To musi się udać - Monika Serafin - ebook + książka

To musi się udać ebook

Monika Serafin

0,0

16 osób interesuje się tą książką

Opis

Ma iść na ślub byłego chłopaka. Teraz musi znaleźć osobę towarzyszącą…

Weronika Czarnecka zostaje niespodziewanie zaproszona na ślub ekschłopaka i byłej przyjaciółki. Za namową koleżanki uznaje, że schowa dumę do kieszeni i pójdzie na uroczystość, lecz nie sama…

Znalezienie partnera, który by jej towarzyszył i pokazał byłemu, że świetnie radzi sobie bez niego, nie jest jednak łatwe. Nikt taki nie przychodzi Weronice do głowy, więc kobieta uznaje, że spróbuje szczęścia na portalach randkowych.

To rozwiązanie nie okazuje się wcale najłatwiejsze. Weronika bierze udział w wielu nieudanych spotkaniach i kiedy traci już nadzieję, poznaje Nikodema Borkowskiego. Mężczyzna zdecydowanie jej się podoba, ale przecież miał jej tylko pomóc odegrać się na eksie. 

A może nie?

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.   

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 275

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © for the text by Monika Serafin

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Alicja Chybińska

Korekta: Aleksandra Krasińska, Aleksandra Płotka, Martyna Janc

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

ISBN 978-83-8418-894-1 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Od Autorki

Książka jest przeznaczona dla osób dorosłych. Porusza temat zdrady w związku oraz między przyjaciółmi. Wszystkie postacie są fikcyjne, a zbieżność osób, nazwisk lub sytuacji jest przypadkowa.

Miłej lektury!

Emilia Adamska i Karol Zającz radością pragną zaprosićSz. P. Weronikę Czarnecką wraz z osobą towarzyszącąna uroczystość zawarcia związku małżeńskiego.

Rozdział 1Przyjaciółka potrzebna od zaraz

W skrzynce leżał list.

Postawiłam donicę z benjaminem na podłodze, po czym wyjęłam białą, grubą kopertę i obejrzałam ją z obydwu stron. Przesyłkę zaadresowano do mnie, ale nie zauważyłam nigdzie danych nadawcy. Nie miałam pojęcia, co to mogło być. Rzadko kiedy znajdowałam w skrzynce cokolwiek innego poza ulotkami.

Nie chcąc blokować korytarza, schowałam przesyłkę do tylnej kieszeni spodni z postanowieniem przeczytania wiadomości, gdy dotrę do mieszkania. Następnie schyliłam się po roślinę. Podnosząc fikusa, stęknęłam z wysiłku. Sporo ważył, a ja nie byłam przyzwyczajona do dźwigania takich ciężarów. Miał ładne, zdrowe listki rozsiane na kilkunastu gałązkach i gdy zobaczyłam go przy kontenerze, wręcz nie mogłam uwierzyć, że ktoś postanowił go wyrzucić. Na szczęście zdążyłam go zabrać przed przyjazdem śmieciarki.

Tego dnia z jakiegoś powodu winda nie działała, więc z niemałym trudem wniosłam roślinę na drugie piętro. Gdy otwierałam drzwi mieszkania, czułam, że trzęsły mi się kończyny. I po co opłacać karnet na siłownię? Wystarczy dwa razy przejść się po schodach, dźwigając pięć kilogramów ziemi w ceramicznym naczyniu, żeby poczuć pracę mięśni.

Postawiłam benjamina na stole w kuchni, do której wchodziło się zaraz z korytarza klatki schodowej, i odetchnęłam głęboko. Zmachałam się, a czekało mnie jeszcze przearanżowanie przestrzeni w salonie tak, by znaleźć miejsce dla nowego nabytku. Postanowiłam jednak, że zanim się za to zabiorę, przeczytam list. Zdążę przy okazji trochę ochłonąć.

Z otwarciem koperty poradziłam sobie bez problemów. Wyjęłam z niej plik kartek, ale te luźne zostawiłam na koniec. Moją uwagę najbardziej przykuł biały kartonik ze słowem wypisanym złotym kolorem.

– Zaproszenie – przeczytałam powoli na głos.

Zmarszczyłam brwi, ponieważ nie oczekiwałam żadnego zaproszenia. Zresztą, kto i na co miałby mnie zapraszać? Zaintrygowana rozprostowałam zgiętą w pół kartkę i zaczęłam mozolnie odczytywać jej treść. Z każdym kolejnym zdaniem robiłam coraz większe oczy. Puls mi podskoczył, a na policzkach poczułam ciepło. Gdy dotarłam do końca, nie mogłam uwierzyć, że to wszystko naprawdę zostało tam napisane, dlatego jeszcze raz, wyraz za wyrazem, przeczytałam całość. Może mój opóźniony mózg coś źle zrozumiał? Może coś pomyliłam?

Lecz nieważne, ile razy prześledziłam wzrokiem tekst, ten wcale się nie zmieniał. Jak byk napisano, że zaproszono mnie na ślub.

Na ślub! I to nie byle jaki! Mojej byłej przyjaciółki i ekschłopaka. Wprost nie mogłam w to uwierzyć. Wpatrywałam się w kartkę w oszołomieniu. To z pewnością żart, bo niby co innego? Nie zaprosiliby mnie na taką uroczystość po tym, co się wydarzyło.

Przypomniałam sobie dzień, w którym po raz ostatni widziałam – jak wtedy sądziłam – dwie najbliższe mi osoby. Z Karolem umawiałam się od liceum, Emilię poznałam na studiach. Nigdy nawet nie przeszłoby mi przez myśl, że tych dwoje zacznie się spotykać za moimi plecami. Pewnej niedzieli, po powrocie od rodziców, nakryłam ich na gorącym uczynku. Żadne z nich się nie spodziewało, że zjawię się w domu tak szybko. Widok bladego tyłka Karola opadającego na sztucznie opalone ciało Emilii będzie mnie prześladować do końca życia.

Trafiłam do Ukrytej kamery? Nie znajdowałam innego wyjaśnienia, dlaczego to zaproszenie znalazło się w mojej skrzynce pocztowej. Na pewno za chwilę ktoś zapuka do drzwi, a gdy je otworzę, zobaczę tam ekipę filmową zaśmiewającą się do rozpuku z mojej przerażonej miny.

Odnalazłam prośbę o potwierdzenie przybycia i odczytałam numer telefonu. Nie rozpoznałam go, ale to jeszcze nic nie znaczyło. Mogli przecież je zmienić. Albo mogło to też być częścią planu ośmieszenia mnie i gdy tylko zadzwonię, po drugiej stronie usłyszę nazwę pizzerii.

Pospiesznie przejrzałam pozostałe kartki. Zawierały jakieś listy rzeczy do zrobienia, ale ręce tak mi się trzęsły, a umysł wirował, że nie mogłam ich odczytać. W panice rzuciłam więc papiery na blat i zaczęłam się w nie wpatrywać tak intensywnie, że z pewnością mogłyby stanąć w ogniu. Co to, do cholery, ma znaczyć?

Nie podobało mi się to. Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś usłyszę o Karolu Zającu i Emilii Adamskiej. Zablokowałam ich numery oraz konta w mediach społecznościowych, żeby przypadkiem nie natknąć się na zdjęcia szczęśliwej pary. Przeprowadziłam się nawet do innego miasta, by nie kusić losu. Tymczasem oni wysłali mi zaproszenie na ślub? Kto wpadł na taki pomysł? I skąd, do licha, mieli mój adres? Dodatkowo świadomość, że minęło raptem pół roku, odkąd ja i Zając się rozstaliśmy, wcale nie pomagała.

Ręce zaczęły mi się pocić, więc wytarłam je w nogawki spodni. Nie spuszczałam wzroku z przesyłki i jej zawartości, jakby lada chwila treść miała ulec zmianie. Nic takiego oczywiście się nie wydarzyło, a ja niczym masochistka zaczęłam katować się myślą, że gdy Karol był ze mną, nie spieszył się z małżeństwem. Nasz związek trwał tyle lat, a on nigdy się nie oświadczył. Jak wiele się zmieniło w ciągu tych sześciu miesięcy… Zrobiło mi się niedobrze. Musiałam okazać się gorsza od Adamskiej, skoro ostatecznie to z nią postanowił się ożenić.

Ogarnął mnie przypływ gorąca, na policzkach wyczułam żar, w klatce piersiowej ucisk. Potrzebowałam w jakiś sposób rozładować napięcie i ugasić wewnętrzny płomień. Sięgnęłam do lodówki po piwo, choć to nieszczęsne zaproszenie wciąż przykuwało wzrok. Było jak magnes.

Alkohol wcale nie pomógł. Wręcz przeciwnie, odniosłam wrażenie, że mój świat skurczył się do rozmiarów koperty. Krawędź mojego pola widzenia zrobiła się czarna, a tylko ten przeklęty list pozostawał idealnie widoczny. Oddychałam szybko i niespokojnie, aż w końcu zdecydowałam, że powinnam o tym z kimś porozmawiać.

Odnalazłam telefon i wysłałam wiadomość do Natalii, przyjaciółki poznanej po przeprowadzce.

Ja:

SOS

Jakieś czterdzieści minut później ktoś zapukał do moich drzwi.

– Co tam, laska? – zapytała Nati, gdy otworzyłam.

Przecisnęła się obok mnie, by wejść do mieszkania. Ogromną torbę, w której trzymała Bóg wie co, rzuciła na stół z głośnym łoskotem. Zauważyłam, że dziewczyna miała na sobie dopasowany kombinezon w kolorze miętowym, a brązowe włosy wysoko zaczesane w doskonały kok. Wyglądała nienagannie, wspaniale, jak bizneswoman wracająca właśnie ze spotkania z klientem.

Bez słowa przesunęłam zaproszenie po stole. Przyjaciółka przechwyciła je i zaczęła czytać. Po chwili prychnęła z oburzeniem, zerkając na mnie ciemnymi oczami. Jej równo wyskubane brwi powędrowały do góry.

– To żart?

– Chciałabym – odpowiedziałam nieswoim głosem. Wciąż czułam ucisk w klatce piersiowej.

– A niech to! – Wzburzona niemal zgniotła kartkę. – Co z tym zrobisz?

– Nie wiem? – To brzmiało bardziej jak pytanie niż stwierdzenie, ale nie mogłam nic poradzić na to, że gardło mi się ścisnęło. – Może… Wyrzucę to zaproszenie i postaram się o nim zapomnieć?

Natalia pokiwała głową i spojrzała na trzymane przeze mnie piwo.

– Masz jeszcze jedno? – Bez skrępowania podeszła do lodówki i wyjęła z niej kolejną butelkę. Mimo że na drzwiach wisiał otwieracz, oparła szyjkę o blat stołu, po czym uderzyła dłonią, a kapsel odskoczył.

Zgromiłam ją za to wzrokiem, ponieważ niszczyła w ten sposób meble. Zrobiła skruszoną minę, ale wiedziałam, że szybko o tym zapomni.

Zalały mnie wspomnienia, a to sprawiło, że zrobiło mi się niedobrze. Zamiast jednak odstawić alkohol, na który zdecydowanie powinnam uważać, zapijałam mdłości.

Przez chwilę sączyłyśmy piwo w ciszy, aż w końcu Zakrzewska ponownie się odezwała:

– Nowy? – Butelką wskazała fikusa stojącego na stole obok jej torby.

Z tego wszystkiego zdążyłam o nim zapomnieć.

– Znalazłam w śmietniku.

– Powinnaś przestać przynosić rośliny ze śmieci. Od tego są kwiaciarnie.

– Ale spójrz na niego! Jest w naprawdę dobrym stanie! Jak ktoś mógł go wyrzucić? – Podeszłam do benjamina i dotknęłam lekko listków.

Naprawdę nie wyglądało, żeby cokolwiek mu dolegało. Donica też była nienaruszona. Trochę ukruszyła się krawędź, ale dno i boki nie popękały.

– Laska, twoje mieszkanie to dżungla – skwitowała Natalia z lekkim uśmiechem.

Trochę się zaczerwieniłam, choć mogło to zostać spowodowane alkoholem, a nie wstydem. Bo przecież wcale się nie wstydziłam. Uratowałam z paszczy śmieciarki wiele kwiatów, które odwdzięczały mi się za opiekę, kwitnąc lub po prostu kojąc moje nerwy ładnym wyglądem.

Przez chwilę bawiłam się listkami, ale w końcu moją uwagę ponownie przykuła przyjaciółka.

– Nie wierzę, że to zrobili – mruknęła, paznokciem podważając etykietę na butelce. Pustym wzrokiem patrzyła na zaproszenie, wciąż leżące na blacie. – Najpierw zdrada, a teraz ten ślub. To chore, laska, mówię ci. Chore.

– Mów mi jeszcze…

– Co oni sobie myśleli? – W jej głosie wyraźnie słyszałam oburzenie.

Przypomniałam sobie, jak zapoznałam Karola z Emilią. Z początku nie wyglądało, jakby się polubili, ciągle sobie dogryzali. Nie przyszłoby mi do głowy, że ta wspólna niechęć przerodzi się wkrótce w spontaniczny seks na wersalce w naszym mieszkaniu.

Znowu przed oczami stanęły mi blade pośladki Zająca, spinające się przy każdym pchnięciu, gdy posuwał moją przyjaciółkę. Piwo podeszło mi do gardła, ale zamiast dać się ponieść torsjom, wlałam w siebie jeszcze trochę trunku. Wydawało się, że pomogło.

– Nie możemy tego tak zostawić – powiedziała nagle Natalia, przestępując z nogi na nogę. Wypiła spory łyk piwa, łapczywie, aż kropla spłynęła jej nieelegancko po brodzie, po czym spojrzała mi prosto w oczy. – Moja propozycja jest taka: jako prezent ślubny wyślemy im worek gówna goryla.

– Skąd weźmiesz gówno goryla?

– Z neta, tam można znaleźć wszystko – oświadczyła, wzruszając ramionami.

Nie chciałam dopytywać, skąd o tym wiedziała.

– A jak nie, to zapytamy w zoo. Myślisz, że co oni robią z tym całym syfem po wyczyszczeniu klatek?

– Nie wiem, ale nie sądzę, żeby ot tak je rozdawali.

Przyjęła moje słowa ze spokojem. Wypiła kolejnych kilka łyków piwa, a jej oczy zdawały się zasnuć mgłą. Znałam ten wzrok, oznaczał intensywne myślenie.

– W takim razie ze starych skarpetek zrobimy laleczki voodoo z twarzami Zająca i Adamskiej, a potem powbijamy im szpilki we wszystkie strategiczne miejsca. Najlepiej podczas ceremonii, żeby się zesrali przed ołtarzem.

– Wiesz w ogóle, jak działają takie laleczki? Trzeba rzucić jakieś zaklęcie czy coś?

– Dowiem się – obiecała solennie.

Otworzyła szeroko oczy błyszczące teraz entuzjazmem. Wyglądało na to, że napaliła się na ten pomysł. Uśmiechnęłam się pod nosem z lekkim pobłażaniem. Westchnęła, spodziewając się mojej odpowiedzi.

– Dobra, dobra. Moja ostatnia propozycja: wystawimy ogłoszenie na OLX, że sprzedajemy samochód, i podamy numer Karola. Zaczną do niego wydzwaniać.

– Czy to w ogóle legalne?

– Ja nikomu nie powiem, jeśli ty nie powiesz.

Uniosła lekko ręce, robiąc poważną minę. Rozbawiła mnie tym. Parsknęłam, a potem dopiłam piwo. W butelce zobaczyłam swoje rozmazane odbicie. Miałam smutne oczy i wyglądałam na zmęczoną.

– A możemy po prostu się upić i o tym zapomnieć?

– Mnie namawiać nie musisz. Jadłaś już kolację? Możemy zamówić chińczyka, rozwalić się na kanapie i oglądać głupie komedie romantyczne, aż się porzygamy. Albo zamiast komedii horrory. Może widok fruwających wszędzie flaków poprawi ci humor. Będziemy sobie wyobrażać, że to zdradziecki Zając i ta suka Adamska.

– Nie musisz wracać do domu? Nie masz jakiegoś spotkania, randki? – zapytałam, uświadomiwszy sobie, że napisałam do niej znienacka, a ona wyglądała zdecydowanie zbyt ładnie, jak na przesiadywanie na sofie. Mogłam zepsuć jej plany, o których wcześniej nie wiedziałam.

– Dzisiaj ty jesteś moim priorytetem. Możemy to nazwać randką – odpowiedziała, wyjmując z lodówki kolejne butelki alkoholu.

Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością, odbierając jedną.

– Zamawiam to żarcie. Wezmę ci to, co zwykle. – Zdjęła przymocowaną magnesem do drzwi lodówki ulotkę i wybrała numer restauracji, by złożyć zamówienie, a ja w tym czasie przeniosłam się do części salonowej.

Moje mieszkanie nie było duże, bo po tym, jak wyprowadziłam się od Karola, musiałam w trybie ekspresowym znaleźć inne, najlepiej w sporej odległości od niego, a to okazało się dostępne od zaraz. Miałam tu kuchnię łączoną z salonem, osobną łazienkę oraz sypialnię. Więcej przestrzeni nie potrzebowałam, no chyba że dla roślin, bo te stały dosłownie wszędzie.

Przesunęłam stojącą na stoliku doniczkę z kaktusem i postawiłam na nim piwo. Natalia dołączyła do mnie kilka minut później.

– Jedzenie przywiozą za godzinę – wyjaśniła, sięgając po pilot do telewizora. Włączyła Netfliksa i zaczęła szukać czegoś do obejrzenia w zakładce „Horror”. – To co? Flaki i krew czy pocałunki i serduszka?

– Flaki i krew.

Może miała rację, że jeśli obejrzę coś obrzydliwego, zapomnę o tym całym… zaproszeniu. Niedobrze mi się robiło na samo wspomnienie tego kartonika.

– Zuch dziewczyna.

Przed włączeniem filmu przestawiła kilka doniczek, żeby nie zasłaniały ekranu. Nie skomentowała liczby kwiatów, zdążyła się już przyzwyczaić do mojego małego dziwactwa.

Zanim pojawił się kurier z jedzeniem, zdążyłyśmy wypić kolejne piwo i obejrzeć pół jakiegoś skandynawskiego slashera, w którym grupa ludzi została uwięziona w ośrodku wypoczynkowym. Wszystkich po kolei wybijano jak kaczki i – o dziwo – naprawdę poprawiło mi to humor. W końcu jednak Natalia poszła odebrać zamówienie.

Zapach kurczaka mnie ożywił. Zaczęłyśmy jeść, w ogóle nie przejmując się tym, że na ekranie telewizora wciąż mordowali ludzi. Gdy wkładałam do ust kolejny kawałek mięsa, przypomniałam sobie, że kiedyś co tydzień urządzaliśmy sobie z Karolem takie wieczorki. Tylko ja, on, żarcie na wynos i film. To sprawiło, że posmutniałam, co Nati zauważyła. Przyglądała mi się przez chwilę, nim w końcu postanowiła zagaić:

– Wiesz, tak sobie myślę…

Spojrzałam na nią, wpychając do ust dim sum. Przyjaciółka nie wyglądała już tak idealnie jak wtedy, gdy do mnie przyszła. Kok jej się przekrzywił, a makijaż trochę rozmazał.

– …a może pójdziesz na ten ślub?

Zakrztusiłam się pierożkiem i natychmiast zaczęłam kaszleć. Uderzyłam pięścią w klatkę piersiową, by jakoś sobie pomóc, ale nic to nie dało. Czułam narastającą panikę i pieczenie, pod powiekami pojawiły się łzy. Zakrzewska przysunęła się z szeroko otwartymi ze strachu oczami i walnęła mnie mocno w plecy, czym sprawiła, że drogi oddechowe mi się odetkały. Zaczerpnęłam głośno powietrza, walcząc z bólem, i sięgnęłam po piwo, by przepłukać gardło.

– Jezu, laska, spokojnie. Nie chcesz, to nie idź, nie zmuszam cię przecież.

– Co? – wyjęczałam niepewnie, gdy już na tyle odzyskałam opanowanie, że mogłam wydać z siebie jakiś dźwięk.

– Nie musisz iść na ten ślub, tak tylko głośno myślałam.

– Ale co myślałaś?

– No… dobra, słuchaj. – Odstawiła pudełko na stolik. Poprawiła się, usiadła ze skrzyżowanymi nogami przodem do mnie i mi się przyjrzała.

Widziałam, że oczy lśniły jej przebiegłością. Uśmiechnęła się w sposób sugerujący, że we własnym mniemaniu wpadła na genialny pomysł.

– Dostałaś zaproszenie, więc masz pełne prawo się tam pojawić. Może właśnie to powinnaś zrobić. Pójść tam i pokazać im, jak świetnie sobie radzisz.

– Ale nie radzę sobie…

– Radzisz! Zobacz, wynajęłaś mieszkanie, masz dużo klientów i ciągle nowe zlecenia. Zarabiasz, zbierasz te swoje roślinki, znalazłaś hobby. I pójdziesz na ten ślub, by pokazać, że całkiem zapomniałaś o Karolu, ruszyłaś naprzód, masz nowego faceta i nie przejmujesz się tym, co zrobili.

– Ale ja nie mam nowego faceta – zaprotestowałam słabo, bo z całego tego wywodu to jedno najbardziej przykuło moją uwagę.

Nie wierzyłam, że naprawdę to zaproponowała i brzmiała przy tym tak pewnie, jakby myślała nad tym planem, odkąd dowiedziała się o ślubie, a nie przez ostatnich pięć minut. Zamrugałam zszokowana, przyglądając się jej szerokiemu uśmiechowi.

Chyba oszalała. Albo się upiła. Zerknęłam na stojącą przed nią butelkę, zastanawiając się, czy przed przyjściem do mnie Natalia nie walnęła sobie dodatkowo kilku drinków.

– Podoba mi się, że nie odmówiłaś od razu, a twoim jedynym zmartwieniem jest brak chłopaka – powiedziała, zadowolona z siebie, prostując plecy. – Na pewno masz jakiegoś znajomego, chętnego, by z tobą pójść jako twój „plus jeden”. Nie musisz przecież od razu przyprowadzać narzeczonego.

– Nie w tym mieście, a wszyscy, których znam, znają też Emilię i Karola, więc pewnie już dostali zaproszenia.

– W takim razie możemy ci znaleźć jakiegoś przystojniaka.

– Niby gdzie?

– Na Facebooku – oznajmiła to takim tonem, jakby wygłaszała oczywistość.

Podniosła swoją komórkę z triumfalnym uśmiechem. Nie podobało mi się, że miała odpowiedź na wszystkie moje pytania.

Spojrzałam na nią powątpiewająco. Miałam pewność, że nie powinnam wysłuchiwać takich propozycji po dwóch piwach, ale jednocześnie te dwa piwa okazały się wystarczające, żeby zdrowy rozsądek zaczął usypiać. Wbrew sobie poczułam się zaciekawiona. Brak reakcji z mojej strony tylko zachęcił Natalię do mówienia.

– Posłuchaj. Zamieścimy ogłoszenie, że szukamy partnera na wesele przyjaciół. Dużo osób tak robi, bo nie chcą iść sami na ślub, to nic nowego. Wybierzemy najlepszego kandydata, kupimy ci ładną sukienkę, zamówimy fryzjera i makijażystkę i voilà! Emilia i Karol zzielenieją, jak cię zobaczą taką szczęśliwą i piękną.

Nie miałam pewności, która z nas była bardziej pijana: Nati, ponieważ zaproponowała coś zupełnie szalonego, czy ja, gdyż zaczęłam to rozważać na poważnie. Perspektywa pokazania nowożeńcom środkowego palca, przychodząc na ich uroczystość z uśmiechem na ustach, wydawała się kusząca.

– To głupie – oznajmiłam jednak, opierając się alkoholowej mgiełce spowijającej moje myśli. To absolutnie nie do pomyślenia. – Na Facebooku moi znajomi zobaczą to ogłoszenie.

– To użyjemy OLX.

– Jeśli ktoś się dowie, tylko się ośmieszę.

Błysk w oczach Natalii jakby przygasł.

– Masz rację, to głupie. Zapomnijmy o tym.

Zgarbiła się i odwróciła z powrotem twarzą do telewizora. Wróciła do oglądania filmu, który niemal już się kończył. Nie został już nikt więcej do zabicia.

Tymczasem ja patrzyłam na własne dłonie trzymające butelkę piwa. Tymi słowami Nati zasiała ziarno ciekawości w mojej głowie. Uzmysłowiłam sobie nagle, że nigdy nie miałam okazji odegrać się na Adamskiej i Zającu. A chciałabym. Bardzo. Po tym, jak ich nakryłam, po prostu się wyprowadziłam i zerwałam z nimi kontakt. Chciałam zachować się dojrzale, lecz to sprawiło, że tylko się dusiłam. Nie wygarnęłam im, jak się na nich zawiodłam, nie krzyczałam. Trochę płakałam, ale jakoś się trzymałam. Musiałam, bo nie miałam czasu na rozpacz. Czekało mnie znalezienie nowego mieszkania i mnóstwo pracy nad zleceniami. Myślałam, że zostawiłam to wszystko za sobą, bo minęło sześć miesięcy. Tymczasem to zasrane zaproszenie na nowo otworzyło wszystkie rany.

Może okazywałam się małostkowa, chcąc się z nimi policzyć, ale prawda wyglądała tak, że czułam żal. Nie umiałam zapobiec złamanemu sercu, nie przewidziałam katastrofy, jaka się zbliżała. Ich zdrada działa się tuż pod moim nosem, a ja jej nie dostrzegałam. To wywoływało we mnie złość.

Natalia miała rację. Pokazanie im, że ich gierki nie zrobiły wrażenia, stanie się idealnym zakończeniem tego etapu. Najlepiej to zrobić, przyjmując zaproszenie.

Złość napędzana alkoholem wypaliła resztki oporu, jaki stawiał mój zdrowy rozsądek. Dopiłam piwo, domyślając się, że to nieostatnie tego wieczoru.

– To co właściwie napisałybyśmy w tym ogłoszeniu?

Szukam partnera na wesele, które odbędzie się za 6 tygodni. Może to właśnie Ty? Jeśli lubisz tańczyć i dobrze zjeść, a przy okazji jesteś otwarty, masz poczucie humoru oraz wolny weekend, zapraszam do kontaktu. Napisz, spotkamy się na kawie i ustalimy szczegóły.

Rozdział 2R.S.V.P

Ku mojemu zdziwieniu na nasze ogłoszenie odpowiedziało sześciu mężczyzn. Nie sądziłam, że zgłosi się ktokolwiek, bo gdy następnego dnia wytrzeźwiałam, w pełni uświadomiłam sobie absurd tego wszystkiego i uznałam, że inni też pomyślą, że to głupie. Tymczasem się okazało, że Natalia, która brała ten plan na poważnie, umówiła mnie już na spotkanie z pierwszym kandydatem.

– Odrzuciłam tego jednego, co proponował kasę za zdjęcie cycków – zakomunikowała, wpatrując się w swój telefon.

W przeciwieństwie do mnie wcale nie wyglądała na zaskoczoną odzewem. Siedząc na kanapie, skubała paznokciami suchą skórkę na ustach i nie zwracała na mnie uwagi, zajęta odpisywaniem na wiadomości.

– A ile proponował? – zapytałam, spryskując liście storczyków specjalną odżywką.

Polecał ją autor jakiegoś bloga o roślinach, więc raz w tygodniu fundowałam kwiatom takie małe spa. Nie wiedziałam, czy to cokolwiek dawało, ale skoro kwitły, to na pewno nie szkodziło.

Nati podniosła głowę i spojrzała mi w oczy bez zaskoczenia. Musiała się spodziewać, że wykorzystam ten moment na żarty.

– Nie pytałam. Ale jeśli jesteś zainteresowana, to dam ci jego numer.

Prychnęłam, kręcąc głową, i wróciłam do storczyków. Musiałam je trochę poprzestawiać, żeby zmieścić fikusa przytarganego do domu wraz z zaproszeniem na ślub. Ostatecznie stanął kawałek od okna.

– Dobra, umówiłam cię z tym gościem w Starbucksie na Rynku. Uznałam, że tam będzie bezpiecznie, wiesz, jakby się jednak okazał jakimś creepem, to raczej nie zrobi sceny w tłumie. Ale idę z tobą.

Zerknęłam na Natalię ponad właśnie spryskiwanym storczykiem.

– Nie potrzebuję przyzwoitki.

– To dla twojego bezpieczeństwa. Nie martw się, nawet nie wejdę do środka, poobserwuję was z drugiej strony ulicy. A jakby się coś działo, to interweniuję.

– Trochę dużo tych środków ostrożności.

– Świat jest pełen świrów. Nawet się nie spodziewasz, kto może się nim okazać.

– Dlatego każesz mi iść na randkę z nieznajomym? – Uniosłam sceptycznie brew, nieco rozbawiona sytuacją.

W końcu plan polegał w głównej mierze na tym, żeby zaufać komuś, kogo nie znałam.

– Jakoś trzeba poznawać ludzi. Ważne, żeby z głową. – Postukała się palcem po skroni, rzucając mi sugestywne spojrzenie.

Uśmiechała się lekko, dumna z siebie niczym paw. Widziałam, że cała ta akcja sprawiała jej frajdę, dlatego nic nie mówiłam, nawet jeśli czułam się z tym nieco niekomfortowo. Rozumiałam, że w dzisiejszych czasach umawianie się z ludźmi poznanymi w sieci to nic takiego, ale jednocześnie czułam jakąś nieśmiałość na myśl, że mam pójść do kawiarni z kimś obcym. Poza tym tak naprawdę nie szłam na randkę, tylko w konkretnym celu: znaleźć partnera na wesele. Nie zamierzałam przecież rzucać się na tego gościa, kimkolwiek był. I paradoksalnie, ta świadomość jeszcze bardziej mnie uwierała. Jakbym szła na rozmowę o pracę, ale jako kadrowa.

– Pamiętasz, jak ma na imię?

– Robert, lat dwadzieścia dziewięć, sto siedemdziesiąt trzy centymetry wzrostu…

– Mógłby być trochę wyższy – wtrąciła Natalia, kiwając lekko głową, zadowolona z tego, ile zapamiętałam.

Z tym nigdy nie miałam problemów, to z czytaniem mi nie szło, więc jak już raz coś przeczytałam, wolałam tego nie powtarzać, stąd moja dobra pamięć. Pamiętałam wszystko, o czym rozmawiałyśmy.

– …mechanik samochodowy. Mamy się spotkać o siedemnastej w sobotę. Powiedziałaś mu, że włożę zieloną sukienkę – kontynuowałam, niezrażona, że wcięła mi się w słowo.

– Zielony to twój kolor – przyznała z ukontentowaniem. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.

Doskonale wiedziałam, którą kreację miała na myśli. Również uważałam, że dobrze w niej wyglądam.