Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
351 osób interesuje się tą książką
Czasem wybaczenie bywa trudniejsze niż nienawiść
Celeste Harrison i Zane Windsor dorastali w cieniu rodzinnej rywalizacji, która nauczyła ich nienawiści, zanim pozwoliła na miłość. Gdy po latach rozłąki rodzi się między nimi zakazany romans, oboje wierzą, że wreszcie wygrali z losem. Jednak jedna noc, jedno wyznanie i jedna tragedia niszczą wszystko, co budowali. Zdrada, w którą wierzy Celeste, popycha ją do zemsty, która niesie za sobą nieodwracalne skutki.
Pięć lat później los ponownie splata ich drogi – tym razem w aranżowanym małżeństwie. Związek oparty na gniewie i niewypowiedzianych oskarżeniach staje się polem bitwy. Dopiero odkrycie prawdy zmusza Celeste do walki o przebaczenie. Czy jednak miłość, którą zniszczyła, może się jeszcze odrodzić?
Ta historia jest naprawdę SPICY. Sugerowany wiek: 18+
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 627
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wszystkim tym wśród nas, którzy dają się zaślepić
lojalności i pozbawiają się tego, co wzbogaca duszę.
Tylko wy sami możecie sobie dać przyzwolenie na szczęście.
Powiedzcie „tak”.
Odważcie się zrobić krok naprzód.
Podążajcie za głosem serca.
Zasługujecie na szczęście,
którego tak gorąco pragniecie dla innych.
Drogie Czytelniczki!
Dziękuję, że wybrałyście The Broken Vows
– przepełniony emocjami i pikanterią romans z gatunku „od nienawiści do miłości” z nieoczekiwanym zwrotem akcji. Uważam, że to najbardziej wymagająca, ale zarazem satysfakcjonująca powieść, jaką miałam przyjemność dla was napisać. Mam nadzieję, że Zane i Celeste oraz ich nieprzemijające uczucie zyskają waszą sympatię, równie silną jak moja.
Serdeczności
OD AUTORKI
Powieść The Broken Vows zawiera treści wrażliwe, które mogą być trudne dla czytelniczek. Ponieważ ostrzeżenia o nich przedwcześnie ujawniałyby istotne momenty tej historii, zostały zamieszczone na końcu powieści. Mimo wszystko czytelniczkom zaleca się rozwagę.
Jeśli przeczytałyście już moje poprzednie książki i nie obawiacie się niewygodnych tematów, będę niezwykle wdzięczna, jeśli kolejny raz mi zaufacie. The Broken Vows ma szczęśliwe zakończenie i z czystym sercem zapewniam was, że możecie śmiało zaryzykować.
CELESTE
Nie ma zbyt wielu ludzi na świecie, których szczerze nienawidzę, każdą cząstką swojego ciała. W zasadzie na mojej liście widnieje tylko jedno nazwisko
Zane Windsor.
Na samą myśl o nim kurczy mi się żołądek i paraliżuje mnie lęk. Zane Windsor to zmora mojego życia, człowiek z moich koszmarów. Zawsze tak było. Kiedy przypominam sobie najokropniejsze momenty z dzieciństwa, automatycznie staje mi przed oczami jego twarz. Za kilka godzin będę musiała się z nim zobaczyć, a już teraz trzęsę się z nerwów.
– Celeste?
Podnoszę oczy na Lily, swoją najlepszą przyjaciółkę, która wpatruje się we mnie z jawną troską w swoich niebieskich oczach. Zatyka mi jeden z perfekcyjnie skręconych loków za ucho, obrzucając mnie pełnym zrozumienia spojrzeniem.
– Wszystko będzie dobrze – zapewnia. – To tylko gala charytatywna. Nawiążesz tam wiele cennych kontaktów. Skup się na tym, dobrze?
Spoglądam na swoje pomalowane na jaskrawożółto paznokcie, nie potrafiąc się pozbyć natrętnego przeczucia nadciągającej katastrofy.
– To coroczna gala Windsorów – szepczę drżącym głosem. – To nie jest dobry znak, że moja pierwsza oficjalna impreza po powrocie jest organizowana akurat przez rodzinę Zane’a.
Byłam przekonana, że pięć lat studiów z dala od domu zaszczepiły we mnie tak mi potrzebną pewność siebie, ale ta ulotniła się już w momencie, gdy przekroczyłam próg domu.
Powrót w rodzinne strony był dla mnie jak dziesięć kroków w tył. Mam wrażenie, że dawna ja ponownie zaciska mi pętlę na szyi i próbuje się wydostać z ukrycia, w które ją zepchnęłam. Przeraża mnie myśl, że gdy tylko znajdę się w pobliżu Zane’a, znów stanę się tamtą dziewczyną, którą gardzę i której się wstydzę.
– Celeste, jesteś najsilniejszą i najinteligentniejszą kobietą, jaką znam. Szkoda, że nie możesz spojrzeć na siebie moimi oczami. Wtedy pewnie dotarłoby do ciebie, jakie to niemądre przejmować się kimś takim jak Zane. Nie jest wart, żebyś zawracała sobie nim głowę.
Przytakuję, bardzo chcąc jej wierzyć i uwolnić się od toksycznej przeszłości. Lily ma rację, to oczywiste. Zane nie powinien mieć na mnie aż tak ogromnego wpływu. Teraz już nie.
– Mówiłam ci, że dziadek kazał mi przepatrzyć centymetr po centymetrze hotel Windsorów, w którym organizują galę? – pytam, starając się zmienić temat. Rozmowa o Zanie przypomina mi o tym, co próbuję wyrzucić z pamięci: sekret, którego nie zdradziłam przyjaciółce. – Wiesz, co mi powiedział?
Lily zaprzecza z pytającym wyrazem twarzy, poprawiając rozświetlacz, który nałożyła mi na kości policzkowe.
– „Ich hotel ma znakomite recenzje, ale z nich się nie dowiemy tego, co nam najbardziej potrzebne. Zaprosili nas tam, prawda? Byłoby nieuprzejmie nie skorzystać ze wszystkich jego atrakcji” – powtarzam, przedrzeźniając dziadka. – Dasz wiarę?
Z ust Lily wydobywa się zaskoczony śmiech i ja sama też mimowolnie się uśmiecham. Łagodzi nieco wydźwięk dalszych słów dziadka, których nie mogę powtórzyć przyjaciółce: „Mam nadzieję, że te twoje studia naprawdę coś ci dały, bo zaczynam mieć powoli dosyć, że moja wnuczka ciągle jest druga za tym chłopakiem od Windsorów. Nie jesteś już w szkole, Celeste. Teraz gra się toczy o wyższą stawkę i nie ma miejsca na błędy. Powinnaś doprowadzić nasze hotele przynajmniej do takiego samego standardu jak u Windsorów”.
Chwilami się zastanawiam, czy moja awersja do Zane’a przybrałaby tak monstrualne rozmiary, gdyby nie podsycały jej oczekiwania dziadka.
Powiedzieć, że Zane i ja rywalizowaliśmy przez całe dzieciństwo i okres nastoletni, byłoby grubym niedomówieniem. Możliwe, że to, co się zaczęło już przedszkolu jako niewinna dziecięca rywalizacja, było naturalną konsekwencją zadawnionego sporu między naszymi rodzinami. Jednak z biegiem lat nasz konflikt przekształcił się w otwartą wrogość i nienawiść, tak głębokie, że chcąc się od nich uwolnić, musiałam się ratować ucieczką. Która właśnie dobiegła końca.
– Twój dziadek chwilami zachowuje się niepoważnie – przyznaje Lily z ledwie skrywaną w głosie nutą troski. Czasami mam wrażenie, że dostrzega dręczący mnie w głębi duszy ból, chociaż staram się, jak mogę, go nie uzewnętrzniać. – Ale to ciebie wybrał na swoją dziedziczkę, więc przywiązuj większą wagę do jego czynów, a nie słów, dobrze? Nie zrobiłby tego, gdyby w ciebie nie wierzył.
Z trudem powstrzymuję się od nerwowego przygryzania wargi i jedynie kiwam jej głową bez słowa. Lily wie równie dobrze jak ja, że dziadek wyznaczył mnie tylko dlatego, że mój brat Archer nie zamierzał się nagiąć do jego woli. Gdyby nie wyjechał, zarzekając się, że nigdy więcej nie znajdzie się pod jednym dachem z dziadkiem, ten nigdy w życiu nie powierzyłby mi żadnych obowiązków w naszej rodzinnej firmie.
Lily taksuje wzrokiem czarną suknię, którą włożyłam na wieczorne wyjście, i kolejny raz sprawdza mój makijaż, aby się upewnić, że wszystko jest w idealnym porządku. W końcu kiwa z aprobatą głową.
– Ta gala umocni twoją pozycję w firmie dziadka i tylko na tym się dziś skup. Będziesz tak zajęta nawiązywaniem nowych znajomości i kontaktów, że nawet nie zauważysz obecności Zane’a. Mówiłaś, że na takie imprezy przychodzą setki ludzi, prawda?
Potwierdzam z wahaniem, wściekła na siebie, że przez Zane’a zachowuję się nienaturalnie, jakbym nie była sobą. Od dawna nie jestem nieśmiałą dziewczynką, ale znów się nią czuję, gdy tylko o nim pomyślę.
– W takim razie łatwo ci będzie unikać Zane’a, przynajmniej na razie. Chociaż moim zdaniem najlepiej od razu stanąć z nim twarzą w twarz i nadać nowy ton waszej relacji. Był twoim rywalem w dzieciństwie, ale nie da się tego porównać z zagrożeniem, jakim obecnie dla Harrison Development są Windsor Hotels. Nie będziesz mogła się od niego całkowicie odciąć, bo czy chcesz, czy nie, wasze firmy będą ze sobą stale konkurować.
– Wiem – wzdycham. – Nie uniknę go, ale nie wiem, czy jestem gotowa stawić mu czoło. Lil, to przecież ten sam chłopak, który ukradł mi klasówkę z algebry z moją pierwszą w życiu jedynką, żeby ją zestawić ze swoją szóstką i rozesłać ich zdjęcia po całej szkole. Przez bite dwa lata, dzień w dzień, nabijał się z mojego aparatu na zęby i wykorzystał każdziuteńką okazję, żeby mnie wyśmiać i upokorzyć, odkąd skończyliśmy trzy lata. Jak mam teraz być z nim w dobrych stosunkach? Jak się wspiąć na wyżyny uprzejmości i podziękować mu, że mnie zaprosił? Zachowywać się, jakby lata jego prześladowań nie zostawiły na mnie żadnego śladu?
Współczucie w oczach Lily sprawia, że czuję się jeszcze żałośniej i nie potrafię się powstrzymać, by nie uciec spojrzeniem w bok.
– Celeste – szepcze Lily wyrozumiałym tonem – moja droga, jesteś czystą magią. Twoje wizje spełniają się w iście magiczny sposób, więc zrób jedną z tych swoich wizualizacji, które tak lubisz. Wyobraź sobie drogę, która się przed tobą rozpościera, pozbawioną przeszkód, a na niej siebie jako kobietę, z którą Zane Windsor nie odważy się zadzierać. Bo taka właśnie jesteś, wiesz? Nawet jeśli dawne kompleksy i brak pewności siebie chwilowo utrudniają ci właściwy osąd sytuacji. Czy to nie ty zawsze mi powtarzasz, że powinnam kontrolować swoje myśli, żeby one nie przejęły kontroli nade mną? Może dziś wieczorem sama skorzystałabyś ze swojej rady?
Mrugam kilkakrotnie, zaskoczona, że moja życiowa maksyma uderzyła we mnie rykoszetem. Nie mogę odmówić przyjaciółce słuszności – jej słowa sprawiają, że uwalniam się od destrukcyjnych myśli. Odzyskuję jasność widzenia, zupełnie jakby ktoś nagle zdjął mi zasłonę z oczu. To zaskakujące, jak niepewność i lęk potrafią człowieka przytłaczać i tłamsić.
– Masz rację – odszeptuję z łomoczącym sercem, odruchowo przymykając oczy.
Od lat wyobrażam sobie świat, w którym nareszcie daję dziadkowi powód do dumy. Świat, w którym jestem numerem jeden w naszej branży i realizuję najciekawsze projekty hotelarskie na całym globie. Dlaczego pozwoliłam sobie stracić tę wizję z oczu, choćby tylko na krótko?
– Ja zawsze mam rację – żartuje Lily. – Kiedy znów opadną cię wątpliwości, przypomnij sobie moje słowa. Jesteś czystą magią, Celeste. Nie pozwól, żeby ktoś ci wmówił, że jest inaczej. A już na pewno nie ktoś taki jak Zane.
Odpowiadam jej szerokim uśmiechem, czując, że się rozluźniam i wraca mi pewność siebie. Szkoda, że nie mogę zabrać Lily na galę – o wiele bardziej wolałabym pójść tam z nią niż z dziadkiem.
– Dobra, dam radę – zapewniam ją stanowczym głosem. – Wkroczę do tej sali balowej, jakby należała do mnie.
W oczach Lily pojawia się błysk dumy. Wyciąga rękę i delikatnie gładzi mnie po głowie.
– Zuch dziewczyna – chwali. – Idź i pokaż im wszystkim. Oczaruj ich i sprzątnij Zane’owi sprzed nosa potencjalnych klientów. Jeśli ktoś jest w stanie tego dokonać, to tylko ty.
Uśmiecham się do siebie, spoglądając w lustro, i czuję nagły przypływ pewności siebie.
– Dam radę – powtarzam bardziej do siebie niż do Lily, ale przyjaciółka i tak mi potakuje.
– Jasne, że tak.
Wpatruję się w swój nieskazitelny makijaż i opanowany wyraz twarzy. Nie jestem już zakompleksioną introwertyczką jak kiedyś. Kobieta, która spogląda na mnie z lustra, nie ma nic wspólnego z dziewczyną, która wyjeżdżała stąd pięć lat temu na studia.
Zane Windsor wkrótce się o tym boleśnie przekona.
ZANE
– Spodziewam się, że zbierzemy dzisiaj co najmniej milion w datkach. Jak nam idzie do tej pory, Valentino? – pyta swoją sekretarkę Luca, jeden z moich braci.
Valentina przegląda swoje kalkulacje, a ja przytakuję bratu z roztargnieniem i wsuwam do ust ulubioną miętówkę. Nie mogę się skupić na rozmowie. Zawsze wkładamy mnóstwo pracy w naszą doroczną galę charytatywną i w normalnych okolicznościach z przyjemnością oglądałbym efekty wysiłków rodzeństwa i swoich własnych.
Ale nie dzisiaj.
– Zane? – zwraca się do mnie Val natarczywym tonem. Odwracam ku niej głowę zmieszany, uświadamiając sobie, że pewnie od dłuższego czasu próbuje zwrócić moją uwagę. Mierzy mnie przez chwilę wzrokiem i kąciki jej pomalowanych na czerwono ust unoszą się z rozbawieniem. – Dlaczego stale zerkasz w stronę wejścia? Czekasz na kogoś?
Już otwieram usta, żeby zaprzeczyć, ale wszelkie wyjaśnienia ulatują mi z głowy. Val zna mnie aż za dobrze i stała się mi bliska jak rodzona siostra. Nie mam szans spojrzeć jej w oczy i skłamać.
– Zapomniałem ci powiedzieć – rzucam prędko, zamiast się tłumaczyć – że wystawię na aukcję pobyt w hotelu, który przejmę w następnej kolejności. Oddam zwycięzcy cały obiekt do dyspozycji na tydzień jeszcze przed jego oficjalnym otwarciem i pokryję wszystkie koszty.
Val mruży lekko oczy, jakby doskonale wiedziała, że ten dodatkowy punkt programu ma mi posłużyć tylko do tego, żeby ją zmylić, ale na szczęście nie ciągnie tego tematu.
– Wspaniale – oznajmia, odpowiadając mi porozumiewawczym uśmiechem. – Dodam to do naszego programu. Myślałeś o jakimś konkretnym terminie?
– Tak, to musiałoby być…
Szlag.
Powietrze wyrywa mi się z płuc, co przyprawia mnie o zawrót głowy, i jak zaczarowany wpatruję się w drzwi wejściowe do sali. Wszystkie myśli odpływają, aż nie pozostaje nic oprócz niej – mojej Niebianki*.
Wróciła.
Nareszcie.
Pożeram ją wzrokiem, zatrzymując się nieco dłużej na jej przepięknych bursztynowych oczach, apetycznie pełnych ustach i długich, kręconych ciemnych włosach. Jakim cudem przez te kilka lat od swojego wyjazdu zdołała jeszcze wypięknieć?
Prześlizguję się spojrzeniem po jej ciele z lekkim zniecierpliwieniem, jakbym nie mógł się na nią napatrzeć, a zarazem chciał się nieśpiesznie delektować tym wyjątkowym widokiem. Długa, czarna suknia opina ją w wysoce nieprzyzwoity sposób, a głęboki dekolt, podkreślający jej kształtny biust, z miejsca budzi we mnie ambiwalentne uczucia.
– Celeste Harrison – zauważa Val rozbawionym tonem. Spoglądam na sekretarkę Luki i silę się na obojętną minę, ale po jej oczach widać, że mi się to nie udało.
– Nie widziałem jej od dłuższego czasu – dodaje Luca, marszcząc brwi. – Wyjechała na studia do Londynu, prawda? Jak długo jej nie było? Trzy lata?
Dokładnie pięć lat, dwa miesiące i dwanaście dni.
– Zabij mnie, ale nie wiem – mamroczę.
Luca się śmieje, widząc, że przeczesuję ręką włosy gestem zdradzającym nerwowość.
– Jasne – przytakuje z głupkowatym uśmiechem.
– Co ona robi? – dziwi się Val.
Podążam za jej spojrzeniem i widzę, że Celeste ukradkiem sprawdza markę naszych kryształowych kieliszków. Z trudem tłumię uśmiech. Stara się zachowywać dyskretnie, ale jej zachowanie wygląda podejrzanie i zgodnie z moimi przewidywaniami ruszają ku niej nasi ochroniarze. Dziadek Celeste, prezes Harrison Developments – jednego z naszych największych konkurentów – nie zwraca na nią uwagi, odwrócony plecami i pochłonięty rozmową ze znajomymi.
– Jasny szlag – mruczę pod nosem z irytacją, pomimo przeszywającego mnie dreszczyku ekscytacji. Właśnie znalazłem idealny pretekst, żeby do niej podejść, nie wzbudzając póki co większych podejrzeń u Luki i Val. – Nie minęły nawet trzy minuty, a ta już sprawia problemy.
Słyszę za plecami śmiech Val, gdy z galopującym sercem zbliżam się do Celeste.
Daję znak ochroniarzom, którzy natychmiast się wycofują. Celeste przez cały czas pozostaje w błogiej nieświadomości, że mają ją na oku. Czy ona w ogóle nie zwraca uwagi, co się wokół niej dzieje?
– Słuchaj, jeśli chciałaś powęszyć, mogłaś po prostu zarezerwować u nas apartament pod pretekstem, że chcesz coś wypić i nie wracać samochodem. Gdybyś mi powiedziała, że wolisz zostać po imprezie, skoro na górze są wolne wygodne pokoje, na pewno bym ci uwierzył. A ponieważ to ty, policzyłbym ci tylko trzykrotną stawkę za taką wygodę.
Jej swoboda znika, ustępując na twarzy miejsca wyrazowi lodowatej niechęci, który ma zarezerwowany wyłącznie dla mnie.
– Zane – odzywa się w końcu tonem ociekającym pogardą.
Rewanżuję się jej sardonicznym uśmieszkiem, zastanawiając się przez moment, jak by zareagowała na informację, że moje imię w jej ustach momentalnie przyprawia mnie o erekcję. Od lat. Poczerwieniałaby ze złości? Jej oddech by przyśpieszył, jak zawsze, gdy ma zamiar skoczyć mi do oczu?
– Celeste.
Zaciska zęby. Z trudem tłumiąc uśmiech, wyjmuję jej z ręki kieliszek i oddaję go kelnerowi.
– Nie wiem, czy można ci ufać. Wyglądasz, jakbyś miała zamiar go ukraść.
– Ukraść? – powtarza z irytacją w głosie. Cóż za piękny widok, myślę. – Czy ja według ciebie wyglądam na drobną złodziejkę?
– Nie, Celeste – odpowiadam z bijącym sercem. – Wyglądasz wprost oszałamiająco.
Otwiera szerzej oczy i widzę, że zbiłem ją z tropu. Zawsze lubiłem się przyglądać, jak jej spojrzenie ciemnieje, kiedy doprowadzam ją do wściekłości, ale dzisiejsza reakcja chyba jeszcze bardziej mi się podoba. Celeste rozchyla wargi i jej jawna pogarda wobec mnie błyskawicznie się ulatnia… O tak, ten widok potrafi uzależnić.
– Bardzo śmieszne – odzywa się w końcu, na powrót przybierając pełną rezerwy minę. Mógłbym przysiąc, że w jej oczach pojawił się błysk rozczarowania, jakby miała do siebie pretensje, że uwierzyła w moje słowa, choćby tylko na chwilę.
Wyciągam do niej dłoń, na którą spogląda skonsternowanym wzrokiem.
– No co? – pytam prowokująco. – Zapomniałaś, jak się tańczy? A taka byłaś w tym dobra na balu w liceum.
– Oczywiście, że nie zapomniałam – odcina się, rumieniąc się uroczo. – Po prostu nie mam ochoty tańczyć z tobą.
Nie potrafię się powstrzymać od uśmiechu. Czyżby wzmianka o balu wytrąciła ją z równowagi? Wspomnienie tamtej nocy wciąż przyprawia ją o szybsze bicie serca tak jak mnie?
– Serio? Zdawało mi się, że zmierza ku tobie Tommy, ale rozumiem, że nie potrzebujesz mojej pomocy – kłamię.
Tommy, który durzył się w niej od niepamiętnych czasów, ma zakaz wstępu się do moich hoteli, ale Celeste nie musi o tym wiedzieć.
– Co? – Pośpiesznie wsuwa rękę w moją dłoń, rozglądając się dookoła rozbieganym wzrokiem.
Przytakuję skwapliwie i ciągnę ją na parkiet.
– Ochronię cię przed nim, ale będziesz mi za to winna przysługę.
Otaczam ją ramionami w talii. Celeste kładzie dłonie na moim torsie i przesuwa do góry, aż zaplata mi palce na karku. To wprost nierealne, jak jej ciało idealnie pasuje do mojego. Nie potrafię się pohamować i przytulam ją mocniej, niż to konieczne.
Celeste spogląda mi w oczy z uniesioną brwią, kiedy prowadzę ją w wolnym tańcu, ocierając się o nią przy każdym ruchu. Muzyka ma kojący rytm, a mimo to roznieca ogień w moim sercu. Celeste jest blisko mnie, ale to mi nie wystarcza. Jej dotyk jest odurzający i niech mnie diabli, jeśli nie mam ochoty na coś więcej!
– Naprawdę wyglądasz dziś fantastycznie, Celeste – szepczę, pozwalając, by te słowa wypłynęły z moich ust kompletnie bez zastanowienia.
Otwiera szeroko oczy, po czym prycha.
– Większości kobiet pewnie spodobałyby się te twoje kłamstewka i bajerowanie, ale nie mnie. Zapomniałeś, że byłam świadkiem, jak przez całe liceum ustawiała się do ciebie kolejka dziewczyn? Znam dokładnie twój ideał kobiety i wiem, że ja nim nie jestem. Więc lepiej się ode mnie odczep.
Rozkładam szeroko palce dłoni opartej w dole jej pleców, powoli przesuwam ją w górę i wplatam w jej długie włosy.
– Dziewczyny, yhy? – powtarzam z nutą irytacji w głosie. – A myślałem, że znasz mnie lepiej niż wszyscy, Celeste. Ja nigdy oficjalnie nie miałem dziewczyny.
Na widok jej nagle złagodniałej miny robi mi się ciepło na sercu. Uśmiecham się łobuzersko i gdy Celeste lekko się potyka, wykorzystuję okazję, żeby ją przygarnąć mocniej do siebie.
– Jesteś nadal równie niezdarna, co piękna – szepczę.
Zagląda mi w oczy i lekko rozchyla wargi. Ściskam kurczowo w palcach jej włosy, nie potrafiąc opanować pociągu do tej kobiety. Jestem uwięziony w pułapce jej spojrzenia i czuję się bezbronny jak nigdy dotąd. Przez całe życie ukrywałem swoje uczucia do niej, ale jej kilkuletnia nieobecność skłoniła mnie do opuszczenia gardy.
Dłoń Celeste zsuwa się na moją klatkę piersiową i wtedy zauważam jej pomalowane na żółto paznokcie.
– A ten jak się nazywa? – rzucam bez namysłu, niechcący zdradzając się ze swoją obsesją na jej punkcie.
Celeste mruga kilka razy z zaskoczenia.
– Przepraszam, ale nie nadążam – stwierdza pozbawionym tchu głosem.
Uśmiecham się, zwijam dłoń w pięść i zaciskam w garści jej włosy.
– Twój lakier do paznokci. Jaki wybrałaś na dzisiejszy wieczór, Celeste?
W jej przepięknych oczach odmalowuje się niedowierzanie, co natychmiast przyprawia mnie o drganie w kroczu.
– S-skąd o tym wiesz?
Z zadowolonym uśmiechem zsuwam wolną dłoń w dół jej pleców, po czym gwałtownie ją przytulam, żeby poczuła, jak na mnie działa. Potem się pochylam i dotykam wargami jej ucha.
– Obserwuję cię od lat, Celeste. Jak mógłbym nie wiedzieć?
Gdy się prostuję, napotykam jej gorące spojrzenie i uroczo zarumienione policzki.
Nigdy nie wydawała mi się piękniejsza.
– Powiedz mi. Jak się nazywa twój lakier?
Celeste przygryza na sekundę wargę i się uśmiecha.
– I Just Can’t Cope-Acabana*.
Wybucham śmiechem, czym ściągam na nas zaskoczone spojrzenia innych gości, a Celeste w odpowiedzi szczerzy do mnie zęby.
– Nie możesz sobie poradzić? Z czym? Ze swoim powrotem? Z naszym ponownym spotkaniem?
– A ty nadal jesteś tak samo zarozumiały jak dawniej – kwituje, tym razem bez złośliwości w głosie. – Mój świat nie kręci się wokół ciebie, Zane.
– I to dlatego przyłapałem cię na próbie kradzieży naszego kieliszka do szampana? Bo w ogóle cię nie interesuje, jak prowadzę ten hotel?
Posyła mi miażdżące spojrzenie i odpycha się od mojego torsu.
– Nie próbowałam niczego ukraść!
– Dam ci spokój, jeśli się do czegoś przyznasz. Powiedz, że za mną tęskniłaś.
Celeste przewraca oczami, a ja zaczynam delikatnie masować palcami jej głowę, aby doświadczyć chociaż tyle intymnego dotyku.
– W przeciwieństwie do ciebie nie mam w zwyczaju kłamać, a tak by było, gdybym powiedziała, że mi ciebie brakowało, Zane. – Rzuca mi ostre spojrzenie, na które odpowiadam uśmiechem pomimo jej zjadliwego tonu. Jestem wniebowzięty, że udało mi się zwrócić na siebie jej uwagę.
– Największą zaletą mojego pobytu w Londynie było to, że się uwolniłam od ciebie. Nareszcie nie musiałam oglądać twojej zarozumiałej miny i sprawiło mi to więcej uciechy, niż mógłbyś sobie wyobrazić.
– Co za pech – szepczę, nie mogąc oderwać od niej oczu. – Bo ja za tobą tęskniłem, moja piękna Niebianko. Za tym twoim lekkim prychnięciem, które ci się wyrywa, kiedy cię denerwuję, za błyskiem w twoich oczach, gdy jestem w czymś lepszy od ciebie, i tym, jak mnie motywujesz, żeby jeszcze bardziej się starać.
– Więc o to chodzi? – pyta drżąco z miną zdradzającą bezbronność. – Prowadzimy jakąś grę, Zane? To mają być kolejne zawody?
Spogląda mi prosto w twarz bez cienia nieśmiałości, która zawsze tłamsiła jej piękne wnętrze. Co za fantastyczny widok!
– Może tak.
– Tym razem nie wygrasz.
– Nawet jeszcze nie wiesz, w co gramy – wytykam jej.
Celeste wzrusza ramionami i nieznacznie kołysze biodrami, przyprawiając mnie o stłumiony, gardłowy jęk.
– Chyba się domyślam, Zane. Nie zaciągniesz mnie do łóżka. Nigdy nie będę cię chciała.
Uśmiecham się, wsłuchany w łomot swojego serca.
– Mówiłaś coś innego w noc balu, moja cudowna bogini.
– To był błąd – odwarkuje i robi krok w tył z mieszanką wstydu i gniewu w oczach. – Błąd, którego więcej nie powtórzę, Zane. Nawet w swoich najgorszych koszmarach.
Czuję ukłucie bólu, słysząc, że żałuje czegoś, co tak wiele dla mnie znaczyło. Mimo to się uśmiecham, dokładnie tak, jak się po mnie spodziewa.
– Przypomnę ci te słowa następnym razem, kiedy cię sobą wypełnię, Celeste. Doprowadzę cię na skraj orgazmu, aż będziesz jęczeć moje imię i prosić o więcej, a ja ci wtedy każę je odwołać. I to zrobisz. Będziesz mnie błagać, tak jak tamtej nocy.
Spogląda na mnie krzywo, ale nienawiść w jej oczach jest przemieszana z czystą, pierwotną żądzą. Miała rację, prowadzimy ze sobą grę, tak jak robiliśmy to prawie przez całe życie. Ale moja droga Niebianka jeszcze się nie zorientowała, że tym razem ja tę grę traktuję bardzo poważnie.
* Gra słów: Celeste – celestial (ang.) – niebianka.
* I just can’t cope (ang.) – Nie mogę sobie poradzić.
CELESTE
– Spóźniłaś się – stwierdza dziadek, ledwie przekraczam próg swojego gabinetu. Spinam się zaskoczona, że zastaję go pochylonego nad moim biurkiem. Wyraz dezaprobaty na jego twarzy zatrzymuje mnie w drzwiach odrobinę dłużej, niż to konieczne, a on robi jeszcze kwaśniejszą minę.
– Jest za pięć siódma – mówię, spoglądając wymownie na zegarek.
Od razu żałuję tych słów, ale już za późno. Dziadek krzyżuje przedramiona na piersi i jego spojrzenie twardnieje.
– Oczekiwałbym od swojej dziedziczki czegoś więcej, Celeste. Ja zawsze byłem w biurze pierwszy i ty też powinnaś.
Biorę głęboki oddech i uśmiecham się grzecznie, zamiast powiedzieć mu wprost to, co myślę: że nie licząc jego, i tak jestem w firmie pierwsza.
– Zrozumiano – mówię, starając się nadać swojemu głosowi dziarskie brzmienie. – Jutro przyjdę wcześniej.
Dziadek mi przytakuje, nieco udobruchany, i wskazuje na mój fotel. Jestem zdziwiona, że nie usiadł za moim biurkiem, kiedy nie zastał mnie w gabinecie. Już wolałabym to niż jego spojrzenie z góry. Zawsze budził w ludziach respekt, ale mimo wszystko zaskoczył mnie jego pracoholizm.
– Opowiedz mi, czego się dowiedziałaś na gali Windsorów – prosi dziadek, kiedy zajmuję fotel. – Było coś godnego uwagi w ich hotelu?
Gorąco uderza mi do twarzy, bo przed oczami natychmiast staje mi Zane. Odchrząkuję, żeby oczyścić myśli.
– Tak jak się można było spodziewać, ich świeżo nabyty hotel ocieka luksusem po najdrobniejsze detale. Przeanalizowałam wszystko, co mi wpadło w ręce, i wnioski nie są… zachęcające. Zauważyłam, że ich sukces w dużej mierze jest efektem synergii. Większość ich obiektów została starannie wyselekcjonowana przez Windsor Real Estate, a następnie przekazana Windsor Hotels i zmodernizowana. Cała elektronika w hotelu, od wind po automatyczne rolety, została zaprojektowana przez Windsor Motors. Wiele tego typu inwestycji wykonują własnymi siłami i zasobami. Z kolei ich współpraca z innymi markami jest czymś bez precedensu. Każda uznawana za luksusową ma już umowę na wyłączność z Windsorami i nie zamierza się z niej wycofać, nawet firma produkująca krem do rąk, który mają w łazienkach.
W oczach dziadka pojawia się błysk gniewu. Wzdycham ciężko, przygotowując się w duchu do kolejnego kazania.
– Nie dowiedziałem się od ciebie niczego, czego już bym nie wiedział, Celeste. Nie jesteś mi potrzebna, żeby identyfikować problemy. Chcę, żebyś je rozwiązywała. Sam mógłbym ci o tym wszystkim powiedzieć. – Prostuje się i posyła mi rozczarowane spojrzenie. – Mam już dosyć, że wiecznie jesteśmy w tyle za Windsorami, i nie chcę znosić więcej upokorzeń, bo nie potrafisz prześcignąć tego chłopaka. Możliwe, że miałem wobec ciebie zbyt wygórowane oczekiwania, biorąc pod uwagę, że nie dałaś nawet rady przegonić go w nauce w liceum.
Rozgoryczenie pobrzmiewające w jego głosie uderza we mnie ze zdwojoną siłą i od razu czuję się kompletnie bezużyteczna.
– Pracuję dla ciebie dopiero od kilku tygodni – przypominam mu. – Daj mi trochę czasu, a przedstawię ci swoje plany. Jestem na sto procent przekonana, że możemy zwiększyć zyski za ten rok przynajmniej o trzydzieści procent. Przy takim wzroście za trzy lata zrównamy się z Windsor Hotels. Bellevue Inn może być dla nas wielką szansą.
Przez kilka tygodni analizowałam nasze możliwości inwestycyjne i w końcu mój wybór padł na Bellevue Inn – niewielki hotel w stylu wiktoriańskim, który moglibyśmy przekształcić w luksusowy ośrodek. Przygotowałam bliską ideału ofertę jego przejęcia i jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, jest szansa, że dziadek w końcu zacznie mi bardziej ufać.
Dziadek prycha z wyraźnym niedowierzaniem.
– Uwierzę, jak zobaczę. Przez tyle lat byłaś zawsze druga za Zane’em Windsorem. Z biegiem czasu przepaść między wami coraz bardziej się powiększa, tak jak między naszymi firmami. Zane podjął pracę wieki temu, a ty w tym czasie bawiłaś się w Londynie. – Odwraca wzrok poirytowany. – Już wystarczy, że twój ojciec postanowił zrezygnować z życia, do którego był wychowywany, i został pisarzem. Gdyby Archer nie był równie uparty jak on, mielibyśmy już przynajmniej równą pozycję z Windsorami.
Odruchowo obejmuję się ramionami. To mnie jednak nie chroni przed bólem, który sprawia mi dziadek, gdy mi przypomina, że nie wyznaczył mnie na swoją dziedziczkę w pierwszej ani nawet w drugiej kolejności. Korci mnie, żeby mu powiedzieć, że staram się, jak mogę, i mógłby przynajmniej to docenić. Ale lata porównywania z bratem i Zane’em nauczyły mnie, że lepiej ugryźć się w język.
– Postaraj się bardziej, Celeste. Skoro poświęciłaś tyle czasu temu hotelikowi, najlepiej by było, gdybyś jak najszybciej sfinalizowała jego przejęcie. To niezbyt złożony projekt i dlatego go wybrałaś, prawda? Nie ma w tym nic złego, żeby od czasu do czasu poświęcić się drobnym przedsięwzięciom, pod warunkiem że będą przynosić zyski. Ale my nie jesteśmy małą firmą. Musisz mieć szersze plany, jeśli chcesz być lepsza od Windsor Hotels.
Przytakuję mu z poważną miną, a on rusza ku drzwiom.
– Dziadku! – wołam za nim z drżeniem w głosie, które zdradza moją nerwowość.
Ogląda się na mnie przez ramię. Waham się, nie wiedząc, jak ubrać w słowa swoją prośbę.
– Chodzi o pracę dla Lily… – wykrztuszam i widzę, że zaciska szczęki, a w jego oczach błyska irytacja.
– Zrobiłem dla ciebie wyjątek, bo jesteś moją wnuczką, Celeste. Nasza firma to nie plac zabaw. Twoja przyjaciółka może się ubiegać o pracę na takich samych zasadach jak wszyscy i jeśli jest wystarczająco dobra, by u nas pracować, zostanie zatrudniona drogą oficjalną. – Mówi te słowa takim tonem, jakby nie znał Lily od wieków i nie wiedział, że się przyjaźnimy, odkąd miałyśmy po dwanaście lat. – Musisz się nauczyć oddzielać życie osobiste od zawodowego. Nosisz nazwisko Harrison. Ludzie będą próbowali cię wykorzystać na różne sposoby, jeśli im na to pozwolisz. Jesteś zbyt słaba. Popracuj nad tym.
Odpowiadam mu skinieniem i odprowadzam go wzrokiem do drzwi. Zagryzam obsadkę pióra, które dostałam od brata na dwudzieste pierwsze urodziny, żałując, że nie poszłam za jego przykładem i nie odrzuciłam propozycji dziadka, by przejąć po nim firmę.
Nie rozumiałam, dlaczego Archer twierdził, że pracując dla dziadka, zniszczę naszą relację, ale teraz wiem, co miał na myśli. Dziadek zawsze był bezkompromisowy i wymagający, lecz ostatnio prawie go nie poznaję. Jeśli Archer nie był w stanie spełnić jego oczekiwań, czy ja mam na to jakieś szanse?
Odkąd pamiętam, byłam dla dziadka źródłem rozczarowań – z powodu Zane’a Windsora. Zawsze miałam pecha trafiać na te same zajęcia w szkole, co on, i chociaż bardzo się starałam, moje największe osiągnięcia zwykle były dopiero początkiem jego możliwości. Od niepamiętnych czasów wprost uwielbiał się ze mną ścigać na każdym polu i teraz będzie miał szansę do tego wrócić, tyle że na znacznie większą skalę.
Odwracam się na fotelu i spoglądam w okno, wracając myślami do gali. Jaką grę prowadził ze mną Zane? Oczywiście uparł się mnie prowokować, jak zwykle, ale chyba oszalał, myśląc, że będę reagować tak samo jak kiedyś. Zagryzam mocniej obsadkę pióra, wciąż słysząc w głowie jego głos: „Przypomnę ci te słowa następnym razem, kiedy cię sobą wypełnię, Celeste. Doprowadzę cię na skraj orgazmu, aż będziesz jęczeć moje imię i prosić o więcej, a ja ci wtedy każę je odwołać. I to zrobisz. Będziesz mnie błagać, tak jak tamtej nocy”.
Wyjmuję pióro z ust i zaciskam zęby ze wstydu na wspomnienie balu na koniec liceum. Tamtej nocy przez kilka godzin byłam równie ślepa jak dziewczyny, które zawsze kręciły się wokół Zane’a i od których się odżegnywałam, twierdząc, że nigdy nie będę taka jak one. To była niemądra decyzja, z gatunku tych, których się żałuje do końca życia.
Odchylam głowę na oparcie fotela i wciągam ze świstem powietrze, osaczona natrętnymi myślami. Powinnam się skupić na przygotowywaniu oferty, a zamiast tego rozmyślam o minie Zane’a, kiedy usłyszał ode mnie, że to, co się wydarzyło w noc balu, było pomyłką.
Sprawiał wrażenie dotkniętego, nawet jeśli tylko przez chwilę. Ten wyraz jego twarzy… Czy nie tak samo zareagował, kiedy go poprosiłam, żebyśmy udawali, że między nami nic się nie wydarzyło? Mam niewyraźne wspomnienia z tamtego okresu, zniekształcone odczuwaną do niego nienawiścią. Zane zawsze działał na mnie w ten sposób: zaprzątał mi myśli, chociaż przeważnie z innych powodów.
Ostrożnie odkładam pióro na podstawkę i zaczynam przeglądać dokumenty. Całkiem możliwe, że właśnie to było celem Zane’a: namieszać mi w głowie, żebym nie mogła się skupić na przejęciu hotelu, który każde z nas chce zdobyć dla własnej firmy.
Znam go na tyle dobrze, że nie byłabym tym wcale zdziwiona.
CELESTE
– Nade mną chyba ciąży jakaś klątwa – oznajmiam Lily, wchodząc do jej kuchni.
Unosi głowę znad laptopa i zsuwa się z hokera przy barku kuchennym, żeby mnie uściskać, ani trochę niezdziwiona, że sama weszłam do jej mieszkania.
– Naprawdę tak myślisz? – pyta, wyraźnie się starając stłumić rozbawiony uśmiech.
Potwierdzam skinieniem głowy i wyjmuję z torebki butelkę jej ulubionego różowego wina. Unosi brew, kiedy jej ją wręczam, ale zamiast zadawać pytania, nalewa mi kieliszek aż po brzegi – tak jak lubię.
– Mhm – ciągnę – jestem tego absolutnie pewna. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że miliarder Zane Windsor, który ma odziedziczyć Windsor Hotels, ma na oku ten sam malutki hotel w stylu wiktoriańskim, na który od tygodni przygotowuję ofertę? Nikomu nie pisnęłam o tym słowa. Nawet dziadek o tym nie wiedział aż do wczoraj. To nie jest zwykły pech, to musi być klątwa, mówię ci.
Lily wybucha śmiechem. Spoglądając na nią spod przymrużonych powiek, podciągam się, sadowię na skraju blatu kuchennego i zwieszam luźno nogi.
– Mówię serio – oburzam się. – Uznałam za zły znak już to, że pierwszym eventem, w którym wzięłam udział po powrocie, była doroczna gala charytatywna Windsorów, a teraz jeszcze coś takiego?
– Celeste, nie wisi nad tobą żadna klątwa. Jesteś jedną z największych szczęściar, jakie w życiu spotkałam. Jeśli Zane jest zainteresowany tym samym projektem, co ty, to najprawdopodobniej dlatego, że natrafiłaś na naprawdę świetną okazję inwestycyjną i on uważa tak samo. To jakiś obłęd, że wasze umysły są tak zsynchronizowane. Gdybyście w końcu przestali ze sobą walczyć i zaczęli na poważnie współpracować, moglibyście dokonać cudów, rozwiązać problem głodu na świecie czy coś w tym stylu.
Sama myśl, że miałabym pracować z Zane’em, wzbudza we mnie święte oburzenie. Chyba widać to po mojej minie, bo Lily unosi ręce w geście kapitulacji.
– To była tylko sugestia, koszmarnie nietrafiona sugestia, z której natychmiast się wycofuję.
– No ja myślę. Ten projekt miał być dla mnie nowym początkiem, sposobem, by udowodnić dziadkowi, że zatrudnienie mnie w firmie nie było błędem. Zapowiadał się na łatwe zwycięstwo, a będzie kolejną okazją dla Zane’a, żeby mnie upokorzyć. Nie mam szans złożyć lepszej oferty na ten hotel, jeśli on jest nim choć trochę zainteresowany. – Wplatam palce we włosy w geście frustracji. – Wiedziałam, że praca u dziadka będzie ciężka, ale nie spodziewałam się, że tak trudno mi będzie znów rywalizować z Zane’em. Jak mam być lepsza od Windsor Hotels? Może i zajmujemy na rynku drugie miejsce po nich, ale przepaść między naszymi firmami wydaje się nie do pokonania.
Lily wzdycha i dolewa mi wina do kieliszka.
– Nie musisz jej pokonywać od razu, Celeste. Kropla drąży skałę, czyż nie? Wiem, że twój upór nie pozwala ci tego przyznać, ale skoro wybrałaś hotel, który zwrócił uwagę też Zane’a, to znaczy, że macie tę samą wizję. Czyli tak naprawdę niewiele was różni.
Próbuję zaprotestować, ale przyjaciółka ucisza mnie jedną ze swoich charakterystycznych min: uniesioną brwią i wyrazem nagany w oczach.
– Inne kwestie nie są tak ważne, jak ci się wydaje. Zawarte przez Windsor Hotels umowy kiedyś dobiegną końca, a gdy to nastąpi, będziesz mogła złożyć ich dawnym partnerom lepsze oferty. Jasne, nazwisko Windsor robi wrażenie, ale chyba nie doceniasz, jak prestiżową markę zbudowała twoja rodzina. To może zająć trochę czasu, ale nie widzę powodu, żebyście nie mogli prześcignąć Windsor Hotels. Nie każdy byłby w stanie tego dokonać, to jasne, ale ty tak.
Zatyka mi za ucho jeden z moich loków i się uśmiecha.
– Teraz już nie chodzi o szkolne stopnie, Celeste. W budowaniu relacji i zdobywaniu kontaktów zawsze byłaś lepsza od Zane’a. On wykorzystuje do tego nazwisko rodziny i jej fortunę, w przeciwieństwie do ciebie. Obróć to na swoją korzyść. Możesz nienawidzić tego faceta, ale nikt nie zna go lepiej od ciebie. I nikt oprócz ciebie nie jest w stanie przewidzieć jego następnego ruchu. Dlatego wykorzystaj każde przykre wspomnienie, które ci pozostawił, i przekuj je na swoją broń. Spiskowałaś przeciwko niemu przez lata i nigdy mu nie odpuszczałaś, kiedy zrobił ci przykrość, więc nie odpuszczaj mu i teraz.
Mrugam kilkakrotnie, próbując opanować gonitwę myśli.
– I właśnie dlatego jesteś mi potrzebna – oznajmiam łagodnie. – Z tobą przy boku mogłoby mi się to udać. Razem mogłybyśmy konkurować z Windsor Hotels. Zane nie miałby z nami żadnych szans.
Przyjaciółka się uśmiecha, ale jej spojrzenie pozostaje poważne.
– Skoro już o tym mowa – mówi niepewnym głosem – jest coś, o czym chciałabym ci powiedzieć.
Oddech więźnie mi w gardle i czuję narastający strach w żołądku.
– Co się stało? – pytam, modląc się w duchu, żeby moje podejrzenia okazały się fałszywe.
– Dziś rano dostałam z Harrison Developments e-mail z informacją, że moje podanie o pracę zostało odrzucone.
Robi mi się ciężko na sercu i czuję, jak zalewa mnie fala zawodu. Czyżby to była robota dziadka? Dopiero co wczoraj mu o tym wspomniałam.
– Nic się nie stało – stwierdza Lily, siląc się na uśmiech. – Spodziewałam się, że może do tego dojść, więc wysłałam CV także do innych firm. To jeszcze nie koniec świata. Coś na pewno znajdę. Wszystko się ułoży.
Zaciskam palce na krawędzi blatu kuchennego i moje rozczarowanie przechodzi w gniew. Jak dziadek mógł mi coś takiego zrobić? Wie, że Lily jest moją najlepszą przyjaciółką, od lat, i nie raz opowiadałam przy nim o naszych wspólnych planach zrewolucjonizowania branży.
– Porozmawiam z…
– Nie – ucina gwałtownie Lily. – Twoje stosunki z dziadkiem są w tym momencie wystarczająco napięte. Jeśli poruszysz ten temat, tylko je pogorszysz. Wiem, że twoi rodzice również z nim o tym rozmawiali, ale nic nie wskórali. Zostawmy to, Celeste, naprawdę. Tak samo jak ty mam tytuły licencjata i magistra jednego z najlepszych uniwersytetów na świecie, więc w końcu znajdę sobie odpowiednią pracę.
– Tak łatwo się z tym godzisz? – pytam drżąco. – Miałyśmy się wspiąć na szczyt razem. Ustaliłyśmy to jeszcze jako dzieci.
Lily chwyta mnie za rękę i ściska ją obiema dłońmi.
– I to zrobimy. Obie jesteśmy dopiero na początku swojej drogi zawodowej, kochana. Kiedyś będziemy pracować razem, wiem to na pewno. Poza tym pracując gdzie indziej, nie będę miała wątpliwości, czy może nie zawdzięczam awansu tobie i czy nie narażę się na ostracyzm kolegów z pracy jako przyjaciółka szefowej. Nauczę się wszystkiego, co trzeba, i za kilka lat pojawię się z tą wiedzą w Harrison Developments. Może nie tak to sobie wyobrażałyśmy, ale w końcu dopniemy swego, prawda?
Zaciskam zęby, tłumiąc chęć spierania się z nią, bo wiem, że doprowadziłoby mnie to donikąd. Widać, że Lily pogodziła się z odmową, a kiedy przyjaciółka się na coś uprze, za nic nie zmieni zdania.
– Gdzie się zgłosiłaś? Masz już jakieś oferty pracy? – pytam, starając się, aby w moim głosie nie było słychać przygnębienia.
Lily rzednie mina.
– W zasadzie do większości dużych firm. Ale jak dotąd żadnego odzewu.
Marszczę czoło i wpatruję się w nią intensywnym wzrokiem.
– Coś przede mną ukrywasz.
Bierze głęboki wdech, a w jej oczach pojawia się błysk poczucia winy.
– No dobra – wzdycha z rezygnacją. – Dostałam odmowę z każdej firmy, do której się zgłosiłam, bo wszędzie na stanowisko juniorskie wymagają doświadczenia, co jest po prostu śmieszne. Nie odbyłyśmy ani jednego stażu w trakcie studiów w Londynie, a jak się okazuje, trzeba było.
Bezsilność odbiera mi mowę, kiedy dociera do mnie w pełni sens jej słów. Obie się spodziewałyśmy, że dostaniemy pracę w Harrison Developments, więc zrezygnowałyśmy ze stażów i poświęciłyśmy czas na naukę, żeby mieć lepsze stopnie.
Myśli wirują mi w głowie, gdy gorączkowo analizuję możliwe rozwiązania problemu Lily.
– A czy… próbowałaś w Windsor Hotels?
Posyła mi zdegustowane spojrzenie, które wystarcza mi za odpowiedź.
– Za żadne skarby świata nie chciałabym tam pracować – odburkuje. – Ten kutas prześladował cię przez całe lata. Nie ma opcji, nie zostanę jedną z jego wyrobnic i nie będę nabijała jego pieprzonej kieszeni.
Staram się ze wszystkich sił stłumić uśmiech, ale na próżno i z ust wyrywa mi się salwa śmiechu.
– Kutas? A nie mówiłaś przed chwilą, że ja i on mamy zsynchronizowane umysły i pracując razem, moglibyśmy rozwiązać problem głodu na świecie?
Spogląda na mnie z zakłopotaniem i przeczesuje palcami swoje długie blond włosy.
– Hm, no tak… Oj, dobra.
Kręcę głową z rozbawieniem, po czym poważnieję.
– Mówię serio, Lil. Niełatwo mi to przyznać, ale firma Zane’a jest najlepsza i największa na rynku. Ich program stażowy ma bardzo dobre opinie i nie wymagają od kandydatów doświadczenia. Poza tym zawsze się zastanawiałyśmy, na czym polega to coś, co daje Windsor Hotels przewagę nad Harrison Developments, a dzięki tobie mogłybyśmy się tego dowiedzieć. Za parę lat do mnie wrócisz i podzielisz się zdobytą u nich wiedzą.
Przyjaciółka nie wygląda na przekonaną, ale na szczęście już nie wydaje się tak zniesmaczona jak przed chwilą.
– Zgłoś się do nich – proszę delikatnie. – To wielka firma i najprawdopodobniej wcale się z Zane’em nie spotkasz. Powiedzmy sobie szczerze, czy jest lepszy sposób, żeby się dowiedzieć więcej o Windsor Hotels, niż zostać ich pracownikiem?
Lily mruży oczy, ale uśmiecha się równie przebiegle jak ja.
– Celeste Harrison, czy ty sugerujesz, że mam dla ciebie szpiegować?
Wzruszam ramionami.
– Ja tylko sugeruję, żebyśmy obie skorzystały z twojej rady i obróciły niefortunną sytuację na swoją korzyść.
Lily wzdycha.
– Dostałam odmowę od ośmiu firm w przeciągu ledwie paru tygodni. Nie ma szans, żeby zatrudnili mnie w Windsor Hotels, nawet jeśli złożę aplikację.
– Zatrudnią.
Możliwe, że będę musiała zawrzeć pakt z diabłem, żeby dopiąć swego, ale tak czy inaczej, załatwię jej tę pracę.
CELESTE
Z nerwami napiętymi jak postronki wchodzę na spotkanie w sprawie przejęcia hotelu, do którego przygotowywałam się od paru tygodni, i od razu natykam się wzrokiem na Zane’a. Sprawia wrażenie, że jest w świetnej komitywie z Jonathanem Cavalierem, obecnym właścicielem hotelu, który każde z nas próbuje pozyskać dla swojej firmy.
Obaj mężczyźni podnoszą wzrok, gdy pojawiam się w sali. Łagodny uśmiech, który posyła mi Zane, tylko bardziej mnie zniechęca. Zdradza ich język ciała – przegrałam, jeszcze zanim miałam szansę przedstawić swoją ofertę, jedynie dlatego, że mój konkurent nosi nazwisko Windsor.
Wzbiera mi w żołądku głęboko zakorzeniona niechęć, mimo najszczerszych wysiłków, aby ją stłumić. Dlaczego Zane jest zainteresowany akurat tym hotelem? Bellevue nie jest dostatecznie duży, by się znaleźć na celowniku jego firmy, a poza tym Zane na pewno ma w zasięgu bardziej zyskowne projekty.
– Celeste – odzywa się i wstaje.
Obchodzi dookoła stół konferencyjny i odsuwa mi krzesło. Unoszę brew, a wtedy jego uśmiech zmienia się w szelmowski i wyzywający. Odwrócony plecami do Jonathana, ukazuje mi swoje prawdziwe oblicze. Nieśpiesznie prześlizguje się spojrzeniem po moim ciele, a ja mrużę oczy – nie zamierzam brać udziału w jego gierkach. Zmuszam się jedynie do wystudiowanego uprzejmego uśmiechu i wyciągam rękę do Jonathana, który i tak skupia uwagę na plecach Zane’a. Jak mam konkurować z jawnym podziwem dla Windsora w oczach tego człowieka?
– Pani Harrison – wita mnie przyjaznym tonem Jonathan. – Słyszałem o pani od obecnego tu pana Windsora same superlatywy. Wszystko wskazuje, że mój hotel trafi w dobre ręce, niezależnie od tego, czyją ofertę wybiorę.
– Z całą pewnością – przytakuję z nieudawaną szczerością w głosie.
Mogę nie znosić Zane’a, ale jest świetnym i uczciwym przedsiębiorcą. W odróżnieniu od innych nigdy nie przejął hotelu i nie zniszczył jego unikatowego charakteru, próbując go unowocześnić. To dlatego rywalizacja z nim jest jeszcze trudniejsza niż w dawnych czasach – nie szanuję go jako człowieka, ale cenię jako hotelarza.
– To może zaczniemy od pana Windsora – proponuje Jonathan, zajmując ponownie swoje miejsce.
Ledwo udaje mi się ukryć zaskoczenie, że odrzucił już wcześniej wszystkie inne oferty i zostawił tylko nasze. Jonathan jest nieco ekscentryczny, więc nalegał na wspólne spotkanie z wybranymi oferentami, zamiast rozmawiać z nami oddzielnie. To niekonwencjonalne podejście, ale rozumiem, co nim kieruje. Umożliwia dzielenie się pomysłami, co ostatecznie wzbogaci jego wizję.
Zane wychodzi na środek i staje przed ekranem projekcyjnym z tą samą poważną miną, z którą wchodził kiedyś do klasy na każdy sprawdzian. Wtedy nigdy bym się do tego nie przyznała, ale gdy widziałam go tak skupionego, moje serce gubiło rytm. To się do dziś nie zmieniło. Jest coś fascynującego w obserwowaniu, jak Zane wyzbywa się pozy prześmiewcy i ukazuje swoje prawdziwe oblicze.
– Bogata historia hotelu to jego najcenniejszy atut, który chciałbym za wszelką cenę ocalić – oznajmia.
Pochylam się do przodu, ciekawa jego planów. Pokazuje następny slajd: wizualizację Bellevue po przywróceniu go do dawnej świetności. Mam identyczną wizję jak Zane i na myśl o tym ogarnia mnie przygnębienie. Mamy te same pomysły, ale on dysponuje o wiele większym budżetem, aby je urzeczywistnić.
Czuję, jak wzbiera we mnie irytacja. Zaciskając szczęki, odchylam się na krześle i przyglądam prezentacji oferty Zane’a, z którą nie jestem w stanie konkurować. Poprawia krawat, zmieniając slajdy, a ja prześlizguję się wzrokiem z góry na dół po jego ciele. Granatowy trzyczęściowy garnitur podkreśla jego barczystą sylwetkę i na ułamek sekundy przypominam sobie dotyk jego ciała, kiedy tańczyliśmy ze sobą na gali.
Gorąco uderza mi na twarz i prędko odrywam od niego wzrok. Do głowy napływają mi wspomnienia – o tym, jak mnie całował, kiedy mieliśmy po osiemnaście lat, i jak kąsał moją wargę… Jak rozchylił mi nogi i oblizał wargi, jakby bardzo mu się śpieszyło, żeby mnie skosztować. Podejrzewam jednak, że tamte obrazy zbladłby w porównaniu z tym, jak mogłaby wyglądać noc z nim obecnie. Nienawidzę tego faceta, ale trzeba mu przyznać, że potrafi zrobić użytek ze swojego ciała.
Nasze oczy się spotykają. Nie mogę oderwać wzroku od Zane’a, zahipnotyzowana intensywnością jego spojrzenia.
– Potraktuję go z uczuciem i szacunkiem, na który zasługuje – zapewnia na koniec swojej prezentacji. – Bellevue musi pozostać hotelem butikowym, w którym celebruje się miłość i który pozostawia dobre wspomnienia. Mam zamiar realizować wobec niego dokładnie taką samą wizję jak twoja.
Jonathan sprawia wrażenie wyraźnie wzruszonego i trudno mieć mu to za złe. Od Zane’a bije szczerość i uczciwość – z tego właśnie jest znany w branży. Jestem jedyną osobą na świecie, której nigdy ich nie okazał i która wie, co kryje się pod jego powszechnie szanowaną powierzchownością. Opuszczam wzrok na swoje paznokcie, pomalowane wczoraj wieczorem jaskrawopomarańczowym lakierem o nazwie No Stopping Me Now*, i czerpiąc inspirację i odwagę z tej nazwy, wstaję z krzesła.
Mogłabym przedstawić argumenty świadczące o tym, że hotel taki jak Bellevue nigdy nie zachowa swojego unikatowego charakteru w rękach wielkiej korporacji, ale w przypadku Zane’a Windsora po prostu mijałabym się z prawdą. Poza tym gwoli uczciwości trzeba powiedzieć, że nasza firma wcale nie jest od nich o wiele mniejsza. Kusi mnie, żeby poruszyć ten temat, ale nie będę się zniżać do kłamstwa. Jeśli mam wygrać, to tylko uczciwie.
Dlatego zamiast zmieniać taktykę, wygłaszam przygotowaną wcześniej prezentację. Zawiera mnóstwo szczegółów, których Jonathanowi na pewno zabrakło w ofercie Zane’a: konkretny zakres modernizacji, plan marketingowy, wymagane renowacje. Dostrzegam to w jego oczach – gdyby nie było z nami Zane’a, wybrałby moją ofertę.
Problem w tym, że nie jestem w stanie konkurować z budżetem Windsorów. Zane zaoferuje Jonathanowi tak dobrą cenę, że ten nie będzie w stanie odmówić, zwłaszcza gdy został zapewniony, że Windsorowie nie mają zamiaru zniszczyć dorobku jego życia. Zane może sobie pozwolić na osiągnięcie jedynie niewielkiego zysku na tym projekcie, ale ja nie. Nie będę w stanie zaoferować tego, co on.
Czuję skurcz w żołądku, kiedy po mojej prezentacji Jonathan dziękuje nam obojgu. Już słyszę kąśliwy komentarz z ust dziadka. Wiedziałam, że rywalizacja z Zane’em nie będzie łatwa, ale nie spodziewałam się, że sprawi mi tyle przykrości i wywoła we mnie tak głębokie poczucie bezsilności.
– Skontaktuję się z wami w poniedziałek – obiecuje nam Jonathan, nie odrywając wzroku od Zane’a.
Jak na autopilocie podaję mu rękę na pożegnanie i dziękuję za poświęcony czas, czując ciężar w sercu. Tygodnie. Poświęciłam tygodnie, żeby przygotować tę ofertę, głucha na argumenty dziadka, że nie ma sensu w ogóle jej składać, skoro hotelem interesuje się również Zane. Powinnam być rozsądniejsza. Przez te kilka lat, odkąd wyjechałam na studia, stałam się o wiele dojrzalsza, a mimo to znów się poczułam jak nastolatka, która dorastała w cieniu Zane’a.
Gdy tylko zamykam za sobą drzwi sali konferencyjnej, mój uśmiech znika. Biorę głośny wdech. Może potrzebna mi była nauczka? Nie jesteśmy już z Zane’em w szkole, gdzie nasze siły i możliwości były nieco bardziej wyrównane. Próbując pozyskać projekty, na których zależy również jemu, z góry skazuję się na porażkę. Trzeba było zmienić plany, gdy się dowiedziałam, że on również zamierza złożyć ofertę, zamiast tracić mnóstwo cennego czasu.
Drzwi za moimi plecami się otwierają. Oglądam się za siebie i widzę zbliżającego się do mnie Zane’a z zadziwiająco zatroskaną miną.
– Celeste.
Ton jego głosu wywołuje we mnie jakieś mroczne pragnienie. Przyśpieszam kroku, kierując się w stronę windy w nadziei, że zdołam mu uciec. Jednak dobrze wiem, że mi się to nie uda.
* No stopping me now (ang.) – Nic mnie teraz nie powstrzyma.
ZANE
Czując ukłucie niepokoju, ruszam pośpiesznie za Celeste, gdy wychodzi z sali konferencyjnej. Sprawiała wrażenie zniechęconej, a jej spojrzenie przypomniało mi czasy liceum, kiedy niechcący sprawiałem jej przykrość, próbując zwrócić na siebie uwagę.
Mogę się łatwo domyślić, jak to wygląda w jej oczach – jakbym zamierzał znów ją nękać, starając się o ten sam projekt, co ona. Gdybym jej powiedział, że kompletnie mnie zaskoczyła wiadomość, że również złożyła ofertę, uwierzyłaby mi? Nie jestem pewien, ale za diabła nie pozwolę, aby ta sytuacja wbiła klin między nas dwoje.
– Celeste! – wołam, ale ona się nie zatrzymuje ani nawet nie ogląda. Przeciwnie, jeszcze przyśpiesza kroku i wpada pomiędzy zasuwające się drzwi windy, zanim zdążę ją dogonić.
Szlag. Spoglądam ku drzwiom prowadzącym na klatkę schodową. W ułamku sekundy podejmuję decyzję i zanim sobie w pełni uświadamiam, co robię, jestem już w połowie schodów. Czekałem całe lata, żeby zdobyć u niej szansę, i nie zamierzam czekać ani sekundy dłużej. Ani pozwolić, żeby moje głupkowate zachowanie znów nas poróżniło jak dawniej.
Oddech mi się rwie, gdy dobiegam na parter chwilę przed windą. Jej drzwi się rozsuwają i Celeste zastyga w pół kroku, otwierając szeroko oczy z zaskoczenia. Wygląda bardzo ponętnie w czarnej sukience i z burzą rozwianych loków. Na ich widok od razu mnie korci, żeby złapać je do ręki i nigdy ich nie wypuszczać.
Celeste z zastygłą twarzą udaje, że mnie nie widzi, odwraca się i kieruje do wyjścia z budynku. Uśmiechając się szeroko, doganiam ją i się z nią zrównuję.
– Co ty wyprawiasz? – pyta rozdrażnionym tonem.
– Idę do samochodu – odpowiadam beztrosko. – Zaparkowałem obok ciebie.
Podnosi na mnie oczy, w których odmalowuje się czysta irytacja. Parskam śmiechem, czując, że robi mi się ciepło na duszy. Wolę jej złość niż obojętność, którą mi okazała po wyjściu ze spotkania.
– Bardzo mi się podobała twoja prezentacja – oznajmiam z nieudawaną szczerością. – Jesteś niezrównana w dbałości o szczegóły.
Twarz jej drga i gdy zauważam wypisane na niej poczucie klęski, dosłownie rozrywa mi serce. Prędko odwraca wzrok i przyśpiesza, jakby chciała się jak najszybciej ode mnie uwolnić.
– Hej – mruczę, chwytając ją za nadgarstek i zmuszając, by się zatrzymała kilka kroków od swojego samochodu. – Co się dzieje?
Unosi głowę, ale nie patrzy mi w oczy. Spogląda gdzieś w dal ponad moim ramieniem i wydaje z siebie ciche westchnienie.
– Nic się nie dzieje – kłamie. Zauważyłem jednak, że zwiesiła ramiona, jakby straciła wiarę w powodzenie swojej oferty, a jej zwyczajowy blask w oczach zastąpiła pustka.
Przyciągam ją do siebie i kładę jej dłoń na swojej klatce piersiowej.
– Chodzi o ten projekt? Hotel będzie twój, Celeste. Masz podobną wizję do mojej, ale lepszy plan marketingowy.
Mruży oczy i wyrywa rękę z mojego uścisku.
– Zobaczymy w poniedziałek – stwierdza o wiele bardziej zrezygnowanym tonem, niżbym sobie życzył. Widzę, że próbuje się zmusić się do uśmiechu, co jeszcze bardziej wytrąca mnie z równowagi.
Powinienem być zadowolony, że Celeste zadaje sobie tyle trudu, by zachowywać się wobec mnie profesjonalnie, ale to tylko mi boleśnie uświadamia, że dzieli nas dystans większy niż kiedykolwiek. Tęsknię za dziewczyną, którą trzymałem w objęciach w noc licealnego balu, za jej dawnym obliczem, które pokazała mi przelotnie na gali w zeszłym miesiącu.
– Nie chodzi tylko o ten hotel, prawda? – pytam łagodnie. Robię krok w jej stronę, ale się cofa i przez jej twarz przemyka cień zaskoczenia. – Gnębi cię coś innego. Widzę to, bo unosisz lewą brew i lekko rozszerzają ci się źrenice. Przez to twoje przepiękne oczy wydają się o ton ciemniejsze. Wyglądasz tak tylko wtedy, gdy coś cię gnębi, ale to nie może być taka błahostka jak ta oferta. Co się stało?
Celeste robi okrągłe oczy, wyraźnie zbita z tropu.
– Nie rozumiem – dziwi się drżącym tonem. – Dlaczego cię to obchodzi?
Wzdycham i przeczesuję ręką włosy, żeby się powstrzymać i jej nie dotknąć.
– Zawsze mnie obchodziło.
– W dziwny sposób to okazywałeś – odcina się rozżalonym głosem.
Odruchowo się wzdrygam, czując ukłucie wstydu.
– Przepraszam, Celeste. Naprawdę. Szczeniacki wiek to żadne wytłumaczenie. Często przesadzałem w naszej rywalizacji, ale to nie znaczy, że nie doceniałem twojego intelektu. Nikt tak jak ty nie był w stanie motywować mnie do działania. Nie mogłem się doczekać, aż wrócisz i znowu będę mógł z tobą rywalizować. Byłem przekonany, że ty też tak uważasz. Po tamtej nocy myślałem, że…
Jej usta się rozchylają, a policzki uroczo różowieją. Jest tak zachwycająca, że to aż nierealne.
– Chyba ustaliliśmy, że zapominamy o tym, co się wydarzyło – szepcze, rozglądając się ukradkiem na boki, jakby się bała, że ktoś może nas zobaczyć razem.
– Nie przypominam sobie, żebym się na to zgodził, moja droga Niebianko. Jak mógłbym zapomnieć mój pierwszy raz…
Urywam i obejmuję dłonią kark, umykając wzrokiem w bok i czując gorąco na twarzy. To wyznanie wymknęło mi się niechcący, ale jak zwykle w obecności Celeste głupieję i tracę nad sobą panowanie.
– Ty też… To był też twój pierwszy raz? – szepcze z twarzą wykrzywioną grymasem szoku.
– Czy mogło być inaczej? Byłaś moją pierwszą dziewczyną i od tamtej pory żadna inna się dla mnie nie liczyła.
Bierze głośny wdech i spogląda na mnie z ciepłym uśmiechem.
– Ale… te wszystkie plotki o tobie w szkole… Poza tym cię widziałam.
– Tak? I co takiego widziałaś, Celeste? Dziewczyny próbujące mnie poderwać? A widziałaś kiedyś, żebym chodził z którąś za rękę? Widziałaś, żebym całował inną niż ciebie?
Wpatruje się we mnie, a ja mimowolnie się uśmiecham. Wyciągam do niej rękę i tym razem Celeste się nie odsuwa. Nawijam na palec jeden z jej loków, a drugą dłoń kładę na jej policzku niemal nabożnym gestem.
– Naprawdę cię przepraszam, Celeste. Byłem wrednym dzieciakiem i nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo cię ranią niektóre moje postępki. Gdybym cię poprosił o rozejm, zgodziłabyś się? Nie proszę cię o wybaczenie, Niebianko. Tylko o jedną jedyną szansę, żebym mógł sobie na nie zasłużyć.
Celeste unosi brew i jej pierś zaczyna falować szybciej. Czyżby również czuła, że coś jest między nami?
– Szansę? – powtarza, wyraźnie nieprzekonana.
Potwierdzam z pełną powagi miną.
– Szansę, żebyśmy zostali przyjaciółmi i zapomnieli o przeszłości. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie cieszy mnie perspektywa rywalizowania z tobą zawodowo, ale przecież to już nie będzie to, co kiedyś. Oboje bardzo dojrzeliśmy przez ostatnie lata. Nie chciałabyś dać mi szansy, żebym ci pokazał, jakim jestem teraz człowiekiem? Kto wie, może nawet spodoba ci się to, czego się dowiesz?
– Ja… nie wiem, co powiedzieć. To prawda, oboje dojrzeliśmy od czasów licealnych, ale to nie znaczy, że wszystkie moje rany się zagoiły. Niektóre rzeczy, które kiedyś mówiłeś i robiłeś, były dla mnie naprawdę przykre.
– Powiedz „tak” – szepczę. – Proszę.
Taksuje wzrokiem moją twarz, jakby wątpiła w szczerość moich słów. Nie mogę jej winić za tę podejrzliwość, bo w pełni sobie na nią zasłużyłem.
– Jedna szansa – mamrocze pod nosem, potwierdzając swoje słowa prawie niedostrzegalnym skinieniem głowy.
– Dziękuję. – Przeciągam delikatnie wierzchem dłoni po jej policzku z łomoczącym sercem. – W takim razie… powiesz mi, czym się tak zadręczasz? Zrobiłem coś nie tak? Tylko mi nie mów, że to przez tę ofertę. Znam cię, odkąd mieliśmy po trzy lata, i chociaż bardzo nie chcesz o tym pamiętać, przyjaźniliśmy się, zanim wszystko między nami schrzaniłem w liceum.
Celeste otwiera usta, ewidentnie chcąc zaprotestować, ale ostatecznie się rozmyśla.
– Nie będziesz się ze mnie śmiał? – Głos jej drży. Ze ściśniętym sercem uświadamiam sobie, jak źle ją kiedyś traktowałem, skoro nadal uważa, że byłbym zdolny ją wykpić.
Robię krok do przodu i ujmuję w dłonie jej twarz, spoglądając jej w oczy.
– Nigdy więcej, Niebianko.
Jej spojrzenie się ociepla, a ja od razu się domyślam, że przypomniał się jej pierwszy raz, kiedy ją tak nazwałem. Moja bogini, moja Niebianka. Twierdzi, że woli tego nie pamiętać, ale w jej wzroku dostrzegam coś, co pozwala mi podejrzewać, że okłamuje nie tylko mnie, ale i samą siebie.
– Chciałabym… chciałabym cię prosić o przysługę. Wiem, że to będzie kosztować, jasna sprawa. Pewnie będziesz chciał czegoś w zamian, o ile w ogóle zechcesz mnie wysłuchać…
– Tak – wtrącam, przerywając jej nieskładne tłumaczenia.
Unosi brwi, a kąciki jej ust wędrują w górę w ledwo dostrzegalnym uśmiechu.
– Przecież nie masz pojęcia, o co mi chodzi.
Wzruszam ramionami.
– Nigdy nie poprosiłabyś mnie o coś niedorzecznego, więc cokolwiek to jest, załatwione.
Opuszcza wzrok, chwyta mnie za klapy marynarki i zaciska na nich palce. Ciekawe, czy zdaje sobie sprawę, jak intymnie się w tym momencie dotykamy? Moje dłonie na jej policzkach, jej palce ściskające materiał mojego ubrania… Niemożliwe, żebym tylko ja to czuł, prawda? Celeste twierdzi, że mnie nienawidzi, ale chyba nie zdaje sobie sprawy, że przez to stale skupia na mnie uwagę – tak jak ja na niej.
Nabiera głęboko powietrza, jakby chciała sobie dodać odwagi. Wpatruję się w nią, zaciekawiony, co ją skłoniło, aby schować dumę do kieszeni i poprosić mnie o przysługę.
– Pamiętasz może… Lily?
Wpatruję się w nią pustym wzrokiem, chociaż to imię wydaje mi się znajome. Celeste wzdycha i wypuszcza z rąk moją marynarkę, po czym chwyta mnie za nadgarstki, jakby zamierzała oderwać moje ręce od swojej twarzy. Jednak tego nie robi.
– To moja najlepsza przyjaciółka. Chodziła z nami do liceum, ale nie mieliśmy zbyt wiele wspólnych zajęć.
Marszcząc czoło, szperam w pamięci. Zawsze miałem klapki na oczach – gdy Celeste jest blisko, widzę tylko ją. To się nie zmieniło, odkąd mieliśmy po dziesięć lat. Musiało minąć następne sześć, żebym zrozumiał, dlaczego tak jest.
– Jasne. Mniej więcej twojego wzrostu, szatynka. Dobrze mówię?
Spogląda na mnie z niedowierzaniem.
– Yyy… nie. Blondynka, sporo wyższa ode mnie.
W jej oczach jest coś, co nie pozwala mi się skupić na jej słowach. Jedyne, na czym mi w tym momencie zależy, to dowiedzieć się, dlaczego nagle spogląda na mnie takim dziwnym wzrokiem – jakby była zadowolona i pozwalała mi się do siebie zbliżyć.
– Przepraszam. Nie widziałem świata poza tobą. Ale pamiętam dziewczynę, z którą zawsze jadłaś lunch. To o nią ci chodzi?
Otwiera odrobinę szerzej oczy i jej wzrok ześlizguje się na moje usta. Cholera! Czy ona ma pojęcie, co ze mną wyprawia? Jeśli zbliży się do mnie jeszcze o krok, nie będę w stanie tego przed nią ukryć.
– Chyba nie mówisz poważnie – stwierdza niepewnym głosem. – W co ty ze mną pogrywasz, Zane? Jeśli znowu mnie zranisz jak kiedyś w szkole, nigdy ci tego nie wybaczę.
Wciągam nerwowo powietrze i spoglądam prosto w jej piękne oczy.
– Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym znów zrobił ci przykrość, Celeste. Przed chwilą obiecałaś dać mi szansę, pamiętasz? Więc pozwól mi udowodnić, że się zmieniłem. Proś mnie, o co tylko chcesz, a ja to dla ciebie zrobię.
Waha się przez chwilę, jakby nie była pewna, czy można mi wierzyć. Widać jednak, że na czymś bardzo jej zależy.
– Mój dziadek nie przyjął Lily do pracy, bo uważa, że jestem zbyt uległa i nie będę w stanie oddzielić życia prywatnego od zawodowego. – Spogląda na mnie prosząco, przyprawiając mnie o szybsze bicie serca. – Lily próbuje też w Windsor Hotels i, ekhm, chciałam zapytać, czy nie mógłbyś jej zatrudnić.
– Tylko tyle? – pytam zaskoczony.
– Wiem, że proszę cię o wiele, ale byłabym wdzięczna, gdybyś się przynajmniej nad tym zastanowił. I tak, przeszło mi to przez myśl i razem z Lily żartowałyśmy na ten temat, ale to nie jest żaden podstęp, żeby zdobyć informacje z pierwszej ręki o Windsor Hotels.
Śmieję się i delikatnie odgarniam włosy z jej twarzy.
– Jeśli chcesz mieć informacje o nas z pierwszej ręki, wystarczy, że zapytasz mnie. Jest duża szansa, że ci ich udzielę.
Celeste wpatruje się we mnie, jakby nie potrafiła mnie rozgryźć, ale trudno ją za to winić. Nadal ma w pamięci obraz wrednego nastolatka i nie wie, że jestem już innym człowiekiem. Jeszcze nie wie.
– Wyświadczę ci w zamian przysługę – zapewnia mnie, wyrzucając z siebie pośpiesznie słowa. Jak widać, te kilka sekund, które zwlekam z odpowiedzią, utwierdziło ją w przekonaniu, że jej odmówię.
– Zatrudnię twoją przyjaciółkę, Celeste. Nie zajmuję się rekrutacją, ale dopilnuję, żeby Lily została przyjęta. Wyślij mi jeszcze dzisiaj mailem jej CV, a ja je przekieruję do HR-u.
Odsuwam się od niej niechętnie i wyjmuję z kieszeni swoją wizytówkę. Celeste wpatruje się w nią przez chwilę i ponownie podnosi na mnie wzrok.
– Byłam gotowa nadal cię nienawidzić – szepcze – ale mi to bardzo utrudniasz.
– I dobrze. Bo naprawdę nie chcę, żebyś mnie nienawidziła.
Rozchyla usta, jakby zamierzała coś dodać, ale się powstrzymuje i kręci nieznacznie głową.
– Jeśli ją zatrudnisz, nie będziesz wobec niej niesprawiedliwy, prawda? Nawet jeśli gdzieś w głębi duszy nadal czujesz do mnie niechęć, czy mógłbyś nie wyładowywać jej na Lily?
Ciężko mi patrzeć na malującą się w jej oczach nieufność, wiedząc, że to ja jestem jej powodem.
– Obiecuję, Celeste. Nie tylko ją zatrudnię, ale i dopilnuję, żeby była dobrze traktowana.
– Chcę czegoś więcej niż twojej obietnicy – zaznacza stanowczym tonem, jakby się bała ryzykować przyszłość przyjaciółki. To dziwne, ale natychmiast robię się zazdrosny o dziewczynę, której nawet nie pamiętam. Czym można sobie zasłużyć na taką lojalność Celeste?
Ujmuję jej dłoń i powoli podnoszę do ust, po czym delikatnie całuję jej wnętrze, przymykając na sekundę oczy.
– W takim razie przysięgam – szepczę. – Przysięgam ci, że odpowiednio się zajmę twoją przyjaciółką. Co ty na to?
Rumieniąc się uroczo na policzkach, wyrywa mi rękę, speszona. Cudowny widok.
– Dz-dziękuję, Zane.
– Dla ciebie wszystko – oznajmiam, nie starając się dłużej ukrywać swoich uczuć. Celeste myśli, że tylko się z nią droczę i próbuję flirtować w ramach jakiejś nowej gry. Ciekawe, jak by zareagowała, gdyby się dowiedziała, że jest jedyną liczącą się kobietą w moim życiu.
CELESTE
W ponurym nastroju przemierzam lasek dzielący posiadłość ojca Lily od naszej, aż docieram do niewielkiego drewnianego domku, zbudowanego na samej granicy. Nie jestem ani odrobinę zdziwiona, że w środku pali się światło. Wiedziałam, że dzisiaj – w rocznicę śmierci jej matki – zastanę tu przyjaciółkę.
– Lily?
Kiedy wchodzę do środka, podnosi głowę znad małego stolika w kącie i zamyka swój pamiętnik, spoglądając na mnie przez łzy. Ociera je pośpiesznie, ale i tak zdradzają ją zaczerwienione oczy.
– Celeste! – woła.
Rozkładam ramiona. Przyjaciółka wpada w moje objęcia, a jej ciałem wstrząsa fala szlochów. Ściskam ją mocno i prowadzę na małą kanapę, nie wiedząc, jak się zachować. Jej tata kazał zbudować dla niej ten domek wiele lat temu i od tamtego czasu to zawsze była nasza sekretna kryjówka. Przychodzimy tutaj, żeby odpocząć od reszty świata, i to tu zastaję Lily co roku w tym pamiętnym dniu. Nigdy nie prosi mnie o wsparcie – woli cierpieć w milczeniu, a ja wiele bym dała, żeby to się zmieniło. Pomimo naszej wieloletniej przyjaźni Lily wciąż uważa, że jest dla mnie ciężarem. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, chciałabym się jej zrewanżować i być dla niej podporą.
– N-nie mówiłam ci o tym – jąka się – ale on zmarł w więzieniu. John.
Przytulam ją mocniej, trawiąc tę nowinę. Gardło ściska mi głębokie poczucie niesprawiedliwości i żal, a w oczach momentalnie stają łzy.
– N-nawet nie odsiedział całego wy-wyroku. Nie powinien był tak szybko umrzeć. Jeszcze n-nie teraz. Ja… ja… zrobiłam straszną rzecz, że mu wtedy o nas powiedziałam. Zeszłej nocy mi się przyśnił i przypomniałam sobie, jak mi dziękował, kiedy mu podałam nasz nowy adres.
Zagryzam wargę, wracając myślami do dnia, w którym przyjaciółka po raz pierwszy zwierzyła mi się, co się stało z jej matką. Została brutalnie zamordowana przez swojego partnera, od którego chciała odejść, aby jeszcze raz spróbować ratować swoje małżeństwo.
Wciąż pamiętam udrękę Lily, kiedy mi opowiadała, jak znalazła jej ciało. Miała zaledwie jedenaście lat i właśnie wróciła ze szkoły, zła, że mama nie czekała na nią jak co dzień na przystanku autobusowym.
– O niczym nie wiedziałaś – przypominam jej. – Nie miałaś pojęcia, że się rozstali, a poza tym mama cię nie uprzedziła, że masz przed nim ukrywać wasz adres. Ale nawet gdyby to zrobiła, i tak nie ponosiłabyś za to winy, Lily. Byłaś wtedy dzieckiem, a on kimś, kogo znałaś i komu ufałaś.
Lily wtula twarz w moją szyję, mocno mnie ściskając, jakby się bała, że beze mnie rozpadnie się na kawałki. Przygarniam ją ze wszystkich sił, modląc się w duchu, żeby wzięła sobie do serca moje słowa.
Kiedy Lily się tutaj sprowadziła, niedługo po stracie mamy, nękały ją koszmary i miała problemy z nawiązywaniem nowych przyjaźni. Gdybyśmy nie mieszkały blisko siebie, pewnie przede mną też by się nie otworzyła. Nadal większość czasu spędza samotnie. Często się zastanawiam, czy po prostu nie boi się zdrady ze strony kogoś bardzo bliskiego, co spotkało jej matkę. A może zwyczajnie nie chciałaby znów stracić kogoś, kogo kocha. Nie pomogło jej też to, że jej ojciec ponownie się ożenił. Poczuła się wtedy jeszcze bardziej samotna i ten domek stał się dla niej jedynym miejscem, gdzie mogła pielęgnować wspomnienia o mamie.
Po latach Lily radzi sobie o wiele lepiej, ale kiedy zbliża się rocznica śmierci mamy, powracają do niej koszmary i od nowa zaczynają ją dręczyć wyrzuty sumienia. Nie wiem, jak jej ulżyć w bólu, ale zrobiłabym wszystko, aby choć trochę go złagodzić. Lily bardzo często służyła mi wsparciem i boli mnie świadomość, że ją zawodzę i nie potrafię się jej zrewanżować.
– Tak bym chciała, żeby mama była z nami – skarży się, a mnie kraje się serce.
– Ja również – szeczę. – Byłaby z ciebie bardzo dumna, Lily. Jesteś najmądrzejszą i najmilszą osobą, jaką znam, a poza tym odziedziczyłaś po niej urodę, wiesz? Na pewno byłaby zadowolona, że wyrosłaś na wspaniałą kobietę, nawet bardziej niż zadowolona.
Lily próbuje zaczerpnąć oddech, ale tylko dławi się szlochem.
– N-nawet nie potrafię znaleźć p-pracy, Celeste. Byłaby mną rozczarowana. Czuję się zagubiona, a to takie okropne uczucie.
Odsuwam się nieco, żeby na nią spojrzeć, i kręcę głową.
– Coś znajdziesz, Lil – zapewniam ją, wracając myślami do Zane’a. Przez tyle lat sprawiał mi same przykrości i wciąż mnie zawodził, ale jeśli wyświadczy mi tę jedną jedyną przysługę, wszystko mu wybaczę.
Czuję ucisk w żołądku, błagając o to w myślach Zane’a i cały wszechświat. Chcę tylko ulżyć Lily w bólu, bo zasługuje na to jak nikt inny, a mnie dobija myśl, że nie mogę jej pomóc.
– Daj sobie jeszcze trochę czasu, a znajdziesz coś odpowiedniego, wierz mi. Jesteś inteligentna i nie znam nikogo pracowitszego od ciebie. Dla każdej firmy będziesz jak wygrany los na loterii.
Minęły już dwa tygodnie, odkąd poprosiłam Zane’a o zatrudnienie Lily. Z każdym dniem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że powinnam go o to błagać, bo pewnie na to czeka. Czy to by coś zmieniło? Nie potrafię go rozgryźć jak kiedyś, ale gdy rozmawialiśmy po spotkaniu, byłam przekonana, że nie jest tym samym chłopakiem, z którym dorastałam. Mogę tylko mieć nadzieję, że się nie myliłam.
Lily zagląda mi w oczy, jakby szukała w nich iskry nadziei.
– Nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobiła – szepcze. – Nie wyobrażasz sobie, jaka jestem wdzięczna, że mam taką przyjaciółkę jak ty, Celeste. Uratowałaś mnie, chociaż nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Uśmiecham się do niej, zadowolona, że jej smutek nieco zelżał.
– Ty też mnie uratowałaś, Lily. Od tego są przyjaciółki, prawda? Jesteśmy dla siebie nawzajem podporą.
Nie zliczę, ile razy Lily mnie pocieszała, kiedy Zane zrobił mi jakieś świństwo. Była przy mnie, kiedy mój brat się od nas odciął i nasz dom zamienił się w pole bitwy, ponieważ dziadek postanowił go wydziedziczyć. Jednak moich doświadczeń nie da się porównać z przeżyciami Lily. Mimo to przyjaciółka ani razu nie dała mi odczuć, że moje problemy są mniej ważne i nie warto się nimi przejmować.
Lily mi przytakuje i pociąga nosem. Jej oddech powoli się uspokaja.
– Moja mama na pewno by cię pokochała, podejrzewam, że tak samo mocno jak twoja mnie.
W normalnych okolicznościach wdałabym się z nią w dyskusję, która z nas jest ulubienicą mojej mamy – często mam poczucie, że jednak Lily – ale dziś pozwalam jej wygrać tę rundę bez walki.
– Jestem pewna, że ja ją też. Uwielbiam, gdy mi o niej opowiadasz.
Przyjaciółka wysuwa się z moich objęć i podchodzi do stolika, żeby wziąć do ręki zdjęcie mamy, które trzyma w pamiętniku.
