w pokoju, podczas gdy ja będę całą noc skomlał pod drzwiami twojego pokoju: „Mooonikaaa!”.

– To byłby widok. Z hotelu wyrzuciliby nas jeszcze szybciej niż z samolotu.

Przez chwilę wyglądali przez okno. Lecieli nad chmurami, słońce oświetlało je jak białe prześcieradło, tworząc przepiękny widok. Samolot powoli zaczął obniżać pułap, zbliżali się do miejsca przeznaczenia.

– To jakie masz te filmy? – spytała po dłuższej chwili Monika.

– Niespodzianka. Z każdego gatunku coś, a i tak pewnie będziemy oglądać „Przyjaciół”.

– Masz „Przyjaciół”?

– Wszystkie sezony. Jeśli przypomni nam się jakiś fajny odcinek, wyszukamy w internecie, który to numer, i będziemy oglądać. W tym momencie mogę wyjaśnić, dlaczego pytałem o dwójkę.

– Chętnie posłucham, rozumiem, że w tej chwili to wymyśliłeś.

– Naprawdę, bolą mnie te wszystkie podejrzenia.

– Oczywiście. – Monika z trudem powstrzymywała się od śmiechu.

– Chodzi o to, że zdarza mi się usnąć na filmie i gdyby to się stało, nie musiałbym już się rozbudzać, żeby wrócić do siebie. – Spojrzał na nią z miną niewiniątka.

– Strasznie to naciągane. Tak w ogóle skąd ci przyszło do głowy, że przy mnie tak łatwo uśniesz? – Monika popatrzyła mu w oczy, jednocześnie przygryzając lekko dolną wargę, by po chwili się roześmiać.

– Tak się nie robi, to nie jest fair – odpowiedział jej z uśmiechem.

– Czego? Zupełnie nie wiem, o czym mówisz.

– Jasne, niewiniątko!

W tym momencie ogłoszono obowiązkowe zapięcie pasów, gdyż rozpoczęli podchodzenie do lądowania.

– Szybko minął ten lot – stwierdziła.

– Nam na pewno, nie wiem, jak tym, co siedzą wokół – dokończył szeptem.

Uśmiechnęli się do siebie konspiracyjnie. Za oknami widzieli już zarys lotniska.

~ 2 ~

W związku z tym, że mieli tylko bagaże podręczne, nie musieli tracić czasu na czekanie na walizki i w hotelu zameldowali się już godzinę po wylądowaniu. Dostali dwie jedynki, naprzeciwko siebie.

– Będę blisko, gdybyś potrzebowała szklanki wody – zażartował – albo kawy lub herbaty.

– Myślisz, że mogę liczyć, iż zamówienie zostanie dostarczone przez naoliwionego przystojniaka w stringach? Chociaż wróć, tylko nie w stringach!

– Uff, kamień z serca, myślałem, że będę musiał przycinać bokserki. Muszę tylko po kujawski wyskoczyć do Biedronki i da się zrobić. Nawiasem mówiąc, ciekawe, czy tu mają takową. No i z tym przystojniakiem to już kwestia gustu.

– Może być z Lidla i wolałabym oliwę z oliwek. Jeśli chodzi o przystojniaka, to cóż, jest, jak jest – roześmiała się.

– Dzięki, dostaję dzisiaj cios za ciosem. Rozumiem, że pierwsze tłoczenie, znaczy się na bogato?

– Jeśli można prosić.

– Dla ciebie wszystko.

– Uważaj, uważaj, bo mogę tę obietnicę wykorzystać – powiedziała, uśmiechając się szeroko.

Jakkolwiek by to wszystko nie brzmiało, to były dla nich normalne żarty. Może sytuacja się zmieniła, nie znajdowali się w „bezpiecznych okolicznościach” swojej firmy. Żarty w dalszym ciągu były niewinne, jak na nich w każdym razie. Przy wszystkich tematach, jakie kiedykolwiek poruszali, nigdy nie powiedzieli, czy się sobie podobają. Oczywiście on żartował, jaki z niej „lachon”, a ona, że na imprezie firmowej on będzie stał otoczony wianuszkiem napalonych torped. Ale to były tylko cytaty z ich kabaretowego guru, Roberta Górskiego. Nigdy na poważnie. Chyba.

Umówili się o wpół do ósmej na obiad, a właściwie na kolację, na dole w hotelowej restauracji. Na zwiedzanie praskich lokali nie mieli już siły.

– Ho, ho, ho, ktoś się naprawdę odszykował – stwierdził Michał z podziwem.

– Jak głosi stara prawda, kobieta nie taka straszna, jak się umaluje.

– Ja się raczej zastanawiam, jak to robisz, że wyglądasz jeszcze lepiej.

– Przestań, bo spłonę rumieńcem. Na szczęście mam makijaż, więc nie będzie widać. – Uśmiechnęła się.

– Można by pomyśleć, że tak łatwo sprawić, żebyś się zarumieniła. Jak cię zobaczą, to stolik dostaniemy bez problemu. Żeby tylko mnie też wpuścili do środka… – powiedział, udając zmartwionego.

– Naoglądałeś się za dużo filmów.

– To na pewno – przyznał.

– Nie sądzę, aby w restauracji hotelowej były jakieś problemy ze stolikami.

– Nie wiadomo, może akurat jest jakaś konferencja.

– To będę musiała użyć mojego uroku. – Monika mrugnęła do niego.

– Jeszcze na kimś?

– Ty nie masz stolika – stwierdziła.

– To chodźmy, nie chcę stać z hamburgerem i patrzeć przez szybę z zewnątrz, jak bajeruje cię jakiś czeski Brad Pitt, który, tak się składa, ma i stolik, i wolne miejsce przy nim.

– Na deszczu i wilki jakieś – roześmiała się.

– Widzę się bardziej jako Clint Eastwood w „Madison County”.

– Romantycznie, ale on chyba nie miał hamburgera w dłoni.

– Wyrzucamy hamburgera. Tak będę stał.

– A nie będziesz walczył? Nigdy nie myślałam o tobie jak o kimś, kto się poddaje. – Spojrzała na niego, jakby rzucała mu wyzwanie.

– A co myślałaś?

– Jeszcze niczego się nie napiłam, żeby odpowiadać na takie pytania – stwierdziła wymijająco, uśmiechając się delikatnie.

– Ładny unik. – Pokiwał głową z uznaniem. – Musimy w takim razie coś na to zaradzić, chodźmy.

W restauracji, wbrew pozornemu tłokowi przy wejściu, który zrobiły dwie pary tuż przed nimi, nie było dużo osób. Zajęli stolik usytuowany przy oknie, z którego rozpościerał się widok na zamek na Hradczanach. Restauracja znajdowała się na pierwszym piętrze budynku hotelowego, więc widok mieli znakomity.

– No ładnie, takiego miejsca nawet Brad Pitt nie przebije – stwierdziła Monika.

W tym momencie podszedł kierownik sali i spytał, czy wszystko w porządku. Michał podziękował mu i odpowiedział, że w jak najlepszym.

– O co chodziło? – spytała Monika, gdy zostali sami.

– Muszę się do czegoś przyznać. Przyszedłem tu trochę wcześniej i poprosiłem o stolik z najładniejszym widokiem.

– Serio? – Zdziwienie na jej twarzy mieszało się z podziwem.

– Serio, w końcu to kolacja jedyna w swoim rodzaju, jeszcze na takiej nie byliśmy.

– A w Warszawie kilka lat temu? – spytała.

– My i cały pion.

– Tam był cały pion? – udała zdziwienie. – Ja pamiętam tylko wino.

– Wino zdecydowanie było.

– Zdecydowanie to za szybko stamtąd wyszliśmy, ale ty się zawsze spieszysz.

– Winny, ale ty chyba miałaś trochę dość.

– Po pierwsze, to ciekawe, kto to wino polewał, po drugie, kto powiedział, że miałam dość, a po trzecie, byłam już nieźle rozmiękczona, ale to tobie, podkreślam ponownie, oczywiście się spieszyło. – Spojrzała za okno z zamyśleniem.

– Po raz kolejny przyznaję się do winy, ale to przestępstwo już się chyba przedawniło.

– Nie wiem, muszę pomyśleć – powiedziała, robiąc poważną minę.

– W każdym razie proszę o najmniejszy wymiar kary albo największy – roześmiał się.

Zawtórowała mu. Młoda kelnerka przyniosła karty i Monika zaczęła żartować, że jak tylko na chwilę odwróci wzrok, to Michał ucieknie z kelnerką, a ona zostanie z rachunkiem.

– Kuszące, bardzo kuszące, ale obiecałem opiekować się tobą, więc sama rozumiesz…

Kolacja upływała miło, jedzenie było smaczne, popijali wino, rozmawiali o wszystkim i o niczym. Dobrze się bawili, jak zawsze zresztą w swoim towarzystwie. Trudno było stwierdzić, czy coś wisi w powietrzu, ponieważ nawet najśmielsze żarty nie były niczym nowym. Jedynie miejsce, w którym się znajdowali, nie było już bezpieczną przystanią, gdzie mogli być pewni, że nic nierozsądnego nie przyjdzie im do głowy.

– Chyba zamówię jeszcze butelkę, bo tak nam dobrze idzie – zaproponował Michał.

– Chyba tobie, ja prawie nic nie wypiłam. – Monika uśmiechnęła się, mrużąc oczy.

– Tak sobie mów. Pijemy prawie równo, ja troszeczkę więcej, ale dosłownie troszeczkę.

– Troszeczkę? Jasne. Jeszcze jedną? Przepraszam bardzo, ale chyba jednak ma pan jakiś tajny plan. Najpierw ten stolik…

– Przepraszam bardzo, jeśli chodzi o stolik, to muszę przyznać, że mężczyzna zrobi wszystko, by zrobić wrażenie na pięknej kobiecie.

Monika poczuła, że teraz już się czerwieni. Czy Michał nie przesadzał z tymi komplementami? Z drugiej strony nie mówił nic, z czego wcześniej by sobie nie żartowali. To musiał być wpływ wina.

– To o mnie? – spytała, uśmiechając się i przekrzywiając lekko głowę.

– Chciałem być przygotowany na wypadek, gdyby jakaś się pojawiła, ale w ostateczności… – Michał zaczął się śmiać.

– Foch!

Monika zrobiła obrażoną minę. Niestety, patrząc na śmiejącego się przyjaciela, nie potrafiła jej długo utrzymać i już po chwili zaczęła mu wtórować.

– Przecież wiesz, że żartuję – powiedział poważnie, by dosłownie po sekundzie z powrotem się rozpromienić. – Wracając do twojego podejrzenia: czy ja wyglądam na kogoś, kto ma tajny plan? Oświeć mnie w takim razie, jaki to miałby być.

– Jak to jaki? Upić i wykorzystać.

– Piękny plan. – Michał uśmiechnął się szeroko. – Jeśli mam być szczery, to wolałbym opuścić pierwszą część.

Nagle poczuli coś dziwnego, uśmiechy delikatnie zastygły im na twarzach, tak jakby zrozumieli, że już nie jest bezpiecznie i że może to wszystko to nie są tylko żarty. Może nigdy nie były.

– Może już nie zamawiajmy. I tak wydaje mi się, że za dużo wypiłam – powiedziała poważnie Monika.

– Ale nie jesteś rozmiękczona – spróbował zażartować Michał, żeby trochę rozładować napięcie, które tak nieoczekiwanie się pojawiło.

– Nie, nie jestem, ale obawiam się, że za chwilę mogę być – odpowiedziała niepewnie.

Gdzieś nagle zniknęła jej pewność siebie, z którą tak zdecydowanie szła przez każdy dialog, jaki ze sobą prowadzili. Robiło się niebezpiecznie. Mieszanina uczuć, która nią wstrząsnęła, napełniła ją przerażeniem. Tak wiele razy żartowali z szalonego romansu, który mógłby ich połączyć. Zawsze byli przekonani, że to nigdy nie nastąpi, że wcale tego nie chcą. Nie myślała o Michale w ten sposób. Owszem, podobał się jej, chyba – nie zastanawiała się nad tym. Może to poczucie humoru? Zawsze potrafił ją rozbawić. Mieli tyle wspólnych tematów, mogli porozmawiać praktycznie o wszystkim. Ale to tylko w najlepszym razie przyjaźń. Góra. Maksimum. Czas się zbierać.

– Myślę, że dokończymy wino i będziemy szli do pokojów. To był długi dzień, a jutro musimy do pracy – powiedziała.

– Dokładnie. Chyba wystarczy, jak będziemy tam na dziewiątą, jak myślisz?

– Myślę, że w zupełności wystarczy.

Dokończyli resztkę wina, która im została. Michał podpisał rachunek i udali się w stronę wind. Jechali w milczeniu. Bali się nawet zażartować. W końcu on postanowił przerwać tę strasznie niezręczną ciszę.

– Zrobiło się dziwnie.

– Dziwnie? Nie zauważyłam.

– OK, rozumiem, ciężar rozmowy spada na mnie.

– W końcu ty jesteś mężczyzną.

– Równouprawnienie w zależności od sytuacji. – Uśmiechnął się delikatnie.

– Nie chcesz chyba, żeby ktoś tak kruchy jak ja dźwigał jakieś ciężary.

W tym momencie winda się zatrzymała, powoli wysiedli i skierowali się w stronę swoich pokoi. Po chwili stali już przy drzwiach.

– Niedobrze – powiedział – alkohol już praktycznie wyparował, czyli człowiek trzeźwo myśli…

– Żaden czyn nie może być nim usprawiedliwiony – weszła mu w słowo.

– Ale w sumie to dobrze, bo o ile pod wpływem jest pewnie łatwiej narobić głupot, to wolałbym być pewny tego, co robię.

– Pewny robienia głupot? Czy to nie byłaby jeszcze większa głupota?

– W sumie może masz rację. Wejdziesz? Głupio tak się rozmawia na korytarzu – zaproponował.

– Śmiało pan postępuje, to nowy plan? – Uśmiechnęła się.

– Uparłaś się z tym planem – powiedział ze śmiechem. – OK, to jest plan B, improwizacja i dostosowanie się do sytuacji. – Kiedy zobaczył zaskoczenie na jej twarzy, dodał: – Żartuję, żadnych ukrytych zamiarów, chciałem tylko, żebyśmy usiedli na fotelach, podkreślam, mam dwa, a nie tak stali na korytarzu. Nie chciałem się po prostu wpraszać do ciebie.

– Mieliśmy się już położyć.

– Czy to propozycja? – Ponownie spróbował się uśmiechnąć.

To, co jeszcze piętnaście minut temu byłoby najnormalniejszym żartem na świecie, nagle nabrało nowego wymiaru. Coś się zmieniło, tylko nie bardzo wiedzieli co, a może nie chcieli wiedzieć.

Monika uśmiechnęła się zmieszana, nie odzywając się ani słowem.

– Teraz oczekiwałem błyskotliwej riposty – powiedział z niepewnym uśmiechem.

– Przepraszam, to wino chyba spowolniło moje reakcje, zaraz wrócę do formy.

– To wejdziemy na chwilę do mnie? Tak przyjemnie się rozmawia – zażartował.

– Masz na myśli, odkąd zrobiło się dziwnie?

– Teraz to już wyjątkowo dobrze.

– Wiesz co, to chodźmy do mnie. Jak mi się zachce spać, to będę u siebie.

– OK, wezmę tylko coś z pokoju i już jestem.

– Coś? – spytała z uśmiechem. Była znowu sobą, tylko jak długo?

– Tia, no wiesz, nie pomyślałem o tym, tak daleko mój wyrachowany plan nie sięgał. Dobra, bo się rozmarzyłem, zaraz przyjdę.

Po chwili już pukał do drzwi jej pokoju. Otworzyła mu w koronkowej koszulce na ramiączkach i skromnych figach, aż zaparło mu dech.

– Michał, MICHAŁ! Halo, jest tam kto?

Usłyszał jej głos i nagle się ocknął. W dalszym ciągu stał przed otwartymi drzwiami, tylko że Monika była ubrana tak jak poprzednio. Musiało mu się wydawać. Mam nadzieję, że to alkohol, bo inaczej kiepsko ze mną – zaśmiał się w duchu.

– Co się stało? – spytała.

– Wyłączyłem się na chwilę.

– Miałeś taki zdziwiony wyraz twarzy.

– Żebyś wiedziała – powiedział i uśmiechnął się w myślach.

– Co żebym wiedziała?

– Za chwilę, daj mi ochłonąć, a tak w ogóle to może jeszcze po małej lampce? Już dawno zapomnieliśmy o winie obiadowym – zaproponował, wyciągając butelkę zza pleców.

– A to skąd? – Spojrzała na niego podejrzliwie.

– Poszedłem do sklepu koło hotelu, gdy szykowałaś się do obiadu – oznajmił z miną niewiniątka.

– Stolik, wino, aż się nasuwa słowo na „p”.

– Taki „p”, żeby było miło, a to tylko wino, kupiłem z myślą o ewentualnym filmie.

– Ale teraz już chyba nie będziemy nic oglądać, jest wpół do dziesiątej.

– Oczywiście, tylko tłumaczę, skąd to wino. Napić się bez filmu też możemy.

– Pewnie, że tak.

Michał nalał wina, usiedli wygodnie w fotelach naprzeciwko siebie. Spojrzał na Monikę i wydawało mu się, jakby patrzył na nią po raz pierwszy. Oczywiście zawsze mu się podobała. Była miła dla oka, jak lubił to określać, a z czego się śmiali. Może to miejsce, może to wino i sceneria jak z taniego romansidła. Zdecydowanie bardzo taniego – pomyślał.

Czy może być coś bardziej stereotypowego? On i ona, koledzy z pracy w delegacji. Ciekawe, co mówią statystyki. No ale który badany powiedziałby prawdę? Wszyscy chcą wierzyć, że są wyjątkowi, czyż nie? Wyjeżdżają w delegacje, na wyjazdy integracyjne i chcą myśleć o sobie lepiej. Czy przyznają się przed sobą: „Tak, jestem niewiernym sukinsynem, tak, jestem zdradzającą dziwką”? Czy raczej szukają wymówek, że to przez alkohol, że to tak naprawdę nic nie znaczyło, to tylko seks. Jeśli nic nie znaczyło, to tym gorzej niszczyć coś wartościowego dla nic nieznaczących paru minut. Możliwe, że bardzo przyjemnych, chociaż w większości przypadków pewnie droga do celu jest przyjemniejsza.

Michał, patrząc na Monikę, chciał wierzyć, że to coś więcej, że to uczucie, które nagle nim zawładnęło, jest czymś więcej. A dom? O domu starał się nie myśleć, dom był daleko, tutaj był inny świat. I on już w nim zanurzony, wszystko wydawało się jasne. Tak przynajmniej chciał myśleć.

– Hej, jesteś tutaj czy znowu się wyłączyłeś? – Pytanie Moniki wyrwało go z zamyślenia.

– Jestem, jestem.

– O czym myślałeś?

– O tej dziwnej atmosferze, która się pojawiła podczas kolacji.

– Tak, co z nią? – spytała, przygryzając nerwowo wargę.

– Do tej pory zawsze żartowaliśmy sobie praktycznie ze wszystkiego, jeśli chodzi o nas. Nie było tematów tabu.

– Potwierdzam.

– I wszystko traktowaliśmy jak żarty. – Zrobił pauzę.

– Mimo że żartami nie było – ni to stwierdziła, ni to zapytała, a minę miała poważną.

– Nie wiem, może. Mogę mówić za siebie.

– Ja też nie wiem, to robi się ciężkie, zacznijmy znowu żartować, proszę – powiedziała błagalnie. – Boję się – dodała po chwili.

Michał delikatnie wyciągnął rękę i położył ją na dłoni Moniki.

– Co to znaczy? Czego się boisz?

– Nie wiem, przecież to ty miałeś dźwigać ciężar tej rozmowy i żeby było tak jak przedtem, przecież nic sobie nie powiedzieliśmy, tylko żartowaliśmy, jak zawsze.

– Widać rozumiemy się bez słów, nic nie powiedzieliśmy, a wszystko wiemy.

– Nic nie wiemy – powiedziała, gwałtownie wyrywając swoją dłoń – nic nie wiemy, bo nie ma co wiedzieć. Czy dostrzegasz, jak idiotyczna jest ta cała rozmowa? Denerwuję się przez ciebie, rozmawiamy i zaraz się pokłócimy, tak naprawdę nie wiadomo o co. O parę żartów, które niby miałyby świadczyć o czym? Że – dobrze, powiem to na głos – że jest coś między nami. Oczywiście, że jest, znamy się tyle lat, wiemy o sobie tak dużo, świetnie się dogadujemy, lubimy się. OK, zgadzam się, to prawda i to jest wszystko. Lubimy się, po prostu lubimy. – Odetchnęła głęboko. – Zabrakło mi tchu – powiedziała już spokojniej.

– Pewnie masz rację.

– Nie zgadzasz się?

– To wszystko prawda, co powiedziałaś.

– Ale? Bo rozumiem, że jest jakieś „ale”.

– Jest, bo skoro już sobie tak szczerze rozmawiamy – uśmiechnął się łagodnie – to muszę ci powiedzieć.

– Czy chcę to usłyszeć? – przerwała mu.

– Jeśli jest prawdą to, co mi tu przed chwilą powiedziałaś, to nie masz się czego obawiać, ale jeśli chcesz, to w tym momencie przerwę i już do tego nie wrócimy. Jutro wszystko będzie po staremu.

– Przerwij i chodźmy spać.

– W normalnych warunkach spytałbym żartem, czy razem.

– A ja bym odpowiedziała, że oczywiście, po czym byśmy się rozeszli.

– Po czym byśmy się rozeszli – powtórzył. – I właśnie jeśli o to chodzi, to czas na mnie – powiedział, wstając i podchodząc do drzwi.

Monika spytała:

– Myślisz, że coś teraz tracę?

– Tak, tracisz stresy i złamane serce.

– To chciałeś mi powiedzieć?

– Ten pociąg już odjechał, moja droga, i może lepiej.

– A jeśli go zatrzymałam i spóźniony pasażer chce wsiąść?

– Jesteś tego pewna? Przecież tylko się lubimy.

Nie odpowiedziała, tylko popatrzyła na niego smutno. Odwzajemnił spojrzenie. Uwielbiał te jej blond włosy i jasną karnację; gdyby wyjechała do Szwecji, mogłaby spokojnie uchodzić za miejscową. Odezwał się spokojnie:

– Nie sądzę, żeby udało nam się wrócić do tego, co było.

Kiwnęła głową prawie niedostrzegalnie.

– Jeśli teraz wyjdę – kontynuował – tak jak miałem zrobić, nigdy się nie dowiemy o nas niczego więcej, chociaż może to byłoby lepsze. Możliwe, że nie ma się czego dowiadywać, ale jeśli wyjdę, będziemy się zawsze zastanawiać. A jeśli zostanę, szybko się przekonamy.

– Że nic nie ma – podpowiedziała.

– Tak, że nic nie ma. Gdyby to był film, to bym się denerwował i poganiał: „Człowieku, przejdź do rzeczy!”.

Uśmiechnęła się.

– W filmie łatwiej.

– Po krótkim zastanowieniu stwierdzam, że w filmach też tak ciągną w nieskończoność, tylko nam, z bezpiecznej pozycji sofy, wydaje się, że zrobilibyśmy wszystko bardziej zdecydowanie. I widzisz, w ten właśnie sposób mówię o pierdołach.

– Nie mogę tego komentować, gdyż ciężar jest znowu na twoich barkach. – Uśmiechnęła się do niego.

– Widzisz…

– To już – zażartowała. – Przepraszam, chciałam rozładować napięcie.

– Możesz oczywiście w każdej chwili wtrącić coś od siebie. – Wziął głęboki oddech. – Myślę, że to, co jest między nami, trudno nazwać.

– Nawet takiemu erudycie jak ty?

– Nie do końca o takie wtrącenia mi chodziło. – Uśmiechnął się mimo widocznego napięcia.

– Sorki, chciałam pomóc.

– Jak mówiłem, trudno nazwać coś, co się czuje w naszej sytuacji. Myślę, że to, co jest między nami, najlepiej opiszę w ten sposób. – Znowu zrobił pauzę. – Gdybyśmy byli wolni, już od dawna stanowilibyśmy parę i nie mieli najmniejszego problemu z określeniem naszych uczuć. – Michał wypuścił powietrze, jakby to, co przed chwilą powiedział, było nie lada ciężarem.

– Zgadzam się z tobą – powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszał.

Położył delikatnie dłoń na jej policzku. W pierwszym odruchu drgnęła, jakby chciała się odsunąć, ale już po chwili wtuliła się w jego dłoń i zamknęła oczy. Po paru minutach ciszy odezwała się:

– Chwilo, trwaj.

– Jest tu i teraz – odpowiedział – to nasz moment.

– Tylko moment?

– Nie wiem, ale jest.

Przytulił ją, następnie wziął jej twarz w swoje dłonie i delikatnie pocałował. Tak samo delikatnie odpowiedziała na jego pocałunek. Czy to możliwe, żeby naprawdę czuć tę iskierkę? Czy płynie między nami prąd, czy tylko umysł płata figle? – pomyślał.

– Zrobiliśmy ten krok, czy czeka nas przepaść?

– Robimy go razem, to najważniejsze – odpowiedział i ponownie ją pocałował.

~ 3 ~

Michał leżał na plecach, a Monika przytulała głowę do jego piersi. Dochodziła pierwsza w nocy, w pokoju było ciemno, jedynie światło ulicznych lamp wpadało do środka. Od momentu drugiego pocałunku żadne z nich nie wypowiedziało ani słowa. Cieszyli się sobą w ciszy, którą przerywały tylko ich oddechy. Stali się jednością. Teraz leżeli, wyczekując, które pierwsze się odezwie. Słowa wydawały się niepotrzebne, a jednocześnie ich brak męczył, tak jakby potrzebowali potwierdzić na głos, że to wszystko, co się wydarzyło, miało głębszy sens. Że to, czego doświadczyli, będąc ze sobą tak blisko, wynika z ich uczuć, nie jest tylko chwilowym kaprysem.

– Nie tak to sobie wyobrażałem – zdecydował się przerwać ciszę Michał.

– O, proszę, proszę, czyli mimo wszystkich protestów to była jednak zaplanowana akcja.

– Nie, nic w niej nie było zaplanowane. Jeśli kiedykolwiek pomyślałem o nas w ten sposób, to spodziewałem się, że to będzie po alkoholu, niby przypadkiem, taki przyjacielski seks.

– Przypadkiem się rozbierzemy i pójdziemy do łóżka?

Monika poczuła, że znów rozmawiają jak kiedyś. Kiedyś, znaczy kilka godzin temu, choć wydawało się, że minęły wieki. Może Michał wybrał dobrą drogę do rozpoczęcia rozmowy, by poczuli się bezpiecznie, jak w swoim starym świecie.

– Tak mniej więcej, może tylko myślałem, że najpierw pójdziemy do łóżka i tam się rozbierzemy – odpowiedział z wesoło.

– Często o tym myślałeś – roześmiała się.

Jak dobrze było usłyszeć jej śmiech, można się było od niego uzależnić. Zazwyczaj śmiała się ze wszystkich jego dowcipów, nie tylko z tych wybitnych, ale i tych jedynie bardzo dobrych, jak lubił żartować ze swojego poczucia humoru. I teraz to właśnie robiła, a jej twarz delikatnie rozjaśniał blask świateł miasta.

– Chyba nie – odpowiedział – w sumie to nie wiem… Wiesz, mężczyzna czasem wyobraża sobie seks z atrakcyjną kobietą.

– Nie wiem jak inne kobiety, ale ja sobie nie wyobrażam seksu z przygodnymi mężczyznami.

– A z nieprzygodnymi?

– To trochę inna sprawa. Ale na pewno nie wyobrażam sobie seksu, nie jak z porno, bardziej to, jak by mnie całował, jak by dotykał, taki bardziej film o miłości, jak John Malkovich i Michelle Pfeiffer w „Niebezpiecznych związkach” albo lepiej Gary Oldman i Winona Ryder w „Draculi”.

– Oba były inne i oba nie kończyły się dobrze.

– Skupmy się raczej na tych chwilach, kiedy byli szczęśliwi.

– OK, mam pełen obraz. A o jakichś konkretnych myślałaś?

– Co, już jesteś zazdrosny? – zaśmiała się.

– Nie, skąd, tak pytam – odparł z udawaną powagą.

Przez chwilę nie rozmawiali; ona rozmyślała, on czekał w spokoju na to, co mu powie, ciesząc się tą chwilą. Przekręcił głowę w lewą stronę i wciągnął przez nos zapach jej włosów. Tak mógłbym zostać – pomyślał. Ciszę przerwał jej głos:

– Kilka godzin temu pewnie bym się do tego nie przyznała, ale to ty byłeś w moich myślach. Czasami budziłam się w nocy i nie mogłam usnąć. Wtedy przypominałam sobie nasze rozmowy i może moje myśli szły trochę dalej… To mnie uspokajało. Zamiast myśleć o czymś, co by mnie mogło zdenerwować, myślałam o tobie i zawsze dosyć szybko usypiałam. Rzadko dochodziłam do konkretów. – Uśmiechnęła się szeroko.

Przekręcił się na bok i pocałował ją.

– Myślałam, że to już czas na spanie, ale widzę, a właściwie czuję, że ta noc jeszcze się nie skończyła.

– Jeszcze nie, jeszcze chwileczkę.

– Tylko chwileczkę? – odparła z udawanym smutkiem.

– Może ją troszkę wydłużymy.

– No, mam nadzieję.

~ 4 ~