Towarzyski skandal - Elizabeth Bevarly - ebook
Opis

Raven French napisała bestsellerową fikcyjną autobiografię luksusowej call girl. Jeden z bohaterów książki, Ethan, przypomina znanego w elitach towarzyskich milionera Gavina Masona. Gavin wściekły, że jego reputacja została zszargana, udaje się na spotkanie autorskie z Raven, by zażądać wyjaśnienia i odszkodowania…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 145

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Elizabeth Bevarly

Towarzyski skandal

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Violet Tandy zawsze pragnęła od życia tylko jednego – domu z prawdziwego zdarzenia, własnego dachu nad głową, a nie przypadkowego schronienia, jak wszystkie miejsca, w których dorastała. Marzyła o domu podobnym do tych, które widuje się w starych filmach: z białymi ścianami, czarnymi okiennicami i rzędem wysokich klonów od strony ulicy, a także z drewnianym płotem i szeroką werandą z wiklinowym fotelem bujanym, gdzie mogłaby ponownie zaczytywać się w ukochanych książkach z dzieciństwa, takich jak Dziwne losy Jane Eyre, Lassie, wróć czy Małe kobietki. Tyle tylko że teraz chciała mieć je na własność, a nie pędzić z nimi co tydzień do biblioteki.

Żyłaby sobie samotnie i spokojnie, nigdy, przenigdy nie krzywdząc żadnej innej istoty. Właśnie tego pragnęła najbardziej na świecie i z tego powodu napisała wspomnienia luksusowej call girl dla zamożnych klientów.

Nigdy nie była call girl, ani luksusową, ani żadną inną, a jej wspomnienia wcale nie są wspomnieniami, tylko powieścią, którą czytało się jak pamiętnik. Violet zauważyła, że trwa moda na taki styl i doszła do wniosku, że przyłączy się do obowiązującego trendu. Gracie Ledbetter, redaktorka w Rockcastle Books, była tak poruszona opisaną historią, że zadzwoniła, aby zaproponować jej wydanie książki. W rozmowie wyznała, że niemal uwierzyła, iż czyta szczere wyznania dziewczyny do towarzystwa.

Nawet teraz, rok po podpisaniu umowy i kilka tygodni po publikacji książki, Gracie nadal zdarzało się zadawać pytania typu: „Czy książęcy apartament w hotelu Ambassador w Chicago jest naprawdę tak wspaniały, że czujesz się jak królewna, leżąc na łóżku i patrząc na freski na suficie?”.

Niby skąd miała to wiedzieć? Widziała książęcy apartament wyłącznie dlatego, że kiedyś pracowała w hotelu Ambassador jako sprzątaczka i musiała tam zmieniać pościel. Kiedy jednak przypominała o tym Gracie, redaktorka tylko wymownie pokiwała głową i powiedziała:

– No, tak… Oczywiście. Sprzątaczka. Jasne, że nie… ta… no, wiesz…

Słowa Gracie nie brzmiały tak przekonująco, jak by sobie tego życzyła, ale postanowiła nie zaprzątać sobie tym głowy. Była pewna, że redaktorka po prostu dała się uwieść literackiej fikcji.

Zaliczka po podpisaniu umowy okazała się raczej skromna, ale redaktor naczelna wydawnictwa postanowiła znacząco zwiększyć pierwszy nakład. Zaczęła od zmiany wymyślonego przez Violet tytułu na Wysokie obcasy, szampan i seks, o rety!, a poza tym przekonała ją do przyjęcia pseudonimu Raven French, który podobno brzmiał znacznie bardziej komercyjnie niż jej własne imię i nazwisko. Efekt okazał się piorunujący. W pierwszym tygodniu sprzedaży Wysokie obcasy zajęły dwudzieste pierwsze miejsce na liście bestsellerów, wobec czego natychmiast zarządzono dodruk. W następnym tygodniu podskoczyły o cztery miejsca i zanosiło się na to, że książka trafi do pierwszej piętnastki. Wydawnictwo zleciło następny dodruk, wszyscy liczyli na to, że w następnych tygodniach Wysokie obcasy poradzą sobie jeszcze lepiej.

Właśnie dlatego tego słonecznego październikowego popołudnia Violet Tandy – znana teraz jako Raven French – siedziała za stołem, ukryta za stosami książek, w zatłoczonej księgarni przy Michigan Avenue. Z tego też powodu wpatrywała się w błękitne oczy jednego z najprzystojniejszych mężczyzn, jakich miała okazję kiedykolwiek widzieć. Siedział w ostatnim rzędzie i nie odrywał od niej przenikliwego spojrzenia.

Wysoki wzrost mężczyzny rzucał się w oczy. Nieznajomy miał bardzo ciemne włosy, jeszcze ciemniejsze niż jej, ale krótko ścięte, podczas gdy ona miała fryzurę sięgającą za ramiona. A te jego oczy… jasnobłękitne, niemal przejrzyste, obramowane ciemnymi rzęsami. Choć spotkanie odbywało się w sobotę, miał na sobie elegancki ciemny garnitur, który jeszcze bardziej wyróżniał go na tle kolorowo ubranego tłumu.

Ona sama miała na sobie strój dobrany przez rzeczniczkę prasową Rockcastle Books. Violet niespecjalnie śledziła nowe trendy w modzie, więc chętnie zdawała się na opinię Marie. Dzisiaj pojawiła się w czarnych spodniach i w bluzce tej samej barwy, z rękawami trzy czwarte i głębokim trójkątnym dekoltem. Do tego miała czarne sandałki na wysokim obcasie, a wszystko to pochodziło od najlepszych projektantów, ponieważ Violet Tandy, to znaczy Raven French, musiała wyglądać jak na światowej sławy pisarkę przystało.

Rzecz jasna, nie mogła sobie pozwolić na kupno drogich ciuchów, gdyż zaliczka za książkę była skromna, a na dodatkowe wpływy należało jeszcze zaczekać. Na szczęście Marie znała adres pewnego butiku nieopodal Michigan Avenue, specjalizującego się w krótkoterminowym wypożyczaniu modnych ubrań i kosztownej biżuterii tym paniom z Chicago, które pragnęły udawać, że należą do lepszego towarzystwa.

Na dzisiejszy wieczór Violet, to znaczy Raven, włożyła komplet od Prady i buty Stuarta Weitzmana. Marie wybrała dla niej zestaw biżuterii Ritani, wysadzanej olśniewającymi brylantami i fioletowymi ametystami w kolorze oczu Violet. Od tego koloru oczu wybrała sobie imię – Violet. Jej prawdziwe imię brzmiało Candy i niezmiennie cierpiała z tego powodu. Candy Tandy – to mówiło samo za siebie. Była to zaledwie jedna z przykrości, których doświadczyła od matki. Punkt kulminacyjny nastąpił, gdy miała trzy lata. Wtedy to matka porzuciła ją w sklepie spożywczym z listem przypiętym do bluzeczki agrafką ze Smerfetką. Napisała w nim, że Candy jest dzieckiem z problemami i chyba nikt nigdy jej nie pokocha.

Teraz jednak Violet myślała wyłącznie o swojej przyszłości w uroczym domku, do którego przynosiłaby rozmaite znajdy ─ psy, koty, konie, bydło, bez różnicy. Niewykluczone, że kiedyś mogłaby zostać matką zastępczą, ale musiałaby wiedzieć na pewno, że dzieci powierzone jej pieczy zostaną z nią na zawsze. Ją samą często przenoszono z miejsca na miejsce i nikomu nie życzyła takiego losu. Pragnęła sprawić, aby jej podopieczni zaprzyjaźnili się z nią i żeby połączyły ich głębokie, emocjonalne więzi. Małej Candy, niestety, nie było to dane.

Wzrok Violet ponownie powędrował ku niebieskookiemu mężczyźnie w głębi sali. Cały czas się w nią wpatrywał. Zdecydowanie nie prezentował się jak statystyczny czytelnik jej książki. W gruncie rzeczy mógłby być jednym z bohaterów, klientem call girl, bogatym i przebojowym. Wyglądał tak, jakby bardziej się przejmował swoim wizerunkiem, reputacją w biznesie i w życiu towarzyskim niż innymi ludźmi.

Jakimś cudem udało się jej oderwać wzrok od nieznajomego i skupić uwagę na innych osobach w księgarni. Były to przede wszystkim panie zafascynowane seksem na sprzedaż oraz dziewczynami do towarzystwa wykorzystującymi swoją seksualność jak broń i narzędzie do zarabiania pieniędzy. Czytelniczki chętnie poznawały historię kobiet, które za niebotyczne pieniądze robiły z mężczyznami wszystko to, o czym przeciętna żona nawet nie mogła pomarzyć.

Violet nie do końca to rozumiała. Naturalnie jako nastolatka miała kilku chłopaków i wcześnie straciła dziewictwo, nigdy jednak nie pojęła w pełni, dlaczego seks aż tak fascynuje większość ludzi. Mężczyźni, z którymi się spotykała, nie wydawali się jej zabójczo atrakcyjni i nie czuła się przy nich wyjątkowa. Być może dlatego nie było ich zbyt wielu. Z jej punktu widzenia seks był zwykłą fizjologiczną potrzebą, taką jak jedzenie czy spanie, tyle tylko, że potrzebowała go znacznie rzadziej.

Pracownica księgarni oznajmiła, że pora zaczynać spotkanie. Violet przywitała się z gośćmi i przez dwadzieścia minut mówiła nieprzerwanie o kobietach, które panują nad własną seksualnością, a także o pokusie seksu bez zobowiązań emocjonalnych. Skupiła się na motywacji i celach bohaterki książki, wspomniała, że każdy z klientów Roxanne prezentował jakąś wyraźną cechę swojej osobowości i był kolejnym kamieniem milowym w wewnętrznym rozwoju bohaterki.

Violet skonstruowała książkę w dość przemyślany sposób. Wszystkie rozdziały poza pierwszym, w którym Roxanne została zatrudniona przez chicagowską burdelmamę Isabellę, będącą symbolem społecznej obsesji wykorzystywania seksu do promocji konsumpcjonizmu, zatytułowane zostały imieniem któregoś z licznych klientów bohaterki. I tak oto introwertyczny Michael symbolizował potrzebę wyzwolenia się z zahamowań; bezkompromisowy William udowodnił, że przestrzeganie zasad nie zawsze jest złe; pilny Nathaniel rozpalił w Roxanne pęd do wiedzy; beztroski Jack pomógł jej odnaleźć w sobie zdolność do odczuwania radości. Wszyscy razem, co oczywiste, byli niezrównanymi kochankami, którzy zapewnili Roxanne fantastyczne orgazmy.

Kulminacyjnym punktem książki jest ostatni rozdział pod tytułem Ethan. To wyidealizowana wersja idealnego mężczyzny, który zaspokajał Roxanne na wszelkie sposoby. W rezultacie wprowadzał ją na absolutne wyżyny rozkoszy fizycznej i emocjonalnej, które… nie istniały. Ethan, jako twór wyobraźni autorki, jest supermęski pod każdym względem, niemniej umie uszanować kobietę i rozumie jej pragnienie niezależności.

Była to kompletna fikcja, całkowicie oderwana od rzeczywistości.

Po pierwszej części spotkania autorskiego przyszła pora na pytania czytelniczek i od razu kilkanaście osób podniosło ręce. Zauważyła, że mężczyzna z tylnego rzędu siedział nieruchomo, choć wpatrywał się w nią jeszcze uważniej niż dotąd. Violet postanowiła go ignorować.

– Pani – powiedziała z uśmiechem, wskazując siwą starszą panią po siedemdziesiątce.

Kobieta uśmiechnęła się tak życzliwie, że Violet zrobiło się naprawdę miło. Nieznajoma wyglądała niczym babcia z jej dziecięcych marzeń, taka, która piecze ciasteczka, robi na drutach, mówi: „Jejku, jejku” i chodzi w swetrach z aplikacjami.

– Dzień dobry – przywitała się staruszka łagodnym, miłym głosem. – Chciałabym spytać, czy naprawdę to właśnie pani wymyśliła pozycję seksualną o nazwie „rozłożona rozkładówka”?

Jejku, jejku, pomyślała Violet, usiłując zachować spokój. Wyglądało na to, że sędziwa czytelniczka pomyliła ją z bohaterką książki.

– Hm, nie – zaprzeczyła. – To nie ja ją wymyśliłam, tylko bohaterka mojej książki, Roxanne.

Babunia zmarszczyła brwi, wyraźnie zdezorientowana.

– Myślałam, że pani jest Roxanne.

– Nie, proszę pani – odparła Violet. – Mam na imię… Raven.

– I to nie pani napisała tę książkę?

– Ja, ale…

– A ta książka to wspomnienia dziewczyny do towarzystwa.

– Zgadza się, ale…

– Zatem to pani wymyśliła tę pozycję.

– Nie, ja tylko…

– Jeśli można – odezwała się ciemnowłosa kobieta z małym dzieckiem na biodrze. – Proszę mi powiedzieć, jak dokładnie robi się ten numer z mrożonym peppermintem. Czy piła go pani przed seksem oralnym z klientami, czy też należy go stosować wyłącznie zewnętrznie?

Violet była zbulwersowana. Jak one mogły utożsamiać ją z fikcyjną postacią literacką? O pomyśle z mrożonym peppermintem przeczytała w jakimś kobiecym piśmie, sama jednak nigdy nie użyła żadnego alkoholu do seksualnych igraszek.

– Prawdę mówiąc, nigdy…

Zanim zdążyła dokończyć zdanie, wstała jeszcze inna czytelniczka, blondynka około dwudziestki, w okrągłych okularach przeciwsłonecznych.

– Jadę razem z narzeczonym na wakacje do Włoch – oznajmiła. – Czy mogłaby pani opowiedzieć coś więcej o mediolańskim seks-klubie, do którego zaprowadził panią Francesco?

Violet otworzyła usta, ale nie potrafiła wykrztusić ani jednego słowa. Czytelniczki najwyraźniej zgodnie uważały, że ona i nieistniejąca Roxanne to jedna i ta sama osoba i zupełnie do nich nie dotarło, że książka jest fikcją literacką. Choć całość czytało się jak wspomnienia, w informacji na skrzydełku obwoluty było wyraźnie zaznaczone, że to powieść. Wszystkie recenzje publikowano w rubrykach poświęconych beletrystyce, a do tego przygody Roxanne były tak niewiarygodne, że nikt nie powinien w nie wierzyć.

Pytanie o mediolański seks-klub i Francesca najwyraźniej przypomniało wielu paniom, co je najbardziej interesuje, gdyż nagle zasypały ją gradem pytań. Czy naprawdę uprawiała seks z Sebastianem na kolejce górskiej Knott’s Berry Farm? Z jakiego powodu nie chciała wystąpić w filmie pornograficznym, do czego namawiał ją Kevin? Gdzie kupiła majtki bez kroku, z wszytym gwizdkiem, które tak bardzo podobały się Terrence’owi?

Wkrótce doszło do tego, że panie zaczęły się przekrzykiwać i zapanował chaos. Wtedy do akcji wkroczyła młoda pracownica księgarni, dobitnie oświadczając, że na tym koniec pytań od czytelniczek, a pani French z przyjemnością rozda autografy, dlatego chętne osoby powinny ustawić się w kolejce.

Nie wszystkie obecne na spotkaniu panie ustawiły się po autograf, ale całkiem sporo chciało mieć podpisany egzemplarz Wysokich obcasów, szampana i seksu, o rety!. Choć większość osób pragnęła pogawędzić z autorką o książce, pracownica sklepu skutecznie poganiała kolejkowiczów, dzięki czemu nie musiała wysłuchiwać zbyt wielu pytań o swoje rzekome wyczyny seksualne. Gdy podpisała ostatni dostępny egzemplarz, była prawie kompletnie wyczerpana, a od ściskania długopisu bolała ją ręka.

Zaczęła zbierać się do wyjścia, marząc o wygodnym łóżku, kiedy ktoś rzucił na stół jeszcze jedną książkę do podpisania. Zaskoczona Violet podniosła wzrok i popatrzyła w niesamowite, niemal przejrzyste oczy ewidentnie poirytowanego przystojniaka, tego samego, który w milczeniu przesiedział całe spotkanie.

– Hm, dzień dobry – powiedziała niepewnie. – Przepraszam, nie zauważyłam pana.

Zmrużył oczy z jeszcze większą złością, a ona uświadomiła sobie, że mówi bzdury, gdyż nie sposób było przeoczyć tak wysokiego i potężnie zbudowanego mężczyzny.

Nie odezwał się ani słowem, tylko podsunął jej egzemplarz Wysokich obcasów, szampana i seksu, o rety!

Z wysiłkiem oderwała wzrok od oczu nieznajomego, kierując spojrzenie na książkę. Pomyślała, że powinna złożyć autograf i mieć to z głowy, ale wbrew sobie skupiła uwagę na rozpostartej na okładce dłoni mężczyzny. Zasłaniał nią prawie cały rysunek przedstawiający czarne szpilki, wysoki kieliszek z musującym szampanem i komplet czerwonej koronkowej bielizny. Na środkowym palcu miał elegancką złotą obrączkę inkrustowaną onyksem, która mogła być obrączką ślubną, choć niekoniecznie. Nie cofnął ręki, więc pytająco podniosła wzrok. Wpatrywał się w nią z oczywistą wrogością, co dodatkowo spotęgowało jej zmieszanie.

Usiłowała sobie przypomnieć, czy go wcześniej spotkała i czy nieświadomie zrobiła coś, co sprowokowało tak wrogą reakcję. Czyżby niechcący przeoczyła plamkę na powierzchni jego wanny w hotelu Ambassador? A może źle zszyła nogawkę jego spodni, kiedy pracowała jako szwaczka w Essex Tailors, ewentualnie przesłała mu niewłaściwe spinki do mankietów ze sklepu z akcesoriami dla panów, gdzie była sprzedawczynią? Błyskawicznie doszła do wniosku, że żadna z tych ewentualności nie wchodzi w grę. Nie tylko nigdy nie popełniła podobnych błędów, ale też niewątpliwie zapamiętałaby te oczy i tego mężczyznę.

Najwyraźniej nie chciał autografu na książce, więc nerwowo podrapała się za uchem.

– Ma pan do mnie jakieś pytanie? – zapytała uprzejmie.

Przez chwilę się zastanawiał, ale nagle wyraz twarzy mężczyzny uległ zmianie. Teraz patrzył na Violet tak, jakby to on próbował sobie przypomnieć, czy ją zna i czy niechcący mógł zrobić jej jakąś przykrość. Uznała to za idiotyzm, gdyż ludzie jego pokroju nigdy nie robili niczego niechcący. W końcu popatrzył na książkę i otworzył ją na jednej z końcowych stron, zaznaczonej zakładką, która wyglądała jak pasek brutalnie oderwanego od ubrania jedwabiu. Następnie pchnął książkę ku Violet i wskazał palcem tytuł.

– Rozdział dwudziesty ósmy – powiedział.

I tyle, żadnych pytań ani uwag, tylko numer ostatniego rozdziału książki, zatytułowanego Ethan. Ze wszystkich męskich postaci, o których pisała w Wysokich obcasach, czytelniczki najbardziej żywiołowo reagowały właśnie na Ethana. To jego cytowano w recenzjach, o nim mówiły kobiety biorące udział w w różnych programach telewizji śniadaniowej, zachwalając przy okazji książkę. Ethan był ucieleśnieniem silnego, męskiego, pewnego siebie bogacza. W świecie biznesu i w towarzystwie okazywał arogancję i brak litości, ale jego zbliżenia z Roxanne były zazwyczaj czułe i delikatne, więc bohaterka niemal się w nim zakochała.

Był to kolejny dowód, że książka jest wytworem wyobraźni autorki, a nie zapisem jej osobistych doświadczeń. Violet po prostu nie mogłaby się zakochać, nie była do tego zdolna. Już w dzieciństwie nauczyła się, że nie ma sensu emocjonalnie zbliżać się do drugiego człowieka, gdyż w ostatecznym rozrachunku zawsze kończy się to rozstaniem. Przenoszono do nowej rodziny zastępczej albo ją, albo jej przyjaciela, czasami traciła też rodziców zastępczych – z powodu choroby, uwarunkowań finansowych lub kaprysu.

Właśnie wtedy postanowiła, że nigdy w życiu się nie zakocha.

– Tak? – zapytała uprzejmie. – Ma pan pytanie dotyczące rozdziału dwudziestego ósmego? Chodzi o Ethana?

– Nie mam pytania, tylko żądanie – warknął mężczyzna.

– Jakie…

– Domagam się sprostowania. – Nawet nie pozwolił jej skończyć.

– Sprostowania? – powtórzyła ze zdumieniem. – Dlaczego? Czemu miałabym drukować sprostowanie? Książka jest…

– Złośliwa, oszczercza i nieprawdziwa – dokończył. – Zwłaszcza rozdział dwudziesty ósmy.

Oczywiście, że książka była nieprawdziwa, pomyślała z oburzeniem, w końcu to fikcja literacka. Dlaczego ludziom wciąż się wydawało, że mają do czynienia z autentycznym pamiętnikiem? Doszła do wniosku, że widocznie jest lepszą pisarką, niż sądziła. Niezależnie od tego reszta oskarżenia wydała się jej po prostu idiotyczna. Powieści nie mogą być złośliwe albo oszczercze, właśnie dlatego, że są fikcją literacką, czyli nigdy nie są rzetelnym opisem prawdziwych wydarzeń. Innymi słowy, żądanie sprostowania faktów zawartych w powieści jest zupełnie pozbawione sensu. Jest po prostu nie na miejscu. Mimo to zawahała się przed odpowiedzią, nie chcąc jeszcze bardziej rozzłościć nieznajomego. Wolała nie obrażać jego inteligencji.

– Bardzo mi przykro – powiedziała ostrożnie. – Widzę, że moja książka nie przypadła panu do gustu, panie…

Zamiast podać jej nazwisko, spiorunował ją wzrokiem.

– Mój gust nie ma tutaj nic do rzeczy – oznajmił. – Stwierdzam jednak, że rozdział dwudziesty ósmy to potwarz i dlatego żądam sprostowania. To, że zmieniła pani imię na Ethan…

– Zmieniłam imię? – powtórzyła. – Nikomu nie zmieniałam imienia. Nie musiałam. Ethan to wytwór mojej wyobraźni, a książka…

– Nie ukryje pani tożsamości człowieka, zmieniając mu imię, pani French – ciągnął, jakby w ogóle jej nie usłyszał. – Opisała pani wygląd Ethana, jego zawód, gabinet, dom, hobby, jego… technikę… Wszystko. I to z zegarmistrzowską precyzją, w najdrobniejszych szczegółach. – Chwycił za fragment jedwabiu, którym zaznaczył stronę. – Nawet producent bielizny się zgadza.

Violet ze zdumieniem pokręciła głową. Nie wiedziała, czy ten człowiek lekko się pogubił, czy po prostu jest nienormalny. Odwróciła się z nadzieją na pomoc do pracownicy księgarni, ale młoda kobieta z otwartymi ustami wpatrywała się w ciemnowłosego mężczyznę. Najwyraźniej zrobił na niej wielkie wrażenie.

Violet ponownie spojrzała na nieznajomego, nie miała pojęcia, co powiedzieć. Doszła do wniosku, że spróbuje z niego coś wyciągnąć.

– Wielu mężczyzn nosi jedwabne bokserki, panie…

Znowu nie podał jej swojego nazwiska, tylko potrząsnął skrawkiem jedwabiu i odparł:

– Ale nie importowane z mało znanego, ekskluzywnego butiku w Alzacji, gdzie projektuje się unikatowe wzory.

Czyżby? – pomyślała z przekąsem. Czytała o tym sklepie w „Esquire”, więc raczej nie był taki znowu nieznany, za to na pewno piekielnie drogi. Dlatego właśnie doszła do wniosku, że Ethan powinien nosić taką bieliznę.

– Nie wiem, o co panu chodzi – westchnęła z rezygnacją. – Ethan to fikcyjny bohater mojej książki, a książka nie jest autentycznym pamiętnikiem, tylko fikcyjną powieścią. Roxanne jest postacią literacką, a więc nie jest prawdziwa, Ethan również nie. Jeśli opisałam go tak, że przypomina istniejącą osobę, zapewniam pana, że uczyniłam to zupełnie przypadkowo. Jest wielu mężczyzn, którzy pracują, bawią się i żyją tak jak moi bohaterowie.

– Pani wydawca i pani mogą reklamować tę książkę jako powieść, ale nikt nie ma wątpliwości, że opiera się ona na pani doświadczeniach jako call girl – odparł.

– Co takiego? – wykrzyknęła. – To nieprawda! Nigdy bym…

– Tak samo nikt nie ma wątpliwości co do Ethana. – Znowu nie pozwolił jej dokończyć. – Opisała go pani tak precyzyjnie, że wszyscy w Chicago wiedzą, kim jest.

Poczuła dumę na myśl o tym, że pisze tak wspaniałą, bliską życiu prozę. Nie mogła uwierzyć, że tylu ludzi uważa jej bohaterów za istniejące postaci. Potem jednak przypomniała sobie, że ten człowiek właśnie oskarżył ją o prostytucję i natychmiast się wściekła. Zanim zdążyła jednak otworzyć usta, jej rozmówca dodał:

– Jeśli nie napisze pani sprostowania do tego… tego… – Walnął pięścią w książkę. – Do tego śmiecia…

– Zaraz, zaraz! – zaprotestowała. – To nie jest śmieć! Mam świetne recenzje w „Publishers Weekly”!

– …to zapewniam, że Ethan pozwie panią i odbierze pani wszystkie pieniądze, które mogła pani zarobić na sprzedaży.

– To fikcja! – oznajmiła znowu. – Nikt mnie nie będzie o nic pozywał.

– To nie wszystko. Ethan dopilnuje, żeby nigdy w życiu nie zarobiła pani już ani grosza. Jeszcze pani wnuki będą spłacać pani długi.

To przesądziło sprawę. Kiedy ludzie zaczynali grozić jej nieistniejącej rodzinie, Violet naprawdę dostawała białej gorączki. Gwałtownie zerwała się z krzesła. Na ośmiocentymetrowych szpilkach miała ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. Pochyliła się ku mężczyźnie, naruszając jego przestrzeń osobistą, i z nienawiścią zmrużyła oczy. Niestety, miłośnik jedwabnych bokserek nadal nad nią górował, a w dodatku piorunował ją wzrokiem.

– A pan to kto? – burknęła. – Fikcyjny prawnik fikcyjnego Ethana?

Mężczyzna rzucił wizytówkę na stół, obok książki, ale Violet nawet na nią nie spojrzała. Było jej wszystko jedno, z kim ma do czynienia. Za nic nie zamierzała prostować czegoś, co nie istniało.

– Nie, nie jestem prawnikiem Ethana – odparł mężczyzna. – Jestem Ethanem. I nigdy nie płaciłem kobiecie za seks, zwłaszcza takiej kobiecie, jak pani.

Tytuł oryginału: The Billionaire Gets His Way

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Krystyna Barchańska

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Elizabeth Bevarly

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3042-1

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.